- Opowiadanie: rrybak - Poznajcie hymn Pononasów

Poznajcie hymn Pononasów

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Poznajcie hymn Pononasów

Pamiętajcie moje dzieci, nasza historia jest całkowicie sfałszowana. A klucz do tego fałszerstwa od stuleci tkwi na oczach wszystkich, lecz nikt go nie widzi. Dowód? Chcecie dowodu? Ależ proszę bardzo, nie jesteście jedynym rocznikiem naszej zielonej szkoły, który się go domaga.

O nie, moi drodzy, wszystko zaczęło się nawet nie w wieku osiemnastym, choć wiadomo że Józef Rufin Wybicki był jednym z najznakomitszych Pononasów doby ówczesnej. Przybyli oni jednak w ścisłej konspiracji, choć setkami a potem wręcz tysiącami, na ziemie Rzeczypospolitej znacznie wcześniej, prawdopodobnie jeszcze z późniejszym hetmanem Stefanem Czarnieckim. Herbu nota bene – Łodzia. Przez morze rzecz jasna. Skąd? A skądże indziej, jeśli nie z Ameryki dotarły do nas resztki owego plemienia z podbitych i szybko wybitych (tak szybko, że nawet nikt jeszcze tego nie opisywał) przez angielskich osadników wschodnich kolonii.

Nie dziwi więc, że o dzieciństwie, młodości i nawet dacie urodzin Czarnieckiego nie wiemy dosłownie nic. Podobnie jak o znacznej części jego życia, aż do niemal czterdziestych urodzin, gdy dosłużył się stopnia oficerskiego. Dopiero wtedy, bo wówczas to wreszcie (sprawdźcie, jeśli nie wierzycie!) opanował język polski na tyle, by móc dowodzić lokalnym rycerstwem. Co prawda nadal z trudnością. Jego stawianie na lekką konnicę w dobie artylerii i piechoty oraz mało zrozumiała wymowa (jakoby skutek rany odniesionej w bitwie) nie wzięły się przecież znikąd. Zwyczajnie – jako egzotyczny emigrant miał duże kłopoty z polszczyzną. Mimo to, a może właśnie dlatego Szwedów wygnali z Polski także głównie Pononasi. Bo to po nich przecież popłynął po cichu Czarniecki, gdy już w pełni stało się jasne, że sami Polacy nie dadzą rady. Wybicki dobrze wiedział co pisze w pierwowzorze pononaskiego hymnu:

Jak Czarnecki do Poznania

wracał się przez morze

dla ojczyzny ratowania

po Szwedzkim rozbiorze.

 

Prawda że ciekawe? Przeczytajcie sobie u źródeł. Na przykład to, że kiedy Czarniecki umierał – zwyczajem typowo pononaskim żegnał nie bliskich, a swojego konia! Swego sunka wakan! Dlatego też przyszły hetman rozpoczął karierę wojskową w Polsce i aż tak długo służył w formacji Lisowczyków.

Ha! Ha! Drogie dzieci, Lisowczycy! To dopiero temat! Najemna lekka konnica utworzona jak dziś wiadomo, przez kolejnego Pononasa – Lisowskiego zwanego też z indiańska Jeżem, jest i o tym w Wiki. Po co utworzona? Wyłącznie po to, by po kryjomu naturalizować i jak to się dziś mawia – legalizować kolejne rzesze przybywających po cichu do Polski Pononasów. Ród Lisowskich niby na Litwie osiadł, przenosząc się z Polski centralnej, ale spójrzcie: ojciec Jeża wziął się tam po… wieloletnich peregrynacjach po Europie Zachodniej. Niezłe, co? A tak naprawdę owszem, zwiedzał zachód Starego Kontynentu, ale bądźcie pewni – przybywając tam wcześniej wprost zza Atlantyku, jako pierwsze pokolenie zeuropeizowanych Pononasów, ich niejako prekursor i zwiadowca.

Widzieliście ich malarskie przedstawienie? Tych Lisowczyków? No właśnie. Podstawowa broń – czysto indiański, kompletnie archaiczny wtedy już w Europie łuk i strzały. Bagatela – czas efektywnej nauki by toto opanować – do piętnastu lat! A Lisowczycy władali nimi od samego początku tej formacji! Kiedy i gdzie zdążyli się nauczyć? Ich sposób jazdy – oczywiście też indiański, nawet bez siodła, często wyłącznie z derką. Absolutny brak taborów, rzecz nigdzie indziej niespotykana. Łupieski, typowy dla amerykańskich plemion indiańskich tamtej doby charakter działań. No i ten słynny czub z włosów na głowach, charakterystyczny dla kultury rdzennych Amerykanów. Dokumentujących męstwo czym? Słusznie! Zbieraniem skalpów.

Tak się Lisowczycy wtedy rozzuchwalili, a może po prostu nie dość szybko naturalizowali, grabiąc po równo ziemie obce i swoje, że aż Sejm musiał wydać specjalne prawa ograniczające samowolę tych pononaskich, jak to wtedy mówiono – swywolników.

Oto, gdzie pierwszy wielki polski znany z historii Pononas – Czarniecki zdobywał dowódcze doświadczenie! Dzikość, dzikość brała w nim zawsze górę, powiadam wam! Wystarczająca by przeznaczano go początkowo głównie do tłumienia powstań niemal równie dzikiej siczy Kozaków, którzy jak wiadomo – pełni respektu przejęli od Pononasów sporo z ich rdzennoamerykańskich obyczajów, strojów, a nawet fryzur. Sam Czarniecki włosy w pononaski czub podgolone nosił aż do śmierci. A już te jego skóry drapieżnych pum, farbowanych dla niepoznaki na lamparty, noszone na półpancerzu kryjącym pod sobą wampumy!

Stulecia mijały, pononaska tajna elita Polski kultywowała swoje zaoceaniczne tradycje. Mało dowodów? A spójrzcie tylko, co też to wybudował dużo później, bo na początku XIX wieku, Wybicki w swoich, nadanych mu przez władze, Manieczkach. Kaplica, czytacie w Wikipedii? Żadna tam kaplica. Typowy nostalgiczny wigwam, choć dla zmyłki murowany. Dziś też motyw wigwamu i tipi pojawia się w polskiej architekturze nieprzypadkowo. Weźmy choćby taki gmach Sejmu…

A ten jego, Wybickiego, tęskny wiersz, sławiący dawne indiańskie życie? Domku, co swemi wyżywiasz mnie płody! Niezrozumiałe dla nas, ale nie dla Pononasów. Przecież domem Indian były puszcze i prerie. Wigwamy i tipi składali i przenosili z sobą. I w nich to trzymali podstawowe zapasy: pemmikan – suszone sproszkowane mięso. A herb rodowy Wybickiego, nomen omen Rogala?! Kolejny koronny dowód na to, że nasza polska historia ma w sobie aż tyle nieznanych ogółowi stron, bo znawcy fauny Ameryki Północnej są dziś pewni – w centrum herbowej tarczy znajdują się ewidentnie rogi bizona i amerykańskiego jelenia wapiti.

Kiedy w I RP wszystko upadło, po trzech rozbiorach, jedynie pononascy wojownicy nie złożyli broni. Skorzystali z kampanii napoleońskich. I to właśnie wtedy ściągnęli z Ameryki kolejnego swego wielkiego wodza – secundo voto Henryka Dąbrowskiego. Poznajecie znowu ten charakterystyczny sposób na dyslokację w nowym miejscu? Dojrzały wiekiem Dąbrowski, według historyków jeszcze nawet we Włoszech wciąż nie mówił dobrze po polsku! A przecież kilkanaście pierwszych lat życia spędził podobno na polskiej ziemi. Jak więc zakamuflowano indiańskie pochodzenie Dąbrowskiego? Że niby dzieckiem będąc, trafił na naukę na niemiecki dwór któregoś z książątek czy królików. Proste, ale jakże skuteczne!

Wybicki był już wtedy jednym z głównych rezydentów pononaskiej zakamuflowanej mniejszości, transoceanicznym kurierem, opiekunem nowych przybyszów na polskiej ziemi. Jak piszą historycy, to przecież Wybicki uratował Dąbrowskiego, gdy ten, kompletnie nieoznajmiony w miejscowych warunkach i kulturze, już nie mówiąc o języku, choć niby generał – zapałętał się, kompletnie zresztą przypadkowo, do obozu targowiczan. Tam zaś popisywał się, według niektórych, między innymi rzucaniem toporkiem do celu. I tak właśnie wpadł. Nieprawdopodobne? Ejże! Nie zaprzecza temu żadne znane nam dziś źródło historyczne! Znacie takie, które by zaprzeczało? Właśnie! Gdyby nie Wybicki i jego obrończa mowa, mówiący wówczas jeszcze wyłącznie po pononasku (i może odrobinę w narzeczu Huronów) Dąbrowski jak nic by zawisnął, na długo przed Legionami.

Zaś co do Legionów. Jak na pewno wiecie, udało się je utworzyć tak naprawdę głównie dzięki darowiźnie Dominika Dziewanowskiego herbu Jastrzębiec. Cóż za finezyjny wybór! Obcy niczego się nie domyślą, za to swoi… Jastrzębiec to przecież ptak występujący wyłącznie w Ameryce, aż po Meksyk i wielkie równiny. Jastrzębców w Polsce historycznej nie było NIGDY! A i dziś można je obejrzeć jedynie w ogrodach zoologicznych. W dodatku kiedy Dziewanowscy go niby dostawali, Kolumb nawet nie zwodował Niny i Pinty! Charakterystyczne, jak pononaskie pochodzenie odbijało się zawsze na zwierzęcej heraldyce…

I kolejny ślad: tysiąc czerwonych złotych, bez których Dąbrowskiemu – ponoć generałowi i bogatemu ziemianinowi – nawet nie udałoby się odziać w porządny mundur w jego podróży do Paryża i Włoch. Skąd ta hojność? Ano, po prostu, Dziewanowski to kolejny w historii tajny Pononas. Spójrzcie na jego, tradycyjną dla tego ludu w Polsce ścieżkę awansu. Najpierw obca jazda lekka, potem dopiero nasze wojsko i urzędy. Lecz przy tym wielkie indiańskie serce oraz odwaga. Przeczytajcie tylko charakterystykę Dziewanowskiego, pisaną przez ówczesnych: Odważny w boju, łączył to z dzielnością i szybką orientacją, która przyniosła mu sławę dobrego zagończyka. Starał się szkolić w tym i przekazywać swe doświadczenie młodym oficerem. […] Posiadał też dużą odwagę cywilną. W razie niepowodzeń nie zasłaniał się nikim innym ani okolicznościami, nie szukał wybiegów, winę brał na siebie. Toż to klasyczny Indianin, znany nam powszechnie z literatury. Nawet przy palu męczeństwa drwiący z prześladowców.

Zresztą, długo by mówić. Tajna historia Pononasów na ziemiach polskich ciągnie się aż po XXI wiek. Co ciekawe – z ich roli w Europie i Polsce doskonale zdawali sobie sprawę zarówno nasi sprzymierzeńcy, jak i wrogowie, w tym mocarstwa rozbiorowe. Dlaczego Napoleon Bonaparte odesłał Legiony na Haiti, gdzie podobno wymarły bez śladu? Guzik tam, wymarli! Zwyczajnie, ich plemienne hasło: „Za wolność waszą i naszą” mogło być, na mocy tajnych umów z Cesarzem, wreszcie zrealizowane! Po cichu, niemal w całości, pononaskie w istocie niemal w stu procentach Legiony, przeprawiły się przez Zatokę Meksykańską na prerie Ameryki i zasiliły bronią, doświadczeniem i nabytą kulturą znajdujące się w coraz większej defensywie plemiona amerykańskich Indian, poddawanych z roku na rok ostrzejszej presji kolonistów. To oni wychowali Siedzącego Byka, pogromcę generała Custera pod Little Big Horn. To oni byli, już w wieku XX, pomysłodawcami zakładania kasyn gry w rezerwatach. To oni w końcu – zawsze pamiętali o Polsce, która dała im na stulecia gościnę i schronienie. Na przykład ostatni jawny Pononas znany z naszej historii – Stanisław Supłatowicz, zwany Sat-Okhem, który jak Czarniecki, dla Ojczyzny ratowania, „wrócił się przez morze”, a właściwie Atlantyk i wybijał niemieckich najeźdźców w polskiej partyzantce podczas II wojny światowej.

Albo najwybitniejszy z polskich Pononasów – Kościuszko. TEN Kościuszko! W herbie amerykańska biała trójpłatkowa lilia. Pierwszy znamienny znak. Zaś największa wyprawa kończącej się młodości – oczywiście do kraju przodków, Ameryki! Gdzie nie tylko walczył z oprawcami swego plemienia, czyli Anglikami. Najważniejszym jego tam spotkaniem okazało się odnowienie przymierza z resztkami niedobitych protoplastów, w osobie wodza ostatniego kanadyjskiego ich szczepu – Małego Żółwia.

Oficjalnie panowie przekazali sobie wzajem podarki. Tomahawk i calumet (fajka pokoju) dla Kościuszki, pistolety i okulary dla Małego Żółwia. Ze znamienną instrukcją Kościuszki, jak używać tejże broni palnej „przeciw wrogom indiańskiej wolności”. I jeszcze jedno. Zauważyliście to także? W czasie, gdy nawet biała ludność Ameryki w ponad dziewięćdziesięciu procentach była niepiśmienna, Mały Żółw, miejscowy, Indianin, oddawał się namiętnie lekturze. To teraz spójrzcie na jego portret w Wikipedii. Europejskie rysy twarzy, twarzy intelektualisty, dodajmy, znajomy nos i czoło… Tak, nie mylicie się: jeden z krewnych Wybickiego. Jako całkiem młody człowiek, był wcześniej w Polsce, incognito.

Po co się spotkali nieoficjalnie na granicy Kanady Kościuszko i Mały Żółw? Odpowiedź znajdziecie już w Polsce czasów Insurekcji, kiedy to Kościuszko utworzył pierwsze na naszych ziemiach oddziały Strzelców Celnych, wzorowane na amerykańskich Rangersach. Rangersi natomiast… ciepło, ciepło, gorąco… Indiańscy Scouci w postaci czystej! Wielka i święta pononaska tradycja wojowania, na której wykorzystanie w Polsce Mały Żółw dał wówczas, zgodnie z odwieczną tradycją, swemu rodakowi pełną zgodę! Wymagały tego ostre plemienne reguły.

Czy już to wszystko dostrzegacie, w całym swym celowym sensie? Bo nasi europejscy sąsiedzi zauważyli to niemal natychmiast. Doskonale przecież wszyscy wiecie, że sami Niemcy jako pierwsi połapali się, jeszcze w wieku XVIII, z kim właściwie mają na terenie Rzeczpospolitej, do czynienia. Nieprzypadkowo Fryderyk Wielki, król Prus, żartował sobie, niby to z nas, Sarmatów, podczas rozbiorów: Pora ucywilizować wreszcie tych naszych europejskich Irokezów i uciąć im te ich czuby. Ewidentnie, dzięki swoim szpiegom w Warszawie, wiedział Frycek, że dzwonią, choć nie miał pojęcia, w którym kościele! Bo gdyby miał…

Tak, moi młodzi przyjaciele i uczniowie. Pononasów powinniśmy pamiętać i darzyć szczerą wdzięcznością. Nie było przecież powstania, w którym nie braliby oni udziału. Ich konspiracyjne pseudonimy do dziś są na to dowodem. Oto przede mną wykaz pseudonimów z jednego tylko, maleńkiego regionu AK Józefów/Freblówka. Jest w sieci, znajdziecie później. Wśród nich dziesiątki potomków największych obrońców Polski, przybyłych do nas dawno dawno temu z drugiej strony Wielkiej Wody: Sroka, Jaskółka, Kruk, Sójka, Jastrząb, Wrona, Orzeł, Żbik, Myszka, Przepiórka, Czyżyk, Ryś, Zając, Pszczółka, Jagoda, Wróbel, Jeż, Sarna, Sowa… Czasu nie wystarczy, by wszystkich potomków Pononasów z rodu i ducha wymieniać. A i my przecież dziś, w Winiarach, z których pochodzi Kazimierz Pułaski, herbu Ślepowron, choć przecież wszyscy widzą, po podbarwieniach skrzydeł na tarczy herbowej, że to typowy meksykański kruk białoszyjny, nie bez powodu zwiedzamy tu indiańską wioskę i słuchamy indiańskich pieśni wykonywanych przez lokalną grupę folklorystyczną.

Echch, Pułaski. Co go do tej Ameryki zawiodło? To samo co Kościuszkę! Walka o wolność Indian i Polaków. Tamtych od Anglików, a tych tutaj, nad Wisłą – od całej reszty świata. Jak naszego Kazimierza wtedy opisywano?: Statury niskiej, chuderlawy, szczupły w sobie, mowy prędkiej i chodu takiego. Był wielce wstrzemięźliwy tak od pijaństwa jak od kobiet. Zabawy jego najmilsze były w czasie od nieprzyjaciela wolnym ćwiczyć się w strzelaniu z ręcznej broni, pasować się z kim tęgim, na koniu różnych sztuk dokazywać. Czyli znowu niby Polak, Europejczyk, a tak naprawdę rdzenny amerykański wojownik. Scout. Rangers. Pononas!

Zresztą, nie ma po co rozwijać tematu i bawić się w dostarczanie kolejnych dowodów. Dam wam dziś dowód ostateczny, który – jak to powiedziałem wam, moi uczniowie, na wstępie tej lekcji – tkwi stale przed naszymi niewidzącymi tego oczami. Jesteście gotowi? Ostrzegam, od tej pory nic już nie będzie dla was takie jak wcześniej.

Oto używana jako hasło rozpoznawcze między naszymi Czerwonymi Braćmi nad Wisłą i nie tylko, część tajnego hymnu pononaskiego w pierwowzorze i oryginale, pióra oczywiście wielkiego Wybickiego, wpleciona przez niego dla zatarcia śladów wprost do hymnu goszczącej go Polski:

Słuchaj jeno, Pononasi

biją w tarabany!

I wszystko jasne, drogie dzieci?

 

Koniec

Komentarze

Fabuły to tu nie ma za grosz (ciekawe, co na taki stan rzeczy powiedzą regulatorzy), ale felieton mi nie przeszkadza. Nawet miejscami bawi. Pononasi to musiała być bardzo antyimperialistyczna frakcja, skoro walczyli z Anglikami, Francuzami o wyzwolenie niewolników na Haiti oraz o wolność Indian w Ameryce Południowej. Ba, najwybitniejszy Pononas, Kościuszko, był przecież wielkim antyklerykałem. Czyżby to Pononasi pierwsi zauważyli bezmiar szkodliwych idei emitowanych przez Watykan? Szacunek. Zresztą przeciwko tym ideom stanęli nieraz zbrojnie. Chociażby w Hiszpanii.

 

Jest jakiś pomysł, miejscami nawet zabawne.

Puenta, IMO, słabo brzmi, bo można się jej domyślić już po tytule. No, może z lekką pomocą wstępu i reklamy na SB.

To teraz napisz o Łodzi. Też jest w hymnie. ;-)

Edytka: A budynek naszego sejmu bardziej przypomina jurtę niż tipi. Tak czy siak – mieszkają w nim nomadzi, którzy nie mogą długo wysiedzieć w jednym miejscu. ;-)

Babska logika rządzi!

Panie psorze, ja mam pytanie: Czy słynny wódz Otua wywodzi się z Pononasów czy z ich zaciekłych wrogów? :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Całkiem oryginalne, dobrze się czytało, mimo iż niewiele się dzieje, ale mnie to nie przeszkadza. Parę razy się uśmiechnęłam. Kliczek :)

Pononasi, jak widzę, są blisko spokrewnienie z Natenczasem Wojskim i topórcem błyszczącym z dala, że na tych przykładach poprzestanę.

Nieźle wypadło rozwinięcie pomysłu, skoro wystarczyło go na dość długą gawędę, tyle że, skoro jest ona przeznaczona dla dziatwy szkolnej, rzeczona dziatwa, jak na dziatwę szkolną przystało, chyba niewiele z niej spamięta. Grono opiekujące się nastolatkami pewnie załapie więcej, ale też nie oczekiwałabym zbyt wiele.

Przeczytałam, czasami z uznaniem kiwając głową, czasem wzruszając ramionami.

 

Jak Czarnecki do Poznania… ―> Literówka.

 

Stu­le­cie mi­ja­ły, po­no­na­ska tajna elita… ―> Literówka.

 

Domku, co swemi wy­ży­wiasz mnie płody!” ―> Cytując używamy albo cudzysłów, albo kursywy. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

I ko­lej­ny ślad: 1000 czer­wo­nych zło­tych… ―> I ko­lej­ny ślad: tysiąc czer­wo­nych zło­tych

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w wypowiedzi, a ten tekst jest przecież monologiem.

 

„Od­waż­ny w boju […] winę brał na sie­bie.” ―> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Albo cudzysłów, albo kursywa.

 

w ponad 90 pro­cen­tach… ―> …w ponad dziewięćdziesięciu pro­cen­tach

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na wstępie: Reg w wersji pierwotnej Hymnu, Wybicki użył właśne nazwiska Czarnecki, nie zaśCzarniecki. Tak jak ojca, który do swej Basi mówi " zapłakany" (czyli w staropolszczyźnie – zapłakanej! Basi, znaczy zapłakanej, nie ojca, ojciec ją pocieszał.

Na trop Pononasów wpadłem po raz pierwszy w Winiarach, słuchając Pieśni Ognia lokalnej indiańskiej grupy folklorystycznej. Słowo do słowa i sporo się dowiedziałem… Np. o relacjach Kościuszki z Małym Żółwiem.No i o Czarnieckim (Czarnym Koniu). Potem z kawałeczków historycznej mozaiki zaczęła się wyłaniać skrywana wiekami całość:D.

Czytaliście "Chwałę Cesarstwa"? To dopiero kopalnia pomysłów!:). Reg– Poprawki naniosę, dzięki:), a wszystkie FAKTY w gawędzie (poza TYLKO trzema, no, może czterema) są historyczne i w pełni udokmentowane:). Tsole: To inna linia: Walentyniańska, wprost z Cesarstwa Rzymskiego;). Nawiasem mówiąc:cytaty też prawdziwe, zwłaszcza Fryderyka Wielkiego. Pononasi to zatem historia w pełni potwierdzona historycznie. Wybrałem, zresztą, tylko kilka faktów ją dokumentujących spośród tysięcy istniejących. :)

 

 

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Dobrze się czytało, fajna gawęda. Uśmiechałam się  w odpowiedzi na kolejne dowody.

Ciekawe.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wpadłam, zerknęłam na Krzyczące Pudełko i normalnie śmiertelnie się wystraszyłam. Banita wrócił i zapowiada okolicznościowe opko na 11 listopada. Z przerażeniem pomyślałam, że to będzie wyskokie patriotyczne C. Dzięki Bogu Cię nie doceniłam. Gawęda zacna, podobała mi się, uśmiechnęło mi się parę razy. Puenta też niezła, choć trochę strzeliłeś sobie w stopę tytułem i wstępem.

Ode mnie kliczek. :)

I fajnie, że jesteś. :)

Hi, hi…. Powrót Kró… Królika:D. Dzięki wszystkim za dobre słowa i kliczki. A tak poważniej: Opko ma jak to u mnie, pod pierwszą, zabawną warstwą, drugą, poważniejszą. Chciałem tak lekko pokazać, że historycy to faktycznie drugi najstarszy zawód świata, jak mawiają na uczelniach złośliwcy. Zaś z tych samych faktów historycznych, umiejętne je tylko podbarwiając i doprawdy leciutko reinterpretując, można stworzyć dokładnie WSZYSTKO. Z lewej na prawą, z prawej na lewą, zależnie od aktualnej linii, zamówienia czy humoru. Nawet w tak ewidentnych, zda się,sprawach, jak Legiony czy szwedzk Potop. Leciutko gumeczką tu, troszeczkę nadpisać tam i… ;)

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Czyli historycy z tych samych klocków puzzle potrafią ułożyć każdy obraz :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Do sposobu narracji, stylizowanej na pogawędkę, nic nie mam i ogólnie mi się podobał, ale temat – już nie. Natłok “podręcznikowych” danych dłużył się aż do zaspojlerowanej puenty. Nie wyłapałem z tekstu nic, co uniosłoby kąciki ust. W trakcie czytania przypomniały mi się te mniej śmieszne artykuły na nosnsensopedii.

Piękny, uroczy tekst, jeśli mogę takich słów użyć. 

Zgadzam się z Irką, puenta lepiej by wybrzmiała, gdyby nie tytuł i wstęp…

Pozdrawiam smiley

Tekst w swojej klasie niezwykle interesujący. Jak zauważyli moi poprzednicy, bardziej felieton czy gawęda niż opowiadanie, ale czyta się bardzo miło. 

Jeśli wolno mi powiedzieć coś, co może okazać się szpilą, od pierwszych słów przypomnieli mi się piramidolodzy i spółka i nieźle śmiechłem. Nie wiem jak, ale z jakiegoś powodu pisma konspiracjonistów historycznych rozpoznaję szybko i zawsze mnie bawią. A ten kawałek aż kipi takim stylem. Nie wiem, czy taki był cel, ale jeśli tak, to został osiągnięty!

Przeczytałam z zainteresowaniem. Z jednej strony, rozbawił mnie ten tekst, już sam tytuł w zestawieniu z treścią wypadł humorystycznie. Z drugiej strony, w tej opowieści jest coś niepokojącego: łatwość tworzenia nowych teorii poprzez żonglowanie faktami i to, że żadne dziecko nie przerywa gawędy.

Ando:10/10! Tym bardziej, że tę historię fantastyczną całkowicie stworzyłem i napisałem, korzystając z Wiki, w dokładnie dwie i pół godziny. A teraz wyobraźmy sobie, że to samo, udowadniając nam cokolwiek dowolnego, od płci tworzonej z wyboru (gender), po świat istniejący 6 tysięcy lat (fundamentaliści), niezależnie od opcji politycznej, przy dzisiejszym niewyedukowaniu społecznym, przymusie poprawności i nowomowy, zasobach finansowych całych państw czy korporacji… Tworzą setki "naukowców", polityków i publicystów…

 

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Przyjrzałabym się przecinkom, ale czytało się przyjemnie :)

Fajnie Cię widzieć, Rrybaku :)

Przynoszę radość :)

Pomysł na opowiadanie świetny. Howg! Wyjaśnia wiele elementów z naszej skomplikowanej historii.  Howg! Co prawda demaskuje wielu naszych czerwonych braci, ale niech blade twarze wiedzą co zacz. Howg!

 

:D

 

Reg, ponanosiłem :). Jeszcze raz wielkie dzięki. Sprawdziłem raz jeszcze faksymile rękopisu Hymnu, pióra Wybickiego – nie pomyliłem się – jak byk jest Czarnecki :)

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Bardzo proszę, Rrybaku. ;)

Ostańmy zatem przy Czarneckim, skoro tak nakazują źródła. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Może historyczne tematy zazwyczaj nie są w moim guście, ale przyznam, że mnie mocno przedmowa zaintrygowała, to przeczytałam. I cieszę się bardzo, bo zdecydowanie kilka(naście) razy się uśmiechnęłam. Teoria z czapy wyjęta, ale jaka intrygująca. :)

Zostaw ten żyrandol.

Miło mi:) To zapraszam do carskiego wagonu, tam dla odmiany mocno się wystraszysz:)

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Podoba mi się, jak kolejne fakty historyczne są interpretowane na opak i precyzyjnie ustawiane w tej “teorii spiskowej”. Dobra gawęda, napisana z klimatem, nawet kilka razy uśmiechnęła :) Tylko teraz trzeba dorobić wrogów dla Pononasów. Najlepiej Onych :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

To teraz zachęcam do "Ateńczyków":). Pozdr.

 

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Nowa Fantastyka