- Opowiadanie: fishandchips - Irmina

Irmina

Jest to fragment dłuższego opowiadania, nad którym pracuję. Pierwsze w stylu fantasy, więc zależy mi na szczerych opiniach.

Oceny

Irmina

Mieszkańcy wioski dużo wiedzieli o sobie. Pewnie dlatego, że poza składowaniem drewna, pracy przy węglu czy ścince drzew nie było nic innego do roboty. W sezonie otwierały się puby, napełniały je rzesze turystów spragnionych czystego, górskiego powietrza i kojących widoków. To dla nich były magnesy, dla nich gotowali w Bazie Ludzi z Mgły, Bieszczadzkiej Legendzie. Co obrotniejsi, szybko znaleźli źródło dodatkowego zysku i wysłuchiwali turystów na rauszu, jak to pięknie byłoby mieszkać w górach. O tym, jak to jest naprawdę, wiedzieć mogą tylko ci, którzy przetrwają choć jedną zimę w hacjendzie z ogrzewaniem kominkowym. Niektórzy sądzili nawet, że góry nie są przeznaczeniem samotnych kobiet.

Jednak mieszka w nich Irmina. Z dala od sąsiadów, jeszcze dalej od turystów, którzy zagłuszają odgłosy natury i płoszą zwierzęta. Jej dom stoi na wzgórzu ponad wioską, obrośnięty bluszczem, z dyktą zasłaniającą okno od strony kuchni. Tylko niektórzy spotykają ją w lesie zbierającą grzyby czy jagody. Choć nie interesują jej zwyczaje ludzi ani ich życie prywatne nie znaczy, że w drugą stronę działa to tak samo. Irmina wciąż była na językach, mówiono o niej, że jest dziwaczką, która żywi się mchem. Mieszkańcy zastanawiają się, dlaczego nigdy nie schodzi do wioski i nieoficjalna wersja mówi o tym, że pewnie jest morderczynią, która ukrywa się przed prawem. Nie od dziś wiadomo, że Bieszczady pełne są uciekinierów politycznych lub osób cierpiących na depresję i inne choroby psychiczne. Nikt normalny nie mógłby skazać się na surowe prawa natury i ciężką pracę w górach, żeby przeżyć.

Irmina pojawiła się w górach z niewielkim plecakiem, namiotem i śpiworem. Z tym ekwipunkiem szukała miejsca aż znalazła opuszczoną altanę w samym środku lasu. Była uciekinierką strzegącą swojego skarbu ukrytego za pazuchą. Z czasem zagospodarowała przestrzeń, skupiając się przede wszystkim na kuchni i spiżarni, którą zaczęły wypełniać flakoniki i probówki. Ci, którzy mieli ją znaleźć, zawsze znajdą, a tych, których unikała, do tej pory udawało się nie spotkać w gąszczu drzew i luźno porozrzucanych skał.

 

***

Państwo Łopianko biegli przez dwie wsie z dzieckiem przelewającym się przez ręce. Byli już u siedmiu doktorów, w dwóch szpitalach – Rzeszowie i Krakowie. Nikt nie postawił diagnozy, a każde kolejne badanie mnożyło tylko niewiadome. Chłopcu z dnia na dzień pogarszało się, ostatnio stracił czucie. Nie reagował na łaskotki, a jeszcze kilka dni wcześniej wywoływały w nim skręty, nawet przez sen. Medycyna zawiodła, a ksiądz sugerował namaszczenie. Nie mieli nic do stracenia, więc zaufali ostatniej szansie, jaka pozostała na tym świecie, w tej części Europy.

Zastukali do drzwi altanki. Irmina otworzyła i gestem wskazała, żeby weszli do środka.

– Wiedziałam, że się tu pojawicie – powiedziała. Choć nie znała tej rodziny osobiście, ani tym bardziej nie znała choroby chłopca, od rana czuła ból stawów, który zwiastował, że ktoś do niej zapuka.

Małżeństwo rozsiadło się w niewielkiej jadalni, gdzie czuć było zapachy z kuchni – zioła i odór krwi. Gotowanie czerniny nie było dla nikogo nowością, jednak zmysły podpowiadały, że w kotle tli się coś zupełnie innego, czego jeszcze nie znają. Czy się wystraszyli? W obliczu wielkiego niebezpieczeństwa, jakim jest choroba dziecka, bali się tylko śmierci. I ufali wszystkim, którzy dawali im choć cień nadziei.

– Nie mamy wiele czasu – powiedziała matka.

– Najpierw zaparzę zielonej herbaty – powiedziała Irmina i poszła w stronę kuchni. Zniknęła na dość długo, a rodzice zapadli na tapczanie w milczeniu. Andrzej trzymał chłopca na kolanach, Karolina głaskała go czule po główce i odgarniała grzywkę z czoła.

W końcu pojawiła się Irmina z tacą i trzema filiżankami.

– Przepraszam, rozlałam. To dlatego, że rzadko miewam gości.

– Nasz syn – zaczęła Karolina.

– Nic nie musicie mówić. Dajcie mi go dotknąć – odpowiedziała Irmina. Rodzice zaniemówili. Wzięli ze sobą opasły segregator ze wszystkimi wynikami badań, wypisami ze szpitali i ksero konsultacji lekarskich ze specjalistami, u jakich się pojawili. To ostatnia szansa – pomyśleli i podsunęli chłopca w stronę Irminy. Dotknęła go swoją pomarszczoną ręką, na której zabrzęczały bransoletki.

– Nie wygląda to najlepiej. Będzie kosztować – skwitowała.

– Zapłacimy każdą cenę – rzucił Andrzej.

– Nie przyjmuję banknotów. Wyłącznie monety.

– Ile? – spytała Karolina.

– Jakieś dwa tysiące – odpowiedziała Irmina.

– Nie mamy tyle w monetach.

– Nie mogę wam…

– Ale zdobędziemy, tylko go uratuj – prosiła Karolina.

– Umówmy się tak – zaczęła Irmina. – Zostawcie u mnie chłopca, wyleczę go, a wy odbierzecie go dopiero wtedy, kiedy zbierzecie dwa tysiące w monetach.

Rodzice nie chcieli przystać na ten pomysł, ale widzieli, że każdy oddech staje się coraz płytszy i nie pozostaje im wiele czasu.

– Zgoda! – krzyknął Andrzej. – Pojadę gdzie trzeba, żeby zebrać wystarczającą ilość monet, tylko obiecaj, że nasz syn będzie żył.

Państwo Łopianko opuścili altankę. Gdy tylko drzwi zatrzasnęły się, Irmina zeszła do spiżarni. Podstawiła drabinę pod regał i z najwyższej półki ściągnęła probówkę. Zaledwie kilka kropel esencji – wystarczy. Podała chłopcu strzykawką i zwilżyła mu usta. Zaklęcie podziałało szybko, chłopiec powracało czucie i władza w kończynach, a gdy całkiem odzyskał świadomość, spytał, gdzie jest.

– Musisz tutaj zaczekać na rodziców – odpowiedziała Irmina.

Po trzech dniach wrócili państwo Łopianko z górskim plecakiem pełnym monet. Chłopiec przybiegł na powitanie. W oczach matki pojawiły się łzy. Andrzej wyraźnie tłumił w sobie wzruszenie.

 

***

Zgodnie z kilkusetletnią recepturą Irmina potrzebowała język węża. Musiał należeć do padliny. Zabijanie zwierząt nie godzi się z sumieniem sumeryjskich czarownic, a ci, którzy od wieków próbowali gwałtem zdobywać składniki eliksirów, źle na tym kończyli. Ich ciało gniło od środka, a każde użycie preparatu uśmiercało jedną z czarownic. Dlatego tak wytrwale strzegły przepiśników, żeby nie dostały się w niepowołane ręce.

Irmina znała wszystkie receptury na eliksiry, mimo to lubiła zaglądać do przepiśnika. Podziwiała odręczne, zdobione pismo, ilustracje, a zapach starego papieru dodawał jej inspiracji. Zwróciła głowę na półkę nad kuchenką, a to, co tam zobaczyła, spowodowało ukłucie w sercu i paniczny lęk. Regał stał pusty. Opasły tom z tajnymi recepturami zniknął.

Zgodnie z zaleceniami, nie mogła przestać warzyć eliksiru. Wrzucała do niego kolejne zioła, węży jęzor i kilka kropel gotowych mikstur. Jednak całe skupienie skierowane było w inną stronę. W dodatku czuła ból w stawach, co zwiastowało kolejne nadejście gościa. Nieodpowiedni moment na odwiedziny, ale nie w tych okolicznościach nie mogła pozostawić altanki pustej.

Pod koniec warzenia usłyszała znajome pukanie. Trzy uderzenia, przerwa, dwa uderzenia. Otworzyła drzwi, za którymi stał Gerwazy.

– Jak miło ciebie widzieć – powiedziała na powitanie.

– Szedłem do ciebie dwa dni. Nie chciałem pospieszać, ale pomyślałem, że sprawdzę, jak się sprawy mają.

– Wejdź do środka. Zjawiłeś się w samą porę. Nie możemy rozmawiać o tym w drzwiach.

Irmina zaparzyła korzeń żeń-szeniu, który tak bardzo polubił Gerwazy. Czasem miała wrażenie, że przychodzi nie tyle do niej, co do tego cudotwórczego naparu.

– Laicy sądzą – zaczęła – że znajdą u mnie odtrutkę na żołądek, eliksir na złamaną nogę czy przedłużenie życia. Ale w moich przepiśnikach jest coś więcej, o czym nawet ty nie masz pojęcia.

– Słucham.

– Nie o wszystkim mogę powiedzieć. Eliksiry dają potężną moc uzdrowicielską, ale również mogą być truciznami i siać spustoszenie. Wiele wieków temu czarownice przygotowały receptury, które mogą przynieść światu zagładę. Gdy wpadną w niepowołane ręce…

– Ale tylko ty umiesz sporządzić eliksiry – odpowiedział ze spokojem Gerwazy.

– Czarna magia praktykowana jest od dawna. Niektóre czarownice nie strzegły należycie wiedzy, jaką posiadały. A w tej księdze można znaleźć wszystkie brakujące elementy układanki. Nie mogę wyruszyć w podróż. Mam za dużo eliksirów, nie mogę wszystkich zabrać ze sobą. Nie zostawię altanki pustej. To zadanie dla ciebie. Musisz mi pomóc i znaleźć przepiśnik.

Irmina wstała od stołu, sięgnęła po kilka probówek i flakoników.

– To dla ciebie. Na wypadek różnych przeciwności losu. Przydadzą ci się.

Gerwazy wziął łyk naparu, spakował eliksiry do szmacianej torby przez ramię i obiecał Irminie, że znajdzie zagubiony tom receptur. Bieszczady rozciągają się jeszcze na słowacką i ukraińską stronę, których dobrze nie znał, ale wiedział, że w swojej podróży nie może ominąć tych rejonów.

 

Koniec

Komentarze

Ależ ta Irmina dowcipnisia, każąc płacić dwa tysiące w monetach… dobrze, że nie zażądała zapłaty w grosikach ;D

Podoba mi się motyw wykorzystania czarnej magii w celu czynienia dobra dla ludzi.

“biegli przez dwie wsie z dzieckiem przelewającym się przez ręce.” → tak się mówi ;D?

Akcja z chorym dzieckiem wyszła dla mnie najlepiej, końcówka taka nudnawa, ale z racji że jest to fragment to rozumiem, że pewnie jest to potrzebne do dalszego wątku fabularnego. 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Krótkie zdania które bardzo fajnie budują widok świata. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj Irmina, ale widać, ze raczej nie będzie główną bohaterką, czekam na dalsze losy.

NearDeath, nie zbieg okoliczności tylko jestem partnerem, i czytałem dzieło zanim jeszcze zostało tutaj opublikowane, do czego sam moją kobiete namawiałem. Wspieram w tym co robi i stwierdziłem, że dodam chociaż taki krótki komentarz dla pozycjonowania (wieksze cyferki w koncu wpływają na klikalność), a szerszy komentarz przedstawiłem jej już osobiście :) Swoją drogą była już niejednokrotnie nagradzana, i chciała spróbować sił w fantastyce, a ja wiem że da rade :) Pozdrawiam!

– cordis– A to przepraszam Autorkę i Ciebie. Napotykałem się na takie sytuacje, a później okazywało się, że komentarz znikał, więc myślałem, że tu będzie tak samo :D Również pozdrawiam!

EDIT: Poprzedni komentarz usuwam, bo jest już zbędny.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Na podstawie fragmentu niewiele można powiedzieć o całości. Zainteresował mnie pomysł, główna bohaterka i zapowiedź jej przygód. Zazgrzytało w scenie z małżeństwem. Na ich miejscu w życiu nie zostawiłabym dziecka z obcą babą, na dodatek o wątpliwej reputacji. Matka mogła zostać, a ojciec iść po monety. Ale dobrze, że przedstawiasz bohaterkę poprzez jej działania.

Fragmenty nie mogą być nominowane do biblioteki i z reguły mają mniej czytelników niż opowiadania. Poza tym, pisanie krótkich historii to dobre ćwiczenie warsztatu, dlatego mam nadzieję, że niedługo przeczytam na forum Twoje opowiadanie :)

I tak rozpoczyna się Gerwazego heroiczna misja… odzyskania sumeryjskiej księgi czarów? To się nie może dobrze skończyć. Wróżę apokalipsę zombie w Bieszczadach.

Obstawiam, że Irmina dołączy do Gerwazego lub jakoś inaczej zaistnieje w tej historii. Szkoda by było, gdyby po takim wprowadzeniu bohaterka została wycofana z gry.

Zawsze można pisać z dwóch perspektyw.

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i każdy z osobna. Biorę sobie Wasze uwagi do serca przy poprawianiu i rozbudowywaniu tekstu.

Kilka uwag na szybko.

Niektórzy sądzili nawet, że góry nie są przeznaczeniem samotnych kobiet.

Jednak mieszka w nich Irmina.

Staraj się trzymać tego samego czasu, bo skaczesz z przeszłego na teraźniejszy.

Mieszkańcy wioski dużo wiedzieli o sobie. Pewnie dlatego, że poza składowaniem drewna, pracy przy węglu czy ścince drzew nie było nic innego do roboty. W sezonie otwierały się puby, napełniały je rzesze turystów spragnionych czystego, górskiego powietrza i kojących widoków.

Warto bardziej personifikować tekst, bo jego atrakcyjność wtedy rośnie. Czyli nie jacyś “mieszkańcy”, a raczej konkretna postać. Pokaż jak jedna z Twoich postaci składuje to drewno, jak plotkuje o innych mieszkańcach, że nie ma nic innego do roboty, a w sezonie kroi kasę na turystach. Niech czytelnik sam to odkryje i sam wyciągnie odpowiednie wnioski.

 

 

Optymistyczne jest to, że językowo jest przyzwoicie.

 

Na koniec kilka sugestii ogólnych. Niezbyt lubimy tu fragmenty, bo to niewielka przyjemność czytać niedokończoną historię. Co z tym zrobić? Spróbuj napisać coś krótkiego, ale co będzie kompletną historią. Z początkiem i końcem. W ten sposób dostaniesz feedback od większej ilości czytelników.

Warto również skorzystać z opcji betowania tekstów. Ktoś pomoże Tobie, Ty pomożesz komuś, oboje zyskacie.

 

 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Nowa Fantastyka