- Opowiadanie: Irka_Luz - Biurko

Biurko

Mam nadzieję, że wiewiórka pełni wystarczająco istotną rolę :)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Biurko

– Stać! Zaczekajcie do k…

Właściciel kamienicy zauważył ciekawskie spojrzenia dzieciaków, bawiących się na podwórku i w ostatnim momencie ugryzł się w język. Nie należy przeklinać przy małolatach. Zresztą ciężarówka wypełniona klamotami z mieszkania na drugim piętrze zniknęła już za zakrętem. Ze złością kopnął obskurne biurko, o którym zapomnieli śmieciarze.

– Panie Janku, pan pomoże – zawołał do wychodzącego z budynku lokatora. – Postawimy pod śmietnikiem. Tak się idiotom spieszyło, że zostawili.

Stękając z wysiłku ustawili biurko obok wiaty.

– Może ktoś się pokusi – mruknął właściciel.

– He, he, na takiego grata?! Nie liczyłbym na to, panie Mariuszu – zaśmiał się Jan.

Obaj spojrzeli na mebel. Był ciężki, stary, ale brakowało mu wdzięku prawdziwego antyku. Na pierwszy rzut oka widzieli, że to wersja dla ubogich. Miał dziurę na kałamarz na środku blatu, a pod nim wypaczone szuflady. Zwyczajne brzydactwo.

– No nic, trudno, jutro poślę tu kogoś, żeby je sprzątnął. Dobrze, że przynajmniej mieszkanie mogę wreszcie wynająć.

– Tylko tym razem niech pan lepiej wybierze. Do dziś mnie ciarki przechodzą, jak pomyślę, że mieszkaliśmy z mordercą.

Mariusz tylko westchnął. Kto by pomyślał… Przecież lokator, któremu wynajął mieszkanie pod szóstką wyglądał całkiem normalnie. Przez trzy miesiące wszystko było w porządku, a potem nagle przestał płacić i zniknął. Minęły kolejne trzy miesiące, zanim przekonał gliniarzy, że coś się musiało stać. Tym bardziej, że w końcu wszedł do środka i zobaczył, że jeden z pokoi wygląda jak pobojowisko, jakby ktoś tam walczył. Na dodatek sąsiadka z dołu słyszała jakieś krzyki i rumor akurat w czasie, kiedy facet zniknął.

 Gdy policja wkroczyła w końcu do kawalerki, zaczął się bajzel. Znaleźli jakieś dowody, że lokator jest poszukiwanym mordercą. Później Mariusz dowiedział się, że chodziło o zdjęcia na komputerze, ale mieszkańcy wciąż snuli opowieści o odciętych palcach i innych tego typu bzdurach. Śledczy zaplombowali mieszkanie i przez kolejny kwartał nikt nie miał do niego wstępu. Dopiero tydzień temu Mariusz dostał zgodę na wywiezienie klamotów mordercy i ponowny wynajem lokalu. W samą porę, dość kasy stracił na tym przestoju.

 

***

 

Zaczął siąpić drobny deszczyk i podwórko opustoszało. Dzieciaki wróciły do domów, właściciel kamienicy odjechał, a Janek poleciał po zakupy, o których kompletnie zapomniał.

Deszcz pokrywał biurko całunem drobnych kropelek. Przez dziurę na kałamarz wpadał do wnętrza mebla. Na chwilę przysiadł na nim kos, ale zaraz odleciał czymś spłoszony. Z rosnącego koło śmietnika buka na blat zeskoczyła ruda wiewiórka. Przebiegła przez mebel i nagle zastygła czujnie. Rozejrzała się nerwowo, coś było nie tak, ale nie wiedziała co.

Biurko zaskrzypiało, gdy wysuwała się największa szuflada. Przestraszone zwierzątko czmychnęło na drzewo. Wiewiórka była jednak ciekawska. Początkowo obserwowała mebel z bezpiecznej odległości. Otwarta szuflada fascynowała ją i przyzywała. Może jest tam coś do jedzenia, jakiś orzeszek, albo przynajmniej żołądź. Wciąż się wahała, ale w końcu wścibstwo, albo może pazerność przeważyły. Zeskoczyła ponownie na blat i ostrożnie podeszła do krawędzi. Nagle zachwiała się, jakby coś ją pociągnęło, usiłowała się wyrwać niewidzialnej sile, ale nie dała rady. Wylądowała na dnie szuflady, a ta zamknęła się z trzaskiem. Jeszcze chwilę biurko drżało, a z jego wnętrza dochodziły trzaski, jakby zwierzątko walczyło o życie, a potem zapanował spokój.

