- Opowiadanie: Gekikara - Dobra przepowiednia nie może się mylić

Dobra przepowiednia nie może się mylić

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dobra przepowiednia nie może się mylić

– Zabili go!

Przeraźliwy wrzask w środku nocy pobudził wszystkich we wschodnim skrzydle. Światło zapalanych lamp przeganiało ciemność okno za oknem, aż cały starożytny budynek widziany z murów miasta po drugiej stronie rzeki zdawał się jedną wielką pochodnią.

– Zabili go, na wszystkich bogów znanych i nieznanych, zabili go!

Młody mnich krzyczał na całe gardło. Wpadł przez główne wrota zadyszany jakby goniła go sfora wściekłych psów, ale zdążył już zaczerpnąć tchu i biegał teraz po korytarzach, wołając trwożnie.

– Zabili go! Trzeba powiadomić Wielkiego Mistrza! 

Nowicjusze opuścili swoje pokoje, wodzili za nim zmrużonymi, nierozumiejącymi oczyma, otuleni jeszcze niewidzialną mgiełką snu. 

– Czemu przerywasz wszystkim odpoczynek? – Z załomu korytarza wyłonił się ascetycznie chudy mężczyzna w pomarańczowej szacie symbolizującej najwyższe wtajemniczenie. 

– Mistrzu. – Młody mnich skłonił się nisko. – Przynoszę tragiczną wiadomość. Oświecony, nasze Słońce i Księżyc, najszlachetniejszy z mężów, ucałowany przez Przeznaczenie…

– Oszczędź tytułów, przejdź do sedna. 

– …nie żyje, czcigodny Mistrzu. Syn przepowiedni zabity. 

Słowa zmroziły zebranych niczym lodowaty północny wiatr, zwiastujący nadejście zimy. 

Czcigodny Mistrz Uruke, którego cnotą było opanowanie, zmarszczył czoło i zafrasowany omiótł wzrokiem tłum nowicjuszy. Widział, że już zrozumieli, jakie znaczenie ma przyniesiona im nowina i zamarli w wyczekiwaniu. 

– Noc to domena snu, wracajcie do łóżek – przemówił. –Zmartwienia poczekają do brzasku, kiedy wszyscy zbierzemy się na poranną modlitwę. Pamiętajcie, że Odwieczne Światło zawsze jest z wami.

Z wahaniem, ale usłuchali. Jeden po drugim wracali do swoich pokoi. 

– Ty, jak ci na imię? – Wskazał tego, który przybiegł z wiadomością. 

– Shiro, Mistrzu. Ja…

– Ty idziesz ze mną. 

 

Przy okrągłym, rzeźbionym w postacie bogów i mędrców stole, w komnacie Wielkiego Mistrza, zasiadło sześciu mężczyzn. Pięciu z nich, jeden starszy od drugiego, nosili odzienie koloru oranżu. Ostatni, młodzik, obleczony był w szarości, zdawał się onieśmielony ich obecnością. Rozdziawił usta, ale słowa nie chciały płynąć. 

– No już, powiedz to, co wcześniej – ponaglił go Uruke.

– Czcigodni Mistrzowie, Wielki Mistrzu… Amakusa nie żyje.

– Hmm… – zamruczał najstarszy z mnichów i przymknął pomarszczone powieki ledwo widoczne spod masywnych, krzaczastych, siwych brwi. Zasnął? 

– Jak to się stało? Zginął w walce z niesprawiedliwością? – zapytał Mistrz Gon, którego cnotą była odwaga.

Shiro przecząco pokręcił głową.

– Pogrążył się w medytacji, pozwalając nienawistnikom i zdrajcom uszkodzić jego ciało? – zgadywał Mistrz Rajeev, którego cnotą było umiłowanie mądrości.

– Nie.

– Poświęcił swoje życie broniąc niewinnych i słabych – stwierdził Mistrz Jun-Su, którego cnotą było miłosierdzie. – Ukrzyżowali go? Ukamienowali? Łamali kołem? Dekapitowali? Spalili? Jaka śmierć się mu przytrafiła? 

– Nie, to nie było tak… – nowicjusz mówił z trudem, poszukiwał odpowiednich słów, by wyrazić niewygodną prawdę. – On… Kiedy wyrzucili go z Domu Uciech, gdzie, jak myślę, nawracał upadłe niewiasty… Najemnik pchnął go. Poślizgnął się na wilgotnym od pomyj stopniu… Wpadł do rynsztoka… Nikt go nie wyciągnął… Nie byłem w porę… – Zamilkł, bliski rozpaczy. 

– Mów, co było dalej?

