- Opowiadanie: Pendrive - Sumienie Skrobacza

Sumienie Skrobacza

Przepraszam za interpunkcję. Staram się jak mogę.

 

 

Ps. Przy wrzucaniu opowiadania, jadłem pączka.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Sumienie Skrobacza

***

 

Nazywam się Radosław Zięba, jestem chirurgiem w szpitalu. Nieważne jakim. Ostatnie lata dały mi mocno w kość, dodatkowo jestem od czterdziestu ośmiu godzin, na dyżurze. To nic nowego w naszym kraju, nieustannie brakuje lekarzy.

Myję ręce, przed kolejną operacją, patrzę w lustro i widzę wrak. Siwe włosy, obwisłą skórę na grdyce, głębokie kurze łapki pod oczami.

Dawniej uważałem się za niezniszczalnego, człowieka o żelaznej psychice i zasadach. Na studiach mówiono o mnie, że jestem hardy skurwysyn. Mało kto, odważył się, zadzierać. Głupców, którzy próbowali, składałem jak tekturowe pudełka.

Teraz po dekadach, niewiele zostało z tego butnego młodzieńca. Wciąż wyglądam postawnie, z grubą żyłką na bicepsie. I co z tego. W środku jestem pusty. Zupełnie tak, jak macica po dokonaniu chirurgicznej aborcji.

Te myśli… to pewnie od niewyspania, a może wreszcie, dobija się sumienie? Poklepałem policzki lodowatą wodą. Usłyszałem otwierające się drzwi.

– Radku? – cicho zapytała pielęgniarka Basia. – Pacjentka na stole. Czekamy.

– Już idę – odparłem.

– Wszystko w porządku? Wyglądasz strasznie.

– Ciężki dyżur Barbaro – rzuciłem od niechcenia.

Wszedłem na blok operacyjny, przywitałem asystenta i resztę zespołu.

– Operacja nagła, w sumie bardziej doraźna. Pacjentka po próbie samobójczej, wypiła kreta do rur. – Zrelacjonował, zwięźle asystent.

– Postaramy się zespolić fragmenty przewodu pokarmowego – mówiłem, patrząc na nią, podłączoną do aparatury,

– Anestezjolog wykonał już swoją robotę. Proszę zaczynać, docencie.

Twarz tej dziewczyny kojarzyła mi się z kimś. Oblał mnie zimny pot, pojawiło się nieprzyjemnie uczucie, w górnej części klatki piersiowej. Mając skalpel na jej mostku, spojrzałem raz jeszcze na nią.

– Pamiętasz – szeptało coś w mojej głowie.

Serce zaczęło bić nierytmicznie, kołatać.

– Zawał? – pomyślałem. Odszedłem od stołu, słaniając się.

– Radek! – krzyknęła, Barbara.

Później pociemniało.

 

***

 

Zawieszony, jakby w nicości nic nie czułem. Wydawać się mogło, że jestem kropką, jakimś punktem w morzu ciemności. Zabawne, zawszę sobie to tak, wyobrażałem. Po prostu nic, lecz ja, wciąż istniałem.

W końcu wiedziałem, skąd pamiętam twarz tej pacjentki, leżącej na stole. Ona była w moim prywatnym gabinecie. Strasznie płakała, mówiła, że nie wie, czy dobrze robi. Nic nie odpowiedziałem, byłem obojętny.

Usiadła na krześle aborcyjnym, a ja zrobiłem to, co innym kobietom. Już nie pamiętam ilu.

– Osiemdziesięciu czterem! Nie pamiętasz! – ryknął, przerażający głos, falując nicość.

Dało się, usłyszeć przeraźliwy pisk, czy też płacz, skomlenie i wycie. Mnóstwo czerwonych punkcików pojawiło się na horyzoncie, zbliżały się błyskawicznie. Zdeformowane, ponadrywane upiorne płody.

– Wyskrobane przez ciebie. Patrz! – odezwał się, kolejny raz, potężny głos.

Chciałem zamknąć oczy, przesłonić widok ręką, lecz w nicości byłem tylko obserwatorem. Małym punktem, oglądającym film z przeszłości.

– Dlaczego mi to robisz!? – wrzasnąłem z całych sił.

– Jestem twoim sumieniem – odrzekł majestatycznie głos.

 

***

 

Po przebudzeniu w łóżku szpitalnym, sam postawiłem sobie diagnozę, konkretnie stan przedzawałowy. Stwierdziłem, że chyba w końcu czas wziąć jakieś wolne, pojechać w Bieszczady do Wetliny. Rozbić namiot w ośrodku PTTK i dać nura do pobliskiej rzeki. Na szczycie Tarnicy, rozmyślać o filmie z nicości, zapomnieć i nie robić tego więcej.

Basia, przykryta kocem, spała na krześle obok mojego łóżka, była piękna. Rano, gdy się przebudziła, zaproponowałem jej wyjazd w góry. Wiedziałem, że się nie zgodzi. Potępiała to co robię w prywatnym gabinecie. Więc rzekłem.

– Nigdy więcej nie przeprowadzę aborcji. – Przeszyłem ją, hardym wzrokiem.

– Przysięgnij.

– Przysięgam, Barbaro. Nigdy więcej.

 

***

Koniec

Komentarze

Nie udało mi się wzruszyć Pendrive. Ogólnie ładnie napisane, fajne didaskalia (przeszyć hardym wzrokiem jest super). Ale nie poczułem żadnego moralnego drgnięcia. A może jestem zmęczony? Zatem idę już na dziś z mojego ulubionego portalu.

Dzięki, Dalekopatrzacy. Czasami od wzruszenia, lepsze jest poruszenie. Dzięki za dobre słowo.

Nazywam się, Radosław Zięba jestem chirurgiem

 

Buble interpunkcyjne w tym i paru innych miejscach są dość łatwe do dostrzeżenia :) 

 

Rzekłbym, że pierwiastek fantastyczny w historii jest dość efemeryczny i wygląda jak swoisty wehikuł dla treści o charakterze – nazwijmy to – dydaktycznych. Uwzględniając dodatkowo jakość wykonania można stwierdzić, że jest to raczej tekst ideowo zaangażowany niż opowiadanie.

Cóż, przydałoby się jakoś zniuansować tę opowieść, zapas znaków był. 

I po co to było?

Dzieki syf.. Z interpunkcją wciąż walczę. Poranny pączek tak mnie, zmotywował. Dlatego krótko.

“głębokie kurze łapki pod oczami” – a to nie te zmarszczki koło oczu?

“Mało kto, odważył się, zadzierać” – nikt ze mną nie zadzierał. Nikt nie odważył się ze mną zadrzeć. 

“I co, z tego.” – I co z tego? 

“Zupełnie tak, jak macica po dokonaniu chirurgicznej aborcji” – Jak macica po aborcji

“Przylał mnie zimny pot” – Oblał mnie zimny pot

“to pewnie od niewyspania, a może wreszcie[,] dobija się sumienie?”

“mówiłem, patrząc na [nią,] podłączoną do aparatury[,]”

“Proszę zaczynać Docencie” – docencie?

“Mając skalpel na mostku, spojrzałem raz jeszcze na nią.” – Opierając skalpel o jej mostek, spojrzałem na twarz jeszcze raz.

“Usiadła na krześle aborcyjnym, a ja zrobiłem to, co innym kobietą.” – kobietom, choć ja by akurat to słowo pominął. Skrobanki panom się nie robi, chyba, że Arnoldowi.

“Dlaczego mi to robisz![?]”

“ryknął, przerażający głos, falując nicość.” – ryknął przerażający głos, od którego nicość zafalowała.

“odrzekł[,] majestatycznie głos.”

“Więc rzekłem” – to bym usunął.

 

A tak to spoko, ale faktycznie jakoś nie czuję budowania napięcia. W sensie, w ogóle go nie czuję, tego napięcia. Może dlatego, że jakiś koleś, ogólnie raczej należący do złych, dostaje karę za złe uczynki. No i… No i dobrze. Nie ma co się rozczulać. 

Witam, pawelek. Interesujące sugestie. Po konkursie na pewno coś zmienię.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cóż, Pendrivie, mam problem z nazwaniem tego opowiadaniem. Literatura z tezą rzadko bywa dobrą literaturą. Napisałeś pozbawioną fantastyki, za to pełną jednoznacznej publicystyki scenkę – i tyle. Zajrzałam, bo zastanawiałam się, czy pod tak łopatologicznym tytułem kryje się to, co podejrzewałam. Nie myliłam się, niestety. Niemniej nawet coś takiego można napisać z pazurem i literacko.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuje, drakaina, za konstruktywną krytykę. Postaram się, naprawić to w kolejnym opowiadaniu. Odkupieniu Skrobacza :)

No więc ja mam podobnie jak Drakaina. Literatura z tezą mi nie przeszkadza, jako taka, ale problem z nią (ogólny, nie tylko twój) jest taki, że jest bardzo przewidywalna. Żeby przed tą przewidywalnością uciec, trzeba wpaść na jakiś ciekawy pomysł formalny: narracja, postacie, sposób ujęcia… Tego pomysłu w twoim tekście zabrakło i to sprawia, że jest on strony stricte literackiej trochę za mało interesujący.

Też odnoszę wrażenie, że to w gruncie rzeczy tekst o niczym i właściwie czułabym się podobnie po przeczytaniu zdania “aborcja jest zła”. Poza tym, robisz dość sporo błędów – nie tylko interpunkcyjnych, o których sam uprzedzasz w przedmowie. Zwróć uwagę chociażby na końcówki rzeczowników w liczbie mnogiej – “to, co innym kobietą”. W tym wypadku powinno być “kobietom”.

I jeszcze drobiazg. Piszesz “Rozbić namiot w PTTK”, tyle że PTTK to organizacja, Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Ciężko więc byłoby w nim rozbić namiot, raczej na terenach do niego należących.

Zostaw ten żyrandol.

Witam, ninedin i Verus. Przecieranie nowych szlaków bywa czasem bolesne.

 

Też odnoszę wrażenie, że to w gruncie rzeczy tekst o niczym i właściwie czułabym się podobnie po przeczytaniu zdania “aborcja jest zła”

Verus, tu sie z tobą nie zgodzę. Tekst jest ubogi literacko, ale nie o niczym…

A ja się zgodzę z Verus o tyle, że scenka, którą napisałeś, nie wnosi absolutnie nic nowego nawet do dyskusji o aborcji – gorzej, powtarza memy o rozrywanych płodach, które w dobie aborcji farmakologicznej są wyłącznie graniem na emocjach, a nie medyczną prawdą. (No, chyba że tam, gdzie zakaz jest tak absolutny, że kobiety nie mają innych opcji, ale wtedy też nie ma prywatnych gabinetów, gdzie wykonuje się aborcję. Skądinąd Twój bohater to jakiś omnibus medyczny, bo tu ginekologia, tam chirurgia ogólna, tu diagnoza kardiologiczna. No a na sali operacyjnej to chyba raczej instrumentariuszka niż pielęgniarka…) W tym sensie jest o niczym – powtarza jedynie najbardziej zgrane elementy tej konkretnej narracji.

http://altronapoleone.home.blog

 Aborcja jest albo jej nie ma. No niestety, liczyłem się z tym, że to śliski temat. Przyjmuję to na klatę.

Ale nie dyskutujemy o statusie ontologicznym zabiegu, tylko jego szczegółach medycznych.

http://altronapoleone.home.blog

Tu możliwe są rozbieżności, nie zaprzeczę. Jestem, jaki jestem :) Niedoskonały.

Słabizna okropna. Meh.

Nie mam nic przeciwko beletrystyce z tezą (co nie znaczy, że lubię). Ale niechże to, na potwora spaghetti, da się czytać. Pomijam oparcie się na niekoniecznie medycznie aktualnych memach (patrz komentarz drakaina), co trąci dydaktycznym prymitywizmem, a także moralizatorski charakter. To jest po prostu słabo napisane.

Błędy interpunkcyjne, stylistyczne. Scena, bez historii.

Bo dlaczego protagonistę miało gryźć sumienie? Czy postępował wbrew wartościom, w których był wychowywany? Co spowodowało jego wewnętrzne opustoszenie? Jaki był konflikt? 

Jako autor chlapnąłeś kawałek, do którego nie przyłożyłeś się ani trochę. To lekceważące dla mnie, jako Czytelnika, szczególnie, że kontrowersyjny temat aż prosi się o ciekawą historię zamiast bylejakiej ulotki propagandowej lub świadomej prowokacji do krytyki tekstu opartej na światopoglądzie, nie na ocenie walorów literackich (niepotrzebne skreślić).

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Właściwie Drakaina już wyjaśniła, co miałam na myśli. Stwierdzenie, że tekst jest o niczym nie ma nic wspólnego z moją opinią odnośnie idei, którą próbowałeś przedstawić, porównanie do sloganu miało raczej na celu uwidocznienie, że tekst nie niesie ze sobą nic poza tym prostym przekazem, nie wzbudza uczuć, które tak kontrowersyjny temat chyba jednak wzbudzić powinien.

Zostaw ten żyrandol.

Witam PsychoFish.

 

 Słabizna okropna. Meh.

 

To lekceważące dla mnie, jako Czytelnika,

 

Zabolało, aż odechciewa się pióro podnosić.

 

Verus.

że tekst nie niesie ze sobą nic poza tym prostym przekazem, nie wzbudza uczuć, które tak kontrowersyjny temat chyba jednak wzbudzić powinien.

To dobrze. Widać, że nic nie masz na sumieniu.

 

 

Naprawdę uważasz, że ważne tematy mają budzić uczucia tylko w osobach mających coś na sumieniu? Abstrahując od moich złożonych poglądów na kwestię aborcji, tego typu tekst jest dla mnie jako reklama pewnych poglądów antyskuteczny, jak każda agitka.

http://altronapoleone.home.blog

To, co uważam to moja opinia, każdy ma swoją. Docelowo tekst miał mieć 6 -7 k znaków. Gdybym, miał więcej czasu, może wyglądałoby to inaczej oraz odbiór byłby inny. Cóż nie tylko Nową Fantastyką człowiek żyje, choć chciałbym. 

Sorry, ale napisałeś do Verus, że skoro tekst nie wzbudził w niej żadnych uczuć, to pewnie nie ma nic na sumieniu (w kontekście tego tekstu bardzo to niefajnie brzmi, bo sugeruje, że jeśli kogoś ruszy, to znaczy, że ma “na sumieniu” aborcję…). Mam wrażenie, że ważny tekst powinien przemawiać do (prawie) każdego…

http://altronapoleone.home.blog

Masz rację, drakaina. Źle to ująłem, ale komentarza nie edytuję. Słowo się rzekło.

Pendrive, mnie też boli, że nie chciało ci się nad tekstem popracować. Stąd ostry komentarz :-)

Życzę więcej staranności i sukcesów w następnym tekście!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gdyby ten tekst był lepszy, mógłby pobudzić czytelników do refleksji. Nawet “śliski temat” można ograć w taki sposób, że jest o czym rozmawiać. Ale tak po prostu uderzać tępym piórem między oczy…

OK, a może tak. Autorze, jeżeli masz czas/ochotę, zajrzyj do opowiadania Bellatrix “Szósta” https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23810 Tam pojawia się pewien motyw, fabularnie poniekąd z pokrewnego repozytorium:

SPOJLER:

*

*

*

*

*

*

*

*

 – a mianowicie postać bohaterki, która decyduje się zaadoptować embrion, skazany na zniszczenie przez jej własną potomkinię, bo nie chce pozwolić na śmierć tegoż embrionu/ chce doprowadzić do narodzin dziecka, które się z tego embrionu rozwinie, i dać dziecku szansę na szczęśliwe życie. Ten tekst, IMHO bardzo udany i wzruszający, spodobał się, w odróżnieniu od twojego, dużej liczbie czytelników na forum. Zobacz, JAK autorka tę historię opowiada, w jaki sposób prezentuje bohaterkę i jej decyzje, jak prowadzi narrację, jak buduje relacje między bohaterką a postacią, z której punktu widzenia patrzymy. To o to chodzi w krytyce, której doświadczasz. Nie o to, O CZYM chcesz opowiadać, jakie masz idee i przekonania – nikt tutaj, niezależnie od własnych poglądów, nie będzie mieć do ciebie pretensji o taki koncept stojący za tekstem. Chodzi o to, JAK opowiadasz tę historię: prosto, łopatologicznie, jak czytankę z podręcznika. Krytyka i wypowiedzi o braku emocji po lekturze nie dotyczą przecież podjętego przez ciebie tematu. Temat, dla ciebie ewidentnie bardzo ważny, nie daje ci automatycznej przepustki do wysokiej oceny, bo w fikcji literackiej sam temat nie jest gwarancją jakości tekstu – gdyby tak było, dowolna szmira, ale z akcją osadzoną w obozie koncentracyjnym, albo dowolne kiczydło, ale mówiące np. o miłości rodzicielskiej, miałoby gwarantowany status arcydzieła, a tak przecież nie jest. Problemem twojego tekstu nie jest temat, problemem jest warstwa literacka: sposób ujęcia tematu, prowadzenia narracji, charakterystyki bohaterów, przyjętej stylistyki, języka. To jest forum literackie, tu się przede wszystkim na te elementy zwraca uwagę. 

Niestety, temat potraktowany bardzo po łebkach, chociaż ważny. Bo mimo mojej opinii innej niż ta przedstawiona w tekście, ciekawe ujęcie tematu mogłoby mnie zainteresować i wciągnąć, a tak się nie stało. Tekst aż prosi się też o bardziej techniczne poprawki, mnie dobrze pracuje się na tej apce https://www.interpunkcja.pl/ , więc polecam.

OK, a może tak. Autorze, jeżeli masz czas/ochotę, zajrzyj do opowiadania Bellatrix “Szósta”

 

Dzięki, ninedin. Przeczytałem i przeczytam jeszcze nie raz. Spróbuje, okiełznać swój łopatologizm.

 

Witam, oidin. Apka bardzo przydatna, na pewno poślęczę nad tymi zasadami. :)

 

 

Tekst zanjduję płytkim, a nadmiar przecinkozy utrudnia odbiór.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tekst jak tekst, teza jak teza, ale za brak fantastyki to powinni tutaj kończyny ucinać.

Witam. Mytrix i stn.

Tekst zanjduję płytkim, a nadmiar przecinkozy utrudnia odbiór.

Przecinkoza, bo dziesięć lat po technikoza :) Nadrabiam.

 

Tekst jak tekst, teza jak teza, ale za brak fantastyki to powinni tutaj kończyny ucinać.

Może tylko palec?

 

 

 

Nie czytało się zbyt dobrze :(

Przynoszę radość :)

Bardzo dużo błędów interpunkcyjnych. Przecinki pojawiają się w miejscach, w których nie powinno ich być. 

 

Widzę, że poprzednicy skupili się na niedostatkach tekstu, więc może ja o tym, co bliżej zalet.

Są naprawdę dobre momenty, fragment z tekturowymi pudłami bomba. No ogólnie, gdyby tekst nie leciał na łeb na szyję w z góry założonym kierunku, można by tu coś ciekawego uszyć.

Natomiast jednej rzeczy nie potrafię zrozumieć. Interpunkcja. No po prostu ręce opadają jak płetwy. Nie da się tego wytłumaczyć inaczej, niż tym, że wrzuciłeś tekst w takiej postaci dla jaj. Zestawiasz mocny temat (mniejsza, jak ujęty) z interpunkcyjnym sadomasochizmem. Efekt ni tragiczny, ni komiczny, ni czort wie jaki. Tylko oczy bolą. 

Hmmm. Zgodzę się z przedpiścami. Agitka, łopatologicznie pokazana.

Dlaczego ginekolog ma prowadzić operację po próbie samobójczej? Myślałam, że lekarze mają węższe specjalizacje. Ano po to, żeby mógł na stole rozpoznać swoją pacjentkę. Składasz logikę na ołtarzu emocji/morału, a tego nie lubię.

Wykonuje aborcje od dłuższego czasu (bo przecież nie machnął kilkudziesięciu w tydzień) i tak nagle sumienie się obudziło i pokarało zawałem? IMO, jeśli usuwanie ciąż tak bardzo kłóci się z jego przekonaniami, to powinien wybrać inną specjalizację.

Fajny pomysł z sumieniem, ale niewykorzystany porządnie.

Chyba poprawiałeś interpunkcję, bo już nie bolało. Ale wołacze, Pendrive, oddzielamy przecinkami od reszty zdania.

Babska logika rządzi!

Cóż, przykro to pisać, ale opowiastka o chirurgu-omnibusie zupełnie nie przypadła mi do gustu, także z powodu wykonania, które, delikatnie mówiąc, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

głę­bo­kie kurze łapki pod ocza­mi. ―> Pod oczami można mieć worki, a kurze łapki w kącikach oczu; kurze łapki nie są zbyt głębokie.

 

Po­kle­pa­łem po­licz­ki lo­do­wa­tą wodą. ―> Wodą da się coś poklepać?

 

– Radku? – Cicho, za­py­ta­ła pie­lę­gniar­ka Basia. ―> – Radku? – cicho za­py­ta­ła pie­lę­gniar­ka Basia.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Pro­szę za­czy­nać Do­cen­cie. ―> Pro­szę za­czy­nać, do­cen­cie.

 

Z twa­rzy ta dziew­czy­na, ko­ja­rzy­ła mi się skądś. ―> Twarz tej dziewczyny kojarzyła mi się z kimś.

 

Przy­lał mnie zimny pot, po­ja­wi­ło się nie­przy­jem­nie uczu­cie, w gór­nej czę­ści klat­ki pier­sio­wej. Mając skal­pel na most­ku, spoj­rza­łem raz jesz­cze na nią. ―> Pot może kogoś oblać, ktoś może potem spływać, ale pot nie może przylać.

Na czyim mostku miał skalpel – na własnym, czy pacjentki?

 

skąd pa­mię­tam tę twarz pa­cjent­ki… ―> Czy pacjentka miała różne twarze?

A może miało być: …skąd pa­mię­tam twarz tej pa­cjent­ki

 

Nie pa­mię­tasz! – ryk­nął, prze­ra­ża­ją­cy głos, fa­lu­jąc ni­cość. ―> Co to znaczy falować nicość?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam, Anet, charlotta, Blacktom, Michał Pe i Finkla. 

 

regulatorzy 

Cóż, przykro to pisać, ale opowiastka o chirurgu-omnibusie zupełnie nie przypadła mi do gustu, także z powodu wykonania, które, delikatnie mówiąc, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Co mogę powiedzieć racja. Był to mój drugi tekst na NF, troszkę się napaliłem, żeby go koniecznie wrzucić do konkursu. Niestety to był mój błąd, powinienem się bardziej postarać i posiedzieć dłużej nad nim. 

 

Dziękuje za uwagi na pewno skorzystam :) 

Pendrive, w takim razie pozostaję z nadzieją, że Twoje przyszłe opowiadania będą należycie przemyślane i napisane znacznie lepiej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam wrażenie, że tekst został napisany niechlujnie (zwłaszcza że czytałem jego starszą wersję, przed poprawkami zgłoszonymi przez komentujących) i bez przygotowania. Raczej na gorąco i z gorącą głową.

Niestety, mało oryginalna i mało zajmująca treść, wzięła górę nad formą. Ale… Sama historia też bez rewelacji. Facet/doktor robi aborcję, ma zawał (?), odzywa się jego sumienie, budzi się i decyduje więcej nie przeprowadzać aborcji. Ani go specjalnie nie postraszyłeś koszmarem usuniętych dzieci (a miejsce miałeś), ani specjalnie nie uzasadniasz, dlaczego akurat podczas operacji odezwało się jego sumienie (bo twarz pacjentki była podobna?).

Zabrakło zwrotów akcji, napięcia, puenty, porządnie skonstruowanego bohatera (Nazywam się Radosław Zięba, jestem chirurgiem w szpitalu. Nieważne jakim), którego losem i dylematami moralnymi mógłbym się przejąć. Całość rzeczywiście wygląda bardziej na autorską agitkę światopoglądową niż przemyślane opowiadanie. Jeśli chciałeś kogoś przekonać do swoich poglądów, należało bardziej się postarać na każdym poziomie.

Zdanie klecisz proste, ale przejrzyste i robisz to dosyć sprawnie. Po poprawieniu błędów nie można się za bardzo czepiać stylu i języka. Jednak fabuły tu niewiele, więc nad kompozycją tekstu i konstrukcją świata przedstawionego nie będę się rozwodził. Wygląda to wszystko jakbyś poszedł na duże skróty fabularne. A może raczej na łatwiznę. Żadnych opisów, żadnych chwytów literackich, trzy proste scenki oparte na dialogach. Literacko to niewiele.

Na płaszczyźnie treści i wymowy utworu jest to jednak w sumie łopatologia stosowana. Bez żadnych niuansów i głębi. Nie zostawiasz czytelnikowi żadnego pola do dyskusji czy wątpliwości, nie dajesz mu też swobody interpretacji czy przestrzeni dla własnych przemyśleń.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam, mr.maras.

 

Dzięki za obszerny komentarz. Daleka droga przede mną, żeby pisać coś w miarę przyzwoitego. Wracam do czytania książek i ślęczenia nad interpunkcją. 

 

Mam wrażenie, że tekst został napisany niechlujnie (zwłaszcza że czytałem jego starszą wersję, przed poprawkami zgłoszonymi przez komentujących) i bez przygotowania. Raczej na gorąco i z gorącą głową.

Nie mylisz się, to był impuls w tłusty czwartek. Wyrzucam sobie to bo mogłem dodać poza konkursem wersję bardziej dopracowaną. No cóż, tekst dodałem i wyszło, co wyszło…

Nowa Fantastyka