 

***

 

Sekretarka wpadła do gabinetu bez pukania.

– Mamy kolejne Piórko! – zawołała, zanim szefowa zdążyła ją zrugać.

Twarz siedzącej za biurkiem prezeski Wydawnictwa Thot momentalnie się rozpogodziła, na usta wypełzł uśmiech satysfakcji, a w oczach pojawił się błysk chciwości.

– To dawaj, na co czekasz – rozkazała.

Pomalowane na krwistą czerwień paznokcie niecierpliwie rozrywały kopertę. B. Piórko był ich najlepszym i najbardziej wszechstronnym autorem. Tworzył wszystko; od romansów po trillery, przysyłał projekty okładek, a czasem nawet ilustracje. I jak pisał! Jego teksty nie wymagały nawet korekty. A każda książka rozchodziła się jak świeże bułeczki, każda natychmiast stawała się bestsellerem.

Był przy tym autorem najbardziej tajemniczym. Współpracował z wydawnictwem od piętnastu lat, ale nigdy nie spotkała go osobiście. Nie wiedziała, gdzie mieszka, nie była nawet pewna, czy nazwisko na umowie jest prawdziwe. Początkowo próbowała go wytropić, dała spokój, kiedy zagroził, że poszuka innego wydawnictwa.

Średnio raz w roku, czasem częściej, przychodziła przesyłka z kolejną powieścią Piórka. Ostatnio, pół roku temu, przysłał kryminał, który właśnie wchodził do księgarń. Już przedpremierowe recenzje miał świetne.

Prezeska wyjęła wreszcie zawartość koperty, spojrzała na stronę tytułową i skrzywiła się.

– Dla dzieci – oznajmiła.

Książek dla najmłodszych czytelników Thot nie miał jeszcze w ofercie i niespecjalnie zależało jej na tym typie odbiorcy. Pewnie dlatego, że nie przepadała za dzieciakami. Zagłębiła się w lekturze.

– I co? – zapytała niecierpliwie sekretarka.

Szefowa zbyła ją niecierpliwym machnięciem ręki. W końcu podniosła wzrok znad sterty kartek.

– To opowiastki o ciekawskiej wiewiórce – powiedziała, pokazując kolorowy rysunek zwierzaka. – Moja siostrzenica oszaleje na jej punkcie i inne dzieciaki na pewno też – dodała z uśmiechem, kalkulując już, ile może na tym zarobić.

Koniec

Komentarze

Fajny pomysł, z powodu Piórka podejrzewałabym autorstwo kogoś z loży, choć niekoniecznie ;) Wykonanie trochę kuleje, ale niestety nie mam możliwości zrobić łapanki, autor musi poczekać w tym względzie na kogoś innego.

http://altronapoleone.home.blog

Hmmm. Inne. Pomysłowe. Czytało się nieźle :)

Drakaino, oj tam, zaraz Loża, ten Wasz wierszyk przecie każdy może przeczytać ;)

 

Ninedin, podziękowali :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

ten Wasz wierszyk przecie każdy może przeczytać

Ale musi wiedzieć, gdzie zaglądać ;) Więc jeśli nie loża, to bywalec :)

http://altronapoleone.home.blog

Zgaduj zgadula… :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Fajne :)

Przynoszę radość

Dzięki :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Fajny pomysł :)

Anonimie, w przedmowie wyrażasz nadzieję, że wiewiórka pełni wystarczająco istotną rolę, a mnie się ona zdaje dodana zupełnie przypadkiem, w dodatku nie wiem, czemu służy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, zgadzam się, że pomysł ciekawy, ale nie wiewiórka wydaje się przypadkowa. Mogło to być dowolne inne stworzenie. Niemniej duży plus za koncept. Twórczy mebel, szkoda, że mój taki nie jest! :P A może nie szkoda…

Dobrze się czytało. Ciekawy koncept :) Twórczy mebel, chociaż to jakim kosztem powstawały jego dzieła jest trochę przerażające. Pytanie, czy np. takie dzieła powinny być traktowane w odseparowaniu od autora, czy nie? Ja chybabym takiej twórczości nie przeczytał, wiedząc ile osób mogło stracić życie, bym mógł czytać sobie ciekawy kryminał, czy bajkę. 

Monique, dziękuję :)

 

Reg, czyli się nie podobało :(

Ech, anonim strasznie cierpi, kiedy jego opka Ci się nie podobają ;)

Anonimowi po prostu przyszedł do głowy pomysł, łączący wszystkie elementy wiersza Drakainy i niewiele się zastanawiając, przelał go na papier.

 

Rosebelle, masz rację, wiewiórkę można zastąpić każdym innym stworzonkiem. Cieszę się, że przynajmniej koncept się podobał.

 

Patryku, dziękuję :)

Pytanie, czy np. takie dzieła powinny być traktowane w odseparowaniu od autora, czy nie?

Cóż, prezeska wydawnictwa, cokolwiek by nie mówić o jej charakterze, nie wiedziała w jaki sposób powstają dzieła Piórka.

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Anonimie, przecież nie powiedziałam, że mi się nie podoba, tylko że nie rozumiem roli wiewiórki.

I proszę natychmiast przestać cierpieć! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Anonimie, mówiłem ogólnie :) W końcu nigdy go przecież ostatecznie nie wytropiła, więc raczej nie mogła wiedzieć. 

Reg, uff, anonimowi od razu się uśmiech na buźce pojawił :)

 

Patryk, ogólnie to się z Tobą zgadzam :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ciekawy pomysł. Czytałam już opowiadanie jak komputery pisały powieści za autorów, ale żeby biurko… i to w taki sposób!

Niestety, wiewiórka wydaje się tu łatwa do zastąpienia, a miała być ważna.

Ogólnie się podobało. :)

Yantri, cieszę się, że się podobało :)

I przyznaję, że rudzielca łatwo zastąpić.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Interesujący pomysł. Sympatyczne nawiązanie do portalu. :-)

Niezły element fantastyczny. Brrr!

Babska logika rządzi!

Zgrabnie napisane, wiewiórka co prawda pozostaje trochę w cieniu dość pomysłowego biurka. Mam jednak wrażenie, że w ramach limitu można by ten pomysł jeszcze nieco rozwinąć.

 

Sugestie poprawek:

 

ciekawskie spojrzenia dzieciaków[-,] bawiących się na podwórku

Zbędny przecinek przed przydawką integralną

 

Przecież lokator, któremu wynajął mieszkanie pod szóstką[+,] wyglądał całkiem normalnie.

Brakujący przecinek wydzielający zdanie podrzędne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Fajne nawiązanie do fantastycznych piórek, samo biurko też niczego sobie, a wiewiórka, wiewiórka też się pojawia. Dobrze mi się czytało. Klikam bibliotekę :)

Myślałem, że z tym pożerającym biurkiem pójdziesz Anonimie w nieco inną stronę :) Fajne i pomysłowe.

 

trillery czy thriller?

Kolejne sympatyczne opko!

Z tym, że… tylko sympatyczne. Jednak tak krótka forma nie pozwala się co poniektórym rozwinąć, prawda, Anonimie ;) ?

W każdym razie – porządna robota!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Finklo, cieszę się, że się podobało, dzięki za klika. Fantastyka faktycznie jest brrr :)

 

Wickedzie, dzięki za wizytę i za klika. Fajnie mieć zadowolonych czytelników. Pomysł pewnie rozwinąć było można, gdyby anonim pozwolił mu trochę posiedzieć w głowie, zamiast od razu rzucać się do pisania ;)

Poprawki wprowadzę po zakończeniu głosowania :)

 

Katiu, dziękuję :)

 

Grzelulukasie, dzięki za wizytę. Babolka poprawię, kiedy będzie można.

A o jakiej innej stronie pomyślałeś?

 

Staruchu, fajnie, że sympatyczne i porządna robota, a że tylko sympatyczne… Anonim prostym człekiem jest ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Jakiś totalny horror, w stylu: biurko to wrota do innego uniwersum (coś w rodzaju biurka kwantowego), do którego trafia wiewiórka i robi jakąś masakrę np. w związku z przeniesieniem lokalnych drobnoustrojów na swojej sierści (to takie teraz na czasie) do innego świata, gdzie nikt nie jest na to odporny. 

Pomysł na biurko fajny, lecz o ile rozumiem powiązanie z wiewiórką, to utknęłam na piórku:(. Jakiegoś przejścia mi brakuje.

Napisane dobrze, choć miejscami lekkie streszczenia/skróty, a znaków jeszcze trochę było.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

utknęłam na piórku:(.

Można powiedzieć, że to pseudonim literacki biurka ;)

 

Znaków faktycznie jeszcze trochę było. Problem w tym, że anonim pisze ręcznie, stąd nie wie, ile już znaków napisał i pewnie dlatego przy niskich limitach ma tendencję do streszczania :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O, to już rozumiem :D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Doklikałam biblio, bo za poprzednią wizytą zapomniałam! Powiadamiam, żeby Anonim nie miał myślenic, kto to potajemnie zrobił ;)

http://altronapoleone.home.blog

Asylum :D

 

Drakaino, anonim dziękuje bardzo :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Tutaj jednak biurko zostało gwiazdą, nie wiewiórka. Pomysł zacny, ale mam wrażenie, że trochę za dużo muszę sama się domyślić. Ale plus za Wydawnictwo Thoth. 

Deirdriu, faktycznie, gwiazdą jest tu biurko, ale też opisie konkursu stało, że ma być wiewiórka w ważnej roli, więc anonim uznał, że owa rola nie musi być najważniejsza ;)

Cieszę się, że pomysł się podobał :)

A co się anonim namęczył z nazwą wydawnictwa, to jego ;)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dobrze napisane, ale zbyt wiele pozostawione w sferze domysłów, w pierwszej chwili w ogóle nie złapałam powiązania pomiędzy sceną z wiewiórką a wydawnictwem. Szkoda, bo pomysł naprawdę dobry dobry.

Zostaw ten żyrandol.

Verus, tak to czasem bywa. Mam nauczkę na przyszłość, że to co dla mnie jest jasne, niekoniecznie musi takim być dla czytelnika. Fajnie, że pomysł się spodobał :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Na pewno punktujesz pomysłem. Nietypowy, ciekawy, z tendencją do… okaleczania Autorki. ;-)

Zwróć uwagę, że ten pomysł praktycznie pozbawia Cię możliwości “sprzedania” czytelnikowi głównego bohatera (wiem, przy takim limicie to i tak bardzo trudne). Główny bohater jest “niemy”, pozostali służą trochę za dekorację, dlatego tekstowi brakuje tego Twojego pazura, o którym, zdaje się, kiedyś już pisałem. Szort jest taki raczej… letni.

Przy tym limicie wszelkie odczucia u czytelnika trzeba budować na skróty, bo nie ma na to większej przestrzeni. Na skróty znaczy często jednym, dwoma wymownymi zdaniami. Mocnym wyrazistym zachowaniem. A taki “niemy” bohater potrzebuje, jak sądzę, nieco większej przestrzeni, by czytelnik mógł go w pełni kupić. Zwłaszcza, że ów bohater jest swego rodzaju tajemnicą, która fajnie działa na czytających odkrywana powoli. Tutaj nie było na to miejsca.

Więcej uwag i marudzeń brak. Jak pisałem, punktujesz pomysłem, bo interpretacja tematu konkursu jest nietypowa. Bohater nieszablonowy. I tak, jak można się zastanawiać, ile jest tej wiewiórki w tej Twojej propozycji na konkurs o wiewiórkach, tak ja nie występuję tu przecież w roli jurora. Wpadam jako czytelnik oceniając tekst jako całość i jeśli czymś do mnie trafił, to właśnie tym nieszablonowym bohaterem fantastycznym. ;-)

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nowa Fantastyka