- Opowiadanie: paradust - Bajka na panikę

Bajka na panikę

Świat ogarnia panika, raczej nieuzasadniona. Ludzie tłuką się o papier toaletowy, wykupują masowo makaron i mydło, ceny masek budowlanych poszybowały w górę. Ponoć w kraju ogłoszono też jakąś turbo-kwarantannę.

Kiedyś, lata temu, napisałem bajkę (a nawet puściłem w eter – na blogu, Salonie24 i Weryfikatorium), która pasuje jak ulał do wydarzeń obecnych, postanowiłem się więc nią podzielić. Proszę darować moje dyletanctwo w zakresie biologii (szczególnie z tą opasłą amebą) – żaden ze mnie ekspert.

Dyżurni:

brak

Biblioteka:

katia72, Finkla

Oceny

Bajka na panikę

Nim się weźmiesz za czytanie

wiedz, że dobrze Ci się stanie

gdy, nim łykniesz mej liryki,

wódki chlapniesz ze dwa łyki.

 

***

 

Beztlenowce z lewej strony,

z prawej prątki, jakieś priony,

zaś pośrodku są gronkowce,

paciorkowce, pakietowce.

 

Nieruchawe są wirusy,

tu i ówdzie krętek kusy.

Różnej maści mikre gady,

całe są ich tu miriady.

 

Oddychają i wchłaniają,

mnożą się i wydalają.

Mniej lub bardziej pożyteczne,

zgodne lub wzajemnie sprzeczne.

 

Wszystkie te żyjątka małe

żyły na bogato wcale

w biocenozie, co się zowie

homo sapiens, czyli człowiek.

 

***

 

Dnia pewnego coś się stało,

coś zadrżało, zakaszlało.

Zbladły wraz erytrocyty

trombocyty, leukocyty.

 

"Coś się dzieje niedobrego!"

wrzasnął jeden do drugiego.

"Armagedon!" woła trzeci.

"Brońcie żon, chowajcie dzieci!"

 

Pod paznokciem paciorkowce

(które strzygły – niczym owce –

z rzęsek bierne pantofelki)

rychło wrzask podniosły wielki.

 

Pantofelki zaś spłoszone

gnać poczęły przestraszone.

Wszystko w pędzie tratowały,

chaos zrobił się niemały.

 

Wirus w liczbie stu bilionów,

niczym armia mikro-klonów,

zwiał z komórkowego biura

i w wodniczkę już dał nura.

 

Na ten widok makrofagi

aż dostały kwaśnej zgagi,

i opasła też ameba

interwencji woła nieba.

 

Wnet utonął głos rozsądku

w oceanie nieporządku.

Wszędzie larum, wszędzie trwoga

i zniszczenie, i pożoga.

 

Tratowały się wzajemnie

klnąc i wrzeszcząc nieprzyjemnie

mikroorganizmy wszelkie,

czyniąc spustoszenie wielkie.

 

Tak minęła doba cała,

aż wątroba się poddała,

za nią nerki i śledziona;

każdy organ z wolna kona.

 

A na końcu, chociaż zdrowy

mięsień, co się zwie sercowy,

umęczony, wycieńczony,

wstrzymał rytm swój niestrudzony.

 

I choć wszystkie wydarzenia

się zaczęły od kaszlenia

niegroźnego całkowicie,

wnet w człowieku zgasło życie.

 

***

 

Morał bajki: dajcie siana

z tym straszeniem ludzi z rana

beletryści-fataliści,

bo się jeszcze, kurwa, ziści.

Koniec

Komentarze

Ha ha. Nie ma to, jak pisarz gotowy na każdą okoliczność. Takie coś teraz z szuflady wyciągnąć…

Dobre :D

żyły dostatecznie wcale

"Dostatecznie"?

 w biocenozie co się zowie

W biocenozie, co się zowie.

 homo sapiens czyli człowiek

Homo sapiens, czyli człowiek.

 Wszystko w pedzie tratowały

Literówka jest politycznie niepoprawna :)

 Nie ma to, jak pisarz gotowy na każdą okoliczność.

Nic dodać, nic ująć.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Matko Chrzestna, dziękuję za odwiedziny i dobre słowo. Pomyślałem sobie, że przydałoby się nam wszystkim nieco luźniejsze podejście do kwestii wirusów, pandemii i apokaliptycznych wieści :)

 

Tarnino, Dzięki serdeczne za wypunktowanie błędów. Poprawiłem wszystko z wyjątkiem “dostatecznie” – tutaj błąd popełniony celowo, żeby śmieszniej brzmiało (wzorowałem się na “Bajkach dla Potłuczonych” Potemów – tam też mieszkańcy żyli dostatecznie). Myślisz, że może tak zostać, czy jednak poprawić?

 

Pozdrawiam

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Dobre, hm, bardzo dobre… Smutne i prawdziwe, ale przede wszystkim dobre…

Jeśli celowo, to w porządku – po prostu nie znałam tego skeczu.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Katiu, dzięki stokrotne za dobre słowo i za klika! Wiesz, uratowałaś mi tym dzisiejszy dzień. Cieszę się, jeśli bajka się podobała – nawet, jeśli kontekst nieco straszny. Bo obecna (która to już zkolei…?) pandemia może i nie tak straszna, jak ją malują, to jednak ogólna panika straszniejsza.

 

Tarnino, to taki mój prywatny odchył – lubię Potemów, może nawet za bardzo. Tak czy siak, dziękuję raz jeszcze!

 

edit: Tarnino, po namyśle zmieniłem jednak “dostatecznie” na “na bogato.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Całkowicie się zgadzam, że panika straszniejsza…

Świetny wiersz! Na prawdę zdolna z Ciebie istota!

Nie wiem, czy mi się wydaje, ale czytając miałam wrażenie,że wychowałeś się na wierszach Juliana Tuwima i Jana Brzechwy. Ten rytm i”skoczność”…

Więcej takich wierszy poproszę!

Katiu, przerabialiśmy w moich okolicach (Manchester) podobny scenariusz 10 lat temu. Masa wzburzonych młodzieńców w czarnych kapturach plądrowało sklepy, bo ktoś tam coś tam w Londynie. Boję się, że będzie podobnie – zamieszki, chaos i wszędzie pudła po skradzionych telewizorach i XBoxach.

 

Aguniu, dziękuję serdecznie za ocenę i miłe słowo! Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Nigdy wcześniej go nie publikowałem szerzej (wisiał chwilę na blogu, potem na Salon24) bo nie byłem pewien jego walorów rozrywkowych. Ale że czasy, takie, nie inne… Na Tuwimie / Brzechwie owszem, chowałem się. Lata osiemdziesiąte tak chyba miały :) Zawsze uważałem, że w tego typu utworach rytm to podstawa, więc uważałem, by żadna sylaba mi nie nabruździła. Mam jeszcze parę podobnych z czasów, gdy pisałem rymowanki – wrzucę kiedyś jeszcze.

 

Pozdrawiam!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

No, jak na portalowe wierszoklectwo jest to całkiem zgrabne, bo rytm nigdzie nie siada, a rymy częstochowskie nie dość że do takiej niemalże dziadowskiej ballady pasują, to na dodatek nie są jedynymi.

 

Tu jednakowoż troszkę logika się sypie:

 

z rzęsek bierne pantofelki

rychło wrzask podniosły wielki.

 

Pantofelki zaś spłoszone

gnać poczęły przestraszone.

 

“Zaś” z zasady wprowadza nam nowy podmiot, a tymczasem są to nadal pantofelki.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, dziękuję za miły komentarz :) Owszem, starałem się o rytm dbać.

 

Co do “zaś” – chętnie poprawię, wcześniej jednak chciałbym spytać o jedną rzecz. Podmiotem poprzedniej zwrotki są paciorkowce pod paznokciem (to one właśnie “wrzask podniosły wielki”, nie pantofelki):

 

Pod paznokciem paciorkowce,

które strzygły, niczym owce,

z rzęsek bierne pantofelki,

rychło wrzask podniosły wielki.

 

Pantofelki zaś spłoszone

gnać poczęły przestraszone.

 

W kolejnej zwrotce zaś nowym podmiotem są już pantofelki. Czy wobec tego owo “zaś” dalej jest błędne? Pytam, bo nie jestem pewien (powiem więcej – własnemu osądowi nie ufam), a chętnie zasięgnąłbym porady osoby bardziej doświadczonej.

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

 

p.s. Możliwe, że źle powtykałem przecinki, przez co zwrotka była mało zrozumiała (już poprawiłem).

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Okej, mea culpa! Masz rację, nie trzeba zmieniać :) Skupiłam się na technikaliach i mi ta zawiłość składniowa umknęła. Może daj “niczym owce” między półpauzy albo w nawias, będzie bardziej oczywiste, że to wtrącenie.

 

Albo w ogóle tak:

 

Pod paznokciem paciorkowce

(które strzygły – niczym owce –

z rzęsek bierne pantofelki)

rychło wrzask podniosły wielki.

 

Do humoreski taka interpunkcja pasuje.

 

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, dziękuję za poradę! Zmiany czem prędzej wdrożyłem zgodnie z zaleceniem – na czele z nawiasami.

Jeszdze raz dziękuję :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Hi, hi, dobre :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki, Irka :) Myślę, że w obecnej sytuacji przyda się każdemu nieco wesołości :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Tarnino, to taki mój prywatny odchył – lubię Potemów, może nawet za bardzo.

E, tam, za bardzo. Jestem Czerwony Kapturek, hej! XD

po namyśle zmieniłem jednak “dostatecznie” na “na bogato.

I też jest fajnie.

Łapankę tę poświęcam marasowi.

Faktycznie pasuje idealnie, że też takie coś się uchowało i czekało cierpliwie na ten dzień. Bardzo fajne :)

Tarnino, Bajki dla Potłuczonych rządzą. Nie robią już takich. Obraz Gepetta, który mówi do Pinokia, że jest jego protoplastusiem, zostanie w mojej pamięci do śmierci.

 

Grzelulukas – dziękuję! Fakt, w końcu się przydało. Cieszę się, że potrafi rozweselić :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Faktycznie, wizja trafna, końcówka smutna, acz prawdziwa, a puneta niczego sobie.

Na plus!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dzięki, Zalth. A i owszem, tak się kończy niepotrzebne sianie paniki. Bajka jest poniekąd ku przestrodze :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

A teściowa – co, tak nic?

 

Tarnino, w czasach, gdy sztuka kabaretu kojarzy się najwyżej ze sztuką dżyns lub zapałek (przeciętnie czterdzieści osiem), wróciłaś mi wiarę w ludzkość :)

 

“Sztuka obroni się sama… ale nie przede mną.” – Władysław Sikora.

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Najs :)

Dzięki :D

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

No proszę – nie przepadam za poezją, nie lubię twórczości okolicznościowej, a Twoje dziełko, Paraduście, przeczytałam bez najmniejszej przykrości. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, cieszy mnie niezmiernie, że doceniłaś mój “poemat” :D Niegdaj pisywałem takie różne dziwadła, bardziej z nudów niż z innego powodu. A że pasowało do sytuacji… Dziękuję za miłe słowo!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Paraduście, skoro onegdaj potworzyłeś dziwadła, a różne sytuacje lubią się nadarzać to pewnie kiedyś jeszcze czymś nas rozbawisz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kto wie? Rok 2020, póki co, sam w sobie jest jak kabaretowym kupletem. Inspiracji pełno. Może coś sklecę niebawem :) Tymczasem wrzuciłem jeszcze “pół-dramat” o niespełnionej miłości (z okazji weekendu) ale się nie przyjął. Bo ciężko się czyta chyba – ze względu na ograniczenia struktury. Takie ćwiczenie literackie, które sobie sam zadałem jakiś czas temu, żadne cuda :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

No to pewnie zajrzę do tego ćwiczenia literackiego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ostrzegam, że może to być bolesne doznanie :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Za późno. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, przepraszam, że naraziłem Cię na tą gehennę :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

No, ale przeżyłam! A gehenna to chyba za duże słowo. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

Generalnie fajne to to; nie powiem, że niefajne! :-) Paradust, przepraszam za off-topic. No cóż… Panika może być gorsza od wirusa, to na pewno. Pierwsza, druga i trzecia refleksja – nie nad wierszem samym, choć wdzięczny on niemożebnie i powabny taki, lecz nad rzeczy istotą – brzmi tak: 1) czy światów włodarze chcą nam może zainstalować Rząd Totalny jaki? I o co chodzi z tym wirusem samym tak po prostu i po chłopsku? Czyżby zły, brzydki Morawiecki z jeszcze bardziej złym, brzydkim Kaczyńskim zrobili nam jakie złe, brzydkie świństewko? 2) czy ogłosim tu jaki konkurs niejaki albo utworzym podstronę dla tekstów futurystycznych zw. z naszym kochanym, najukochańszym kowidkiem, kowidusiem (próbuję go sobie jakoś takoś i srakoś oswoić)? 3) chciałbym zainicjować dysputę o Waszych ulubionych książkach, które traktują o “Dżumach”, “Plagach” i innych tam podobnych “Bastionach”? Okej, to była część wesoła, a teraz lecim z tą drugą, pomaluśku i powoluśku:

A więc… po moich ostatnich przygodach w Eton College’u i na przejściach granicznych (wróciłem właśnie z Anglii), mam zamiar napisać malutką relację i dołączyć przemyślenia własne, co chciałbym głośno i wyraźnie ogłosić. Rzecz niefantastyczna, niepoprawna politycznie i pewnie niewartościowa, ale za to szczera. Dodam, że sam również jestem zainteresowany podobnymi opowiastkami naszych użytkowników. 

Paradust, przepraszam raz jeszcze za off-topic i pozdrawiam wszystkich serdecznie, najserdeczniej!

M  

Kurde, po kiego grzyba to poprawiałeś: “wszystko w pędzie tratowały”, nie mogłeś zostawić jak było wcześniej? ;-)

Maćku,

Z tego co widzę, każdy rząd każdego państwa, od lewej do prawej, zaciera szczurze łapki. Ileż to nowych ustaw będzie można przepchnąć! Ile nowych obostrzeń, ile dodatkowej kontroli! Przerażona tłuszcza łyknie wszystko, byleby tylko opiekuńczy aparat państwa wybawił ich od zagłady.

Może z wyjątkiem (anegdotycznego już) Teksasu. Tam rząd federalny chodzi na palcach. Nie chce mieć na rękach wojny domowej. Ale to osobna bajka.

Wczoraj słyszałem, że mój znajomy ma znajomego, który jest w armii i stacjonuje w jakimś egzotycznym kraju. Ponoć rząd w UK ściąga ich na lewo i prawo, mają mobilizować armię. Szkoły zamykają od piątku, niebawem wszystko ustanie. Straszą karami za nieuzasadnione wyjście z domu, babciom i dziadkom już teraz nakazują izolację na 12 tygodni (!). A ponoć przepchnęli jakieś prawo, które pozwala na areszt obywatela podejrzanego o nosicielstwo. Normalnie kaszlniesz nie na tego, co trzeba, i chyc do izolatki.

Tak się drapię w głowę i sobie myślę, że 1984 miał być ostrzeżeniem, a nie podręcznikiem.

A wszystko przez jakąś pół-grypę. Stosunek zarażeń do ofiar śmiertelnych wygląda strasznie, dopóki nie uświadomimy sobie, że faktyczna ilość zarażonych jest o wiele większa. Masa ludzi albo nie wie, że jest nosicielem (u wielu choroba przebiega bezobjawowo), albo zdążyła już przejść infekcję na przełomie roku, zanim temat obwieszczono orbi et urbi (tak jak prawdopodobnie miało miejsce w moim przypadku – miałem wszak modelowe objawy, z gorączką na czele), albo profilaktycznie poddała się kwarantannie bez udziału służby zdrowia, albo zwyczajnie udaje, że wszystko gra – dwa tygodnie bez dochodów to poważna sprawa. Tak czy siak, każda śmierć jest rejestrowana. Ale nie każda infekcja.

Właśnie dlatego wrzuciłem na forum publicum rymowankę. Nie dajmy się zwariować! Bo sam wirus nie jest taki straszny. O wiele straszniejsza jest panika. Póki co brakuje makaronu i papieru toaletowego. Ale za chwilę po okolicy zaczną łazić szwadrony wzburzonych młodzieńców z telewizorami pod pachą, a dokoła zapłoną auta.

Jedna pozytywna rzecz, którą w tym wszystkim dostrzegam, to że ludzie znów nabierają właściwego podejścia do życia. Gdy wszystkiego wkoło w bród, rozbestwiony lud szuka sobie na siłę problemów zastępczych. Ale wizja pandemii i śmierci (jakkolwiek przejaskrawiona i przekłamana) unaoczni wielu, na czym polegają autentyczne problemy, oraz że tak na prawdę życie w XXI wieku jest o wiele wygodniejsze i przyjemniejsze, niż można by wywnioskować oglądając telewizję.

Uff, się rozgadałem. Ale fajnie czasem tak zrzucić balast. Dzięki serdeczne za komentarz :) Cieszę się, że rymowanka się podoba :)

P.s. Pisz relację. Chętnie przeczytam :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Bardzo dobrze, że się tak rozgadałeś. Podpisuję się pod dosłownie każdym jednym słowem. Niczego nie bagatelizuję, o nie, nie, ale wszystko się wyjaśni dopiero wtedy, jak cały ten kurz opadnie. Być może obudzimy się w zupełnie innym świecie, być może nie obudzimy się już wcale (mam nadzieję, że to nie nastąpi albo raczej nastąpi, ale jeszcze nie tym razem), a być może za miesiąc albo dwa wszystko powróci do normy lub – jak kto woli – “normy”. Najbardziej spodobał mi się ten oto fragment Twoich przemyśleń i mam w zw. z tym nadzieję, że jeszcze niejeden “apokaliptyczny” wiersz nam na forum zaprezentujesz:

Jedna pozytywna rzecz, którą w tym wszystkim dostrzegam, to że ludzie znów nabierają właściwego podejścia do życia. Gdy wszystkiego wkoło w bród, rozbestwiony lud szuka sobie na siłę problemów zastępczych. Ale wizja pandemii i śmierci (jakkolwiek przejaskrawiona i przekłamana) unaoczni wielu, na czym polegają autentyczne problemy, oraz że tak na prawdę życie w XXI wieku jest o wiele wygodniejsze i przyjemniejsze, niż można by wywnioskować oglądając telewizję.

Trzymaj się zdrowo i dobrze w tym Manchesterze i ciesz się, że nie znajdujesz się zbyt blisko Londynu. 

Jak to mówią, great minds think alike :)

Że sytuacja się w końcu ustatkuje, w to nie wątpię. Sceny z The Last of Us nam nie grożą – najwyżej z nowego Dooma, jeśli w Asdzie rzucą papier toaletowy :) A propos Dooma – jutro (tzn. w piątek) wychodzi Doom Eternal. Będę tłukł, jakby mi wisiał pieniądze. Ale to taka dygresja.

Być może obudzimy się w zupełnie innym świecie

Tego obawiam się najbardziej. Różnica będzie niewielka – większość ludzi nie zauważy. Taki malutki kroczek w stronę totalnej kontroli, nieduży taki, malusi. Ale co rok to jakieś nowe “igrzyska”, a w trakcie każdych “igrzysk” jeden kroczek. I te kroczki się zbierają, i zbierają… I nagle za jednego niewłaściwego twitta można stracić pracę, dom i rodzinę. A najgorsze jest to, że nikogo to nie dziwi. Jarzmo przylgnęło do skóry, stało się jej częścią.

Ech, nie truję już. Stay safe!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

“Great minds think alike”. Miłe stwierdzenie. Na pewno obaj mamy wyobraźnię i najgorzej albo najlepiej dzieje się wtenczas, gdy ta wyobraźnia zaczyna w nas buzować.  

 

Sam Sam Raimi – żywa legenda, dla niektórych – ma albo miał (bo nie wiem, czy to jest nadal aktualne) odpowiadać za reż. filmu, o tym właśnie tytule, który podałeś: “The Last of Us”.

 

“Jutro wychodzi Doom Eternal. Będę tłukł, jakby mi wisiał pieniądze”. W jakim sensie? Pracowałeś przy tym projekcie? ;-)

 

Bidet lepszy od papieru, polecam. W sytuacjach awaryjnych zwykły zielony listek się przydaje albo trawa. Wyobrażam sobie dramat stojących na granicach ludzi, a zwłaszcza kobiet. Ponoć to niewiasty umierały jako pierwsze w transportach podczas II wojny światowej… i “z tego”, hm… właśnie powodu.

 

“Malutki kroczek w stronę totalnej kontroli”. Zawsze rządzi się łatwiej ludźmi, którzy są wystraszeni, a najlepiej, to wystraszeni permanentnie i cyklicznie. 

Sam Raimi – o, ciekawe! Nie wiedziałem nawet. Jeśli zostało mu choć trochę talentu z czasów Evil Dead, zapowiada się ciekawy film. I żeby tak Bruce Campbell jako Joel… Chociaż nie. Nie mógłbym się skupić na fabule.

 

Nie pracowałem przy Doomie niestety. Miałem na myśli, że będę tłukł w Dooma (źle się wyraziłem). Chociaż znajomi zaprosili nas dzisiaj na “symboliczną lampkę wina” (symboliczną haha). Więc Dooma będę musiał odłożyć do jutra. Nie lubię grać po spożyciu, bo na drugi dzień prawie nic nie pamiętam i muszę przechodzić “levele” od nowa.

 

Bidet – ech, w wiktoriańskich domkach nie masz na nie miejsca. Ani, po prawdzie, na nic innego. Od jakiegoś czasu kompletujemy z żoną kolekcję różnej maści starych konsol (nawet Amigę CD32 dorwałem). I jeśli chodzi o miejsce, powiem tak: coraz łakomiej spoglądam na sufit jako jedyną niezagospodarowaną przestrzeń.

 

Tak czy siak, jest weekend. Radujmy serca :)

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

O tak, radujmy! ;-)

:D

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Sympatyczna rymowanka. Szacun za wciśnięcie tylu nazw drobnoustrojów (i nie tylko) do wierszyka. I to jeszcze rytm ma!

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo! Ktoś mi kiedyś wypunktował, że niektóre drobnoustroje nie pasują (na pewno ta ameba), ale w sumie nie jest to żadne ambitne dzieło :) A że przekaz pasuje do czasów – cóż, takie czasy.

Pozdrawiam!

P.s. Dziękuję za klika :D

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Nowa Fantastyka