- Opowiadanie: Blue Raven - Czarne futro

Czarne futro

Kolejny szort, ten już na pewno nie jest fanfikiem :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, NoWhereMan, Użytkownicy

Oceny

Czarne futro

Dla klanu nów i pełnia księżyca zawsze były nocami świętymi. Pełnia, gdy zwierzę uwięzione w ludzkim ciele wydostawało się i gnało przez tundrę, a łapy, kopyta, skrzydła śpiewały o wolności. Nów, gdy człowiek silniejszą był częścią duszy i gdy ludzkie głosy wznosiły się ku niebu, ku gwiazdom, i śpiewały o miłości.

Raz do roku, po Pełni Łowców, nadchodził nów oczekiwany przez wszystkie klany. Na ziemi jednego z nich zbierali się wszyscy, a święto trwało trzy noce. Tego roku wybór padł na klan Naqi i w wiosce panował obłęd.

Matrony postawiły sobie za punkt honoru pokazać, że właśnie ich klan zapewnić potrafi najlepsze jedzenie, najpełniejsze stoły. Chleby kusiły egzotyką bielonych mąk i ostrym zapachem kwasu. Dzieci z całego klanu pilnie lepiły pierożki tak drobne, że dorosłemu mężczyźnie trzeba było trzech, albo i czterech, na jeden kęs. Mięsiwa ciemniały zanurzone w ziołowych marynatach i czerniały wędzone w dymie tak aromatycznym, że kręcił w nosie. Warzywa lśniące miodem i masłem rozpierały się w drewnianych misach. Naqi ganiała między jednym domostwem a drugim, przynosząc, odnosząc, zagniatając, polewając, próbując, wymieniając jedną garść ziół na inną.

Nie przepadała za tym świętem. Bo uczta i pełne brzuchy wstępem były do czegoś innego i tej części Naqi bała się najbardziej. Drugiej nocy, gdy zapalano ogniska, znacząc początek nocy, łowcy wychodzili z lasu, niosąc w dłoniach dary dla wybranek – futra i skóry, które dawniej zdobywali pierwszej nocy, ale teraz, po latach uświęcania tradycji, były najpiękniejszymi ze skór zdobytych tego roku. Wybranka miała prawo odmówić przyjęcia daru i nikt słowem się nie zająknął, ale wierzono, że przymierza zawarte tej nocy były święte i błogosławione. Naqi bała się. Bała się, że niedługo i przed nią stanie chłopiec o śmiejących się oczach, starzec o trzęsących się dłoniach, mężczyzna zaprawiony chłodem samotnych nocy. Bała się, że będzie musiała kiedyś, w końcu, wziąć oferowane skóry i odejść do nowego rodu. Bała się, że stała się wystarczająco dorosła, by zasłużyć na futra.

 A jednak założyła kamlejkę, którą uszyła poprzedniej zimy. A jednak splotła włosy w dwa warkocze, które spływały w zagłębienie obojczyka i tam stawały się jednym. A jednak stanęła wraz z innymi przy ognisku, twarzą zwrócona ku linii drzew.

Zła, bo wśród zgromadzonych przy ognisku twarzy nie znalazła swojej przyjaciółki, Atoat. A przecież Atoat wiedziała, jak wielkim lękiem napawa Naqi ta część święta. Skoro znalazła idealną kryjówkę, powód do nieobecności tak dobry, że żadna z matron nawet nie zwróciła uwagi, to czemu nie podzieliła się tą wiedzą z przyjaciółką? Czemu zostawiła ją samą? Na pastwę znienawidzonej ceremonii? Łzy cisnęły się jej do oczu i tak bardzo pragnęła znienawidzić przyjaciółkę, ale też jaśniała w niej radość, że choć Atoat uniknie Wyboru Małżonka.

Spojrzała na Kiakshuka i przez chwilę życzyła mu, by pochodnia, którą trzymał w dłoni, zgasła. Skarciła się. Tak wiele oczu z nadzieją patrzyło na linię drzew, oczekując, wypatrując ukochanej twarzy. Jakże mogła chcieć im to odebrać? Kiakshuk rozpalił ognisko, a z lasu powoli zaczęli wychodzić łowcy.

Naqi wbiła wzrok w ziemię, mając nadzieję, że zostanie przeoczona. Niestety.

Przed nią zatrzymał się łowca z Klanu Wilka. Zdobione skóry, które trzymał w dłoniach, były piękne i odruchowo wyciągnęła po nie ręce, gdy obok nich pojawiło się pojedyncze czarne, jedwabiste futro. Podniosła wzrok i spojrzała w pełne nadziei oczy Atoat.

Dotknęła czarnego futra i rzuciła się przyjaciółce w ramiona, nie słysząc westchnienia z jakim jej matka odsunęła bezcenne futra od głodnych płomieni.

Koniec

Komentarze

Cześć, Blue R. :)

Na początek formułka – nie jestem fanem fantasy, więc mogę być nieczuła, nie zauważyć smaczków, nie dostrzec finezji. Czytam je jak zwykłe opowieści. Kiedy widzę zaklęcia najchętniej uciekłabym bądź wdałabym się w spór.

Teraz, czyszczę ze wszystkich myśli swoją głowę i czytam.

Napisane nieźle. Przygotowania pobudziły kubki smakowe. Dylemat dziewczyny – ok. Nie bardzo rozumiem, skąd na końcu zjawiła się Atoat, przecież jej nie było? I czemu futro się spaliło – rzucenie w domyśleniu, chyba jest. 

 

Drobiazgi, na których się zatrzymałam:

i w wiosce panował obłęd

Zaznaczone – współczesny skrót, może podmienić na inne słowo?

Chleby kusiły egzotyką bielonych mąk i ostrym zapachem kwasu. Dzieci z całego klanu pilnie lepiły pierożki tak drobne, że dorosłemu mężczyźnie trzeba było trzech, albo i czterech, na jeden kęs. Mięsiwa ciemniały zanurzone w ziołowych marynatach i czerniały wędzone w dymie tak aromatycznym, że kręcił w nosie

Zastanawiam się, czy wypieczone chleby pachną ostrym kwasem? Zwróć uwagę na porównania „tak… , że…”

ale teraz, po latach uświęcania tradycji, były najpiękniejszymi ze skór zdobytych tego roku.

Tego, nie rozumiem, tj jak było kiedyś i jest teraz (w opowiadaniu). Zrozumiałam, że kiedyś były z konkretnego pierwszego dnia, a obecnie z „całości”. Ten dylemat dziewczyny zdaje mi się za słabo podkreślony, przez co rozumiem, że nie chciała opuścić plemienia, ale też ze potencjalni kandydaci jej się nie podobali, ponieważ znała już ich osiągnięcia – skóry.

 

Całość odbieram jako dobrą ekspozycję bohaterki, czyli wstęp do dalszej opowieści:) Uff i zaklęć oraz magicznych artefaktów na razie nie było, tylko pełnia i nów, co ok:)

 

pzd srd:)

piątkowa Asylum

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Droga Asylum, dziękuję!

Chleby nie pachną kwasem, ale już domy podczas przygotowań, owszem. I rozumiem, że zrobiłam tu za duży skrót myślowy. Ten “obłęd” – faktycznie, nie zwróciłam na to uwagi.

W ogóle chyba za dużo tu skrótów, jak widać. :)

Dziękuję Ci i za przeczytanie, i za niezwykle szczegółowy komentarz.

 

say what you mean, but don't say it mean

Dzięki, Blue R., za respons. :)

Domy – nie wiem, ale wierzę Ci na słowo.

Tak, chyba trochę skrótów, Autor chyba-może tak ma, ponieważ on wie i czytający już niekoniecznie.

W dwóch miejscach podzieliłabym na akapity inaczej, ale to na razie drobiazg. Poczekajmy na komentarze innych Użyszkodników, a Ty pisz, obecnie dwa konkursy, pewnie przy nich będzie wiele komentarzy, a one zawsze się przydają. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Skąd i po co tyle skór w fantasy? Jeszcze talary, rapiery, czary i przepis na fantasy. 

I nie mam pojęcia , co to są fanfiki czy fikifanki .

Podobał mi się twist na końcu. Poruszasz znany temat, ale kończy się dosyć niespodziewanie. Ładnie opisujesz wioskę, problem dziewczyny wypadł wiarygodnie, podobnie jak rzucanie skór przed wybranką i powiązanie tego z rodzajem święta.

Z technikaliów: zazgrzytało mi na początku kilka powtórzeń wyrazu “klan”. Warto poszukać synonimów. W następnym tekście spróbuj wprowadzić dialogi.

 

Pomysł na tekst jest sympatyczny: trochę podobnie jak w Twoim poprzednim szorcie, opiera się na ładnym, subtelnie podprowadzonym twiście, zmieniającym pozornie oczywistą historyjkę w coś bardziej oryginalnego. Podobnie jak poprzedni, ten tekst też jest ciepły, optymistyczny.

Przeszkadzała mi w nim, przyznam się, stylizacja językowa: wydaje mi się przesadzona, chwilami kiczowata i w zasadzie mało potrzebna. Są miejsca, gdzie szyku przestawnego jest, jak na mój gust, trochę za wiele, a racz czy drugi opisy (jak ten chleb z ostrym zapachem kwasu czy warzywa rozpierające się w misach) wychodzą dla mnie poza kategorię “ładne, barwne, poetyckie”, sięgając chwilami w kierunku terytorium “przesadzone, kiczowate, chwilami wręcz niezamierzenie śmieszne”. 

Generalnie jednak uważam, że te szorty mają potencjał – głównie dlatego, że umiesz skutecznie i efektownie posługiwać się twistami i dzięki temu wprowadzasz do swoich tekstów element fabularnej oryginalności. Chętnie przeczytam kolejne. 

@ANDO, dziękuję. :)

Spróbuję z dialogami, ale, przynajmniej dla mnie, są dość ciężkie.

 

@ninedin, dziękuję. :)

Muszę zatem więcej czasu poświęcać na edycję. Najlepiej dać to komuś innemu, bo ja cierpię na typowe dla autorów “ale to jest takie ładne zdanie” :)

say what you mean, but don't say it mean

Krótkie, ale treściwe. Ładnie opisane zwyczaje. Czułam rosyjskość. Kwas zinterpretowałam jako kwas chlebowy. :-)

Twist na końcu zaskakujący.

Babska logika rządzi!

Króciutkie opowiadanie, ale bardzo treściwe i wiele mówiące, tak o bohaterce, jak i o opisywanym święcie. Czytało się nieźle, choć miejscami przeszkadzała mi stylizacja, moim zdaniem zbędna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładny tekst. Początek lekko chrzęści przez powtórzenia słowa “nów”. Potem jednak ładnie kręcisz opisy, tworzące gęsty klimat. Twist na końcu zaskakuje. Choć reakcja matki spodziewana :)

 

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przyjemne opowiadanie. Niespieszne, ładnie pokazuje tradycję. Zgrabne, zaskakujące zakończenie.

Dobrze mi się czytało.

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka