- Opowiadanie: Edward Pitowski - Do końca świata i jedną, ciemną noc dłużej

Do końca świata i jedną, ciemną noc dłużej

EDIT: Na tekst zostały naniesione drobne poprawki według sugestii z komentarza i własnych obserwacji (19.02.2020 i 20.02.2020).

EDIT2: Na tekst zostały naniesione drobne poprawki według sugestii z komentarza (08.03.2020).

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Do końca świata i jedną, ciemną noc dłużej

Gdy wra­cam do domu, mama jest już pi­ja­na. Śpi na sie­dzą­co na ka­na­pie przed włą­czo­nym te­le­wi­zo­rem. Na stole pra­wie skoń­czo­na bu­tel­ka wina, pod nim ko­lej­ne dwie, już puste. Prze­wró­co­ny kie­li­szek zo­sta­wia czer­wo­ną plamę na bia­łym ob­ru­sie.

Ukła­dam mamę w po­zy­cji le­żą­cej i przy­kry­wam kocem. Sta­wiam przy jej gło­wie kartonik soku po­ma­rań­czo­we­go i miskę na wy­mio­ci­ny. Gaszę te­le­wi­zor, zbie­ram bu­tel­ki i kie­li­szek. Idę do kuchni i zabieram się do przygotowania obiadu na jutro dla nas obu. Robię wszyst­ko po­wo­li, wiem, że dzi­siej­szy wie­czór bę­dzie prawie zwyczajny. Cie­szy mnie to i uspokaja.

 

*

 

Wsta­je­my rano nie­mal jed­no­cze­śnie. Biorę prysz­nic, mama je śnia­da­nie. Gdy wcho­dzę do kuch­ni, czeka na mnie po­si­łek. To przy­pa­lo­ny tost i jesz­cze bar­dziej spa­lo­na ja­jecz­ni­ca. Mama nie umie go­to­wać, ale bar­dzo się stara. Za­uwa­żam z ulgą, że jest dziś w nie­złej for­mie. Nie mó­wi­my o wczo­raj­szym wie­czo­rze, to temat tabu, zresz­tą, o czym tu roz­ma­wiać.

Wy­cho­dzi­my razem z miesz­ka­nia. Klat­ka jest czy­sta i pięk­na. Czuję się nie­swo­jo, choć miesz­kam tu już od trzech lat. Mama pyta, czy mnie pod­wieźć, mówię, że nie, i że­gna­my się po­ca­łun­kiem w po­li­czek. Idę do szko­ły, mama na dyżur. Bę­dzie je­chać ponad go­dzi­nę, nim do­je­dzie do biura.

 

*

 

Wra­cam późno, ale mamy jeszcze nie ma. Dy­żu­ry trwa­ją dwa­na­ście go­dzin, cza­sem dłu­żej, jeśli jest zły dzień. To po­dob­no praw­dzi­we pie­kło na ziemi, tak mó­wi­ła z krzy­wym uśmie­chem. Oj­ciec nie zno­sił tego stwier­dze­nia i tego gry­ma­su. Za­wsze jej to wy­po­mi­nał, kiedy jesz­cze z nami miesz­kał. Wy­pro­wa­dził się dwa lata temu, bo już nie mógł wy­trzy­mać. Nigdy nie spre­cy­zo­wał, o co cho­dzi. Może o pracę mamy, jej wieczorne zwyczaje, a może o de­mo­nicz­ną pan­de­mię i nasze w niej miej­sce. Moim zda­niem, wy­brał po pro­stu prost­sze roz­wią­za­nie i nie ma w tym nic złego. Sama się sobie dzi­wię, że nadal z nią je­stem.

Drzwi się otwie­ra­ją i wcho­dzi mama. Pa­trzy pu­stym wzro­kiem i przez chwi­lę chyba mnie nie po­zna­je. Pada na ka­na­pę w sa­lo­nie, za­kry­wa oczy dłoń­mi i po­wo­li od­dy­cha. W koń­ców­kach im­plan­tów astral­nych na jej przed­ra­mio­nach od­bi­ja się świa­tło. Trzy­mam się na dy­stans, nie za­da­ję pytań. Wiem, że nie ma to sensu, przy­naj­mniej nie teraz.

Kie­dyś było ina­czej. Na po­cząt­ku mó­wi­ła o tym dużo i wy­lew­nie, opo­wia­da­ła wszyst­ko, co tylko nie było rzą­do­wą ta­jem­ni­cą. Mó­wi­ła, że nie tylko cho­dzi o to, że ona chce, ale tak im za­le­cił psy­cho­log. Oj­ciec krzy­wo na to pa­trzył i za­zwy­czaj wy­cho­dził z po­miesz­cze­nia, żeby nie słu­chać tych wy­znań.

Wtedy mama roz­ga­dy­wa­ła się bar­dziej. Z dumą opo­wia­da­ła, jak po­ko­na­ła de­mo­na sza­leń­stwa, jak za­po­bie­gła erup­cji zło­śli­wych du­chów, albo jak po­wstrzy­ma­ła de­pre­syj­ne siły nie­czy­ste. Była speł­nio­na, za­do­wo­lo­na i silna. Mó­wi­ła, że praca w Cen­tral­nym Biu­rze Astral­nym to praw­dzi­wy pre­stiż, że testy są trudne i biorą tylko naj­lep­szych. Tylko tych z mocną psy­chi­ką, któ­rzy prze­trwać mogą nie­jed­no. Ta­kich jak ty, do­da­wa­łam wtedy, a ona wzru­sza­ła ra­mio­na­mi z wi­docz­nym uśmie­chem. To był dobry czas, mimo tego, co dzia­ło się na świe­cie.

A teraz mama wsta­je z ka­na­py, wy­cią­ga wino i otwie­ra je bez słowa. Igno­ru­je mnie, je­stem in­tru­zem i zu­peł­nie nie­po­trzeb­ną sta­tyst­ką. Pije z gwin­ta, długo i łap­czy­wie. Przestaje dopiero, gdy butelka jest w po­ło­wie pusta. Nie pa­trzy na mnie, łapie od­dech i znowu przy­sy­sa się do al­ko­ho­lu. Idę do swo­je­go po­ko­ju i za­my­kam drzwi.

Je­stem go­to­wa na wszyst­ko.

Nic się jed­nak nie dzie­je. Nie rzuca ta­le­rza­mi, nie wy­zy­wa są­sia­dów od zło­dziei, nie wrzesz­czy z bal­ko­nu na prze­chod­niów. Nie roz­bi­ja lu­ster, nie nisz­czy nożem mebli i pod­ło­gi. Nie obija się od wszyst­kich ścian i nie wali w nie głową, aż do krwi. Nie krzy­czy na mnie, że je­stem pa­so­ży­tem i ukra­dłam jej całe życie. Jest cicho i spo­koj­nie, a mogło być zu­peł­nie ina­czej. Cze­kam w mil­cze­niu. Mi­ja­ją kwa­dran­se. Pew­nie wy­pi­ja trze­cią bu­tel­kę i wła­śnie traci przy­tom­ność. Nie mam do niej pre­ten­sji. Wiem, że jest jej cięż­ko.

Na tę wie­dzę skła­da się całe mnó­stwo opo­wia­dań i pi­jac­kich zwie­rzeń. Nie­któ­rych nie po­tra­fię trak­to­wać po­waż­nie, bo wy­da­ją się nie mieć sensu. Ale są też takie, które mnie prze­ra­ża­ją i będę je pa­mię­tać na za­wsze. Tak jak wtedy, gdy z roz­ma­za­nym od pła­czu ma­ki­ja­żem le­ża­ła na pod­ło­dze, szep­cząc coś cicho. Na cho­le­rę ta cała elek­tro­ni­ka, te de­mo­nicz­ne an­ty­wi­ru­sy i za­bez­pie­cze­nia, mó­wi­ła wtedy. I tak te kosz­ma­ry, zjawy i duchy jakoś za­wsze cię do­tkną, zo­sta­wią jakiś ślad i potem je no­sisz, jak za­szy­te w ciele za­ka­żo­ne no­życz­ki. Te no­życz­ki rdze­wie­ją i puch­ną, mó­wi­ła, wcho­dzą ci w ciało i w myśli, i już nigdy się tego nie wy­łą­czy, nigdy się ich nie po­zbę­dziesz. Zo­sta­ną w tobie na za­wsze.

Trzy­ma­łam ją wtedy za rękę i ki­wa­łam głową, bo co in­ne­go mia­łam robić? Nie ro­zu­mia­łam tego, co mówi, było mi tylko przy­kro i smut­no. Te uczu­cia przy­kry­wa­ły dumę i re­spekt, jakie czu­łam do niej wcze­śniej.

Zo­sta­ło tylko współ­czu­cie.

 

*

 

Na­stęp­ne­go dnia rano znów wsta­je­my razem, jak na ko­men­dę. W nocy po­zbie­ra­łam bu­tel­ki i wy­tar­łam twarz mamy z wy­mio­cin oraz resz­tek wina. Uło­ży­łam ją wy­god­nie i przy­kry­łam świe­żo wy­pra­nym kocem. Oby­dwie uda­je­my, że nic się nie stało, ale dzi­siaj mama unika mo­je­go wzro­ku bar­dziej niż za­zwy­czaj.

Wy­cho­dzi­my z miesz­ka­nia bez słowa. Mi­ja­my są­sia­da, który wita nas za­kło­po­ta­nym ski­nie­niem, takim samym, jak więk­szość zna­jo­mych z osie­dla. Wszy­scy wie­dzą, co robi mama, czym się zaj­mu­je. Przed czym nas chro­ni i jaką ma przez to po­zy­cję. Ale wie­dzą też o wszyst­kich jej pi­jac­kich wy­bry­kach, po któ­rych nikt jed­nak nie ośmie­lił­by się za­dzwo­nić po po­li­cję. I tak by prze­cież nie przy­je­cha­ła. Nie po agen­ta Biura Astral­ne­go.

Nie­na­wi­dzę ich spoj­rzeń i wszyst­kie­go, co kryją. Może dla­te­go, że widzę w nich wszyst­kie swoje myśli i pre­ten­sje.

Mama pyta, czy może mnie od­pro­wa­dzić do szko­ły. Mówię, że tak, wiem, że dzi­siaj nie ma dy­żu­ru. Idzie­my razem w mil­cze­niu. Jest pięk­ny dzień, mama kryje się za ciem­ny­mi oku­la­ra­mi. Nasz krok się zrów­nu­je, jak­by­śmy były w woj­sku.

Z na­prze­ciw­ka idzie są­siad­ka. To miła, po­czci­wa ko­bie­ta, która cały czas pyta mnie, gdzie pójdę na stu­dia. Za­wsze zby­wam jej py­ta­nia, że nie wiem, za­sta­na­wiam się, jesz­cze zo­ba­czę. Tak na­praw­dę wiem, że ni­g­dzie nie po­ja­dę. Nie zo­sta­wię mamy, nie ma ta­kiej opcji.

Ko­bie­ta wita nas przy­ja­znym dzień dobry. Chcę jej od­po­wie­dzieć, ale wtedy coś się w niej zmie­nia. Coś wy­krzy­wia jej palce i ra­mio­na, pę­ka­ją kości i stawy, za­ni­ka­ją źre­ni­ce. Za­czy­na wrzesz­czeć i char­czeć, jakby ktoś palił ją żyw­cem. Rzuca się na mamę i za­czy­na ją dusić. Obie się prze­wra­ca­ją. Mama jed­nak mięk­kim ru­chem wy­swo­ba­dza się z uści­sku, od­ska­ku­je i zrzu­ca ciem­ne oku­la­ry.

Są­siad­ka pa­skud­nie się szcze­rzy. Od­wra­ca głowę, do­strze­ga mnie i rzuca się w moją stro­nę. Czuję jej trupi od­dech i widzę dłoń, którą może zgnieść stal. Cios leci pro­sto w moją twarz. Za­sła­niam się rę­ko­ma i za­my­kam oczy, cze­ka­jąc na atak.

Ale nic się nie dzie­je. Widzę za to, jak leży na ziemi i wije się we wszyst­kie stro­ny. Obok niej stoi mama, wy­po­wia­da­jąc ja­kieś za­klę­cia i ge­sty­ku­lu­jąc. Z każ­dym ru­chem jej im­plan­ty astral­ne roz­bły­sku­ją nie­bie­skim świa­tłem. Są­siad­ka i demon, który ją opę­tał, skrę­ca­ją się z bólu. Wrzesz­czy i strasz­li­wie klnie, wy­zy­wa­jąc matkę od kurew i la­dacz­nic. Mama nie zwra­ca na to uwagi, tylko robi swoje.

Są­siad­ka pro­stu­je się nagle i coś z niej wy­ła­zi. Jej ciało wiot­cze­je, a mama łapie to coś w małą szka­tuł­kę ozdo­bio­ną zło­ty­mi ru­na­mi. Potem pada na ko­la­na i przez chwi­lę cięż­ko dyszy. Chcę ją do­tknąć, ale wy­sta­wia do mnie dłoń na znak, bym dała jej chwi­lę spo­ko­ju. Jest blada i wy­czer­pa­na.

– Jeden się przedarł – mówi w końcu do mnie. Potem wsta­je i dzwo­ni do biura i po po­go­to­wie. Jest rze­czo­wa i pro­fe­sjo­nal­na. Dy­ry­gu­je prze­chod­nia­mi, uspo­ka­ja ga­piów, pod­no­si kciuk do każ­de­go za­pew­nia­jąc, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku.

Pa­trzę na nią z otwar­ty­mi usta­mi. Nie mogę uwie­rzyć, że to moja mama. Łapie mój wzrok i uśmie­cha się smut­no.

 

*

 

Dwie go­dzi­ny póź­niej je­ste­śmy w miesz­ka­niu. Nie po­szłam do szko­ły, mama mnie zwol­ni­ła. Pijąc her­ba­tę widzę, jak osten­ta­cyj­nie wy­le­wa ko­lej­ną bu­tel­kę wina do zlewu.

– Damy radę, ko­cha­nie – mówi. – Tylko po­patrz na mnie od czasu do czasu tak, jak dzi­siaj.

Kiwam głową i spo­glą­dam w okno. Nie chcę na to pa­trzeć. To ta sama scena, ten sam sce­na­riusz, tylko inny dzień w ka­len­da­rzu. Szcze­re, ale puste obiet­ni­ce. Wiemy prze­cież oby­dwie, jak to się skoń­czy. Mama za­wsze bę­dzie ra­to­wać świat i upi­jać się wie­czo­rem, a ja będę się nią opie­ko­wać. To mój dyżur, do końca świa­ta i jedną, ciem­ną noc dłu­żej.

Ale to bę­dzie póź­niej, kie­dyś, jesz­cze nie teraz, myślę, wpa­tru­jąc się w jej chwi­lo­wą eu­fo­rię. Dzi­siaj mo­że­my uda­wać kogoś in­ne­go i wie­rzyć, że coś na­praw­dę się zmie­ni. To głu­pie i bez sensu, ale po­zwa­lam sobie na to i przez chwi­lę czuję się na­praw­dę do­brze.

Przez chwi­lę wszyst­ko ma sens.

Koniec

Komentarze

Po przeczytaniu spalić monitor.

@mr.maras: Dziękuje za odwiedziny i przeczytanie 

Pomysłowe i ciekawie skonstruowane opowiadanie, z intrygującym, mało typowym konceptem końca świata i czegoś w rodzaju duchowej pandemii. Błagam, popraw fatalną interpunkcję (połowy przecinków w tym tekście brakuje!), to z przyjemnością kliknę bibliotekę.

Ładne. Pociąga subtelnym klimatem.

Na początku myślałam, że narrator to chłopak, żeby był dziewczyną, chyba czegoś jednak brakuje, może jakieś głębszej uczuciowości i lęku… Od strony języka opowiadanie jest dopracowane, waham się jednak, czy wystarczy dla mnie ciężkości w samej historii. Profesja głównej bohaterki wzbudza co najwyżej chłodną ciekawość, a czytelnik przechodzi koło jej postaci obojętnie. Mimo, że nie do końca trafia do mnie sam pomysł, to czytało mi się nad wyraz przyjemnie.

 

Ja też myślałam, że to chłopak. I nie bez przyczyny:

za robienie obiadu na jutro dla nas obojga

Jeśli to dziewczyna, to “dla nas obu”.

Jeszcze wrócę i się wypowiem.

Pozdrawiam smiley

@ninedin: Dzięki piękne za komentarz. Bardzo cieszy mnie, że Ci się podobało. Postaram się poprawić jak najszybciej interpunkcję, choć wydawało mi się, że mniej więcej jest ok. Najwidoczniej się myliłem bardziej niż mi się wydawało. Będę poprawiał.

 

@chalbarczyk: Rozumiem, że mogłem nie podołać przedstawienia w sposób autentyczny punktu widzenia dziewczyny. Założyłem że narratorka poprzez długotrwałą styczność z różnymi problemami obojętnieje na pewne tematy i stąd też jej relacja jest do jakiegoś stopnia “sucha”. Rozumiem, też że profesja bohaterki i pomysł mógł nie do końca przekonać, postaram się, aby w przyszłości było lepiej :). Cieszę się bardzo, że doceniłaś język i że przyjemnie się czytało. Serdeczne dzięki za komentarz i przeczytanie.

 

@Facies_Hippocratica: Super, że wyłapałaś ten błąd, już poprawiony. Dziękuję za komentarz (ten i potencjalnie przyszły) i również pozdrawiam :)

No, to wracam.

 

Podobało mi się. Dobrze się czytało, czas teraźniejszy bardzo dobrze służy temu szortowi. Przecinki. Tak, przecinki, czasem jest ich za dużo, czasem za mało.

Nie do końca rozumiem dlaczego instytucja, dla której pracuje Mama, to biuro astralne (tak, wiem, potrzebne było “a” do skrótu). Mama ma też astralne implanty. Czy to oznacza, że pandemia przyszła z gwiazd? Nie jest to jasne.

I “pandemia demoniczna”. Pandemia, czyli jakaś zaraza, więc sprawa medyczna. Ale Mama walczy z tymi dementorami (tak zbiorczo nazwę złośliwe duchy, demony szaleństwa, siły nieczyste itd.), czyli mamy do czynienia z jakąś inwazją (z gwiazd?). Jak dla mnie pandemia to coś innego niż inwazja. Trochę namieszane.

Szczegóły stylistyczne, które zwróciły moją uwagę:

biorę się za robienie obiadu na jutro dla nas obojga. Robię wszystko powoli

powtórzenie, może “biorę się za obiad na jutro”?

odstawia butelkę od ust

odstawić może na stół;

trzymałam ją wtedy za dłoń

można trzymać za rękę, albo trzymać czyjąś dłoń (w swojej);

Cieszy mnie to i wycisza

Może to takie zboczenie, ale należę do czytających uszami. Czy to powtórzenie określonej zbitki głosek jest celowe?

 

Ogólnie, wrażenia mam dobre. Twój tekst ma też zgrabną konstrukcję. Ponadto, sprzedajesz czytelnikowi w sposób nienachalny przeszłość rodziny i szczegóły profesji Mamy. Może trochę za mało o tej pandemii demonicznej, myślę, że można by to rozwinąć.

 

Pozdrawiam jeszcze raz smiley 

 @Arnubis: Dziękuję za wizytę i za rozemocjonowanego Doktora Dooma :)

 

 

@Facies_Hippocratica: Dzięki za kolejny komentarz tym razem bardziej rozbudowany. Cieszę się, że się podobało i dziękuję za wszystkie pozytywne elementy które wypunktowałaś.

 

Co do poprawek stylistycznych starałem się je poprawić.

Co do interpunkcji, wiem, że to mój wielki problem i chyba muszę się nim poważnie zająć na przyszłość. Również i to starałem się poprawić, choć pewnie nie wyłapałem wszystkiego.

Mam nadzieję, że jest lepiej w obu wypadkach.

 

Jeśli chodzi o astralne i pandemię to zgadzam się z Tobą są to słowa które mogą być nieco mylące i niewłaściwe :). Niemniej jednak przykleiły mi się do mózgu i nie chciały się dać zastąpić :)

 

Pandemia to według SJP:

rodzaj epidemii obejmującej swym zasięgiem bardzo duże obszary;

więc jakkolwiek by pasowało (epidemia demoniczna) choć oczywiście skojarzenie jest słuszne, że to raczej choroba zakaźna.

 

Co do słowa astralny to faktycznie raczej gwiazdy. Ale już ciało astralne według wikipedii:

pole wyrażania się uczuć i pragnień człowieka, istniejące w planie astralnym w paranaukach, spirytyzmie, okultyzmie, ezoteryce oraz niektórych systemach filozoficznych i religiach.

Więc może też jakoś pasuje? :)

 

Te dwa elementy pozwolę sobie zostawić :)

 

Pozwolę również zostawić pandemię demoniczną nieco na drugim planie. Był to również, do jakiegoś stopnia, celowy zabieg z mojej strony. Chciałem skupić się raczej na konsekwencjach pracy mamy i tego co przeżywa jej córka. No i tego, że również córka (a może przede wszystkim ona) ma ciężki dyżur :)

 

Mam nadzieję, że to ok :)

 

Dzięki piękne raz jeszcze!

 

@ ninedin: Starałem się nanieść poprawki interpunkcyjne. Podejrzewam, że dalej czegoś może brakować, ale może jest nieco lepiej.

 

@ mr.maras: Dziękuję również za pierwszego w mojej historii klika :)

Przede wszystkim bardzo ciekawy pomysł na ciężki dyżur. Przeczytałam z zainteresowaniem do samego końca. Poza tym sprawnie napisane, chociaż na początku też myślałam, że narratorem jest chłopak… Ode mnie kolejny kliczek :)

Jak wpis z pamiętnika monotonii. Emocjonalne, choć poukładane.

Dobrze dawkujesz dystans, zwracasz uwagę na pozornie błahe szczegóły, jak sok pomarańczowy albo spalony tost – to realne, konkretne. Poznajemy bohaterkę, nie znając jej – ona wybiera, co nam powiedzieć, a o czym milczeć.

 

Motyw astralności i szkatułki zaskakuje, jednak chyba na plus ;) Z początku wydawało mi się, że zmaterializował się, by była w tekście fantastyka, ale Ty odkrywasz drugą stronę Mamy. Tekst można podzielić na pół: domową rutynę w cieniu pijaństwa oraz natarcie demona. Całkowicie niepasujące do siebie rzeczy, wydawałoby się.

 

Mały zgrzyt, najpierw mówisz, że problem mamy to “temat tabu”, a potem nazywasz go po imieniu: “jej pijaństwo”. Osoba, która cierpi z powodu podobnej rzeczy, będzie unikała tego słowa, nawet w myślach czy zwierzeniach, stosując zamienniki albo zwyczajnie zmieniając temat.

 

Czytałam z zainteresowaniem i przyjemnością, klikam!

Och, jakie mocne.

Pod każdym względem.

Czytałem zafascynowany prawdą o toksycznym związku. Wciągało głęboko, jak alkohol uzależnionego. Zaciekawiało implantami i Biurem Astralnym. Bardzo oszczędnie szafujesz fikcją, ale to wielki plus tego opowiadania. I raz jeszcze relacja matki z córką, zderzenie pragnień i potrzeb z rzeczywistością.

Jestem pod wrażeniem, jestem porażony emocjami, jestem zafascynowany literackim kunsztem.

Biblioteka i piórko – to moje osobiste, może przesadzone, ale szczere odczucie. 

@ katia72: Cieszę się, że Ci się podobało ogólnie i że podobał się pomysł na ciężki dyżur. Dzięki serdeczne za klika :). Twój komentarz potwierdza też, że jeśli w przyszłości będę chciał mieć kobietę/dziewczynę za bohaterkę powinienem się bardziej postarać. Tak zrobię :)

 

@ Żongler: Dziękuję, że doceniłaś wszystkie drobne szczegóły i dokonałaś bardzo przyjemnej dla mnie analizy tekstu. Cieszę się też że motyw astralności i szkatułki się jakoś wybronił :). 

Trafna jest również Twoja uwaga odnośnie pijaństwa i tematu tabu. Poprawiłem to w jednym miejscu. Aby poprawić to w całym opowiadaniu pewnie zabraknie mi dzisiaj czasu, więc jeśli przyjdzie mi do głowy jak zrobić to w sposób satysfakcjonujący bez utraty przekazu, pewnie zrobię to po ogłoszeniu wyników. Dzięki piękne również za klika :)

 

@ fizyk111: Bardzo serdecznie dziękuję za te słowa. Niezwykle cieszy mnie to, że udało mi się wywrzeć na Tobie takie wrażenie. Dzięki wielkie!

Świetnie napisane! Nie znam się co prawda, ale jak dla mnie, warsztat jest wyśmienity. Szczególnie urzekł mnie opis sąsiadów, ich spojrzenia. Podoba mi się też ten podwójnie ujęty dyżur – matki, ale też i córki, który trwa długo. Bardzo fajne zestawienie.

Pozdrawiam!

— Nie cmyka! Mówiłem, że nie ma zębów.

Bo za każdym superbohaterem stoi ktoś, kto to wszystko ogarnia. Warsztat i ujęcie tematu cud-miód! Jedno małe “ale” jak ktoś już chyba zauważył, narrator wydaje się być na początku chłopakiem, a nie dziewczyną.

@paradust: Dzięki wielkie za bardzo miłe słowa. Cieszę się, że spodobał Ci się podwójnie ujęty dyżur, bo chciałem aby tak zostało to odczytane. Pozdrawiam :)

 

@oidrin: Dokładnie tak :). Zawsze w cieniu są niedoceniani bohaterowie drugiego i trzeciego planu. Niezmiernie mnie cieszy, że się podobało. A z tym chłopakiem, rozumiem, że muszę się bardziej postarać na przyszłość aby lepiej oddać wizję dziewczyny / kobiety :). Dziękuje za komentarz i przeczytanie.

 

I mi się bardzo podobało :)

Koniec taki prawdziwy. Wylewanie wina do zlewu. Od teraz będzie dobrze…i przez chwilę wierzymy, i cieszymy się tą chwilą.

Udało Ci się naszkicować portret kobiety zniszczonej pracą. Notabene, pracą którą kochała i w której była dobra. Obrazek nierzadki w realnym świecie. I jej rodzina, mąż i córka…

Brawo.

Przeczytałam dawno, ale nie chciałam komentować przed zakończeniem konkursu :) Bardzo podobał mi się spokój, a jednocześnie ciężar tej opowieści. I nawet ta chwila, gdy akcja staje się odrobinę szybsza, nie zaburza tego spokoju (przynajmniej w mojej opinii).

Jednak najbardziej podobało mi się to, że w bardzo naturalny sposób zawarłeś w jednym tekście dwa dyżury (oba trudne i to z bardzo różnych powodów).

Myślę, że jak się dobrze przyjrzeć, to opowiadanie nie przechodzi testu brzytwą Lema, bo w moim odczuciu astralność tylko udaje, że pełni w fabule jakąś rolę i równie dobrze matka mogłaby być negocjatorką policyjną w naszych realiach. Też ekstremalnie stresujące i też daje przestrzeń, żeby w odpowiednim momencie w trakcie jakiegoś zdarzenia na ulicy można było na chwilę wejść w rolę zawodową. Tak czy siak, opowiadanie bardzo mi się podoba. Perspektywa dziecka żyjącego z uzależnionym rodzicem jest przedstawiona z dużym wyczuciem i przekonująco ubrana w szczegóły i obserwacje. Także puenta jest dobrze wyważona, wystarczająco wprost, ale nie nachalnie. Całość czyta się bardzo dobrze, bez zadziorów. Dyżur nie jako określona wachta, ale całe życie, to w kontekście zadania konkursowego miły twist. Pomyślę nad nominacją do piórka, biblioteka na pewno.

Ostatni klik ode mnie. Intrygujący tytuł (który zachęcił do zajrzenia), zgrabne i oszczędne dawkowanie informacji (początek wygląda jak obyczajówka o wyrodnej matce-alkoholiczce, a później ładnie przechodzi w coś… zupełnie innego:).

@Matka Chrzestna: Dziękuję bardzo za komentarz i Twoją analizę tekstu. Cieszę się, że Ci się podobało.

 

@kasjopejatales: Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że zauważyłaś spokój. Chciałem aby ta historia miała w jakiś sposób chłodną i spokojną narrację, która ma odzwierciedlać zobojętnienie bohaterki. 

 

@Klapaucjusz: Z tą brzytwą Lema pewnie masz rację. Może częściowo bierze się to z faktu, że chciałem aby na pierwszym planie było dziecko i jego "dyżur" bardziej niż cokolwiek innego, więc wątek fantastyczny może wydawać się teoretycznie do zastąpienia.

Cieszy mnie natomiast, że Ci się podobało i dziękuję za elementy które wypunktowałeś. Bardzo dziękuję też za nominację i chociażby rozważenie tekstu w kontekście piórka.

@ Bellatrix: Cieszę się, że tytuł Cię zaciekawił i że się podobało. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa i za klika :)

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

@ Anet: To fajnie, że fajne :). Dzięki!

 

@ Blacktom: Dzięki za wizytę :)

Interesujący pomysł na podwójny dyżur.

Ale ja bym wolała akcent na ten drugi – fantastyczny, nie obyczajowy. Ciekawiło mnie, co właściwie mama robi w pracy. Z początku myślałam, że siedzi przy jakiejś błękitnej linii czy innym telefonie zaufania. Potem dostajemy próbkę, ale jest raczej powierzchowna. Jakbyś chciał opisać resuscytację i mówił o machaniu rękami, biciu nieprzytomnego, może o kilku pocałunkach. Niby to prawda, ale trudno zgadnąć na podstawie opisu, na czym to naprawdę polega.

Babska logika rządzi!

@Finkla: Dzięki wielkie za komentarz.

Rozumiem, że wątek fantastyczny może być niesatysfakcjonujący i niewyczerpujący tematu. Do jakiegoś stopnia chciałem aby tak było, bo miała to być historia przedstawiona z perspektywy dziecka, które samo tak naprawdę nie wie co mama robi. No ale może jednak przesadziłem z niedopowiedzeniem w tym wypadku. Dziękuję że zwróciłaś mi na to uwagę.

 

Jakbyś chciał opisać resuscytację i mówił o machaniu rękami, biciu nieprzytomnego, może o kilku pocałunkach.

Dobre :)

Bardzo dobry tekst. Na początku średnio mi się podobało jak nam to opowiadasz – taka przesadnie zdystansowana relacja, ale pozostałeś w tym konsekwentny, co finalnie ładnie uzupełniło się z zakończeniem. Przez moment przestraszyłem się, że popsujesz wszystko sztampom (to wylewanie butelek), ale szybko okazało się, że doskonale wiesz co robisz i całość wyszła super. I ten dystans, chłód całej opowieści bardzo mi się podobał.

 

Chyba mój faworyt, choć przyznam, że przeczytałem może połowę konkursowych tekstów. 

Michał cieszę się, że tekst jakoś nie utonął w dystansie i że na końcu również nie wypadł z toru :). Dziękuję Ci bardzo za przeczytanie, miłe słowa i że chociaż rozważasz go jako swego faworyta. Dzięki za wizytę!

Fajne opowiadanie, ciekawie metaforycznie uchwycone dwie strony życia ludzi na służbie i zniszczenia, jakie przynosi służba życiu prywatnemu. 

I po co to było?

@syf.: Dzięki wielkie za miłe słowa i za przeczytanie!

Cześć :)

Kilka słów ode mnie…

Po pierwsze to miałem olbrzymi problem, aby zaakceptować poziom wykorzystanej fantastyki. Brzytwa Lema i sposób jej zastosowania doprowadził mnie do stwierdzenia, że wykorzystany motyw nie jest niezbędny do tego, aby wydarzenia w tekście miały rację bytu, aby emocje narratora mogły wybrzmieć… Gdybym tylko na tym oparł moja ocenę to byłoby kiepsko.

Po drugie cała reszta, która nie pozwoliła mi na dokonanie innego wyboru. 

Sposób wykonania?

Bez zarzutów. Akapity wystarczająco krótkie. Zdania nie za długie, ułożone harmonijnie, także naturalnie, bez zgrzytów można było przebijać się przez bryłę tekstu. Zwrócić tutaj trzeba uwagę, że narracja jest opisowa i bardzo łatwo ową narracją/blokiem tekstu przytłoczyć czytelnika. Dialogi są tylko uzupełnieniem. Delikatnym przełamaniem dla przyjętej konwencji.

Kreacja postaci?

Narratorem jest nastolatka, która musi zmierzyć się z problemem dorosłych, konkretnie własnej matki. Doskonale autor to ujął, stawiając dobrze wybrzmiewające akcenty.  Dziecko, które nie ma już nadziei na to, że będzie lepiej, które musi odnajdywać sens w bezsensie, w krótkich momentach spokoju. Chociaż na chwilę.

Kreacja świata?

Nie za wiele nam zdradzono, ale to co zostało powiedziane wystarczy. Umiejętność kreowania rzeczywistości między słowami to dla mnie ważny wyznacznik… Wszystko, co potrzebne do zrozumienia sytuacji matki, jej rola w ratowaniu świata i obowiązku, który musi wypełniać, jest na miejscu.

Przesłanie?

Niezmienność. Pewne rzeczy się nie zmieniają.  A już najmniej my sami. Oszukujemy siebie i innych. Taka jest matka i taka jest narratorka opowiadania. Ale czy dla dziecka, może być inna droga, skoro złudzenia ulegają również dorośli, szukając zapomnienia, chociażby w cowieczornym upijaniu się do nieprzytomności? Nie. No właśnie. To sprawia, że opowiadanie ma bardzo ludzką wymowę. To mroczne wymiar nas samych i to zgrabnie zostało przedstawione.

Zastanawiam się, czy poczucie obowiązku, który ewidentnie przytłacza bohaterkę, nie jest przypadkiem jej odskocznią, sposobem na męczeństwo misji, którym mogłaby usprawiedliwiać sobie spieprzone życie własne, córki, męża, by mogła dalej bezkarnie pić – Skupiać się na wygodzie swojego wyboru. Ale to byłaby już nadinterpretacja.

Właśnie takich wrażeń szukam w opowiadaniach. Tego dreszczyku, stąd moja zwycięska nominacja w głosowaniu.

Temat?

Dopełniony. Dyżur przy matce, dyżurującej w nieustannym dyżurze. Miodzio.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Juror :)

Cześć :)

 

Niezmiernie dziękuję za tak rozbudowany komentarz i analizę tekstu. 

 

Trudno nie zgodzić się z tezą, że opowiadanie prawdopodobnie nie przechodzi brzytwy Lema. Dzieje się tak poniekąd dlatego, że wątek "bohaterskiej" mamy, a co za tym idzie wątek fantastyczny jest trochę drugoplanowy. Niemniej jednak faktem jest, że w całym opowiadaniu element fantastyczny jest potencjalnie do zastąpienia. Dziękuję Ci że zwracasz mi na to uwagę. 

 

Bardzo mi miło, że doceniłeś sposób wykonania, kreację postaci i świata. Twoja interpretacja również bardzo mnie cieszy, bo chciałem aby tekst poruszał elementy które tak trafnie wypunktowałeś w swoim komentarzu. Dzięki! 

 

Jestem zaszczycony konkursowym wyróżnieniem. Szczególnie, że w Ciężkim dyżurze znalazło się mnóstwo znakomitych tekstów.

 

Korzystając z okazji również bardzo dziękuję za wysiłek włożony w organizację konkursu.

 

Pozdrawiam

Edward

Niezmiernie podoba mi się, że zaledwie kilkoma scenami, nie szastając przy tym słowem, potrafiłeś opisać nad wyraz trudne dyżury obu kobiet. Próbkę pracy matki mamy w scenie na ulicy. I jest to opis dość widowiskowy, może nawet w pewien sposób „uzasadniający” jej nałóg, natomiast większe wrażenie zrobił na mnie niekończący się dyżur dziewczyny – to ona przyjęła na siebie rolę opiekunki, kucharki i sprzątaczki, i wie, że jej dyżur będzie trwał wyjątkowo długo.

Bardzo satysfakcjonująca lektura.

Gratuluję zwycięstwa w konkursie! ;)

 

Sta­wiam przy jej gło­wie kar­to­nik soku po­ma­rań­czo­we­go i balię na wy­mio­ci­ny. ―> Sta­wiam przy jej gło­wie kar­to­nik soku po­ma­rań­czo­we­go i miskę/ miednicę na wy­mio­ci­ny.

Za SJP PWN: balia «naczynie służące dawniej do prania bielizny»

Dodam jeszcze, że balia jest na tyle duża, że może się w niej wykąpać dorosły człowiek.

 

Idę do kuch­ni i biorę się za przy­go­to­wa­nie obia­du na jutro dla nas obu. ―> Idę do kuch­ni i zabieram się do przygotowania obia­du na jutro dla nas obu.

http://portalwiedzy.onet.pl/140056,,,,brac_sie_wziac_sie_do_czegos_brac_sie_wziac_sie_za_cos,haslo.html

 

Mama pyta się, czy mnie pod­wieźć… ―> Mama pyta, czy mnie pod­wieźć

 

Wra­cam późno, ale mamy dalej nie ma. ―> Raczej: Wra­cam późno, ale mamy jeszcze nie ma.

 

że testy są cięż­kie i biorą tylko naj­lep­szych. ―> …że testy są trudne i biorą tylko naj­lep­szych.

 

Obok niej stoi mama, wy­po­wia­da­jąc ja­kieś za­klę­cia i ge­sty­ku­lu­jąc rę­ko­ma. ―> Masło maślane – gestykulacja to ruchy rąk.

Wystarczy: Obok niej stoi mama, wy­po­wia­da­jąc ja­kieś za­klę­cia i ge­sty­ku­lu­jąc.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż, ja mam głęboko w poważaniu brzytwę Lema, więc nie miałem żadnych problemów ze spełnianiem warunków konkursu przez opowiadanie :D

Opowiadanie najbardziej obyczajowe ze wszystkich wyróżnionych, a i w całym konkursie chyba nie miała zbyt wielu konkurentów do tego miana. W tej obyczajowości oczywiście drzemie cała siła opowiadania, co muszę przyznać nawet ja, który nie jestem specjalnym fanem wątków ściśle obyczajowych. Przede wszystkim świetne ukazanie bohaterek (obu, chociaż wiadomo, że z perspektywy jednej z nich) i łączących je relacji, patologicznych, słodko-gorzkich (chociaż bardzo mało w tej mieszance słodyczy). 

Poruszając ciężki przecież wątek, udało ci się uniknąć kategoryzowania czy stygmatyzacji. Jasne, pokazujesz jak alkoholizm matki niszczy życie córki. Ale udaje ci się pokazać też nieco zrozumienia dla postaci matki (pomocne mocno były retrospekcje) i brak jednoznacznej oceny – to akurat wynika zapewne z punktu widzenia narracji. Do tego bohaterka nie ocenia, a wręcz stara się usprawiedliwiać nieobecnego ojca. Ładnie udało ci się też włączyć jakby mimochodem kilka spostrzeżeń w stylu sąsiadów bojących się wzywać policję do awantur wysoko postawionej matki.

Tym jednak, co najbardziej sprzedało mi ten tekst, jest absolutny brak złudzeń i wewnętrzna szczerość głównej bohaterki. Pogodzenie z losem i zaakceptowanie beznadziei jako czegoś zupełnie naturalnego. Postawa osiąga szczyt w fragmentach:

Z naprzeciwka idzie sąsiadka. To miła, poczciwa kobieta, która cały czas pyta mnie, gdzie pójdę na studia. Zawsze zbywam jej pytania, że nie wiem, zastanawiam się, jeszcze zobaczę. Tak naprawdę wiem, że nigdzie nie pojadę. Nie zostawię mamy, nie ma takiej opcji.

To ta sama scena, ten sam scenariusz, tylko inny dzień w kalendarzu. Szczere, ale puste obietnice. Wiemy przecież obydwie, jak to się skończy. Mama zawsze będzie ratować świat i upijać się wieczorem, a ja będę się nią opiekować.

Jasne, nie zamierzam popierać takiej postawy ani nic w tym stylu. Ale cóż, jest taka ludzka i autentyczna. Brawo.

Naprawdę dobry tekst, który mówi o naprawdę ważnych sprawach. I fajnie przy tym ewoluuje. Od smutnej codzienności, przez pokazanie, że mocny charakter może prowadzić do twardego upadku, by na końcu pokazać, ze twardy upadek nie musi oznaczać, że osoba, która upadła, już całkiem zniknęła. I nie, nie wrzuciłbym tego w żadne "obyczajówki", gdyby ktoś tu próbował. Za twardo ten tekst stąpa po ziemi.

Oczywiście, to twarde stąpanie po ziemi można sprowadzić do dyskusji o Brzytwie Lema (widzę, że już powyżej się pojawiła), ale żesz kurde, a szlag by to, jak wielokrotnie przy takich okazjach powtarzam: większość najlepszych tekstów fantastycznych Brzytwy Lema nie przechodzi. Włącznie z tekstami samego Lema. Tak, Brzytwy Lema nie przechodzi, ale jednocześnie tak, wątek fantastyczny jest wyraźny.

– Damy radę, kochanie – mówi. – Tylko popatrz na mnie od czasu do czasu tak, jak dzisiaj.

A to chyba najważniejsze i najtwardsze zdanie w tym tekście. Zwłaszcza w połączeniu z tym, co pada później. Bo to przecież tekst i o tym, o czym wspomniałem wyżej (że wielcy ludzie upadają i że to nadal ludzie zdolni do miłości i poświęceń, nawet jeśli widać to tylko w rzadkich chwilach). To także o tym, jak współuzależnienie niszczy emocje, jak ciężka praca potrafi zniszczyć człowieka, czy wreszcie o tym, że ludzie uzależnieni potrzebują pomocy – a ta pomoc sama z siebie się nie zrobi.

 

Tekst trafił już w nominację piórkową, więc powiem, że mam tu pewien problem ocenowy. Gdybym był w jury konkursu, w którym nagrodami byłoby co innego niż piórka, zapewne oceniłbym to opowiadanie bardzo wysoko. Na pewno jest też bibliotecznie wysoko. Ale jednocześnie mam wrażenie, że trochę słabiej jest z jego zapamiętywalnością, czy innymi cechami tekstów “bardziej-bardziej”. Najprawdopodobniej w głosowaniu nad piórkiem zagłosuję na NIE (choć może jeszcze zdążę zmienić zdanie).

Konstrukcyjnie też mogłoby być głębiej w psychikę bohaterki, choć… tu widzę ważny kontrargument: ta powierzchowność może bardzo dobrze oddawać poziom wyniszczenia emocji.

Ale to wszystko nie zmienia faktu, że uważam, że bardzo dobrze, że ten tekst się pojawił (ależ się tych “że” nagromadziło w jednym zdaniu). I mam nadzieję, że wielu osobom da trochę do myślenia.

 

@ regulatorzy: Bardzo dziękuję Ci za te słowa. Mi z kolei jest niezmiernie miło, że Ci się podobało i że tekst był satysfakcjonujący. Dziękuję za gratulację, i wypunktowanie elementów które Ci się podobały :)

 

Jestem jak zwykle pod wrażeniem Twojej umiejętności wychwycenia wszystkich luk i nielogiczności w tekście. Dziękuję za to, usterki już poprawiłem :)

 

@ Arnubis: Dzięki piękne za rozbudowany i wyczerpujący komentarz. Cieszę się bardzo, że mimo obyczajowego charakteru opowiadanie Ci się podobało. Miło mi również, że doceniłeś brak stygmatyzacji i złudzeń, bo bardzo chciałem osiągnąć ten efekt. Chciałem też aby opowiadanie było ludzkie i po prostu pokazywało nasze słabości. Fajnie, że to dostrzegłeś i że Ci się to podobało.

 

Jestem naprawdę uhonorowany wyróżnieniem w konkursie. Korzystając z okazji i wizyty również chciałbym bardzo podziękować za czas i wysiłek włożony w jego organizację.

 

@ wilk-zimowy: Dziękuję za komentarz i cieszę się, że opowiadanie Ci się podobało. Bardzo mi się miło zrobiło czytając Twoją interpretację i recenzję tego tekstu. Pozwolę sobie odnieść się do dwóch fragmentów.

 

Konstrukcyjnie też mogłoby być głębiej w psychikę bohaterki, choć… tu widzę ważny kontrargument: ta powierzchowność może bardzo dobrze oddawać poziom wyniszczenia emocji.

 

Zależało mi na tym by to była relatywnie chłodna relacja gdzie rzeczy poniekąd szokujące są po prostu codziennością, która zmusiła dziewczynę do głębokiego zaszycia swoich emocji w sobie. Niemniej jednak z pewnością mogłem to jakoś lepiej przekazać.

 

Najprawdopodobniej w głosowaniu nad piórkiem zagłosuję na NIE (choć może jeszcze zdążę zmienić zdanie).

 

Oczywiście uszanuję każdą decyzję jaką podejmiesz. Dziękuję, że dzielisz się ze mną jej uzasadnieniem.

Bardzo proszę, Edwardzie. Jest mi niezmiernie miło, że mogłam się przydać i cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W warstwie psychologiczno-obyczajowej rewelacja. Narracja pierwszoosobowa uchodzi za szczególnie trudną, Tobie udało się ją świetnie poprowadzić. Opowieść dziewczynki, prowadzona takim beznamiętnym, zdystansowanym tonem mówi o niej więcej niż tysiąc metafor i próby rozkminiania jej psychiki. Mam wrażenie, że za tym opkiem stoi albo porządny research, albo wyjątkowa wrażliwość, bo nie ma w tej opowieści fałszywych tonów. Szacun, naprawdę :)

W warstwie fantastycznej, Twoje uniwersum jest spójne, budzi zaciekawienie. Oczywiście, jako czytelnik, chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o tym świecie, ale na potrzeby historii, którą opowiadasz jest on przedstawiony wystarczjąco dobrze.

Przyznam jednak, że właśnie w warstwie fantastycznej czegoś mi zabrakło. Czytałam Twoje opko i cały czas myślałam o tym, że w sumie wszystko to mogłoby się wydarzyć w realnym świecie, a matka mogłaby być na przykład policjantką. To trochę przeszkadza. Jest jak drzazga w palcu. Niby cholerstwo małe i niegroźne, ale irytuje jak diabli. Tu potrzebny jest jeszcze jakiś element, który trwale zwiąże tę historię z fantastyką. Coś, co sprawi, że nie da się tak łatwo przenieść tej opowieści do realnego świata.

Należę do czytelników, którzy pochłaniają wszystko (no, może oprócz romansów), w ubiegłym miesiącu byłam na tak w przypadku opka, które fantastyki w ogóle nie miało. Jeśli jednak ktoś serwuje mi fantastykę, to chciałabym, żeby było to fantastyka pełną gębą. A w przypadku Twojego opka tak nie jest. Tak że przykro mi, ale będę na nie. Co nie zmienia faktu, że napisałeś świetny tekst.

 

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Pytanie czy nadmierna eksploatacja tego świata nie prowadziłaby do zmniejszenia wrażenia wypalenia głównej bohaterki.

Wilku, mnie nie chodzi dokładniejsze pokazanie tego świata, jak pisałam, na potrzeby tej konkretnej opowieści jest on przedstawiony wystarczająco. Chodzi mi o jakiś element opowieści, który by utrudniał przeniesienie tej historii do naszej rzeczywistości. Nie wiem, co to mogłoby być, ale póki co mam wrażenie, że to opko tylko udaje fantastykę. I jeszcze raz, w warstwie psychologiczno-obyczajowej to jest rewelka.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Bardzo solidnie napisane, niemniej dołączam do tych komentatorów, którzy widzą tu obyczajówkę z doklejoną wręcz trochę na siłę fantastyką. Opowieść nic by nie straciła, gdyby praca matki polegała na jakimkolwiek innym wyczerpującym fizycznie i zwłaszcza psychicznie zajęciu.

Jak na wyróżnienia na portalu fantastycznym jest tu jak dla mnie za mało fantastyki, choć doceniam warsztat i psychologiczny aspekt opowiedzianej historii (a nie przepadam za takimi wyciskaczami emocji i łez).

http://altronapoleone.home.blog

Wracam z ponownym komentarzem: to jest zdecydowanie udany tekst, dobrze napisany, pomysłowy – ale do piórka mu, moim zdaniem, nieco brakuje. 

Mój numer dwa w konkursie. Wpadłeś, Autorze, na prosty, ale bardzo dobry pomysł. Koszmar, jaki przeżywa dziecko w relacjach z rodzicem uzależnionym, w codziennym życiu pod jednym dachem, opisujesz wiarygodnie i konsekwentnie, bez zbędnych słów, by w finale skonfrontować go z prawdziwym koszmarem, jaki nawiedza przedstawiony świat i wyjaśnić tajemnicę rozchwiania matki. I wtedy z osoby budzącej współczucie, ale i odrazę, przeistacza się ona w bohaterkę, która srogo płaci za swoje poświęcenie i służbę, odreagowując realne koszmary i szukając zapomnienia w alkoholu.

A przy tym umiejętnie pokazałeś, że płaci za to również jej rodzina.

W przeciwieństwie do wielu tekstów przesyconych wrażliwością i buzujących emocjami, na które narzekam, w Twoim opowiadaniu mamy właściwie beznamiętną relację dziecka, pogodzonego ze swoją rolą, pełniącego swój "ciężki dyżur", w imię miłości do matki i… z bezradności. Zamiast wzniosłych przeżyć wylewających się z każdego zdania i myśli, mamy prosty opis ponurej codzienności i spowszedniałych czynności, który nie wciska odbiorcy tekstu emocji, tylko je zwyczajnie wywołuje. Nie stara się poruszyć czytelnika za wszelką cenę, tylko po prostu porusza.

Owszem, wyjściowa sytuacja jest poniekąd szantażem emocjonalnym, ale jest również prawdziwa, niewydumana i bardzo realna. A gdy doświadczamy takich sytuacji w realnym życiu, czytamy o nich lub słyszymy, to opowiadane są właśnie takimi słowami, jak u Ciebie. Dokładnie tak je sobie wyobrażamy. I niby operujesz kliszami (puste butelki, miska, obietnice, wylewanie alkoholu itd.), ale robisz to z wyczuciem. A konfrontując z wątkiem fantastycznym uzyskujesz nową jakość.

Czytałem powyższe opinie o obyczajowości fabuły, o brzytwie Lema, o słabo akcentowanej fantastyce, o tym, że równie dobrze mogła to być policjantka itd. Po pierwsze jestem przeciwny zastosowaniu brzytwy Lema na zasadzie "gdybyśmy coś fantastycznego zastąpili czymś niefantastycznym to nie byłaby fantastyka". Po drugie, zabieg, w którym element fantastyczny jest sygnalizowany, ale czytelnik go początkowo bagatelizuje, traktuje jak jakiś wymysł bohaterki, jej ucieczkę, urojenia, by potem mógł uderzyć swoją prawdziwością, wbić się w jawę z cały mocą (jak w scenie walki z demonem) bardzo mi się podoba i jest niezłym chwytem fabularnym.

Ja tutaj widzę zamysł zbliżony do twistów występujących w twórczości Kinga albo filmowych twistów w stylu "Cloverfield Lane 10", gdzie ta fantastyka zaskakuje, gdy nagle okazuje się prawdą, zmieniając odbiór i sens historii o 180 stopni. Wkraczamy w świat pozornie zwyczajny, znajomy, potem jednak jakiś jego element wyłamuje się z tej zwyczajności, aż do zaskakującego finału zmieniającego perspektywę i percepcję. Krótko mówiąc, wykorzystałeś obyczajowość w swojej fantastyce, ale nie dałeś się swojej fantastyce wykorzystać obyczajowości.

Także prostota języka, pozbawionego literackich fajerwerków, ma swojego uzasadnienie w osobie opowiadającej – nastoletniej narratorce. I jest to przy tym język odpowiedni, dopasowany do opowieści i na pewno nie prostacki (literacko).

Opowiadania nazwałbym dojrzałym, świadomym, przemyślanym i dobrze napisanym. Do tego dobrze skonstruowanym. 

I za to właśnie zasługuje na miejsce na podium, nominację i mojego TAKa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja tutaj widzę zamysł zbliżony do twistów występujących w twórczości Kinga

Tu się z Tobą nie zgodzę, bo jednak u Kinga jeśli jest fantastyka, to jest niezbędna. Tu nie jest. Ten tekst absolutnie nic by nie stracił, gdyby jej nie było, a teksty Kinga – owszem.

http://altronapoleone.home.blog

Boli, boli ten świat :)

Tu się z Tobą nie zgodzę, bo jednak u Kinga jeśli jest fantastyka, to jest niezbędna

A tu ja się nie zgodzę. “To” – spokojnie można przerobić na thriller. “Carrie” – spokojnie można przerobić na dramat. “Lśnienie” – wystarczy usunąć wątek telepatii, co istotne zostaje bez zmian. Przykładów można mnożyć.

Na tej zasadzie “Niezwyciężonego” można przerobić na Conrada, a “Diunę” na rojenia narkomana i tak dalej ;) Upieram się, że u Kinga fantastyka tam, gdzie jest, stanowi naprawdę kluczowy element fabuły, a autor pisze też bez fantastyki, choć może się wydawać, że o nią zahacza, jak w “Misery”, tu zaś np. relacje matka/córka – a to jest kluczowy temat tego opowiadania – nie zmienią się ani na jotę, jeśli praca matki będzie inna. Tu obyczajówka – bardzo dobrze napisana – jest w centrum uwagi, podczas gdy w “Carrie” jednak nie.

http://altronapoleone.home.blog

Niezwyciężonego nie czytałem, z Diuną byłby większy problem, bo w Diunie element fantastyczny jest dość integralny na wielu poziomach. Samo przełożenie na wojny pustynne na Ziemi by nie wystarczyło, trzeba by ingerować w opis wielu zdarzeń. Ale podane przykłady Kinga to nie żadne mocne ingerencje, tam naprawdę zamiana mechanizmów nie powodowałaby zbyt wielkich zmian w treści. W Lśnieniu telepatia jest naprawdę tylko drobiazgiem niewiele znaczącym dla fabuły. W “To” chodzi o psychopatę. W “Carrie” jeśli telekinezę zmieni się na napady szału, to też cała reszta pozostaje kompletnie bez zmian.

Bez przesady – w “Lśnieniu” telepatia jest faktycznie pikusiowa. Ale hotel próbujący wykończyć mieszkańców – to już sedno fabuły.

Babska logika rządzi!

@regulatorzy: Zawsze :)

 

@Irka_Luz: Dziękuję Ci bardzo że doceniłaś w tak ciepłych i mocnych słowach to opowiadanie.

Dzięki też, że przekazujesz mi swoją refleksję związaną z niewystarczającym użyciem fantastyki w opowiadaniu. Doceniam to, że zwracasz mi na to uwagę. 

Tak że przykro mi, ale będę na nie.

 

Jasne, rozumiem i dziękuję Ci, że poświęciłaś czas by uzasadnić swoją decyzję.

 

@drakaina: Cieszę się, że doceniłaś warsztat tekstu mimo, że nie jest to preferowany przez Ciebie gatunek. I znowu trudno mi polemizować z faktem, że fantastyka może wydawać się relatywnie łatwym do zastąpienia elementem w tym opowiadaniu.

 

@ninedin: Dzięki za ponowną wizytę i przekazanie mi swojej decyzji.

 

@mr.maras: I Tobie również wielkie dzięki za tak rozbudowaną recenzję i analizę mojego tekstu. Cieszę się, że doceniłeś chłodną relację, prostotę języka i te wszystkie elementy które chciałem przekazać. Jest mi niezwykle miło czytać o wszystkich pozytywnych punktach, które wymieniłeś. I każde, nawet bardzo odległe, przyrównanie tego opowiadania do twórczości Kinga jest dla mnie niezwykle przyjemne.

No i korzystając z okazji: Dziękuję bardzo za organizację konkursu i trud w niego włożony. Wyróżnienie w "Ciężkim dyżurze" było zaskoczeniem i wielkim zaszczytem.

 

@ Pendrive: Dzięki za przeczytanie i wizytę.

 

Co do dyskusji która się tutaj rozpoczęła pozwolę sobie ją skomentować w następujący sposób:

 

Portal nazywa się fantastyka.pl więc każdy jego użytkownik ma absolutne prawo oczekiwać, że element fantastyczny w opowiadaniu będzie zawarty w sposób dla niego satysfakcjonujący. Wiele osób zwróciło mi uwagę na to, że nie udało mi się tego osiągnąć, więc z pewnością coś w tym jest i nie zamierzam z tym polemizować. Szczerze mówiąc nie patrzyłem na to z tej perspektywy, więc jest to cenna lekcja. Dla mnie osobiście poziom zagnieżdżenie elementu fantastycznego nie jest chyba aż tak istotny w opowiadaniach które czytam. Niemniej jednak doceniam to, że wiele osób podzieliło się swoją perspektywą, którą szanuję i która na pewno otwiera mi oczy na inny punkt widzenia.

 

Dzięki!

Edwardzie, ja nie mam problemu ze śladową fantastyką, klikam takie opowiadania bez wahania do biblioteki. Nie przepadam, owszem, kiedy fantastyki nie ma w ogóle, niemniej jeśli jest to pojedynczy przypadek w twórczości autora, nie protestuję. Jak takie przypadki były niedawno w konkursie niewymagającym fantastyki, nie miałam nic przeciwko. Owszem, protestowałam, jak był tu użytkownik, który wrzucał wyłącznie “męskie obyczajówki” w ramach promocji swojej strony autorskiej. Mam natomiast zawsze problem z takimi opowiadaniami nominowanymi do wyróżnienia portalowego.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino dziękuję za wytłumaczenie. I nie zrozum mnie źle. Twoje uzasadnienie jest dla mnie jasne i logiczne. Uważam, że masz absolutnie prawo nie głosować na TAK jeśli opowiadanie w jakimś stopniu nie spełnia według Ciebie wymogów dla danej nagrody (w tym wypadku mówimy o “fantastyczności” ale może to być przecież cokolwiek innego). Rozumiem też, że próg wejścia na klik do biblioteki jest niższy niż nominacja na TAK w głosowaniu piórkowym, co również ma absolutnie sens i nie oczekiwałbym niczego innego.

Wyróżnienie piórkowe wydaje mi się znakiem jakości tego portalu więc jeśli osoby uprawnione do głosowania uważają, że z jakiegoś powodu tekst się do piórka nie kwalifikuje mają prawo (a może i obowiązek) zagłosować na NIE. I znowu, jest to portal fantastyka.pl, a nie np. dramatipsychologia.pl więc kryterium satysfakcji z elementu fantastycznego ma jak najbardziej sens.

Ja, tak jak wspomniałem, jako czytelnik nie zwracałem na to dotychczas aż tak dużej uwagi. Ale rozumiem i szanuję każdego kto patrzy na to z tej perspektywy. I nie zamierzam z nikim na ten temat dyskutować bo wydaje mi się to być indywidualną preferencją i chyba każdy ma prawo do własnej oceny.

Dzięki! 

Dla mnie osobiście poziom zagnieżdżenie elementu fantastycznego nie jest chyba aż tak istotny w opowiadaniach które czytam.

Myślę, że bardziej niż o poziom zagnieżdżenia chodzi tu o sposób – bo przedstawiasz walkę z demonami jako doświadczenie emocjonalnie traumatyczne (ale też w pewien sposób atrakcyjne, atrakcyjnością brudu) ale samo spotkanie i walka jest stricte fizyczna – stąd może wrażenie, że element fantastyczny jest tylko elementem. 

 

Smutne, dzieci nie powinny być opiekunami swoich rodziców.

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Miałam z tym opowiadaniem pewien problem. Pierwszy raz przeczytałam je tydzień temu i wypadło mi z głowy do tego stopnia, że byłam pewna, że jednak go nie przeczytałam. Drugi raz czytałam je wczoraj i skończyłam, zastanawiając się, co w tym opowiadaniu było fajnego. Właśnie przeczytałam je trzeci raz.

 

Zacznę od tego, co mi się podobało – podobała mi się scena walki z demonem i bardzo chętnie dowiedziałabym się o wykreowanym przez ciebie świecie czegoś więcej. Miałeś naprawdę fajny pomysł.

 

Świetnie podszedłeś do tematu konkursu i tu czapki z głów – zasłużona nagroda, dualizm dyżuru to był doskonały wybór dla konkursowego opowiadania.

 

Narrację oceniam raczej neutralnie. Nie gryzła ani nie denerwowała, ale też daleka jestem od zachwytów. Nie czułam bohaterki, nie trafiła do mnie pozorna obojętność, w której brakowało konsekwencji. Nie znalazłam fraz czy zdań, które by mnie zachwyciły.

 

Równie neutralnie podchodzę do samego pomysłu na dziecko opiekujące się chorującym rodzicem, może dlatego, że tyle już tego w literaturze było, a ty nie zaskoczyłeś mnie niczym nowym. Być może to podejście do problemu bardziej zaciekawi osoby trzymające się samej fantastyki, ale literatura piękna alkoholizmem i problemami na linii ojciec-dziecko stoi, i trzeba nie lada wysiłku, by powiedzieć w tym temacie coś nowego.

 

Opowiadanie czytałam bez przeszkód, lekko i miło. Będę na nie, ale biblioteka zasłużona i serdecznie gratuluję wyróżnienia w konkursie :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

@wybranietz: Dzięki za wizytę i za komentarz. Twoja uwaga jest ciekawą obserwacją.

samo spotkanie i walka jest stricte fizyczna – stąd może wrażenie, że element fantastyczny jest tylko elementem.

Faktycznie przez to, że patrzymy oczami dziecka nie widzimy tego, co przeżywa mama w warstwie emocjonalnej. Być może mogłem lepiej zaznaczyć fakt, że to nie tylko walka fizyczna. Dzięki za Twoją perspektywę ;)

 

@kam_mod: Dziękuję za gratulację. Cieszę się, że podobał Ci się skrawek świata przedstawionego, pomysł na świat i na konkurs. Dobrze, że czytało się w miarę płynnie. 

Dzięki wielkie też za przekazanie mi swojej decyzji i stojącej za nią argumentacji w kwestii piórka. Faktycznie temat alkoholizmu i relacji rodzic-dziecko pojawia się dość często w książkach i filmach. 

 

Dzięki!

Witam! 

Zapewne wiesz, że głosowałem NIE, zatem (choć późno i za to przepraszam) śpieszę wyjaśnić dlaczego. Bo tekst przecie świetnie napisany. Choć traktuje o rzeczach często w literaturze i filmie wałkowanych, to jednak prosta, stosunkowo lekka i pozbawiona emecjonalnego zadęcia narracja z punktu widzenia córki powoduje, że tekst jest zapamiętywalny, robi naprawdę spore wrażenie i wnosi nutkę świeżości do, zdałoby się, oklepanego motywu stosunków rodzica i dziecka, dotkniętych alkoholizmem tego pierwszego. Cóż, wielokrotnie Cię już za to chwalono, więc napiszę tylko, że zgadzam się z przedpiścami :-) 

No i jeszcze fakt, jak pięknie zagrał tu konkursowy temat; ten niekończący się, podwójny dyżur matki i córki, tak różny, ale jednakowo trudny – znakomite! 

Oczywiście problemem była dla mnie fantastyka. Nie dlatego, że jest jej mało – w zeszłym miesiącu zachwycałem się tekstem Kam, gdzie fantastyki nie było w ogóle – nie tyle nawet sposób jej tam umieszczenia (choć przyznaję, gdybyś od początku zaznaczał atmosferę niesamowitości, podrzucał tropy, wyrazniej podkreślał, że sprawy mają się zdecydowanie mniej zdroworozsądkowo – te rzeczy gdzieś tam są, ale tak mocno przykryte intensywną, obyczajową treścią, że się ich w zasadzie nie zauważa – to nawet bym nie pisnął) ale sama forma. Bo tu pasowałoby coś… Bo ja wiem, metafizycznego, symbolicznego. Ot:

Wtedy mama rozgadywała się bardziej. Z dumą opowiadała, jak pokonała demona szaleństwa, jak zapobiegła erupcji złośliwych duchów, albo jak powstrzymała depresyjne siły nieczyste.

I gdyby całą rzecz pociągnąć w tę stronę, niedookreślać, pozostawić niejasności i możliwość dwojakiej interpretacji – czy świat rzeczywiście nawiedzają jakieś metafizyczne siły, powodujące przypadki depresji, szaleństwa? Czy ona rzeczywiście walczy ze złowrogimi wpływami innego świata, czy buduje nieracjonalną otoczkę wokół własnego, poskręcanego nieludzko wyczerpującą pracą i alkoholem umysłu? – to wydaje mi się, że wszystko zagrałoby przepięknie i pal sześć oskarżenia o prawdopodobny brak fantastyki. 

Postanowiłeś jednak przywalić czytelnikowi horrorowo cielesnym realizmem i o ile doceniam pomysł, jak dla mnie, spowodowało to dwa problemy. Po pierwsze nagle okazuje się, że cały świat jest immamentnie fantastyczny, że to inna rzeczywistość, w której to, co dla nas niesamowite jest na porządku dziennym, na pełną skalę. Za dużo, za szybko, zbyt nagle, i w efekcie powstaje wrażenie, że wątek fantastyczny jest doklejony na siłę i tekst niczego by bez niego nie stracił. 

Po drugie (choć może chodzi tylko o mnie; każdy ma własną pulę skojarzeń) ten nagły atak opętanej staruszki był zupełnie jak z jakiegoś "Ash kontra Martwe Zło" albo podobnego, komediowego slashera. W kontraście do ciężkiego i superserio mrocznego klimatu całości, wywołał wręcz komiczne wrażenie. 

I tu pojawiają się ograniczenia szorta. Bo to ciekawy świat, fajnie pomyślany i bardzo chciałbym zobaczyć więcej, ale to rzecz na zdecydowanie dłuższą formę, gdzie przedstawiony przez Ciebie wątek alkoholizmu pracownicy Centralnego Biura Astralnego byłby jednym z wielu. 

Dlatego było NIE. 

Ale czytało się znakomicie. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Witam!

Dziękuję Ci serdecznie za rozbudowany komentarz, wszystkie dobre słowa i uzasadnienie swojej decyzji. Niezmiernie cieszę się, że ogólnie Ci się podobało :)

 

Co do Twoich obserwacji to myślę, że masz sporo racji.

Mogło zabraknąć mi nieco subtelności we wrzucania drobnych słów i zdań które lepiej uwiarygodniłyby oddany świat. Z pewnością mogłem zrobić to lepiej.

Motyw który proponujesz, że może ta walka i demoniczna pandemia jest tylko iluzją, marą wykreowaną w głowie mamy również jest bardzo ciekawy. Dzięki za niego.

I faktycznie może pokazuje walkę nieco "łopatologicznie" i ten sposób może powodować pewien dysonans biorąc pod uwagę resztę tekstu. W momencie pisania wydawało mi się to właściwe, ale dobrze poznać Twoją opinię na ten temat.

 

Dzięki za uwagi i również pozdrawiam!

Nowa Fantastyka