- Opowiadanie: NearDeath - Po drugiej stronie lady

Po drugiej stronie lady

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Po drugiej stronie lady

Był mroźny wieczór, a z granatowego nieba padały płatki śniegu, które zasypywały nasze niewielkie miasteczko. Szłam u boku młodszego braciszka, rozglądając się dookoła.

‒ Gdzie ona może być? ‒ spytałam, lecz zdawałam sobie sprawę, że nie dostanę odpowiedzi.

‒ Mówiła, że idzie do miasta. Pewnie chciała kupić nam jakieś prezenty. Jutro są święta ‒ odrzekł Cyprian po chwili namysłu. ‒ Myślisz, że dostanę te klocki Lego?

‒ Nie liczyłabym na to. Babcia bardzo się stara, ale wiesz, że nie ma zbyt dużo pieniędzy. ‒ Chwyciłam brata za rękę, przeprowadzając go na drugą stronę ulicy, upewniwszy się, że żaden samochód nie zmierza w naszym kierunku.

‒ Masz piętnaście lat, a zachowujesz się jak babcia! ‒ zaprotestował Cyprian, wyrywając rękę z mojej dłoni. ‒ Nie rób tak, bo szybko będziesz wyglądać tak jak ona.

Odpowiedziałam głośnym westchnięciem. Nie chciałam się kłócić z bratem… nie dzień przed Wigilią. Poszliśmy więc dalej.

Mijaliśmy stare kamienice, dziwiąc się, że nikt oprócz nas tędy nie przechodzi. W okresie przedświątecznym wyglądało to zupełnie inaczej. Tymczasem, supermarkety, sklepy z zabawkami czy kawiarnie były pozamykane. W tym roku nie odbył się świąteczny jarmark dla mieszkańców naszego małego miasteczka… Dlaczego?

‒ Ale pusto… no żadnej żywej duszy ‒ oznajmiłam, rozglądając się po ulicach pokrytych grubą warstwą śniegu.

‒ Nie wiem, po co w ogóle szliśmy tu taki kawał drogi. Babcia po prostu szuka jakiegoś otwartego sklepu.

‒ Jest tu w ogóle taki? Babcia miała wrócić dwie godziny temu. Zaczynam się o nią martwić…

‒ O, tam! ‒ krzyknął Cyprian, wyciągając rękę przed siebie.

Przez chwilę myślałam, że mój brat zauważył babcię, lecz on dostrzegł coś zupełnie innego.

‒ Może tam jest? ‒ zapytał, zatrzymując się przed wystawą sklepu jubilerskiego.

Na szklanych drzwiach wisiała tabliczka, na której było napisane:

 

LIKWIDACJA SKLEPU

ZŁOTO ZA DARMO

NIE WIERZYSZ?

ZAJRZYJ DO ŚRODKA

 

Zaciekawił mnie ten napis. Nigdy nie odwiedziłam tego miejsca, gdyż sklep był ponoć bardzo drogi, a teraz? Sprzedawca miał zamiar rozdawać złoto przypadkowym ludziom? Niemożliwe.

‒ Babci tu nie ma ‒ powiedział Cyprian, przyglądając się wnętrzu sklepu przez przeźroczyste drzwi.

‒ Ale może ją widział, zapytajmy.

Chwyciłam klamkę, a kiedy weszliśmy, rozległ się dźwięk dzwoneczka, a po nim rozbrzmiała wesoła, rytmiczna piosenka śpiewana przez dziecięcy chór.

 

Hej, witam was!

Jakże dobry jest Pan Bag!

Wszyscy uśmiechniętych widzą nas!

Niech pogodny nadejdzie czas!

Bo dziś z nami jest Pan Bag!

 

Uśmiechnęłam się do Cypriana, po czym zamknęłam za nami drzwi. W pomieszczeniu unosił się zapach starego drewna, zmieszany ze smrodem papierosowego dymu. Cyprian z szeroko otwartymi oczami przyglądał się opustoszałym szklanym regałom. Muzyka rozbrzmiewała coraz głośniej, kiedy dostrzegłam chudą postać o długich, kruczoczarnych włosach, kołyszącą się na drewnianym krześle. Podeszłam bliżej, nie spuszczając wzroku z dziwnie wyglądającego mężczyzny, ubranego w białą koszulę, na której widniały ciemnobrązowe plamy. Sprzedawca wymachiwał długimi rękoma w rytm wesołej piosenki. Siedział po drugiej stronie lady, lecz nic dziwnego, że nie zauważył mnie i pałętającego się po sklepie Cypriana, gdyż miał zamknięte oczy.

‒ Dobry wieczór! ‒ wręcz krzyknęłam.

Chudy mężczyzna wzdrygnął się, po czym błyskawicznie wyłączył muzykę, naciskając przycisk w laptopie leżącym na drewnianym stoliczku.

‒ Najmocniej przepraszam. ‒ Mężczyzna wstał z krzesła, wyciągając ku mnie dużą dłoń. ‒ Już traciłem wszelkie nadzieje… ‒ wypowiedział to zdanie bardzo ciepłym tonem.

‒ Słucham? ‒ zapytałam zdziwiona, odwzajemniając jego silny uścisk dłoni.

‒ Otóż… jest to ostatni dzień… ‒ Wysoki mężczyzna schylił się pod staro wyglądającą ladę. ‒ W którym możecie mnie zobaczyć.

‒ Na tabliczce… ‒ odezwał się Cyprian.

‒ Już, już… już ‒ przerwał mu sprzedawca, po czym wyprostował się i położył na brązową ladę dwa złote zegarki. ‒ To wszystko, co mam ‒ oznajmił, wyszczerzając przy tym krzywe, pożółkłe zęby.

‒ Czyli to prawda? Możemy wziąć je… za darmo?

‒ Ależ oczywiście, mój najmilszy przyjacielu. Czekały specjalnie na was. Nawet nie wiecie, jakie macie szczęście, że nikt ich wam nie sprzątnął sprzed nosa. Ludzie wyrywali sobie z rąk biżuterię, złote monety, no i zegarki rzecz jasna. Całe miasto się zleciało, a ten podarunek jest specjalnie dla was, więc… wesołych świąt, moi mili.

Zegarki, które podarował nam sprzedawca, zdawały się wyglądać na bardzo drogie. Dziwne, a zarazem fascynujące było w nich to, że nad samą śnieżnobiałą tarczą znajdował się malutki krwistoczerwony kamień. Sympatyczny mężczyzna pomógł nam założyć zegarki na nasze drobne nadgarstki. Złota bransoleta idealnie pasowała do mojej ręki.

‒ Zostały tylko te… ‒ westchnął sprzedawca, wracając na miejsce za ladą sięgającą mi prawie do klatki piersiowej. ‒ Inni mieszkańcy wzięliby nawet i dziecięce zegarki, by móc je później sprzedać, lecz wiedziałem, że znajdą się dzieci, które chętnie chciałyby dostać taki prezent. ‒ Uśmiechnął się, stukając palcami o potężną ladę. 

Przez to wszystko kompletnie zapomnieliśmy o naszej babci. Kiedy podziękowaliśmy za kosztowny podarunek i skierowaliśmy się w stronę wyjścia, mężczyzna głośno zawołał:

‒ Stop!

Odwróciłam się w jego stronę, nim zdążyłam dotknąć klamki drzwi. Mężczyzna przywołał nas machnięciem ręki. Jego mina zdradzała rozczarowanie naszym zachowaniem. Nie pytając o nic, podeszliśmy do lady.

‒ Jest pewien warunek ‒ oznajmił stanowczym tonem. ‒ Że też nie powiedziałem wam tego wcześniej… bałwan ze mnie. ‒ Sprzedawca klepnął się w czoło. ‒ Czasem myślę, że świat dorosłych to świat pełen bałwanów, bo kto likwidowałby sklep, rozdając cały swój dorobek? ‒ Zaśmiał się głośno, podwijając rękawy brudnej koszuli ‒ Jak macie na imię?

‒ Alicja.

‒ Cyprian.

Sprzedawca zagwizdał, wyciągając palec wskazujący w moją stronę.

‒ Panna Alicja nie jest już takim dzieckiem. ‒ Pokiwał palcem ‒ Ile lat masz, dziewczyno?

‒ Piętnaście.

Mężczyzna skrzywił się, mówiąc:

‒ Musisz oddać mój zegarek.

Kompletnie nie wiedziałam, co mam na te słowa odpowiedzieć. Nastała cisza, którą po krótkiej chwili przerwał sprzedawca.

‒ Jest popsuty.

Spojrzałam na zegarek. Dłuższa wskazówka poruszała się płynnie w stronę krótszej. Wszystko wydawało się być w porządku.

‒ Ale… przecież działa.

‒ Ale bateria niedługo przestanie działać.

‒ Czy nie można jej wymienić?

‒ U kogo? Przecież mnie już tu nie będzie?

Poczułam się tak niezręcznie, że zamierzałam ściągnąć podarowany mi zegarek, lecz w tej właśnie chwili mężczyzna parsknął śmiechem, uderzając przy tym dłonią o ladę.

‒ Ale miałaś minę! Oczywiście możesz sobie go zatrzymać. ‒ Sprzedawca zachichotał, a następnie schylił się pod ladę, mówiąc: ‒ Odwróćcie się… jednak mam coś jeszcze.

Mimo że wydawało się to dziwne, zrobiliśmy to, co nam kazał.

‒ Ciekawe, co jeszcze dostaniemy ‒ wyszeptał zniecierpliwiony Cyprian.

‒ Cześć ‒ usłyszeliśmy cienki, piskliwy głosik.

Odwróciliśmy się natychmiast, a to, co zobaczyliśmy, sprawiło, że wybuchnęliśmy śmiechem.

‒ No cześć, mały misiu. ‒ Parsknął śmiechem Cyprian, widząc brązową pacynkę wyłaniającą się zza lady.

‒ Ile masz lat, chłopczyku?

‒ Dziewięć… chyba już to mówiłem ‒ odpowiedział Cyprian.

‒ Zazdroszczę ci. Tak bardzo chciałbym mieć z powrotem tyle lat co ty. ‒ Zachichotał sprzedawca, zginając pacynkę wpół. ‒ Jak to jest być takim małym chłopcem?

‒ Nie jestem mały ‒ zaprotestował oburzonym tonem Cyprian.

‒ Nie? To poczekaj. ‒ Pacynka zniknęła z naszego pola widzenia, po czym ponownie wyłoniła się zza lady, trzymając paczkę papierosów między swoimi futrzanymi łapkami.

Przyglądałam się tej jakże dziwnej sytuacji, będąc do końca przekonana, że sprzedawca klęczący pod ladą stroi sobie z nas żarty.

‒ Podejdź, chłopczyku ‒ wyszeptał.

Cyprian podszedł do wystającej zza lady pacynki i nieśmiało wyjął jednego papierosa z otwartego pudełka.

Mężczyzna zachichotał, a ja zaprotestowałam:

‒ Ej! Pan żartował.

Cyprian przewrócił oczami, a następnie próbował wsunąć zgarniętego papierosa z powrotem do prostokątnej paczki, lecz za każdym razem, kiedy próbował to zrobić, brązowa pacynka przesuwała się raz w lewo, raz w prawo po ladzie, utrudniając bratu wykonanie tego zadania.

‒ Schowaj do kieszonki… schowaj do kieszonki ‒ szeptał sprzedawca.

Jednak Cyprian odłożył papierosa na ladę, spod której w tym właśnie momencie wyłonił się sprzedawca. Zamiast pacynki, trzymał w dłoniach dwie brązowe babeczki z czekoladową posypką.

‒ Taki kolejny prezencik. ‒ Mężczyzna przesunął po ladzie wypieki w śnieżnobiałej foremce.

‒ Super!

‒ Cyprian, dopiero jedliśmy kolację ‒ oznajmiłam, mając nadzieję, że mój brat nie weźmie czegoś do jedzenia od obcej osoby.

Oparty o ladę sprzedawca, spoglądał na mnie przeszywającym wzrokiem. Dopiero w tym momencie zauważyłam kilka cienkich blizn na jego kościstych policzkach.

Nastała niezręczna cisza. Po kilkunastu sekundach sprzedawca klasnął w dłonie i odezwał się rozradowanym głosem:

‒ Po kolacji najlepszy jest deser!

Cyprian szybko chwycił drobny podarunek, po czym ugryzł spory kęs pięknie pachnącej babeczki.

‒ O, jeny! Ale dobre!

‒ Dzieci uwielbiają słodycze, prawda, Alicjo? ‒ Mężczyzna wyszczerzył zęby, wpatrując się we mnie ciemnobrązowymi oczami.

Pokiwałam twierdząco głową, patrząc na zachwyconego smakiem słodyczy brata. Nowo poznany człowiek, zaczynał wzbudzać we mnie niepokój, który z każdą chwilą, stawał się coraz większy.

‒ Moja mama uwielbiała piec babeczki ‒ przemówił ciepłym, rozmarzonym głosem sprzedawca. ‒ Kiedy byłem małym dzieckiem, mamusia zawsze powtarzała, że uwielbia patrzeć, jak pulchniutki synek z okrągłą buźką rozsmakowuje się w jej wypiekach. Chłopczyk zajadał babeczki, a mama zjadała go wzrokiem, uśmiechając się przy tym czule. Byłem wtedy młodszy niż ty. ‒ Mężczyzna wskazał palcem Cypriana. ‒ I podobnie jak u ciebie, wygląd mojej gładkiej buźki, nie świadczył o tym, że moje dzieciństwo dobiegło końca. Pewnego dnia, kiedy byłem już nastolatkiem, mama weszła do pokoju i położyła talerz z czekoladowymi babeczkami na moim biurku. Łzy spłynęły po jej policzkach, gdy powiedziałem jej o tym, że już ich nie lubię. Mamusia zaczęła łkać, mówiąc, że mnie nie poznaje… że jej mały chłopiec uwielbiał babeczki. Wtedy powiedziałem: ‒ Nie jestem już dzieckiem, mamo. ‒ Zatrwożona mamusia pokręciła z niedowierzaniem głową… a w dłoni trzymała nóż. ‒ Sprzedawca przejechał palcami wzdłuż cienkich, podłużnych blizn widocznych na policzkach. ‒ Od tamtej chwili pozostałem małym, zawsze uśmiechniętym chłopcem, który uwielbia czekoladowe babeczki. ‒ Mężczyzna zaczął ocierać dłoń o poplamioną koszulę, a następnie schował się za ladą.

‒ Cyprian, idziemy. ‒ Chwyciłam brata za rękę.

‒ Ale…

‒ Idziemy.

‒ Chłopczyku! ‒ zawołał cienki, piskliwy głosik.

Spojrzałam na ladę, spod której wyłonił się brązowy miś, trzymający w łapkach malutki, niebieski samochodzik.

‒ Czy twoi rodzice lubią piec babeczki?

Pociągnęłam Cypriana za rękę, lecz on ani drgnął.

‒ Moi rodzice… nie żyją.

‒ Co im się stało? ‒ Brązowa pacynka położyła samochodzik na ladzie, po czym przesunęła go w stronę brata. ‒ Weź chłopczyku tylko powiedz mi, co się z nimi stało.

‒ Wypadek… samochodowy ‒ odpowiedział smutnym tonem.

‒ Cyprian, idziemy! ‒ krzyknęłam, szarpiąc go jeszcze mocniej.

Chwyciłam klamkę, a następnie siłowałam się z bratem, próbując wyprowadzić go ze sklepu. Było to trudne zadanie. Cyprian wydawał się bowiem pogrążony w jakimś dziwnym do opisania transie.

‒ Twoi rodzice byli niegrzeczni. Gdyby nie mieli samochodu, nadal mogliby piec babeczki. Gdybyś był tam razem z nimi, nigdy byśmy się nie spotkali. Dzieci codziennie giną w wypadkach samochodowych, bo mają bardzo niegrzecznych rodziców.

‒ Zamknij się! ‒ wrzasnęłam, przyciągając brata w stronę drzwi.

‒ Dzieci się tak nie odzywają! ‒ zawołał piskliwy głosik zza lady. ‒ Nie zjadłaś babeczki! ‒ Zaśmiał się głośno. ‒ Prezent nie należy do ciebie! Nie posłuchałaś Pana Baga! Nie zjadłaś babeczki!

W pewnej chwili poczułam, że nie uda mi się wyciągnąć brata ze sklepu.

‒ Zegarek nie sprawi ci radości! ‒ krzyczał mężczyzna wciąż schowany za ladą. ‒ Nie zasługujesz na ten zegarek! Nie jesteś już dzieckiem, ty stara suko! ‒ zachichotał.

‒ Idziemy, Cyprian! ‒ Szarpnęłam brata za rękaw kurtki, po czym pociągnęłam za klamkę.

‒ Bałwan… nic niewidzący bałwan… sklep jest pusty… ‒ Mężczyzna mówił śpiewnym tonem.

Kiedy zamknęłam za nami drzwi, głosy tego obłąkanego człowieka wreszcie ucichły.

‒ Musimy znaleźć babcię ‒ powiedziałam do Cypriana, który wyglądał, jakby dopiero wybudził się z głębokiego snu.

 

 

***

 

 

Z każdą kolejną sekundą, czułam, że na dworze robi się coraz mroźniej. Minęło już pół godziny od momentu, kiedy opuściliśmy sklep jubilerski. Byłam przekonana, że babci nie ma w domu. Ona nigdy się nie spóźniała. Coś musiało się stać. Do tego po mieście nie przechadzał się nikt, poza nami. W mojej głowie pojawiły się niepokojące myśli:

Co, jeśli babcia weszła do sklepu jubilerskiego? Czy ten człowiek mógłby coś jej zrobić?

Chwilę po wyjściu ze sklepu zadzwoniłam na numer alarmowy ‒ nikt nie odebrał. Poszliśmy więc na komisariat policji ‒ nikogo tam nie było.

‒ Babcia nie ma telefonu… ‒ westchnął Cyprian.

‒ Znajdziemy ją. Musimy.

‒ Dzieje się coś dziwnego, Ala. ‒ Cyprian po raz pierwszy w życiu wyciągnął do mnie małą, czerwoną od zimna dłoń.

Szliśmy dalej, trzymając się za ręce, mijając starannie ulepione bałwany, które wyglądały bardzo zwyczajnie, oprócz jednego, małego szczegółu ‒ lśniących monet umiejscowionych nad podłużną marchewką.

‒ Skąd ich tu tyle? ‒ zdziwił się Cyprian, podchodząc do jednego z nich.

Udałam się za bratem, zauważając jakąś czarną reklamówkę leżącą obok bałwana.

‒ Co to takiego? ‒ Przykucnęłam, żeby zajrzeć do środka.

W pewnym momencie wydało mi się, że śnieżna, znacznie wyższa ode mnie figura wydobywa z siebie dźwięki przypominające świszczące oddychanie.

‒ Ala, czy ty to słyszysz?

‒ Cicho… ‒ Przyłożyłam palec do ust, nie mogąc oderwać wzroku od dwóch lśniących monet, które w tym położeniu wyglądały jak złote ślepia śnieżnego potwora. Po chwili podniosłam obsypaną śniegiem torebkę i wysypałam jej zawartość na grubą warstwę śniegu.

‒ Ala… przecież…

Prostokątne pudełko, na którym widniał obrazek szarego statku kosmicznego, leżało pod naszymi nogami.

‒ Przecież o to ją prosiłem, Ala! Mówiłem jej, żeby mi kupiła… ten zestaw!

Tuż przy pudełku, znajdowała się jeszcze piękna, jasnoniebieska sukienka.

‒ Co tu się dzieje, do cholery!

‒ Ala! Tam jest ich więcej! ‒ Cyprian wyciągnął rękę przed siebie, wskazując palcem rzędy starannie ulepionych bałwanów. Każdy z nich wyglądał podobnie. Różniły się tylko tym, że jedne były większe, a drugie mniejsze, no i każde z nich posiadały te dwie złote monety z czerwonym kamieniem pośrodku.

Spojrzałam ponownie na bałwana, obok którego się znajdowaliśmy, lecz tym razem dostrzegłam coś innego.

‒ Tik… tak… ‒ Brązowy miś wyłonił się zza bałwana, machając do nas łapką.

‒ Boże! ‒ Cofnęłam się o kilka kroków, chwytając Cypriana za rękę.

W tym właśnie momencie, zza śnieżnej figury wyłoniła się chuda, wysoka postać mężczyzny w poplamionej koszuli i długich, czarnych, podziurawionych spodniach.

‒ Tak bardzo chciałbym się móc znowu bawić ‒ mówił płaczliwym tonem chowający się za wielkim bałwanem człowiek, którego poznaliśmy w sklepie jubilerskim.

‒ Tędy! ‒ krzyknęłam, pociągając brata za rękę.

Zaczęliśmy uciekać, mijając rzędy bałwanów.

 

 

***

 

 

‒ Ja nie chcę tam iść!

‒ Musimy! To najszybsza droga do domu. Nie mamy innego wyjścia ‒ mówiłam zdyszana, kierując się w stronę cmentarza.

‒ Minuta! ‒ Ryknął człowiek, który szedł za nami szybkim krokiem.‒ Oddaj zegarek, ty stara suko! On ci nie pomoże!

Przebiegliśmy przez cmentarną bramę, lecz po chwili stanęliśmy w miejscu zszokowani tym, co mieliśmy przed oczami.

‒ Ala! ‒ wrzasnął Cyprian, wykonując kilka kroków w tył.

Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, obserwując widok wielkich bałwanów umiejscowionych po każdej stronie cmentarza. Z oddali widziałam człowieka zbliżającego się w stronę głównej bramy. Odwróciłam się i dostrzegłam, że człowiek podążający za nami znajdował się już niedaleko wejścia na cmentarz.

‒ Musimy iść!

Przerażony Cyprian chwycił mnie za rękę. W tym właśnie momencie zza jednym z niezliczonej ilości bałwanów wyłonił się chłopiec w śnieżnobiałej kurtce.

‒ Pobawimy się? ‒ zapytał, schylając się ku ziemi.

Spojrzałam za siebie. Wychudły człowiek stał w odległości może dziesięciu metrów za plecami Cypriana.

‒ Pan Bag uwielbia się bawić. ‒ zachichotał chłopiec, lepiąc śnieżną kulkę w drobnych dłoniach.

‒ Ala! ‒ Cyprian szarpnął mnie za rękę.

 Zaczęliśmy biec przed siebie.

‒ Pan Bag uwielbia się bawić ‒ powtórzył rozradowany dzieciak, rzucając kulkę w naszą stronę.

W tej właśnie chwili zza kilkudziesięciu bałwanów wyłoniły się twarze chłopców i dziewczynek, które patrzyły na nas, szeroko się przy tym uśmiechając.

‒ Trzy! ‒ wrzasnął sprzedawca, idący na tyle szybko, że ciężko było się od niego oddalić na większą odległość.

W tej chwili myślałam, że już nigdy nie uciekniemy z tego przeklętego miejsca.

‒ Dwa!

Zza bałwanów zaczęły wychylać się kolejne dzieci, które zaczęły rzucać we mnie śnieżkami. 

‒ Nie! Tylko nie to! ‒ krzyknęłam widząc jaskrawe, czerwone światło, wyłaniające się spod rękawów kurtek niepokojąco wyglądających dzieci.

‒ Jeden!

Szarpnęłam brata za rękę, po czym ściągnęłam jego zegarek i rzuciłam go na ziemię. To samo chciałam zrobić ze swoim, lecz w tym właśnie momencie zegarek zaświecił się na czerwono.

‒ Pan Bag uwielbia się bawić. ‒ Zachichotały dzieciaki.

Cyprian zaczął biec przed siebie, starając się wyminąć rzędy uśmiechniętych dzieciaków w kolorowych kurtkach. Wszystkie obrzucały go śnieżkami.

‒ Ala! ‒ krzyknął, lecz kiedy spojrzał w moją stronę, wrzasnął jeszcze głośniej.

Ja jednak nie mogłam ruszyć się z miejsca. Po krótkiej chwili Cyprian zniknął mi z pola widzenia. W tym momencie przed oczami miałam tłum śmiejących się dzieci, sporych rozmiarów bałwany i… długą marchewkę skierowaną w ich stronę. Poczułam przeszywający chłód.

‒ Dzieci już tak mają… ‒ Zaśmiał się mężczyzna, kładąc dłoń na mojej głowie. ‒ Uciekają z domów, ale zawsze wracają, kiedy robią się głodne ‒ wyszeptał, stojąc tuż za mną. ‒ On wróci… a gdy to się stanie, nakarmię go pachnącymi, świeżo upieczonymi babeczkami… tak. ‒ Zaklaskał. ‒ Takimi, jakie robiła moja mama. ‒ Wysoki mężczyzna stanął przede mną, wymachując zegarkiem, obsypanym cienką warstwą śniegu, a następnie przetarł jego tarczę jednym muśnięciem palca. Chwilę później odwrócił go w moją stronę i w tym właśnie momencie dostrzegłam, że obie wskazówki zatrzymały się na godzinie dziewiętnastej. ‒ Dziś już nikt nie będzie potrzebował zegarków… nikt, oprócz nas… ‒ Mężczyzna wskazał ręką śmiejący się tłum dzieci, ze złotymi zegarkami na nadgarstkach. ‒ A ty? Pozostaniesz tym, kim się stałaś. ‒ Zachichotał, wyciągając dłonie ku moim oczom.

Nagle zrobiło się ciemno. Nie widziałam już człowieka stojącego naprzeciw mnie, ani tłumu chichoczących dzieciaków, lecz mogłam usłyszeć dźwięk przypominający odgłos uderzających o siebie monet.

‒ Nie bój się ‒ wyszeptał po chwili mężczyzna. ‒ Nie musisz nas widzieć. 

Poczułam dziwny ucisk na głowie. 

‒ Jeden… dwa… trzy… i cztery… o tak!

Nie wiedziałam co się stało, ale w tym właśnie momencie usłyszałam swój płacz.

‒ Jak ty pięknie się uśmiechasz! Masz śliczny złoty uśmiech! ‒ wrzeszczał mężczyzna.

Zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej tylko potrafię.

‒ Magia Świąt! Nie bój się Alicjo… nie spędzisz ich sama ‒ Mężczyzna przemawiał śpiewnym tonem, kiedy tylko skończyłam krzyczeć. ‒ Zapewniam cię, że Cyprian chętnie zamieni z tobą kilka słów… bo przecież… na pewno masz mu wiele do powiedzenia. Są Święta! ‒ zachichotał. ‒ A twoją historię… będziesz opowiadać w nieskończoność… każdemu z nas… wyjątkowa Alicjo.

A więc… opowiadam.

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Zacne opowiadanie. Dobrze się czytało, a do tego trzymało w napięciu do samego końca. :)

 

Zatrwożona kobieta pokręciła z niedowierzaniem głową… trzymając w ręku nóż

Tego zdania kontekstowo nie rozumiem.

 

zza niezliczonej ilości bałwanów wyłonił się chłopiec w śnieżnobiałej kurtce.

 

Jeden zza kilku?

adam84 – Cieszę się, że się podobało, a co do tych zdań – delikatnie je zmieniłem :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

W pierwszym zdaniu chodziło mi o początek. Czemu nazwał matkę kobietą? No niby nią jest, ale w tym zdaniu to brzmi jakbyś przypadkowo połączył dialog z opisem.

 

– Mama pokręciła z niedowierzaniem głową… w ręku trzymała nóż.

 

Zatrwożona kobieta pokręciła z niedowierzaniem głową… trzymając w ręku nóż.

 

Widzisz, o co mi chodzi?

– adam84 – A to miałeś na myśli. Okej, taka mała poprawka poszła! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No, i teraz wiem o co chodzi. :)

Bardzo lubię Twoje horrory, są takie… spowite mgłą, trochę surrealistyczne, budzące niepokój. Tym razem zima, bałwany i straszny pan rozdający straszne zegarki, dobre. Widzę tu pewne elementy klasycznych horrorów, takie jak puste miasto, jubiler, który doświadczył krzywdy ze strony własnej matki, ale Twój horror ma coś, czego nie potrafię nazwać, co go wyróżnia :) Ode mnie biblioteczny kliczek.

Bardzo ciekawa opowieść, dość klimatyczna. Trochę mi się skojarzyła ze Sklepikiem Z Marzeniami Stephena Kinga. Mimo, że była dość długa to jakoś szybko się czytało, można się wciągnąć :)

Świetne opowiadanie. Podoba mi się ten mroczny, tajemniczy klimat, skrzywienie Pana Baga. To wszystko jest takie nieoczywiste i niebanalne. Jestem tylko ciekawa, co stało się z babcią, ale niedopowiedzenie pozostawia pole popisu wyobraźni czytelnika.

Mega! Tekst przeczytałem bez żadnych zgrzytów, gdzieniegdzie był (chyba) niepotrzebny przecinek, ale to teraz nieważne. Bardzo mi się podobało. Świetne budowanie napięcia, klimat, zdania zbudowane umiejętnie. Masz talent. :)

Tekst, jak na horror, nie jest szczególnie przerażający, ale ma to “coś”, co powinno mieć według mnie dobre opowiadanie z dowolnego gatunku – po przeczytaniu uznałem, że spędziłem czas przyjemnie.

Szaleństwo sprzedawcy jest pokazywane w odpowiednich dawkach, choć oczywiście od razu widać, że jest coś z nim nie tak. Zakończenie przykre, ale w sumie gdyby dzieci nie połakomiły się na “darmowe złoto” w postaci zegarków, być może spotkałby je inny los…

Pozdrawiam. :)

 

Poniżej wymienionym, bardzo dziękuję za miłe słowa! 

 

katia72 – Naprawdę bardzo się cieszę, że tak uważasz. Postaci narysowane na kartce papieru, wplatam najpierw do jakiegoś miejsca ( tu opuszczone miasteczko), a na końcu upycham je do skromnej fabuły, więc może stąd takie wrażenie :) Bez rysowania ciężko mi coś napisać. 

 

- dovio – Sklepik z marzeniami Kinga jeszcze nie czytałem. Ma on trochę książek i może przerobiłem jedną trzecią z nich :) 

 

fishandchips – Ja właśnie też lubię, kiedy w opowiadaniach (zwłaszcza w horrorach), pozostaje coś nie do końca oczywistego. Jeśli chodzi o babcię… można wyłapać coś, co nakieruje na rozwiązanie tej zagadki :) 

 

Corrinn – No widzisz… kto by się nie połakomił na złoto :) Opowiadanie przerażające nie jest. To taki świat fantasy z niepokojącymi ( rzecz jasna nie dla wszystkich) scenkami. Jednak bardzo mi miło, że w Twoim odczuciu to się sprawdziło :) 

 

adam84 – Fajnie, że to wyłapałeś! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Fabularnie i kompozycyjnie mamy tutaj pewien chaosik, za to literackości zbyt wiele nie ma. Język prosty, literacko bez fajerwerków – to może być zaleta, ale pod warunkiem, że warsztat jest bardzo dobry, zdania pozbawione błędów w szyku, powtórzeniach, konstrukcji. A tutaj jest niestety różnie…

Niektóre sceny są moim zdaniem niepotrzebnie przeciągnięte, otwarcie tekstu lekko zniechęca (nasze miasteczko o nazwie Seda – to ma jakieś znacznie, jak się nazywa miasteczko?), za to otwarte i pozbawione happy endu zakończenie dobrze się wpisuje w konwencję. Czytelnik nie dostaje odpowiedzi na żadne pytania, świat, jaki zastajemy wygląda tak, a nie inaczej za sprawą ZŁEGO, ale za wiele nam nie wyjaśniasz. Jak się domyślam, to nie fabuła prowadzona od punktu A do punktu Z była tutaj ważna, a Twoim głównym celem było zapewne wywołanie klimatu grozy i niesamowitości.

Jednak nie poczułem zbytnio owego "klimatu grozy", być może dlatego, że przez całą lekturę miałem wrażenie obcowania z pewnymi kalkami, które straszyły za pierwszym razem, ale przy kolejnych nie robią już wrażenia. Podobne lokacje, bohaterowie, sytuacje – wszystko gdzieś już było. Dostrzegam co prawda pewną oryginalność w sposobie, jaki to wszystko ze sobą wymieszałeś, ale niewiele więcej. Kolejny plusik za to, że próbujesz czytelnika przestraszyć próbując wytworzyć odpowiedni nastrój, atmosferę, i robisz to stopniowo, jak należy i radzisz sobie bez krwawych opisów, tandetnych potworów, tanich chwytów. Czasem osiągasz naprawdę zadowalające efekty (w najlepszej scenie tekstu, gdy pacynka Chudzielca pojawia się z niebieskim autem i wypytuje o wypadek samochodowy rodziców).

Na pewno jest nieco onirycznie, a nawet "paranoidlanie", rzekłbym, jednak podobne historie, w których dzieci są traktowane przez ZŁO inaczej niż dorośli (którzy przekroczyli jakąś tam umowną granicę) i zostają w jakiś sposób zniewolone, też już widziałem. Także motyw "zniknięcia" dorosłych nie jest przecież nowy. Tak jak niespodziewana "inność" znajomych miejsc, wyludnionych nagle ulic, odmienionego przez COŚ rodzinnego miasta – to też ograny motyw.

Symbolika ukryta w tekście jest dosyć pokrętna, ale czytelna. W powtarzających się motywach: przeklętych, zniewalających zegarków, złota (rozdawanego za darmo, symbolu chciwości, pogoni za dobrami materialnymi), dorosłych przemienionych w bałwany, dzieci omamionych "błyskotkami", oraz samych okolicznościach i czasie wydarzeń (dzień przed Wigilią), dostrzegam wyraźne aluzje do kwestii dość oczywistych: komercjalizacji świąt, zagubienia ich prawdziwego sensu, pogoni za dobrami materialnymi, zatracania sfery duchowej itd.

Nie tłumaczysz kim jest chudzielec-jubiler, ale widzę w nim postać wzorowaną trochę na klaunie z "TO", albo innych koszmarnych bohaterach horrorów, zdeformowanych psychicznie przez makabryczne dzieciństwo, do tego odrealnionych i obdarzonych złymi mocami niczym Freddy czy Jason. A jego "docinki" kilkukrotnie skierowane w stronę Boga, wskazują na pewne szatańskie konotacje.

Jak już wspomniałem, pisanie proste, mało literackie w chwytach i użytych środkach, też może być dobre. Wymaga jednak dyscypliny i warsztatu. Pozornie Twój tekst wydaje się napisany sprawnie, ale gdy przyjrzymy mu się dokładniej dostrzegamy masę baboli wszelkiego rodzaju.

Poniżej kilka przykładów:

 

Był mroźny wieczór, a z ciemnoniebieskiego nieba padały płatki śniegu, które zasypywały nasze niewielkie miasteczko o nazwie Seda.

– po pierwsze, jak wspomniałem, nazwa miasta nie jest do niczego potrzebna i wtrącenie jej brzmi kiepsko w tym miejscu. Poza tym skoro jest zima i wieczór, to nie było już dawno jest więcej niż ciemnoniebieskie…

 

‒ Gdzie ona może być? ‒ spytałam, lecz zdawałam sobie sprawę, że nie dostanę na to pytanie odpowiedzi.

– nadmiar niepotrzebnych słów, to cechuje Twoje pisanie. Tutaj wywaliłbym "na to pytanie".

 

Mijaliśmy stare kamienice, dziwiąc się, że nikt oprócz nas tędy nie przechodzi. W okresie przedświątecznym wyglądało to zawsze zupełnie inaczej. Tymczasem jednak, supermarkety, sklepy z zabawkami czy kawiarnie były pozamykane. W tym roku nie odbył się nawet świąteczny jarmark dla mieszkańców naszego małego miasteczka…

– znów niepotrzebne słowa. Wywal "zawsze", "jednak", "nawet". To u Ciebie nagminne, małoliterackie wtręty.

 

‒ Ale pusto… no żadnej żywej duszy ‒ oznajmiłam, rozglądając się po ulicach pokrytych grubą warstwą śniegu.

– dziwny zapis wypowiedzi.

 

OSTATNI DZIEŃ OTWARCIA

– czyli to otwarcie trwało kilka dni?

 

Uśmiechnęłam się do Cypriana, po czym zamknęłam za nami drzwi. W pomieszczeniu panował zapach starego drewna, zmieszany ze smrodem papierosowego dymu.

– zapach to raczej unosił się w powietrzu.

 

Kiedy już myślałam, że właściciela nie ma na sali sprzedażowej, kątem oka dostrzegłam jakąś chudą postać o długich, kruczoczarnych włosach, kołyszącą się na drewnianym krześle.

– sala sprzedażowa??? Wywal to niepotrzebne "jakąś".

 

Kiedy już myślałam, że właściciela nie ma na sali sprzedażowej, kątem oka dostrzegłam jakąś chudą postać o długich, kruczoczarnych włosach, kołyszącą się na drewnianym krześle. Podeszłam bliżej, nie spuszczając wzroku z dziwnie wyglądającego mężczyzny, ubranego w białą koszulę, na której widniały ciemnobrązowe plamy. Sprzedawca wymachiwał długimi rękoma w rytm wesołej piosenki.

– wydaje mi się, że ktoś bujający się i machający rękami byłby pierwszą rzeczą jaka rzuca się w oczy po wejściu do pomieszczenia.

 

‒ Cyprian, dopiero jedliśmy obiad ‒ oznajmiłam, mając nadzieję, że mój brat nie weźmie czegoś do jedzenia od obcej osoby.

– chyba kłamała? Mamy wieczór, późno, i dopiero jedli obiad?

 

Kiedy byłem małym dzieckiem, mamusia zawsze powtarzała, że uwielbia patrzeć, jak jej pulchniutki synek z okrągłą buźką rozsmakowuje się w jej wypiekach. 

– jej i jej. Zaimkoza.

 

Łzy spłynęły po jej policzkach, gdy powiedziałem jej o tym, że już ich nie lubię. Mamusia zaczęła łkać, mówiąc, że mnie nie poznaje… że jej mały chłopiec uwielbiał babeczki.

– a tutaj jej i jej i jej.

 

Chwyciłam za klamkę, a następnie siłowałam się z bratem, próbując wyprowadzić go ze sklepu. Było to trudne zadanie.

‒ Zamknij się! ‒ Wrzasnęłam, przyciągając brata w stronę drzwi.

Znaleźliśmy się już bardzo blisko wyjścia.

– zestawiłem trzy zdania, które wykazuję, że Autor ma problem z przebiegiem sytuacji i orientacją w przestrzeni. Raz chwyta za klamkę, po chwili dopiero ciągnie brata w kierunku drzwi, a potem są blisko wyjścia.

 

‒ Idziemy, Cyprian! ‒ Szarpnęłam brata za rękaw kurtki, po czym otworzyłam drzwi.

‒ Bałwan… nic niewidzący bałwan… sklep jest pusty… ‒ mówił śpiewnym tonem. Kiedy zamknęłam za nami drzwi, głosy tego obłąkanego człowieka wreszcie ucichły.

– po pierwsze gubisz podmiot, kto mówił śpiewnym tonem? Po drugie powtarzasz "drzwi".

 

Po kilkunastu sekundach sprzedawca klasnął w dłonie i odezwał się rozradowany głosem:

Nowo poznany człowiek, zaczynał wzbudzać we mnie niepokój, który z każdą następną sekundą, stawał się coraz większy.

Z każdą kolejną sekundą, czułam, że na dworze robi się coraz mroźniej.

– zestawiłem te sekundy, lubisz te sekundy jak widać i zbyt często w ten sposób odnotowujesz upływ czasu.

 

Przebiegliśmy przez cmentarną bramę, lecz po chwili stanęliśmy w miejscu ,zszokowani tym, co mamy przed swoimi oczami.

– raz jest czas przeszły (przebiegliśmy) zaraz teraźniejszy (mamy), dziwnie postawiony przecinek.

 

Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, obserwując widok wielkich bałwanów umiejscowionych po każdej stronie cmentarza. Z oddali widziałam człowieka zbliżającego się w stronę głównej bramy. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, obserwując widok śnieżnych figur przy szarych grobowcach. Odwróciłam się i dostrzegłam, że człowiek podążający za nami znajdował się tuż przy bramie.

– nie może tego słowa wydusić aż dwukrotnie. “Obserwując widok” nie brzmi zbyt dobrze. Dziwi mnie również, że dopiero teraz dostrzegli bałwany dookoła, skoro są święta, wszystkich dorosłych przemieniło w bałwany a inne ulice są puste. Tam też powinny być bałwany. I dziwne, że wśród tylu bałwanów natrafili akurat na bałwana babci.

 

Przerażony Cyprian podszedł do mnie i ponownie chwycił mnie za rękę.

– mnie i mnie.

 

W tej właśnie chwili zza kilkudziesięciu bałwanów wyłoniły się twarze chłopców i dziewczynek, które patrzyły na nas z szerokimi uśmiechami na twarzach.

– twarze patrzyły twarzami, czy dziewczynki były z twarzami i uśmiechniętymi twarzami?

 

Spojrzałam za siebie. Wychudły człowiek stał w odległości może dziesięciu metrów za plecami Cypriana.

Przeklęty sprzedawca sklepu, zaczął iść za nami tak szybkim krokiem, że ciężko nam było oddalić się od niego, na więcej niż może dziesięć metrów.

– co z tymi dziesięcioma metrami, po co to powtarzasz.

 

Cyprian zaczął biec przed siebie, starając się wyminąć rzędy uśmiechniętych dzieciaków w kolorowych kurtkach. Wszyscy obrzucali go śnieżkami.

– chyba wszystkie nie wszyscy? Zaczął biec przed siebie też brzmi koślawo.

 

‒ On wróci… a gdy to się stanie, nakarmię go pachnącymi, świeżo upieczonymi babeczkami… tak. ‒ Zaklaskał.

– dziwny zapis wypowiedzi.

 

Wysoki mężczyzna stanął przede mną, wymachując obsypanym w cienkiej warstwie śniegu zegarkiem, a następnie przetarł jego tarczę jednym muśnięciem palca, po czym odwrócił go w moją stronę.

– obsypanym w cienkie warstwy? To nie po polsku. Zdanie jest strasznie przeciagnięte.

 

W tym właśnie momencie dostrzegłam, że obydwie wskazówki zatrzymały się na godzinie dziewiętnastej.

– obie wskazówki.

 

‒ Mężczyzna wskazał ręką śmiejący się tłum dzieci, ze złotymi zegarkami na ręce.

– tłum miał jedną rękę?

 

Cyprian wyciągnął rękę przed siebie, wskazując palcem rzędy równo ulepionych bałwanów.

– co to znaczy równo ulepionych?

Po przeczytaniu spalić monitor.

 – mr.maras – Doceniam, że zdobyłeś się na tak długi komentarz i że tak wnikliwie rozpatrzyłeś tą ukrytą symbolikę. Od razu zaznaczę, że do błędów przysiądę dziś w wolnej chwili – dzięki za ich wychwycenie! 

Fajnie, że napisałeś co według Ciebie wyszło źle, a co dobrze – będę miał to na uwadze, pisząc kolejne opowiadanie :) 

Co do oryginalności – są tu co prawda pewne motywy, które między innymi pojawiły się w innych produkcjach filmowych. Najwidoczniej wymieszałem je w moim opowiadaniu, jak wspomniałeś w nieco mniej oklepany sposób. 

Jeśli widzisz tu cokolwiek z IT, to wyszło to przypadkowo. Czytając to teraz, prędzej widziałbym tu inspirację postacią Jokera z filmu Dark Knight, a mam tu na myśli scenę z babeczkami i matce bohatera, z przemową Jokera “ Why so serious?”, no i blizny… ale to również wyszło przypadkowo ;) 

Co do języka, prosty, w zupełności się zgadzam. Wirtuozem stylistycznego pisania niestety nie jestem. 

Kwestia miasta – nazwa w opowiadaniu nie ma znaczenia, jasne, ale została dodana, gdyż planowałem napisać cztery horrorowe historie, które może w jakiś delikatny sposób będą do siebie nawiązywać. Teraz nie wiem, czy tak będzie, ale myślę, że nazwę miasta można wybaczyć nawet gdybym nigdy do niego nie nawiązał, a z drugiej strony zawsze mam możliwość powrócenia do niego w jakiś nawet mało znaczący sposób. Stąd to się właśnie wzięło.

Dzięki raz jeszcze za tak dogłębną analizę tego tekstu!

Pozdrawiam serdecznie!

EDIT: Albo dobra, miasto na początku nie najlepiej brzmi ;D Wywalam.

Prawie wszystko poprawione, kurde że też nie zauważyłem tego wcześniej. Czytałem swój tekst, ale jednak nie mam najlepszego oka. Jednak z dwa dialogi zostawiam tak jak jest. Jeśli mi jeszcze coś umknęło do poprawy, to zerknę na Twój komentarz jutro i postaram się to zmienić.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No, mocne to było.

Mi się w Twoim przypadku brak literackości podoba. Opowiadanie czyta się dobrze, napisane jest nieźle. W odpowiednich proporcjach dozujesz emocje. I to “Ala!”. Brr… Ciarki przechodzą, bo wiesz, że coś złego się dzieje. Fajny zabieg. Ja osobiście za horrorami nigdy nie przepadałam, ale jak dodasz coś jeszcze, chętnie przeczytam.

Polecam w bibliotecznym wątku.

SaraWinter – 

Bardzo Ci dziękuję komentarz i docenienie mojej prostoty na którą chyba nie mam wpływu :) 

Cieszę się również, że mimo, iż nie przepadasz za horrorami, to jednak dotrwałaś do końca. 

Horrorki jeszcze będą! :) 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Klimacik jest, pomysł jest, historia niczego sobie. Ale chciałabym się dowiedzieć, jak ona się uwolniła, albo jak ktoś uwolnił, bo że tak się stało nie mam wątpliwości. W końcu sama opowiada tę historię. ;)

I właśnie narracja pierwszoosobowa sprawiła, że nie poczułam grozy, bo skoro dziewczyna to opowiada, to znaczy, że przeżyła, a więc nie było tak źle.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz – 

Wielkie dzięki za komentarz! :) 

Wiedziałem, że ktoś w końcu zwróci na to uwagę – i słusznie! 

Wyżej wspominałem, że miały powstać cztery historie horrorowe w jakiś sposób ze sobą związane – w mniejszy, lub w większy – tego na początku nie wiedziałem. Z racji, że moja głowa nie wytwarza zbyt wielu i zbyt często pomysłów, uznałem, że czwarte opowiadanie będzie moim ostatnim i w takim pożegnaniu złącze elementy z trzech opowiadań w jedno, jako takie pożegnanie z amatorskim, skromnym uniwersum :) Najpierw pisałem to opowiadanie w czasie teraźniejszym, lecz zmieniłem je na przeszły. Chciałem również pisać to z perspektywy młodszego braciszka, jednak finał mi niezbyt do tego pasował, gdyż musiałbym być zmuszony do określenia “ moja siostra to bałwan” :D Dlatego w tym momencie historia się jakby urwała. 

Gdy pisałem poprzedni horror, skojarzył mi się on z jesienią. Tutaj mamy zimę, a później wiosnę i na zakończenie lato. Takie cztery pory koszmarów ;)

Nie wiem czy tak właśnie zrobię, no ale taki był pomysł, a one szybko mi się zmieniają :<

Tak więc choćbym chciał, nie mogę odpowiedzieć na Twoje pytanie :( 

Jeszcze raz dzięki za przeczytanie! 

EDIT: Poprawka połączyć dwa – to i moje pierwsze opowiadanie – trzecie będzie niezależne fabularnie :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Fajne. Skojarzyło mi się z NOS4A2, może znasz?

Twój styl nie jest taki zły. Nie ma co przepraszać, czytało się dobrze. Grozę dostrzegam, chociaż to pewnie zależy od punktu siedzenia. Bardzo fajny temat wybrałeś, ale wolałbym przeczytać to na święta :)

Podobał mi się pan Bag. To taki klasyczny horrorowy potwór i chociaż ta inspiracja Jokerem była niepotrzebna, to widziałem znacznie gorzej skonstruowane straszydła w filmach (oglądam stanowczo zbyt wiele kiepskich horrorów). Swoją drogą, wcale mi nie przypominał klauna z ToTo porzuciłem niedawno na pięćsetnej stronie, bo mnie głowa rozbolała (i to nie ze strachu). Całkiem nieźle budujesz napięcie, a w formie pisanej nie jest to takie proste. Do tego ten moment, kiedy znaleźli babcię. Mocne! Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze wiele horrorów.

Skojarzenie z Jokerem w tej opowieści o babeczkach zaatakowało mnie znienacka. Trochę mi przeszkadzało, bo takie rzeczy przypominają, że czytasz zmyśloną historię. Ale gdybym nie widział tego filmu, nie miałbym takiego problemu.

Kolejną rzeczą, która mi przeszkadzała, było lego z ulubionej serii. Raczej trzymaj się z daleka od takich abstrakcyjnych pojęć, bo ciężko je sobie wyobrazić. W dodatku nie brzmi to realistycznie. Nie dość, że siostra wie, jaka to konkretnie seria, to brat jeszcze nachalnie przypomina o tym… zestawie. Może to z mojej strony hipokryzja, ale uważam, że konkretne przykłady działają lepiej. Abstrakcji można używać wtedy, kiedy bohaterowie sami nie wiedzą, na co patrzą. Myślę, że zestaw z nindżami czy rycerzami byłby lepszy.

Rytmatysta – 

Dzięki za tak obszerny komentarz! 

NOS4A2, nie znam :) Ale widzę, że masz tak jak ja, czytasz coś i w mniejszy bądź większy sposób kojarzy Ci się z filmem. 

Wiesz co, ja wcale Jokerem się nie inspirowałem, tylko wyżej napisałem, że czytając to teraz ten monolog ( z matką i babeczkami) mi nieco przypomina :) Ale oczywiście nie oznacza to tego, że Pan Bag mógł komuś się z nim kojarzyć, tak jak w sumie mi… ale pisząc to nie myślałem o żadnym charakterze z filmów, czy książek. 

Ta uwaga z klockami Lego całkiem słuszna. Myślę, że coś tam dodam w tym zdaniu ;)

Co do książki – miałem tak samo. Bardzo lubię Kinga, ale ponad 1000 stron mnie zniechęciło do czytania. Jakby to było podzielone na części, pewnie bym przeczytał, ale jak widzę tak grubą książkę z motywem co niezbyt mnie interesuje, to jakikolwiek autor by to nie był – nie dam rady ;) Ja tam chyba na dwusetnej odpuściłem. Zdecydowanie z Kinga wolę np: Misery, Mroczną Wieżę, czy Miasteczko Salem. A, no i zbiory opowiadań :) 

Dzięki za uwagi Rytmatysto! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Ze względu na uwagę użytkowniczki Irka_Luz, postanowiłem delikatnie rozszerzyć zakończenie → Bardzo dziękuję!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

O, no proszę, a jednak opowiada. ;) Podkręciłeś końcówkę, dodałeś niesamowitości. Osobiście wrzuciłabym na koniec jeszcze coś w rodzaju: Więc opowiadam, ale to już oczywiście czepialstwo. No, dobra, to jednak idę dać kliczka. :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz – Bardzo mi to pasuje, spoglądając na początek tekstu, więc dodaję :) Raz jeszcze dziękuję za pomoc żółtodziobowi pisania! :D

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

:)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Misery i Lśnienie to moje ulubione książki Kinga. Miasteczko Salem też czytałem.

Chciałem tylko dodać, że nowe zakończenie bardzo mi się spodobało. Niewielka zmiana, a tak skutecznie potęguję grozę całego opowiadania. To ostatnie zdanie też pasuje. Niezgorszy pomysł.

Rytmatysta. Cieszę się, że się podoba :) Czegoś mi właśnie tu brakowało.

Właśnie sobie przypomniałem o tym Lego, co wspominałeś. Wieczorem się tym zajmę, jak będę na komputerze. Lśnienie też ok, choć Misery to cholerka dopiero jazda! 

Pozdro Rytmatysto i czekam na jakiś Twój horror!

EDIT: Teraz już wiadomo mniej więcej jaki zestaw był z ulubionej serii chłopca!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Mimo że wydawało się nam to dziwne, zrobiliśmy to, co nam kazał. – Jedno nam można spokojnie wywalić :)

 

Dopiero w tym momencie zauważyłam kilka świecących się cienkich blizn na jego kościstych policzkach. – Hmm, dlaczego i w jaki sposób blizny świeciły?

 

Po kilkunastu sekundach sprzedawca klasnął w dłonie i odezwał się rozradowany głosem: – Rozradowanym?

 

Mężczyzna zaczął zaczął ocierać dłoń, o poplamioną koszulę, a następnie schował się za ladą. – Powtórzenie i zbędny przecinek.

 

Do tego po mieście nie przechadzał się żaden człowiek. – To brzmi tak trochę, jakby w Twoim świecie były jeszcze inne rasy albo po ulicach mógł przechadzać się również kosmita :P Można zmienić na wiele sposobów: Ulice były puste/ nie było żywej duszy/ po mieście nikt się nie przechadzał/ nie przechadzali się żadni ludzie. Ale to tylko moje w pełni subiektywne spostrzeżenie :)

 

Wszystkie obrzucali go śnieżkami. – obrzucały.

 

Cześć, NearDeath.

No i po raz drugi wrażenia z Twojego tekstu są jak najbardziej pozytywne :) Po raz kolejny pojawiają się dzieci, i nie dziwota, bo potrafią być straszne :P Na największy plus zasługuje to, co przy pierwszym Twoim opowiadaniu, czyli stopniowo budowany klimat, napięcie, dziwność. Choć szczerze powiedziawszy, w Chłopcu z czerwonym latawcem miałem lepsze doznania w tym aspekcie. Ale i tak jest dobrze! W połowie tekstu zastanawiałem się, dlaczego Pan Bag nie prowadził sklepu z zabawkami albo nie był cukiernikiem, ale na końcu zegarki też ładnie połączyły mi się z tą historią, przynajmniej według własnej interpretacji.

Tekst napisany prosto, ale jak już kiedyś wspominałem, dla mnie jest to prostota w kontekście pozytywnym. Jeśli tak czujesz, to tak pisz, bo czyta się to płynnie i dobrze, a nie ma co kombinować, tym bardziej gdzieś na początkach drogi.

Pozdrawiam!

 

 

Hejka Realuc!

Błędy poprawione, a za ich wyszczególnienie bardzo dziękuję! 

Co do Pana Baga – musiał on siedzieć w tym sklepie jubilerskim, bo pierwsze co udało mi się narysować to moneta i zegarek :D Dalej już samo poszło. 

Co do mojej prostoty – fakt… taki styl chyba najbardziej mi odpowiada, przynajmniej na razie :) Dla kogoś może być to wadą, ale jak widzę komuś też może przypaść choć trochę do gustu. Kiedy piszę w ten sposób, pisanie sprawia mi dużo frajdy, a czas ucieka bardzo szybko. Pewnie masz tak samo. Czytanie książek, czy oglądanie filmów nie pochłania tak bardzo jak pisanie.

Dziękuję również za miłe słowa.

Pozdrawiam również!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Ne­ar­De­ath, jak na ab­so­lut­ne­go żół­to­dzio­ba, jak ra­czysz sie­bie okre­ślać, two­rzysz cał­kiem nie­złe opo­wie­ści, pełne hor­ro­ru i kosz­ma­rów pa­no­szą­cych się we­spół, sku­tecz­nie wspo­ma­ga­nych snu­ją­cą się nad wszyst­kim nie­po­ko­ją­cą aurą. Wła­śnie to od­czu­łam i zo­ba­czy­łam w cza­sie spo­tka­nia z Panem Ba­giem, a także póź­niej, kiedy dzie­ci już opu­ści­ły sklep ju­bi­le­ra.

Zre­zy­gno­wa­ła­bym na­to­miast z wi­zy­ty ro­dzeń­stwa na cmen­ta­rzu, al­bo­wiem ten, jako tło prze­ra­ża­ją­cych wy­da­rzeń jest już tak wy­eks­plo­ato­wa­ny, że staje się nudny. Wo­la­ła­bym aby te sceny, za­miast mię­dzy gro­ba­mi, roz­gry­wa­ły się np. w parku, może w po­bli­żu miej­sco­wej szko­ły, albo przy cen­trum han­dlo­wym. Wy­da­je mi się, że zwy­kłe, co­dzien­nie licz­nie od­wie­dza­ne miej­sca, mogą stać się cie­kaw­szą sce­ne­rią wy­da­rzeń, ro­bią­cych znacz­nie więk­sze wra­że­nie i bu­dzą­cych więk­szą grozę, niż wy­eks­plo­ato­wa­ny cmen­tarz.

Za­sta­na­wiam się jesz­cze, co sta­nie się z bał­wa­na­mi, kiedy na­sta­nie od­wilż…

Ne­ar­De­ath, dużo rysuj, a potem pisz. Mam wiel­ką na­dzie­ję, że Twoje opo­wia­da­nia będą coraz strasz­niej­sze, a ich lek­tu­ra do­star­czy mi nie­usta­ją­cej sa­tys­fak­cji. ;)

 

Chwy­ci­łam za klam­kę… ―> Chwy­ci­łam klam­kę

 

zgi­na­jąc pa­cyn­kę w pół. ―> …zgi­na­jąc pa­cyn­kę wpół.

 

Chwy­ci­łam za klam­kę… ―> Chwy­ci­łam klam­kę

 

‒ Za­mknij się! ‒ Wrza­snę­łam, przy­cią­ga­jąc brata w stro­nę drzwi. ―> ‒ Za­mknij się! ‒ wrza­snę­łam, przy­cią­ga­jąc brata w stro­nę drzwi.

Pa­mię­taj o po­praw­nym za­pi­sie dia­lo­gów: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Nie po­słu­cha­łaś się Pana Baga! ―> Nie po­słu­cha­łaś Pana Baga!

 

Nie je­steś już dziec­kiem, ty stara suko! ‒ Za­chi­cho­tał. ―> Nie je­steś już dziec­kiem, ty stara suko! ‒ za­chi­cho­tał.

 

‒ Pan Bag uwiel­bia się bawić.Za­chi­cho­tał chło­piec, le­piąc śnież­ną kulkę w drob­ne dło­nie. ―> ‒ Pan Bag uwiel­bia się bawić ‒ za­chi­cho­tał chło­piec, le­piąc śnież­ną kulkę w drob­nych dło­niach.

 

‒ Trzy! ‒ wrza­snął czło­wiek po­dą­ża­ją­cy za na­szy­mi ple­ca­mi.

Prze­klę­ty sprze­daw­ca skle­pu, za­czął iść za nami tak szyb­kim kro­kiem, że cięż­ko nam było się od niego od­da­lić na więk­szą od­le­głość.

‒ Dwa!

Zza bał­wa­nów za­czę­ły wy­chy­lać się ko­lej­ne dzie­ci, utrud­nia­jąc nam drogę uciecz­ki, rzu­ca­jąc w nas śnież­ka­mi. ―> Nad­miar za­im­ków.

 

kiedy stają się głod­ne ‒ wy­szep­tał, sto­jąc tuż za mną. ―> Po­wtó­rze­nie.

 

wy­ma­chu­jąc ob­sy­pa­nym w cien­kiej war­stwie śnie­gu ze­gar­kiem… ―> …wy­ma­chu­jąc ze­gar­kiem, ob­sy­pa­nym cien­ką war­stwą śnie­gu

 

‒ Męż­czy­zna prze­ma­wiał śpiew­nym tonem głosu… ―> ‒ Męż­czy­zna prze­ma­wiał śpiew­nym tonem… Lub: ‒ Męż­czy­zna prze­ma­wiał śpiew­nym gło­sem

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – 

Przede wszystkim – błędy poprawione, no i jak zawsze muszę Ci podziękować za ich wyszczególnienie :) 

Poprzednie opowiadanie ( te które Ci się nie spodobało), nie wzięło się z rysunków, zatem… może coś w tym jest :) Poprzedni tekst sam zresztą uważam za nieudany eksperyment.

Cieszę się, że odczułaś tą, jak to nazwałaś “niepokojącą aurę”. Uważam, że właśnie przez tworzenie rysunków, wychodzi to takie, hm… dziwne, nie osadzone do końca w znanym przez nas świecie. Jeśli wyszło, to bardzo mi z tego powodu miło.

No tak… jestem żółtodziobem i coś tam sobie skrobie. Jednym się spodoba, drugim niekoniecznie, jednak pisząc horror, mam bardzo dużo zabawy podczas tego przyjemnego, ale zarazem męczącego dla amatora procesu :) 

Fajnie, że wpadłaś. Myślałem, że ze względu na poprzedni tekst (urwisko wolnej woli), obraziłaś się na mnie :D 

Pozdrawiam Cię serdecznie! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Nie, NearDeath, nie mam zwyczaju obrażać się na nikogo, nawet jeśli zdarzy mu się gorsze opowiadanie. Po prostu potworzyły mi się spore zaległości i kolejka tytułów do przeczytania stale rośnie.

No i miło mi, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – 

Z pośpiechu, siedząc w aucie i poprawiając moje babole, zapomniałem jeszcze odpowiedzieć:

“Zastanawiam się jeszcze, co stanie się z bałwanami, kiedy nastanie odwilż…”

Obawiam się, że jeśli u wszystkich dzieci ( tak jak na zegarku Pana Baga) zegarki stanęły… to zima może trwać wiecznie, tak jak ten tekst na portalu fantastyka.pl :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Rzeczywiście. Aż strach myśleć o bałwanach, zdolnych przetrwać wieczność… ;)

Dziękuję, NearDeath. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No mnie niestety nie porwało. Samej grozy za wiele w tekście nie wyczułem, nie jestem nawet do końca pewny dlaczego. Brakowało mi napięcia, przede wszystkim jednak zabrakło mi prawdziwego poczucia zagrożenia. Przez większość czasu koleś ze sklepu jest dziwny, momentami creepy (bo momenty z pacynką akurat fajnie creepy były), ale no w żaden sposób nie czuję przed nim lęku. Nawet głębszego niepokoju. To chyba moim zdaniem najsłabszy punkt tekstu – nie trafia do mnie zupełnie główny zły. Wydaje się mocno szablonowy (ile razy już był przerabiany psychopata mordujący, bo go w dzieciństwie gnojono?), a do tego jakikolwiek klimat dla mnie rujnuje bardzo ewidentne nawiązanie, żeby nie powiedzieć ściągnięcie, do Jokera. No i fakt, że jest jubilerem, też jakoś niezbyt z całą resztą się zgrywa. W sensie ok, spoko do wykorzystania jeśli chodzi o chciwość dorosłych. Ale przez jego hmm, specyficzny stosunek do dzieci, niezbyt pasuje mi wybór takiej profesji. I to właśnie jest problem z tym, co pisałeś na początku, że opowiadanie jest inspirowane rysunkiem (który sam narysowałeś?) – miałeś na nim zegar i monetę i to musiałeś pociągnąć dalej, ale przez to trochę spójność tekstu obrywa. 

Pomimo tego, że jakoś specjalnie nie porwał, to jednak czytałem bez przykrości, poszło całkiem lekko. I chociaż się zachwycać tym tekstem nie będę, to i nie żałuję że go przeczytałem, zwłaszcza, że robiłem to podczas jazdy pociągiem – w sam raz na zabicie takiego czasu. 

Arnubis

Dzięki za przeczytanie ;D

Tak, opowiadanie inspirowane rysunkiem, który narysowałem. 

Co do Jokera, hmmm… wcześniej gdzieś rzuciłem w komentarzu, że nieco mi przypominał go w tym fragmencie o matce antagonisty, ale pisząc tekst nawet o tym nie pomyślałem. Nie chodziło nawet o blizny, bo one wyglądać miały inaczej, niż Jokerowski uśmiech ;) Tak więc oprócz tonu wypowiedzi o matce, więcej Jokera bym tu nie widział. 

“No i fakt, że jest jubilerem, też jakoś niezbyt z całą resztą się zgrywa. W sensie ok, spoko do wykorzystania jeśli chodzi o chciwość dorosłych.”

Arnubisie, głównym celem Pana Baga było wyeliminowanie wszystkich dorosłych, a pozostawienia przy życiu dzieci, zatem profesję wybrał sobie idealną :D Bo w dniu kiedy dorośli zamieniają się w bałwany, Pan Bag może spokojnie skończyć pracę i dołączyć do dzieci. Coś na zasadzie:

Masz robotę, którą nienawidzisz, ale przynosi ci ona sporo kasy. Męczysz się, nie lubisz tam chodzić, ale w końcu po długich latach wzbogacasz się i… po prostu nie musisz pracować. Zrealizowałeś swój cel i hura! 

“Pomimo tego, że jakoś specjalnie nie porwał, to jednak czytałem bez przykrości, poszło całkiem lekko.” → cieszę się. 

Tobie mój skromny świat grozy nie przypadł do gustu… no nie każdemu przypadnie, wiadomo, ale jednak fajnie, że nie żałujesz zajrzenia do niego :)

Pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Podobało mi się. Jest klimat i atmosfera grozy – a to już kwalifikuje horror do tych porządnych. Ładnie budujesz tę atmosferę kolejnymi zdaniami i różnymi szczegółami. Ten pan straszny bardzo wyrazisty. Podobało mi się również typowo horrorowe zakończenie.

zygfryd89 – Bardzo dziękuję za komentarz ;) 

Jest mi bardzo miło, że opowiadanie przypadło do gustu.

Serdecznie pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Hej NearDeath, fajny horrorek. Dobrze mi się czytał był. Klimat trochę przypominał IT Kinga. Zamiast czerwonego balonika, brązowy miś. Kliczek domykający zawnioskowan będzie. Pozdrawiam Cichy0

– cichy0

Bardzo dziękuję za ostatecznego klika i cieszy mnie, że opowiadanie przypadło do gustu :)

Co do IT: szczerze mówiąc nie myślałem o tej książce/filmie pisząc to opowiadanie, ale coś w tym może być, gdyż ktoś z komentujących wyżej również wspomniał o tym tytule. Podejrzewam że ten klimat mógł się stworzyć dlatego iż bardzo lubię książki Kinga :)

Pozdrawiam serdecznie cichy!

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Anet 

A cieszę się, że przyjemne! :D Fajnie, że wpadłaś! 

Pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Niestety nie jest to historia, która wzbudziła we mnie większe emocje. Na pewno nie odczułem takiego poziomu przerażenia, którego oczekiwałbym od horroru, głównie za sprawą kiepskiego wykonania. Dialogi nie są dość wiarygodne, warto byłoby nieco nad nimi podumać przed publikacją. Przykładowo:

 

‒ Ale pusto… no żadnej żywej duszy ‒ oznajmiłam

to: “no żadnej żywej duszy” jakoś mi nie pasuje do piętnastolatki, usunąłbym całkiem, ew zamienił na: nikogo nie ma.

 

‒ Mówiła, że idzie do miasta. Pewnie chciała kupić nam jakieś prezenty. Jutro są święta ‒ odrzekł Cyprian po chwili namysłu.

Jutro są święta też bym wyrzucił. To wydarzenie jest tak ważne dla dzieci, że jeśli już wspominałyby o tym dzień wcześniej to z jakąś ekscytacją, nie w taki suchy sposób. A w tej przykrej sytuacji osamotnienia to nawet z jakimś żalem, czy smutkiem. Jeśli chcesz zachować to wyrażenie, to wypowiedź przerobiłbym mniej więcej  tak:

‒ Mówiła, że idzie do miasta. Pewnie chciała kupić nam jakieś prezenty… ‒ odrzekł Cyprian i nagle posmutniał. – Przecież już jutro święta, a jej nigdzie nie ma…

 

Odnalazłem sporo powtórzeń, zbyt często rzucasz imionami bohaterów, wielokrotnie pojawiają się słowa: człowiek, mężczyzna, choć spokojnie można by obejść się bez tych nadużyć, a tekst stałby się przyjemniejszy w odbiorze. Wyczuwam potencjał, ale na dzień dzisiejszy jest tylko poprawnie. Wystarczy, że cierpliwiej popracujesz nad tekstem przy kolejnych publikacjach, a powinno być dobrze :)

wojownik cieszy

Przede wszystkim – dzięki za wizytę i komentarz! 

 

Jutro są święta też bym wyrzucił. To wydarzenie jest tak ważne dla dzieci, że jeśli już wspominałyby o tym dzień wcześniej to z jakąś ekscytacją, nie w taki suchy sposób. A w tej przykrej sytuacji osamotnienia to nawet z jakimś żalem, czy smutkiem.

Nie wydaje mi się, aby akcentowanie smutku, byłoby tu jakoś potrzebne. Dzieciaki wyruszają w poszukiwanie babci, bo dość długo nie wraca do domu. Fragment o którym piszesz, jest samym początkiem opowiadania, zatem dzieciaki nie są jeszcze przekonani, że z babcią stało się coś złego. Już prędzej można by było bardziej zaakcentować niepokój, gdyż osoba o której mowa nie zaginęła, tylko nie wróciła do domu na określoną godzinę. Jest wieczór, nie północ, aby od razu zakładać, że stało się coś złego. Kwestia pustego miasta – może przerażać, tak, ale dzieciaki odkrywają to stopniowo. Jeśli wyjdziesz na rynek miasta, a nie spotkasz na nim żadnego człowieka, chyba nie będziesz od razu zakładał, że nastąpiła zagłada ludzkości ;p Jest to co najwyżej dziwne i nieco niepokojące. 

 

Odnalazłem sporo powtórzeń, zbyt często rzucasz imionami bohaterów, wielokrotnie pojawiają się słowa: człowiek, mężczyzna, choć spokojnie można by obejść się bez tych nadużyć, a tekst stałby się przyjemniejszy w odbiorze.

Być może, choć ze względu na swoje ubogie doświadczenie w pisaniu opowiadań, tego nie zauważam. No ale nie przeczę, że tak może być. 

 

Niestety nie jest to historia, która wzbudziła we mnie większe emocje. Na pewno nie odczułem takiego poziomu przerażenia, którego oczekiwałbym od horroru

Co do poziomu przerażenia. Jeżeli takimi kategoriami miałbym podchodzić do Horroru, to przestałbym go oglądać. Przerazić się oglądając film, czy czytając tekst, to tak, jakbym miał zlać się w portki śmiejąc się z komedii ;D Ja oczekuję od Horroru klimatu, wywołania lekkiego niepokoju itp. Wtedy uważam, że Horror jest dobry przez nastrój, a nie np. przez to, że jakaś “straszna” gęba wyskoczyła mi przed oczami. No ale to tylko taka moja opinia co do Horroru – każdy może mieć inaczej tak jak Ty i ja. Odnosząc się do tekstu – nie jest to historia, która ma nie dawać spać po nocach. Jest to taka fantastyka w klimacie Horroru – tak już bym prędzej określił to, co napisałem. 

 

No więc tak – na dniach przyjrzę się zdaniu, które mi pokazałeś. Pewnie coś tam poprawię. Fajnie że napisałeś dłuższy komentarz i wezmę go również pod uwagę, przy pisaniu czegoś nowego. 

 

Wyczuwam potencjał, ale na dzień dzisiejszy jest tylko poprawnie. Wystarczy, że cierpliwiej popracujesz nad tekstem przy kolejnych publikacjach, a powinno być dobrze :)

Cieszę się :) Ja dosyć cierpliwie podchodzę do pisania, ale jako że mój warsztat pisarski jest krótko mówiąc – prosty i skromny, to wyjść może różnie. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

NearDeath

 

Ja dziękuję za twoją obszerną odpowiedź :)

Jeśli chodzi o dzieciaki, to zauważ, że są już one na etapie poszukiwań babci, więc sprawy zaszły na tyle daleko, że postanowiły one działać, mimo swojego młodego wieku. A młodszy braciszek szczególnie mógł tę nieobecność babci odczuć, dlatego nie zaszkodziłoby wrzucić do opisu jego reakcji. Stąd moje: posmutniał. Tym bardziej, że jak sam przyznajesz, dzieciaki nie dostrzegły na ulicach nikogo mimo wieczoru, co już samo budzi grozę :D

Co do horroru, to zgoda, klimat jest bardzo ważny, ale niestety ciężko jest go zbudować, kiedy literacko tekst nie jest jeszcze na poziomie, na jakim być powinien. I zgoda też, że nie musi wyskoczyć potwór z szafy, aby czytelnik się przeraził; w filmie jeszcze może to przejść, ale w tekście literackim jest to szczególnie trudne, dlatego warto zwracać uwagę na odczucia bohaterów, ich przemyślenia, opisywać sposób w jaki przeżywają dany problem, bo właśnie to w literaturze grozy się sprawdza. Tobie jako rysownikowi, tym bardziej warto o tym przypominać, bo naturalnie masz tendencję do rysowania słowem, troszkę zapominając o pokazywaniu czytelnikowi tego, czego nie widać.

 

Moje uwagi i innych komentujących są po to, abyś stawał się coraz lepszy. Oczywiście ten proces następuje samoistnie wraz z treningiem, ale wskazówki mogą ten proces tylko przyśpieszyć.

Doświadczeniem się nie przejmuj, chyba wszyscy na tym portalu są po to, aby się uczyć, a nauka pisania jest zdecydowanie dla cierpliwych, dlatego życzę wytrwałości :)

 

Pozdrawiam

wojownik cieszy

Właściwie to zgadzam się z tym, co napisałeś powyżej. Zwróciłeś uwagę na coś, o czym bym nawet nie pomyślał czytając ten tekst, nawet gdyby nie został napisany przeze mnie. Dzięki za rady. No mam nadzieję, że uda się tego doświadczenia nabrać, chociaż czasu na zajmowanie się tym nie ma tak dużo :) No cóż… jutro, albo pojutrze postaram się wtrącić Twoje rady do fragmentu, o którym tutaj pisaliśmy. Każda konstruktywna krytyka pozwala dostrzec nasze błędy, więc tym bardziej dziękuję za poświęcenie im czasu. 

Co do klimatu – ktoś powie że jest – ma rację, ktoś powie że go nie ma – również ma rację. Każdy odbierze ten, jak i każdy inny tekst na świecie inaczej. W filmach mamy muzykę, ujęcia kamery i masę innych środków, aby chociaż próbować się go tworzyć. Jeśli chodzi o książki/opowiadania – mamy alfabet :p 

Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki za opinię! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

A mnie się podobało, niezły horror.

Też miałam skojarzenia z Kingiem, ze “Sklepikiem z marzeniami” – małe miasteczko, dziwny sprzedawca, który sprzedaje wymarzone rzeczy za bezcen…

Scena ze znalezieniem babci (tak to zinterpretowałam) mocna.

Babska logika rządzi!

Finkla

Bardzo dziękuję za komentarz! Kinga ogólnie bardzo lubię, chociaż książki o której wspomniałaś jeszcze nie czytałem :) 

Pozdrawiam serdecznie!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Podobało mi się :). Nie czytałem dużo horrorów i sklepikarz skojarzył mi się trochę z szalonym klaunem z “TO”. Najciekawszy był dla mnie początkowy dialog ze sklepikarzem, to on był dla mnie najbardziej niepokojący i pełen grozy, którą dobrze stopniowałeś. 

 

Ludzie wyrywali sobie z rąk biżuterię, złote monety, no i…zegarki rzecz jasna.

 

Brak spacji. Często korzystasz z wielokropka i tak jak nie mam nic przeciwko, kiedy jest wykorzystany w odpowiednich momentach, tak tutaj czasami mi to przeszkadzało. 

 

Siedział po drugiej stronie lady, lecz nic dziwnego, że nie zauważył mnie i pałętającego się po sklepie Cypriana, gdyż… miał zamknięte oczy.

 

Patryk Mikulski

Dzięki za wizytę! Faktycznie Pennywise może się kojarzyć – chociaż gdy pisałem TO opowiadanie, nie myślałem nawet o nim. Tak w sumie dopiero teraz jestem przy końcówce książki – IT. 

Cieszę się bardzo, że opowiadanko przypadło do gustu :) 

Co do wielokropków, możliwe że niekiedy bywają zbędne. Myślę, że w przytoczonym przez Ciebie przykładzie takie się pojawiają. Trafne spostrzeżenie – za chwilę się nimi zajmę.

No cóż miło, że zajrzałeś! 

Dziś albo jutro wpadnę na Twój najnowszy tekst, gdyż teraz miałem trochę do czytania tych konkursowych opowiadań ;p

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

A, zapraszam, zapraszam :)

Opowiadanie mi się dość podobało. I muszę powiedzieć, że bardziej niż poprzednie które skomentowałem (”Chłopiec z czerwonym latawcem”). Ja tam nie wszystko kapuję ale naprawdę podobało mi się :)

 

Pozdrawiam.

 

 

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dzięki, dawidiq150 

 

Ja tam nie wszystko kapuję ale naprawdę podobało mi się :)

Też tak czasami mam ;D 

Fajnie, że wpadłeś i pozdrawiam!

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Hej, to znowu ja :-) zajrzałem ponownie do ciebie i widzę kolejne fajne opowiadanie – podobnie stylistyka i warstwa językowa jest w porządku, i ta poprawność jest dostateczna, lecz mało wciągająca; na szczęście, twoje teksty zawierają ciekawe pomysły – a moim zdaniem wspomniane pomysły są twoim znakiem firmowym. Mówiąc ściślej, tworzysz dobrą akcje przy użyciu prostych środków – znowu mamy w tekście: dzieci, zabawki i połączenie ciepłej aury świąt z niepokojąco milczącym miastem, i to jest fajne, bo widać, że masz pomysły; teraz pozostaje praca nad warsztatem… Czyli coś z czym mierzą się wszyscy piszący ;-) Pozdrawiam

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

No dzień dobry Mersejk! 

Bardzo mnie cieszy, że zajrzałeś znowu!

Jeśli pomysły okazują się ciekawe – to miło. 

Jeśli warsztat wydaje się prosty – to przyznaję rację. 

Jest on prosty, tak. Zacząłem pisać w listopadzie, więc jeszcze będę się musiał dużo nauczyć i poczekać na bardziej widowiskowe efekty. Może się uda? 

No jak zwykle mogę podziękować za super opinię i odwiedziny! 

Cztery opowiadania, które tu zamieściłem, miały właśnie być w klimatach dzieciństwa, stąd zabawki pojawiają się chyba wszędzie. Jednak starałem się zadbać o różnorodność :) Następne będą tyci bardziej dorosłe. 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Nowa Fantastyka