- Opowiadanie: bemik - Dziura w płocie

Dziura w płocie

Jakiś czas temu opowiadanie ukazało się w Silmarisie. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dziura w płocie

 

Dorosłość to dziwny stan. Michalina tęskniła do niego, bo zdawało się jej, że wiele oferuje. Tymczasem szybko przekonała się, że tak nie jest. Nie zdołała zachować radosnej naiwności, wiary w cuda. Kiedyś Michaśkę cieszył każdy dzień. Ale to było dawno. Teraz Michalina zaciskała zęby tak mocno, że aż bolały szczęki. Nic nie zostało z tamtej dziewczynki. Wyrosła z niej jak z kwiecistych sukienek. Trochę było żal, że zostawiła marzenia, że nie zabrała ich ze sobą, nie spakowała jak kanapek do plecaka na wycieczkę przez życie. Jednak było za późno na tęsknoty. Teraz mgła nie zapowiadała odwiedzin Mglistych Panien, a spóźnienie do pracy, natomiast księżycowy blask oznaczał, że domowe obowiązki przeciągnęły się do północy. I nie miała Zielonego Rycerza, tylko Zbyszka.

I nie było Calineczki. Dawno temu zabrała ją ropucha dla swojego syna. I Calineczka już nigdy nie znalazła drogi do domu. Była przecież taka malutka, jak ziarenko fasoli.

Kobieta ciężko westchnęła i odsunęła z czoła pasmo siwych włosów. Spojrzała na pochrapującego w fotelu męża. To nie jego wina, że nie umiał, nie potrafił zrozumieć Michaliny. To jej wina, że zrezygnowała z poszukiwań. Bała się, że zostanie sama, więc zadowoliła się kimś z Prawdziwego Świata. A potem było za późno

– Zrobiło się ciepło – powiedziała do Zbyszka, widząc, że mąż przeciera zaspane oczy. – Pojadę do babcinego domku. Pora zabrać się za wiosenne porządki w ogrodzie.

– A jedź, jedź, Michasiu. – Pokiwał głową i uśmiechnął się leciutko.

– A ty?

– Ja zostanę tu. Przyjadę na niedzielę, jak ugotujesz rosół.

 

***

 

Prowadzenie akcji porządkowej w ogrodzie szło Michalinie bardzo opornie. Każdy zakątek lub czynność przywoływały wspomnienia; czasem radosne, czasem trochę smutne. Z przykrością spostrzegła, że stara jabłoń, która wyrosła dokładnie na granicy działek i stała się częścią płotu, zakończyła żywot. Spróchniały pień rozłamał się i w ogrodzeniu powstała dziura. Kiedyś Miśka spędzała w gałęziach tego drzewa sporo czasu. Snuła wtedy historie, zaludniała sąsiednią posesję przedziwnymi postaciami, potworami i zamkami. Tu poznała Zielonego Rycerza. A potem była zbyt dorosła, żeby wspinać się i przełazić do Zapłocia. Zapomniała, jak tam jest.

Trzeba poprosić Zbyszka, żeby usunął tę staroć. Będzie trochę drewna do kominka, pomyślała. I musi załatać jakoś dziurę w płocie.

Większość konarów spadła na sąsiednią posesję; była tak samo pusta i nieprzystępna, jak parę dekad temu. Może tylko przybyło kamieni.

Zbierało się na deszcz i Michalina nie musiała zbyt długo czekać, aż zapadną całkowite ciemności, by zasiąść w swoim ulubionym oknie. Dwie poduszki i kubek kakao zapewniły jej komfort, konieczny do podziwiania żywiołu. Kochała burze. Rozdzierające niebo pioruny, grzmoty dudniące niczym puste beczki toczone piwnicznym korytarzem były jak uwertura do opery. Poczuła niemal fizyczną rozkosz, gdy rozległ się pierwszy pomruk. Noc rozjaśniła się na moment upiornym blaskiem. Wszystkie kamienie za płotem rozbłysły nagle różnobarwnym światłem, jakby ktoś zapalił kolorowe lampiony.

Gwałtowne podmuchy wiatru uderzyły w okno, niemal wgniatając je do wnętrza domku. Michalina oparła rękę o szybę w chwili, gdy zastukały pierwsze krople deszczu. Dziś nie odważyłaby się, jak kiedyś, wybiec boso do ogrodu, by wyciągnąwszy do nieba ramiona, kręcić piruety razem z szarpanymi wichurą liśćmi. Dziś na zmianę pogody bolało ją kolano.

Oparła policzek o framugę i przymknęła powieki. Burza zaczęła cichnąć, odchodziła w zapomnienie, wiatr rozwiewał chmury i odsłaniał księżyc. Kobieta odstawiła kubek i zsunęła się z siedziska. Chwilę postała w bezruchu, by przywrócić krążenie w ścierpniętych kończynach. W sinym świetle gałęzie chwiały się, sięgając do ścian domu. Ich szuranie sprawiało, że Michalina pomyślała o wiedźmich kotach. To były istoty, które liznęły trochę magii w służbie u czarownic, a kiedy nadszedł ich czas, nie potrafiły odejść jak zwykłe zwierzęta i trwały w zawieszeniu między tą a tamtą stroną. Lubiły płatać złośliwe figle, ale najczęściej przebywały w ukryciu. Wyłaziły po burzy, żeby osuszyć i wylizać mokre futra. Wtedy psociły. Michalina postanowiła je przekupić. Poczłapała do kuchni, nalała do miski mleka i wystawiła na schodki. To powinno wystarczyć. Uśmiechnęła się i powędrowała do pokoju na pięterku. Zastanawiała się, czy Wrona już wie, że przyjechała.

 

***

 

– Miśka, dawaj! Ruszże się! Ile można na ciebie czekać?

Skrzekliwy wrzask Wrony przedarł się przez senne otumanienie. Michalina uniosła się na łokciach i zmrużyła oślepione słońcem oczy. Czegóż chce to wstrętne ptaszysko? Przecież dopiero świta, jeszcze nawet rosa nie obeschła.

Pełna niechęci podniosła się jednak. Wsunęła stopy w klapki i narzuciła błękitny szlafrok na cienką koszulę.

– Idę już, idę – burknęła, odgarniając niesforne włosy. – Czego się tak drzesz?

Niemal zbiegła po schodach i wypadła do ogródka przez drzwi tarasowe. Potem przecisnęła się przez dziurę w płocie. Dobrze że nie muszę łazić po drzewie, pomyślała i rozejrzała się za ptakiem.

Wrona siedziała na czerwonym kamieniu. Założyła nogę na nogę i dłubała źdźbłem trawy w dziobie.

– Jestem – wysapała Miśka, zatrzymując się tuż przed nią. – Co było takiego pilnego, że tak krzyczałaś?

– Właściwie to nic. – Wrona wzruszyła skrzydłami. – Ale dzień taki piękny, nie chciałam, żebyś go przespała.

– Idiotka – syknęła Michalina, ale wcale się nie gniewała. Rozglądała się po Zapłociu i uśmiechała leciutko.

– Idziemy? – spytała z nadzieją w głosie Wrona. – Dawno cię tu nie było…

Spod stóp pryskały zielone koniki polne, buczenie trzmieli i pszczół zagłuszało odgłosy wioski, a wiatr-zbereźnik nurkował pod koszulę i muskał nagie ciało. Miśka, zawstydzona jego bezczelnością, otuliła się szczelniej szlafrokiem. Odleciał, chichocząc, wielce z siebie zadowolony.

– Nic się nie zmieniło – wyszeptała po dłuższej chwili.

– Nie. TU – podkreśliła Wrona – nic się nie zmieniło. Tylko ciebie nie było.

Michalina zacisnęła usta w wąską kreskę i nie odezwała się. Nie wiedziała, jak ma wytłumaczyć Wronie, że zabrało ją i pochłonęło Prawdziwe Życie. Jak wyjaśnić to komuś, kto nigdy nie istniał.

– Zwyczajnie – podpowiedziała Wrona, która czasem podsłuchiwała myśli. – Spróbuj.

– Dobrze. Znalazłaś kiedyś dżdżownicę?

Wrona zaskrzeczała, nie trudząc się wcale, żeby odpowiedzieć po ludzku.

– Próbowałaś ją wyciągnąć, choć wystawał tylko kawałeczek?

– No, rwie się i ucieka w ziemię.

– Otóż to. – Michalina chrząknęła. – Ona ucieka, a ty za wszelką cenę chcesz ją złapać, rozdrapujesz coraz większą dziurę i ciągle próbujesz… Ale to na nic. A kiedy się wreszcie orientujesz, zapada wieczór i jest za późno, żeby złowić coś innego, więc idziesz głodna spać. Teraz rozumiesz?

Wrona rozwarła dziób, żeby coś powiedzieć, ale po chwili namysłu zamknęła go i pokiwała tylko łebkiem.

– Ale teraz do nas wróciłaś?

– Wróciłam? – zdziwiła się Miśka. – Nie, raczej nie, zajrzałam tylko na chwilę.

– Dlaczego na chwilę?

– Bo tam został Zbyszek!

– Kto to jest Zbyszek? – Ten głos sprawił, że zadrżała.

Odwróciła się powoli. Młodzieniec, który przed nią stał, mógłby być jej synem, a może nawet wnukiem. Złociste włosy, zielone oczy, pełne usta rozciągnięte w kpiarskim uśmiechu. Matko, jak to serce łomocze!

– Nic się nie zmieniłaś, choć nie było cię tyle czasu.

Pomyślała, że kpi z niej. Ale chłopak schwycił pasmo jej czarnych włosów i ucałował. Czarnych? Matko przenajświętsza! Michalina spojrzała na dłonie i nie mogła uwierzyć.

– To się nie dzieje naprawdę – wyszeptała zaskoczona.

– Dzieje się, dzieje! – Zielony Rycerz wybuchnął gromkim śmiechem. Schwycił Michaśkę za rękę i pociągnął w stronę strumienia.

Usiedli na brzegu, Michalina zrzuciła klapki i zanurzyła bose stopy w wodzie.

– Dlaczego zniknęłaś tak nagle? Dlaczego potem nigdy nie zajrzałaś? – pytał, dzióbiąc patykiem strumień. – Wiem, że co roku przyjeżdżałaś, ale nigdy nie przyszłaś.

– Wyjechałam, poszłam na studia – powiedziała. A potem dodała cicho: – I wyszłam za mąż.

Zielony Rycerz wciągnął głośno powietrze.

– To ten Zbyszek?

– Tak.

– Jaki on jest?

– Dobry – odpowiedziała bez namysłu.

– Dobry – powtórzył Rycerz, ale w jego ustach zabrzmiało to jak obelga.

– Nic nie rozumiesz. Przecież nie mogę żyć w wymyślonym świecie.

– A dlaczego?

– Bo gdyby tak było, to wszyscy zostaliby w jakimś swoim Zapłociu.

– Głupia jesteś! – Zielony Rycerz zaśmiał się nieprzyjemnie. – Nie wszyscy dostają taką możliwość. Tylko wyjątkowe osoby mają szansę zostać w naszym świecie.

– Chcesz powiedzieć, że ja miałam taką szansę? – zapytała zaskoczona.

– Nie. Chcę powiedzieć, że nadal ją masz.

Michalina patrzyła na chłopaka w milczeniu. Mogła zostać w wymyślonym świecie? Mogły ją ominąć wszystkie nieszczęścia?

Opuściła głowę i szybko powędrowała w stronę dziury w płocie. Ani Rycerz, ani Wrona jej nie towarzyszyli. Usłyszała jedynie w myślach pytanie ptaka: „Przyjdziesz jeszcze?” Ale nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.

 

***

 

Michalina wierciła się na posłaniu. Łóżko zawsze było wygodne, ale tej nocy prześcieradło skręcało się, koc drażnił skórę, a w poduszce wyczuwała guzy. Kobieta podniosła się zrezygnowana.

Miała problem z zaśnięciem. Mogła wszystkiego uniknąć? Mogła zostać w Zapłociu? Oni tak twierdzili. Ale gdzie w takim razie podzieliby się rodzice, Zbyszek, dziecko…

Zabolało. Znowu bardzo zabolało.

Położyła rękę na brzuchu. Dawno wyschło w nim życie, ale i tak pamiętała. Łzy zakręciły jej się pod powiekami. Tak mocno pragnęła, a potem tak straszliwie cierpiała. Zawsze zastanawiała się, dlaczego, ale nigdy nie znalazła odpowiedzi.

A jakiś czas później Zbyszek przyniósł taką małą piszczącą kulkę. Bezbronną Kleośkę. Nie zastąpiła Calineczki, ale była jak chusteczka na cieknący nos.

Zostać w Zapłociu? Ominęłyby ją wszystkie złe i przykre sprawy.

Ale ominęłoby ją też smażenie konfitur z babcią, ciepłe ramiona Zbyszka, lody cieknące po brodzie i rękach, kołysanki mamy i kłujący zarost ojca.

Przymknęła powieki. Nie chciała decydować. Przynajmniej nie teraz.

Omijała zwalone drzewo, a w sobotę wieczorem, kiedy przyjechał Zbyszek, poprosiła, żeby zrobił z tym porządek. Mężczyzna przechodził na drugą stronę, ale nie zauważał niczego. Za to Michalina z daleka widziała zielony kubrak i słyszała kraczącą wronę.

 

***

 

– Pamiętasz, jak przyszłaś tu pierwszy raz? – spytała Wrona. – Siedziałaś w gałęziach tej jabłonki i płakałaś.

– Pamiętam.

Michalina opuściła głowę. Tamtego dnia zaczęło się to, co skończyło się kilka lat później. Mama pokłóciła się z tatą. A Michaśka sądziła, że to przez nią i było jej bardzo przykro.

Dlatego długo płakała, aż odezwała się Wrona i powiedziała, że jak będzie tak ryczeć, to cała wypłynie ze łzami i nic nie zostanie z Michasi.

Nie uwierzyła, ale przynajmniej przestała szlochać. Wrona zabrała ją do Zapłocia, a tutaj tak łatwo było zapomnieć o kłopotach.

– A pamiętasz, jak kąpałaś się w strumieniu?

Michalina zawstydziła się. Wstrętne ptaszysko, musi jej przypominać takie żenujące chwile?

– Nie muszę. – Wrona zachichotała. – Ale jak ktoś ma takie kretyńskie pomysły, to ponosi potem za to odpowiedzialność.

– Skąd mogłam wiedzieć, że nie jestem tu sama? Było tak gorąco, chciałam się ochłodzić!

– Masz szczęście, że Zielony Rycerz jest naprawdę rycerzem – zaskrzeczał ptak.

Michalina odwróciła głowę, żeby Wrona nie widziała jej zaczerwienionych policzków.

– Skąd tu tyle kamieni? – spytała Miśka, by zmienić niewygodny temat.

– Nie mam pojęcia. – Wrona wzruszyła skrzydłami. – Były, są i będą.

– No wiem, ale mam wrażenie, że co roku ich przybywa. Jakby ktoś specjalnie je tu wrzucał.

– Ja tam nic nie wiem. – Ptak zaczął szybciej dreptać. – Chodź, pójdziemy na Skałę Marzeń. Zawsze lubiłaś tam przesiadywać.

Michalina przyjrzała się uważniej Wronie. Teraz z kolei wyglądało, jakby to ona unikała rozmowy. Co takiego jest w tych kamieniach?

Złocista pszczoła przeleciała tuż koło ucha Miśki. Zawróciła i zatoczyła koło nad jej głową, a potem usiadła na włosach.

– Zielony? Zabierz ją ode mnie! – zaśmiała się, ale jej głos niebezpiecznie zahaczał o wysokie rejestry. – Wiesz, że nie lubię owadów.

– O rany, jakaś ty poważna – zajęczał Rycerz, ale spełnił życzenie Miśki.

– Nie wyrosłeś z głupich żartów?

– A po co?

No tak. Właściwe pytanie.

– Ścigasz się? – krzyknął i już biegł, nie patrząc za siebie. – Do dębu! Znowu przegrasz!

Michalina wzruszyła ramionami. Nie chciało jej się biegać. Rozglądała się po Zapłociu, odnajdując zapomniane widoki i uczucia.

– A tego tu nie widziałam – powiedziała, wskazując niebieski kamień, wielki niemal jak lodówka.

– Musiałaś przeoczyć – wyskrzeczała Wrona.

– Zwariowałaś? Musiałabym być chyba ślepa!

Od strony dziury w płocie dobiegło nawoływanie. To pewnie Zbyszek przyjechał.

– Może byłaś – powiedziała Wrona, ale zrobiła to tak cichutko, żeby Michaśka nie usłyszała.

 

***

 

Wieczór skrzył się brokatem gwiazd, a ciszę przerywał tylko szum wiatru w trawach i cykanie świerszczy. Michalina rozparła się na ławce wyłożonej poduszkami i popijała kakao, a Zbyszek siedział na schodach. Do nozdrzy kobiety docierał korzenny zapach dymu z fajki. Nie rozmawiali. Pomyślała, że chciałaby zabrać Zbyszka do Zapłocia. Pokazałaby mu strumyk, dąb, Skałę Marzeń, Wieżę ze schodami do nieba i wiele innych cudów. Ale obawiała się, że on nie zobaczyłby tego wszystkiego.

Odstawiła kubek i przymknęła oczy. Czasem miała wrażenie, że choć patrzą na te same rzeczy, to widzą inne światy. Przywykła już do tego.

Poczuła, że mąż otula ją kocem i zakłada za ucho niesforne pasmo posiwiałych włosów.

Do tego też przywykła.

 

***

 

– To ostatni raz, Wrono – powiedziała Michalina.

Zbyszek pojechał do domu, do miasta, a ona została. Chciała uporządkować wszystko.

– To nie musi być ostatni raz – szepnął ptak.

– Musi. Nie mogę ciągle uciekać do Zapłocia. Nie mogę zostawiać męża. Zbyt wiele…

Michalina zamilkła. Nagle do niej dotarło. To nie tak, że tylko jemu zależy. Lata temu wmówiła sobie, że nie powinna niczego oczekiwać od tego związku. Sądziła, że nie potrafi obdarzyć Zbyszka uczuciem. Jednak stało się inaczej. Wydawało się jej, że cały czas udaje, gra. Ale przecież naprawdę było im dobrze.

Michalina podniosła się znad strumyka, wsunęła nogi w klapki i ruszyła szybkim krokiem w stronę niebieskiego kamienia. Wrona dreptała za nią zdenerwowana.

– Nie idź tam – prosiła. – Zielony Rycerz powiedział, że tak trzeba… że dzięki temu będziesz z nami… Ja też myślałam, że tak będzie dobrze.

Miśka nie słuchała. Stała przed błękitnym głazem, a w oczach kręciły się jej łzy i spływały po policzkach.

– Ty skurwysynu… Ty podły skurwysynu…

Wrona zamarła z otwartym dziobem, niezdolna do jakiegokolwiek gestu. Całe Zapłocie znieruchomiało. Nawet wiatr nie odważył się poruszyć źdźbeł trawy, zawinął się i umknął na drugą stronę strumienia, by tam skryć się i przeczekać.

Michalina otarła oczy. Powietrze wokół niej gęstniało, jakby była jakąś wiedźmą, która gromadzi moce. Iskry wyskakiwały i z trzaskiem rozbijały się na najbliższych przedmiotach. Światło zaczęło mętnieć, a mrok rozlewał się od stóp Michaliny niczym atrament po kolorowej kartce. Pochłaniał na swojej drodze krzewy, drzewa, ziemię i niebo. Wrona odzyskała zdolność ruchu i przezornie odskoczyła na największy w okolicy kamień.

– Miśka, nie rób tego – poprosiła wystraszona. – Zniszczysz wszystko!

– Ja zniszczę? – zasyczała kobieta. – Ja?

– Było do przewidzenia, że kiedyś się domyślisz – odezwał się głośno Rycerz. Uśmiechał się, patrząc zuchwale w oczy wściekłej kobiety. – Właściwie to chyba od zawsze wiedziałaś, tylko nie chciałaś tego powiedzieć głośno.

– Wiedziałam? – Michalina zatrzymała się w pół kroku. – O czym wiedziałam?

– Że twoje marzenia lądują tutaj, w Zapłociu.

– Dlaczego to robiłeś?

– Wrona już ci wyjaśniła – rycerz wzruszył ramionami – żebyś do nas dołączyła! Bez ciebie nie ma Zapłocia!

– Dlatego kradłeś mi marzenia? – W głosie Michaliny słychać było zdziwienie. – Żeby były zimne? Zamykałeś je w kamieniach i nie pozwalałeś się spełniać?

Rycerz milczał, ale widać było, że nie czuje wstydu.

– Rozumiem, że zabierałeś te mniejsze. O lalce z mrugającymi oczami. – Dotknęła niedużego, zielonego kamienia. – O srebrnym rowerze… O tej sukience na bal maturalny… – Wskazywała kolejne głazy. – Ale Calineczka?

Zielony stał bez ruchu, tylko na jego ustach nie było już kpiącego uśmieszku.

– Nienawidzę cię – szepnęła Michalina. – Zabrałeś je z tamtego świata, ale w tym mi nie oddałeś…

– Miałaś mnie – wyznał z oszałamiającą szczerością.

– Sądziłeś, że za wszystko wystarczysz? A nie obchodziło cię, co ja czuję? – spytała cichutko. – Nie obchodziły cię moje łzy?

– Tu byś zapomniała. O Calineczce… O Zbyszku…

– Ty naprawdę nic nie rozumiesz! – krzyknęła Michalina. – Ja nie chcę zapominać! Ja chciałam to przeżyć naprawdę!

Kobieta odetchnęła głęboko.

– Zabrałeś mi życie!

Na twarzy Michaliny nie widać już było nawet śladu łez, wyparowały. Zastąpił je palący gniew, który kondensował się wokół jej postaci czerwono-czarnymi obręczami. Kobieta zaczęła powoli obracać się, a na cokolwiek padło jej spojrzenie, rozpadało się w proch. Wirowała w szalonych piruetach, a jej wzrok zataczał coraz szersze kręgi. Niknęły kwiaty, piasek, strumień, nimfy wodne, drzewne skrzaty, każda rzecz, którą tworzyła z takim pietyzmem.

Wrona przezornie zerwała się z kamienia i przeleciała na drugą stronę płotu.

– Nie odważysz się – wyszeptał Zielony Rycerz i wyciągnął rękę, jakby próbując się zasłonić. – Nic tym nie zyskasz!

– Może nie – Michalina uśmiechnęła się zimno i zwróciła na niego spojrzenie zabójczych oczu. – Zaraz się przekonamy…

 

***

 

– Miśka, prezent dla Celinki to ten z fioletową kokardą? – Głos męża wyrwał Michalinę z zamyślenia. – Bo mnie się już pomieszało. Dla Andrzeja to ta mała paczka, prawda? A dla Jaśka ta największa ze wszystkich. Ale się mały ucieszy! Te pudła nie zmieszczą się pod choinką!

Michalina pamiętała wszystko, nawet wspólne smażenie konfitur.

– Popatrz, ta wrona to się już całkiem rozpanoszyła na naszym balkonie. Rzuciłaś jej coś do żarcia? Pewnie zimno ptaszysku, bo taki dziś mróz.

Kobieta siedziała na wersalce z rękoma na kolanach. Cały czas się uśmiechała.

 

Koniec

Komentarze

– Wrona już ci wyjaśniła – rycerz wzruszył ramionami. – Żebyś do nas dołączyła! Bez ciebie nie ma Zapłocia!

Tutaj Rycerz z małej litery?

 Od razu wróciły wspomnienia mojego dzieciństwa i babcinego domu.

Opowiadanie praktycznie połykałem. Bardzo, bardzo się podobało!

Dobre opowiadanie!:)

Przeniosłam się do krain z dziewczęcych książek, do czasu, kiedy wszystko było możliwe i stawało się „ot tak”, na pstryknięcie palcami, w oka mgnieniu. Świat rodził się w każdym odczuciu, zdarzeniu. 

Nostalgicznie? Czy żal? I tak, i nie. 

Czytało się szybciutko, ależ prowadzisz te historie:) Było pięknie, straszno i wzruszająco.

Zwracam się o biblio, naturalnie.

Pzd srd :), a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję Wam bardzo za przeczytanie i taką miłą opinię. Troszkę się obawiałam wrzucać ten tekst, bo on taki bardzo bemikowy, a ja już troszkę odchodzę od tego stylu, chociaż – wróć – nie odchodzę, mniej w nim piszę. Jak się ukaże moja obyczajówka, to pewnie więcej znajdziecie bemikowych tonów. 

Asylum – babol przeoczony, zaraz poprawiam. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To @miency słówko wskazał:), ja nie taka dobra w podobne klocki.

O, fajnie, obyczajowka, jestem ciekawa!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Kiedy byłam dzieckiem, a potem dziewczęciem też miałam swoje marzenia, ale prawdziwe życie okazało się na tyle zajmujące i fajne, że choć tamten czas był radosny i beztroski, pozostał za mną. Zapamiętałam zabawy z rówieśnikami, ale tamte fantazje z czasem uleciały, zastąpione przez szczęśliwą ówczesność, zmieniającą się w coraz to nową teraźniejszość. I tak jest do dziś. Pewnie dlatego nie do końca rozumiem Michasię, dla której wspomnienia, choć przytłoczone sprawami bieżącymi, ciągle były ważne i żywe, ale też rozumiem, że niespełnienie rekompensuje się magią wspomnień dawnych fantazji.

Miałam pewne obawy, że Michalina odwiedza Zapłocie po raz ostatni i poniekąd tak się stało, tyle że Misi te odwiedziny otworzyły oczy i chyba pogodziła się z tym co jest, potrafiła oddzielić marzenia od rzeczywistości, od tego, co jeszcze przed nią.

Dziurę w płocie znalazłam jako opowieść szalenie nostalgiczną, ale nie pozbawioną optymizmu. ;)

 

– Głu­pia je­steś!- Zie­lo­ny Ry­cerz za­śmiał się nie­przy­jem­nie. ―> Brak spacji przed dywizem, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Mi­cha­li­na krę­ci­ła się na po­sła­niu. Łóżko za­wsze było wy­god­ne, ale tej nocy prze­ście­ra­dło skrę­ca­ło się… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Może w pierwszym zdaniu: Mi­cha­li­na wierciła się na po­sła­niu. Lub w drugim: Łóżko zawsze było wygodne, ale tej nocy prześcieradło ściągało się

 

– Zie­lo­ny? Za­bierz ją ode mnie! – Za­śmia­ła się, ale jej głos nie­bez­piecz­nie za­ha­czał o wy­so­kie re­je­stry. ―> Skoro głos zahaczał o wysokie rejestry, niewątpliwie był to śmiech paszczowy, więc: – Zie­lo­ny? Za­bierz ją ode mnie! – za­śmia­ła się, ale jej głos nie­bez­piecz­nie za­ha­czał o wy­so­kie re­je­stry.

 

krzyk­nął i już biegł, nie oglą­da­jąc się za sie­bie. ―> Masło maślane ― czy mógł oglądać się przed siebie?

Może wystarczy: …krzyk­nął i już biegł, nie oglą­da­jąc się. Lub: …krzyk­nął i już biegł, nie patrząc za sie­bie.

 

kon­den­so­wał się wokół jej po­sta­ci czer­wo­no–czar­ny­mi ob­rę­cza­mi. ―> …kon­den­so­wał się wokół jej po­sta­ci czer­wo­no-czar­ny­mi ob­rę­cza­mi.

 W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg – jesteś jak zawsze niezastąpiona. Dziękuję. 

Czasem mi Ciebie brak, gdy piszę coś dłuższego, a z drugiej strony obawiam się, że taka “łapanka”, biorąc pod uwagę powieść, mogłaby Ci poważnie zaszkodzić na zdrowiu.

heart Zaraz poprawiam babole heart

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cieszę się, Bemiku, że uznałaś uwagi na przydatne. ;)

 

Czasem mi Ciebie brak, gdy piszę coś dłuższego, a z drugiej strony obawiam się, że taka “łapanka”, biorąc pod uwagę powieść, mogłaby Ci poważnie zaszkodzić na zdrowiu.

No cóż, moja doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i nie zanosi się, aby mogła mieć więcej, więc ledwo wyrabiam się z bieżącymi opowiadaniami, a takie np. fragmenty zmuszona jestem traktować po macoszemu. No i, co tu dużo mówić ― nie chciałabym, aby łapanki pozbawiły mnie resztek życia rodzinnego i towarzyskiego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dlatego też zrzucam innym na głowy moje wypociny. Ale codziennie zaglądam na NF i nieodmiennie podziwiam Cię za pracowitość!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik – bardzo miło przeczytać takie “bemikowe” opowiadanie. Nostalgicznie, magicznie, trochę bajkowo, a jednocześnie trochę strasznie. Ukradzione marzenia… Kiedy zaczęłam wczuwać się w Michalinę, brr… Uff, dobrze, że to wszystko dobrze się zakończyło :) Czasem fajne uciec do takiego “Zapłocia”, ale gdy zastępuje ono rzeczywistość, aż strach się bać :) Oczywiście klikam :)

Dziękuję, Bemiku. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Katiu, miło mi Cię gościć pod opowiadaniem. I cieszę się, że te czysto bemikowe jeszcze Ci się nie znudziły. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pamiętam. Bardzo ładne i nastrojowe, miało piękną ilustrację. Gdyby kiedykolwiek wyszedł numer “the best of”, na pewno widziałabym tam ten tekst.

Gdyby nie finał, to opowiadanie byłoby jednym z silniej działających na mnie horrorów. Co prawda nie mam Zapłocia, ale czasem, gdy nic mi nie szło, uciekałem w świat marzeń. Nigdy bym nie wpadł na to, że ktoś z tamtej strony lustra może moje marzenia blokować w tamtym świecie. 

 

 

Choć z drugiej strony to może tłumaczyć, dlaczego nie pilotuję gwiezdnego myśliwca walcząc w odległych zakątka galaktyki ;)

Marianno, dzięki.

MPJ78 – mam nadzieję, że nie ma kogoś takiego. Brr, ależ masz pomysły! Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie dobrze się czytało. Z początku ta historia wydaje się lekka, ale stopniowo czytelnik zdaje sobie sprawę, co mogą oznaczać postaci Calineczki, Rycerza, kamienie.

Urzekł mnie nastrój tej historii: liryczny, smutny, z odrobiną nadziei w zakończeniu. Podobało mi się, że opisujesz życie bohaterki bez idealizacji, zwłaszcza jej małżeństwo. Pomysł na ucieczkę do krainy marzeń ten bardzo udany. Ogólnie, dużo magii, ale raczej tej smutnej, mimo zakończenia. Choćby w przemienianiu marzeń w kamień i w tym fragmencie:

I nie było Calineczki. Dawno temu zabrała ją ropucha dla swojego syna. I Calineczka już nigdy nie znalazła drogi do domu. Była przecież taka malutka, jak ziarenko fasoli.

Fajne, bajkowe opowiadanie z przesłaniem i morałem. Jak zwykle u Ciebie dobrze napisany i przemyślany. Przyjemnie mi się czytało :)

Ando, belhaju – dziękuję. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Do pewnego momentu doskonale rozumiałam bohaterkę, bo też mam swoje “Zapłocie”. Również niedawno zdałam sobie sprawę, że zabiera mi ono moje realne marzenia i w ogóle prawdziwe życie – ale w przeciwieństwie do bohaterki, nie mam zamiaru aż tak drastycznie niszczyć mojego świata marzeń – może dlatego, że naprawdę go kocham i jednak nie zabrał mi aż tak dużo, jak bohaterce. Staram się, aby pomiędzy marzeniami a realnym życiem panowała symbioza :3 

Opowiadanie na początku skojarzyło mi się z “Mostem do Terabithii”, ale później okazało się, że poszło w zupełnie innym kierunku – pokazało mroczną stronę marzeń i pod tym względem jest nowatorskie – zazwyczaj bajki mają wydźwięk taki, że warto marzyć, marzenia są super, wszystko się może zdarzyć… itd. Wydaje się, że nie ma nic złego w marzeniu i fantazjowaniu, ale tak nie jest. Ludzie często zapominają, że jest druga strona medalu, ta nieprzyjemna, a osoby, które uciekają w świat marzeń, często robią to z powodu rzeczywistych problemów, z którymi nie potrafią sobie poradzić. 

Warsztatowo bardzo ładnie, język prosty i przystępny, czytało się leciutko. No i wciągnęło, nawet bardzo. Tam po trzecim akapicie brakuje kropki, więcej nic rażącego nie zauważyłam. Za Rycerza, za Wronę, za marzenia uwięzione w kamieniach i za podobieństwo sytuacji bohaterki do mojej – opowiadanie zasługuje na nominację do piórka ode mnie.

Sonato, pięknie dziękuję. 

Ja też się staram, by między marzeniem a życiem panowała symbioza, chyba mi się to udaje, choć miałam momenty, kiedy łatwiej mi się marzyło niż żyło. Na szczęście to minęło smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przyznam że opowiadanie było dla mnie dziwnym doświadczeniem, ze względu że wcześniej czegoś takiego nie czytałem. Postanowiłem zaryzykować i dać się wciągnąć w ten czarujący świat i nie żałuję! Styl pisania – niesamowity i żadnym innym słowem nazwać go nie mogę. Czytało się jednym tchem, ale z komentarzy powyżej widzę, że nie jest to żadna nowość :) 

Na początku myślałem, że opowiadanie nie przypadnie mi do gustu, lecz troszkę się pomyliłem.

Poniżej zamieszczam również zdanie, które nie wiedząc dlaczego ( bądź nie zdając sobie do końca z tego sprawy), podobało mi się najbardziej:

“Czasem miała wrażenie, że choć patrzą na te same rzeczy, to widzą inne światy.” 

Jestem pod wrażeniem!

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Dziękuję, NearDeath, to bardzo miłe, co napisałeś. 

A wybrane przez Ciebie zdanie… no cóż, nieraz się sprawdza.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Skądś znam ten tekst. ;-)

Moją opinię pewnie już znasz: fajny pomysł, acz jak dla mnie trochę za duże stężenie cukru w cukrze. Chociaż, gdy czytam inne komentarze, to zastanawiam się, czy ten sam tekst czytaliśmy. Może i przeszedł większą metamorfozę w międzyczasie, ale nie przypominam sobie…

Akcja rozkręca się dość wolno, ale tekst jest za krótki, żeby to przeszkadzało.

Babska logika rządzi!

Dzięki Finklo. Metamorfozy specjalnej nie było. I tak: pamiętam, że nie lubisz tego typu tekstów :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bała się, że zostanie sama, więc zadowoliła się kimś z Prawdziwego Świata. A potem było za późno – brak kropeczki.

 

Ale gdzie w takim razie podzieliby się rodzice, Zbyszek, dziecko… – literówka.

 

Bemik, Twój tekst jest mi bliski z różnych względów. Po pierwsze lubię takie opowieści, sam też dobrze się czuję w pisaniu podobnych. Po drugie mam chyba nieco wspólnego z główną bohaterką…

Trud uzyskania balansu między marzeniami a Prawdziwym Życiem jest mi doskonale znany. Wciąż przez pewne dążenia, przez uciekanie myślami w inny świat, zatracam/zatracamy to co dobre i piękne w w Tu i Teraz. 

Opowiadanie i jego słodko-gorzki wydźwięk bardzo mi się spodobały :)

Pozdrawiam.

Piękne opowiadanie.

Ciekaw jestem, gdzie podziewają się marzenia z tych ominiętych ścieżek życia, gdy na rozdrożu szliśmy w inną stronę…

Gratulacje, wzruszyłem się, a u mnie to niełatwe uczucie.

 

Zwrócić piórko Sowom i Skowronkom z Keplera!

Wrzucikem wczoraj cichociemnego klika, to czas na jakieś wyjaśnienia :-) 

Tekst jest napisany bardzo ładnie. W jak najlepszym tego słowa znaczeniu – nie chodzi mi "ładnie" w sensie – okej, w porządku, całkiem nieźle, siadaj, cztery, tylko o perfekcyjny balans stylu: jest lekko i przejrzyście, zdania zbudowane z gracją, nasączone emocjami, ale bez silenia się na poetyckie fajerwerki. Po prostu ładnie :-) 

Pamiętam Twoje teksty, zamieszczane tu na forum kilka lat temu, kiedy zaczynałem tu zaglądać. Były właśnie takie "całkiem nieźle, siadaj, cztery" (pod względem stylu, nie fabuły i pomysłów), a teraz… Pełen profesjonalizm, wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy, ale przede wszystkim – wypolerowany, szlachetny styl. Robi wrażenie elegancją, nie błyskotkami, szokowaniem, czy krzykliwym zestawianiem pozornie niepasujących do siebie elementów. Bardzo dojrzałe pisanie. 

O treści wiele napisać nie mogę poza tym, że podoba mi się – niezbyt oczywiste i popularne w fantasy podejście do dziecięcych marzeń – świat fantazji może być zazdrosny i niebezpieczny, a próba pociągnięcia go ze sobą w dorosłe życie niepotrzebna i może się źle skończyć. Zwykle życie, chociaż pełne trudów i czasem smutne, może być równie piękne. 

Być może każdy ma swoje Zapłocie, ale nie każdy, daleko nie każdy, powinien tam wracać, gdy już się z nim pożegnał. 

Bardzo dobry tekst!

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Właściwie od razu pomyślałam, że niebieski kamień to utracone dziecko Michaliny i zakończenie strasznie bajkowe – w sumie trochę osłabia wymowę tekstu, taki aż za “happiendowy” ten happy end dla mnie ;-).

Czytało się bardzo dobrze, widać, że wiesz, co robisz – tak warsztatowo, jak i fabularnie. Dobrze napisany ciepło-gorzki tekst. Jestem zadowolona z lektury.

Dream big.

Nie jest to moja tematyka, ale przyznam, że czytało się przyjemnie, a koniec był satysfakcjonujący. Masz lekkie pióro i fajny styl.

Czterech mężczyzn, którym się podobało takie opowiadanie??? O mamuńciu, jestem, panowie, przeszczęśliwa. Prędzej spodziewałabym się zarzutów, że za bajkowe, za cukierkowe, ale okazuje się że niezbadane są wyroki bosk… znaczy czytelnicze. To kobieta domaga się krwi wink. Żartuję, naturalnie, ale wiesz, Dogsdumpling, czasem potrzebuję też trochę posłodzić, żeby tym większe wrażenie robiły moje makabryczne teksty.

Dziękuję wszystkim za wizytę i komentarze.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czterech mężczyzn, którym się podobało takie opowiadanie???

No bo cukierkowe to ono nie jest :-) 

Ładne stylowo i, jak to dobrze Dogs ujęła, ciepło – gorzkie w wymowie. Ale nie przesłodzone, czy cukierkowe – tylko czytelnicy z Syndromem Finklińskim mogą odczuwać cukrowy dyskomfort. 

A zakończenie, gdy bohaterka się wk… i rozp… To jest chciałem napisać – niezmiernie irytuje się, poznawszy przerażającą prawdę i pokazuje wszystkim, gdzie raki zimują, jest całkiem w męskim stylu :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

yes Pięknie powiedziane, thargone!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przewrotnie, bo jednocześnie w sumie cukierkowo i mrocznie, skoro Miśka unicestwia swój wymyślony świat. Moglibyśmy się pewnie długo głowić nad tym, w jakim stopniu postaci z Zapłocia były realne, bez względu jednak na odpowiedź, przeczytanie tego opowiadania zdecydowanie było miłym akcentem na zakończenie dnia. Przyznaję, na początku bohaterka wydawała mi się rozlazłą kluchą, na koniec jednak pokazuje, że ma jaja i potrafi postawić na swoim. Pewnie każdy kiedyś miał – lub może wciąż ma – ten swój mały “wyobrażony” zakątek, dobrze jednak, żebyśmy nie musieli go tak brutalnie niszczyć.

Zostaw ten żyrandol.

Dzięki, Verus. Właśnie tak powinno być, wyobrażenia powinny być zakątkiem, a nie całym światem :-) 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Całkowicie się zgadzam! :D

Zostaw ten żyrandol.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

smiley

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo przyjemnie się czyta, poza tym opowiadanie jest metaforyczne, co się bardzo ceni. Uwielbiam historie, które mają drugie dno i można je odnieść do realnego świata.

Dobrze się czyta, pięknie napisane. Szkoda, że w prawdziwym życiu nie ma takich happy endów. ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki dziewczyny, cieszę się, że przypadło do gustu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przyjemne opowiadanie. Początek trochę mnie nużył, był zbyt bajkowy jak dla mnie. Ale dozowałaś powoli informacje i wyjaśnienia, dzięki czemu wytrwałam. Bardzo ładny masz styl pisania.

Niczego odkrywczego tu nie znalazłam, bo chyba każdy czasem tak myśli o swoim życiu, ale pomysł z kamieniem i lodówką jest ciekawy. Poza tym pięknie, obrazowo to przedstawiłaś. Bohaterowie są wiarygodni, każdy, nawet Wrona i nudny mąż, mają coś w sobie. 

Dziękuję Saro

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja to już chyba czytałam i zdaje się, że mi się podobało. :)

Czytałaś, czytałaś, w Silmarisie :-) 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka