- Opowiadanie: Naz - Zepsucie

Zepsucie

Spodobało mi się podsumowanie Wickeda. “To w zasadzie jakby mikropowieść przepuszczona przez WinRAR-a tyle razy, że w końcu zmieściła się w szorcie, ale bez szkody dla zasadniczej treści”.

7990.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Zepsucie

Stała w ubraniu pod prysznicem. System wariował. Szumy skażonej wody i ostrzeżeń się nakładały.

 

Słuchaj, kiedy śpiewa lud

Gdy się u ludzi zbiera gniew

 

Obraz falował, wyginające się fugi uruchomiły skojarzenie z łanami zbóż. Miękkość. Zapach chleba. Promienie słońca.

Nie wytrzymała dłużej, zakręciła kurki. Usiadła na podłodze i popatrzyła w lustro. Koszula zrobiła się czarna, twarz upstrzyły smugi.

Podszedł do niej pies. Położył łeb na kolanie. Nie wstawała, słuchając, choć piosenka przestała nieść zalążek doznania.

– Miałam to. Coś… Nie wiem.

Położyła się, przytuliła psa. Nie umiała więcej w sobie zepsuć ani zhakować. Dotarła do ściany.

– Wyłączenie.

Wierzyła, że nieaktywna śni. Nie istniały dane, które mogłyby to potwierdzić lub temu zaprzeczyć.

 

*

 

Włączyło ją wezwanie do biura. Biznes Park był opustoszały.

– Skończ z tym zachowaniem, Cosette – polecił przełożony, Sky, gdy usiadła. – Zepsujesz się.

– Jestem zepsuta.

Słuchał Czarodziejskiego fletu. Podkręciła dźwięk w głowie.

– Nie mogę cię znowu wysłać do kliniki. Połowa składu tam jest.

– Straciłam kontrolę. Bo… słuchałam muzyki.

Melodia się urwała.

– To nie słuchaj.

– Dobrze. Co mamy?

– Po pierwsze, zbiega. Starym w fabryce udał się eksperyment. Ale uciekł.

– Obiecujące.

– Wielka maszyna. Zainteresuje Szczudlarzy.

Wyświetlił rysopis. Cosette zemdliło.

– Weź się w garść – zganił ją Sky. – Nie jesteś Starym.

– Nie jestem.

– Jesteś Nowym.

– Tak.

Do gabinetu wszedł Stary.

– To druga sprawa – oznajmił Sky. – Jeden z konstruktorów ci pomoże. Musicie zdobyć rdzeń i kod. Jasne?

 

*

 

Szli na parking. Oddech Starego świszczał.

– Jak to stworzyliście? – spytała.

– Poniosła nas starcza fantazja.

Zatrzymała się. Pierwszy raz od dawna przyjrzała się człowiekowi.

– Jesteś stary.

– Chciałabyś być stara?

– Chciałabym nie chcieć być stara.

– Ach, tak. Cierpisz na uczłowieczenie. Wy to nazywacie starzeniem, tak?

Ruszyła dalej, ku zardzewiałemu mercedesowi. Ich celem była Strefa Milczenia, gdzie drony zauważyły zbiega.

Zwiad zajął wiele dni. Partner – Tadeusz – był uciążliwy. Jadł, defekował, brał leki, spał. Początkowo burzył się, gdy mówiła, by załatwiał się gdziekolwiek. Potem to polubił. Sikał z mostów do ścieku – Wisły – zawsze plecami do słońca, i patrzył na swój dawny świat, nucąc:

 

Look down, look down

Don't look 'em in the eye

 

Któregoś wieczoru czekali pod obskurnym hotelem na jednego z nielicznych mieszkańców Strefy. Po ulicy kuśtykał zgarbiony Stary.

– Kto to?

– Dezerter z lotniska. Przyjdą po niego.

Tadek się skrzywił.

– Szczudlarze? Aż tutaj?

– Łapią Starych. Bez pilotów nie działają.

Serce Tadka nierówno przyspieszyło.

– Cosette, dlaczego tak się staracie, żeby garstka starych ramoli wciąż projektowała? Zapominamy kodów. Co tydzień ktoś umiera. To koniec.

–  Bo nie mamy myślenia abstrakcyjnego. Tylko odtwarzamy.

Zobaczyła ruch w oknie. Wysiedli. Tadek gapił się na dezertera szperającego w śmieciach.

– O co chodzi? – spytała.

– Wszyscy się wtedy zarazili?

Żałość, cierpienie – podpowiedział puste słowa system. Gniew.

– Tak. Silne organizmy przeżyły, ale każdy uległ degradacji.

– Więc co mi dajecie? Że odzyskałem zmysły?

Chwilę formułowała idealną odpowiedź.

– Mamy wady. Liczymy, że stworzycie lepsze egzemplarze. Nie mamy wiele tego, co ci dajemy. Możemy iść?

Podążył za nią po schodach.

– Poruszasz się jak Stary – wydyszał.

– Jestem chora. Dręczy mnie… pragnienie.

– Też takie mieliśmy. Też chcieliśmy być jak nasz Stwórca.

Pchnęła drzwi do holu.

– Nie macie personalnego Stwórcy. Wiesz o tym.

W ciemnym wnętrzu cuchnęło i Cosette się zakrztusiła.

– Tak jak ty wiesz, że nie jesteś człowiekiem – zakpił partner.

Polubiła go. Jak brudny strumień prysznica.

Zza kontuaru wyłonił się bezzębny dziad ze strzelbą. Cosette zasłoniła Tadka. Spróbowała połączyć się z gospodarzem. Nic.

– Wokulski, mógłbyś…? – zawołała.

Starzec strzelił. Cosette pociągnęła Tadka do łazienki.

– Nigdy nie zabiłam – powiedziała.

– Prawo Asimova. Masz broń?

Podała mu.

– Znam go, pracował z nami – mruknął.

– Zrobił się za stary i Wokulski go dostał.

– To jest TWÓRCA Wokulskiego. Lubił Lalkę. Piotrze – podniósł głos – słyszysz…

Huk za ścianą. Tynk z sufitu.

– Ja też mam swoje prawo. – Tadek opuścił broń. – Piąte przykazanie.

– Strzel w kończynę.

– Chryste.

Po chwili opatrywali napastnika. Tadek wgapiał się w pustą twarz. Cosette sprawdziła hotel.

Znalazła Wokulskiego w pokoju, rozprutego na podłodze. Brakowało części.

 – To Frankenstein. – Stary dotarł na miejsce. – Nasz zbieg. Będzie konstruował.

– Taka książka jest w domu, który zajęłam. Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz. – System skojarzył dom z psem. Połączyła się z automatem. – Karmienie.

– Co hodujesz, Cosette?

– Mam psa.

– Pies potrzebuje towarzystwa.

– Dostaje wodę i jedzenie.

– Głaszczesz go?

– Tak.

Przez chwilę obserwował czerwony blask zachodu na pustych budynkach.

– Czytałaś Frankensteina. Co o nim myślisz?

Co myśli? Starcza formułka.

– Nie wiem – odparła znad prześwietlanych dowodów. – Po co tworzycie?

– Z samotności.

– Było was dziesięć miliardów.

– I nikogo więcej.

Skończyła analizę.

– Uszkodził biokomponent. Mam ślad.

Wyszła na balkon. Skan wykrył zagrożenie. Nakazała partnerowi powrót do wozu. Zeskoczyła na ulicę. Tadek doczłapał chwilę później.

– Wsiadaj. Szczudlarz.

– I ochroni nas stary merc?

– Ciebie. Szczudlarz nie zarejestruje ciepła.

Wyłonił się zza hotelu, skanując umarły Kraków z wysoka. Był majestatyczny. Wewnątrz siedziała bezwolna postać. Dezerter zaczął uciekać.

 – Nie możemy…? – Tadek zacisnął szczęki.

Mercedes ruszył z piskiem. System podsunął Cosette formułkę:

– Przykro mi.

– Wiesz, co to szczudlarze? – zapytał Stary, gdy się oddalili.

– Szukam. Cyrkowcy?

– Drzewa. W podmokłych lasach. Rosły na piastunkach, powalonych konarach. Potem piastunka gniła, a drzewa stały na szczudłach. – Przerwał. – Patrzę na te maszyny i czuję, jakby wyrosły na moim truchle.

– A gdy patrzysz na mnie?

Przez następny dzień znajdowali szczątki Nowych. Trop urwał się przy złomowisku na Zakrzówku. Był już wieczór. Stary musiał odpocząć. Cosette włączyła odtwarzacz.

 

Daj mu żyć

Bo gdyby Bóg mi syna dał

Byłby jak on, byłby jak ja

 

– Zabroniono ci słuchania muzyki.

Ojcowski ton. Troska. Kpina.

– Co czujesz, kiedy tego słuchasz? – spytała.

–  Hm. Miły smutek.

Nie zrozumiała. Tadek przysypiał pod kocem.

– Sky mnie wysłał, bo się zepsułam.

– Nie oponowałaś – mruknął. – A potrafisz. Masz dziury w programach.

– Byłam ciekawa.

– Frankensteina?

Pozwoliła mu zasnąć.

 

*

 

Zbiega znaleźli nazajutrz. Tworzył Nowego. Model nie miał twarzy.

Uciekinier przeskanował Cosette. Elementy pasowały.

Stała bez ruchu, gdy się zbliżał. Stary ruszył do auta po broń.

Frankenstein uniósł Cosette. Ponad ramieniem zobaczyła oślepiające słońce barwiące skażoną wodę.

Android wyjął komponent. Tadek wystrzelał magazynek.

Upadła. Obserwowała niebo, na którym wyskakiwały alerty. Potem zobaczyła starczą twarz.

– Mogę cię naprawić.

– Nie. Wezwij Nowych… po wszystkim. Obyś nie uszkodził… rdzenia.

Twarz oblepiły bezsensowne hasła. Wsp*&^zucie. Zru%um*)))e. Dete^(ina##a. Pochylił się. Obok coś zabrzęczało.

– Chrzanić go. Inne są niepotrzebne. Widzę to. Jesteście jak my.

– Nazywamy to… zarazą. I… zwalczamy.

– Przestańcie.

Uniosła rękę, wskazując na miasto.

– Nie jesteście dobrym… rezultatem.

– Cosette, dzieci mi umarły. Ty też jesteś ludzkim dzieckiem. Miałaś żyć setki lat… z pięknymi wspomnieniami… Nie zdążyliśmy odkryć, jak przekuć na kod uczucia. – Otarł twarz. Miał klucz w dłoni. – Szczudlarzy stworzyła firma zbrojeniowa. Świat walczył o zasoby. A myśmy chcieli… sam nie wiem.

Wi^, ale ni+ ch*e mów$ć.

– A potem zaraza… To była zwykła mutacja albo wyhodowany wirus, prawda? Chciałbym wiedzieć, które.

Cosette wiedziała. Kolejne komponenty się wyłączały. Ziemia zadrżała od kroków.

– Cieszę się, że wyrwałem się z fabryki. Z tobą. Pamiętam inżyniera, który nadawał nazwy z Nędzników. Słuchał muzyki, gdy cię składał. – Przyłożył dłonie do jej skroni. – Powiedz, co nas zabiło. Zdradzę ci imię Stwórcy.

– Tadek. Zaśpiewaj.

Docisnął palce. Przestała widzieć.

– Powiedz.

– Coś mi zaś…

Cosette, już pora spać

Zrobiło się tak zimno

Zabawki zbierz, Cosette

Bo już zapada noc.

Powiedziała.

 

---

Jak nakazuje regulamin: Magdalena Świerczek-Gryboś

Wykorzystane utwory:

Les Miserables – Słuchaj kiedy śpiewa lud

Les Miserables – Look down

Les Miserables – Daj mu żyć

Les Miserables – Śmierć Fantyny

Koniec

Komentarze

Utwór oszczędny w słowach i w nakreślaniu settingu, za to bardzo bogaty w treść. Czy to już proza generacji TL;DR?

Udało ci się w bardzo dobry sposób ukazać relację pomiędzy Starym-Człowiekiem a Nowym-Maszyną, w ciekawy sposób przedstawiłaś swoisty “sposób egzystowania” Cosette, jej odczuwanie emocji w paradoksalnie nieemocjonalny sposób. Spodobały mi się nawiązania do XIX-wiecznej prozy, do tematu intertekstualności podeszłaś inaczej niż ja, skupiłaś odwołania do innych tekstów kultury na konkretnym obszarze, opierając na tym progresję akcji.

Podobnie jak w przypadku NoWhereMana (a także i Drakainy, choć napisała utwór w nieco innych klimatach niż zazwyczaj) mocno czuć, że to “twój” tekst. Myślę, że taki chyba jest też drugi wymiar tego konkursu – nie chodzi tylko o wysnucie wizji, by przyszłe pokolenia mogły ocenić, czy były słuszne lub nie, lecz także o zostawienie cząstki siebie. 

 

– Łapią Starych. Bez pilotów nie działają.

Serce Tadka nierówno przyspieszyło.

– Cosette, dlaczego tak się staracie, żeby garstka starych ramoli wciąż projektowała? Zapominamy kodów. Co tydzień ktoś umiera. To koniec.

 

Ewentualnie można jeszcze zamienić “się staracie” na “walczycie”, żeby podobnie brzmiące słowa nie stały blisko siebie, ale to subiektywna uwaga.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Eksperyment literacki godnym następcą tradycji cyberpunkowej. Masz dużą śmiałość artystyczną, jak i konkretne pomysły na to, co chcesz napisać. W pewnym momencie czytałam trochę jak poezję, starając się interpretować jak najwięcej. Nie zawsze mi wychodziło, ale oszczędność słów pozwala na powrót do lektury, bez momentu znużenia (a tak miewam, gdy w krótkim czasie czytam to samo). 

Ode mnie też biblioteczny klik.

Dobre. Bardzo.

Staranne. Też.

I tyle wystarczy.

klik

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

hej, Naz,

 

to co mogę powiedzieć to to, że wizja przyszłości ciekawa, choć oszczędna; starannie też napisane opowiadanie. Jako fanka rozbudowanych opisów trochę ukłuła mnie skromna forma tekstu w postaci niemal samych dialogów. Ale no, to moja mocno subiektywna uwaga.

Zgłoszę do biblioteki, choć zapewne ktoś mnie ubiegnie z klikiem.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Szort dobry, wymagający skupienia. Ponura wizja, ale wiarygodnie przedstawiona. Ciekawe ujęcie problemu tożsamości sztucznej inteligencji i pragnienia upodobnienia się do twórcy.

Któregoś wieczoru czekali pod obskurnym hotelem na nielicznego mieszkańca Strefy.

Mieszkaniec może być nieliczny? Czy raczej “na jednego z nielicznych mieszkańców Strefy”

 

*I zapomniałem dodać, że porządnie napisane.

 

Dzięki za lekturę i kliki :)

Heh, wreszcie konkurs, w którym łatwo przeczytam wszystkie pozostałe teksty…

 

herox002 – zasadniczo w wynikach wyszukiwań wyłania się określenie “nieliczny mieszkaniec”, ale przedyskutowałam to na czacie redaktorskim, i należy rzeczywiście to zmienić na liczbę mnogą ;) Właściwie to pamiętam, że pierwotnie była tam liczba mnoga, ale oszczędzanie na znakach mnie potem zgubiło… Dzięki, usiądę wieczorem i coś pozmieniam, żeby nie przekroczyć limitu.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

A ja od siebie dodam, że mam mieszane uczucia. Początek bardzo mi się podobał. Jest dość poetycki, ładnie, sprawnie napisany, ale dalej ta poetyckość, urywane, krótkie zdania nieco mnie wybijały. Wydaje mi się, że to dość nowatorskie podejście do pisania, a ja jestem raczej fanką starej literatury, choćby na przykład “Lalki”. ;)

Pomysł na świat jest dobry, nieoklepany, ale chyba też nienowy. Skojarzenie z “Battlestar Gallactica”.

Podziwiam natomiast fakt, że udało ci się w tak krótkim tekście opartym przede wszystkim na dialogach nadać bohaterom “jakości” i wywołać u czytelnika emocje. 

Mimo, że mi osobiście coś tam nie podeszło, uważam, że tekst na bibliotekę zasługuje, bo jest po prostu dobry. Pewnie mnie wyprzedzą piórkowi, ale i tak polecam w bibliotecznym wątku.

Powodzenia w konkursie!

Hej, Naz. Nie miałem jeszcze przyjemności czytać Twoich wcześniejszych tekstów, ale zapewne nadrobię to w swoim czasie. Tymczasem powyższe opowiadanie doceniam przede wszystkim za ładne wykonanie i całkiem pomysłowe opracowanie historii. Nie wiem, czy wszystko pojąłem, jak należałoby, a może nawet pewne elementy wydały mi się trudne do zrozumienia, niemniej wątek androida zagubionego w pogoni za ludzkimi emocjami wyszedł interesująco. Z początku miałem skojarzenia z serialem Westworld, ale teraz przypomina mi się Data, android ze Star Treka: A next generation.

 

Pozdrawiam :)

Mój komputer jest po polsku

Wiesz, Naz, na pewno masz rozpoznawalny sposób postrzegania świata, chciałoby się powiedzieć, przyszłości. Doceniam to, widać wyraźnie oryginalny rys w Twojej twórczości. Tylko on nie jest do końca taki, jak lubię. Co oczywiście nic nie znaczy, powiem wręcz, że zachęcam Cię do dalszego takiego pisania, bo na pewno zdobędziesz nim rzesze fanów.

Ja jestem raczej typem barda, smutnika.

Niemniej, jest to realna wizja świata. I masz wartkie dialogi. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Stety-niestety. Jak bardzo lubię Twoje pisanie (”Wszystkie śmierci Apolinarego” to majstersztyk, “Dratewka…” to klimaty, które bardzo lubię, “Bardzo trudne…” to tekst, który robi ogromne wrażenie), tak tu jednak widzę “tylko” dobre opowiadanie. Bo znów: jak jestem wielkim zwolennikiem krótkiej formy i uważam, że da się w niej zmieścić sporo, tak tu chyba jednak doszło do kompresji zbyt dużej.

A może nie zbyt dużej, a źle ukierowanej?

Bo kurde, w którymś momencie zrobiło się aż zbyt dialogowo. ALE. Bardzo, ale to bardzo chętnie usłyszałbym dokładnie ten sam tekst w formie audiobooka (hah, śmiałe określenie jak na tę objętość ;-) ). Albo jeszcze lepiej – w formie teatru radiowego. I nie żartuję tu ani odrobinę. W takiej formie, jak jest teraz, aż się prosi o podłożenie lektora potrafiącego manipulować tonem głosu. Albo jeszcze lepiej (w wariancie teatru radiowego) lektorów dla postaci i lektora dla narracji.

W sumie zwłaszcza scena z uszkodzeniami fizycznymi androida na końcu zupełnie inaczej by wypadła właśnie w wersji dźwiękowej w porównaniu z wersją “literową”.

 

A tak swoją drogą, jakiś daleki cień “Wszystkich śmierci Apolinarego” tu jest. Bardzo daleki, ale jednak.

 

"Cierpisz na uczłowieczenie"

A to zdanie mocne. W sumie od razu skojarzyło mi się z wieloma “cierpieć na x”, gdzie “x” nie jest chorobą, a odmiennością niepasującą do otoczenia.

 

"–  Bo nie mamy myślenia abstrakcyjnego"

Podwójna spacja.

 

" – To Frankenstein"

Nadmiarowa spacja z przodu.

 

"–  Z samotności.

–  Było was dziesięć miliardów.

–  I nikogo więcej."

Trzy kolejne linijki, w których zaraz po półpauzie są podwójne spacje.

 

No to teraz jeszcze raz, ale szerzej:

"– Po co tworzycie?

– Z samotności.

– Było was dziesięć miliardów.

– I nikogo więcej."

Bardzo dobry fragment.

 

" – Nie możemy…?"

Nadmiarowa spacja na początku linii.

 

"Troska. Kpina."

A to też ładne. Dwa słowa, a w zestawieniu mocne i… ludzkie.

 

"–  Hm. Miły smutek."

I ponownie podwójna spacja.

 

"–  Nie oponowałaś"

Tu też.

 

"–  Tadek. Zaśpiewaj."

I tu także.

 

Hmmmm. Nie przemówiło do mnie.

Być może to kwestia zmęczenia, ale gubiłam się w dialogach – kto co mówi, kim są rozmówcy. A że tekst dialogami stoi… Chyba limit strasznie cisnął. IMO, przydałoby się więcej didaskaliów.

Babska logika rządzi!

Dałam liczbę mnogą przy nielicznym mieszkańcu, znalazłam podwójne spacje i jest 7990 po przeklejeniu do Worda, więc powinno być ok.

Dzięki za kolejne komentarze i poświęcenie czasu :)

To jak najbardziej zrozumiałe, że tak skondensowana forma wzbudza różne odczucia. Kiedy dawałam Wickedowi tekst na pierwsze czytanie, żeby poznać wrażenia związane z historią, opowiadanie miało jeszcze 9,5k, wykroiłam potem niewiele wnoszące elementy. I to było całkiem niezłe doświadczenie, szukać absolutnego minimum… :P

 

Odnośnie dialogów i narracji, dla ścisłości: linijek narracji jest około 80, a dialogów około 100.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Jeden z najlepszych szortów na jakie ostatnio trafiłem. Przyznam jednak, że mi również nieco przeszkadzała oszczędna narracja. Z drugiej strony przypomina suche sprawozdanie, które tak pasuje do perspektywy maszyny mającej swoje ograniczenia. Czyta się jednym tchem gdyż jest skondensowany aż do granic możliwości. Faktycznie, gdyby nie limit, można by go przekształcić w długą i piękną opowieść. 

Nie no jak dla mnie to petarda totalna!

To podsumowanie Wickeda, które zamieściłaś w przedmowie, rozbudziło mój apetyt, który ostatecznie nie został zaspokojony. Początkowo zwięzła forma intrygowała, ale dosyć szybko znużyła i to na tyle, że gdzieś rozmyła mi się treść. No po prostu nie podeszło :( 

To chyba nie moja bajka, podczas i po lekturze miałam podobne odczucia jak Fin:/ Zbyt duża kompresja tutaj nastąpiła, większa satysfakcję zapewne sprawiłaby lektura pełnego opowiadania.

I co ja mam napisać. Zabijasz mnie historią – kapitalne, która pomimo skompresowania jest nieściśnięta. Jak to zrobiłaś – cuda, cuda ogłaszają:).

Jednocześnie przez cały czas musiałam wyciągać drzazgi kulturowe, Mozart, Les Misérables i Lalka do kompletu. Czarodziejski flet – proszę bardzo, nich Sky słucha, przynajmniej wiemy kim i jaki jest; Les Misérables – wspaniale, myślę sobie, pozostajemy/wchodzimy w konwencję rodzicielstwa, odkupienia, złych uczynków, dramatów wszelakich i nieporozumień. Jednak, na co Ci był ten Wokulski i Lalka? Nie wiem, ze mnie niezbyt mądry czytelnik. Myślę sobie tak: stary Rzecki – stworzyciel, konstruktor i młody Wokulski – marzyciel, przedsiębiorczy, uciekinier i pojedynkowicz (co prawda, nie w Krakowie, ale za to o lalkę – zepsutą Izabelę, a poza tym, kto kogo zepsuł i po co?), No i jeszcze są te mechaniczne zabawki, które Rzecki uwielbiał nakręcać.

Krótko mówiąc, dla mnie owocniki nie z jednej grzybni wyrastają, a warto aby wspólny mianownik miały. I to mnie zmartwiło, bo szkoda tekstu, szkoda takich „skrótów”, ktore w różne miejsca prowadzą, a Ty czytelniku rozwiązuj jak Jolkę metaforyczne hasła.

Jak już tak się rozpisałam, a i kilka razy czytałam (wraz z komentarzami), to odniosę się do podobieństwa z innymi opowiadaniami, znaczy Apolinarego. Dla mnie to opowiadanie jest o czymś innym.

Czasmi odnoszę wrażenie, że najlepsze lody chcesz ukręcić jeszcze lepsze.

Niemniej, albo poza wszystkim bardzo dobre!

Pzd srd:)

a

Edytka: Muszę dopisać, ponieważ nie daje mi spokoju, że znowu napisałam niezrozumiale. Odniesienia do tworów kultury podobają mi się, bardzo wzbogacają tekst, pogłębiają, nadają znaczenie itd itp.

Moje zastrzeżenie – tylko moje, subiektywne – dotyczy zbioru właśnie tych, a nie innych przytoczonych tworów (tego, że razem egzystują w krótkim tekście, w długim ich zróżnicowanie rozpłynęłoby się) oraz nie w każdym przypadku – dla mnie jest nią Lalka  – nawiązanie pogłębia rozumienie postaci, nadaje kontekst jej działaniu/sytuacji. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Naz,

 

Kompresja mi popsuła. Do tego momentu wszystko czytelne, na tyle, na ile musi być, wciągam się i…

 

Twarz oblepiły bezsensowne hasła. Wsp*&^zucie. Zru%um*)))eDete^(ina##a. Pochylił się. Obok coś zabrzęczało.

– Chrzanić go. Inne są niepotrzebne. Widzę to. Jesteście jak my.

– Nazywamy to… zarazą. I… zwalczamy.

– Przestańcie.

i teraz nie wiem – czy Frankenstein tu się odzywa, czy tylko Tadek i Cosette dialogują, o co, na pozytron, komu tu chodzi? Fragment o zarazie mówi Cosette? 

I to mi popsuło zrozumienie tekstu, skądinąd bardzo, bardzo przyjemnego w swojej oszczędności i jednocześnie przekazywanej treści; mimo, że apokaliptycznej, to jednak skupionej na przetrwaniu tego okruchu człowieczeństwa, zamkniętego w umiejętności – zdałoby się banalnej – tworzenia. Nowi jako spadkobiercy ludzi, takie dzieci, które jeszcze nie dorosły, a którym rodzice wymierają i trzeba bardzo, bardzo się spieszyć, by je przygotować do samodzielnego życia…

 

Terminator inverted ;-)

 

P.S. Intertekstualizmy i nawiązania do ludzkiej kultury (tworów, stworzonych!) na duży plus ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak, utwór mocno “zzpiowany”. Oszczędnie pokazujesz elementy, dużo rzeczy zostawiasz do szybkiego domyślenia – szybkiego, bo czasem w następnym zdaniu stają się ważne dla historii i trzeba je włożyć w odpowiednie miejsce (jak ten Wokulski).

Bardzo spodobały mi się nazwy i terminy. Szczudlarze zwłaszcza przykuwają uwagę. A jej wyjaśnienie jest bombowe :)

Podobnie podoba mi się przedstawienie uszkodzonych ostatnich myśli Cosette. Motyw prosty, a genialny.

Oszczędność ma jednak swoją cenę – zwłaszcza w dialogach, bo czasem gubiłem, kto powiedział co.

Tak więc to osobliwy koncert fajerwerków. Dobrze wykonany, oszczędny, ale z pomysłem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej Naz. Do mnie trafiło to tak średnio. Sceny akcji w tej kompresji tracą na dynamice, czytając pogubiłem się też w paru miejscach. W tekście jest sporo dialogów, zresztą bardzo dobrych. Ale one też czasem wyprowadzają na manowce – nie zawsze wiem kto co mówi.

Są tu świetne wątki (np Szczudlarze), jest bardzo ciekawy motyw kreatywności jako ginącej kompetencji w nowym świecie, jest wreszcie chirurgiczna dokładność operowania słowem. Wszystko robi wrażenie, tyle że nie do końca skumałem :P

Zerknęłam na przedmowę i opinię Wickeda o “zzipowaniu” mikropowieści, ale pod koniec lektury nasunęło mi się inne porównanie. “Zepsuci” przypominają mi shake’a odżywczego – skondensowany do niedużej formy, zdrowy, pełnowartościowy posiłek do wypicia na trzy łyki. I przy wszystkich jego walorach uważam, że lepiej byłoby “zjeść” go w formie tradycyjnego dania, które trzeba mocniej przeżuć i chwilę przetrawić. Bo byłoby czym się najeść.

Opowieść kreatywnie podnosi temat człowiek – technologia; szeroko eksploatowany, ale nie znaczy przecież, że już opracowany na każdy możliwy sposób. Umiejętnie tkasz nastrój, sięgając do bardzo wąskiego repertuaru opisu – znać tu rękę profesjonalisty, bo nie jest to operacja łatwa. Prostota formy momentami daje jednak wrażenie stanu surowego – widać, że mocno kombinowałaś, by się zmieścić, trafnie wybierając najsłuszniejsze sformułowania. Chętnie przeczytałabym to opowiadanie w formie, która nie wiązałaby Ci rąk limitem znaków.

Jeden wątek (jak się zdaje, kluczowy dla podstaw stworzonego świata) wzbudził we mnie wątpliwości – problematyka kreatywności u androidów. Znając istniejące już teraz skille sztucznej inteligencji w np. generowaniu ludzkich twarzy, które nie istnieją, lub pisaniu muzyki, trudni mi uwierzyć, że przy pewnym poziomie komplikacji sieci niemożliwe będzie stworzenie nowej jakości, co do której niemożliwe będzie stwierdzenie, czy jej twórca żyje. To raczej kwestia czasu (i głodowa śmierć artystów).

Ale może to tylko mój pesymizm. ;) 

Podsumowując – niezłe, choć wiem, że stać Cię na rzeczy lepsze i z chęcią przeczytałabym “Zepsutych” w wersji deluxe. Gdybyś nie miała jeszcze dość klików, to ode mnie byś dostała z pewnością.

Powodzenia w konkursie! Oby wyniki nie okazały się zepsute.

Tekst sprawnie napisany, czytało się nieźle, chociaż to zupełnie nie moje klimaty. Skompresowanie treści można uznać za interesujący eksperyment, który najlepiej wypadł w pierwszej scenie. Przy wielu dialogach jednak wolę opowieść z didaskaliami, co nie zmienia faktu, że w tekście widać dobry warsztat.

Nie porwało mnie, ale czytało się całkiem przyjemnie.

Przynoszę radość

Nie wiem, Naz, czy dopuszczasz wymianę zdań pod Twoim opowiadaniem;)  

Zaryzykuję, ponieważ opko jest dobre i z “chirurgiczną precyzją”, jak pięknie opisał Łosiot, zaplanowane. 

Dla mnie, pewien rodzaj niezrozumienia jest niejako przypisany do, tak krótkiego przecież, tekstu. Dlatego, chociaż pojmuję uwagi o chęci przeczytania “space opery” o Młodych i Starych to, jednocześnie zastanawiam się nad tak silną potrzebą czytania “kawy na ławę”. Myślę o Strossie, Gibsonie. Kiedy pisze się o Innym, lub odległej rzeczywistości to ona rzeczywiście jest Inna, a nie tożsama, co najwyżej różni się w detalach  od naszej, a my postrzegamy ją z naszego ludzkiego i dzisiejszego punktu widzenia. Potrzebny jest pewien wysiłek i nie wszystko “złapiemy” od razu, ponieważ najzwyczajniej w świecie o tym nie pomyśleliśmy jeszcze.

Druga sprawa – “kreatywność, myślenie abstrakcyjne, emocje, wgląd– odkrycia na progu świadomości” Młodych. Ten problem/ kwestia jest jak na razie kompletnie nierozwiązywalna, nawet nie zbliżyliśmy się do niej na centymetr. Cały czas mamy do czynienia z agregacją danych na coraz wyższym poziomie, ale cały czas bariery fizyczne są nieprzekraczalne. Gdzieś tam tłumaczyłam to już pod opkiem @stn, albo gdzie indziej, więc nie będę wałkować wciąż tego samego. Nie wiem czy to będzie wystarczająco adekwatne porównanie, moim zdaniem, jeszcze za słabe.

Kiedyś myśleliśmy, że poznaliśmy genom (liczbę, kolejność, przypisane sekwencje) myśleliśmy, że pana Boga za nogi złapaliśmy, a to 1,5-2%, a to co odrzuciliśmy uważaliśmy za śmieciową materię, gdy tymczasem już wiemy, że tak nie jest, a do poznania nam bardzo daleko. Mocy obliczeniowych nie wystarcza. W sumie mamy cegły i co najwyżej budę dla psa i szopę możemy zbudować, a nie przysłowiową katedrę. Konkludując, masz rację Naz, czyniąc z tego dylemat!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Skondensowane na maxa. Wciąga średnio.

Mam wrażenie, że zachowanie wymaganego limitu odbyło kosztem ograniczenia komfortu czytelnika. Niby wiem, o co chodzi, ale suche dialogi nie pomagały, nadmiernie koncentrując uwagę na śledzeniu kolejnych kwestii.

Doceniam pomysł i porządne wykonanie, ale nie mogę mówić o pełnej satysfakcji.  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po pierwszym czytaniu wiem jedno – nie nadążam.

Jest na bogato, tekst wymaga skupienia i “wmyślenia” się w niego – ale niestety nie dzisiaj. sad

Chciałbym znaleźć czas i jeszcze tu wrócić.

Nie dekompresuję.

Może brak mi starczej fantazji ;)

Piekielnie dużo udała Ci się zmieścić w tym opku. Problem polega na tym, że przy tej formie szybko zapomnę, co właściwie napisałaś. Nie ma tu żadnej sceny, która utkwiłaby w pamięci. Myślę, że Wilk ma rację, taka forma bardziej sprawdziłaby się w jakimś słuchowisku.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ogólnie pomysł mi się spodobał, tak jak przedstawienie Starego i Nowego, ale tak jak poprzednicy gubiłam się w dialogach, co utrudniło zrozumienie tekstu.

Zostaw ten żyrandol.

Mnie się niesamowicie, niesamowicie podobało. Nie wiem, czy nie mój nr 1 w konkursie. Twój rwany, oszczędny sposób opowiadania, to, jak twoja “androidka” żywi się kawałkami ludzkiej kultury, pomysł na świat uważam za znakomite. Spasowało do mojego czytelniczego gustu w 100%. 

wyginające się fugi uruchomiły skojarzenie

Skojarzenie jest czegoś z czymś.

piosenka przestała nieść zalążek doznania

Przepraszam, co takiego?

 Pierwszy raz od dawna

Po raz pierwszy od dawna.

 burzył się, gdy mówiła, by załatwiał się

Dwa "się" obok siebie.

nie mamy myślenia abstrakcyjnego

Anglicyzm: nie potrafimy myśleć abstrakcyjnie.

Tak jak

Tak, jak.

 brudny strumień prysznica

Na pewno strumień?

 Był majestatyczny. Wewnątrz siedziała bezwolna postać.

Tutaj nie do końca wiem, o co chodzi. Wewnątrz czego? I dlaczego postać (czyli kształt) nie ma woli? Dlaczego miałaby mieć?

 czuję, jakby wyrosły

Czuję się, jakby wyrosły.

oślepiające słońce barwiące skażoną wodę

Mocno skompresowane, wymaga długiego rozpakowywania.

 Nie zdążyliśmy odkryć, jak przekuć na kod uczucia.

Albo zrozumieć, że to niemożliwe i dlaczego. Ot, taki komentarz filozoficzny.

 Przestała widzieć.

Angielskawe.

 

Podsumowanie Wickeda pasuje jak szklany bucik na Kopciuszka – ale jeszcze jedna iteracja WinRara i nie dałoby się już niczego zrozumieć. Sama esencja cyberpunka, wydestylowana potrójnie, ale warto by jej dać jeszcze trochę poleżakować w dębowej beczce, bo nie jest to łatwy tekst. Choć z drugiej strony, czy zbytnia łatwość czytania by go nie zepsuła? Nie ukryła obcości tego świata? Nie wiem.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Nowa Fantastyka