- Opowiadanie: Gekikara - Krótka historia o pszczołach

Krótka historia o pszczołach

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Krótka historia o pszczołach

 

„Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.” – Bóg 

 

 

Zdjął maskę ochronną dopiero, kiedy zamknął za sobą wewnętrzny właz mieszkania. Podobno korytarz był czysty, ale nie po to kupił nowe hermetyczne drzwi filtrujące HomeAtmosphere i poświęcił pół metra kwadratowego przedpokoju na rzecz komory oczyszczającej, żeby narażać się na choćby minimalne ryzyko.

Było parno i trąciło stęchlizną, widać cyrkulator znowu szwankował. To już drugi raz w tym miesiącu. Powinien wezwać fachowca, ale do następnego transferu środków mógł pozwolić sobie jedynie na żarcie w proszku. Pszczołom takie niuanse atmosferyczne nie sprawiały różnicy. Krążyły wokół wbudowanego w ścianę ula, niewielkimi grupkami wylatywały w poszukiwaniu nektaru ku wypełnionym kwiatami doniczkom, zajmującym wszelką wolną przestrzeń: na powierzchni mebli, na parapetach, na podłodze (byle pozostawić możliwość przejścia z miejsca na miejsce), na specjalnie w tym celu zaprojektowanych platformach opuszczających się z sufitu. Dwadzieścia osiem metrów kwadratowych na dwudziestym siódmym piętrze pomyślane tak, by tworzyć miniaturowy ekosystem. W rogu dziennego pokoju rosło nawet wysokie do sufitu drzewko bonsai. Ciepłe, żółte światło wpadające przez mleczne szyby, nadawało wnętrzu przyjazny, rajski wygląd. Nie było możliwości, by dostrzec świat zewnętrzny. Dodatkowy plus.

Monitor przy wejściu informował: poziom PM2.5 172% normy, prędkość wiatru 18m/s, temperatura od -16°C do +15°C, ryzyko opadów: umiarkowane, możliwość wstrząsów… reszty nie doczytał. Zrzucił z siebie uniform, odwiesił go na miejsce w białej, zabudowanej szafie i nagi ruszył do łazienki. Grupa zwiadowcza pszczół oddzieliła się od roju by sprawdzić, co wtargnęło na ich teren, ale nie obawiał się ugryzień. Pochodził z rodu pszczelarzy z historią sięgającą czasów jeszcze sprzed lotu na Marsa, jego dziadek przed śmiercią prowadził jedną z ostatnich na świecie autentycznych pasiek  – miał to we krwi. Poza tym jego pszczoły były gatunkiem odzyskanym z biblioteki DNA, pozbawionym żądeł i z poziomem agresji obniżonym poprzez modyfikacje genetyczne, więc nic mu nie groziło.

Wszedł do kabiny, odkręcił wodę, by zmyć ze skóry odór wyziewów z fabryk żywności, gęsty dym przepełnionych ulic i lepki pot ciała zamkniętego w szczelnym skafandrze, który musiał nosić ze względu na rozpylane pestycydy. Z głowy chciał spłukać obraz szarych, wciąż pokrytych popiołem ulic i rdzawego nieba. Włączył radio.

– Witaj, człowieku! – zabrzmiał barytonem system audio. – Czy nie jesteś zmęczony widokiem zza okna? Nie przerażają cię chmury pyłu, stężenie CO2 i pierwiastków ciężkich w atmosferze? Nie czujesz niezmiennego zimna pod zasnutym chmurami niebem? Jeżeli choć na jedno z pytań odpowiedziałeś „tak”, HouseNature jest dla ciebie! To kompleksowy system urządzeń i w pełni zmodyfikowanych organizmów, który pozwoli ci poczuć się jak…

– Przełącz – wydał komendę, stojąc w strugach wody. Głos handlarza urwał się w jednej chwili, zastąpiony melodią IX symfonii e-moll Dvoraka.

Ustawił system na wybieranie losowe, była to jego rozrywka pod prysznicem. Spędzał pod nim wiele czasu, pozwalając wodzie obmywać ciało, myśląc o deszczu, który, nawet kiedy padał poza miastem, zawsze był skażony i brudny, brązowy jak błoto.

– Przełącz.

Dźwięki orkiestry ustąpiły na rzecz kolejnego męskiego głosu.

– Nie możemy! – skrzeczał głośnik. – Nie możemy dalej krzywdzić naszej Matki Ziemi! Musimy ją opuścić dla jej i naszego dobra! Wiedzcie, że widziałem dzień zapłaty, kiedy to, co Pan nam dał we władanie obróci się przeciw…

– Przełącz, przełącz – nakazał, po czym włączył suszenie, więc nie słyszał, co automat wylosował tym razem. Para wodna zajęła kabinę, unosiła się ku sufitowi, gdzie pochłaniał ją higroskopijny mech.

August, jego wspólnik, przyjmował za ironię losu, iż w czasach, kiedy w miastach nie da się oddychać bez maski, ludzie pragnęli być otoczeni przez naturę. Przy każdej okazji, czyli dzień w dzień, czynił mu przytyki.

– Czemu nie wyprowadzisz się poza miasto? – powtarzał. – Tam naturę będziesz miał na każdym zafajdanym kroku, nawet podcierać się będziesz mchem.  

Ludzie spoza miasta, z odizolowanych od siebie, wpół autonomicznych wiosek, egzystowali na skraju ubóstwa, pozbawieni perspektyw i rozrywek, a zanieczyszczenia, nawet w najodleglejszych enklawach, sprowadzały na nich choroby i nieurodzaj. Spotykał ich, kiedy brali dalekie zlecenia, na polach nienależących do fabryk. Życie tam ograniczało się do walki o przetrwanie kolejnego dnia. Oszczędzać wodę. Odkwasić glebę. Rozrzucić nawóz. Zebrać plon. Uciec przed pyłem.

Taki jałowy i smutny los czekał każdego, kto negował rzeczywistość, wybierając życie w umierającej przeszłości, zamiast w nadchodzącej przyszłości.

On przeciwnie: cenił sobie luksus i możliwości miasta. Uważał, że domowe ekosystemy przyjęłyby się tak czy inaczej, nie jako kompensata zniszczonego środowiska, ale naturalne rozwinięcie estetyki roślin doniczkowych i ozdobnych akwariów.

Nawet jego pszczoły.

Augustowi wydawało się, że to kwestia sentymentu, ale on był zbyt młody, by pamiętać, jak upadał rodzinny interes, i nigdy nie widział innych pszczół  poza tymi. Po prostu pomyślał, że zabawnie będzie je hodować, kiedy sam był zapylaczem.

Suszarka ucichła. Wyszedł z kabiny i nałożył szlafrok.

– …to już dwunasty tego typu wypadek w ciągu dwóch miesięcy. Tym razem ofiarą jest dwudziestopięcioletnia kobieta, zagryziona przez swojego kota – informował melodyjny sopran spikerki popołudniowego wydania wiadomości. – Eksperci weterynarii wespół z grupą specjalistów z dziedziny psychologii uważają, że to rodzaj zwierzęcej psychozy…

– Przełącz.

– …te tragedie z udziałem zwierząt… one muszą coś oznaczać. – Kiedy wszedł do salonu, z sufitu opuściła się wielka, nieznacznie zakrzywiona po bokach płyta pleksiglasu. Ekran, obracający się tak, by zawsze być w polu widzenia oglądającego, wyświetlał półprzezroczysty obraz ze studia nagrań.

Nastąpiło zbliżenie na łysego, podstarzałego mężczyznę z okrągłymi jak binokle okularami i siwą, starannie wyrównaną brodą. Na szyi nosił łańcuszek z wisiorkiem w kształcie trzech ułożonych w trójkąt strzałek, zakręcających na rogach. Neopanteista. Ekolog.

Wypowiadał te określenia w myślach jak najgorsze obelgi.

 – Traktujemy planetę i zachodzące na niej procesy jako nieintencjonalne i zdeterminowane przez przypadek. Tymczasem siła, która doprowadziła do naszego powstania, może zapragnąć naszego unicestwienia. Nie możemy lekceważyć możliwości, które wydają nam się niezgodne z dotychczasowym stanem wiedzy…

– Wyłącz. – Gdyby nie niewielki wodospad w ścianie na styku przedpokoju, pokoju dziennego i kuchni, oraz ciche bzyczenie roju, zapadłaby kompletna cisza.

„Nie możemy lekceważyć sił natury” – takie profetyczne czarnowidztwo przypominało mu dziecięce lata, czasy największej paniki ekologicznej. Niemal cały świat zjednoczył się wówczas w walce ze zmianami klimatycznymi i dewastacją środowiska. Wszystko miało być ekologiczne, biodegradowalne, naturalne lub chociażby przyjazne naturze. Odnawialna energia, torby wielokrotnego zastosowania, regulacje emisji spalin, organiczne środki czystości, drakońskie przepisy doprowadzające do bankructwa pomniejszych producentów i gigantyczne pieniądze płynące za ekolobby. Nic to nie dało. Według jednych zmiany przyszły za późno, według innych ludzi było już po prostu zbyt wielu.

Według niego Ziemia dążyła do tego, by się ich pozbyć.

Pamiętał klęski głodu, kiedy zmarł jego ojciec. Pamiętał burzycieli maszyn, wędrownych kaznodziejów wygłaszających złowróżbne przepowiednie jak ten z telewizji, epidemie mutujących w szaleńczym tempie wirusów, masowe wymieranie roślin i zwierząt… a potem nastąpił zwrot.

Pierwsza fabryka w pełni modyfikowanej żywności. Mieszkania hermetyczne. Sztuczne środowiska. Inkubatory, w których przywracano do życia kolejne gatunki. Wystarczyło, by człowiek przestał ratować to, co dawno utracone, a zamiast tego rozpoczął budowanie nowego świata. Zwyciężyli, czego najlepszym dowodem były jego pszczoły.

Gdy wyginęły, ludzkość miała podzielić ich los w trakcie dekady. Tymczasem pojawili się zapylacze, tacy jak on – operatorzy nanomaszyn będących w stanie zastąpić brakujące ogniwo łańcucha. Te mogły nawet robić miód i nie traciły drogocennego surowca na wyżywienie roju. Technologia przewyższyła Naturę.

Jego pszczoły wróciły do życia, ale dzięki człowiekowi i ukształtowane wedle jego woli i kiedy patrzył na ul, był dumny z osiągnięć swojej rasy. Nawet ostatnia, desperacka próba eksterminacji ludzkości przez rozgniewaną Gaję – wybuch Yellowstone, po którym Ameryka Północna zmieniła się w jedno wielkie cmentarzysko – nie odniosła sukcesu.

 Pamiętał, że matka przechodziła wówczas załamanie nerwowe, jedno z wielu po śmierci ojca. Zwerbowali ją panikarze, ekologiczni aktywiści – na wieść o erupcji popełniła samobójstwo. Wcześniej podała dwójce swoich dzieci śmiertelną dawkę leków nasennych.

Tego dnia życie odebrało sobie ponad dziesięć tysięcy osób.

Tego dnia zamordowany został jego brat, a on wylądował po drugiej stronie, widział już ciemny tunel i światło u jego końca… ale przeżył. Był twardym sukinsynem.

Otworzył małe drzwiczki w ścianie tuż pod ulem, za nimi znajdował się niewielki kran. Odkręcił kurek i do podstawionej szklanki spłynął gęsty, złocisty płyn. Zanurzył w nim palec, oblizał go dokładnie, a resztę zostawił w świadomym marnotrawstwie. Ostateczny symbol dominacji. Miliardy lat ewolucji, jeden z najbardziej złożonych, wykształconych w przyrodzie systemów społecznych, element misternie przygotowywanej od zarania dziejów układanki zależności między żywymi organizmami sprowadzony do zaspokajania ludzkiego kaprysu.

Obok dozownika miodu stała syntetyczna whisky. Napełnił nową szklankę alkoholem, obrzucił wzrokiem mieszkanie – wszystkie kwiaty, miniaturowe łąki i poletka mchu zraszane właśnie przez automat nawadniający, cały jego prywatny rajski ogród – i jednym haustem opróżnił naczynie.

 Zazwyczaj nie zdobywał się na tego rodzaju refleksje, ale dziś był ten dzień i wspomnienia wracały niczym natrętna mucha. Ile to już lat? Trzydzieści.

Nalał sobie kolejnego drinka, później następnego i następnego. W jego mieszkaniu nie wisiały żadne zdjęcia, nie prosił też domowego asystenta, by wyświetlił te zapisane na dysku. Wystarczyło, że miał je w pamięci.

Nie było fotografii, była za to mapa. Ogromna, zajmująca teren od ściany do ściany mapa świata, wykonana w odpowiadających rzeczywistości kolorach. Dominował brudny błękit wód, ląd był mieszanką brązów i szarości; gdzieniegdzie rozkwitały sfery zieleni, punkty życia, wyglądające tak, jakby ktoś przez przypadek rozlał farbę na płótnie. Świetliste plamy, dumnie skrzące się białymi i złocistymi refleksami, przedstawiały aglomeracje. 

– Przegrałaś – wypowiedział zapatrzony w dwuwymiarową reprezentację swojego miasta na globalnej panoramie. – Próbowałaś się nas pozbyć na wszystkie sposoby, ale nie udało ci się. My się zjednoczyliśmy, a ty teraz umierasz. Ale nie pociągniesz nas ze sobą… nie dorwiesz mnie, tak jak ojca, matkę i małego Toma. Za pięć, dziesięć lat, kiedy wykorzystamy już wszystko, co możemy jeszcze od ciebie wziąć, ruszymy w kosmos… Na Marsa i dalej. Będziemy brać to, co nam się podoba, aż znajdziemy lepszą wersję ciebie. A ja, staruszko, będę na pierwszym statku, który opuści twoją skażoną atmosferę. Nie będzie dnia rozliczenia za wyrzucone plastikowe torebki, za freon z klimatyzatorów, za kwas z baterii, za zużytą wodę, za spaliny z mojego forda i uran z elektrowni. I wiesz, co wtedy zrobię? Spojrzę z góry na twoje zmarnowane oblicze i powiem ci „pieprz się, nic już nie możesz zrobić”.

Mapa nie zaszczyciła go odpowiedzią.

Zabłąkana pszczoła kreśliła ósemki na wnętrzu jego dłoni, wyczuwała na niej miód, który spłynął z unurzanego w nim palca. Nie była świadoma zagrożenia, nie próbowała odlecieć, nie szukała drogi ucieczki, kiedy zacisnął pięść i zgniótł ją.

Rój przypomniał o swojej obecności przeciągłym, wysokim dźwiękiem.

Czy to, co poczuł we wnętrzu zwiniętej w kułak dłoni… czy to, to było ukłucie?

 

***

 

– Dziś w studio gościmy biologa-etnologa, doktora Jamesa Vuko, oraz zapylacza, obecnego jedynego właściciela firmy Polli-nano, Augusta Yoshiro. – Prowadząca program dwudziestokilkulatka o pełnym biuście i przyklejonym do twarzy uśmiechu, w męskim, mającym wzbudzać poczucie profesjonalizmu stroju, kolejno wskazała gości rozpartych na czarnej kanapie ze sztucznej skóry. – Tematem tej części odcinka będzie trzynasty przypadek śmierci spowodowanej przez zwierzę domowe. Tym razem jednak sprawcą nie jest oszalały kot, pies czy królik, ale pszczoły. Panie doktorze, czy może pan nam coś więcej powiedzieć na temat tych, bądź co bądź niecodziennych, domowych pupili?

– To pszczoła miodna, Apis mellifera, zapewne doskonale państwu znana z historycznych filmów przyrodniczych. Pszczoły żyją w rojach, których najważniejszym elementem jest królowa-matka. Posiadają opartą na płci strukturę społeczną: samice to robotnice, które opiekują się królową, larwami i trutniami, zbierają pyłek, produkują miód. Samce, trutnie, służą jedynie do zapłodnienia królowej, po akcie płciowym umierają, a ci, którzy przetrwali, są wypędzani z roju przed początkiem zimy. Pszczele robotnice posiadają swój własny język, oparty na gestach…

– Czy często zdarza się, że takie pszczoły żądlą?

Doktor Vuko pogładził się po brodzie, zmarszczył czoło, doszukując się w głosie dziewczyny drwiny. Nie znalazł po niej śladu, mimo oczywistości tego pytania. Prezenterka była bardzo młoda, miała prawo nie wiedzieć, choć to rażące braki w wykształceniu.

– Nasi słuchacze z pewnością chcieliby dowiedzieć się o nich więcej – dodała. 

No tak, odbiorcy. To dla nich pytała. Masy przed ekranami. Po co im w ogóle cokolwiek wiedzieć?

– Historycznie: tak – potwierdził. – Pszczoły miodne w taki sposób broniły ula. Jednak prawdziwe pszczoły wymarły dekady temu, a te, które teraz możemy zaobserwować to gatunki zmodyfikowane, których jedną z najważniejszych cech jest brak żądła. Dokonano tej zmiany posługując się fragmentem genomu trutni, które nie posiadały żądeł.

– Więc jak to możliwe – prezenterka nachyliła się ku doktorowi – że zmodyfikowany genetycznie rój zażądlił kogoś na śmierć? Czy może to być powiązane z tak zwaną zwierzęcą psychozą, której ofiarami było poprzednich dwanaście osób?

– Nie sądzę. Pszczoły to zbyt proste organizmy, by posiadać tak złożone życie psychiczne, poza tym żadna psychoza nie powoduje, że organizm na drodze mutacji nabywa cech, które utracił. Przyznaję, że ten przypadek jest zagadką dla współczesnej nauki i wskazuje tylko, że o genetyce i ewolucji wiemy mniej, niż nam się wydawało. Pewnym tropem może być obecność dojrzałych trutni diploidalnych, które w normalnym wypadku powinny być skonsumowane przez robotnice po wykluciu. To niestety jedynie domysły, odpowiedzi przyniosą bardziej szczegółowe badania.

Kobieta zrobiła trwożną minę, pokiwała głową na znak zrozumienia, po czym nakierowała wzrok (a za nim podążyło oko kamery) na drugiego gościa.

– Był pan wspólnikiem i bliskim przyjacielem ofiary, co może pan nam więcej powiedzieć na temat tej niecodziennej tragedii?

– To był równy gość. Tylko miał bzika na punkcie roślin i tych całych pszczół – podsumował zapylacz w typowy dla siebie sposób. – Wiecie, te całe sztuczne ekosystemy, domowe środowiska. Wydał więcej na sprzęt w swoim mieszkaniu niż wy na ten, który jest w tym studio… – Jednym wymachem ogarnął otoczenie, stojące w tle prostokątne donice z kwiatami, rozłożyste draceny i wielkie monstery, oraz holograficzny obraz zielonych bezkresnych łąk w tle. – Wiele razy próbowałem mu to wyperswadować, ale nie słuchał. To miało jakiś związek z jego rodzicami. Ojciec pochodził z rodziny pszczelarzy, handlował sztucznym tanim miodem, umarł w czasie głodu. Matka była stuknięta na punkcie ekologii, wszystkich tych roślinek i kwiatków. Kiedy wybuchł wulkan, zabiła siebie i jego młodszego brata.

– Przerażająca historia – powiedziała prowadząca z bezbłędnie udawanym współczuciem.

– To prawdziwa ironia losu. Był zapylaczem, wykonywał robotę, która kiedyś należała do pszczół. I pszczoły go zabiły – dodał August, w trzech zdaniach zamykając historię życia byłego wspólnika.

Zapadła kilkunastosekundowa cisza, po której kobieta wróciła ze swoim wyćwiczonym uśmiechem i wyrecytowała tonem prawdziwego komiwojażera:

– Niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Na szczęście, HomeAtmosphere wraz z HouseNature mają dla państwa rozwiązanie, które spowoduje, że mieszkania staną się jeszcze bardziej bezpieczne.

Studio zniknęło, zastąpione wizualizacją  urządzenia w kształcie białego walca, stojącego w centralnym miejscu salonu zaaranżowanego w stylu typowym dla wyższej klasy średniej. Grupa owadów stworzonych w CGI, nieprzypominających żadnych ziemskich gatunków, będących wyobrażeniem grafika na temat pszczoły, zbliżyła się do urządzenia, po czym padła bez życia.

Zaraz przy wynalazku pojawiła się prowadząca talkshow.

– Oto najnowszy dezinsektor, urządzenie, które na dobre opróżni nasz dom ze wszystkich żywych stworzeń poniżej rozmiaru kciuka. Opieka nad zwierzętami to wielka radość, ale i wielkie ryzyko. Już dziś złóż zamówienie na mechanicznego pupila – w tym momencie zza krawędzi ekranu wybiegł sztuczny pies, szczekając radośnie i merdając ogonem – a dezinsektor dostaniesz za połowę ceny! Dostępne modele pupili to pies, kot, chomik i, specjalnie zaprojektowany na cele tego odcinka, rój nano-pszczół zaprogramowany dla użytkownika domowego. Skorzystaj już teraz!

Oferta ważna tylko do wyczerpania zapasów, ostrzegał napis, który przewijał się nad dolną krawędzią ekranu.

 

Koniec

Komentarze

Gekikaro, prawie osiemnaście tysięcy znaków to już nie szort. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na OPOWIADANIE.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagę, już zmienione.

OK. Dziękuję. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Liczę na twoją niezmiennie trafną analizę tekstu. :)

A, człowiek i przed szkodą, i po szkodzie głupi ;)

Podobało mi się, ciekawy pomysł na postapo, zruinowany świat i triumfujący momo wszystko człowiek, któremu nic nie straszne.

Smutne to przeklinanie Ziemi, ale obawiam się, że możliwe.

Pies na końcu rewelacyjny, udał Ci się niezły twist. Już myślałam, że jednak dostaniemy po dupie, a tu jednak nic ;)

Ogólnie fajne opko, zasługujące na kliczek :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

O! Jestem zaskoczony, że po tym jak opowiadanie spadło z oierwszej strony, ktoś to przeczytał. Tym bardziej miło mi spotkać się z pozytywną opinią na jego temat.

Całkiem niezły tekst. Niewiele się tam dzieje, rzecz stanowi właściwie tylko opis świata i naprawdę nie pogniewałbym się, gdyby w świecie owym umieścić jakąś bardziej złożoną historię, położyć kilka warstewek fabuły, pchnąć wszystko na tory pociągu dynamicznej akcji. 

Ale wizja jest naprawdę fajna i muszę przyznać, że podoba mi się konflikt człowiek/natura przedstawiony w taki sposób. Możemy rozwalać/kształtować środowisko tak jak chcemy, w sposób, w jaki chcemy i nic nie stanie nam na przeszkodzie, nawet tak desperackie próby (oczywiście o ile ktoś chciałby przyrodę uosabiać) jak wybuch superwulkanu. Ostatecznie przeżyją tylko karaluchy i ludzie, a potem stworzymy sobie nowe środowisko. Albo wyniesiemy sie gdzieś indziej :-) 

Wydawać by się mogło, że jest w tekście trochę ekologicznego straszenia rodem z końca lat osiemdziesiątych, ale w zupełnie nowym, nieco cynicznym, nowoczesnym wydaniu. 

Styl też naprawdę dobry – prosty, bez zbędnych ozdóbek, konkretny i porządny, świetnie pasujący do treści. 

– Przerażająca historia. – Wypowiedziała prowadząca z bezbłędnie udawanym współczuciem.

Generalnie wiem i co chodzi – trzeba było podkreślić, że słowa "Przerażająca historia" były niemal wydeklamowane z uprzednio opracowanym naciskiem i sztucznym akcentem emocjonalnym. Ale to "wypowiedziała" okropnie wygląda. Myślę, że zwykle "powiedziała" wystarczy, czytelnik z kontekstu wyczai sztuczny ton prowadzącej. 

Ale tak poza tym nie mam zastrzeżeń. Bardo dobry, pomysłowy tekst, i gdyby stanowił coś więcej, niż prezentację świata i koncepcji, to skakałbym z zachwytu. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

thargone, dzięki za komentarz i klika!

To fakt, w tekście nie dzieje się wiele, fabuła tam się snuje przy okazji i raczej jako pretekst właśnie do przedstawienia świata i postawy człowieka wobec środowiska. Czy straszenie? Trochę tak, trochę nie, bo koniec końców to człowiek przetrwał i żyje mu się bardzo dobrze, co jest odwróceniem wszystkich postapo o 180stopni. 

Poprawiłem ten fragment wedle twoich wskazówek, plus kilka innych, które rzuciły mi się w oczy.

Co do dłuższej historii – nie wykluczam. ;)

Może w tekście nie dzieje się zbyt wiele, ale to, co uznałeś za stosowne pokazać, opisałeś niezwykle przystępnie i obrazowo. Wizja przyszłości robi wrażenie i każe zastanowić się nad teraźniejszością.

 

widać cyl­ku­la­tor znowu szwan­ko­wał. ―> Pewnie miało być: …widać cyrku­la­tor znowu szwan­ko­wał.

 

Para wodna za­ję­ła ka­bi­nę, uno­si­ła się ku górze… ―> Masło maślane – czy coś może unosić się ku dołowi?

 

Neo-pan­te­ista. ―> Neopan­te­ista.

 

pie­nią­dze pły­ną­ce za eko-lob­by. ―> …pie­nią­dze pły­ną­ce za ekolob­by.

 

Ogrom­na, zaj­mu­ją­ca teren od ścia­ny do ścia­ny… ―> Ogrom­na, zaj­mu­ją­ca przestrzeń od ścia­ny do ścia­ny

 

Świe­tli­ste plamy, dum­nie skar­żą­ce się bia­ły­mi i zło­ci­sty­mi re­flek­sa­mi, przed­sta­wia­ły aglo­me­ra­cje. ―> Co to znaczy, że plamy skarżyły się? Na co się skarżyły i komu?

 

za spa­li­ny z mo­je­go Forda… ―> …za spa­li­ny z mo­je­go forda

Nazwy pojazdów piszemy małą literą. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

za­stą­pio­ne wi­zu­ali­za­cją  urzą­dze­nia w kształ­cie bia­łe­go walca, sto­ją­ce­go w cen­tral­nym miej­scu sa­lo­nu urzą­dzo­ne­go w stylu… ―> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dzięki za ponowne odwiedziny, tym bardziej, że tekst wrzuciłem już dawno temu. 

Dobrze odebrałaś cel opowiadania – to właśnie wizja przyszłości, postapo w niecodziennym wydaniu. Niestety, zazwyczaj fabułę traktuję bardzo instrumentalnie, skupiając się na myśli, którą mam do przekazania i nad warstwą fabularną powinienem pracować. 

Wszystkie uwagi oczywiście uwzględniłem w tekście. :) 

Cóż, Gekikaro, nie da się ukryć, że późno dotarłam do Twoich Pszczół, ale cieszę się, że w końcu przeczytałam ich historię.

Miło mi, że uwagi okazały się przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś ja odkopie, bo całkiem zadowolony jestem ze świata, jaki udało mi się wykreować – do tego przy tych suszach i epidemiach aż się obawiam, czy aby nie trafiłem w dziesiątkę. xD

I wiesz[+,] co wtedy zrobię?

Interesująca wizja przyszłości. Wykreowałeś naprawdę ciekawy świat, chętnie przeczytałabym coś większego, osadzonego w tej scenerii. Bunt natury, mordujące zwierzęta, niewyciąganie wniosków z przeszłości – fajny pomysł. Tutaj w zasadzie nie ma za dużo akcji, ale nie przeszkadza mi to. Czytało się bardzo dobrze.

Fajne, podobało mi się :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

> Nie było możliwości{+,} by dostrzec świat zewnętrzny

> Spędzał pod nim wiele czasu, pozwalając wodzie obmywać jego ciało, myśląc o deszczu

Ciąłbym “jego”.

> więc nie słyszał[+,] co automat wylosował tym razem

> czynił ku temu przytyki

Przytyki czyni się raczej komuś, nie ku komuś/czemuś; przeformułowałbym.

> on był zbyt młody[+,] by pamiętać[+,] jak upadał rodzinny interes[+,] i nigdy nie widział innych pszczół poza tymi.

> Inkubatory[+,] w których przywracano

 

Motyw Gai zwracającej się przeciwko ludzkości nienowy, ale też niewyeksploatowany. Wizje świata po depresji ekologicznej są dziś na czasie bardziej niż kiedykolwiek. Niezgorszy obrazek i bogaty jak na takie krótkie opowiadanie. Uczciwe science fiction. Czytało się dobrze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Anet, dzięki za klika i polecajkę! Rozważam kontynuację, czy nawet nie tyle kontynuację, co inny tekst w tym świecie. Tylko jeszcze kilka takich światów trzymam w zanadrzu, które czekają w kolejce. 

 

Jerohu, dzięki za worek przecinków, prawie wszystkie wstawiłem, jednego nie byłem pewien, mianowicie:

… interes[+,] i nigdy… 

To fakt, że motyw mściwej Gai jest nienowy, ale zawsze ludzie reagują na to rozpaczą, usiłują coś zmienic, albo są skazani na życie w tragicznych warunkach. Mnie się wydaje, że ludzie za wszelką cenę dążyliby do utrzymania (jak nie zwiększenia) swojego komfortu życia. 

Rzeczywiście, wynikałoby z tego, że powinien się tam znaleźć… jakoś mi to nie wygląda dobrze, ale niech będzie. :) 

Bardzo interesujący świat. Fabuła mało rozbudowana. Początek to właściwie jeden wielki infodump. Nic się nie dzieje, tylko poznajemy scenerię. Ale nie przeszkadza to zbytnio, bo jest nietuzinkowa.

obecność dojrzałych trutni diploidalnych

Myślałam, że diploidalne są samice. To jakaś mutacja?

Babska logika rządzi!

Finkla, to opowiadanie to jeden wielki infodump – ale chyba dlatego je lubię. Zamiast na fabułę, postawiłem na wizję świata. 

Trutnie bywają takie i takie, ale pszczoły zjadają diploidalne trutnie zaraz po wykluciu, nie pozwalając im się rozwinąć. Tak, to była mutacja, a raczej konsekwencja ingerencji człowieka, która pozwoliła im osiągnąć dojrzałość… i spowodowała, że pszczoły odzyskały żądła i swoją "agresywność". Nie chciałem tego opisywać w prost, pozostawiłem jako domysły.

Dzięki za przeczytanie, opowiadanie z lutego, tyle nowości na stronie, więc tym bardziej mi miło. :) 

Dzięki za wyjaśnienia.

Czyli pszczółki robią larwom po wykluciu błyskawiczne testy genetyczne? Kto by pomyślał…

Moja kolejka sięga właśnie końca lutego. Co zrobić…

Babska logika rządzi!

– Pchasz się w gips – krzyknęli ekolodzy. :-)

A poważnie. Bardzo sugestywne i jak dla mnie wielce prawdopodobne. Udane opowiadanie, które daje dużo do myślenia.

Z tym gipsem to zależy, jak ten tekst odebrać, bo to, że ludzie nie zauważają problemu, albo nauczyli się go obchodzić (co w sumie jest bardziej popularną strategią obecnie, niż problem rozwiązywać), nie oznacza, że problemu nie ma. :P

Ostatnie dni pokazują, że z odbiorem bywa różnie. 

Niemniej Twój tekst bardzo mi siadł.

Nowa Fantastyka