- Opowiadanie: E.Raj - W osiem sekund - od zera do zera

W osiem sekund - od zera do zera

Zapraszam do zapoznania się z opowiadaniem, które jest moim debiutem na portalu fantastyka.pl :) W oryginale miało 36 tysięcy znaków, przeszło więc solidną kastrację, która mam nadzieję nie pozbawiła go sensu :D 
No, ale wymogi to wymogi!  Enjoy :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

mr.maras, Finkla

Oceny

W osiem sekund - od zera do zera

Pik…pik… Holograficzny wyświetlacz cicho popiskiwał. 

Adrien nieśpiesznie podniósł lewą powiekę.

– Cisza! – mruknął groźnie. Ruch palców nad panelem sterowniczym i dekalibracja  0,092% została usunięta.

Z niechęcią pomyślał o reakcji szefowej, która domagała się ręcznej stabilizacji rdzenia nawet przy odchyłach tak niskiego poziomu. Rhyr była perfekcjonistką, jak większość Veridan. Ta rasa miała to w genach. Kompulsja gatunkowa. 

 Oby ją wszyscy diabli…

Rzucił okiem na płynący w lewej części wyświetlacza raport. Ta zielona suka zauważy, że na dekalibrację zareagował w nieprzyzwoicie długim czasie ośmiu sekund. 

Z pewnością trafi na dywanik. Zgrzytnął zębami. Nienawidził nocnych dyżurów a ta zmiana dłużyła mu się niesamowicie. 

Odepchnął od siebie pad i oparł czoło o panel sterowniczy.

Niemal rok temu przypadkowym zrządzeniem losu otrzymał przydział na olbrzymi superpancernik – Vanguard. Największą jednostkę jaką dysponowały ZSG. Duma floty. Tylko dla elit!

Poprzedni młodszy mechanik – przedawkował nielegalnie posiadanego orexa. Haerowiec popełnił błąd wysyłając ofertę rekrutacyjną do stacji kosmicznej V12, przy której mieli uzupełniać zapasy, tuż przed wyruszeniem na tajemniczą misję w niezbadane obszary galaktyki. Błąd był niewielki. Przestawiły mu się daty. Zamiast 01, wpisał 10.

Na stacji przebywał wówczas Adrien, który zauważył ogłoszenie na elektronicznym słupie. Pracował tu na czarno, przy obsłudze minirdzenia przetwórni nieczystości. Pieniądze były mizerne, ale z ilością punktów jaką Adrien uzyskał kończąc Akademię ZSG, i tak nie miał wielkich szans na zatrudnienie we flocie. 

 Nie, to nie tak, że Adrien był głupi. 

Dostał się do Akademii z wysoką punktacją i wyróżnieniami. Ale…łatwo się rozpraszał. A co najważniejsze – nie pilnowali go już rodzice. Mieszkając w akademiku znalazł tysiąc innych spraw, bardziej godnych uwagi od zakuwania. Zakochał się w pięknej Arkturiance, w jej różowych czułkach i żelowych włosach. Miłość była bez wzajemności, a Adrien pisał smutne wiersze na zajęciach z mechaniki kwantowej. Potem oblał astronawigcję, bo grał w Mass Effect 33, w którym praprawnuk brata Sheparda rozwalał obcych w galaktyce karłowatej Wielki Obłok Magellana.

Aby ukończyć Akademię, należało uzyskać minimum 900 punktów. 

On miał dokładnie… 993. Najlepszy student z jego rocznika – 3290.

 Haerowiec Vanguarda widząc, że aplikuje do nich tylko jeden kandydat, i to z taką punktacją musiał rzewnie płakać, ale ostatecznie – nie mieli innego wyjścia. 

Vanguard nie mógł dłużej czekać na innego kandydata a rotacja na nocnych zmianach musiała być płynna. Pocieszali się, że Adrien otrzymał kiedyś maksymalną punktację za napisanie pracy poświęconej szczególnym przypadkom awarii rdzenia i sposobom ich zapobiegania. “Ekstremalny przypadek nulifikacji rdzenia – analiza teoretyczna”. 

Oczywiście – sprawa jego mizernego dyplomu szybko stała się tajemnicą poliszynela.

Usłyszał niejedną kąśliwą aluzję. Gdyby nie to, że jego dziadek był Zayaninem, przedstawicielem rasy unikalnej – w skali całej Współnoty Planet – być może traktowano by go jeszcze surowiej. Ale może bali się, że odziedziczył szczyptę ich niezwykłych zdolności?

Nie zdobył na Vanguardzie nowych przyjaciół. Przesiadywał sam w holokabinie, grał w Mass Effect 34 albo korzystał z erotycznych holoprogramów z Arkturiankami, a jedyną towarzyszką rozmów była dla niego sztuczna inteligencja statku – VAI.

Wstał i zrobił dwie rundki po pomieszczeniu, aby się nieco rozbudzić.

Stacja obsługi dolnej części rdzenia – znajdowała się na najniższym pokładzie. Było to owalne pomieszczenie, w którego suficie umieszczono podstawę głównego rdzenia napędu, połyskującą jak jarzeniówka za metrowej grubości szkłem. Wychodził z niej gruby, srebrzysty przewód sterowniczy, podpięty do siedmiu konsol, umieszczonych promieniście dookoła. Przy głównym panelu sterowniczym, zasiadał zwykle dyżurny mechanik, czyli na nocnej zmianie – Adrien.

 Usiadł, zalogował się i wbił spojrzenie w płynące przez holoekran odczyty energii z rdzenia. 

Dokładnie wtedy, kątem oka, zobaczył że pas świetlny pod sufitem zmieniły swój kolor z zielonego na żółty. Oznaczało to zwiększony poziom gotowości systemów statku do obrony. Wszystkie inne kolory niż zielony – nie oznaczały nic dobrego. Adrien zamrugał powiekami.

– VAI? Co się dzieje? - 

Odpowiedziała mu cisza. Wstał.

Buu… – rozległo się ciche mruczenie. Rdzeń przygasł.

– Zatrzymujemy się? – szepnął Adrien wpatrując w sufit, w pobladłą poświatę.

Statek wyszedł z nadświetlnej. Adrien czuł jak serce zaczyna walić mu w piersi. Osunął się na metalowe krzesło i przebiegł wzrokiem logi. 

– VAI? – szepnął badawczo. Nadal cisza.

Wtedy kolor paska świetlnego pod sufitem zmienił się na pomarańcz.

– Kurwa mać! – zaklął, odchylając się na oparcie.

Wściekły odcień koloru raził mu oczy. Poczuł leciutkie drgnięcie pod plecami. 

– VAI! Czy Vanguard strzelił?!

Kolejna wibracja. Potem kolejna. Adrien czuł jak jego ręce pokrywają się potem, a w gardle zasycha. Ale to był dopiero początek. Poczuł kolejne szarpnięcie. Inne. To już nie była wibracja. Pomarańcz niepostrzeżenie zmienił się w czerwień.

– Oberwaliśmy!? – wrzasnął, zrywając się na nogi. Był tego pewien.

Kolejny wstrząs był tak silny, że przewrócił go na ziemię. Upadł, tocząc się pod swoje krzesło.

Statek dygotał. Panel sterowniczy wył ostrzegawczo rozpaczliwymi piskami i komunikatami, ale Adrien zacisnął powieki i tylko leżał pod krzesłem.

Kolejny wstrząs był tak mocny, że wyrzucił go pod ścianę. Usłyszał jak jedna z konsol wybucha i upada na ziemię. Holomonitor był krwiście czerwony. 

– Procedura ewakuacyjna rozpoczęta. Uszkodzenie rdzenia typu Z. Wszyscy załoganci proszeni są o bezzwłoczne udanie się do kapsuł ratunkowych. – to był głos VAI.

Zerwał się od razu, ale zauważył, że winda była nieaktywna a drzwi na schody – zablokowane uszkodzoną grodzią. Wzniósł oczy i spojrzał na rdzeń, który migotał lekko, seledynowo. 

Dopadł panel sterowniczy, wbijając wzrok w jego połyskliwą powierzchnię. Przejrzał zapisy pracy rdzenia, od chwili ataku. Przełknął ślinę.

Wstrząs uszkodził obydwa boczne stabilizatory. Pole izolujące rdzeń od pokładów zawodziło.

Fluktuacje energii były ogromne. Wybuchu nie dało się już powstrzymać. 

– Pęknięcie rdzenia za dwie minuty i trzydzieści sekund – zabrzmiał komunikat VAI

Podniósł wzrok na zielonkawy, dziwny poblask idący do strony rdzenia.

Czy to koniec? Zaraz zakończy swe nędzne życie jako mgiełka atomów?

– Pękniecie rdzenia za dwie minuty i pięć sekund.

– Zamknij się VAI! – rozdarł się na całe gardło uderzając pięścią w ścianę. 

– No i nie dowiem się co Shepard zrobi w Małym Obłoku Magellana, a ten dodatek kosztował cholerną kupę kredytów na SpaceOriginie! – mruknął.

– Pęknięcie rdzenia za minutę i trzydzieści sekund. 

Wbił wzrok w zapis pracy rdzenia. 

Czy coś mógł zrobić? 

Przypomniał sobie swoją pracę teoretyczną nad nulifikacją. Opisywał w nim przypadek statku z uszkodzonym rdzeniem. On też był seledynowy. Adrien zmarszczył brwi. Uszkodzone rdzenie zwykle bielały. Kaskada niekontrolowanej energii była tak ogromna. A ten?

 Otworzył swój pad, błyskawicznie odszukał archiwalny folder materiałów z Akademii. Przebiegł wzrokiem treść pracy. Procedura nulifikacyjna! Wszystkie równania, jakie trzeba było wprowadzić. Zagryzł usta. Tamten rdzeń był mniejszy. Musiał zmodyfikować parę wartości. Drżącymi rękami zaczął wprowadzać skomplikowaną sekwencję na holoklawiaturze. Liczby fruwały mu przed oczyma, obliczenia zapętlały się.

– Pęknięcie rdzenia za trzydzieści sekund… – a on wciąż pracował. 

– Przestań! – jęknął. 

Zapadła cisza. Odchrząknął i skupił się na obliczeniach. Ostatnia poprawka i jest. 

Nacisnął przycisk wykonawczy. Usłyszał dziwny syk. A potem dźwięk jakby pękła żarówka. Spojrzał na sufit. 

W pionie rdzenia panowała ciemność. Był pusty!

Adrian odsunął się o krok a potem opadł na kolana. Niewiarygodne! Cud! Drugie takie zdarzenie w historii Zjednoczonych Sił Galaktycznych! Nulifikacja rdzenia. I to on tego dokonał? 

Co za fart!

– VAI? – jęknął – Jesteś? Jaki jest nasz status?

– Vanguard został zaatakowany. Cała załoga ewakuowana. Przeciwnik odleciał. 

– Co z kapsułami? 

– Większość odstrzelona z sukcesem. Właśnie je zawracam.

Cisza. Adrien stał z głupią miną gapiąc się na monitor, który połyskiwał teraz ciemnym błękitem. 

“Błąd systemu. Matryca rdzenia: pusta”. 

Vanguard wciąż był w jednym kawałku. 

Dzięki niemu? Czyżby jednak miał dowiedzieć się jak zakończy się kolejna część Mass Effect?

 

14h później.

 

– Adrien Lensky, człowiek, który ocalił Vanguarda – admirał Mallory powiedział to lodowatym tonem.

– I zarazem człowiek, który naraził go na niebezpieczeństwo…

Młody mechanik, stał przed dowódcą z pochyloną głową. 

Mallory skrzywił się.

– Rdzeń uległ mikrodekalibracji po 8 sekundach, minimalnie deformując matrycę. Wysłał sygnał, który został przechwycony przez czułe stacje nasłuchowe obcych. Ich atak uszkodził stabilizatory, ale nawet wtedy dałyby radę, gdyby nie to, że defekt matrycy utrudnił im sprawę! Nie była gładka! Bo… ktoś spał na swoim dyżurze!

Admirał pochylił się lekko.

– A teraz najlepsze! Rdzeń zniknął! A my nie wykonamy naszej misji na rezerwowym. Lecielibyśmy za długo.

Adrien milczał. Od zera do bohatera? Raczej od zera do zera.

– Życie to nie save’y w Mass Effekcie, Lensky! Pewnych rzeczy nie możesz odegrać, kiedy coś pójdzie nie tak! Są konsekwencje! 

Chwila przerażającej ciszy.

– Jesteś zwolniony ze swoich obowiązków, aż do odwołania – głos Mallory’ego był urzędowy. Mechanik kiwnął tylko głową, czując dziwną ulgę. 

– Odmaszerować!

Odwrócił się i wyszedł. 

Skręcił w stronę windy i udał się na pokład holokabin. Uśmiechnął się przewrotnie. Dziwne, ale nie czuł się wcale załamany czy przygnębiony. Nigdy tu nie należał.

Wreszcie upragniona wolność! Żadnych męczących dyżurów! Tylko gra! Od rana do wieczora, jak za czasów studenckich! Odlot!

Podszedł do drzwi holokabiny.

– VAI, załaduj proszę dla mnie ostatni save z Mass Effect 34.

– Przykro mi, Adrien. W czasie ataku obcych bank danych został uszkodzony. Gry są skasowane.

Przed oczyma młodego mechanika zrobiło się ciemno. Nie! Tylko nie to! Tyle godzin czajenia się za przeszkodami i celowania obcym w łby. Wszystko przepadło! Przycisnął ręce do skroni, zamykając powieki. Tylko nie jego ukochana gra! 

– Nie!!! – jęknął, opadając na kolana. 

W końcu go także dosięgło? Konsekwencja? A wszystko przez te pierdolone 8 sekund. Osiem sekund! 

 

*

Otworzył oczy. Pik…Pik…

Holograficzny wyświetlacz cicho zapiszczał. Adrian błyskawicznie uderzył palcami w kilka świetlnych przycisków na panelu sterowniczym. Odgłos ucichł. Nerwowo sprawdził log. Uff! Matryca nie uległa mikrodestabilizacji. Wciąż była gładka. Zdążył! Tym razem.

Zaśmiał się cicho. Ale fart!

Rzadko, bo rzadko, ale czasem życiowe save’y się udawały.

Szczególnie jak się miało dziadka Zayaniana.

Koniec

Komentarze

Hmm. O 215 znaków za dużo. Licznik tej strony podaje ciut więcej od edytorów.

 

Edit. Liczby w literaturze zapisujemy słownie. To doda kolejne znaki… Wiem, że będzie trudno to ściąć. Ale jest w teście kilka dygresji, które zupełnie nie mają znaczenia dla fabuły… Więcej nie powiem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

E.Raj – kropka w tytule jest błędem. Usuń ją.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Skróciłam jeszcze trochę tekst, zajmę się numerkami, ale czy mogę wiedzieć gdzie wyświetla się wasz licznik, bo ciężko mi tak na ślepo trafiać, a na google doc tekst pokazuje 10785, natomiast WORD (chyba wiarygodne źrodło) pokazuje tyle … :)

Nie zmyślam, oto screen.

E.Raj

ko­bie­ta, Kra­ków | 13.02.20, g. 14:51 | znaki: 11016

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, jak on widzi. Nigdy mi się nie udało wyciągnąć go na zwierzenia. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobra, tylko spokojnie :) Już się zamykam ;)

 

Ps. Daty w odliczaniu zamieniłam na zapis słowny.

Grafika od Arnubisa to tylko taka sygnatura jurora, ze przeczytał tekst ;-)

 

Kurde, czytając tekst stwierdziłem, ze puenta ratuje tu całość, choć… zastanawiam się jak to wyglądało w wersji niepociętej. A zdaje się, że z 1000 znaków by tu wystarczyło, żeby przygładzić tekst.

W kilku miejscach widziałem pojedynczą nadmiarową spację przed akapitem lub podwójne spacje między wyrazami. Z drugiej strony brakło spacji w np.  w “Pik…Pik…” (powinno być: “Pik… Pik…” czy między 14 a h.

Całość? Rozwiązanie proste, ale jednak na swój sposób zabawne.

 

Jest pomysł i jest wiarygodnie wykreowany bohater typu everyman. Umiesz pisać efektownie i pomysłowo, w sensie samego sposobu opisywania, co się dzieje – w punkt, bez nadmiarów zbędnych dygresji. Realia nie są jakoś szczególnie oryginalne, ale w takiej lekko zatrącającej o humor space operze nie o to przecież chodzi.

Natomiast opowiadanie błaga o poprawki interpunkcji i gdzieniegdzie także stylistyki, przecinków chwilami brakuje dość boleśnie. Dopracuj to, a będzie naprawdę nieźle.  

 

Czytało mi się płynnie. Napisane sprawnie. Może nie do końca mój klimat ale było w porządku. Wydaje mi się że przez limit umknęło sporo szczegółów :). Zakończenie na duży plus :)

 

Nie wiem czy tutaj nie ma dwóch drobnych błędów.

 

Współnoty Planet

 

Buu… – rozległo się ciche mruczenie. Rdzeń przygasł.

 

Całkiem nieźle mi się czytało :)

Przynoszę radość

Pomysł raczej bez rewelacji, ale opowiadanie okazało się całkiem niczego sobie. Szkoda że wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Ale…łatwo się roz­pra­szał. ―> Brak spacji po wielokropku.

 

pas świetl­ny pod su­fi­tem zmie­ni­ły swój kolor z zie­lo­ne­go na żółty. ―> Literówka.

 

– VAI? Co się dzie­je? - ―> Czemu służy dywiz po pytajniku?

 

– Za­trzy­mu­je­my się? – szep­nął Ad­rien wpa­tru­jąc w sufit… ―> Chyba miało być: – Za­trzy­mu­je­my się? – szep­nął Ad­rien wpa­tru­jąc się w sufit

 

Ko­lej­ny wstrząs był tak silny, że prze­wró­cił go na zie­mię. ―> Raczej: Ko­lej­ny wstrząs był tak silny, że prze­wró­cił go na podłogę.

 

– Pro­ce­du­ra ewa­ku­acyj­na roz­po­czę­ta. Uszko­dze­nie rdze­nia typu Z. Wszy­scy za­ło­gan­ci pro­sze­ni są o bez­zwłocz­ne uda­nie się do kap­suł ra­tun­ko­wych. – to był głos VAI. ―> – Pro­ce­du­ra ewa­ku­acyj­na roz­po­czę­ta. Uszko­dze­nie rdze­nia typu Z. Wszy­scy za­ło­gan­ci pro­sze­ni są o bez­zwłocz­ne uda­nie się do kap­suł ra­tun­ko­wych. – To był głos VAI.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

– Pęk­nię­cie rdze­nia za dwie mi­nu­ty i trzy­dzie­ści se­kund – za­brzmiał ko­mu­ni­kat VAI ―> Brak kropki po didaskaliach.

 

– Ad­rien Len­sky, czło­wiek, który oca­lił Van­gu­ar­da – ad­mi­rał Mal­lo­ry po­wie­dział to lo­do­wa­tym tonem. ―> – Ad­rien Len­sky, czło­wiek, który oca­lił Van­gu­ar­da.Ad­mi­rał Mal­lo­ry po­wie­dział to lo­do­wa­tym tonem.

 

– Rdzeń uległ mi­kro­de­ka­li­bra­cji po se­kun­dach… ―> – Rdzeń uległ mi­kro­de­ka­li­bra­cji po ośmiu se­kun­dach

Liczebniki w dialogach zapisujemy słownie.

 

Otwo­rzył oczy. Pik…Pik… ―> Brak spacji po pierwszym wielokropku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie do końca moja bajka, ale dobrze się czytało, zwłaszcza, że dbasz o to, żeby czytelnik wczuł się i polubił głównego bohatera. Jest troszkę do poprawy z interpunkcji, ale początki są trudne i ja też coś o tym wiemsmiley

Sympatyczny bohater. :-)

Widać, że tekst był cięty. Na przykład nie rozumiem, na czym polegał czeski błąd faceta z HR.

Liczby słownie. Od zakończenia konkursu już można poprawiać.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka