- Opowiadanie: Chrościsko - Dewon. Konodontoza

Dewon. Konodontoza

Hasło konkursowe: “Zbrukany niesporczak”.

Ilustracje są autorstwa pewnej anonimowej nastolatki, która utknęła w domu z powodu pandemii.

Za betę serdecznie dziękuję Bellatrix i Kam_mod.

 

Zgodnie z koncesją udzieloną w wątku konkursowym przez jedną z jurorek, pozwoliłem sobie minimalnie przekroczyć limit, nawet mniej, iż “parę setek”. Tekst w Wordzie mieścił się w limicie.

 

Słownik pojęć:

Niesporczaki (Niedźwiadki wodne) – typ pospolitych, małych zwierząt bezkręgowych. W stanie anabiozy mogą przetrwać w temperaturach od prawie zera absolutnego do ponad 150°C.

Gytia – osad organiczny lub organiczno-mineralny powstający na dnie zbiorników wodnych.

Konodonty (†Conodonta) – grupa wymarłych organizmów morskich, po których zachowały się głównie rozproszone mikroskopijne zębokształtne elementy aparatu wokółprzełykowego.

Graptolity (†Graptolithina) – wymarła gromada zwierząt zaliczanych do półstrunowców. Tworzyły wielogałązkowe, przypominające koronę drzew kolonie.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Dewon. Konodontoza

 

Biologia. Praca klasowa.

Kaja Toś, klasa VIIIc.

Opisz wybraną rodzinę bezkręgowców.

 

Młode niesporczaki osaczyły przestraszonego pantofelka i grały nim w piłkę.

– Dzieci, do mnie, szybciutko – zawołał ojciec.

– Ale my się tak ładnie bawimy. Jeszcze chwilkę.

– Później się pobawicie. – Tata nie dał się uprosić. – Wzrosło stężenie kobaltu-60, czas się ukryć i zapaść w anabiozę.

– Znowu?

– Pospieszcie się, żeby nie było jak na Mururoa.

Niedźwiadki wodne przestały męczyć pierwotniaka, nieświadomego rozpoczętej właśnie wojny nuklearnej, i karnie podążyły za ojcem. Trauma sprzed lat, gdy mama przyswoiła zbyt wiele obcych genów i stała się hybrydą, wciąż była jeszcze żywa.

 

 

(…)

 

To jedynie fragment. 

Opowiadanie w całości będzie można przeczytać w drugim tomie antologii "Weird fiction po polsku", która ukaże się na początku roku 2021 nakładem wydawnictwa Phantom Books.

 

Koniec

Komentarze

Powiem tak: podoba mi się pomysł, że tło wydarzeń wyjaśnia, zamiast jakiegoś rodzaju infodumpu, ta biologiczna “bajka” nastolatki, na dodatek, oceniając po konieczności zdawania egzaminu komisyjnego, niezrozumiana przez szkolny establishment :D :D. Sam pomysł bardzo fajny, literacko ciekawie sprzedany, skutecznie miesza elementy groteski z horrorem, ale nie jestem najlepszą oceniającą dla tego typu fabuły: jest to dokładnie i szczegółowo ten rodzaj body horroru, który u mnie [tu wstaw jakieś odpowiednio imponujące określenie na “budzi strach połączony z obrzydzeniem” :D ].

No wreszcie! Już się sam nudziłem.

O właśnie, właśnie, wiedziałam, że o czymś zapomniałam…

 

Podoba mi się to nowe zakończenie. Nie mój ulubiony twój tekst, ale lektura szalenie miła i dostarczająca niespotykanych doznań estetycznych. Klikam.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Tekst po prostu świetny, nie ma co. Jestem pod wrażeniem szczególnie od strony technicznej – przebogaty język, a jednak niewymuszony, celny, lekki. Postaci wyraziste, żyją i oddychają, jak z krwi i kości. No i najważniejsze – całość wciąga, a i człowiek się przy okazji nauczy paru nowych rzeczy.

Pozdrawiam!

p.s. ilustracje pasują doskonale!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Technicznie tekst jest świetny i pomysł na ogranie tematu jak najbardziej też niebanalny. Ilustracje też dodają smaczku, tak samo jak wtrącenia z pracy domowej gimanzjalistki/dziewczyny ze szkoły podstawowej – wybacz, nie łapię się już w naszych reformach szkolnictwalaugh

.

Dziękuję pięknie za komentarze i kliki.

 

Ninedin, nawet nie wiedziałem, że jest taki gatunek jak body horror. :) 

ale lektura szalenie miła i dostarczająca niespotykanych doznań estetycznych.

Kam, to drugie jestem w stanie zrozumieć, ale miła?

 

Paradust, Oidrin, fajnie, że wpadliście. Tym fajniej, że z dobrym słowem.

 

Coboldzie, nie mam nic przeciwko komentarzom innych konkursowiczów, nawet jeśli są krytyczne. Nie krępuj się :)

 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Oczywiście wypracowania z biologii, które takim manifestacyjnie naiwnym językiem i formą, podkreślają przewrotność samego pomysłu, są największym atutem tej historii. Przypominają mi fragmenty z książki czytanej przez Homka w Dolinie Muminków w listopadzie.

 

Niestety historia z babcią latającą do spowiedzi i jakimś jest tam romansem i tymi schizami w jej głowie, przynajmniej dla mnie, niezbyt interesująca, ale i niezbyt przekonująca. Wydawała się nieco konceptualna.

Myślę jednak, że sama jakość tekstu i jego wykonanie zasługują na wielką pochwałę, a pod względem oryginalności to chyba najciekawsze opowiadanie, jakie tutaj przeczytałem do tej pory.

Niestety historia z babcią latającą do spowiedzi i jakimś jest tam romansem i tymi schizami w jej głowie, przynajmniej dla mnie, niezbyt interesująca, ale i niezbyt przekonująca. Wydawała się nieco konceptualna.

Killmanie, dla mnie w historii tej kobiety najistotniejszy był nie tyle sam romans, a kwestia winy, wyrzutów sumienia, oraz ich zasadności.

Owszem można postrzegać ten wątek jako przerysowany i niezbyt przekonujący, ale w tym konkursie raczej chodziło o groteskę niż realizm.

Dzięki za komentarz i pochwałę.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Jak pięknie się zaczęło, tak pięknie się zagmatwało na końcu.

Ale, gdyby się nie zagmatwało, to nie było by zakręcone. A zakręcone musi być.

Fajny uniwersytecki klimat, erotyka też fajna, taka bardziej 16+ (albo 56+) – dla mnie jak najbardziej na każdy +. Bardziej mi się podobał początek, im dalej tym trudniej było czytać. Klimat i język jak najbardziej na plus. 

Ach, zapomniał bym o Kai. Bardzo piękne te interludia.

Zaiste, chory tekst.

Wątek erotyczny odważny, zważywszy że czytelnicy mają zwyczaj odnosić go do osobistych fantazji autora ;) Dobre otwarcie głównego wątku przez scenę spowiedzi – wprowadza element egzystencjalnego niepokoju, dobre też domknięcie tej klamry. Świetny motyw gytii – brudne to i tłuste. No i wreszcie obrazki – tworzą udany duet z fragmentami wypracowań: jedne i drugie freaky, ale w odmiennych rejestrach.

Tego elementu chorej dziwaczności zabrakło mi w postaci profesora – rozumiem, że jego sceny miały wprowadzić element komicznego oddechu, ale jest dla mnie zbyt standardowo odklejony i nieudaczny, a brakuje w nim właśnie tego pierwiastka niepokoju.

Czepiałbym się rozłożenia sił w limicie – scenę otwarcia można byłoby skrócić o dobrą jedną trzecią i poobcinać nieco kolejne, żeby wygospodarować znaki na końcówkę. Od narodzin Obcego akcja przyspiesza w sposób chaotyczny, co jednak nie sprawia wrażenia celowego zagęszczenia fabuły tylko walki z limitem. Osobiście najmocniej potknąłem się w momencie wprowadzenia Jerzego (who the fuck is Jerzy?) – spróbowałbym wpleść postać męża w pierwsze katedralne rozważania.

Bardzo fajne opowiadanie.

Podoba mi się ta “niedźwiadkowatść” niesporczaków, zwłaszcza przy pierwszym rysunku się uśmiechnęłam, więc przekaż, proszę, pewnej anonimowej nastolatce, że przyniosła mi dziś radość ;)

Podoba mi się to przeplatanie tego, co się dzieje w laboratorium, z pracami szkolnymi. Naprawdę dobry pomysł na wytłumaczenie wszystkiego, do tego ładnie zrealizowany.

Czytało mi się dobrze i no i, wiadomo, fajne, podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Dzięki, fizyku, za odwiedziny.

 

Wątek erotyczny odważny, zważywszy że czytelnicy mają zwyczaj odnosić go do osobistych fantazji autora ;)

coboldzie, cóż za piękna riposta. ;) Jestem urzeczony.

 

Owszem, walczyłem z limitem. I tak, scena z Jerzym została dopisana później. Niezłe masz oko.

Profesora za to będę bronił. Nie widzę w nim nieudaczności. Gdyby zaś go obdarzyć niespokojnym duchem, mogłoby być tego zbyt wiele.

 

Bardzo fajne opowiadanie.

nice :)

 

Dziękuję, Anet.

Komplementy nastolatce przekażę.

Wczoraj pytała, czy dostanę jakąś kasę za to opowiadanie, bo jak tak, to mam się z nią podzielić. ;)

 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

:DDDD

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

I co tu mądrego po takiej lekturze napisać? XD

Nie będę ukrywał, że kiedy myślałem wstępnie o spisaniu opinii, mój mózg… zgłosił nieprzygotowanie. ;-)

No nic. Próbujmy.

Tekst na swój sposób na pewno odważny. Balansujesz na granicy tego, o czym chcemy czytać, rozmawiać, przede wszystkim zaś co chcemy sobie wyobrażać. ;)

Jest to fajne, bo gdzieś pomiędzy opowiadaną historią zahaczasz o naszą tendencję do tworzenia tematów tabu. Do wypierania ze świadomości i rozumienia świata tego, z czym nam nie po drodze, co ze względów estetycznych jest dla nas (i dla naszych oczu:)) nie do przyjęcia.

Jednocześnie, Twoje opowiadanie to nie jest jakiś typowy manifest pod tym względem. Bo tutaj czytelnik absolutnie nie ma poczucia, że cały tekst istnieje przede wszystkim po to, żeby owe tabu przełamywać i wyeksponować. Że poprzez swój tekst usiłujesz podnieść tematy i sprawy tak czytelniczo, jak i życiowo ignorowane, bo nieestetyczne i niewygodne.

Ów manifest pojawia się tu raczej przy okazji. Jako taka lekka wartość dodana tekstu. Tworzysz sprawne opisy, dzięki którym nasza wyobraźnie błaga momentami o litość i złorzeczy na odwagę Autora, tym nie mniej jest to tylko jeden element tekstu.

Sam tekst jest zaś… nazwijmy to… intrygujący. ;-)

Choć prawdopodobnie jest to jedno z tych opowiadań, na których powstanie słownik języka polskiego absolutnie nie był przygotowany. ;-)

Ech, a miałem się streszczać…

Opowiadasz historię, przeskakując od narracji do wypracowania. Połączenie nieoczywiste, a zatem i ciekawe czytelniczo. Fajnie wypada ten motyw z wykorzystaniem wypracowania. Ładnie też się kleją te dwa elementy, poprzez nakreśloną relację wnuczki z babcią. Myślę, że bez tego połączenie budziło by pewne wątpliwości, bo też istniało już tylko na słowo honoru.

Sama historia wciąga, mimo że jest taka… nieofensywna. Nieofensywna znaczy z grubsza tyle, że masz tu sporo elementów z założenia stonowanych. Kobieta w określonym wieku, której (w przekonaniu jej i społeczeństwa) nie wszystko wypada. Kościół. Laboratorium. To wszystko kojarzy się z takim względnym spokojem, więc i trudno powiedzieć, że opowiadanie porywa. Raczej, jak pisałem, intryguje.

A intryguje z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest się tak zwyczajnie, po ludzku ciekawym, jak dana historia się zakończy. Po drugie zaś, pojawia się ciekawość (i obawa jednocześnie;)) na ile Autor w tej prezentacji omawianego tabu sobie pozwoli.

Niesporczaki w tekście są zaznaczone dość wyraźnie. Nie można w żadnym razie zarzucić, że temat potraktowałeś po macoszemu. Są one natomiast jakby mniej widoczne. Albo może słabiej walczą o uwagę czytelnika? Na pierwszym planie, dla mnie jako czytelnika, od początku do końca były problemy Marii, jej dylematy moralne i przemycany przy okazji wątek tematu tabu. Sama obecność niesporczaków i jej wpływ na Marię nie robił więc większego wrażenia.

Nie jest to tekst, który wciąga czytelnika w taki sposób, że chce on biec oczami po kolejnych zdaniach, czekając niecierpliwie zakończenia.

Tutaj ten bieg ma miejsce raczej w myślach. To tam pojawia się refleksja na temat tematu tabu, to tam rozwija się historia poprzez analizę tego, co zechcesz zaprezentować, opowiedzieć i do czego się posuniesz. Słowem, choć nie można w żadnym razie powiedzieć, że opowiadanie się snuje, albo, że tempo jest zbyt wolne, nie goni się tutaj za akcją. Ciekawość czytelnika budują równomiernie koncepcja, nietypowość, pewna odwaga, obrazy oraz element refleksyjności, może nie jakiś nachalny, ale taki, który jednak musi się pojawić.

Zakończenie jakiegoś większego wrażenia nie zrobiło. Ale też nie jest to tekst, gdzie ten finał będzie tak istotny dla końcowego odbioru opowiadania jak w wielu innych przypadkach. Nie budujesz tekstu pod samo zakończenie. Raczej solidnie rozmieszczasz różne elementy po całym opowiadaniu, które mają za zadanie podtrzymać zainteresowanie czytelnika.

Słowem, dosyć odważny, może i pojechany tekst, lekko tańczący wokół granicy tego, o czym chcemy czytać i co chcemy zobaczyć (ale w żadnym razie, przynajmniej w mojej opinii, tych granic nie przekraczający), zupełnie nie moim guście, a jednak wzbudzający (co stwierdziłem w trakcie lektury z niemałym zdziwieniem) moje spore zainteresowanie.

Pewnie o czymś w tym komentarzu zapomniałem, ale trudno. I tak moja opinia jest pięć razy dłuższa niż miała. :)

Daruj ewentualne literówki w komentarzu (a może również niejasności, jeśli się pojawią), ale chciałem na szybko spisać ogół odczuć towarzyszących lekturze, więc gdzieś w tym pośpiechu mogłem się machnąć, zamotać, bądź wyrazić nieprecyzyjnie.

Tyle. Pozdrowił i poszedł.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Bardzo dziękuję, CM, za tak dogłębny komentarz.

Choć prawdopodobnie jest to jedno z tych opowiadań, na których powstanie słownik języka polskiego absolutnie nie był przygotowany. ;-)

Brzmi spektakularnie, choć wciąż nie wiem czy to komplement, czy zniewaga? ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Pochwała kreatywności. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Od czego zacząć… tekst wywołał u mnie obrzydzenie, ale chyba tak miało być. ;) 

Byłem ciekaw, w jaki sposób historyjka o niesporczaku zwiąże się z losami Marii, ale, kurde, takiego obrotu spraw się nie spodziewałem! Może dlatego, że fetysz w postaci nacierania się prehistorycznymi maziami zawierającymi dziesiątki pasożytów jest mi daleki. 

Jak dla mnie trochę zbyt mocni został wyeksponowany wątek obsesji na punkcie seksualnej nieczystości względem tego, co okazało się najistotniejsze, ale rozumiem, że miał jakoś uwiarygodnić scenę z nacieraniem mazią (fuj). Za to ksiądz rutyniarz wypadł nieźle, szczególnie przy spowiedzi na końcu. 

Może dlatego, że fatysz w postaci nacierania się prehistorycznymi maziami zawierającymi dziesiątki pasożytów jest mi daleki. 

Dziwne :/

 

Dzięki za wizytę, Gekikara ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Może dlatego, że fatysz w postaci nacierania się prehistorycznymi maziami zawierającymi dziesiątki pasożytów jest mi daleki. 

Dziwne :/

Ja też myślałam, że wszyscy to robią ;))))

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Jak zaczynałem czytać, to pierwsze wypracowanie, później kolejne, to myślałem, że ten tekst będzie mega ciężki, skomplikowany i zagmatwany. Finalnie jestem pozytywnie zaskoczony. 

 

Romans, całe poczucie winy Pani Marii, jak najbardziej na plus. Cichym bohaterem jest niesporczak, który na końcu triumfuje. Dobrze, że ograniczyłeś się, tylko do nacierania, więcej bym nie chciał wiedzieć ^^

Naprawdę świetnie się bawiłem. Wszystko tu jest takie, jakie powinno być: zamysł, struktura, stylistyka, rozładowujący horrorowość humor. Wciąga, nie przynudza, obrazuje. Postacie w dialogach świetne. Jestem pod wrażeniem.

Yamirze, Japkiewiczu, pięknie dziękuję za wrażenia z lektury.

 

Dobrze, że ograniczyłeś się, tylko do nacierania, więcej bym nie chciał wiedzieć

Zdradzę, że jedna z betaczytaczek miała mi za złe, że zaciągnąłem hamulce.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ciekawy pomysł na poszatkowanie historii wypracowaniami uczennicy. Odnalazłam w tym tekście absurd, weird i resztę konkursowych haseł. Chwilami opowiadanie było zabawne, czasem niepokojące. Duży plus, że erotyka w Twoich tekstach za każdym razem jest inaczej ujęta. Ryzykowny pomysł, by bohaterką stała się kobieta w starszym wieku, z którą trudno się utożsamić. Jednak sama konstrukcja i wydarzenia sprawiają, że tekst dobrze się czyta. Trochę szkoda, że zamiast drobiazgowo opisywać spowiedź Marii, nie wykorzystałeś tych znaków na rozwinięcie jej relacji z magistrem. ;)

 

Dziękuję, ANDO, za uwagi.

Trochę szkoda, że zamiast drobiazgowo opisywać spowiedź Marii, nie wykorzystałeś tych znaków na rozwinięcie jej relacji z magistrem. ;)

No właśnie. Ale czy tam była jakaś głębsza relacja?

Czy magister w ogóle był rzeczywisty? :)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Miałam na myśli, że chętnie przeczytałabym więcej historii obyczajowej, co wynika z moich osobistych upodobań.

Nie wiem, czy magister był realny, ale marzenia też mogłyby być ciekawe. ;)

Miałam na myśli, że chętnie przeczytałabym więcej historii obyczajowej, co wynika z moich osobistych upodobań.

Będę pamiętał następnym razem. :) Tutaj jednak konkurs wymagał obrania nieco innych kierunków.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Mam tylko jedno pytanie.

Spoczęła na jednym krześle nie zajętym przez sterty studenckich kolokwiów (…)

Z kontekstu wywnioskowałam, że w zamyśle było raczej “jedyne krzesło”. Jeśli tak, to literóweczka, jeśli nie – to nic nie mówiłam angel

 

Świetnie się czytało. Napisałabym może coś mądrego, ale tyle już zostało napisane, że nie wiem, czy coś oryginalnego wymyślę. Dodam więc tylko: chapeau bas.

Spodziewaj się niespodziewanego

NaNa, masz rację, jest literóweczka. :)

Dzięki. Już poprawiam.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Cześć, Chrościsko! Odkąd tu zaglądałem sto lat temu, zrobiłeś szalony postęp ze stylem. Przyjemne, groteskowe, łączy odstrzelony humor i perspektywę tabu, seksualność starszej kobiety, w zaskakująco dobrze skomponowany dekokt. Mazanie gytią wyjątkowo seksowne, muszę spróbować – daj znać, skąd wziąć taki towar.

The fair breeze blew, the white foam flew, The furrow followed free: We were the first that ever burst Into that silent sea.

Dziękuję Jurorce za lądowanie.

 

Wisielcze, rzadko tu ostatnio bywasz, tym bardziej cieszy mnie, że zerknąłeś właśnie do mnie. 

Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, od której dostałem na portalu komentarz? :) 

 

Co do gytii… trochę toto śmierdzi :), ale skoro kąpiele błotne mają swych koneserów, to czemu nie gytia. Podobno na Mazurach koło Grunwaldu wydobywają ją i sprzedają do celów kosmetycznych.

A w naturze występuje czasem na dnie jezior (tak, to taki czarny paskudny muł :)) lub torfowisk.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ej, miałam kosmetyk z błota z terenu wulkanu siarkowego (Solfatara). Było maziaste, cuchnęło i robiło cuda. Tak tylko mówię :D 

Było maziaste, cuchnęło i robiło cuda. Tak tylko mówię :D 

Wisielcowi raczej chodziło o zastosowanie w nieco innych celach niż zdrowotne. :)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Hmmm, domyśliłam się. I, hmm, ciekawam, czemu od razu zakładasz, że cuda mają coś wspólnego tylko ze zdrowiem… :D :D :D (dobra, zmykam, niebezpieczny offtop się tu robi…)

:D

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Żeby nie było, że tak uciekłam bez komentarza, to dodam: powodzenia w konkursie, tekst jest dostatecznie dziwaczny (w dobrym znaczeniu!), żeby pasować.

Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, od której dostałem na portalu komentarz? :) 

Pamiętam! Byłem pod wrażeniem Twojego projektu słowiańskiej powieści i starałem się jakoś delikatnie przekazać, że ciężka stylizacja staropolska to może być ślepy zaułek.

Na portalu nie było mnie więcej niż rok, chciałem zobaczyć, jak rozwijają się znajomi – a to opowiadanie przerosło moje oczekiwania. Przewrotny humor wątku z wypracowaniami, który znajduje własną puentę, był wisienką na torcie.

I chyba rzeczywiście da się tu odczytać duszną frustrację nawiązującą do Kafki.

Co do gytii… trochę toto śmierdzi :), ale skoro kąpiele błotne mają swych koneserów, to czemu nie gytia.

Dla wielu facetów najlepiej pachną brudne gacie ukochanej kobiety, więc gusta są różne ;D

The fair breeze blew, the white foam flew, The furrow followed free: We were the first that ever burst Into that silent sea.

Byłem pod wrażeniem Twojego projektu słowiańskiej powieści i starałem się jakoś delikatnie przekazać, że ciężka stylizacja staropolska to może być ślepy zaułek.

Stylizację zmieniłem. Jest dużo lżejsza w porównaniu do tej pierwotnej wersji. Powieść, a raczej pierwsza jej księga, czeka na werdykt jurorów konkursu GC. Zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie.

Dla wielu facetów najlepiej pachną brudne gacie ukochanej kobiety, więc gusta są różne ;D

Napisz coś o tym, chętnie poczytam. ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Czym jest konkurs GC? I co możesz tam uwojować?

Napisz coś o tym, chętnie poczytam. ;)

Dobrze, pójdę z duchem czasu, zrobię pole na fejsbuku, i jak zbiorę tysiąc lajków, to napiszę o gaciach.

The fair breeze blew, the white foam flew, The furrow followed free: We were the first that ever burst Into that silent sea.

Sorry za offtop, ale Solfatara pachnie!

http://altronapoleone.home.blog

Interesujące opowiadanie.

Religijne rozterki Marii mnie irytowały. Wydaje mi się, że trzeba nie mieć prawdziwych problemów, żeby przejmować się snami i latać z tego powodu do spowiedzi. A Maria miała rodzinę, pracę (ile ona ma lat, BTW, że już ma dość duża wnuczkę, ale jeszcze pracuje w laboratorium?).

Jak Piotr to zrobił, że podsłuchał spowiedź? Przebrał się za księdza?

Ale może nie powinnam się czepiać takich rzeczy, bo to w końcu ma być dziwny tekst.

Fajny motyw wypracowania.

Babska logika rządzi!

Koleje trudne hasło… Zbrukany niesporczak, sama ostatnio pisałam o niesporczakach. Fascynujące stworzenia, ale żeby zbrukane… I znowu jestem pod wrażeniem świetnego poradzenia sobie z hasłem. Tekst z pewnością nie lekki, ale weirdowy i na swój sposób mroczny i przerażający :) Bardzo dobrze napisany.

 

Ps. Wypracowanie i rysunki dodają opowiadaniu niezwykłego uroku :)

Finklo, dzięki za uwagi. Maria ma około sześćdziesięciu lat, założyłem, że jest tuż przed emeryturą.

Religijne rozterki Marii mnie irytowały. Wydaje mi się, że trzeba nie mieć prawdziwych problemów, żeby przejmować się snami i latać z tego powodu do spowiedzi.

Wydaje mi się, że są takie osoby (choć tu problem jest zapewne przerysowany), które praktyki religijne traktują bardzo poważnie. I owszem, może to irytować, jeżeli patrzy się na to z boku chłodnym okiem. Ale każda jednostka ma swoje wartości, wierzenia, swój kodeks moralny, swój bagaż doświadczeń.

Ocenę pozostawiam czytelnikom.

Jak Piotr to zrobił, że podsłuchał spowiedź? Przebrał się za księdza?

To zależy już od interpretacji. Jeżeli założymy, że Piotr był osobą realną, to jest to jedno z możliwych wyjaśnień.

 

Katiu, Tobie też dziękuję za odwiedziny i komentarz. 

Wypracowania są mojego autorstwa :) A rysunki… No cóż, od dwóch tygodni realizuję się jako domowy nauczyciel… chyba nieco wyszedłem poza podstawę programową z biologii ;) 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

OK, są takie osoby. Nie neguję, nie potępiam. Ale żeby od razu pisać opowiadanie o wyimaginowanych grzechach? Niesporczaki są tematem o wiele ciekawszym, IMO.

Babska logika rządzi!

Niesporczaki są tematem o wiele ciekawszym, IMO.

Pisząc o grzechu, łatwiej je zbrukać :)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Dobry pomysł, ale to już ktoś wyżej powiedział. Dobra proporcja normalności i dziwności. Taka właśnie na granicy zastanawiania się, gdzie przebiega granica, tak to powinno wyglądać. Erotyką niepotrzebnie straszyłeś. :) Myślałem, że pojechałeś szczegółami i wszystko będzie z detalami, a nie było tak źle. Powoli zmierzam do tego, że czegoś mi w opowiadaniu zabrakło. I w sumie to wiem czego akurat mnie. Trochę za mało dziwności w dziwności. ;) Bo mimo dobrych proporcji, jakiś jeden odjazd by się przydał. :)

Lekko rozczarowujące są nawiązania do geologii. Homo sapiens gdzieś tam krążył blisko ziemi, Raczkujący Mars też, więc mimo, że to różne opowiadania, ten wspólny element zaczyna zmieniać opko na minus. 

Porządnie napisane, ciekawe osobowości, sam temat tylko nie do końca mi podszedł. To jednak najmniejsza wada, bo wszystkim się przecież nie dogodzi, a napisałeś kilka opowiadań, które nadal pamiętam, więc do następnego razu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, dziękuję za uwagi.

Lekko rozczarowujące są nawiązania do geologii. Homo sapiens gdzieś tam krążył blisko ziemi, Raczkujący Mars też, więc mimo, że to różne opowiadania, ten wspólny element zaczyna zmieniać opko na minus. 

Ale w czym właściwie tkwi problem? W samym nawiązaniu do geologii, że zbyt wiele moich opowiadań zawiera takie nawiązania, czy raczej w tym, że akurat tutaj nie jest to atrakcyjne?

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Tak, samej geologii zbyt wiele w opowiadaniach. Wydaje mi się, że dla ogółu to nie jest tak bardzo pasjonujący temat. Jeśli już, to wolałbym bardziej, jak jest u Drakainy, czyli główny bohater ten sam, który na czymś się zna, lubi itp., i motyw ten przewija się w kolejnych opowiadaniach. 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tak, samej geologii zbyt wiele w opowiadaniach. Wydaje mi się, że dla ogółu to nie jest tak bardzo pasjonujący temat.

Możliwe, że ten temat nie jest zbyt pasjonujący. Choć mimo wszystko uważam, że jest to bardzo mało wyeksploatowana działka w fantastyce, i można tutaj wnieść coś nowego, z czego chętnie korzystam.

W tym przypadku bardzo świadomie. Chodzi mi po głowie cykl opowiadań nawiązujący do różnych okresów z naszych pradziejów, a to opowiadanie się w ten cykl wpisuje.

Nie sądzę również, by to tematyka była tutaj problemem, bo jak się ją odpowiednio poda, to stanie się atrakcyjna. Widocznie, póki co, nie było wystarczająco atrakcyjnie.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Hm, w moim przypadku, chyba trochę było. Coś a’la “ojej, znowu skały”. Ale jeśli chodzi o cykl, jestem za. :) Tylko widzisz, mnie przyciąga treść, która jest ładnie/dobrze/misternie poukładana. Dlatego taki cykl powinien mieć punkt wspólny, opowiadania powinny się łączyć. A może być nim tylko człowiek, nie skała. Powtórzę się, w beletrystyce interesuje nas tylko i wyłącznie drugi człowiek, nic więcej. A to, że poszczególne opowiadania będą dzielić miliony albo tysiące lat nie ma większego znaczenia. Po to jest właśnie fantastyka, żeby to wszystko pokazać. :)

Pisząc ten cykl, myśl o ludziach, nie o skałach. A z Twoją ręką odniesiesz sukces.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ej, geologia jest ciekawa (a taka mineralogia, to już wogle, że o diamentach nie wspomnę ;-) ). O wiele bardziej niż enta zakochana para nastolatków. Ja lubię, kiedy mogę się czegoś dowiedzieć z tekstu.

Edytka: w olbrzymiej większości epok nie było człowieków. Czyżby cykl o geologu? ;-)

Babska logika rządzi!

Edytka: w olbrzymiej większości epok nie było człowieków. Czyżby cykl o geologu? ;-)

Albo podróże w czasie, ale tu mam pewien opór. Albo współczesność, lecz tematyka opowiadań nawiązująca do przeszłości. Tak jak np. to nawiązuje do Dewonu.

Nie mam jeszcze pełnej koncepcji, na razie tylko luźne pomysły.

Może też być future z kolonizacją planety, która przypomina Ziemię z dawnych lat. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ech, Finklo, ostatnio co któryś wpis podkreślasz jak nie lubisz wątków melodramatycznych, ale ok. Nie mówię, że nie można.

Chrościsko, jedno i drugie już było, to nic złego, ale trudniej przez to będzie. Kolonizacja planety jest już ciekawsza. Mnie od razu przyszło do głowy coś na wzór Stowarzyszenia starego, prawie jak Ziemia. :) Wiesz jedno i drugie stare, związane ze sobą itd. Uwielbiam gdy coś z czegoś wynika, a najlepiej gdy nie jest to oczywiste od razu. Mało przeczytałem klasycznej literatury więc dam Ci przykład na filmach.

Wojna Światów i tak zwany bohater z dupy, idzie sobie mechanik i zostaje amerykańskim bohaterem. Wiadomo, Amerykanie to lubią, wiedzieć, że każdy z nich jest ważny i może zostać Supermanem.

Za to zupełnie inny jest film Sicario, gdzie na końcu wszystkie elementy kostki wpadają na swoje miejsce i zdajesz sobie sprawę, że nic nie było przypadkowe.

Masz przy geologii duże pole do popisu, więc warto pomyśleć o silnych związkach, które nie od razu są oczywiste. Chociaż wiesz, Wojnę Światów też w końcu obejrzałem i sumarycznie przygodówki nie są takie złe. Tyle, że efektu WOW nie było.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, na razie wszystko jest w sferze raczkujących pomysłów. Zobaczymy za jakiś czas, co z tego wyjdzie.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ok, ok. Rozpędziłem się. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Tekst strukturalnie przypomina mi “Metasomatozę”, tutaj też są dwie perspektywy: jedna opisuje perypetie ludzkich bohaterów w środowisku akademickim, druga życie nie-ludzkich istot; w końcowej części zaś te wątki się splatają.

Na pochwałę zasługuje pomysł na plagę niesporczaków, które “wchłonęły” część genów od konodontów. Dla mnie to najmocniejszy punkt tekstu, chęć odkrycia roli tych żyjątek objawionych na początku utworu było dla mnie spiritus movens lektury.

“Konodontoza” nie bardzo jednak przekonała mnie pod względem klimatu i warstwy emocjonalnej. Włożenie opisu życia niesporczaków i ich “drogi” do wywołania epidemii w prace klasowe ósmoklasistki, erotyczne rozhisteryzowanie Marii, odklejenie od rzeczywistości na rzecz przyklejenia się do okularu mikroskopu u profesora, dziecięce rysunki, mgr Zbrukany jako mroczny amant – to nadawało opowiadaniu nieco groteskowego rytu, ale w moim osobistym odczuciu w zbyt małym stopniu, przez co absurd raczej osłabiał naukowo umotywowaną grozę, zamiast się z nią synergizować.

Stylistycznie bez zarzutu, język dopasowany do konwencji.

Podsumowując – udane opowiadanie, ale nie do końca mnie poruszyło, w realizacji tej formy lepiej moim zdaniem sprawdziła się “Metasomatoza”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję, Wickedzie, za uwagi.

Cieszę się, że pamiętasz Metasomatozę, zwłaszcza po tak długim czasie.

Podobieństwo jest nieprzypadkowe, bo i z podobnych inspiracji czerpałem.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Autor

Bardzo porządnie napisane, jak przystało na Chro, choć klimat tekstu mi się nie podoba, ale ja tak mam, żaden zarzut dla autora.

Natomiast to zdanie w końcówce – “Rozmnażanie płciowe a przemiana pokoleń”, jeśli dobrze je zrozumiałem, jest genialne, a jeśli źle zrozumiałem, proszę mnie nie wyprowadzać z błędu :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Żonglerko, dziękuję za jurorską wizytę.

 

“Rozmnażanie płciowe a przemiana pokoleń”, jeśli dobrze je zrozumiałem, jest genialne, a jeśli źle zrozumiałem, proszę mnie nie wyprowadzać z błędu :)

Bail, nie wiem jak je zrozumiałeś, stąd też trudno mi Cię z czegokolwiek wyprowadzać.

Mogę tylko napisać, że żadne ze słów w tym zdaniu nie znalazło się tam przypadkiem.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Interesujący horror. Sprawnie napisany, wciągający i powodujący ciarki. Nie jest to może temat szczególnie oryginalny, wiele horrorów opiera się na motywie pasożytów wygryzających korytarze pod skórą, ale oprawa jest niecodzienna – rozterki sumienia Marii i te historyjki na klasówce. Scena z pasożytem wyskakującym z sutka przełamuje pewne tabu i jest szczególnie uderzająca. Niemniej jednak jest to po prostu historia o tym, jak się rozpoczęła pewna nieprzyjemna epidemia, taka do poczytania dla rozrywki i niczego więcej.

W każdym Twoim tekście, który czytałam, jest jakaś scena erotyczna (albo prawie erotyczna) i jest też coś o nastolatkach, hmm… 

Interesujący horror. Sprawnie napisany, wciągający i powodujący ciarki.

Przyznam się, że to jest mój pierwszy horror, jaki napisałem, zatem cieszy mnie, że przynajmniej po części coś tutaj zagrało. Weirdu też nigdy wcześniej nie pisałem, a i konkurs dość specyficzny, więc tutaj był to bardziej eksperyment niż świadome pisanie.

W każdym Twoim tekście, który czytałam, jest jakaś scena erotyczna (albo prawie erotyczna) i jest też coś o nastolatkach, hmm…

Hmmm. Z erotyką to się zgodzę, bo lubię pisać takie sceny, nie mam oporów i generalnie dobrze się czuję w takiej tematyce. Co do nastolatków, to raczej przypadek.

Dzięki za odwiedziny, Sonato.

 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Hej, bardzo fajny tekst. Nie wiem, czy to weird jest, nie znam się, ale bardzo podoba mi się estetyka i ta lekka domieszka makabry,ma to swój unikatowy klimat. I bardzo ładnie napisane to jest. I jeszcze – te dziurki po kornkach w ławce w kościele – przeuroczy detal, tak charakterystyczny… Świetne.

Dziękuje, Łosiocie.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Johann Koorn on Twitter: "#tardigrade #waterbear #extremophile …

Bardzo trafna ilustracja :)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Klasówki Kaji to perełka. Co za świnia z tej nauczycielki, przecież dziewczyna podała wszystkie istotne informacje. Mam nadzieję, że zaliczyła egzamin komisyjny ;)

Umiejętnie wykorzystujesz wiedzę, którą posiadasz. To Twój atut, jeden z wielu :)

Podoba mi się postać Marii, to jej poczucie winy, odraza do samej siebie, potrzeba spowiedzi otwierają zupełnie nowe możliwości interpretacyjne. Kim właściwie był Piotr, kim był ksiądz, czy byli realni, czy w ogóle byli ludźmi? Czy gdzieś tam, za kulisami, rozgrywa się jakiś ponadludzki dramat?

O scenach intymnych nie będę pisała, bo nie chce mi się powtarzać trzeci raz tego samego :)

Jak nie lubię tego typu literatury, tak Twoje opko mnie urzekło.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dziękuję, Irko, za nieco otuchy, bo zdawało mi się, że ten tekst nie wyszedł mi najlepiej. Z drugiej strony z absurdem łatwo nie jest, więc trudno oczekiwać, by zachwycał.

Kim właściwie był Piotr, kim był ksiądz, czy byli realni, czy w ogóle byli ludźmi?

Tu interpretacji może być wiele. Napisałem tak, by każda była możliwa.

Czy ksiądz nie może studiować drugiego kierunku?

Czy Piotr nie może być psychopatą śledzącym swoją ofiarę?

Czy może Piotr to wszystko tylko wymysł tłumionych przez lata fantazji w umyśle Marii?

Każdą z tych opcji można wybronić. A którą miałem na myśli pisząc, nie zdradzę.

 

EDYTA:

Irko, aleś mi miłą niespodziankę zrobiła z tą nominacją. Nie spodziewałem się ani trochę.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

No to niestety nie dołączę się do pozytywnych ocen. Ale ja już tak mam, że często jestem pod prąd. Dla odmiany przecież nieraz bronię tych tekstów lub fragmentów teksów, które większości się nie podobają ;-)

Tekst sam w sobie ok, ale jakby to powiedzieć… czy to erotyczny horror klasy C? Tylko dialogi jakby bogatsze ;-) Rzecz w tym, ze o ile mieszanie konwencji często jest dobre, to tu jednak jakoś nie do końca te konwencje wypaliły. No nie przekonuje mnie. Liczyłem jeszcze na jakiś twist, puentę,. coś. No, może nawiązanie do obecnych kwarantann jest taką ukrytą perełką – w szczególnosci element, którego nie jestem pewien, ale jeśli dobrze czytam, to chyba jest tu aluzja do wywołania epidemii przez uleganie impulsywnym zachowaniom, nawet gdy się wie, ze ostrożność itp. To akurat cąłkiem umiejętnie tu wszyte.

Nie chcę zabrzmieć źle – kino klasy B i C i czasem nawet D może być dobre do oglądnięcia. Ale zwyczajnie ten konkretny tekst mnie nie przekonał. Choć napisany sprawnie.

 

"pustą zlewkę.  Uniósł ją do góry"

Podwójna spacja.

 

 

Ciekawy tekst z dobrze wykorzystanym hasłem. Stylistycznie, moim zdaniem, bez błędu. Momentami bardzo dobry, w niektórych momentach może bym coś skrócił (np. wątek ze spowiedzią, wątek ubrań dla babci), no ale to tylko moje odczucia :). 

Bardzo podobały mi się wypracowania z biologi i mruczenie pod nosem Profesora :)

“Body horror” w kapitalnym wydaniu. Zachęca do refleksji na temat pożądania i nasuwa skojarzenia z wczesnymi filmami Cronenberga. Jak dla mnie, to duży plus. 

Cóż więcej mogę napisać? Bardzo podoba mi się Twoje podejście do seksualności w tym opowiadaniu. Jak pisałam wcześniej, mnie pobudza do refleksji. Cała historia jest też świetnie poprowadzona od początku do końca – każda scena potrzebna, a wstawki z wypracowania klasowego są świetnymi przerywnikami. 

Tekst zrobił na mnie duże wrażenie.

Jeszcze nigdy nie miałem tak rozbieżnych ocen tego samego tekstu.

Przychodzi taki wilk-zimowy, porównuje go do erotycznych horrorów klasy C, a człowiek nie bardzo wie, gdzie ma się schować. A chwilę później przychodzi Deirdriu i okazuje się, że ten sam tekst rozumie dokładnie tak, jak chciałem, by został zrozumiany.

Dziękuję Wam, dobre ludki, za uwagi.

Edwardzie, zapowiadam się z rewizytą, bo jeszcze nie miałem okazji przeczytać nic Twojego, a widzę świeżutką Kafkę. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

I to jest fajne w tworzeniu – każdy odbiera po swojemu. Trudno przewidzieć na co czytelnik zwróci uwagę. Ciut szkoda, że zaznaczyłeś o wątpliwej estetycznie erotyce. (SPOILER) Czy chodziło o to, że starsza pani z młodszym mężczyzną? Wiadomo, ciężko napisać dobrą scenę erotyczną, ale biorąc pod uwagę temat, pewna nieporadność i dosadność była bardzo na miejscu. 

Żeby oddać sprawiedliwość, wątek seksualności w kontekście “starość nie musi być brzydotą” i kulturowy “schematy społeczne wbijają ludzi w kompleksy” widzę. Podobnie jak nie umknął uwadze ksiądz, który wbrew temu, jak księża są postrzegani, skupia się na tym, czy wina nastąpiła, a nie na “bo obyczaje”. To ważne watki i warto o nich mówić, ale zwyczajnie opowiadanie jako całość zupełnie do mnie nie przemówiło, zakrywając te dwa aspekty swoją główną częścią.

Ciut szkoda, że zaznaczyłeś o wątpliwej estetycznie erotyce. 

Tekst z przedmowy usunąłem, może rzeczywiście niepotrzebna była ta asekuracja.

(SPOILER) Czy chodziło o to, że starsza pani z młodszym mężczyzną?

Bardziej o dosadność opisu. W tym przypadku granica pomiędzy tym co piękne a tym co gorszące jest cieniutka.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Tu interpretacji może być wiele. Napisałem tak, by każda była możliwa.

Czy ksiądz nie może studiować drugiego kierunku?

Czy Piotr nie może być psychopatą śledzącym swoją ofiarę?

Czy może Piotr to wszystko tylko wymysł tłumionych przez lata fantazji w umyśle Marii?

W pierwszym momencie po przeczytaniu przyszła mi do głowy ostatnia interpretacja. I właściwie ona mi najbardziej pasuje. Ale z upływem czasu zaczęło mi jeszcze coś innego błąkać się po głowie, co w gruncie rzeczy tej pierwotnej interpretacji nie wyklucza.

W którymś momencie opowiadania Piotr znika nagle, choć autor szybko się reflektuje i wyjaśnia, że szybko wybiegł :) W ogóle jest jakiś taki mało obecny. Ksiądz również mocno niestereotypowy i właściwie zupełnie inny niż spodziewa się Maria. Oczekiwała surowego sędziego, dostała kogoś pełnego zrozumienia. I tak mi przyszło do głowy, czy to aby nie jest gra między Bogiem, a diabłem.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Niecodzienne wypadki miały miejsce w uczelnianym laboratorium, a ich następstwa okazały się brzemienne w skutki. Przedstawiłeś rzecz niezwykle zajmująco, krasząc ją sytuacjami erotycznymi przeplatającymi się z wypracowaniami Mai, a i, jak to zazwyczaj u Ciebie, dla wiedzy geologicznej też znalazło się miejsce. Zaludniłeś tekst ciekawymi postaciami, a każda z nich wniosła do opowiadania coś, co sprawiło że historia okazała się szalenie satysfakcjonująca.

Doceniam też bardzo porządne wykonanie. ;)

 

– Je­stem la­bo­rant­ką na uni­wer­sy­te­cie – wy­du­sła z sie­bie. ―> Literówka.

 

Przy­spie­szy­ła korku. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam i ja i zadowolona jestem. 

Cieszę się, że zacząłeś od pracy klasowej, nie od ciut nudnej i niezbyt zachęcającej do dalszego czytania spowiedzi. Tekst rozwijał się dość długo, jednak poziom zadowolenia z lektury rósł proporcjonalnie do długości opowiadania. 

Sama Maria, kobieta przedziwna, dlatego barwna. Sceny w laboratorium i u profesora, moim zdaniem przedstawione bardzo fajnie. Naukowe wstawki przeplecione brudnymi myślami Marii. Scena z panem magistrem wywołała u mnie mały odruch wymiotny, ale to wzięłabym za plus bardzo obrazowego przedstawienia sytuacji. I to porównanie do worków z mąką. Świetne. 

Zakończenie mogłoby być trochę dłuższe, kosztem np. sceny przy konfesjonale. Ksiądz moim zdaniem jest tu zbędny, ale może czegoś nie rozumiem. 

Finkla spytała, dlaczego Maria, mimo że staruszka prawie, nadal pracuje w laboratorium. Mi to pasuje. Mieliśmy w laboratorium pana Tadzia, to był taki nasz dobry dziadek. :)

Podsumowując: bardzo dobre opowiadanie. 

Ksiądz również mocno niestereotypowy i właściwie zupełnie inny niż spodziewa się Maria. Oczekiwała surowego sędziego, dostała kogoś pełnego zrozumienia.

Irko, ale czy na pewno ten ksiądz jest pełen zrozumienia? A może po prostu jest zblazowany, zjedzony przez rutynę i jest mu wszystko jedno? Ale tutaj, podobnie jak wcześniej, interpretować można tę spowiedź dwojako, w zależności jak się słowa księdza odbierze.

 

Reg, to jest najkrótsza łapanka, jaką kiedykolwiek od Ciebie dostałem. :) Uznaję to za komplement. Coś jakby Anet napisała “fajowsko fajne”. ;)

Możesz mieć osobistą satysfakcję, że wcześniejsze łapanki nie poszły na marne.

Literówki już poprawiam.

 

Saro, dziękuję za wizytę i cieszę się, że jesteś zadowolona.

Co do sceny w konfesjonale, i tego, czy była potrzebna. To od niej wziął się pomysł na całe opowiadanie. I to był główny motyw, z którym chciałem się zmierzyć, z tym jak bardzo to, w co wierzymy, wpływa na nasze życie. Rozważania na temat winy i kary. Sumienia. To, co dla jednej osoby jawi się jak wina na miarę koniec świata, dla innej jest nieistotnym szczegółem. Czy bezrefleksyjne przyjmowanie wpojonych nam zasad, bez ich kwestionowania, jest czymś dobrym – kręgosłupem moralnym, drogowskazem, który ułatwia życie, czy może wręcz przeciwnie – zniewala jednostkę, czyniąc ją nieszczęśliwą, zabraniając jednocześnie kwestionowania tychże zasad, uznając to drogą na skróty, relatywizmem moralnym. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Możesz mieć osobistą satysfakcję, że wcześniejsze łapanki nie poszły na marne.

Chrościsko, jestem przekonana, że satysfakcja jest obopólna. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Łączysz swoją fachową wiedzę z fantastyką i podajesz to w przystępny i ciekawy sposób. Warsztat masz dobry, czyta się płynnie i bez potknięć, opisy są ładne itd.

Cobold ma rację z tym Jerzym, chyba wystarczyłoby, by imię męża padło gdzieś na początku.

Wstawki rysunków z wstawkami z klasówek / komisa, tworzą coś odjechanego. Spełniają dwa cele – weirdowy i uzupełniający i robią to zacnie. Przy okazji wskazują na kłopoty dziewczyny w szkole, w dziedzinie, gdzie babcia mogłaby pomóc, ale ta jest zajęta walką ze swoimi demonami.

Jestem zadowolony z lektury. Końcówka rzeczywiście pospieszna. Pasożyty doskonale komponują się w horror i stworzyłeś wszystko, żeby zacząć się bać, ale tego nie rozwinąłeś. :(

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrixie, dziękuję bardzo za uwagi. 

Cobold ma rację z tym Jerzym, chyba wystarczyłoby, by imię męża padło gdzieś na początku.

Zastosowałem się.

 

Z końcówką nie wyszło z dwóch powodów.

Raz, że limit, i musiałem już ciąć. Dwa, nie potrafię “sztucznie” budować napięcia i grozy. Gdy już nie ma dodatkowych wątków do wplecenia, i wszystko zmierza ku końcowi, to nie umiem tego przeciągnąć.

Nigdy nie pisałem też ani horrorów, ani weirdu, więc ten tekst sam w sobie był dla mnie eksperymentem.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Jak wy to robicie? Co piórkowe głosowanie to jakiś Chrościsko, Katia, Cobold, Maras… Jak można prowadzić normalne życie, pracę, rodzinę, mnóstwo różnych zajęć i projektów, jakichś krecich ironmanów, a do tego jeszcze naokrągło pisać świetne teksty? I to nie tylko na ten portal? What kind of sorcery is this? 

Okej, do rzeczy, bo znowu plotę. 

Dopiero co narzekałem pod tekstem Cobolda, że na portalu mało erotyki, zwłaszcza takiej z prawdziwego zdarzenia, gdy jest ona immanentnym elementem opowieści, a nie dodatkowym smaczkiem w postaci gołych cycków albo dupy w krzakach. Jakże mogłem zapomnieć o głównym erotomanie… tfu, to jest, chciałem powiedzieć – erototwórcy Nowej Fantastyki! 

Nie zawodzisz, bo erotyka jest jest tu pierwsza klasa, mimo swej czerni i plugawości subtelna i nastrojowa. A sam tekst wiele by bez niej stracił. Ale nawet mimo erotyki to bardzo dobre opowiadanie. Pomysł na odmrożony, prehistoryczny horror to nic nowego, ale Twoja wiedza i kreatywność spowodowała, że nie dostaliśmy jakiegoś prymitywnego wirusa, ożywionego tyranozaura, czy innego B-klasowego stwora, tylko niezwykłe interesujący, złożony, paleobiologiczny koncept, dzięki któremu powstał fajny body horror. A oparcie ciężaru wyjaśnień na fragmentach odjechanego wypracowania-baśni jest genialne. 

O stylu pisał nie będę, bo już podkreślałem, że jesteś jednym z kilku moich ulubionych autorów. Nie tylko z portalowych, nowofantastycznych autorów. 

Ale jeśli chodzi o kompzycję i fabułę, to będę kręcił nosem. Opowiadanie rozpada się na dwa osobne wątki – mroczną, erotyczną opowieść o wstydzie i poczuciu winy, oraz ów horror o zmutowanym pasożycie. Oba osobno są świetne, a ich połączenie mogłoby być przeznakomite, ale, według mnie, do niego nie doszło. Wyraźnie zabrakło miejsca w zakończeniu, dlatego sprawia ono wrażenie pośpiesznego i zebranego do kupy przy pomocy metalowych zszywek, jak uśmiech Slita z ostatniego Mad Maxa, a nie pięknie, mutualistycznie splecionego, niczym Suillus luteus i Pinus sylvestris. To widać doskonale na przykładzie postaci Piotra Zbrukanego – jego wątek jest nieprzyjemnie niedokończony. Kim jest? Zwykłym stalkerem? Upadłym księdzem, który robi doktorat na innym kierunku? Zwykłym doktorantem, który nabrał demonicznych cech tylko w umyśle Marii? Pacjentem zero? Genetyczną krzyżówką człowieka, niesporczaka i konodonta? Takie kwestie mogły zostać otwarte w przypadku tekstu o charakterze weirdowo-surrealistycznym, ale Twoje opowiadanie jest takiego feelingu zupełnie pozbawione. To raczej bardzo dobry horror z solidnym wątkiem psychologicznym, który z powodu limitu nie został należycie dokończony. 

I muszę zauważyć, że to trzeci Twój tekst pod rząd, który pozostawił mnie marudzącego na temat fabuły… :-) 

Głosuję więc niestety na NIE. Zwłaszcza, że mam świeżo w pamięci tekst Cobolda (wiem, że wszystkie teksty powinny być oceniane zupełnie niezależnie, ale nie da się uniknąć pewnego porównywania opowiadań startujących do piórka w tym samym miesiącu) który również opierał się na wielokrotnie wykorzystywanym pomyśle, ale stanowił perfekcyjnie zamkniętą, fabularnie pełną całość. 

Cóż, następnym razem. Który, biorąc pod uwagę Twoją płodność i talent, z pewnością wkrótce nastąpi. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuję, mistrzu Thargone, za kolejny spektakularny komentarz.

Jakże mogłem zapomnieć o głównym erotomanie… tfu, to jest, chciałem powiedzieć – erototwórcy Nowej Fantastyki! 

“Główny erotoman” :) No tak, każdy dostaje taką ksywkę, na jaką zasłużył. ;)

W tajemnicy Ci zdradzę, że mam tego więcej. I nie wszystko skażone głębszą myślą.

I muszę zauważyć, że to trzeci Twój tekst pod rząd, który pozostawił mnie marudzącego na temat fabuły… :-) 

I ja sobie to zapamiętam, bo to ważne, a jakoś wciąż mi umyka.

Takie kwestie mogły zostać otwarte w przypadku tekstu o charakterze weirdowo-surrealistycznym, ale Twoje opowiadanie jest takiego feelingu zupełnie pozbawione.

Konkurs miał być weirdowy, stąd też zdecydowałem się na to otwarte zakończenie. A że ja nigdy ani horrorów, ani weirdów nie pisałem, to jako kompletny debiutant w tym gatunku wybaczenia proszę.

 

Jak wy to robicie? Co piórkowe głosowanie to jakiś Chrościsko, Katia, Cobold, Maras…

Jakby były głosowania na najlepsze recenzje miesiąca, to byśmy zadawali Ci podobne pytania. ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Podchodziłam do tego tekstu n+1 razy, za każdym starając się przeczytać coraz więcej, ponieważ tekst na bardzo wielu poziomach mnie odrzuca. Nie tylko body horrorem, ale też czymś, co mi nie gra w kreacji kobiecych postaci.

Jest to sprawnie opowiedziane, z pomysłem, ale jak dla mnie zbyt efekciarskie, zbyt wydumane. Lepsze jest wrogiem dobrego, a po ograniczeniach poznać mistrza – w tym tekście mam wrażenie nadmiaru. Nadmiaru efektów, prowokacyjnych pomysłów, a zarazem schematycznych rozwiązań.

Co do erotyki – tu mam kompletnie odmienne zdanie od Thargone’a (nie widzę tu subtelności, niestety, wręcz przeciwnie, czuję się nieprzyjemnie atakowana) i może ta obrzydliwość jest drugim powodem, dla którego nie potrafię “wejść” w ten tekst emocjonalnie, przejąć się którymkolwiek z bohaterów. Może też, ponieważ body horror dotyczy postaci kobiecej, mam wrażenie, że nie czujesz tak naprawdę tego, co postać? Że są to jednak męskie fantazje?

Nadal tęsknię za tym, co zaprezentowałeś w “Kumari” :)

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, dzięki za komentarz.

 

Tutaj akurat nie dziwi mnie Twoja ocena, bo znając nieco Twój gust, byłem świadom, że ten tekst się weń nie wpisuje. Choć paradoksalnie, między innymi i za Twoją namową zaryzykowałem napisać coś innego niż dotychczas, poeksperymentować. Eksperymenty zaś wychodzą różnie.

 Co do erotyki – tu mam kompletnie odmienne zdanie od Thargone’a (nie widzę tu subtelności, niestety, wręcz przeciwnie, czuję się nieprzyjemnie atakowana) i może ta obrzydliwość jest drugim powodem, dla którego nie potrafię “wejść” w ten tekst emocjonalnie

Ta obrzydliwość akurat jest cechą charakterystyczną wspomnianego gatunku, i z założenia ma pełnić właśnie taką rolę. Ma atakować zmysły i robi to. Czy nieprzyjemnie, bądź jak bardzo nieprzyjemnie, to już kwestia osobistej wrażliwości.

Bellatrix dla przykładu w czasie bety narzekała, że niepotrzebnie zaciągnąłem hamulec i wyszło za miękko.

Tak czy siak, akurat Twój komentarz potwierdza, że wspomniana scena spełniła swoją rolę.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ależ mam problem z twoim opowiadaniem, Chro.

Pomysł jest ciekawy, ciekawe jest również zbudowanie historii wokół dojrzałej głównej bohaterki, nieczęsto jest okazja zetknąć się z czymś takim. Styl – jak to u ciebie, wyszlifowany i bardzo sprawny. A mimo wszystko mam wrażenie, że tekst jest po prostu w porządku.

Nawet ciężko mi stwierdzić, dlaczego. Na pewno nie przez postać Piotra – widziałam w komentarzach, że było sporo zarzutów w związku z tym, że nie tłumaczysz, kim on jest. Ja to natomiast zaliczam na plus – jedną z cech weird jest to, że dziwne zjawiska i postacie pozostają w sferze domysłów.

Może to znajomy motyw małych stworzonek atakujących ludzi, sama nie wiem. Mimo że nie porwało, doceniam takie smaczki jak chociażby scena przy konfesjonale, w której bardzo realnie oddałeś emocje Marii. Dobrze się czyta takie rzeczy. 

No nic, może następnym razem odczuję WOW, tymczasem życzę powodzenia w konkursie! :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

No nic, może następnym razem odczuję WOW

Wcale nie tak łatwo o to “wow” :)

Dzięki za odwiedziny, sy.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Wcale nie tak łatwo o to “wow” :)

Chro, jesteś zdolniacha, na pewno jeszcze nieraz mnie zachwycisz jakimś swoim tekstem :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Powtórzę wstęp z komenatrza pod tekstem Katii: to chyba czas niesporczaków. Jakiś czas temu pojawiły się w obiegu informacje na temat ich niezwykłych właściwości, potem kosmiczne niesporczaki zrewolucjonizowały "Star Trek" (Discovery), teraz piszą o nich Chrościsko i Katia na portalu.

Jako wredny facet nie powienienem dawać TAKa. Masz już trzy piórka, ja mam cztery, czemu nie skorzystać z przywilejów i nie strzelić pogoni w kolano? ;) Tym bardziej że mógłbym zagłosować jako ostatni z Loży… Żartuję. WOW rzeczywiście nie było, ale tym razem wystarczyły inne walory.

Czyli jestem na TAK.

Po pierwsze, poza kilkoma drobnymi elementami, jest to od strony językowej/warsztatowej/literackiej chyba Twój najlepiej napisany tekst. Niby niepozorny, a jednak. Rację ma Wisielec, ten postęp jest znaczący i bardzo widoczny. To już takie pisanie dojrzałe, z wyczuciem korzystające z chwytów literackich, tricków pisarskich, mrugnięć do czytelnika, zabaw formą i stereotypami, które wskazuje już na rzeczywiście świadome stukanie w klawiaturę. Językowo/technicznie jest naprawdę bardzo dobrze. Na pewno masz ogromne rezerwy, ale idziesz we właściwym kierunku jak burza, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło po słabszym warsztatowo tekście marsjańskim.

Fabuła nie jest mocną stroną opowiadania, bo i prosta to historia i w sumie większych zaskoczeń nie oferuje. Ale skutecznie nadrobiłeś to na innych płaszczyznach. Po pierwsze wzbudziłeś moje obrzydzenie. Serio. Wywołać we mnie poruszenie jest niezwykle trudno. Obrzydliwości zazwyczaj odrzucają mnie od tekstu prawie tak samo jak nadmierne epatowanie nieszczęściami i emocjami. Gore, fizjologiczne bizarro czy body horror to zupełnie nie moja bajka. Tobie zaś udało się tak skutecznie balansować na cienkiej linii, że tylko odsunąłem z niesmakiem głowę od ekranu i skrzywiłem twarz przy fragmencie o wyciąganiu robala. Naprawdę. Wytrwałem do końca. Być może to zasługa obejrzanego niedawno serialu "Terror", który mnie znieczulił na pewien rodzaj obrzydliwości. Podziękujmy Simmonsowi.

Z kolei przywoływana przez poprzedników erotyka, która zwykle mierzi mnie w literaturze swoją nieuzasadnioną zazwyczaj obecnością i prostackością opisów, tutaj za bardzo mi nie przeszkadzała, co też przemawia na Twoją korzyść. Powiem nawet, że widząc pewne podobieństwa Twojego tekstu z opowiadaniem Cobolda, przyznaję, że Tobie udało się wycisnąć z dosyć prostej historii troszkę więcej i byłeś też nieco odważniejszy (nie będę tłumaczył, o co mi chodzi). I nie mówię teraz o erotyce tylko raczej o obrazoburczej warstwie Twojego tekstu.

Przyznam szczerze, że spodziewałem się jakiegoś biblijnego odniesienia (Maria, Józef/Jurek, niepokalane poczęcie czy coś w tym guście), ale pozytywnie mnie zaskoczyłeś, idąc w kierunku "archeologicznego horroru medycznego". Podczas lektury miałem pewne skojarzenia z serialem "Fortitude", który obraca się w dosyć podobnych klimatach i tematach.

Kolejnym plusem, który mnie ostatecznie przekonał do Twojej opowieści był sposób, w jaki wykorzystałeś swojego konika i zasoby merytorycznej wiedzy. W powyższym opowiadaniu nie mamy tej geologii ani za dużo, ani za mało. Uczyniłeś z niej ważny element, ale nie przygniotłeś treści swoją wiedzą, nadmiarem informacji, tylko bardzo zgrabnie wplotłeś ją w fabułę i umiejętnie wykorzystałeś.

Na koniec łyżeczka dziegciu. To nie jest weird. Udziwnienie formy (np. wstawki szkolne) to żadne weird, cała historia jest przecież jak najbardziej realna (nawet jeśli doktorant to tylko imaginacja bohaterki) i wytłumaczalna, opiera się na wątku raczej fantastycznonaukowym (fikcyjnym), a nie na odrealnionej rzeczywistości lub obecności nieznanych mocy. I raczej wywołuje kontrowersje, poruszając się na granicy tabu oraz wspomniane obrzydzenie, niż lęk i niepokój przypisane weird fiction.

Przykłady drobnych potknięć:

Liczyła, że w katedrze, będąc anonimową wierną przed nieznajomym księdzem, łatwiej wyrzuci z siebie to plugastwo.

– "będąc" zawsze brzmi kiepsko.

To się we mnie wgryza, tam w środku – wrzasnęła.

– dałbym wykrzyknik skoro wrzasnęła.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marasie, cóż mogę rzec.

Od Ciebie TAK-a to się nie spodziewałem. W ogóle już sama nominacja Irki ostatniego dnia była dla mnie dużym zaskoczeniem i nie sądziłem, by ten tekst mógł cokolwiek więcej zwojować.

Niemniej jednak lubię zbierać TAKi od nowych Lożan, zwłaszcza od tych, którzy nie byli dotychczas skorzy, by mi takowe podarować.

Sugerowane poprawki naniosłem.

To nie jest weird. Udziwnienie formy (np. wstawki szkolne) to żadne weird, cała historia jest przecież jak najbardziej realna (nawet jeśli doktorant to tylko imaginacja bohaterki) i wytłumaczalna, opiera się na wątku raczej fantastycznonaukowym (fikcyjnym), a nie na odrealnionej rzeczywistości lub obecności nieznanych mocy

Nie jestem specem od weirda, więc może masz rację. Choć według mnie historia nie jest realna. 

Czym się różni fikcja fantastycznonaukowa od odrealnionej rzeczywistości?

Właśnie te wszystkie elementy ubrane w naukową otoczkę są odrealnione. Gytia nie przetrwa 400 mln lat w pierwotnej formie, zamieni się w węgiel kamienny lub grafit. Białka czy kwasy nukleinowe też nie przetrwają tylu lat, nie mówiąc już o hybrydzie niesporczaka z innym gatunkiem na tyle skomplikowanej, że staje się on pasożytem. To wszystko jest nierzeczywiste, i choć skryte pod płaszczykiem mądrych słów, nie ma żadnej szansy na zaistnienie.

Swoją drogą, podobny problem miałem na Technofobiach. Element science był na tyle wiarygodnie opisany, że recenzent nie dopatrzył się w tekście fantastyki. :/

Jak żyć, panie Marasie? Jak żyć?

 

Tak czy siak, dziękuję, za komentarz i za unikalnego TAKa do kolekcji. Te maraśne są rzadkie, trudno je dostać na czarnym rynku.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Kurde, to będzie ciężkie zadanie, przelecieć współkonkuroswiczów.

Prace, w sensie!

 

Bo raz, że dużo, dwa, że póki co, same dobre!

 

Urzekła mnie, opowiedziana nagłówkami, historia uczennicy opowiadającej ze swadą biologiczne prawdy i walczącej z niezrozumieniem, tudzież brakiem wyobraźni kadry nauczycielskiej szkoły podstawowej. Dla mnie ta niedopowiedziana, a jednak opowiedziana historia, być może nastolatki wypluwającej traumę, a być może po prostu oryginalnego dziewczęcia, jest najmocniejszym punktem całej historii.

 

Wątek religijności protagonistki, tudzież potencjalnie podwójnej natury Piotra Zbrukanego wydał mi się taki nieco naciagany, zbędny, obliczony na łatwą kontrowersję. Body horror z niesporczakami (TAK! Niesporczaki w “Star Trek: Discovery” to był opad szczęki, te małe, twarde sukinsyny podbiły Holyłóda!) i ich unikalnymi zdolnościami to bardzo oryginalny pomysł, wpisujący się przy okazji w aktualny stan rzeczy. Nie wiem, czy to możliwe, by organizm ów przetrwał i nie skamieniał, ale pal to sześć, zawieszam niewiarę i dwa kilo poproszę, bo nawet jeśli to naukowo blaga, to świetnie podana.

 

Podoba mi się również, że tekst dotyka tematyki wieku, atrakcyjności osoby starszej, jej postrzegania się. 

 

Poskładałeś tekst sprawnie i świadomie, niczym ginekolog silnik przez rurę wydechową, a napisane tak, że czyta się na jeden raz. ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Świrybie, za uwagi.

Kurde, to będzie ciężkie zadanie, przelecieć współkonkuroswiczów.

Widzę, że Świryby lubią wyzwania. ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Świryby mają przelatywanie współkonkursowiczów w standardzie ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Najbardziej podoba mi się główny pomysł na to opowiadanie, bardzo niebezpieczne te małe misie. :) Elementy makabry co prawda nie w moim guście, ale nie były przegięte, nie epatowały obrzydliwością. No i śliczne obrazki misiaczków!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki, SzyszkowyDziadku.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Świetne. Przetykanie całości tymi pracami klasowymi to bardzo trafiony zabieg, dodaje wszystkiemu porządnej nutki abstrakcyjności.

Zostaw ten żyrandol.

:)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Do mnie należy nabicie okrągłego, setnego komentarza :D Fanfary…

Bardzo dobrze napisane, pomysł chory i porąbany, podobne uczucia mam po lekturze. Kurcze, chyba – podobnie jak ninedin – nie jestem targetem. Nie tym razem. Więc nie mogę powiedzieć, że mi się podobało, chociaż otrzymane wyróżnienie stoi murem za opowiadaniem i obiektywnie zgadzam się, iż Ci się należy.

Powodzenia w konkursie. Brr…

 

Body horror… Ciekawe. Też nie zdawałam sobie sprawy, że wyodrębniono podgatunek i nadano mu nawet nazwę :)

 

Jaka śliczna liczba :)

Dzięki za wizytę, Aryo. 

Ale żeby medyk nie lubił o ludzkim ciele? I o patologiach? No jak to tak? ;)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Co innego oglądać, a co innego sobie wyobrażać :D Wpływa to u mnie nieco odmiennie na estetykę.

Podobnie jak poprzednikom podobają mi się fragmenty wypracowania w formie historyjki pisanej przez nastolatkę, początek w kościele może nieco mniej ciekawy, ale szybko się rozkręca. Moim zdaniem najmocniejszym punktem jest atmosfera niepokoju, która towarzyszy czytelnikowi prawie od początku lektury.

Dzięki, Fladrifie, za uwagi.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

„Jak worki mąki. Nie za wiele już tej mąki w nich zostało.”

Cóż za cudownie siermiężna metafora, aż się ugięłam pod jej ciężarem. ;)

Erotyczna scena w mrocznych piwnicach laboratorium zaskakująco zmysłowa, na swój chory i brudny sposób. Grzyb w narożniku, czarny jak oczy Piotra, tylko dopełnia klimat gęstą od zarodników atmosferą.

IMHO wątek z babskimi zakupami jest zbędny i zbyt trywialny, choć doceniam zalety brafittingu. :)

Urocze interludia znacznie lepiej sobie radzą z rozładowaniem przyciężkiej atmosfery.

Ciekawy motyw z pokazaniem konfliktu pomiędzy dogmatami wiary a postrzeganiem własnej seksualności, który rodzi poczucie winy i wstydu. 

Ale przecież „sen to nie grzech”.

Wnioski końcowe są następujące – podobało mi się bardzo!

 

Knock me off my feet like heroin.

Dziękuję za miłe słowa, Melancholio. Witamy na portalu. :)

Cieszę się, że się podobało.

IMHO wątek z babskimi zakupami jest zbędny i zbyt trywialny, choć doceniam zalety brafittingu. :)

Ta scena miała na celu pokazanie relacji babcia wnuczka. Wiąże wypracowania z interludiów z głównym wątkiem. Pokazuje też pośrednio, jak wydarzenia z czasem wpływają na zmianę ubioru/zachowania babci.

O ile jest na swój sposób trywialna, to jest jednak potrzebna.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Na pewno niesporczak i na pewno zbrukany. I to przez babcię ;)

Zakładając że Piotr jest wytworem wyobraźni, to geolodzy w swoich obskurnych laboratoriach mają niezłe fantazje seksualne (nacierać się czymś wydobytym z ziemi) ;)))

Tak że, tego, co kto lubi ;)

Akurat rozterki Marii, spowiedź, są całkiem sprawnie napisane i jak dla mnie wiarygodnie. Całość całkiem nieźle się komponuje i czyta. Plusik. 

Coboldowi zarzucają romans.

Mnie fantazje wszelakie, od geriatrii po smoliste mazidła. Ehhh.

A nie wierzyłem, gdy żona ostrzegała, że czytelnik ekstrapoluje kontrowersyjne treści bezpośrednio na autora.

Tak że, tego ;)

Dzięki za wizytę, endereku.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Nie będę się wypowiadał na temat samej jakości (strony technicznej) tekstu, oczywiście wyśmienitej, bo sporo już słów popłynęło, poleciało w eter wcześniej, dużo, dużo wcześniej. Fajne dla mnie natomiast są dwa drobiazgi, o których pokrótce. Po pierwsze: obecność znajomych zakątków (no choćby Ostrów, czyli Dominsel). I po drugie: wykorzystanie wypracowań szkolnych, które – jak dla mnie – mogłyby układać się w zupełnie osobną i w pełni rozwiniętą, niezależną całość. Oczywiście ilustracje też są przednie. Plusem dodatnim jest również zachęcenie leniwców pewnego rodzaju (niebędących zwierzętami w sensie pewnym) do studiowania biologii i geologii skalno-plenerowej (taki żarcik), a także zapobieżenie analfabetyzacji postępującej wtórnie. ;-) A ponieważ piórko zostało już dostarczony, wobec czego nie pozostaje nic innego, jak tylko przyłączyć się do gratulacji, co też i niniejszym z wielką przyjemnością czynię. :-)

Dziękuję, Maćku, za miłe słowa i cieszę się, że przypadło Ci do gustu.

Owszem, ma ten nasz Ostrów Tumski coś takiego w sobie, że chce się o nim pisać. 

 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Przybywam z komentarzem jurorskim:

O właśnie takie weird fiction nic nie robiłam. Technicznie nienaganne – co jest niczym dziwnym dla autora z takim doświadczeniem jak Chrościsko – o przemyślanej kompozycji opartej na naprawdę zaskakującym, świeżym pomyśle.

Bardzo ciekawa interpretacja wylosowanego motywu. Są niesporczaki, jest mgr Zbrukany, są też szersze, acz bardziej subtelne nawiązania do zbrukania. Całości dopełnia nienachalnie wyeksponowana, ale gruntowna znajomość zagadnień geologicznych – świetnie udało Ci się wykorzystać wiedzę zawodową, w sposób naturalny, nieprzesadny i tak, by jej przytoczenie miało faktyczny sens.

Przyjętą stylistyką dobrze podkręcasz atmosferę niepokojącego ześwirowania. Tekst plastycznie osadzony w tkance Wrocławia i, z racji terminu publikacji, trochę na czasie. ????

Motyw omówienia kontekstu opowiadania na podstawie klasówek awangardowej uczelnicy kupił mnie bez pamięci. Wstawki z jej prac ustępują chyba tylko zamieszczonym rysunkom, które w tym opowiadaniu są wisienką położoną na masywie naprawdę smacznego tortu.

Gratuluję, bardzo udane opowiadanie i – jak mi się wydaje – najlepsze Twoje, które dotąd czytałam. Gdyby nie uzyskało wymaganej liczby nominacji, krzyczałabym za nim w marcu.

Dziękuję bardzo za pozytywną recenzję i wiele miłych słów.

Stąpałem po grząskim gruncie, bo weird to dla mnie nowość.

 

Przy okazji raz jeszcze ślę podziękowania dla całej trójki jurorów za efektywność i terminowość.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Miałem z Tobą podobnie jak z coboldem. Zanim zacząłem czytać, to pomyślałem, że "oho, wpadli weterani, pozamiatają już na samym początku". I wspólnie – co wydaje mi się ciekawe i sugestywne – odpłynęliście w odmęty seksualnych dewiacji… które i tak okazały się nadzwyczaj grzeczne. Dochowanie wierności jest trudne, nie ważne w jakim związku się para znajduje, ale zdrada jest naszej cywilizacji tak bardzo tożsama, że Tobie również musiałem uciąć nieco z "weirdowej" puli punktów. I znowu tłumaczenie będzie takie samo – tekst ma świetną formę, jest przemyślany i szyty na miarę – ale tą miarą była niechęć zmierzenia się z czytelnikiem, brak zaufania do jego wyobraźni. Poruszasz się w dobrze sobie znanych ramach, forma jest nadal taka sama, a podjęte ryzyko jest troszkę iluzoryczne. W żaden sposób nie nagiąłeś "swojej" kompozycji – nie poczułem tego odjazdu, wizji z pograniczna narkotycznych snów, zerwania znanych sobie literackich konwenansów.

Dziękuję Stn-nie za komentarz. Przyznam się, że obawiałem się i Ciebie, i Żonglerki, bo nasze literackie gusta i style pisania są tak różne, że wątpiłem, by udało mi się do nich zbliżyć.

Czy podjąłem ryzyko?

Sam fakt, że zabrałem się za gatunek, w którym nigdy nie pisałem, i który generalnie jest mi dość obcy, to już było dla mnie poważnym opuszczeniem strefy komfortu. Nagięcie kompozycji i zerwanie literackich konwenansów to chyba jednak za wysokie oczekiwania jak na debiutanta. :)

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Chodzisz po górach, z głową w chmurach – nie ma dla Ciebie prawdziwie wysokich oczekiwań. ;)

Jako samodzielny tekst – jak najbardziej, opko jest bardzo fajne. Tak samo cobolda, tak samo wielu innych. Ale w Kawce szukałem “innego” (z naciskiem na cudzysłów), czegoś zdecydowanie bardziej abstrakcyjnego, niewygodnego, surrealistycznego.

Choć i tak podejrzewam, że mogłeś tutaj ryzykować bardziej “osobiście”, choćby i podjętymi tematami obyczajowymi (nie mogę przecież twierdzić, że opisanie powyższego nie było dla Twojego sumienia albo gustu czymś łatwym). :)

W połowie czytania zwątpiłam, czy utrzymasz tempo dwóch wątków rozwijających się naprzemiennie; czy splotą się wystarczająco wiarygodnie i czy jedno nie wyróżni się kosztem drugiego, ale muszę przyznać, że zastrzeżeń nie mam. Świetnie rozłożone – i pod kątem "zbrukanego", i z perspektywy "niesporczaka". Same pomysły zostały dobrze obronione.

 

Równie dobrze wyważona jest również normalność i dziwność – krwiożercza historia rodziny niesporczaków jako praca klasowa (choć dziecięca stylizacja czasami się potyka) coraz bardziej natarczywa "grzeszność" Marii, połączona z uległą naturą człowieka i problemem winy, która nigdy nie jest nikogo, a czasami bywa wszystkich.

 

Wiarygodny profesor gaduła, wyraziste postaci i płynne dialogi – doceniam, bo bywa, że wielu uczestników rozcieńcza tekst.

 

Erotyka jest w dużej mierze szokująca (uderza znikąd, jak krogulec), a chyba o to chodzi, by szokować. Są co prawda ku temu różne drogi, ale fizyczność pasuje do grzechu, pasuje do kościelnej pokuty.

 

Dziecięce podsumowanie sprawy jest odpowiednio ponure, bardzo dobre wykorzystanie narratora.

Dziękuję, Żonglerko, za jurorski komentarz. Jest mi nad wyraz miły, zważywszy na to, jak różne są nasze gusta. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Nowa Fantastyka