- Opowiadanie: Paracelsus - Wygeneruj syna - CHCĘ SYNA!

Wygeneruj syna - CHCĘ SYNA!

Rutynowy dzień pracy w biurze starego wyjadacza Timothy’ego Fleshlight. Urzędas słabo respektuje ideologię równości  społecznej, co demonstruje specyficzną postawą wobec szarego interesanta. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wygeneruj syna - CHCĘ SYNA!

Gorliwy pracownik biura placówki Medycznej Timothy Fleshlight wpatrywał się  katatonicznym sposobem w tarczę zegara ściennego. Nie da się. Niestety Technologia dwudziestego drugiego wieku nie była na tyle zaawansowaną, aby prosty biurmen mógł telepatycznym sposobem zmanipulować czas, aby dłużył się trochę szybciej.

 

Jeszcze tylko dwie godziny i będę musiał tu siedzieć już tylko cztery godziny.

 

Westchnął i zanurzył się zrezygnowany w objęciach swego krzesła obrotowego. Jeszcze sięgnął lewą dłonią po kubek z wychłodzonym bulionem, nawet nie myśląc jak długo jego neurosmartwatch wydaje skoczną melodyjkę i mryga na zielono. To z recepcji. Z pewnością sprawa musi być poważniejsza, jeżeli zawracają mu tyłek już tyle czasu. 

 

Ludzie, bulion sam się nie wypije. 

 

Zrozumiał, że sprawa jest bardziej nielicha gdy na skórze dłoni wykwitła swędząca pokrzywka, a na cyferblacie zegarka wyświetlił się fragment kodu DNA dyrektorki oddziału. Zaklął pod nosem i odebrał.

 

No bo kto lubi jak go swędzi.

 

– Halo – rzucił obojętnie.

 

– Tim – rzuciła przełożona tonem równie zrezygnowanym – Masz świadomość, że rządowe biuro ds leczenia patologii skierowało dziś do nas schorowanych pracowników kopalni czystego tungetytu na badania przedagonalne? Dzwonimy do ciebie i dzwonimy. Niektórzy zwijają się z bólu w przychodni.

 

– Dobra jesteś. Miejsca im chyba wyczaruję. Ostatnie wyczerpały się cztery miesiące temu, a lekarze mają dość marnotrawienia czasu na kogoś kto kilofem wydobywa kruszec, który możemy importować z sąsiedniej planety.

 

– No dobrze. Nie ma miejsca, nie ma zapisów ale możemy chociaż pościemniać. Ulokujmy ich w piwnicy, ewentualnie na strychu i dajmy po zastrzyku percodalu. Nie zorientują się, są tępi.

 

Timothy upił łyk bulionu. Strużka zupy ściekła delikatnie po brodzie.

 

– Niech Ci będzie. Ale montować mogę ich już co najwyżej w kostnicy.

 

– Jesteś geniuszem. Do roboty, Ciao!

 

Połączenie przerwało się.

 

Tim parsknął olewacko po ukończonej rozmowie. Przewrócił jeszcze gałkami oczu na znak niechęci i przysunął do siebie laptop. Zamknął wertowane od początku pracy okienko zawierające anonse erotyczne i wysłał do rejestracji szpitala wiadomość o treści "kostnica". Potem przysunął do siebie kubek z na pół już wystygłym bulionem i po złapaniu łyka beknął delikatnie.

 

Neurosmartwach nagle ponownie zapikał. Nie wiedzieć czemu odebrał szybko.

 

– Tim– odezwała się rejestratorka – jakiś człowiek ma do Ciebie interes.

– Dawaj– po czym rozłączył się.

 

W drzwiach ukazał się mało pewny siebie, średniego wieku człowiek w niemodnych spodniach i sztruksowej marynarce. Tim dał niewerbalny znak ręką, aby podszedł do biurka.

 

– Timothy Fleshligt. Czym mogę służyć?

– Mam do pana prośbę – wyraził się pokornie – Chciałbym samotnie wychować dziecko. Dowiedziałem się o kreatorze biotechnologicznej materii działającym w oparciu o uzupełniacz cech pożądanych zgodnym z najnowszą inżynierią genetyczną. Przemyślałem sprawę i godzę się na to.

 

– Ok, ok – Timothy już otworzył program w przeglądarce – A, przepraszam. Pan prywatnie czy na fundusz?

– Na fundusz – odpowiedział błyskawicznie.

 

Tim przymknął oczy dość pogardliwie.

 

– W takim razie muszę znać liczbę punktów przyznanych przez ministerstwo.

– Mam dokument – wyszperał kartkę z kieszeni sfatygowanej marynarki i dał do rąk.

 

Tim sondował dokument kilka sekund z twarzą pokerzysty. Potem mało wylewnie zwrócił źrenice ku górze i rzekł.

 

– A, że tak się spytam… To dziecko ma mieć nogi?

 

Samym tekstem zbił klienta z pantałyku.

 

– Mówi pan na poważnie czy w formie żartu?

– I tak i tak. Punkty które rząd panu przyznał nie wystarczą na zmodyfikowanie przez nas zdrowego dziecka z właściwym stanem psychosomatycznym. Jeżeli pan chce, aby pociecha cierpiała na wnętrostwo to of kors. Chyba jest pan laikiem w tej sprawie.

– Nie proszę pana – odparował stanowczo – jestem wartościowym obywatelem, uczciwie zarabiającym na życie i pragnącym wychować dziecko jako kochający ojciec. Mam ku temu prawo jako wolny człowiek.

– Co do tej wartości to pewności bym nie miał. Rząd nie przyznałby panu dwudziestu czterech punktów, gdyby pana żywot na planecie był bardziej opłacalny. Możemy panu wygenerować żółwia jak ma pan akwarium.

 

 Na twarzy klienta odmalowało się zmieszanie połączone z zaskoczeniem.

W drzwiach ukazała się młoda blond sekretarka która ujrzawszy klienta zadała pytanie.

 

– Dzień dobry. Napije się pan kawy bądź herbaty

 – Wie pani co..

– Wody! – rzucił za niego Timothy – tylko niepodgrzewanej i w plastikowym kubku.