Wielki Mistrz chrząknął, otworzył oczy, przekręcił się na krześle i przemówił:

– Nic dalej, bracie Rajeev. Nasz wybraniec nie był w stanie się podnieść po wizycie w Domu Uciech i utonął w gównie – wydedukował, ponieważ jedną z wielu jego cnót był trzeźwy osąd. – Niefortunna śmierć.

– Nie zda się na męczennika.

– Racja, bracie Uruke, to jest pewna komplikacja.

– Szlachetni Mistrzowie, Wielki Mistrzu, przecież Tysiącletnia Przepowiednia… Zrodzony w miesiącu siewu, kiedy księżyc zasłoni słońce… Wypełniły się przecież Znaki. Oświecony Amakusa miał zostać wiecznym królem… Sam Duch Nieba ofiarował Święty Zwój pierwszemu Bratu… Co teraz będzie? Na bogów, kto ulituje się nad nami? To moja wina. Zginęła ostatnia nadzieja tego świata… Matko, Ojcze, co mamy… – młody mnich zaczynał bełkotać.

– Przepowiednia, no tak – westchnął Wielki Mistrz, jakby przypomniał sobie o czymś, co wieki temu wyrzucił z pamięci. 

– Tylko spokojnie. – Uruke złożył dłoń na ramieniu młodego mnicha i ścisnął je lekko. 

– Fanatyzm jest nieroztropny – wtrącił Rajeev. 

– Nie miecz, nie Cesarstwo, nie Arcywróg, ale strach to najgroźniejszy przeciwnik. Musisz go pokonać – dodał Gon żołnierskim tonem. 

– Strażnik Przejścia ulituje się nad twoją duszą – słowa Jun-Su były niczym ciepły podmuch. – Wszystkie przeciwności zbliżają nas do celu, na tym polega nasza wiara.

– Bo hmm… wierzysz, prawda? – zapytał przywódca zakonu, odchrząknąwszy flegmę. 

Mistrzowie wymienili między sobą spojrzenia, umilkli i zwróciwszy się ku nowicjuszowi, czekali aż odpowie na pytanie. 

– Tysiącletnia Przepowiednia okazała się fałszywa – wypowiedział zatroskany. 

– Nie o to pytałem, chłopcze – spokojnie, ale stanowczo zaznaczył Wielki Mistrz. Podniósł się, oparł wyprostowane ramiona o blat stołu i nachyliwszy się ku młodzieńcowi w szarej szacie, spojrzał na niego spod krzaczastych brwi i powtórzył. – Czy wyznajesz naszą wiarę? Czy wierzysz w Amakusę Nam Zesłanego? Czy wierzysz w mądrość twoich mistrzów? –z każdym pytaniem podnosił głos, aż Shiro opuścił głowę i skłonił się w geście poddania. 

– Tak, Wielki Mistrzu – wyszeptał.

– Dobrze. – Staruszek opadł na krzesło i uśmiechnął się dobrotliwie. – Więc bądź tak uprzejmy i podaj mi Święty Zwój. Trzymam go pod poduszką. To doskonały podgłówek. 

Shiro podniósł się bez przekonania, podszedł niepewnym krokiem do łoża i wydobył pojemnik z natchnionym tekstem. Złożył go z czcią na stole przed starcem i zastygł po jego prawicy jak doświadczony sługa wyczekujący kolejnych rozkazów. 

– Kiedy przyszedłeś na świat, chłopcze? – zapytał najstarszy z najwyżej wtajemniczonych, gdy otworzył mosiężną tubę, w której zamknięty był starożytny pergamin. – Odpowiedz.

– Siódmego dnia miesiąca zbiorów. W czwartym roku panowania cesarza Xuangdi, Wielki Mistrzu. 

– Świetnie, znakomicie. – Ten pokiwał głową z aprobatą, rozwijając wykonany z cielęcej skóry materiał. Każdy z czterech mistrzów delikatnie przytrzymywał pobliski mu róg, by pergamin się nie zwinął. – Czy wydarzyło się wówczas coś niezwykłego?

– Nie, Wielki Mistrzu. – Shiro zamyślił się, odtwarzał w pamięci wspomnienia słów matki, kiedy opowiadała mu o dniu jego narodzin. – Armia cesarza pokonała na wschodzi wojska Subej-chana. Nic więcej. 

– Bardzo dobrze, bardzo dobrze – odparł Wielki Mistrz, pochylony nad najświętszym manuskryptem. Sondował palcem wiersz po wierszu, aż dotarł do końca, gdzie zostało jeszcze trochę miejsca. Uśmiechnął się wówczas szelmowsko. – A teraz przynieś mi pióro i kałamarz. 

Koniec

Komentarze

Przyjemnie się czytało. Podoba mi się lekki humor, postacie mistrzów ze swoimi atrybutami, dalekowschodni klimat. Początek intrygujący, odpowiedź na rodzące się pytanie (”kogo takiego zabili?”) satysfakcjonuje.

 

Pozdrawiam.

Ten tekst zasadniczo ma to, co powinien mieć szort: spójną, jasną i konsekwentnie prowadzoną fabułę i twist na końcu. Na plus też nastrój i realia, a fakt, że fabuła jest nieco przewidywalna, tu akurat nie przeszkadza. Przydałoby się poprawić zapis dialogów i gdzieniegdzie stylistykę (to “gardło zaciśnięte do rozmiarów główki od szpilki”, na przykład) i będzie naprawdę przyzwoity tekst. 

Przyjemnie się czytało, a to dla mnie zawsze na wielki plus. Jest humor i fajnie przedstawiony klimat. Pojawiło się też w mojej głowie niejedno skojarzenie z “Kung fu Pandą”, a ja kocham ten film :DDD 

Szkoda, że nie dłuższe :)

Tekst bardzo mi się podobał. szczególnie zakończenie. Nie jestem fanem długich tytułów (czyli każdego co ma więcej niż trzy słowa) ale wiem że to moje osobiste dziwactwo, więc się nie przejmuj.

Nie było niczego co w negatywny sposób zwróciło by moją uwagę. Dobry tekst.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Bardzo dziękuję za te pochlebne opinie, zwłaszcza tobie ninedin. Gdybyś mogła kiedyś przy okazji bardziej szczegółowo wyjaśnić jak poprawiłabyś zapis dialogów, z pewnością przy kolejnych tekstach wziąłbym te wskazówki pod uwagę. :) 

Jeśli dobrze zrozumiałam, dobrej przepowiedni trzeba także czasem pomóc.

Podoba mi się pomysł, szkoda tylko, że nie można dopatrzyć się w nim fantastyki.

Dialogi do remontu.

 

– Noc to do­me­na snu, wra­caj­cie do łóżek.Prze­mó­wił Mistrz Ukure… ―> – Noc to do­me­na snu, wra­caj­cie do łóżek – prze­mó­wił Mistrz Ukure

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

– Hmm… – Za­mru­czał naj­star­szy z mni­chów i przy­myk­nął po­marsz­czo­ne po­wie­ki… ―> – Hmm… – za­mru­czał naj­star­szy z mni­chów i przy­mk­nął po­marsz­czo­ne po­wie­ki

 

– Armia ce­sa­rza po­ko­na­ła na wscho­dzi woj­ska Sub­ej-cha­na. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć! Lekko się czyta, pomysł fajny, zakończenie również satysfakcjonujące, bez kawy na ławę, tam gdzie być powinno. Pozdrawiam :)

Realuc, bardzo dziękuję. Regulatorzy, bardzo dobrze rozumiesz. Co do elementu fantasy, to starożytne przepowiednie i fikcyjny świat, więcej rzeczywiście nie ma. Jestem po lekturze samouczka jak pisać dialogi i tu pojawia się pytanie, czy zasady pozwalają edytować w takim stopniu już wrzucony tekst? Wątku o edycji starych opowiadań z jakiegoś powodu nie jestem w stanie otworzyć.

Tak, Gekikaro, możesz poprawiać usterki i edytować tekst do woli.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak też uczyniłem, jeszcze raz dziękuję za wskazówki. :) 

Historia na początku mnie nie zainteresowała, ale od momentu zebrania mędrców zrobiło się ciekawiej. Przyporządkowanie cech mędrcom, które przekładały się na ich przypuszczenia odnośnie śmierci mistrza wyszły bardzo fajnie. Tak samo jak skontrastowanie rozgorączkowania i paniki po stronie nowicjusza z niewzruszonym spokojem mędrców w obliczu “katastrofy” – nadało to tekstowi zabarwienia humorystycznego, ale w taki bardzo życiowy, cierpki i przyziemny sposób. Zakończenie też na plus :-)

 

Język miejscami zgrzyta, czasami używasz dziwnych zwrotów (np. fragment o popychaniu śliny przez gardło). Przykłady usterek:

 

Stary mnich zmarszczył czoło, zafrasowany omiótł wzrokiem tłum nowicjuszy. Rozumieli, jakie znaczenie ma przyniesiona im nowina, zamarli w wyczekiwaniu.

– Noc to domena snu, wracajcie do łóżek – przemówił Mistrz Ukure, którego cnotą było opanowanie.

 

Najpierw mówisz o nim stary mnich, dopiero później Mistrz Uruke – czytelnik ma wrażenie, że mowa o dwóch różnych osobach.

 

 przymyknął pomarszczone powieki – literówka; przymknął

 

spojrzał na niego spode krzaczastych – spod

Dream big.

dosgdumpling dzięki za wskazanie usterek, wszystkie poprawiłem. :) 

Podobało mi się. Koncept wybrańca i przepowiedni, którzy są stworzeni dla okoliczności, nie jest na pewno jakiś wyjątkowo nowy i oryginalny, ale ja zawsze lubię o nim czytać. Zresztą, to nie zarzut, bo sama kiedyś napisałam opowiadanie oparte na tym pomyśle i cały czas myślę, by je poszerzyć, musiałabym więc narzekać również na siebie. ;)

Napisane bardzo przyzwoicie, mimo pewnej przewidywalności czyta się dobrze.

Ode mnie głos do biblioteki.

ocha, dzięki za komentarz! To prawda, że motyw nie jest jakiś odkrywczy, dlatego postanowiłem go urozmaicić ukazując grupę Mędrców, w której każdy jest inny i skuoia się na innych aspektach "swiętości" i wybierając inne niż zazwyczaj miejsce akcji. 

Dobrze się czytało. Pomysł może nie jakiś szczególnie oryginalny, ale fabuła trzyma się kupy i tekst od samego początku „wciąga” :) Na plus też twist. Ogólnie mi się podobało :)

Ode mnie kolejny, bibliteczny kliczek :)

Bardzo dziękuję! :)

Ja kliczków/(chyba nie mogę) nie rozdaje, ale podzielam zdanie katii72.

pozdrawiam

Gekikaro, niby nic oryginalnego, ale zabawne to było. Fajnie sobie mędrcy poradzili z sytuacją. Podobało mi się rozdzielenie różnych aspektów mądrości (najlepszy był ten od trzeźwego osądu) i kontrast pomiędzy paniką mnicha i stoickim spokojem mędrców. Dobrze się czyta. Podobało mi się :)

Kliczek :)

 

A teraz sorrki, będzie mały offtopik :)

 

Neurologu, możesz klikać. Masz już ponad trzymiesięczny staż na portalu i ponad 50 skomentowanych tekstów. Możesz to zrobić w tym wątku. Wystarczy skomentować tekst, wstawić w wątku biblioteczny tytuł, autora i link do opka, które uznałeś za biblioteczne :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irka_Luz – dzięki za klika. :) Chciałoby się zawołać jeszcze jeden! jeszcze jeden! xD

Ciesze się, że udało mi się zawrzeć komizm tej sytuacji, niekiedy nie do końca wychodzi to jak powinno. 

 

Co do offtopu, to skorzystam z okazji i zapytam:

4 kliki to bibl, czy jeszcze sa jakies inne zasady? Na główną, jako polecenia, opki trafiają wedle uznania tajemniczego Ducha Biblioteki czy za tym Nickiem kryje się jakieś tajne głosowanie? Nurtuje mnie to od jakiegoś czasu :)

Zrobiłem klika, jeśli się udało.

Intrygi, intrygi, i to, co napisała Reg. Że przepowiedniom czasem trzeba pomóc. I się pomaga. I mimo, że to nie jest odkrycie należy stale o tym przypominać.

Do Biblioteki wysyła Cię piąty klik. Czasem dzieje się to bezpośrednio, po kliknięciu kogoś z Loży. Czasem – jeżeli to jest zgłoszenie użytkownika spoza Loży – to chwilę trwa, bo zgłoszenie/klik musi zostać zaakceptowane. 

Na główną trafiają WSZYSTKIE te opowiadania, które:

– dostały się do biblioteki

– oraz mają wtedy uzupełnione, w polu edycji, pole z reprezentatywnym fragmentem (tym do 5 linijek).

– o ile wiem, nie trafią na główną, jeżeli trafiły do Biblioteki po dłuższym czasie od publikacji, ale za nic nie mogę znaleźć teraz, ile to jest (ale AFAIK kilka miesięcy). 

Dziękuję ninedin, teraz wszystko jest jasne :)

Ten piąty klik ode mnie :)

Ślicznie dziękuję :), już myślałem, że tekst na wieki przepadnie o włos od biblioteki :) 

Sympatyczne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Sympatyczne i życiowe. Czasami przepowiedniom trzeba pomóc. Czasami coś wyretuszować…

Gdyby jeszcze było trzeba, też bym klikała.

Babska logika rządzi!

Finklo, widzę, że trafiłem kilka razy do Twojej kolejki, co mnie bardzo cieszy. :)

A jeszcze bardziej Twoja opinia. Mam nadzieję, że jeszcze trafią się okazje do kliknięcia w przyszłości, bo na razie szczęście mi sprzyja, tak więc polecam się. :D

Tak, staram się czytać wszystkie teksty z chociaż jednym klikiem, bo a nuż fajne. Mam Cię jeszcze w kolejce w zasięgu wzroku, ale tam klików nie potrzebujesz.

Wiesz, to nie tylko kwestia szczęścia.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka