- Opowiadanie: dawidiq150 - Szalony naukowiec

Szalony naukowiec

Stary pomysł, dużo pracowałem by wszystko trzymało się kupy. Bardzo proszę o przeczytanie i szczerą ocenę.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Szalony naukowiec

Rok 1736 Francja.

 

– Nie wiem, co jest powodem nagłej tak drastycznej utraty wagi – powiedział podstarzały lekarz – w całej swojej praktyce lekarskiej z czymś takim się nie spotkałem.

 

Gdy pan Tadeusz zaczął bardzo chudnąć i zauważono u niego ogólną słabość fizyczną rodzina mimo jego protestów zdecydowała się wezwać lekarza. Ten na początku polecił by pacjent po prostu więcej jadł i przepisał coś na wzmocnienie. Teraz po tygodniu od poprzedniej wizyty, gdy zobaczył Tadeusza przestraszył się. Ten policzki miał zapadnięte, wyglądał dużo starzej, jego ciało to była niemal tylko skóra, pod którą było widać kości.

 

-

 

Pan Tadeusz mieszkał ze swoją liczną rodziną w wielkim bogatym domu. Dom miał piwnice gdzie Tadeusz znikał na długie godziny. Na pytania co w niej robi odpowiadał, że pracuje nad wynalazkiem. Po kilku dniach oświadczył, że chce go zaprezentować. Nikt raczej nie spodziewał się czegoś genialnego. Tadeusz pokazał im dziwny nieduży przedmiot.

– Co to jest i do czego służy? – zastanawiali się wszyscy.

– Pokażę wam w nocy – powiedział.

Gdy się ściemniło wszyscy wyszli na zewnątrz, Tadeusz kazał zgasić lampy. Zapadła ciemność.

– Patrzcie teraz – powiedział, a z przedmiotu wystrzelił snop światła i oświetlił pobliskie drzewo. Wszyscy byli pod wrażeniem. Przedmiot przechodził z ręki do ręki.

– Coś takiego sprawi, że będziemy sławni – powiedziała jedenastoletnia wnuczka Marta – dziadku pracuj dalej.

 

Co jednak naprawdę działo się w piwnicy? Jak to się zaczęło?

 

Tadeusz szedł do piwnicy przyświecając sobie lampą. Potrzebował dwa słoiki konfitur. Będąc na dole, otworzył drzwi i wszedł. W powietrzu było dużo kurzu. Znajdowały się tam półki z przetworami, a także surowe warzywa. Sięgnął po wielki słój z ciemną zawartością. Nagle ktoś zaatakował go zatykając usta i nos strasznie śmierdzącą szmatą. Momentalnie stracił przytomność. Gdy się obudził leżał skrępowany na podłodze. Powoli otworzył ciężkie powieki. Rozpoznał swoją piwnicę. Jednak było tu bardzo jasno, a źródłem światła okazał się przedmiot w kształcie gruszki wiszący z sufitu. Przed nim stał wysoki mężczyzna, bardzo dziwnie ubrany. Obok niego znajdowała się maszyna przypominająca duży fotel. Przyczepiono do niej jakieś przewody, skrzynki, trudno to było opisać. Obok znajdowało się jeszcze pudło. Mężczyzna uśmiechnął się i zaczął mówić.

 

– Witaj, mam na imię Dawid i przybyłem tu z przyszłości. Z roku 2263. Ta rzecz – wskazał dziwny fotel – to wehikuł czasu. Cel mojej podróży nie ma dla ciebie większego znaczenia, dlatego nie ma sensu bym ci o nim opowiadał. Przeniosłem się nie w ten rok w który chciałem i potrzebuję twojej pomocy. Muszę przeprowadzić badania ludzkiego mózgu. Zajmie mi to kilka dni. Jedyne czego potrzebuję, to byś był moim pacjentem i byś tego nikomu nie zdradził. W zamian zyskasz światową sławę i pieniądze. Dam ci parę przedmiotów, które zabrałem ze sobą z roku 2263. Wszystkim powiesz, że sam je stworzyłeś. Czy się zgadzasz? Proszę, zrób to dla nauki. Bez twojej pomocy będę w trudnej sytuacji. No i nie ukrywam, że będę musiał cię zabić.

– Czy to jakiś żart? Nie wierzę w to co mówisz, jesteś szaleńcem.

– A czy to jest żart? – Dawid sięgnął do pudła i wyciągnął jakiś płaski przedmiot. Następnie nacisnął coś i pokazał Tadeuszowi.

 

Na niedużym ekranie wyświetlił się film przedstawiający nowoczesne miasto. Wieżowce, ulice, samochody i ludzi.

 

– Tak będzie wyglądał świat w 2263 roku – powiedział.

 

Tadeusz otworzył usta w zachwycie.

 

– Dobrze zgadzam, się, pomogę ci ale opowiedz mi o przyszłości. To mój warunek.

 

I tak rozpoczęła się ich współpraca. Codziennie rano Tadeusz wstawał i szedł do piwnicy pod pretekstem badań nad wynalazkiem. Siadał na krześle, a Dawid przypinał mu do głowy jakieś kable. Jakiś czas opowiadał mu o życiu w przyszłości, o wynalazkach, o zdobywaniu kosmosu. Potem robił mu zastrzyk, po którym Tadeusz spał przez kilka godzin. Gdy się budził był słaby. Czwartego dnia Tadeusz narzekał, że źle się czuję i z dnia na dzień coraz gorzej. Na to uzyskał zapewnienie, że złe samopoczucie minie.

 

-

 

Pewnego dnia Tadeusz zasłabł idąc do łazienki. Jak najszybciej wezwano lekarza, który po obejrzeniu pacjenta stwierdził zgon, jednak nie umiał podać przyczyny. W czasie oględzin zauważył na tyle głowy guz. Guz był niezwykle twardy i zaczęła złuszczać się z niego skóra razem z włosami. Po chwili skóra całkiem zeszła a lekarz i zgromadzeni krewni denata ujrzeli mały niebieski dysk. Lekarz chwycił go i próbował oderwać. Z głowy wyszła sześciocentymetrowa igła.

 

– Co to jest do diabła? – Lekarz był w szoku. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem.

 

Parę dni po śmierci Tadeusza, którego ciało leżało w laboratorium i było badane przez zafascynowanych naukowców, żona zmarłego, Katarzyna, zeszła do piwnicy po warzywa na obiad. Zaskoczona znalazła tam kartkę na której było napisane:

 

Przybyłem z przyszłości i jestem winien śmierci Tadeusza. Pewnie chcecie wiedzieć co się mu stało. Zacznijmy więc od początku tej historii, od śmierci mojej ukochanej żony Magdy. Był rok 2250, gdy Magda zmarła na nieuleczalną chorobę gnębiącą ludzkość w dwudziestym trzecim wieku. Wpadłem w depresję. Nie mogłem się z tym pogodzić. Modliłem się by to tak bardzo mnie nie bolało. Po roku się z tego otrząsnąłem. Jednak ingerencja boska przyszła naprawdę! Byłem o tym przekonany. Przeglądając internet (taką skarbnicę wiedzy naszych czasów) znalazłem obraz namalowany przez nieznanego malarza. Na obrazie była kobieta wyglądająca dokładnie jak Magda. Sprawdziłem wszystko, co tylko się dało o tym obrazie. Pochodził on z roku 1853. Malowana kobieta była francuską szlachcianką. Nie wspomniałem jeszcze, że jestem wybitnym naukowcem. W swoim życiu przyczyniłem się do wielu odkryć. Zacząłem więc badania nad wehikułem czasu. Trwało to latami. Wszyscy zaczęli uważać mnie za szaleńca, zwłaszcza jak mówiłem o obrazie na którym jest kobieta którą tak bardzo kochałem. W końcu znalazłem sposób by przemieścić się w czasie. To nie żadne czary, fizycznie jest to możliwe, ale by tego dokonać należało zabić człowieka. Wysysać z jego mózgu energię witalną aż umrze. Wydaje się dziwne by Bóg podsunął mi ten sposób jednak wierzyłem, że tak właśnie jest. Wtedy porwałem bardzo złego człowieka następnie go zabiłem. Z wiadomych powodów nie przejmując się konsekwencjami, które nie mogły mnie dosięgnąć. Coś poszło nie tak jak chciałem, pomyliłem się w obliczeniach. Wylądowałem w złym czasie. Tu się kończy ta historia. Ja jestem pewnie już ze swoją Magdą. Wiem, gdzie zrobiłem błąd w obliczeniach. Zostawiłem coś wam, jest w pudełku przy ścianie. Są to leki na wszystkie choroby, na jakie cierpią ludzie w waszych czasach. Wystarczy wstrzyknąć.

 

Gdy Katarzyna to przeczytała pobiegła prędko na górę. Zwołała wszystkich i jeszcze raz teraz na głos przeczytała list. Na każdej twarzy pojawiło się zdumienie a Katarzyna powiedziała, że faktycznie w piwnicy jest pudło, którego wcześniej nie było. Cała rodzina migiem zbiegła do piwnicy by to sprawdzić.

– Wypróbujmy to – powiedziała Katarzyna, która cierpiała na żylaki. Następnie wzięła igłę i z lekkim lękiem wbiła sobie w nogę. Nacisnęła tłoczek.

 

Po chwili żylaki zaczęły znikać, aż w ogóle nie było po nich śladu.

Koniec

Komentarze

Te minusy to zamiast gwiadek? ;>

Kropki na końcu zdań coś zeżarło!

Podmioty gubisz!

Powtórzenia atakują!

Przecinki też zeżarło, chyba bardzo głodne było!

 

Grafomania. Moim zdaniem tekst trzyma się kupy.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ekhm, uciąłem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Mytrix poprawiłem interpunkcję i inne błędy ma nadzieję, że jest lepiej :)

 

PS.

Serio grafomania?

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Nawet pomijając błędy, tekst nie specjalnie mnie zainteresował. Za dużo suchej relacji wydarzeń, w ogóle nie zarysowani bohaterowie. Poniżej kilka przykładów i sugestii poprawek. Spróbuj trochę przeredagować, sprawdź jeszcze raz pod względem interpunkcji i przeczytaj sobie na głos.

 

Najpierw powtórzenia do usunięcia:

Tam Tadeusz znikał na długie godziny. Na pytania co tam robi odpowiadał, że pracuje nad wynalazkiem. Po kilku dniach oświadczył, że chce zaprezentować swój wynalazek.

„Pokażę wam w nocy” – powiedział. Gdy nadeszła noc wszyscy wyszli na zewnątrz, Tadeusz kazał zgasić lampy. 

Przed nim stał wysoki mężczyzna, bardzo dziwnie ubrany. Obok niego stała przedziwna maszyna.

Przypominała duży fotel. Jednak do tego fotela przyczepiono jakieś przewody, skrzynki, trudno to było opisać. Obok znajdowała się jeszcze wielka skrzynia.

Na to uzyskał zapewnienie, że to minie.

I interpunkcja:

Znajdowały się tam półki z przetworami, placki[+], a także surowe warzywa.

Witaj, mam na imię Dawid [+]i przybyłem tu z przyszłości.

– Dobrze zgadzam, się, pomogę ci ale opowiedz mi o przyszłości to mój warunek.

Może lepiej:

– Dobrze zgadzam, się, pomogę ci[+], ale opowiedz mi o przyszłości[+]. To mój warunek.

Siadał na krześle[+], a Dawid przypinał mu do głowy jakieś kable.

Jakiś czas opowiadał mu o życiu w przyszłości[+], o wynalazkach[+], o zdobywaniu kosmosu.

Mężczyzna uśmiechnął się i zaczął mówić

Brakuje jakiegoś znaku na końcu zdania.

Tadeusz był zachwycony.

Lepiej by było przedstawić ten zachwyt opisem jego reakcji, niż tak sucho relacjonować.

Ten gdy przyjechał i obejrzał pacjenta stwierdził zgon, jednak nie umiał powiedzieć przyczyny.

Słabo to brzmi. Zdanie zupełnie do przerobienia.

– Co to jest do diabła? – lekarz był w szoku – nigdy czegoś takiego nie widziałem.

http://artefakty.pl/page/zapis-dialogow

– Co to jest do diabła? – Lekarz był w szoku. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Parę dni po śmierci Tadeusza, którego ciało leżało w laboratorium i było badane przez zafascynowanych naukowców[+], żona zmarłego[+], Katarzyna[+], zeszła do piwnicy po warzywa na obiad.

A wcześniej nikt się nie zainteresował, co w tej piwnicy się działo? I czy przypadkiem nie miało wpływu na stan zdrowia Tadeusza?

 

PS Część uwag jest pewnie nieaktualna, czytałem tekst zanim dodałeś komentarz

herox002 bardzo dziękuję za poświęcony mi czas!!! Prawie wszystko poprawiłem zgodnie z Twoimi sugestiami.

 

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

 

PS. żywię ukrytą nadzieję, że moje pisanie to nie jest grafomania jak pisał Mytrix po prostu to opowiadanie mi nie wyszło. Jeszcze dzisiaj zacznę pisać następne.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidzie, nie można odmówić Ci wyobraźni, ale też nie można powiedzieć, że Twoje umiejętności wzrosły. Nadal masz przed sobą mnóstwo pracy.

 

Gdy Pan Ta­de­usz za­czął bar­dzo chud­nąć… ―> Gdy pan Ta­de­usz za­czął bar­dzo chud­nąć

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Pan Ta­de­usz miesz­kał ze swoją licz­ną ro­dzi­ną w wiel­kiej bo­ga­tej po­sia­dło­ści. Po­sia­da­ła ona wiele pokoi i po­miesz­czeń. ―> Posiadłość to nie tylko dom, ale także teren z różnymi zabudowaniami i np. ogrodem lub parkiem, dlatego wiele pokoi i innych pomieszczeń mógł mieć dom/ willa, ale nie posiadłość.

Posiadłość nie może niczego posiadać.

 

„Co to jest i do czego służy?” – za­sta­na­wia­li się wszy­scy. „Po­ka­żę wam w nocy” – po­wie­dział. ―> Ten fragment powinien być zapisany w formie dialogu.

– Co to jest i do czego służy? – Za­sta­na­wia­li się wszy­scy.

– Po­ka­żę wam w nocy – po­wie­dział.

 

Znaj­do­wa­ły się tam półki z prze­two­ra­mi, plac­ki a także su­ro­we wa­rzy­wa. ―> Jakie placki przechowuje się w piwnicy?

 

Cel mojej po­dró­ży nie ma dla Cie­bie więk­sze­go zna­cze­nia… ―> Cel mojej po­dró­ży nie ma dla cie­bie więk­sze­go zna­cze­nia

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

że będę mu­siał Cię zabić. ―> …że będę mu­siał cię zabić.

 

Potem dawał za­strzyk, po któ­rym Ta­de­usz spał przez kilka go­dzin. ―> Raczej: Potem robił mu za­strzyk, po któ­rym Ta­de­usz spał przez kilka go­dzin.

 

Ta­de­usz po­skar­żył się, że źle się czuję… ―> Powtórzenie. Literówka.

Proponuję: …Ta­de­usz marzekał, że źle się czuje

 

stwier­dził zgon, jed­nak nie umiał po­wie­dzieć przy­czy­ny. ―> …stwier­dził zgon, jed­nak nie umiał podać przy­czy­ny.

 

za­uwa­żył na tyle głowy guza. ―> …za­uwa­żył na tyle głowy guz.

 

zna­la­zła tam kart­kę na któ­rej pi­sa­ło: ―> …zna­la­zła tam kart­kę, na któ­rej było napisane:

 

– Przy­by­łem z przy­szło­ści i je­stem wi­nien śmier­ci Ta­de­usza. ―> To nie jest dialog, więc półpauza na początku jest zbędna.

 

Coś nie po­szło tak jak chcia­łem… ―> Raczej: Coś po­szło nie tak jak chcia­łem

 

Zwo­ła­ła wszyst­kich i jesz­cze raz teraz na głos prze­czy­ta­ła list. Wszy­scy byli zdu­mie­ni a Ka­ta­rzy­na po­wie­dzia­ła, że fak­tycz­nie w piw­ni­cy jest pudło, któ­re­go wcze­śniej nie było. Mi­giem wszy­scy zbie­gli do piw­ni­cy i zaj­rze­li do pudła. ―> Powtórzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy ja jestem bardzo wdzięczny za te poprawki!!! I jestem dla Pani i innych, którzy poprawiają pełen podziwu, gdyż przecież to wymaga czasu takie poprawianie. A wy to tak szybko robicie.

 

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidzie, cieszę się, że uważasz uwagi za przydatne i mam nadzieję, że pomogą Ci w dalszej pracy.

Dodam jeszcze, że na tej stronie nie ma pań ani panów – wszyscy jesteśmy na ty i zwracamy się do siebie po nicku. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Potrzebował dwóch słoików

 

Czy bohater nie zastanawiał się, że fajniej byłoby wykorzystać wehikuł czasu do zajęcia się chorobą Magdy, a nie do podrywania francuskich szlachcianek? ;)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ciekawy pomysl, srednie wykonanie. Bohaterzy maja tendencje do a) przegadywania kwestii, b) wpadania w egoistyczna euforie, c) takiego zdziecinnienia. Troche jak w bajkach „mowia co robia” zamiadt to robic.

Dzięki pawelek :)))

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Nowa Fantastyka