- Opowiadanie: Fajrom - Gdy zniknęło pierwsze miasto

Gdy zniknęło pierwsze miasto

Dziękuję Drakainie i Smutnemu Filologowi za betę. ^^ Jesteście super, dziewczyny!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Gdy zniknęło pierwsze miasto

Gdy zniknęło pierwsze miasto, myślałem, że to tylko jakieś omamy, że umysł mnie zwodzi, że zawsze zdarza mi się przysnąć na tym etapie trasy. Może nigdy go tam nie było i to tylko niegroźne déjà vu?

Ale na jednym się nie skończyło.

Zaczęły znikać całe wsie razem z mieszkańcami, kolejne miejsca na trasie zwyczajnie zmieniały się w porośniętą puszczą dzicz. Trasa Kraków – Szczecin Główny coraz mniej przypominała przejazd przez zaludniony kraj, a coraz bardziej podróż w nieznane, film przyrodniczy doświadczany na żywo.

Znikały miejscowości dotąd dla mnie nieistotne, pipidówy, których nazw i tak nie zamierzałem zapamiętywać. Zacząłem się zastanawiać, kiedy mogło się to zacząć? Czy pierwsze było tamto miasto na „W”, gdzie zawsze zatrzymywaliśmy się po drodze? A może to działo się już wcześniej, po prostu brak jednej lub dwóch, leżących akurat przy torach wsi nie robił mi różnicy?

Cierpliwie akceptowałem te zmiany. Wmawiałem sobie przywidzenie, diagnozowałem łagodne objawy schizofrenii albo jakiejś rzadkiej choroby, zdarzającej się raz na pół miliarda… Widziałem, że inni nie reagują, więc też nie reagowałem. Parę razy chciałem do kogoś zagadać, zapytać, czy też widzi w tym miejscu wielką puszczę, ale wydawało mi się to absurdalne.

W końcu delikatnie zasugerowałem w rozmowie, że coś może być nie tak.  Adresatka pytania, sympatycznie wyglądająca studentka pierwszego roku, spojrzała tylko na mnie zdziwiona. Zażenowany, przeniosłem się do innego przedziału. Co gorsza, zapamiętała tę scenę, musiałem schodzić jej z drogi przy każdej okazji, chowając twarz ze wstydu.

Któregoś dnia zniknął Poznań. Wielkie, posiadające pewnie koło pięciu stacji kolejowych miasto po prostu przestało istnieć. Tu już nie było mowy o pomyłce ani urojeniu. Przełamałem idiotyczne lęki i zwyczajnie wpisałem jego nazwę w wyszukiwarce.

„Brak wyników. Czy chodziło ci o poznaj?”

Przerażony, sprawdziłem mapy. Pustka. W miejscu, gdzie wcześniej stała miejscowość na pół miliona ludzi, teraz widniała wielka, zielona plama.

Wszyscy po prostu przyjęli ten fakt jako oczywistą prawdę. Podziwiali gęste, zielone lasy, pierwotne tereny jak gdyby nigdy nic sąsiadujące ze współczesną cywilizacją i nie odczuwali choćby krzty zdziwienia. Przesypiali siedem z dwunastu godzin podróży i nie zastanawiali się, jakim cudem przez większość trasy tory są jedynym efektem działalności człowieka na tych terenach.

Starałem się zachowywać spokój. Panika na nic by mi się nie zdała, wpakowałaby mnie tylko do wariatkowa. I tak nie miałem nikogo zaufanego, z kim mógłbym omówić mój problem bez czucia się jak skończony wariat. Rodzice odpadali, znajomi ze Szczecina dawno rozeszli się po całej Polsce, a na uczelni nie miałem żadnych bliższych relacji.

Przynajmniej podróże stały się jakoś przyjemniejsze. Powietrze było teraz czystsze, wilgotne i chłodne, ukradzione drzewom wyrosłym w miejsce trujących ludzi. Trasa mijała mi jakoś szybciej, monotonna zieleń była milsza dla oka od nudy płowych pól. No i nie musieliśmy już gnić pół godziny w tej czarnej dziurze zwanej Łodzią, z powodu wiecznego remontu ich dworca. Łodzi akurat nikomu nie byłoby szkoda.

Miałem inne rzeczy do roboty, poza przejmowaniem się znikającymi miastami. Jeżeli świat postanowił zwariować, nic mi do tego. To, że byłem pewnie jedyną osobą, która to zauważała, nie znaczyło, że muszę się angażować.

Lista rzeczy do ogarnięcia zdawała się nie mieć końca. Uczelnia, koło naukowe, AZS kręglarski w każdy wtorek i czwartek. A ciągle i tak czasu brakowało, żeby doczytać kurs programowania. To zabawne, jak prezent od byłej na drugą rocznicę związku może przeżyć samą relację o kilka lat…

W połowie października Kraków zaczął mieć jakieś problemy z dostawami prądu. Miasto gasło późnym wieczorem niczym zdmuchnięta świeca, pozostawiając ulice pogrążone w doskonałej ciemności. Gdy zamykałem oczy, zdawało mi się że słyszę zawodzenie wody w rurach. Nieszczelne krany skrzypiały niczym zawiasy krat, z trudem utrzymując więzienie, które stworzyliśmy dla życiodajnej cieczy.

Jakby się zastanowić, to czasu miałem ostatnio coraz więcej i więcej. Po pierwszych przesiewach profesorowie wreszcie przestali nas tak bardzo ulewać na kolokwiach, sportowcy też jakby przystopowali z presją. Wreszcie zaczęły zdarzać mi się wolne wieczory, mogłem w spokoju czytać, nabić sobie wyższą rangę w LoLa. Nawet profil na Insta założyłem, żeby wysyłać zdjęcia tych nowopowstałych puszczy.

Trochę brakowało mi współlokatora. Chuj rzucił studia i przez długi weekend wyprowadził się z akademika, nic nie mówiąc.

Nie on jeden. Asia, przyjaciółka jeszcze z liceum, też ostatnio odzywała się jakoś rzadziej. Ogólnie niektórzy znajomi jakby zamilkli. Niewyobrażalne dla mnie wcześniej wolne weekendy coraz częściej spędzałem siedząc na dupie w pokoju i grając w internetowe karcianki. Nie czułem specjalnej potrzeby, by do kogokolwiek zagadywać, zwykle sami to robili, jak tylko zaczynali za mną tęsknić. Zresztą i tak miałem pod dostatkiem innych znajomych. No i zawsze pozostawało trollowanie serwisów randkowych.

Mniej więcej w tym samym czasie zauważyłem nową prawidłowość. Z przejazdu na przejazd w pociągu robiło się coraz więcej miejsca. Pamiętam, że gdy rok temu wracałem do domu na święta, wagony wprost wypchane były ludźmi, biednymi studentami na walizkach, nadąsanymi paniami wracającymi do mamusi na karpia, samotnymi brodaczami podróżującymi w rodzinne strony z czworonogami u boku. Teraz zbliżało się Wszystkich Świętych, a przedziały świeciły pustkami. Ludzie wsiadali w Krakowie a wysiadali w Szczecinie, stacje pośrednie praktycznie przestały istnieć, poza może Stargardem i Szamotułami, gdzie chyba nadal się zatrzymywaliśmy.

Miało to też swoje dobre strony. Mogłem spokojnie zajmować całe przedziały i nie martwić się obecnością innych ludzi. Wciąż jeszcze wpadałem na znajome twarze osób, tak jak ja studiujących w mieście wiecznego smogu, ale coraz rzadziej czułem ochotę by dosiadać się do nich. Lepiej było przespać całą podróż niż znowu gadać o wszystkim i niczym z niemal obcymi ludźmi.

Temat globalnego ocieplenia umilkł w Internecie. I dobrze.

Podczas wizyty na Wszystkich Świętych rodzinka dała mi się tak bardzo we znaki, że w ramach zemsty postanowiłem nie zjeżdżać do domu na Wigilię i wpaść tylko na krótko przed sylwestrem. Nie zauważą różnicy, mają jeszcze czwórkę innych dzieci, bardziej posłusznych niż ja. 

Nie udało się popisać złośliwością, bo śnieżyce zasypały tory już przed dwudziestym pierwszym i powrót do domu, nawet gdybym go planował, stał się niemożliwy. Trudno było odśnieżać puszcze, więc mój ukochany przewoźnik zdecydował się zawiesić część tras, dopóki opady nie odpuszczą.

Zima była najostrzejsza od lat. Chociaż daleka od apokalipsy, niektórych jednak zaskoczyła metrowymi zaspami i zamieciami. Miejska ciepłownia pracowała w tym roku na pełnych obrotach, zalewając nas przyjemną falą dwutlenku węgla. Nocami nad Krakowem unosiła się żółta poświata niczym w Czarnobylu.

Znudzony ciągłym uwięzieniem w mieszkaniu, zdecydowałem się napisać wreszcie do Aśki, pytając, czy nadal jest na mnie obrażona. Ku mojemu zdziwieniu, operator odesłał mi wiadomość z notką „podany numer nie istnieje”.

No kurwa, bez jaj.

Na messengerze też jej nie było. Na Snapie, Insta… Cholera. Sprawdziłem wszystkie społecznościówki, jakie znałem. Zniknęła.

Zacząłem nerwowo przeglądać listę znajomych. Dawna klasa, znajomi z klubu pływackiego, pierdolona podstawówka, w pewnym momencie nawet moje durne kuzynostwo… Wszędzie były dziury, liczby nie zgadzały się z tym, co podpowiadała pamięć. Ale nie byłem pewien, nie potrafiłem przypomnieć sobie większości twarzy, imiona błąkały się gdzieś zbyt głęboko w pamięci, bym umiał je po prostu przywołać.

Nie wszyscy zniknęli. Wiele konwersacji wciąż miało się całkiem nieźle, wymiana memów trwała w najlepsze w większości z nich. Jednak nawet dziwne grupy dyskusyjne, serwery „jedziesz Frania”, wszystkie one wydawały się jakieś niepełne.

Musiałem wrócić do domu. To się działo za moimi plecami. Musiałem sprawdzić znajome ulice, zobaczyć, że ktoś tam nadal mieszka. Bałem się googlować, ilu ludzi w Polsce jeszcze nie przestało istnieć.

Matka przysłała życzenia świąteczne. Życzyła dużo ciepła i bliskości w nadchodzącym roku.

Z racji dużego zapotrzebowania PKP puściło jeden kurs przed sylwestrem. Meteorolodzy zapowiadali chwilową przerwę w opadach. Udało mi się złapać jedno z ostatnich miejsc stojących. Za skromne dwie stówy pazerne kierownictwo kolei postanowiło pozwolić mi na spotkanie z rodziną.

Mama w odpowiedzi wysłała uśmiechniętą emotkę. Nie odbierała telefonu. Wciąż była zła o listopad.

Pociąg, co nie było żadnym zaskoczeniem, był zatłoczony do oporu. Każda możliwa grupa wiekowa i społeczna rozpaczliwie chciała przedostać się na drugą stronę Polski. Stałem ściśnięty pomiędzy moherami, dopóki nie wyrwał mnie z ich objęć znajomy głos.

Szczęśliwym trafem wpadłem na Karolę, znajomą z liceum. Nie studiowała w Krakowie, przyjechała tu tylko na spotkanie ze swoją paczką z klasy. Pech chciał, że zaraz po imprezie przyszły śnieżyce, przez co utknęła w mieście na ponad tydzień, bo poza ciężarówkami mało kto zabierał się w tak długie trasy z powodu pogody.

Rozmowa toczyła się całkiem przyjemnie, wypytywała mnie o studia, opowiadaliśmy sobie żarty z dawnych czasów, wspominaliśmy (wciąż istniejących) znajomych.

Pociąg tymczasem leniwie przesuwał się po torach w tempie niemal pieszej pielgrzymki. Długi sznur wagonów ciągnięty przez wyposażoną w pług lokomotywę dziwnie kontrastował z lasami, które pokrywały teraz cały kraj, od morza aż do samej Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Pierwotna puszcza odzyskała nareszcie te ziemie po latach ucisku, a ja nie mogłem przestać czuć się jak intruz w tym nowym świecie.

Biały śnieg pokrywał wszystko – tory, pociąg, nagie gałęzie drzew, nawet niektóre zwierzęta, skryte pod jego puchem przed hałaśliwym monstrum zakłócającym ich własną, odwieczną melodię.

Ludzie siedzieli spokojnie, wtuleni w siebie i wpatrzeni w oszronione szyby. Nie widzieli piękna za oknem, tylko zagrożenie. Tutaj mieli ciepło, światło i innych podróżnych, z którymi mogli się przepychać. Na zewnątrz czekał mróz, wilki i nieznane.

Przegadaliśmy z Karolą wszystkie standardowe tematy i zaczynaliśmy się nudzić. Próbowała wyciągać ze mnie plotki o znajomych, z którymi dawno już zerwałem kontakt, opowiadać długie, nudne anegdoty ze swojego mało ambitnego życia, wreszcie zaczęła wypytywać mnie o bardziej intymne sprawy. Udawała miłą, troskliwą, ale niemal czułem fałsz, którym ociekały jej słowa.

To była już przesada. Nic o mnie nie wiedziała, nigdy się mną nie przejmowała, nie odgrywałem w jej życiu żadnej roli. Dlaczego to ja miałbym nagle zacząć się nią przejmować?

Miałem dość tej ciągłej paplaniny. Grzecznie pożegnałem się i przeniosłem do innego wagonu, powracając do skandynawskich kryminałów.

Pociąg zaskrzeczał jak przebity włócznią smok i wyzionął ducha. Momentalnie zgasły wszystkie światła i wysiadło ogrzewanie. Niepowstrzymywany przez nic mróz zaczął ostrożnie wciskać się do wnętrza przedziałów.

Konduktorka przeszła wzdłuż wagonów i poinformowała, że czeka nas krótki postój. Prosiła, by ubrać się cieplej i uzbroić w cierpliwość. Maszyniści wypełzli ze swoich kabin i zaczęli grzebać w bebechach lokomotywy.

Na początku nic się nie zmieniło. Ludzie siedzieli, pasywni i obojętni jak wcześniej. Później zaczęli się niecierpliwić, pomrukiwać. Wreszcie zamarły nawet światła smartfonów i czytników. Pogrążeni w półmroku, nie mogliśmy dłużej ignorować swojego wzajemnego istnienia.

Pierwsi odezwali się starsi panowie, wspominając niechlubną zimę stulecia i zapewniając, że nasza obecna sytuacja nie dorasta nawet do pięt temu, przez co musieli przejść w latach młodości. Rozmowę pociągnęła dalej ekoaktywistka, wciskając do wspominek swoją własną terrorystyczną zieloną propagandę. Znudzeni ludzie wreszcie przełamali się i zaczęli rozmawiać, a pociąg wypełnił się nieznośnym, małpim gwarem.

Zaczęło mi się robić duszno i ciasno. Jakaś staruszka zapytała, czy dobrze się czuję, ale odparłem, że wszystko w porządku. Małolata z początków liceum próbowała do mnie zagadać, ale ją spławiłem. Nie byłem w stanie rozmawiać.

Potrzebowałem powietrza. Szybko.

Od jakiegoś faceta w wieku mojego starego dostałem szluga i poszedłem zapalić. Mróz nawet tak nie przeszkadzał. Ludzie spojrzeli na mnie krzywo, gdy wpuściłem do ich ciepłego gniazdka falę chłodu, ale stracili mnie z oczu, gdy tylko zamknąłem drzwi.

Nareszcie mogłem myśleć swobodnie. Inni byli tam, po drugiej stronie. Nikt nie hałasował, nikt nie próbował o nic wypytywać.

Papieros wypalał się powoli i leniwie na tym mrozie. Pozwalałem mu się żarzyć, donikąd mi się nie spieszyło. Na pewno będziemy stali jeszcze przez przynajmniej godzinę, niech nacieszę się tą chwilą samotności. Oparty plecami o metalową puszkę, która miała zawieźć mnie do domu, delektowałem się ciszą.

Las patrzył na mnie, intruza, podejrzliwie. Zastanawiałem się, kto naprawdę był najeźdźcą. Żyłem tutaj dłużej niż on, pamiętałem przecież czasy, gdy w tym miejscu zamiast szarych, pokrytych śniegiem drzew, stały szare, pokryte pyłem, poznańskie bloki.

Może uda mi się to wszystko wyjaśnić po powrocie do domu. Las wyglądał nawet całkiem kusząco, może wybiorę się na jakąś wyprawę i z dala od gwaru miasta zbadam tę sprawę osobiście?

Gdy wypalił się papieros, nadal pozostawałem na dworze. Miałem tutaj święty spokój od ludzi. Nie przeszkadzały mi wilki, wiewiórki i sowy. Niczego ode mnie nie chciały, tak samo jak ja od nich.

Coś zawyło z głębi lasu, długi, przeciągły zew natury po raz ostatni zbierającej swoje żniwo, odzyskującej to, co do niej pierwotnie należało.

Lodowaty wiatr owiał mój kark. Gdy odwróciłem się, tory za moimi plecami już nie istniały.

Koniec

Komentarze

Bardzo fajne :) Podoba mi się, wciągnęło mnie. Oj cieszę się, że znalazłem ten portal. To jest mój styl.

 

Pozdro!!!

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Wszyscy po prostu przyjęli ten fakt jako oczywistą prawdę. Nikt poza mną nie zauważył jakiejkolwiek zmiany.

Albo jedno albo drugie :) Wierzaj, czytałem to frazę z 10 razy żeby wychwycić sens.

 

 

Ale odnoszę wrażenie, że chyba trochę zabrakło CI pomysłu na końcówkę, albo ja nie jestem zbyt przenikliwy.

Gdzieś już czytałem podobne opowiadanie, albo kiedyś napisałem podobne?

nie pomne teraz.

Podobała mi się narracja. Spokojna i leniwa.

Keep going!

Choć opowiadanie zdało mi się dość przegadane i przeładowane mało istotnymi szczegółami, czytałam je z ciekawością, zaintrygowana niewytłumaczalnymi zdarzeniami, obserwowanymi przez bohatera. No i cały czas miałam zadzieję, że w końcu rzecz się wyjaśni. Niestety, opowieść dobiegła końca, pociąg zniknął, a ja pozostałam z niewiedzą i pewnie już się nie dowiem, dlaczego po pierwszym mieście znikały kolejne. Nigdy się też nie dowiem, jakie były dalsze losy bohatera. :(

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Wma­wia­łem sobie prze­wi­dze­nie, dia­gno­zo­wa­łem… ―> Wma­wia­łem sobie przy­wi­dze­nie, dia­gno­zo­wa­łem

Poznaj znaczenie słów przewidzenieprzywidzenie.

 

Ad­re­sat­ka py­ta­nia, sym­pa­tycz­nie wy­glą­da­ją­ca stu­dent­ka pierw­sze­go roku… ―> Po czym się poznaje, że ktoś studiuje na pierwszym roku?

 

Co gor­sza, za­pa­mię­ta­ła póź­niej scenę… ―> Co gor­sza, za­pa­mię­ta­ła póź­niej scenę

 

W miej­scu, gdzie wcze­śniej stała miej­sco­wość na pół mi­lio­na ludzi… ―> W miej­scu, gdzie wcze­śniej była miej­sco­wość z półmilionem ludzi

 

z po­wo­du ich wiecz­ne­go re­mon­tu dwor­ca. ―> Czy tu aby nie miało być: …z po­wo­du wiecz­ne­go re­mon­tu ich dwor­ca.

 

pro­fe­so­ro­wie wresz­cie prze­sta­li nas tak bar­dzo ule­wać na ko­lo­kwiach… ―> Wiem, że można kogoś utrącić, ale pierwsze słyszę o ulewaniu.

Za SJP PWN: ulaćulewać 1. «wylać skądś trochę płynu» 2. «zrobić odlew z roztopionego metalu, wosku itp.»

 

wy­pro­wa­dził się z aka­de­mi­ka, nie mó­wiąc ni­cze­go. ―> Raczej: …wy­pro­wa­dził się z aka­de­mi­ka, nic nie mó­wiąc.

 

Nie on sam jeden. ―> Wystarczy: Nie on jeden.

 

Matka na­pi­sa­ła z ży­cze­nia­mi świą­tecz­ny­mi. ―> Co napisała z życzeniami?

A może miało być: Matka na­pi­sa­ła/ przysłała ży­cze­nia­ świą­tecz­ne. Lub: Matka przysłała esemesa z ży­cze­nia­mi świą­tecz­ny­mi.

 

aż do samej Jury Kra­kow­sko–Czę­sto­chow­skiej. ―> …aż do samej Jury Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­skiej.

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy.

 

Nie po­wstrzy­my­wa­ny przez nic mróz zaczął… ―> Niepo­wstrzy­my­wa­ny przez nic, mróz zaczął

 

że nasza obec­na sy­tu­acja nie do­rów­nu­je nawet do pięt temu… ―> …że nasza obec­na sy­tu­acja nie dorasta nawet do pięt temu

Nie dorastać do pięt jest związkiem frazeologicznym, czyli formą ustabilizowaną, utrwaloną zwyczajowo, której nie korygujemy, nie dostosowujemy do współczesnych norm językowych ani nie adaptujemy do aktualnych potrzeb piszącego/ mówiącego.

 

w wieku mo­je­go sta­re­go do­sta­łem szlu­ga i po­sze­dłem za­pa­lić. Mróz nawet mi tak nie prze­szka­dzał. Lu­dzie spoj­rze­li na mnie krzy­wo, gdy wpu­ści­łem do ich cie­płe­go gniazd­ka falę chło­du, ale stra­ci­li mnie z oczu, gdy tylko za­mkną­łem za sobą drzwi. ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Na pewno bę­dzie­my stali jesz­cze przed przy­naj­mniej go­dzi­nę… ―> Literówka.

 

kto tutaj na­praw­dę był na­jeźdź­cą. Żyłem tutaj dłu­żej… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

zba­dam spra­wę oso­bi­ście? ―> …zba­dam spra­wę oso­bi­ście?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam tak samo jak reg, mógłbym zrobić Ctrl-C, Ctrl-V, pierwszego akapitu.

Przeczytałem z przyjemnością a przy okazji wyłapałem takie “kwiatki”:

Trasa Kraków – Szczecin Główny

Zastanawiam się czy bohater podróżuje pociągiem czy samochodem, bo tu jakiś mix jest – albo Kraków – Szczecin, albo Kraków Główny – Szczecin Główny. 

(ok, już wiem że pociąg, więc druga wersja)

 

Czy pierwsze było tamto miasto na w, gdzie zawsze zatrzymywaliśmy się po drodze?

Tak ma być?

 

Co gorsza, zapamiętała później tą scenę, musiałem schodzić jej z drogi przy każdej okazji

– czy miało być “Co gorsza, zapamiętała tą scenę i później musiałem schodzić jej z drogi przy każdej okazji”?

 

nie musieliśmy już gnić pół godziny w tej czarnej dziurze zwanej Łodzią

Jak on, kurna jedzie? Kraków-Łódź-Poznań-Szczecin?

 

Nieszczelne krany skrzypiały niczym zawiasy krat, z trudem utrzymując więzienie, które stworzyliśmy dla życiodajnej cieczy.

Fajne :)

 

biednymi studentami na walizkach

 ??? Studenci na walizkach ???

Opowiadanie oparte o jeden koncept niż jakąś fabułę, czy nawet ogólnie rozumianą historię. Trochę taki realizm magiczny. Sam pomysł niesie w sobie pewien potencjał na melancholijny-egzystencjalny tekst, ale ponieważ brakuje w nim właściwie jakichkolwiek przemyśleń, a znikanie świata narrator przyjmuje dość bezrefleksyjnie, to na końcu trochę zostaje się z niczym. Mógłby być zdecydowanie krótszy. 

Podoba mi się klimat opka, podoba mi się pomysł. Podobnie jak Reg brakuje mi przynajmniej minimum wyjaśnienia, co właściwie się stało. I ten brak jakichkolwiek wyjaśnień powoduje też, że nie wiem, co właściwie chciałeś opowiedzieć.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

 Najpierw odniosę się do uwag językowych, bo to na bieżąco poprawiam:

 

@regulatorzy

Adresatka pytania, sympatycznie wyglądająca studentka pierwszego roku… ―> Po czym się poznaje, że ktoś studiuje na pierwszym roku?

A powiem ci, że to jakoś się rozpoznaje po niewinności na twarzy XD Nie należę do grupy jakiś szczególnych studentów-weteranów, ale mit “pierwszoroczniaków” i tak jest czymś z czego moi znajomi chętnie żartują :D Poza tym – nie ufaj narratorowi, on może o niej tak mówić tylko po to, by się postawić “ponad nią”.

 

W miejscu, gdzie wcześniej stała miejscowość na pół miliona ludzi… ―> W miejscu, gdzie wcześniej była miejscowość z półmilionem ludzi

Ugh… Jak bardzo boli to zdanie? Dla mnie to akurat jest wyrażenie bardzo naturalne, codzienne, pasujące do języka potocznego, którym się posługuje się bohater. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę że mój “język potoczny” wykazuje tendencję do nadzwyczajnego bawienia się mową i ignorowania zasad aż do przesady, więc nie będę tego bronić ze wszystkich sił.

 

z powodu ich wiecznego remontu dworca. ―> Czy tu aby nie miało być: …z powodu wiecznego remontu ich dworca.

Ich wieczny remont wydaje mi się wersją bardziej sarkastyczną :D

 

profesorowie wreszcie przestali nas tak bardzo ulewać na kolokwiach… ―> a to akurat jest znowu wyrażenie z mojego życia codziennego. U nas się studentów ulewa na egzaminach. Oblewasz z własnej winy, ale “ulany” możesz zostać.

 

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy. → Aaagh! Zawsze się dam na tym złapać, dziękuję :D

 

“dostałem szluga i poszedłem zapalić […]” Czy wszystkie zaimki są konieczne? → Udało mi się wyrzucić dwa z nich bez specjalnej straty dla tekstu, mam nadzieję że wystarczy.

 

Do reszty uwag po prostu grzecznie się zastosowałem :D

 

@fizyk111

“Jak on, kurna jedzie? Kraków-Łódź-Poznań-Szczecin?”

Specjalnie znalazłem najdłuższą, absurdalnie skomplikowaną, istniejącą trasę jaką się dało. XD

 

Co do studentów na walizkach to akurat to wyrażenie wydaje mi się dość rozpoznawalne, ale być może nie spotkałeś się z nim wcześniej.

 

“Nieszczelne krany skrzypiały niczym zawiasy krat” – najzabawniejsze że jest to upoetyczniona wersja dźwięku, który towarzyszy mi każdego wieczora przy zasypianiu i nie daje spać :D

 

@dalekopatrzący

“Wszyscy po prostu przyjęli ten fakt jako oczywistą prawdę. Nikt poza mną nie zauważył jakiejkolwiek zmiany.” → Wyciąłem drugie zdanie, może teraz nie dezorientuje tak bardzo.

 

Dobra. To ogarnięte. ^^

 

@dawidiq150

Bardzo miły komentarz na początek :D Dzięki! Cieszę się, że miałem pełnić dla kogoś funkcję “dobrego pierwszego wrażenia”.

 

@dalekopatrzący

Hm… Co do samego zakończenia, sam nie wiem. To obecne wydawało mi się takie naturalne, otwarte i jednocześnie niepokojące lekko. Być może jeszcze nie skończyłem z tą postacią, być może opowiem jeszcze kiedyś coś więcej w tym temacie. Kto wie?

 

@regulatorzy

Cieszę się, że udało mi się Ciebie (Was? Nadal uważam że regulatorzy są świadomością zbiorową) zaciekawić. Chociaż jedno (główne) założenie mogę sobie odhaczyć jako sukces :D

Chciałem zostawić trochę miejsca do interpretacji i zgadywania. Żałuję, że elementy “rodzajowe” w tekście cię wynudziły (najwyraźniej muszę na przyszłość postarać się z takimi “zwykłymi” elementami bardziej), bo one też są elementem zagadki, której najwyraźniej nie zasugerowałem wystarczająco umiejętnie.

“Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.” Czy chodzi ci o tylko tą stronę “techniczną” i zauważone przez Ciebie błędy, czy to Twoje ogólne zdanie na temat całości tekstu?

Jeżeli ten drugi wariant, to cóż… pozostaje mi tylko obiecać poprawę na przyszłość ^^

 

 

@fizyk111

Cieszę się że, tekst zrobił pozytywne wrażenie ^^

 

@killman

Ach to wszystko przez tego złośliwego narratora. No nie menda nie chciał żadnymi głębszymi refleksjami się dzielić z autorem!

 

@Irka_Luz

Hm… Żałuję że nie udało mi się przekazać mojej myśli na tyle przejrzyście, by jednak nie pozostawiać czytelnikom aż TAKIEGO niedomówienia. :D No nic, będą jeszcze inne okazje. A nuż niedosyt, który Ci pozostawiłem, sprawi, że będziesz miała ochotę powrócić?

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

to tylko niegroźne déjà vu

Eeee… nie. Na pewno nie déjà vu.

kolejne miejsca na trasie zwyczajnie zmieniały się w porośniętą puszczą dzicz

To brzmi trochę tak, jakby wsie znikały na jego oczach, a chyba nie tak ma być.

film przyrodniczy doświadczany na żywo.

Mmm, znaczy, chodził David Attenborough i pokazywał fascynujące pajączki? A tak serio – co dokładnie chciałeś pokazać w tym porównaniu?

 Znikały miejscowości dotąd dla mnie nieistotne, pipidówy, których nazw i tak nie zamierzałem zapamiętywać.

Dobra, ale skąd on to wie tak dokładnie? Tablice z nazwami zostały? Czy facet pamięta, że tu coś powinno być, a nie ma? Ale pamięć ludzka jest zawodna. Może on wcale nie jedzie przed siebie… Jeśli chciałeś wytworzyć taką niejednoznaczność, to wyszło super, ale czy chciałeś?

 brak jednej lub dwóch, leżących akurat przy torach wsi

Bez przecinka, "akurat" też bym wycięła.

 Cierpliwie akceptowałem te zmiany.

To znaczy? Na pewno nie miało być "znosiłem"?

 Widziałem, że inni nie reagują, więc też nie reagowałem

Jacy inni? Ja już zobaczyłam samotnego kierowcę, który dostaje świra za kółkiem, a tu nagle są inni?

wielką puszczę

Puszcza z definicji jest wielka. Mały może być gaik, ale puszcza musi być ogromna.

 W końcu delikatnie zasugerowałem w rozmowie, że coś może być nie tak.

Niczego nie pokazujesz, dlaczego?

 spojrzała tylko na mnie zdziwiona

Spojrzała tylko na mnie, zdziwiona. W następnym zdaniu jest dobrze, więc to pewnie przez zapomnienie.

 Zażenowany, przeniosłem się do innego przedziału.

I dopiero w tym momencie połapałam się, że bohater jedzie pociągiem. To źle.

Co gorsza, zapamiętała tę scenę, musiałem schodzić jej z drogi przy każdej okazji, chowając twarz ze wstydu.

Jeśli bohater ma coś z głową, to raczej lękowe.

 Któregoś dnia zniknął Poznań.

A tu się połapałam, że opisujesz nie jedną podróż, a wiele powtarzających się. Naprawdę mógłbyś coś pokazać…

 Wielkie, posiadające pewnie koło pięciu stacji kolejowych miasto po prostu przestało istnieć.

Niezręczne zdanie. I wtrącenia ("posiadające pewnie koło pięciu stacji kolejowych") oddzielamy z obu stron.

 Przełamałem idiotyczne lęki

Co w nich idiotycznego? Czy to bohater sobie wmawia?

 W miejscu, gdzie wcześniej stała miejscowość na pół miliona ludzi, teraz widniała wielka, zielona plama.

Uprościłabym.

 Wszyscy po prostu przyjęli ten fakt jako oczywistą prawdę.

Ale fakty z definicji są oczywistymi prawdami. Dlaczego mieliby w to wątpić? Skoro wyraźnie tylko główny bohater pamięta te zniknięte miejscowości?

 odczuwali choćby krzty zdziwienia

Ciągle nie pokazujesz. Dlaczego? Ponadto: "choćby krzty" trochę mi nie brzmi.

 zastanawiali się, jakim cudem przez większość trasy tory są jedynym efektem działalności człowieka na tych terenach

Mało naturalne.

 bez czucia się jak skończony wariat

Nienaturalne. Omówić problem, nie czując się jak skończony wariat? (heart za "skończony", "kompletny" byłoby tu nie na miejscu i miło widzieć, że ktoś zna inne słowo).

 na uczelni nie miałem żadnych bliższych relacji

"Relacje" bardzo bezosobowe. Znajomych?

 ukradzione drzewom wyrosłym w miejsce trujących ludzi

Jak to, ukradzione?

 o i nie musieliśmy już gnić pół godziny w tej czarnej dziurze zwanej Łodzią, z powodu wiecznego remontu ich dworca.

Nie musieliśmy z powodu remontu? Czy gnić z powodu remontu?

 Jeżeli świat postanowił zwariować, nic mi do tego.

Jasne, zawsze można się wyprowadzić :P

 więzienie, które stworzyliśmy dla życiodajnej cieczy

Purpurowe. Ale – nareszcie coś pokazujesz.

 Po pierwszych przesiewach profesorowie

Sporo tych "p".

 bardzo ulewać na kolokwiach

Żargon?

 Wreszcie zaczęły zdarzać mi się wolne wieczory

Wreszcie zaczęły mi się zdarzać wolne wieczory. Krótkie akcentowane nie idzie na koniec.

 żeby wysyłać zdjęcia tych nowopowstałych puszczy

Których przecież udaje, że nie zauważa? “Nowo powstałych” osobno.

 Niewyobrażalne dla mnie wcześniej

Hmm.

 spędzałem siedząc

Rozdziel czasowniki przecinkiem.

 wsiadali w Krakowie a wysiadali

Wsiadali w Krakowie, a wysiadali.

 stacje pośrednie praktycznie przestały istnieć

Nie wiem, po co Ci "praktycznie".

 wpadałem na znajome twarze osób, tak jak ja studiujących

Wpadał na twarze? :D I nie dawałabym tu przecinka, to znaczy przesunęłabym między "tak" i "jak". "Osób studiujących" nie ma co rozdzielać.

 coraz rzadziej czułem ochotę by dosiadać się do nich

Nienaturalne: coraz rzadziej czułem ochotę, by się do nich dosiadać.

 Temat globalnego ocieplenia umilkł w Internecie.

Wcześniej gadał?

 opady nie odpuszczą

Dziwnie to brzmi.

 Chociaż daleka od apokalipsy

Hmm?

 zdecydowałem się napisać wreszcie do Aśki, pytając

Hmm. Raczej: wreszcie napisać. Albo: wreszcie się zdecydowałem napisać.

 wszystkie społecznościówki, jakie znałem

Wszystkie, które. Chodzi o konkretne serwisy.

 imiona błąkały się gdzieś zbyt głęboko w pamięci,

Imiona błąkały się gdzieś, zbyt głęboko w pamięci.

 postanowiło pozwolić mi

Aliteracja i akcent na końcu, lepiej: postanowiło mi pozwolić; a jeszcze lepiej: postanowiło mi umożliwić.

 nie było żadnym zaskoczeniem, był zatłoczony

Dwa "były" obok siebie.

 mało kto zabierał się w tak długie trasy z powodu pogody

No, nie wiem.

 leniwie przesuwał się po torach w tempie niemal pieszej pielgrzymki

Dwa razy ta sama informacja.

 Pierwotna puszcza odzyskała nareszcie te ziemie po latach ucisku,

Hmm.

 monstrum zakłócającym ich własną, odwieczną melodię

Skąd właściwie ta melodia?

 mało ambitnego życia

Życie nie może być ambitne.

 wypytywać mnie

"Mnie" zbędne, kogo ma wypytywać, jak nie rozmówcę?

 niemal czułem fałsz

Niemal?

 Grzecznie pożegnałem się

Naturalniej: Pożegnałem się grzecznie.

 przeniosłem do innego wagonu, powracając do skandynawskich kryminałów.

Żeby powrócić – po polsku imiesłów oznacza tylko jednoczesność.

 zaskrzeczał jak przebity włócznią smok

Bathos. Celowy?

 Niepowstrzymywany przez nic

Wiem, o co Ci chodzi, ale…

 siedzieli, pasywni i obojętni

Czemu nie "bierni"? Ustawa o ochronie języka!

 nie mogliśmy dłużej ignorować swojego wzajemnego istnienia

Istnienie nie jest wzajemne (ludzie wzajemnie się olewają, tak), a "ignorować" pozostaje anglicyzmem.

 niechlubną zimę stulecia

niechlubną? Komu miała przynieść chlubę?

 Znudzeni ludzie wreszcie przełamali się i zaczęli rozmawiać, a pociąg wypełnił się nieznośnym, małpim gwarem.

Stupid puddin' brains, eh?

 niech nacieszę się tą chwilą

Dziwnie wygląda to "niech" w odniesieniu do samego siebie.

 miała zawieźć mnie

Miała mnie zawieźć. Krótkie akcentowane!

nadal pozostawałem na dworze

Mało naturalne.

 Gdy odwróciłem się

Gdy się odwróciłem.

 

Ładne, klimatyczne, dobrze pokazujesz mizantropię narratora – ale właściwie o czym jest ten tekst? Chyba o tej mizantropii właśnie, bo innych problemów gość w zasadzie nie ma. Przeszkadzają mu tylko ludzie, a oni właśnie znikają. Dobra wprawka – z początku w ogóle nie pokazujesz, tylko referujesz, ale później pokazywanie jakoś się wkrada i czyta się nieźle. Ale w pamięci nie zostanie, bo to szkic, karton do większego obrazu. Bohaterowi brakuje sprawczości, określa go właściwie tylko niechęć do ludzi; nie ma nic do roboty, bo wydarzenia układają się całkiem same po jego myśli, zresztą i tak ma wszystko w nosie.

Not enough.

 Specjalnie znalazłem najdłuższą, absurdalnie skomplikowaną, istniejącą trasę jaką się dało. XD

Z Warszawy do Gdańska przez osiem godzin, przebij to XD

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka