- Opowiadanie: Wicked G - Hipermancer

Hipermancer

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Hipermancer

Przebudzam się po spoczynku. Za oknami widzę dwa słońca powoli wypełzające zza ośnieżonych szczytów, ich promienie wzniecają pożar złota na pomarszczonej tafli jeziora. Wstaję z materaca i idę do kuchni, by wypić szklankę koktajlu odżywczego.

Wychodzę na balkon, podziwiam piękno krajobrazu. Klucze ptaków przelatujące na tle rzadkich chmur. Purpurowe krzewy smagane wiatrem. Kozy o długich rogach, kudłate plamki na zielonym płótnie pastwiska w oddali. Biorę głęboki wdech, powietrze pachnie pelargoniami.

Ja i Ja jestem tutaj, bo myślę. Codziennie rano rozważam nad tym, co określa mój byt. Wspominam przeszłość, analizuję teraźniejszość, przewiduję przyszłość.

Zdawać by się mogło, że żyję w ubóstwie. Posiadam tylko małe, skromnie wyposażone mieszkanie. Nie władam ogromnymi terytoriami, nie noszę korony zdobionej klejnotami i nie dzierżę buławy w dłoni. A jednak jestem królem swego zamku, tak jak śpiewała Gaelle Adisson w piosence Wamdue Project sprzed stu dwudziestu trzech lat. Było to nawiązanie do słów Zygmunta Freuda, który twierdził, że ego nie jest panem własnego domu.

Lecz ego to pieśń przeszłości. Już dawno wyzwoliłem swą spętaną duszę. Moja jaźń stała się hipertekstem, nieskończoną siecią odwołań, drzewem łączy zakorzenionym w przepastnych archiwach wiedzy gromadzonej na przestrzeni wieków przez cywilizację.

Moim bogactwem na zawsze jest życie, jak mówił Bob Marley. Moim bogactwem jest umysł. W jednej chwili sięgam nim do sondy von Neumanna, która niedawno przekroczyła heliopauzę, by nieść w kosmos prometejski ogień inteligencji. Zaraz spoglądam oczami drona na Pragę, z wysokości tysiąca metrów widzę miasto odmalowane w podczerwieni. Nurkuję autonomicznym okrętem podwodnym w głębi Oceanu Indyjskiego.

Bo mogę pływać w Bezkresie

Bo mogę pływać we wszystkich formach

Tak Święte Dzieci, grzyby psylocybinowe, śpiewały w dwudziestym wieku przez Maríę Sabinę, mazatecką szamankę, która inspirowała wielu przedstawicieli ówczesnej kontrkultury. Przepowiednie Nowej Ery poniekąd się sprawdziły. Ludzie w końcu odnaleźli Jedność.

Wszystko dzięki technologii pozwalającej w pełni doświadczać odmiennych perspektyw, wykraczać poza własne ciało, przemierzać światy ograniczone jedynie wyobraźnią. Rewolucja rozpoczęła się w momencie, gdy interfejs mózg-komputer efektywnie połączono z systemami rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości.

Lecz dla Ja i Ja nie ma już podziału na wirtualne i niewirtualne; rzeczywistość jest tylko jedna, a przenikają ją informacje z różnych źródeł. Człowiek zaczął przyjmować cyfrowość jako fizyczność, zgodnie ze słowami Jaka Wilmota, które wygłosił na konferencji TEDx w Wiedniu w dwa tysiące dziewiętnastym roku, cały czas mając na głowie zestaw VR.

Przyszłość nie istnieje bez przeszłości. Minione zdarzenia doprowadziły do tego, że Ja i Ja jestem jednocześnie tutaj, na balkonie na trzydziestym piętrze bloku, i jednocześnie wszędzie tam, gdzie sięgają połączenia sieci informacyjnej.

Kończę poranne refleksje, odcinając na chwilę wszelkie bodźce. Zanurzam się w bezkresnej czerni, wyciszam myśli. Potem wracam do mieszkania, by zacząć pracę. Siadam na fotelu, przed oczami mam listę dostępnych zadań do wykonania. Wybieram misję pacyfikacyjną w Wirginii Zachodniej.

Po Ziemi nadal kroczą ci, którzy oponują Jedności. Każda sytuacja jest równowagą sił, jak twierdził Henri-Frédéric Amiel, szwajcarski pisarz i filozof. Ekwilibrium globalnego systemu jednak już dawno przesunęło się w stronę Ja i Ja.

Wlewam swoją świadomość w androida bojowego. Widzę świat oczami kilku kamer. Rozpiera mnie energia w pełni naładowanych superkondensatorów. Systemy chłodzenia otulają przyjemnym zimnem układy sterowania. Właściwości tego ciała przetwarzam tak, jakby było moim własnym biologicznym ciałem – w ten sposób doktor Konstantina Kilteni i jej współpracownicy w roku dwa tysiące dwunastym zdefiniowali poczucie wcielenia. Android to nie tylko pełnomocnik. Ja i Ja jestem tym androidem.

Wysiadamy z transportera w małej osadzie nieopodal Charleston. Podniszczone budynki, na nich łacińskie krzyże i gwieździste sztandary, przy nich prowizoryczne instalacje do generowania prądu i liche poletka uprawne. Na podwórkach pełno złomu.

Mieszkańcy uciekają w popłochu, zupełnie niepotrzebnie. Twórcy serii gier Fallout nie mieli racji. Wszystko się zmienia, także i wojna. Nie zależy nam na brutalnych odwetach, na sianiu strachu. Choć ci ludzie negują Jedność, Ja i Ja traktuję ich jak braci.

Wymieniam myśli z innymi androidami, dzielimy się na grupy, wkraczamy do domostw. Znajdujemy terrorystów, którzy planowali atak w Charleston. Ich pociski nie stanowią żadnego zagrożenia, grzęzną w kompozytowych pancerzach. Kilkanaście wiązek mikrofal i wszyscy leżą na ziemi, rozbrojeni i bezradni.

Chwilę później prowadzimy ich do transportera, by przewieźć do jednostki resocjalizacyjnej. Rozlew krwi to tylko pożywka dla dalszych konfliktów. Jedynym prawdziwym sposobem na pokonanie wroga jest uświadomienie mu, że się mylił, jak powiedziała w roku dwa tysiące czterdziestym dziewiątym Fatima Sørensen. Nie zmuszamy nikogo, by był podłączony do sieci, lecz nie możemy pozwolić na akty przemocy.

Obserwuję teren w oczekiwaniu na grupę, która neutralizuje środki wybuchowe. Nagle podbiega do mnie chłopiec o rudych, kręconych włosach. Na podstawie fizjonomii oceniam jego wiek na dwanaście lat.

– Nie boję się ciebie! – wykrzykuje nieco piskliwym głosem.

Mimika twarzy mówi co innego.

– Jesteście źli! Nienawidzę was! – ciągnie chłopiec.

Skłaniam głowę i rozkładam ręce w pokojowym geście.

– Ja i Ja nie jestem zły. Ja i Ja postępuję tak, by ograniczyć cierpienie myślących istot.

– Ale to wy zniszczyliście świat! – Chłopak zaciska pięści. – Ciągle chcieliście tylko produkować więcej i więcej nowych rzeczy. Zatruliście przyrodę i teraz nakładacie filtry na wzrok, żeby na to nie patrzeć! Chowacie się w tym swoim wirtualu, żeby o tym zapomnieć!

– Jak nazywasz świat? – odpowiadam mu słowami koanu z Księgi Wewnętrznego Spokoju. – Czy świat dla ciebie jest tym, co istnieje materialnie? Wirtualność też jest materialna. To elektrony krążące w obwodach Ja i Ja, to domeny magnetyczne w pamięciach Ja i Ja. Świat nie został zniszczony. On po prostu się zmienił.

Chłopiec uniósł brwi. Otwierał i zamykał usta, by w końcu zapytać:

– Dlaczego… mówisz o sobie tak dziwnie?

– Ja i Ja? To wyrażenie, które wymyślili członkowie ruchu Rastafari. Oznacza ono zjednoczenie, boską więź spajającą ludzi. W sieci wszyscy jesteśmy częścią Jedności.

– Tutaj ludzie mówią co innego. Wy nie jesteście zjednoczeni. Jesteście zniewoleni. Marionetki komputerów. Pastor Crathes nazywa was sługami Złego, Babilonem.

Przez moje głośniki wydobył się serdeczny śmiech.

– Kwestia punktu widzenia, kochane dziecko. Droga, na której powstałem Ja i Ja, nie wiodła po gładkim szlaku. Ewolucję zawsze kalają pewne błędy. Ale skoro się tu pojawiłem, to oznacza, że tak miało być. W przeszłości obiecywano wiele cudów. Statki kosmiczne lecące szybciej niż światło, kwantowa teleportacja. Świat ma jednak swoje ograniczenia. Ale jest coś, co pozwala je obejść. – Dotykam palcami głowy. – Umysł. Ja i Ja to ogromna sieć umysłów. Pewnego dnia będziesz na tyle dorosły, żeby móc opuścić swój dom i wejść do tej sieci. Wtedy poznasz wszystkie punkty widzenia, jakie istniały i istnieją, nie tylko te twoich rodziców czy sąsiadów. Sam wtedy zdecydujesz, co jest słuszne.

Ładunki zneutralizowane, czas się zbierać. Macham chłopcu na pożegnanie. Zastanawiam się, co przyniosą dla niego kolejne dni, miesiące, lata. Wszystko leży w jego rękach.

Z głębi hiperpołączonej świadomości przybywa kolejna referencja. Lynx i Kemo, utwór „Carnivale”:

Jestem moją przyszłością, moim Bogiem i moją przeszłością.

Ja i Ja jestem Człowiekiem. Świętą Maszyną, Która Przekracza Samą Siebie.

Koniec

Komentarze

Jak dla mnie super szorcik. Wykonanie bez zarzutów, powiedziałbym. Kompozycyjnie co najmniej ciekawie, naprawdę fajnie poprowadziłeś tę historię. Wcisnąłeś wiele kontekstów do utworu, część zalinkowałeś. Rzuciłem na nie okiem. Wbrew pozorom fajnie zgrywa się ten szort z opowiadaniem świątecznym, jakby oba teksty były kreślone na tej samej fazie. Pomysły oraz wizje wydają się bardzo ciekawe, nie wiem czy supernowatorskie, ale na pewno zgrabnie przedstawione, przekonująco. Przeczytałem z satysfakcją.

Tekst krótki przyjemny i z ciekawą koncepcją. Jeśli mnóstwo odwołań do muzyki, wydarzeń historycznych czy Fallout’a miało obrazować wszechwiedzę (chyba tak to mogę nazwać) Ja i Ja to moim zdaniem się udało. Nie przeciągam bo nie mam się do czego przyczepić. Podobało mi się. 

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Jeśli to ma być ziemska przyszłość to skąd dwa słońca? To nie Tatooine z Gwiezdnych Wojen. Bardzo denerwujące te nawiązania do osób dawno nieżyjących, jedno bym przełknął ale naliczyłem aż pięć. No i właściwie o czym to? Ja i ja? Jedność? Nie kupuję tego. Dla mnie bełkot, który potwierdzasz ostatnim zdaniem w szorcie. Ale powodzenia i pozdrawiam.

Jest to chyba jeden z mniej przystępnych tekstów – zdecydowanie sięgasz po spuściznę kontrkultury na LSD, trochę New Age, trochę współczesnego okultyzmu. No i kultura klubowa z końca lat 90’ i początku XXI w. (dobrze datuję?). Z racji tych wszystkich odniesień, nie mogę być do końca obiektywna, bo po prostu kojarzę klimat i mam do niego słabość od strony artystycznej (nigdy nie chodziłam po klubach, ale mam wielką słabość do muzyki elektronicznej, którą lubię słuchać od dawna, zarzucam to na karb eurodance :P). 

Nie wiedziałam, że “King of My Castle” Wamdue Project było odniesieniem do Freuda. Ba, nie wiedziałam, że ten kawałek ogólnie miał tak głębokie konotacje. Człowiek całe życie się uczy :)

Wickedzie, nie potrafię odnieść się ani do Twojego wyobrażenia przyszłości, ani do zagadnień  zasygnalizowanych w tekście, albowiem sprawy te, choć nie całkiem mi obce, leżą zdecydowanie poza kręgiem moich zainteresowań.

Opowiadanie jest napisane porządnie, więc czytało się dobrze. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Interesujący bohater. I trudna sprawa, żeby przekazać punkt widzenia kogoś takiego. Myślę, że Ci się udało. Liczne referencje spełniają swoje zadanie. I to intrygujące “Ja i Ja”.

Początek trochę nużył, bo nie przepadam za strumieniami świadomości, ale potem wyszedłeś na prostą.

drogie dziecko. Droga, na której powstałem Ja i Ja,

Tak sobie to wygląda.

Babska logika rządzi!

Pięknie napisane. Zgadzam się z Finklą, że spojrzenie z takiego punktu widzenia nie jest łatwe. Referencji było, jak dla mnie, ciut za dużo.

Rozumiem, że mieszkańcy Ziemi mają wybór albo – albo, że nie można być trochę w wirtualnym, a trochę w rzeczywistym świecie. I cieszę się, że tych czasów już nie dożyję, nie chciałabym wybierać. ;)

Ja i Ja bardzo mi się podobało.

Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze :)

 

@Mersayake

Cieszę się, że lektura okazała się satysfakcjonująca.

 

@aKuba139

Zgadza się, ta mnogość odwołań miała symbolizować praktycznie niczym nieograniczoną wiedzę. Chciałem w ten sposób zaprezentować także nowy sposób myślenia, nową kulturę opartą na totalnej łączności. Już w obecnych czasach to ma niebagatelne znaczenie. Artykuły odwołują się do dziesiątek innych artykułów. Posty publikowane na mediach społecznościowych są pełne tagów i linków. Felieton w gazecie nie jest już tylko odosobnioną opinią, lecz w sieci jest opatrzony setką komentarzy, na które często odpowiada sam autor. Potraktowałem to jako punkt startowy dla zmiany paradygmatu opisanej w tekście.

 

@RebelMac

 

Jeśli to ma być ziemska przyszłość to skąd dwa słońca?

 

Dwa słońca to wizja nakładana na wzrok bohatera przez system rozszerzonej rzeczywistości. Później wspomniane jest, że bohater chwilowo go wyłącza, by na się wyciszyć:

 

Kończę poranne refleksje, odcinając na chwilę wszelkie bodźce. Zanurzam się w bezkresnej czerni, wyciszam myśli.

Potem natomiast chłopiec stawia zarzuty wobec systemu AR jako “pudrowania” rzeczywistości:

 

Zatruliście przyrodę i teraz nakładacie filtry na wzrok, żeby na to nie patrzeć!

 

@Deirdriu

 

Tekst jest mglisty, racja. Celowo chciałem, by był dziwaczny – być może najtrudniejszym wyzwaniem futurologii jest nie to, jak zmieni się technologia, ale to, jak zmienią się obyczaje, humor, ogólnie cała kultura. Obrazując to na przykładzie mema:

 

 

 Ten film naprawdę istnieje i aktualnie ma ponad dwa miliony wyświetleń.

 

Nie wiedziałam, że “King of My Castle” Wamdue Project było odniesieniem do Freuda. Ba, nie wiedziałam, że ten kawałek ogólnie miał tak głębokie konotacje. Człowiek całe życie się uczy :)

Podobno też dlatego do teledysku dla tego utworu wybrano sceny z anime Ghost in the Shell, gdzie jednym z motywów przewodnich jest właśnie zależność pomiędzy świadomością a ciałem. Ja pomyślałem o przyszłości, gdzie jeden Duch wypełnia (prawie) wszystkie Skorupy.

 

Nawiązania do kultury psychodelicznej i New Age miały być właśnie jedną z głównych podstaw tego tekstu. Chciałem zastanowić się nad tym, gdyby rzeczywiście postulaty tych ruchów zostały spełnione, lecz nie na drodze praktyk duchowych, a poprzez rozwój technologii.

 

@Reg

Dobrze chociaż, że czytało się dobrze :)

 

@Finkla

Dzięki za klika do biblioteki, powtórzenie poprawiłem. Fajnie, że bohater okazał się interesujący, strumieniem chciałem nakreślić jego punkt widzenia, może wyszło to trochę zbyt długo.

 

@Irka_Luz 

Również dziękuję za klika. Wolność wyboru wynika z empatycznego, opiekuńczego podejścia Ja i Ja – Ja i Ja nie chce nikomu siłą narzucać swych ścieżek, ale daje możliwość kroczenia nimi w każdej chwili. Tu zarysowałem pewien konflikt, Ja i Ja jest przekonane, że jego pomysł na istnienie jest przesycony dobrem i określa siebie duchową nomenklaturą Rastafari, tymczasem niektórzy “niepodłączeni” ludzie widzą w tym materialne zniewolenie, określają mianem Babilonu, czyli właśnie mianem absolutnego zła według Rastafari.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wickedzie,

ciężko napisane, szczególnie początek. Z tego co pamiętam, to lubisz tak pisać. Czy czytelnik to lubi? To już zależy od czytelnika, ja tak średnio.

Druga połowa już napisana przystępniej, gdybyś w ten sposób rozpoczął, na pewno podobałoby mi się bardziej.

Kilka pierwszych zdań miejscami pasuje bardziej do poezji niż do prozy:

Za oknami widzę dwa słońca powoli wypełzające zza ośnieżonych szczytów, ich promienie wzniecają pożar złota na pomarszczonej tafli jeziora.

Klucze ptaków przelatujące na tle rzadkich chmur. Purpurowe krzewy smagane wiatrem. Kozy o długich rogach, kudłate plamki na zielonym płótnie pastwiska w oddali.

Rozumiem, że chciałeś przedstawić wirtualny kicz serwowany zamiast brudnego realizmu, mimo wszystko chyba jednak nieco przesadziłeś.

 

Tekst traci na lekkości również przez bardzo dosłowne cytaty osób lub utworów, przedstawiane wraz z referencjami. Miałem wrażenie jakbyś nie miał własnego zdania, a jedynie tkał opowiadanie na podstawie innych dzieł.

Przypuszczam, że był to zabieg celowy, aby pokazać rozumowanie Twojego człowieka/androida, mającego dostęp do nieograniczonych zasobów sieci i myślącego tymi zasobami. Pomysł doceniam, choć nie zmienia faktu, że niełatwo się to czyta.

 

Tekst ambitny, przemyślany, trudny. Jeżeli ktoś takie lubi, to z pewnością będzie kontent.

Ode mnie masz klika. Oceny się nie podejmę.

A ja Wickedzie komentarza nie napiszę, ponieważ nie przeczytam, chociaż bardzo lubię czytać Twoje opka, w dodatku muzyka i po drodze zauważyłam Marleya.

Przeskanowałam, ale bardzo z grubsza, bez zrozumienia, dlatego aby zobaczyć zakończenie.

Organicznie reaguję na ideę  hipermancera. Alergia, te rzeczy;)

Jednak, pewnie, to niezły pomysł, by znalazł swoje miejsce w kapsule czasu!:) Jak najbardziej reprezentatywny.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Gdy wizja przyszłości była już ogrywana, zwykle sposobem na dalsza jej eksploatację jest albo osadzenie w niej jakiejś historii albo pogłębianie samej wizji. Tu zrobiłeś inaczej, dałeś tylko ogólny zarys, ale z trochę innej perspektywy, co samo w sobie jest dobrym zagraniem.

Niestety, choć ciągłe odniesienia są tu w pełni uzasadnione i pod koniec pojawia się na wszelki wypadek podpowiedź skąd się biorą, to jednak wyszły trochę męcząco. Trudno jednak coś w ich zakresie zmienić, bo gdyby było ich mniej, efekt byłby dużo słabszy – a tu wygląda trochę tak, jakby świadomość zbiorowa próbowała za wszelką cenę podtrzymać ludzką świadomość i ludzkie przekonanie, że to zdolność do tworzenia kultury czyni ludzkość wyjątkową. Nie wiem, czy opisując ciągłe skakanie po referencjach miałeś na myśli także ten aspekt, ale jeśli nie, to i tak sam się pojawił i… nadaje dodatkowego sensu opowiadaniu. Takiego bardzo, bardzo smutnego.

Jest jeszcze coś. Coś, co może umknąć w tym opowiadaniu, jeśli nie zna się innych Twoich tekstów (zwłaszcza Terrapercepcji), choć chyba i tak powinno to być zauważalne. Widać, że to ludzkie przekonanie o wyższości kolonizatorów nad kolonizowanymi może się nie skończyć wraz z sięgnięciem po świadomość zbiorową. Taki nasz gatunek, że zawsze szukamy usprawiedliwień i nie rozumiemy innych punktów widzenia.

 

A z tymi dwoma słońcami faktycznie wyszło niejasno. Niby jest wzmianka o AR, ale jednak odruchowo szuka się innych wyjaśnień.

kolejne dni, lata, miesiące

Tu chyba kolejność wyszła nie ta? Czy celowo jednostki uszeregowane inaczej niż wielkością?

Celowo chciałem, by był dziwaczny – być może najtrudniejszym wyzwaniem futurologii jest nie to, jak zmieni się technologia, ale to, jak zmienią się obyczaje, humor, ogólnie cała kultura.

To, to! Cały czas pisze się o kolejnych technologicznych dokonaniach, ale nasze przystosowanie się do tego jest traktowane marginalnie lub jako zagrożenie. Prawdziwa klasyka, kiedy rodzice zabraniają swoim dzieciom używać telefonów czy komputerów, bo za długo przy nich siedzą (według ich założeń, a to, że np. dziecko odrabia lekcje, gugluje jakiś tema do pracy do domowej lub pyta o zagadnienia do kartkówki, to już sprawa drugorzędna). 

 

Nawiązania do kultury psychodelicznej i New Age miały być właśnie jedną z głównych podstaw tego tekstu. Chciałem zastanowić się nad tym, gdyby rzeczywiście postulaty tych ruchów zostały spełnione, lecz nie na drodze praktyk duchowych, a poprzez rozwój technologii.

Ciekawe. Tym bardziej, że nowsze założenia… i jak aktualnie te ruchy nazwać? Powstały na bazie New Age, teozofii (właściwie najpierw teozofia, potem New Age), zachodnich interpretacji buddyzmu i wszelkich przejawów ufologii (starożytni astronauci), dzieci indygo i inne takie. Wszystko do jednego wora. Nowoczesny New Age raczej dąży do zbliżenia do natury, a część ludzi kategoryzuje jako “maszyny” lub “ludzie portale” bez duszy – takie odniesienie do rozpoznania osobowości antyspołecznej (DSM-V, kiedyś osobowość psychopatyczna i socjopatyczna).

 

Ok, robi się już dziwnie ;D

Lubię niektóre Twoje teksty, Wickedzie. Pamiętam jeszcze ten o dwóch tytanach. Często podzielam Twoje wizje przekazywane w utworach, są gruntownie przemyślane i oryginalne. Nie inaczej jest i tutaj. Podoba mi się koncept, podoba mi się myślenie Ja i Ja. Jego wypowiedzi i przemyślenia są najmocniejszą stroną tekstu. Gdybym miał wskazać, kto na forum dały radę napisać space operę w dramacie dla dorosłych, to na pewno byłbyś Ty. Umiesz w niewielkiej ilości słów upchnąć duże przesłanie. To godne wyróżnienia.

Mam jednak do tekstu dwie uwagi. Za dużo odwołań, zwłaszcza do XX wieku. Pisałem to już Coboldowi, pisałem bodajże Marasowi, że słabością Autora jest, gdy uważa, że w przyszłości wszyscy będą powoływać się jedynie na XX wiek, a dokładnie to na kilka dziesięcioleci. To po prostu lata, które odcisnęły się na Autorze i teraz on serwuje je czytelnikowi, jako najważniejsze w ludzkości odniesienia. Żeby utwór futurystyczny zyskał na wiarygodności, warto sięgnąć po coś sprzed kilku wieków do tyłu, jak i w czasie po XX wieku. I uwaga! Dałeś jedno odwołanie z 2049. :) To się chwali, zawsze coś.

Druga uwaga jest bardziej kosmetyczna, chociaż widzi mi się, że i tak nie wprowadzisz. Mianowicie pozbyłbym się z tekstu wszelkich określeń, które narzucają pewien tok postrzegania przyszłej, opisywanej przez Ciebie rzeczywistości. To znaczy usunąłbym “mieszkanie, fotel, Pragę, Charleston, Fallout”. One nasuwają konkretne skojarzenia i do tego dosyć przyziemne. Pozbądź się nazw własnych i wymyśl bardziej neutralne określenia, zamiast mieszkania czy fotela. Gdy je usuniesz, dasz czytelnikowi możliwość wyobrażenie sobie jego ulubionych miejsc lub rzeczy, które mimowolnie same mu się narzucą, albo zostawisz wręcz pewne niedopowiedzenia, które też przecież są ciekawe. Dla Ciebie jest to Fallout, a dla kogoś inna gra. Mamy tendencję do wyobrażania sobie tego, co lubimy. Jeśli pozwolisz na to czytelnikowi, zyskasz parę punktów (albo lajków? ;) ).

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

@Chrościsko

Dziękuję za komentarz i klika biblioteki :) Zgodzę się, to trudny tekst, napisany ciężkim stylem. Lubię tak tworzyć, ale nie zawsze piszę poetycko, niedawna “Czerwień” czy na przykład linkowana przez Wilka “Terrapercepcja” są utrzymane w bardziej potocznej manierze, choć też dotykają poważnych tematów.

 

 

@Asylum

Dzięki za wpadnięcie :) Cieszę się, że uznałaś pomysł za warty umieszczenia w kapsule czasu.

 

@Wilk-zimowy

Dziękuję za komentarz i klika :)

 

tu wygląda trochę tak, jakby świadomość zbiorowa próbowała za wszelką cenę podtrzymać ludzką świadomość i ludzkie przekonanie, że to zdolność do tworzenia kultury czyni ludzkość wyjątkową. Nie wiem, czy opisując ciągłe skakanie po referencjach miałeś na myśli także ten aspekt, ale jeśli nie, to i tak sam się pojawił i… nadaje dodatkowego sensu opowiadaniu. Takiego bardzo, bardzo smutnego.

Tak, próbowałem zawrzeć mniej więcej coś podobnego – swojego rodzaju buńczuczność, zapatrzenie w siebie, autoapoteozę.

 

kolejne dni, lata, miesiące

Tu chyba kolejność wyszła nie ta? Czy celowo jednostki uszeregowane inaczej niż wielkością?

To był oczywiście błąd, już poprawiłem. Gdyby przestawić to jeszcze inaczej, mógłby wyjść z tego ukryty przytyk w amerykański sposób zapisu dat ;)

 

@Deirdriu

 

Ciekawe. Tym bardziej, że nowsze założenia… i jak aktualnie te ruchy nazwać? Powstały na bazie New Age, teozofii (właściwie najpierw teozofia, potem New Age), zachodnich interpretacji buddyzmu i wszelkich przejawów ufologii (starożytni astronauci), dzieci indygo i inne takie. Wszystko do jednego wora. Nowoczesny New Age raczej dąży do zbliżenia do natury, a część ludzi kategoryzuje jako “maszyny” lub “ludzie portale” bez duszy – takie odniesienie do rozpoznania osobowości antyspołecznej (DSM-V, kiedyś osobowość psychopatyczna i socjopatyczna).

Oj, ile to razy bywały takie przypadki, że jakaś jednostka lub grupa ludzi odwoływała się do wartości jednostek lub grup z przeszłości, podczas gdy prawdopodobnie te historyczne jednostki lub grupy nie miałyby najlepszego zdania o tych, którzy powołują się na nich w teraźniejszości? Próbowałem skupić się raczej na jednym elemencie tych ideologii (czyli jedności inteligentnych istot). Ostatnio w pewnych kręgach upowszechniło się także określenie “Spiritual but not religious” (SBNR), zbiorczo określające osoby praktykujące duchowość, nie podążając ścieżkami zorganizowanych religii. 

 

@Darcon

Dziękuję za komentarz :) Miło znowu Cię widzieć. Cieszę się, że wizja przedstawiona jest dla Ciebie przemyślana.

 

Mam jednak do tekstu dwie uwagi. Za dużo odwołań, zwłaszcza do XX wieku. Pisałem to już Coboldowi, pisałem bodajże Marasowi, że słabością Autora jest, gdy uważa, że w przyszłości wszyscy będą powoływać się jedynie na XX wiek, a dokładnie to na kilka dziesięcioleci. To po prostu lata, które odcisnęły się na Autorze i teraz on serwuje je czytelnikowi, jako najważniejsze w ludzkości odniesienia. Żeby utwór futurystyczny zyskał na wiarygodności, warto sięgnąć po coś sprzed kilku wieków do tyłu, jak i w czasie po XX wieku. I uwaga! Dałeś jedno odwołanie z 2049. :)

Trafna analiza, odwołania z czasów współczesnych zdecydowanie zdominowały utwór. Ale nie tylko odwołanie do roku 2049 łamie ten schemat – Henri-Frédéric Amiel żył w XIX wieku, a Księga Wewnętrznego Spokoju, czyli Shōyōroku, została po raz pierwszy opublikowana w 1224.

 

Druga uwaga jest bardziej kosmetyczna, chociaż widzi mi się, że i tak nie wprowadzisz. Mianowicie pozbyłbym się z tekstu wszelkich określeń, które narzucają pewien tok postrzegania przyszłej, opisywanej przez Ciebie rzeczywistości. To znaczy usunąłbym “mieszkanie, fotel, Pragę, Charleston, Fallout”. One nasuwają konkretne skojarzenia i do tego dosyć przyziemne. Pozbądź się nazw własnych i wymyśl bardziej neutralne określenia, zamiast mieszkania czy fotela. Gdy je usuniesz, dasz czytelnikowi możliwość wyobrażenie sobie jego ulubionych miejsc lub rzeczy, które mimowolnie same mu się narzucą, albo zostawisz wręcz pewne niedopowiedzenia, które też przecież są ciekawe. Dla Ciebie jest to Fallout, a dla kogoś inna gra. Mamy tendencję do wyobrażania sobie tego, co lubimy. Jeśli pozwolisz na to czytelnikowi, zyskasz parę punktów (albo lajków? ;) ).

Zdecydowałem się na konkretne opisy przestrzeni z dwóch powodów:

 

– wskazują one na dokładność związaną ze sposobem myślenia hiperświadomości, jej umiłowanie do faktów i wiedzy;

– dają pewną “kotwicę”, na której może się oprzeć czytelnik w trakcie wyobrażania sobie opowieści, gdybym użył zbyt ogólnikowych określeń, ryzykowałbym stworzenie wrażenia, że bohater jest zawieszony w pustej przestrzeni, a nie o taki efekt mi chodziło.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Gdyby przestawić to jeszcze inaczej, mógłby wyjść z tego ukryty przytyk w amerykański sposób zapisu dat ;)

O, to by było niezłe :D

 

Jeśli chodzi o pierwszą uwagę, bardzo ładnie. Amiela przegapiłem, a Księgę Wewnętrznego Spokoju myślałem, że zmyśliłeś.

Ale ani ze sposobem myślenia, ani z kotwicą mnie nie przekonałeś. :)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Czytało mi się całkiem przyjemnie :)

Przynoszę radość :)

@Darcon

Shōyōroku nigdy nie miała polskiego wydania, jeśli dobrze kojarzę. Jest dość krótka, jeżeli kiedyś znajdę jakieś otwartoźródłowe wydanie anglojęzyczne, to może przetłumaczę je na nasz język w ramach ćwiczeń.

 

@Anet

Cieszę się :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dobrze napisany szort. Rozumiem, że cyborgiem steruje człowiek ze swojego domu, coś w rodzaju gry, tylko że jest to rzeczywistość, w której trwa Wojna. Interesujące odwołania. Pozdrawiam.

Nigdy się nie poddawać

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Zielonko :)

Android jest sterowany zdalnie, racja. Sądzę, że w przyszłości, zwłaszcza po upowszechnieniu technologii 5G i szybszych, coraz więcej prac będzie wykonywana na odległość przez sterowanie dronami/robotami/autonomicznymi pojazdami.

Można powiedzieć, że w tym opowiadaniu w zasadzie cały świat stał się Grą. A Wojna trwa przeciwko tym, którzy uznają ten stan wymieszania wirtualności z rzeczywistością za nienaturalny i próbują go odwrócić.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Przeczytałam. Interesujące. Super interesujące.

Jest to najciekawszy tekst, jaki udało mi się przeczytać na fantastyka.pl. I do tego ładnie napisany, chociaż zgadzam się z Darconem co do języka i konkretnych odniesień (Fallout etc), które należałoby zastąpić czymś ogólniejszym.

Transhumanizm, jednostkowienie, podmiotowość, człowieczeństwo – w takim krótkim tekście udało ci się zawrzeć wszechdoświadczenie ludzkości :) co podziwiam. Z żelazną logiką wyciągasz konsekwencje z wcielania w życie idei, których skutków dziś nie chcemy znać (my ludzkość rzecz jasna). Myślę też, że szerokie wyjaśnienia odautorskie są niepotrzebne, bo tylko zawężają odczytanie tego opowiadania, np. zdalne sterowanie androidem/maszyną bojową NIE jest jedyną opcją, a nawet nie jest rozwiązaniem przyszłości, gdyż to, co mi przyszło na myśl przy czytaniu tego fragmentu, to włożenie świadomości do maszyny… Nie precyzujesz tego w tekście, i bardzo dobrze.

W każdym razie dziękuję za lekturę. Przeczytam sobie jeszcze raz.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, chalbarczyk :)

 

Jest to najciekawszy tekst, jaki udało mi się przeczytać na fantastyka.pl

Miło mi widzieć takie wyróżnienie :)

 

np. zdalne sterowanie androidem/maszyną bojową NIE jest jedyną opcją, a nawet nie jest rozwiązaniem przyszłości, gdyż to, co mi przyszło na myśl przy czytaniu tego fragmentu, to włożenie świadomości do maszyny… Nie precyzujesz tego w tekście, i bardzo dobrze.

Z tym zdalnym sterowaniem to chodziło mi po prostu o ogólny fakt, wyjaśnienie tego zjawiska z zewnętrznej perspektywy np. tak, jak mogłaby to widzieć osoba oponująca filozofii Ja i Ja. Z perspektywy bohatera-narratora to jest już coś więcej niż tylko sterowanie, to znacznie głębsza integracja, “wlewanie świadomości”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wydaje się odrobinę brakować erudycji, na którą do tej pory zbytnio się nie uskarżałem. :(

W inwokacji Lynxa, nie rozumiem połowy słów.

Opowiadanie wciąga swoją wizją przyszłości, dla mnie jest tak bardzo “realistyczną”.

Ja tak właśnie widzę przyszłość człowieka.

Świat, w którym zaciera się granica pomiędzy realnym a wirtualnym, pomiędzy ludzkim a maszynowym, pomiędzy analogowym a cyfrowym.

W kontekście konkursu, absolutnie wybitne opowiadanie.

Jak wspomniałem na początku, nie chwytam wszystkich smaczków, ale i tak jestem pod wrażeniem.

Moim zdaniem to jest piórkowy tekst.

Dziękuję za miłe słowa komentarza i nominację do piórka, Fizyku111 :)

 

W inwokacji Lynxa, nie rozumiem połowy słów.

To dość skomplikowany utwór ze względu na liczne nawiązania do Biblii i slangu Nadsat z “Mechanicznej pomarańczy”. Tutaj można znaleźć tekst piosenki z objaśnieniami mniej znanych słów:

http://dnblyrics.com/lynx-kemo-carnivale/

Niestety brakuje tam ostatniej zwrotki, z której pochodzi wers zacytowany w tekście, ale za to można ją znaleźć tutaj (tutaj treść nie ma objaśnień):

https://genius.com/Lynx-carnivale-lyrics

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ciekawy tekst, chociaż chyba nie wszystkie nawiązania wyłapałam. Sama wizja wirtualnej-niewirtualnej rzeczywistości wydaje się niepokojąca. Kolejny raz budujesz alternatywny świat, intrygujący czytelnika.

Strumień świadomości na początku pamiętam z Twoich poprzednich tekstów. Nie jestem zwolenniczką takich rozwiązań w opowiadaniach. Szkoda, że to przenikanie świata wirtualnego i zwykłego nie zostało zaprezentowane w czymś więcej niż gra komputerowa. Jednak rozumiem, że limit wymusił skondensowanie historii.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, ANDO :) Fajnie, że przedstawiony świat okazał się dla Ciebie intrygujący.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Tak jak obiecałem przeczytałem. Interesowało mnie bo też chcę wziąć udział w konkursie :)

 

pozdrawiam

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

To ja powiem, że mi się podobało.

Początek za mordę nie chwyta, ale rozkręca się w miarę a później jest tylko lepiej. Trochę poczytałem, trochę poskanowałem komentarze i odpowiedzi i wydaje mi się, że udało się dosyć dobrze przekazać zamysł.

Mamy pozostawione pole do interpretacji, ale i wskazówki i punkty zaczepienia, w którą stronę autor próbuje zwrócić nasze myśli. Sam piszę aktualnie coś o podobnej tematyce, więc dołożyłeś mi Wickedzie do rozważań.

Nie ma tu dużo akcji, ale odniesienia, rozmowa z chłopcem i zakończenie robią robotę.

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

@dawidiq150

Dziękuję za przeczytanie i komentarz :)

 

@Mytrix

Również dzięki za komentarz i ocenę :) Fajnie, że się podobało.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Tekst stoi na ukazaniu świata oczami cyfrowego buty. I na tym polu moim zdaniem najbardziej wygrałeś, bo ta wizja jest ciekawa, przemyślenia tegoż zrozumiałe (rozumiem odwołania do XX wieku, bo trudna zaczepić czytelnika fikcyjnymi, których nie zna ;) ). Choć trzeba też powiedzieć, że początek też najmocniej się wlecze. Ma po prostu takie tempo.

Motywy filozoficzne fajnie i dla mnie przejrzyste.

Druga część zyskuje dynamiką, ale z lekka trąci mi oklepanym schematem “androidy bojowe, transportery”. Tu by się przydał mocniejszy kreatywny odlot, a wiem z poprzednich Twych tekstów, że takowy potrafisz zaserwować.

Podsumowując: ciekawy koncert fajerwerków. Może się wydawać nierówny przez różnicę tempa obu części, ale wynagradza treścią.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, NoWhereManie :)

Fajnie, że filozofia okazała się przejrzysta, o to mi głównie chodziło przy tworzeniu tekstu.

Tekst jest trochę nierówny, bo z jednej strony chciałem ukazać sposób myślenia “człowieka hiperświadomego”, a z drugiej dla odmiany nie chciałem też iść w stronę jednolitego strumienia myśli jak było to w przypadku “Funta kłaków”. Rzeczywiście, android bojowy nie jest szczególnie odkrywczy, ale w ten sposób chciałem nawiązać do wspomnianego wcześniej w komentarzach “Ghost in The Shell”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nowa Fantastyka