- Opowiadanie: Irka_Luz - Biurko

Biurko

Mam na­dzie­ję, że wie­wiór­ka pełni wy­star­cza­ją­co istot­ną rolę :)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Biurko

– Stać! Za­cze­kaj­cie do k…

Wła­ści­ciel ka­mie­ni­cy za­uwa­żył cie­kaw­skie spoj­rze­nia dzie­cia­ków, ba­wią­cych się na po­dwór­ku i w ostat­nim mo­men­cie ugryzł się w język. Nie na­le­ży prze­kli­nać przy ma­ło­la­tach. Zresz­tą cię­ża­rów­ka wy­peł­nio­na kla­mo­ta­mi z miesz­ka­nia na dru­gim pię­trze znik­nę­ła już za za­krę­tem. Ze zło­ścią kop­nął ob­skur­ne biur­ko, o któ­rym za­po­mnie­li śmie­cia­rze.

– Panie Janku, pan po­mo­że – za­wo­łał do wy­cho­dzą­ce­go z bu­dyn­ku lo­ka­to­ra. – Po­sta­wi­my pod śmiet­ni­kiem. Tak się idio­tom spie­szy­ło, że zo­sta­wi­li.

Stę­ka­jąc z wy­sił­ku usta­wi­li biur­ko obok wiaty.

– Może ktoś się po­ku­si – mruk­nął wła­ści­ciel.

– He, he, na ta­kie­go grata?! Nie li­czył­bym na to, panie Ma­riu­szu – za­śmiał się Jan.

Obaj spoj­rze­li na mebel. Był cięż­ki, stary, ale bra­ko­wa­ło mu wdzię­ku praw­dzi­we­go an­ty­ku. Na pierw­szy rzut oka wi­dzie­li, że to wer­sja dla ubo­gich. Miała dziurę na ka­ła­marz na środ­ku blatu, a pod nim wy­pa­czo­ne szu­fla­dy. Zwy­czaj­ne brzy­dac­two.

– No nic, trud­no, jutro poślę tu kogoś, żeby je sprząt­nął. Do­brze, że przy­naj­mniej miesz­ka­nie mogę wresz­cie wy­na­jąć.

– Tylko tym razem niech pan le­piej wy­bie­rze. Do dziś mnie ciar­ki prze­cho­dzą, jak po­my­ślę, że miesz­ka­li­śmy z mor­der­cą.

Ma­riusz tylko wes­tchnął. Kto by po­my­ślał… Prze­cież lo­ka­tor, któ­re­mu wy­na­jął miesz­ka­nie pod szóst­ką, wy­glą­dał cał­kiem nor­mal­nie. Przez trzy mie­sią­ce wszyst­ko było w po­rząd­ku, a potem nagle prze­stał pła­cić i znik­nął. Mi­nę­ły ko­lej­ne trzy mie­sią­ce, zanim Mariusz prze­ko­nał gli­nia­rzy, że coś się mu­sia­ło stać. Tym bar­dziej, że w końcu wszedł do środ­ka i zo­ba­czył, że jeden z pokoi wy­glą­da jak po­bo­jo­wi­sko, jakby ktoś tam wal­czył. Na do­da­tek są­siad­ka z dołu sły­sza­ła ja­kieś krzy­ki i rumor aku­rat w cza­sie, kiedy facet znik­nął.

 Gdy po­li­cja wkro­czy­ła w końcu do ka­wa­ler­ki, za­czął się baj­zel. Zna­leź­li ja­kieś do­wo­dy, że lo­ka­tor jest po­szu­ki­wa­nym mor­der­cą. Póź­niej Ma­riusz do­wie­dział się, że cho­dzi­ło o zdję­cia na kom­pu­te­rze, ale miesz­kań­cy wciąż snuli opo­wie­ści o od­cię­tych pal­cach i in­nych tego typu bzdu­rach. Śled­czy za­plom­bo­wa­li miesz­ka­nie i przez ko­lej­ny kwar­tał nikt nie miał do niego wstę­pu. Do­pie­ro ty­dzień temu Ma­riusz do­stał zgodę na wy­wie­zie­nie kla­mo­tów mor­der­cy i po­now­ny wy­na­jem lo­ka­lu. W samą porę, dość kasy stra­cił na tym prze­sto­ju.

 

***

 

Za­czął sią­pić drob­ny desz­czyk i po­dwór­ko opu­sto­sza­ło. Dzie­cia­ki wró­ci­ły do domów, wła­ści­ciel ka­mie­ni­cy od­je­chał, a Janek po­le­ciał po za­ku­py, o któ­rych zupełnie za­po­mniał.

Deszcz po­kry­wał biur­ko ca­łu­nem drob­nych kro­pe­lek. Przez dziu­rę na ka­ła­marz wpa­dał do wnę­trza mebla. Na chwi­lę przy­siadł na nim kos, ale zaraz od­le­ciał, czymś spło­szo­ny. Z ro­sną­ce­go koło śmiet­ni­ka buka na blat ze­sko­czy­ła ruda wie­wiór­ka. Prze­bie­gła przez mebel i nagle za­sty­gła czuj­nie. Ro­zej­rza­ła się ner­wo­wo, coś było nie tak, ale nie wie­dzia­ła, co.

Biur­ko za­skrzy­pia­ło, gdy wy­su­wa­ła się naj­więk­sza szu­fla­da. Prze­stra­szo­ne zwie­rząt­ko czmych­nę­ło na drze­wo. Wie­wiór­ka była jed­nak cie­kaw­ska. Po­cząt­ko­wo ob­ser­wo­wa­ła mebel z bez­piecz­nej od­le­gło­ści. Otwar­ta szu­fla­da fa­scy­no­wa­ła ją i przy­zy­wa­ła. Może jest tam coś do je­dze­nia, jakiś orze­szek, albo przy­naj­mniej żo­łądź. Wciąż się wa­ha­ła, ale w końcu wścib­stwo, albo może pa­zer­ność prze­wa­ży­ło. Ze­sko­czy­ła po­now­nie na blat i ostroż­nie po­de­szła do kra­wę­dzi. Nagle za­chwia­ła się, jakby coś ją po­cią­gnę­ło, usi­ło­wa­ła się wy­rwać nie­wi­dzial­nej sile, ale nie dała rady. Wy­lą­do­wa­ła na dnie szu­fla­dy, a ta za­mknę­ła się z trza­skiem. Jesz­cze chwi­lę biur­ko drża­ło, a z jego wnę­trza do­cho­dzi­ły trza­ski, jakby zwie­rząt­ko wal­czy­ło o życie, a potem za­pa­no­wał spo­kój.

 

***

 

Se­kre­tar­ka wpa­dła do ga­bi­ne­tu bez pu­ka­nia.

– Mamy ko­lej­ne Piór­ko! – za­wo­ła­ła, zanim sze­fo­wa zdą­ży­ła ją zru­gać.

Twarz sie­dzą­cej za biur­kiem pre­ze­ski Wy­daw­nic­twa Thot mo­men­tal­nie się roz­po­go­dzi­ła, na usta wy­pełzł uśmiech sa­tys­fak­cji, a w oczach po­ja­wił się błysk chci­wo­ści.

– To dawaj, na co cze­kasz – roz­ka­za­ła.

Po­ma­lo­wa­ne na krwi­stą czer­wień pa­znok­cie nie­cier­pli­wie roz­ry­wa­ły ko­per­tę. B. Piór­ko był ich naj­lep­szym i naj­bar­dziej wszech­stron­nym au­to­rem. Two­rzył wszyst­ko; od ro­man­sów po tril­le­ry, przy­sy­łał pro­jek­ty okła­dek, a cza­sem nawet ilu­stra­cje. I jak pisał! Jego tek­sty nie wy­ma­ga­ły nawet ko­rek­ty. A każda książ­ka roz­cho­dzi­ła się jak świe­że bu­łecz­ki, każda na­tych­miast sta­wa­ła się be­st­sel­le­rem.

Był przy tym au­to­rem naj­bar­dziej ta­jem­ni­czym. Współ­pra­co­wał z wy­daw­nic­twem od pięt­na­stu lat, ale nigdy nie spo­tka­ła go oso­bi­ście. Nie wie­dzia­ła, gdzie miesz­ka, nie była nawet pewna, czy na­zwi­sko na umo­wie jest praw­dzi­we. Po­cząt­ko­wo pró­bo­wa­ła go wy­tro­pić, dała spo­kój, kiedy za­gro­ził, że po­szu­ka in­ne­go wy­daw­nic­twa.

Śred­nio raz w roku, cza­sem czę­ściej, przy­cho­dzi­ła prze­sył­ka z ko­lej­ną po­wie­ścią Piór­ka. Ostat­nio, pół roku temu, przy­słał kry­mi­nał, który wła­śnie wcho­dził do księ­garń. Już przed­pre­mie­ro­we re­cen­zje miał świet­ne.

Pre­ze­ska wy­ję­ła wresz­cie za­war­tość ko­per­ty, spoj­rza­ła na stro­nę ty­tu­ło­wą i skrzy­wi­ła się.

– Dla dzie­ci – oznaj­mi­ła.

Ksią­żek dla naj­młod­szych czy­tel­ni­ków Thot nie miał jesz­cze w ofer­cie i nie­spe­cjal­nie za­le­ża­ło jej na tym typie od­bior­cy. Pew­nie dla­te­go, że nie prze­pa­da­ła za dzie­cia­ka­mi. Za­głę­bi­ła się w lek­tu­rze.

– I co? – za­py­ta­ła nie­cier­pli­wie se­kre­tar­ka.

Sze­fo­wa zbyła ją nie­cier­pli­wym mach­nię­ciem ręki. W końcu pod­nio­sła wzrok znad ster­ty kar­tek.

– To opo­wiast­ki o cie­kaw­skiej wie­wiór­ce – po­wie­dzia­ła, po­ka­zu­jąc ko­lo­ro­wy ry­su­nek zwie­rza­ka. – Moja sio­strze­ni­ca osza­le­je na jej punk­cie i inne dzie­cia­ki na pewno też – do­da­ła z uśmie­chem, kal­ku­lu­jąc już, ile może na tym za­ro­bić.

Koniec

Komentarze

Fajny pomysł, z powodu Piórka podejrzewałabym autorstwo kogoś z loży, choć niekoniecznie ;) Wykonanie trochę kuleje, ale niestety nie mam możliwości zrobić łapanki, autor musi poczekać w tym względzie na kogoś innego.

http://altronapoleone.home.blog

Hmmm. Inne. Pomysłowe. Czytało się nieźle :)

Drakaino, oj tam, zaraz Loża, ten Wasz wierszyk przecie każdy może przeczytać ;)

 

Ninedin, podziękowali :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

ten Wasz wierszyk przecie każdy może przeczytać

Ale musi wiedzieć, gdzie zaglądać ;) Więc jeśli nie loża, to bywalec :)

http://altronapoleone.home.blog

Zgaduj zgadula… :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzięki :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Fajny pomysł :)

Anonimie, w przedmowie wyrażasz nadzieję, że wiewiórka pełni wystarczająco istotną rolę, a mnie się ona zdaje dodana zupełnie przypadkiem, w dodatku nie wiem, czemu służy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, zgadzam się, że pomysł ciekawy, ale nie wiewiórka wydaje się przypadkowa. Mogło to być dowolne inne stworzenie. Niemniej duży plus za koncept. Twórczy mebel, szkoda, że mój taki nie jest! :P A może nie szkoda…

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Dobrze się czytało. Ciekawy koncept :) Twórczy mebel, chociaż to jakim kosztem powstawały jego dzieła jest trochę przerażające. Pytanie, czy np. takie dzieła powinny być traktowane w odseparowaniu od autora, czy nie? Ja chybabym takiej twórczości nie przeczytał, wiedząc ile osób mogło stracić życie, bym mógł czytać sobie ciekawy kryminał, czy bajkę. 

Monique, dziękuję :)

 

Reg, czyli się nie podobało :(

Ech, anonim strasznie cierpi, kiedy jego opka Ci się nie podobają ;)

Anonimowi po prostu przyszedł do głowy pomysł, łączący wszystkie elementy wiersza Drakainy i niewiele się zastanawiając, przelał go na papier.

 

Rosebelle, masz rację, wiewiórkę można zastąpić każdym innym stworzonkiem. Cieszę się, że przynajmniej koncept się podobał.

 

Patryku, dziękuję :)

Pytanie, czy np. takie dzieła powinny być traktowane w odseparowaniu od autora, czy nie?

Cóż, prezeska wydawnictwa, cokolwiek by nie mówić o jej charakterze, nie wiedziała w jaki sposób powstają dzieła Piórka.

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Anonimie, przecież nie powiedziałam, że mi się nie podoba, tylko że nie rozumiem roli wiewiórki.

I proszę natychmiast przestać cierpieć! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Anonimie, mówiłem ogólnie :) W końcu nigdy go przecież ostatecznie nie wytropiła, więc raczej nie mogła wiedzieć. 

Reg, uff, anonimowi od razu się uśmiech na buźce pojawił :)

 

Patryk, ogólnie to się z Tobą zgadzam :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ciekawy pomysł. Czytałam już opowiadanie jak komputery pisały powieści za autorów, ale żeby biurko… i to w taki sposób!

Niestety, wiewiórka wydaje się tu łatwa do zastąpienia, a miała być ważna.

Ogólnie się podobało. :)

Yantri, cieszę się, że się podobało :)

I przyznaję, że rudzielca łatwo zastąpić.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Interesujący pomysł. Sympatyczne nawiązanie do portalu. :-)

Niezły element fantastyczny. Brrr!

Babska logika rządzi!

Zgrabnie napisane, wiewiórka co prawda pozostaje trochę w cieniu dość pomysłowego biurka. Mam jednak wrażenie, że w ramach limitu można by ten pomysł jeszcze nieco rozwinąć.

 

Sugestie poprawek:

 

ciekawskie spojrzenia dzieciaków[-,] bawiących się na podwórku

Zbędny przecinek przed przydawką integralną

 

Przecież lokator, któremu wynajął mieszkanie pod szóstką[+,] wyglądał całkiem normalnie.

Brakujący przecinek wydzielający zdanie podrzędne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Fajne nawiązanie do fantastycznych piórek, samo biurko też niczego sobie, a wiewiórka, wiewiórka też się pojawia. Dobrze mi się czytało. Klikam bibliotekę :)

Myślałem, że z tym pożerającym biurkiem pójdziesz Anonimie w nieco inną stronę :) Fajne i pomysłowe.

 

trillery czy thriller?

Kolejne sympatyczne opko!

Z tym, że… tylko sympatyczne. Jednak tak krótka forma nie pozwala się co poniektórym rozwinąć, prawda, Anonimie ;) ?

W każdym razie – porządna robota!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Finklo, cieszę się, że się podobało, dzięki za klika. Fantastyka faktycznie jest brrr :)

 

Wickedzie, dzięki za wizytę i za klika. Fajnie mieć zadowolonych czytelników. Pomysł pewnie rozwinąć było można, gdyby anonim pozwolił mu trochę posiedzieć w głowie, zamiast od razu rzucać się do pisania ;)

Poprawki wprowadzę po zakończeniu głosowania :)

 

Katiu, dziękuję :)

 

Grzelulukasie, dzięki za wizytę. Babolka poprawię, kiedy będzie można.

A o jakiej innej stronie pomyślałeś?

 

Staruchu, fajnie, że sympatyczne i porządna robota, a że tylko sympatyczne… Anonim prostym człekiem jest ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Jakiś totalny horror, w stylu: biurko to wrota do innego uniwersum (coś w rodzaju biurka kwantowego), do którego trafia wiewiórka i robi jakąś masakrę np. w związku z przeniesieniem lokalnych drobnoustrojów na swojej sierści (to takie teraz na czasie) do innego świata, gdzie nikt nie jest na to odporny. 

Pomysł na biurko fajny, lecz o ile rozumiem powiązanie z wiewiórką, to utknęłam na piórku:(. Jakiegoś przejścia mi brakuje.

Napisane dobrze, choć miejscami lekkie streszczenia/skróty, a znaków jeszcze trochę było.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

utknęłam na piórku:(.

Można powiedzieć, że to pseudonim literacki biurka ;)

 

Znaków faktycznie jeszcze trochę było. Problem w tym, że anonim pisze ręcznie, stąd nie wie, ile już znaków napisał i pewnie dlatego przy niskich limitach ma tendencję do streszczania :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, to już rozumiem :D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Doklikałam biblio, bo za poprzednią wizytą zapomniałam! Powiadamiam, żeby Anonim nie miał myślenic, kto to potajemnie zrobił ;)

http://altronapoleone.home.blog

Asylum :D

 

Drakaino, anonim dziękuje bardzo :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Tutaj jednak biurko zostało gwiazdą, nie wiewiórka. Pomysł zacny, ale mam wrażenie, że trochę za dużo muszę sama się domyślić. Ale plus za Wydawnictwo Thoth. 

Deirdriu, faktycznie, gwiazdą jest tu biurko, ale też opisie konkursu stało, że ma być wiewiórka w ważnej roli, więc anonim uznał, że owa rola nie musi być najważniejsza ;)

Cieszę się, że pomysł się podobał :)

A co się anonim namęczył z nazwą wydawnictwa, to jego ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dobrze napisane, ale zbyt wiele pozostawione w sferze domysłów, w pierwszej chwili w ogóle nie złapałam powiązania pomiędzy sceną z wiewiórką a wydawnictwem. Szkoda, bo pomysł naprawdę dobry dobry.

Zostaw ten żyrandol.

Verus, tak to czasem bywa. Mam nauczkę na przyszłość, że to co dla mnie jest jasne, niekoniecznie musi takim być dla czytelnika. Fajnie, że pomysł się spodobał :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Na pewno punktujesz pomysłem. Nietypowy, ciekawy, z tendencją do… okaleczania Autorki. ;-)

Zwróć uwagę, że ten pomysł praktycznie pozbawia Cię możliwości “sprzedania” czytelnikowi głównego bohatera (wiem, przy takim limicie to i tak bardzo trudne). Główny bohater jest “niemy”, pozostali służą trochę za dekorację, dlatego tekstowi brakuje tego Twojego pazura, o którym, zdaje się, kiedyś już pisałem. Szort jest taki raczej… letni.

Przy tym limicie wszelkie odczucia u czytelnika trzeba budować na skróty, bo nie ma na to większej przestrzeni. Na skróty znaczy często jednym, dwoma wymownymi zdaniami. Mocnym wyrazistym zachowaniem. A taki “niemy” bohater potrzebuje, jak sądzę, nieco większej przestrzeni, by czytelnik mógł go w pełni kupić. Zwłaszcza, że ów bohater jest swego rodzaju tajemnicą, która fajnie działa na czytających odkrywana powoli. Tutaj nie było na to miejsca.

Więcej uwag i marudzeń brak. Jak pisałem, punktujesz pomysłem, bo interpretacja tematu konkursu jest nietypowa. Bohater nieszablonowy. I tak, jak można się zastanawiać, ile jest tej wiewiórki w tej Twojej propozycji na konkurs o wiewiórkach, tak ja nie występuję tu przecież w roli jurora. Wpadam jako czytelnik oceniając tekst jako całość i jeśli czymś do mnie trafił, to właśnie tym nieszablonowym bohaterem fantastycznym. ;-)

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hej, CM, na początek muszę Ci powiedzieć, że to ugryzienie się w język właściciela budynku tuż przed wypowiedzeniem przekleństwa było specjalnie dla Ciebie :)

Fajnie, że pomysł i bohater się podobali :) A że szorcik letni, no cóż bywa. Szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy chciałabym to opko jakoś rozwinąć, dać biurku więcej przestrzeni. To był po prostu szybki pomysł na konkurs :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Hej, CM, na początek muszę Ci powiedzieć, że to ugryzienie się w język właściciela budynku tuż przed wypowiedzeniem przekleństwa było specjalnie dla Ciebie :)

A wiesz, że to ugryzienie w język było pierwszą rzeczą, o której chciałem napisać. ;-)

Naprawdę już przy lekturze pomyślałem, że od tego zacznę komentarz. Później jednak uznałem, że tyle piszę o tych wulgaryzmach, że tym razem będę siedział cicho. :-)

Ale zabieg jak najbardziej doceniam. I pochwalam.

I oczywiście uważam, że taka forma jest dużo lepsza. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Jest jakiś powiew świeżości w tym pomyśle i, mimo mało ewidentnej wiewiórki smiley, wciąga do ostatniej linijki. Bo kto powiedział, że artefakty nie mogą żyć własnym życiem i to w dodatku twórczym?  

Witaj, Oidrin, dziękuję. Cieszę się, że Ci się spodobało :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Hmm, dzięki za przeczytanie.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

wersja dla ubogich. Miał dziurę

Nie wiem, czy nie powinien jednak być rodzaj żeński, bo ostatni podmiot był w tymże.

 lokator, któremu wynajął mieszkanie pod szóstką wyglądał

Wtrącenie: lokator, któremu wynajął mieszkanie pod szóstką, wyglądał.

 zanim przekonał gliniarzy

Ale kto ich przekonał, lokator?

 jak pobojowisko, jakby ktoś tam walczył

Dwa razy to samo.

 Na dodatek sąsiadka z dołu słyszała jakieś krzyki i rumor akurat w czasie, kiedy facet zniknął.

To ta policja jakaś z serialu o detektywach, że nie chciała uwierzyć :)

 kompletnie zapomniał.

Zupełnie, albo całkiem.

odleciał czymś spłoszony

Odleciał, czymś spłoszony.

 Z rosnącego koło śmietnika buka na blat zeskoczyła ruda wiewiórka.

Hmm.

nie wiedziała co

Nie wiedziała, co.

 Przestraszone zwierzątko czmychnęło na drzewo. Wiewiórka była jednak ciekawska.

Hmm.

wścibstwo, albo może pazerność przeważyły

Przeważyło – bo nie mówisz o obu, tylko o dysjunkcji (dostałam te książki o logice, ale są fajne ^^).

 rady. Wylądowała na dnie szuflady

Rym.

 jakby zwierzątko walczyło o życie

Ale zostaw takie niedomówienie, więcej inteligentnie. Also – called it!

 przychodziła przesyłka

Aliteracja.

 

Super zakręt na końcu, roześmiałam się w głos. Można by jeszcze spolerować tu i ówdzie, troszkę nawoskować blat, tę plamę z atramentu wybielić, ale ogólnie biurko jak ta lala :D Logiczne, a zaskakujące. Tylko wiewiórki troszkę szkoda… ale trudno, zyskała nieśmiertelną chwałę.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

wersja dla ubogich. Miał dziurę

Nie wiem, czy nie powinien jednak być rodzaj żeński, bo ostatni podmiot był w tymże.

Niby racja, ale pewna nie jestem. Zmieniłam, choć brzmi mi dziwnie :)

 

 jak pobojowisko, jakby ktoś tam walczył

Dwa razy to samo.

Pobojowisko po przeszukaniu lub rabunku wygląda inaczej niż po walce. Przynajmniej tak mi się wydaje.

 

 Z rosnącego koło śmietnika buka na blat zeskoczyła ruda wiewiórka.

Hmm.

A w tłumaczeniu to znaczy…?

 

 jakby zwierzątko walczyło o życie

Ale zostaw takie niedomówienie, więcej inteligentnie. Also – called it!

I tak już niektórzy narzekali, że za dużo się trzeba domyślać ;)

 

Z rymem i aliteracją chwilowo nie wiem, co zrobić. Resztę poprawiłam.

 

 

Super zakręt na końcu, roześmiałam się w głos. Można by jeszcze spolerować tu i ówdzie, troszkę nawoskować blat, tę plamę z atramentu wybielić, ale ogólnie biurko jak ta lala :D

Och, jeee, jak miło, dziękuję :) heart

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Niby racja, ale pewna nie jestem. Zmieniłam, choć brzmi mi dziwnie :)

No, ja też właśnie nie jestem pewna…

Pobojowisko po przeszukaniu lub rabunku wygląda inaczej niż po walce.

Ekhm. Pobojowisko po czym może być, jak nie po walce?

A w tłumaczeniu to znaczy…?

“Jakiś ten szyk taki maraśny” ^^

I tak już niektórzy narzekali, że za dużo się trzeba domyślać ;)

Oj, tam :D

Och, jeee, jak miło, dziękuję :)

Proszę. heart

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nowa Fantastyka