- Opowiadanie: Łosiot - Duduś i Pancerny Rycerz

Duduś i Pancerny Rycerz

Tak, to jest bajka :)
Dzieciom się podoba, ciekaw jestem, jak dorosłym? 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Duduś i Pancerny Rycerz

Duduś był kapibarą, jak jego tata oraz tata jego taty, i mama, a także jej mama. I jak Dusia, młodsza siostra Dudusia. Urodził się w rodzinie kapibar i miał w związku z tym powód do dumy: kapibary są najpotężniejszymi ze wszystkich zamieszkujących świat gryzoni. Duduś od urodzenia był więc “naj”. Mimo to, zdarzało się, że inne zwierzęta trochę się z niego naśmiewały. 

– Duduś, zadek ci się trzęsie! – wołały wysportowane jaguary na zajęciach z truchtu podczas lekcji wuefu.

– Dudusiu, pływasz jak oferma! – śmiały się na pływalni kajmany, które w wodzie czuły się jak ryby w wodzie. 

– Ho ho, Dudusiu, przed tobą wiele nauki, jeśli chcesz się tak dobrze taplać w błotku jak my! – chrząkały tapiry w czasie szkolnej przerwy. 

Duduś przyjaźnił się z lamami, bo te mądre zwierzęta były zawsze dla wszystkich bardzo miłe. Jednak na lekcjach z matematyki, historii, czy geografii, Duduś czuł się przy nich jak głupek. Lamy były bardzo mądre, czytały dużo książek i chyba dlatego z nikogo się nie wyśmiewały.

Duduś był trochę zły z powodu swojej kapibaryczności. Nie umiał biegać jak jaguary, pływać jak kajmany i tarzać się w błocie jak tapiry, a jego gryzoniowemu rozumkowi daleko było do rozumów lam. Bardzo chciał być w czymś najlepszy, a kapibary nie słyną z niczego specjalnego, oprócz tego, że są największymi gryzoniami. Owszem, wiadomo było, że bardzo lubią się przytulać i były w tym świetne, jednak pytany o to, Duduś mawiał: „Bardzo przepraszam, czy coś mnie ominęło? Od kiedy przytulanie się jest czymś niesamowitym? To nic specjalnego!” Zawsze, gdy to mówił, a mówił to często, jego rodzicom i siostrze robiło się przykro, co można było łatwo zauważyć po opadających im smutno z pyszczków wąsikach. 

Największym przyjacielem Dudusia był bardzo mały ptak z gatunku starzyków – Olgierd. Starzyk Olgierd często przesiadywał na grzbiecie Dudusia, miał bowiem stamtąd znakomity widok. Punkt widokowy, jakim był dla niego Duduś świetnie się nadawał do wypatrywania pożywienia – chrząszczy przemykających wśród traw, muszek, ważek i innych owadów, które Olgierd wcinał pasjami. Gdy ptaszek wykonywał powietrzne ewolucje łapiąc muchy, Duduś często marudził:

– Kurczę, ale chciałbym być innym zwierzęciem. Najlepiej takim, co świetnie umie latać. Albo widzieć w ciemności. Albo wysoko skakać. Albo rozrywać na strzępy. Lub galopować.

– Dudusiu, strasznie marudzisz. Ciesz się tym, co umiesz i co już potrafisz! Na przykład – jesteś świetnym punktem widokowym! – odpowiadał przyjaciel. – A teraz nie ruszaj się, chyba widzę smakowitą gąsienicę! – dodawał.

Pewnego dnia jeden z jaguarów, ten o imieniu Kacper, przyniósł do szkoły coś naprawdę niesamowitego. 

– Zobaczcie, co znalazłem – oznajmił podczas przerwy zebranym dookoła zwierzakom. 

Na widok tej niesamowitości, kajmany zgrzytnęły zębami, tapiry chrząknęły swoimi małymi trąbami, a pozostałe jaguary nastroszyły cętkowane futra. Nawet lamy wyciągnęły swe długie szyje i z ekscytacji przestępowały z kopytka na kopytko. Wszyscy wpatrywali się w niewielki, lśniący prostokąt prezentowany im z dumą przez małego Kacpra. 

– To potrafi wszystko, zobaczcie – miauknął młody jaguar i pacnął łapką w szklistą taflę powierzchni dziwnego prostokąta. Po chwili wszyscy zebrani zobaczyli, jak na jego powierzchni pojawiły się ich własne pyszczki. 

– Właśnie zrobiłem wam zdjęcie! – oznajmił Kacper.

Przez całą przerwę, jaguar pokazywał młodym zwierzętom możliwości swojego znaleziska. Puszczał im muzykę, śmieszne filmy o niezdarnych psach, obrazki, a nawet kalkulator. Na sam koniec pokazał im Grę. W szklanym prostokącie pojawił się dzielny rycerz, który walczył ze złymi potworami. Zwierzakom opadły szczęki, gdy zdały sobie sprawę, że tak naprawdę to Kacper steruje tym dzielnym wojownikiem za pomocą zwinnych ruchów jaguarzych paluszków. 

– Pokaż! Daj na chwilę! Ja też chcę! – prosiła Kacpra cała zebrana menażeria. Niestety, rozległ się dzwonek i dzieci musiały wracać do klas. Wszyscy, łącznie z Dudusiem, musieli wykazać się ogromną cierpliwością, każdy liczył bowiem na to, że Kacper choć na chwilę da mu potrzymać niesamowity prostokąt. Jakiż był ich zawód, gdy po lekcji okazało się, że młody jaguar ruszył prosto do domu, wpatrzony w szklaną powierzchnię, najwyraźniej nie mając najmniejszego zamiaru dzielić się swoim znaleziskiem z kimkolwiek. 

Następnego dnia Kacper nie przyszedł do szkoły. Zwierzaki były trochę zawiedzione, bo liczyły na to, że kolega da im się w końcu pobawić cudownym prostokątem. 

– Nic z tego! – chrząknął tapir Bolek. – Widziałem Kacpra nad jeziorem, przy wielkiej palmie. Siedzi na pieńku i steruje tym swoim rycerzem. Mówił, że ma dopiero sto czterdziesty siódmy poziom, a chce mieć ich dwieście. Coś czuję, że poszedł na wagary! Zwierzaki były oburzone. Wszystkie zawsze były bardzo grzeczne, a wagarowanie było czymś absolutnie nie do pomyślenia! Kacper okazał się być niezłym łobuzem. 

Następnego dnia jaguar Kacper znów nie pojawił się w szkole. Duduś i pozostałe zwierzaki byli bardzo zaniepokojeni zachowaniem kolegi, a pani nauczycielka wezwała do szkoły rodziców. Okazało się, że Kacper zaginął w tajemniczych okolicznościach. Zwierzaki zaniepokoiły się jeszcze bardziej, co rozpoznać można było po miauczeniu jaguarów, zgrzytających zębach kajmanów, chrząkaniu tapirów, tupaniu lam i fukaniu kapibar. 

– Prawdopodobnie pożarła go anakonda! – oznajmił jeden z kajmanów. – To bardzo żarłoczne węże! – dodał głosem eksperta.

– Nie sądzę – odparła jedna z lam. – Kacper nie cierpi wody, bo jaguary kiepsko pływają. A anakondy polują w wodzie.

– Na pewno więc skonsumował go niedźwiedź! – rzucił Duduś.

– Dudusiu, niedźwiedzie żyją w górach, na pewno żaden z nich nie zapuściłby się do naszej dżungli – odrzekła jedna z lam.

– Nietoperze-wampiry? – spytał nieśmiało tapir Bolek. 

– Bolku, wiesz dobrze że wampiry piją krew dużych zwierząt kopytnych, nie pamiętasz lekcji zoologii? – zwróciła uwagę Bolka lama. – Kacper jest kotem i jest dość mały.

– O rany, ale przecież ja jestem kopytny! – jęknął Bolek. – I jestem dość spory! – dodał drżącym głosem.

– Jak też – odrzekła lama. – I nie boję się wampirów, czytałam, że tak naprawdę nie są groźne.

Zwierzaki długo dyskutowały o losie Kacpra, jednak nie mogły dojść do porozumienia. Potem zaczęły się lekcje, więc temat trzeba było odłożyć na kiedy indziej. 

Kolejnego dnia rano, zwierzaki spotkały się pod szkołą ciekawe, czy wiadomo było coś nowego o losie Kacpra. Tymczasem, ich uwagę przykuł kajman Mariusz dzierżący w swych krokodylich łapkach znajomo wyglądający, czarny i lśniący przedmiot. 

– Znalazłem go w okolicach wielkiej palmy dziś rano – opowiadał koleżankom i kolegom. 

Był niezwykle dumny, co można było poznać po tym, że jego długi, pokryty łuskami ogon, zawinął się trochę do góry. Kajman Mariusz również nie za bardzo chciał się dzielić z innymi zwierzakami niesamowitą zabawą z czarnego prostokąta. Po skończonych lekcjach ruszył w stronę domu wpatrzony w szklaną taflę.

– Zostawcie mnie, mam ważniejsze sprawy – burknął na zwierzaki, gdy te zaczęły go prosić, żeby pokazał im Grę. – Mam już sto trzydziesty piąty poziom i muszę zdobyć kolejne!

Mówiąc to, krokodylek ruszył przed siebie z nosem wlepionym w czarną zabawkę. Pozostałe zwierzaki, w tym Duduś, najpierw były trochę smutne, co można było poznać po klapniętych uszkach, markotnie wiszących ogonach i opadających wąsikach. Ale potem uszka zastrzygły wesoło, ogonki zaczęły lekko merdać, a wąsiki się podniosły. Humory zwierzaków poprawiły się nieco, ponieważ odchodząc, Mariusz wdepnął w sporą kupę hipopotama leżącą na ścieżce. Był tak zafascynowany zdobywaniem kolejnych poziomów, że w ogóle tego nie zauważył. 

– Jest tak wpatrzony w czarne coś, że wszedłby prosto w paszcze anakondy – orzekły zgodnie tapiry. 

– Albo w mrowisko czerwonych mrówek – dodały jaguary. 

– Albo, albo… – Duduś bardzo chciał dodać coś od siebie i dać przykład jakiegoś niebezpieczeństwa, na które mógłby się natknąć nieuważny Mariusz, jednak nie miał żadnego pomysłu. Inne zwierzaki patrzały z zainteresowaniem, jednak im bardziej Duduś chciał coś wymyśleć, tym bardziej miał pustą głowę. Wąsiki małej kapibary zaczęły smutno zwisać. 

– Może na przykład w gniazdo os? – pomogła mu jedna z lam.

– O, tak, właśnie chodziło mi o osy, tylko zapomniałem jak to się nazywa! – krzyknął Duduś z ulgą. – Ale mam nadzieję, że nic mu się nie stanie – dodał po chwili.

Wszystkie zwierzaki zgodnie pokiwały głowami.

Nazajutrz, Mariusz nie przyszedł do szkoły. Tajemnicze zniknięcie drugiego kolegi bardzo zaniepokoiło wszystkie zwierzęta, w tym Dudusia. Wszyscy zastanawiali się, co może być przyczyną zniknięcia Kacpra i Mariusza.

– To musi mieć związek z czarnym prostokątem – orzekły mądre lamy. Pozostałe zwierzaki wstrzymały oddech, czekając na to, co powiedzą te mądre kopytne. 

– Jaguar Kacper znalazł prostokąt i dwa dni później – znika w tajemniczych okolicznościach. Następnie kajman Mariusz znajduje tę tajemniczą rzecz i co? – spytały lamy. Zaległa cisza, w której wręcz słychać było mruganie oczu wpatrzonych w lamy kajmanów, jaguarów, tapirów i kapibar zaskoczonych tym niespodziewanym pytaniem. 

– I zniknął? – rzekł trochę niepewnym głosem Duduś. 

– Tak. Zniknął. Zniknął, bo znalazł tajemniczy czarny prostokąt i to właśnie ten prostokąt ma coś wspólnego z jego zniknięciem – odrzekły lamy. – Lepiej uważajcie, to może być coś bardzo niebezpiecznego – dodały.

Duduś był z siebie niezwykle dumny, bo udało mu się pierwszemu odpowiedzieć na pytanie lam. Widział, jak duże wrażenie zrobiło to na całej klasie i trochę było mu żal, że zadzwonił dzwonek na lekcje, bo nie miał kiedy nacieszyć się swoim sukcesem. 

Wracając do domu, wszystkie zwierzaki czuły się trochę nieswojo. Szły więc razem, jednak co rusz, któryś z ich oddzielał się od grupy, by powędrować do swojego domu. Przyszedł moment, że od grupki oddzielił się także Duduś.

Gdy dreptał wydeptaną w wysokiej trawie dróżką, kątem oka zobaczył błysk. Jego uwagę przykuła lśniąca, czarna powierzchnia małego prostokąta leżącego na środku ścieżki. Wahając się, kapibara podniosła niesamowitą zabawkę i pacnęła w nią łapką. Bardzo chciała zaimponować zwierzakom w szkole i pokazać im znalezisko. Była także strasznie ciekawa, co naprawdę potrafi tajemnicze urządzenie. 

Po powrocie do domu, Duduś przywitał się z rodzicami i młodszą siostrą, a następnie, wyjątkowo grzecznie i szybko zjadł obiad. Potem, bez żadnego namawiania ze strony mamy, zasiadł do lekcji, które odrobił tak błyskawicznie, że aż się lekko spocił. Na koniec, zamknął się w swoim pokoju, wyciągnął z plecaka tajemniczy prostokąt i uruchomił Grę. Wybrał postać i nadał jej imię Duduś Potężny. Gra była niesamowita. Duduś pokonywał w niej potwory i złe szkielety, osiągał też coraz wyższe poziomy, dzięki czemu mógł używać coraz potężniejszych broni i pokonywać coraz silniejszych przeciwników. Duduś grał w Grę do późnej nocy i był tak pochłonięty jej niesamowitościami, że nawet nie zauważył, kiedy jego mokry, kapibarzy nosek z mlaśnięciem pacnął w szkło czarnego prostokąta, a sam Duduś – smacznie zasnął. 

Następnego dnia, a był to czwartek, Duduś, mimo ogromnego niewyspania, poczłapał do szkoły. Szedł zapatrzony w kolorowy świat znajdujący się w czarnym prostokącie, wciąż stukając pazurkami w szklaną powierzchnię. Po drodze do szkoły udało mu się pokonać niezwykle trudnego super przeciwnika, dzięki czemu Duduś Potężny rozwinął się o kolejny poziom. Udało mu się również nie zauważyć starzyka Olgierda, który przez całą drogę do szkoły siedział mu na grzbiecie i świergotał, pragnąc zamienić ze swoim kolegą-punktem widokowym parę słów. W końcu, zniechęcony ptaszek poleciał między trawami za ważką.

 

Gdy w szkole okazało się, że Duduś znalazł czarny prostokąt z Grą, zwierzaki nie były już tak zafascynowane jego znaleziskiem, jak wcześniej w przypadku jaguara Kacpra i kajmana Mariusza. Przecież lamy mówiły, że tajemnicze zniknięcie kolegów może mieć coś wspólnego z tym dziwnym prostokątem. Ale Dudusiowi nawet się to podobało. Nikt nie zawracał mu głowy, nie chciał zaglądać przez ramię i nie mówił “Daj pograć”. Gdy tylko skończyły się lekcje, zwierzak nie czekając na koleżanki i kolegów, czmychnął ze szkoły, by w spokoju pozdobywać kolejne poziomy. Bardzo chciał mieć tych poziomów dwieście, bo podobno po dwusetnym poziomie Gra robiła się jeszcze bardziej super!

Rzeczywiście, po dwusetnym poziomie stało się coś niesamowitego. Prostokąt rozbłysnął gwałtownie kolorami tęczy, zadrżał, znów błysnął, a w końcu – wciągnął Dudusia do środka! Młoda kapibara była przerażona, bo nagle, w jednej chwili, znalazła się w zupełnie innym miejscu! 

Duduś nie był już w dżungli. Otaczały go powykręcane, wielkie drzewa i szare skały, a kamienista ścieżka prowadziła do stojącego nieopodal zamczyska z wejściem w kształcie wielkiej, kamiennej trupiej czachy, w której pustych oczodołach płonął ogień. Dudusiowi wszystko to wydawało się znajome. Zadrżał, gdy zdał sobie sprawę z tego, że stojące przed nim posępne zamczysko to zamek Pancernego Rycerza siejącego terror w krainie Gry. Czyżby Dudusia czekał ostatni etap Gry – pokonanie jej najpotężniejszego wojownika? 

– Bardzo przepraszam – sapnął Duduś sam do siebie. – Pomysł aby nie w zabawie, ale w walce na serio mała kapibara miała pokonać Pancernego Rycerza wydaje mi się nieco zwariowany! Od kiedy to kapibary walczą z rycerzami? Od kiedy walczą z kimkolwiek? 

Mówiąc to Duduś ruszył przed siebie, wiedział bowiem, że nie ma innej drogi i musi iść do przodu. Stanie w miejscu w Grze nie miało przecież sensu. 

– Kto śmie zakłócać spokój wielkiego, potężnego, straszliwego w boju, niezwykle dzielnego i krwiożerczego, Pancernego Rycerza? – ryknął niezbyt miły głos w chwili, gdy Duduś zbliżył się do zamkowej bramy, znajdującej się w paszczy ogromnej czachy. Kapibara rozejrzała się, szukając źródła tych słów, jednak nie widziała nikogo w pobliżu. 

– To ja, Duduś! – krzyknął Duduś. – Nie przyszedłem nic nikomu zakłócać. Po prostu coś mnie tu wciągnęło, a ścieżka prowadziła tylko do zamku. Chętnie bym ominął to miejsce, gdybym miał taką możliwość. 

– Musisz być niezwykle mężnym wojownikiem, jeśli udało ci się dojść aż tutaj. Pewnie pokonałeś po drodze wielu wrogów? – odrzekł głos i Duduś miał wrażenie, że usłyszał w nim nutkę strachu. 

– Trudno powiedzieć – odparł Duduś, który faktycznie nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie. – W Grze byłem Dudusiem Potężnym, wojownikiem dwusetnego poziomu. Ale tak naprawdę, to jestem po prostu zwykłą, małą kapibarą.

– Wszyscy tak mówicie. Mały, zwykły jaguar. Mały, zwykły kajman. Mała kapibara – rzekł głos z czachy. – A potem chcecie mnie, to znaczy Pancernego Rycerza, sprać na kwaśne jabłko! Niestety, zgodnie z prawem Gry muszę cię wpuścić, Dudusiu Potężny. Masz dwusetny poziom. Wiedz, że czeka cię straszliwa walka na śmierć i życie. 

Skrzypiąc, wrota do zamku otwarły się. 

– Zaraz, zaraz – krzyknął Duduś. – Czy ja dobrze słyszałem? Był tu mały jaguar i mały kajman?

– Owszem. Nie dali jednak rady rozmyślnym pułapkom, w które wpadli znienacka! – rzekł głos Pancernego Rycerza. – Poza tym, tu nie ma tak naprawdę żadnych pułapek i nie masz się czego obawiać – dodał po chwili namysłu. 

Duduś ruszył w głąb zamczyska. Jego kroki i fukanie (był nieco przestraszony) odbijały się echem od kamiennych ścian i posadzki, tu i ówdzie rozświetlonych blaskiem pochodni. W pewnym momencie stało się coś, co dość często zdarza się w starych, złowrogich zamczyskach, jednak nie zdarzyło się wcześniej żadnej kapibarze, bo te nie odwiedzają tego typu miejsc. Jeden z kamieni, na które nastąpił Duduś poruszył się, uruchamiając jakiś mechanizm. Zwierzak zastygł w bezruchu i zaczął nasłuchiwać, co można było poznać po tym, że jego uszka zaczęły się ruszać bardzo szybko. 

Nagle, zatrzęsła się podłoga i Duduś usłyszał za sobą straszny hałas! Obejrzał się szybko i zobaczył, że jego kierunku turla się wielka, kamienna kula. Była tak ogromna, że wypełniała sobą całą szerokość korytarza i jedyną drogą ratunku przed zgnieceniem była dla małej kapibary ucieczka do przodu. “Jestem kiepskim biegaczem, bo trzęsie mi się zadek, gdy biegnę”, pomyślał Duduś, mimo to ruszył pędem przed siebie. Okazało się jednak, że w sytuacji zagrożenia, kapibary potrafią biec niezwykle szybko, choć mają dość krótkie łapki i faktycznie ich zadki zabawnie podskakują. Galopując przez zamkowy korytarz, Duduś dawał z siebie wszystko. Zdawało mu się, że zaraz kamienna kula przeturla się po nim i zamieni go w placek, jednak w ostatniej chwili dobiegł do pnących się w górę schodów, wskoczył na nie jednym susem, zerknął za siebie i zauważył z ulgą, jak kula z łoskotem zatrzymała się na kamiennych stopniach. “Chyba jednak nie jestem aż tak kiepskim biegaczem”, pomyślał Duduś. 

Wspinaczka po zamkowych schodach była dość nudna. Schody wciąż skręcały w lewo i Duduś miał wrażenie, że kręci się w kółko. Czuł jednak, że z każdym stopniem jest coraz wyżej, doszedł więc do wniosku, że zapewne wchodzi na górę jakiejś wieży. 

Po stanowczo zbyt długiej wspinaczce, Duduś stanął u szczytu schodów. Był bardzo zmęczony, co można było poznać po fukaniu i prychaniu, które wydobywało się z jego pyszczka.

– Bardzo przepraszam, ale od kiedy zmuszanie kogoś do ucieczki przed wielką kulą, a potem jeszcze wspinaczki po milionie schodów jest fajne? – wysapał, z trudem łapiąc powietrze.

Gdy doszedł do siebie, zdał sobie sprawę, że jego łapki są mokre. Natychmiast rozejrzał się czujnie i okazało się, że stoi w wejściu do ogromnej, zalanej wodą komnaty, na końcu której widać było kolejne, prowadzące w górę schody. Aby się do nich dostać, Duduś musiał przepłynąć na drugą stronę, co nie było specjalnie wielkim problemem, bowiem mimo, iż nie pływają po mistrzowsku, kapibary bardzo lubią wodę. Jednak gdy szykował się do wykonania specjalnego, kapibarzego skoku do wody (żadne inne zwierzaki nie potrafią wskoczyć do wody w takim stylu), wydało mu się, że widzi w niej coś podejrzanego: ciemny, podłużny kształt poruszający się niczym cień pod taflą wody. “To pewnie anakonda”, pomyślał Duduś, a jego uszka znów poruszyły się niespokojnie. “Anakondy polują w wodzie, a ja pływam jak oferma, złapie mnie i ściśnie tak mocno, że będę wyglądał jak poturbowana parówka”, zmartwił się zwierzak, co można było poznać po opadających wąsikach.

Po kilku minutach, wąż na szczęście wypłynął na powierzchnię wody, wysunął kilka razy rozdwojony język, po czym zamknął oczy. Duduś nie był pewien, czy aby na pewno właśnie tak wyglądają śpiące anakondy, postanowił jednak zaryzykować, bo miał już trochę dość siedzenia w Grze, poza tym chciał odnaleźć swoich kolegów. Zamiast w kapibarzym stylu wskoczyć do wody, zanurzył się w niej powoli i zaczął ostrożnie przebierać łapkami. Płynął bardzo cicho i wyglądało na to, że przepłynie obok ogromnej anakondy niezauważony. Niestety, gdy Duduś mijał śpiącego węża, z pyska gada wysunął się na chwilę długi, podwójny język, a po chwili, otworzyło się także jedno z jego żółtych oczu. “Udawała, że śpi! Zaraz ściśnie mnie jak parówkę!”, pomyślał Duduś i ta właśnie myśl sprawiła, że ogromnie przyspieszył. Pędził jak mała futrzasta motorówka z wąsikami, a tuż za nim płynął wielki wodny wąż. A gdy straszny gad już miał dopaść małą kapibarę, ta dopłynęła do kolejnych schodów i szybko wspięła się po nich, prychając i otrzepując futerko z wody. Anakondy nie potrafią wchodzić po schodach, więc Duduś był już bezpieczny. 

– Bardzo przepraszam, bo może o czymś nie wiem – rzekł sam do siebie – ale jeśli ktoś uważa, że zmuszanie kogoś do kąpieli z anakondą jest fajne, to się grubo myli! 

Po niebezpiecznej przygodzie z wężem, Duduś kontynuował podróż na szczyt wieży, który musiał być już blisko. I rzeczywiście – po chwili wspinaczki krętymi schodami kapibara dotarła do ogromnej, okrągłej sali tronowej. Pomieszczenie było niesamowite – jego okna zrobione były z milionów kawałeczków kolorowego szkła poukładanego w świetliste obrazy, przedstawiające sceny z bitew i walk. Pośrodku sali stał wielki stół (chyba ktoś właśnie jadł obiad, bo stół był zastawiony pysznościami, na widok których Dudusiowi zaburczało w brzuchu). Przy stole siedzieli jaguar Kacper i kajman Mariusz. Zwierzaki nie wyglądały na zadowolone, co można było poznać po opadających wąsikach, ogonkach i uszkach. Co rzuciło się w oczy Dudusia to fakt, że jego koledzy nie wyglądali najlepiej. Kajman Mariusz był dość mocno spłaszczony i wyglądał, jakby przeturlało się po nim coś ciężkiego, przerabiając go na placek. Jaguar Kacper z kolei, sprawiał wrażenie, jakby ktoś go bardzo mocno ścisnął; Dudusiowi przywodził na myśl poturbowaną parówkę. W sali znajdowała się jeszcze jedna ważna rzecz. Ogromny, stojący na podwyższeniu tron, na szczycie którego siedział odziany w niesamowitą zbroję pancernik. 

– Witaj, Dudusiu – rzekło zwierzę. – Jestem wspaniały pancernik Euzebiusz, Pancerny Rycerz, najpotężniejszy wojownik tej krainy. Walka z tobą będzie dla mnie wielkim zaszczytem, udowodniłeś jak sprawnym i przebiegłym jesteś zwierzakiem tak świetnie radząc sobie z moimi pułapkami. 

– Przepraszam bardzo, bo może coś mi umknęło – odrzekł Duduś. – Ale od kiedy zwierzaki które gnębią inne zwierzaki są wspaniałe? 

– Cóż, no więc, jakby to powiedzieć, chyba trochę przesadzasz Dudusiu – wymamrotał niepewnym głosem Euzebiusz drapiąc się po głowie pancerną rękawicą.

– Znowu musiało mnie coś ominąć, więc bardzo przepraszam – odparła kapibara. – Bo od kiedy to rozgniatanie kogoś na naleśniki albo ściskanie jak parówkę nie jest gnębieniem? 

– Jesteś strasznie gadatliwy jak na wojowniczą kapibarę – prychnął pancernik. 

– Tak naprawdę, to nie jestem zbyt wojowniczy – fuknął Duduś. – Zagrałem w grę, bo czuję się w niej potężny, a naprawdę to taki wcale nie jestem. 

– Doskonale cię rozumiem, wielgaśny gryzoniu. Jako pancernik, tam, w naszej dżungli też nie czułem się poważany, inne zwierzaki mówiły mi, że mam zakuty łebek. Dzięki grze poczułem się silny. I teraz jestem nie do pokonania!

Mówiąc to, pancernik Euzebiusz wstał z tronu. Chrzęszcząc swą niesamowitą zbroją, ruszył w dół po schodach, stawiając na nich ciężkie kroki. 

– Dudusiu, jesteś wielkim wojownikiem, sprawdźmy się w boju! Jeśli wygram – zostaniesz tu ze mną na zawsze. 

– A jeśli ja wygram, to co? – spytał pancernika Duduś. 

– Ha ha! – zaśmiał się tubalnie pancernik. – Jeśli wygrasz, to…

Niestety, w tej samej chwili zakuty w zbroję Euzebiusz potknął się, stracił równowagę i runął, obijając się o kolejne stopnie, by po chwili z łomotem grzmotnąć o kamienną posadzkę u stóp Dudusia. Zaskoczona kapibara oparła o leżącego na podłodze pancernika łapkę, chcąc sprawdzić, czy nic mu się nie stało. Wtedy, mimo iż Euzebiusz próbował to ukryć pod zasłoną swego hełmu, zauważyła, że zwierzak płacze. 

– Czy coś cię boli, Euzebiuszu? – zapytał Duduś. – Złamałeś coś sobie? Groźnie wyglądał ten twój upadek. 

Przez pewien czas Euzebiusz nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa, a jedynie smarknięcia, prychnięcia i pojękiwania. 

– Dudusiu, wygląda na to, że pokonałeś pancernika Euzebiusza, najpotężniejszego bohatera Gry! – krzyknęli wyglądający jak placek kajman Mariusz i wyglądający jak poturbowana parówka jaguar Kacper. 

– Nie wiem, czy to była walka zgodna z regułami, ale czuję się bardzo pokonany. Poddaję się Dudusiu! – oświadczył pancernik wciągając gile. – Jestem beznadziejny, do niczego się nie nadaję, nie potrafię nawet pokonać kapibary! – wykrzyknął i znów zaniósł się płaczem. 

– Euzebiuszu, nie jesteś beznadziejny – powiedział Duduś. – Ja też tak myślałem o sobie, ale już tak nie uważam. Może i nie jestem najlepszy w pływaniu, czy bieganiu, lecz umiem jedno i drugie, dzięki czemu udało mi się pokonać twoje pułapki. Wydaje mi się, że warto umieć robić różne fajne rzeczy, bo robienie bardzo dobrze tylko jednej to czasem trochę za mało.

– To prawda – dodał kajman Mariusz, który wciąż był w nienajlepszym stanie. – Gdybym umiał biegać jak Duduś, kamienna kula nie zamieniłaby mnie w naleśnik!

– A ja, gdybym umiał pływać jak Duduś, uniknąłbym poturbowania przez anakondę! – dodał jaguar Kacper. 

– Euzebiuszu, z pewnością jesteś super i potrafisz robić wiele ciekawych rzeczy! Przecież pancerniki to bardzo fajne zwierzęta i nie muszą nikogo pokonywać, żeby to udowodnić – dodał Duduś, chcąc poprawić humor zapłakanego pancernika. 

A potem zrobił coś, co instynktownie robią czasem kapibary. Przytulił Euzebiusza. Po chwili zwierzak przestał płakać, a jego wąsiki i uszka uniosły się nieco. 

– A będziecie mnie lubić, jak wrócę do dżungli i znów stanę się zwyczajnym pancernikiem? 

– Pewnie! – parsknął Duduś. – I możesz zacząć chodzić z nami do szkoły! 

Mówiąc to, Duduś jeszcze bardziej przytulił pancernika Euzebiusza. 

– Teraz, to zrobiło się trochę krępująco – rzekł Euzebiusz. – Ja stąd spadam – dodał, wstając z posadzki, po czym otworzył niesamowity portal, za pomocą którego wszystkie cztery zwierzaki wydostały się z Gry znajdującej się w czarnym prostokącie. 

 

Następnego dnia w szkole, Duduś oraz wyglądający już normalnie kajman Mariusz i jaguar Kacper opowiadali innym zwierzakom swoje dramatyczne przygody ze świata Gry. Przedstawili im także nieco zawstydzonego Euzebiusza, który od razu zapewnił nowe koleżanki i kolegów, że nie zamierza z nikim walczyć.

– Dudusiu, ale z ciebie świetny pływak! – rzekły z podziwem kajmany po wysłuchaniu opowieści.

– Dudusiu, może i trzęsie ci się zadek podczas biegu, ale biegasz bardzo szybko! – dodały jaguary.

– Czego cię nauczyła ta przygoda, Dudusiu? – pytały z zainteresowaniem lamy. 

– Cóż – odparł zakłopotany Duduś. – Że anakondy nieźle udają, że śpią?

– To ciekawe – rzekły lamy. – A może coś o samym sobie?

– Tak. Nauczyłem się, żeby nie za bardzo się przejmować tym, że czasem ktoś się ze mnie wyśmiewa. Trzęsę zadkiem biegnąc i pływam trochę jak fafuła, bo jestem kapibarą. Ale nawet, jeśli wygląda to zabawnie, to wiem, że robię to dobrze. Kapibary to najpotężniejsze gryzonie, które potrafią wiele, czasem nawet więcej niż inne zwierzaki. Na przykład – świetnie przytulamy.

– Jesteś bardzo mądrym gryzoniem – rzekły z uznaniem w głosie lamy.

– Ale może już lepiej nikogo nie przytulaj, bo to bardzo krępujące – dodał Euzebiusz.

– Ale i tak najlepiej, to radzisz sobie jako punkt widokowy – dodał starzyk Olgierd. 

 

Koniec

Komentarze

Przyznam, że opowiadanie przeczytałem z wielką przyjemnością, więc nic dziwnego, że dzieciom się podoba, bo ciut starszym również ;) Fajnie przedstawiony ten świat przeróżnych zwierzaków w szkołach i rozwiązanie tajemnicy wciągającego do gry telefonu. Sympatyczny morał. Utożsamiłem się z tym Dudusiem ;D Bardzo szybko i sprawnie się czytało. Sam czasami oglądam bajki z młodszym rodzeństwem, więc i tu zawitałem! Nie żałuję! 

Pozdrawiam!

Przyjemna bajka. Nie dziwię się, że dzieciom się podoba. Technicznie bardzo dobrze, w bajkowym stylu, ale o to chodziło, więc jest ok. Tempo dobre, bohaterowie ciekawi, morał jest. Zasługuje na bibliotekę.

Cześć!

Bajeczka wielce przyjemna. Dorosłemu też może sprawić przyjemność, choć całość jak i morał nieco oklepane. Przynajmniej w moim odczuciu. Już po pierwszych zdaniach wiadomo, jaki będzie morał, i że kapibar odnajdzie swoją wartość. Patrząc jednak z perspektywy tekstu dla dzieci można przymknąć na to oko :)

No a co ja wyniosłem z tej przygody?

Bądź jak lamy, czytaj książki! Wtedy nie spotka cię nic złego :)

Pozdrawiam!

 

Nie przepadam za bajkami dla dzieci, ale historia Dudusia i jego przyjaciół spodobała mi się bardzo, albowiem w niemal niezauważalny sposób nie tylko bawi, ale i uczy, a także dlatego, że pomimo dość jasnego morału, udało Ci się nie wykładać kawy na ławę.

Nie dziwię się, że opowiadanie przypadło dzieciom do gustu. ;)

 

a po­zo­sta­łe ja­gu­ary na­stro­szy­ły cęt­ko­wa­ne futro. ―> Czy wszystkie jaguary miały jedno futro?

 

Potem, bez za­siadł do lek­cji, które od­ro­bił tak bły­ska­wicz­nie… ―> Czegoś tu brakuje.

 

Dla Du­du­sia wszyst­ko to wy­da­wa­ło się zna­jo­me. ―> Du­du­siowi wszyst­ko to wy­da­wa­ło się zna­jo­me.

 

obej­rzał się za sie­bie i zo­ba­czył… ―> Masło maślane – czy można obejrzeć się przed siebie?

Proponuję: …obej­rzał się i zo­ba­czył… Lub: …spojrzał za sie­bie i zo­ba­czył

 

Ogrom­ny, sto­ją­cy na pod­wyż­sze­niu tron, na szczy­cie któ­re­go sie­dział… ―> Co to znaczy siedzieć na szczycie tronu? Gdzie tron ma szczyt?

 

– Za­gra­łem w grę, bo czuje się w niej po­tęż­ny… ―> Literówka.

 

– Nie wiem, czy to była walka zgod­na z re­gu­ła­mi, ale czuję się bar­dzo po­ko­na­ny. – Pod­da­ję się Du­du­siu! – oświad­czył pan­cer­nik… ―> W wypowiedź Euzebiusza wkradła się zbędna półpauza.

 

Po chwi­li zwie­rzak prze­stał pła­kać, a na jego wą­si­ki i uszka unio­sły się nieco. ―> A tu mamy lekki nadmiar.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, mili czytacze! Reg, oczywiście poprawię wszystko.

Straszną mam radochę, że Wam się to podoba :))

Cieszę się Twoją radością, Łosiocie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bajka dla dzieci i dla dorosłych, bo mimo iż bajki to nie moja ulubiona kategoria i dzieckiem już dawno nie jestem :), Twoją bajkę przeczytałam z przyjemnością i bardzo polubiłam Dudusia. Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek :) 

Bajeczka bardzo bardzo. :)

Milusia taka, no no no!

Kliczek malusi!

;)

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Aj ti ti Katio, aj ti libaku, dzieki baldzio :P

Bajeczka z morałem, a nawet dwoma, bo nie siedź z nosem w komórce też mi się nasuwa. Doskonale napisane, nie dziwię się, że dzieciom się podobało. Mnie się też podobało, choć targetem dawno nie jestem.

Ostatni kliczek ode mnie. :)

Sympatyczny tekst, który dobrze się czytało. Ujęła mnie historia Dudusia i jego problemy. Zgłaszałabym opowiadanie do biblioteki, ale inni mnie ubiegli. Nie wszystkie wątki odebrałam jako bajkowe, problem komórek i gier u dzieci jest, niestety, bardzo realistyczny. Kończę, idę oderwać syna od smartfona ;)

Irko, ANDO, dzięki! W sumie, to bardziej mi chodziło w tej bajce właśnie o smartfony i gry, to miał być morał A. Morał o znalezieniu własnej wartości miał być morałem B. Smartfonoza wśród dzieci jest straszna, ja na razie mojej dwójce drastycznie ograniczam dostęp ale to też nie jest dobra droga, trzeba znaleźć jakiś złoty środek.

Bardzo sympatyczna bajka z życia południowoamerykańskiej fauny.

Dlatego cały czas się zastanawiam, i wpadam od tego już w głęboką prostrację, CO TAM ROBI (poza kupą) HIPOPOTAM???

;)

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Nikolzollern, dzieki za przeczytanie bajki i dobre słowo. 

rrybaku – brawo za czujność. Odpowiedź brzmi: handlował narkotykami

Bardzo ciepła i sympatyczna bajka.

Ze wszystkich proponowanych morałów chyba najbardziej podoba mi się ten Realuca. ;-) Ale i z Autorskimi nie zamierzam dyskutować.

Dzieci mojego rodzeństwa pękają ze śmiechu, kiedy werbalizuję stosunek do własnego smarkfona (a nie lubię dziada!). Może kiedyś zrozumieją. A może dla tego pokolenia to już będzie uzależnienie jak od cukru – wiadomo, że szkodliwa zaraza, ale tak dobrze robi człowiekowi na poziomie instynktów!

Babska logika rządzi!

Fajna, fajna, fajna!

Obrazowa, ciepła, ciekawa z wieloma morałami.

Poczułam się jak duże dziecko :D

Dobrze się czyta tę bajkę. Ciepła, sympatyczna. Morał nawet polubiłem, choć średnio mi odpowiada. Tak więc tekst na plus, choć koneserem dziecięcych koncertów fajerwerków nie jestem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej Finklo, aryo, NoWhereManie, super, że wpadliście, dzięki za lekturę! 

 

Nowa Fantastyka