- Opowiadanie: Corrinn - Fantazopolis

Fantazopolis

Wszelkie podobieństwo do osób fizycznych, prawnych bądź jakichkolwiek innych - przypadkowe.

Uwaga, tekst dość specyficzny i hermetyczny!

Miłej lektury. :)

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Fantazopolis

Fantazopolis, internetowe miasto…

Spójrzcie na sieć komunikacyjną, utkaną przez mitycznego pająka, Asfaltana…

Popatrzcie na domy tak wysokie, że ich kominy drapią chmury po brzuchach…

I na smoki, wijące gniazda w koronach dębów, rosnących w hyde parku…

W końcu przetrzyjcie oczy. Widzicie to wszystko? Nie? A wiecie dlaczego?

Nie każdy może je zobaczyć, ponieważ nie wystarczy dobry wzrok. Trzeba jeszcze posiadać bujną wyobraźnię. Nie martwcie się jednak, nawet jeżeli nie wiecie, jak dotrzeć do Fantazopolis. Pewien śmiałek już tam był. Przeczytajcie poniższą opowieść, a wszystko stanie się jasne…

 

*

 

Fala była spokojna, a mimo to coś niepokoiło kapitana statku. Pochylony nad wielką mapą rachował w myślach stopnie szerokości i długości geograficznej. Liczby tego dnia były posłuszne, a wyniki wyjątkowo okrągłe. Jednak coś go gryzło.

I nie był to komar ludojad.

Sprawa wyjaśniła się dopiero, gdy kapitan poczuł, że jego stopy stają się mokre. Oderwał wzrok od arkusza papieru i zrozumiał, że statek nabiera wody.

– Do stu beczek skwaśniałego wina! – zawołał i rozejrzał się niespokojnie. Ani śladu dziury, przez którą do środka mogłaby dostawać się woda. Wszedł więc na pokład i zdumiał się niepomiernie.

Równolegle do „Szprotki”, bo tak nazywała się jego łódź, płynął olbrzymi wieloryb, psikający wodą na statek.

– Przestań, bo mnie zatopisz! – zawołał kapitan i od razu otrzymał fontannę wody prosto w twarz. Wieloryb wyglądał na rozbawionego.

– To nie jest śmieszne!

– Wsiadaj!

– Co?!

– Mówię, wsiadaj. Porywam cię.

Nie wiadomo, co bardziej zdezorientowało kapitana. Mówiący wieloryb czy wielorybi porywacz. Nie chciał jednak dać za wygraną.

– A jak nie, to co?

Potężny morski ssak machnął raz tylko ogonem, a statek przechylił się tak bardzo, że o mało nie zaliczył dachowania. No dobra, masztowania.

– D-d-d-obra. Już, już. – Zrezygnowany marynarz przeskoczył z tonącego statku na grzbiet wieloryba.

– Dokąd mnie zabierasz?

– Zobaczysz. – Wieloryb przez chwilę myślał. – Byłeś sam na pokładzie?

– Tak, zazwyczaj pływam samotnie. A bo co?

– Upewniam się tylko.

Przez pewien czas płynęli w milczeniu. Ciszy jako pierwszy nie wytrzymał kapitan.

– E, ryba!

– Nie jestem rybą.

– Przepraszam. Długo to potrwa? Trochę mi zimno.

– Niedługo.

 

*

 

Następnego dnia

 

– Wydaje mi się, że już mijaliśmy ten półwysep.

– Owszem.

– Chcesz mi powiedzieć, że pływamy w kółko? Dlaczego?!

– Cierpliwości, czekam na połączenie.

– Co, proszę? – Marynarz nie zrozumiał. – Chce mi się pić, jestem głodny i zmęczony, błagam, niech to się skończy!

– O, zobacz, nareszcie się połączyliśmy!

Kapitan spojrzał na półwysep i ze zdziwienia aż otworzył usta. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą widniały nagie skały, znajdowało się teraz… miasto portowe! I to całkiem spore!

– Nie, ja chyba śnię.

– Absolutnie nic ci się nie wydaje – powiedział wieloryb. – Witaj w Fantazopolis!

– Ale po co mnie tu ściągnąłeś?

– Na brzegu będzie czekał na ciebie mężczyzna w podeszłym wieku. On ci wszystko wytłumaczy. Na razie mogę tylko zdradzić, że nie masz się czego obawiać.

– Aha. – Kapitan kiwnął głową. Ląd zbliżał się powoli, nad Fantazopolis zachodziło słońce. Dość pośpiesznie.

 

*

 

Gdy tylko kapitan znalazł się na suchym lądzie, podszedł do niego zapowiadany staruch. Mężczyzna poprowadził marynarza krętą ścieżką. Znaczy się, ścieżka była prosta, tylko kapitanowi kręciło się w głowie.

– Czy mogę wreszcie dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi? – zapytał, choć w jego głosie dało się wyczuć nutę rezygnacji.

– Niedługo wszystko stanie się jasne.

– Wręcz przeciwnie, właśnie zapada zmrok.

– Żartowniś z ciebie – uśmiechnął się bez cienia rozbawienia nieznajomy i więcej się nie odezwał.

Po kilku minutach, które marynarzowi dłużyły się niemiłosiernie, dotarli do cywilizacji. Domy były tu wysokie, ich dachy tonęły w obłokach. Zaczęli wchodzić pod górkę, gdyż Fantazopolis położone było, jak mówi legenda, na siedmiu wzgórzach.

– Teraz pójdziemy przedstawić cię loży lordów – powiedział starszy mężczyzna.

– Myślałem, że wszyscy mnie tu oczekują!

– To nie do końca prawda – powiedział staruch po chwili namysłu. – W zasadzie twoje przybycie było inicjatywą cechu kamieniarzy. Wiesz, taki nasz mały spisek.

– No dobrze, nic nie rozumiem, ale prowadź… – Kapitan dał w końcu za wygraną. Żadne słowa nie są w stanie opisać mętliku, który powstał w jego głowie. Wieloryb, pojawiające się znienacka miasto, spiski… To wszystko było takie niecodzienne!

Stanęli przed wielkim kamiennym budynkiem. Starzec powiedział, aby marynarz zaczekał na zewnątrz, on tymczasem wyłoży lordom całą sprawę.

Kapitan miał chwilę dla siebie. Rozejrzał się dookoła, szukając czegoś ciekawego. A było co oglądać! Wszędzie roiło się od małych kolorowych sklepików. Największym zaskoczeniem okazały się jednak podświetlone napisy na szyldach, które informowały, że każdy produkt można nabyć za darmo! Kapitan podszedł zainteresowany jednym ze sklepów, którego hasłem reklamowym był napis „Najlepszy w mieście!”.

– Dobry wieczór! W samą porę, właśnie miałem zamykać. Co dla pana? – Ton głosu sklepikarza był przyjazny, ale wydawało się, że z propozycji nie wypada nie skorzystać.

– No, niech pomyślę… – Marynarz przypatrzył się towarom i z rozczarowaniem odkrył, że jedyny asortyment sklepu to gazetki, a w każdej z nich jest tylko jedno opowiadanie.

– Wezmę tę! – Kapitan uśmiechnął się, nie chcąc urazić sprzedawcy.

– Znakomity wybór! – Sklepikarz podniósł gazetkę i wręczył marynarzowi. Na pustym miejscu natychmiast pojawiła się następna, identyczna.

Kapitan wybałuszył oczy. Podziękował i już chciał odwrócić się i sobie pójść, gdy usłyszał:

– Hola! A dokąd to? Nie czytamy na wynos! A kto zostawi komentarz w księdze gości?

Lekko zirytowany marynarz zbliżył się do lampy, aby lepiej widzieć litery, i zaczął czytać. Nie dotarł nawet do drugiego akapitu, gdy poczuł, że coś szarpie go za nogawkę. Odwrócił się i omal nie krzyknął. Wielki śnieżnobiały wilk próbował najwyraźniej zwrócić na siebie uwagę wilka morskiego. I to z widocznym powodzeniem. Kapitan oparł się o ladę sklepiku, aby nie upaść. Znów zaczęło mu się kręcić w głowie. Tymczasem wilk zapytał:

– Masz może sałatę?

Tego już za wiele! Być może to, co się stało, będzie hańbą dla dzielnego marynarza, ale z nadmiaru wrażeń po prostu zemdlał.

 

*

 

– Obudź się!

Głos dobiegał jakby z innego wymiaru, ale kapitan czuł, że jest mu dobrze, ciepło i miękko. Spać! Oto, czego teraz chciał. Śniło mu się, że płynął na grzbiecie wielkiego morskiego ssaka, chyba wieloryba, potem dotarł do cudacznego portu, w którym nie widział ani jednego statku, ale to na pewno był port, potem spotkał tajemniczego mężczyznę i wilka proszącego o sałatę… i potem…

Chluuup!

Wiadro zimnej wody to najlepsza z możliwych pobudek. Skuteczność jej mogą potwierdzić wszyscy tak obudzeni.

Kapitan gwałtownie zerwał się z łóżka, na którym leżał.

– No, wreszcie się obudziłeś – powiedziała kobieta, która przed chwilą użyła wiadra, i wręczyła marynarzowi kielich napełniony po brzegi czerwonym płynem. – Wypij, to wyreguluje twój żołądek i znacznie poprawi nastrój.

Mężczyzna posłusznie usiadł i wypił zawartość kielicha. Rzeczywiście, trunek smakował wybornie i od razu nabierało się od niego sił.

– Niezły macie sposób budzenia w tym… no…

– Fantazopolis – dokończyła za niego kobieta. – O, tak. Ja często używam tej sztuczki, gdy trzeba komuś wyjaśnić, że jego tekst jest do… – Tu kobieta przewróciła oczami. – No, po prostu się nie nadaje.

– Czy chodzi o te gazetki?

– Tak, wczoraj osobiście zamknęłam trzy sklepy, a moja koleżanka cztery. Musimy dbać o konsumentów.

– Ach. To zrozumiałe.

Przez chwilę milczeli.

– A czy teraz mogę się dowiedzieć, dlaczego tu jestem?

– Oczywiście, Haku z Corintu.

– Skąd znasz moje imię?! Nie przypominam sobie, abym je komuś wyjawiał!

– Są ludzie, przed którymi nic się nie ukryje – Kobieta wzięła od kapitana Haka puchar. – A teraz wybacz, mam jeszcze sporo pracy. Na dole czekają na ciebie, powinieneś już iść. W szafie masz suche i czyste ubrania.

Gdy wyszła, marynarz przebrał się i szybko zszedł po schodach. Wpadł do wielkiej sali, gdzie przy okrągłym stole siedzieli przedstawiciele loży lordów. Wszyscy spojrzeli na niego uważnie.

– To ma być ten wielki hacker? – szepnęła pytająco jedna z kobiet do siedzącego po lewej mężczyzny z wąsikiem. – Myślałam, że będzie wyższy.

– Nie hacker, tylko Hak, poza tym wygląd nie ma tu znaczenia – odpowiedział wąsacz, po czym zwrócił się do marynarza:

– Witaj, Haku z Corintu. Jest nam niezmiernie miło gościć cię w naszym mieście.

– Eee… – zająknął się kapitan, po czym tylko się uśmiechnął.

– Zapewne zadajesz sobie pytanie, dlaczego cię tu wezwaliśmy.

– Tak! – odpowiedział Hak i znów umilkł.

– Otóż jesteś nam potrzebny, aby przepędzić z miasta pewnego potwora, zwanego Złowieszczą Klamrą.

– A jak niby mam tego dokonać? I co to jest? I dlaczego ja?

– Podobno przepowiedzieli cię wróżbici z cechu kamieniarzy. Oni nic nie robią, tylko stawiają te swoje menhiry i potem mówią, że na przykład jutro będzie zaćmienie słońca albo przyleci rzadki gatunek smoka. Ostatnio wywróżyli, że zjawi się pogromca potworów i podali dokładne współrzędne. Wysłaliśmy więc po ciebie wieloryba, wybacz, że było niewygodnie, ale wszystkie łodzie podwodne nam ostatnio zatonęły.

– Jak to możliwe?

– No po prostu zanurzyły się pod wodę i nie wypłynęły.

– Ale ja pytałem, w jaki sposób ci kamieniarze przepowiedzieli, gdzie mnie znaleźć! I mówcie jak mam niby pokonać jakiegoś potwora?

Nagle rozległy się głośne trąby.

– Co to, do stu beczek…

– A, nic takiego – odpowiedział znudzonym głosem jeden z lordów, który do tej pory milczał. – To tylko przypominajka dla zapominalskich.

– Za godzinę się zacznie! – rzekła jedna z kobiet.

– Co takiego?

– Hałasy na strychu. Będą dudnić całą noc i znów nie będę mógł spać – odpowiedział wąsaty lord, łapiąc się za głowę.

– Ostatnim razem tynk odpadał ze ścian. Jakiś heavy metal puszczali czy coś.

– Ale pamiętacie muzykę klasyczną? – ożywił się inny lord – Sonata Księżycowa, ach, piękność nad pięknościami!

– A wracając do tematu… – Wąsacz, mówiąc to, wstał. Za jego przykładem wstali wszyscy.

– Haku z Corintu, skatiujesz Złowieszczą Klamrę, która terroryzuje okolicę, i zrobisz to dziś w nocy. Potrzebnych instrukcji udzieli ci nasz kapłan ze Świątyni Arnubisa.

– Niech będzie! – powiedział kapitan, chociaż miał już po dziurki w nosie tego całego zamieszana.

„Może dadzą mi jakąś nagrodę?” – pomyślał, wychodząc w ślad za wąsaczem.

 

*

 

– Sprawa wygląda tak… – W świątyni było zimno, a kapłan kazał pogasić wszystkie świece, więc dodatkowo zrobiło się prawie zupełnie ciemno.

– Musisz zaczaić się na klamrę. Zazwyczaj grasuje nocą, w okolicy Cmentarza Dobrych Pomysłów, niedaleko Grobowca Słabego Wykonania. Nie obawiaj się jednak, nie zaatakuje cię pierwsza. Chyba, że poczuje od ciebie ser. Ona bardzo lubi ser. Zresztą plan jest właśnie taki, abyś wziął ze sobą nieco oscypka, po czym użyjesz tego.

– Co to jest?

– Grabie.

– I co mam z tym zrobić? – zapytał kapitan, czując, że cały plan bardzo mu się nie podoba.

– Jak to co! Przecież nie grabić liście! Masz się zamachnąć i ją zakatiować!

– Dlaczego sami tego nie zrobicie? Ktoś stąd zna o wiele lepiej nawyki i słabe punkty klamry.

– Nie zadawaj głupich pytań. Próbowaliśmy, ale to nic nie dało. Wróżbici z cechu kamieniarzy nigdy się nie mylą. No, ruszaj już! Bo przegapisz właściwy moment.

Hak wyszedł ze świątyni, trzymając oburącz wielkie grabie. Jedyne co mu zostało, to pomodlić się do Arnubisa, cokolwiek miałoby to zmienić.

 

*

 

Na Cmentarzu Dobrych Pomysłów było jeszcze zimniej, niż w świątyni. Hak mijał nagrobki różnych opowiadań. Inskrypcje głosiły:

Nie chce mi się dokończyć”,

Jutro też jest dzień”,

A co, jeśli ktoś przeczyta?”

A co, jeśli nikt nie przeczyta?”

I tak dalej, i tak dalej… Marynarz nie bardzo rozumiał, o co właściwie chodzi, ale szedł naprzód, aż dotarł do Grobowca Słabego Wykonania. Istotnie, budowa tego monumentu pozostawiała wiele do życzenia. W zasadzie nie było tu czego naprawiać.

Hak wybrał największy kamień, jaki pozostał z walącego się grobowca, schował się za nim i czekał.

Około północy usłyszał niepokojący dźwięk – jakby coś wielkiego i oślizgłego sunęło po ziemi w jego kierunku. Wyjął z kieszeni oscypek, odłamał kawałek i rzucił. Olbrzymi czarny wąż skurczył się do granic możliwości, po czym, wyprężając się, skoczył, pochłaniając ser w locie, zanim ten zdołał upaść na ziemię.

Gdyby marynarz miał dłuższe nogi, być może spróbowałby uciec. Wiedział jednak, że nie ma na to żadnych szans. Pozostawało zmierzyć się z zagrożeniem.

 

*

 

„Będę miał tylko jedną szansę” – pomyślał kapitan, rzucając kolejny kawałek sera. Dopóki wąż jadł, Hak był względnie bezpieczny.

I wtedy przyszedł mu do głowy pewien pomysł. W Grobowcu Słabego Wykonania znajdowała się olbrzymia dziura, gdyby tylko udało się zmusić węża, aby tam wskoczył…

„To właśnie moja jedyna szansa” – powtórzył w duchu.

Cofnął się kilka metrów i rzucił resztę sera tak, aby zaczął opadać dokładnie nad grobowcem. Wąż skoczył, połknął przynętę i wpadł do dziury.

– Victoria!!! – zawołał Hak, słysząc, że syk węża jest coraz cichszy i odleglejszy. Grobowiec musiał być naprawdę głęboki.

I wtedy przyleciał orzeł.

– Gratuluję, Haku! Dobra robota!

Kapitan, którego już nic nie było w stanie zadziwić, podniósł leżące na ziemi grabie. Spojrzał na orła i wiedział, że to dobry znak.

Tymczasem uradowany ptak zawołał ponownie:

– W zamian za zlikwidowanie czarnego węża, zwanego także Złowieszczą Klamrą, otrzymasz honorowe obywatelstwo Fantazopolis!

– To naprawdę zbyt szczodre… – powiedział Hak, lecz przybysz zniknął tak szybko, jak się pojawił.

 

*

 

Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy pili, cieszyli się i wiwatowali na cześć Haka, Pogromcy Klamry. Kapitan, dość mocno wstawiony, zaczął opowiadać swoje przygody z dawnych lat, gdy jako piętnastolatek zbudował swoją pierwszą łódź i wypłynął nią na jezioro, myśląc, że to prawdziwy ocean. Opowieść miała właśnie swój punkt kulminacyjny, gdy do pokoju wpadła profesor Finnkl.

– Haku, chciałabym prosić cię o jeszcze jedną przysługę dla miasta. Potrzebujemy tekstu do nowego wydania naszej gazety. Uważam, że historia twojego przybycia do Fantazopolis i opis walki ze Złowieszczą Klamrą będzie hitem numeru.

Corintczyk był zbyt pijany, aby trzeźwo przeanalizować propozycję. Zawołał więc natychmiast:

– Dajcie mi tylko pióro!

Koniec

Komentarze

Notka w przedmowie jest nieco myląca – bo jakkolwiek tekst będzie hermetyczny, zwłaszcza dla nowych i niezorientowanych w rzeczy użytkowników, to podobieństwa do niektórych osób nie nazwałabym przypadkowym. ;)

Fantazopolis czytało się nieźle, ale jakiegoś szczególnego wrażenia opowiadanie na mnie nie zrobiło. Ot, taka sobie historyjka, do napisania której skłoniły Cię, Anonimie, Legendy portalu.

Zwróć uwagę na zapis dialogów.

 

– Teraz pój­dzie­my przed­sta­wić cię loży lor­dów. – po­wie­dział star­szy męż­czy­zna. –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

 

– Wezmę ! –> – Wezmę !

 

– Zna­ko­mi­ty wybór! – skle­pi­karz pod­niósł ga­zet­kę i wrę­czył ma­ry­na­rzo­wi. –> – Zna­ko­mi­ty wybór! – Skle­pi­karz pod­niósł ga­zet­kę i wrę­czył ma­ry­na­rzo­wi.

 

A, nic ta­kie­go. – od­po­wie­dział znu­dzo­nym gło­sem… –> Zbędna kropka po wypowiedzi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pojawienie się Starucha było dzwoneczkiem, który zignorowałem. Dopiero hałasy na strychu oświeciły lampkę (a może to klamra była najpierw?).

Przez te hałasy, grono potencjalnych autorów radykalnie się zawęża.

Specyficzne poczucie humoru, z odrobiną absurdu, sprawiło, że czytałem ten tekst z ciekawością od samego początku. Zgodzę się jednak z Reg, że to tylko taka zabawa klockami – ale pewnie tak właśnie miało być.

Czytało się nieźle. Parę razy mi się uśmiechnęło. Historyjka wyszła Ci całkiem niezła. Ale żeby tak od razu o pióro krzyczeć! ;)

 

– Co, proszę? – marynarz nie zrozumiał.

Marynarz z dużej.

regulatorzy, fizyku111, Irko_Luz,

 

Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Babole poprawione. Pozdrawiam. :)

O, opko o użytkownikach portalu! Podobało mi się, choć chyba nie wszystkie odniesienia wyłapałam. Dla mnie to był tekst-zagadka, bo było wiele momentów zastanawiania się, czy dana wzmianka jest znacząca, czy nie. Ciekawe, czy wzmianka akurat o Sonacie Księżycowej to przypadek, czy też niekoniecznie?

Niektóre odniesienia do portalu były tu wprowadzone w naiwny i płytki sposób, ale w tego typu tekście można to wybaczyć. Kilka zdań było dość niezgrabnych, a opowiadanie napisane jest nieco niedbale, wypisałam tu tylko 3 błędy, ale więcej rzuciło mi się w oczy, nie robiłam jednak notatek, bo czytałam na telefonie, więc już nie pamiętam, co to było.

Nie każdy może je zobaczyć, ponieważ nie wystarczy mieć dobry wzrok.

Dobrego wzroku.

Sprawa wyjaśniła się, dopiero gdy kapitan poczuł, że jego stopy stają się mokre.

Przecinek po dopiero.

Wiedział jednak, że nie na to żadnych szans.

Czegoś brakuje.

 

Pomimo wad, czytałam z prawdziwym zaciekawieniem, no i jest to coś, więc klik też będzie!

Fajne :) 

Wybacz, drogi Anonimie, ten anecizm, ale w sposób dokładny i wyczerpujący opisuje on powyższy tekst. Całkiem jest zabawny, całkiem dobrze wykonany (choć wydaje mi się, że pośpiesznie). Fabularnie szaleństw nie ma, zwłaszcza rozprawa ze Złowieszczą Klamrą jakaś taka… no, jak banan z masłem, przez co Klamra mocno straciła na swej Złowieszczości. 

Ogólnie – dobra lektura do śniadania, znakomita alternatywa dla artykułów o ciąży Rozenka i politycznych reperkusjach sylwestrowego występu Natalii Oreiro. 

Oczywiście teksty o rzeczach znanych i lubianych mają plus pięć do oceny, więc biblioteka się należy :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Z przyjemnością towarzyszyłam Twojej wyobraźni w tej podróży. Fajne porównania, zabawne forumowe metafory. Napisane płynnie a i humor jaki lubię. Klikam :)

Anonim dziękuje wszystkim za dobre słowo, jak i zwrócenie uwagi na pewne niedociągnięcia. :)

Rzeczywiście tekst pisany w lekkim pośpiechu, a to dlatego, aby wena nie uciekła! ;D

Fajny, lekki tekst, całkiem niezły techniczne. Niczym konkretnie nie urzekł, nie czułem specjalnych emocji, nie dałem się wciągnąć, ale miło czytało się historię o użytkownikach portalu i samym portalu.

Nie mam tylko pewności co do rachowania w myślach szerokości i długości geograficznej. Nie jestem bardzo w temacie, ale gdy robiłem research do lokomotywnika, czytałem, że o ile szerokość geograficzną kapitanowie mogli określić obserwując gwiazdy, to z długością mieli duży problem, dopóki nie zaczęli używać chronometru i sekstantu. Wtedy dokładnie robili to, porównując pozycję słońca do czasu mierzonego chronometrem. Więc nie wiem czy to rachowanie w myślach jest odpowiednie, jednak mogę się mylić.

Nominuję za fajny pomysł i przyjemność z lektury, mimo braku specjalnych uniesień ;)

Edit: Niezmiernie mnie ciekawi czy miasto, z którego pochodzi główny bohater, jest zupełnie przypadkowo nazwą pewnego z użytkowników bez zdublowanych literek. Chyba muszę założyć teczkę dla tej sprawy i uważnie się jej przyjrzeć.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Maskrol

Edit: Niezmiernie mnie ciekawi czy miasto, z którego pochodzi główny bohater, jest zupełnie przypadkowo nazwą pewnego z użytkowników bez zdublowanych literek.

Myślę, że to rzeczywiście mógł być zupełny przypadek.

 

A co do liczenia współrzędnych, rzeczywiście, trochę za bardzo uprościłem sprawę. :)

Myślę, że to rzeczywiście mógł być zupełny przypadek.

Ups… XD

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

I ja poproszę o klik, niech legendy zapisują się w annałach:D

Fabuła jest – jest, postaci są – tak, fantastyka obecna – jak najbardziej, nawet dwurodzajowa, bo i fantasy i twarda sf. Co więcej, nawet element horroru wystąpił – Złowieszcza Klamra:)

Opko zwarte, gotowe do wypłynięcia na szerokie wody oceanu:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję Asylum! :)

 

No dobra, to odsłaniam karty…

3…

2…

1…

No mówiłem! I styl jakiś podobny był! Haha!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zero, start:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Udało się uśmiechnąć smutnemu panu. :(

Zabawna opowieść, interesujący pomysł. Przeczytałam jeszcze wtedy, kiedy opowiadanie było anonimowe, Twoje autorstwo Corrinnie jest dla mnie zaskoczeniem, ale na plus. :)

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Sympatyczne opko. Doskonale nadawałoby się na Fantastów.pl. Czyżbyś zwątpił, że kolejna edycja (spodziewamy się jej dwa i pół zarazu od ogłoszenia wyników Grafomanii) kiedykolwiek nastąpi?

Widać, że tekst bazuje na legendach portalowych. To jest jakiś pomysł.

Oczywiście miło mi, że profesor Finnkl pojawiła się w tekście. :-) Dziękuję.

Babska logika rządzi!

Haha, w takiej Grafomanii to nawet chętnie wziąłbym udział! Szkoda, że nie zanosi się na kolejną edycję.

Dziękuję za komentarze! :)

Grafomania nie jest taka prosta, jak się wydaje. Czytałeś teksty, które sporo uzbierały w poprzednich edycjach? Polecam parodię Zmierzchu i serię Unfalla o kapitanie Rape Victimie. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka