- Opowiadanie: Marcin Hołowacz - Zaludniony słoik

Zaludniony słoik

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zaludniony słoik

Jestem bardzo podekscytowany. Wyczyściłem duży słoik po sosie pomidorowym, a w sklepie zoologicznym kupiłem malutkich ludzi. Mam ich w plastikowym pojemniczku z dziurkami, żeby się nie podusili. Boję się tylko, że źle zniosą wstrząsy, bo reklamówkę z pudełkiem zawiesiłem na kierownicy roweru. W sumie to już nieważne… jesteśmy na miejscu. Przypnę rower do płotu i zacznę przymierzać się do zaludniania słoika.

– Mamooo! Wróciłem ze szkoły. Byłem jeszcze w zoologicznym po małych ludzi.

Nie wiem, czy słyszała. No nic, lepiej zabiorę się do ich przeprowadzki. W pokoju czekał na mnie wstępnie zagospodarowany słoik po sosie. Usypałem kamyczki, na to trochę ziemi, a potem jeszcze posadziłem kilka drobnych roślinek. Wrzuciłem też stalowe odłamki i patyki. Podobno malutcy ludzie potrafią zrobić z tego użytek. Jestem ciekaw, czy to prawda.

Otworzyłem plastikowy pojemnik i wysypałem żyjątka prosto do słoika. Wydawały się być lekko poturbowane, ale chyba dadzą sobie radę. O dziwo mali lokatorzy nie pałali do mnie sympatią. Gdy tylko pozbierali się z ziemi i otrzepali z brudu, wymachiwali w moim kierunku pięściami. Pewnie są zdenerwowani po podróży. Dam im trochę czasu. Mam nadzieję, że zapewniłem odpowiednią ilość wody. Jej obieg powinien być miniaturowym odzwierciedleniem tego, co ma miejsce w prawdziwym świecie.

***

Minął tydzień, a moi malutcy ludzie pięknie się zorganizowali. Wysprzątali cały słoik i zaczęli wykorzystywać dostępne surowce do budowania małej cywilizacji. Zauważyłem mnóstwo miniaturowych budynków. Chyba była tam nawet szkoła i szpital! Byłem pod wrażeniem tempa ich rozwoju, a także stopnia zorganizowania. Udomowili nawet biedronki, które im wcześniej podrzuciłem. Zaczęli pozyskiwać z nich żywność i wykorzystywali je do transportu cięższych obiektów. Jestem bardzo podekscytowany. Czasem pukam palcem w ścianki słoika, ale wydaje mi się, że wtedy tylko się na mnie złoszczą. Wiecznie wymachują pięściami w moim kierunku. W sumie to urocze.

***

To już dwa miesiące od kiedy mam moich malutkich ludzi. Mama była trochę zła, że nie zapytałem wcześniej o pozwolenie na własne wiwarium, ale w końcu jej przeszło. Zresztą, nawet jej zaimponowało moje królestwo malutkich ludzi. Wczoraj pokazałem mamie, jak bardzo się rozwinęli. Mają już latające samochody, wieżowce sięgające aż do pokrywki, bazę wojskową i liczne fabryki. Ciekawe, co w nich produkują? Mam tylko nadzieję, że dym wydobywający się z tych ślicznych, malutkich kominów im nie zaszkodzi.

***

Spanikowałem. Dzisiaj rano przed wyjściem do szkoły zauważyłem, jak moi malutcy ludzie wycinają otwór w ściance słoika. Posługiwali się jakimś działem laserowym. Nie wiedziałem, co zrobić, więc po prostu nimi wstrząsnąłem. Straty spowodowane tym incydentem na pewno były dotkliwe. Nie obyło się też bez kilku ofiar czy zawalonych budynków. Ostatecznie postanowiłem nie iść dzisiaj na lekcje. Zamiast tego podjechałem rowerem do zoologicznego i kupiłem malutkiego negocjatora. Ten specjalnie wyszkolony człowieczek w garniturze ma za zadanie ustalić warunki pokoju. Powinni zaniechać dalszych prób ucieczki ze słoika, a w zamian ja zgodzę się na jakąś zapłatę. No nie wiem, może wrzucę im okruszki z ciastka? Tak czy inaczej negocjator siedzi tam już od godziny. Z nerwów poobgryzałem wszystkie paznokcie. Mam nadzieję, że pójdzie gładko i kryzys zostanie zażegnany. Chyba zostawię go tam na noc.

***

Dranie! Przekabacili go. Negocjator przeszedł na ich stronę i zgodził się wyjawić wszelkie znane mu sekrety. Rozpoczęli pełną inwazję na mój pokój. Kiedy wstałem z łóżka, było już za późno, bo skończyli wycinanie otworu i wysłali swoją podniebną flotę na pierwsze zwiady! Obawiam się, że teraz nie będę w stanie temu zaradzić. Ich bazy są rozproszone po całym pokoju, a słoik nie stanowi już centrum ich bytowania. Nawet jeśli go zniszczę, nie pozbędę się plagi malutkich ludzi, którzy się tu ukrywają. Rodzice nie będą zadowoleni, ale chyba muszę im o wszystkim opowiedzieć. Pewnie potrącą mi z kieszonkowego za zamówienie usługi chemicznego zwalczania szkodników.

Koniec

Komentarze

Krótki tekst, a mimo to naszpikowany fabułą. Podobny pomysł widziałem już kilka razy, ale nie z taką puentą, która – obok wrogości małych ludzi – czyni opowiadanie oryginalnym. Czytało się lekko i przyjemnie. Napisz drugie z perspektywy małego człowieka ze słoika. :) 

Podobało mi się :) Jak wspomniałeś o fabrykach i dymie, myślałem, że zatrują sobie ten swój mały ekosystem i cywilizacja upadnie, ale jednak inwazja na pokój bardziej mi się podoba :)

Gekikara, bardzo dziękuję! Mnie z kolei pisało się całkiem przyjemnie :)

 

Patryk Mikulski, racja, istniało ryzyko, że w słoiczku mogą zajść niekorzystne zmiany po malutkiej rewolucji przemysłowej. Bardzo dziękuję za komentarz!

Bardzo ciekawa historia pobudzająca wyobraźnię. Co tam jeszcze w tym zoologicznym sklepie mają za szkodniki? :)

Mnie pomysł, niestety, nie przypadł do gustu.

Wiem, że człowiek wiele może, ale nie wierzę, by z blaszek i patyków budował wieżowce i latające samochody. W szorcie nie dostrzegłam nic zabawnego.

 

Przy­pnę rower do płotu i biorę się za za­lud­nia­nie sło­ika. –> Przy­pnę rower do płotu i zabieram się do zaludniania sło­ika.

 

No nic, le­piej za­bio­rę się za ich prze­pro­wadz­kę.No nic, le­piej za­bio­rę się do ich prze­pro­wadz­ki.

 

po­tra­fią zro­bić z tego uży­tek. Je­stem cie­kaw co z tego wyj­dzie. –> Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

grzelulukas, dziękuję! Założę się, że w asortymencie tego sklepu zoologicznego nie ma już większych szkodników :)

 

regulatorzy, przyjmuję do wiadomości, że pomysł mógł nie przypaść ci do gustu.

 

Wiem, że człowiek wiele może, ale nie wierzę, by z blaszek i patyków budował wieżowce i latające samochody.

To tylko żartobliwa, absurdalna historyjka. Ja też zdaję sobie sprawę z faktu, że w garści ziemi nie ma wszystkich surowców, jakie są dostępne na naszej planecie. W związku z czym ciężko byłoby doprowadzić do tak zaawansowanego postępu technicznego, jaki wystąpił na przykład u gatunku ludzkiego (tego prawdziwego).

To tylko żartobliwa, absurdalna historyjka.

Absurdalna pewnie tak, ale nic nie poradzę, że żartobliwości nie udało mi się dostrzec. A może bawi mnie całkiem inny rodzaj humoru… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Napisz drugie z perspektywy małego człowieka ze słoika. :) 

Zgadzam się chętnie poczytam.

 

Wiem, że człowiek wiele może, ale nie wierzę, by z blaszek i patyków budował wieżowce i latające samochody.

Niby racja ale mi to zbytnio nie przeszkodziło. Był by to poważny błąd gdyby tekst traktował się poważnie ale jeśli sam autor przyznaje że jest “To tylko żartobliwa, absurdalna historyjka.” to nie widzę problemu.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

aKuba139, dziękuję za komentarz! Przyznam szczerze, że mam taką obawę, iż w historii opowiedzianej z perspektywy malutkich ludzi, czar może prysnąć. Pomyśli się :)

Dykteryjka ma wiele uroku, a bohater całkiem zgrabnie skreślony w kilku ujęciach i nawet ma niejaką psychologiczną głębię. Nie ma tu natomiast zbyt wiele do zastanawiania się, bo lekkość nie pozwala na wprowadzenie czegoś na serio. Miła rozrywka. Pozdrawiam.

Przeczytałem z przyjemnością. Ładny, przejrzysty język, sympatyczny pomysł. Urzekł mnie mały negocjator. Nierealność tego, co stworzyli mali ludzie z ograniczonych surowców mi nie przeszkadza, ale zastanawiam się, jak mali musieli być, że im się to wszystko w słoiku zmieściło. ;) Pozdrawiam.

chalbarczyk, bardzo się cieszę, że tekst był lekki oraz przyjemny w odbiorze. Czytanie takich komentarzy zawsze daje sporo radości :)

 

Filip, jedno trzeba im przyznać, doskonale sobie radzą z zagospodarowaniem niewielkiej przestrzeni ;) Bardzo dziękuję za przeczytanie i zostawienie komentarza!

Trochę niewiarygodne, przez to czyta się z przymrużeniem oka. I ostatnio słoików obrodziło :)

Bardzo sympatyczne. Sądzę, że napisane szybko, bo impuls tak kazał. Ale to był dobry impuls – wyszło fajnie! Ba, powiedziałabym nawet, że trąci niegłupią przypowieścią! Sam Czesław Miłosz w jednym z wierszy zawarł podobną refleksję na temat naszego świata – ziarnka maku. Odnalazłam też to i owo z cesarza Minga z „Gordona Flasha”, który dla jaj do dziś serwuje nam a to wybuch wulkanu, a to zimowe gradobicie z piorunami. A my ciągle się zastanawiamy, kto tak trzęsie naszym słoikiem! (Oglądałeś „Gordona Flasha”? Zarąbisty, urzekająco kiczowaty, niezapomniany film. Co prawda wszystko się w nim zestarzało poza muzyką Queen, Maxem von Sydow i urodą Ornelli Muti, ale nadal daje radę. Poniekąd.)

Opowiadanie malutkie, urocze, sensowne. Miło mi się czytało. Na tyle miło, że chciało mi się spisać kilka zastrzeżeń.

 

Boję się tylko, że źle zniosą wstrząsy podróży, bo trzymam ich na kierownicy od roweru.

 

To rower się telepał i wstrząchał na wybojach, nie podróż.

A może: ”(…) bo reklamówkę(?) z pudełkiem zawiesiłem na kierownicy roweru” – albowiem z wersji autorskiej wynika, że narrator nie dysponował kompletnym pojazdem, lecz do transportu użył samej kierownicy od roweru, na której usadził swoje „człowieki”.

 

Wyczyściłem słoik po sosie pomidorowym(…)

Tu moja wyobraźnia (osoby, wbrew własnej woli i zainteresowaniom, kulinarnie doświadczonej i kulinarnie doświadczanej) zaprotestowała. Sos pomidorowy jest z reguły sprzedawany w niewielkich słoiczkach, żeby więc zmieściły się w nim „latające samochody, wieżowce sięgające aż do pokrywki, baza wojskowa i liczne fabryki”, jego mieszkańcy musieliby mieć gabaryty muszek owocówek, co z kolei wymuszałoby na właścicielu hodowli prowadzenie przez lupę obserwacji przychówku.

Słoik, nawet wysoki, powierzchnię zabudowy ma niewielką, bo „metraż” jego dna jest mizerny. Dlatego najpierw ujrzałam go w pozycji leżącej – na wzór butelki z miniżaglowcem w środku. Niestety, obraz wieżowców sięgających pokrywki brutalnie mi tę klarowną wizję zburzył. Prawdę mówiąc, bardziej niż słoik po sosie pomidorowym, satysfakcjonowałby mnie „słój po ogórkach” i to spoczywający w pozycji bocznej, ustalonej. Może dlatego, że okulary noszę.

 

Przypnę rower do płotu i biorę się za zaludnianie słoika. (…)

Nie wiem czy słyszała. No nic, lepiej zabiorę się za ich przeprowadzkę. 

Wyrażenie ”brać się za coś” zbyt blisko występuje w tekście i brzmi jak nieładne powtórzenie. I na dodatek to jąkające się „za zaludnienie”.

Tu podobnie:

(…) z tego użytek. Jestem ciekaw co z tego wyjdzie.

Dam im trochę czasu. Mam nadzieję, że dodałem odpowiednią ilość wody.

 

W pokoju czekał na mnie wcześniej udekorowany słoik po sosie.

Nie zmieniłbyś na „wstępnie zagospodarowany”? Bo, psiakość jedna, znowu zobaczyłam nie to co trzeba, czyli różowe kokardki, maciupkie baloniki a nawet niewielki transparencik i kilka flagietek. Bo tak sobie dekoracje wizualizuję.

 

(,,,) żyjątka prosto do słoika. Wydawali się być lekko poturbowani

„żyjątka (…)wydawali się” – rodzaj się rozjechał.

 

Rozpoczęli militarną inwazję na mój pokój.

”Inwazja” w pierwszym znaczeniu, zawiera w sobie treść „militarna”, więc przydałby się jakiś inny epitet.

Neurolog1#, dziękuję za przeczytanie i zostawienie komentarza. Faktycznie był tu ostatnio dzień słoików! :)

 

w_baskerville, dziękuję za piękny komentarz. Jestem pełen podziwu dla tak gruntownej analizy i doceniam włożoną w to pracę. Jeszcze raz bardzo dziękuję. Naniosłem wiele sugerowanych poprawek. “Gordona Flasha” oglądałem raz, wiele, wiele lat temu i w pamięci pozostała mi jedynie dobra muzyka :) Obiecuję, że odświeżę sobie pamięć.

 

W kwestii słoika pomidorowego chciałbym wyjaśnić, że myślałem o czymś takim: link do YouTube. Swoją drogą, chłopak tworzy na tym kanale niesamowite rzeczy.

Fajna historyjka i mimo swej lekkości, można odnaleźć w niej głębsze przesłania. Przynajmniej ja takowe odnalazłem :) W tego typu tekście nie przeszkadza mi również brak wiarygodności odnośnie wspominanych wyżej kwestii.

Jedno z kolei mi zgrzytało. Dlaczego sklep zoologiczny? Mali ludzie są w Twoim świecie przypisani do kategorii zwierząt jak rozumiem? Osobiście dla mnie ciekawszym rozwiązaniem byłoby (i szczerze mówiąc na początku myślałem, że tak właśnie będzie) gdyby chłopakiem okazał się jakiś stworek z innej cywilizacji/gigant/ lub coś w ten deseń. Wtedy nazwę sklepu zoologicznego można by jakoś fajnie zmienić. Nie wiem, sklep humanologiczny? :D

Pozdrawiam :)

 

Gość z YT – rzeczywiście interesujący. Ja, pracuję nad swoją filozofią pracy, oglądając filmiki pewnego Tajwańczyka. Poziom jego umiejętności, staranności i cierpliwości wbija w glebę. On na pewno nie posadziłby trzydziestu tulipanów do góry nogami. Ja posadziłam, bo w takiej pozycji bardziej mi do dziury w ziemi pasowały, a poza tym śpieszyłam się.

Wracając do tematu – wystarczyłoby, gdybyś wspominając po raz pierwszy o wiwarium, zamiast „słoik” napisał np „dorodny słój po sosie pomidorowym”. Nieważne, że dorodne mogły być pomidory, z których sos zrobiono – twoje opowiadanie jest utrzymane w żartobliwym stylu, więc i określenia nie muszą być całkiem serio, tym bardziej, że narratorem jest dziecko. Obraz „słoja” – a nie jego zdrobniałej wersji – natychmiast utrwaliłby się w wyobraźni czytelnika i późniejsze „słoiki” nie budziłyby już wątpliwości. Zauważ zresztą, że Twój jutuber sadził roślinki w całkiem okazałym surowcu wtórnym! Nawiasem mówiąc skojarzenie z roślinkowym terrarium (?) także miałam przy lekturze opowiadania, bo sama zostałam obdarowana podobnym. Z wszystkich mieszkańców ocalała tylko jedna zielenina, za to rośnie tak wściekle, że boję się podnieść pokrywkę, aby mi nie urządziła dnia tryfidów.

 

Sklep humanologiczny – koncepcja Realuca doskonała!

Pzdr.K

Jedno z kolei mi zgrzytało. Dlaczego sklep zoologiczny? Mali ludzie są w Twoim świecie przypisani do kategorii zwierząt jak rozumiem?

Realuc, dokładnie tak :) To tylko kolejne małe stworzonka, które można sobie kupić, a potem oglądać jak żyją. To tylko malutcy ludzie, jak coś pójdzie nie tak, wystarczy kupić nowych.

 

w_baskerville, Tajwańczykowi zazdroszczę cierpliwości, życia w pięknym miejscu oraz przepysznie wyglądającego posiłku! A co do tulipanów, wszyscy popełniamy błędy, najważniejsze, żeby wyciągać z nich lekcje :) Swoje roślinkowe terrarium zrobiłem na zasadzie “native terrarium”, czyli zebrałem co nieco z okolicznego lasu, a potem umieściłem to w słoiczku (na dnie są kamyczki, dopiero potem jest ziemia, a woda powinna cyrkulować w szczelnie zamkniętym wnętrzu). Nie mam pojęcia czy wraz z upływem czasu wszystko przeżyje.

Podoba mi się sposób, w jaki przedstawiasz stosunek bohatera do miniaturowych ludzi – chłopak jest beztroski i nonszalancki, jednocześnie pozbawiony negatywnych emocji, czy destrukcyjnych (przynajmniej celowych) skłonności, taka trochę emocjonalna obojętność badacza w stosunku do badanego obiektu połączona z ciekawością.

Temat nie jest nowy, ale wyszło zgrabnie i lekko. Przyjemne opowiadanko. No i plus za słoik ;-)

 

Z minusów – interpunkcja. Tu czegoś brakuje:

 

Nie wiem czy słyszała.

Jestem ciekaw czy to prawda.

Wczoraj pokazałem mamie jak bardzo się rozwinęli.

Ciekawe co w nich produkują?

Nie wiedziałem co zrobić,

Kiedy wstałem z łóżka było już za późno,

 

Zgłaszam do biblio, ale dostaw te przecinki.

Dream big.

dogsdumpling, a bardzo dziękuję :) Poprawki naniesione. Odnośnie bohatera, faktycznie można go uznać za małego badacza, dla którego malutcy ludzie to tylko ciekawostka, w ostatecznym rozrachunku nie mająca dla niego większego znaczenia.

Mnie się z kolei wydawało, że główny bohater zachowuje się jak dziecko, które napala się na hodowlę rybek i traktuje je w ramach gadżetu – cała sytuacja trochę go orzerasta, ale nie zdaje sobie pojęcia z konsekwencji. Idealnie oddany umysł dziecka. 

Mnie się bardzo podobało :) Takie absurdalne, a poza tym  dotrzegłam w Twoim tekście, mimo że którki, tak wiele metafor i różnego rodzaju odniesień do rzeczywistości… Super :)

Oczywiście, ja też klikam bibliotekę :)

Gekikara, malutcy ludzie? No taka tam… ozdoba w pokoju, ciekawostka, gadżet ;)

 

katia72, bardzo mi miło. Dziękuję! :)

Zgrzyta mi nieco kwestia materiałów, z których to wszystko stworzyli w słoiku, ale jednak nie przeszkadza to w odbiorze. Przyznam, że wyobrażanie sobie ludzi w słoiku to zabawna wizja, a i fajnie pokazałeś to z perspektywy dziecka. To że to dziecko mogło być gigantycznym mutantem, dla którego jesteśmy może nieco więksi niż mrówki dla nas, to już zupełnie inna sprawa. :p

Rzucę polecajkę do biblioteki.

Zostaw ten żyrandol.

Verus, dziękuję! Trzeba przyznać, że kwestia materiałów okazała się być dość często negatywnie oceniana. Mnie się akurat podoba, że osiągnęli tak wiele z tak niewielkiej ilości zasobów, bo dodatkowo mnie to bawi :)

Podobne do Ice Age. Tam też była cywilizacja małych ludzi, tyle że zamknięta w zamrażalniku.

Noszę w sobie ból, bez berła ślepy król.

Podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Trochę nie gra mi słoik i jego zasoby ze skalą rozwoju cywilizacji ludzików. Wiem, że to fantastyka, ale pewne rzeczy powinny jednak trzymać się kupy. Wyszło przez to mało wiarygodnie. Z plusów, czytało się bez większych zgrzytów. W mojej ocenie tekst do rozbudowania i dopracowania.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Podobało mi się, chociaż spodziewałam się jakiegoś bardziej wstrząsającego zakończenia. Nie wiem, wydawało mi się, że historia w pewnym momencie przestanie być żartobliwa, ujawni się jakieś drugie dno.

No tak, ale to moje widzimisię. Fajny tekst.

Sympatyczny tekst. Wprawdzie spodziewałam się, że dzieciak okaże się Bogiem i sam wywali ludzi ze słoika za wyżarcie roślinek, ale tak też jest dobrze. Mam nadzieję, że współplemieńcy jednak przeżyją dezynsekcję.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka