- Opowiadanie: syf. - Trupi pieniążek

Trupi pieniążek

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Trupi pieniążek

 

 

epilog 1

Galt obraca w palcach miedziany pieniążek. Pogięty kawałek metalu – o oberżniętych krawędziach, które pewnie nie raz rozcięły ludzką skórę; o startej tysiącami dłoni srogości oblicza cesarza na awersie; lepki od brudu niezliczonych sakiewek i kieszeni – w blasku świec skrzy czerwienią rozwodnionej krwi. Moneta z brzdękiem upada na zakurzoną kamienną posadzkę.

Mężczyzna podnosi ją i z obrzydzeniem wpycha w usta leżącemu na zimnym katafalku nabrzmiałemu trupowi.

 

1

– Umarły krąży po mieście! – woła w drzwiach goniec.

Strażnicy zrywają się z posłań. Pospiesznie drżącymi rękoma zakładają pancerze. Przeklęty Ridiger – myśli Galt, szukając w pęku klucza do zbrojowni. W końcu otwiera. Wydaje okute pałki i włócznię.

– Idźcie na miejsce – mówi. – Nie ruszajcie potwora, chyba że będzie agresywny.

Sam zaś chwyta pochodnię i biegnie ku kamienicy Ridigera.

 

2

– Co żeś znów odpierdolił? – Galt krąży po komnacie.

Płomień wydobywa z cienia obłości pożółkłych czaszek. Błyskają metalowe okucia starych ksiąg. Dziwnymi kolorami iluminują pękate ampuły.

– Marinusie, nie denerwuj się. – Ridiger nalewa wina do pucharów. – Znasz moją biegłość w sprawach pośmiertnych. Nie zrobiłem nic, co realnie zagrażałoby komukolwiek. Wiesz również, że sam cesarz upoważnił mnie do badania przestworzy, rozciągających się za ponurym całunem śmierci…

–  Skończ z tym poetyckim bełkotem! – krzyczy Galt. – Nikt ci nie pozwolił na ściąganie szkaradztwa pomiędzy ludzi.

–  Posłuchaj. –  Ridiger upija łyk alkoholu. – W trakcie jednej z wypraw napotkałem ducha mężczyzny, błąkającego się po pustkowiach poza światem żywych. Ów upiór nie może przeprawić się do krainy zmarłych, gdyż jego więź z doczesnością jest zbyt silna. Został on, wyobraź sobie, skrytobójczo zamordowany, nie zaznał ani sprawiedliwości, ani właściwego pochówku…

Ridiger spogląda znacząco na strażnika.

–… co, nawiasem mówiąc, czyni jego sprawę obiektem również i twojego zainteresowania.

 

3

Kreatura powolnym krokiem zmierza w górę ulicy. Jej rozchybotany migotaniem pochodni cień liże szachulce kamienic. Spod poszarpanego, umazanego gnojem ubrania wypadają oślizgłe larwy, z obrzydliwym bzyczeniem ulatują końskie muchy.

Strażnicy w milczeniu podążają za truposzem. Kwaśny smród zgnilizny oblepia ich twarze, zatyka nosy, wyciska z oczu łzy. Jeden z mężczyzn nie wytrzymuje i zaczyna wymiotować.

Na miejsce dociera Galt.

Umarły tymczasem skręca w zaułek, by wreszcie zatrzymać się przed wejściem do jednej z zapadłych oficyn. Zaczyna się dobijać. Ujadają przerażone psy. Galt i jego ludzie przystępują do potwora.

Nagle otwierają się drzwi. W środku stoi kobieta. Widząc kreaturę, krzyczy. Potem nieprzytomna pada na ziemię.

 

4

– Kiedy byłem tam pierwszy raz – kontynuuje Ridiger – niemalże natychmiast opanowało mnie zwierzęce przerażenie. Z jednej strony cieszyłem się, że w końcu udało mi się zrealizować ambicję i ujrzeć świat pośmiertny, z drugiej jednak panująca tam pustka była boleśnie wręcz przytłaczająca.

Galt słucha w milczeniu.

– Wokoło panowała kościstoszara nicość. Piaszczysta błoń ciągnęła się niezmącenie aż po cieniutką kreskę horyzontu, by tam zlać się z wyblakłym całunem śmierci.

– Ridiger, do rzeczy…

– Miejsce, o którym ci opowiadam, to swoisty przedsionek zaświatów. Wałęsają się tam dusze, które z jakiegoś powodu samodzielnie nie były w stanie przejść przez bramę królestwa zmarłych. Z czasem nauczyłem się je dostrzegać. Upiory te były jednak zbyt rozszalałe, bym mógł nawiązać z nimi kontakt i im pomóc. Do czasu aż spotkałem Wolfganga…

 

5

Strażnicy pałkami dociskają Wolfganga do podłogi. Ujadają psy. Zbudzeni hałasem mieszkańcy sąsiednich oficyn i szop zaglądają do pomieszczenia.

– Won! – krzyczy Galt. – Wypierdalać!

Sam odciąga omdlałą kobietę w przeciwległy kąt izby.

Z komórki wyłazi dwoje maluchów i nieco starsza dziewczynka. Szlag by ich wszystkich, kurwa, trafił – mamrocze Galt. Przemyka mu przez myśl, że tak właśnie kończą się zamianki na dyżury: jedną wielką chujnią, którą los tak naprawdę przeznaczył dla kogo innego.

–  Z powrotem – mówi, próbując się uspokoić. – Schowajcie się z powrotem.

Dzieci znikają za drzwiami, zaś Galt podchodzi do Wolfganga. Zaraz sprawdzimy wiarygodność guseł Ridigera – myśli, zdzierając z trupa ubrania.

– Uważaj, żeby cię nie pogryzł.

Oczom strażników ukazuje się konstelacja kilkudziesięciu ran na klatce piersiowej i brzuchu trupa. Z otworów sączy się brunatna maź, wystają płaty żółtawego tłuszczu, wyłażą kolejne larwy. Między żebrami sterczy ułamany kawał ostrza noża.

– Porżnięty jak świniak…

 

6

– Wolfgang był jeszcze bardziej przerażony niż ja podczas pierwszej wizyty – mówi Ridiger. – Nie można mu się dziwić, wszak niedawno zmarł nadzwyczaj brutalną śmiercią. Pustkowie na szczęście nie zdążyło zniszczyć jego jaźni.

– Konkret. Kto go zabił, kiedy, dlaczego…

– Ech, z wami trepami tak to jest. Nie człowiek was interesuje, a odfajkowanie sprawy. Wolfgang powiedział mi, że zamordowała go konkubina, chciwa pieniędzy i nowego kochanka. Potem zatopiła jego zwłoki w gnojówce. Postanowiłem mu pomóc i odprawiłem rytuał przyzywania duchów, który okazał się być na tyle skuteczny, że mógł on wstąpić z powrotem w swoje ciało, by rozliczyć ziemskie sprawy. Wolfgang potrzebuje sprawiedliwości oraz, co równie ważne, odpowiedniego pochówku, by móc odejść do krainy zmarłych.

 

7

– Załatwiłaś kochasia, co? – Galt budzi kobietę wiadrem zimnej wody. – Jak się nazywasz?

– Grete.

Kobieta zaczyna wyć, widząc szamocącego się trupa przy wejściu. Galt ją policzkuje. Potem łapie za włosy, podnosi i ciągnie ku zwłokom.

– Zobacz, zobacz, kurwa, jaki porżnięty. Gorzej jak wieprz na świniobiciu. I jeszcze wpierdolony do gnoju jak zgnite kartofle. Może chcesz raz jeszcze w jego czułe objęcia, co?

Wolfgang wierzga się, charczy, jakby próbował coś powiedzieć. Nagle wyrywa się jednemu ze strażników i o mało co nie sięga ręką kobiety. Celny kopniak sprowadza go jednak na podłogę.

– Nie! Proszę! – Kobieta płacze. – Ja się przyznam! Ja go zabiłam, ale ja miałam powód. Naprawdę!

Na ulicy słychać rżenie koni, podniesione głosy, szczęk zbroi. Na miejsce przybyło więcej strażników. W wejściu pojawił się również Ridiger.

– Zobaczcie! – sapie kobieta. – Zobaczcie. Marieke! Chodź, dziecko!

Z komórki wychodzi dziewczynka. Jest skulona. Powłóczy nogami.

– Pokaż im, dziecko, pokaż, co ci zrobił ten bydlak!

Dziewczynka stoi nieruchomo, szlochając.

– Pokaż im! – krzyczy matka.

Jeden ze strażników podchodzi do Marieke i podciąga jej giezło. Oczom zebranych ukazują się zasiniałe uda i brudne zakrwawione szmaty, zakrywające krocze. Dziewczynka zaczyna drżeć tak bardzo, że słychać zgrzytanie jej zębów.

– Wiedziałeś, skurwysynu, o tym? – szepce Galt.

–  Ja?  – cicho odpowiada Ridiger. –  Skądże. Gdyby Wolfgang opowiedział mi o takich rzeczach, to nigdy bym go przecież nie sprowadził z powrotem.

Któryś ze strażników w międzyczasie chwyta włócznię i zaczyna dźgać truposza.

– Idioto, zostaw go! – woła Ridiger. – Przecież on już jest nieżywy.

– Co mam z nim zrobić? – pyta Galt.

– Jak to co, zerwać jego więź z tym światem.

Galt milczy przez dłuższą chwilę, nadaremno próbując przełknąć – suchość gardła powoduje jedynie odruch wymiotny.

– Grete – zaczyna deklamować – zostałaś zatrzymana jako morderczyni swojego konkubenta Wolfganga. Zostaniesz jutro doprowadzona przed oblicze sędziego, który zgodnie z cesarskim prawem wymierzy ci adekwatną do twej zbrodni karę. Brać ją!

W tym momencie ścierwo Wolfganga przestaje się ruszać.

– Nie zapomnij o pochówku – wychodząc, rzuca Ridiger. – Inaczej on wróci.

 

8

Wolfgang snuje się po kościstoszarym pustkowiu. Dotarł już do bramy krainy zmarłych, ale z jakiegoś powodu nie miał w ustach pieniążka przeznaczonego dla klucznika. Przepędzili go. Ruszył więc dalej, licząc że znów napotka kogoś takiego jak Ridiger, kto zechce mu pomóc.

Ręce ma związane za plecami. Do jego szyi zaś wciąż przytroczone są ciężkie żelazne kule, zwisające na konopnych sznurach, pokryte kolcami i opatrzone opisami zła, które wyrządził za życia. Każdy ruch powoduje, że obijają się o części ciała, którymi mężczyzna krzywdził innych. Największy, najcięższy odważnik, z którego wyrastają żądła skorpionów, uderza go bezustannie w krocze. Grawerunek głosi: „gwałciciel dzieci”.

 

epilog 2

Ridiger czeka, aż Galt opuści mortuarium. Potem zakłada rękawiczki i wchodzi do pomieszczenia. Wyciąga z saszetki długie szczypce i puzderko – oba wykonane ze srebra i inkrustowane bursztynem. Według jego wiedzy takie narzędzia powinny ochronić właściwości magicznego artefaktu – podarowane ze szczerej dobrej woli żywego człowieka prawo wejścia do królestwa zmarłych. Mężczyzna nachyla się nad trupem Wolfganga i ostrożnie wydobywa pieniążek z jego ust. Chowa monetę do puzderka. Błąkaj się po wieczność, bydlaku – myśli.

W pracowni wszystko jest przygotowane. Ze ścian spływa plugawość pisanych krwią i sproszkowanymi wnętrznościami inkantacji, uchylających zasłonę życia. Ridiger z obrzydzeniem myśli o tym, że będzie jeszcze musiał monetę włożyć sobie do ust.

Jest to jednak najmniej obrzydliwa z rzeczy – myśli – które trzeba było zrobić, by móc wkroczyć żywym do krainy zmarłych.

 

Koniec

Komentarze

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czasem człek chce sobie w przerwie od kieratu, do kawki, dla odpoczynku, odsapnąć czytając miłe rzeczy.

“O, krótkie i o jakimś pieniążku, w sam raz” – myśli człek. I klika, hehe. 

Bardzo to fajne, napisane świetnym stylem i plastyczne, rewelka. I dialogi strażnika i nekromanty są ekstra. 

 

Pierdolety do przemyślenia pod kątem ewentualnych poprawek:

– Zapierdoliłaś kochasia, co?

O ile z urokiem i wdziękiem wrzuciłeś w tekst bluzgi, to ten mi tutaj nie pasuje. Nawet mam kłopot z uzasadnieniem. Po prostu dla mnie jest nienaturalnie w tym miejscu. 

 

Dwa razy w tekście jest “wycie” kobiety. Daleko od siebie, ale sytuacyjnie bardzo blisko. Jest wrażenie powtórzenia. 

 

Trochę mam po tej kawusi absmak teraz, ale nic to, bo bardzo mi się spodobało.

Solid szit, klikne!

Cześć, syf. Świetne opowiadanie. :) Krótkie ale treściwe. Rewelanyjny opis Wolfganga po drugiej stronie, w części ósmej. Nie ukrywam, że chętnie bym tego pana za przyrodzenie powiesiła gdzieś pod sufitem, ale to już inna kwestia.

Ciężko mi się czytało. Nie wiem w zasadzie co jest przyczyną. Może dlatego, że sporo jest którkich zdań, przez które tekst jest bardziej dynamiczny, ale ja nie nadążam. Nie mówię że jest źle, chyba bardziej gustuję w plastycznych opisach niż wartkiej akcji.

Z uwag technicznych:

w blasku świec skrzy się czerwienią rozwodnionej krwi. 

I to drugie zdanie – opis monety – strasznie długie, w porównaniu do reszty, ale może to efekt zamierzony.

Dzięki za komentarze. Poprawki uwzględnione :) 

 

Może dlatego, że sporo jest którkich zdań, przez które tekst jest bardziej dynamiczny, ale ja nie nadążam

 

Taki urok konkursów z ostrym limitem znaków. 

 

I to drugie zdanie – opis monety – strasznie długie, w porównaniu do reszty, ale może to efekt zamierzony.

 

Żona też mi mówiła, że jej zdaniem za długie. No ale mi się podoba :) Poza tym z założenia opis ma korespondować ze sposobem spożytkowania monety z ostatniego akapitu opowiadania. 

 

w blasku świec skrzy się czerwienią rozwodnionej krwi. 

 

A tu nie wiem, co jest źle. Na stronce pwn podane są obie formy. 

I po co to było?

Czytałem wczoraj, ale nie zdążyłem napisać kilku słów. Podobało mi się. Obrazowe opowiadanie, dynamiczna akcja, i wulgaryzmy pasują, chociaż specjalnie za nimi nie przepadam. Ważne, że wpisują się w klimat. Gdzieś tam zgrzytnął mi jeden czy drugi dialog, który chciałeś chyba stylizować trochę na dawne czasy, ale to nic znaczącego. Jedynie ta dziewczynka… Kiedyś Cobold napisał mi, że gwałcona przez ojca lub ojczyma córka czy też pasierbica to już dosłownie stygmatyzm w beletrystyce, i coś w tym jest.

Niemniej to bardzo udane opowiadanie.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Przeczytałem, podobało się, ale jakoś nie potrafię w tej chwili wykrzesać z siebie jakiegoś głębszego komentarza. Mroczne i pachnie trupem.

Bardzo dobry, mocny i klimatyczny tekst, ale paprząc na to, kto jest autorem właśnie tego się spodziewałam.

Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura. Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek :)

Toss a coin to your… necromancer? ;)

 

Z tym gwałtem trochę po taniości, ale nie patyczkujesz się, jest dosadnie i konkretnie, gość zrobił, co do niego należy i tyle, profesjonalistę miło pooglądać. Oceniać go można osobno. Pomimo tego, że takich srogich postaci jest tyle, ile zarażeń koronawirusem w Chinach, Galt ma w sobie coś swojego. Jak na takiego króciaka to duży sukces.

Bardzo miło mi się czytało opis pieniążka, i generalnie każdego, nomen omen, syfu, w Twoim tekście. Detale: puzderko, puchary, szachulce kamienic; zgrabnie wplecione, ja zwracam na takie “przyprawy” uwagę, więc sprawiło mi to przyjemność. To umiesz, dobra robota.

 

Ridiger lubi zwrot “całun śmierci” ;) Używa go dwukrotnie, poeta jeden.

 

Uwaga: nie wiem, czy taki kawałek żelastwa między żebrami nie wyrwałby się na wolność podczas pobytu trupa w gnojówce. Ja bym założyła, że by jednak wypłynął, ale spytaj kogoś zapoznanego z truposzami i procesami ich dotyczącymi.

 

–  Skończ z tym poetyckim bełkotem! – krzyczy Galt.

To stwierdzenie powinnam adoptować i umieścić sobie w sygnaturce, ku przestrodze w swoim pisaniu. D:

 

Klikam.

Dzięki za komentarze!

 

Uwaga: nie wiem, czy taki kawałek żelastwa między żebrami nie wyrwałby się na wolność podczas pobytu trupa w gnojówce. Ja bym założyła, że by jednak wypłynął, ale spytaj kogoś zapoznanego z truposzami i procesami ich dotyczącymi.

 

Można rzec, że ja tutaj jestem zapoznany z truposzami etc. :) 

 

Kiedyś Cobold napisał mi, że gwałcona przez ojca lub ojczyma córka czy też pasierbica to już dosłownie stygmatyzm w beletrystyce, i coś w tym jest.

 

Cóż – jest bieda oraz pato, musi być i gwałciciel. Poza tym uznałem, że w tak krótkim tekście można i trzeba operować dosadnymi kliszami, bo zwyczajnie nie ma miejsca, by zbudować indywidualny obraz dużej krzywdy, która jest potrzebna w kontekście kreacji bohaterów i klimatu. 

I po co to było?

Czytało się dobrze, zajmująca, spójna kompozycyjnie historia z ciekawym motywem pieniążka. Dość naturalistyczne opisy nieumarłego.

Skoro już tak wnikliwie analizujemy tę postać, dorzucę i ja swoje trzy grosze. ;) Trupek mocno nadgnity (larwy itp.), a siniaki u dziewczynki zniknęłyby po krótkim czasie.

Skoro już tak wnikliwie analizujemy tę postać, dorzucę i ja swoje trzy grosze. ;) Trupek mocno nadgnity (larwy itp.), a siniaki u dziewczynki zniknęłyby po krótkim czasie.

 

 

Aaale – gnojóweczka, ciepełko, perforacja jelit, dużo ran do zasiedlenia przez dzikuny :) 

I po co to było?

Widzę, że przemyślałeś tego bohatera w szczegółach. ;)

 

IMHO to jeden z tych tekstów konkursowych, który – jak nie aż tak wiele innych – stoi przede wszystkim fabułą, spójną i złożoną, choć skutecznie zamkniętą w szorcie. Jest pomysł, klimat i dobrze skomponowana historia, czego chcieć więcej?

Niezwykle spójny koncept, bo moytw trupiego pieniążka otwiera i zamyka opowiadanie kompozycyjną klamrą.

Jedyne, co mi tak nie do końca grało to narracja w czasie teraźniejszym, chociaż sprawne prowadzenie fabuły jakby nie było wynagradza.

Dzięki za komentarze.

 

narracja w czasie teraźniejszym

 

Jakiś czas temu przestawiłem się na czas teraźniejszy i znacznie wygodniej mi się w nim pisze. Podoba mi się, że z automatu przydaje tekstowi dynamizmu i wrażenia, że opowieść jest snuta na bieżąco.

I po co to było?

 

Tak – następnym razem można zrobić konkurs: proszę, oto trzy obrazki, w tekście ma być widoczna inspiracja każdym z obrazków :) 

I po co to było?

Opowiadanie ma przemyślaną konstrukcję, dopełnioną klamrą, widać, że trzymałeś się planu, syfie :) Misię bardzo. Przede wszystkim czuć mocny klimat, ciężki, śmierdzący trupem. Wulgaryzmy w ilościach odpowiednich, są tam, gdzie pasują, w niczym tu nie przeszarżowałeś. Dobre opowiadanie :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dzięki!

I po co to było?

Trochę dziwnie to zabrzmi, ale sympatyczne :)

Przynoszę radość

Miło mi :) 

I po co to było?

Podobało mi się. Dobre i mocne. Momentami klimat aż wylewa się z tekstu mieszanką krwi i brudu. Żywe i autentyczne postacie, przemyślany koncept i świetny fragment 8.

No i bardzo podobało mi się to zdanie :)

 

tak właśnie kończą się zamianki na dyżury: jedną wielką chujnią, którą los tak naprawdę przeznaczył dla kogo innego.

tak właśnie kończą się zamianki na dyżury: jedną wielką chujnią, którą los tak naprawdę przeznaczył dla kogo innego.

 

To jest z życia wzięte. 

I po co to było?

Podoba mi się pomysł dwóch epilogów, szczególnie zamknięcie wypada fajnie. Mogłoby się obyć bez bluzgów, te wszystkie odpierdoliłeś, przypierdoliłeś itp. jakoś mnie strasznie rażą w fantasy, ale to drobiazg. Trochę zbyt lekko kręcisz truposzem na osi ofiara-kat żaby wypadło to wiarygodnie, ale że zacytuje twój własny komentarz:

Poza tym uznałem, że w tak krótkim tekście można i trzeba operować dosadnymi kliszami, bo zwyczajnie nie ma miejsca, by zbudować indywidualny obraz dużej krzywdy, która jest potrzebna w kontekście kreacji bohaterów i klimatu. 

więc trzeba na to przymknąć oko i jest git. Ale ten dyżur to wepchnięty na siłę :) Zresztą moim zdaniem bez tej wzmianki teksty by tylko zyskał. 

Dzięki za komentarz. 

I po co to było?

Bardzo dobrze napisane, zamknięte! Opko tonie w mrocznej rzeczywistości. Chyba wolałabym przeczytać jakąś Twoją dłuższą formę, bo w tych krótkich jesteś tak dosadny, że wywołują znieczulenie, trochę to przełamujesz w zakończeniu.

Postaci ciekawe, świat niedookreślony, ale ponieważ odwołujesz się do mocnych obrazów i skojarzeń, więc się za tym idzie i nie zastanawia. Właściwie dla mnie Twój tekst uratowała końcówka, optymistyczną mi się zdając.

A dyżuru chyba brakuje, choć można się domyślić na czym polega?

Pokombinowałabym ze słowami, i nie chodzi o przekleństwa, przebiegłam tekst wzrokiem jeszcze raz, w gruncie rzeczy nie ma ich tak wiele, w tekstach innych widziałam więcej.  Może chodzi o sensualne doznania, które fundujesz przez multiplikujące się określenia (z tym, że to już bardzo subiektywne odczucie). Z części bym zrezygnowała, a zwłaszcza z powtarzającego się “wycia” i wymiotów. Są charakterystyczne i odwracają uwagę od historii.

pzd srd:)

a

 

Edit: Przemyślałam sprawę i zwrócę się o nominację. Głównym powodem jest wzorcowa i przemyślana struktura tego opowiadania, bardzo rzadko spotykana. Chciałabym tak konstruować teksty. Scena napędza scenę i ujawnia kolejny element układanki, w dodatku materią nie jest linearność fabuły, czyli bohater pokonuje przeszkody, czy ma dylematy, lecz miejsca akcji i skupienia czytelnika rozgrywają się w kilku miejscach.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z części bym zrezygnowała, a zwłaszcza z powtarzającego się “wycia” i wymiotów. Są charakterystyczne i odwracają uwagę od historii.

– fakt, rzeczywiście jest za dużo. Umknęło mi. 

 

Głównym powodem jest wzorcowa i przemyślana struktura tego opowiadania, bardzo rzadko spotykana. Chciałabym tak konstruować teksty.

Miło mi!

 

Właściwie dla mnie Twój tekst uratowała końcówka, optymistyczną mi się zdając.

Zakładam, że chodzi o los Wolfganga. To była taka forma eksperymentu, by ogólną syfiastość świata przedstawionego zrównoważyć wprowadzeniem wątku kończącego się w sposób zgodny z powszechnym poczuciem sprawiedliwości. Po komentarzach sądzę, że faktycznie w ten sposób estetyka opowiadania stała się strawniejsza.

Na ogół nie zdarza mi się wprowadzać pozytywnych finałów opowieści, więc i dla mnie jest to coś nowego :) 

 

I po co to było?

Fajna klamra z pieniążkiem. Interesujące opisy (nie napiszę jednak, że ładne ;-) ).

Fabuła bardzo prosta – wywołanie ducha => znalezienie zabójcy => wskazanie motywu. A i sam motyw często wykorzystywany w literaturze. Nie mówię, że takich ludzi nie ma. Ale za bardzo marudzić mi nie wypada, bo sama niedawno wykorzystałam podobnego bohatera.

Obrazy przemawiają do wyobraźni, zwłaszcza te ciężarki pod koniec.

Już się pogubiłam, co zostało nominowane, a co dopiero będzie. Jeśli Twój tekst się łapie, to będę na raczej TAK.

Babska logika rządzi!

Coś ode mnie ;)

 

Czytając to opowiadanie największe wrażenie robi styl. Zwięzły, a przy tym obrazowy, minimalistyczny… dla mnie wzorowy. Rytm zdań i to jak w dialogach można przekazać wystarczającą ilość informacji, jak opisy mogą trafiać w punkt, zachwyca. Klamry i zastosowane podziały świadczą o nie małych umiejętnościach autora-rzemieślnika.

Kreacja postaci?

Zdecydowanie mamy tutaj do czynienia z żywo zarysowanymi postaciami zaopatrzonymi w atrybuty, które nadają klimat opowiadaniu, aczkolwiek mimo wszystko autor znalazł miejsce, aby utrzeć nosa czytelnikowi. Gra pozorów. Kto jest tak naprawdę kim? Kto jest ofiarą, a kto katem? Co prawda gwałt na dzieciach to troszkę chwyt niskich lotów, użyty aby zszokować/wstrząsnąć czytelnikiem, niemniej jednak zastosowanie było jak najbardziej celowe, a to już mówi dużo o tym, jak tekst był przygotowany, w jaki sposób przemyślany.

 

Świat przedstawiony

Rozbudowany na ile było to możliwe. Oparty niejako na dobrze już znanych motywach submitologicznych – wieczna pokuta, moneta jako zapłata za przejście, kara dostosowana do przewin.

Przesłanie?

Ewidentnie opowiadanie jest ustawione na wywoływanie emocji. Brud, syf, bluzgi, które wypływają z przedstawionej rzeczywistości, moralne wynaturzenie postaci i ich skrzywienie tworzą przykład literatury odrazy. Opowiadanie ma taki cel i przyznam się szczerze, że nawet nie próbuje się doszukiwać jakiegoś głębszego kontekstu, ponieważ będzie rozmemłany, ogólnikowy, bez wyrazu… nie tak ostry, jak trupi zapach opowiadania. Tym samym nie będzie bilansować opowiadania w należytym stopniu.

 

Temat?

Dopełniony.

 

W mojej ocenie opowiadanie ma wartość, którą należy nagrodzić :)

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Juror

Z właściwą sobie znajomością rzeczy opowiedziałeś historię pieniążka, nie żałując przy tym czytelnikowi drastycznych scen, smrodu i wszelkiego paskudztwa, które, mimo dosadności opisów, nie odstręczają od lektury, a wręcz przeciwnie – nie pozawalają przestać czytać.

Co tu dużo mówić, Syfie, o największy brudzie potrafisz napisać tak, że opowiadanie czyta się z prawdziwą przyjemnością.

Gratuluję miejsca na podium! ;D

 

Po­spiesz­nie drżą­cy­mi rę­ko­ma za­kła­da­ją pan­ce­rze. ―> Czy dobrze rozumiem, że ręce im drżały pospiesznie?

A może miało być: Drżą­cy­mi rę­ko­ma pospiesznie za­kła­da­ją pan­ce­rze.

 

Wy­da­je okute pałki i włócz­nię. ―> Literówka, czy wydał tylko jedną włócznię?

 

–… co, na­wia­sem mó­wiąc… ―> Brak spacji po półpauzie, zbędna spacja po wielokropku.

 

Piasz­czy­sta błoń cią­gnę­ła się nie­zmą­ce­nie… ―> Błonie jest rodzaju nijakiego, więc: Piasz­czy­ste błonie cią­gnę­ło się nie­zmą­ce­nie… Lub, jeśli w liczbie mnogiej: Piasz­czy­ste błonia cią­gnę­ły się nie­zmą­ce­nie

 

myśli, zdzie­ra­jąc z trupa ubra­nia. ―> …myśli, zdzie­ra­jąc z trupa ubra­nie.

Ubrania wiszą w szafie, leżą w szufladach i na półkach. Odzież, którą ktoś ma na sobie to ubranie.

 

Wol­fgang wierz­ga się, char­czy… ―> Wierzgać można nogami, ale nie można wierzgać się.

