- Opowiadanie: Żongler - Plansza: Wszechświat

Plansza: Wszechświat

Pozdrawiam wszystkich, którzy nudzą się w podróży. I w pracy. I podczas międzygalaktycznej warty.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Plansza: Wszechświat

Brnął przez błoto, wyszarpując z niego kalosze, pies szczekał na deszcz, ale nie pomagało, Reper klął na cholerą ulewę, cholerne, zanudzone feriami dzieciaki i cholerny, niewdzięczny świat.

Gdy coś rozbłysnęło nad jego głową, Reper naturalnie ją zadarł, zobaczył elegancki, drobny wybuch, którego cień rozłożył się niczym ogromny parasol, szary na tle zupełnie czarnego nieba. Pulsująca szarość opadła na złomowisko i rozchodziła się tak długo, aż Reper musiał mrugnąć.

Coś wyrżnęło w ziemię tak nagle, że uciszyło psa. Reperowi piszczało w uszach, zobaczył wstążkę dymu, równie elegancką, co wybuch. Podszedł pospiesznie, by nie uprzedził go pies, podniósł dymiącą rzecz. Sześcian z ciemnego metalu, ciężki i zimny. Reper zastanowił się, dlaczego był zimny.

Podał go psu do powąchania. Kundel uciekł z jazgotem w deszcz. Reper schował znalezisko do kieszeni. Jeśli nie uda mu się tego otworzyć i rozkręcić na części, zrobi z dziwnego sześcianu odstraszasz psów.

 

*

 

– Halo?

– Byczy, to ja. Coś spadło z nieba.

– Co? Reper? Jest środek nocy…

– Jest środek mojej zmiany. Boże. Byczy, co ja mam z tym zrobić?

Oddech w słuchawce zacharczał, jakby jego właściciel umierał.

– Z czym? Kurde. Dobrze wiesz, że muszę się wysypiać. Łapię każdą okazję, gdy mała śpi, ja też.

– To wygląda jak metalowa kostka, taka do gry, tylko jakby większa, wiesz? Próbowałem podważyć ściankę, żeby zobaczyć, co jest w środku, ale…

– Jeśli to złom, to po prostu go wyrzuć. – Głos po przeciwnej stronie przysypiał. Burza zakłócała obraz hologramu wyświetlonego na porysowanym panelu w stróżówce Repera. – Maszyny załadują wszystko i odlecą.

– Myślałem sobie, że coś może być tam ukryte. Jak w takim małym sejfie, wiesz…

– Taa. Widzisz, co się dzieje, kiedy coś sobie myślisz, stary?

Reper był stary, owszem, ale to jeszcze nie znaczyło, że ma dawać się młodszemu. Problem tkwił w tym, że nikt nie szanował złomiarzy, czy to zatrudnionych na umowę o pracę jako nocni wartownicy złomowisk, czy tych ze smoluchami w ustach rozkręcających tory kolejowe.

– Wiesz co, Byczy? Gdyby coś tam było, zabrałbym to dla siebie.

– Gdyby coś tam było, jestem tego właścicielem. Wszystko, co ląduje za siatką, automatycznie staje się niczyje. A wszelkie nic należy do mnie, nawet jeśli przyłazi tu jakiś gronkowiec z awanturą, że ten wysadzony przez dzieciaki fotel samochodowy był wypchany jego gotówką…

– To nie były dzieciaki! Też tak myślałem, wyszedłem ze stróżówki, bo zobaczyłem dym, ale to spadło z nieba, widziałem na własne oczy!

– Ty przecież niedowidzisz, Reper, inaczej robiłbyś gdzieś indziej. Ile ty właściwie masz lat?

Reperowi zrobiło się smutno, a potem się wściekł.

– Pieprz się, Byczy! – krzyknął.

W tle, po stronie Byczego, rozległ się wrzask zbudzonego niemowlaka.

– Reper, ty sku…

Ale Reper anulował połączenie, kopiąc generator u swoich stóp, który warknął w sprzeciwie i przestał buczeć. W stróżówce zgasły wszystkie światła.

– Do cholery!

Szara, rozchwiana deszczem noc wlała się przez trapezowe okienko wyziębionej budy, w której Reper spędzał emeryturę. Kontury stosów złomu wyostrzyły się, kształty stały się obce i wrogie, przekłuwały ostrymi krawędziami warstwę nieba. Reper przez chwilę nie wiedział, gdzie jest.

Patrząc przez okno, zobaczył sylwetkę zakapturzonej postaci, człapiącej przez błoto. Dół jej płaszcza przeciwdeszczowego był podświetlony, podobnie jak wnętrze kaptura: to mdłe, lekarskie światło sprawiło, że Reperowi skręciły się wnętrzności. Przetarł oczy z niedowierzania.

Żeby wejść na złomowisko, należało użyć karty dostępu, którą Reper nosił na smyczy, zawieszonej sumiennie na szyi. Nikt prócz posiadacza karty nie miał prawa przebywać za elektryczną siatką, nikt prócz niego i Owiec, szerokich kontenerów sunących sennie nad stosami, które sortowały i wywoziły złom, gdy odpowiednio się spasły. Byczy żartował, że kiedyś owce jadły trawę, a teraz żrą metal. Jako nocny pasterz, Reper dobrze znał ich rutynę.

W planach nie było żadnych odwiedzin.

Gdy obcy uniósł lekko głowę, Reper zobaczył jego oczy, drgnął i poderwał się z krzesełka. Oczy świetlika nie należały do człowieka. Znajdowały się na policzkach, a raczej tam, gdzie Reper sam miał policzki.

Nie wiedział, kogo o co prosić, zdążył zezłościć się, że wierzący ludzie mają przewagę w takich sytuacjach, przywołują kogo trzeba i raz dwa są spokojni, a przynajmniej spokojniejsi, tymczasem on złapał się tylko teatralnie za serce i pomyślał: „Ja pierdolę”.

Zdał sobie sprawę, że wciąż ściska metalowy sześcian, z wolna uświadomił sobie, że chwila, sześcian świeci tak samo, jak ten płaszcz.

Łupnięcie w drzwi stróżówki równie dobrze mogło być łupnięciem w jego własne czoło.

Gdyby nie pies, Reper mógłby się nie otrząsnąć.

Warłak rzucił się na przybysza, jakby nic w jego psim życiu nie było ważniejsze. Reper zdarł sklejkę z zabitego nią drugiego okna, rozsunął je, zdzierając sobie paznokieć z kciuka, i przecisnął się w deszcz.

Gnał ze świszczącym sześcianem przed siebie, nie poznawał, dokąd biegnie. Nie miał odwagi się obejrzeć, żałował, że całe życie palił, że myślał, że nocki to leniwa, pewna robota – siedzenie za panelem, patrząc jak kontrolki zapalają się i gasną, przeganianie światłem latarki dzieciaków rabujących ze złomowiska coś do wysadzenia, sprzedania lub zamknięcia w środku jakiegoś przypadkowego zwierzęcia. Skręcił dwa razy w prawo, między wraki samochodów, modeli przydatnych epokę temu, kiedy jeżdżono tylko i wyłącznie ziemią, rzadko powietrzem. Przestał słyszeć psa, przestał słyszeć swoją zadyszkę, usłyszał za to pstryknięcie zapalniczki i wpadł prosto na grupę chłopaków podpalających sedes.

– Mieliśmy wysadzić psa, nie kibel – pożalił się ktoś, szczerze rozczarowany, jakby całe życie dążył do chwili, w której nakarmi czyjegoś owczarka kiełbasą z fajerwerkami. Chłopak miał czapkę z daszkiem i stał tyłem do Repera. Jego towarzysze znieruchomieli. – Nie mówcie, że wymiękacie, chłopaki? To tylko stary dziad z latarką. Boicie się, że wsadzi ją wam w dup…

– Spieprzamy – zakomenderował najwyższy dzieciak i wyrostki rozbiegły się w popłochu.

Chłopak w czapce obrócił się w tym samym momencie, gdy wybuchnął kibel, muszla pomknęła w locie prosto ku nieświadomemu nastolatkowi, Reper patrzył na to, wiedząc, że sedes urwie temu dzieciakowi albo głowę, albo którąś kończynę, możliwe, że wszystko równocześnie, jednak nim zdążył choćby krzyknąć, toaleta zahamowała, rozpędzony taran bojowy zatrzymał się gwałtownie w miejscu, tuż przed daszkiem czapki chłopaka, który westchnął i zemdlał.

Zrobiło się okropnie cicho.

– Czy może… człowiek… przestać uciekać?

Reper zobaczył istotę w kapturze, która ścigała go przez złomowisko. Obcy wydawał się zdyszany, choć Reper nie miał pojęcia, po czym to wywnioskował. Przybysz obrócił zawieszony w powietrzu sedes, patrząc na niego.

– To ważne? – spytał. Mówił mechanicznie, jakby korzystał z jakiejś aparatury tłumaczącej na bieżąco. – Gdzie… mam to odstawić?

– Gdziekolwiek – wycharczał Reper. Nie uciekał, głównie dlatego, że już dłużej nie mógł.

Obcy wyrżnął sedesem w pobliski stos, złożony z bardzo starannie ustawionych na sobie opon. Gdy się rozsypały, Reper poczuł fizyczny ból.

– Czy zrobiłeś to samo z moim psem?

Obcy nie odpowiadał. Deszcz lał, jakby ktoś w górze zostawił odkręcony kran.

– Pies. Canis lupus familiaris. Tak. Znaczy, nie. Nie to samo. Przewodnik polecił wydać odpowiedni dźwięk. Rozkaz.

Program używany przez niego był całkiem niezły, Reper niemal czuł zacierane między nimi międzygalaktyczne granice. Boże kochany, pomyślał. Kosmita.

– Jaki dźwięk? – spytał.

Obcy przetwarzał pytanie w milczeniu. Gwizdnął tak nagle, że Reper ogłuchł na jedno ucho.

– Pies oddalił się do swojego domu. Małego domu ze szpiczastym dachem. Bardzo ładny.

Reper zignorował fakt, że ta istota nauczyła psa komendy, z którą on siłował się bezskutecznie przez parę lat.

– Czym ty jesteś? Jezus Maria…

– Nie, przykro mi. – Zsunął swój rozświetlony kaptur. Sześcian w dłoni Repera zaczął wibrować. Obcy wskazał na niego rąbkiem płaszcza. – To nie z twojego świata. Musi wrócić.

Reper przypomniał sobie pewną audycję, ostrzegającą, że wdychanie rdzewiejącego żelastwa może wywoływać halucynacje.

– Czy to jakiś artefakt? Dzięki temu podniosłeś kibel?

– Ki-bel. – Obcy powtórzył to z takim namaszczeniem, jaki nigdy nie akompaniował temu słowu. – Oddałem. Teraz ty.

– Dlaczego to świeci i świszczy?

Reper mógłby przysiąc, że obcy się zmartwił, możliwe, że zmrużył nawet oczy, ale ciężko było je obserwować, spodziewając się ich w zupełnie innym miejscu, niż tam, gdzie rzeczywiście się znajdowały.

– Nie przekręcaj – odparł typ w płaszczu przeciwdeszczowym. – Po prostu oddaj. Z ciebie do mnie, teraz. Proszę? I już nie wrócę.

Reper poczuł nagły przypływ odwagi.

– Trzeba było wcale się nie pojawiać – zauważył. –  Rozumiem, złomowisko, wyrzucamy tutaj rzeczy, ale jest w tym jakiś porządek, wie pan, jakieś prawo…

– Przypadek. Trzeba było wrócić po. – Cudak wskazał na sześcian w pięści Repera, który trzepotał całym jego ramieniem. – Nie przekręcaj – powtórzył raz jeszcze. – Świeci, bo jest gotowe, ale nie przekręcaj…

– Co się stanie, jeśli przekręcę?

– Rozpoczyna nową turę. Bez tego nie ma gry.

Reper roześmiał się, śmiał się tak długo, że stracił oddech, rozbolały go płuca, serce i szczęka.

– Jasne. Nie wierzę, że dałem się nabrać. To głupia gra, tak? Te oczy to maska?

– Nie. Moje młode kłóciły się, czyja kolej…

Reper zacmokał.

– Żeby takie szczyle wykiwały starego wyjadacza… Prawie dostałem zawału, wiesz?

– Przypadek! To spadło…

Reper uniósł sześcian, położył drugą dłoń na świecącej górze, uśmiechnął się prowokująco.

– I środku jest niby co, miętówki?

– …z planszy.

Reper przekręcił kostkę i zniknął.

Istota w płaszczu podniosła metalową kostkę z błota. Na każdej ze ścianek pojawiły się dziwne symbole. Obcy spojrzał na to, co wylosował Reper, westchnął ciężko, rzut był marny.

Nigdy więcej planszówek w podróży, obiecał sobie w myślach.

Koniec

Komentarze

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kurde, ale to jest dobre!

Wstęp masz taki rytmiczny. Krótkie zdania czytałam prawie kiwając głową. xD Może tak miało być? 

Masz ciekawy styl. Nie znam dobrze Twoich opowiadań, czytałam bodajże jedno, chyba z pół roku temu. Więc do takiego stylu chyba trzeba się przyzwyczaić. Mnie przekonał. 

A jeszcze bardziej przekonała mnie historia. Ciekawy pomysł. Złomowisko? Super! Klimat jest taki, że łamiesz mrok i strach, tę rdzawą aurę, wstawkami o latających przedmiotach i umiejętnie rzucanym mięsem. Nie za dużo, nie za mało. Mimo że kilka razy można parsknąć śmiechem, to ten złowrogi klimat nie umyka. Kurła, podziwiam, jak Ci się to udało!

Bardzo podoba mi się imię, jakie nadałaś psu. Warłak zapada w pamięć. Pokazałaś niby mały świat, jakim jest złomowisko, ale ładnie, w kilku zdaniach przekazałaś informację o tym, jak wygląda reszta. Świetny zabieg. 

Bardzo dobre opowiadanie. Na pewno na dłużej zostanie w mojej pamięci.

 

EDIT: A zakończenie mnie urzekło.

Ciekawe opowiadanie. Obyczajówka to Twoja mocna strona, co prawda nie urzekło mnie, tak jak Sary, ale ma swój klimat, bez dwóch zdań. :) I pomysł oryginalny, i strawnie podany. Bohaterowie do zapamiętania, ale to takie opowiadanie trochę z przymrużeniem oka, i niestety na niezbyt długo zapadają mi w pamięci.

Z technicznych rzeczy na nic specjalnie nie trafiłem, czytało się gładko, ale o dobrym warsztacie to już kiedyś Ci pisałem, prawie na pewno.

Dobre opko, ale życzyłbym sobie od Ciebie więcej. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Początek taki trochę mało wciągający, ale za to końcówka nadrabia. Fajna puenta, podobało się.

 

Bardzo przyjemnie się czytało, wręcz błyskawicznie pochłonąłem cały tekst. Oszczędny styl nadaje dynamiki, a zdania mają swój rytm, naprawdę nieźle to wyszło. Ktoś wyżej napisał, że do twojego stylu trzeba się przyzwyczaić i rzeczywiście momentami coś mi nie grało (Wybuchnął kibel?), ale błyskotliwe porównania to rekompensują. 

"pies szczekał na deszcz, ale nie pomagało"

XD

 

"Reper klął na cholerą ulewę"

A to pomogło? ;P

 

"Sześcian z ciemnego metalu, ciężki i zimny. Reper zastanowił się, dlaczego był zimny."

Za szybko powtórzenie "zimnego".

 

"– Ki-bel. (…) Oddałem."

Prychnąłem XD

 

Dobra, a teraz do rzeczy. Oddawać mglistą wersję Żongler!

 

To opowiadanie… jest nawet sympatyczne, ale materiał raczej na szort, góra z 3-4K. Chociaż mam wrażenie, że to raczej eksperyment, forma rozrywki, sprawdzenie, czy da się poza mgłę wyjść ;-) 

No i nie wiem czy to celowe, ale widac pewne cechy wspólne z klasyką kina B (to nie jest zarzut) ;-)

Ja się po początku spodziewałam raczej dusznego horroru ze złomowiska niż summa summarum lekko humorystycznej przeróbki “Pikniku na skraju drogi” :D. Ale tekst udany, czytało mi się go bardzo dobrze, i kiedy już zaczął zmierzać w nowym kierunku, robił to konsekwentnie i pomysłowo.  

Panie, Panowie, dziękuję za słowa pochwały!

 

Ja tak rzadko na śmiesznie – więc nigdy nie wiem, czy to, co jest śmieszne w mojej głowie, jest śmieszne na papierze klawiaturze, a puenty na końcach są dla mnie czystą abstrakcją: jak można skompresować cały tekst w jednym zdaniu, żeby nie zostawić czytelnika z wtf na buzi? Czy ja to na pewno mam w CV? Ale skoro Sara i Wilk mi prychają, to fajno ;)

 

Darconie, więcej? Ja tu się przepracowuję jednym opowiadaniem miesięcznie!

 

Oddawać mglistą wersję Żongler!

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20810

 

 

Nin, wierz lub nie, ale piknik to był podczas pisania, i też na skraju drogi :D Dziękuję!

Fajna historia. Udane dialogi dziada z tym szefem zlomowca oraz obcym, obcy ma dobra stylizacje na osobę na bieżąco ucząca się pojęć. Sam pomysł z przeznaczeniem kostki jakby odrobinę mniej udany niż te dialogi. Wydaje mi się, że zdania na początku są trochę nieuporzadkowane. Całość na duży plus.

I po co to było?

Cieszy mnie Twa wizyta, syfie, podwójnie, bo zwróciłeś uwagę na stylizację. Dzięki za plusa!

Świetnie mi się czytało, mimo że science fiction to trochę nie moja bajka, ale i dialogi i ogół narracji bardzo rytmiczny i dobrze wystylizowany.

Jakże się cieszę, Żonglerko, że mogę napisać, że opowiadanie bardzo mi się podoba, czytało się znakomicie i w dodatku wszystko zrozumiałam!

Ostatnie kliknięcie było moje. ;D

 

zo­ba­czył wstąż­kę dymu, rów­nie ele­ganc­ką, co wy­buch. ―> …zo­ba­czył wstąż­kę dymu, rów­nie ele­ganc­ką, jak wy­buch.

 

gdy wy­buch­nął kibel… ―> …gdy wy­buch­ł kibel

Forma wybuchnął jest właściwa dla istot żywych.

 

że zmru­żył nawet oczy, ale cięż­ko było je ob­ser­wo­wać… ―> …że zmru­żył nawet oczy, ale trudno było je ob­ser­wo­wać

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nawet spoko, chociaz nie poczulem klimatu zlomowiska niestety. Zabraklo opisow? Ogolnie… no milo sie czytalo. 

10000… nice.

Reg, musiałam trzy razy przeczytać Twój komentarz, żeby dojść do siebie… I wciąż niedowierzam! Czy to nastąpiła historyczna chwila, a ja nie mam żadnego schłodzonego Moët et Chandon? D: Strasznie, strasznie się cieszę! (nie z braku szampana, z tego, że Ci się podobało :D)

Cała sytuacja bardzo sprawnie obróciła się z deszczowego horroru w absurdalną komedię. Ten kontrast wydaje mi się jedną z większych zalet tekstu.

Jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić to scena na samym początku, kiedy Reper podnosi tajemniczy sześcian, który dymi i właśnie spadł z nieba. Czytelnik naturalnie myśli, że to coś musi być cholernie gorące, a główny bohater ot tak sobie to podnosi i stwierdza, że jest zimne. Każdy człowiek podszedłby do tego chyba z większą ostrożnością. To jednak tylko drobny szczególik.

Podoba mi się pomysł z Owcami – kreuje fajny klimat całego miejsca i ciekawy obraz u czytelnika, mimo że wspomniałaś o nich jedynie w kilku słowach. Całość czyta się sprawnie i przyjemnie. Krótko mówiąc, kawałek udanego tekstu! :)

Żonglerko, i dla mnie to czysta przyjemność móc cieszyć się Twoją radością. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, jeśli opowiadanie Żonglerki jest łatwe w zrozumieniu, to znaczy, że ktoś nas tu wszystkich wkręca XD

Albo Żonglerka zmieniła taktykę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Albo tu jest trzecie dno, którego jeszcze nie wyłapaliśmy ;-)

Sugerujesz, Wilku, że kolejne dna są tym, czym żongluje Żonglerka? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślę, ze to by było za prosto, gdyby wszystko tu było jasne. No chyba, ze chodzi o zdezorientowanie czytelników poprzez wywołanie wrażenia jasności przekazu ;D 

Istotnie, wrażenie jasności przekazu mogło porazić tak, że nie dostrzega się ukrytych zawiłości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może trzeba czytać co trzeci wyraz?

Spróbuję w wolnej chwili… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Żonglerko, bardzo dobre opowiadanie. W siekącym deszczu, na ciemnym, ponurym składowisku złomu umiejscowiłaś wręcz zabawną historię :) Czytało się gładko. Mocną postacią jest tutaj obcy, podobały mi się dialogi z nim. A, i Owce to są cuda! :D

Doczepię się jedynie początku – nie wiem, czy duża ilość powtórzeń imienia bohatera była tam celowa, ale trochę się na tym potykałam. Poza tym – fajnie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Fajne :)

Przynoszę radość

Crucis, sy, Owce są bardzo zadowolone, że ktoś je pochwalił!

 

Czytelnik naturalnie myśli, że to coś musi być cholernie gorące, a główny bohater ot tak sobie to podnosi i stwierdza, że jest zimne.

Taki trochę szok bitewny, patrząc z dystansu czyn Repera wydaje się skrajnie idiotyczny. Gdyby Reper nie podniósł sześcianu, kostka zniknęłaby pewnie w paszczy psa, więc to może tłumaczyć jego lekkomyślny pośpiech. Z drugiej strony, gdyby porwał to kundel, nie byłoby problemu… Zły pies!

 

W siekącym deszczu, na ciemnym, ponurym składowisku złomu umiejscowiłaś wręcz zabawną historię

Zabawną… Dla Repera stan przedzawałowy, dla dzieciaka wybuchającego toaletę trauma na całe życie, dla obcego nadkładanie drogi, no naprawdę, przezabawne :D

 

Może trzeba czytać co trzeci wyraz?

“Brnął wyszarpując kalosze, na nie klął ulewę feriami cholerny Gdy nad Reper zadarł, drobny cień niczym szary nieba. opadła i tak Reper Coś”

 

Wilku, Reg, nie działa!

 

Anet, :)

 

 

Nie będę opowiadał o technikaliach, bo już usłyszałaś wszystkie możliwe pochwały. ;)

Mhm, mam niedosyt. Pierwsze, co zobaczyłem, to był tag zapowiadający pierwszy kontakt. Myślę sobie: o ho, będzie coś zakręconego. I zaczyna się obyczajówką, taką trochę rozpychającą znaki, budującą bohaterów, ale dość leniwie pchającą faktyczną opowieść do przodu – a jest nią kostka i jej właściciel. Jestem nienasycony, bo w moim przekonaniu skończyłaś w możliwie najciekawszym momencie, czyli odkrywania jej historii. Dostaliśmy po oczach przebłyskiem rozwiązania, ale to nadal nie jest mięcho, na które czekałem. Tak jakbyś obawiała się (akurat w tym tekście) puścić wodze fantazji i wrzucić nie tylko narratora, ale i czytelnika na planszę wyobraźni.

Końcówka skojarzyła mi się trochę z finałem filmu Faceci w Czerni, kiedy te wielgachne kosmity kulały sobie światami na przeogromnej planszy. Podobnie zresztą odebrałem całe opowiadanie – trochę humorystyczne, trochę kpiarskie, trochę strasznawe. Z podsumowaniem, po którym albo się zamyślimy, albo zaśmiejemy.

Dobrze napisane i fajnie się czytało. Postać Repera prawdziwa, przybysz ma interesującą stylizację języka. Bardzo intrygująca jest plansza i sześcian. Natomiast chyba do końca nie zrozumiałem o co tutaj chodzi i czym właściwie one są?

 

Rozumiem że to forma jakiejś kostki, która napędza wszechświat, która definiuje wydarzenia i nasze życia? Generator losowych zdarzeń? Poza tym kim był przybysz i jego młode? Będę wdzięczny za rzucenie nieco światła bo jestem ciekawy i najwyraźniej niezbyt domyślny :)

Stn, Edwardzie, ja bym chętnie puściła wodze (i fantazji, i kontynuacji), jednakże zerknijcie sobie na ilość znaków w opowiadaniu D:

Edwardzie, Twoja domyślność nie zawiodła, tutaj nie ma wystarczającej ilości wskazówek, żeby ułożyć sensowne rozwiązanie – wiemy tyle co Reper, czyli niewiele. Tajemniczość wszechświata to moja ulubiona enigma. Przybysz i jego młode grały w kosmiczną wersję planszówki z kostką, i – jak to u dzieci bywa – kostka spadła z planszy, akurat na Ziemię. Wniosek taki – jeśli coś spadło z nieba, a do tego świeci i świszczy, należy zostawić to tam, gdzie leży… Chyba, że ktoś ma ochotę sobie zniknąć ;)

No to fajnie. Ja też lubię niedopowiedzenie, można sobie dopisać w głowie kilka rzeczy :). A myślałem, że coś mi może umknęło. Dzięki za wytłumaczenie :)

Fabularyzujemy się:) Ciekawe i tym razem dla mnie pełne, znaczy bez luk. Krótka forma, więc rozwinąć się nie sposób. Niektóre zwroty bardzo Twoje (i całe szczęście!), inne ucywilizowane, niech i tak na razie będzie. 

Koncept mi się podoba. Naturalnie, wszystkie skojarzenia gnają w stronę pikniku na skraju świata, przypadku, pyłku, który stanął na drodze. Kto gra w te klocki. Galaktyki? :)

A tytuł xd

srd:)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przyznam, że zaciekawił mnie tytułu – bardzo dobry. Opowiadanie sprawnie napisałaś, czytałem z przyjemnością. Postać kosmity jest na tyle ciekawa, że przyćmiła głównego bohatera, ale to raczej na plus.

Drobna kwestia – czy dozorca śmietniska użyłby słowa “artefakt”?

Aha, zgadzam się z Crucis i sy – owce robią robotę!

Pozdrawiam

Co to znaczy elegancki wybuch i elegancka strużka dymu?

Hej, Żonglerko. Właśnie miałem przyjemność przeczytać Twoje opowiadanie. Pierwsze. I już piszę moje wrażenia.

Miałem trudność z wejściem w historię. Trochę nie mogłem wyczuć gdzie jestem, ale tu być może zaważył brak mojego skupienia. Wraz z rozwojem fabuły historia stawała się jasna i zrozumiała. Fajny motyw science fiction z kosmitą z dobrym zakończeniem i ciekawy układ. Mam tu na myśli złomowisko – pomysłowe rozwiązanie. Poza tym w Twoim utworze widzę pewien odautorski styl – takie łączenia rzeczy, wydawać by się mogło, niepasujących do siebie, np. <<tymczasem on złapał się tylko teatralnie za serce i pomyślał: „Ja pierdolę”>>. Jest też trochę groteski i absurdu (czyt. scena z sedesem). Moim zdaniem to atrakcyjna stylizacja, momentami może wymagać większego skupienia, ale jest niebanalna i humorystyczna.

Nowa Fantastyka