– Czemu tak? – spytała w czasie gdy aspirant do roli ojca spoglądał to na nią, to na niego.

– Nie warto marnotrawić funduszy na napoje dla niepoważnych klientów. Ten pan na fundusz.

– Na fundusz?

– Tak.

– Dobra, to idę na lunch.

 

Klient nie patrzył w tej chwili na młodą kobietę, jednak wyczuł ledwo stłumioną chęć delikatnego trzaśnięcia drzwiami. Oczyma wyobraźni ujrzał jej zniechęconą minę.

 

– Proszę pana – rzucił zachowawszy godność i powagę – Nie macie prawa traktować interesantów w sposób tak protekcjonalny.

 

– Po części ma pan rację. Jednak jeżeli interesant to fujara z gołą dupą na wierzchu, to dyrektor przyjmuje sprawę z przymrużeniem oka.

 

Złapał łyka wywaru w tym samym czasie, w którym człowiekowi naprzeciwko krew potężnie uderzyła do głowy.

 

– PANIE! JAJA SOBIE ROBICIE?! MAM PIĘTNAŚCIE LAT PRACY W CHARAKTERZE ROBOTNIKA DROGOWEGO! UPAŁ, MRÓZ, WIATR DO SZPIKU KOŚCI, ŻE NIE WSPOMNĘ O ROBACTWIE KTÓRE ZALĘGŁO MI SIĘ W CHAŁUPIE! RZĄD NIE PRZEZNACZYŁ ZŁAMANEGO GROSZA NA ANTYSEPTYKI ANI LEKI PRZECIWPASOŻYTNICZE DLA MNIE I KOLEGÓW! ZDARZAŁO SIĘ, ŻE TYGODNIÓWKI NIE STARCZAŁO NA ZAKUP PORZĄDNEGO CIUCHA, ANI NA EKOŻYWNOŚĆ Z PASTWISKA! WTEDY ZAIWANIAŁEM NA DRUGI ETAT SORTUJĄC ŚMIECI NA NIEUŻYTKU ZAPOMNIANYM PRZEZ BOGA I SZATANA! AKURAT STARCZYŁO NA RECYKLINGOWANE PSIE ŻARCIE KTÓRYM GARDZILI BEZDOMNI WŁÓCZĘDZY! BIŁEM SIĘ Z MYŚLAMI, CO BĘDZIE JUTRO! SPÓJRZ PAN NA TE DŁONIE! TAK MOŻE WYGLĄDAĆ LEJ PO BOMBIE DEUTERYTOWEJ A NIE RĘCE CZŁOWIEKA W DWA TYSIĄCE TRZYSTA TRZYNASTYM ROKU! ŻADNA PRACA NIE HAŃBI, NIE NAUCZYLI TEGO PANA W SZKOLE!? HAŃBĄ MOŻE BYĆ JEDYNIE TO, CO ZA NIĄ SIĘ DOSTAJE! JESTEM CZŁOWIEKIEM PRACY, UCZCIWIE ZARABIAJĄCYM NA ŻYCIE, KTÓRY MA TAKIE SAMO PRAWO DO EGZYSTENCJI CO WSZYSCY INNI! DLATEGO CHCĘ WYCHOWAĆ DZIECIACZKA JAK STWÓRCA PRZYKAZAŁ I WPOIĆ MU IDEAŁY ORAZ DOSKONAŁĄ OJCOWSKĄ MIŁOŚĆ! NIC MNIE PRZED TYM NIE POWSTRZYMA! KAPUJESZ?!

 

Tim beknął potężnie w odpowiedzi.

 

Pan w sfatygowanym sweterku schował twarz w dłoniach na znak bezradności. Tim odniósł wrażenie, że ma ochotę się rozpłakać, co jeszcze bardziej skłoniło go do szyderstwa.

 

– Panie kochany – rzucił sowizdrzalsko – Mnie niewiele obchodzi pana żywot, dziecko ani przeszłość. O to kaman, że choćby mi nawet zależało, ministerstwo nie zezwala na modyfikowanie dzieci takim typom. Jeżeli wygeneruję panu pociechę, to po miesiącu będzie pan grzebał truchło pod drzewem. No – żachnął się – w najlepszym przypadku zostanie narkomanem w przyszłości, Chce pan tego? – spytał się uśmiechnięty od ucha do ucha.

 

– Tego nie chcę – odparował stanowczo – jednak święcie wierzę, że za pomocą rodzicielskiej miłości wychowam synusia na dobrego człowieka.

– Przytuli go pan na śniadanie?

-Nie – rzekł poważnie – Jestem człowiekiem, który wyciągnie potomka z największego bagna. Nie ma rzeczy niemożliwych.

-To akurat jest możliwe?

– Co?

– Wygenerowanie dziecka tej typu maści. Niech pan jednak nie liczy, że będzie miało niebieskie oczy i dołki w policzkach.

– Nie można było od razu? Proszę przedstawić listę cech.

 

 Timothy wstukał się w klawiaturę. Po ujrzeniu listy cech możliwych dziecka zacmokał szyderczo i ledwo stłumiwszy śmiech powiedział:

 

– Dwadzieścia cztery punkty wystarczyć mogą co najwyżej na wygenerowanie dziecka doskonale nieprzystosowanego do samodzielnej egzystencji. Będzie ono również ewidentnie zależne od najbliższego otoczenia. Deformacja twarzy i kończyn,brak wydolności podstawowych organów, konieczność przebywania w hermetycznej antybakteryjnej kapsule przez dwa cztery na dobę i wiele innych atrakcji. Nadal jest pan zainteresowany?

– Owszem. Proszę czytać.

– Jak pan chce. Dziecko może cierpieć na wodowstręt. Ewentualnie zaawansowany mutyzm, pana zaświadczenie na to zezwala. Generalnie możemy panu też wygenerować powierzchownie normalnego chłopca, tylko sparaliżowanego od stóp do głów. Jeżeli zaś zgodzi się pan na zaawansowane poważne zaburzenie psychiczne, to stworzymy panu jakiegoś kurdupla z krzywymi zębami i bez włosów. Same plusy.

 

Klient nie tracił nadziei.

 

– Proszę pana – w jego głosie można było wyczuć delikatną nutkę desperacji – a czy nie możemy tego załatwić bardziej po ludzku? Jak mężczyzna z mężczyzną? Każdemu należy się szczęście. Jest pan szczerym człowiekiem, prawda?

– No… do bólu nawet.

– Tacy ludzie jak pan w głębi serca nie są tak bardzo źli, jak mogłyby wskazywać ich teksty. Czyż nie? Zamieszkujemy tę samą planetę, oddychamy tym samym powietrzem. Kochajmy się jak bracia. Jesteśmy równi.

– Tak pan myśli?

– Owszem – pokiwał głową – tak myślę.

 

Tim oparł podbródek na pięści i przymknął oczy. Po kilku średnio długich chwilach intensywnego procesu myślowego wypalił.

 

– Wie pan co, da się zrobić.

 

Człowiek spojrzał z nadzieją.

 

– Tak?

– Tak. Ja pana lubię. Już trochę się znamy. Generalnie mogę panu dać kilka rezerwowych punktów po zmarłej nastolatce ubiegającej się o dotację na siedemnaste dziecko. Wtedy wychowa pan potomka.

 

Mężczyźnie niemal stanęły w oczach łzy szczęścia.

 

– Nie wiem, jak mogę panu dziękować.

– Drobiazg. Stworzymy szkraba, tylko pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Nooo… – Tim skrzywił twarz gestykulując otwartymi rękoma – będzie miało ryj jak świnia.

 

Zmieszanie przeniknęło klienta do szpiku kości.

 

– Co TY chcesz, gościu?

– No ryj będzie miało – odparł z teatralną powagą. Jak maciora. Nie lubisz pan świnek? bardzo mądre zwierzaczki. Pana gacie pewnie pachną podobnie.

 

Pretendent do roli ojca wadliwego dziecka co prawda nic nie powiedział. Zaciśnięte, drżące usta oraz nienawistne spojrzenie oczu zdradzało jednak, że w środku przeżywa wyborną nienawiść.

 

– Panie, nie złość się pan – Tim nadal perorował ze sztucznie skrywaną szyderczością – Pana dziecko będzie wyjątkowe. Wymościsz mu chlewik słomą i podasz obierek z ziemniaczków na obiad. Świnia zeżre wszystko. Potem poślesz do szkoły i proszę się nie cykać – przymknął na chwilę jedno oko – jak dzieci będą sobie z niego robić jaja, najwyżej się wytłumaczy, że była ostra jazda z matką u ciotki na wsi. Można to zrozumieć.

 

Z zatrważającą prędkością wpieniony do szpiku kości furiat wystrzelił do przodu rozrzucając ślinę na biurko Fleshlighta. Prawdopodobnie próba rewanżu za znieważający docinek zakończyła by się pożądanym dla niego rezultatem, gdyby nie nowoczesne zabezpieczenie przed atakiem frajerów na urzędników państwowych. Gdy wystrzelone w przypływie furii ciało naftaliniarza znalazło się nad połową stołu, automatycznie i w mgnieniu oka diabli wiedzą skąd ugodził go wystrzelony długopis a ciało pieniacza opadło na stół jak worek z mączką kostną. Przypływ nienawiści niepokornego klienta z prędkością światła został zredukowany do zera.

 

Tim wybitnie niezadowolony, że musi podnieść tyłek z krzesła, wskoczył na biurko i począł przekopywać człowieka, tak jak kopie się worek ziemniaków.

 

– Ostrzegałem, ja byłem grzeczny – rzekł, gdy cielsko opadło z impetem na podłogę przy czym koleś otworzył oczy.

 

– Co się stało? – wydukał mało wyraźnie, jak po ostro nakrapianej imprezie akademickiej.

– Był pan nieposłuszny, to spotkała pana kara. Ze stojącej na regale książek figurki cycatej Wenusjanki, wystrzelił długopis naszpikowany odpowiednimi środkami obezwładniającymi, które przywracają takim jak pan kindersztubę. Szyszki chmielu, lawenda, korzeń kozłka lekarskiego, Ganimedejskie poczwarze ziele i wyciąg ze szpiku kostnego nienarodzonych szczeniąt azjatyckich. Mieszanka obezwładnia atak natychmiastowo, dwa ostatnie składniki jednak są dla nas kosztowne do zdobycia, w związku z czym ministerstwo pokojowo obarczy pana kosztami za zmuszenie nas do nieetycznego zachowania.

– Spadaj na bambus, szczeniaku – wydukał tocząc spienioną ślinę z pyska.

– To mnie mało obchodzi – rzekł Timothy obojętnie – większy problem z bałaganem, który mi tu zrobiłeś na biurku. Zachował się pan jak prawdziwa świnia.

 

W drzwiach ponownie stanęła młoda sekretarka niosąc papierową tacę z lunchem.

 

– Tim– rzuciła z miną, jakby wyczuła jakiś nielichy smród – kto Ci narobił takiego chlewu!?

– No jak to kto? Ten wieprz w wypłowiałym sweterku!

– Boże! – spojrzała się na biedaka jakby patrzyła na czyjś nie spłuknięty stolec w muszli klozetowej – Czy z tymi obszczymurami na fundusz zawsze musi być problem!

– Olej go – załagodził sprawę Timothy – Nawet jak nie wstanie, to ochroniarze go wyniosą na świeże powietrze. Co tam trzymasz w rękach?

– No właśnie obiad na stołówce mi nie podpasował. Biosurówkę zjadłam, pomyślałam, że może będziesz chciał kotleta.

 

Tim przyjął lunch z rąk koleżanki. Po otworzeniu papierowego pudełka przewrócił oczami.

 

– Ludzie, opanujcie się! – wyrzucił ze wstrętem – Najpierw muszę skopać świnię z biurka, a teraz chcą, żebym ją przeżuł i wysrał! 

 

– Też nie mam pojęcia, czemu kucharki usmażyły wieprzowinę!

 

– Gdybyście mieli choć trochę szacunku dla tych, co głodują – klient spojrzał się półprzytomnie z pianą w pysku – to tak byście zajadali, aż by się wam uszy trzęsły!

 

– Dobry pomysł – błyskawicznie rzucił Tim podstawiając tacę z kotletem pod ryj sweterkowca – chlej, tylko trochę to zajeżdża kanibalizmem.

 

Funduszowy włóczykij począł zanurzać swe kły w schabowym. Skorzystawszy z okazji, Tim zadał pytanie sekretarce.

 

– Znowu sobie powiększyłaś cycki? To już chyba trzeci raz w tym tygodniu.

– Tak. Nowoczesne zabiegi są bardzo bezpieczne i błyskawiczne. Wystarczył jeden zabieg wszczepienia syntetycznych implantów z samo namnażającego się silikonu. Od tej pory regulując aplikację w swoim neurofonie, w każdej chwili mam mozliwość błyskawicznego dostosowania rozmiaru moich bimbałków wedle upodobań. W szafie mam same uniwersalne biustonosze.

– Rozumiem. Sam zabieg musiał kosztować fortunę. 

– Tym się nie przejmuj. Dyrektor placówki pokrył koszty operacji z dotacji przyznanej przez ministerstwo na rzecz najuboższych chorych. Z Twojego portfela nic nie uszczknie.

 

Ostatnie zdanie wypowiedziała z uśmiechem, dumnie demonstrując pokaźny biust w ostro wydekoltowanej bluzce.

 

– Dyrektor zawsze wie, jak właściwie ulokować finanse … O wilku mowa!

 

Nagle przez drzwi przeszedł otyły burżuj w zaczesanych do tyłu włosach i bajecznie drogim garniturze. Wprost czuło się tę elegancką wodę kolońską, gdy znajdując się w odpowiedniej odległości krzepko klepnął sekretarkę w ledwo zakryte dupsko. Timoth'ego przeszedł dreszcz podniecenia, gdy krzyknęła niczym dziewka spod czerwonej latarni.

 

– No, kotka… Wyglądasz tak kompetentnie, że chyba zaproszę Cię na rozmowę w sprawie podwyżki dziś do swojego biura!

 

– Z wielką przyjemnością – odparła, rozmasowując prawy pośladek dłonią.

 

– A u Ciebie wszystko w porządku, Tim?

– No…prawie. Może było by lepiej, gdyby nie te knury przychodzące na fundusz. pan spojrzy na tego, który na podłodze żre schabowego. Mając dwadzieścia cztery punkty od ministerstwa, chce sobie zmodyfikować dziecko.

– Za tyle to mu możesz żółwia zmodyfikować.

– Tak mu powiedziałem.

– No i dobrze – dyrektor złapał sekretarkę za lewy bok i począł prowadzić do biura na rozmowę. Stanąwszy w drzwiach zreflektował się jeszcze i rzucił do Timoth'ego przez ramię.

 

– A próbowałeś może modyfikacji dziecka w oparciu o kod DNA osób historycznych? Człowiek miałby zapisaną całą osobowość na nośniku danych, nie musimy wprowadzać żadnych innowacji. Na to wystarczy mu punktów. 

– Dawno nie stosowaliśmy tego rozwiązania dyrektorze. Jest pan pewien, że to dobry pomysł?

– Mam dziś dobry humor. Niech i jemu się udzieli.

– Niech będzie. Ale w banku danych mam ograniczony zakres osobowości. Najlepsze postaci zostały już dawno wybrane.

– Nie marudź. Do roboty.

 

I zniknął za drzwiami razem z trzymaną za dupę sekretarką.

 

– No Niech Ci już będzie – Tim westchnął spojrzawszy w laptop– Teraz wygeneruję osobowość dziecka.

 

 

 

 

 

 Sześć lat później

 

 

– Tato, tato! Gdzie masz wodę kolońską!?

 

– A na co Tobie woda ko… – spojrzał na swego malutkiego chłopca i począł śmiać się serdecznie. Malec siedział przed lustrem z umazaną od kremu buzią próbował ogolić zarost, którego nie mógł jeszcze mieć.

 

– Widzę synuś, że bawisz się w dużego chłopca!

– Chciałbym mieć wąsy tato. Symbol władzy – odparł chłopiec z poważną miną.

– Mnie to nie przeszkadza, Adrianku – podszedł i przytulił syna z miłością – bylebyś był szczęśliwy.

 

Trwało to jeszcze parę chwil. Potem ojciec zakomenderował.

 

– Na przyszłość tylko, jakbyś już miał zarost, to gól się rano. Wieczorem możesz się pozacinać, a to nie wygląda estetycznie. Ząbki umyte?

– Oczywiście – rzekł, demonstrując swe czyściutkie mleczaki.

– Bardzo dobrze. A teraz hop, do łóżka. Jest późno.

 

I odprowadził chłopca do małego pokoiku. Gdy ten przebrał się w pidżamkę, zerknął dumnie na rozpiętrzone po całej objętości pokoju płótna. Był młodym, utalentowanym artystą – malarzem. Złote dziecko.

 

– Śpij słodko, tatuś Cię kocha.

– Tato, mam pytanie.

– Proszę.

– Czy uważasz, że byłbym dobrym politykiem? Takim, który stworzyłby naród silny i stabilny?

 

Ojciec poczuł się przyjemnie zbity z pantałyku.

 

– Jeżeli tylko będziesz się starał, to nie ma rzeczy niemożliwych. Tatuś w Ciebie wierzy. Śpij słodko.

 

Ucałował syna w czółko i wyszedł z pokoju delikatnie zamykając drzwi.

 

 

 

Gdy położył się w swym łóżku, dopadła go zaduma nad swym życiem. Bardzo przyjemna zaduma. Miał ciężko, ale nie to jest najważniejsze. Ma wspaniałego syna. Potomka, mającego przed sobą świetlaną przyszłość. Wierzył w to. Jego pociecha będzie kimś wielkim. Maluje piękne portrety i myśli o karierze przywódcy. O tak, świat potrzebuje patriotów. A on jako ojciec przeprowadzi go przez życie najlepiej, jak tylko będzie potrafił.

 

Zgasił lampkę i począł przygotowywać się do snu. Powoli zasypiał, gdy dobiegło go kwilenie dziecka. Coraz to głośniejsze. Zaniepokojony natychmiast włączył lampę.

 

– Jedna partia galaktyczna…..– słyszał mało wyraźnie z pokoju chłopca – …jeden imperator… jedni poddani.

 

Natychmiast wyskoczył przestraszony i wbił gromko do pokoju syna.

 

Chłopiec wił się w furii jak piskorz wykrzykując nienawistne zdania.

 

– WYPLENIĘ NIECZYSTĄ KREW Z GALAKTYKI !!! MUSIMY OSTATECZNIE ROZWIĄZAĆ KWESTIĘ GANIMEDEJSKICH LICHWIARZY !!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Opowiadanie na pewno jest fajne. Wyzwłośliwianie się na grupie zawodowej pewnie też jest fajne. Tylko ja niestety nie chce tego czytać wiec przerwałem dość prędko. Mam nadzieję, że nie będziesz krzyw na to.

Niemniej z tego co przeczytałem:

Bardzo fajnie konstrukcyjnie.. krótkie akapity i szybkie pointy, zabawnie i z humorem.

Mam wątpliwości co do zapisu of kors – znaczy w 22 wieku będzie to już polskie słowo?

Pozdrawiam

 

Wyzłośliwianie się na kogoś niewinnego nigdy nie jest fajne. Starałem się wyłącznie zrozumieć sposób myślenia osoby której uderzyła woda sodowa do głowy. Oczywiście w mocno przejaskrawiony sposób, bo większość ludzi w dzisiejszych czasach ma świadomość, że ktoś mający pieniądze…… bardzo często ich nie ukradł tylko zarobił :) Ale dzięki za komentarz.

dosis facit venenum

Paracelsusie, dlaczego tekst jest tak okropnie sformatowany? Po co te przerwy między akapitami? Bardzo trudno jest dotrzeć do sedna tekstu, kiedy trzeba się przedzierać przez zasieki niechlujności. Między akapitami w polskiej typografii nie ma światła. Między “rozdzialikami” można je dać, albo można dać gwiazdki. Ale wystarczy pojedynczy enter. Na końcu też masz niepotrzebne ileś tam enterów.

http://altronapoleone.home.blog

Koniecznie muszę wyplenić pewne tendencje. Dziękuję za konstruktywną krytykę drakaina

dosis facit venenum

Paracelsusie, nie musisz ironizować. To naprawdę przeszkadza – jak myślisz, który tekst wybiorę do lektury, mając niedużo czasu: ten, który mnie nie męczy swoim wyglądem, czy taki, który mnie irytuje samą niechlujnością zapisu? I naprawdę nie jestem tu wyjątkiem.

http://altronapoleone.home.blog

Przyrzekam, że nie miało to nic wspólnego z ironizowaniem ;) Choć nie ukrywam, że przekaz subiektywnie mógł być w ten sposób zinterpretowany. Mam tendencję do szybkiego pisania i serio muszę to wyplenić, bo czytelnik diablo ceni sobie komfort ;/ 

dosis facit venenum

Przykro mi to pisać, Paeacelsusie, ale jedyne odczucie, które towarzyszyło lekturze Twojego tekstu, to zażenowanie. Żenująca jest jego treść, żenujące wykonanie.

Choć Twoje dzieło jest napisane bardzo źle i mnóstwo w nim wszelkich błędów, łapanki nie zrobiłam, albowiem, co można łatwo sprawdzić, żadne uwagi nie są Ci do niczego potrzebne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chciałam to przeczytać, bo akurat padło na mój dyżur i mam słabość do chemików (bo też po chemii), ale sorki, nie dałam rady. Zapis niechlujny, a treść mnie po prostu zasmuciła. Akurat do mnie żarciki na temat chorych dzieci nie przemawiają. :/

Kolejny tekst, gdzie wykonanie czyni krzywdę całości. Ciężko się czyta taki tekst, a wyłuskanie, o co chodzi autorowi, stanowi też problem. Dlatego warto, nim się coś wrzuci, spróbować to wyszlifować. Pomóc w tym mogą treści z poniższych linków:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia w dalszych próbach pisarskich :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Tarnina wita. Przyznaje, że chciała tu wejść wcześniej, zachęcona prawdziwie obiecującym tytułem, ale jej nie wyszło. A teraz – chyba jeszcze nie mieliśmy przyjemności? Szykuj się na krew, pot (mój) i łzy (Twoje) :)

 wpatrywał się katatonicznym sposobem

Eee? Jaki to jest sposób, "katatoniczny"? Chyba strzelasz z armaty do muchy.

 Niestety Technologia dwudziestego drugiego wieku nie była na tyle zaawansowaną, aby prosty biurmen mógł telepatycznym sposobem zmanipulować czas, aby dłużył się trochę szybciej.

Argh, to zdanie jest prawie genialne. Prawie! A "prawie genialne" to jak "prawie białe". Oto, jak bym je poprawiła: Niestety, technologia dwudziestego drugiego wieku nie była na tyle zaawansowana, by prosty biurmen mógł telepatycznie sprawić, żeby czas dłużył się trochę szybciej. Oczywiście, sama napisałabym to trochę inaczej, ale podobno za bardzo się ludziom wtrącam w styl. Na pewno musisz uważać na przecinki, pogonić kota od Shifta i uważać na powtórzenia.

 Jeszcze tylko dwie godziny i będę musiał tu siedzieć już tylko cztery godziny.

Znam ten ból…

 zanurzył się zrezygnowany w objęciach swego krzesła obrotowego

Wtrącenie: zanurzył się, zrezygnowany, w objęciach. Skasowałabym "obrotowego" ze względów fonetycznych.

 Jeszcze sięgnął lewą dłonią po kubek z wychłodzonym bulionem, nawet nie myśląc jak długo jego neurosmartwatch wydaje skoczną melodyjkę

Znowu wyraźnie widać, że się nie starasz, a mógłbyś. "Wychłodzony" to za mocne słowo na bulion, wychładza się wszechświat. Poprawiam drugą część zdania: nie zastanawiając się nawet, od jak dawna jego neurosmartwatch…

 Z pewnością sprawa musi

"Z pewnością" i "musi" oznaczają w kontekście to samo – wybierz jedno.

 Zrozumiał, że sprawa jest bardziej nielicha gdy

Zrozumiał, że sprawa jest bardziej nielicha, gdy. Że przepraszam, jaka jest ta sprawa?

 No bo kto lubi jak go swędzi.

Przecinki: No, bo kto lubi, jak go swędzi. Co to zdanie wnosi?

 tonem równie zrezygnowanym

Od kiedy "obojętny" to to samo, co "zrezygnowany"?

 skierowało dziś do nas schorowanych pracowników

Może jednak "przysłało", bo skierowanie jest z góry. Mam nadzieję, że "patologie" są zamierzoną stylizacją na żargon biurokratyczny (chyba są, ale jestem przewrażliwiona, rozumiesz).

 na kogoś kto kilofem

Na kogoś, kto kilofem. "Kruszec" to już nadmiar "k", jak dla mnie. Może "rudę"?

 nie ma zapisów ale

Nie ma zapisów, ale.

 Strużka zupy ściekła delikatnie po brodzie.

Na pewno "delikatnie"? (Jestem przewrażliwiona, przypominam.)

Niech Ci będzie.

Zaimki piszemy dużą literą tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zwracamy się do czytelnika. Na przykład w listach. W dialogach – nie.

 Tim parsknął olewacko po ukończonej rozmowie.

Całą treść tego zdania przekazują dwa wyrazy: Tim parsknął. Koniec, kropka.

 Przewrócił jeszcze gałkami oczu

Idiom: przewrócił oczami. Bo chyba nie wydłubał ich sobie, żeby okazać swoje uczucia? I – naprawdę wiemy, co oznacza przewrócenie oczami, nie musisz tłumaczyć.

 przysunął do siebie laptop

Kogo, co przysunął? Laptopa.

 wertowane od początku pracy okienko

Nie używaj słów, których znaczenia nie znasz, do prostytutki bez pieniędzy. I pamiętaj, im bardziej mi zaostrzysz apetyt fajnym tytułem, tym bardziej będę paskudna, kiedy się rozczaruję ;P 

 z na pół już wystygłym bulionem

Przecież bulion był już zimny? I: na wpół wystygłym.

 i po złapaniu łyka

Wut? Od kiedy łyki się łapie?

 beknął delikatnie

Argh, złe użycie "delikatnie". Tarnina rozwalać!

 Nie wiedzieć czemu odebrał szybko.

Nie wiedzieć czemu, odebrał szybko. Smartwatch odebrał, hmm?

ma do Ciebie interes.

Zaimki małą.

 – Dawaj– po czym rozłączył się.

Didascalium zbędne.

mało pewny siebie, średniego wieku człowiek

Skąd wiemy, że nie był pewny siebie? Po czym to widać? I: człowiek w średnim wieku.

 Tim dał niewerbalny znak ręką,

Nie znał przecież języka migowego…

 wyraził się pokornie

…? "Wyraził się" nie jest stuprocentowym synonimem "powiedział", to raz. Po drugie, tę pokorę też możesz opisać, pokazać.

o kreatorze biotechnologicznej materii działającym w oparciu o uzupełniacz cech pożądanych zgodnym z najnowszą inżynierią genetyczną.

Brak przecinków utrudnia zrozumienie: o kreatorze biotechnologicznej materii działającym w oparciu o uzupełniacz cech pożądanych, zgodnym z najnowszą inżynierią genetyczną. I – zgodnym?

 Przemyślałem sprawę i godzę się na to.

Ale na co? Zgodzić się można na propozycję, a jemu żadnej nie złożono.

 – Mam dokument – wyszperał kartkę z kieszeni sfatygowanej marynarki i dał do rąk.

– Mam dokument. – Wyszperał kartkę z kieszeni sfatygowanej marynarki i dał do rąk. Dziwne to podkreślanie, że do rąk.

 Tim sondował dokument

Było to bowiem dzieło niezwykłej głębi… Po raz czwarty czy piąty łapię Cię na całkowitej nieznajomości etymologii słów, których używasz. To niedobrze.

 z twarzą pokerzysty

Miną pokerzysty (idiom).

 Potem mało wylewnie zwrócił źrenice ku górze i rzekł.

Ło, matko. Co to znaczy "wylewnie"? I spróbuj tak zrobić źrenicami.

 na poważnie czy w formie żartu?

"W formie" jest dziwnie formalne. Nomen omen.

 Punkty które rząd panu przyznał nie wystarczą

Punkty, które rząd panu przyznał, nie wystarczą.

 zmodyfikowanie przez nas zdrowego dziecka

Co to znaczy "zmodyfikować"?

 Jeżeli pan chce, aby pociecha cierpiała na wnętrostwo to of kors.

Jeżeli pan chce, aby pociecha cierpiała na wnętrostwo, to of kors.

 Nie proszę pana

Nie, proszę pana.

 odparował stanowczo

Wystarczy "odparował".

 Co do tej wartości to pewności bym nie miał.

Rym. I przecinki: Co do tej wartości, to nie byłbym taki pewny.

 wygenerować żółwia jak ma pan akwarium

Wygenerować żółwia, jak pan ma akwarium.

Na twarzy klienta odmalowało się zmieszanie połączone z zaskoczeniem.

Opisz tę minę.

 W drzwiach ukazała się młoda blond sekretarka która ujrzawszy klienta zadała pytanie.

Skróciłabym: W drzwiach ukazała się młoda blond sekretarka i, ujrzawszy klienta, spytała.

 Napije się pan kawy bądź herbaty

Na pytajniki budżetu zabrakło?

 spytała w czasie gdy aspirant do roli ojca spoglądał to na nią, to na niego.

Skróciłabym: spytała, gdy aspirant do roli ojca popatrywał to na nią, to na niego.

 – Nie warto marnotrawić funduszy na napoje dla niepoważnych klientów. Ten pan na fundusz.

Powtórzenie.

 Klient nie patrzył w tej chwili na młodą kobietę, jednak wyczuł ledwo stłumioną chęć delikatnego trzaśnięcia drzwiami. Oczyma wyobraźni ujrzał jej zniechęconą minę.

Skaczesz po głowach, to raz. Nie trzaska się "delikatnie" to dwa (argh, wszyscy traktują to słowo jak szmatę do podłogi). Mina nie może być zniechęcona (tylko jej właścicielka), to trzy.

 rzucił zachowawszy godność i powagę

Albo z przecinkiem: rzucił, zachowawszy godność i powagę; albo z przecinkiem i imiesłowem: rzucił, zachowując godność i powagę.

Jednak jeżeli

Aliterujesz.

 Złapał łyka wywaru w tym samym czasie, w którym człowiekowi naprzeciwko krew potężnie uderzyła do głowy.

Nienaturalne. Może: podczas, gdy rozmówcy krew uderzyła do głowy… nie. Tak też nie. Nie wiem.

 ROBACTWIE KTÓRE

ROBACTWIE, KTÓRE. Skoro facet potrafi wykrzyczeć słowa takie, jak "przeciwpasożytnicze", to przecinki też umie.

 ŻARCIE KTÓRYM

ŻARCIE, KTÓRYM.

 LEJ PO BOMBIE DEUTERYTOWEJ A NIE RĘCE

LEJ PO BOMBIE DEUTERYTOWEJ, A NIE RĘCE.

 TAKIE SAMO PRAWO DO EGZYSTENCJI CO WSZYSCY INNI!

TAKIE SAMO PRAWO DO EGZYSTENCJI, JAK WSZYSCY INNI!

 schował twarz w dłoniach na znak bezradności.

Przestań mi tłumaczyć, co oznaczają gesty postaci. Czytelnik nie lubi być traktowany jak idiota.

 Tim odniósł wrażenie, że ma ochotę się rozpłakać, co jeszcze bardziej skłoniło go do szyderstwa.

Bałagan z podmiotami.

rzucił sowizdrzalsko

Nie pasuje do otoczenia. "Sowizdrzał" w przyszłości? Sowizdrzał, który mówi "o to kaman"?

 ministerstwo nie zezwala na modyfikowanie dzieci takim typom

Z szyku wynika, że takie typy najpierw mają dzieci, a potem się je modyfikuje – chyba nie tak miało być.

 żachnął się

Słownik Twoim druhem.

 spytał się uśmiechnięty

Nie się, tylko petenta.

 tej typu maści

"Typu" to wyraźnie artefakt.

 wstukał się w klawiaturę

Znaczy się, co?

 listy cech możliwych dziecka

Szyk: listy możliwych cech dziecka. Przymiotnik po rzeczowniku stawiamy we frazach stałych.

 zacmokał szyderczo i ledwo stłumiwszy śmiech powiedział

Zacmokał szyderczo i, ledwo stłumiwszy śmiech, powiedział.

 Deformacja twarzy i kończyn,brak wydolności podstawowych organów

Deformacja twarzy i kończyn, niewydolność podstawowych organów.

 Jeżeli zaś zgodzi się pan

"Zaś" źle tu brzmi.

delikatną nutkę desperacji

Argh, gdzie z tą "delikatną"? Psu na buty potrzebna, bo "nutka" spokojnie wystarcza.

 wskazywać ich teksty

Przesadny kolokwializm.

Tim skrzywił twarz gestykulując

Tim skrzywił twarz, gestykulując.

 Zmieszanie przeniknęło klienta do szpiku kości.

Ale wiesz, co to jest "zmieszanie"?

 No ryj będzie miało – odparł z teatralną powagą. Jak maciora. Nie lubisz pan świnek? bardzo mądre zwierzaczki.

No, ryj będzie miało – odparł z teatralną powagą. – Jak maciora. Nie lubisz pan świnek? Bardzo mądre zwierzaczki.

 Pretendent do roli ojca wadliwego dziecka co prawda nic nie powiedział. Zaciśnięte, drżące usta oraz nienawistne spojrzenie oczu zdradzało jednak, że w środku przeżywa wyborną nienawiść.

Pretendent do roli ojca wadliwego dziecka, co prawda nic nie powiedział, zaciśnięte, drżące usta oraz nienawistne spojrzenie oczu zdradzały jednak, że w środku przeżywa wyborną nienawiść. I – powtórzenie.

ze sztucznie skrywaną szyderczością

Bardzo sztuczne.

 Z zatrważającą prędkością wpieniony do szpiku kości furiat

To źle brzmi. I furiat z definicji jest wpieniony.

 wystrzelił do przodu rozrzucając ślinę

Wystrzelił do przodu, rozpryskując ślinę. No, doprawdy.

 Prawdopodobnie próba rewanżu za znieważający docinek zakończyła by się pożądanym dla niego rezultatem

Prawdopodobnie próba rewanżu zakończyłaby się pożądanym rezultatem. Nie tłumacz jak krowie na rowie, bo osiągasz skutek odwrotny.

 Gdy wystrzelone w przypływie furii ciało

Z czego, z katapulty?

 w mgnieniu oka diabli wiedzą skąd ugodził go wystrzelony długopis a ciało

W mgnieniu oka ugodził go długopis, wystrzelony diabli wiedzą, skąd, a ciało.

 Przypływ nienawiści niepokornego klienta z prędkością światła został zredukowany do zera.

I co to wnosi?

 Tim wybitnie niezadowolony, że

Tim, wybitnie niezadowolony, że.

 począł przekopywać człowieka

Tak łopatą? Hmm?

 cielsko opadło z impetem na podłogę przy czym koleś otworzył oczy.

Ojeju. Przecinek przed "przy czym".

 wydukał mało wyraźnie

Duka się z definicji niewyraźnie.

 Ze stojącej na regale książek figurki cycatej Wenusjanki, wystrzelił długopis

Bez przecinka. “Na regale książek”? Wut?

takim jak pan

Takim, jak pan.

 Ganimedejskie poczwarze ziele

Przymiotniki małą literą.

 obezwładnia atak

Obezwładnić może atakującego, co byłoby jasne, gdybyś spojrzał na to słowo.

 jednak są dla nas kosztowne do zdobycia

Skróciłabym: jednak są kosztowne.

pokojowo obarczy pana kosztami

A może go obarczyć wojennie?

 wydukał tocząc

Wydukał, tocząc.

 który mi tu zrobiłeś na biurku. Zachował się pan jak prawdziwa świnia.

Ty – czy pan?

 kto Ci narobił takiego chlewu!?

Małą.

 No jak to kto?

No, jak to, kto?

 spojrzała się na biedaka jakby patrzyła na czyjś nie spłuknięty

Spojrzała na biedaka, jakby patrzyła na czyjś niespłukany.

Czy z tymi obszczymurami na fundusz zawsze musi być problem!

A może jednak pytajnik? W tym tygodniu promocja.

 – Olej go – załagodził sprawę Timothy

Co znaczy "załagodzić sprawę"? Hmm?

 No właśnie

No, właśnie.

 wyrzucił ze wstrętem

Wyrzucił z siebie, jak już.

 klient spojrzał się półprzytomnie z pianą w pysku

Że co zrobił? "Spoglądać" nie jest czasownikiem zwrotnym.

 błyskawicznie rzucił Tim podstawiając

Rzucił Tim, podstawiając. Rzuca się z definicji błyskawicznie.

 włóczykij począł zanurzać swe kły

Primo – rozwłóczone: włóczykij zanurzył kły. Secundo – psychologicznie nieprawdopodobne, ale w stylistyce polskiego kabaretu może i pasuje.

 samo namnażającego

Łącznie.

 Od tej pory regulując aplikację w swoim neurofonie, w każdej chwili mam mozliwość

Od tej pory, regulując aplikację w swoim neurofonie, w każdej chwili mam możliwość. Ona te cycki reklamuje, czy co?

 Z Twojego portfela

Małą.

 burżuj w zaczesanych do tyłu włosach

We włosach nosi się spinki. A on miał włosy takie czy owakie.

 gdy znajdując się w odpowiedniej odległości krzepko klepnął

Aliteracja, i mam wrażenie, że brakuje ci konceptu. O co chodzi? O pokazanie dekadencji urzędników?

 Timoth'ego

Timothy'ego.

rozmasowując prawy pośladek dłonią.

Domyślam się, że dłonią, i nie obchodzi mnie, że prawy. A Ty znajdujesz podejrzane upodobanie w szczegółowym opisie tej sytuacji.

pan spojrzy na tego, który na podłodze żre schabowego.

Początek zdania dużą literą. I – rym.

 Za tyle to mu

Za tyle, to mu.

 złapał sekretarkę za lewy bok

Jak?

począł prowadzić

"Począł" jako "zaczął" nie gra z otoczeniem. Pasowałoby w średniowiecznym fantasy, ale nie w przyszłości.

 Dawno nie stosowaliśmy tego rozwiązania dyrektorze

Dawno nie stosowaliśmy tego rozwiązania, dyrektorze. Właściwie skąd ta kość rzucona psu?

 – No Niech Ci już będzie

No, niech ci już będzie.

A na co Tobie woda

A na co ci woda.

 począł śmiać się serdecznie

Zaczął się serdecznie śmiać.

 Malec siedział przed lustrem z umazaną od kremu buzią próbował ogolić zarost

Malec siedział przed lustrem z umazaną kremem buzią i próbował ogolić zarost.

 Widzę synuś

Widzę, synuś.

 Chciałbym mieć wąsy tato.

Chciałbym mieć wąsy, tato. Ha, ha.

demonstrując swe czyściutkie mleczaki.

"Swe" zbędne. Cudzych nie zademonstruje.

Gdy ten przebrał się w pidżamkę, zerknął dumnie na rozpiętrzone po całej objętości pokoju płótna. Był młodym, utalentowanym artystą – malarzem.

Bałagan z podmiotami. Ponadto – akwarelą maluje się na papierze. Jeśli klon ma być doskonały. I co to ma znaczyć “rozpiętrzone”.

 tatuś Cię kocha.

Małą.

 Tatuś w Ciebie wierzy.

Małą.

 wyszedł z pokoju delikatnie zamykając drzwi.

Wyszedł z pokoju, delikatnie zamykając drzwi.

 Gdy położył się w swym łóżku

Nie przypuszczałam, że poszedł do cudzego.

 Miał ciężko, ale nie to jest najważniejsze. Ma wspaniałego syna. Potomka, mającego

Powtórzenia i bałagan.

 A on jako ojciec przeprowadzi

A on, jako ojciec, przeprowadzi.

i począł przygotowywać się do snu

Co to wnosi poza zgrzytem stylistycznym?

 Coraz to głośniejsze.

Coraz głośniejsze.

 Zaniepokojony natychmiast włączył lampę.

Zaniepokojony, natychmiast włączył lampę.

 mało wyraźnie

Niewyraźnie.

 Natychmiast wyskoczył przestraszony i wbił gromko do pokoju syna.

Natychmiast wyskoczył, przestraszony, i … co właściwie zrobił? Tak teraz mówi młodzież?

 Chłopiec wił się w furii jak piskorz wykrzykując nienawistne zdania.

Chłopiec wił się w furii jak piskorz, wykrzykując. Czemu "nienawistne"?

 

Dziwne formatowanie, dialogi mało naturalne. Tytuł obiecywał jednak więcej, niż scenkę kabaretową… choć widzę tu potencjał. Ale też – im dalej od początku, tym mniejszy, aż do całkowitego zaniku. Mam wrażenie, że się wyżywasz, tylko na kim? Konfrontacja chama (i to wyjątkowego) z tępakiem, w której obie strony są roszczeniowe – nie nastraja mnie to zbyt wesoło. I co z tej konfrontacji wynika? Tylko niesmak. W końcówce dowcip (dowcip?) nieśmieszny, przewidywalny i w sumie żenujący. Prawie wcale się nie łączy z główną częścią.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Z “ wyżywaniem się akurat nic wspólnego to nie miało :P Mam mocno Monty Python’owski humor. Jednak z natury jestem bardzo empatycznym facetem, przyrzekam ;) 

 

Bardzo dziękuję Ci Tarnino za pracę jaką wykonałaś przy moim opowiadaniu. Jest dużo krytycznych uwag jednak twoje komentarze są dla mnie budujące. 

 

Także, naprawdę fajny prezent mi zrobiłaś na trzydzieste urodziny ;) Dziękuję i Pozdrawiam

dosis facit venenum

 

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nowa Fantastyka