- Opowiadanie: gravel - Godzina czarownika, godzina szczura

Godzina czarownika, godzina szczura

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Godzina czarownika, godzina szczura

Obserwuję przez pręty klatki jak czarownik krząta się po chacie, tu coś podniesie, tam coś przestawi, odwrócony do mnie plecami, jakby nie czuł wrogiego wzroku. Przez większość dni Wyre tak spędza czas: gotując, piorąc, zamiatając podłogę, myjąc podłogę, szorując podłogę, skrobiąc podłogę, podłogę, podłogę, podłogę. Z miejsca, w którym stoi moja klatka, widzę tylko pieprzoną podłogę.

Wyre zwykle zachowuje się, jakby mieszkał w tej chacie sam, chociaż dzielimy izbę, jedzenie, wodę i pierdoloną podłogę od ponad roku.

Wyre, ty pieprzony głupcze. Ja tu jestem. Pewnego dnia wyłupię ci oczy, wyrwę język i będę wsłuchiwać się w twoje krzyki tak długo, jak długo ty wsłuchiwałeś się w moje.

 

***

 

Przyciskam czoło do krat i wołam do Wyre’a: Twoja stara pieprzyła się z bagiennymi świniami.

Czarownik milczy, szoruje podłogę. Szoruje pierdoloną podłogę, a ja cieszę się, że jeszcze mnie dzisiaj nie nakarmił, bo od smrodu gnijącego mięsa chce mi się rzygać.

Wyre jest wielki i zwalisty, włochaty i grubo ciosany. Może jego matka rzeczywiście puszczała się z dzikimi wieprzami i tak powstał Wyre. Może. Szczury opowiedziały mi tę historię, a wszyscy wiedzą, że szczurom nie można ufać. Ja wiem o tym najlepiej.

Hej, Wyre. W-y-r-e.

Czarownik zbiera wielkimi łapskami resztki ofiary, którą dzisiaj poświęcił, zgarnia śliskie jelenie wnętrzności do wiadra i uparcie mnie ignoruje.

A co, gdybym teraz wyszedł z klatki, rozjebał ci głowę o pieprzoną podłogę i patrzył jak się wykrwawiasz?

Czarownik milczy i wynosi wiadro na zewnątrz.

 

***

 

Z miejsca, w którym stoi klatka, widzę przez okno księżyc, zawieszony na ciemnym niebie jak srebrny talerz. Gdy moja wolność wciąż należała do mnie, byłem stworzeniem nocy, strażnikiem plemion, okiem w ciemnościach.

Teraz jednak drżę, gdy przychodzi zmrok, a pełny księżyc wisi na niebie.

Czarownik siedzi przy palenisku, pali fajkę, dym snuje się po izbie, duszący, gryzący, gorzki. Zwijam się w kłębek w kącie, a gdy do drzwi chaty ktoś puka, podciągam kolana bliżej klatki piersiowej, otaczam je ramionami; tak bardzo ludzki gest, potrzeba ochrony bezbronnego serca tłukącego się pod żebrami jak werbel ostrzegający przed niebezpieczeństwem.

Wyre podnosi się z krzesła i człapie przez izbę, by otworzyć drzwi. Wita mężczyznę stojącego w progu. Samtar, kolejny odludek, jeszcze jeden czarownik, którego matka musiała pierdolić się z kozą, by wypchnąć na świat takie szkaradztwo. Jego twarz pokrywają kępy sztywnych od brudu, szarych włosów, a każde oko patrzy w inną stronę. Krzywe palce Samtara zaciskają się na glinianym naczyniu, w którym chlupocze jucha jakiegoś nieszczęsnego stworzenia.

Hej, Wyre. Wyre. Wyrewyrewyre. Kiedy stąd wyjdę, to z ciebie spuszczę krew. Wyprowadzę cię na bagniska i rozszarpię gardło. Liczysz na szybką śmierć? Nic z tego, Wyre, ty zacofana, bagienna kreaturo, której matka dyszała z rozkoszy pod włochatym cielskiem wielkiego knura. Nic z tego. Rozszarpię ci gardło zębami.

Ignorują mnie, siadają przy palenisku, gliniane naczynie porusza się pomiędzy dwiema parami rąk. Mężczyźni piją, krew wsiąka w skołtunione brody, a księżyc wznosi się coraz wyżej ponad moczarami.

 

***

 

W środku nocy wyciągają mnie z klatki.

Pierdolona kozia gnido.

Zawsze próbuję walczyć, ale Samtar ma chwyt jak imadło, trzyma mnie za skórę na karku i wywleka z klatki.

Wyre zakłada mi kajdany, przykuwa do zwieszającego się z sufitu rzeźnickiego haka. Zmusza ciało do rozciągnięcia na całą długość. Balansuję na palcach.

Zaczyna się czarna wachta, godzina czarownika i godzina szczura. Trzecia nad ranem, a ponad moczarami słychać śpiew upiorów.

Brzmią jak zarzynane zwierzęta.

 

***

 

Gdy pełny księżyc liże porowatym językiem odległe uroczyska i okryte mgłą kurhany w sercu bagien – w godzinie czarownika, w godzinie szczura – budzą się upiory z moczarów. Wiecznie głodne, wiecznie zmarznięte, samotne bardziej, niż żywa istota może sobie wyobrazić.

Moje plemię żyło na bagnach od zawsze i nie obawiało się upiorów. Nie musiało. Byłem strażnikiem klanów, okiem w ciemnościach, stworzeniem nocy. Nawet pełny księżyc obawiał się moich kłów i pazurów.

Ale ludzie…

Ludzie nadeszli, postawili chaty z butwiejącego drewna, otoczyli sioło ogniskami, zaczęli mówić: to jest nasze. Nasze ziemie. Nie chcemy upiorów. Nie chcemy szczurów.

Ofiarowują Wyre’owi i Samtarowi najtłustsze kury, garnce najsłodszego miodu i najładniejsze dziewczyny za tę jedną noc, gdy na niebie świeci pełny księżyc. Gdy rozpoczyna się czarna wachta, godzina czarownika i godzina szczura. Gdy dwaj starzy szaleńcy stają do walki, by ocalić skupisko butwiejących chat i butwiejących ludzi – swoją wioskę. Gdy pozwalają, by padł na mnie wzrok przemieniającego księżyca.

Wyre, ty głupcze. Proszę, tańcz teraz nago wokół paleniska, póki masz jeszcze nogi, na których możesz skakać i kutasa, którym możesz machać przed moimi oczami. Śpiewaj, póki masz jeszcze język. Lej w gardło krew, póki masz pewność, że to nie twoja jucha.

 

***

 

Jak w każdą pełnię, staję w plamie księżycowego światła na środku izby. Zaciskam dłonie na łańcuchu, kiedy wykrwawiają mnie do glinianych czar i wznoszą inkantacje.

Pełny księżyc szepcze rzeczy, po których nie dziwię się, że zmarli wstają z mulistych grobów, by prześladować żywe stworzenia. Wezwany śpiewem czarowników wypacza i deformuje, a z każdą kolejną nocą spędzoną w jego blasku jest mnie coraz mniej. Coraz więcej czegoś obcego.

Kiedyś byłem strażnikiem plemienia, okiem w ciemnościach, stworzeniem nocy. Teraz jestem strzępem, czymś zawieszonym na rzeźnickim haku w chacie czarownika; czymś, co pada na kolana w srebrnym blasku.

Wyre. Im częściej będziesz mi to robić, tym więcej będzie we mnie człowieka.

Czarownik zatrzymuje się nagle w tańcu, spocony i zdyszany, kuśka wisi smętnie pod zaokrąglonym brzuchem. Patrzę Wyre’owi w oczy. Zastanawiam się, co dostrzega w moich, bo ja w jego widzę strach.

Im więcej będzie we mnie człowieka, tym okrutniejszą śmiercią zdechniesz.

Samtar krzyczy do Wyre’a: nie przestawaj! Godzina szczura wciąż trwa!

Na powrót zaczyna się taniec, śpiew, gliniane naczynie pęka, przewrócone czyjąś stopą, zawartość wylewa się na podłogę. Czarna kałuża sięga moich stóp, a ja obnażam zęby, och, ileż będziesz musiał szorować tę pieprzoną podłogę, Wyre, to naprawdę ogromna kałuża, a krew szybko zaczyna cuchnąć.

 

***

 

Budzę się rano zesztywniały i obolały. Siadam, wsparty plecami o zimne pręty klatki. W izbie półmrok, potrzebuję chwili, by wzrok przywykł. W chacie pobojowisko: meble poprzewracane, gliniane skorupy pokryte zaschniętą krwią nadal leżą przy palenisku, a dalej, po drugiej stronie izby, w barłogu z rozrzuconych szmat i strzępiących się sienników dostrzegam dwa kształty. Wyre i Samtar, jak dwa pijane niedźwiedzie cuchnące piżmem; leżą jeden obok drugiego, nadzy i oblepieni potem i krwią, jakby gzili się całą noc.

Patrzę w dół, na ciało, które znów stało się odrobinę bardziej obce. Unoszę dłonie – już nie mogę nazywać ich łapami – i zbliżam do twarzy, której już nie mogę nazwać pyskiem. Ruszam palcami, porośniętymi nadal miękką szarawą sierścią, która pewnie wkrótce zniknie – być może już przy następnej pełni.

Ruch dostrzegam kątem oka. Dwie smukłe, szare sylwetki, ciemniejsze niż cienie w izbie. Kręcą się przy czarnej kałuży, zlizują krew.

Szczury. Wyre nigdy nie dopuszczał ich do chaty i robił okrutne rzeczy, jeśli któregoś złapał. Ale szczurzy głód to straszliwe uczucie; gorsze nawet niż strach.

Krążą po izbie, nosy nisko przy podłodze. Zbliżam się do krat. Zastygają w bezruchu, wiem, że czarne ślepia obserwują każdy mój ruch.

Zęby nadal mam ostre, więc gdy gryzę się z całej siły w palec, zostawiam głęboką ranę. Wysuwam dłoń pomiędzy prętami klatki, krew łaskocze. No, chodźcie. Ta jest świeższa. Czemu się boicie? Chodzi o mój zapach? Chodzi o zapach? Czy nie pachnę szczurem? Czemu nie podchodzicie? Chodzi o zapach?

Chodzi o zapach? – Słowa wyrywają się z ust same, wypluwam je jak Wyre strzyka czasem śliną na klepisko. Zatykam usta dłońmi, zostawiam na wargach krople słonej krwi. Wyre, Wyre, coś ty mi zrobił? – Wyre, coś ty zrobił… – bełkoczę i zaciskam zęby na języku, byle zdusić słowa. Głos, mój głos. Nie podoba mi się jego brzmienie.

Szczury wpatrują się we mnie świdrującym wzrokiem. Żadne żywe stworzenie nie potrafi stać tak nieruchomo, jak przestraszony szczur.

Ponownie wyciągam zakrwawioną dłoń w stronę gryzoni.

Wreszcie. Podchodzą. Dwa samce, niedożywione i chore. Nie należą do żadnego plemienia, które pamiętam. Gorączkowo próbuję przekazać, że ich nie skrzywdzę. Jeśli pomogą, dam im tyle krwi, ile zdołają wypić. Mogą przyprowadzić resztę swojego klanu. Mogą przyprowadzić kogo chcą.

Poruszają nosami. Czuć ode mnie człowiekiem i obca woń drażni nas wszystkich. Chętnie zdarłbym tę ludzką skórę z grzbietu; wówczas nie musiałbym tym dwóm niczego tłumaczyć.

 

***

 

Przynoszą w zębach klucz, który Wyre zawsze nosił na szyi.

Nareszcie.

Nareszcie – szepczę. To słowo smakuje jak duma, ponura determinacja, kwaśne zadowolenie.

Ruszam w kierunku barłogu, na którym bękart wieprza zalega pośród cuchnących koców pospołu z bękartem kozy. Po drodze chwytam żelazne kajdany, wciąż dyndające na rzeźnickim haku.

 

***

 

Wyre, obiecałem, że będziesz krzyczał.

Skrępowałem im dłonie i przywiązałem do drzewa za domem. W usta wcisnąłem szmaty oddarte z przepoconej koszuli Samtara.

– Wyre. – Usta wypełnia gorycz, kiedy wypowiadam imię czarownika. – Wyre. W-y-r-e. – Krążę dokoła żałosnego, nagiego wieprza, który wodzi za mną przekrwionymi, wytrzeszczonymi oczami. – Zaskoczony? Bo mówię? Cały czas mówiłem, ale ty udawałeś, że nie rozumiesz. Jak mogłeś nie rozumieć?

Każde żywe stworzenie rozumie język, którym krzyczałem do czarownika.

Kiedy zajmuję się Samtarem, Wyre wgapia się w nas ślepiami jak dwa blade księżyce i jęczy za moimi plecami. Samtar już nigdy nie wypowie zrozumiałego słowa, ale każde żywe stworzenie w zasięgu głosu zrozumie jego wycie.

 

***

 

– Obiecałem – mówię ochrypłym głosem. – Obiecałem ci coś.

Łapię go za twarz, wbijam ostre paznokcie w policzki czarownika i wyciągam zakrwawiony gałgan z ust.

– Powiedz. Powiedz, Wyre, Wyrepowiedz, ile we mnie teraz człowieka?

Zaciska usta w wąską kreskę, nie chce mówić. Nie odezwie się do wynaturzenia, które sam stworzył.

– Odpowiedz, Wyre. Ileczłowiekawemnie?

Zaciskam palce coraz mocniej i paznokcie wreszcie przebijają skórę, zagłębiają się w miękkie ciało. Natrafiają na zęby.

A Wyre drży i pęka w moich dłoniach. Jak zmęczone żelazo.

 

***

 

Noc po pełni. Niebo zasnute chmurami. Strzęp człowieka u podnóża omszałego dębu. Wciąż oddycha.

Dopóki oddycha, należy do mnie.

Resztę zostawię szczurom.

Koniec

Komentarze

Szczur był wściekły, więc rozumiem zamysł, chociaż średnio lubię przekleństwa w opowiadaniach, czy książkach. Czytając, miałem uczucie takiego amoku, szaleństwa chwili, ale ogólnie trochę się też męczyłem w pewnych momentach.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Odniosłem wrażenie, że być może ciekawsze stylistycznie byłoby w pierwszym akapicie powtórzenie czasowników zamiast słowa podłoga i spuentowanie – Co robi z tą pieprzona podłoga. Ogólnie jeżeli chodzi o stylizacje, opisy, sposób prowadzenia narracji, to bardzo mi się podobalo, wiadomo, lubię brudne pierwotne prymitywne klimaty. Z drugiej jednak strony trochę mi umknął sens działania tych czarownikow, po co im składane są ofiary, po co oni katuja protagoniste. Też motyw że szczurami wydaje się odrobinę naciągane, skoro szczury nie pomogły bohaterowi, kiedy był bardziej zwierzęcy, to dlaczego pomogły mu teraz i dlaczego w tym budzie i orgiach nigdy wcześniej nie weszły do tej chatki czarownikow :)

I po co to było?

Patryku, dzięki za przeczytanie, chociaż szkoda, że Cię zmęczyło. Rozumiem jednak, że opowiadanie jest napisane w sposób, który nie każdemu się spodoba ;) Niemniej, dzięki za wizytę; jakby Ci się kiedyś chciało, możesz podać, w których dokładnie momentach poczułeś zmęczenie. Mogłabym się im przyjrzeć pod tym kątem ;P

 

O, Wielki Onieśmielający Wojowniku na Równie Wielkim Koniu, dziękuję za przybycie i klika. Z niecierpliwością będę wypatrywać Twego ponownego przyjścia.

 

syf, dzięki za odwiedziny i komentarz. Tak właśnie myślałam, że brudne, pierwotne i prymitywne klimaty będą w Twoim guście ;) Spieszę wyjaśnić wspomniane przez Ciebie wątpliwości: czarownicy składają ofiary w ramach rytuału, którego opis postanowiłam wyciąć z opowiadania, żeby zaoszczędzić na znakach. Uznałam, że brak rozbudowania nie będzie bardzo odczuwalny; być może się myliłam. Anyway, składają ofiarę dla pełnego księżyca. Ot, lokalny folklor ;P

A szczury: wspomniałam w tekście, że czarownik intensywnie je tępił, a ta dwójka, która pojawia się w chacie należy do obcego plemienia (być może dopiero niedawno przybyłego na bagniska; jeszcze nie wiedzą, co im grozi, jeśli Wyre je schwyta).

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Takie studium ofiary, której marzy się zemsta aż w końcu mści się na oprawcy. Motyw szczurów troszkę rzeczywiście niejasny, ale trochę niedopowiedzeń nie szkodzi ogólnemu wrażeniu. Przeczytałam jednym tchem.

ta dwójka, która pojawia się w chacie należy do obcego plemienia (być może dopiero niedawno przybyłego na bagniska; jeszcze nie wiedzą, co im grozi, jeśli Wyre je schwyta).

 

no właśnie, miałem wrażenie, że za tym stoi jakaś szersza mitologia, rozwinięta być może w innych opowiadaniach, która w tym tekście została nieco za słabo wyakcentowana :) 

I po co to było?

oidrin, dzięki za odwiedziny i cieszę się, iż mimo niejasności przeczytałaś jednym tchem ;)

 

syfie, rację mieć możesz. Mea culpa.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Bardzo.

 

Ale ze srogim zastrzeżeniem/ Choć tytuł jest dobry, to jednak gdybyś nie zasugerowała w nim, że bohater jest szczurem, czytelnik mógłby do tego dojść ze dwa, cztery, może i sześć akapitów później – co mogłoby wzmocnić odbiór.

Ogromny plus za zwartą formę, bez przegadania, wszystko tu jest na miejscu tak bardzo, że aż dziwne, że to faktycznie 10K, bo ma się wrażenie tekstu krótszego – tak płynnie się przez niego przechodzi.

Wyre. Im częściej będziesz mi to robić, tym więcej będzie we mnie człowieka.

W momencie, w którym jeszcze nie jest pewne, że dochodzi do przemiany, ten fragment wybrzmiewa bardzo mocno – bodaj najmocniejsze zdanie tego tekstu.

Czuć ode mnie człowiekiem i obca woń drażni nas wszystkich.

A to też ciekawie zabrzmiało.

 

No i podoba mi się finał, w którym tak po prawdzie nie wiadomo, jaki jest właściwie etap przemiany. Chyba jeszcze nie taki pełny, skoro udało się przekazać szczurom instrukcje, chyba nie aż taki, skoro dalej klatka na szczury, a i przed kolejną zmianą łatwo było czarnoksiężnikowi ignorować krzyki szczura.

Ale jest w tym tekście coś takiego, co kojarzy się z powrotem do korzeni teksów o zombie, czy raczej o ghoulach, jak to je wcześniej nazywano. Taki trochę nastój czarno-białego filmu, z nieco przycinającym się obrazem i z tekstami wyświetlanymi na planszach.

 

Edit:

Nie wiem czy celowo nieco modyfikujesz słownictwo szczura (początkowo bardziej lubi powtarzać, później mniej), ale to też tu pasuje.

Opowiadanie moim zdaniem bardzo dobrze napisane i aż gęste od klimatu. Ciekawy świat przedstawiony, intrygujące tło. Miałem przesyt wszechobecną brzydotą, cierpieniem i ogólnym plugastwem, ale zdałem sobie sprawę, że to dobrze. To nie miało być miłe i rozrywkowe opowiadanie jak rozumiem i to wyszło. Nie wiem czy to dobre określenie, ale przeczytałem z przyjemnością. Pozdrawiam.

Dobre to, ponure, namacalnie paskudne, z konsekwentnie i skutecznie poprowadzoną narracją i wyrazistym narratorem-bohaterem. Nastrój tak gęsty, że mam wrażenie, że coś paskudnego mnie obkleiło podczas czytania. Biblioteczne absolutnie bez wątpienia.

He, he. Fajne. Jest klimat. Tylko nie wiem czemu, nijak to mnie straszne nie bylo. Taka chata Gargamela w mojej głowie powstała. Może za dużo przekleństw? No ale, fajne.

wilku, dziękuję za długi i ciekawy komentarz. Pewnie masz rację co do tytułu, ale na razie nie będę go zmieniać. Może zmienię, jeśli coś odpowiedniego wpadnie mi do głowy, ale to już raczej po zakończeniu konkursu.

Ale jest w tym tekście coś takiego, co kojarzy się z powrotem do korzeni teksów o zombie, czy raczej o ghoulach, jak to je wcześniej nazywano. Taki trochę nastój czarno-białego filmu, z nieco przycinającym się obrazem i z tekstami wyświetlanymi na planszach.

Ciekawe skojarzenie; tym ciekawsze, że ghule to ostatnio jedna z moich obsesji. Możliwe, że podświadomość tu zadziałała jakimś dziwnym sposobem i przelałam ghulowe fluidy w tekst ;D

 

Nie wiem czy celowo nieco modyfikujesz słownictwo szczura (początkowo bardziej lubi powtarzać, później mniej), ale to też tu pasuje.

Celowo. Początkowo, kiedy był jeszcze we wczesnym stadium przemiany, starałam się zaznaczyć przede wszystkim jego gniew, fiksację na szczegółach (głównie na podłodze, tbh), stąd też nagromadzenie przekleństw w pierwszych partiach tekstu. Wyszłam z założenia, że zwierzęcy gniew jest uczuciem bardziej ślepym niż ludzki. Ale to tylko taka zabawa w tle, więc nie zaznaczałam tego mocniej.

 

Filipie, dziękuję za lekturę i cieszę się, że sprawiła Ci przyjemność. Mimo przesytu brzydotą, cierpieniem i ogólnym plugastwem ;)

 

ninedin, dziękuję za klika. Fajnie, że się podobało i fajnie, że obkleiło czymś paskudnym, tak miało być ;)

 

yo, Arnubisie!

 

pawełku, dzięki. Nie pisałam z założeniem, że tworzę horror, więc możliwe, że nie wyszło straszne. Ale chata Gargamela? Nie spodziewałabym się takiego skojarzenia ;P

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Gravelko*, czy Ty musisz tak kląć?! :-)

*Jak to się odmienia?

 

Ja generalnie nie trawię wulgaryzmów w literaturze. Taki mam na nią pokrętny pogląd i już. Generalnie dla opowiadań gilotyna spada u mnie po trzech wulgaryzmach. Nie robię wyjątków nawet dla tekstów piórkowych. U Ciebie też spadła. ;-)

Ale wróciłem!

I nie, nie piszę o tym, żeby się chełpić, jak to się poświęciłem, żeby jednak przebrnąć przez ten tekst. Żadnej łaski Ci nie robię. Podkreślam to tylko dlatego, że właściwie ta jedna informacja wystarcza mi za cały odbiór tego tekstu. Bo jeśli jednak potrafiłaś mnie zmusić swoim pomysłem do powrotu, to możesz sobie dopowiedzieć na ile on mnie zaciekawił.

Po kolei.

Podoba mi się sam pomysł na wykorzystanie tematu konkursu. Mamy tu nie tyle dyżur, ile jakąś formę interpretacji dyżuru. Albo może nawet pewnej metafory? Jak zwał, tak zwał. W każdym razie fajnie, że sięgasz trochę dalej niż podstawowe znaczenie tego słowa. Dyżur według definicji jest pełnieniem pewnych obowiązków w przedziale czasowym. U Ciebie interpretacją tego dyżuru jest również wyczekiwanie. Wyraźne, zaznaczone tak mocno, jak to tylko możliwe. Podkreślone w taki sposób, że od pierwszych zdań jako czytelnik czujesz to wyczekiwanie, to patrzenie upragnionej chwili zemsty. Ten element wyszedł Ci bardzo fajnie.

Podobał mi się też pomysł na bohaterów. Czarownik i szczur. Nie prosty schemat: człowiek i zwierzę, ale coś więcej. Pełna kreacja literacka od bohaterów począwszy na świecie skończywszy. Wrzucasz mnie w środek tego świata. Mógłbym się w nim utopić. Ale tego nie robię. Doskonale czuję ten konflikt, tę nienawiść. Co najśmieszniejsze zaś, jako czytelnik zdaję się doskonale pojmować wściekłość tego szczura, pragnienie zemsty, chociaż… o genezie konfliktu mam mgliste tylko pojęcie. Nie masz tu przestrzeni, żeby zarysować to wyraźniej.

Obok całego tego paskudztwa, które tu prezentujesz, którego może nie jestem fanem, ale doskonale rozumiem i doceniam jego istnienie w tym tekście jako wymownego tła do relacji bohaterów, właśnie ten ogromny ładunek emocjonalny, to napięcie dźwiga Ci, że tak to ujmę, cały tekst na swoich barkach. Nie są to emocje ckliwe. Trudno nawet powiedzieć, że grasz na emocjach. Zwyczajnie budujesz atmosferę gęstą jak <wstaw tu sobie jakieś fajne porównanie ;-)> i perfidnie lepisz do niej czytelnika, wciągając go w tekst.

Świat i geneza konfliktu ledwie nakreślone. Niektórych rzeczy trzeba się domyślać, dopowiadać sobie. Wiem, nie ma przestrzeni na więcej. Nie krytykuję więc, tylko zaznaczam, że ma to jednak pewien wpływ na odbiór. Ale to akurat wiedziałaś już pewnie i bez mojego komentarza. Ten obraz wybrzmiałby jeszcze lepiej, gdyby czytelnik miał możliwość stopniowo zatapiać się w podłoże tej nienawiści. Nabierać jej krok po kroku z jej bohaterem. Tutaj wrzucasz nas w pewien jej etap. Scena jest mocna i wyrazista, więc broni się sama w sobie, ale jeśli masz możliwość poprowadzenia czytelnika ku tej scenie, stopniowo budząc w nim założone odczucia, wtedy siłą rzeczy poczuje to lepiej.

Słowem, jeśli chodzi o rozumienie tekstu, znajomość genezy pewnych zdarzeń i zachowań nie wydaje się być niezbędna dla dobrego odbioru tekstu, ale też, nie ma co ukrywać, mogła stanowić sporą wartość dodaną.

W tej kreacji bohaterów i obrazu rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Od razu zaznaczę, że może to być mocna nadinterpretacja z mojej strony. Tym nie mniej odniosłem wrażenie, że poprzez te fikcyjne obrazy i bohaterów przemycasz gdzieś znów takie gorzkie refleksje na temat człowieka. To ryzykowna teza, może trochę przestrzelę. Nie znam zbyt dobrze Twojego pisania, czytam ledwie drugi tekst, więc może i to stwierdzenie na wyrost. Tym nie mniej, jeśli spojrzeć uważnie, można się ich doszukać (pomijając oczywiście taki ogólnie pesymistyczny, paskudny obraz, jaki przedstawiasz; który już sam w sobie jest bardzo wymowny).

Na przykład tutaj:

Im więcej będzie we mnie człowieka, tym okrutniejszą śmiercią zdechniesz.

Jedno zdanie. Wcale nie jakiś fundament opowiadania. Drobna cząstka, bez której ten tekst mógłby się pewnie nawet obejść. W teorii. Bo to jedno, niepozorne zdanie przemyca taką koszmarnie gorzką refleksję na temat ludzi. Można przejść obok niego, czytać dalej i oczywiście nic złego dla odbioru lektury się nie stanie. Gdy jednak przystanie się przy tym zdaniu choć na chwilę, widać nie tylko wspomnianą gorzką refleksję, ale nawet coś więcej. Jakąś cząstkę poglądu samej Autorki na temat człowieka, jego ułomności, którą poprzez fikcyjną historię i bohaterów próbuje przemycić.

Na koniec jeszcze raz pomarudzę o wulgaryzmy. Tak, rozumiem, że to już integralna część literatury. Tak, rozumiem, że pomagają Ci przemycać wszystko to, za co Cię wcześniej chwaliłem…

…ale warsztat masz wyrobiony i wierzę, że potrafiłabyś zbudować tak samo mocno wymowny przekaz zastępując przynajmniej część z tych wulgaryzmów kreatywnością własną. ;-)

Podsumowując: Dobre, mocne, bardzo wymowne opowiadanie z fajną koncepcją na interpretację konkursu, które wydaje się być jednak jedynie sceną wyjętą z całości, co daje poczucie, że mogłaś nam tu zaprezentować dużo więcej niż pozwolił Ci na to limit (daruj, jeśli wyjaśniałaś to przedpiścom, ale nie miałem czasu czytać poprzednich komentarzy).

Tyle.

Pozdrowił i poszedł.

P.S. Zapomniałem. Ogromy plus za przedstawienie historii z perspektywy szczura. Dziewięć opowiadań na dziesięć wrzuciłoby mi obraz takiej historii z perspektywy czarownika.

P.S. 2 Daruj ewentualne błędy w komentarzu. Krótki nie jest, a nie bardzo mam czas przekopywać go pod kątem literówek i tym podobnych baboli. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Bardzo ciekawe, Gravel. Ktoś pisał o nadmiarze wulgaryzmów, ale mi pasują, z dwóch powodów. Choć w pierwszej chwili odrzuciły, ale to dlatego, że wchodzisz w akcję w pełnym marszu i to sumarycznie jest dobre. Wracając do tego, dlaczego mi pasują. Po pierwsze dobrze oddają zezwierzęcenie ofiary, są impulsywne, jakby wyrzucane bezwiednie. I tu brawa, naprawdę brzmi to dziwnie i dobrze jednocześnie. Po drugie, to nie są typowe wulgaryzmy współczesnego świata, ale odpowiednio wystylizowane do przyjętej konwencji, i za to też brawa. :)

Większość tekstu jest na tyle wciągająca, że bardzo wyczekiwałem finału. I chociaż ten, po zastanowieniu jest porządny, to czegoś mi zabrakło. Najgorsze jest to, że nie wiem czego. :( Po prostu level emocji delikatnie opadł.

Ale to świetny tekst, Gravel. I inny od konkursu świątecznego, więc fajnie widzieć, że wachlarz masz szeroki. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

CM, witaj. Miło, że pomimo wulgaryzmów dałeś tekstowi szansę i ogromnie się cieszę, że uznałeś go za warty tak rozbudowanego komentarza.

Z tymi wulgaryzmami zawsze są kontrowersje; mi nie przeszkadzają, ale ja się na żywo wysławiam jak wyjątkowo nieokrzesany szewc. Akurat w tym opowiadaniu pasowały mi do bohatera; wygładzanie dialogów odjęłoby mu trochę zwierzęcości i gniewu.

Jeśli zaś chodzi o słabo zarysowany świat… Wiem. To jest część uniwersum, w którym siedzę już przeszło trzy lata, mam skończone pół książki i setki tysięcy znaków w pierdylionie plików. I bardzo ubolewam, że limit w konkursie był taki marny, bo najchętniej rozwinęłabym to opowiadanie, opisała świat lepiej. Niestety, znaki po prostu mi na to nie pozwoliły i nie miałam wyjścia, jak tylko rzucić czytelnika w środek akcji i mieć nadzieję, że nie zgubi się po drodze ;)

Zdanie, które zacytowałeś. Nie nadinterpretujesz; całe opowiadanie dość dobrze oddaje moje poglądy na temat natury człowieka. Przy pisaniu wyszłam z założenia, że dzielimy ze zwierzętami zdolność do odczuwania gniewu i porywczość, ale nienawiść jest już nasza. Ludzka. Tak samo pragnienie zemsty.

Zresztą gorycz przewija się przez wszystkie moje teksty; mizantropia mnie napędza i motywuje do pisania ;)

Jeszcze raz dziękuję Ci za komentarz i pozdrawiam.

 

Darconie, dziękuję za wizytę i komentarz. Fajnie, że się podobało; tym bardziej, że wcześniej naszym gustom było raczej nie po drodze ;)

Szkoda, że emocje opadły w końcówce. Starałam się z nimi nie przeszarżować i może przegięłam w drugą stronę. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Miałam wrażenie, że tekst jest napisany przede wszystkim dla klimatu, który tutaj naprawdę zachwyca, jednak sama treść, sama historia tak jakby została nieco w tyle. Jest trochę niejasna, jak wyżej zwrócono na to uwagę, trochę nieprzekonująca, trochę nieprawdopodobna i… dla mnie trochę monotonna. Punkt kulminacyjny (metamorfoza) przeniesiony na sam koniec, stracił na wadze.

chalbarczyk, dzięki za komentarz. Szkoda, że historia wydała Ci się monotonna, alę dzięki, że dobrnęłaś do końca i fajnie, że chociaż klimat się podobał ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Mnie się podobało :)

Przynoszę radość

To fajnie, Anet ;P

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Jasna cholera, jakie to jest dobre. Chciałbym takie coś na papierze mieć w domu i nie żartuje, było wszystko czego tylko można chcieć, gęsty klimat, bohater świrnięty i opisany w taki sposób, że ekscytuje samym faktem istnienia. Podoba mi się Twój styl, podoba mi się jak dobrze akcentujesz ważne fragmenty i jak doskonale oddajesz wściekłość bohatera. Te podłogi to mistrzostwo świata. A wypowiedzi postaci do Wyre’a, lepiej obrazują stan psychiczny niż jakikolwiek opis.

Pasuje mi, że akcja rusza natychmiast. Z kopyta i ani na chwilę nie zwalnia, nie mogłem się oderwać i nie wiem kiedy dotarłem do końca. No tylko pozazdrościć. Mi te wulgaryzmy nie przeszkadzały, zasadniczo mi nie przeszkadzają, kiedy autor wie jak ich używać, ona mają swój cel. Wszystkie.

Szczerze mówiąc nie mam się do czego przyczepić, tylko mogę się złościć, że napisałaś opowiadanie, którego tak cholernie Ci zazdroszczę. A to znaczy tylko jedno – choć wiem, że niewiele zmienię, ale może przyciągnie trochę więcej czytelników.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To opowiadanie jest popieprzone.

 

W moim słowniku popieprzone oznacza, że coś jest popieprzone, czyli na swój sposób genialne. Tool jest popieprzony na ten przykład.

Użyłaś tylu przekleństw, że w ogóle się dziwię, że CM to przeczytał. Ja na początku też miałam obiekcje, ale kiedy zrozumiałam, w czym rzecz, wulgaryzmy pasowały. Powtarzanie podłogi też pasowało. 

Szkoda tylko, że tak mało wiem o Wyre. 

A te wstawki:

“Im więcej będzie we mnie człowieka, tym okrutniejszą śmiercią zdechniesz.”

Dobre.

Tak, to opowiadanie wywarło na mnie duże wrażenie. Popieprzone xD

MaSkrolu, trochę Cię poniósł entuzjazm ;P Dziękuję bardzo za miłe słowa!

 

Saro, dziękuję za wizytę, fajnie, że się podobało :D

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Klimat konsekwentnie gęsty od przekleństw i wściekłości. Motyw ofiary, która mści się na prześladowcy nie jest nowy, ale opowiedziany w wiarygodny sposób. Zazgrzytały mi dwie rzeczy. Dlaczego czarownicy nie mogą pokonać szczura zaklęciami? Rytuał przemiany pokazuje, że jakieś zdolności mieli.

Druga rzecz to rozmiary. Szczur cały czas siedzi w tej samej klatce. Jest na tyle mały, że Samtar wyciąga go za kark, a w zakończeniu mamy istotę znacznie większą.

Cześć, ANDO, dziękuję za komentarz. Fajnie, że się podobało mimo niedociągnięć. Wyjaśnienia dla Twoich pytań powinny znaleźć się w tekście, i tak by się stało, gdyby nie limit konkursowy.

 

Dlaczego czarownicy nie mogą pokonać szczura zaklęciami?

W tym świecie nie ma zaklęć i czarów. Czarować można po odprawieniu odpowiednich rytuałów; jest to proces żmudny i nie ma gwarancji sukcesu. Czarownicy muszą liczyć się też z tym, że magia ma swoją cenę i zwykle nie jest ona niska.

 

Szczur cały czas siedzi w tej samej klatce. Jest na tyle mały, że Samtar wyciąga go za kark, a w zakończeniu mamy istotę znacznie większą.

Założyłam, że szczur już przed przemianą nie był takim zwykłym szczurem normalnych rozmiarów, tylko istotą przesyconą magią, większą niż przeciętny gryzoń. W momencie, kiedy Samtar wyciąga go z klatki, wyobrażałam go sobie już jako stworzenie wielkości małego dziecka; czyli dorosły mężczyzna nadal może je z łatwością przytrzymać za kark i obezwładnić.

 

Tak jak mówiłam, te wszystkie informacje powinny znaleźć się w tekście, więc ewentualne niejasności to moja wina. Niestety, limit. Będę się nim zasłaniać, a co! ;P

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Bardzo dobry tekst i świetnie się czytało. Podobał mi się rozpędzający się tok myśli i gęsta jak smoła narracja. Stylizacja myśli i słów szczura również bardzo ciekawe. Miałem wrażenie kilku niedopowiedzeń w tekście, ale z tego co zerknąłem na komentarze, to ten wredny limit, więc jest git :). 

Podobało mi się :) i to co najmniej kilku powodów, ale najważniejsze to: ciężki klimat oraz bohater opowieści. Uwielbiam takie nietypowe, nietuzinkowe, nieprzeciętne, nieszablonowe, unikalne, dziwaczne… (sama rozumiesz, co mam na myśli) postaci. Niemal czuć jego wściekłość i ból wynikający z niechcianej (przymusowej) przemiany.

Co do przekleństw to uważam, że jeżeli stosowane są z umiarem (jak w życiu), to jestem w stanie je zaakceptować (tzn. jako czytelnik, któremu nie psują one przyjemności z czytania). No ale to zawsze autor decyduje ile czego włożyć do kotła ;)

 

Edwardzie, kasjopejatales, dziękuję za komentarze i miłe słowa. Fajnie, że się podobało ;P Wybaczcie lakoniczność, ale jestem chora i nie mam weny do dłuższych odpowiedzi. 

 

Blacktomie, dzięki za kleksy, urzekł mnie ich Rorschachowy wzór <3

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Pod opowiadaniem na dyżur tylko kilka słów. Ostrzę sobie zęby na NF, już mam numer. Leży i, ku mojej żałości, czeka.

 

Wyzwolenie, choć na nie jest już za późno. Dobre, mocne opowiadanie z przesłaniem w tle. Jakbyś uchyliła lufcik i na zewnątrz uciekł kawałek epopei powstającej w zaciszu chaty; opowieści, która jest niedokończoną historią, jeszcze się dzieje. Absolutnie drukowalne, zajmujące, świadome, podążam za Tobą i nie mam czasu rozglądać się na boki, zastanawiać w trakcie. 

 

Gdybym miała dodać coś z wybitnie subiektywnego czytelniczego punktu widzenia, to przekleństw dla mnie za dużo, ale ważniejsze, że nie wszystkie są potrzebne (tak mi się wydaje). Zastanawiam się jak inaczej zobrazować (podkręcić) ten straszliwy gniew, ból, cierpienie, chęć zemsty, odwetu, oraz ogromny lęk przed utratą tożsamości. Przychodzą mi na myśl koreańskie filmy, tam jest to takie silne, lecz wspomagane obrazem i muzyką, w dodatku są długie, tu zaledwie 8-9k, więc nie wiem, głupotki piszę.

Wszystkie zastosowane w opku narzędzia, sposoby bardzo misię! i spełniły swoją rolę xd Zdecydowanie podium z tych, które przeczytałam do tej pory. Taka fantasy zdecydowanie ma dla mnie sens!:)

 

Pzd srd:)

a

PS. Zgłaszam do nominacji i bardzo jestem ciekawa co, chłopaki powiedzą.

 

Edit: Zrobiłam edytkę i usunęłam zdania niepotrzebne.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

gravel,

Piszesz bardzo plastycznie i płynnie. Przeczytałem też Twoje opowiadanie z konkursu świątecznego i widzę, że masz szeroki repertuar stylistyczny – pogratulować :)

Zgadzam się z poprzednimi uwagami, że z tekstu nie wynika, czemu służyć mają rytuał i przemiana, a przez to momentami, pomimo dobrego stylu, trudno było podążać za historią. Z drugiej strony, fanatasy nie czytam często, więc może to kwestia gustu.

Inna rzecz to zakończenie. Celem bohatera było uwolnić się i dokonać zemsty, po czym bohater uwalnia się i… dokonuje zemsty. A gdzie zwrot, zaskoczenie?

 

Asylum, dzięki za komentarz i nominację.

Przemyślę Twoje uwagi odnośnie tych dwóch zdań, ale raczej zostanę przy starej wersji, bardziej mi pasuje ;)

Przekleństwa okazały się strasznie kontrowersyjną kwestią ;) Spodziewałam się, kwestia gustu. Pasowały mi w danej chwili do przyjętej koncepcji na to opowiadanie. I ta koncepcja, estetyka mocno odbiega od koreańskich filmów. Koreańczycy robią świetne filmy o zemście, ale to zupełnie nie moja wrażliwość, nie umiałabym się w to wpisać, a już na pewno nie w 10k znaków ;P

 

mike1385, dzięki za komentarz i miłe słowa. Opko ostatecznie wyszło bardziej niejasne, niż liczyłam, ale to moja wina.

A zakończenie jest bezzwrotne ;P To tylko prosta historia o zemście, zaczyna się już właściwie w punkcie kulminacyjnym. Ale taką koncepcję przyjęłam od początku; zresztą twisty nie są moją mocną stroną ;P

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Gravel:), nie zmieniaj tych zdań i nie zastanawiaj się nad tym, napisałam tylko informacyjnie (dla Autora). Usunęłam ze swojego komentarza zdania tej kwestii dotyczące.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przychodzę z okazji nominacji i powiem tak. Literacko jest to chyba najciekawsze Twoje opowiadanie, jakie czytałam, bo w przeciwieństwie do tych ostatnich sensacyjnych opowiastek jest najbardziej oryginalne. Doceniam eksperymenty językowe w wypowiedziach, niemniej trochę mnie drażniło, że tekst jest sponsorowany przez słówko “pieprzony/pieprzyć” – występuje ono raz na każdy tysiąc znaków. Podobnie jak CM mam uczulenie na nadużywanie wulgaryzmów w literaturze, bo uważam, że im ich więcej, tym siła ich literackiego rażenia mniejsza.

Gdyby jeszcze było tak, że bohater ma ograniczone słownictwo (mógłby mieć, zważywszy jego historię), ale on narrację prowadzi barwną, bogatą, literacką polszczyzną, więc to wszystko razem mi się nie składa w spójny obraz narratora/bohatera/punktu widzenia. Tu by mi pasowała narracja jak z “Kwiatów dla Algernona”.

No i podobnie jak ktoś wyżej odpadłam na fabule, bo nie mam pojęcia, o co tu właściwie chodzi, w sensie: kim są czarownicy, czemu służą rytuały itd. Przez moment myślałam, że oni wszyscy są jak bohater, wyjściowo zwierzętami, ale chyba nie.

Reasumując: bardzo sprawnie napisane, co mnie nie zaskakuje, ale treść mi umyka.

http://altronapoleone.home.blog

Asylum, mogłaś zostawić uwagi, nigdy nie wiadomo, czy się nie przydadzą w przyszłości ;)

 

drakaino, witaj. Dziękuję za jak zawsze wnikliwy komentarz. Pozwolisz, że z nadmiaru przekleństw i niejasności fabuły nie będę się ponownie tłumaczyć, bo wyjaśniałam to już w odpowiedziach dla wcześniejszych komentujących.

Tu by mi pasowała narracja jak z “Kwiatów dla Algernona”.

Dwa razy się za to zabierałam i dwa razy odpadłam, właśnie przez narrację. Wiem, wiem, powinnam przebrnąć przez początek i mam szczery zamiar kiedyś tak zrobić, ale dla mnie to jest narracja doprowadzona do takiego ekstremum stylistycznego (wiem, nie ma czegoś takiego, ale nie mam pojęcia, jak to inaczej ująć ;P), że od razu mnie od Kwiatów odrzuciła. Ograniczenie słownictwa bohatera może być zapewne ciekawym rozwiązaniem, ale osobiście nie przepadam za takimi zabiegami. W dialogach okej, ale w narracji – zdecydowanie nie.

Rozumiem o co Ci chodzi z niespójnym obrazem i do pewnego stopnia się z Tobą zgadzam ;) Pewnie też bym to wytknęła w cudzym opowiadaniu. Teraz mogę się bronić tylko tym, że taki był mood, tak miałam ochotę ten tekst napisać ;)

(Ech, ostatecznie i tak zaczęłam się tłumaczyć… Tu jest dopiero niespójność ;P)

Dzięki za komentarz ;)

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Tu by mi pasowała narracja jak z “Kwiatów dla Algernona”.

Mnie się to opowiadanie skojarzyło w trakcie lektury!

 

Grav, to bardzo ładne i ślicznie napisane opowiadanie. Fabuła tak mikroskopijna, że w zasadzie nie istnieje, a co za tym idzie byłam lekturą znużona, ale nie można mu odmówić walorów literackich – zabawy językiem, słowami, formą, wszystko to bardzo ładne (kwaśne zadowolenie zdecydowanie zapadło w pamięć).

Budowanie klimatu i zabawy językiem odbyły się moim zdaniem kosztem fabuły. Szczur (a od początku wiemy, że to szczur, szkoda) planuje zabić czarownika i zabija (czy też prawie). Nie ma tu napięcia, suspensu, nie piszesz też wystarczająco przejrzyście, by dało się porwać wydarzeniom opisywanym w czasie rytuału – do tej pory nie wiem, co tam się dokładnie działo.

 

W każdym razie miłe, no. Zdecydowanie zasługujące na to, by znaleźć się w bibliotece.

 

Przyciskam czoło do krat i wołam do Wyre’a

Samtar krzyczy do Wyre’a

Ten zapis jest poprawny tylko wtedy, gdy e w słowie Wyre jest nieme. Czy jest? Bo w ogóle mi na to nie brzmi.

 

Brzmią jak zarzynane zwierzęta.

Nie jest to oczywiście błąd, ale mogłaś tu użyć mocniejszego czasownika. Brzmieć jest puste.

 

 

I jeszcze taka uwaga na marginesie, to bardzo fajne oczywiście opowiadanie, ale co ono ma do ciężkiego dyżuru, to ja nie wiem ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Uch, zapomniałam dodać w tym wcale nie wnikliwym komentarzu, że świat stworzyłaś intrygujący i połowa mojego niezadowolenia z niezrozumienia fabuły bierze się z tego, że jakkolwiek jest on odstręczający, chciałabym o tym świecie więcej wiedzieć. Może to kolejny pomysł zarżnięty przez limit?

http://altronapoleone.home.blog

Jeśli czegoś brakło, to raczej czasu niż limitu…

Od początku czytało mi się ciężko a wulgaryzmy wydawały się zupełnie nieadekwatne. Mam wrażenie, że nie są one koniecznym elementem tego opowiadania. Tekst zaczyna wciągać od rozpoczęcia rytuału przez obu czarowników. Proces przekształcania szczura w człowieka staje się głównym tematem i to jest siła tego opowiadania. Nadal jednak nie kupuję nadmiernego stężenia wulgaryzmów. Pomysł zacny, wykonanie również, ale wydaje mi się że początek mógł być bardziej wciągający.

Chyba czas założyć na HP temat o wulgaryzmach…

http://altronapoleone.home.blog

Chyba czas założyć na HP temat o wulgaryzmach…

Doskonały pomysł! Dawaj :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ale nie dziś, muszę iść spać, bo jutro wyjeżdżam z Paryża (chlip) i muszę się wyspać

http://altronapoleone.home.blog

Nie, bo wszystkich nas zbanują ;-)

kam, dzięki za wizytę i komentarz. Cieszę się, że uznajesz opowiadanie za miłe ;) Przyjmuję zarzuty na klatę i obiecuję poprawę w przyszłości. A może nawet przerobienie tego tekstu, pomysł by nawet był ;P

Ten zapis jest poprawny tylko wtedy, gdy e w słowie Wyre jest nieme. Czy jest? Bo w ogóle mi na to nie brzmi.

No dla mnie zdecydowanie bardziej nieme niż nienieme. Odmienianie i zapisywanie tego nazwiska w jakikolwiek inny sposób zupełnie mi nie gra.

 

drakaino, skoro świat Cię zaciekawił, to akurat dobra wiadomość ;)

 

fizyku, szkoda, że nie siadło, ale dzięki za przeczytanie i komentarz. Fajnie, że chociaż pomysł i wykonanie się podobały ;)

 

 

Nie, bo wszystkich nas zbanują ;-)

 

I chu… 

;)

 

 

 

 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

No dla mnie zdecydowanie bardziej nieme niż nienieme.

Znaczy wymawia się Wyr? Przyznam, że w takim wypadku w polskim tekście darowałabym sobie to e na końcu, bo w wymyślonym świecie nazwy/imiona mogą być dowolne, a taki zapis sugeruje wymowę tego końcowego “e”. Dodatkowo to, że jest ono wymawiane, podkreślasz tu: “W-y-r-e.” i tu: “WyreWyreWyre”.

Można dać Vyr, żeby nie kojarzyło się z wyrkiem ;)

http://altronapoleone.home.blog

Zahaczę kiedyś o dom i sprawdzę w podręczniku, dla jasności. Tak jak mówisz, pozostaje zawsze opcja zmiany imienia ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Zgadzam się z opiniami wcześniej komentujących, że opowiadanie nastrojem gęstym i lepkim od krwi stoi, że mnóstwo tu okrucieństwa i brutalności, że mimo obrzydliwości i wyczuwalnego smrodu czytało się świetnie, i tylko żałuję, że nie było mi dane dowiedzieć się, o co tu chodzi…

Gravel, gratuluję drugiego miejsca w konkursie! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, reg, fajnie, że chociaż dobrze się czytało ;) Przepraszam za niejasności w tekście; miałam nadzieję, że wyjdzie trochę czytelniej… 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Czytając komentarze zorientowałam się – nie wiem, czy słusznie – że w opowiadaniu wykorzystałaś tylko malutki wycinek dzieła, nad którym pracujesz i pewnie dlatego nie wszystko było dla mnie jasne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej:)

Kilka słów… Moja nominacja.

 

Bardzo dobrze skomponowane opowiadanie z dobrze wykorzystaną narracją pierwszoosobową to skarb. Uwielbiam. Narracje uwielbiam. Można tak wiele nią wyrazić i autorowi udało się to niemal doskonale.

Kreacja postaci?

Dobrze spasowane przedstawienia do konkretnego celu literackiego. Ofiara jest ofiarą, źli są źli, wszyscy są odpowiednio zdeklarowani… w relacja ofiary i właśnie to jest fajne. Czytelnik patrzy przez pryzmat stworzenia, które zniekształca rzeczywistość podług swego cierpienia. No właśnie. Ofiara. Nawiązując do wstępu sposób myślenia protagonisty, szczególnie obsesja na punkcie podłogi i czarownika, jako przyczyny niedoli, wniosła trójwymiarowość do kreacji bohatera. To jest bardzo logiczne. Całą wewnętrzną złość w chwilach bezsilności kieruje się na źródło swojego nieszczęścia, szukamy sposobu na odreagowanie, odwdzięczenie się pięknym za nadobne, dlatego też finał traktować należy, jako naturalną konsekwencję. Tak po prostu, z punktu widzenia logiki zdarzeń, musiało być… Oczywiście są świetne sposoby na przełamanie liniowości fabuły, ale przyjęte rozwiązanie nadal jest akceptowalne/właściwe.

 

Świat przedstawiony?

Raczej mamy do czynienia tutaj ze strzępkami większej całości. Mimochodem rzucona uwaga, niejasne wspomnienia przeszłości, czy niedopowiedziane relacje miedzy bohaterami. To wystarczy, ponieważ podbija jeszcze wymowę tekstu. Zagubienie postaci, która traci kontakt z tym czym była, zaślepiona gniewem wynikającym ze swojej bezsilności.

Ze szczurami jest tak, że jeżeli nie zamknie się ich w ograniczonej przestrzeni, np. na pokładzie statku, to na pewno poszukają sobie lepszego miejsca do życia. A i to będzie niewystarczający powód, aby utonąć razem ze statkiem… Chore i wygłodniałe na otwartej przestrzeni, lgnące do kreatury, która ma coraz mniej z nimi wspólnego, śmierdząca człowiekiem? Zastanawiam się jeszcze nad wścieklizną, ale w tedy na pewno skłonienie ich do przyniesienia kluczy byłaby… No tak, fantasy. Nie ma co się rozwodzić.

 

Przesłanie?

Najsłabszy punkt, a jednak wybrzmiał stosownie. Przekaz jaki niesie opko, nie wychodzi dalej niż ponad obrzydzenie ludźmi i tym co ludzkie. Człowiek sednem zła. Człowiek niszczyciel światów. Człowiek burzyciel porządku… Może zabrakło świeżości? Ale wyciągam temat dalej, bo mi na to pozwala tekst. Uczłowieczona istota posługuje się tak ludzkim odruchem, jakim jest zemsta, staje się bliższa oprawcy niż by chciała, staje się oprawcą… No i to jest dopiero zwrot. To są emocje. Tylko nie wiem, czy przypadkiem nie zobaczyłem tego, co chciałem.

 

Temat?

Hm… Dyżur przy więźniu? Dopytuję, bo to nie sedno opka.

 

Czwartkowy Juror

Ok, czas zacząć jurorskie komentarze. Chociaż zapewne nie będą aż tak rozbudowane jak Blacktoma, ten to ma rozmach :D 

 

Ten tekst to mój absolutny faworyt w tym konkursie. I o ile z przyznaniem pozostałych miejsc na podium i wyróżnień miałem problem, tak pierwsze miejsce wybrałem bez trudu. Wiadomo, kilkuosobowe jury jest po to, żeby uśrednić indywidualny gust i ostatecznie wylądowałaś na miejscu drugim, krzywda ci się nie stała, ale i tak chciałem dać znać, że u mnie prowadziłaś :D 

Opowiadanie ma masę zalet. Nietypowy, może nie zupełnie odkrywczy, ale wciąż oryginalny punkt widzenia bohatera, dzikie, pierwotne rytuały, bohaterów. Przede wszystkim jednak KLIMAT. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio czytałem opowiadanie, które tak ociekałoby gęstym, dusznym klimatem. Oczywiście główną robotę robi tu narracja, która fantastycznie oddaje punkt widzenia szczurzego bohatera. Emanuje wręcz emocjami, emocjami dzikimi i złymi, czuć tę nienawiść, cierpienie, szaleństwo, czuć też obcość, zwierzęcość bohatera. No koncertowo to rozegrane. Do tego zabawa ze zlepkami wyrazowymi w myślach-słowach szczura, pierwsza klasa. “Hej, Wyre. Wyre. Wyrewyrewyre. Kiedy stąd wyjdę, to z ciebie spuszczę krew. Wyprowadzę cię na bagniska i rozszarpię gardło.” i później momenty ze skrępowanymi czarownikami – no ciary po prostu. Chciałbym umieć tak samym dialogiem, słowem budować nastrój.

Jasne, fabuła jest prosta i liniowa, ale szczerze mówiąc byłbym rozczarowany, gdyby szczur jednak nie wypatroszył Wyre. Jasne – motyw ze szczurami przynoszącymi klucz więźniowi jest nieco naciągany i trąci kiczem. Można było dłużej ukrywać tożsamość bohatera. Trochę mało wiemy o świecie i przeprowadzonych rytuałach (chociaż, jak pisał Blacktom – biorąc pod uwagę perspektywę narratora, jest to w pełni wytłumaczone). No ale cóż mam powiedzieć – wszystkie te wady czy niedociągnięcia blakną w obliczu wylewającego się wiadrami klimatu.

 

A ja to zinterpretowałam w ten sposób, że bohater jest szczurołakiem. Czarownik upuszcza mu krew w czasie pełni, więc stopniowo staje się coraz bardziej ludzki. Świetny pomysł, BTW.

Były nawoływania do języka z “Kwiatów dla Algernona”. Niby można, ale wcale nie jest to obowiązkowe. Tam bohater był upośledzony, a tu nie jest. Nie wiadomo, jakim zasobem słów posługują się szczury, ale najwyraźniej można im wytłumaczyć, że mają przynieść klucz. Czyli coś tam kumają. Jeśli nawet nie “klucz”, to “przedmiot”, “szyja”… A już na pewno nie ma podstaw do byków ortograficznych.

No, fakt, że fabuła bardzo prosta. Ale limit…

Jestem na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Twoje opko stoi klimatem i językiem. Udało Ci się pokazać miotające się między wściekłością i bezradnościę stworzenie, które nie rozumie tego, co widzi i tego, co się dzieje. Tu aż kipi od emocji nienawiści, złości, strachu. Potęgujesz to językiem, mnie przekleństwa nie przeszkadzają, pod warunkiem, że pasują do sytuacji i/lub spełniają jakąś rolę w tekście. A tu pasują jak diabli.

Natomiast to, czego mi tu brakuje, to… historia. Gdyby potraktować Twoje opko jak cebulkę i ściągnąć klimat, warstwę językową i osobę narratora, to zostanie męczone w jakimś religijnym rytuale zwierzę, które wyrywa się na wolność i zagryza oprawcę. Trochę mało. Nie wiem, o co w ogóle chodziło ludziom, czemu męczyli szczura? Co to za religia? Dlaczego jedne szczury wypięły się na bohatera, a inne mu pomogły? Takich pytań bez odpowiedzi jest więcej.

Na dodatek te słowa:

Wyre. Im częściej będziesz mi to robić, tym więcej będzie we mnie człowieka.

Im więcej będzie we mnie człowieka, tym okrutniejszą śmiercią zdechniesz.

są wyeksponowane jak reklama w centralnym punkcie Time Square. Tak, to są mocne słowa, ale walisz nimi po oczach, a to mi się jako czytelnikowi nie podoba, rodzi bunt. Pewnie wrażenia narzucania przesłania nie byłoby, gdybyś opowiedziała historię. A tak mam wrażenie, że cały ten tekst powstał dla tych dwóch zdań.

Lubię Twoje teksty, ale tym razem będę na nie.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Blacktomie, dziękuję za komentarz i miłe słowa. Bardzo mnie zaskoczyło i ucieszyło miejsce na podium – za to również, jeszcze raz, dzięki!

Z tymi szczurami, “lgnącymi do kreatury, która ma coraz mniej z nimi wspólnego”, wyobrażałam sobie to jako odnalezienie resztek porozumienia, które kiedyś łączyło bohatera z gryzoniami. Być może był to ostatni moment, kiedy szczury mogły mu jeszcze zaufać, ten moment przejściowy przed całkowitą i nieodwracalną przemianą.

Temat?

Hm… Dyżur przy więźniu? Dopytuję, bo to nie sedno opka.

W ten sposób też można interpretować, chociaż miałam na myśli raczej dyżur czarowników podczas pełni ;)

 

Arnubisie, dzięki za komentarz. Niezmiernie mi miło, że moje opko było Twoim faworytem i podobało Ci się, mimo niedociągnięć ;)

 

Finklo, dziękuję za komentarz i TAK ;) Bardzo mnie cieszy, że opko Ci się podobało.

Dodatkowo powiem, że Twoja interpretacja jest chyba najbliższa prawdy – chociaż nie miałam na myśli szczurołaka, raczej jakąś quasi-magiczną, szczuropodobną istotę.

 

Irko, dzięki za komentarz i fajnie, że chociaż klimat i język Ci się podobały ;)

Cytowane przez Ciebie słowa nie były jednak powodem napisania tego tekstu. Może rzeczywiście są wyeksponowane bardziej niż inne, ale stanowią produkt uboczny opka, a nie jego sedno.

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Gdyby szczur nie przyniósł w pysku klucza… opowiadanie byłoby fajne. Taki niewiarygodny dysonans psuje resztę. Sorry :)

U mnie trzecie miejsce w konkursie, jednak bywały momenty, że opowiadanie wędrowało wyżej. Lepki, gorący, duszny i brudny klimat. Ale inny niż u Syfa. Tutaj jest dzicz, pierwotne instynkty i moce. Obrzędy, magia, szamaństwo, mniejsze zło jako ochrona przed większym Złem. Ognisko, klepisko, szczury i tańce przy pełni księżyca.

Tak naprawdę pozytywnymi postaciami w tej historii są dwaj czarownicy. U zarania dziejów, gdy prymitywna ludzkość wydzierała ciemnym mocom i dzikiej naturze świat kawałek po kawałku, szamani, czarownicy, druidzi, potem kapłani nowej wiary, obłaskawiali siły nadprzyrodzone, wyrywali z ciemności bezpieczne dla ludzkości skrawki przestrzeni, by z czasem systematycznie kawałek po kawałku okiełznać świat. Przegnać dawnych bogów, demony, bestie, magię, a tak naprawdę naturę, nazwać wszystko, rozjaśnić, podporządkować…

A jednak jako czytelnicy kibicujemy szczurowi/szczurołakowi i trzymamy jego stronę. Cieszy nas, gdy w finale dopełnia zemsty. Ot, paradoks. Dzieje się tak, ponieważ starcy są obleśni, okrutni, bo robią krzywdę, bo zmierzają do celu, nie bacząc na nic i na nikogo. Łamiąc zasady (bo zasady ich zdaniem dotyczący tylko człowieka) po prostu robią swoje – chronią ludzi. Czy różnią się od współczesnych niszczycieli natury, dewastatorów planety? Tylko skalą, są przecież pionierami, awangardą. I tak, w mrocznym fantasy, odnajdujemy odległą metaforę świata współczesnego.

I jeszcze przewrotne, chociaż nie nowe, że prawdziwą krzywdą dla ofiary nie jest niewola i zadawane cierpienie tylko jej uczłowieczenie. Bo istota chce pozostać sobą, a narzucone człowieczeństwo/uczłowieczenie uważa za coś wstrętnego. Czyż nie powinna się cieszyć? Nie. Nie powinna.

Dobrze napisane, ale o tym, że potrafisz wiedziałem już wcześniej. Chwaliłem Twój warsztat pod opowiadaniem świątecznym. Literacko dojrzałe, świadome, lapidarne, a jednak pełne wściekłych emocji. Wiarygodnie oddanych przeżyć ogarniętej wściekłością istoty, która traci zwierzęce instynkty i zaczyna czuć jakże ludzką nienawiść.

Nie tylko punktujesz każdą scenę konkretnymi, mocnymi zdaniami, ale przede wszystkim tworzysz klimat gęsty jak skrzepła szczurza krew. I puentujesz kopem w krocze – lepiej być sobą, nawet w szczurzej skórze, niż człowiekiem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Szczur skażony człowieczeństwem… Tak…

 

 

No dobra, będzie krótko, bo szanowni Przedpiścy właściwie wszystko już powiedzieli. 

Kapitalny język, układający się w świetną narrację, która nie tylko na poziomie akapitu, zdania, ale nawet pojedynczego słowa potrafi zbudować niesamowity klimat, napięcie i emocjonalną intensywność. Fakt, klimat jest to przytłaczający do granic obrzydliwości, napięcie jak z porządnego horroru, emocje złe, wściekłe, szalone, niczym maniakalny grzechotnik. Świat jest paskudny, a człowiek budzi odrazę. Tak, takie rzeczy najlepiej Pani Żwirek wychodzą :-) 

Świetny pomysł na narratora – wąski, zwierzęcy punkt widzenia, dodatkowo zaciemniony ludzką nienawiścią i pragnieniem zemsty gwarantuje emocjonalny blitzkrieg, a jednocześnie sprytnie przemycasz informacje, że ten świat to nie tylko relacja: torturowane zwierzę – człowiek oprawca, że chodzi o coś więcej, że rzeczy są bardziej skomplikowane, niż szczurowi się wydaje. Niż szczura to w ogóle obchodzi. I że, przyjmując inny punkt widzenia, czarownicy postępują słusznie i stają się niewinnymi ofiarami (tak, wiem, z pewnego punktu widzenia Thanos też działał słusznie :-)) 

Fajny jest ten realtwizm w Twoim tekście, który to tekst jawi się przecież na pierwszy rzut oka prostym i jednowymiarowym. Fakt, fabuła jest prościutka jak włos Chińczyka, zakończenie przewidywalne, nawet pomysł na przemianę pod wpływem rytuałów wydaje się być… taki oczywisty. Ale jednak coś spowodowało, że właściwie niemożliwym było oderwać się od lektury. Świetna robota, może nawet nie tyle jeśli chodzi o pomysł i przekaz (choć człowieczeństwo gorsze niż śmierć to temat nośny. Aż się przypomina dzieciństwo i jeden z tomów komiksu YANS :-) z drugiej strony człowieczeństwo niesie również wiele dobra i korzyści nie do pogardzenia – wszysrko zależy od sytuacji) ale ze względu na fantastyczny styl. I nie przeszkadzają pierdółki i nielogiczności, jak na przykład dziwnie wielka klatka na szczury. 

Byłbyż to jeden z bardzo nielicznych tekstów, którym udało się przedrzeć przez ogień zaporowy mojej artylerii przeciwszortowej (okej, to ponad 10k, praktycznie opowiadanie)? Jeszcze nie wiem, choć czasu do namysłu mam już bardzo mało. Póki co, starałem się znaleźć wady, konkretne usterki, do których mógłbym się przyczepić. Ale nic mi nie przychodzi do głowy. Jescze zobaczymy. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Neurologu, dzięki za komentarz :)

 

marasie, dziękuję pięknie za ciekawy komentarz, zawierający do tego tyle miłych snów. Bardzo się cieszę, że oceniłeś opowiadanie tak wysoko. 

 

thargone, Tobie również dziękuję za interesujące spostrzeżenia i bardzo schlebiający komentarz. Cieszę się, że Żwirkowy brud przypadł Ci do gustu. 

#TeamThanos ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Musiałem się upewnić, że jesteś kobietą :D

Zwykle da się po stylu odgadnąć płeć autora, ale ten smród i smoła brzmią jak echo z groty testosteronu. Bardzo mi się ten zwięzły styl podoba. Nie uważam, żeby brakowało w tekście puenty ani wyjaśnienia: dla mnie wystarczy tyle, ile jest żeby złożyć z tych urywków wystarczająco sensowny kontekst.

Drobna uwaga: pod wieprzem raczej nikt nie będzie dyszał z rozkoszy, bo wieprz to wykastrowany knur.

Czy podany tu befsztyk to fragment powieści?

Melduję, że jestem. Pisać za wiele nie trzeba, bo i piórko przyznane, i reszta wypowiedziała trafne opinie. Ostatnio jesteś w formie Gravelko, bo i na papierze było bardzo dobre opowiadanie, świąteczne opowiadanie otrzymało piórko i teraz mamy kolejny tekst na poziomie. Że opowiadanie ponure i mocne to już pewnie wiesz, ale ja bym tu dopowiedział, że ten utwór jest melodyjny. Moim skromnym zdaniem, zapis świadomości szczura-bohatera, jego wściekłość, obelgi i groźby, wyszły niebywale zgrabnie. Przy użyciu niewielu środków, bo zaledwie jedna lokalizacja, trzej bohaterowie plus dwa szczury, stworzyłaś klimatyczną i barwną opowieść. Bardzo dobra narracja, bardzo fajne prowadzenie

Opowiadanie zachwyciło mnie klimatem, oczarowalo wstępem i rozwinięciem. Pięknie napisane, z łatwością mogłem się wczuć w sytuację szczura. Pomysłowy sposób ukazania magii a przede wszystkim sama koncepcja, by opowiedzieć historię z takiej perspektywy. 

Zakończenie przyszło jednak nagle, było jak dla mnie zbyt szybkie i bardzo typowe. Puenta (to, że człowiek zdolny jest do wielkich okropieństw? o to chodziło?) trochę mało wyeksponowana, może lepiej, gdyby czarownik jednak się na koniec odezwał? A tak to nie dowiedzieliśmy się niczego, ani o jego motywach, ani o nim samym.

Gratuluje piorka :)

Uff, trochę zwlekałam z odpisywaniem… Wybaczcie.

 

Witam nowych komentujących ;D

Dziękuję za miłe słowa. Bardzo się cieszę, że mogłam dostarczyć wam satysfakcjonującej lektury. Polecam się na przyszłość ;P

 

wisielec, dzięki za info o wieprzu, już zmieniłam na knura.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Zawsze warto przeczytać ostatnie piórkowe opka :)

 

Ciekawy pomysł, świetne wykonanie. Ale ja muszę się do czegoś przyczepić, taka już moja natura :P Jak już ktoś wspomniał, tytuł trochę odbiera czytelnikowi potencjalną niespodziankę, chociaż ja i tak mam nadal duże “wtf” na twarzy. Szczur, który zamienia się w człowieka – ok, w świecie fantastycznym wszystko jest możliwe, ale… Szczur przechodził naprawdę potężną przemianę, skoro potrafił nie tylko mówić, ale i zakuwać ludzi w kajdany, otaczać kolana ramionami – i Wyre nie zauważył tego, jak jego zwierzątko zamienia się w jakiegoś potwornego mutanta. No idiota.

W dodatku – jeden szczurołak, który poprzedniej nocy nie był w stanie oprzeć się Samtarowi, mającym chwyt jak imadło, następnego dnia jest już na tyle silny, że radzi sobie z oboma czarownikami i przywiązuje ich do drzewa?

 

Przepraszam za to, ale potrzeba skrytykowania kogoś była już zbyt silna XD Powtarzam – pomysł jest świetny, styl pisania niesamowity, a jeśli nie podoba mi się kilka szczegółów… to mało ważne.

 

Pozdrawiam cieplutko i gratuluję piórka!

Precz z sygnaturkami.

Nowa Fantastyka