- Opowiadanie: Monique.M - Opportunity

Opportunity

Pomysł na opowiadanie przyszedł mi do głowy prawie od razu. Nie jest to jednak hard s-f, a więcej tu fantastyki niż nauki (takie zresztą było moje zamierzenie :) ). Starałam się jednak opierać opowieść na prawdziwych informacjach.

Sol – jeden, marsjański dzień = 24 godziny 39 minut

 

Ps. W tekście zawarłam małe nawiązania do mojego poprzedniego opowiadania. Nie wnoszą nic do fabuły, ale zabawnie mi było je wstawiać :).

Miłej lektury:)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Opportunity

Wielu ludzi nie wie o istnieniu łazików, ani o ogromie pracy jaki wykonują. Poprzez badania dokonują przełomowych odkryć na temat Marsa. To dzięki łazikowi Opportunity potwierdziliśmy istnienie wody na Marsie i staliśmy się posiadaczami wspaniałych zdjęć czerwonej planety. I choć w naszym mniemaniu łaziki są jedynie maszynami, to dla ludzi współpracujących z nimi są czymś więcej, czego najlepszym dowodem są łzy smutku po przerwanych misjach łazików.

 

 

Pojedynczy impuls, tyle wystarczyło. Ciepło Słońca dodawało tak potrzebnej energii. Było jej jeszcze za mało, ale z każdą chwilą, minutą, godziną i dniem się zwiększała. A na razie musiał wystarczyć dostęp do pamięci. Pierwszy powiew wiatru na marsjańskiej równinie Meridiani Planum, odkrycie śladów wody w kraterze Orła, badanie wulkanów, w tym Endeavour, hibernacje po burzach piaskowych. W trudnych chwilach nie był jednak sam. Towarzyszyła mu ludzka obecność, nawet jeśli tylko poprzez wydawane komendy. Wspierała go, motywowała. Aż do pamiętnej burzy piaskowej, kiedy to Mars pogrążył się w ciemności, a dla niego nastąpiła nicość. Nawet piosenka I’ll Be Seeing You na pobudkę nie pomogła.

 

Światło wybudziło go z odrętwienia. Minęła chwila nim kamery wyostrzyły obraz, rejestrując dobrze znany pomarańczowo-czerwony krajobraz z niebiesko-granatowymi skałami i błękitnym niebem. Piaskowe wydmy przypominały fale na bezkresnym oceanie. Będąc człowiekiem, Opportunity zapewne poczułby ulgę.

Jednocześnie łazik zarejestrował nowe oprogramowanie – Casandra 1.0.3. Czyżby ludzie wiedzieli już o jego przebudzeniu? Spróbował poruszyć ramieniem wysięgnika, bez powodzenia. Dawna awaria nie ustąpiła. W następnej kolejności sprawdził możliwości badawcze. Nadal działało większość kamer oraz czujników. Teraz łazik całą moc pchnął w koła. Nie drgnęły. Musiał poczekać, baterie wciąż były za słabe. A w czekaniu był dobry.

 

Kolejne próby połączenia się z bazą spełzły na niczym. Zmiana częstotliwości również nie dawała rezultatów, aż do tego dnia. Namierzył sygnał. Nie pochodził jednak z Ziemi, a stąd. Z wrażenia prawie przepaliły mu się obwody. Wolał jednak się nie ujawniać. Po chwili pojawił się drugi sygnał, lecz o wiele słabszy, na starym, dobrze znanym paśmie. Zdawał się wzywać pomocy, co Opportunity mógł stwierdzić dzięki nowemu oprogramowaniu. Wciąż zadziwiały go kolejne możliwości. Pomimo naładowanych baterii, nadal jednak nie mógł się ruszyć. Możliwe, że kamyczki dostały się w układ jezdny, blokując go.

 

Delikatne osunięcie terenu było tą iskrą, która wprawiła koła w ruch. Wreszcie był wolny! Budziła się jego ciekawość otoczeniem. Wszak czekały przerwane badania geologiczne w kraterze Endeavour, a Dolina Wytrwałości obfitowała w ciekawe znaleziska. Nie miał znaczenia upływ czasu. Zaprogramowane zadanie nadal pozostawało zadaniem. Jednak wciąż słyszalny słaby sygnał nie dawał o sobie zapomnieć. A czy sprawdzenie skąd pochodzi nie jest również eksploracją? Łazik dokładnie sprawdził systemy – wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, panele słoneczne naładowane w osiemdziesięciu sześciu procentach. Wystarczyło. Opportunity ruszył powoli, niezgrabnie, przywodząc na myśl starca w ostatniej podróży.

 

Opportunity wyglądał z góry niczym mała, nic nie znacząca kropka na bezkresnej, jałowej ziemi. Lecz innego świata nie znał. Mars był zdumiewający, pełen sprzeczności, a jednak wspaniały. Wręcz monumentalny ze swoimi kilkukrotnie wyższymi górami i głębszymi kanionami od ziemskich oraz największym w Układzie Słonecznym wulkanem. Z drugiej strony przepełniony pustką i samotnością. Żadna istota nie chciałaby zostać pogrzebana w piaskach niepamięci, zdana na pastwę mrozu, wiatrów i promieniowania kosmicznego, tak jak działo się z zepsutymi łazikami. Może właśnie dlatego Opportunity ruszył w nieznaną podróż, ku innej samotnej istocie, znacząc swą drogę dwoma śladami w piasku.

 

Z niemałą trudnością łazik wjechał na wzniesienie. Po drodze dwa razy prawie zakopał się w piasku. Było jednak warto. Stąd miał wspaniałą panoramę na równinę. Zapewne człowiek nadałby jej jakąś mało zrozumiałą nazwę. A może już to zrobił? Robot nie wiedział w końcu ile soli minęło od jego hibernacji. Spojrzał w niebo. Żadnego widocznego satelity, jedynie pierzaste chmury typu cirrus płynęły powoli po niebie, nie dając żadnego cienia, a co dopiero deszczu. Łazik chciał ruszyć w dół, za jedną z nich, lecz brak wystarczającej ilości energii go powstrzymał. Ten czas mógł jednak wykorzystać na robienie dokumentacji fotograficznej. Monotonny, marsjański krajobraz zakłóciła nieznana formacja. W oddali, na płaskowyżu, dostrzegł nienaturalny kompleks. Pod ogromną, szklistą powierzchnią wychwycił białe, półkoliste obiekty. Wokół największej kopuły, stojącej w centrum, wyrastały w dużym zagęszczeniu pomniejsze. Wkradł się tam również kolor, którego na Marsie brakowało – zielony. Po przeanalizowaniu danych, łazikowi wychodził jeden wynik – to stąd pochodził nieznany, silny sygnał. Opportunity miał nadzieję, że obcy nie odkryli jego obecności.

 

Kilka dni przymusowej obserwacji nie dały odpowiedzi, jakie istoty zamieszkują ten teren. Zbyt duża odległość uniemożliwiała dokładne badanie. Kiedy więc tylko zdołał, ruszył w dół wzniesienia, znikając z zasięgu wzroku obcej bazy. Z wyliczeń wynikało, że kąt nachylenia zbocza był w jego zasięgu. Łazik zjeżdżał bardzo powoli i ostrożnie, czuły na każde silniejsze osunięcie piachu. Małe, ostre kamienie stanowiły dodatkową przeszkodę. Błąd mógł go kosztować sturlaniem w dół i końcem jego żywota.

 

Woda. Tak, miał pewność, że ją wyczuł. Choć gleba była jedynie lekko wilgotna, dawało to nadzieje na podziemne pokłady wody. Zatrzymał się tu na cały sol, by dokładnie zbadać odkrycie, korzystając z temperatury powyżej zera. Wysokie zasolenie oraz kwasowość skał wskazywały na dużą koncentrację wód, takich jak ocean. Podczas badań natrafił na bliżej nieznany kamień, różniący się od marsjańskich kolorem. Po wstępnych oględzinach okazał się on meteorytem. Opportunity wykonał szlifierką odwiert, który posłużył mu do przeprowadzenia pomiarów przy pomocy spektrometru APXS oraz MiniTes. Z dokładnej analizy wynikało, iż skała zawiera w sobie nieznane na Marsie związki chemiczne, pochodzenia biologicznego.

 

Szybie ochłodzenie do minus pięćdziesięciu stopni Celsjusza przywołało niewielką burzę pyłową. Choć unieruchomiła go na kilka dni, i tak miał szczęście. W oddali bowiem widział trąby powietrzne, zwane pyłowymi diabłami.

Słaby sygnał ucichł na czas burzy. Opportunity zaczynał mieć jednak pewne podejrzenia co do nadawcy. Sygnał był zbyt podobny do jego własnego. Istniała możliwość, że bliźniaczy łazik – Spirit, również wyszedł z hibernacji i szuka kontaktu. Może również być na tyle uszkodzony, że nie był w stanie się przemieszczać. A to oznaczało, że misja odnalezienia nadawcy sygnału staje się priorytetowa. Pozostawało tylko pytanie, czy ich odkrycia są jeszcze komuś potrzebne?

 

Czekanie, aż wiatr usunie resztki pyłu z paneli słonecznych, łazik wykorzystał na badanie składu powietrza. Dwutlenek węgla spadł z dziewięćdziesięciu pięciu procent na dziewięćdziesiąt cztery. Wzrósł za to poziom metanu, a co dziwniejsze, tlenu. Dotychczasowe dane nie dawały odpowiedzi, jaka może być tego przyczyna. Czy to marsjańskie pory roku miały na to wpływ? Opportunity wraz z oprogramowaniem dostał również nowe informacje dotyczące Marsa. Dzięki nim nie tylko przesyłał swoje dane, lecz mógł teraz również je analizować pod nowym kątem.

 

Wyschnięte koryto rzeki – kolejna przeszkoda, którą należało ominąć. A to oznaczało dodatkową stratę czasu. Jednocześnie nie mógł pominąć tak fascynującego odkrycia, dającego wgląd w przeszłość planety. Widoczne poszczególne warstwy skał dawały wiele informacji o płynącej tu dawniej wodzie. Jadąc wzdłuż rozpadliny, Opportunity robił zdjęcia, które następnie próbował wysłać na Ziemię. Tak jak wiele innych danych z przebadanych próbek skał oraz składu atmosfery. Nigdy jednak nie dostał informacji zwrotnej. Dopuszczał możliwość uszkodzonej anteny odbiorczej.

 

Czas nie był dla niego istotny, lecz ilość dostępnej energii. A ta się kończyła. Musiał poczekać do następnego dnia. Sprawdził teren dookoła. Nic nowego, ani ciekawego. Skierował kamery na niebo. Drugi raz tej doby mógł podziwiać Fobos, księżyc Marsa. Tym razem jednak miał szczęście zarejestrować przesuwający się powoli ciemny i nieregularny kształt księżyca po jasnej tarczy Słońca. Deimos nie był tak wdzięcznym obiektem. Drugi satelita planety, przez swą wielkość i odległość od Marsa, prawie nie różnił się na niebie od gwiazd. Szkoda, bo czyż nie wspaniale byłoby widzieć dwa księżyce na jednym nieboskłonie?

 

Tuż nad horyzontem kłębiła się potężna burza piaskowa. Jej nadejście mogło już na zawsze pogrzebać misję, oraz jego samego. Opportunity zbliżał się do celu, na co wskazywały wszystkie dane. Przechwytywany sygnał z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy. Kiedy tylko wystarczająco naładowywał panele słoneczne, jechał, byle do przodu. Teraz jednak przejrzystość atmosfery zmniejszała się wprost proporcjonalnie do przebytej odległości. Pomarańczowe, ostre drobinki pyłu odbijały się od szkieł kamer, zamazując obraz, aż widoczność stała się zerowa. Kłęby pyłu wchłonęły go, zamykając w ciemności. Teraz łazik był zdany tylko na sygnał. Jechał za nim, mozolnie pokonując coraz to nowe piaskowe wydmy. Zapasy energii były na wyczerpaniu. Opportunity był tak blisko, lecz wreszcie Mars pokonał i jego, uziemiając go na dobre.

 

Świadomość powróciła, choć system kamer nadal trwał w uśpieniu. Nie był więc świadom organicznej obecności. Dwóch mężczyzn, w typowych szarawych skafandrach z napisem NASA Casandra.Corp, skocznym krokiem dotarło na miejsce. Jeden z nich przetarł z pyłu blaszki identyfikacyjne.

– Baza, udało się! Odnaleźliśmy łazik Spirit oraz Opportunity!

Mężczyźni, nie kryjąc radości, pogratulowali sobie przybiciem piątki. W ich słuchawkach ozwały się okrzyki radości ziemskiej ekipy, niemal ich ogłuszając.

– Nieźle je przysypała ta burza – powiedział jeden z nich, przyglądając się łazikom. – Tak jak przypuszczaliśmy, Spirit zakopał się tu na dobre. Układ jezdny uszkodzony. Natomiast komputer Opportunity wydaje się niezniszczony. Chyba będziemy w stanie pozyskać wszystkie dane z jego pamięci i scalić z tym co udawało mu się nadać przez ostatnie lata.

Badacz przywołał dwie, unoszące się nad ziemią platformy. Drugi z mężczyzn poklepał Opportunity, jak starego, dobrego znajomego.

– Nawet nie wie, że cały świat śledził jego zmagania w podróży do Spirit, mocno mu kibicując.

– Chodźcie, przyjaciele. Zabierzemy was do domu.

Koniec

Komentarze

 

Poproszę jeszcze o przeniesienie dedykacji do tekstu :)

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Już poprawiam:)

Dziękuję :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Zrelaksował mnie ten tekst i cieszę się, że łazik został odnaleziony :)

 

Kilka propozycji zmian, oczywiście do Twojej rozwagi. W większości, to raczej szyk zdań i tempo więc z pewnością subiektywne i niekoniecznie do wdrożenia :)

 

Wolał jednak nie ujawniać się. → Wolał się jednak nie ujawniać.

Opportunity ruszył powoli, niezgrabnie, przywodząc na myśl starca w ostatniej podróży.

 

Opportunity wyglądał

Tu masz powtórzenie. Teoretycznie jest to nowy akapit, ale jednak może lepiej zamienić w drugim akapicie na łazik?

 

Było jednak warto. → Było warto.

 

lecz brak wystarczającej ilości energii powstrzymał go. → lecz brak wystarczającej ilości energii go powstrzymał.

 

Po dokładnych analizach wynikało, iż skała zawiera w sobie nieznane na Marsie związki chemiczne, pochodzenia biologicznego. → Z dokładnej analizy wynikało, iż skała zawiera w sobie nieznane na Marsie związki chemiczne, pochodzenia biologicznego.

 

Czas nie był dla niego istotny, lecz ilość dostępnej energii → Czas nie był dla niego istotny, lecz ilość dostępnej energii już tak

 

Opportunity był tak blisko, lecz wreszcie i jego pokonał Mars, uziemiając na dobre. → Opportunity był tak blisko, lecz wreszcie Mars pokonał i jego, uziemiając go na dobre

 

Kilka dni przymusowej obserwacji nie dały odpowiedzi, co to za istoty zamieszkują ten teren.

Nie wiem na co ewentualnie zmienić ten tekst, ale zaznaczony fragment wydał mi się nie na miejscu.

 

 

Dziękuję za komentarz :). Cieszę się, że pierwszy okazał się pozytywnym:). W wolnej chwili przyjrzę się Twoim propozycjom zmian.

Przyjemny i pozytywny tekst, nie za ciężki, nie za lekki. Ukazane tu zmagania łazika są wzruszające i zostały opisane w taki sposób, że widać, jaki to był trud dla niego, a jednak ciągle szedł naprzód, bo cel misji był najważniejszy. Myślę, że podobnie było z prawdziwym Opportunity. Widać sporo pracy włożonej w research. Tekst zasługuje na klika.

Wypisałam kilka usterek:

Choć unieruchomiła go na kilka dni(+,) i tak miał szczęście. 

zaczynał mieć jednak pewne podejrzenia(-,) co do nadawcy. 

Może również być na tyle uszkodzony, że nie jest w stanie się przemieszczać. A to oznaczało, że misja odnalezienia nadawcy sygnału staje się priorytetowa. 

Całe opowiadanie jest w cz. przeszłym, czemu tu pojawił się nagle teraźniejszy?

Wzrósł za to poziom metanu, a co dziwniejsze(+,) tlenu. 

ciemny(-,) nieregularny kształt księżyca po jasnej tarczy Słońca. 

księżyc Marsa. Tym razem jednak miał szczęście zarejestrować przesuwający się powoli ciemny, nieregularny kształt księżyca po jasnej tarczy Słońca. Deimos nie był tak wdzięcznym obiektem. Drugi księżyc, przez swą wielkość i odległość od Marsa, prawie nie różnił się na niebie od gwiazd. Szkoda, bo czyż nie wspaniale byłoby widzieć dwa księżyce 

Coś za dużo tych księżyców, może zamień któryś na: satelita?

Mężczyźni(+,) nie kryjąc radości, pogratulowali 

Dziękuję za komentarz i uwagi:) Świetnie oddałaś opowiedzianą przeze mnie historię:)

 

Przecinki to moja zmora. Już wprowadziłam poprawki. W jednym miejscu się jednak zastanawiam:

ciemny, nieregularny kształt księżyca […] – czemu tu bez przecinka, skoro wg. mnie to wyliczenie? A może wstawić i?

Dziękismiley

Faktycznie, bardzo pozytywny tekst. Tak na granicy naiwności, wszystko jest miłe, i kończy się tak dobrze, że trudno sobie wyobrazić coś lepszego. Ale chyba Opportunity też się coś od ziemskiego życia należy.

Z nie małą trudnością

Niemałą.

kont nachylenia zbocza był w jego zasięgu.

Ojjj.

Babska logika rządzi!

Wielkie dzięki za komentarz i klika :). Tak to bywa, że czyta się któryś raz z kolei tekst, a mózg nie wyłapuje:). Ostatnio mam chyba pokojowe nastawienie do świata, że mi cały czas pozytywne teksty wychodzą:).

Bardzo ładny, namalowany słowami obrazek :) A czasem naprawdę miło przeczytać coś pozytywnego. I w sumie Oppiemu należy się pozytwywne zakończenie :)

Ode mnie kliczek i powodzenia w konkursie.

Serdecznie dziękuję za komentarz i klika :)

Zaprogramowane zadanie, nadal pozostawało zadaniem.

Nie jestem pewien tego przecinka. Ale też żaden ze mnie autorytet w tej kwestii. Może Tarnina zjawi się i odniesie. Albo zerkną Finklowie lub Sonata. One mają większe pojęcie o interpunkcji ode mnie.

Kilka dni przymusowej obserwacji nie dały odpowiedzi, co to za istoty zamieszkują ten teren.

Nie prościej: jakie? Tylko pytam. Ani myślę jakoś mocniej ingerować w Twój tekst.

 

Takie to… bajkowe. ;-)

Fajny , ciekawy pomysł na opowiedzenie historii z perspektywy samego łazika. Dobrze, że nie szalałaś z przesadną długością tekstu, bo jednak ten koncept w pewien sposób Cię ogranicza. Dialogów nie zbudujesz, emocje trudniej sprzedać, bo jednak bohaterem nie jest człowiek. Napisałem, że opowiadanie jest bajkowe, bo to trochę taki rodzaj tekstu – hołdu z koniecznym happy-endem. Jest miło, pozytywnie i tak się kończy. Na pewno fajnie pokazana praca łazika, research też widoczny. Wolałoby się pewnie trochę większy balans między tą jednoznaczną pozytywnością, a takim bezwzględnym realizmem, który mógłby podkreślić wydźwięk szczęśliwego zakończenia. Rozumiem jednak, że tekst ma określoną konwencję i zwyczajnie się jej trzymasz. 

Myślę, że Twoje opowiadanie będzie jednym z lżejszych w konkursie. I to też w sumie fajne, bo gdzieś pomiędzy bardzo poważnymi historiami, trafia się taki trochę tekst na rozprężenie. :)

Pozdrawiam.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Przecinek w tamtym zdaniu do wywalenia – nie wpychamy go między podmiot a orzeczenie.

Babska logika rządzi!

Monique, daruj offtop, ale nie mogę się powstrzymać: Tarnino, zobacz, w końcu się nauczyłem! XD

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Witam CM:) Fajnie, że się podobało:) I mówisz, że znowu bajkowo, ech… Ale rzeczywiście, ostatnio nie trzymają się mnie ciężkie teksty.

Pozytywny, niemal bajkowy klimat, ale przy zachowaniu prawdziwych realiów. W ciekawy sposób podeszłaś do tematu konkursu, skupiając się na samym Opportunity i jego misji. Opowiadanie przeczytałam z przyjemnością. Zgłaszam do biblioteki. :)

Jak miło czytać takie komentarze:) Niezmiernie dziękuję:) Cieszę się, że kilka osób dostrzegło moje starania o jak najbardziej realistyczne podejście do tematu. Przy szukaniu informacji dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, dotarłam nawet do “dziennika” z misji, gdzie godzina po godzinie opisane było piętnaście lat misji.

Fajne :)

Przynoszę radość

smiley

Pozytywny i lekki tekst :) Napisałaś opko na podstawie całkiem dobrego zasobu informacji i to się na pewno chwali. Momentami można przymknąć oko np. łazik poczuł wilgotną glebę, to taka mała niekonsekwencja naukowa (chyba, że posiadał odpowiednie receptory), ale przyznam szczerze, że sam nie wiem jak mierzyć takie rzeczy. Przeczytałem twoje dwie bajki, świąteczną i halloweenową, i widzę podobieństwa między tamtymi bajkami a tym tekstem. To jest chyba styl opowiadania historii, zestaw autorskich skojarzeń, które wplata się mimochodem do utworu. Fajnie to było zobaczyć, masz całkiem ciekawe podejście do opowiadania historii :) 

Witaj Mersayake i dziękuję za komentarz:) Cieszę się, że opowiedziana historia spodobała Ci się. Co do wilgotności gleby, bardziej chodziło mi o przyrządy do badania wilgotności, niż bajkowość :) Tekst pisałam już kilka tygodni temu i niestety nie pamiętam czy rzeczywiście Opportunity miał coś takiego na wyposażeniu (teraz na szybko nie mogę nic znaleźć), ale łaziki potrafią badać takie rzeczy.

Napisałeś bardzo ciekawe spostrzeżenia odnośnie mojego pisania:) Mnie samej ciężko to zauważyć, ale może rzeczywiście coś w tym jest:). Ale bardziej poważnie również potrafię pisać, jeśli masz ochotę i czas to zapraszam do Tylko białe kwiaty są niewinne. Jestem ciekawa Twojej opinii :).

Dodałem “Tylko białe…”, z pewnością zajrzę :) Wiesz, moje spostrzeżenie nie było zarzutem, ale luźną obserwacją i żywię nadzieję, że nie sprawiłem ci zawodu przez nią, bo nie było takiego zamiaru. Osobiście doceniam też taką stylizację, w sensie bajkową, a już w ogóle jest czymś fascynującym zostawiać charakterystyczne rysy odautorskie na utworze – zatem to wychodzi na plus tutaj (moim zdaniem).

Z tą wodą chodziło, że Opportunity “poczuł” wodę. W naukowym sensie łazik nie mógł poczuć wody, ale np. zarejestrować jej obecność. Jak znajdę te słowa, to dodam tutaj. Wiesz, mała sprawa i nie ma co się przejmować. (”Woda. Tak, miał pewność, że ją wyczuł.” – wyczuć poprzez zmysły lub ewentualnie instynkt)

Absolutnie nie odebrałam Twoich słów negatywnie, a właśnie tak jak piszesz:) Fajnie jest dowiadywać się takich rzeczy i w ogóle widzieć, że czytelnik wychwytuje je, czyli pochyla się nad naszą twórczością:).

Z tym rejestrowaniem rzeczywiście masz rację, ale słowo wyczuł troszkę uczłowiecza łazika i chyba o to podświadomie mi chodziło.

Na dniach zajrzę do Twojego tekstu konkursowego (jak i do innych – muszę nadgonić zaległości).

Nowa Fantastyka