- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Egzekucja Rudziello dela Kito

Egzekucja Rudziello dela Kito

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Egzekucja Rudziello dela Kito

Rudziello dela Kito upadł w błotnistą kałużę i zaklął siarczyście. Na wodzie pojawiło się kilka bąbelków, a sam zdegradowany gwiazdor mógł jedynie otrzeć z pyszczka krew klejącą się do jego niegdyś rdzawozłotego futerka.

– Spalić! Albo lepiej – usmażyć i poćwiartować! – krzyknął ktoś z tłumu.

– Z sosem! Tylko jakim?

– Jakimkolwiek, ale ja proponuję słodko–kwaśny, bo idealnie obrazuje przebieg życiowej kariery tego gamonia! Argh! – Starczy głos prześcignął w mocy resztę.

Kilka wiewiórek i jedna podstarzała łasica spojrzały w stronę zdziadziałego wiewióra opierającego się na orzechowej lasce. Nie miał lewego oka i wyglądał jak typowy zombie–wiewiór.

Rudziello wstał o własnych siłach mimo eskorty w postaci trzech dobrze zbudowanych szarych wiewiórek. Zaprowadzili go przed biurko naczelnika. Stary mebel postawiono na środku podwórka egzekucji. Na blacie leżały papiery, głównie akta straconych tego ranka rzezimieszków. Naczelnik Grdyka przyjrzał się niegdysiejszej gwieździe wiewiórczo–łasiczej estrady i prychnął, dławiąc się niebezpiecznie musem z fistaszków. Zajęło mu kilka chwil, aby powrócić do w pełni żywych.

– Przedstaw się rudzielcu!

– Rudziello dela Kito. Gwiazdor estrady, muzyk, duma rodu…

– Dumni będą na pewno z twojego łba, kiedy go im przyślemy pocztą błyskawiczną. Oby twój mózg nie był z musu fistaszkowego. Nienawidzą tego towaru, bo przecieka! – Ostatni wyraz zaakcentował aż za wyraźnie. Spod rdzawych wąsów wystrzelił grad kropel śliny.

– Mam prawo do obrony jak każdy.

Tłum zarechotał. Naczelnik sprawnie poprowadził falę śmiechu, po czym jak dostojny dyrygent operowy niewidzialną batutą zakończył przedstawienie.

– Nie jesteś ty taki zwyczajny – skrzywił się.

– Do gara go i ugotować. A potem na marmoladę. Mój sklep! Mój sklep będzie ją sprzedawał, za pół darmo! Każdy skosztuje, nawet ci najbiedniejsi!

Reakcje były w większości pozytywne. Nieliczni usiłowali na siłę wywołać odruch wymiotny. Naczelnik jednak był znany ze swojej niechęci do marmolad i powideł. Skinął na jednego z szarych osiłków. Po chwili w przeraźliwie niespokojnej ciszy dało się usłyszeć dźwięki łamanego karku i kręgosłupa. Tłum zamilkł.

– Wracając…

– Jestem absolutnie niewinny – wtrącił.

– Naczelnikowi się nie przerywa. Mniej to na uwadze. Ja wymierzam sprawiedliwość. Mogę zarządzić, aby ugotowali cię żywcem i zmielili, a potem podawali na pokazowej degustacji.

– Nie sądzę, żeby to było konieczne. Ja tylko… tak już mam. Taki nawyk z estrady – Wypluł jeszcze kilka wersów przeprosin i tłumaczeń. Naczelnik tylko kręcił łbem z dezaprobatą.

– Wyrwanie kręgosłupa i publiczna pokazówka na tydzień. Nieźle co nie?

Rudziello poczuł, jak serce staje mu w gardle. Nie mógł przełknąć ani wydać z siebie żadnego dźwięku. Naczelnik, widząc to, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego oczy były nieprzeniknionymi oceanami w czarnych kraterach. Ile przerażonych skazańców się w nie wpatrywało, on sam tylko wiedział. Każdy kończył chwilę później.

– Podpisz – podsunął mu zgodę na wykorzystanie jego truchła do celów absolutnie dowolnych przez lud. Prawo wyraźnie zabraniało odmowy złożenia podpisu.

Rudziello dela Kito podpisał papier i przy okazji spojrzał w akta innych skazańców. Mieli mniej szczęścia niż on. Niektórzy jeszcze tego dnia będą się sprzedawać w świetniej cenie w którymś z supermarketów jako mielonki. Smutny koniec, nieco zaskakujący. Mieli setki innych osób na widelcu, a wybrali jego. Chyba po prostu trafił w złe miejsce ze swoją muzyką. Tutejsze strony nie słynęły z podziwu dla artystów. Rozkochał w sobie kilka nawet ładnych wiewiórek i jednego dość paskudnego wiewiór błąkającego się po okolicy od lat.

Do wykonania egzekucji Naczelnik wyznaczył tego samego osiłka, który pozbył się głośnego sklepikarza. Tłum przyglądał się uważnie. Matki uciszały swoje pociechy, które zniecierpliwione czekały na finał. Gdzieś z tyłu ktoś mordował swojego znienawidzonego teścia. W takim tłumie to norma. Wszystko odbywało się cicho i estetycznie. Zasada siódma: zabijaj cicho, czysto i z uśmiechem.

– Jakieś ostatnie słowa?

– Pozdrawiam fanów i mojego sponsora – zakłady mięsne Trzy Świerki nad Wodospadem.

– Rudziello dela Kito uznany za winnego stawianych mu zarzutów fałszu i trującej degeneracji naszej społeczności, zostaje skazany na wyrwanie kręgosłupa i publiczną jego pokazówkę. Wykonać!

Widok był obrzydliwy, ale napawał dumą Naczelnika przez następne tygodnie, dopóki jakaś oszczędna ‘’madka’’ nie zawinęła kręgosłupa do swojej dziupli na bulionik dla swoich siedmiu wiewióreczek.

Tyle! Rozejść się!

Koniec

Komentarze

Moim zasadniczym problemem z tym tekstem, w kontekście konkursu, na który został napisany, jest absolutna wymienność w nim wiewiórek na cokolwiek. Mogłoby się to wszystko dziać wśród ludzi, dinozaurów albo wychucholi pirenejskich. Wiewiórczość, że się tak wyrażę, bohaterów w żaden sposób nie jest ważna dla tekstu: oni nic w sobie nie mają z rzeczy typowo z tym zwierzątkiem kojarzonych. 

Sam w sobie tekst jest groteską, posługującą się wieloma typowymi dla tego gatunku chwytami. Mnie nie zachwycił – fabularnie niewiele się w nim dzieje, mimo parady głównie okołokulinarnych okrucieństw.  

Zasada siódma: zabijaj cicho, czysto i z uśmiechem.

pięknie ;D

ciekawy motyw z byciem skazanym na zjedzenie, całość jednak wypada… blado. Ani śmieszne, ani straszne, taka mielonka właśnie.

Liczyłam na twista przy końcu, ale nic tam nie było ;<

Jakieś to… średnie.

Jak Wygraniec, liczyłem na twista, a tu – bulionik.

Literówki: “Mniej to na uwadze”, “paskudnego wiewiór”.

No i ta marmolada z wiewiórek. Brrr!!

Rozkochał w sobie kilka nawet ładnych wiewiórek i jednego dość paskudnego wiewiór błąkającego się po okolicy od lat.

Chyba: wiewióra?

Dobrze mi się czytało :)

Jakoś tak nie spasiło. Za dużo okrucieństwa bez powodu.

Dziwne takie. Niesmaczne. Oczekiwałam trochę więcej fabuły, jakiegoś twiścika na końcu – może że to przedstawienie, głupi żart czy cokolwiek. Dostałam scenę egzekucji.

Nie w moim guście. :(

Szort zupełnie nie przypadł mi do gustu, w dodatku nie udało mi się dociec, Anonimie, co miałeś nadzieję opowiedzieć. :(

Zamierzenie tego tekstu umknęło mi całkowicie.

Nie zrozumiałam chyba, co tekst miał do przekazania, więc mi się nie spodobał. Podobnie jak inni czytelnicy, poczułam rozczarowanie brakiem jakiegoś zaskakującego zwrotu w końcówce. Nie rozumiem też dlaczego te wiewiórki mają apetyt na mięso swoich pobratymców, ani w ogóle o co tutaj chodzi. No, nie pękło, niestety.

Sam pomysł mi się nawet spodobał, ale popracowałabym nad fabułą.

Czytało się dobrze w sensie samego czytania, ale tak dziwna treść utrudniała mi składanie literek w wyrazy i zdania. Wolałabym w opisywane sprawy się nie zagłębiać Nie wiem, dlaczego jedzą swoich? Metaforycznie może nawet dałoby się zrozumieć, ale napisane jest zbyt dosłownie jak dla mnie. 

Chciałam doczytać, aby dowiedzieć się i co. Miałam nadzieję na jakąś zmianę położenia Rudzielca. Niestety, tak się nie stało.

 

‚Niektórzy jeszcze tego dnia będą się sprzedawać w świetniej cenie w którymś z supermarketów

Literówka

Z jeden strony czuję, że gdzieś w tym tekście kryję się ciekawy pomysł, a z drugiej strony to wykonanie mnie nie przekonało. Brakowało mi ciekawszej końcówki. Myślę, że warto by popracować tu nad fabułą. 

No, mocno gore, chociaż ta brutalność wydaje się trochę błądzić bez celu, wiewiórki raczej nie stanowią integralnego elementu fabuły, co wskazali już poprzedni komentujący. Napisane OK, ale mogłoby być lepiej.

 

Sugestie poprawek:

 

– Przedstaw się[+,] rudzielcu!

Przecinek przed wołaczem.

 

jednego dość paskudnego wiewiór

Literówka.

Tekst nie jest zły, ale kompletnie brakuje tu celu, takiej kropki na i. Np. poddał się egzekucji, ale wcześniej wypił truciznę z opóźnionym działaniem i wszyscy którzy kupią marmoladę z Rudziello dela Kito się przekręcą w imię walki z reżimem… Poniosło mnie, ale wiadomo w czym, rzec. Szkoda bo było kilka tysięcy znaków zapasu.

Hmmm. Nie porwało. Ani tematycznie – zwykłe okrucieństwo, którego nie rozumiem, ani fabularnie – niewiele się dzieje, nic się nie zmienia, tylko zapada wyrok.

Ale napisane w miarę przyzwoicie.

Napisane z pewną fantazją, ale mam wrażenie, że bez głębszego namysłu.

Miałam wrażenie, że raczej robisz rys świata, ukazujesz społeczność niż opowiadasz historię. Zresztą to akurat zrobiłeś całkiem umiejętnie. Niestety, zabrakło tu rozwinięcia fabuły. 

Epatowanie gore wyszło, fabuła i bohaterowie niestety gorzej. Nie jestem przekonana, no i wiewiórczość bohaterów jest tu mocno pretekstowa. Punkcik za imię bohatera.

Zapis dialogów momentami szwankuje.

Prosimy o deanonimizację!

Nowa Fantastyka