- Opowiadanie: ninedin - Czarny dzień na Olimpie

Czarny dzień na Olimpie

Absolutnie niepoważna mitologiczna zabawa. Sprowokowana przez pewną uwagę w dyskusji konkursowej. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Czarny dzień na Olimpie

Najczarniejszy dzień w historii Olimpu zaczął się dość niewinnie. Na biurku Zeusa wylądował mianowicie rachunek za budowę nowego pałacu. Rachunek, powiedzmy to sobie szczerze, podejrzanie wysoki.

W normalnych warunkach pan Olimpu westchnąłby ciężko, podrapał się po brodzie i zapłacił, a potem kazał Cyklopom wyprodukować trochę więcej złota, ale tym razem jego uwagę przykuł dopisek na marginesie planu budynku. Brzmiał on: sekretna komnata Hery, bez dostępu dla Zeusa. Władcy bogów zaczęły przed oczyma latać czerwone plamy, a ręce zadrżały z gniewu. Doświadczenie podpowiadało mu, że istnieje tylko jeden powód, dla którego można chcieć skonstruować tajne pomieszczenie, do którego wstępu nie będzie miał współmałżonek.

– Zdradziecka jędzo! – ryknął, wpadając bez zapowiedzi do komnaty Hery. – Budujesz sobie gniazdko miłosne, a ja mam za to płacić?! Niedoczekanie twoje, obłudna zołzo!

Hera popatrzyła na Zeusa z lodowatą wściekłością.

– Doprawdy – syknęła – nie rozumiem, o co ci tym razem chodzi, drogi mężu. A w kwestii pretensji o gniazdka…

– To niby nie twoje wydatki?! – krzyknął Zeus, rzucając z hukiem tabliczki z rachunkami na marmurową posadzkę.

Hera spokojnie podniosła dokument, zasiadła w fotelu i przez dłuższą chwilę studiowała liczby.

– Moje – potwierdziła. – Przyniósł je dzisiaj wysłannik Hefajstosa. Naszego, że ci przypomnę, syna. Przysłał mi list przez jedno z tych swoich mechanicznych cud-zwierzątek, wiewiórkę. Poinformował mnie, że zaakceptowałeś jego plan budowy i zgodziłeś się pokryć koszty, kazałam więc automatonowi zanieść rachunki prosto do ciebie. Muszę przyznać, że jestem zachwycona tym pomysłem na pokój, do którego ty, kochanie, nie możesz wejść. Sama bym na to nie wpadła, ale od czegoś mam syna inżyniera…

– Ja mu dam! – wrzasnął Zeus! – Knuć przeciw rodzonemu ojcu! Wezwać mi tu tego łajdaka, natychmiast! A moją żonę przykujcie do tronu, żeby nie uciekła do kochanka!

Krótką chwilę potem Iris, wysłanniczka bogów, przyniosła swemu władcy odpowiedź od syna.

– Hefajstos nie przyjdzie – powiedziała niepewnie, obawiając się, że władca Olimpu może zapomnieć o własnych zasadach i jednak postanowić trafić posłańca piorunem. – Powiedział, że się do ciebie więcej nie odezwie, panie. I że uwiedzenie tego samego dnia jego żony Afrodyty i córki Eufemii jest w złym guście, nawet jak na ciebie. Tylko cytuję! – dodała szybko bogini.

– Nie uwodziłem żadnej Eufemii! To jest bunt i niesubordynacja! – Zeus trząsł się z wściekłości. – Wezwijcie mi tu Fobosa i Dejmosa, pójdziemy razem po tego rebelianta! Już ja się z nim rozprawię!

Uzbrojeni po zęby wojownicy Fobos i Dejmos ruszyli wraz z Zeusem do kuźni Hefajstosa, ale na próżno się fatygowali. Bóg-kowal zostawił co prawda otwarte drzwi i płonący ogień, ale jego pracownicy, cyklopowie, nie bardzo umieli powiedzieć, dokąd poszedł.

– Ale był zły – mruknął Brontes.

– Bardzo zły – dodali chórem Steropes i Arges.

– Przyszła do nas wiewiórka – wyjaśnił Brontes. – Wieszcza. To ona mu powiedziała. O żonie i córce, znaczy.

Zeus zazgrzytał zębami i razem z swoją obstawą – do której kazał dołączyć cyklopom – ruszył na poszukiwanie syna.

Nie zaszedł daleko: drogę zastąpiła mu Afrodyta. Wyglądała na wyjątkowo zdenerwowaną.

