- Opowiadanie: pawelek - Ostatnie zdjęcie

Ostatnie zdjęcie

Rzutem na taśmę :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

mr.maras, Finkla

Oceny

Ostatnie zdjęcie

– Zajebiste zdjęcie, brachu.

– A, o tym mówisz – lekko zadrżał mu głos gdy odpowiadał.

– Gdzie je zrobiłeś? Na jakimś LARP-ie byłeś?

– Nie, to… To był ciężki dyżur.

– He, he. Taki jak ten z “Super Wieśniakiem”?

– Nie, wtedy to był świr w trykocie supermena i gumofilcach. Zresztą, jak pewnie pamiętasz, napisałem o nim fajny tekst. A tu… To było coś dziwnego. To zdjęcie przypomina mi, że nie zwariowałem.

– Dawaj, bo zaraz padnę z ciekawości.

– Spoko, teraz już mogę o tym opowiadać. Wcześniej było z tym różnie. To zdarzyło się późnym wieczorem…

 

***

 

Gdy wyszedł z budynku redakcji, który znajdował się zaraz obok Galerii Łódzkiej, zapadł juz zmrok. Mgła wiła się nad asfaltem. Lampy rozstawione wzdłuż drogi rzucały rozrzedzone snopy światła. Było cicho i spokojnie. Sklepy dawno zamknięto, więc ruch imprezowy przeniósł się na Piotrkowską.

Szedł powoli chodnikiem, większość swej uwagi poświęcając zawartości cyfrowego aparatu, który trzymał w dłoniach. Przeglądał zdjęcia, które musiał jeszcze dzisiaj, a właściwie to już jutro, ale tej nocy, obrobić do kolejnego wydania. To wyostrzyć, tamto wykadrować, kilka godzin roboty przed nim. Zatrzymało go rżenie konia. 

Podniósł głowę i dopiero teraz zauważył, że zrobiło się chłodniej. Mgła zgęstniała, a on stracił orientację.

– Halo? 

Rozejrzał się. “Nie no to Abramka jest. Po lewej, za tym blokiem, ciągnie się Abramowskiego. Jeszcze tylko chwilka i będę u siebie.” – pomyślał. Zrobił jeszcze dwa kroki, gdy zza bloku wyjechał on

Czarny, wręcz pochłaniający światło koń. Stał na grubych, mocno umięśnionych nogach, zakończonych masywnymi kopytami. Miał bardzo harmonijnie zbudowane ciało, czarną grzywę i krótki, również czarny ogon. Z jego nozdrzy wydobywał się dym, jakby to nie koń był prawdziwy, a maszyna jakaś. Jego oczy były czarne, całkowicie pozbawione bielma.

Jeździec miał hełm jakby z ery wikingów. Szpic na czubku głowy i rogi wystające z policzków lub skroni. Długi czarny płaszcz, zbroję na tułowiu. Nogi okrywała mu kolcza suknia. Stopy odziane miał w metalowe buty z wielkimi ostrogami.

W prawej ręce dzierżył topór. To była dziwna broń. Jakby ją troszkę wydłużyć, mogłaby być śmiertelną kosą. Gdyby ją spłaszczyć, wyszedłby tasak. Jednak to był topór. Bojowy topór, z którego kapała bursztynowa posoka.

Lewą rękę i bark tego stwora zakrywała ogromna tarcza. Miedziana, z wymalowanym wielkim, czarnym orłem. To pewnie jego godło. Zza pleców wystawała jeszcze rękojeść. Jakaś broń, ale nie miecz, bardziej jakby szabla.

Najbardziej niepokojące były oczy. Dwa, płonące w mroku, czerwone punkty. Patrzyły prosto na fotografa. 

Nagle koło konia przebiegło coś. Pokraczne, biegnące na dwóch nogach. Wyglądem przypominało gnoma z “Harrego Pottera”. Postać na koniu ruszyła się nieznacznie. Wzięła lekki zamach i wypuściła z ręki topór. Broń obróciła się kilka razy wokół osi, lecąc w kierunku stwora. 

“Skacz w bok, NO SKACZ!” – krzyczał w myślach fotograf. Gdy topór wbijał się w mięso, słychać było plaśnięcie. “Odgłos, jak tasakiem w wołowinę” – zorientował się, że zbiera mu się na wymioty. 

Koń zarżał piekielnym głosem i ruszył w stronę powalonego. Jeździec wychylił się w siodle i sięgnął po topór. Mlaśnięcie oznajmiło, że broń została oswobodzona. Fotograf na kolanach zwracał pączki, które pochłonął dzisiejszego dnia. “Pierdolony tłusty czwartek” – pomyślał, gdy nadeszła kolejna fala torsji.

Gdy podnosił się z klęczek, przypadkowo nacisnął spust migawki. Błysnęło mu w oczy i stracił możliwość widzenia. Padł plackiem na ziemię i czekał na uderzenie. To nie nadchodziło. Chwila płynęła za chwilą, a gorące łzy spływały mu po policzkach. Podniósł wzrok i zobaczył, że jest na ulicy całkiem sam.

Biegiem, przewracając się, wrócił do domu. Zatrzasnął drzwi i pozamykał wszystkie zamki. Podłożył też krzesło pod klamkę. Rozebrał się do naga i wyrzucił ubranie. Było całe ubrudzone moczem i kałem. Zapachem strachu i smakiem przerażenia.

Po długiej kąpieli, która z gorącej stała się zimna, przestał się trząść ze strachu. Kilka razy próbował do kogoś zadzwonić, ale telefon wypadał mu z ręki. Dobrze, że był wodoodporny. Gdy już doszedł do wniosku, że na pewno dostał paranoi i jest przepracowany, sięgnął po aparat.

Ostatnie zdjęcie…

 

***

 

– Jaja sobie robisz?

– Nie.

– Poważnie?

– Tak.

Bardziej poważny już być nie mógł.

– I myślisz, że on przybył…

– Nie myślę, nie przypominam sobie, mam to w dupie, przeżyłem, jestem szczęśliwy, opowiedziałem, ale nie obiecywałem, że będę odpowiadał na pytania.

– Nie no, spoko, nie denerwuj się.

– Nie denerwuję się.

– Piękny koń, ten dym z nozdrzy, ta siekiera.

– Topór.

– Co?

– To topór bojowy, nie siekiera.

– Aha.

– Rzuciłem tamtą robotę, teraz programuję. Lepiej płacą.

– Więc nie fotografujesz już?

– Nie, to moje ostatnie zdjęcie.

Koniec

Komentarze

Gdy wyszedł z budynku redakcji, który znajdował się zaraz obok Galerii Łódzkiej, zapadł juz zmrok

 

Zdanie jest nieco zbyt chaotyczne.

 

Ogólnie rzecz biorąc, odniosłem wrażenie, że historia trochę nie ma sensu. Dlaczego mroczny rycerz miałby jeździć i mordować jakieś kreatury na środku Łodzi (być może nie złapałem jakiegoś tropu)? :)

Wydaje mi się, że wprowadzenie niewytłumaczalnego ma sens przykładowo wtedy, jeżeli bardziej zainteresujemy się tym, co się stało z ludźmi, którzy to niewytłumaczalne musieli widzieć. Bez pójścia o krok dalej niestety zostaje tylko pytanie “ale o co chodzi”.

I po co to było?

Sam klimat. Nic więcej. Sam klimat. Powodem napisania tego, była ochota przeniesienia się w taki akurat, a nie inny klimat. Choć na chwilę. To wszystko. Sam klimat. No i ostatnie zdjęcie :) A może opis też ma znaczenie. Ale klimat powinien wystarczyć.

Takie, trochę “na siłę”, ale doceniam jego przewrotność.

Stylem ani treścią nie powala.

Klimacik jest, zgadzam się. 

Mi się podobało. Nie przeszkadza mi, że “nie wiadomo, o co chodzi”. Po prostu, w życiu różne epizody się zdarzają… Nie mają dalszego ciągu, nie wiążą się z żadną tajemnicą, spiskiem, planem opatrznościowym.

Tylko to zdanie: 

Wyglądem przypominało gnoma z “Harrego Pottera”.

IMHO, do wywalenia. Albo opisujesz, jak wyglądało, albo pozostawiasz to wyobraźni czytelnika. 

Ponadto, wydaje mi się, że posługiwanie się boldem i CAPS LOCKiem to pójście na łatwiznę. Używanie takich chwytów w tekście literackim powinno być zarezerwowane dla przypadków absolutnie wyjątkowych.

Pozdrawiam smiley

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale fajna ilustracja do tego opowiadania. :)))

Uuuu, faktycznie! To przecież to zdjęcie jest!

Pawelek sobie niezły żart zrobił yes

Faccies… - i wlasnie powinienem zostac zdyskwalifikowany :)

No był pomysł na żart, wyszło IMHO średnio. A szkoda, łódzki klimat początku bardzo fajny, aż by się chciało przeczytać coś w tym lokalnym klimacie osadzonego.

ninedin - szkoda, ze sie nie spodobalo, ale blazen nie kazdemu przypodobac sie moze :) dzieki za przeczytanie i wyrazenie zdania.

Wolę takich błaznów, co i czegoś nauczą, i pośmiać się można. Tutaj wyszło trochę dziwnie, zbyt abstrakcyjnie, choć technicznie okej. Pozbyłbym się tych “jakby”, trochę ich dużo, nawet na jakby niezły tekst, tylko jakby grubymi nićmi szyty, jakby autor pijany albo zaspany był. ;)

Stn - dzieki za komentarz. Nie no, to bylo na trzezwo… moze to jest problem?

Nie porwało mnie :(

Przynoszę radość

Anet – dzieki za przeczytanie :)

WOW, dziekuje mr. Maras. Spodziewalem sie raczej dyskwalifikacji :) bardzo sie cieszę z mojego pierwszego punkciku :)

Melduję, że przeczytałem. Z cyklu: życie potrafi być dziwne. Szybko się czytało, ale widać, że rzutem na taśmę :)

No przyznaje sie ani nie betowane, ani nie dopracowane. Mialem nie brac udzialu w ogole, bo nie lubie konkursow, ale ten pomysl. No pchal sie i pchal i sie wypchal… :)

 

Takie okołokonkursowe śmiszki, w wykonie całkiem udane, no ale nie uda ci się nas oszukać, autorze – jadro tekst stanowi opis postaci, która śledzi nas tu od dłuższego czasu i poza nim niewiele nam proponujesz:) 

Michal.Pe – dzieki za przeczytanie. Tak tylko o to chodzilo. Ja raczej omijam konkursy, a ze akurat wrzucilem inny tekst “nie tylko dla kowbojow” w ostatni dzien konkursu… to zerknalem na konkur i tak mi cos przeskoczylo. A ze pomysly u mnie nie lubia czekac ( kilka nadal domaga sie napisania ) i mialem chwilke, stad ten lekki dowcip. Mam nadzieje, ze sie usmiechnales, bo tylko o to chodzilo. No a ja pocwiczylem opisywanie oraz to czy mozna napisac teks w ktorym nie ma humoru a jednak da sie o nim powoedziec “zabawny” ;)

Uśmiechnąłem się, owszem, choć szczerze mówiąc najbardziej podobały mi się fragmenty dialogowe. Lubię oszczędność w didaskaliach i tu fajnie wyszło. 

Dzieki

Troszkę taka rozwinięta creepy pasta w przyzwoitym stylu z drewszczykiem i współczesnym tłem, ale nie porwało. Klimat pierwsza klasa, ale wstęp i rozwinięcie możnaby nieco bardziej podkręcić, żeby całość wydawała się nieco bardziej spójna.

Oidrin – dzieki za opinie. A moze rozwinac jakbys to podkrecil?

Hm, żeby nie stracić oszczędnego w opisach klimatu może jakieś bardziej rozbudowane dialogi, w sensie mniej oszczędne w słowach, które pozwalają nam bardziej polubić i wczuć się w bohaterów. Nie zawsze potrzeba zatrzęsienia didaskaliów żeby to oddać, więc może by pokombinować coś w tę stronę?

Dzieki, pomysle przy kolejnym. Tu byl taki zamysl, ze klimat sie liczy. No i mial wpasc opis. I tyle.

No, historyjka taka sobie. Główny bohater nie jest bohaterem, tylko przypadkowym świadkiem. Nic od niego nie zależy. Nie dostajemy też żadnych wyjaśnień, skąd mhroczny rycerz wziął się w Łodzi.

Ale ten żarcik z konkursowego podpisu jurka Marasa… :-)

Babska logika rządzi!

Dzieki Finkla, zwlaszcza za docenienie zartu.

 Bardzo fajny szort. Naprawdę mi się podobało.

 

Pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidiq150 – ciesze sie, ze moglem Cie rozbawic choc na chwile.

Nowa Fantastyka