Proponuję: Wol­fgang wierz­ga, char­czy… Lub: Wol­fgang rzuca się/ szarpie się/ miota się, char­czy

 

–  Ja?  – cicho od­po­wia­da Ri­di­ger. ―> Dlaczego odpowiada, skoro pytajnik wskazuje, że pyta?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z twoim opowiadaniem miałem pewien problem. Jak przeczytałem je pierwszy raz, to bardzo mi się podobało i od razu wskoczyło bardzo wysoko w moim rankingu. Potem, jak przypominałem sobie wszystkie teksty, to leciało w dół jako “spoko, ale w sumie nic szczególnego”. A potem czytałem jeszcze raz i znowu myślałem “matko, jakie to fajne” i dawaj na szczyt listy :D Generalnie więc – opowiadanie świetnie napisane i dające masę frajdy podczas czytania, ale mimo wszystko jakoś nieszczególnie zapadające w pamięć. I chociaż naprawdę bardzo mi się podobało i w pełni zasługuje na miejsce na podium, to zapewne za kilka tygodni niewiele będę potrafił sobie przypomnieć.

Póki jednak jeszcze pamiętam, to trochę pochwalę, bo jest co :D Przede wszystkim chyba bohaterowie – zarówno kapitan straży jak i nekromanta są naprawdę ciekawi i charyzmatyczni, a to już spore osiągnięcie w tak krótkim tekście. Czuć, że to prawdziwi ludzie z krwi i kości, a nie tylko papierowe figury na szybko sklecone na potrzeby szorta. Poza bohaterami to samu czuć także w świecie – czytając tekst byłem przekonany, że widzę wycinek z życia mieszkańców wielkiego, żyjącego świata, a nie tylko makiety. Nie wiem, czy masz uniwersum w którym mieści się akcja tego tekstu, czy tylko dobrze udajesz, ale efekt wyszedł naprawdę przekonująco. Generalnie całość – bohaterowie i świat – mają potencjał, żeby udźwignąć całą serie opowiadań, najlepiej z bardziej ambitną fabułą. 

Bo chyba fabuła jest tutaj najsłabszym punktem – prosta, liniowa, bez zbędnych zaskoczeń (poza samą końcówką). Do tego zaplanowany twist czy też punkt kulminacyjny opiera się na bardzo ogranym motywie. Jasne, jak sam pisałeś – w krótkich tekstach warto opierać się na znanych rozwiązaniach, żeby zaoszczędzić miejsca. Mimo wszystko jakoś niezbyt to porwało. Za to bardzo zadowalające rozwiązanie akcji, gdy wyjaśniły się motywy zabójstwa – zarówno potraktowanie samego ciała, jak i nekromanta kradnący pieniążek. W ogóle zgrabna klamra z pieniążkiem, lubię klamry :) 

Na sam koniec trzeba chyba jeszcze wspomnieć o języku – zgrabnym, płynnym, barwnym. To dzięki niemu opowiadanie czytałem (za każdym razem!) z niekłamaną przyjemnością. Brawo! 

Cieszę się, że wszystkim się podobało. Dzięki za komentarze.

 

Ewidentnie opowiadanie jest ustawione na wywoływanie emocji.

Walor rozrywkowy jest zdecydowanie pierwszoplanowy :) 

 

Obrazy przemawiają do wyobraźni, zwłaszcza te ciężarki pod koniec.

Dobrze!

 

 

Piaszczysta błoń ciągnęła się niezmącenie… ―> Błonie jest rodzaju nijakiego, więc: Piaszczyste błonie ciągnęło się niezmącenie… Lub, jeśli w liczbie mnogiej: Piaszczyste błonia ciągnęły się niezmącenie

 

To specjalnie sprawdzałem: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/blon;5413998.html :) 

 

 

Nawiasem mówiąc, zapisałem się do konkursu dot. weird fantasy na naszej stronce. Zakładam wstępnie, że tam również wykorzystam postać strażnika Galta i cały ten sztafaż dark fantasy. Zaś mój temat to “mokre ekskrementy” :) 

I po co to było?

Skoro specjalnie sprawdzałeś, Syfie, zajrzałam tam i ja, i cóż, teraz wycofuję się chyłkiem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bo chyba fabuła jest tutaj najsłabszym punktem – prosta, liniowa, bez zbędnych zaskoczeń (poza samą końcówką)

 

Generalnie mam problem z wyobrażeniem sobie bardziej złożonej historii w krótkiej formie pisarskiej. Stąd od początku przy ostrym limicie znaków staram się przyjąć bardzo prostą i wyraźną fabułę, tak by ilość wydarzeń nie konsumowała tego limitu i by można było bardziej skupić się na atrakcyjnej formie. Tym samym nie dziwię się, że opowiadanie łatwo ulatuje z głowy – a jednocześnie jest mi miło, że pozostawia po sobie pozytywne wspomnienie :) 

 

Poza bohaterami to samu czuć także w świecie – czytając tekst byłem przekonany, że widzę wycinek z życia mieszkańców wielkiego, żyjącego świata, a nie tylko makiety. Nie wiem, czy masz uniwersum w którym mieści się akcja tego tekstu, czy tylko dobrze udajesz, ale efekt wyszedł naprawdę przekonująco.

 

Myślę, że to jest taki świat fantasy, który ukształtował się na przestrzeni lat grania w rpgi :) 

 

Generalnie całość – bohaterowie i świat – mają potencjał, żeby udźwignąć całą serie opowiadań, najlepiej z bardziej ambitną fabułą. 

Mam nadzieję, że uda się sklecić kolejne opowiadanie, w tym weird-konkursie jest większy limit, więc pewnie i fabuła będzie bardziej wyeksponowana. 

I po co to było?

Opowiadanie przeczytałem już jakiś czas temu, choć komentarz pisze dopiero teraz.

No więc… Ciężkimi przedmiotami rzucasz w czytelnika, jak to u Ciebie zazwyczaj ;-) I z tego co widze, to bardzo lubisz formę nawiązującą do kolejnych aktów – całkiem sprawnie w to wpadając. Ciekawe, choć przyznam, że dużo większe na mnie wrażenie robi styl, jaki przedstawiłeś w “Kałuży pełnej psów”. Z drugiej strony ta forma “teatralna”, tak jak w przypadku “Sen Hymenaiosa”, pisana po Twojemu, pomaga w budowaniu wyobrażenia tła.

Ale co do samego opowiadania… Brud, brutalność, ciężkie klimaty. I wszyscy się w tym babrają. Komendant, który tak naprawdę sprawą interesuje się mocniej dopiero, gdy się okazuje, ze musi i zamyka ją tak, jak tylko to możliwe, gdy jest ku temu okazja, pomimo sygnałów watpliwości. Strażnik, który choć atakuje zbrodniarza, nie protestuje, gdy przychodzi do aresztowania matki ofiary. Czarownik,m który niby na końcu chce ukarać zbrodniarza, a jednak przecież powoduje, że dzieci pozostają porzucone. Sam fakt, ze w swoich oczach nie zauwaza, ze pogłębia zło uczynione ofiarom powoduje dodatkowe wzburzenie.

Opowiadanie jest mocne pod wieloma względami i nie pozostawia obojętnym, co jest mocną stroną. Ale Arnubis słusznie zauważa, że fabuła jest tu mocno liniowa. Dodałbym, że również jest w niej trochę braków, które można by ukryć skracając tekst lub wypełnić wydłużając, a w aktualnej formie niestety sprawiają wrażenie, że tekst dla pełnej mocy powinien być jednak gęstszy (mimo, że przecież już jest).

Za to podwójny epilog był bardzo sprawnym zagraniem.

 

Mój numer jeden w konkursie. Cóż, przyznam się, że zwyczajnie lubię Twoje pisanie, Syf.ie. Niekoniecznie tematykę, bo zazwyczaj snujesz opowieści brudne, odrażające i zimne jak bebechy tygodniowego nieboszczyka, czasem na granicy dobrego smaku. Ale już ponury, mroczny klimat jak najbardziej. A także warsztat, umiejętność prowadzenia fabuły, pomysły, kreacje postaci. Pomysłowe twisty/finały i zdania zapadające w pamięć. Znasz to rzemiosło dobrze.

Potrafisz przy tym tchnąć w swoje opowieści ducha, w bohaterów życie, a całości nadać syfiasty (wybacz grę słów) styl. I tak jest z tym opowiadaniem.

Moim poprzednicy marudzą na liniowość fabuły. Owszem, fabuła jest dosyć prosta, ale warto zauważyć, jak umiejętnie zapleciona, skonstruowana i poprowadzona. To zamknięta, sensowna treść, w której wszystkie elementy mają znaczenie, znajdują zastosowanie i miejsce w opowieści. W tak krótkiej formie to zaleta, widać, że Autor akcję zaplanował i panuje nad całością materiału.

Na deser podsuwasz czytelnikom niewygodne pytania o kondycję naszego gatunku, o jego skrzywioną moralność, o ciemną stronę naszej natury. Jednocześnie wskazujesz granice, których nie wolno przekraczać, nawet dla zdobycia wiedzy szczególnej, poznania i zrozumienia sekretów największych, a które jednak zostają przekroczone.

Figury snujące się po tym mrocznym świecie fantasy niby znajome, ale jako postaci w fabule wiarygodnie i pełnokrwiste. Nigdy nie są wydmuszkami, wierzymy w nie, ożywają zaraz po wejściu na arenę. Elementy świata przedstawionego też nie nowe, a jednak całość bardzo przekonująca jako scena dramatu rozgrywającego się na granicy jawy i zaświatów.

Wplatasz w tekst intrygujące detale, umiejętnie dobierasz słowa, a słownik masz rzeczywiście bogaty. Cieszą więc opisy, cieszą naturalne dialogi i profesjonalne didaskalia.

Sceny wybrane do przedstawienia tej historii i samo rozegranie tych scen, z zastosowaniem zmian perspektywy i chwytów literackich, również potwierdzają wprawne pióro. A dzięki udanym opisom widzimy je niemal jak w kinie.

Dlatego głosowałem za podium, nominuję do piórka i oczywiście daję mojego TAKa.

Ps. "Wydaje okute pałki i włócznię."

– jedną włócznię?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam dwa zastrzeżenia. Jedno jest subiektywne – nie pasuje mi tu czas teraźniejszy, ale on mi rzadko pasuje ;)

Drugie już bardziej obiektywne – słowo “pierdolić”, które sponsoruje ten tekst, jest w takich formach i jako wulgarne używane od XX w. Jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku jest całkiem neutralne. Ogólnie zarejestrowane jest od XVI w. i ma wtedy inne znaczenie. W związku z czym w tekście fantasy, który narzuca plus minus średniowieczne czy wczesnonowożytne realia mi ono zdecydowanie zgrzyta – zastąpiłabym jakimś innym.

Poza tym ok, napisane z jajem, historyjka też niczego sobie. Jak dla mnie tak na granicy piórkowości, ale żeby nie wyjść na bardzo marudną marudę pewnie zagłosuję na tak ;)

http://altronapoleone.home.blog

No, niby proste jak konstrukcja cepa, ale czytało się z przyjemnością. Dobrze operujesz językiem, przekleństwa mi nie przeszkadzają, bo pasują do tego klimatu, bez nich to opko byłoby za grzeczne. Historia niby prosta, ale jakoś tak ładnie podana. No i jest. Podobało mi się, nie ma tu nic, co przemawiałoby przeciwko, więc jestem na tak.

A, i to chyba Twoje najbardziej optymistyczne opko, jakie czytałam. Bo widzisz, oni się przejmują. To, co ta kreatura zrobiła dziecku, porusza ich. Oczywiście, dalej wykonują beznamiętnie swoją robotę, aresztują matkę, ale gdzieś tam czytelnik czuje, że woleliby, aby to się nie wydarzyło.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Widzę, że weszły konkretne komentarze. Dzięki!

 

Sam fakt, ze w swoich oczach nie zauwaza, ze pogłębia zło uczynione ofiarom powoduje dodatkowe wzburzenie.

 

Podoba mi się, że zostało to zauważone. 

 

Drugie już bardziej obiektywne – słowo “pierdolić”, które sponsoruje ten tekst, jest w takich formach i jako wulgarne używane od XX w. Jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku jest całkiem neutralne. Ogólnie zarejestrowane jest od XVI w. i ma wtedy inne znaczenie. W związku z czym w tekście fantasy, który narzuca plus minus średniowieczne czy wczesnonowożytne realia mi ono zdecydowanie zgrzyta – zastąpiłabym jakimś innym.

 

To jest chyba szerszy problem, na który można patrzeć z rozmaitych punktów widzenia. Ja tę kwestię widzę w ten sposób, że pisząc tekst bez archaizacji języka, stosuję język współczesny. Z kolei podstaw do postarzenia wypowiedzi bohaterów nie widzę z tego powodu, że nie żyją oni w świecie średniowiecznym, a po prostu w świecie dark fantasy, którego język obiektywnie nie istnieje. Nie istnieje więc też historia tego języka – a tym samym nie można utożsamiać jej z historią naszego języka :) 

Natomiast historia słówka “pierdolić” jest całkiem ciekawa :)

 

A, i to chyba Twoje najbardziej optymistyczne opko, jakie czytałam. Bo widzisz, oni się przejmują. To, co ta kreatura zrobiła dziecku, porusza ich.

 

Owszem, starałem się uczynić bohaterów nieco bardziej przyjaznymi. 

I po co to było?

Przyjemna lektura.

 

Piszesz sprawnie, solidnie, świetnie budujesz klimat (”cień liże szachulce kamienic”), atmosfera jest ciężka. Znalazło by się parę pustych słów, w których miejscu widziałabym bardziej obrazowe czasowniki (”próbując się uspokoić” chociażby), ale ogólnie poziom językowy jest bardzo dobry. Czytałam z zadowoleniem.

 

Fabuła – każda scena to klisza. Rozumiem, że budowanie historii w tak krótkim tekście to trudna sztuka, ale ja oceniam pod kątem piórka, nie konkursu. I tu opowiadanie stojące klimatem, ale fabularnie składające się ze znanych schematów i klisz, wypada blado.

 

Ładna zabawa formą – podwójny epilog to ładne, oryginalne zagranie. Z pewnością zaintrygował – podobnie jak piękne pierwsze zdanie o monecie, korespondujące z tym, co się z tą monetą stanie w przyszłości.

 

Podsumowując – fajny, choć trochę zbyt zachowawczy szort – nie oszołomił ;) Miła lektura. Piórko – nie. Pozdrawiam :)

 

Powłóczy nogami.

Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale czy powłóczyć to nie czasownik dokonany? A używając czasownika dokonanego w tej formie tworzysz czas przyszły, nie teraźniejszy?

 

Dziewczynka zaczyna drżeć tak bardzo, że słychać zgrzytanie jej zębów.

A nie szczękanie? Zgrzytanie wymaga zaciskania szczęki.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Cóż – dzięki za komentarz :)

I po co to było?

Dzięki zarazie mam dwa tygodnie przymusowego wolnego, zatem czas nadrabiać komentatorskie zaległości :-) 

Ale będzie krótko, bo czytanie bieżących rzeczy też obiecałem sobie nadrabiać :-) 

Widziałem, że wielu zachwycało się tym szortem. Zapewne słusznie, piórkowy przecie się okazał. Mimo szczerych starań jednak, nie mogłem sie do niego aż tak przekonać. Bo z pewnością jest bardzo dobry, trudno zresztą, by było inaczej, spod Twego pióra syf nie wyjdzie. Masz świetny styl – wydaje się, że prosty i mało wysublimowany, a jednak bez problemu osiągasz przy jego pomocy wszystko, co trzeba. Klimat, napięcie, emocje, dynamikę, no i wystarczy jeszcze tego na zupełnie wystarczające nakreślenie postaci – tylko pozazdrościć takiej precyzji pióra. 

Ale to konkretne opowiadanie, mimo niewątpliwych zalet i znakomitego wpasowania się w wymogi konkursu, nie wydało mi się piórkowe. To w gruncie rzeczy prosta, niczym nie zaskakująca ani niezbyt zapamiętywalna historia, dziejąca się w bliżej nieokreślonym świecie dark fantasy, prowadzona przez raczej typowe postacie (okej, nekromanta był w sumie fajny, choć raczej potencjalnie – nie było miejsca na jego rozwinięcie). To tak naprawdę nie są wady, zwłaszcza w przypadku szorta, oraz gdy w grę wchodzi syfowy styl i syfowy klimat, ale piórko, według mnie, wymaga czegoś więcej. Szczególnie, że nie ma osobnej kategorii dla szortów i ich niezależne od autora ograniczenia nie są taryfą ulgową. 

Co nie zmienia faktu, że szczerze piórka gratuluję! 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki za komentarz! 

 

To w gruncie rzeczy prosta, niczym nie zaskakująca ani niezbyt zapamiętywalna historia, dziejąca się w bliżej nieokreślonym świecie dark fantasy, prowadzona przez raczej typowe postacie

 

Ja od jakiegoś czasu polubiłem tworzenie takich mocno klasycznych, chwytających typowe elementy konwencji, historii – tak w pisaniu, jak i w erpegach. Pewnie tak jest, że przez to opowiadanie w kwestii przesłania czy zapamiętywalności traci, natomiast wydaje mi się, że zyskuje na walorze rozrywkowym – no i sprawia mi frajdę :) 

I po co to było?

Fakt, że historia jest prosta, klasyczna i może nie zaskakująca – ale za to pięknie napisana. Każde zdanie buduje klimat, postaci są przedstawione tak, że mimo braku opisów, dokładnie poznajemy ich charakter i bez trudu możemy je sobie wyobrazić. Czytało się z przyjemnością. :)

Jakiś czas temu czytałem “Kałużę pełną psów” i tam mroczny klimat mnie przytłoczył, co nie zmienia faktu, że opowiadanie było bardzo dobre. “Trupi pieniążek” jest jeszcze lepsze. Ten mrok i brud, które wydają się być znakiem firmowym, ciekawie współgrają z konwencją fantasy. W efekcie, mamy tu dark fantasy, delikatnie czerpiące z mitologii.

Super opowiadanie,

pozdrawiam :-)

Dzięki za komentarze!

I po co to było?

Nowa Fantastyka