– Co jest? – zapytała ostro, zanim Zeus zdążył powiedzieć choć słowo. – Plotki się rozpuszcza? O mnie? Serio?

– Ale… – Zeus nie miał czasu powiedzieć nic więcej, zanim bogini miłości nie nabrała tchu i nie zaczęła ponownie:

– To jest żałosne, wiesz? No dobrze, pogłoskę, że mnie uwiodłeś, jeszcze bym jakoś zniosła, nie ty pierwszy, nie ostatni. Ale że niby odkryłeś moją sekretną żądzę i się dla mnie zamieniłeś w muchę?! Muchę? Cały Olimp się ze mnie śmieje! Zapłacisz mi za to, Zeusie!

Bogini skinęła ręką. Ukryty w gałęziach przydrożnego drzewa Eros trafił nieomylną strzałą prosto w serce władcy bogów. Druga strzała, o czym Zeus nie wiedział, chwilę wcześniej wbiła się prosto w maleńką nóżkę przelatującej obok muchy.

Zeus rozejrzał się dookoła, oszołomiony, póki nie zauważył grupy owadów, unoszących się nad błotnistą kałużą. Boski wzrok bez wahania wyłowił spośród nich kształtną postać Musca domestica o złoto-szarym tułowiu i połyskliwych skrzydłach. Chwilę potem, przyjąwszy postać wyjątkowo okazałej muchy, władca bogów pofrunął za nową ukochaną.  

– No i d… – zaczął Dejmos, ale brat, bóg lęku, strachu i paranoi, przerwał mu w pół słowa.

– Ej? – zapytał. – Ty słyszałeś kiedyś o jakiejś wieszczej wiewiórce?

– W życiu nie – Dejmos popatrzył na brata podejrzliwie. – O wieszczych dębach albo innych krzakach, tak, ale wiewiórkach? Może spytamy stryja, co? On się zna na wróżeniu.

W wyroczni Apollina braci powitał niecodzienny widok. Bóg wróżb, z łukiem w dłoni, szybkimi krokami przemierzał swoje sanktuarium. Najwyraźniej on też nie był w dobrym humorze.

– Mam nadzieję, że przychodzicie przeprosić w imieniu waszego ojca! – syknął na widok Fobosa i Dejmosa. – Jeżeli on myśli, że oddam mu Delfy, bo kiedyś mieszkał tam jakiś smok, a on lubi smoki, to się grubo myli! Żądam satysfakcji! Pojedynku! Żeby mi leśne zwierzęta musiały donosić, co mój własny brat, Ares, knuje! Żałosne!

– Jakie zwierzęta? – spytał Dejmos, ale Apollo nie słuchał. Kiedy zaś zobaczył cyklopów, z którymi od dawna był skłócony, wpadł w istny szał i kazał wszystkim natychmiast się wynosić.

– No i nie wiemy, co z wiewiórką… – mruknął Fobos, kiedy tylko za Apollinem z hukiem zatrzasnęły się drzwi wyroczni.

– Wiewiórką? To wyście nasłali na mnie te wiewiórki?! – Demeter, cioteczna babka braci, wyłoniła się z niewielkiego zagajnika. Gotowała się ze złości. – Szkodniki od wczoraj zżerają mi zapasy cudownych ziaren! Wszystkie nimfy i satyrów posłałam, żeby zrobili z tym porządek, ale podobno ten bałwan Dionizos uznał, że świetną zabawą będzie poczęstowanie ich winem. Całą rzeką wina! Cholerne wiewióry pochłaniają mi zasoby, a ten się bawi! No, popamięta mnie smarkacz, a i wy też, bo jeżeli to wasze wiewiórki…

– W nogi! – krzyknął Fojbos. Obaj bracia uciekli przed zdenerwowaną boginią: Demeter słynęła z tego, że potrafiła być wyjątkowo mściwa.

Gdzie indziej nie było lepiej. Atena zatrzasnęła się w zbrojowni, bo ponoć jakieś gryzonie zjadły wężowe włosy Meduzy na jej tarczy. Artemida z ogarami poszła w las, polować na gigantyczną wiewiórę, która podobno niszczyła drzewa w jej świętym gaju. Hermes utknął w Hadesie, gdzie sprawdzał, czy oczekująca w zaświatach dusza przyszłej superbohaterki Squirrel Girl przypadkiem nie wcieliła się zbyt wcześnie i nie szaleje po świecie. Herakles spał, mamrocząc coś o trzynastej pracy i orzechach. Hestia ukryła się w ognisku. Innymi słowy, na Olimpie zapanował kompletny chaos.

 

***

 

Podczas gdy bogowie kłócili się, walczyli i ścigali nieistniejące widma gryzoni po lasach i polach, na krańcu świata przez bramę ogrodu Hesperyd przeskoczyło niewielkie rude stworzenie. Czemu miało nie przeskoczyć? W końcu wstępu do cudownego sadu zabroniono jedynie ludziom, herosom i bogom, o wiewiórkach nikt nic nie mówił.

Stworzonko rozejrzało się dookoła, po czym szybkimi susami ruszyło ku świętemu zagajnikowi hamadriady Karyi, patronki krzewów leszczyny.

Odwiedziny u greckich sąsiadów okazały się wyjątkowo owocne, i to pod każdym względem, pomyślał z satysfakcją Ratatosk, pakując do zaklętego worka-samobiega kolejne garście magicznych orzechów.  Trzeba to będzie powtórzyć. W końcu idzie zima, i to taka solidna… 

Koniec

Komentarze

Kolejne sympatyczne opowiadanie :)!

Fajne pomysły mają te Anonimy!

Jest kilka babolków – zgubione spacje, powtórzenia, ale co tam…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Się powalczy z tymi babolkami. Dziękuję anonimowo :)

Tekst nie jest olśniewający i wgniatający w ziemie ale sympatyczny.

 

Pozdrawiam.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

+ wielki za Squirrel Girl :)

 

Przyjemnie się czytało, odświeżające podejście do tematu wiewiórek :)

say what you mean, but don't say it mean

Anonim dziękuje serdecznie; ma, musi przyznać, pewną słabość do Squirrel Girl :)

Zeus zamienił się w muchę. Czego to się nie robi z miłości. Świetne opowiadanie. Poprawiłeś mi nastrój Anonim :-) Dzięki.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Też fajne. Podoba mi się zderzenie greckich i nordyckich bogów :)

Kliczek :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

A do mnie jakoś niespecjalnie trafiło. Nie, żebym miała się czego jakoś bardzo przyczepić (owszem, gdzieś tam się pojawił dywiz zamiast półpauzy w dialogach), ale po prostu… No, nie mój typ opowiadania. To, co mi przeszkadzało, to pewna łopatologia. Na przykład Apollo mówiący: mój własny brat, Ares. Komu on to tłumaczy? Poza tym, chyba mimo wszystko trochę przejadły mi się mitologie. 

Zabawne i pomysłowe:) Przyjemnie spędzony czas przy lekturze.

Czytało się lekko i przyjemnie. Fajny pomysł z wykorzystaniem Bogów, dla mnie na plus. 

Z mitologii można czerpać garściami, czego przykładem jest Czarny dzień na Olimpie. A i wiewiórka znalazła tu godne siebie miejsce. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ratatosk siejący zamęt na Olimpie heart

 

Bardzo fajne ogranie wszystkich bóstw i ich cech szczególnych, autorstwo podejrzewałam dość od początku, ale aluzja do “Orfeusza w piekle” zdradziła je ostatecznie :P

 

Drobiazgi:

 

– Zdradziecka jędzo!-

→ Spacja po wypowiedzi i półpauza

 

czy oczekująca w zaświatach dusza przyszłej superbohaterki Squirrel Girl przypadkiem nie wcieliła się zbyt wcześnie i nie szalała po świeci

→ tu następstwo czasów sugerowałoby raczej “i nie szaleje po świecie”

http://altronapoleone.home.blog

Anonim serdecznie dziękuje i za poprawki (wprowadzone już), i za miłe słowa; ma też nadzieję, że akurat Drakaina docenia ideę przemiany Zeusa akurat w muchę :D 

@rosebelle: Anonim dziękuje za wizytę i za wyłapanie rzeczy, które Twoim zdaniem brzmią nienaturalnie – szkoda, że straciłaś czas na coś, co nie spasowało, ale Anonim może skorzystać z Twoich wniosków :)

 

Wszyscy pozostali: bardzo, bardzo to miłe :)

na przykład Apollo mówiący: mój własny brat, Ares. Komu on to tłumaczy?

Ja odniosłam wrażenie, że to miało być po prostu emfatyczne: żeby mój własny brat robił takie rzeczy?

http://altronapoleone.home.blog

Tak tak, ale to wyjaśnienie, że chodziło o Aresa dla mnie było takie łopatologiczne. To jednak tylko moje osobiste odczucia, którymi nie trzeba się przejmować. Nie nazwałabym też lektury stratą czasu, bo jednak był to okej tekst, ja po prostu chyba nie jestem docelowym odbiorcą? Niemniej czytam wszystkie wiewiórki, żeby móc zagłosować na to opowiadanie, które uznam za najlepsze! :)

Zabawne, w sam raz do poduchy ;)

Pomysłowe :) Hm, jestem pod wrażeniem, jak ładnie udało Ci się zgrać mitologię z wiewiórkami :) Bardzo przyjemna lektura. Oczywiście, klikam bibliotekę :)

Zabawny tekst, wieszcza wiewiórka – padłam. Podobała mi się dynamiczna akcja z nieoczekiwanymi zwrotami, okraszona humorem i zgrabnie wplecione odwołania do bóstw. Zgłaszam opowiadanie do wątku bibliotecznego.

Mi jakoś tak nie bardzo :( 

O, widzę, że się komentarz nie zamieścił. W takim razie muszę i resztę opowiadań wiewiórczych sprawdzić. Całe szczęście, że nauczona doświadczeniem pisałam tym razem w sowim pliku.

 

Bardzo sympatyczne opowiadanie, gładziutko napisane i wymyślone. Zdaje się, że polubię mitologię:) W zabawny sposób przybliża greckich bogów. Nie szkodzi, że nie ma tu spraw poważnych, tragicznych, choć dla Olimpu był to zaiste prawdziwy sądny dzień. 

A superbohaterkę ogromnie  lubię:)

Poproszę o klika, rzecz jasna.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Uśmiechnęłam się, mimo dość dużego dzisiaj zmęczenia, więc dziękuję za rozbawienie. 

Kawałek świetnego tekstu. 

Bardzo sympatyczny i lekki tekst. No, to wiewióra nabroiła. Ale jaką miała fantazję! Widać znajomość tematu.

Babska logika rządzi!

Oj ładny tekst, ładny :) Na tak krótkim dystansie upchnąć tylu znamienitych reprezentantów greckiego panteonu, i to bez wrażenia przytłoczenia, to niezły wyczyn. Sympatyczne, humorystyczne, fajny plot-twist z konkurencyjnym systemem wierzeń :) Z poprawek tylko wyśrodkowałbym gwiazdki, poza tym nic nie rzuciło mi się w oczy.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Jedno opowiadanie z Ratatoskiem już w tym konkursie czytałam. ;) Przyjemny tekst, taki wesoły i pokazujący z duży kawałek mitologii. Umiejętnie zagrałeś chaosem i sprawnie go opisałeś.

Zostaw ten żyrandol.

@Wicked G: Anonim dziękuje!!!!

 

@Verus: no to chyba pora odsłonić kulisy sprawy. W dyskusji konkursowej pojawiła się idea, że Ratatosk powinien być patronem konkursu. A prawie do ostatniego dnia w ogóle nic o nim nie było!! Planem Anonima było coś na to poradzić – ergo, powstał “Czarny dzień…”, i tego samego dnia pojawił się “Rudzielec u jabłoni”! I tak, z zera opowiadań o Ratatosku zrobiły się słuszne dwa :D 

Ale jak sam zauważasz, Anonimie, “słuszne dwa”, więc pewnie w zupełności wystarczy. :D

Zostaw ten żyrandol.

Normalnie, aż mi się żal tego Zeusa zrobiło. Bóg niby największy, a jakiś tam Ratatosk go wy…tentegował. :)

Fajnie napisane, ale taka to, kolejna wojenka na Olimpie.

Gratulacje, ninedin! Drugie miejsce, pięknie. laugh

Trochę dobrze, że nie pierwsze, bo byś sama sobie wiewiórkę dziergała… wink

No :D. A chwilowo szydełkuję serię potworów mitologicznych :D  

@Ninedin

Gratuluję!

Bardzo mi się to opko podobało :). Przecież na nie głosowałem, nie ;)?

 

A z tym Ratatoskiem to ciekawa sprawa. Dopóki nie wrzuciłyście go na listę “bogów” do Mitologii inaczej, nawet nie wiedziałem, że istnieje. Mitologia nordycka u mnie leży i kwiczy niestety. I w Dziewczynie znalazł się jako mrugnięcie okiem. A tu…

Znaczy – zawsze warto zostawaić luźne końce :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dziękuję, Staruchu. Twój tekst konkursowy też uroczy, z ogromną przyjemnością przeczytałam.

Nowa Fantastyka