- Opowiadanie: NearDeath - Oddech na karku

Oddech na karku

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Oddech na karku

Dwunastoletni Artur, siedząc z rodzicami przy okrągłym stole zaścielonym śnieżnobiałym obrusem, przyglądał się ozdobionej zielonymi bombkami choince.

‒ Wesołych Świąt, synku. ‒ Mężczyzna położył dłoń na ramieniu chłopca, szeroko się przy tym uśmiechając.

‒ Tato… ‒ Młody człowiek załkał żałośnie.

‒ Jaka prześliczna… ‒ westchnęła matka Artura, wskazując palcem na sztuczną choinkę.

‒ Święta! ‒ Zaklaskał mężczyzna, po czym trącił łokciem syna.

‒ Co się z wami…

‒ Artur… cicho ‒ szepnął ojciec chłopca, spoglądając w stronę drzwi. ‒ Marudzisz cały dzień.

Nagle z progu pokoju wyłonił się starzec o drobnej budowie ciała. Był ubrany w elegancki, czarny garnitur.

‒ Moi… moi mili… jak cudownie! ‒ zawołał człowiek poruszający się na wózku inwalidzkim. Na jego udach leżała kolorowa tacka. ‒ Zgłodnieliście?

‒ Tak! ‒ krzyknęli radośnie rodzice Artura.

 

***

 

Chłopiec przypatrywał się piernikowym ludzikom leżącym na blaszanej tacce.

‒ Nasza mała wieczerza ‒ wyszeptał starzec siedzący naprzeciw Artura.

‒ Pyszności! ‒ zachichotała kobieta, błyskawicznie sięgając po ciastko.

‒ Nie trzeba było robić sobie kłopotu… Zobacz synek, ile tu słodkości. ‒ Mężczyzna wskazał palcem na tackę.

Małżeństwo łapczywie zajadało się świeżo upieczonymi ciastkami, a młody człowiek spoglądał na nich z przerażeniem w oczach.

‒ Pierwsza gwiazdka już dawno wzeszła ‒ przemówił starzec, wyjmując kilka zdjęć z kieszeni marynarki. ‒ Ze wszystkim się spóźniłem. ‒ Umiejscowił fotografie na środku stołu, po czym sięgnął po piernikowego ludzika i położył go ostrożnie na talerzu, który przesunął w stronę wolnego obok siebie miejsca.

‒ Ta suknia jest… piękna ‒ powiedziała matka chłopca, wręczając zdjęcie siedzącemu obok mężowi. ‒ Popatrz… jaka cudowna, czerwona suknia.

‒ Oj tak… wygląda w niej niesamowicie… ‒ westchnął mężczyzna.

Starzec chwycił jedną z fotografii, po czym odwrócił ją w stronę chłopca.

Dłonie Artura zaczęły drżeć, gdy wpatrywał się w zdjęcie przedstawiające wychudłą kobietę o długich siwych włosach siedzącą na wózku inwalidzkim.

‒ Uwielbiała czerwień… oj tak. ‒ Człowiek w garniturze odłożył zdjęcie z powrotem na stół, po czym chwycił się za wyłysiałą głowę. ‒ Jeszcze nie dochodzi do mnie, że ona… po prostu odeszła z mojego życia. Nie spodziewałem się, jak trudno będzie zasiąść do stołu, nie mając jej przy boku. Pierwsze święta bez mojej… czerwonej damy.

‒ Nie jesteś głodny, synku? ‒ zapytał ojciec Artura, mocno chwytając go za nadgarstek. ‒ Przecież mamy święta ‒ dodał, szeroko się uśmiechając.

Starzec wstał od stołu, ciągle przypatrując się zapłakanemu chłopcu. ‒ Chciałbyś pojechać na wycieczkę?

Artur pokręcił przecząco głową.

‒ Dlaczego?

‒ Nie… ‒ załkał młody człowiek.

‒ Dlaczego? ‒ zapytał ponownie starzec.

‒ Spróbuj synku… ‒ wtrąciła się kobieta, sięgając po kolejne ciastko z blaszanej tacki. ‒ Nie pamiętasz, jak uwielbiałeś jeździć z tatusiem na rowerkach?

‒ Wypuść nas stąd! ‒ wrzasnął Artur.

Starzec uśmiechnął się, kręcąc z dezaprobatą głową, po czym usiadł na wózku.

‒ Cały dzień mówisz to samo synku… Czy tak powinny wyglądać Święta? Jest Wigilia, dziecko. Jesteśmy tu wszyscy razem, a ty wciąż marudzisz. ‒ Kobieta położyła dłoń na ramieniu Artura. ‒ Nie poznaję cię, kochanie… Przecież uwielbiasz ten dzień…

‒ Co się z wami dzieje! ‒ Chłopiec wstał od stołu.

‒ Proszę, nie! Synku, usiądź z nami… błagam cię!

‒ Nie możesz stąd wyjść ‒ szepnął starzec. ‒ Jeszcze nie teraz.

Zrozpaczony Artur zamierzał rzucić się desperacko z pięściami na bezbronnego chudego człowieka, lecz powstrzymała go przed tym zamiarem matka, odciągając syna od mężczyzny, który niewzruszony obserwował zaistniałą sytuację.

‒ Cały dzień to samo. ‒ Zachichotała kobieta.

 

***

 

Jest piękny i radosny!

Pomarańczowe oczy ma!

Czasem bywa bezlitosny!

Każdy z nas dobrze go zna!

 

Powtarzająca się w kółko zwrotka wesołej, rytmicznej piosenki była na tyle głośna, że Artur nie słyszał własnego głosu, kiedy uderzał pięściami o grube drewniane drzwi. Chwilę później zapłakany chłopiec usiadł na podłodze, myśląc, w jaki sposób może opuścić niewielki pokoik, w którym został zamknięty przez rodziców. W kwadratowym pomieszczeniu bez okien, znajdowała się tylko skórzana sofa, pomarańczowy żyrandol, niewielki obraz zawieszony na białej ścianie i telewizor kineskopowy stojący w kącie pokoju. Nagle nastała cisza. Artur podniósł się z podłogi i spojrzał na ekran wyświetlający postać piernikowego ludzika na zielonym tle. Chłopiec podszedł bliżej, nie spuszczając wzroku z telewizora. Nagle, rozległ się głos, dobiegający zza pleców chłopca.

‒ Jesteś wyjątkowy…

Artur natychmiast się odwrócił. W tym momencie miał przed oczami obraz przedstawiający starą kobietę siedzącą na zaspie śniegu.

‒ Mamo? ‒ Młodzieniec podbiegł do drzwi. ‒ Mamo, jesteś tam!? ‒ Pociągnął za klamkę, jakby zapomniał, że został zamknięty w pokoju na klucz.

‒ Szlachetny…

‒ Mamo, słyszysz mnie!?

‒ Nie bój się słodki… On nic ci nie zrobi… Jego koniec jest bliski…

‒ Mamo! Tato! ‒ Artur zaczął łomotać z całych sił w drzwi. ‒ Błagam! Wypuście mnie stąd!

Chłopiec, próbując przełamać strach, błyskawicznie odwrócił głowę, by upewnić się, że poza nim nikt więcej nie przebywa w pomieszczeniu.

‒ Cześć! ‒ krzyknął dziecięcy głos, rozbrzmiewający z telewizora.

Artur spojrzał na ekran, na którym wyświetliły się dwa animowane ludziki do złudzenia przypominające piernikowe ciastka podane wcześniej przez niepokojącego starca.

‒ Cześć! ‒ odpowiedział piskliwy głos.

‒ Opowiesz mi historię?

‒ Jeśli odpowiesz na pytanie, z przyjemnością to zrobię!

Artur nie spuszczał wzroku z ekranu telewizora.

‒ Dlaczego tu jestem? ‒ zapytała jedna z postaci machająca w stronę widza.

‒ To bardzo trudne pytanie, mój słodki, pachnący przyjacielu. ‒ Piernikowy ludzik zaczął bujać się na brązowych krótkich kończynach. ‒ Są Święta, prawda?

‒ Kocham Święta!

Zapadła kilkusekundowa cisza.

‒ Dlaczego tu jestem, mój najsłodszy przyjacielu?

‒ Obudziłeś się w malutkim pokoju bez okien. To bardzo przykre, gdyż uwielbiam oglądać spadające płatki śniegu…

‒ Uwielbiam Święta! ‒ wtrąciła się postać nieprzestająca machać w stronę stojącego przy telewizorze chłopca.

‒ Ja również, mój najsłodszy przyjacielu. Byłem tu z tobą przez cały czas.

‒ Machaliśmy do siebie!

‒ Tak, najsłodszy.

‒ Ale… dlaczego tu jesteśmy?

‒ Czekamy.

‒ Na kogo?

Piernikowy ludzik zamilkł na chwilę, zastanawiając się nad zadanym mu pytaniem. Po chwili jednak odpowiedział:

‒ Uwielbiam Święta, mój najsłodszy przyjacielu…

 

***

 

Niespełna godzinę później siedzący na podłodze chłopiec, usłyszał odgłos przekręcającego się klucza w zamku. Wstał, mając wielką nadzieję, że ujrzy rodziców, którzy wypuszczą go z pokoju. Tak też się stało.

‒ Mamo! ‒ krzyknął Artur, biegnąc w stronę drzwi.

‒ Cichutko, syneczku ‒ szepnęła kobieta, pokazując chłopcu dwa podłużne złote klucze. ‒ Chodź z nami, tylko… bądź bardzo cicho.

Kiedy młody człowiek opuścił pokój, zobaczył ojca stojącego na końcu korytarza. Kobieta położyła dłoń na plecach Artura, prowadząc go w stronę drzwi wyjściowych.

‒ Mamo, czy on…?

‒ Ciii.

Korytarz był znakomicie oświetlony, przez co Artur już z daleka zauważył zwisający z sufitu sznur. Był przywiązany do masywnej belki nad głową oczekującego na rodzinę mężczyzny.

‒ Kocham cię, synku. ‒ Kobieta cicho załkała.

‒ Daj mi je ‒ szepnął ojciec chłopca.

‒ On nie powinien…

‒ Wiem… ale to jego decyzja.

‒ O czym wy mówicie? ‒ Artur wykonał kilka kroków w tył.

Kobieta wręczyła klucze mężowi, po czym podbiegła do chłopca i przytuliła go, jak najmocniej tylko potrafiła.

‒ Pamiętaj, że zawsze będziemy na ciebie czekać. Wiesz, że tatuś i ja kochamy naszego słodkiego synka…

Artur, próbując wydostać się z silnego uścisku matki, kątem oka zauważył, jak mężczyzna, przekręcając kluczyk w zamku, chwycił klamkę, a następnie powoli otworzył na oścież drzwi. Kobieta puściła chłopca, po czym przemówiła radosnym tonem:

‒ Czas na prezent.

Ojciec Artura uśmiechnął się szeroko i głośno klasnął w dłonie.

 

***

 

Chłopiec stał przed domem, nie mogąc oderwać oczu od niewyobrażalnie wielkiej choinki ozdobionej świecącymi się czerwono-zielonymi łańcuchami, bombkami w tych samych kolorach oraz ciastkami z piernika.

‒ Opuściłeś dom!

Artur błyskawicznie się odwrócił. W drzwiach budynku dostrzegł starca siedzącego na wózku inwalidzkim. Uśmiechał się serdecznie, machając do niego dłonią. Rodzice chłopca robili to samo, stojąc kilka kroków przed budynkiem.

‒ Czy teraz jesteś gotowy na przejażdżkę? ‒ zapytał spokojnym tonem starzec.

Artur nie mógł wykrztusić ani słowa. Miał nadzieję, że sytuacja, w której się znajdował, była tylko sennym koszmarem, wywołanym przez życie w ciągłym stresie.

‒ Gdy zobaczyłem cię po raz pierwszy, wiedziałem, że nie kłamałeś ‒ załkał żałośnie stary człowiek. ‒ Widziałem twe posiniaczone ręce, kiedy spałeś spokojnie z pluszowym misiaczkiem.

Uśmiechnięci rodzice Artura, padli na kolana.

‒ Zasługujesz na szczęśliwe Święta… Zasługujesz na wspaniałych rodziców. Zasługujesz na wiele więcej, niż mogłoby ci się wydawać. ‒ Starzec wyciągnął z kieszeni zmiętą kartkę papieru. ‒ Tylko ty dostałeś to, o co prosiłeś. ‒ Mężczyzna spojrzał w stronę piernikowych ludzików, zawieszonych na choince. ‒ Kiedy spełniałem ich prośby i tak nikt we mnie nie wierzył. Dziękowali nie mnie, a rodzicom.‒ Zachichotał, klaszcząc w dłonie. ‒ Przez całe życie sumiennie spełniałem ich prośby… Nigdy nie otrzymałem listu z podziękowaniami, a tak bardzo, bardzo na nie czekałem! ‒ Mężczyzna zamilkł na chwilę, po czym dodał: ‒ Teraz jestem samotny, a oni otaczają mnie zewsząd, będąc moimi słodkimi, dobrymi przyjaciółmi. Tak bardzo przecież uwielbiają Święta! A ja, po raz pierwszy raz w życiu, zrobiłem coś dla siebie.

Młody człowiek stał nieruchomo, zatopiony po kostki w grubej warstwie śniegu.

‒ Spójrz na nich! ‒ Starzec wskazał palcem na klęczących rodziców Artura. ‒ Oni już nic ci nie zrobią. Już na zawsze pozostaną z tobą… szczęśliwi… uśmiechnięci… dobrzy dla swojego wyjątkowego synka. ‒ Mężczyzna wstał gwałtownie z wózka. ‒ Jesteś wyjątkowy, Arturze. Ty nie chciałeś prezentów… Ty chciałeś… Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. A ja ci to dałem. 

‒ Dokąd idziesz? ‒ zapytała radosnym tonem matka chłopca.

‒ Do niej ‒ odpowiedział bez wahania starzec, chwytając klamkę drzwi, po czym odwrócił się po raz ostatni w stronę Artura, mówiąc: ‒ Zostawiłem ci jeszcze jeden prezent, choć o niego nie prosiłeś, ale… Gdy go dostaniesz… wszystko zrozumiesz. ‒ Pokiwał twierdząco głową, szepcząc do siebie: ‒ Do czerwonej damy… Bo ja bez niej… już nie potrafię chodzić. ‒ Starzec wprowadził wózek na korytarz i sięgnął po gruby sznur zwisający z sufitowej belki. ‒ Wesołych Świąt, szlachetny chłopcze. ‒ Mężczyzna uśmiechnął się smutno i zamknął drzwi.

‒ Tatuś i ja bardzo cię kochamy. ‒ Zachichotała kobieta.

W tym właśnie momencie, Artur poczuł ciepły oddech na karku. Gdy się odwrócił, ujrzał ciemnopomarańczowe ślepia potężnie zbudowanego stworzenia, o długich, rozwidlonych rogach.

‒ Został wybrany…

Przerażony chłopiec cofnął się o kilka kroków, po czym zaczął uciekać w stronę śnieżnych zasp, otaczających niewielki budynek. Szare stworzenie nieśpiesznie ruszyło za Arturem, ciągnąc za sobą krwistoczerwone sanie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Artur pokiwał przecząco głową.

Młody sprzeczne sygnały wysyła. Przecząco można kręcić, kiwa się twierdząco.

 

bombkami w tym samych kolorach

Tych.

 

Chyba nie do końca zrozumiałam twój zamysł.

Poniżej SPOILERY.

Wydaje mi się, że Artur po prostu dostał to, czego sobie życzył od Mikołaja: czyli prawdopodobnie rodzice go maltretowali, więc zażyczył sobie innych/lepszych, a Mikołaj zrobił ojcu i matce lobotomię, czyniąc z nich słodkich, idealnych opiekunów.

Ale już ni w ząb nie rozumiem sceny w zamkniętym pokoju i piernikowych ludzików w telewizorze.

********

Hej, gravel

Co do błędów – poprawiłem. Dziękuję!

Spoilery!

Co do fabuły:

A jak widzę zrozumiałaś dużo. Co do sceny w zamkniętym pokoju:

Pojawiające się w telewizorze postaci, to inne dzieci, które prosiły starszego pana o materialne prezenty. Starzec widzi w chłopcu, kogoś innego niż próżne dzieciaki ( tak wiem, on nie jest do końca normalny ;), przez co spełnia życzenia chłopca, jak już wyżej napisałaś. A inne dzieci? Lądują na jego choince w nieco innej postaci. Co do obrazu w scenie w pokoju. Tak zwana przez starca czerwona dama, próbuje pocieszać chłopca ( no niezbyt jej się to udało), że starzec już niedługo stąd odejdzie. To jeśli chodzi o pokojową scenkę. 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Okej, dzięki za wyjaśnienie. Czyli jest mniej więcej tak, jak podejrzewałam ;)

Może warto byłoby przyjrzeć się lepiej przejrzystości historii? Nic specjalnie łopatologicznego, ale jakaś wskazówka tu i tam, żeby czytelnik mógł się mniej więcej zorientować, o co chodzi.

Generalnie pomysł na Mikołaja ciekawy, chociaż stoi mocno w opozycji do stereotypowego jowialnego staruszka rozdającego prezenty. Twój, na tle innych interpretacji tej postaci, wydaje się dość krwiożerczy i bezwzględny. Dlaczego ukarał dzieci za to, że zażyczyły sobie materialnych prezentów? Nie mam nic przeciwko krwiożerczym Mikołajom i sorry, że tak cię magluję, ale chciałabym zrozumieć ;D

********

Obawiam się, NearDeath, że nie zrozumiałam, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

Owszem, dostrzegam tu pewne elementy nawiązujące do Świąt, ale nic poza tym. Poziom absurdu przerósł mnie.

 

‒ We­so­łych świąt, synku. ―> ‒ We­so­łych Świąt, synku.

Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

‒ Tato… ‒ Mło­dzie­niec za­łkał ża­ło­śnie. ―> Dwunastoletni chłopiec to jeszcze nie młodzieniec. To niezbyt fortunne określenie pojawia się kilkakrotnie.

 

po czym chwy­cił się za wy­ły­sia­łą głowę.‒ Jesz­cze… ―> Brak spacji po kropce.

 

Artur po­ki­wał prze­czą­co głową. ―> Artur pokręcił prze­czą­co głową.

 

Czy tak po­win­ny wy­glą­dać świę­ta? Jest wi­gi­lia, dziec­ko. ―> Czy tak po­win­ny wy­glą­dać Świę­ta? Jest Wi­gi­lia, dziec­ko.

 

i te­le­wi­zor ki­ne­sko­po­wy le­żą­cy w kącie po­ko­ju. ―> …i te­le­wi­zor ki­ne­sko­po­wy, stojący w kącie po­ko­ju.

 

Wstał, mając nie­wiel­ką na­dzie­ję, że ujrzy ro­dzi­ców, któ­rzy wy­pusz­czą go z po­ko­ju. Tak też się stało. ―> Chyba miało być: Wstał, mając wiel­ką na­dzie­ję

 

‒ Mamo, czy on… ? ―> Zbędna spacja przed pytajnikiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spoilery!

gravel

W ostatniej części naniosłem poprawki. Pan starzec ubolewał nad faktem, że jego wcześniejsze zasługi były przepisywane rodzicom. Dzieci wysyłały listy, a upiorny pan chyba oczekiwał jakiś podziękowań, a że się nie doczekał… postanowił przestać być samotnym starcem :) To tak byś nie musiała szukać. No wyszedł krwiożerczy Mikołaj, fakt ;p

regulatorzy

Błędy poprawione no i dziękuję za łapankę :) 

 

gravel i regulatorzy 

Wydaje mi się, że ta niejasność powstała przez to, że pisałem coś pod konkurs, bo w poprzednich moich tekstach wszystko wydawało się jasne. Tak więc 15 tys znaków trochę mnie ograniczył bo zazwyczaj lepiej czułem się przy opowiadaniach ok. 20 tys znaków. Niby mała różnica, a jednak. W opowiadaniu planowałem dodać coś jeszcze, ale wyszłoby za długo, a kiedy to wyciąłem wyszło krótko (czyli obecna wersja) :) Mogę przepisać to braku doświadczenia. 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No, zaraz się dzieci będą bały pisać listy do Mikołaja, takiegoś potworka wymyślił. Pomysł na dosłowne spełnienie prośby maltretowanego dziecka jest niezły i ma olbrzymi potencjał horrorkowatości. I właściwie nie trzeba już niczego więcej. Ty dodajesz piernikowe ludziki, i to w taki sposób, że w pierwszym momencie się pogubiłam. Wyjaśnienia dziada są, ale przysypane klaustrofobicznym pokojem, scenką w telewizorze, wisielczym sznurem i kobietą w czerwieni, której rozgryźć mi się nie udało. I w końcu robi się bardziej absurdalnie, niż horrorkowo. A zakończenie tylko to wrażenie podnosi.

Plus za pomysł, minus za sposób dojścia do celu.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo proszę, NearDeath. I dziękuję za wyjaśnienia – teraz dociera do mnie więcej, a i lektura komentarzy pomogła. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Irka_Luz

Jeśli chodzi o absurdalność opowiadania, to tak miało być, tylko że…

Jak widzę po komentarzach, zabrakło rozwinięcia. Wstawiłem to opowiadanie, zdając sobie sprawę, że mi nie wyszło. Szkoda mi było jednak go nie wstawiać, bo straciłem nad nim więcej czasu niż dwa pozostałe razem wzięte, które raczej miały pozytywny odbiór. 

No i tekst konkursowy – wychodzi, że nie umiem pisać pod daną tematykę z konkretnymi zasadami ilości znaków. Oczywiście konkurs jest fajny, Święta itd. Tylko jak widzę nie odnalazłem się w nim :) Tak jak wspominałem wyżej, problemem dla mnie był limit 15 tys znaków. Musiałem coś poucinać, czy zakończenie zmieniać trzy razy. Gdy chciałem coś rozwinąć – wychodziło ponad 20 tys znaków, gdy chciałem zmieścić się w limicie – wyszło jak wyszło. 

 

Czuję że to opowiadanie to jakaś klątwa ;D Zniechęciło mnie do pisania, że hej! Nie ze względu na opinie, tylko na to jak się nad nim męczyłem. Istny horror. 

Pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Początek z kopyta, brak zorientowania w sytuacji i od razu skojarzenia z kanibalizmem, super. Scena w pokoju z telewizorem wywołała u mnie uczucie niepokoju. Fajnie zbudowana, ale czerwona pani trochę wprowadza zamieszanie. Całość nieco chaotyczna, pojawienie się liny trochę zbiło mnie z tropu. To tyle, biorąc pod uwagę wcześniejsze komentarze. Sam nie mogłem się przekonać do napisania czegoś w świątecznej tematyce, więc przynajmniej poczytam prace innych. Klątwa, czy nie – oby nie zniechęciło Cię na długo!

Czy sprawiedliwość powinna być utożsamiana z dobrem?

Fajnie się czytało. Nastrój grozy był, pomysł na Mikołaja – pierwsza klasa, do tego odświeżające odwrócenie świątecznej słodyczy. Może faktycznie by się przydało doszlifowanie konstrukcyjno-stylistyczne, bo to jest IMHO naprawdę udany tekst z potencjałem na bycie znakomitym. 

Hmmm. Też niewiele zrozumiałam (nawet szukałam kanibalistycznych wątków w jedzeniu piernikowych ludzików), dopiero komentarze coś rozjaśniły. Pomysł na Mikołaja i spełnienie niematerialnego życzenia bardzo fajny. Ale coś nie zażarło z wykonaniem.

Babska logika rządzi!

Dość fajnie się czyta tę opowieść, naprawdę przyjemnie. Ogólnie jest ona strasznie dziwna, miejscami dość pokręcona i w sumie… podobało mi się to, lubię coś takiego, więc jestem na tak.

Szkoda tylko, że tekst jest dość krótki, bo historia ma potencjał na dłuższa opowieść, ale rozumiem, że regulamin konkursu na to nie pozwolił :P

Tak w ogóle to trochę mi się skojarzyło to z takim filmem Krampus, co sprawiło, że czytało mi się jeszcze lepiej :)

 

Dobry wieczór:)

Przepraszam, że tak późno. Winnymi proszę obarczyć czas – nieubłagany i pisanie – koncentracja na jednym, bo ja nie jestem wielozadaniowa, nie chcę taką być (zapytaj, to odpowiem – dlaczego).

Dla mnie to bardzo dobre opowiadanie! Niepokojące i niejednoznaczne. Narzędziem są symbole piernikowych ludzików, wózka inwalidzkiego, idealnej rodziny i Święta, podczas których każdy, a więc i ów dwunastolatek może otrzymać wymarzony prezent. Pięknie się nimi posługujesz, aby przywołać skojarzenia. Uff.

To było straszne dla tego konkretnego dwunastolatka. Czasem to, czego sobie życzysz może być gorsze od znanego, istniejącego, a może nie, gdyż wszystko jest straszne.

Na plus zdecydowanie: budowanie scen, dialogów, język, słowa. Nie dziwię się, że się mordowałeś, bo czuję to przez skórę: skracanie, wycinanie myśli.

 

Zgodziłabym się z Gravel, że opowiadanie potrzebowałoby więcej wyjaśnień, znaczy są luki. I tu mam dwa pomysły, może od czapy? Jeśli tak poczujesz, to weź je w nawias i spuść w niebyt – bez wahania. Pierwszy to więcej pisania, układania swoich pomysłów w narrację, czyli zainwestuj w warsztat, wtedy będzie łatwiej. Ćwicz, ćwicz i ćwicz. Tu słabym jestem przewodnikiem. Jaka jest druga? Niektóre opowiadania piszą się same, czasami pociąga mnie ta opcja, jest łatwiejsza i zdecydowanie przez mnie preferowana. Płynę, czyli odlatuję nie wiadomo gdzie. A już, tak na poważnie, to obie opcje respektuję. 

 

Co mnie irytowało w tekście?

Zamienniki na postacie. Akceptuję je tylko w uzasadnionych przypadkach i nie „kupuję” wyjaśnień, że chodzi o powtórzenia. Jako czytelnika mnie to gubi i chyba nie tylko mnie, i chyba nie tylko ja tam uważam. Jednakże wiedz, że jest to moja – niejako forumowa krucjata, którą prowadzę. Dwunastolatek nie jest dla mnie młodym człowiekiem, tylko tym samym dwunastolatkiem. Wiem, że czasami może sprawiać to kłopot/trudność, lecz dla mnie bohater jedno ma mieć imię, za wyjątkiem sytuacji, kiedy ktoś rozprawia o nim. Tą uwagą, proszę Cię, nie przejmuj się, gdyż na NF większość akceptuje i preferuje zamienniki.

 

A tak w ogóle, to się nie martw się, czasami opki powstają w opresji, nawet te świąteczne;), pisanie jest niełatwe, a jeszcze być z niego zadowolonym to chyba jeszcze trudniejsze, może niemożliwe?

Ja w każdym razie idę poskarżyć się o klika bibliotecznego. 

Pisz i dbaj przy tym o radość, koniecznie!

PS. Misię podobało, pomimo uwag:)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję za komentarze! Odpisuje dopiero teraz bo wczoraj mnie tu nie było.

Zaczynam od początku:

Airo 

Powiem Ci, że miałem tak samo. Nie do końca umiem pisać pod konkurs (ograniczenia,terminy,wybrana tematyka) jakoś sprawia że nie mogłem wpaść na jakikolwiek pomysł. Jeszcze nie jest za późno! 

Dzięki za wsparcie! Pewnie niedługo mi przejdzie :) 

Poprzednie opowiadania pisało się tak lekko i szybko, a nad tym musiałem się namęczyć, przez co czułem się jakbym przebiegł maraton. Tak jak wspominałem, konkurs jest fajny, tylko myślałem że ograniczenia nie wpłyną w takim stopniu na mój trud. Stąd poniekąd ten chaos.

 

ninedin

Bardzo dziękuję :) Oj stylistycznie na pewno wymagałoby to doszlifowania. To dopiero trzecie opowiadanie przez co może to tak wyglądać. Wcześniej nie miałem styczności z pisaniem, dlatego odbiega to od ideału i to w niemałym stopniu. 

 

Finkla

Dzięki! Jeśli chodzi o wykonanie – chyba za dużo wycinek. Jako amator ciężko jest się przystosować do wymogów konkursowych, a raczej wcisnąć fabułę w konkretnie taki przedział, bo jest to moje najkrótsze opowiadanie, no i po raz pierwszy padły opinie, że coś zostało niezrozumiane. W poprzednich tekstach wszystko było jasne, bo miały coś w okolicach 20 tys znaków. Jednak nie chcę aby ktoś pomyślał, że wykręcam się konkursem. Przyjmuję że wykonanie mogłoby być lepsze. Ale mimo wszystko było warto, bo szkoda było mi nie wstawiać tekstu nad którym w przeciwieństwie do innych się namęczyłem. 

 

dovio

Fajnie że wpadłeś! 

Fakt, miało być absurdalnie i dość dziwnie, ale troszkę za dużo chaosu wprowadziłem (ograniczenia konkursowe) 1/3 tekstu wycięta, zakończenie zmieniane z 3 razy… Pozdrawiam! Krampusa też lubię ;) 

 

Asylum 

Bardzo dziękuję :) 

To pierwsze opowiadanie, które pisałem narracją niepierwszoosobową i to też sprawiało mi trud. Bo byłem przyzwyczajony, że piszę coś, jako “ja”. 

Zgadzam się również z Twoją uwagą co do zamienników, czy więcej wyjaśnień. Jest to związane z wycięciem 1/3 tekstu i jak u góry wspomniałem, zmienianym trzykrotnie zakończeniem. Co do ćwiczenia – masz rację. Jestem amatorem, staż ponad miesiąc przez co wiele rzeczy sprawia mi trudności. 

 

“pisanie jest niełatwe, a jeszcze być z niego zadowolonym to chyba jeszcze trudniejsze, może niemożliwe?”

No tak… zawsze widzi się minusy i wątpi się również, czy w ogóle pokazać tekst komukolwiek. Jednak tutaj miałem inne odczucia, niż z pozostałych dwóch które zamieściłem na portalu. Tamte pomysły przyszły same do głowy (przez rysunki w sumie) i pisząc je czułem taką lekkość i bardziej podobają mi się niż to. Oczywiście też widzę wady, ale jednak jakbym miał wybierać to uznałbym za najgorsze.Tutaj pomysł był pod konkurs i czułem że coś idzie nie tak, że zbyt się przy tym męczę, dlatego szkoda mi było już nie zamieścić tego tutaj, bo spędziłem nad tym więcej niż na dwóch dłuższych opowiadaniach razem wziętych. Ale ciesze się jednak, że mimo wszystko coś tam Ci się spodobało. To bardzo budujące po takiej katordze pisania tekstu, do tego w samochodzie :D 

Dzięki za tak długi komentarz i wsparcie! 

 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

To ja krótko. Oj, ależ to było creepy surprise

Nieźle napisane. Trochę mi zajęło, o co chodzi z piernikowymi ludkami, ale poza tym jest ok. Zakończenie niestety nie podeszło. 

SaraWinter

Dziękuję za wizytę i komentarz. Wątek z ludzikami może wydawać się zagmatwany, ale tak naprawdę to rozwiązanie sprawy z nimi jest bardzo proste – przynajmniej tak mi może się wydawać, bo to co miałem w zamyśle, mogło nie do końca zostać tak przejrzyście oddane w tekście :)

Pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Horror połączony z absurdem, dobrze się czyta, mimo iż mocno zakręcone, niepokojące i w moim odczuciu na tyle “poskręcane”, że nie jestem pewna, że wszystko dobrze zrozumiałam. Tak czy inaczej, kliczek dla piernikowych ludzików :)

katia72

Bardzo dziękuję!

Piernikowe ludziki z radości bujają się na choince :D

Pozdrawiam serdecznie!

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Na złotych pętelkach. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla

Oj tam że na pętelkach… najważniejsze że w pięknym, złotym kolorze! :D

O Tobie piernikowe ludziki również nie zapomniały, Finklo. Machają do Ciebie z serdecznymi pozdrowieniami!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

<Odmachuje ze sztucznym uśmiechem, zastanawiając się intensywnie, czy srebro wystarczy jako ochrona>

Babska logika rządzi!

Wystarczy:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

 

Asylum – nie doceniasz potęgi ciemnej strony mocy.

 

Finkla

 

A zza jednej z wielu śnieżnych zasp, wyłoniła się postać, sprawiająca, że zamiast wesołych kolęd, rozbrzmiała muzyka marszu imperialnego. Artur dobrze ją znał, zatem uciekł w popłochu, nie odwracając się już więcej za siebie.

Finkla, bo tak miała na imię bohaterka przeciwstawiająca się ciemnej strony mocy, stojąc naprzeciw olbrzymiej choinki, ujrzała machające w jej stronę piernikowe ludziki. Bez zastanowienia chwyciła po broń, która rozbłysła w świetle księżyca. Ciastka na złotych pętelkach zamarły z przerażenia, gdyż tą bronią nie okazał się być miecz świetlny, czy soniczny blaster.

Czy Finkla, okaże się na tyle dzielna, aby sprostać armii piernikowych ludzików? Czy trzymana w rękach bohaterki rolka folii aluminiowej, sprawi, że ciemna strona mocy ulegnie unicestwieniu? Czy srebro, przezwycięży złoto?

 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Finkla jest wojownikiem:DDD, sprosta! Trzeba się do niej przyłączyć:)

ND, ciemna strona mocy rozlewa się i pokrywa swoim śluzem moc dobra. Acz, jestem dobrej myśli, co nie oznacza wygranej. Jak zwykle. Cóż to jest bowiem wygrana? Czyja, kto ocenia? Jakąś inną drogę trzeba znaleźć, przesmyk?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Finkla popatrzyła na trzymaną w ręku rolkę. Co za palant zamówił aluminium zamiast srebra? Nic to, później zrobi delikwentowi sprawdzian praktyczny z chemii. Na razie zdjęła z szyi srebrny łańcuszek. Tak, doskonale nadawał się na garotę. Zresztą, nie byłby to jego pierwszy raz. Błyskawicznie przerobiła wisiorek na wygodne – i pewne! – uchwyty.

– No, skrobiowe wypierdki, który chciałby pofikać? Ciastek wspomniał, że nie lubicie rozstawać się z lukrowanymi guziczkami. Ale to nie koniec waszych słabych punktów, prawda? – Niektórzy uważają, że Wiedźmin właśnie od Finkli uczył się paskudnego uśmiechu.

Babska logika rządzi!

Uśmiech był tak przerażający, że asylum zniknęła:) Jej duch podjął konwersację, trzymając w ręku srebro.

Tak, fikołki to przyjemna rzecz, i te w przód i trudniejsze do tyłu. I nawet te na koźle. Staję u Twojego boku, zbliża się pora zmierzenia się z piernikowymi mirażami:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czas na finałową potyczkę!

 

 Legion piernikowych ludzików, stanął naprzeciw nieustraszonej Finkli. W tym samym czasie, jakiś niebiesko-biały kształt, zaczął wykonywać przewroty w przód i jeszcze bardziej cudaczne przewroty w tył.

Finkla rzekła:

– Asylum, musisz mi pomóc.

Niebiesko-biały kształt wstał, kładąc dłoń na ramieniu dzielnej Finkli, mówiąc:

– Niech moc będzie z tobą.

Armia piernikowych ludzików, rzuciła się ku Finlki, lecz ta, odparła atak, uderzając każdego z kolei swoją niezawodną bronią.

Szary renifer, przypatrywał się tej scenie walki, po czym wzniósł się ku granatowemu niebu.

Spłoszone ludziki, zaczęły uciekać w stronę śnieżnych zasp, nie oglądając się za siebie.

– Asylum… wygraliśmy.

Niebiesko-biały kształt, uniósł się ku niebu, rozkładając ramiona w geście zwycięstwa.

– To koniec – powiedziała Asylum, obserwując uciekającą armię piernikowych ludzików.

W tym właśnie momencie, Finkla zauważyła krwistoczerwony kształt, unoszący się nad jej głową.

– Dwóch zawsze ich jest! Nie mniej, nie więcej! Mistrz i uczeń! – krzyczała postać w czarnym kapturze, siedząca na czerwonych saniach.

Na twarzy Finkli zawitał szelmowski uśmiech.

– Damy radę! – krzyknęła Asylum, wykonująca cudacznego fikołka w przód.

– Bliska jest śmierć! Wasz czas dobiegł końca! – wrzeszczała postać, z których rąk wydobywały się jasnoniebieskie pioruny, zmierzające ku Finkli i Asylum.

Czy dzielne bohaterki odparły potężną moc istoty w czarnym kapturze? Czy czujny duch, o imieniu Asylum, uchroni Finlkę przed zagładą?

Odpowiedź na te pytania znają tylko bohaterki tego opowiadania – zakładając, że jeszcze żyją.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Ech, jestem zbyt głodna na wymyślanie kolejnej walki. Psiakość, nawet piernikowe okruchy zmieszane ze zdeptanym śniegiem zaczynają wyglądać smakowicie…

Babska logika rządzi!

Druga też żyje, choć ledwo zipie. Oddała piernikowym ludzikom kawałek podłogi. Niech się suszą i bawią. Może uda się je przekabacić i przeciągnąć na dobrą stronę mocy…

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hello, to ja Merseyake cool Spodobało mi się Twoje opowiadanie i daję lajka yes Bardzo fajnie to wyszło językowo. Przemknąłem przez lekturę niezwykle szybko. Udanie stworzyłeś klimat, który udzielił mi się podczas czytania. Podobnie jak reszta miałem problem ze zrozumieniem, ale wyeksponowałeś jedzenie pierników, na co zwróciłem uwagę, a także posiniaczone ręce chłopczyka. Serdeczność rodziców zaczynała się klarować po tłumaczeniu Mikołaja, więc coś tam chwytałem. (chyba).

Czy popełniłeś błąd w narracji, bo nie wszystko było do zrozumienia? Niekoniecznie, ponieważ to kwestia stylu wynikającego z podejścia do niedopowiedzeń. Najbardziej zagadkowa była scena z telewizorem i może faktycznie tam jest potrzeba, aby uzupełnić kontekst. Dlatego gdybym miał polecić coś Twojej uwadze to, podsunąłbym hasło: kompozycja, czyli jak poukładać obrazy i w jaki sposób je przedstawić. Najprawdopodobniej zabrakło tutaj miejsca (w sensie limitu znaków), żeby to dopracować.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Mersayake 

Hejka! 

Bardzo dziękuję za opinię i cieszy mnie fakt, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. 

Co do kompozycji – też mi się wydaje, że tu mógł tkwić problem co do pełnego zrozumienia tekstu. Limity trochę na to wpłynęły, no właśnie teraz ktoś mógłby zauważyć, że jeszcze miałem trochę znaków do wykorzystania… no niby tak, ale gdy chciałem trochę jaśniej przedstawić tekst to wychodziło grubo powyżej 15 tys znaków :) I tak zostawiłem. Opowiadanie miało być takie absurdalne, wyjęte niczym z sennego koszmaru, że nie wszystko wydaje się jasne, ale fakt że popełniłem jakieś błędy w kompozycji – zgadzam się. 

Pisanie na konkurs jest nie lada wyzwaniem dla amatora… limity, terminy, tematyka, a z racji że obecnie piszę tylko horrory… tematyka świąteczna nieco mi to zadanie utrudniła :p Ale chciałem coś tam dodać od siebie. 

Pozdrawiam, Mersayake! Fajnie, że wpadłeś!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Mnie nie porwało.

Przynoszę radość :)

Hej NearDeath,

 

To już drugo Twój tekst, który czytam. Ewidentnie pachnie mi wciąż “IT” :) Nie mówię, że to źle, po prostu widać że lubisz Kinga. Opowiadanie mi się podobało, ponieważ lubię takie “kwaśne klimaty”, ale ciut ciekawiej budowałeś klimat w “Po drugiej stronie lady”. Tym bardziej, że tym razem po lekturze czułem się delikatnie skołowany i pozostawiony bez odpowiedzi – chociaż motyw z zamianą rodziców na lepszych zrozumiałem (być może limit konkursowy, jak wspominasz, nie w pełni pozwolił Ci tym razem rozwinąć skrzydła). 

Ogólnie, tekst na plus i czekam na kolejne :)

 

Starzec uśmiechnął się, kiwając z dezaprobatą głową, po czym usiadł na wózku.

 

Wydaje mi się, że z dezaprobatą to można kręcić głową (NO), a nie kiwać (YES). Kiwa się raczej z aprobatą :) 

 

Pozdrawiam

Cichy0

 

Anet – Dzięki za wizytę :D No mnie szczerze mówiąc również nie porwało, ale zawsze to jakieś doświadczenie i szkolenie swojego skromnego warsztatu :)

 

– cichy0

Z tym kiwaniem głową – słuszna uwaga, za chwilę poprawię! 

Dziękuję za komentarz. Jeśli chodzi o poprzednie opowiadanie, to starałem się budować nastrój, nie myśląc o ilości znaków – tutaj tak nie było, przez co nie do końca udało mi się fabułę upchnąć w limit – szanuję jak ktoś tak potrafi, mi pisanie pod konkurs jednak nie pasuje. Ale spróbowałem i przynajmniej poćwiczyłem pisanie, więc zawsze jakieś doświadczenie :) 

Dzięki że wpadłeś cichy! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Trochę horroru, trochę absurdu. Zapodane niezgorzej, choć lekko chroboczą. I mnie zabrakło pewnych wyjaśnień, na szczęście komentarze przyszły z pomocą.

Niezły koncert fajerwerków, choć kombinacja nie do końca do mnie przemówiła osobiście. Ale na pewno będą na niego amatorzy ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan 

Dziękuję za wizytę i komentarz! No opowiadanie jest specyficzne… nie spodoba się każdemu, co najwyżej garstce osób :) Ale jednak chciałem dodać coś od siebie w konkursie, a jak wyszło, tak wyszło! 

Pozdrawiam serdecznie! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

I o to chodzi – dodawaj, dodawaj… Z każdym tekstem pewnie czegoś się nauczysz, aż wreszcie rzucisz jurków na kolana. :-)

Babska logika rządzi!

- Finkla

Bardzo dziękuję za motywację :) 

Gdy jakiś pomysł zawita do tej chaotycznej głowy, to na pewno coś napiszę… jak na razie pozostaje mi rysowanie, a w tym szukam swojej inspiracji. Może coś tam kiedyś przyjdzie :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Udało Ci się stworzyć nastrój horroru. Przyznam, że nie wszystkie wątku zrozumiałam, musiałam posiłkować się komentarzami. Interesująco wypadła zwłaszcza postać Mikołaja na wózku i tajemniczej kobiety w czerwonej sukni. Piernikowe ludki też wydają się ciekawe. Gdybym miała do czegoś się przyczepić, dałabym więcej wskazówek czytelnikom do interpretacji tekstu. Jednak ten mroczny klimat i cała opowieść wydają się ciekawe, dlatego zgłaszam opowiadanie do biblioteki. :)

ANDO 

Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę się, że nastrój horroru jakoś wyszedł, jednak zgadzam się z Tobą również w kwestii powyjaśniania pewnych kwestii nieco bardziej czytelnie. 

Pozdrawiam! :) 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Muszę przyznać, że ja też na początku nie wszystko zrozumiałam i komentarze trochę rozjaśniły mi odbiór tekstu. Wyszedł taki lekko makabryczny świąteczny nastrój. ;) I muszę zgodzić się z Ando, że zapewne tekst trochę ucierpiał na znakach, bo gdyby niektóre wątki nieco rozwinąć lub wstawić nieco więcej wskazówek na pewno dużo by zyskał, a tak odbiór niekoniecznie jest do końca jasny.

Dziękuję za udział w konkursie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiana89

Bardzo dziękuję za komentarz! 

No właśnie mój docelowy zamysł fabularny, nie do końca zmieścił się w zasadach konkursu, przez co odbiór faktycznie może pozostawiać nieco pytań ;) 

Również dziękuję za fajny konkurs! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Hejka! Nie spodziewałeś się teraz komentarza pod opkiem świątecznym, co? :P 

 

Miałam coś sobie wybrać z Twoich tekstów – a fanką horrorów nie jestem – więc ociągałam się lekko, ale w końcu przybywam!

Powiem tak – czytało się fajnie, bo jest napisane dobrze i jest pomysł i klimat ale nie wiem co jest, że nadal nie mogę się do horrorów przekonać :D Mnie to one troszkę bawią, zamiast straszyć chyba, chociaż oczywiście jest taki mało przyjemny bleh posmak w Twoim opowiadaniu.

Dostałam wszystkie elementy, których się spodziewałam po horrorowatych klimatach – duszna atmosfera sztucznie wesołych i kripi świąt, plastikowych uśmieszków. Jest pato rodzina. Jest wózek inwalidzki. Jest sznur. Jest zamknięty pokój bez okien. Jest telewizor z jakimiś stworkami co się z niego odzywają (czekałam tylko aż telewizor się popsuje i zaczną się na nim szumy ;D). Jest stwór (czy to Mikołaj jest przemieniony?). No i na końcu jest krew. 

Nie ma zaskoczeń, ale nie ma też nudy. Dużo się dzieje, w tak krótkim tekście. To dobrze :)

 

Większość treści wyłapałam, motyw “Mikołaja”, co zamienia próżne dzieci w ciastka jest dobry :D

Taki trochę Bab Jag z niego wyszedł. Powinien je jeszcze zjadać. Maczając w szklance mleka.

Z miodem. 

I częstować Artura nóżkami. Nóżki najsmaczniejsze. 

No hejo, hejo. 

Tak… mam małego zonka – powrotu do świąt, to bym się nie spodziewał ;D

Szczerze mówiąc, to jest to najgorszy tekst, który już po prostu chciałem skończyć i który dał mi tyle przyjemności w jego tworzeniu, co każda wizyta u dentysty. 

Co do horrorowatych elementów – w tym akurat tekście ograniczyłem się do klasyki (w innych jest pod tym względem lepiej), no ale… terminy goniły, a osadzenie horroru co do świątecznego klimatu okazało się być trudne. 

Dużo się dzieje, w tak krótkim tekście. To dobrze :)

→ No tak średnio bym powiedział. Ciąłem ten tekst lepiej niż Leatherface teksańską masakrą piłą mechaniczną. Na klimat zabrakło miejsca, a lubię ogólnie dość spokojniej fabułę prowadzić. 

 

Taki trochę Bab Jag z niego wyszedł. Powinien je jeszcze zjadać. Maczając w szklance mleka.

Z miodem. 

→ Sadystka ;p

 

No tak większość wyłapałaś jak widzę, a co do zakończenia: 

Chodziło chyba o krwistoczerwone? A, to kolor sań. 

Za mało oddałem zakończenie: 

W skrócie – Staruch (Nie ten portalowy, tylko w sensie ten Mikołaj), chciał mieć swojego zastępcę, bo po tak długim czasie niewdzięczności, postanowił dołączyć do swojej zmarłej żonki. Stąd lina, no a potem wiadomo co. Renifer podchodzi do Artura, gdyż jest on jego nowym właścicielem. 

To miałem na myśli, ale jak mówiłem… nieumiejętność pisania pod konkursowe limity, spartoliła ten odbiór. 

No jeszcze raz dzięki za wjazd na tę chorą wigilię ^^

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Aaa… że to jest r e n i f e r ! ok, tego nie zatrybiłam. Jakoś inaczej sobie te rogi wyobraziłam… Ale tak, teraz to widzę, ma to sens. 

 

Tak… mam małego zonka – powrotu do świąt, to bym się nie spodziewał ;D

 

 

Taki trochę Bab Jag z niego wyszedł. Powinien je jeszcze zjadać. Maczając w szklance mleka.

Z miodem. → Sadystka ;p

→ ha ha ha może zacznę horrory pisać 

No jeszcze raz dzięki za wjazd na tę chorą wigilię ^^

→ spoko, sama nie jestem fanką rodzinnych wigilijek :D 

Nowa Fantastyka