- Opowiadanie: Draconis - Zamówienie

Zamówienie

Z doskoku, wygrzebawszy się na moment z maturalnej zabawy. 

Dziękuję Lk za szybką pomoc.

Helena Mrozińska.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Zamówienie

– zapach –

 

Budzę się, czując nową mieszankę perfum; wdycham ją łapczywie, rozpoznając w niej woń, nieznaną, która powstała najwyraźniej dzisiaj rano.

Odłączam od siebie wszystkie rurki, wciągam do nosa dawkę azbestu z domieszką daxeru, stymulując chaotycznie zachodzące mitozy – czuję ciepło pod skórą, przyjemnie drażniące. Oddycham głębiej i skupiam się na odtworzeniu wątroby. Krzywię się; niektóre komórki wymykają się do jelita.

Biorę dawkę leku imperialnego, aby ustabilizować podziały i nadać im kierunek; powoli nowe komórki odtwarzają rozwaloną wątrobę. Przestaje mnie boleć i dziękuję w duchu Państwu, które umożliwiło mi normalne funkcjonowanie i pracowanie dla Rozwoju.

Opuszczam nogi z łóżka i wzdycham, włączając hologram z zapisanymi datami. Ruchem dłoni przesuwam je dalej, szukając dzisiejszej.

Dwudziesty drugi grudnia.

Moje urodziny.

– zamówienie –

 

Stawiam butelkę zeszłorocznego szampana przed dziewczynami.

– Co tak mało? – pyta Dafne.

– No właśnie – przytakuje Rachel. – Jeśli chcesz zamówić sobie faceta, to lepiej wypić więcej.

– Więcej?

– No tak – peroruje kobieta i przeczesuje palcami fioletowe włosy. – Jak sama zamawiałam ostatnio na trzeźwo, to wyszło mi tak sobie. Bez fantazji, taki praktyczny typek. A po wypiciu…

Zawiesza głos i uśmiecha się szeroko, prezentując diamentowe zęby.

– Rozumiem – mówię i cofam się po bimber.

Gdy wracam, dziewczyny przeglądają już katalog z facetami; przesuwają ich hologramy po bacznej obserwacji. Zatrzymują się nagle przy jednym – unoszą do ust kieliszki i rozdziewają go wzrokiem.

– Ooo! – Dafne nie rumieni się. – Może ten, co, Klara?

– Nie – odpowiadam, przyjrzawszy się. – Daj na personalizację.

Patrzą we mnie z otwartymi szeroko ustami.

– Masz tyle?

– Mam.

Natychmiast wyświetlają pulpit.

>Mężczyzna

>Określ swoje wymagania

– Polej jeszcze – mówię i wzdycham. – To trochę potrwa.

 

– produkt –

 

Przyjechał prosto od firmy Abercome, najlepszej firmy tworzącej idealnych ludzi – dla ludzi. Pachniał tak, jak lubiła; metalem i czystym powietrzem, dostępnym na drugiej Ziemi za piramidalnie wielką kwotę. Raz tylko Klara wybrała się na taką ekspedycję – i nigdy nie potrafiła odnaleźć się znowu w stalowo-niemym świecie.

Mężczyzna, zamówienie miliard dziewięć, oznaczony na ramieniu znakiem E360, odpowiadał wyglądem oraz charakterem kobiecie; po jakimś czasie wszystkim. Sprawdził się w pracy, w obowiązkach domowych, w rozmowie i łóżku.

I mimo to coś było nie tak.

*

>Chcesz posiadać idealnego człowieka?

Nic trudnego! Zaloguj się na naszą stronę i odnajdź to, czego poszukiwałeś! W ofercie mamy wszystkie możliwe płci, kolory skóry, cechy charakteru i, na dodatek, gwarantujemy, że nasz produkt nie będzie wadliwy, jak te z doborów!

Jesteśmy najbardziej zaufaną firmą w całym Kosmosie. Przekonaj się sam!

*

Dom Oldexu jest pełen starych ludzi, którzy postanowili się żyć zgodnie z Naturą – nie decydowali się oni na żadne modyfikacje w ciągu życia – i nie mogli w rezultacie pracować, dożywszy do śmiesznych osiemdziesięciu lat.

Tak samo było z matką Klary.

*

Matka Klary siedzi na pobielonym krześle w blasku słońca.

– Ty naprawdę go kochasz? Próbowałaś zdjąć elektrody i sobie, i jemu, sprawdzić, jak to jest?

– Nie. Ale czy to ważne?

– Ważne. Za naszych czasów coś to jeszcze znaczyło. I… – Staruszka zawiesza głos. – Kiedyś… Kiedyś ludzie potrafili utrzymać coś stałego. Pełniejsze uczucie.

– Mamo. – Córka siada obok kobiety. – Bycie przy jednym człowieku nic ci nie daje. Nie pozwala dostrzec różnorodności naszego świata.

– Czy ja wiem? Wymieniasz każdego – szepcze, pochylając głowę. –  Znasz ich powierzchownie. Nie masz nic stałego, a poza tym… Czy to na pewno są prawdziwe uczucia, córko? Te wasze to trochę reakcji biochemicznych, trochę elektryczności. Ale sterowanych. Czy siebie znasz, dziecko? Albo jego? – Wskazuje palcem.

Klara milczy przez moment, zbierając myśli.

– Nie wiem – odpowiada. – I nic takie myślenie nie da. Cóż, zmieniając temat, powiedz, mamo, jak ci się tu podoba? – Rozgląda się po pomieszczeniu.

– Odkąd mnie oddałaś. – Kobieta nie patrzy na nią. – Nic się nie zmieniło. 

– Zaoszczędziłam czas, mamo.

– Rozumiem. Po wejściu na rynek syntetyków emocji i namiastek uczuć żal mi minął.

– To dobrze, cieszę się.

Po tych słowach wizyta się kończy; Klara wychodzi ze swoim produktem pod ramię, zastanawiając się nad tym, co powiedziała matka.

 

*

Abercome, właściciel prosperującej firmy, przygląda się pozytywce, zanurzonej w półcieniu. Do ust wtyka kubańskie cygaro i podpala; końcówka jarzy się pomarańczową barwą. Gasną boczne światła. Mężczyzna pstryka palcami.

Pozytywka otwiera się, zestalony dwutlenek węgla zaczyna obmywać meble; ale hologram ukochanej nie pojawia się.

Mężczyzna cierpi.

 

– uczucie –

 

Otumaniona lekami, leżałam na łóżku. Słowa matki krążyły nade mną jak krucze, niezmodyfikowane skrzydła.

Jeśli jej słowa miały sens, a chyba miały, to dlaczego ludzkość nie spostrzegła, że idzie w złym kierunku rozwoju… rozwoju czego? Humanizm mówił, że twoje dobro jest najważniejsze, a sens wszystkiego – nosisz w sobie. W czym problem tej starej kobiety?

Wojnę, głód, zarazy, nowotwory, starość, a teraz prawie śmierć; pokonaliśmy to. Dlaczego więc mama uważa, że coś jest nie tak?

Firma Abercome poradziła sobie ze wszystkim.

*

– Dlaczego go oddałaś? Nie podobał ci się?

– Gdy chciałam, żeby nie był ideałem i miał własne zdanie, dostał jakiegoś rodzaju zwarcia.

*

Abercome leży na łóżku i wpatruje się w hologramy konstelacji na suficie. Anastazja lubiła na nie patrzeć, wtulona pod jego ramię. Mówiła, że chciałaby zobaczyć kiedyś takie na Ziemi, ojczystej, gdy w końcu wyjdzie ze szpitala.

Mężczyzna wyczuwa nikły zapach ciała kobiety w skrawku kołdry; przyciąga go do siebie, naciąga na nos. Po chwili rejestruje dotyk na włosach, lecz dotyk ten nie jest dotykiem Anastazji, tylko syntetycznego tworu, który ma ją imitować – jedyne co robi ta pseudoczułość, to wprawia go w rozdrażnienie. I wywołuje żal.

Bioinżynier po chwili zaczyna sobie wyrzucać, że po tylu latach potrafił skonstruować ciało człowieka, bawić się jego charakterem, nadać odpowiednie, skomplikowane algorytmy jego zachowaniu.

Ale nigdy nie potrafił nadać mu duszy.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Ładnie napisane.

Nie ruszyło mnie jakoś, chyba za mało czasu w tekście spędziłem z bioinżynierem, by mu kibicować, współczuć… To dziewczyny ciągną czytelnika przez tekst, nie twórca sztucznych ludzi, dlatego finał nie wzbudził emocji.

 

"Tears in rain". Hauer niepokonany do dziś.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Co nieco o tekście już powiedziałem, w tym miejscu dodam więc tylko, że zmiany jak najbardziej na plus. Rozmowa z matką stała się czytelniejsza, zostało też złagodzone uprzednie moralizatorstwo.

Słowem – dobrze wykorzystane 6 tysi znaków. Jest oszczędny worldbuilding, są bohaterowie z własnymi problemami i historia, która choć tylko naszkicowana, ma swoją głębię. Ciekawe, jak się dalej potoczą losy Abercome. Napisane bardzo ładnie, choć zdarzają się zgrzyty – ta “rozwalona” wątroba w korelacji z ładnym, nieco poetyckim językiem, trochę bodzie w oczy.

Kompozycyjnie również dobra robota – trudno napisać szorta, a tutaj wszystko jest na swoim miejscu i w dobrym stężeniu.

Z minusów? Niska kultowość i trochę zbyt małe stężenie Abercome’a. Moim zdaniem, najciekawsza postać.

Słowem – podobało mi się. Fajny szorcik. Stawiam stempel jakości :>

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Z konkursowych tekstów, które dotychczas przeczytałem (ale czytam nie po kolei), ten zaciekawił mnie najbardziej. Idealny nie jest, ale w sześciu tysiącach znaków udało Ci się pomieścić historię, wizję, zagadkę, przesłanie i emocje. Nie w jakichś dużych stężeniach, ale jednak. Moim zdaniem to przede wszystkim scenka z matką nadaje szortowi charakteru, bo w tym momencie historia skręca w kierunku to-nie-jest-tak-jak-myślisz. 

Napisane fajnie. Radziłbym tylko uważać na średniki. Nie nadużywać. I raczej nie używać tak jak w tych zdaniach:

Wojnę, głód, zarazy, nowotwory, starość, a teraz prawie śmierć; pokonaliśmy to.

Pachniał tak, jak lubiła; metalem i czystym powietrzem, dostępnym na drugiej Ziemi za piramidalnie wielką kwotę.

Ogółem na plus. Ode mnie klik. 

Zdecydowanie dobrze napisane,  wybrane momenty, chwile i układ.

Treść dla mnie ciekawa, i niekoniecznie, tzn. nęci zapachami, reperacją wątroby i innych organów, produktem, który można sobie sprawić podług indywidualnych upodobań. Obiektem może być też człowiek. Tylko dla mnie, osobiście dopasowane bio, a więc zaczynają się kłopoty. Zajawki już są: różnej lale dla obojga płci, a nawet agencje zrzeszającej aktorów do wynajęcia, aby spędzili czas z twoimi rodzicami. 

Co niekoniecznie? A bo skupiłaś się, nazwijmy to umownie, Tinderze i mniej lub bardziej wyspecjalizowanych portalach oraz na kochasz-nie kochasz. To był problem, który ciągnął tekst.

Jednak, wiesz, czytało się dobrze, tylko może jam sterana życiem;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmmm. Fajny pomysł, żeby zamawiać ludzi. Ot, tak z katalogu. Ni to portal randkowy, ni to targ niewolników…

Gorzej, że całość skoncentrowała się na uczuciach, które mnie jakoś niespecjalnie kręcą – za dużo truizmów wyszło, zwłaszcza w końcówce.

No, ale kliknę sobie za ten pomysł.

Babska logika rządzi!

Primagen – losy Abercome? Na pewno prędzej czy później kryzys. Aj, no może „rozwalona” nie siedzi dobrze w tekście, ale jakoś lepszego słowa nie znalazłam wtedy. I poszło to. :p

Dziękuję za te miłe słowa. I cieszę się, że Ci podobało. :>

 

PsychoFish, dzięki za przeczytanie. ^^

Szkoda, że bez większych emocji. 

 

Fun, teraz będę nieostrożnie stosować myślniki i półpauzy. XD

A tak na poważnie, dziękuję za miłe słowa i radę, skorzystam z niej. ;]

 

Asylum, dzięki za przeczytanie. ^^

Hmm, to nie był portal randkowy; nie chodziło mi o nie. Chodziło mi o coś w rodzaju katalogu. I o wskazanie wygodnictwa: chcesz „człowieka”, zamawiasz, płacisz. 

Oddać też można. 

A uczucie wywołać. :p

 

Finklo, dziękuję za przeczytanie. ^^

Cieszę się, że Ci się podobał pomysł. ;)

Draconis:), tak wiem, że nie portal, trochę symbolicznie użyłam tego nośnika (za bardzo to ja zrozumiała nie jestem  w komentarzach), na którym pojawia się dostępna opcja zakupu tego, czego chcesz, pod warunkiem, że będzie cię na to stać. Czy będzie katalog na kredowym papierze, zwykłym, czy miejsce w sieci nie miało dla mnie znaczenia. 

Hmm…  wygodnictwo nie wybrzmiało – dla mnie – dostatecznie mocno. Może dlatego, że  już  obecnie odbieram to jako powszechny trend (napędzana ekonomia korzyść); może dlatego, że produktem w tym przypadku jest człowiek, co nieodmiennie mnie szokuje (na szczęście ciagle jeszcze) i tam szukałam dramatu, niejako po oby stronach: konsumentów i producenta. Był, ale dla mnie wyrazistszy wątek poprowadziłaś z Abercomem, choć jasne, bez dziewczyn nie miałby szans na zaistnienie.

A uczucie jest ważne:p, tylko dla mnie rozmowa z Klary z matką jest stosunkowo ograna sekwencją.

Miłego dzionka:)

a

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Na początku myślałam, że to pójdzie w złym kierunku (dla mnie), ale rozmowa z matką sprawiła, że poszło dobrze. Tekst dobrze napisany, poruszający ważną kwestię. O, o, to jest dobre:

 

“Gdy chciałam, żeby nie był ideałem i miał własne zdanie, dostał jakiegoś rodzaju zwarcia.”

 

Ładne.

Asylum, spoko, rozumiem. 

Saro, dziękuję  za komentarz. Cieszy mnie, że tekst poszedł dobrze. 

Bardzo dobre. Byłoby lepsze, gdyby nie wojna podjazdowa z limitem, którego “Zamówienie” jest kolejną ofiarą.

Od pierwszych zdań czuć wyważoną rękę utalentowanego operatora języka. Dojrzała i ciekawa refleksja zakończona klimatyczną klamrą trafnego onelinera. W warstwie worldbuildingu i koncepcji science fiction – rozwiązania, które gdzieś już widzieliśmy, ale użyte w sposób zindywidualizowany i niepozbawiony woli powiedzenia czegoś od siebie.

Widać, że nie czułaś się komfortowo z koniecznością upchnięcia tej historii w ośmiu tysiącach. Z przyjemnością przeczytałabym taką, w której nie musiałabyś się trzymać zewnętrznych ograniczeń.

Niezłe, ode mnie klik i powodzenia w konkursie – zamawiam dla Ciebie niezły wynik. ;)

Temat dość popularny – kolejna refleksja nad dążeniem do perfekcji, konfliktem pomiędzy syntetycznością a naturalnością uczuć, nad ludzką samotnością. Czytało się w porządku, stylistycznie dobre (zwłaszcza rozdział “Zapach”), ale fabularnie nie zachwyciło (w szczególności zakończenie z inżynierem tworzącym dzieło odwzorowujące ukochaną, które wydawało mi się dość przewidywalne).

 

Sugestie poprawek:

 

czuję ciepło pod skórą, przyjemnie drażniącą.

Tu na pewno jest właściwy rodzaj gramatyczny? Drażniła skóra czy ciepło?

 

– produkt –

[+ENTER]

Przyjechał prosto od firmy Abercome,

 

Dodałbym pusty wiersz odstępu pomiędzy podtytułem a tekstem, tak jak było to zrobione wyżej.

 

 

metalem i czystym powietrzem, dostępnym na drugiej Ziemi za piramidalnie wielką kwotę.

 

Na przyszłość unikałbym tak ogólnikowych określeń; metale to bardzo duża grupa substancji, a na przykład żelazo pachnie inaczej od miedzi czy srebra.

 

 

I mimo to coś było nie tak.

[+ENTER]

*

[+ENTER]

>Chcesz posiadać idealnego człowieka?

Dodałbym odstępy pomiędzy asteryskiem i tekstem.

 

Dom Oldexu jest pełen starych ludzi, którzy zdecydowali się żyć zgodnie z Naturą – nie decydowali się oni na żadne modyfikacje w ciągu życia – i nie mogli w rezultacie pracować, dożywszy do śmiesznych osiemdziesięciu lat.

Tak samo było z matką Klary.

*

Matka Klary siedzi na pobielonym krześle w blasku słońca.

Powtórzenie, plus w tym fragmencie moim zdaniem tekst jest niepotrzebnie przedzielony asteryskiem, bo pomiędzy fragmentami tekstu jest zachowana ciągłość czasu i miejsca akcji. Poprawiłbym to np. na:

 

 

Dom Oldexu jest pełen starych ludzi, którzy zdecydowali się żyć zgodnie z Naturą – nie poddali się modyfikacjom – i nie mogli w rezultacie pracować, dożywszy do śmiesznych osiemdziesięciu lat.

Tak samo było z matką Klary, która siedzi teraz na pobielonym krześle w blasku słońca.

 

Mężczyzna cierpi.

[+ENTER]

[wyśrodkować]– uczucie –

 

Otumaniona lekami, leżałam na łóżku. Słowa matki krążyły nade mną jak krucze, niezmodyfikowane skrzydła.

Odstęp i wyśrodkowanie podtytułu.

 

Entery na końcu opowiadania (pusta przestrzeń) do usunięcia.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dobrze napisane. Podobało się

Wiktorio, dziękuję za komentarz. ;)

Na razie się grzebię w papierach (stąd lakoniczność), więc ciężko byłoby mi napisać powyżej 8k z jakimś sensem. :< 

 

Wicked, dziękuję za komentarz. Postaram się popoprawiać w wolnej chwili, bo na razie maturalna zabawa. 

 

BlackSnow, dziękuję. 

Zastanawiam się, czy taką osobę faktycznie poruszyłyby i sprowokowały do myślenia same słowa matki, czy raczej przypomniałaby je sobie i zrozumiała dopiero po jakimś wydarzeniu, które by bezpośrednio  jej samej dotknęło. 

Fajnie przedstawiony temat chociaż z wrażeniem, że „już było” . Pewnie więcej znaków nadałoby temu wszystkiemu indywidualności. 

Scarlett, dziękuje za komentarz. ;)

 

hej, Draconis, 

 

mam podobną rozterkę, co Scarlett – nie jestem pewna, czy słowa matki tak po prostu zmieniłyby myślenie głównej bohaterki, wydaje mi się to mocno naiwne. Samo opowiadanie napisane nieźle, temat jednak nie porwał mnie szczególnie, gdzieś już niedawno spotkałam się z tym samym motywem.

 

Powodzenia w konkursie!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

 

Czasem bywa tak, że rozmowa z kimś jest impulsem do ukazania się naszych ukrywanych wątpliwości, obaw, niepokojów.

Rozmowa matki z Klarą właśnie jest czymś takim – dziewczyna po niej rozmyśla, dlaczego według jej matki wszystko nie jest jednak w porządku – i choć Klara wymienia (być może dla uspokojenia się, utwierdzenia w przekonaniach), ile ludzkość osiągnęła i że jest dobrze, to mimo to podświadomie wciąż coś ją męczy. 

Dodatkowo tutaj, powiedziałabym, mogłyby wejść przeszłe doświadczenia, znajomości, opinie, wierzenia Klary w grę oraz jej wychowanie, które łącznie sprowokowałoby dziewczynę do takich rozmyślań pod wpływem bodźca w postaci rozmowy z matką. 

Niemniej: to są jedynie dywagacje – nie zaznaczyłam tego w tekście, także mea culpa.

Wybacz, że tak krótko. Ciekawe uwagi. 

Cieszę się, Sy, że przynajmniej nieźle napisane. ^^

Też powodzenia!

Doceniam sposób pisania, w którym jest dużo przestrzeni na zmysłowe doznania bohaterów. Bardzo to lubię. W moim odczuciu jednak jak na 8 tysięcy znaków chciała umieścić zbyt wiele perspektyw. Przeszedłem zupełnie obok wątku z inżynierem i w efekcie cały tekst odbieram chyba jako mniej interesujący niż mógłby być.

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Draconisko, dlaczego watek Abercome jest kursywą? Tym bardziej, że kursywą masz fragment z reklamą firmy. Moim zdaniem zamieszałaś, myślałem, że to myśli człowieka/produktu, który firma nazwała od jego nazwy, a nie samego właściciela, albo jakieś myśli w datasferze itp. Rozumiesz niekonsekwencję? Skoro Klara i Abercome są prawdziwi ludźmi w tym samym świecie, powinni być zapisani tak samo.

Pomijając ten fakt, to bardzo udany szort. Podoba mi się ujęcie tematu. W ogóle lubię tematykę egzystencjalną, a Tobie udało się wprowadzić jakąś świeżość. Dodatkowo szort dobrze napisany, fabuła trzyma się kupy.

Mam tylko dwie uwagi:

– Nie wiem – odpowiada. – I nic takie myślenie nie da. Cóż, zmieniając temat, powiedz, mamo, jak ci się tu podoba? – Rozgląda się po pomieszczeniu.

Ta linijka wyszła średnio, ta zmiana tematu brzmi sztucznie.

Jeśli jej słowa miały sens, a chyba miały, to dlaczego ludzkość nie spostrzegła, że idzie w złym kierunku rozwoju… rozwoju czego? Humanizm mówił, że twoje dobro jest najważniejsze, a sens wszystkiego – nosisz w sobie. W czym problem tej starej kobiety?

Wojnę, głód, zarazy, nowotwory, starość, a teraz prawie śmierć; pokonaliśmy to. Dlaczego więc mama uważa, że coś jest nie tak?

Firma Abercome poradziła sobie ze wszystkim.

Ojej, dlaczego tak wszystko dopowiadasz? Wykładasz kawę na ławę? Do tego w sztucznej refleksji, którą dziewczyna pewno nie raz już miała? Troszkę szkoda, nie trzeba wcale tyle info o świecie w Twoim opku. Samo w sobie niesie wystarczającą wartość.

Całościowo, dobre to. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Od razu, bez bicia, przyznaję, że się tutaj trochę pogubiłem. Po części, to moja wina – czytelnik ze mnie kumaty średnio. Ale, zgubiłem się w tych skokach, zmianach czasu narracji i narratora. Wyszło mi, że to jest o inżynierze, geniuszu, który chciał zrekonstruować sobie ukochaną i zabrakło mu tego jednego, jedynego pierwiastka… 

Tak mi wyszło, bo na tym kończy się opowieść. Ale w samym opowiadanku wątek ten zajmuje mało miejsca. Wprowadzasz w temat innym bohaterem, innymi emocjami niż na koniec. Chyba za duża plątanina. Dla mnie przynajmniej.

Bardzo intrygujące otwarcie, potem już konfuzja, a na końcu lekkie “to już było”. Ale tak w ogóle, to napisane jest fajnie :)

Dzięki i pozdrawiam. 

Już na początku lecę sprawdzić co to daxer i mitoza – okazuje się, ze zdanie;

wciągam do nosa dawkę azbestu z domieszką daxeru, stymulując chaotycznie zachodzące mitozy

Jest trochę bez sensu, ale myślę sobie, może dalej coś się wyjaśni – … – no, niewiele się wyjaśniło. 

Opowiadanie zmienia kierunek. Pojawiają się sztuczni ludzie, a następnie (podobnie jak u Bellatrix) starsze pokolenie, które nie rozumie młodszego i vice versa. Do tego dochodzi bioinżynier Abercome, który okazuje się być zdziwiony faktem, że nie potrafił nadać sztucznemu człowiekowi duszy. 

Za dużo tego wszystkiego, Ja tego opowiadania niestety nie kupuję, pomimo, że porusza kilka ważnych tematów. (A może dlatego, że aż kilka).

 

Edit:

Mam podobnie jak Łosiot. 

Klapaucjusz, dziękuję za przeczytanie.

 Anet, dziękuję za przeczytanie.

Darconie, rozumiem – i wezmę to pod uwagę na przyszłość. Przyda się. Dziękuję też za przeczytanie.  

Łosiot, szkoda, że trochę poplątane. Dziękuję za przeczytanie. 

Fizyku, daxer sobie wymyśliłam jako nazwę kolejnego czynnika kancerogennego. Nie opisałam, już – cóż – musztarda po obiedzie. Bioinżynier był zrozpaczony, nie zdziwiony tak sumarycznie. Spoko, rozumiem. Dzięki za przeczytanie. 

Przyznam, że lubię formę opowiadań, kiedy mają niedopowiedzenia, a poszczególne kawałki trzeba układać. Jest to zawsze ciekawe wyzwanie, ale pojawił się bardzo dosadny, moralizatorski fragment o humanizmie. Z tego też powodu, cała przyjemność z początku, się ulotniła. 

Rozumiem tendencję w kierunku pełnej medykalizacji życia – że jesteśmy tylko sumą procesów chemicznych. Bardzo ładnie to opisałaś. Końcówka i wyjaśnienie nieco sztampowe. Brawo za początek opowiadania, ale zakończenie jeszcze bym dopracowała, aby klimat się zazębiał. 

Ale lekturę uznaję za udaną :)

Scena z matką fajna, choć z lekka “mentorska”. Jednak tego należałoby się spodziewać z charakteru i treści rozmowy.

Sam tekst jest wszechstronny. Jest miejsce i na emocje, i na prezentację świata, i na lekką tajemnicę co do zakończenia. Tekst dobrze dopracowany od strony kompozycyjnej. Lekko zawodzi wykonanie techniczne – pierwszy akapit, niezwykle opisowy, coś mi chrzęści od zaimków i dziwnie pociętych zdań. Potem jest jednak lepiej, na plus rozmowa z koleżankami oraz z matką.

Sama treść – bez rewelacji, ale zaprezentowana jest dobrze.

Podsumowując: niezły koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Deirdriu, dziękuję za przeczytanie. ;)

NoWhereMan, dziękuję za przeczytanie. W przyszłości postaram się zwrócić uwagę na te zaimki oraz sposób cięcia zdań. 

No cóż, Draconis, Twoja wyobraźnia pozwala zobaczyć wiele plusów w czasach o wiek późniejszych, tyle że – jeśli dobrze zrozumiałam – braknie w nich uczuć.

Czytało się nieźle, ale bez zachwytu.

 

uno­szą do ust kie­lisz­ki i roz­dzie­wa­ją go wzro­kiem. ―> Rozdziewanie nie pasuje mi do sceny dziejącej się w przyszłości.

 

pełen sta­rych ludzi, któ­rzy po­sta­no­wi­li się żyć zgod­nie z Na­tu­rą… ―> …pełen sta­rych ludzi, któ­rzy po­sta­no­wi­li żyć zgod­nie z Na­tu­rą

 

Ale nigdy nie po­tra­fił nadać mu duszy. ―> Czy duszę można nadać?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, dziękuję za przeczytanie i łapankę. Cieszę się, że czytało się nieźle. :)

Przydałoby się więcej fragmentów o inżynierze, żeby się z nim związać, ale wciąż mam wrażenie, że tekst wybrzmiewa mocno, do czego pewnie przyczyniła się matka głównej bohaterki. Dobrze pokazujesz sztuczny świat, w którym czegoś brakuje, choć sam motyw jest już dość oklepany.

Zostaw ten żyrandol.

Niestety nie porwało mnie – chociaż początek był bardzo obiecujący.

którzy postanowili się żyć zgodnie z Naturą

drobna usterka?

 

Spodobały mi się sceny z zamawianiem człowieka i rozmowa z matką, też uważam, że fajnie opisałaś zwarcie. Natomiast scena, w której pojawia się Abercome zapowiada się jak fajny finał, ale dusza w końcówce wszystko trochę mi spłaszczyła. Ciekawe, czy miałaś podobne odczucia czytając o sercu w końcówce mojej historii o Hanumanie z zeszłego roku. Dusza owszem, pasuje, ale coś innego, mniej dosłownego, mogłoby bardziej zaintrygować.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka