- Opowiadanie: Asylum - Świąteczna kartka

Świąteczna kartka

Dołączam do “Świątecznego konkursu”. Wstawiam z serdecznymi, świątecznymi już życzeniami:) Niech kręci się ten świat. lecz wpływajmy na jego parametry. Wszystkiego najlepszego!

 Inspiracją dla mnie był cytat z OT “ Coś, co nie jest opowiedziane, umiera”.

Up date: 23.12.2019, skorygowane technicznie.

 

Dzięki, drogie bety: Fizyku, DD i CMie (wymieniam w kolejności czytania). Odpuściłabym, gdyby nie Wy!

Błędy są wyłącznie moje, te logiczne, interpunkcyjne, stylistyczne i wszelakie, które znajdziecie.  Trochę skorygowałam, acz nie wystarczająco, moim zdaniem. Czasu mam tyle, ile posiadam, podobnie z pojmowaniem zawiłości konstruowania opek i perfekcją.

PS. Eh, chciałabym kiedyś powiedzieć – jest w punkt, lecz, cóż...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Świąteczna kartka

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce żyła Zwiewka, chomik płci żeńskiej .

Świat, w którym mieszkała, był filiżanką, skrojoną na jej miarę. Potężne wichry targały pięknym naczyniem w tę i we w tę. Wirując w takt kosmicznego crescendo, Zwiewka trzęsła się ze strachu i tuliła do zimnych porcelanowych ścianek. Rozpłaszczała  się na dnie filiżanki. Ona i jej świat były takie kruche, podatne na stłuczenie.

Nie znała innych przestrzeni, pamiętała tylko tę bajecznie kolorową mgławicę NGC 604, kipiącą od procesów gwiazdotwórczych i z całej siły próbowała przeżyć. Sięgała po niciach elektromagnetycznych coraz dalej i dalej, aż nadszedł dzień, gdy kwiknęła:

– Dość!

Nie wiedziała, skąd wzięła się u niej taka odwaga i w pierwszym momencie, swoim zwyczajem, przywarła do dna filiżanki. Jednak, niesiona dziwnym impulsem, stanęła na tylne łapy i pobiegła na kraniec małego świata. Mocno zaczepiła pazurki o rant filiżanki i wychyliła nos poza nią.

Regularna wojna. Nic się nie zmieniało, ciągle to samo. W oczach dwoiło i troiło się jej od tych błysków, czerni, ruchu gazów, pył utrudniał oddychanie. Pędzące roje skalnych odłamków o włos omijały filiżankę. Ta galaktyka nastawała na jej życie.

– Czy urodziłam się po to, aby umrzeć? Czy jest tylko „tutaj”? Czy nie ma „gdzie indziej”? – zaskrzeczała.

Mgławica nie odpowiedziała, za to najbliższe gwiazdy zasypały ją kurzem i zalały wrzaskiem kolejnych narodzin. Na wpół ogłuchła zsunęła się na dno filiżanki i sięgnęła zmysłami do poznanych, spokojniejszych galaktyk. Opowiadały o lepiej ułożonych, starszych światach. Pomiędzy nimi, cyklicznie, krążył ktoś w kołysce, nie tak pięknej jak jej filiżanka, ale podobnej delikatności. Pędził uśmiechnięty i pokrzykiwał:

– Ho, ho, ho!

Ten ktoś poszukiwał pomocników na doroczne święto, jak pojmowała wędrówkę w kołysce. Zwiewka śledziła jego podróże od trzech lat. Słowa „praca” – nie rozumiała, lecz “zmiana miejsca” – tak, gdyż całe życie spędziła, krążąc po swojej mgławicy. “Rok” był czasem obrotu pewnej planety wokół gwiazdy, którą nazywano Słońcem.

– Dość tego! Polecę tam! – zaskrzeczała głośno, aby dźwięk, odbity od ścian filiżanki, dotarł do najbliższych gwiazd. 

Ucichło. 

– To moja szansa na „gdzie indziej” i może tam będzie lepiej – mruczała, kreśląc słowa do owego Ho.

Miała napisać coś o sobie. Poszło jak z płatka. W końcu wiedziała, jak było. Nic, krążyła po swoim wszechświecie. Nos spuściła na kwintę, kiedy zobaczyła, że jeszcze musi wyjaśnić, dlaczego ona, Zwiewka, jest najlepszym kandydatem.

– Co ma napisać? Że chce uciec z miejsca, w którym powstała? 

Doszła do wniosku, że bez ogródek napisze, przecież jest gotowa do drogi. 

Odpowiedź przyszła, zanim zdążyła pomyśleć  “nie przyjmą jej”.

„Wybrano cię. Przyjeżdżaj. To jeszcze nie akceptacja. Pamiętaj! Jutro, godzina dwunasta, planeta Ziemia, miejsce – Laponia”.

Dalej podano koorydynaty miejsca spotkania. Zwiewka zaniepokoiła się, względem czego były te znaki, lecz domyśliła, że punktem odniesienia była ich gwiazda, przecież nie zadawaliby sobie trudu, by sprawdzać miejsce zamieszkania przyszłych pomocników.

 

Skuliła się, przybierając kształt pocisku, zacisnęła powieki, by nie przestraszyć się atramentowego kosmosu i próżni i wyskoczyła z filiżanki. Z początku towarzyszyło jej cichnące wibrato porcelanowych ścianek, lecz kiedy usłyszała brzdęk, obejrzała się. 

Jej dom rozpadał się, trafiony skalnym odłamkiem. Skorupy, układając się spiralnie, odlatywały do najbliższej czarnej dziury. Rzuciła się w ich kierunku, żeby złapać jeden okruszek. Zamknęła porcelanowy pyłek w łapce, przeciwstawiła się sile ciągu i ruszyła ku Słońcu w nie najlepszym nastroju.

To już nie była jej galaktyka. Nie miała do czego wracać. 

 

***

W Laponii czekał na Zwiewkę wielki, długi, wąż. Rozciągał się na przestrzeni tysiąca filiżanek. Stanęła na końcu. Trzęsła się. Tu było nieprzyjemnie. Futro nie pomagało. Zimno. 

Węża doglądali mili osobnicy z koronami na głowach i wpiętymi w klapę wizerunkami kołyski Ho. Widząc nowego przybysza, jeden z nich, z czerwonym nosem, od razu przygalopował.

– Cześć, nowy pomocniku. To kolejka do Wielkiego Świętego Mikołaja. Niech nie przeraża cię jej długość. Szybko idzie, potem przejście przez portal i znajdziesz się w strefie. Portal jest nieduży. Chociaż nie, dla ciebie będzie ogromny. – Uśmiechnął się, wręczył jej numerek i termos.

– Herbatka z malin. Rozgrzeje. Jak masz na imię? – zagadnął.

– Zwiewka…

Chciała coś dodać, ale pośpieszył do kolejnego przybysza, wielkiej żółtej ryby, która miała kłopot z lądowaniem. Plasnęła o zbocze pobliskiego pagórka i rozpaczliwie waliła ogonem w lód, aby się zatrzymać. Za pierwszą nadleciała druga ryba, potem trzecia i… nie było ich końca. Ogromna trzepocząca masa z dużą szybkością ześlizgiwała się prosto na Zwiewkę.

– Nieee! Ja chcę do domu! – wrzasnęła i zamarła, bo domu już nie miała.

Z przestrachem przypatrywała się trzem miłym osobnikom, którzy przytruchtali z połyskliwą siecią. Wyglądała jak znajome mlecznobiałe prądy elektromagnetyczne, karmiące ją, gdy była niemowlakiem. Wpadały rzadko, więc nauczyła się jeść na zapas,  niepewna, kiedy ponownie zabłądzą do jej filiżanki. Potem poznała je, nauczyła się wzywać i z nich korzystać.

 

Wspomnienie uspokoiło Zwiewkę. Sieć pełzła jak żywa po łuskach, a ryby układały się pod nią według znanego tylko im porządku. Odzyskały kontrolę nad pływem. Zaczęły zsuwać się, zgodnie ze swoją wolą. Zajęły miejsce w kolejce tuż za nią. I im wręczono numerek. Jeden dla wszystkich.

Zapatrzona w stado żółtych ryb zapomniała o zimnie i hulającym wietrze. Nagły podmuch uniósł ją w powietrze, przeniósł nad ławicą i sprawił, że znowu wylądowała na końcu kolejki.

 – Eh! Nic z tego nie będzie – prychnęła rozczarowana.

Widząc wypadek Zwiewki, inny miły osobnik podszedł do niej. Ten nie miał czerwonego nosa, lecz czarny.

– Jestem Wreg. Pilnujemy tu porządku. Zainteresowanie jest duże. Wybieramy najlepszych.

– Widzę! – jęknęła. – Ja wiele umiem i potrafię. Wszystkiego się nauczę. Obiecuję – zapewniła żarliwie.

– Hmm… przybyłaś z daleka. Sprawdzę, ktoś zacz? – umilkł i zaczął kręcić głową, jakby coś czytał. – Jak się o nas dowiedziałaś? Bo „nic”, o którym napisałaś mnie nie przekonuje.

– Szperałam, przyglądałam się podróżom kołyski i czytałam o Wielkim Świętym Mikołaju – pisnęła Zwiewka.

Oczy Wregowi rozbłysły jak nowa gwiazda.

– Z daleka… A pracowita jesteś? Jak często szukałaś informacji? – poprawił się.

– Nic innego nie robiłam – potwierdziła.

– Znaczy, nadajesz się. Wskakuj do poroża. Mikrus jesteś, ciągle będziesz zwiewana z kolejki. Przemycę cię – zaklekotał radośnie i skłonił głowę.

Uczepiła się pazurkami poroża i zagrzebała w krótkiej sierści. Rozpłaszczyła się jak na dnie filiżanki.

Jechali długo, a Wregowi śmiesznie klikały kolana, kiedy przemierzali szlak tysiąca filiżanek. Po drodze wypytywał ją o jej świat i zainteresowania. Opowiedziała o strzaskanej filiżance.

– Musisz się bardzo postarać, ale pomogę ci. – Obiecał. – Kiedy Wielki Święty Mikołaj spyta, czy masz jakieś życzenia odnośnie renifera, powiedz, że wybierasz mnie.

– Dziękuję, wiedziałam, że „gdzie indziej” będzie lepiej – parsknęła radośnie.

– Ciszej bądź! i trzymaj się teraz, mała, przeskoczymy przez portal, wprost do naszej stajni.

Zacisnęła powieki. Tylko na chwilę włosy stanęły jej dęba. Zwiewka wzruszyła ramionami. Oni tutaj nie wiedzą, co oznacza prawdziwe niebezpieczeństwo.

Przyjazny świat.

 

***

Zwiewce spodobał się mikołajowy świat. Od dwóch miesięcy myszkowała w bibliotece. Tyle dziwnych i miłych osobników siedziało, stało, kotłowało się przy biurkach. Półki, sale, korytarze. Nawet z żółtymi rybami wymieniła słówko, kiedy poszukiwała książki o tych dziwnych istotach odżywiających się prądem jak ona. Tuż obok biblioteki rozciągała się stajnia dla prawie miliona reniferów. Podzielona była na kwartały dla poszczególnych stad, z których każde miało łąki, miejsca do snu, pola do zabawy i zatargów. W samym środku mikołajowej stajni rezydował najważniejszy zastęp, pierwsza dziewiątka. 

Tuż przed godziną zero, dwóch z niej wbiegło na bitewny rynek, Renifer zwany Czerwononosym i Wreg. 

 

Zaczęło się od krótkiej wymiany zdań przy paśniku.

– Dlaczego wykorzystujesz Zwiewkę? – zagadnął ten z czerwonym nosem.

– Zazdrościsz, że zgarnąłem ci ją sprzed nochala, kiedy pośpieszyłeś z malinową herbatką?

– Nie, to nie fair. Ona wyszukuje ci unikalne foliały, a ty zapisujesz zasługi na swój rachunek.

– Też byś tak chciał, co! Trzeba było się postarać, głuptaku! Myślisz, że nie widzę, jak jej pomagasz? I bardzo dobrze. Ma zapóźnienia w ziemskiej edukacji. Ha, ha, ha – rozryczał się na cały głos.

– Ona nie zna ziemskich zwyczajów. Ba, nawet innych osobników. Jesteś okrutny. – Czerwononosy opuścił łeb ze smutkiem.

– I co z tego, ulubieńcu? Wszyscy byliśmy równi, zanim się urodziłeś. Beniaminek! – prychnął z odrazą.

– Przecież tego nie chciałem.

– Zmierz się wreszcie z prawdą, czerwononosy. Chodź, lecz nie wiem, czy starczy ci odwagi!

Wtedy pogalopowali na pole zatargów.

 

Stanęli naprzeciwko siebie. Najpierw każdy z nich pogrzebał kopytem w ściółce, następnie zadarli poroża, zaryczeli i ruszyli. 

Głosy reniferów z pierwszego zaprzęgu przyciągnęły widzów. Pierwsze przytruchtały ciekawskie małolaty, a za nimi ich rodzice. Zawsze to urozmaicenie od przeżuwania trawy i ziół oraz oczekiwania na mikołajowy start. 

Wszyscy z napięciem obserwowali starcie.

Poroża Czerwononosego i Wrega sczepiły się. Napierali jeden na drugiego. Mniejszy walczył ze wszystkich sił, lecz na próżno, bo przewaga była wyraźna.

– O co tu chodzi? Co jest na rzeczy? – pytali obserwujący.

– Nerwowy czas, świąteczny, za chwilę wyruszamy.

– No coś ty! przecież wyrabiamy się. – Padały odpowiedzi.

– Niektórzy chcą i muszą być pierwszymi, zawsze i wszędzie?

– Ale kto winny? 

– E tam, pewnie najmłodszy, zawsze czupurny.

– Jak dotąd, dobrze nas prowadził w pierwszym dniu. 

– Ulubieniec, dobrze mu tak!

– Trzeba mu utrzeć ten czerwony nos.

– No coś ty, on nie zawinił.

 

Wreg spychał Czerwononosego do Ściany Poddania, lecz ten, zręcznymi ruchami, wyplątał poroże z bezpośredniego zwarcia i odbiegł kilka kroków. Przeciwnik powielił jego ruch i czekał na bezmyślną szarżę.

 „Przegrałem”, przemknęło przez myśl Czerwononosemu. Zamknął oczy, jak robiła to Zwiewka, kiedy się bała, i ruszył. Wreg wyczekał, po czym wyczuwając moment, usunął się i schylając łeb, wbił poroże głęboko w bok Czerwononosego. 

Krew powoli wypływała z rany.

– Ooo! – zaryczał Wreg i odwrócił się do obserwatorów.

Dzwoneczki na szyjach reniferów zakołysały się. 

Wreg uniósł wysoko głowę:

– Rozpoczął spór! Dziki był i niewychowany. Sami widzieliście. Możecie zaświadczyć.

Stado stało w milczeniu, maluchy popiskiwały, widząc powiększającą się na ściółce czerwoną plamę. Siedmiu z pierwszego zaprzęgu skłoniło poroża przed Wregiem, za nimi poszły pozostałe.

Nikt nie usłyszał szeptu Czerwononosego:

– Przecież wiesz, że ona nie może tutaj zostać, nie jest reniferem.

 

W małym domku, nieopodal stajni, Wielki Święty Mikołaj wprowadzał ostatnie poprawki do planu dostarczenia prezentów na czas. Wstał od stołu, przeciągnął się i podszedł do okna. Stajnia była rozjarzona, czyli zaprzęgi gotowe, w tym ten pierwszy. Potem przeniósł wzrok na bibliotekę. Też pulsowała, a w niej tysiące pomocników zatrudnionych na świąteczny czas. 

Wreg naprawdę dobrze spisał się w tym roku. Wynajdywał i kupował unikalne książki, a wszystko na czas.

 

***

Odprawa odbyła się na Zielonej Łące w samo południe. Światło było wtedy najjaśniejsze i mniej energii zużywano na docieplenie sfery Wielkiego Świętego Mikołaja. Największą część półkola zajęły szeregi pomocników, a po jej obu stronach ustawiły się zaprzęgi reniferów. 

Zwiewka stała w pierwszym rzędzie pomocników, zgodnie z przywilejem najmniejszych istot. Była ciągle bardzo smutna, ponieważ dowiedziała się, że w wypadku zginął jej przyjaciel, Czerwononosy. Podobno doszło do zwarcia w portalu i rozbłysł jak rodząca się gwiazda. Wreg pośpieszył mu z pomocą. Nie zdołał. Szkoda, że jej przy tym nie było, przełknęłaby ten prąd na obiadek jak te krążące w jej galaktyce.

 

Święty Mikołaj wszedł na lodową piramidę i zaczął od przywitania:

– Ho, ho, ho!

– Ho, ho, ho! – odpowiedzieli z entuzjazmem przybyli.

– Kochani. Po raz kolejny udało się! Nie zawiedliśmy. Możemy ruszać! Prezenty wyszukane, zapakowane, a optymalne trasy wyznaczone. Dziękuję wam, pomocnicy i wam, stada reniferów. Każdemu z osobna. Dobra robota! 

Jesienny czas przejmuje mnie coraz większym drżeniem. Zastanawiam się, czy zdążymy, bo nacisk, jak sami wiecie, nie maleje, lecz rośnie.

Ogłaszam zakończenie fazy środkowej.

Szlachetni pomocnicy, wracajcie do swoich domów i zapraszam serdecznie za rok. Nie spodziewałem się tak dużego odzewu. Proszę was, propagujcie tę akcję wśród swoich pobratymców. Każda ręka, łapa, płetwa, odnóże się przyda!

A teraz, do dzieła, bracia reniferowie! Pora na nas. Formujcie kolejkę i zaczynamy!

 

Rozległy się owacje. Mikołaj przesyłał całusy schodząc z lodowej piramidy.

Zwiewka zesztywniała. Jak to, dokąd ma wracać?

 

***

Kończył się weekend. Za tydzień święta. W domu pachniało już piernikami, które studziły się na dwóch blachach w kuchni i pomarańczami leżakującymi na parapecie w dużym pokoju. 

– Julka, skończyłaś wreszcie pisać tę kartkę do wujka Tolka? Nie będę dłużej czekała!

– Jeszcze chwilunia, jeden obrazek. Zaraz. – Julka skreśliła znak zapytania i dopisała dwa słowa:

„Wujku Tolku, pomóż Zwiewce skleić jej filiżankę.

Całusy, Julka.

PS. A jeśli nie, to sam wiesz co?… się stanie”

 

Dziewczynka podbiegła do mamy i podała jej blok rysunkowy.

– No dobrze, zobaczmy, co tam napłodziłaś? Tyle kartek? To przecież komiks! 

Mama przeglądała obrazki dziewczynki. Ta, stała wyprężona jak struna. Dobrze-niedobrze. W duchu modliła się do strzaskanej filiżanki, aby rysunki przeszły inspekcję.

– No i co teraz? To przecież koniec. Katastrofa dla Zwiewki! – Matka wolno odłożyła blok na stół i popatrzyła na Julkę.

– Coś ty, wujek Tolek jej pomoże. Sklei filiżankę, tak jak moje sandałki w ostatnie wakacje. Nie pamiętasz?

– Ale…

– Mamo, on pracuje w książkach, jest szperaczem. Na pewno znajdzie dla niej zajęcie w swojej bibliotece.

– Jesteś tego pewna?

– Oczywiście! Ty czasami jesteś niedowiarkiem, wiesz? – zachichotała Julka.

– Nie mędrkuj za bardzo. Dobrze, pakujemy list-komiks. Wygrałaś.

Na stole piętrzyły się stosy białych bąbelkowych kopert zaadresowanych do znajomych, przyjaciół i rodziny. Każda zawierała wybraną książkę lub książki. 

 

PS2

– Mamo?

– Co?

– Muszę jeszcze coś dopisać? Koniecznie!

– Znaczy mam zmarnować nową kopertę?

– Przecież kupiłaś pięć na zapas? I daj jeszcze kartkę, najlepiej tę z lisem, który trzyma w ręku list. 

Matka przyglądała się w milczeniu, jak powstają kolejne linijki.

„Wujku, a ten Czerwononosy nie umarł, jest w sanatorium, na rekonwalescencji. Weź to, z łaski swojej, jak mawia mama, pod uwagę.

Twoja Julka”.

 

Dziewczynka wsunęła kartkę do nowej koperty, zakleiła ją i razem poszły na pocztę, aby nadać wszystkie przesyłki.

Koniec

Komentarze

Asylum, tekst trochę wystaje poza górny limit (15 tys. znaków).

Moją opinię już znasz. Wymienię więc tylko kilka pozytywów, na podkładkę do wniosku o klika:

– ładne

– bajkowe

– fajnie świąteczne

– charakterystyczna bohaterka

– przemycające nutę wiary i optymizmu

– uwiarygodnione elementem goryczy w postaci fałszu, obłudy.

 

Myślę, że tyle chyba wystarczy. :)

 

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Jurorko, Ando, ścięte:)

Dzięki, CMie:) Zdumiewa mnie, wciąż, że ile razy bym nie czytała swoich wypocin, to widzę inne możliwości, ścieżki, którymi można było pójść. Zdecydowanym zaś minusem szybkiego wstawiania są korekty dokonywane w biegu, ściganie się z czasem. W dodatku zawsze niezadowalają. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Szalona Asylum i bardzo pozytywnie szalony tekst. Bardzo mi się podoba Twoja Świąteczna historia o uroczej Zwiewce.

Wyjątkowo oryginalny pomysł, ciekawi bohaterowie, wszystko takie trochę surrealistyczne, trochę fantastyczne, a jednocześnie trochę klasyczne. Wiewiórka w filiżance – słodkie heart

Poza tym bardzo dobrze się czytało :) Ode mnie dla Zwiewki oczywiście świąteczny, biblioteczny kliczek.

Dziękuję Katiu, za pozytywne szaleństwo, bo bez niego trudnoheart Ciągle jeszcze pamiętam, że w Hameryce były szkodnikami, bo szare. I uff, odetchnęłam z ulgą:), że nie skłaniało do zatrzymań.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Super bajka. Najwięcej doceniam oryginalną oraz wciągającą historię. W drugiej kolejności powiedziałbym o zarysowanym konflikcie, bo pozwolił na zanurzenie się w historii. Ciekawie zbudowałaś bohaterów. Być może koniec potrzebowałby malutkiego poszerzenia, ale limit zmusił do cięć – rozumiem.

(Uwaga, Spoiler)

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem historię, ale wychodzi na to, że Antoni stworzył historyjkę o chomiku w filiżance (ma przynajmniej pewien wpływ na bieg wydarzeń; może współdzieli tylko doświadczenie), w którą wierzy dziewczynka, która następnie obdarza troską bohaterów bajki. Czytałbym Julkę jako czułego i wrażliwego narratora za kontekstem wykładu Olgi Tokarczuk (wspomnianego we wstępie). Piszę o tym, bo jak o tym myślę, to widzę w tym pomyśle wiele uroku.

Takie bajki będę czytał. O tak, będę czytał.

Mój komputer jest po polsku

Bardzo dziękuję, Mersayake, za miły komentarz:)

Miało być świątecznie i cieszę się, że było!

 

Nad zrozumiałością pracuję, pewnie niezbyt wystarczająco xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Interesujące podejście do tematu.

Dużo absurdu, bardzo sympatyczna bohaterka.

Czytałam z zainteresowaniem, chciałam wiedzieć, jak to się skończy. Mam nadzieję, że wujek jakoś sklei filiżankę. A może coś zbuduje na bazie tego okruszka, który Zwiewka zabrała ze sobą?

Babska logika rządzi!

A skąd wiesz, że zacznie od okruszka xd

Finklo:) dałaś mi klika xD, znaczy zrozumiałe! Jak mi miło:) Znaczy już się studzę, bo to przecież bajka, a w nich…  łatwiej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja nie wiem, tylko zadaję pytania. ;-)

Ale coś z tym okruszkiem przydałoby się zrobić, a nie – wisi sobie taki wątek niedomknięty fabularnie i majta…

Tak, było zrozumiałe. :-) Może to z powodu absurdu. ;-p

Babska logika rządzi!

Trafne pytania:) Tak, taki był zamysł.

No tak, wiedziałam, że jest za dobrze, że nie może tak być;-p

Finklom podziękowania ślę za przeczytanie i klika :)

Edit: Okruszek na kolejne Święta pozostał, jako punkt zaczepienia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Fajna bajeczka Ci wyszła, trochę absurdalna, ale podoba mi się. Zwiewki nie można nie polubić, podobnie zresztą jak Julki.

Mam tylko jedną wątpliwość. Jak się ma to:

Nie znała innych światów, pamiętała tylko tę, bajecznie kolorową mgławicę NGC 604

do tego:

Na wpół ogłuchła zsunęła się na dno filiżanki i sięgnęła zmysłami do poznanych, spokojniejszych galaktyk.

Poza tym, ode mnie kliczek. :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irko, prosto się ma :)

Nie znała innych światów, pamiętała tylko tę, bajecznie kolorową mgławicę NGC 604, kipiącą od procesów gwiazdotwórczych i z całej siły próbowała przeżyć. Sięgała po niciach elektromagnetycznych coraz dalej i dalej, aż nadszedł dzień, gdy kwiknęła:

Na początku nie wiedziała, a potem już tak:), ale jeśli zagościła w Tobie wątpliwość, to pewnie racja.

 

Dzięki za kliczek:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, historia z początku wydała mi się troszkę absurdalna, mocno abstrakcyjna. Jakby elementy opowiadania były kompletnie losowo dobrane i polane fantastycznym sosem, zmieszanym z logicznie nieprzystających do siebie składników. 

Niemniej, wszystkie puzzle wskoczyły mi na miejsce, po przeczytaniu ostatniego fragmentu. 

Jeżeli historia napisana jest z perspektywy dziecka-autora i chciałaś to oodać, to rzeczywiście ta narracja była jak najbardziej uprawniona, jak również i fabuła :) Także ten, tekst ogólnie na plus :)

 

Poniżej garść uwag stylistycznych:

 

Ona i jej świat były takie kruche, podatne na stłuczenie.

Nie znała innych światów, pamiętała tylko tę, bajecznie kolorową mgławicę NGC 604,

→ Powtórzenie

 

Ze przestrachem przypatrywała się trzem miłym osobnikom, którzy przytruchtali z połyskliwą siecią.

→ zamieniłbym Ze na Z

 

– Musisz się bardzo postarać, ale pomogę ci. Kiedy Wielki Święty Mikołaj zapyta, czy masz jakieś życzenia odnośnie renifera, powiedz że wybierasz mnie – obiecał.

→ słowo: obiecał, wsadziłbym pomiędzy te dwa zdania. Obiecuje w pierwszym zdaniu. Drugie to już nie jest obietnica tylko prośba. 

 

o tych dziwnych istotach odżywiających się prądem jak ona.

→ choć specjalistą od interpunkcji nie jestem, zastanowiłbym się na postawieniem przecinka przed jak. Teraz to zdanie brzmi troszkę tak jakby ten prąd był jak ona :) 

 

Zawsze to urozmaicenie od przeżuwania trawy i ziół

→ nie jestem pewien czy można urozmaicać od czegoś, napewno można urozmaicać coś.

 

Największą część półkola zajęły szeregi pomocników, a po jej obu stronach ustawiły się zaprzęgi reniferów. Zwiewka stała w pierwszym rzędzie pomocników, zgodnie z przywilejem najmniejszych istot.

→ Powtórzenie

 

Pozdrawiam

Cichy0

Cichy0, cieszę się, że elementy wskoczyły na swoje miejsca;) W dzieciństwie lubiłam układać puzzle.

Dzięki za komentarz! Błędy poprawię po ogłoszeniu wyników.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo surrealistyczny (ktoś mógłby powiedzieć bajkowy) początek, przechodzi płynnie w opowieść o pracowitej Zwiewce, która pomaga reniferowi w wyszukiwaniu prezentów dla Mikołaja, powodując zupełnie nieświadomie konflikt pomiędzy reniferami.

 

Zaraz, zaraz, a gdzie filiżanka?

 

Bardzo surrealistyczny (ktoś mógłby powiedzieć bajkowy) początek opowiada o bojaźliwej chomiczce mieszkającej w filiżance pędzącej przez nastającą na jej życie galaktykę. Pewnego dnia, gdy postanawia rozpocząć pracę dla Mikołaja, jej dom, filiżanka zostaje rozbity i po zakończeniu pracy nie ma dokąd wrócić.

 

No dobrze, ale gdzie jest Julka?

 

Bardzo surrealistyczny (ktoś mógłby powiedzieć bajkowy) początek ma też swoje zakończenie, które gorąco polecam przeczytać. smiley

 

Jest świątecznie, bajkowo i bardzo Asylumowo – znaczy jest z lekkim „odjazdem”. Wszystko jest jednak na swoim miejscu, i jak przedstawiłem powyżej, jest jak najbardziej zrozumiałe. wink

 

Bardzo polubiłem Julkę. W ogóle lubię Julki.

 

PS:

Kwicząca i skrzecząca Zwiewka mi się nie podoba, wolałem tą krzyczącą. sad

Jak by na to nie patrzeć, fantastyka to taka dziedzina, w której jeśli ktoś ma bujną wyobraźnię, to może, co więcej – powinien jej pięknie użyć. To, co mi się podoba w Twoim opku, to puszczenie wódz wyobraźni właśnie, bo to na tym polu najczęściej się wszyscy między sobą różnimy, a więc i zaciekawiamy siebie nawzajem. Wtedy rzadziej napotykamy też trywialność, banalizmy, wytarte metafory. Tutaj nie szkodzi, że czasem robi się abstrakcyjnie – cóż, taki klimat panuje w fantasy. A i pewna delikatna naiwność nie przeszkadza, w końcu jest dopasowana do filigranowej bohaterki ;) Podsumowując: według mnie fantasy równa się wyobraźnia – i u Ciebie to widać.

Choć nie przepadam za bajeczkami, to dobrze wyważone proporcje absurdu i humoru, a także brak przesłodzenia sprawiły, że tę czytało się całkiem przyjemnie – Zwiewka urocza, inne zwierzęta też fajne, no i cieszę się, że jest Julka, a jej wujek pomoże chomiczce mieć filiżankę.

 

żył sobie cho­mik imie­niem Zwiew­ka. Świat, w któ­rym miesz­ka­ła był fi­li­żan­ką, skro­jo­ną na jej miarę. ―> Piszesz o chomiku, a ten jest rodzaju męskiego, więc: …żył sobie cho­mik imie­niem Zwiew­ka. Świat, w któ­rym miesz­ka­ł był fi­li­żan­ką, skro­jo­ną na jego miarę.

Albo wcześniej zaznacz, jakiej płci jest zwierzątko.

 

Roz­płasz­cza­ła na dnie fi­li­żan­ki. ―> Co rozpłaszczała?

 

Nos opadł jej na kwin­tę… ―> Nos nie opada na kwintę. Można natomiast spuścić nos na kwintę.

 

Jutro, go­dzi­na dwu­na­sta, pla­ne­ta Zie­mia, miej­sc La­po­nia” ―> Brak kropki.

 

Wy­glą­da­ła jak zna­jo­me mlecz­no-bia­łe prądy… ―> Wy­glą­da­ła jak zna­jo­me mlecz­nobia­łe prądy

 

-Czer­wo­no­no­sy opu­ścił łeb ze smut­kiem. ―> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Już jestem! Obiecałem, że będę wczoraj, ale przyszedł taki niemiły dziadzio i ukradł mi czas, przez to nie zdążyłem, przepraszam!

Gubiłem się z początku. Skąd ta filiżanka, dlaczego chomik w galaktyce… portale, ryby, przeskok na Ziemię. Rzadko mam styczność z takimi bajkami, więc minęła chwila zanim przywykłem do tego świata. Spodobał mi się konflikt reniferów i zakończenie, choć chyba nie w pełni je zrozumiałem.

Generalnie na plus, późno wczułem się w opowieść, ale podobała mi się. Stopniowo zbudowałaś bardzo przyjemny klimat, który można odczuć tylko w takich bajkach.

Ona i jej świat były takie kruche, podatne na stłuczenie.

Nie znała innych światów

Troszku zgrzytnęło.

– Znaczy, nadajesz się. Wskakuj do poroża. Mikrus jesteś, ciągle będziesz zwiewana z kolejki. Przemycę cię – zaklekotał radośnie i skłonił głowę.

Tutaj mam problem. Nie chcę Cię pouczać, Asylum, bo wiesz dużo więcej ode mnie, ale uznajmy to za podzielenie się spostrzeżeniami. I tak wciąż trochę głupio mi to pisać, bo czuję się jak małpa, próbująca pouczyć profesora :P

Chodzi o pogrubiony przysłówek i ogólnie przysłówki, z którymi będę walczył dopóki zdrowie mi na to pozwoli. One są złudne i rzadko dobrze wybrzmiewają. Bo to jest opis, a na pewno się ze mną zgodzisz, że w pisaniu chodzi o pokazywanie. I mimo, że czasem napiszemy na przykład “robił coś bez zainteresowania”, to czytelnik wcale tego nie odczuje. Musimy pokazać czynność – ziewanie, przysypianie itp. W dialogach, przysłówki też nie brzmią najlepiej.

Pamiętam, że to moja opinia i mam nadzieję, że się nie zbłaźniłem… a i wiem, że ograniczał Cię limit znaków i mogłaś nie mieć wyboru!

Pozdrawiam, fajne opowiadanko Ci wyszło ;-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Powitanie i podziękowanie, miłym gościom opka :-)

W imieniu Zwiewki zapraszam na podwieczorek z herbatką i makowcem.

 

 

Fizyku, Zwiewka czysta jak kropla krystalicznej wody ze źródła, ciemność rosła wśród reniferów od dawna;) „Zrozumiałe”, ależ to dobrze smakuje:DDD, czyżbym właśnie jadła swój ulubiony ser? Dziękuję Ci za przeczytanie moich psychodelii ;)

 

Blue-Ice, miałam nadzieję, że może przeczytasz i moje opko, kiedy ujrzałam Twój tekst, ale wiesz nie zawsze rzeczywistość pasuje do wyobrażeń! Częściej nie;) Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie i wpis. Miło mi. Po przeczytaniu Twojego górskiego opka buszowałam jeszcze po Internecie szukając innych tekstów. Podobały mi się, bardzo, przez świadome używanie słowa. Kocham słowa, wyrażenia, potrafię się w nich zakochać na zabój. Dzisiaj slyszałam powiedzenie M.Szczygła, No, kilka ich było. Jedno od matki: „godność potrzebuje formy”. Drugie od Hanny Krall skierowane do niego, kiedy składał na jej ręce swoje pierwsze teksty: „Świat nie potrzebuje tylu twoich słów”, a były to lata dziewięćdziesiąte,. Ciekawe, co by teraz powiedziała?

 

Reg, jak zwykle jesteś nieoceniona i niezawodna:) Przybędziesz, przeczytasz i napiszesz, co myślisz. Podziękowania za pozytywne przyjęcie surrealistycznej z lekka opowiastki:)

Cieszę się, że błędów mocno zahaczających nie było zbyt wiele. W dodatku, część z nich pojawiała się i znikała przy mojej kolejnej korekcie (płeć Zwiewki, się przy rozpłaszczała, mlecznobiałe). Czyżby mi się  czucie  poprawiało? Nie bądźmy takimi optymistami.

Z „nosem spuszczonym na kwintę” wahałam się, lepiej mi brzmiało, „opadł”, niby tak definitywnie;) 

Błędy poprawię po ogłoszeniu wyników :)

 

MaSkrolu, to dobrze, że nieżle wyszło i niekoniecznie dobrze, że zgubiłam Ciebie na początku:) Z drugiej strony to dziecięce pisanie, więc rozumiem dorosłego człeka, który patrzy w przyszłość, a tu bajeczki musi czytać dla grzecznych dzieci:DDD

A pouczaj mnie i nie czuj się jak małpa:p W niektórych sprawach mogę wiedzieć więcej, w innych dużo mniej, take it easy! Co do przysłówków, widzę że i Ty masz swój bój „o”. Jak może wiesz, moim są zamienniki. 

Odnośnie tego konkretnego „radośnie”, z pełną premedytacją go wstawiłam. Miał spełniać określoną rolę, czy zadanie wykonał – nie wiem? Natomiast, podzielam Twoją opinię dotyczącą przysłówków, że potrafią zaśmiecić tekst, podobnie zresztą jak przymiotniki, jednakże zalecałabym ostrożność, czyli nie wylewania dziecka z kąpielą:)

 

Pzd srd wszystkich :)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cieszę się, że uznałaś uwagi za przydatne. A ponieważ deklarujesz, że usterki będą poprawione w stosownym czasie, od mnie klik. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

drugiej strony to dziecięce pisanie, więc rozumiem dorosłego człeka, który patrzy w przyszłość, a tu bajeczki musi czytać dla grzecznych dzieci:DDD

Bajeczki bywają bardzo mądre i warto je czytać, tylko że akurat się jej nie spodziewałem :P

Jak może wiesz, moim są zamienniki. 

Chyba chodziło o zaimki, jeśli tak, to masz rację, paskudne paskudy, ale ja nie zawsze potrafię je zastąpić (póki co oczywiście) ;)

Natomiast, podzielam Twoją opinię dotyczącą przysłówków, że potrafią zaśmiecić tekst, podobnie zresztą jak przymiotniki, jednakże zalecałabym ostrożność, czyli nie wylewania dziecka z kąpielą:)

Prawda! Choć przymiotniki są konieczne i często bardzo przydatne, tylko przesadzenie z nimi jest wyjątkowo nieprzyjemne!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

 Reg, pewnie, że uznałam. Zmierzam w nieznanym mi kierunku, do obcych ziem, ba, czasem trzeba w jakąś kapsułę kosmiczną wsiąść, a wtedy cholernie (skreślenie, aby CMa nie drażnić i jego Q., gdyby przypadkiem przeczytał) dobrze jest mieć przewodnika, stabilizator, busolę. Jesteś nią, po prostu, lecz bez wielkich słów ;D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum.

<rumieni się z zażenowania> ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, nie zauważyłam komentarzy.

Po pierwsze, dzięki, Jurce Ando,  za choinkę:)

Po drugie, MaScrolu:)

Bajeczki bywają bardzo mądre i warto je czytać

Jest czas bajęd i ten, w którym pociągają nas inne sprawy;)

Chyba chodziło o zaimki

Nie, o używanie zamienników do nazywania postaci. Jestem ich wrogiem;) Na przykład twój bohater ma na imię Jan, a Autor miesza mi w głowie, nazywając go blondynem, postawnym mężczyzną, komandorem itd. Autorzy są bardzo płodni pod tym względem, a biedny czytelnik, czyli ja rozwiązuje zagadki, bo nie ma pewności kto co mówi, robi i myśli.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie, o używanie zamienników do nazywania postaci. Jestem ich wrogiem;) Na przykład twój bohater ma na imię Jan, a Autor miesza mi w głowie, nazywając go blondynem, postawnym mężczyzną, komandorem itd. Autorzy są bardzo płodni pod tym względem, a biedny czytelnik, czyli ja rozwiązuje zagadki, bo nie ma pewności kto co mówi, robi i myśli.

Aaaa rozumiem, to bywa irytujące. Ja się w tej kwestii ograniczam do imienia (ewentualnie ksywki, ale albo jedno albo drugie), nazwiska, albo jeśli jest przykładowo dzieciak i dorosły to używam chłopak i mężczyzna może być? :P

A dobra, muszę się bez bicia przyznać, że używam też nazwy zawodu, jak czytałaś u mnie, gdy używałem terapeuty i pacjenta. Przejdzie jakoś? ;P

Ale racja, kiedy widzę nagłego blondyna lub właśnie mężczyznę z jakimś przymiotnikiem, to niezbyt dobrze się czuję XD

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Z jednej strony, fajna absurdalna historyjka, z drugiej jej czytanie nieco mnie zmęczyło, co przy takiej formie pewnie nie powinno się zdarzyć. Ciężko mi określić przyczynę – chyba leży ona w przeskoku ze świata komiksu do “realnego”, które było nagłe i na początku ciężko było ogarnąć, co właściwie właśnie się stało.

Niemniej, pomysł na pewno oryginalny i bajkowo-świąteczny. :)

Zostaw ten żyrandol.

Dzięki, Verusie, za przeczytanie i komentarz. :) Nie wszystkim takie opowiastki podchodzą. Lubię przeskoki również jako czytelnik, więc trudno było inaczej. ;)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No to jasne, jeśli lubisz jako czytelnik ciężko się dziwić, że sam to stosujesz. :)

Zostaw ten żyrandol.

Asylum – “Kocham słowa, wyrażenia, potrafię się w nich zakochać na zabój.” – i ja też! :) Bardzo, ale to bardzo dobrze Cię rozumiem. Słowo potrafi nie tylko, że zawierać różne znaczenia, ale tworzy całe światy, jest tak pojemne, że z jednego bytu słownego można wysnuć niekończące się historię, niesamowite obrazy, całe filozofie życiowe… :) Tak ja to czuję.

Co do cytatów, które przytoczyłaś – podobają mi się. Oczywiście zdawać by się mogło, że w takim razie teraz świat tym bardziej nie potrzebuje “tylu twoich słów”, jednak to chyba nie takie proste… jeżeli by to rozpatrywać wprost na polu literackim, to dziś jest tak (nie wchodząc w szczegóły), że niby ludzie potrafią/chcą skupiać się tylko na krótkich tekstach – a z drugiej strony na półki trafiają opasłe tomiszcza powieści, w dodatku te tomiszcza schodzą… Mnie samej zdarza się, że jak zamieszczam nawet na fejsie jakąś miniaturę-improwizację od ręki (lubię mieć taki kontakt ze znajomymi), czy linka do opowiadania, to znajomi marudzą, że “fajnie, fajnie, jak zwykle, ale wciąż czekają na moją powieść”… Więc co… chcą więcej słów? Czy mniej? Mają czas na czytanie, czy nie? Są zbyt zmęczeni na skupianie się na tyle, żeby śledzić rozbudowane ludzkie/nieludzkie losy – czy wolą w tych krótkich chwilach wytchnienia rzucić okiem na coś krótszego? Jedni w tę stronę – inni w drugą. Nie wiem… [Oczywiście rozumiem, że ogólnie chodziło tu o słowa zbędne i niezbędne…ale już podciągnęłam do ogólnych rozważań :)]

Hejka! 

No i ja przybyłem, więc wypada coś napisać :p 

Było dziwnie – to na pewno. 

Chomik w filiżance, renifery, Mikołaj, wąż – jeny! 

Będąc w połowie czytania tekstu, oczywiście już dawno się zgubiłem, ale na całe szczęście ostatnia część opowiadania wszystko wyjaśnia… ufff. Dzięki temu, mam pozytywne wrażenia co do tej historii. Nie mój typ, ale jednak podobało mi się. 

Co do bohaterów – neutralnie. Ani mi się nie podobali, ani podobali. Może dlatego, że nigdy nie miałem chomika, ani renifera tym bardziej. 

Stylowo – no świetnie, jak zawsze. 

Podsumowując – powodzenia w konkursie, bo jest czym rywalizować! 

Jeszcze dodam, że Twoje opowiadania są tak nietypowe, że gdybyś dodawała je jako anonim, to i tak wiedziałbym, że to Ty ;D 

A, no i szczęśliwego nowego roku, Asylum! 

Pozdrowienia!

Blue:), masz rację z tym więcej i mniej słów. W opisywanym przypadku dotyczyło początkującego dziennikarza, w dodatku reportera, więc jak rozumiem chodziło o te niepotrzebne słowa. Masz rację, że opasłych tomisk jest w bród, niestety dobrej literatury jest wśród nich coraz mniej. Wspaniale, że przyjaciele marudzą, czekają. Dla mnie to z jednej strony wspierające, a z drugiej… chyba trudne. 

 

ND :), dziękuję za przeczytanie i pozostawienie komentarza. Cieszę się, że masz pozytywne wrażenia, chociaż bajki nie leżą w obszarze Twoich “typów”.

No, nie wiem, czy byś rozpoznał;) Wodzisz mnie na pokuszenie:D

Szczęśliwego Nowego Roku!

pzd srd:)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trudne, oczywiście. To trochę tak, jakby kucharz podał na obiad swoją specjalność i zapytał: “No, i jak ci smakuje?”, a gość by się uśmiechmiechnął i odpowiedział: “Całkiem smaczne to – a co jest na obiad?”…

A tak swoją drogą…im dłużej wspominam lekturę opowiadań konkursowych, a przeczytałam prawie wszystko (aczkolwiek przyznaję, że nie wszystko do końca), tym bardziej się utwierdzam w decyzji, że Zwiewka jest moją faworytką :) Najlepszego w 2020, szczęścia i/czyli mnóstwa publikacji! ;)

Najlepszego Blue na ten Nowy 2020 rok! :DDD i… pisz, wysyłaj i publikuj. A przede wszystkim dużo czasu, najlepszego na pisanie. 

Z obiadem masz rację:)

Miło mi Blue :), ale są dużo lepsze opki w tym konkursie.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powoli nadrabiam zaległości. Brawo Asylum! Barwna, ciepła opowieść z dużą dawką fantazji i prawdziwie świątecznego klimatu. Ode mnie byłby klik, ale już za późno :(

Ale na noworczne życzenia chyba jeszcze nie za późno. Asylum, dużo zdrowia i natchnienia!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Czy są lepsze to kwestia gustu i przekonań. Zależy czego się szuka w fantastyce. A z tym jest zaskakująco różnie. Ale to dobrze, oczywiście. Zresztą…mnie samej odpowiada fantastyka w niejednej barwie, czy nawet dawce, choć oczywiście mam swoje ulubione tonacje.

tsole :), ale się cieszę, że Ci się spodobało, z czego domniemuję, że zrozumiałe! Miało być świąteczne.

I ja życzę najlepszego w Nowym Roku, chyba zdrowia przede wszystkim, radości i uśmiechu co dnia!

Dzięki za wirtualnego klika. :) Oj, towarzyszysz mi w tych “ćmojach-bojach” z pisaniem. Natchnienie jest nieodłączną parą z czasem, niestety.

Blue :), i mnie odpowiada fantastyka w różnych formach i kolorach. Ciekawe pytanie postawiłaś, czego się szuka w fantastyce? Ja chyba odległych gwiazd, człowieka przyszłości. Zastanawia mnie też, na ile będzie potrafił korzystać z minionego.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hm…a może będzie chciał się od niego odciąć? Zapomnieć? A co do pytania czego się szuka w fantastyce, czy nawet, rozszerzając – w literaturze, albo zawężając: w opowiadaniach fantastycznych, to nawet zastanawiałam się, że może byłoby dobrze założyć taki wątek i podyskutować?…W końcu chyba wszyscy byśmy skorzystali z tej mnogości (?) odpowiedzi…tylko, że ja chyba nie mogę, jako zwykła użytkowniczka…

Czemu nie? Każdy może założyć nowy wątek w HP.

Tylko licz się z tym, że po kliknięciu na “gotowe” nie będziesz mogła edytować treści. Taki błąd w matriksie.

Babska logika rządzi!

Załóż Blue, to ciekawy temat i może zobaczymy, czego szukamy. Jeśli Finkla powiada, że możesz założyć, to z pewnością ma rację. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Aa, Finklo, dzięki za ostrzeżenie! Przypominam sobie, faktycznie zakładający wątki narzekali na brak możliwości edytowania… No to zastanowię się, może i ugryzę taki wątek ;) A Wy co myślicie, tak szczerze? Są jakieś szanse na konstruktywną reakcję forumowiczów? A może i nam przyda się uporządkowanie własnych oczekiwań względem autorów? Sorry za odskok od tematu pod Twoim opkiem, Asylum…ale zaczęło się ewidentnie od kwestii opinii na temat Twojej, naszych świątecznych opowieści!

Pewnie, że są szanse. Załóż, załóż, odpowiedzi mogą być ciekawe.

Babska logika rządzi!

Blue!, zobaczymy, czy się użytkownicy “zahaczą”. :) Dla mnie byłby to interesujący wątek, a i odpowiedzi ciekawe.

Odskakuj od tematu pod moim opkiem, ja to lubię:), każdy offtop.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

:) :)

Dotarłam ;-)

Tekst jest zakręcony, bajkowy, bardzo świąteczny i dzięki zakończeniu optymistyczny i ciepły. Najbardziej spodobała mi się postać Zwiewki i to, że mieszkała w filiżance. Fajnie, że Czerwononosy trafił do sanatorium :-).

Dream big.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano89 :), dziękuję za przeczytanie.

Zabieram się za poprawianie błędow.

 

DD:), dziękuję podwójnie za przeczytanie ostatecznej wersji i tej pierwszej! Tak, tekst jest świąteczny:D Przeczytałam dzisiaj w nocy dwa opowiadania: o Dżonie Północy i o fjuczers. Oba dobre, wciągnęły mnie fabularnie. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O, nie sądziłam, że ktoś jeszcze do nich zajrzy ;-) Miło mi, że wciągnęły, szczególnie, że nie są najkrótsze. Dzięki :-)

Dream big.

ale, zasysają jak diabli :D Chciałoby się więcej przeczytać o każdym z nich, DD:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Świat, w którym mieszkała[+,] był filiżanką, skrojoną na jej miarę.

Wreg[-,] naprawdę dobrze[-,] spisał się w tym roku.

Ty[-,] czasami jesteś niedowiarkiem, wiesz?

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Dzięki, Anet, za sympatyczny komentarz:)

Poprawione, a brak tego przecinka w ostatnim przykładzie – czy oznacza, ze czasami warto stawiać nie mechanicznie, lecz intuicyjnie?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Albo oznacza, że nie pcha się przecinka między podmiot a orzeczenie. Ty jesteś.

Chyba że to miał być wołacz. Ty [głupku], jesteś u pani!

Babska logika rządzi!

Finklo:)

Rozumiem, trala, la la la.

Czyli, np.

– Ty, nie jesteś niewidzialny!  

Przecinek stawiam w sytuacji, np. Widzę, że ktoś mnie śledzi i schował za węgłem i krzyczę do niego jw.

Przecinka nie stawiam, gdy, np. awanturka i ktoś coś “zmalował”, wszyscy widzieli, nawet zdjęcia porobili, same kłopoty z tego wyniknęły, on się tłumaczy, mętnie. Ja pomstuję:

– Ty nie jesteś niewidzialny!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

O, dobry przykład. Tak to działa.

Babska logika rządzi!

:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce żył sobie chomik płci żeńskiej imieniem Zwiewka.

Świat, w którym mieszkała, był filiżanką, skrojoną na jej miarę.

Pierwsze zdanie dopieszczamy, jak tylko się da. Tymczasem tutaj jest mały zgrzyt. Podmiot w pierwszym zdaniu jest rodzaju męskiego (chomik), a podmiot domyślny w drugim już żeńskiego. 

Rekomenduję odwrócenie szyku:

“… w odległej galaktyce żyła Zwiewka, chomik płci żeńskiej.” Wówczas żeński podmiot domyślny w kolejnym będzie ok.

Ona i jej świat były takie kruche, podatne na stłuczenie.

Chomik podatny na stłuczenie?

Nie znała innych przestrzeni, pamiętała tylko tę [-,] bajecznie kolorową mgławicę NGC 604, kipiącą od procesów gwiazdotwórczych i z całej siły próbowała przeżyć.

Zwiewka zaniepokoiła się, względem czego były te znaki, lecz domyśliła, że podali podług nich, przecież nie zadawaliby sobie trudu, by sprawdzać miejsce zamieszkania przyszłych pomocników.

Nie zrozumiałem.

Zapatrzona w stado żółtych ryb

Ryby żyją w ławicach. Widzę, że chciałaś uniknąć powtórzenia, ale ławica to nie stado.

Ten, nie miał czerwonego nosa, lecz czarny.

W tym zdaniu coś nie gra. Nie tylko interpunkcja.

kiedy przemierzali szlak tysiąca filiżanek. Po drodze wypytywał ją o jej świat i zainteresowania. Opowiedziała o strzaskanej filiżance.

Kiedy Wielki Święty Mikołaj zapyta, czy masz jakieś życzenia odnośnie renifera, powiedz [+,] że wybierasz mnie.

– Ciszej bądź! i trzymaj się teraz,

– No coś ty! przecież wyrabiamy się.

Wielkie litery po wykrzykniku

Zamknął oczy, jak robiła to Zwiewka, kiedy się bała [+,] i ruszył.

Dodałbym przecinek, bo końcówka odnosi się do pierwszego członu, więc sam spójnik nie wystarczy.

Wreg naprawdę dobrze, spisał się w tym roku.

Bez przecinka

 

Asylum, nie masz Ty w sobie żadnych barier. Mgławice i chomiki w filiżankach, czemu nie? Ryby w kolejce do Mikołaja? Portale i chomiki żywiące się prądami elektromagnetycznymi? Taaaaak. Fantazji nie można Ci odmówić, choć dla człeka takiego jak ja, który jednak nieco mocniej stąpa po Ziemi, to chyba jednak za dużo. ;)

 

ps. Też mam chomika, który się rozplaszcza. :)

 

Dziękuję za odwiedziny:)

Pierwsze – dobre:), pozwala uciec z dylematów. Przerabiałam tak i wspak, a zawsze nie grało, bo kolizja. Zmieniam! ale nie omieszkając nadmienić, że sobie miało grać swoją rolę;)

Drugie – dyskutowalne, ale przyjmuję dosłowność.

Przecinek usuwam w te pędy. Oh, jak ja to lubię! znaczy intuicję, nie miało być, ale w rozpaczy wstawiłam.

Zwiewka zaniepokoiła się, względem czego były te znaki, lecz domyśliła, że podali podług nich, przecież nie zadawaliby sobie trudu, by sprawdzać miejsce zamieszkania przyszłych pomocników.

Nie zrozumiałem.

Tu się wnerwię, za co z góry sorry. Jak to nie wiedziałeś? “Puszczasz” ogłoszenie w kosmosie i jakie podajesz koordynaty miejsca spotkania? Ze swojego punktu siedzenia, czy tych aplikujących? Nie możesz znać potencjalnych miejsc pobytu,  a kosmos z różnych miejsc wygląda przecież inaczej.

Ryby żyją w ławicach. Widzę, że chciałaś uniknąć powtórzenia, ale ławica to nie stado.

Nie;), a stada wielorybów? :DD

Ten, nie miał czerwonego nosa, lecz czarny.

W tym zdaniu coś nie gra. Nie tylko interpunkcja

Jeśli, przecinek po ten, znaczy usuwam, dzięki. Co nie gra, jeden z reniferów, ten najmłodszy ma czerwony nos

kiedy przemierzali szlak tysiąca filiżanek. Po drodze wypytywał ją o jej świat i zainteresowania. Opowiedziała o strzaskanej filiżance.

Nie każde powtórzenie, jest błędem. Czasami trzeba, preferuję łagodność i symbole;) Zarówno kolejka była koszmarem, jak i nowa przyszłość.

Kiedy Wielki Święty Mikołaj zapyta, czy masz jakieś życzenia odnośnie renifera, powiedz [+,] że wybierasz mnie.

W takich sytuacjach – głupieję. To fraza, powiedz że i… nie wiem? Na dwoje babka wróżyła.

– Ciszej bądź! i trzymaj się teraz

– No coś ty! przecież wyrabiamy się.

Wielkie litery po wykrzykniku

Nie, niekoniecznie, aczkolwiek współcześnie rzadkie

Tekst po znaku wykrzyknienia na ogół rozpoczynamy wielką literą, wolno jednak – jakkolwiek ten zwyczaj współcześnie jest rzadko stosowany – użyć litery małej, co oznacza na ogół, że następujący po wykrzykniku tekst jest dalszym ciągiem zdania pojedynczego, np.

Dzieci! proszę wstać!

Hop! Hop! tu jesteśmy

 

Zamknął oczy, jak robiła to Zwiewka, kiedy się bała [+,] i ruszył.

Dodałbym przecinek, bo końcówka odnosi się do pierwszego członu, więc sam spójnik nie wystarczy.

 

Wreg naprawdę dobrze, spisał się w tym roku.

Bez przecinka

Tak jest, masz rację w obu przypadkach. Może i rzeczywiście zaczynam to czuć, szkoda tylko, że poniewczasie, bo sama nie potrafię:(

 

Ponoć ich, tych barier mam ciągle za dużo, a ja sama nie wiem, ponieważ to obca dla mnie płaszczyzna i przyglądam jej się cały czas z ciekawością. Jak za dużo to, znaczy przesadziłam, chociaż w tej pulsacji, drganiach coś się zapisuje, co??? A poza tym, świąteczne:DDD A tak swoją drogą, skąd wiesz, że Zwiewki nie istnieją?

Ano widzisz, chomiki się rozpłaszczają:), ja niekiedy się nimi opiekuję – z doskoku. A wyobraźnię to i Ty masz! Kumari jeszcze nie przeczytałam, ale prehistorycznych tak, i dobre.  

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dalej podano koorydynaty miejsca spotkania. Zwiewka zaniepokoiła się, względem czego były te znaki, lecz domyśliła, że podali podług nich, przecież nie zadawaliby sobie trudu, by sprawdzać miejsce zamieszkania przyszłych pomocników.

 

Tu się wnerwię, za co z góry sorry. Jak to nie wiedziałeś? “Puszczasz” ogłoszenie w kosmosie i jakie podajesz koordynaty miejsca spotkania? Ze swojego punktu siedzenia, czy tych aplikujących? Nie możesz znać potencjalnych miejsc pobytu,  a kosmos z różnych miejsc wygląda przecież inaczej.

Może inaczej.

(1) podali podług źle brzmi

(2) zrozumiałem, co chciałaś przekazać, ale to zdanie nie ma sensu. Podali koordynaty – ok, swoje koordynaty – też ok, no bo czyje mieli podać? Ale wytłumacz co oznacza stwierdzenie podali koordynaty podług nich.

Koordynaty to współrzędne w określonym układzie odniesienia. Więc nie podaje się koordynatów podług siebie, a jeżeli już to podaje się swoje koordynaty.

To oczywiste, że nie podali Zwiewce jej własnych koordynatów, bo jaki to miałoby sens?

Koordynaty i znaki to też nie są synonimy.

Nie;), a stada wielorybów? :DD

hahahaha… To wcale nie było śmieszne :( …no może trochę. ;)

 

Ten, nie miał czerwonego nosa, lecz czarny.

Czerwonego odmieniasz, a czarny już nie. Nie wiem, czy to jest poprawnie, ale gryzie. A jak coś gryzie z nieznanych powodów, to lepiej przeredagować.

 

powiedz [+,] że wybierasz mnie.

Masz dwa czasowniki, trzeba rozdzielić przecinkiem.

 

Tekst po znaku wykrzyknienia na ogół rozpoczynamy wielką literą, wolno jednak – jakkolwiek ten zwyczaj współcześnie jest rzadko stosowany – użyć litery małej,

Powtórzę się. Mimo wszystko gryzie, a jak coś gryzie, to lepiej przeredagować.

 

Jak za dużo to, znaczy przesadziłam, chociaż w tej pulsacji, drganiach coś się zapisuje, co??? A poza tym, świąteczne:DDD A tak swoją drogą, skąd wiesz, że Zwiewki nie istnieją?

Czy przesadziłaś? Mały Książę też był dla mnie zbyt abstrakcyjny, a są tacy co się nim zachwycają.

Skąd wiem, że Zwiewki nie istnieją? Mówi mi to moje szkiełko i oko. W znanym, racjonalnym świecie gryzonie w próżni się duszą i umierają. Kiedy zaś wychodzę poza ramy tego co racjonalne, to jednocześnie określam nowe ramy i zasady działania, aby mój ograniczony umysł, mógł sobie z tą sytuacją poradzić. :)

Dziękuję.

Koordynaty poprawione; pierwsze zdanie też; stado i nos zostają; przecinki wszystkie poprawione; mała litera związana ze znakiem wykrzyknienia (muszę dłużej pomyśleć).

 

Edytka: Chrościsko, jednak chyba nie zrozumialeś, tego zdania z koordynatami. Poprawiłam je, aby ujaśnić, lecz pomyślałam, że może nie rozumiesz treści tego zdania. Każde miejsce w przestrzeni możemy określić przez kilka liczb, ale one są zawsze w określonym układzie odniesienia, którego centrum jest Ziemia lub nasza gwiazda plus inne . Nie ma czegoś takiego jak uniwersalny układ odniesienia, tj. przebywając w galaktyce NGC 604 różne punkty w przestrzeni określamy według jej położenia, w związku z czym Zwiewka musiała wykonać pewną pracę, czyli wprowadzić poprawki, aby znaleźć miejsce Ziemi i strefę świętego Mikołaja w swoim układzie odniesienia. 

“Znaki” – dla Zwiewki były to znaki, nie cyfry, liczby, litery, stopnie, przecież nie znała ludzkiego systemu jednostek.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Offtop-nie-offtop: “Świat nie potrzebuje tylu twoich słów” – to przytoczone przez Ciebie zdanie H.Krall kołacze mi się dziś po głowie…nie pierwszy to zresztą dzień z tym zdaniem spędzam od czasu naszej komentarzowej rozmowy. I tnę, tnę, tnę słowa biedne w opku, które kilka dni temu zdecydowałam się wyszlifować… Dobrze, że Ty nie przysypałaś Zwiewki słownym pyłem. Usypałoby się w filiżance i lądowanie mogłoby zakończyć się zbyt twardo…;)

Ładna baśń, chociaż bardzo smutna. Celowo nie napisałam bajka, bo zauważyłam w tej historii poważne problemy, choćby bezdomność głównej bohaterki i utraconą przyjaźń renifera. Bardzo przygnębiająco wypadła scena w kolejce, w której chomiczka jest zwiewana na sam koniec. Jej imię również wiele znaczy. Dobrze, że opowiadanie trafiło do biblioteki, bo w pełni na to zasługuje. Czasem coś zazgrzytało językowo, ale nie na tyle, by psuć przyjemność z czytania.

Blue, mi też te słowa zapadły w pamięć:) Może, aż tak nie tnij, ale opowiadanie szlifuj. Cieszę się, może będę miała tę radość, aby je tutaj przeczytać!

Widzisz, ja może za bardzo wycinam?

 

Ando, jurorko, dziękuję za komentarz i opinię, że opowiadanie zasługuje na bibliotekę:) Zwiewka ma swoje smutki, wielkie problemy, lecz ma też i radości. Szkoda, że opowiadanie przygnębiające, nie miało takim być.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ten, nie miał czerwonego nosa, lecz czarny.

Czerwonego odmieniasz, a czarny już nie. Nie wiem, czy to jest poprawnie, ale gryzie. A jak coś gryzie z nieznanych powodów, to lepiej przeredagować.

Nie, IMO, pierwotna wersja jest w porządku. Nie miał czerwonego nosa. Miał czarny nos. W skrócie tak, jak Asylum napisała. Znaczy, pierwszy przecinek do wywalenia, ale reszta OK.

 

Babska logika rządzi!

Całe opowiadanie nie jest przygnębiające, sama historia Zwiewki wydaje się smutna (chociaż to absolutnie nie jest zarzut, jeśli tak zabrzmiało to przepraszam). Zrobiło mi się jej szkoda, kiedy najpierw stłukła się jej filiżanka, później wypadła z kolejki i jeszcze straciła renifera. Dobrze, że na koniec pojawił się optymistyczny akcent.

Finklo, podziękowanie:) Logiczne! Zmartwiło mnie to, akurat zdanie wskazane przez Chrościsko, ponieważ zupełnie nie rozumiałam konieczności technicznego dopasowywania końcówki drugiego przymiotnika. 

 

Ando:), nie przepraszaj, historia Zwiewki nie jest najradośniejsza, dzieciaki wymyślają niekiedy takie rzeczy, mam na myśli wyolbrzymianie, eskalację i skrót. Miało być szkoda Zwiewki, więc cel po części został osiągnięty. 

A ponieważ się odezwałaś to, dzięki temu mam okazję podziękować Tobie i Morgianie za bardzo fajny konkurs i sprawność w jego przeprowadzeniu! Fajnie go zorganizowałyście. :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To nie mój klimat więc trudno mi coś powiedzieć. Najbardziej podobał mi się początek i czytałem by się dowiedzieć co będzie dalej. W czasie czytania przez chwilę poczułem się jakbym czytał Lema. To oczywiście jest bardzo dobrze. Szczerze mówiąc nie wszystko zrozumiałem ale to się każdemu zdarza. :)

 

Pozdrawiam.

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Cześć, Dawidzie:)

Dziękuję za wizytę i komentarz. Mnie tam nikt nie rozumie, więc Twoje odczucia są normalne, a ja pracuję, aby być bardziej, lepiej zrozumiałą. 

Fajnie, że podobał Ci się początek, od niego się zaczęło pisanie tej “Świątecznej kartki”.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

żeńskiej .

Ale kropka jej się odlepiła :)

 Świat, w którym mieszkała, był filiżanką, skrojoną na jej miarę.

… whaaat?

 Wirując w takt kosmicznego crescendo

Crescendo pochodzi od rośnięcia i nie ma nic wspólnego z wirowaniem. Znaczy, rozumiem, ale zakręciło mi się w głowie.

 Ona i jej świat były takie kruche, podatne na stłuczenie.

Od kiedy chomiki się tłuką?

 Nie znała innych przestrzeni, pamiętała tylko tę bajecznie kolorową mgławicę NGC 604, kipiącą od procesów gwiazdotwórczych i z całej siły próbowała przeżyć. Sięgała po niciach elektromagnetycznych coraz dalej i dalej, aż nadszedł dzień, gdy kwiknęła:

… hopla. Znów skaczesz z kwiatka na kwiatek.

 Nie wiedziała, skąd wzięła się u niej taka odwaga i w pierwszym momencie, swoim zwyczajem, przywarła do dna filiżanki.

Nie mówię, że to się nie trzyma kupy po przemyśleniu – ale właśnie. Po przemyśleniu.

 W oczach dwoiło i troiło się jej

Przestawiłabym: w oczach dwoiło jej się i troiło…

 pył utrudniał oddychanie

W przestrzeni kosmicznej?

 – Czy urodziłam się po to, aby umrzeć? Czy jest tylko „tutaj”? Czy nie ma „gdzie indziej”? – zaskrzeczała.

Filozoficzny chomik w kosmosie. Z jednej strony – czaaaad. Ale z drugiej – whaaat?

 Na wpół ogłuchła zsunęła się

Na wpół ogłuchła, zsunęła się.

sięgnęła zmysłami do poznanych, spokojniejszych galaktyk

Bez przecinka. Co tak dokładnie zrobiła? Zmysły działają w bezpośrednim sąsiedztwie przestrzennym, a Ty masz na myśli telepatię, pamięć (w Średniowieczu uważaną za zmysł), czy coś jeszcze, czego nie rozpoznaję.

 – Ho, ho, ho!

whatever. :D

 Ten ktoś poszukiwał pomocników na doroczne święto, jak pojmowała wędrówkę w kołysce.

Znaczy, pojmowała wędrówkę jako święto?

 Słowa „praca” – nie rozumiała

Ale ono nie padło?

 Ucichło.

Ale co?

 Nos spuściła na kwintę, kiedy zobaczyła, że jeszcze musi wyjaśnić, dlaczego ona, Zwiewka, jest najlepszym kandydatem.

Listy motywacyjne są złe. heart

 pomyśleć “nie przyjmą jej”.

A czemu myśli o sobie w trzeciej osobie?

To jeszcze nie akceptacja

To tak – czy nie?

 Zwiewka zaniepokoiła się, względem czego były te znaki, lecz domyśliła, że punktem odniesienia była ich gwiazda

To nie jest w pierwszej chwili jasne.

 układając się spiralnie

Raczej "w spiralę".

 wielki, długi, wąż

Przecinki – sio.

 Węża doglądali mili osobnicy z koronami na głowach i wpiętymi w klapę wizerunkami kołyski Ho.

"Mili osobnicy" brzmią trochę ironicznie. I – czy kosmiczny chomik wie, co to jest klapa garnituru? (Wpiętymi w klapy wizerunkami, tak w ogóle.)

 Widząc nowego przybysza, jeden z nich

Bez przecinka.

 Niech nie przeraża cię jej długość.

Przestawiłabym: Niech cię nie przeraża jej długość.

 przestrachem przypatrywała

Aliteracja.

 według znanego tylko im porządku

Ale skoro ona widzi, że jest porządek, to sama go rozpoznaje. Czyli coś tam o nim wie.

 Odzyskały kontrolę nad pływem

https://pl.wikipedia.org/wiki/Pływy_morskie

 Zaczęły zsuwać się, zgodnie ze swoją wolą

Zaczęły się zsuwać zgodnie ze swoją wolą. Chyba, że ich wolą było samo zsuwanie, a nie zsuwanie kontrolowane?

 Zapatrzona w stado żółtych ryb zapomniała

Zapatrzona w ławicę żółtych ryb, zapomniała.

 wietrze. Nagły podmuch uniósł ją w powietrze

Rym.

 zaczął kręcić głową, jakby coś czytał

Rozumiem, że renifery mają kłopot z widzeniem obuocznym, ale jednak – po co kręcić głową przy czytaniu?

 Bo „nic”, o którym napisałaś mnie nie przekonuje.

Bo „nic”, o którym napisałaś, mnie nie przekonuje. O którym?

 Oczy Wregowi rozbłysły

Przestawiłabym: oczy rozbłysły Wregowi.

 – Nic innego nie robiłam – potwierdziła.

Nie potwierdziła, bo to oznacza, że powiedziała "tak", a pytanie nie było z gatunku tak-nie.

zaklekotał

Renifer?

 zagrzebała w krótkiej sierści

W krótkiej?

 pomogę ci. – Obiecał.

Małą literą.

 Ciszej bądź! i trzymaj się

A tu – dużą ("I").

osobników

Co Ty z tymi osobnikami?

 kotłowało się

Jesteś tego pewna? Bo kotłowanie przywodzi na myśl raczej dziki tłum.

wymieniła słówko

Idiom: zamieniła.

 odżywiających się prądem jak ona

Odżywiających się prądem, jak ona.

 rozciągała się stajnia

Stajnia się nie rozciąga, to nie otwarta przestrzeń.

 każde miało łąki, miejsca do snu, pola do zabawy i zatargów

Chociaż… I – "zatargów"?

 Tuż przed godziną zero, dwóch z niej wbiegło

To nie jest jasne, w pierwszej chwili pomyślałam, że to dwaj z godziny. I bez przecinka.

 Ma zapóźnienia

Zaległości, albo jest zapóźniona.

 Ona nie zna ziemskich zwyczajów. Ba, nawet innych osobników.

Tego już nie zrozumiałam.

 zadarli poroża

Raczej nie zadarli, tylko wycelowali jeden w drugiego – w końcu, gdyby je zadarli, starliby się szyjami.

 urozmaicenie od przeżuwania trawy i ziół

Raczej: odmiana.

 No coś ty! przecież

Duża litera!

 ten, zręcznymi ruchami, wyplątał

Bez przecinków.

 powielił jego ruch

Powtórzył, powiela się przedmioty.

 po czym wyczuwając moment

Po czym, wyczuwając moment.

 schylając łeb, wbił

Może: schyliwszy? Bo najpierw zrobił to, potem tamto.

 powiększającą się na ściółce czerwoną plamę

Nie dałabym głowy za ten szyk.

 optymalne trasy

Techniczne.

 propagujcie tę akcję

To też.

 przesyłał całusy schodząc

Przesyłał całusy, schodząc.

 Ta, stała wyprężona jak struna

Ta stała, wyprężona jak struna.

 W duchu modliła się do strzaskanej filiżanki, aby rysunki przeszły inspekcję.

Filiżanka jest bóstwem?

 Znaczy mam zmarnować

Znaczy, mam zmarnować.

 

Słodko i onirycznie, a właściwie dziecięco-fantastycznie. Ja nie miałam takiej fantazji :) Nawet domieszka nieodpowiednich słów przestaje przeszkadzać, kiedy się okazuje, że właściwą narratorką jest mała dziewczynka. Ale fabuła – historia Zwiewki – wydaje się urwana w połowie. Co było dalej?

Życzenia spóźnione, ale od serca.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki, Tarnino!:) Przywędrowałaś.

FANtazję masz dużą i szczególną. Czytając Twój komentarz przeglądałam jednocześnie tekst, w niektórych miejscach – pełna zgoda, w innych byśmy popolemizowaliwink Historia naturalnie miała swój dalszy ciąg, kiedy ją pisałam i może kiedyś będzie ją miała. Dziękuję za piosenkę i życzenia, są wciąż aktualne, a i w końcu nadejdzie kolejne Boże Narodzenie :-)

Jakże mi przyjemnie, że chciałabyś się dowiedzieć “co dalej”, bo i mnie samą to ciekawiło. Teraz, kiedy czytam swoje opko lekko się wzdrygam, chyba dzisiaj inaczej bym je napisała. Co jest z tym pisaniem, że po czasie zawsze widać, że kuleje. Z drugiej strony kropka musi zostać postawiona i warto  podnosić rzuconą rękawicę. Zwłaszcza, jeśli tuż przed Tobą leży i się uśmiecha.

Na kolejne konkursy tekstów nie wrzuciłam, choć coś tam w naprędce wyskrobałam, bo takie niewykończone. Musze pogodzić się z tym, że może to ich cecha immanentna w tym momencie.

Serdeczności:), nie będę wdawała się w rozmowy, gdyż przed nami spora kolejka opek, a ja chciałabym też zdopingować Ciebie do pisania, więc potrzebna nuda xd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

 ja chciałabym też zdopingować Ciebie do pisania, więc potrzebna nuda xd

Też bym się chciała zdopingować :D

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nowa Fantastyka