- Opowiadanie: Sonata - Słońce na Ziemi

Słońce na Ziemi

Dziękuję kam_mod za betę!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Słońce na Ziemi

Coraz bliżej końca wieku, chory świat dogorywa.

Wszystko runie już niedługo, ale jeszcze trochę czasu…

~ T.Love – Dzikość serca

 

*

 

Pamięci wszystkich, którzy zginęli, walcząc o to, 

by wielu istnieniom zostało jeszcze trochę czasu.

 

 

 

Wycie syreny alarmowej zbudziło go ze snu. Przetarł sklejone zmęczeniem oczy i usiadł, sięgając po żółtą kurtkę. Znowu. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz spał dłużej niż dwie godziny. Miał wrażenie, że rozciągnięty na kilka tygodni dyżur trwał tak naprawdę od zawsze, życie przed nim wydawało się ulotną abstrakcją. Ziewnął i zmusił odrętwiałe ciało do wstania. Pięć minut później siedział w samochodzie. 

Słońce odbijało się od asfaltu, raniąc oczy. Grzało tak, że powietrze nad drogą tańczyło, zakrzywiając rzeczywistość. Jayden nienawidził tej morderczej kuli ognia. Marzył, by choć na chwilę znikła za chmurami. Dostał z dyspozytorni wiadomość, by od razu jechać na urwisko i ostro skręcił w drogę na południe.

Nie chciało mu się. Bardzo. 

Już z daleka widać było gęste smugi dymu pomieszanego z parą wodną. Zatrzymał się tuż przed wozem, gdzie strażacy szykowali sprzęt. Włożył hełm. Wzdłuż urwiska ciągnęły się wąskie pasma jasnego ognia, nieduże, ale płonęły niebezpiecznie blisko zabudowań. Jayden dostał wąż i poszedł dogaszać. Ogień z sykiem ustępował.

Strażacy milcząco wykonywali swoje zadania, co jakiś czas tylko wykrzykując rozkazy. Ich ruchy były automatyczne. Nie czuli już bólu; ciała reagowały na zmęczenie otępiałą obojętnością. Pod okiem Jaydena kolejny metr ognia przeistoczył się w szarą chmurę. Gdy opary się przerzedziły, dostrzegł, że został jeden płomyczek, dziecko Słońca. Wycelował w niego i nacisnął spust, woda zaszumiała, lecz gdy para opadła, ognik nadal płonął. Strażak pochylił się.

Zauważył, że płomyk ma dziwnie intensywną barwę, a na brzegach jest podsycony żywą czerwienią. Zatrzymał wylot węża kilka centymetrów od niego i zwolnił zawór. Woda przenikała przez ogień, zupełnie nic mu nie czyniąc.

– Co jest, do cholery? – mruknął strażak.

Nagle ogniczek skoczył, jak pająk, prosto na jego twarz.

– Aaa!

Przez moment Jayden widział tylko czerwień. Potem się skończyło, został tylko jakiś ciężar w umyśle. Strażak stał przez chwilę nieruchomo, obserwując miejsce na trawie, w którym przed chwilą płonęło to coś, po czym wzruszył ramionami. Zaczynam mieć zwidy ze zmęczenia – uznał.

Wrócił już do pracy, gdy usłyszał z przodu przenikliwy wrzask. Zamarł.

Na polu, między pasami ognia, stał chłopiec. Obok rosło drzewo, całkiem oblepione przez płomienie. Jayden przez chwilę myślał, że ma kolejne przywidzenie, ale usłyszał krzyki strażaków, którzy już torowali drogę do dziecka. Pobiegł za nimi.

Puls.

Świat rozpłynął się na moment i poszarzał, Jayden zaplątał się we własne nogi i omal nie upadł. Dopadł grupy strażaków walczących z płomieniami, wycelował wylot węża w hałdę ognia i… nic. Nie wiedział, co dalej zrobić, jak sprawić, by woda leciała.

– Co ty wyrabiasz, Jayden?! – Usłyszał wściekły głos szefa i obrócił się.

Wtedy ponad ramieniem strażaka ujrzał coś przerażającego. Jedna z gałęzi płonącego drzewa wisiała dokładnie nad chłopcem. Jayden zerwał się i, nie dbając o to, że droga nie była jeszcze utorowana, nie dbając o nic, przeskoczył nad ogniem i popchnął chłopca, a sam ledwo uciekł przed konarem spadającym dokładnie w miejsce, gdzie przed momentem stało dziecko.

Wszyscy zamarli w osłupieniu, wyglądali tak, jakby ktoś na chwilę zatrzymał zegar świata. Potem strażacy zaczęli wrzeszczeć, a chłopiec zemdlał. Był cały brudny i osmalony, a w jego ubrania wczepiło się pełno liści. Jayden poklepał go po twarzy. Chłopiec otworzył oczy.

– Skąd się tu wziąłeś? – zapytał strażak. – Dawno wszystkich ewakuowaliśmy.

– Ja… kiedy była ewakuacja, mama zaczęła się bardzo dziwnie zachowywać – w oczach dziecka wezbrały łzy – jakby straciła mądrość! Później mnie zostawiła. Bałem się i uciekłem do lasu… A potem… potem…

– Dobrze, już dobrze. Nie musisz opowiadać.

Koledzy z pracy wiwatowali, tylko szef był wściekły.

– Jayden, czyś ty zgłupiał? Nie tego uczono cię podczas szkolenia! Brawura i brak jakiegokolwiek zachowania zasad bezpieczeństwa! – darł się.

– Daj spokój, szefie, gdyby tego nie zrobił…

Jayden jakoś nie mógł sobie przypomnieć nic ze szkolenia. Gdzie uszło całe jego doświadczenie? Ale czy to ważne? Uratował jeszcze jedną duszę, co z tego, że w przypływie dziwnej młodzieńczej brawury? 

– Droga wolna, możesz przejść! – Usłyszał. 

Chciał wziąć chłopca na ręce, ale ten nagle odskoczył i spojrzał na niego z lękiem. 

– No, już, nie bój się… 

– Masz ogniki w oczach – wykrzyknął chłopiec. 

– Co? 

– Ciebie też dopadło! Tak jak mamę! 

– Co takiego mnie dopadło? 

– S… sł… – Chłopiec nie mógł wykrztusić z siebie słów, wskazał tylko na zadymione niebo.

Jayden spojrzał na niego ze smutkiem. To dziecko musiało wiele przejść. Zbyt wiele. Nie zważając na protesty, zabrał chłopca i prędko przeniósł do wozu. Zdjął hełm, przetarł zalane potem czoło i wyjął smartfon, by zawiadomić dyspozytornię. Na lustrzanym ekranie ujrzał swoją twarz. W oczach migotały dwa pomarańczowe światełka. Wciągnął z sykiem powietrze.

To pewnie odbicie ognia – okłamał się. 

 

*** 

 

– Ja pojadę. 

Miasto wyglądało prawie normalnie. Niecodzienna była tylko zupełna pustka na ulicach i szara chmura dymu na horyzoncie. Słońce, wzbudzając promieniami ostre kontrasty, dzieliło świat na fragmenty. Jayden stał obok czerwonego wozu obserwowany przez strażaków. Bali się. Wiedział to aż za dobrze.

– Ty? 

– Tak. Bo kto, jeśli nie ja? 

Teraz w ich oczach pojawiło się identyczne smutne zaskoczenie. Nigdy się nie wyłamywał, zawsze był cichy i zwykły. A dziś chciał jechać w sam środek piekła, gdzie potrzebowano zawodowych strażaków. To jednak równy gość – myśleli zapewne. 

– Dobrze. W takim razie pakuj się, wyruszasz natychmiast. Autostradą na wschód, a gdy będziesz już w stanie Victoria, kieruj się tymi współrzędnymi.

Jayden odszedł, studiując mapę, którą dostał od szefa.

Puls.

Nacisk na mózg wezbrał. Kawałek papieru wypadł strażakowi z rąk.

 

*** 

 

Dyżur przeciągał się, a jego koniec niknął gdzieś w kłębach dymu. Jayden pędził autostradą. Mijał wiele samochodów jadących z naprzeciwka, na pasie w swoim kierunku był zupełnie sam. Czuł, że już nigdy nie wróci do domu.

Szmaragdowe pola falowały z prawej strony, ciągnąc się aż po horyzont. Po lewej migotał ocean, kusząc obietnicą chłodu. Jakiś ptak przeciął niebo nad drogą. Ziemia wydawała się taka spokojna i zwyczajna. Piękno krajobrazu jakoś nie cieszyło Jaydena. Nie, kiedy widział wiszącą nad niebie śmierć. 

Czy świat się właśnie kończył, czy może wszystko runęło już dawno temu? Jeśli jeszcze nie, i tak to długo nie potrwa. Nadal jednak zostało trochę czasu… 

Opuścił szyby i podkręcił muzykę. Czuł się jak nastolatek. Właściwie, co szkodzi na chwilę zjechać i popatrzeć na ocean? Wiedział, że powinien się spieszyć, ale zaraz wróci na trasę, zaraz! 

Zerknął na swoje oczy w lusterku wstecznym. Płonęły. 

 

 

 

Puls.

Ocknął się. Puszka piwa spadła na piasek, w oczach rozmazały się barwy nocy. Coś narastało w głowie Jaydena, przytłaczało myśli… O, plaża! Zachichotał. Ale niepokojące uczucie krążyło na skraju świadomości, jakieś ważne zadanie…

A, tak, jest strażakiem, superbohaterem! Musi jechać uratować świat! 

Potoczył się w kierunku samochodu. Telefon wibrował w kieszeni, ale zignorował go. 

Wsiadł i chciał jechać, ale nie mógł sobie przypomnieć, co zrobić, by samochód ruszył. Powiał wiatr, niosąc ze sobą jakiś bliżej nieokreślony dźwięk. Jak róg… Jayden zadrżał. Przeszedł na siedzenie pasażera i zwinął się w kłębek pod schowkiem. Gdzie jest mama?

Podskoczył, gdy w szybę ktoś głośno zapukał.

 

*** 

 

– Znalazłem przy plaży jednego kolesia – mówił policjant do krótkofalówki. – Jest chory albo naćpany, trzeba mu zrobić badania toksykologiczne.

Jayden jeździł samochodzikiem, który znalazł na podłodze radiowozu, po kratach oddzielających go od policjanta. Czuł gryzący swąd dymu, a przez szybę, w nikłym świetle gwiazd, widział osmalone trawy. 

Na komendzie dostał wodę. Miała smak popiołu.

– Gdzie jest mama? – zapytał.

Policjant nie odpowiedział. Badawczo przyglądał się oczom zatrzymanego.

Puls

– Co pan taki niewyraźny? – wybełkotał Jayden.

Nie pamiętał, kim jest. Ach, strażakiem, superbohaterem! Ma dyżur, ale chce się bawić, bawić! Tylko dlaczego głowa tak boli? 

– Powiedz mi, czy brałeś niedawno jakieś leki? – zapytał policjant.

– N-nie… Proszę pana, głowa mnie boli, ja chcę do mamy! – zawył Jayden i rozpłakał się.

Łzy rozgrzały policzki, rozpaliły czoło, a ciepło zaczęło rozlewać się po całej czaszce. To mu o czymś przypomniało i zapłakał jeszcze głośniej.

– Kawałek Słońca mi wszedł do głowy i zaraz ją rozsadzi! 

– Czym ty się naćpałeś… – mruknął policjant.

PULS!

Coś ssało głowę Jaydena, a wokół widział tylko czerwień. Gorąco wychodziło mu z czaszki, przenikało przez jej ściany. W końcu wypełzło całkiem, pozostawiając tylko pustkę i ulgę.

– Pożar, pali się! – wrzasnął policjant.

W rogu pokoju unosił się płomień. Był przeraźliwie jasny, obramowany czerwonymi konturami.

– Nie pali się – przemówiła ognista bestia. – Wszystko spłonie już niedługo, gdy ja i istoty mi podobne stworzymy armię, ale macie jeszcze trochę czasu… Wy, ludzie, konacie od tak dawna… Chcemy skrócić wasze męki. – Istota okręciła się w powietrzu i wyleciała przez szpary w oknie. 

Policjant wyglądał, jakby ktoś go uderzył.

– Gugu… – powiedział Jayden.

Jego dyżur się skończył. 

 

 ***

 

Świat miał szaroczarne barwy. Z drzew zlatywały suche drobinki popiołu, niczym jakaś smutna parodia śniegu. Ziemię zaściełały osmalone szczątki lasu. Było w tym krajobrazie coś przejmująco pięknego. Jak włosy martwej kobiety rozrzucone na ziemi wokół głowy.

Słońce wisiało wysoko, oświetlając wszystko dokładnie. Triumfowało. 

Koniec

Komentarze

Bardzo mi się spodobało. Ciekawy pomysł i oryginalne tło opowieści. Styl i język ładnie podbudowują to wrażenie wszechogarniającego gorąca i słońca wiszącego gdzieś nad tym wszystkim. No i niektóre niepokojące stwierdzenia mogą się okazać boleśnie prawdziwe. Pozdrawiam.

Ładne spojrzenie na apokalipsę w egzotycznym, demonicznym wydaniu. Poruszone zostały aktualne tematy, element fantastyczny mocny, podobało mi się psychologiczne podbudowanie postaci Jaydena. Fragment piosenki z początku może być stosowany jako klucz interpretacyjny, ale nie musi, co się chwali.

Językowo poprawnie. Klikam bibliotekę.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Efektowny i oryginalny pomysł na apokaliptyczną grozę. Dobrze się czytało – są jakieś drobne stylistyczne niepewności, ale IMHO na tyle niewielkie, żeby mnie nie zatrzymać przy lekturze. Tekst stoi przede wszystkim pomysłem i przekonującym portretem człowieka na progu szaleństwa. Zdecydowanie na plus. 

Filipie, Kam, Ninedin – dziękuję :)

Mroczna wizja końca świata, mroczna, ale jakoś tak na swój sposób ładnie i magicznie pokazana. Tekst z jednej strony fantastyczny, a z drugiej poruszający jak najbardziej “realne” problemy. Dobrze mi się czytało. 

Powodzenia w konkursie, a ode mnie kolejny biblioteczny kliczek :)

Dziękuję, Katia :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam jurora!

Sonato, stworzyłaś bardzo ładną wizję opartą na współczesnych problemach, czytało się bardzo dobrze. Postać Jaydena na plus, aż czułam jego zmęczenie ciężkim dyżurem podczas lektury.

Jedynie do czego się doczepię, to może ten demon, bo mi trochę tak w twarz dał. Zostawiłabym go w sferze domysłów z zasugerowaniem, że to jednak coś żywego :) Ale to tylko moje osobiste fanaberie. Oprócz tego – miodzio. Dałabym klika, ale jest już komplet :3

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy, dziękuję za komentarz i witam kolejnego jurora!

Hej, Sonato. W końcu trafiłem do ciebie :-) I…

Ależ dobre opowiadanie napisałaś. Gdybyś napisała je na kapsułę, dostałabyś ode mnie pierwsze miejsce.

IMHO, napisałaś opowiadanie ładną polszczyzną, to była czytelnicza uczta. Niekiedy stosowałaś złożone konstrukcje, które wyszły naprawdę udanie. Oj, zachęciłaś do przeczytania innych twoich tekstów!

A jaką historię udało ci się wykreować! Całkiem oryginalna, a na pewno kawał fajnej prozy fantastycznej, która wbrew pozorom nie uderzyła w publicystykę, co ja osobiście doceniam. Nawet bardzo. W dodatku tekst wpadł poniekąd w konwencję grozy i to stanowi kolejny plus (co prawda plus w pełni subiektywny, bo zwyczajnie interesują mnie ostatnio opowieści grozy).

Super pomysł i bardzo dobre wykonanie, przejmujące i przekonujące. A poza tym zawarłaś pewien przekaz, który delikatnie zmusza do myślenia. Super ;-)

Mersayake, dziękuję za tak pozytywny komentarz, bardzo mi miło :)

Doskonałe wykorzystanie bieżących wydarzeń, mroczna, choć jednocześnie bardzo słoneczna, wizja apokalipsy. Dobrze się czyta, fajny pomysł. Masz we mnie zadowoloną czytelniczkę :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Dziękuję, Irko :)

Ciekawe :)

Przynoszę radość

A to ciekawe :) Dziękuję, Anet!

Jestem, przepraszam, że tak późno, ale brakuje czasu i bardzo powoli idzie mi wracanie z komentarzem. Czytałem dziś w drodze do szkoły :P

Ładne to opko. Bardzo podobał mi się rozwój schorzenia u bohatera, trzymanie tego w niedopowiedzeniu, powolne cofanie w rozwoju. Zrobiłaś tutaj coś, co zawsze przyciąga do tekstu – absolutnie dałaś po dupie głównemu bohaterowi, ale w taki sposób, że czytało się z nikłą nadzieją na przeminięcie. To wcale tak często się nie udaje, ten taki drobny, żrący czytelnika ból polega na świadomości, że bohater absolutnie nie zachowałby się tak, gdyby wszystko było z nim w porządku (w tym wypadu) w inny, kiedy robi coś wbrew sobie z przymusu, trudno mi to lepiej opisać, tak czy inaczej świetna robota i zdecydowanie najlepszy motyw w tekście (nie, że inne były słabe).

Jedyna co mi się nie podobało, to nagłe uderzenie ognistej bestii, w sensie ujawnienie się i wyjaśnienie całego problemu, może to była przenośnia, ale wybrzmiała zbyt bezpośrednio. Czekałem na jakieś wytłumaczenie, ale nie prosto w twarz. Przypuszczam, że to przez limit znaków.

Z lektury jestem zadowolony, tylko szkoda trochę tej końcówki. A no i ładnie napisane, płynnie się czytało, zapomniałem wspomnieć. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrolu, dziękuję za komentarz! Hm, co do tego “prosto w twarz” to może i zbyt bezpośrednio, ale chciałam, żeby słowa ognistej istoty nawiązywały do tekstu piosenki z cytatu. 

Ahh, rzeczywiście! Nie zwróciłem uwagi… wybacz. ;p

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

:)

Ciekawy pomysł, Sonato. I dobrze poprowadziłaś fabułę. Jedno tylko trochę mi zgrzyta. Mówiąc krótko, i żeby dobrze ubrać to w słowa, zabrakło mi większej dojrzałości w tekście. Całość wybrzmiewa trochę zbyt schematycznie. Wypowiedź Ognia też kojarzy mi się z filmami, czy opowieściami o superbohaterach. Wiesz “wszystko spłonie, stworzymy armię, wy ludzie”. Za to doceniam sam pomysł i jak wspomniałem wyżej – fabułę. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, dziękuję za komentarz! No, tak to jest, jak się jedno zdanie dopisuje bez wiedzy bety tuż przed opublikowaniem :) A co do schematyczności – będę nad tym pracować w moich kolejnych opowiadaniach.

 

Witam jurora :)

Jest ok. Jedną mam uwagę : “dobrze, już dobrze” – to sformułowanie raczej nie pojawia się w języku potocznym. Jest dla mnie nieco sztuczne.

pozdrawiam

Dziękuję za komentarz, Neurologu!

Katastroficzny klimat grozy w punkt i podejście do ciężkiego dyżuru zdecydowanie niebnalne.smiley

Dziękuję za komentarz, Oidrin!

Interesujący pomysł na przeciwnika. Reszta jakoś do mnie słabo trafia. Przez większość tekstu plątało mi się po głowie, że nie można wymagać strażakowania od tak niewyspanego człowieka. Bo popełni jakiś głupi błąd i będzie jeszcze mniej strażaków.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za komentarz, Finklo! Hmm, co do niewyspanych strażaków, to wyszłam z założenia, że jednak śpią za mało, bo wciąż brakuje rąk do pracy i wysyłają tych niewyspanych. Może jednak rzeczywiście trochę przesadziłam z tymi dwiema godzinami.

Nowa Fantastyka