- Opowiadanie: MaSkrol - Dziś ja będę twoim odbiciem

Dziś ja będę twoim odbiciem

Opowiadanie niebetowane, za wszystkie błędy przepraszam, oby nie było ich zbyt wiele...

Mam nadzieję, że nie zwariowaliście w tym świątecznym ferworze. Ja w tym momencie leżałbym na ojomie po walce z limitem, gdyby nie nożyce do cięcia tekstów od CM. Miłego czytania i Wesołych Świąt!

25.12.2019: Poprawki techniczne po komentarzu CMa.

02.01.2019: Poprawki literówek oraz błędów nie ingerujących w fabułę ani historię po komentarzu Regulatorzy.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Dziś ja będę twoim odbiciem

Mikołaj przesunął palcami po chropowatej powierzchni stolika. Potarł opuszki. Irytowała go.

Trzymał się schematu. Zadawał pytania, kierował myśli pacjentki… lecz do świadomości trafiało co piąte słowo. Zerknął na zegarek.

W powietrzu unosił się duszący zapach pierników, imbiru oraz cynamonu. Musiał kupić prezenty dla dzieciaków, znaleźć choinkę i…

Szlag by to.

Ona wciąż gadała. Zamknij w końcu tę gębę! Westchnął w duchu.

Chciał jej pomóc. Od dawna razem pracowali, a pani Kądziel robiła coraz większe postępy. Tylko teraz musiała podupaść. Akurat teraz. Nienawidził jej za to i nienawidził siebie, za to, że jej za to nienawidzi.

Gówno, pomyślał. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się.

I skupił się, na chwilę. Marianna Kądziel opowiedziała o kolejnych świętach, które będzie musiała spędzić sama.

Współczuł pacjentce, ale zżerała go wściekłość. Jakie to chore. Nielogiczne.

Każdy ma prawo do gorszych dni, nawet ja, upomniał się w myślach.

Ale nie w pracy. Nie, kiedy jesteś terapeutą.

Udawany spokój doprowadzał Mikołaja do jeszcze większego szału. Nie da rady. Zadał jakieś pytanie. Kobieta uśmiechnęła się cierpko.

– Brakuje mi odwagi.

Mikołaj zesztywniał. Odwagi na co?

– Żeby im powiedzieć, że chciałabym z nimi spędzić święta – na szczęście kontynuowała. – Porozjeżdżały się, mają teraz własne życie.

– Czego się pani obawia? – Mężczyzna splótł dłonie.

Kobieta poprawiła się w fotelu.

– Nie byłam najlepszą matką. Nie byłam najgorsza, ale do dobrej… – Pociągnęła nosem. – Dużo mi brakowało. Boję się, że mnie odrzucą. Dlatego nie dzwonię, wolę nie wiedzieć.

Serce Mikołaja zadrżało.

– Jestem dla nich ciężarem. Robią kariery i nie mają czasu dla takiej starej… – Ugryzła się w język. – Dla mnie. A tak przynajmniej mogę wyobrażać sobie, że czasami o mnie myślą.

Nie pamiętał co jej odpowiedział. Nie pamiętał czy się pożegnał, gdy wychodziła. Został w gabinecie i przez pół godziny słuchał martwej ciszy. Zrujnowany, oblepiony błotem oraz pomyjami.

Dlaczego teraz?

Pytanie odbiło się echem i wróciło nie znalazłszy odpowiedzi. Ostatni wieczór w pracującym tygodniu wyniszczał. Problemy pacjentów nawarstwiały się niczym notatki przyklejane na lodówce… jednak do tej pory nie zdarzyło się, żeby waga kolorowych papierków wyrwała drzwi.

Mikołaj bawił się pustą szklanką, rozważając jak to się stało, że siedzenie było jedyną formą buntu, na jaką mógł sobie pozwolić.

Zakręcił pojemniczek z zapachem. Założył płaszcz i zgasił światło.

Na zewnątrz zaatakował go przeciąg… i wielka, mięsista bryła. Cofnął się w ostatniej chwili. Wysoki, baryłkowaty mężczyzna zatrzymał się na schodkach.

– Przepraszam. – Pochylił głowę. – Wychodzi pan już? Nie zdołam się zapisać?

Zimny wiatr smagał policzki, a pomarańczowe światła dyktowały atmosferę iluzorycznego spokoju.

– Nie, niestety. Przykro mi. Spieszę się – odparł Mikołaj, próbując go wyminąć.

Nieznajomy złapał rękaw terapeuty. Oderwał dłoń, jakby się poparzył.

– Wybaczy pan, odruch. – Uśmiechnął się, lecz jego oczy… – Nie znajdzie pan dla mnie choć chwili? Nawet jutro?

Czas. Plany.

– W soboty nie pracuję – powiedział Mikołaj.

Mężczyzna próbował zdusić emocje, które pchały się na wierzch. Zamrugał.

– Rozumiem. – Skinął głową. Zaczął schodzić. – Dziękuję i wes…

A żeby cię pokiełbasiło, sklął się w myślach Mikołaj.

– Dwudziesta pierwsza może być?

Grubawy mężczyzna zastygł.

– Tak, oczywiście.

Mikołaj westchnął, przekonany, że właśnie postawił pierwszy krok w kierunku katastrofy.

 

***

 

Jechał w ciszy, co rusz przecierając oczy. Potrzebował kawy. Świat ograniczył się do dźwięków, bezsensownych rozmów i zakupów. Mikołaj załatwił wszystko półświadomie, wewnątrz wciąż będąc wrakiem.

Właśnie osiągnął zawodowe dno. Koledzy robili kariery w korporacjach, a on nie potrafił wysłuchać starszej kobiety. Nie wystarczało mu czasu dla rodziny, nie miał kiedy odpocząć. Teraz odebrano mu nawet piątkowy wieczór…

Jak co roku. Jak co święta.

Wtoczył się do domu z workami pod oczami wielkości wybrzeża morza Adriatyckiego i świadomością, że o czymś zapomniał. Miał to w dupie. Trudno.

Rozładował siatki, wpuścił karpie do wanny, wrócił do samochodu. Mróz postępował sukcesywnie zajmując kolejne połacie terenu, jakby rozprzestrzeniał się od nieznanego nikomu epicentrum.

Mikołaj wyciągnął drzewko z auta i zaniósł do komórki.

Czuł przedziwną atmosferę odrealnienia, jakby połowa jego świadomości wędrowała poza ciałem, a rzeczywistość traciła normalny kształt i wymiar. Wiszące pod nieboskłonem gwiazdy zdawały się obserwować ich malutki, nic nieznaczący świat oraz jeszcze mniej znaczącego obywatela.

Mężczyzna zmarszczył brwi. Oświetlenie uliczne wydawało się dziwnie jasne. Zbyt jasne.

Rozejrzał się, a jego układ nerwowy zamarł w niemym przerażeniu. Wszystkie pobliskie domy były udekorowane girlandami światełek, festonami kolorowych, pieprzonych paciorków.

Świetnie. Kolejny obowiązek. Nie będzie jedynym nieoświeconym. Cudownie.

Usiadł na schodku, skupił się na zimnie, wietrze… skupił się na bodźcach. Usłyszał klamkę.

– Nie wejdziesz? – zapytała Anka. – Zamarzniesz.

– Która godzina? – Mikołaj wstał.

Żona szukała kontaktu wzrokowego, którego nie odwzajemnił.

– Jedenasta – odparła i wycofała się do salonu.

Dom był niemy jak niemal każda rzecz, którą dziś spotkał.

– No chodź miśku – ponagliła go Ania.

Wkroczył do salonu, minął stolik i zignorował bijące z kominka ciepło. Bez słowa legł na kanapie, kładąc głowę na udach ukochanej. Anka drapała go po głowie i karku, a każdy ruch zdawał się ożywiać sflaczałą, podszytą skórą nicość, która tego wieczoru przybrała zaskakująco ludzkie imię – Mikołaj.

Dotyk dawał ukojenie.

– Pojutrze Wigilia… – zaczął.

Usłyszał mruknięcie.

– Nie zdążę. A zaraz po świętach mam wyjazd służbowy.

– Jutro będziesz się przejmował – powiedziała.

Mężczyzna zadrżał. Ciarki przebiegły mu po plecach.

– Umówiłem się na jutro z pacjentem – powiedział.

– Co? – Jej dłoń zamarła.

– Zagadnął mnie, gdy wychodziłem. – Objął nogę żony, jakby układał się do snu.

– Przepracowujesz się. – Wróciła do specyficznej pieszczoty.

Mikołaj westchnął cicho.

– Nie mogłem mu odmówić. Za chwilę święta, a ktoś potrzebuje rozmowy z terapeutą. Wyobrażasz sobie? Odmówiłabyś?

Anka pokręciła głową, czego nie mógł zobaczyć.

– Normalnie nie, w twoim stanie… nie wiem.

Nie odpowiedział.

– Co kupiłeś dzieciom?

Względy spokój ulotnił się w ułamku sekundy.

 

***

 

Kolejny dzień wpełzł do pomieszczenia przez otwarte okno, przybierając postać mroźnego powiewu. Uszczypnął Mikołaja w powieki i przeciągnął lodowatymi szponami po skórze.

Terapeuta nie widział żadnego sensownego powodu, żeby wstać.

Ta cała szopka świąteczna… była jałowa, ograniczała się do makabrycznej dawki stresu i piramidy niepotrzebnych obowiązków.

Po co?

Westchnienie rozepchnęło ciszę, która oblepiała mężczyznę.

Wstał, zrobił kawę i podgrzał śniadanie. Bezdźwięczność znów atakowała dom, próbując wpuścić pustkę przez drzwi i okna.

Nie powinno tak być. Albo przynajmniej powinien to rozumieć, a jednak w myślach ziała…

Mężczyzna widział coś w zasięgu ręki, drobną myśl, której nie potrafił uchwycić. Walcząc z ciążącym sercem, wcisnął do uszu słuchawki i zaczął działać, nucąc pod nosem puszczoną w pętli piosenkę:

And we would fall down. And we would slowly fall apart.

Wśród natłoku obowiązków pojawiła się mała, pączkująca myśl…

A może zdąży?

 

***

 

Dupa tam. Mikołaj był na pograniczu wściekłości, płaczu, śmiechu i rozżalenia.

Jechał zgarbiony, a wory pod jego oczami zmieściłby prezenty dla połowy miasta. Przeskoczył już tę granicę absurdu, która kazała trzymać się dobrej myśli. Pełzł w korku. Miał kupić prezenty i pojechać na spotkanie.

Teraz musiał wybrać jedno.

Włączył kierunkowskaz, pokonując pokusę wyrwania go z panelu. Pora na kolejną dawkę frustracji. Może przynajmniej jego pacjent będzie miał udane święta.

Wykrzywił usta w nieudanej próbie uśmiechu.

 

***

 

Zapalił światło w gabinecie, podkręcił ogrzewanie i otworzył pojemniczek. Po jego małym królestwie rozprzestrzenił się duszący aromat, wypełniając je słodko-gorzkim smakiem cynamonu, piernika oraz imbiru. Mężczyzna poprawił firankę i przesunął fotele.

Pukanie do drzwi. Ktoś nacisnął klamkę.

– Dzień dobry. – Grubawy mężczyzna wszedł do gabinetu. – Można?

– Tak, proszę usiąść.

Podali sobie dłonie. Mikołaj zmarszczył brwi. Dostrzegał w pacjencie coś intrygującego, specyficzną aurę, której nie potrafił określić. Zajęli miejsca.

– Jak panu minęła podróż? – Terapeuta skrzyżował nogi.

Pacjent odetchnął, rozluźnił się.

– Dobrze. Nawet bardzo dobrze… a panu?

– Też nieźle…

Mężczyzna otworzył usta, westchnął i je zamknął. Szukał słów. Postukiwał palcami o materiał fotela, jakby próbował upleść klarowną myśl.

– Wie pan… zbliżają się święta. A ja mam wrażenie, że coś mi umyka. Coś prostego i bardzo ważnego.

Mikołaj prychnął w duchu. To było ich dwóch.

– Święta powinny być szczęśliwe. To szczęśliwe święto, prawda? – Mężczyzna uniósł głowę.

– Zależnie kto w co wierzy. Ale tak, szczęśliwe. – Mikołaj zamrugał. Te słowa… nie przemyślał ich, same wypełzły z ust.

– Wydaje mi się, że gdzieś to szczęście zgubiłem. Straciłem z własnej winy. – Pacjent potarł dłonie.

– Dlaczego pan tak uważa?

– Pamięta pan jak było kiedyś? Z zapartym tchem czekało się na pierwszą gwiazdkę, szło do kościoła i przeżywało wszystko z całą rodziną, a ten czas… mijał wolniej.

Mikołaj uśmiechnął się pod nosem, zerknął na kominek, a ciepłe wspomnienie przepłynęło od stóp do czubka głowy.

Pamiętał.

– Teraz to straciłem. – Grubawy mężczyzna przygryzł wargę. – Święta kończą się po przygotowaniach, nie przeżywam ich…

Terapeuta poczuł dreszcze. Każde słowo… idealnie wpasowywało się w jego życie.

Nie powinien się przejmować. Takich osób jest wiele.

– Nie zastanawiał się pan, dlaczego tak się dzieje…? – zapytał Mikołaj.

– A pan się zastanawiał?

Mikołaj zmarszczył brwi. Co to za pytanie? Nie rozmawiali o nim, a jednak kiedy o tym pomyślał…

To nie, nie zastanawiał się.

– Bo zgubiliśmy istotę świąt. To nie są te same święta, bo my już nie świętujemy, proszę pana – stwierdził pacjent.

Serce terapeuty zamarło w klatce piersiowej, a jego jestestwo spadło z nieba na bruk.

– Przygotowania – powiedział mężczyzna. – Wszystko chcemy mieć lepsze i większe. Z roku na rok. Biegamy po sklepach, zawalamy się niepotrzebnymi zajęciami, bo inni tak robią. A kiedy zaczyna się Wigilia, mamy już wszystkiego dość, albo jesteśmy zbyt zmęczeni.

Mikołaj nie był w stanie wydusić słowa.

– Dręczy mnie jeszcze jedna rzecz, proszę pana. – Pacjent pokręcił głową. – Nie nadążam. Biegam jak każdy i wyginam kręgosłup, żeby te święta były najlepsze w życiu, ale nie wyrabiam się. Nie pozamykałem jeszcze spraw przed Wigilią, a już martwię się pracą po świętach.

Słowa zgniotły Mikołaja i rozsmarowały na ścianie. Kropla w kroplę.

Dlaczego? Jak do tego doszło?

– A przez ten przedświąteczny… czas mniej rozmawiałem z rodziną niż podczas normalnego tygodnia. Tak powinno być? – zapytał pacjent.

Mikołaj zamknął oczy. Dziś kilka razy zadał sobie to pytanie.

– A kiedy zjemy, pewnie będzie jak zawsze. Trochę porozmawiamy… – Pacjent otarł łzę. – Poudajemy, że mamy świetny kontakt z rodziną. Dzień później będzie obiad, dzieci zaraz rozejdą się do pokojów, a my będziemy myśleć czemu jest właśnie tak.

To przeważyło szalę. Facet wymienił każdy żal, każde zmartwienie Mikołaja. Wyjął je na światło dzienne i prześwietlił. Brakowało tylko analizy.

Co było w tamtych świętach, a teraz tego brakuje? Dlaczego święta nie dają mu tej satysfakcji, tego… wyciszenia.

Dłonie Mikołaja opadły, niemal sięgając podłogi, palce podrygiwały w mimowolnych odruchach. Zrozumiał.

Z tym, że brakuje mu czasu nie mógł nic zrobić. Fakt, że po świętach musi wrócić do pracy był nie do ruszenia.

Pacjent pokiwał głową, jakby wiedział co dzieje się w głowie terapeuty.

Mikołaj nie skupił się na tym co trzeba. Dbając o fasadę domu, zapomniał, że wnętrze popada w ruinę. Wieszając setki lampek, zapomniał, że robi to dla siebie i bliskich, a nie dla sąsiedztwa.

Zamiast poświęcić tę krótką, magiczną przerwę dla rodziny i samego siebie, dla odpoczynku oraz refleksji, brał udział w zawodach.

To jest ta istota, która ginie w korkach i podczas morderczych przygotowań znika wśród przekleństw.

Istotą jest miłość, która spadła na drugi plan, stała się sztuczna i powierzchowna, tak samo jak sztuczne i powierzchowne, stało się jego podejście do świąt.

Westchnienie Mikołaja rozeszło się po całym gabinecie, odepchnęło powietrze, tworząc bańkę wokół mężczyzny.

Bo te święta trzeba przeżyć, a nie przetrwać.

– Teraz, kiedy zrozumiałeś, moja misja się kończy. – Grubawy pacjent podniósł się z fotela.

– Co… do…

Terapeuta nie miał pojęcia skąd mężczyzna wytrzasnął czerwono-biały strój, jak się przebrał, ani kiedy zapuścił brodę i postarzał o kilkadziesiąt lat.

– Przeżyj te święta jak należy. – Pacjent zarzucił na plecy czerwony wór. – Poświęć je dla siebie oraz rodziny. Tylko i wyłącznie.

– Mam jutro pacjentkę – powiedział terapeuta.

– W Wigilię? – Święty Mikołaj uniósł brew.

– Bardzo jej zależy na wizycie…

Pacjent pokiwał głową, z każdą sekundą uśmiechając się coraz szerzej. Zadzwonił telefon Mikołaja. Pani Kądziel.

– No dalej, odbierz. – Mężczyzna w czerwonym stroju wskazał smartfon.

Terapeuta przyłożył telefon do ucha. Przytaknął kilkukrotnie, wtapiając się coraz głębiej w fotel. Przetarł wilgotne oczy.

Po trzydziestu sekundach zakończył rozmowę.

– Wizyta odwołana – wziął wdech. – Dzieci zrobiły jej niespodziankę i zabrały na święta. Właśnie z nimi jedzie.

Drżał, nie mógł się opanować, jakby dopiero teraz ułożył myśli i całe spektrum emocji uderzyło jedną falą.

– A to znaczy…? – Święty się uśmiechnął.

– A to znaczy, że mam wolne w Wigilię – odparł terapeuta.

Pacjent skinął mu głową, po czym skierował się do okna. Zaczął wychodzić.

Mikołaj chciał o coś zapytać. Musiał zapytać.

– Dlaczego?

Święty zastygł, siedząc okrakiem na parapecie. Spojrzał jeszcze jeden, ostatni raz na swojego terapeutę.

– Nie powinieneś się dziwić. Dobrzy dorośli też powinni coś dostawać, prawda? A ty jesteś dobrym człowiekiem. – Skinął głową, podkreślając swoje słowa. – Potknięcia się zdarzają, ale ja myślę, że nieprzypadkowo nosisz moje imię.

Wyskoczył.

Mikołaj podbiegł do okna. Nic, nawet jednego śladu.

Został w gabinecie jeszcze przez jakiś czas. Cisza nie próbowała go oblepić i przytłoczyć, istniała obok, a Mikołaj czerpał z niej przyjemność.

Mężczyzna zamknął pomieszczenie i wsiadł do samochodu. Westchnął w duchu.

Szkoda, że to tylko zwidy. Stres robi swoje.

No cóż… i tak nikt by nie uwierzył.

Zamarł, poprawiając lusterko. Przetarł oczy. Jeden raz. Drugi. Na tylnych siedzeniach leżały dwa wielkie pudełka, opakowane w różowy i niebieski papier. Oderwał notkę:

Z mojej winy nie zdążyłeś kupić prezentów, więc pozwól, że się zrewanżuję.

Mikołaj uśmiechnął się przez łzy, które napłynęły mu do oczu.

Koniec

Komentarze

Godzina zemsty wybiła!

Lilo And Stitch Laughing GIF

 

Już ja Ci teraz dam: stać Cię na wiele więcej!

Udawany spokój, doprowadzał Mikołaja do jeszcze większego szału.

Nie jestem pewien tego przecinka

– Żeby im powiedzieć, że chciałbym z nimi spędzić świata – na szczęście kontynuowała.

A tutaj zastanawiałem się, czy nie powinno być kropki po świata i dużej litery. Celowo podkreślam: nie jestem pewien/zastanawiałem się, bo łapanki to nie jest moja mocna strony. :-)

Właściwie to nie jest moja żadna strona. XD

Westchnienie, rozepchnęło ciszę

Tego przecinka też nie. :-)

– Zależnie kto w co wierzy. Ale tak, szczęśliwe – Mikołaj zamrugał.

I tu chyba brakło kropki po szczęśliwe.

Każe słowo… idealnie wpasowywało się w jego życie.

Litrówka. :-)

Tak powinno być? – Zapytał pacjent.

A tutaj “zapytał” widziałbym z małej litery.

Terapeuta nie miał pojęcia skąd mężczyzna wytrzasnął czerwono-biłaby strój

I tu coś się posypawszy. :)

Pokiwał głową, jakby to podkreślał swoje słowa

Jakoś dziwnie brzmiało mi to zdanie.

 

Mogłem coś pominąć. I pewnie pominąłem. Generalnie zauważyłem taką prawidłowość, że błędy, widziane na telefonie, przy laptopie stają się niewidoczne. :)

Domyślam się, że większość z tego, co wskazałem, wynikła z pośpiechu. Chciałem zdążyć z komentarzem wczoraj, żebyś miał czas poprawić, ale się nie wyrobiłem.

Sama opinia będzie tym razem nieco krótsza, bo też konkurs świąteczny traktuję jako taki trochę bardziej rekreacyjny, więc i oczekiwania wobec tekstów nieco inne.

Generalnie opowiadanie fajnie wpisujące się w temat konkursu, chociaż aż mnie świerzbi, że napisać: następny zaczyna od smętów! Ja rozumiem, że jesteście mili i nie chcecie mi robić konkurencji w konwencji humorystycznej, ale bez przesady. Całej przestrzeni sam nie zajmę. Nie jestem taki zachłanny. ;-)

Koncept prosty, typowo świąteczny. Tutaj to dobrze. Właśnie takich historii oczekiwałem, które, porzucając trochę potrzebę kombinowania, szukania świeżości, niekonwencjonalnych połączeń, zaskakujących puent, zwyczajnie wpiszą się możliwie solidnie w tematykę konkursową.

Niezły pomysł w zabawę z imieniem bohatera. Niby prosty, ale w sumie fajny. Tyle że… trochę ryzykowny. Pierwsza moja myśl była taka, że to Święty Mikołaj jest u Ciebie tym terapeutą i wiedzie takie typowe przeciętne życie. Jest to motyw stosunkowo nienowy, stąd może u mnie taka myśl. Nieco byłem jednak zdziwiony, że dzieje się tak bez żadnych wyjaśnień. Dopiero kolejne zdania utwierdziły mnie w przekonaniu, że trochę w tej interpretacji poniosła mnie wyobraźnia. :)

Tym jednak nie musisz się specjalnie przejmować. Myślę, że CM będzie jedynym, którego przy pierwszych zdaniach “zniosło” na tego typu koncepcję. ;-)

Pomysł z terapeutą u Ciebie nie nowy. Ale dobry, bo pokazujący paletę oblicz świąt. Nie tylko podstawowe pozytywne obrazy, ale i te gorzkie, o których nieraz wcale chętnie zapominamy. Jednocześnie masz tu pewną, pobieżną analizę “ewolucji” świąt i pewnej zakrzywionej ścieżki, jaką sobie ta ewolucja obrała. A może lepiej napisać: myśmy dla niej obrali?

I ten motyw nie jest nowy. Takie analizy snują tysiące osób w każde święta ze wcale podobnymi wnioskami, tym nie mniej, w konkursie chyba go do tej pory nie widziałem, a skoro część tekstów opiera się na dość podobnym schemacie: ponury obraz – zakończenie przemycające optymizm, to każdy taki element stanowi dla mnie wartość dodaną.

Marudzenia tym razem za wiele nie będzie. Ja nie czuję potrzeby, żeby wyszukiwać czepów na siłę. Tutaj raczej nic nie zwróciło szczególnie mojej uwagi. Dialogi tym razem, przynajmniej w moim odczuciu, nie były przegadane. W każdym razie nie widziałem tu żadnego fragmentu ewidentnie zbędnego.

Jedyny czep to nadmiar wielokropków. Dialogi pominę, skupię się na narracji. Wielokropek, jak każdy element, ma czemuś służyć. Tutaj możemy go nazwać czymś w rodzaju elementu – przyprawy. Słowem, czegoś, co służy podkreślaniu. A może lepiej: akcentujący pauzę, urwanie, może jakąś refleksyjność. Im więcej ich używasz, tym mniej spełniają one swoją rolę. Podobnie jak z przyprawami. I tutaj one tak właśnie zatapiały się w tekście, stając już nie dodatkiem wyróżniającym, ale nietypowym elementem opowiadania, który w takim natężeniu już za bardzo niczemu nie służył. Bo nie mógł.

Wielokropek oznacza pewne urwanie. W tym miejscu, z jakiegoś powodu, pojawia się lekka pauza. Spróbujmy to przełożyć na wypowiedź. Jeżeli, opowiadając o czymś, zrobisz czasem pauzę, zwyczajnie wysyłasz słuchaczowi sygnał, że chcesz coś zaakcentować – urwać w jakiś celu.

Jeśli jednak robisz te pauzy nagminnie, już nie akcentujesz, a zwyczajnie dziwnie gadasz. :-)

Podobnie jest z tekstem. Z każdym kolejnym wielokropkiem wydźwięk poprzednich staje się coraz mniejszy. Tracisz bowiem, jako czytelnik, takie poczucie celowości. Że to naprawdę było robione z rozmysłem i w konkretnym celu.

Tyle.

Ogólnie, przez tekst przemknąłem z przyjemnością, bez przystanków, więc z lektury jestem zadowolony. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant

Cześć, CM! Cieszę się, że Cię widzę!

Godzina zemsty wybiła!

Z początku mnie tym przeraziłeś :o

Już ja Ci teraz dam: stać Cię na wiele więcej!

Nie przesadzaj, jam ubogi w talent :P

Nie jestem pewien tego przecinka

Ja też. To te z gatunku “przeczytaj opowiadanie po raz dziesiąty, a ja nagle pojawię się przed publikacją”.

A tutaj zastanawiałem się, czy nie powinno być kropki po świata i dużej litery. Celowo podkreślam: nie jestem pewien/zastanawiałem się, bo łapanki to nie jest moja mocna strony. :-)

Hit XD. Nie zauważyłem tego. To niezły “świat”, a tej kropki i dużej litery… sam nie jestem pewien, uznałem “kontynuowała” jako czynność mówienie i nie dałem kropki niech tak zostanie, Reg na pewno będzie wiedziała :P

Tego przecinka też nie. :-)

To brat bliźniak poprzedniego ;)

I tu chyba brakło kropki po szczęśliwe.

A racja, to kropka z gatunku “przeczytaj tekst dziesięć razy a ja zniknę przed publikacją” ;)

Litrówka. :-)

Ups :P

A tutaj “zapytał” widziałbym z małej litery.

Mój błąd.

I tu coś się posypawszy. :)

Tu posypały się moje marzenia i aspiracje XD

Jakoś dziwnie brzmiało mi to zdanie.

Poprawiłem, ale nie wiem czy na lepiej :P

Generalnie zauważyłem taką prawidłowość, że błędy, widziane na telefonie, przy laptopie stają się niewidoczne. :)

Prawda! Przeżywałem to samo z twoim opowiadaniem. ;)

Generalnie opowiadanie fajnie wpisujące się w temat konkursu, chociaż aż mnie świerzbi, że napisać: następny zaczyna od smętów! Ja rozumiem, że jesteście mili i nie chcecie mi robić konkurencji w konwencji humorystycznej, ale bez przesady. Całej przestrzeni sam nie zajmę. Nie jestem taki zachłanny. ;-)

Mówiłem, że będzie smutas! Były nawet dwie koncepcje: to lub Święty Mikołaj zmordowany rutyną. Właściwie początkowo to właśnie zmęczony powtarzalnością Święty miał być u psychologa, ale przerodziło się w takie coś. ;-)

Koncept prosty, typowo świąteczny. Tutaj to dobrze. Właśnie takich historii oczekiwałem, które, porzucając trochę potrzebę kombinowania, szukania świeżości, niekonwencjonalnych połączeń, zaskakujących puent, zwyczajnie wpiszą się możliwie solidnie w tematykę konkursową.

Cieszę się, że trafiłem w Twój gust. Ja właściwie rzadko na to patrzę, piszę po prostu co chcę napisać… i lubię pogłębione postać, staram się aby każda następna wydawała się coraz bardziej skomplikowana :P

Niezły pomysł w zabawę z imieniem bohatera. Niby prosty, ale w sumie fajny. Tyle że… trochę ryzykowny. Pierwsza moja myśl była taka, że to Święty Mikołaj jest u Ciebie tym terapeutą i wiedzie takie typowe przeciętne życie. Jest to motyw stosunkowo nienowy, stąd może u mnie taka myśl. Nieco byłem jednak zdziwiony, że dzieje się tak bez żadnych wyjaśnień. Dopiero kolejne zdania utwierdziły mnie w przekonaniu, że trochę w tej interpretacji poniosła mnie wyobraźnia. :)

Przyznam się bez bicia, że na pomysł wpadłem w po kilku akapitach, gdy uznałem, że pierwotne imię mi się nie podoba. Ale miałem taki cel, chciałem, żeby czytelnik ich pomylił… a później dowiedział się, że w sumie nie do końca :D

Tym jednak nie musisz się specjalnie przejmować. Myślę, że CM będzie jedynym, którego przy pierwszych zdaniach “zniosło” na tego typu koncepcję. ;-)

Oby nie tylko! :P

Pomysł z terapeutą u Ciebie nie nowy. Ale dobry, bo pokazujący paletę oblicz świąt. Nie tylko podstawowe pozytywne obrazy, ale i te gorzkie, o których nieraz wcale chętnie zapominamy. Jednocześnie masz tu pewną, pobieżną analizę “ewolucji” świąt i pewnej zakrzywionej ścieżki, jaką sobie ta ewolucja obrała. A może lepiej napisać: myśmy dla niej obrali?

Jak ja kocham Twoje interpretacja, za każdym razem trafiasz w sedno. Zawsze miło dowiedzieć się, że zamysł trafia do czytelnika. :-)

I ten motyw nie jest nowy. Takie analizy snują tysiące osób w każde święta ze wcale podobnymi wnioskami, tym nie mniej, w konkursie chyba go do tej pory nie widziałem, a skoro część tekstów opiera się na dość podobnym schemacie: ponury obraz – zakończenie przemycające optymizm, to każdy taki element stanowi dla mnie wartość dodaną.

Wiem, że motyw jest powtarzalny… ale ja lubię takie teksty. Właściwie większość… bardzo duża większość moich tekstów posiada ten mniej lub bardziej ponury schemat z końcowym, nieznacznym przejaśnieniem. One nieźle działają na uczucia, bardzo cenię ten słodko-gorzki smak.

Marudzenia tym razem za wiele nie będzie. Ja nie czuję potrzeby, żeby wyszukiwać czepów na siłę. Tutaj raczej nic nie zwróciło szczególnie mojej uwagi. Dialogi tym razem, przynajmniej w moim odczuciu, nie były przegadane. W każdym razie nie widziałem tu żadnego fragmentu ewidentnie zbędnego.

Pytanie do pogrubionego: Zaczynam się bać, bo widzę drobną sugestię. Ja szukam czepów na siłę? W sumie nie wiem, ale oby nie XD

Znalazłbyś rzeczy ewidentnie zbędę, gdybym nie ciął pod limit jak porypany… początkowo miałem około 20k znaków :P

Jedyny czep to nadmiar wielokropków. Dialogi pominę, skupię się na narracji. Wielokropek, jak każdy element, ma czemuś służyć. Tutaj możemy go nazwać czymś w rodzaju elementu – przyprawy. Słowem, czegoś, co służy podkreślaniu. A może lepiej: akcentujący pauzę, urwanie, może jakąś refleksyjność. Im więcej ich używasz, tym mniej spełniają one swoją rolę. Podobnie jak z przyprawami. I tutaj one tak właśnie zatapiały się w tekście, stając już nie dodatkiem wyróżniającym, ale nietypowym elementem opowiadania, który w takim natężeniu już za bardzo niczemu nie służył. Bo nie mógł.

Ehh to moja bolączka od samego początku. Bardzo je lubię, ale masz rację. Muszę je ograniczyć.

Wielokropek oznacza pewne urwanie. W tym miejscu, z jakiegoś powodu, pojawia się lekka pauza. Spróbujmy to przełożyć na wypowiedź. Jeżeli, opowiadając o czymś, zrobisz czasem pauzę, zwyczajnie wysyłasz słuchaczowi sygnał, że chcesz coś zaakcentować – urwać w jakiś celu.

Nigdy tak na to nie patrzyłem. Przy następnym opowiadaniu będę bardziej roztropny z wielokropkami. Dzięki! Bardzo przydatna uwaga.

Jeśli jednak robisz te pauzy nagminnie, już nie akcentujesz, a zwyczajnie dziwnie gadasz. :-)

Ugh… zabolało, ale prawdę rzeczesz ;)

Ogólnie, przez tekst przemknąłem z przyjemnością, bez przystanków, więc z lektury jestem zadowolony. :)

Bardzo mnie to, CMie cieszy. Dziękuję za wyczerpujący komentarz, kłaniam się! I czekam aż poślesz Ciapka do psychologa, albo po prostu, coś napiszesz!:P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Podobało mi się. Domyśliłam się, że Mikołaj nie jest świętym, za dużego dołka miał na to. Fajnie opisujesz praktycznie wszystkie problemy, jakie mamy w związku ze świętami. Podobał mi się pomysł z odwróceniem ról, ładnie Mikołaja podszedł święty.

Ode mnie kliczek. :)

Cześć, Irko. Cieszę się, że zajrzałaś i dziękuję za kilka! :)

Fajnie opisujesz praktycznie wszystkie problemy, jakie mamy w związku ze świętami.

Czyli się udało, świetnie ^^

Odwrócenie ról przyszło dość przypadkowo, ale też jestem z niego zadowolony :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Z początku mnie tym przeraziłeś :o

I bardzo dobrze. XD

A tak poważnie, przy moich wizytach nie ma się czego obawiać. Ja staram się zwykle pisać komentarze bezpośrednio, trochę żartobliwie, właśnie po to, żeby Autor czy Autorka nie musieli się obawiać. Jeśli widzisz taką wstawkę, to zawsze będzie żart. ;-)

Ja też. To te z gatunku “przeczytaj opowiadanie po raz dziesiąty, a ja nagle pojawię się przed publikacją”.

Znam przypadek. XD

Poprawiłem, ale nie wiem czy na lepiej :P

Lepiej. :)

Były nawet dwie koncepcje: to lub Święty Mikołaj zmordowany rutyną

Mikołaj zmordowany rutyną ma ogromny potencjał humorystyczny. :-)

Ale miałem taki cel, chciałem, żeby czytelnik ich pomylił… a później dowiedział się, że w sumie nie do końca :D

To całe szczęście, bo w pierwszej chwili pojawia się taka obawa: czy ja aby na pewno należycie przyłożyłem się do czytania. ;-)

Zawsze miło dowiedzieć się, że zamysł trafia do czytelnika. :-)

Na potrzeby budowania wizerunku dyżurnego–partyzanta przyjmiemy, że to wszystko moja zasługa. XD

Pytanie do pogrubionego: Zaczynam się bać, bo widzę drobną sugestię. Ja szukam czepów na siłę? W sumie nie wiem, ale oby nie XD

Nie. To w ogóle nie tak. :)

Ja często stosuję taką wstawkę, żeby podkreślić dwie rzeczy.

Pierwsza jest taka, że czytam po swojemu i oceniam według swoich kryteriów, co oznacza, że pewne elementy opowiadania mniej mnie obchodzą. W skrócie: jeśli opowiadanie czyta mi się dobrze, to przyjmuję je z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, takim, jakim wymyślił je Autor, bez potrzeby szczegółowego rozważania, czy coś można było zmienić, skrócić, napisać inaczej. Uważam, że dopóki inni są na tyle życzliwi, żeby takiej analizy dokonywać, ja mogę skupiać się na innych aspektach. Dzięki temu poszczególne komentarze są bardziej różnorodne, a końcowy pogląd na dane opowiadanie – szerszy.

Druga jest taka, że bez tych czepów mój komentarz ma wydźwięk wybitnie pozytywny. Czasem tak bardzo, że można odnieść wrażenie, iż komentuję opowiadanie co najmniej piórkowe. Taki komentarz, wbrew pozorom, mimo pozytywnego wydźwięku, jest nieco szkodliwy. Po pierwsze dlatego, że stwarza wrażenie tekstu nieomal idealnego, więc jeśli w następnych komentarzach kolejne osoby, skupiając się na innych aspektach, zaczną Ci wytykać błędy, to może się pojawić zdziwienie, bo przecież wcześniej był CM i rozpływał się w zachwytach.

Ten jednoznacznie pozytywny wydźwięk ma też jeszcze jedną wadę. Napisz kilka takich komentarzy z z rzędu i przestajesz być w tych swoich opiniach w pełni wiarygodny. Bo autor czy autorka nigdy nie wiedzą, czy rzeczywiście tak odbierasz dane opowiadanie, czy zwyczajnie próbujesz być miły.

Dlatego “nie szukałem czepów na siłę” znaczy tyle, co “przyjąłem opowiadanie takim, jakim wymyślił je Autor”, bez szczegółowej analizy, czy aby na pewno żadnego elementu nie dało się poprawić. Dla Autora może to podejście wydawać się nieco wredne, bo, jak się zdaje, trochę hamuje rozwój, ale ja jestem na końcu zwykłym czytelnikiem. W pierwszej kolejności chcę się zwyczajnie cieszyć czytaną historią, bez zastanawiania, czy to albo tamto zdanie nie wypadłoby lepiej po jakiejś korekcie.

Ugh… zabolało, ale prawdę rzeczesz ;)

Dlaczego zabolało? Przecież to niewinny żart prowokujący wyobraźnię. ;-)

W każdym razie żadnej złośliwości w tym nie było. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant

Super! Jak dla mnie trochę za dużo razy było powtarzane jak źle się czuje Mikołaj, ale generalnie historia ciekawa. Ten mężczyzna, który był świętym, wydawał się być takim sporym bezradnym dorosłym, więc totalnie się tego nie spodziewałam :D Szkoda, że nie ukazałeś relacji Mikołaja z dziećmi, bo tak naprawdę mieliśmy wgląd tylko na relację z żoną. Ale tak czy siak dobra robota!

CM,

A tak poważnie, przy moich wizytach nie ma się czego obawiać. Ja staram się zwykle pisać komentarze bezpośrednio, trochę żartobliwie, właśnie po to, żeby Autor czy Autorka nie musieli się obawiać. Jeśli widzisz taką wstawkę, to zawsze będzie żart. ;-)

Zapamiętam, ale podziało :P

Mikołaj zmordowany rutyną ma ogromny potencjał humorystyczny. :-)

Pewnie tak, ale u mnie pewnie wyszedłby smutas XD

To całe szczęście, bo w pierwszej chwili pojawia się taka obawa: czy ja aby na pewno należycie przyłożyłem się do czytania. ;-)

Też czasem mam takie obawy, ale tym można się tylko nie przejmować, jeśli zdarzy się zinterpretować źle to obawy nic nie zmienią. ;-)

Na potrzeby budowania wizerunku dyżurnego–partyzanta przyjmiemy, że to wszystko moja zasługa. XD

Ok. Dziękuję za służbę, nie wiem co bez Pana bym zrobił! Takich bohaterów potrzeba nam w dzisiejszych czasach.

Pierwsza jest taka, że czytam po swojemu i oceniam według swoich kryteriów, co oznacza, że pewne elementy opowiadania mniej mnie obchodzą. W skrócie: jeśli opowiadanie czyta mi się dobrze, to przyjmuję je z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, takim, jakim wymyślił je Autor, bez potrzeby szczegółowego rozważania, czy coś można było zmienić, skrócić, napisać inaczej. Uważam, że dopóki inni są na tyle życzliwi, żeby takiej analizy dokonywać, ja mogę skupiać się na innych aspektach. Dzięki temu poszczególne komentarze są bardziej różnorodne, a końcowy pogląd na dane opowiadanie – szerszy.

Dobrze, że tak robisz. Lubię Twoje wywody dotyczące fabuły, a takie komentarze nie są tak częste. I wtedy przynajmniej ja mogę z czystym sercem czepiać się przysłówków, nie mając poczucia, że za dużo takich czepialskich jest XD

Druga jest taka, że bez tych czepów mój komentarz ma wydźwięk wybitnie pozytywny. Czasem tak bardzo, że można odnieść wrażenie, iż komentuję opowiadanie co najmniej piórkowe. Taki komentarz, wbrew pozorom, mimo pozytywnego wydźwięku, jest nieco szkodliwy. Po pierwsze dlatego, że stwarza wrażenie tekstu nieomal idealnego, więc jeśli w następnych komentarzach kolejne osoby, skupiając się na innych aspektach, zaczną Ci wytykać błędy, to może się pojawić zdziwienie, bo przecież wcześniej był CM i rozpływał się w zachwytach.

Spoko pod moimi tekstami (oprócz tego), do tej pory najpierw miałem wysyp mniej pozytywnych komentarzy, a kiedy już myślałem, że nic z tego nie będzie, pojawiały się te dobre. Chyba specjalnie tak robili, żeby mi ego nie rozdmuchać XD

Ten jednoznacznie pozytywny wydźwięk ma też jeszcze jedną wadę. Napisz kilka takich komentarzy z z rzędu i przestajesz być w tych swoich opiniach w pełni wiarygodny. Bo autor czy autorka nigdy nie wiedzą, czy rzeczywiście tak odbierasz dane opowiadanie, czy zwyczajnie próbujesz być miły.

Też prawda, Mytrix się ze mnie podśmiewał, że wszystko mi się podoba… nie moja wina, że wtedy trafiałem na same dobre opowiadania. :P

Dla Autora może to podejście wydawać się nieco wredne, bo, jak się zdaje, trochę hamuje rozwój, ale ja jestem na końcu zwykłym czytelnikiem.

Nie uważam, żeby hamowało rozwój, Twoje analizy czasem przydają się bardziej niż korekty :P

 W pierwszej kolejności chcę się zwyczajnie cieszyć czytaną historią, bez zastanawiania, czy to albo tamto zdanie nie wypadłoby lepiej po jakiejś korekcie.

Ja mam odwrotnie. Czytam tekst i przerywam, kiedy widzę błąd, pisze część komentarza i wracam do czytania. Dlatego przy moich wnioskach czasem może wkradać się chaos…

Dlaczego zabolało? Przecież to niewinny żart prowokujący wyobraźnię. ;-)

W każdym razie żadnej złośliwości w tym nie było. :)

Żartuje delikatnie, próbując odepchnąć świadomość, że będę musiał ograniczyć ukochane wielokropki.

Hellarose, witaj na portalu, cieszę się, że moje opowiadanie jest pierwszym, które skomentowałaś!

Jak dla mnie trochę za dużo razy było powtarzane jak źle się czuje Mikołaj, ale generalnie historia ciekawa.

Taka mniej więcej była koncepcja ;)

Szkoda, że nie ukazałeś relacji Mikołaja z dziećmi, bo tak naprawdę mieliśmy wgląd tylko na relację z żoną.

Niestety limit znaków jest bezlitosny, miałbym za dużo wątków.

Ale tak czy siak dobra robota!

Dzięki! :D

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaScrolu:)

Interesujący pomysł i nieźle spleciona historia. Najbardziej spodobał misię realizm i wniosek – zapoznany świąteczny klimat. Jak się staje – wiemy i też fajnie to wprowadziłeś do opowiadania.

Zastanawiałam się nad zapisem. Mamy tam dialog, myśli Mikołaja i narratora. Trochę rozbija to opowieść, można byłoby pokombinować, jak to inaczej zapisać, lecz nie mam pomysłu.

Trochę mi ten terapeuta zgrzyta, ale odpuszczam, gdyż w takich kwestiach jestem niemożliwie wymagająca, znaczy normalnie, ale niekoniecznie, więc może być, ale tylko świątecznie;)

pzd srd:)

a

PS. Fajną muzę zapodałeś:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ładny tekst, z wartościowymi przemyśleniami. Sama nie bardzo rozumiem te potoki światła. Ani niczemu nie służą, ani ślicznie nie wyglądają – wiele raczej kiczowatych. Chyba właśnie wyścig zbrojeń z sąsiadami – przyćmić Iksińskich. Trochę bez sensu.

Mam wrażenie, że coś za mało albo za dużo przyciąłeś. Żona sugeruje, że z bohaterem jest coś w nie w porządku – chory albo coś. A potem ten wątek znika bez rozwiązania.

Ale ogólnie na plus.

Babska logika rządzi!

Witam, miło was widzieć!

Asylum, dziękuje za miłe słowa, spodziewałem się dużo gorszego odzewu, ponieważ nie betowałem tego opowiadania. Jestem naprawdę zaskoczony. 

Zastanawiałam się nad zapisem. Mamy tam dialog, myśli Mikołaja i narratora. Trochę rozbija to opowieść, można byłoby pokombinować, jak to inaczej zapisać, lecz nie mam pomysłu.

Przeczytam dziś opowiadanie jeszcze raz, zobaczę czy coś mi zgrzyta, jeśli tak, poprawię po ogłoszeniu wyników. Jeżeli będzie wydawało się w porządku, ale nie będę miał pomysłu jak poprawić zapis, zacznę kombinować jeśli ktoś jeszcze zwróci uwagę na aktualny zapis ;)

Trochę mi ten terapeuta zgrzyta, ale odpuszczam, gdyż w takich kwestiach jestem niemożliwie wymagająca, znaczy normalnie, ale niekoniecznie, więc może być, ale tylko świątecznie;)

W jakim sensie sama nazwa, czy wykorzystany zawód? Jeśli chodzi o zawód, to grałem trochę w ruletkę, nigdy nie byłem u terapeuty, nie wiem jak to wygląda, jedyne co zrobiłem to przeczytanie w internecie czym się różni psycholog, psychoterapeuta i psychiatra :P

PS. Fajną muzę zapodałeś:)

Prawda? Chciałem ją gdzieś wpleść, bo nagminne jej słucham, gdy mam zły humor lub gdy chcę osiągnąć podczas pisania odpowiedni nastrój – na przykład w tym opowiadaniu. Dobre jeszcze jest: Michael Schulte-You Said You'd Grow Old With, a z podobnych ale innego muzyka: Dean Lewis – Be Alright

Również pozdrawiam!

Ando, witam jurorkę i pozdrawiam cieplutko w ten poranek po świętach!

Finklo,

Ładny tekst, z wartościowymi przemyśleniami.

Dziękuję, jedno zdanie, a tak wiele dla mnie znaczy… bardzie się cieszę, że moje przemyślenia okazują się dla kogoś wartościowe :-)

Sama nie bardzo rozumiem te potoki światła. Ani niczemu nie służą, ani ślicznie nie wyglądają – wiele raczej kiczowatych. Chyba właśnie wyścig zbrojeń z sąsiadami – przyćmić Iksińskich. Trochę bez sensu.

To było troszkę bardziej rozbudowane, sam opis (w mojej opinii, a oczywiście ocena własnej pracy nie może być obiektywna) były niezłe, nie cudowne jakie bywają opisy na przykład Słowika, ale znośne, dość klimatyczne i w miarę sensowne.

Mam wrażenie, że coś za mało albo za dużo przyciąłeś. Żona sugeruje, że z bohaterem jest coś w nie w porządku – chory albo coś. A potem ten wątek znika bez rozwiązania.

Uciąłem około cztery/pięć tysięcy znaków. Stracił na tym właśnie wątek, który przybliżyłaś i motyw ze światłami. Chodziło bardziej o to, że bohater się przepracowuje. Właściwie jest na przełomie kryzysu zawodowego i pracoholizmu “w poczuciu misji”, wcześniej to było bardziej podkreślone, ale chodzi o przyjmowanie pacjentki nawet w wigilie (choć tu nie tylko chodzi o samą prace) oraz myślenie o wyjeździe służbowym po świtach. W pierwszej wersji motyw był wyraźniejszy, ale musiałem go ograniczyć.

Ale ogólnie na plus.

Super! Dziękuję za kilka i pozdrawiam! :D

Kiedy odkopię się spod natłoku lekcji na pewno odwiedzę wasze teksty. Powinno mi się to udać jakoś późnym popołudniem.

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

W jakim sensie sama nazwa, czy wykorzystany zawód

Chodziło o zachowanie terapeuty, jego myśli i rolę w procesie terapii, ale nic na to nie poradzimy w tym momencie, ponieważ pogląd, że terapeuta jest przyjacielem i służy pacjentom do zwierzania się z ich kłopotów, trosk i problemów jest powszechny. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Chodziło o zachowanie terapeuty, jego myśli i rolę w procesie terapii, ale nic na to nie poradzimy w tym momencie, ponieważ pogląd, że terapeuta jest przyjacielem i służy pacjentom do zwierzania się z ich kłopotów, trosk i problemów jest powszechny.

Ja nie wiem jak jest naprawdę i bardzo przepraszam, jeśli przeinaczyłem (a pewnie dość ostro przegiąłem). Ja ubogi w wiedzę, a informacji za dużo nie znalazłem… chętnie bym poczytał jak naprawdę to wygląda, jeśli masz jakieś linki i chwilę, żeby je podrzucić. Byłbym wdzięczny ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrolu, nie przepraszaj, proszę! Wielu tak przeinacza, w zasadzie większość;) i z wielu powodów tak się dzieje. 

Hmm, to nieproste coś podrzucić… Wygląda różnie, w zależności od nurtu psychoterapeutycznego. Pomyślę, ale nie będzie to link, raczej książka no i spróbuję polecić też coś praktycznego, ale muszę jedną rzecz sprawdzić.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobrze! To nie przepraszam :P

Okej, w zasadzie mógłbym porozmawiać o tym z siostrą… ona przecież studiowała psychologię, ale od Ciebie też bardzo chętnie przygarnę informację. Dzięki!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

W takim razie pogadaj z siostrą, ją masz pod ręką:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Okej, tak zrobię, wybacz, że zabrałem Ci czas :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Oj, w takim razie prześlę Ci :p

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Oj, w takim razie prześlę Ci :p

Ok! Dzięki, ale nie wiem czym sobie zasłużyłem :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

nie wiem czym sobie zasłużyłem

Muzyką :P

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Szczerze nie mam się zbytnio do czego przyczepić więc nie przeciągając powiem że tekst mi się podobał. Jedyne co mógłbyś zrobić to chyba bardziej rozbudować motyw tego jak te święta powinny wyglądać. Mam na myśli jakąś bardziej “oryginalną” lub ciut inaczej przedstawioną refleksję niż rzucić komercyjne przygotowania i spędzić czas z rodziną.

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Asylum,

Muzyką :P

Dobra muzyka to najlepsza rzecz, jaką można się dzielić… i nic nie kosztuje! :P

Witaj, aKuba139, dzięki za odwiedziny i komentarz!

Szczerze nie mam się zbytnio do czego przyczepić więc nie przeciągając powiem że tekst mi się podobał.

^^

Jedyne co mógłbyś zrobić to chyba bardziej rozbudować motyw tego jak te święta powinny wyglądać.

Wiesz, niby mógłbym, ale ja nie wiem jak wyglądają idealne święta, bo pojęcie ideału jest w stu procentach subiektywne. Nie chciałem bawić się w skrzywionego moralistę i mówić wam jak macie święta obchodzić. Przedstawiłem je z perspektywy bohatera i przybliżyłem jego problemy, nie opisywałem jak to naprawić, bo nie taki miałem cel. Nie ma uniwersalnego przepisu na rozwiązanie swoich problemów, ale samo ich zauważenie jest sukcesem. To chciałem podkreślić.

Mam na myśli jakąś bardziej “oryginalną” lub ciut inaczej przedstawioną refleksję niż rzucić komercyjne przygotowania i spędzić czas z rodziną.

Zgadzam się, że pomysł jest nieoryginalny, bo jest w pewnym stopniu powszechny, ale jak wspomniałem wyżej, nie ma jednego rozwiązania. Mikołaj miał problem przez komercję i brak czasu dla rodziny, stąd taka refleksje, gdybym wziął bohatera, który przeżywa kryzys wiary i zastanawia się nad wstąpieniem do Pastafarian, refleksja zapewne wyglądałaby inaczej.

Dzięki za ten komentarz… zmusił mnie do przemyślenia kilku aspektów teksu, dawno kilka zdań tak mnie nie pobudziło :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hej, właśnie przeczytałem Twoje opowiadanie. Ogólnie oceniam je na plus. Według mnie widać, że chciałbyś poprzez teksty mówić o sprawach dla Ciebie ważnych. Nie mam nic przeciwko temu, aczkolwiek nie zawsze czuję się z takimi tekstami komfortowo. Opowiedziałeś prostą historię z morałem, więc tekst zawędrował do moralizatorskiego wymiaru. (Od razu powiem, że to nie moja bajka, chociaż doskonale rozumiem). Zapis i techniczne sprawy widzę jak całkiem niezłą pracę. Przekaz nie trafił do mnie, ale uważam, że dobrze zrobiłeś to opowiadanie. Poniżej zamieszczam drobne uwagi.


Hej! Chciałbym zaznaczyć tylko, że większość z tych uwag, to są raczej pytania niż wskazania ode mnie.

Mikołaj przesunął palcami po chropowatej powierzchni stolika. Potarł opuszki. Irytowała go.

Widzę tutaj, że trzecie zdanie wraca do pierwszego i nie wiem czy tak można robić. Rozumiem, że irytowała go chropowata powierzchnia. Wcześniej, w drugim piszesz potarł opuszki. Czy bohater pocierał opuszki palców, czy potarł powierzchnię opuszkami palców? 

Gówno, pomyślał. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się.

Tutaj mamy zapis myśli i z tego co wiem, dokonujemy takiego zabiegu inaczej. (Chyba jest poradnik na portalu). Nie wiem czy sprawdzałeś tę kwestię i być może to, ja jestem niedoinformowany.

Gówno. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się – pomyślał. Albo: “Gówno. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się” – pomyślał.

Nie pamiętał co jej odpowiedział.

Tutaj nie wiem. Niby dwa zdania oddzielamy przecinkiem, chociaż tutaj nie wydaje się potrzebny.

Dlaczego teraz?

Pytanie odbiło…

Nie wiem czy “dlaczego teraz” wprowadza narrator czy bohater. Wspominam tutaj, bo wydaje mi się to na myśl Mikołaja. Gdyby miał być to bohater, wróć do zaproponowanego wyżej zapisu świadomości w cudzysłowie albo kursywą.

Wtoczył się do domu z workami pod oczami wielkości wybrzeża morza Adriatyckiego i świadomością, że o czymś zapomniał. Miał to w dupie. Trudno.

Jeśli to konkretne morze, w tym przypadku mowa o Adriatyku, to chyba zapisujemy z wielkiej litery: Morza Adriatyckiego

… były udekorowane korowodami światełek, paradą kolorowych, pieprzonych paciorków i jeden market wie czego jeszcze.

Być może market należy napisać wielką literą, a może nawet Jeden Market. Ponieważ teoretycznie Twój zapis sugeruje, że jeden market posiada po prostu pewną wiedzę. Tutaj potrzeba speca od związków frazeologicznych. Ja teraz nad tym dumam XD

Kobieta drapała go po głowie i kręgosłupie…

Czy tutaj nie powinno być, że drapała go po plecach? Kręgosłup jest elementem szkieletu, znajdującego się wewnątrz ciała.

Po co?

Westchnienie rozepchnęło ciszę, która oblepiała mężczyznę…

Podobnie jak wyżej, “po co” jest chyba zapisem myśli bohatera, a nie słowami od narratora.

Witaj Mersayake, bardzo dziękuję za obszerny komentarz, wiesz… nie do końca chciałem, żeby tekst miał mocny wydźwięk moralizujący. Chciałem przedstawić bohatera, który miał swój kryzys (no dość teraz powszechny), ale miałem zamiar pokazać problem, a nie kazać go rozwiązać. Ciesze się jednak, że historia okazuje się mieć morał.

Fajnie, że technicznie Ci się podoba (to dla mnie duże osiągnięcie, bo opowiadania nie betowałem i myślałem, że wypadnie dużo gorzej). Dziękuję za miłe słowa i chyba dobrze, że przekaz do Ciebie nie trafił. Wydaje mi się, że jeśli zaczyna do kogoś trafiać (oczywiście nie mówię o wszystkich), to taka osoba ma w sobie troszeczkę Mikołaja, ja się chyba (niestety) do nich zaliczam.

Hej! Chciałbym zaznaczyć tylko, że większość z tych uwag, to są raczej pytania niż wskazania ode mnie.

Z takim czymś się jeszcze nie spotkałem i bardzo podoba mi się ta forma komentarza!

Widzę tutaj, że trzecie zdanie wraca do pierwszego i nie wiem czy tak można robić. Rozumiem, że irytowała go chropowata powierzchnia. Wcześniej, w drugim piszesz potarł opuszki. Czy bohater pocierał opuszki palców, czy potarł powierzchnię opuszkami palców? 

Wiesz ja sam nie jestem pewien. Miałem spore problemy z tym zdaniem, ale w końcu przybrało taką formę. Trzeba pamiętać, że pisanie to nie tylko schemat. Pisząc mamy pokazywać, pozwalać czuć i dać powąchać. Ten świat ma być namacalny. Dodałem “potarł opuszki”, bo wydawało mi się, że ta reakcja trochę podkreśla irytację i jakoś mi to grało, ale mogę się mylić w pełnej rozciągłości. Chodziło mi o potarcie opuszek palców.

Tutaj mamy zapis myśli i z tego co wiem, dokonujemy takiego zabiegu inaczej. (Chyba jest poradnik na portalu). Nie wiem czy sprawdzałeś tę kwestię i być może to, ja jestem niedoinformowany.

Gówno. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się – pomyślał. Albo: “Gówno. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się” – pomyślał.

Ja czytałem, że zapis myśli jest względy i wszędzie może występować inaczej. Czytałem też poradnik na portalu. Z takim zapisem spotykałem się w powieściach i do takie zapisu przywykłem, wydaje mi się najbardziej płynny i naturalny. Oczywiście przykłady, które podałeś są prawidłowe, jednak ja preferuję taki sposób opisu.

Tutaj nie wiem. Niby dwa zdania oddzielamy przecinkiem, chociaż tutaj nie wydaje się potrzebny.

Nie odpowiem, bo jestem tego samego zdania. Nie mam pojęcia co z tym zrobić.

Nie wiem czy “dlaczego teraz” wprowadza narrator czy bohater. Wspominam tutaj, bo wydaje mi się to na myśl Mikołaja. Gdyby miał być to bohater, wróć do zaproponowanego wyżej zapisu świadomości w cudzysłowie albo kursywą.

Wiesz… czytam, a właściwie skończyłem czytać niedawno czwarty tom Sagi Powiernika Światła Berenta Weksa, świetna książka. Jeden z najbardziej intrygujących zabiegów jakie stosuje, to bardzo płynne przechodzenie z emocji i wydarzeń do myśli bohaterów i nigdy nie musi tego podkreślać. To jest naturale i to się czuje, dzięki temu teks nieustannie jest dynamiczny. Sam chciałbym się tego nauczyć, tutaj masz przykład takiej właśnie próby. Nie wiem czy udanej.

Jeśli to konkretne morze, w tym przypadku mowa o Adriatyku, to chyba zapisujemy z wielkiej litery: Morza Adriatyckiego

Racja! Mój błąd, przepraszam i dziękuję.

Być może market należy napisać wielką literą, a może nawet Jeden Market. Ponieważ teoretycznie Twój zapis sugeruje, że jeden market posiada po prostu pewną wiedzę. Tutaj potrzeba speca od związków frazeologicznych. Ja teraz nad tym dumam XD

Nie pomyślałem o tym i nie mam pojęcia jak się odnieść, zagiąłeś mnie XD

Czy tutaj nie powinno być, że drapała go po plecach? Kręgosłup jest elementem szkieletu, znajdującego się wewnątrz ciała.

Zerwała mu skórę i drapała… no masz rację, mój błąd. Poprawię, ale taką usterkę to chyba mogę dopiero po ogłoszeniu wyników.

Podobnie jak wyżej, “po co” jest chyba zapisem myśli bohatera, a nie słowami od narratora.

Tak jak napisałem wcześniej. Nie wiem czy ścisłe trzymanie się schematu, zawsze jest takie dobre. Takie pojedyncze “po co?” ma większy ładunek emocjonalny. Jeśli się mylę, to przepraszam i przyjmę wszelkiego rodzaju nagany.

Dziękuję za ten komentarz, bardzo mi miło, że poświęciłeś tyle czasu na ten tekst i dodatkowo dałeś mi do myślenia.

Pozdrawiam, postaram się jutro przyjść do Ciebie z komentarzem! :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Niezwykle trafnie opisałeś początkowe zachowanie Mikołaja, któremu, jako człowiekowi bardzo zapracowanemu, święta wręcz przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, zmuszają do wzmożonego wysiłku, burzą ustaloną rutynę i w ogóle po co to komu.

Jednocześnie Twój bohater tęskni za czymś dawnym i pewnie dlatego rozpyla w gabinecie woń przypraw korzennych, woń domowych pierniczków…

Nieźle wypadła sesja terapeutyczna z grubawym pacjentem, skutkiem której Mikołajowi rzeczywistość zaczęła się jawić w znacznie jaśniejszych barwach.

Odesłałam opowiadanie do Biblioteki, bo wierzę, MaSkrolu, że poprawisz usterki. ;)

 

– Żeby im powiedzieć, że chciałbym z nimi spędzić święta… ―> Literówka.

 

– Po­roz­jeż­dża­ły się, mają teraz wła­sne życia. ―> – Po­roz­jeż­dża­ły się, mają teraz wła­sne życie.

Życie nie ma liczby mnogiej.

 

Serce Mi­ko­ła­ja za­drża­ło w klat­ce. ―> Czy serce mogło zadrżeć w innym miejscu?

A może serce Mikołaja było uwięzione, jak ptak jakiś egzotyczny?

 

jakby roz­prze­strze­niał się od nie­zna­ne­go ni­ko­mu epi­cen­trum. ―> Termin epicentrum odnosi się tylko do zjawiska trzęsienia ziemi i z mrozem nie ma nic wspólnego.

 

Wszyst­kie po­bli­skie domy były ude­ko­ro­wa­ne ko­ro­wo­da­mi świa­te­łek, pa­ra­dą ko­lo­ro­wych, pie­przo­nych pa­cior­ków… ―> Nie potrafię sobie wyobrazić ani korowodu światełek, ani parady paciorków.

Proponuję: Wszyst­kie po­bli­skie domy były ude­ko­ro­wa­ne girlandami świa­te­łek, festonami ko­lo­ro­wych, pie­przo­nych pa­cior­ków

 

– Je­de­na­sta – od­par­ła i wy­co­fa­ła do sa­lo­nu. ―> Pewnie miało być: – Je­de­na­sta – od­par­ła i wy­co­fa­ła się do sa­lo­nu.

 

– No choć miśku – po­na­gli­ła go Ania. ―> – No chodź, miśku – po­na­gli­ła go Ania.

Sprawdź znaczenie słowa choć.

 

Bez słowa legł na ka­na­pie, kła­dąc głowę na udach uko­cha­nej. Ko­bie­ta dra­pa­ła go po gło­wie i krę­go­słu­pie… ―> Nie wiem czy słusznie, ale wyobrażam sobie, że Mikołaj legł na wznak, dlatego nijak nie potrafię sobie zwizualizować, w jaki sposób Anna drapała go po kręgosłupie… ;)

 

– Po­ju­trze wi­gi­lia… – za­czął. ―> – Po­ju­trze Wi­gi­lia… – za­czął.

 

Wy­obra­żasz sobie? Od­mó­wi­ła byś? ―> Wy­obra­żasz sobie? Od­mó­wi­łabyś?

 

Wstał, zro­bił kawę i pod­grzał śnia­da­nie. ―> Na czym polega podgrzanie śniadania? Czy to znaczy, że śniadanie było ugotowane wcześniej?

A może miało być: Wstał, zro­bił kawę i przygotował śnia­da­nie.

 

Dzień dobry. – Gru­ba­wy męż­czy­zna wszedł do ga­bi­ne­tu. ―> Byli umówieni na dwudziestą pierwszą, więc raczej: Dobry wieczór.

 

Serce te­ra­peu­ty za­mar­ło w klat­ce pier­sio­wej… ―> Czy mogło zamrzeć w innym miejscu?

Może wystarczy: Serce te­ra­peu­ty za­mar­ło

 

A kiedy za­czy­na się wi­gi­lia… ―> A kiedy za­czy­na się Wi­gi­lia

 

Nie ­poza­my­ka­łem jesz­cze spraw przed wi­gi­lią… ―> Nie ­poza­my­ka­łem jesz­cze spraw przed Wi­gi­lią

 

– W wigilię? – Święty Mikołaj uniósł brew. ―> – W Wigilię? – Święty Mikołaj uniósł brew.

 

Mi­ko­ła­jo­wi za­dzwo­nił te­le­fon. ―> Raczej: Zadzwonił telefon Mikołaja.

Telefon nie dzwoni komuś, komuś może bić dzwon. ;)

 

Męż­czy­zna w czer­wo­nym stro­ju kiw­nął na smart­fon. ―> Raczej: Męż­czy­zna w czer­wo­nym stro­ju wskazał smart­fon

 

A to zna­czy, że mam wolne w wi­gi­lie… ―> A to zna­czy, że mam wolne w Wi­gi­lię

 

Świę­ty za­stygł, sie­dząc okra­kiem na fra­mu­dze. ―> Raczej: Świę­ty za­stygł, sie­dząc okra­kiem na parapecie.

 

wszedł do sa­mo­cho­du. ―> …wsiadł do sa­mo­cho­du.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Regulatorzy! Zawsze, gdy widzę, że skomentowałaś moje opowiadanie, zastanawiam się jak długi zobaczę komentarz i jak bardzo będę musiał się pokajać. Kajam się bardzo! Moje niedopatrzenie, ale to opowiadanie nie było betowane, a ja nie zauważyłem usterek. Dziękuję!

Niezwykle trafnie opisałeś początkowe zachowanie Mikołaja, któremu, jako człowiekowi bardzo zapracowanemu, święta wręcz przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, zmuszają do wzmożonego wysiłku, burzą ustaloną rutynę i w ogóle po co to komu.

To zawsze bardzo cieszy, kiedy tekst trafia do czytelnika, szczególnie, gdy później czytelnik chwali! Wychodzi na to, że udało mi się zaprezentować Mikołaja dokładnie jak chciałem :D

Jednocześnie Twój bohater tęskni za czymś dawnym i pewnie dlatego rozpyla w gabinecie woń przypraw korzennych, woń domowych pierniczków…

Poprawnie interpretujesz, choć sam dokładnie o tym nie myślałem, po prostu tchnęło mnie coś, żeby dodać te zapachy, jednak teraz, gdy zwróciłaś uwagę… myślę, że właśnie dlatego to zrobił. Może to się wydawać dziwne, ale czasem bohater działa z własnej, jakby bez wiedzy autora, a przynajmniej takie mam odczucia. Może gadam jak potłuczony i włączyła mi się jakaś sentymentalność, ale cieszę się, że Mikołaj też tak zrobił.

Brzmię pewnie dziwnie, ale ta uwaga bardzo mnie… rozczuliła?

Nieźle wypadła sesja terapeutyczna z grubawym pacjentem, skutkiem której Mikołajowi rzeczywistość zaczęła się jawić w znacznie jaśniejszych barwach.

Dziękuję!

Odesłałam opowiadanie do Biblioteki, bo wierzę, MaSkrolu, że poprawisz usterki. ;)

I jeszcze raz dziękuję! Oczywiście, 

 

jakby rozprzestrzeniał się od nieznanego nikomu epicentrum. ―> Termin epicentrum odnosi się tylko do zjawiska trzęsienia ziemi i z mrozem nie ma nic wspólnego.

Tak myślałem, to takie obrazowe porównanie miało być, ale chyba nie wyszło.

– No choć miśku – ponagliła go Ania. ―> – No chodź, miśku – ponagliła go Ania.

Sprawdź znaczenie słowa choć.

O nieee, ale wstyd XD. Znam oczywiście znaczenie, ups…

Nie wiem czy słusznie, ale wyobrażam sobie, że Mikołaj legł na wznak, dlatego nijak nie potrafię sobie zwizualizować, w jaki sposób Anna drapała go po kręgosłupie… ;)

Bo on tak głowę odchylił głowę w bok, co ja nie wspomniałem. To już troszeczkę więcej zmieniania, a nie chcę grzebać przed wynikami konkursu. Poprawię ten błąd po wynikach. Wszystkie inne grzecznie poprawiłem, niebotyczne dzięki za ostatniego kilka, dostawałem spazmów, widząc te cztery nieszczęsne punkty!

Jak zawsze jesteś nieoceniona! Zazdroszczę spostrzegawczości i bardzo podziwiam :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrolu, niezmiernie się cieszę, że podoba Ci się komentarzyk i łapanka też. ;)

I bardzo dziękuję za tak dobre zdanie o mnie. ;)

 

Może to się wydawać dziwne, ale czasem bohater działa z własnej, jakby bez wiedzy autora…

Uważam, że nie ma w tym nic dziwnego – skoro stworzyłeś postać i wyposażyłeś ją w pewne cechy, nie dziw się, że będzie ona żyła własnym życiem. A że pamięta smaki i zapachy z przeszłości – a któż nie ma takich wspomnień związanych z własnym dzieciństwem, młodością…?

 

Tak myślałem, to takie obrazowe porównanie miało być, ale chyba nie wyszło.

Proponuję: …jakby rozprzestrzeniał się od najzimniejszego miejsca na biegunie.

 

Bo on tak głowę odchylił głowę w bok, co ja nie wspomniałem.

W tym przypadku zamiast: Kobieta drapała go po głowie i kręgosłupie… proponuję: Kobieta drapała go po głowie i karku

Dodam jeszcze, że bardzo nienaturalnie brzmi tu kobieta, skoro wiemy, że to Ania, żona Mikołaja.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I bardzo dziękuję za tak dobre zdanie o mnie. ;)

Zapracowałaś na to, moje zdanie to skutek tej pracy ;)

Uważam, że nie ma w tym nic dziwnego – skoro stworzyłeś postać i wyposażyłeś ją w pewne cechy, nie dziw się, że będzie ona żyła własnym życiem.

Masz rację, ale i tak, jak już się to zauważy, to ogarnia człowieka spora satysfakcja, ponieważ bohater okazuje się niesztuczny, czyli dość udany! :D

Proponuję: …jakby rozprzestrzeniał się od najzimniejszego miejsca na biegunie.

Tak poprawię, ale dopiero po wynikach, nie podmieniać całych zdań przed wynikami.

W tym przypadku zamiast: Kobieta drapała go po głowie i kręgosłupie… proponuję: Kobieta drapała go po głowie i karku

Dodam jeszcze, że bardzo nienaturalnie brzmi tu kobieta, skoro wiemy, że to Ania, żona Mikołaja.

Racja, a to poprawię gdy wrócę do domu, bo już prawie jestem spóźniony :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Raz jeszcze dziękuję, MaSkrolu i raz jeszcze się cieszę, że mogłam się przydać. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To ja dziękuję :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

;D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Spóźniłam się z klikiem. Czytałam wczoraj w nocy, ale nie zdążyłam skomentować.

Spodobał mi się sposób narracji – krótki i zwięzły. W kilku słowach potrafisz zawrzeć to co trzeba – nakreślić atmosferę, opisać czynność. Świetnie oddałeś ducha obecnych świąt. Na początku rzeczywiście pogubiłam się – tak jak chciałeś:). Kiedy jednak pacjent pojawił się u terapeuty, przeczuwałam, że może to być prawdziwy Mikołaj. Myślałam jednak, że sam ma kryzys.

 

Powodzenia w konkursie:)

Cześć, Monique.M, super, że zajrzałaś!

Nic się nie stało, uznam, że dostałem klików sześć :P

Spodobał mi się sposób narracji – krótki i zwięzły. W kilku słowach potrafisz zawrzeć to co trzeba – nakreślić atmosferę, opisać czynność.

Bardzo miło mi to słyszeć. Taka narracja jest raczej owocem skracania pod limit, ale postaram się tego trzymać w następnych opowiadaniach.

Świetnie oddałeś ducha obecnych świąt. Na początku rzeczywiście pogubiłam się – tak jak chciałeś:).

Sukces!

Kiedy jednak pacjent pojawił się u terapeuty, przeczuwałam, że może to być prawdziwy Mikołaj. Myślałam jednak, że sam ma kryzys.

Początkowy pomysł, to był zmęczony rutyną Święty Mikołaj, który przeżywa kryzys… ale połączenie oby pomysłów też wydaje się ciekawe. Tylko to już na dłuższą formę, może około 30k znaków :)

Dziękuję za miłe słowa, a teraz idę czytać Twoje opowiadanie!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Witam i dziękuję ;-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

– Brakuję mi odwagi.

Brakuje.

Odmówiła byś?

Łącznie.

Przyjrzałabym się przecinkom.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Witaj, Anet! Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. Melduję, że błędy poprawiałem. Przecinków też szukałem, ale pewnie i tak kilka pominąłem… :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Podobał mi się pomysł na tę historię: Mikołaj na terapii u Mikołaja. Psycholog z Twojego opowiadania może nie korzysta z określonego nurtu, ale posiada duże pokłady empatii. Podejmujesz w tekście ważne, życiowe problemy, w tym wypalenie zawodowe i związane z tym kłopoty w życiu rodzinnym. Dobrze, że nie pokazujesz terapeuty jako istoty ulepionej z innej gliny niż jego klienci, ale jako człowieka, który ma różne problemy.

Tekst dobrze się czytało. Widać, że masz dobry warsztat. Podobało mi się dozowanie emocji w tej historii: nie za dużo, ale wystarczająco, by przykuć uwagę czytelnika. Stosujesz ładne metafory i porównania, np. worki pod oczami / worki na prezenty.

Witaj, ANDO, po raz kolejny. Dziękuję za wyróżnienie i za miłe słowa, fajnie, że podobał Ci się pomysł. Widzę, że tekst okazał się dokładnie taki jak chciałem, bo punktujesz wszystkie aspekty, które chciałem pokazać.

Widać, że masz dobry warsztat.

A to jest dla mnie bardzo ważne. Dziękuję! Wiem, że z każdym tekstem robię postępy, ale ten jest w pewnym stopniu przełomowy. Nie betowałem go, a w poprzednich punktowano mi wciąż kulejący warsztat. To bardzo wiele dla mnie znaczy, dużo z siebie dawałem, a teraz zaczynają być widoczne efekty! Dzięki! :-)

Podobało mi się dozowanie emocji w tej historii: nie za dużo, ale wystarczająco, by przykuć uwagę czytelnika.

To po części efekt skracania pod limit, choć ostatnio pracuję nad odpowiednią proporcją. Kolejna budująca uwaga.

Stosujesz ładne metafory i porównania, np. worki pod oczami / worki na prezenty.

Przyszły jakoś z tekstem, same z siebie, ale dziękuję. Dobre porównanie zawsze cieszy!

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Szlag by to.

Ona wciąż gadała. Zamknij w końcu tę gębę! Westchnął w duchu.

Chciał jej pomóc. Od dawna razem pracowali, a pani Kądziel robiła coraz większe postępy. Tylko teraz musiała podupaść. Akurat teraz. Nienawidził jej za to i nienawidził siebie, za to, że jej za to nienawidzi.

Gówno, pomyślał. Gówno ze mnie, a nie terapeuta. Skup się.

To jest tak pospolity sposób napisania czegokolwiek, że aż można się wyłączyć, czytając.

Pojedyncze zdanie. Pojedyncze zdanie. Teraz, dla urozmaicenia, jeden lub dwa przecinki. I znowu. I znowu. I znowu, znowu to samo. Cholera, pomyślał, to coś przypomina. Każda polska książka z listy bestsellerów empiku.

Nie jest to ani dobre, ani złe, ale po prostu wygląda już na starcie jak tysiące innych tekstów.

Zimny wiatr smagał policzki, a pomarańczowe światła dyktowały atmosferę iluzorycznego spokoju

Nawet jeśli coś dyktuje atmosferę iluzorycznego spokoju, to wspomnienie o dyktowaniu atmosfery iluzorycznego spokoju ma jakiś co najmniej komiczny efekt, szczególnie w zestawieniu z prostymi, krótkimi zdaniami z wcześniejszej partii tekstu. Jeśli napiszesz, że zimny wiatr smagał policzki i były tam też pomarańczowe światła, i to zdanie odczytane nie zdradza żadnej atmosfery iluzorycznego spokoju, to dodanie fragmentu o atmosferze iluzorycznego spokoju wcale nie wywoła takiej atmosfery. Atmosfera w znaczeniu nastroju jest generalnie subiektywna, i z trzeciej osoby niezręcznie o czymś takim pisać.

 

Czuł przedziwną atmosferę odrealnienia, jakby połowa jego świadomości wędrowała poza ciałem. Wiszące pod nieboskłonem gwiazdy obserwowały ich malutki, nic nieznaczący świat oraz jeszcze mniej znaczącego obywatela.

Te rzeczy się ze sobą nie łączą, przynajmniej nie na pierwszy i nie na drugi rzut oka. “odrealnienie” sugeruje w oczywisty sposób tzw. derealizację, czyli uczucie przebywania w śnie, przekonanie o nierealności otoczenia. W drugiej części opisujesz z kolei depersonalizację, czyli wrażenie odrębności od siebie samego. Te zaburzenia mogą oczywiście wystąpić jednocześnie, ale nie wynika to wprost z tego, co napisałeś, tj. piszesz o “odrealnieniu” tak jak o depersonalizacji, podczas gdy “odrealnienie” ma oczywiste (dla mnie) skojarzenie z derealizacją.

 

Przeczytałem do końca i cmon, to jest dosłownie temat jak z pytania na śniadanie, “zamiast biegać do roboty spędź święta z rodziną i dobrze się baw <3”. I zresztą istotą świąt nie jest żadne spotkanie przy stole i miłość rodzinna, tylko przyjście na świat Jezusa Chrystusa, Syna Bożego który stał się człowiekiem i tak dalej, i jeśli o czymś się zapomina w święta, to IMO przede wszystkim o tym. W ogóle opowiadanie jest napisane w dość bezbożnym nastroju, co pasowałoby bardziej do narracji świeckich nt świąt – że chodzi o wypoczynek, spotkanie z rodziną, jakiś abstrakcyjny “klimat”, prezenty i w ogóle luźną atmosferkę, a nie o Miłość z dużej litery, czyli o Boga. Jakby zamienić czas na okres przedmajówkowy, a Mikołaja na wróżkę, to dużo się nie zmienia.

Opowiadanie da się czytać jako ćwiczenie w pisaniu krótkimi zdaniami, co ostatecznie wyszło okej, ale sama treść raczej taka sobie, ja bym teraz pomyślał nad jakimś konkret tematem i napisał coś 1000% z pasji, bez konkursowego hasła.

Cześć lk, po przeczytaniu Twojego komentarza musiałem przewietrzyć pokój. Krytyka zawsze boli, ale to głównie dzięki niej możemy się rozwijać. Dzięki!

To jest tak pospolity sposób napisania czegokolwiek, że aż można się wyłączyć, czytając.

Pojedyncze zdanie. Pojedyncze zdanie. Teraz, dla urozmaicenia, jeden lub dwa przecinki. I znowu. I znowu. I znowu, znowu to samo. Cholera, pomyślał, to coś przypomina. Każda polska książka z listy bestsellerów empiku.

Nie jest to ani dobre, ani złe, ale po prostu wygląda już na starcie jak tysiące innych tekstów.

Chciałem to przetestować. Kurczę mam przez to mieszane uczucia. Rozumiem i wiem, że działanie podobne jak w masie innych tekstów, ale w jakiś pokrętny sposób mi się podoba. Nie na tyle, żeby czasem go używać.

Nawet jeśli coś dyktuje atmosferę iluzorycznego spokoju, to wspomnienie o dyktowaniu atmosfery iluzorycznego spokoju ma jakiś co najmniej komiczny efekt, szczególnie w zestawieniu z prostymi, krótkimi zdaniami z wcześniejszej partii tekstu. Jeśli napiszesz, że zimny wiatr smagał policzki i były tam też pomarańczowe światła, i to zdanie odczytane nie zdradza żadnej atmosfery iluzorycznego spokoju, to dodanie fragmentu o atmosferze iluzorycznego spokoju wcale nie wywoła takiej atmosfery. Atmosfera w znaczeniu nastroju jest generalnie subiektywna, i z trzeciej osoby niezręcznie o czymś takim pisać.

Tam było więcej tekstu, niestety zniknął podczas skracania pod limit, dużo tego usunąłem względem całości. I masz rację, napisanie czegoś bezpośrednio nie załatwi sprawy, trochę za bardzo odchudziłem to opowiadanie. Nigdy nie myślałem, że pisanie o tym z trzeciej osoby może okazać się niezręczna. Postaram się na to uważać.

Te rzeczy się ze sobą nie łączą, przynajmniej nie na pierwszy i nie na drugi rzut oka. “odrealnienie” sugeruje w oczywisty sposób tzw. derealizację, czyli uczucie przebywania w śnie, przekonanie o nierealności otoczenia. W drugiej części opisujesz z kolei depersonalizację, czyli wrażenie odrębności od siebie samego. Te zaburzenia mogą oczywiście wystąpić jednocześnie, ale nie wynika to wprost z tego, co napisałeś, tj. piszesz o “odrealnieniu” tak jak o depersonalizacji, podczas gdy “odrealnienie” ma oczywiste (dla mnie) skojarzenie z derealizacją.

Racja, dzięki, nie zwróciłem uwagi. Zmieniłem troszkę, ale nie jestem pewien czy wystarczająco to oddzieliłem.

Przeczytałem do końca i cmon, to jest dosłownie temat jak z pytania na śniadanie, “zamiast biegać do roboty spędź święta z rodziną i dobrze się baw <3”. zresztą istotą świąt nie jest żadne spotkanie przy stole i miłość rodzinna, tylko przyjście na świat Jezusa Chrystusa, Syna Bożego który stał się człowiekiem i tak dalej, i jeśli o czymś się zapomina w święta, to IMO przede wszystkim o tym. W ogóle opowiadanie jest napisane w dość bezbożnym nastroju, co pasowałoby bardziej do narracji świeckich nt świąt – że chodzi o wypoczynek, spotkanie z rodziną, jakiś abstrakcyjny “klimat”, prezenty i w ogóle luźną atmosferkę, a nie o Miłość z dużej litery, czyli o Boga. Jakby zamienić czas na okres przedmajówkowy, a Mikołaja na wróżkę, to dużo się nie zmienia.

No znów mam rację, nawet jeśli chciałbym się nie zgodzić. Chciałem zrobić przepracowanego gościa i pokazać konsumpcyjne, współczesne (oczywiście nie w każdym przypadku) święta, w których niektórzy przywiązują większą wagę do spokoju i wolnego. To prawdziwe znaczenie Świąt, niestety miejscami podupada. Nie miałem znaków, żeby dodawać kryzys światopoglądowy i po części ochoty (z przyczyn bardziej osobistych). A że wyszło jak temat z pytanie na śniadanie… co zrobię, wyszedł mi teki bohater i okazało się, że właśnie tego potrzebował. Fakt, to ja go stworzyłem i wyszło jak wyszło, ale nie zawsze udaje się ani dogodzić wszystkim, ani zrobić wszystkiego jakby się chciało.

Opowiadanie da się czytać jako ćwiczenie w pisaniu krótkimi zdaniami, co ostatecznie wyszło okej, ale sama treść raczej taka sobie, ja bym teraz pomyślał nad jakimś konkret tematem i napisał coś 1000% z pasji, bez konkursowego hasła.

Mam sporo takich opowiadań, ale brakuje kompletnie czasu na poprawianie. Dopóki nie minie matura, będę musiał wybierać między pisaniem, a poprawianiem. A na konkursy lubię pisać i nie znaczy, że nie piszę z pasji. Wiadomo zdarza się lepszy i gorszy tekst, ale czasem fajnie dostosować się do tematu i jakoś ukierunkować myśli.

A jeśli przyjdzie mi do głowy konkret temat, natychmiast się za niego zabiorę. Leży mi w folderze niedokończone opowiadania, które chciałem spróbować wysłać do histerii :P

Bardzo dziękuję za ten komentarz, bo zdecydowanie wykracza poza sam temat opowiadania. Dał mi całkiem sporo do myślenia. Postaram się nie zmarnować tego, co od Ciebie otrzymałem ;)

I następnym razem wrzucić coś, co Cię porwie. A jeśli nie następnych, to chwilę później.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MS, dzielny jesteś!

Komentarz LK bardzo mi się podoba, dobry, w znaczeniu myślę podobnie.

W czym jestem odmienna, może, Ty pisz i staraj się ująć myśli refleksje w opowieści. Dzisiaj słuchałam fajnej osoby opowiadającej o noworocznych postanowieniach. Nie myślałam, że powie coś nowego. A jednak. Piknie sklamrowała. Pomimo tego, że ponad 70%, w innych badaniach 80% osób po trzech tygodniach zarzuca, rezygnuje to, ważne jest nasze własne odniesienie. Czyli, jeśli postanowienie to już refleksja, dalej – jeśli porażka to, jak jak do niej się odnosimy. Czy w miarę normalnie, czy “smpazmujemy” (lepiej normalnie, łagodnie), a potem to już… niekończąca się historia, rozwojowa i naturalna. 

Z kolei przeczytałam, też dzisiaj, o zonach w Fukushimie. Kurcze, w tej bez ludzi populacja zwierząt wzrasta, jej wlk jest nieporównywalna z pozostałymi. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej! Jestem po spacerku, akurat nieco padało, więc można powiedzieć, że miałem drugi zimny prysznic :P

Chciałem, kurczę, tak zrobił, ale wyszło co wyszło. Śmierdziało mi bardzo pouczaniem i jak bardzo nie starałem się wymyślić czegoś, że wnioski bohatera, będą dużo bardziej wewnętrzne i osobiste, to nie do końca wyszło. Naprawdę nie chciałem nikogo pouczać, tylko pokazać perspektywę.

A jeśli chodzi o moje pisanie… piszę to, co chcę pisać. To co uważam za dobre, albo zwyczajnie coś, przy czym dobrze się bawię, równocześnie starając się skupiać na pewnych aspektach, ulepszać je, żeby tekst był lepszy.

Szczerze mówiąc, bardzo ciężko odpowiadać wdzięcznie na negatywne komentarze. Najchętniej człowiek krzyknąłby, że wszystko to kłamstwa, ale każdy ma inny punkt widzenia i inną perspektywę. Każdy ma rację. Dodatkowo z nich najwięcej możemy wyciągnąć i tak naprawdę właśnie one powinny cieszyć najbardziej (oczywiście w odpowiedniej proporcji, zachowajmy równowagę).

Moje wszystkie “postanowienia” na ten rok, dotyczą pisania, więc nie mogę płakać w kącie. Spazmuję, zdarza mi się, ale gdybym dawał się temu pochłonąć, zniknąłbym z portalu po moim fatalnym debiucie. Chcę po prostu czerpać z tego przyjemność i być coraz lepszy, żeby inni też mogli to robić.

MS, dzielny jesteś!

Dzięki :P

Z kolei przeczytałam, też dzisiaj, o zonach w Fukushimie. Kurcze, w tej bez ludzi populacja zwierząt wzrasta, jej wlk jest nieporównywalna z pozostałymi. 

Czyli żeby odbudować ekosystem, trzeba wysadzić kolejną elektrownię… :o

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

I ja spazmuję, a nawet – chyba za często – daję temu wyraz, tutaj:) O:o

Z wyimków starej smoczycy, co łapy dotknięte ma reumatyzmem i fruwa tyle o ile:

“Spacery, nawet przy niepogodzie, są pożyteczne. Członki mogą się rozruszać, a stawy mazią naoliwić. Zmiana? czy smoki jej potrzebują? Nie, nie mamy potrzeb, ale wygramolenie się ze swojego barłogu zawsze jakieś korzyści przynosi. Choćby na ten cholerny reumatyzm. A może ten lekarz się pomylił? Trudno, jak już ruszyliśmy, to pójdźmy, może spotkamy innego smoka, a może kogoś innego?”

Czyli żeby odbudować ekosystem, trzeba wysadzić kolejną elektrownię.

Raczej, odpowiedzieć sobie na pytanie – dlaczego? :)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Spacery są dobre. Na nich najwięcej pomysłów łapię, bo nie myślę o niczym konkretnym, a wtedy włącza się kreatywność ;)

Raczej, odpowiedzieć sobie na pytanie – dlaczego? :)

Racja.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Przeczytałem do końca i cmon, to jest dosłownie temat jak z pytania na śniadanie, “zamiast biegać do roboty spędź święta z rodziną i dobrze się baw <3”.

Rozumiem. Może nawet popieram. Ale to jest kwestia wrażliwości. Dlatego Autor (czyt. MaSkrol) nie powinien brać takich uwag jako zarzut. Po koleżeńsku, prywatnie, można komuś powiedzieć “stary, pomyśl o tym inaczej”.

I zresztą istotą świąt nie jest żadne spotkanie przy stole i miłość rodzinna, tylko przyjście na świat Jezusa Chrystusa, Syna Bożego który stał się człowiekiem i tak dalej, i jeśli o czymś się zapomina w święta, to IMO przede wszystkim o tym.

Istotą Świąt może być spotkanie przy stole i miłość rodzinna. Natomiast: przyjście na świat Jezusa Chrystusa, Syna Bożego który stał się człowiekiem i tak dalej – może być istotą Bożego Narodzenia.

W ogóle opowiadanie jest napisane w dość bezbożnym nastroju, co pasowałoby bardziej do narracji świeckich nt świąt – że chodzi o wypoczynek, spotkanie z rodziną, jakiś abstrakcyjny “klimat”, prezenty i w ogóle luźną atmosferkę, a nie o Miłość z dużej litery, czyli o Boga.

Widzenie sacrum i profanum jest jedynie punktem widzenia. To trochę małostkowe traktować sprawę jakoby całe spektrum zamykało się właśnie w tym pryzmacie. Obecność Świąt w sensie świeckim/kulturowym jest czymś normalnym. Uważam, że może stanowić punkt wyjścia do napisania tekstu.

Jakby zamienić czas na okres przedmajówkowy, a Mikołaja na wróżkę, to dużo się nie zmienia.

Konkurs był Świąteczny, a nie Bożonarodzeniowy. Nie było przykazu z komitetu, żeby pisać o stajence i Zbawicielu. To nie był też konkurs na najlepsze kazanie, które miałoby zostać wygłoszone później, na pasterce.

Miłość z dużej litery, czyli o Boga

To są przekonania. Można je podzielać, nie trzeba.

Znaczy – to ja pisałem opinię, więc w oczywisty sposób są to moje przekonania i odczucia. Co do tego, kto powinien co brać jako zarzut – ja nie stawiam zarzutów, bo to nie jest proces sądowy ani matematyka, nie interesuje mnie pisanie w sposób analityczny, więc najczęściej piszę o tym, co uważam za zabawne, co za głupie, co za ciekawe, co za fajne i tak dalej. Poza tym skąd wiesz, że w jakimś innym miejscu nie napisałem czegoś już kiedyś autorowi prywatnie, i teraz mogę sobie pozwolić na tego typu uwagi bez poprzedzania każdego zdania disclaimerem “!TO MOJA OPINIA!”, ponieważ autor wie, że nie działam raczej w złej wierze, tylko chcę mu pomóc, albo przynajmniej przedstawić mu jakiś punkt widzenia, który może mu się do czegoś przydać, a może go też zignorować i robić coś zupełnie innego?

To trochę małostkowe traktować sprawę jakoby całe spektrum zamykało się właśnie w tym pryzmacie

To trochę agresywne pisać o domniemanej opinii drugiej osoby, że jest “trochę małostkowa”, swoją drogą zdanie mojego posta, które zacytowałeś, widocznie bardzo dobrze spełniło swoją prowokującą funkcję, ponieważ oczywiście nie napisałem go, bo zależy mi na Bogu czy innych tego typu rzeczach, tylko z powodu nieświadomego wpisania się tekstu MaSkrola w pewną mainstreamową moim zdaniem narrację, i zaszła tutaj sytuacja, kiedy krytyka jakiegoś problemu nie jest już potrzebna, stała się właściwie zjawiskiem powszechnym, i być może krytyka tej krytyki byłaby o wiele ciekawsza.

Konkurs był Świąteczny, a nie Bożonarodzeniowy. Nie było przykazu z komitetu, żeby pisać o stajence i Zbawicielu. To nie był też konkurs na najlepsze kazanie, które miałoby zostać wygłoszone później, na pasterce.

Nigdzie w treści właściwej mojego komentarza nie wspominałem o żadnych konkursach, szczerze mówiąc prawie umknęło mi nawet, że tekst ten został wpisany do konkursu ŚWIĄTECZNEGO – do momentu, kiedy MaSkrol odpisał na mój komentarz, i wspomniał w nim o limicie znaków. W tekście są natomiast pewne rekwizyty związane z Bożym Narodzeniem, w tekście nawiązuje się wprost do Bożego Narodzenia, więc wydaje mi się normalne, że poszukiwałem uzasadnienia dla obecności tych rekwizytów, i niestety nie znalazłem dostatecznie dobrego, o czym wspomniałem na samym końcu. A dystynkcja Świąt i Bożego Narodzenia, którą implicite proponujesz, wpisuje się oczywiście w tę świecką narrację o luźnej atmosferce i cieple rodzinnym, na temat której nie mam żadnej opinii oprócz może tego, że jest bardzo, bardzo nudna jako temat opowiadania.

Dzień dobry, kurczę panowie, proszę przestać! Zaraz się okaże, że tekst wywołał coś zupełnie innego, niż opisywał. Nie będę wnikał w dyskusję i chcę ją zakończyć już w tym miejscu, jednak chcę wyjaśnić trochę sytuację.

Mersayake, dziękuję za Twoją postawę, dzięki, że próbujesz trochę mi pomóc, ale właściwie teraz to niepotrzebne.

Poza tym skąd wiesz, że w jakimś innym miejscu nie napisałem czegoś już kiedyś autorowi prywatnie, i teraz mogę sobie pozwolić na tego typu uwagi bez poprzedzania każdego zdania disclaimerem “!TO MOJA OPINIA!”, ponieważ autor wie, że nie działam raczej w złej wierze, tylko chcę mu pomóc, albo przynajmniej przedstawić mu jakiś punkt widzenia, który może mu się do czegoś przydać, a może go też zignorować i robić coś zupełnie innego?

Chodzi o to, że lk, bardzo mi pomógł gdy zaczynałem raczkować na portalu i wciąż mi pomaga, dlatego wiem, że jakiego komentarza by nie napisał, na pewno jest to opinia, która ma pomóc i w żaden sposób nie jest napisana po to, aby podciąć mi skrzydła lub zwyczajnie chamsko skrytykować. Negatywne i bardzo negatywne komentarze też się przydają, mimo że często mogą nas boleć.

Przepraszam też, że nie odniosę się do waszych wypowiedzi, ale jak mówiłem, wolę, żeby dyskusja zakończyła się zanim zdążyła dobrze zacząć, bo nie o to tutaj chodzi. Uznajmy to za małe nieporozumienie.

A teraz dziękuję wam: Mersayakelk, idę przygotowywać się na egzamin, miło że znów zajrzeliście. :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Znaczy – to ja pisałem opinię, więc w oczywisty sposób są to moje przekonania i odczucia. Co do tego, kto powinien co brać jako zarzut – ja nie stawiam zarzutów, bo to nie jest proces sądowy ani matematyka, nie interesuje mnie pisanie w sposób analityczny, więc najczęściej piszę o tym, co uważam za zabawne, co za głupie, co za ciekawe, co za fajne i tak dalej.

 Ja wyraziłem natomiast opinię o Twojej opinii. Niemniej dalej twierdziłbym, (gdyby to miało być czemuś potrzebne), że Twoja opinia została wyrażona z dość sugestywnym tonie, trącając o krytykę (oczywiście nie w sensie hejtu).

Na przykład:

To jest tak pospolity sposób napisania czegokolwiek, że aż można się wyłączyć, czytając.

Pojedyncze zdanie. Pojedyncze zdanie. Teraz, dla urozmaicenia, jeden lub dwa przecinki. I znowu. I znowu. I znowu, znowu to samo. Cholera, pomyślał, to coś przypomina. Każda polska książka z listy bestsellerów empiku.

Nie jest to ani dobre, ani złe, ale po prostu wygląda już na starcie jak tysiące innych tekstów.

Tutaj określiłeś pewien styl pisania. Po co definiujesz sposób napisania? To jest chyba sugestia, że są niepospolite style, które zapewne znasz, skoro umiesz stwierdzić, że któryś jest pospolity. Konstruując argumentację swojej opinii, wszedłeś w zwykłą konfrontację. Przedstawiłeś swoje racje, podjąłeś krytykę utworu. To chyba podlega ocenie innych, skoro jest na forum.

Poza tym skąd wiesz, że w jakimś innym miejscu nie napisałem czegoś już kiedyś autorowi prywatnie

Nie wiem, pisałeś? Poza tym dlaczego pytasz? Napisałem: Po koleżeńsku, […]. Nie napisałem: Po koleżeńsku, […] “stary, pomyśl o tym inaczej”, a później wal w komentarzach. Zasugerowałem jedynie sposób postępowania, który byłby bardziej efektywny, mniej efektowny.

To trochę agresywne pisać o domniemanej opinii drugiej osoby, że jest “trochę małostkowa”

Sam napisałeś wcześniej, w pierwszym komentarzu:

To jest tak pospolity sposób napisania czegokolwiek, że aż można się wyłączyć, czytając.

Więc skoro mówisz, że moja uwaga jest “trochę agresywna” to, czy masz na myśli, że jest niestosowna? Pytam, ponieważ nie przejawiłeś szczególnej serdeczności Autorowi, dlatego nie wiem, co masz na myśli. Czy powinienem użyć innego sformułowania?

swoją drogą zdanie mojego posta, które zacytowałeś, widocznie bardzo dobrze spełniło swoją prowokującą funkcję, […] krytyka tej krytyki byłaby o wiele ciekawsza.

Trochę rozumiem, trochę nie rozumiem, co chciałeś powiedzieć. Czy chodziło Tobie o to, że MaSkrol wykorzystał prosty motyw, wpisał tekst w prostą konwencję? Bo jeśli tak to, nie rozumiem, dlaczego piszesz tyle o tradycji chrześcijańskiej. Napisałeś o niej tak po prostu?

Nigdzie w treści właściwej mojego komentarza nie wspominałem o żadnych konkursach, […], kiedy MaSkrol odpisał na mój komentarz, i wspomniał w nim o limicie znaków.

Mnie umknęło natomiast, że Tobie umknęły jakieś szczegóły. Ale po Twojej odpowiedzi, wiem już, że Ty też wiesz, że to był Konkurs Świąteczny. Tutaj się rozumiemy.

W tekście są natomiast pewne rekwizyty związane z Bożym Narodzeniem, […], i niestety nie znalazłem dostatecznie dobrego, o czym wspomniałem na samym końcu.

Przepraszam, ale tego też nie rozumiem w pełni. Dlatego dopytuję, czy ten dysonans poznawczy wyraziłeś w tej myśli:

W ogóle opowiadanie jest napisane w dość bezbożnym nastroju, co pasowałoby bardziej do narracji świeckich nt świąt – że chodzi o wypoczynek, spotkanie z rodziną, jakiś abstrakcyjny “klimat”, prezenty i w ogóle luźną atmosferkę, a nie o Miłość z dużej litery, czyli o Boga. Jakby zamienić czas na okres przedmajówkowy, a Mikołaja na wróżkę, to dużo się nie zmienia.

Zwyczajnie nie rozumiem problemu, o którym wspominasz.

A dystynkcja Świąt i Bożego Narodzenia, którą implicite proponujesz, wpisuje się oczywiście w tę świecką narrację o luźnej atmosferce i cieple rodzinnym, na temat której nie mam żadnej opinii oprócz może tego, że jest bardzo, bardzo nudna jako temat opowiadania.

Wolałbym, abyś nie doszukiwał się tego, co proponuję implicite, ponieważ starałem się pisać explicite. Nie jestem zainteresowany rozmową o rozumieniu elementów kultury takich, jak Święta.

Chodzi o to, że lk, bardzo mi pomógł gdy zaczynałem raczkować na portalu i wciąż mi pomaga, dlatego wiem, że jakiego komentarza by nie napisał, na pewno jest to opinia, która ma pomóc i w żaden sposób nie jest napisana po to, aby podciąć mi skrzydła lub zwyczajnie chamsko skrytykować. Negatywne i bardzo negatywne komentarze też się przydają, mimo że często mogą nas boleć.

Dziękuję MaSkrolu za wyjaśnienie.

Przepraszam też, że nie odniosę się do waszych wypowiedzi, ale jak mówiłem, wolę, żeby dyskusja zakończyła się zanim zdążyła dobrze zacząć, bo nie o to tutaj chodzi. Uznajmy to za małe nieporozumienie.

Cóż, niech tak będzie, jasne. Żaden problem.

 

@lk

Zważywszy na wyjaśnienie od MaSkrola, jestem Ci winni przeprosiny za moją reakcję oburzenia wobec Twojego komentarza. Dlatego przepraszam Cię tutaj. Nie rozumiem pewnych uwag od Ciebie, więc pewnych swoich uwag nie cofam, ale chyba zostawimy to i spotkamy się przy innym tekście, gdzieś, kiedyś.

 

Pozdrawiam :)

Przeprosiny przyjęte luźna guma nic się nie dzieje,

Bo jeśli tak to, nie rozumiem, dlaczego piszesz tyle o tradycji chrześcijańskiej. Napisałeś o niej tak po prostu?

mniej więcej tak było.

No i wszyscy są happy! Git majonez grają fanfary. Jutro może się jakoś odniosę, do tego co ogólnie napisaliście, ale myśl jeszcze nie wchodziła na pole nieporozumienia. Zobaczę czy będę w ogóle w stanie odpowiedzieć, bo szczerze mówiąc, trudno mi się jakoś odnieść do tych wszystkich myśli – u Was to jest w jakiś sposób sensowne i uporządkowane, jakby od początku pisał z jakąś skrupulatnie zaplanowaną intencją i logiką, a ja po prostu pisałem. Dlatego mam mały problem :P

Jutro postaram się coś sensownego skleić pod tym tekstem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ładne. Podczas czytania zapomniałam o tytule, więc nie spodziewałam się twistu w ostatniej scenie – cały czas myślałam, że współczesną interpretację postaci Świętego Mikołaja przedstawiasz właśnie w osobie terapeuty. A jednak pojawił się taki optymistyczny akcent na koniec. ;) I trochę podobnie jak w opowiadaniu Irki, czyli działanie pewnych nadprzyrodzonych sił (postaci) zmienia sytuację na lepsze.

Bardzo spodobało mi się to zdanie:

Jechał zgarbiony, a wory pod jego oczami zmieściłby prezenty dla połowy miasta.

Krótko, a tyle informacji o bohaterze. ;)

Długość akapitów jak na krótką formę w porządku, nadaje odpowiedni rytm, chociaż w obszerniejszym tekście mógłby nastąpić pewien przesyt. Trochę mi zgrzytnęło zbyt bezpośrednie przekazanie przesłania – myślę, że byłoby idealnie, gdyby to pozostawić w niedopowiedzeniu. Ale ogólnie bardzo fajnie wyszło to zakończenie. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Witaj, black_cape! Miło mi, że zajrzałaś. Jesteś kolejną osobą, którą udało mi się nabrać, bardzo dobrze, właśnie miałem nieco obaw co do tytułu, ponieważ mógł zdradzać za dużo.

Bardzo spodobało mi się to zdanie:

Miło, było bardzo spontaniczne. Podczas trzeciej autokorekty, musiałem ścisnąć trzy zdaniowy akapit w jedną frazę – wyszło takie coś :P

Długość akapitów jak na krótką formę w porządku, nadaje odpowiedni rytm, chociaż w obszerniejszym tekście mógłby nastąpić pewien przesyt.

To po części wynik skracania opka i wiem, że w dłuższym tekście by nie przeszło.

Trochę mi zgrzytnęło zbyt bezpośrednie przekazanie przesłania – myślę, że byłoby idealnie, gdyby to pozostawić w niedopowiedzeniu.

Kurczę, noo… chciałem tak zrobić, ale finalnie uformował się taki bezpośredni klocuch, nie wiedziałem jak to za bardzo poprawić, nie mam pojęcie dlaczego.

Dziękuję, ze miłe słowa! :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nowa Fantastyka