- Opowiadanie: paradust - Dżolas

Dżolas

Jako że zbliża się weekend, a akuratnie nie pracuję nad żadnym tekstem, wrzucam jeszcze jednego gniota sprzed paru lat (tym razem będzie to weekendowy pół-dramat o niespełnionej miłości – taki gatunek literacki). Ku pokrzepieniu serc, dla rozluźnienia atmosfery itp. Radujmy się i cieszmy! I nie przejmujmy się jakimiś pandemiami.

 

Gwoli wyjaśnienia:

 

Dżolas, ew. dżolo-manolo lub zwyczajnie dżolo – wg. Miejskiego Słownika Slangu i Mowy Potocznej (istnieje taki!): “Człowiek kul i trendy, w modnych ciuchach, z wybujałą fryzurą na żelu, najczęściej spotykany w stuningowanym cinquecento z dużą rurą wydechową.”

 

Kurnik - popularne niegdyś centrum gier i szarad na naszych polskich internetach.

 

Alternatywna pisownia co niektórych słówek celowa.

Dyżurni:

brak

Oceny

Dżolas

Kiedy ranne wstają zorze

grzebyk grzywkę szparko orze.

Jeśli Bozia dopomoże,

wyrwie dzisiaj coś na dworze.

 

Słonko świeci, deszczyk pada,

z krokodylkiem cwetr zakłada,

dwajścia złotych w portfel wkłada,

każda dziś mu będzie rada.

 

Karta Grosik i z Rossmana,

i z Carrefoura, z Matalana,

paskiem w górę wżda wkładana.

Pugilares byznesmana.

 

Światłość bije od kluczyka,

każdy oczy aż przymyka.

"Funkiel-nówka, wypas bryka

…tylko jest u mechanika".

 

Akcent ma zamorski wcale,

zna angielskie doskonale,

w Nowyjorku bywa stale,

bardzo lubi “dżindżer ale”.

 

Osłuchany, oczytany,

w polityce obeznany.

Muzyk znany, zapraszany,

z Penderewskim widywany.

 

Samojeden u stolika,

od godziny upił łyka,

na laptopie pstryka, klika,

absolutny mistrz Kurnika.

 

Mija już dwudziesta druga,

żadna nawet nie zamruga.

Kolejnego pali szluga,

krzywi baru się obsługa.

 

Jakiś Francuz z nimi gwarzy,

choć Słowianin jakby z twarzy.

“Taki pozer im się marzy!?”

Znieść nie może tej potwarzy.

 

Gdy wieczorny mrok zapada,

sam na łóżku ciężko siada,

lecz na duchu nie upada.

Jutro nowa eskapada!

Koniec

Komentarze

Ech, Paraduście, co tu dużo mówić, Dżolas ma się do Bajki na panikę jak dzień do nocy, czyta się znacznie gorzej i, niestety, zupełnie nie przypadł mi do gustu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak też myślałem, haha. Co zwrotka to zagadka. Dzięki, że wpadłaś i przebrnęłaś :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Skoro spodziewałeś się takiej reakcji, to mam nadzieję, że nie czujesz się rozczarowany. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bynajmniej :) ‘Poemat’ wrzuciłem tylko dlatego, bo pomyślałem, że kogoś może rozweselić z okazji weekendu. Ale poprzedni czytelnicy już mi zgłaszali, że za dużo krypto-przekazów, więc nie spodziewałem się pozytywnego odzewu.

Po prawdzie było to takie ćwiczenie. Jak wiesz, mam problem z laniem wody, więc spróbowałem nauczyć się przemycać treści z wykorzystaniem jak najmniejszej ilości słów. Okazuje się, że przesadziłem w drugą stronę.

 

Poniżej rozszyfrowałem poszczególne zwrotki:

1 – Dżolas przygotowuje się na podryw na mieście. Jest pełen optymizmu.

2 – Zakłada drogi swetr LaCosta, ale do porftela wkłada już tylko 20zł, bo więcej nie ma.

3 – Do portfela wkłada też karty klubowe mające udawać kredytówki (dlatego paskiem w górę).

4 – Na miejscu chwali się kluczykiem od drogiego auta, które "akurat" jest u mechanika.

5 – Udaje, że jest światowcem, choć nie potrafi porządnie wymówić ginger ale.

6 – Podszywa się pod obeznanego celebrytę i muzyka, chociaż myli Paderewskiego z Pendereckim (stąd Penderwski).

7 – Udaje, że robi coś ważnego na laptopie (np. gra na giełdzie), choć tak na prawdę gra w “piłkarzy” na Kurniku i modli się nad jednym piwem dwie godziny.

8 – Godziny mijają, a dżolasowi ciągle nie udaje się zainteresować płci niewieściej. Barman się krzywi, że zamówił tylko jedno piwo (za 20 złotych dużo kupić się nie da).

9 – W końcu zauważa, że jakiś inny podrywacz udający Francuza sprzątnął mu sprzed nosa wszystkie dziewuchy (widać miał lepszy sznyt).

10 – Dżolas wraca do domu z poczuciem porażki, ale nie traci nadziei.

 

Tak jak nadmieniłem, tylko takie ćwiczenie literackie (inspirowane własnymi obserwacjami). Dużo mnie nauczyło – choćby tego, że czasem lepiej wylać trochę wody, niż szyfrować wszystko i kompresować :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Paraduście, nie wiem, jak wierszyk odbiorą inni, ale ja go zrozumiałam, nawet bez wykładania kawy na ławę, tyle że nie wydawało mi się, aby rzecz była godna układania rymowanki. Z drugiej strony – skoro to miało być ćwiczenie na wyciskanie wody z tekstu, to takie dyscyplinowanie się uzasadnia ujęcie sprawy w zwrotki. Z trzeciej strony – istnieją jeszcze drabble, droubble i szorty. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, czapki z głów :) Głównym zarzutem poprzednich czytających było, że “nie trybili, o co kaman”.

Jedną z najważniejszych umiejętności w sztuce pisania jest chyba umiejętność znalezienia kompromisu pomiędzy zwięzłością a jasnością przekazu. Są ludzie, którzy czują to instynktownie; ja niestety takowego nie posiadam, uczę się więc metodą prób i błędów. I chyba jakieś tam postępy czynię.

Tak czy siak, dzięki za szczerą opinię :) Jest ona zgodna z moją osobistą oceną “Dżolasa”, a to oznacza, że zaczynam z wolna oceniać własną pracę z nieco trzeźwiejszej perspektywy. Łatwo jest się zakochać w swoich “dziełach”, ale takie samouwielbienie prowadzi donikąd, dlatego usiłuję wyrobić w sobie, nazwijmy to, obiektywne spojrzenie w lustro.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Podoba mi się Twoje trzeźwe i pełne optymizmu spojrzenie na sprawę, i mam nadzieję, że niebawem będziesz pisał w sposób, który znajdzie uznanie wielu czytelników. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg – staram się! Z pomocą Twoją i pozostałych forumowiczów może uda mi się rozwinąć skrzydła :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

może uda mi się rozwinąć skrzydła :) 

Paraduście, więcej wiary w siebie! Na Twoim miejscu skreśliłabym słowo może – jest absolutnie zbędne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, jakże miło czytać takie poprawki! Serce roście! Dzięki za dodatkową porcję motywacji :) Przyda się, choćby przy kontynuacji Ósmego (opko już powstaje).

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Uzbrajam się w cierpliwość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja też, po prawdzie – idzie opornie :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Tym większa będzie satysfakcja, kiedy skończysz opowiadanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oby :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

paradust 

Czytając twój wiersz przypomina mi się maleńki notatnik mojego Taty, Znalazłam go w kieszeni jego starej marynarki. Były w nim powklejane czarno białe zdjęcia dziewczyn i mnóstwo wierszy. Jedne proste, drugie bardziej rozbudowane. Przeczytaamł od dechy do dechy i obejrzałam wszystkie fotki.

Jako ciekawskie dziecko zaczęłam wypytywać, co to jest? 

Mój Tata opowiedział mi o czasach, w których chodziło się do kawiarni na lody, kawę z fusami lub herbatę, oraz oranżadę, wódeczkę i koniaczek. Kolejną atrakcją dość dochodową było pisanie wierszy dla nieśmiałych chłopaków, które pomagały im zdobyć dziewczynę. Zbierało się i rozdawało zdjęcia na pamiątkę, a następnie wklejało do albumu, lub tak jak w przypadku Taty, do mikro zeszyciku.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wyobraziła sobie swojego Taty z czarno białych zdjęć, w wersji odmłodzonej, w marynarce z wielkimi klapami i spodniach typu dzwon oraz w nylonowej koszuli z kołnierzem. Oczywiście długie gęste włosy do tego…

Myślę, iż gdybyś cofnął się do tych czasów, zbiłbyś niezłą kasę na pisaniu wierszy, a wszystkie laski na parkiecie byłyby twoje. Ha,ha…

Fajny wiersz!

Spodnie w paski, adidaski, kurtka szwedka i beretka :)

Witaj, Aguniu, i dziękuję za miłą recenzję :) Co prawda nie pamiętam czasów, o których wspominał Twój tata (ja sam próbowałem podrywać dziewczyny w glanach i koszulce Iron Maiden – na marginesie z mizernym skutkiem), ale co nieco zasłyszałem. Dawniejsze czasy jawią mi się nieco bardziej cywilizowanymi (przynajmniej jeśli zapomnieć o minionym ustroju). Sam fakt, że można było podbić czyjeś serce wierszem mówi już wiele. A kawa z fusami (moja “plujka” ulubiona) – taka w szklance i w blaszanym “trzymadełku” – to było coś! No i te kawiarnie… Dzisiaj są tylko kluby, przebywanie w których dłużej niż pół godziny skutkuje w nieodwracalnym uszczerbku na zdrowiu, albo puby (mniej lub bardziej udane). A kawiarenek brak! No chyba że liczyć te takie nowoczesne, sterylne, robione bardziej z myślą o sanepidzie niż kliencie.

Cieszę się, że rymowanka się spodobała. Po prawdzie popełniłem ją głównie jako ćwiczenie pisarskie. Jak większość początkujących pisarzy, miałem (i mam nadal) poważne problemy z laniem wody (za dużo opisów, za dużo zbędnych informacji, wszystko za gęsto upchane), postanowiłem więc nauczyć się skracać tekst, wykorzystywać drugorzędne znaczenie słów do przekazu informacji, ufać w domyślność czytelnika itd. A że forma takiego ośmiozgłoskowca sama w sobie narzuca bardzo konkretne ograniczenia… Żadne to literackie dzieło – bardziej praca domowa :) A że lubię kabarety (z tych nieco starszych), humor jakoś sam wpadł mi do głowy. Nie mniej jednak cieszy mnie, że przywołał u Ciebie lawinę wspomnień.

Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Nie rozszyfrowałam tylko kwestii pasków w górę ;)

 

Prawie zupełnie od czapy, bo w bardziej pogodnym klimacie i bez Dżanusza, tylko z fajnym chłopakiem, który w ostatniej zwrotce zapowiada będzie czekał, mimo że dziewczyna nie przychodzi i nie przychodzi ileś tam razy, ale skojarzyła mi się taka piosenka Brela “Madeleine”. Może trochę przez tego “Francuza”, któremu się udało ;)

 

https://www.youtube.com/watch?v=bdLHTAaMNdg

Może jest gdzieś wersja z tłumaczeniem tekstu

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, Reg – faktycznie, jak by na to nie patrzeć, tekst traktuje o tym samym, tylko przez pryzmat nieco innych realiów :) Dżolas swojej Madelaine nie zabrałby na frytki u Eugena, tylko na hotdoga na Orlenie :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

W każdej epoce chłopak próbuje zaimponować dziewczynie w różny sposób. 

Obecnie jest to pizza, kebab, kino i wino….

Kwiaty czy lody, to już prehistoria… 

 

Ech, nawet za przejazdem tramwajem przez “Orlean” mi się zatęskniło…

http://altronapoleone.home.blog

Zabawne, bo stare. Lata lecą, a tak niewiele się zmienia – trochę, narzędzia. 

Fajne (copyrajty anetne) ćwiczenie xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Aguniu – kino, czemu nie? Wino tym bardziej. O dobrą pizzę coraz ciężej, o kebaba też, ale do załatwienia. Kwiaty owszem, element minionej epoki, a szkoda. Tak wziąć od szefa akonto, kupić jej bukiecik róż, jak śpiewał Eugeniusz Bodo… Gdyby żył w dzisiejszych czasach, musiałby śpiewać o e-kartkach i emailach.

P.s. Dziękuję za ocenę :)

 

Drakaino, w Orleanie nie byłem niestety – najwyżej w tramwaju (a i to żadko). Zmuszony jestem do podróży autobusem.

Autobus, czerwony, a w nim ludzie, choćby każdy z nas, każdy patrzy podejrzliwie, jeśli kaszlniesz chociaż raz…

 

Asylum – dziękuję :) Pewne prawidła ludzkiego życia są ponadczasowe. I tak, jak piszesz – zmieniają się tylko narzędzia. Kiedyś były róże, potem porftele wypychane kartami Rodzinka, dziś słit fociaczki robione z perspektywy sufitu na tinderze. 

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Miałam na myśli Porte d’Orléans w Paryżu, bo z tym mi się ten hotdog skojarzył ;) Jeszcze trzy tygodnie temu jeździłam tamtędy właśnie tramwajem, bo tak mi wypadało połączenie. W Orleanie akurat też nie byłam, tylko przejazdem obok. Do nadrobienia.

http://altronapoleone.home.blog

Ech, a ja nie byłem ani w tym, ani w tym (chociaż . Na Orlenie byłem (i jadłem nawet hotdoga!), ale to się chyba nie liczy :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

XD Kurczę, podświadomość ze mnie wylazła, bo ponieważ “Orlenie” jest podzielone (w każdym razie u mnie na kompie, pewnie na komórce nie), więc przeczytałam “Orleanie” – a że Porte d’Orléans to taka sobie dzielnica, więc mi się skojarzyło XD Wybacz, przez miesiąc siedziałam naukowo w Paryżu i mi się na mózg rzuciło, bo jestem uzależniona od tego miasta…

http://altronapoleone.home.blog

Haha no tak, to wiele tłumaczy XD Ja od lat już siedzę w Manchesterze, zapuściłem korzenie – można rzec, że jestem etranżerem (panem Etranżerem hehehe). Mam nadzieję, że nie wrzucam zbyt dużo kalek językowych (w sensie kalka językowa, nie kaleka – chociaż jedno łączy się z drugim). Bardzo żadko mam okazję posługiwać się matczynym językiem i podejrzewam, że gdyby nie NF, sypałbym rabiszami, insiurami, kakrociami i innymi ponglish’owymi zwrotami jak z rękawa.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Hmmm. Mam jak Reg – zrozumiałam wszystko, ale nadal nie widzę tematu godnego wiersza. Bohater żałosny, żadnej przemiany… Ech, i co on tam może upolować.

Babska logika rządzi!

Witaj, Finklo! Zgadzam się z Waszym osądem :) Ot, taka rymowanka pasująca bardziej na kabaretową piosenkę, niż na wiersz. Wrzuciłem, bo akurat był weekend, a zaczynała się panika :) Dziękuję za odwiedziny!

P.s. Znałem takich dżolasów. Powiedzmy, że taki młodzieniec może dużo upolować. Takie czasy! 

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Ale jaka będzie jakość zwierzyny? IMO, to tylko chore antylopy. ;-)

Babska logika rządzi!

Chore, i to bardzo. Jaki myśliwy, taka zwierzyna :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Generalnie spoko, ale masz literówkę: cweter zakłada, a powinien być sweter, chyba że czegoś nie załapałem :) Ogólnie zrozumiałem wszystko, bez wykładania kawy na ławę. Nie jakieś wybitne dzieło, ale fajne :) Pozwolę sobie poćwiczyć z Tobą:

 

Skóra, fura i komóra,

tego trzeba mi na świecie!

Laski przecież na to lecą,

to jest oczywiste przecież.

 

A za ścianą siedzi Ania,

piękna, ładna, łania – skarb.

Siedzi smutna i samotna,

patrzy na kwiat koło okna.

 

Gdyby Dżolas myślał o tym,

by jej dać bukiecik złoty,

za dwa złote albo pięć.

Ona miałaby z nim chęć,

 

Wyjść na miasto oczywiście, 

tarzać swą fryzurę w liściach,

dać buziaka, albo sześć.

Na dziś powiem Wam już cześć. 

 

Nawet nie cweter, a cwetr jest :) Celowa podrówja literówka. Tak jak Penderewski (Paderewski + Penderecki). Tak sobie wyobrażam dżolasa właśnie. Nota bene, mam kumpla, u którego podpatrzyłem parę takich metod (np. drukowane euro w portfelu, karty grosik wkładane paskiem do góry, kluczyki od drogiego auta, a w portfelu pięć dych najwyżej).

Dżolas kwiatów nie kupuje,

nie w smak mu kupida broń.

On nie w serce wszak celuje,

przed małżeństwem Boże broń :)

 

p.s. fajna rymowanka :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Najs

Zycie smutne jest Dzolasa,

jemu w glowie tylko szpan,

lecz gdy juz sie o tym dowie,

moze ktos mu tez to powie,

 

byc kims innym straszna rzecz,

straci czas, zostanie smierc.

Smutna pani sie pojawi,

kosa zetnie go raz dwa,

 

a poniewaz byl nieznany,

na papierku napisane,

znaleziony martwy w domu,

nie ma go pochowac komu,

 

wpadnie do wspolnego grobu.

Moze ktos sie gdzies zlotuje,

na nagrobku wyrysuje,

smutne zycie, smutna smierc.

 

 

 

Bardzo fajne, nie powiem :) Przypomniały mi się teksty taty Kazika.

 

Kiedyś napisałem inną rymowankę na konkurs Pveka (taki spoko całkiem grafik-satyryk). O pokoleniu nieco innych dżolasów (akurat była gadka o hipsterach).

 

Karuzela, karuzela,

kolorowa gra kapela,

tłum pijany rozwesela,

tłum pijany pot wydziela.

 

Bluzki w romby, w kratę szale,

kurtki szwedki i korale,

słodkie wino, gorzkie żale,

niedopięty cel w kwartale.

 

Jestem tak alternatywny,

kreatywny, asertywny,

antyautorytatywny,

nieheteronormatywny.

 

Lajkowany, twittowany,

siną barwą wykłuwany,

wszędzie manifestowany,

dupy ból nieopisany.

 

Wisi dalej na starym blogu (czy raczej tym, co z niego zostało). Tekstu nigdy nie dokończyłem. Jakoś rymowanie mi przeszło. Ostatnio rzeźbiłem go nieco, ale nie miałem żywcem weny.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Spoko. Hipsterzy to znow inna bajka jest:

 

mam laptopa, jablko swieci,

soja latte juz tu leci,

jeszcze tylko zdjecie zrobie,

tego co tu lezy, bowiem

 

fejm na twicie bede mial,

W instagramie mowie wam,

zobaczycie co dzis zjem,

a wydalam sam ten fejm.

 

Swoja droga produkty z jablkiem dobre sa, za drogie, ale dobre.

 

 

 

Moje grafomanskie rymy nijak sie maja do Twoich przemyslanych wierszy paraduscie.

Etam, zauważ, że u mnie rymy zawsze klepane jak z foremki. Nie potrafię się tak nimi bawić, jak Ty, uprawiać takiej synkopy, że tak powiem. Widać, że perkusista :)

A za ścianą siedzi Ania,

piękna, ładna, łania – skarb.

No nie wpadłbym na to. (cholera, permanentna kursywa mi się włączyła)

 

Co do jabłuszek – owszem. Te nowe szesnastki są spoko – procki się tak nie przegrzewają, jak w poprzednich (szczególnie i9). Są większe, więc władowali wydajniejsze chłodzenie. Bo na cholerę płacić za i9, skoro po minucie pracy na pełnym pierdzie się przegrzeje i przykręci zegarek. Ale summa summarum sprzęt przepłacony. W zasadzie kupując maca płacisz za system operacyjny. No, i może przyzwoity wyświetlacz z dobrymi kolorami. Ale że w macbookach nie da się nawet dowalić więcej RAMu… Nóż się w kieszeni otwiera.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

– Ej, Ćwicku!

– Cejgo?

– Chwalom nos!

– Ła kto?

– My wos, a wy nos!

Ja wile male kompy, ostatnio w ogole rozwazalem jak robic development na iphone. Wyglada to obiecujaco.

Niektórzy mówią, że ARM / RISC to przyszłość. Micro$oft powoli się przesiada na swojego ARMa z nowym Surface X. Apple planuje w ogóle zejść z Intela. Będzie ciekawie – kupiłem 2 kilo popcornu. Już słyszę ten kwik, jak połowa programów nie będzie chodzić, przynajmniej przez pierwszy rok. Jak schodzili z PPC paręnaście lat temu, też były jaja.

Programujesz coś?

EDIT: no, pochwał też potrzeba :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Nawet tego nie obserwuje juz. Wyscigi zbrojen, wiekszosc bez sensu. Od 15 chyba lat, albo wiecej, zawodowo. 

Generalnie po to ipad pro z retina. W ogole imho odejda w koncu od macbooka, w sensie bedzie, ale zakladam ze niezbyt potrzebny. Choc mam znajomych co chetnie kupili by nowego maca 16”, to ja bym wolal dobox monitor duzy i klawiature a do tego tablet co by robil za kompa, a jak mam ochote to odpinam, biore dobox pro i nie wiem, ide do parku kontynuujac prace. Chromebookinchyba mialy tak dzialac. Bynajmniej mnie tylko minimalizacja interesuje. 

 W wiekszosci ze wszystkim dzialan na iphone, gdybym mial do niego monitor i klawiature to bylbym happy i pewnie niedlugo sprobuje akiego podejscia. A w pracy niestety windows :(

Programista? szacun. Ja niestety skończyłem przygodę z programowaniem jakieś 13 lat temu. Robiłem stronki na tabelkach, więc programista był ze mnie najwyżej mierny :) I żałka trochę, bo temat ciekawy. Ale do tego potrzeba ścisłego umysłu, a mój jest bardzo rozprężony.

Co do ipada – takie podejście rozumiem. Podejrzewam, że szczególnie przy programowaniu się sprawdza. Monitor do ipada niby można podpiąć (praca na samym ipadzie, nawet pro, to mordęga dla oczu ze względu na mały ekran), ale trzeba się pieprzyć z różnymi ustawieniami / przelotkami / airplayami itd.

Osobiście muszę używać stacjonarki, bo praca, do jakiej ją wykorzystuje, wymaga ogromnej ilości danych i mocy obliczeniowej. Z przeciętnego wesela zbieram jakieś 8 tys. RAWów, z czego później obrabiam 800-1000, w międzyczasie fotoszop hula w tle. No i lubię pograć czasem (Dooma Eternala ostatnio przeszedłem – Jezu, ale rzeźnia).

Praca w chmurze jest ciekawa, ale jeszcze przez 10 lat nie ma co się łudzić, że będzie to sposób subiektywnie porównywalny do pracy na lokalnych plikach – głównie ze względu na transfery, stabilność łącza itd. Ale kiedyś… kto wie? (Elon Musk właśnie posłał w kosmos koło 200 Starlinków…) Pomysł jak najbardziej mi się podoba, pomimo faktu, że jako anachroniczny moher zawsze wszystko wolę trzymać lokalnie (mam np. 150 giga muzy na twardym, a płyt CD / DVD / BD nie liczę nawet). I kto wie, czy się to nie przyda – chwila i cała ekonomia padnie, a wtedy przynajmniej nie będę zależny od subskrypcji na spotifaju czy innym netfliksie. Co nie zmienia faktu, że chmura to przyszłość :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Stare dobre czasy, potem joomla, a teraz pan powazny. Ale tak serio to nawet nie programista a dev ops :) tak dla odmiany, spec od administracji i programowania, ale glownie wdrazania zmian innych na produkcje. A z programowania to narzedzia ludziom robie, bo lubie. 

pewnie u Ciebie to glowkie karta graficzna, sensowny procekbi gigabajty ramu. Mam pare takich maszyn w pracy 64GB ram, 1TB ssd, 16 prockow 3,2 GHz, tylko grafa intela ;)

 

to ze offtopic to jyz chyba nie ma znaczenia, ale mozr lepiej na prv wrocic?

Nowa Fantastyka