- Opowiadanie: chalbarczyk - Boża ekonomia

Boża ekonomia

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Boża ekonomia

Chwycił drżącymi rękami za dzban i zaczął wlewać w siebie alkohol. Pił wielkimi haustami, krztusząc się i rzężąc. Jeśli zrobi, co każą, to chyba zostawią go przy życiu, prawda?

– A co ty, moczymordo, w biały dzień schlany?!

To ślubna. Może jak jej nie odpowie i ucieknie wzrokiem, to sobie pójdzie i zostawi go w spokoju? Niestety.

– Ach ty, łachmyto, żadnego z ciebie pożytku! Abyś tak się zapił na śmierć! – Chwyciła ścierę i zdzieliła go po głowie. Głupia kobieto, ty nawet nie wiesz, że to już zaraz koniec świata będzie. A pyszcz dalej, pyskuj. Zobaczymy, jak to będzie!

Wcześniej, w południe, przyszło ich dwóch. Gospoda świeciła pustkami, bo wszyscy, co pili przez noc, rozeszli się trzeźwieć, a przyzwoici, to znaczy nie żadne ochlejtusy, tylko tacy, co by się chcieli posilić, do jego gospody nie zaglądali. Więc gdy zobaczył żołnierzy, odpinających pasy i odkładających broń, trochę się zdziwił. Siedli na ławie, odłożyli hełmy na bok i przywołali go gestem. Usłużnie przyniósł im dzbanek z winem. Mieli bliźniaczo podobne fizjonomie o delikatnych i szlachetnych rysach, które równie dobrze mogły pasować i do kobiety. Każdy miał czarną, żelazną zbroję, wypolerowaną jak szkło, a rękojeść gladiusa błyszczała od czarnych kamieni. No w ogóle rynsztunek mieli z najwyższej półki.

– Jesteśmy Bożymi Posłańcami – powiedział żołnierz, który siedział po lewej. – Przybędzie do ciebie pewna nabożna, brzemienna kobieta z mężem. Gdy będą chcieli zatrzymać się u ciebie, powiesz im, że nie ma miejsca.

– Ależ panowie żołnierze, gdzież do mnie jakaś nabożna kobieta? Wszak to podrzędna mordobijnia… to jest, chciałem rzec, taka speluna to jest. Mogłaby tu przyjść jakaś dziwka, to jest, upadła kobieta, ale na pewno nie nabożna.

Żołnierz zmarszczył czoło.

– Odmawiasz?

– Eee… – Właściciel gospody nie zdążył niczego wytłumaczyć, bo jeden z przybyszów skierował swój oszczep ku beczce z winem, z oszczepu wyleciał strumień białego ognia, beczka się spopieliła, a wino wyparowało. Nieszczęśliwy właściciel wzniósł ręce i zaczął jęczeć.

– Oj, ja nieszczęsny, za co mnie to spotyka?

– Namyśliłeś się?

– Namyśliłem, namyśliłem.

– Odeślesz kobietę?

– Może wasz dowódca się myli? Na pewno chodzi o kogoś innego…

– Mamy informacje pewne. Dziś będzie tłum przyjezdnych z powodu spisu… W każdym razie – angellos potrząsnął głową, a jego długie, czarne włosy zafalowały – musisz wypełnić swoją misję.

Właściciel gospody kalkulował w głowie, bo na ekonomii to on się znał.

– No, panowie posłańcy, tak się nie godzi. Przecież w ten sposób stracę zarobek. No… to znaczy rekompensacja mnie się należy.

Wyglądało, jakby jeden z legionistów podniósł do góry brew zdziwiony. Milczeli długą chwilę.

– Przedyskutowaliśmy to między sobą i musimy przyznać, że masz trochę racji.

Przedyskutowali? A kiedy, na wszystkich bogów, zdążyli to przedyskutować? Przecie nie zamienili ani jednego słowa, tylko wpatrywali się sobie w oczy z jakąś taką zawziętością.

Posłaniec Boży, ten z prawej, odpiął mieszek z monetami i rzucił na stół.

– Gdyby jednak się zdarzyło, że z umowy się nie wywiążesz i powiesz to, czego nie trzeba, to…

– Czeka nas wszystkich koniec, a ciebie szczególnie – dokończył ten z lewej. Jakby tego było mało, wziął sobie za cel dzbanek z ułamanym uchem, skupił się, posłał ogień z oczu i wypalił w dzbanku dziurę. Właściciel gospody, i tak już ledwo żywy, o mało się nie osunął na podłogę.

***

Karczmarz stał w progu i czekał. Nie ma miejsca w gospodzie, nie ma miejsca… – powtarzał w kółko, aby nie zapomnieć. Gdy tylko jakiś podróżny chciał zapytać o nocleg, darł się tak głośno, że nie ma miejsca, że słychać go było na sąsiednim wzgórzu. Żona chciała go za wszelką cenę z tego progu zepchnąć, ale on stał, jakby był zrobiony z soli.

Wreszcie przybyła. Od jej bladej skóry odcinały się różane usta, na których błądził słodki uśmiech, w oczach jednak miała smutek. Była tak piękna, że gospodarzowi od razu zmiękło serce. Naoglądał, oj, naoglądał się w życiu strasznych rzeczy, gruboskórny się zrobił i nieczuły, a takie boskie piękno stopiło go i wzruszyło. Widać, że podróżni nie byli z tych zamożnych. Odzienie przyzwoite, ale połatane, osioł niewychudzony, choć już niemłody… mąż za to pochmurny. Właściciel gospody tak intensywnie zaczął im się przyglądać, że prawie by zapomniał swojej kwestii.

– Ja chciałem powiedzieć, że… to znaczy nie… nie… – zaczął się jąkać. O Boże armii miotającej ogniem! Jak to szło?

– Ja bym was nie odesłał – zaczął ponownie – ale nie mnie oceniać boskie wyroki. Ach! Gdzież wy się podziejecie? – Rozryczał się nagle, tak mu się żal zrobiło tej ślicznej dziewczyny. – A gdzie się narodzi dzieciątko? Chyba nie w jakiejś grocie? Czy wasz Bóg musi się do tego posuwać?

***

Właściciel gospody z żoną patrzyli za oddalającą się brzemienną kobietą, która jechała na grzbiecie jucznego zwierzęcia, niespiesznie drepczącego noga za nogą. Każde z nich myślało o czym innym. Gospodarz z ulgą myślał, że udało mu się powstrzymać koniec świata, a żona myślała, że nie znała swego męża od tej strony. Że taki wrażliwy. Zna się kogoś od tylu lat, a nie wie się o nim wszystkiego. No, no.

 

Koniec

Komentarze

Widać przekaz tekstu, a jednak jakby czegoś brakło na końcu. Jest tu co najmniej kilka elementów, przy których można zagrać na dramatycznych nutach. Obserwacja, jak goście odchodzą, wątek, ze każde z nich ma swoje przemyślenia, myśli żony gospodarza. Nawet zachowanie aniołów. W jednym miejscu nawet zaczęłaś, przy rozważania na temat odesłania gości, ale dość szybko przerwałaś wątek.

No czuć potencjał pomysłu, ale nie widać prób realizacji tego potencjału. Szkoda, bo pamiętając “Jedna jest droga…” z Geofantastyki, zdecydowanie potrafisz pociągnąć opowiadanie właśnie w kierunku tego rodzaju rozważań.

Właściciel gospody, i tak już ledwo żywy, o mało się nie osunął na podłogę.

***

Właściciel gospody

Tu można “drugiego” właściciela zmienić na jakiegoś karszmarza, czy innego gospodarza.

 

wilk-zimowy – tonem usprawiedliwienia: trochę zabrakło czasu na głębszy dramatyzm, a bo tu święta, trzeba kleić papierowe ozdoby i wycinać pierniczki, a do końca konkursu zostały dwa dni… Do głowy przyszedł mi pomysł i chciałam go szybko złapać. Dziękuję za życzliwą lekturę :)

Przeczytałem, podobało się :) Ciekawy klimat. Tylko kim byli Ci podróżni? (zarcik ;)). Dość ciekawe rozwinięcie wątku biblijnego.

Ot, takie sobie wyobrażenie, dlaczego Jezus urodził się w stajence. Niestety, ta wizja nie przemówiła do mnie.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Chwy­cił drżą­cy­mi rę­ka­mi za dzban… ―> Chwy­cił dzban drżą­cy­mi rę­ka­mi

 

– Ach ty, łach­my­to, żad­ne­go z cie­bie po­żyt­ku! Abyś tak się zapił na śmierć! – Chwy­ci­ła ście­rę i zdzie­li­ła go po gło­wie. Głu­pia ko­bie­to, ty nawet nie wiesz, że to już zaraz ko­niec świa­ta bę­dzie. A pyszcz dalej, py­skuj. Zo­ba­czy­my, jak to bę­dzie! ―> Oddzielaj didaskalia od narracji. Choć w tym przypadku narracja wygląda mi na gadanie męża, albo na jego myśli. Jeśli to wypowiedź, proponuję:

– Ach, ty łach­my­to, żad­ne­go z cie­bie po­żyt­ku! Abyś tak się zapił na śmierć! – Chwy­ci­ła ście­rę i zdzie­li­ła go po gło­wie.

– Głu­pia ko­bie­to, ty nawet nie wiesz, że to już zaraz ko­niec świa­ta bę­dzie. A pyszcz dalej, py­skuj. Zo­ba­czy­my, jak to bę­dzie!

A jeśli to myślenie karczmarza:

– Ach, ty łach­my­to, żad­ne­go z cie­bie po­żyt­ku! Abyś tak się zapił na śmierć! – Chwy­ci­ła ście­rę i zdzie­li­ła go po gło­wie.

Głu­pia ko­bie­to, ty nawet nie wiesz, że to już zaraz ko­niec świa­ta bę­dzie. A pyszcz dalej, py­skuj. Zo­ba­czy­my, jak to bę­dzie! – pomyślał.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

No w ogóle rynsz­tu­nek mieli z naj­wyż­szej półki. ―> Obawiam się, że ten zwrot nie ma racji bytu w tym opowiadaniu – jest zbyt współczesny.

 

to jest, chcia­łem rzec, taka spe­lu­na to jest. ―> Jak wyżej.

 

– Mamy in­for­ma­cje pewne. Dziś bę­dzie tłum przy­jezd­nych z po­wo­du spisu W każ­dym razie – an­gel­los po­trzą­snął głową, a jego dłu­gie, czar­ne włosy za­fa­lo­wa­ły – mu­sisz wy­peł­nić swoją misję. ―> – Mamy in­for­ma­cje pewne. Dziś bę­dzie tłum przy­jezd­nych z po­wo­du spisu. W każ­dym razie… – An­gel­los po­trzą­snął głową, a jego dłu­gie, czar­ne włosy za­fa­lo­wa­ły.Mu­sisz wy­peł­nić swoją misję.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Wy­glą­da­ło, jakby jeden z le­gio­ni­stów pod­niósł do góry brew zdzi­wio­ny. ―> Masło maślane – czy można podnieść coś do dołu?

Proponuję: Wy­glą­da­ło, jakby jeden z le­gio­ni­stów, zdziwiony, u­niósł brew.

 

Wła­ści­ciel go­spo­dy stał w progu i cze­kał. Nie ma miej­sca w go­spo­dzie, nie ma miej­sca… – po­wta­rzał w kółko, aby nie za­po­mnieć. ―> Skoro powtarzał, to mówił, więc zapisz to jak dialog, a jeśli myślał, zapisz to jak myślenie.

 

ale on stał, jakby był zro­bio­ny z soli. ―> Pewnie miało być: …ale on stał jak słup soli.

 

a takie bo­skie pięk­no sto­pi­ło go i wzru­szy­ło. ―> Czy na pewno stopiło, czy może miało być: …a takie bo­skie pięk­no stro­pi­ło go i wzru­szy­ło.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy– zapis dialogu może być inny. Jeśli zdanie mówione ma w środku didaskalia, może nie być rozdzielane kropką i oba człony ma pisane małą literą.

Boskie piękno karczmarza nie stropiło. Karczmarz był gruboskórny i nieokrzesany, co więcej, w żadnych bogów pewnie nie wierzył. Karczmarz nie współczuł biednym i cierpiącym. Dopiero spotkanie z prawdziwym bezgrzesznym pięknem go wzruszyło. Stopiło go. Jak wosk.

No cóż, to Twoje opowiadanie i wyłącznie id Ciebie zależy, jak będzie napisane.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A, i jeszcze wujek Cichy wpadł na chwilę z nominacją do BiB. 

Pozdrawiam

Cichy0 :D 

regulatorzy – jeśli wytknięto mi anachronizmy, to wyjaśniam: słowo speluna pochodzi od greckiego spelaion, co oznacza jaskinię i po prostu ciemną dziurę, więc w opowiadaniu ma prawo się znaleźć i nie psuć realiów historycznych; autor jednak pozwolił sobie na swobodę literacką, albowiem nie jest to opowiadanie historyczne. Nie, zupełnie nie.

Cóż, Chalbarczyk, etymologię speluny znam, ale nie wydaje mi się, aby w Twoim opowiadaniu była użyta w tym znaczeniu. Do tego, co napisałam w poprzednim poście, mogę tylko dodać, że moje uwagi to tylko propozycje i sugestie, których w ogóle nie musisz brać pod uwagę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Karczmarz był gruboskórny i nieokrzesany, co więcej, w żadnych bogów pewnie nie wierzył.

Ateizm w tamtych czasach? I to u niewykształconego, “nieokrzesanego” człowieka? Na prowincji w Judei? Gdybyś zetknęła swoich bohaterów z greckim filozofem pod wpływem Euhemera albo dalszowschodnich koncepcji religijno-filozoficznych, mogłabym w to z trudem uwierzyć, choć i tu miałabyś raczej wiarę w jakiegoś “boga filozofów”, a i buddyzm niekoniecznie odrzuca wiarę w bogów. To jest dopiero anachronizm, na szczęście nie w samym tekście. Już pomińmy miłosiernie ten absurd ze spisem, który jest ahistoryczny w tekście źródłowym, bo to nie Twoja wina ;)

 

Do mnie ten tekst nie przemówił, ponieważ źle mi się go czytało w warstwie językowej, a sama ajtiologiczna historyjka zbyt łopatologicznie podana i zbyt usłodzona.

 

http://altronapoleone.home.blog

Do mnie nie przemówiło. Początek ma fajny klimat, ale sama historyjka zupełnie nie porywa. Jakby czegoś w końcówce brakowało; gospodarz czeka na gości, ale kiedy ci wreszcie się pojawiają, wypełnia swoje zadanie i koniec. Puenta – że zna się kogoś od tylu lat, ale nie wie o nim wszystkiego – zupełnie nie pasuje do reszty tekstu, mam wrażenie, że została do niego doklejona na siłę, żeby nie urywać opowiadania w pół zdania.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

drakaina– zdawało mi się, że to taki sobie, lekki i z przymrużeniem oka tekścik o aniołach, a tu proszę, kto by pomyślał, że wywoła taką głęboką dyskusję.

Wiesz, ja tak sobie myślę, że mogłaś z tego zrobić świetną historię, gdybyś trochę bardziej zaszalała ;) Tu jest wszystko zbyt przewidywalne.

http://altronapoleone.home.blog

Faktycznie na początku też wydało mi się, że tak jakoś mało dramatycznie się skończyło. Ale z drugiej strony jest w tym urok,że jest to zwyczajne, dzięki temu można pomyśleć o swoich świętach i trochę wczuć się w postać karczmarza(albo jego żony :) ). Tak czy inaczej dziękuję za lekturę! 

Strasznie fajny pomysł, z gatunku takich, jak lubię, ale, kurcze, niewykorzystany. Właściciel podłej karczmy bardziej przejmuje się losem młodej ciężarnej kobiety niż sam Bóg. Bo Bogu i jego aniołom zależy tylko na tym, by się wypełniło. Fajnie, tylko że reakcja karczmarza była tak przesadzona, iż wydawała mi się raczej wynikiem wypitego trunku niż porywem serca. A boscy posłańcy jacyś tacy nie do końca mądrzy.

– Ależ panowie żołnierze, gdzież do mnie jakaś nabożna kobieta? Wszak to podrzędna mordobijnia… to jest, chciałem rzec, taka speluna to jest. Mogłaby tu przyjść jakaś dziwka, to jest, upadła kobieta, ale na pewno nie nabożna.

Żołnierz zmarszczył czoło.

– Odmawiasz?

Co to za anioł, który nie potrafi człowiekowi w myślach czytać? Nie mówiąc już o tym, że i bez czytania w myślach wiadomo, o co karczmarzowi chodziło. Czyli niekumaty ten posłaniec.

 

Moim zdaniem ciut za mocno poszłaś w absurd, żeby to mogło wybrzmieć.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

RomantycznyStoik– cieszę się, że takie Boże Narodzenie się spodobało i pozdrawiam.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Ciekawy pomysł, chociaż uważam, że można było go bardziej rozwinąć. Interesująca scena z aniołami, plastyczne opisy. Najbardziej podobało mi się to, że opowiadasz historię z punktu widzenia karczmarza, który próbuje zrozumieć ekonomię nieba. Nieco przewidywalny tekst, ale zgodnie z kanonem tradycyjnym, miałam nadzieję, że karczmarz pozwoli zostać gościom w stajence, przecież o tym aniołowie nie wspominali. Pod tym względem zakończenie mnie zaskoczyło. Ode mnie klik. :)

Ando – dzięki za przeczytanie i pochwały za plastyczność :)

Krótkie to opowiadanie, dobre, ale nierówne. No, nigdy bym nie pomyślał, że w pięciu tysiącach znaków można napisać nierówno. Pierwsza cześć dobra, druga świetna, a trzecia… rozczarowanie.

Bardzo mi się podobało takie spojrzenie na biblijną historię. Od tej strony, chyba nikt jeszcze tego nie opowiedział. Opis Maryi i odczuć karczmarza rewelacyjny.

Niestety nie podpowiem, co moim zdaniem wyszło nie tak w końcówce, bo sam nie wiem.

Ogólnie, jestem na tak.

 

fizyk111 – jak tak sobie teraz myślę, to masz rację co do trzeciej części. Metanoja karczmarza i żony zbyt lakoniczna i nie komunikuje tak dobrze tego, co powinna, bo karczmarz nie tylko powstrzymał koniec świata, ale zaczął inaczej nań patrzeć, a żona po raz pierwszy zobaczyła w mężu człowieka, a nie tylko schlaną świnię… Ech, te dobre idee przychodzą za późno. 

W każdym razie, dziękuję za uwagi.

A mnie się spodobała wizja aniołów. Tacy wydają się prawdziwsi niż ci katechizmowi, z tekstu będącego inspiracją.

Faktycznie końcówka raczej słaba – żadnego twistu, zaskoczenia. Karczmarz wydusił z siebie mniej więcej to, co mu kazano i na tym koniec.

Babska logika rządzi!

Finkla

Dzięki za odwiedziny! Cieszę się, że aniołowie przypadli do gustu :)

Hejka!

Trochę po już po świętach (po jednych i drugich), ale lepiej późno niż wcale ;D

Faktycznie jest trochę za krótko. Jak wyżej ludziska wspomnieli, można by było historię rozwinąć. Może nie jestem zbytnio fanem szortów, ale ten nawet przypadł mi do gustu. 

Tekst lekki z elementami humorystycznymi, napisany ładnie, lecz pozostawia trochę niedosyt ze względu na długość i zakończenie. 

Jednak myślę, że jak najbardziej zasługuje na ostatniego klika, po którego pójdę się poawanturować ;D

Pozdrawiam!

 

NearDeath

Zgadzam się co do szortów, cierpią nia brak głębi i tanie chwyty retoryczne… i mój się tego nie ustrzegł. Tym bardziej się cieszę, że da się go czytać :)

Nie mógłby być dłuższy, bo fabularnie byłoby to bez sensu, ale…

ale może czytelnicy chcą po prostu wiedzieć, co było dalej?

laugh

I ja pozdrawiam!

Nowa Fantastyka