- Opowiadanie: NearDeath - Chłopiec z czerwonym latawcem

Chłopiec z czerwonym latawcem

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Chłopiec z czerwonym latawcem

Podążałam wąską alejką, mijając rzędy krwistoczerwonych kwiatów, które wyglądem przypominały przerośnięte róże. Oglądając się za siebie, dostrzegłam mały, żółty domek o ciemnobrązowym daszku. Mimo że wyglądał jak z bajki, nie czułam się w nim szczęśliwa. Mój dom był jedynym budynkiem na tym wyludnionym terenie, nie licząc starej stodoły ulokowanej na samym środku złocistego pola.

Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego znalazłam się w tym miejscu. Czułam się, jakbym od kilku wieków z nikim nie rozmawiała. Nie wiedziałam, czym jest rodzina, przyjaciele czy dobra zabawa, i mimo swej ponadprzeciętnej urody nigdy nie miałam kogoś, kto byłby dla mnie bliski. Rozmyślałam, dlaczego wiodę tak samotne życie. Wygląd był największym moim atutem. Chyba nie istnieje ktoś taki, kto nie zakochałby się w moich zgrabnych nogach, długich złocistych włosach czy w dużych lśniących niebieskich oczach. A jednak byłam sama… w tym okropnym miejscu. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Po chwili dostrzegłam trójkątny obiekt unoszący się wysoko nad ziemią.

To latawiec…

Nie myliłam się. Rozejrzałam się dookoła, a po kilku sekundach dostrzegłam biegnącego po złocistym polu chłopca z ręką wyciągniętą ku pomarańczowemu niebu. Wyglądał na najszczęśliwszego chłopca na ziemi. Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi.

‒ Wyżej! No dalej, biedronko! ‒ krzyczał.

Chłopiec początkowo mnie nie zauważył, lecz kiedy to się stało, zatrzymał się gwałtownie. Patrzył na mnie, stojąc cały czas w miejscu. Poczułam się niezręcznie, więc odwróciłam się do niego plecami z zamiarem kontynuowania swojego bezcelowego spaceru.

‒ Dzień dobry! ‒ zawołał.

Odwróciłam się w jego stronę. Biegł bardzo szybko, jakby obawiał się, że nagle zniknę mu z pola widzenia. Zawiał silny wiatr, a mały, zdyszany chłopiec w szerokiej czerwonej bluzie znalazł się przede mną.

‒ Dzień dobry… ‒ zakaszlał, po czym oparł się rękoma o nogi.

‒ No hej…

‒ Przepraszam, że… przepraszam, że przeszkadzam, ale…

‒ Złap najpierw oddech. ‒ Zaśmiałam się mimowolnie.

Po kilku sekundach chłopiec o krótkich blond włosach wyprostował się i powiedział:

‒ Chciałem się tylko pani zapytać, czy… nie widziała pani takiego białego kotka? Uciekł z domu… dzisiaj rano i nie mogę go znaleźć. Rodzice niedługo wrócą z pracy, a jak się dowiedzą, to…

‒ Bardzo mi przykro, ale… ‒ przerwałam mu, rozglądając się dookoła siebie ‒ żadnego kota tu nie widziałam…

‒ Cholerka… on zawsze ucieka, kierując się w te strony ‒ odrzekł cienkim głosem.

‒ Daleko stąd mieszkasz? ‒ zapytałam, ponieważ widziałam chłopca po raz pierwszy w życiu.

‒ Nie tak daleko. ‒ Chłopiec odwrócił się ode mnie i wskazał palcem zielony las znajdujący się w pobliżu. ‒ Za tymi drzewami.

Zdziwiłam się, że ktokolwiek mógł tu jeszcze mieszkać.

‒ Boję się, że już go nie znajdę.

‒ Koty zawsze wracają, nie martw się ‒ starałam się go pocieszyć, choć nie miałam pojęcia o zwierzętach.

‒ Nie Niak-Niuk…

‒ Kto? ‒ Parsknęłam śmiechem.

‒ No mój kot. Raz, jak uciekł, to było go trzeba gonić. Mówię pani… jest bardzo szybki.

Spotkany chłopiec, o niezwykle drobnej budowie ciała, zapytał mnie, czy nie pomogłabym mu w poszukiwaniach jego jedynego zwierzęcia… Niak–Niuka. Zgodziłam się, lecz nie z powodu zaginięcia kota. Zrobiłam to raczej z czystej ciekawości, mając nadzieję, że zobaczę, jak mieszkają moi jedyni sąsiedzi w tym odludnym miejscu. Uważałam, że dobrze by było, gdybym ich poznała. Wyruszyliśmy więc na poszukiwania.

Oskar ‒ bo tak miał na imię chłopiec, który szedł ze mną przez las, trzymając pod pachą czerwony latawiec w czarne kropki ‒ okazał się bardzo rozmownym towarzyszem. Powiedział mi, że ma jedenaście lat, a jedynym jego prawdziwym przyjacielem jest Niak-Niuk. Zrobiło mi się go żal, więc postanowiłam odnaleźć zaginionego kota za wszelką cenę. Niestety było to trudniejsze, niż myślałam. Po dwudziestominutowych poszukiwaniach zaczął padać deszcz, a gdy okazało się, że znajdujemy się już bardzo blisko miejsca, w którym mieszka nowo poznany chłopiec, zaproponował mi, abym przeczekała tę nagłą ulewę w jego domu. Nie miałam innego wyjścia.

‒ Biedny Niak-Niuk… leje jak z cebra… cały zmoknie ‒ mówił, przygotowując mi gorącą herbatę.

Ja natomiast czekałam w salonie, którego wystrój był bardzo surowy i gdzie panował nienaganny porządek. Przyglądałam się białym ścianom, starym meblom czy skórzanej, jasnobrązowej sofie umieszczonej naprzeciw telewizora. Wydawało mi się, jakbym kiedyś już tu była.

‒ Jest i herbatka ‒ powiedział swoim słabym głosikiem Oskar, trzymając w drobnych rączkach śnieżnobiałą filiżankę.

‒ Dziękuję. ‒ Uśmiechnęłam się, zasiadając do prostokątnego, drewnianego stołu. ‒ Rodzice nie będą źli,  że dziewczyny sobie sprowadzasz?

Oskar zaśmiał się, ostrożnie stawiając na stół filiżankę.

‒ Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko ‒ odpowiedział, odchodząc od stołu.

Nastała niezręczna cisza. Poczułam się zakłopotana, kiedy ten przesympatyczny, lecz dość nietypowy chłopiec stanął na środku pokoju i zaczął mi się uważnie przyglądać. Zerkałam na niego co chwilę, a on wciąż nie spuszczał ze mnie swego przenikliwego wzroku. Kiedy nasze spojrzenia się spotykały, Oskar szeroko się uśmiechał.

‒ Nie napijesz się ze mną? ‒ zapytałam, przeczesując długie, wilgotne włosy.

‒ Może później ‒ odrzekł, nie przestając się uśmiechać. ‒ Zaraz wracam… ‒ Oskar opuścił pomieszczenie, lecz nawet gdy przechodził przez drzwi, nie spuszczał mnie z oka.

Westchnęłam i położyłam dłonie na gorącej filiżance. Chwilę później dostrzegłam stojące na regale czarno-białe zdjęcie oprawione w ciemnobrązową ramkę. Wstałam od stołu, by przyjrzeć mu się bliżej. Fotografia przedstawiała młodego mężczyznę w czarnym garniturze i jasnowłosą kobietę stojącą tuż przy nim. Odwróciłam się w stronę drzwi i aż podskoczyłam, gdy ujrzałam w ich progu drobną postać w białej masce zakrywającą całą twarz.

‒ Jeny! Przestraszyłeś mnie na śmierć… ‒ westchnęłam, przyglądając się Oskarowi w okrągłej masce z jedynie dwoma otworami na oczy.

Chłopiec zachichotał, a następnie wyjął coś z kieszeni bluzy.

‒ Zagra ze mną pani? ‒ spytał, podchodząc do stołu.

‒ Jak zdejmiesz z twarzy to coś… ‒ Popatrzyłam w okno, niestety… wciąż lało.

‒ Dobrze. ‒ Oskar zdjął posłusznie maskę wyglądającą jak kartka papieru z dwoma dużymi dziurami.

Kiedy zasiedliśmy przy stole, chłopiec wyjaśnił mi zasady gry, które okazały mi się znajome.

‒ Jest szesnaście kart, a pani ma za zadanie odkrywać je po kolei, odnajdując pary. Odkrywa pani dwie karty i jeśli się okaże, że odnalazła pani identyczne obrazy, próbuje pani raz jeszcze. Proste, co? No, ale jeśli się pani nie uda… przychodzi moja kolej… rozumie pani? ‒ Oskar uśmiechnął się szeroko, ukazując przy tym białe, lecz krzywe uzębienie.

Chociaż nigdy nie grałam w tę banalną grę, doznałam wrażenia, jakbym robiła to już setki razy.

‒ Ja zaczynam! ‒ krzyknął, zacierając swoje małe dłonie.

Kiedy udało mu się odkryć pierwszą parę, zaklaskał, mówiąc:

‒ Udało mi się za pierwszym razem… nieźle.

Obraz pierwszej pary kart ukazywał czerwony latawiec w czarne kropki, unoszący się na wietrze.

‒ Mam kolejny ruch. ‒ zachichotał, stukając o stół poobgryzanymi paznokciami,

Kolejna próba zakończyła się niepowodzeniem. Na jednej karcie ujrzałam żółty domek, do złudzenia przypominający ten, w którym mieszkam, a na drugiej rozbitą białą filiżankę. Zerknęłam na porcelanowe naczynie znajdujące się tuż koło mojej dłoni.

‒ Teraz moja kolej? ‒ zapytałam niepewnie.

‒ Tak ‒ odpowiedział, kiwając twierdząco głową, lecz kiedy położyłam dłoń na losowo wybranej karcie, Oskar odwrócił ją za mnie. ‒ To trzeba szybko… nie można się zastanawiać. ‒ Chłopiec zachichotał, a następnie sięgnął po kolejną kartę.

Zobaczyłam obrazy dwóch czarnych urn stojących na drewnianym segmencie.

‒ Teraz mój ruch. ‒ Zaklaskał.

Trafił po raz kolejny. Podniósł triumfalnie dwie karty odwrócone obrazem w moją stronę. Widziałam na nich płaczącego chłopca w jakimś ciemnym pomieszczeniu przypominającym piwnicę.

‒ Ten chłopiec jest trochę jak ja, bo… nie ma żadnych przyjaciół, znaczy… teraz już mam, prawda? ‒ Roześmiał się, po czym odłożył dwie identyczne karty na bok. ‒ Myślę, że pani też potrzebuje przyjaciół… już moja w tym głowa…

Uśmiechnęłam się nerwowo, a następnie spojrzałam w stronę okna.

‒ Pada deszcz ‒ wypowiedział te słowa śpiewnym tonem. ‒ Pij herbatkę, jest naprawdę dobra.

‒ Bardzo ci dziękuję, ale jeszcze nie chce mi się pić.

Z twarzy Oskara raptownie znikł uśmiech. Wpatrywał się we mnie, jakbym zrobiła mu coś złego. Po chwili jednak parsknął śmiechem i uderzył dłońmi o stół, przez co wylało się trochę gorącej herbaty z porcelanowej filiżanki.

‒ Ale jestem głupi! Jak tu pić herbatkę, kiedy nie ma się herbatniczków! ‒ Oskar wstał błyskawicznie z krzesła i wybiegł z pokoju, nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. ‒ Herbatniczki są pyszne! ‒ zawołał z pomieszczenia obok.

Poczułam się bardzo dziwnie. Coś było nie tak. Nie wiedząc czemu, zamierzałam odsłonić pozostałe karty, kiedy Oskar przebywał w kuchni. Niestety nie udało mi się tego zrobić. Chłopiec wrócił bardzo szybko.

‒ O! Pan Niak-Niuk! ‒ krzyknął radośnie z kuchni, kiedy położyłam dłoń na karcie.

W tym właśnie momencie do salonu wszedł Oskar. Gwałtownie cofnęłam rękę, przez co o mało nie zbiłam filiżanki. Chłopiec trzymał w dłoniach biały talerzyk, na którym znajdowały się prostokątne herbatniki. Położył go na stole, po czym zaczął odwracać wszystkie pozostałe karty.

‒ Znalazł się? ‒ zapytałam, obserwując, jak ożywiony chłopiec śmieje się, odwracając na drugą stronę kolejno trafione pary kart.

Nie uzyskałam odpowiedzi, więc zapytałam raz jeszcze.

‒ Kot się znalazł? ‒ Położyłam dłoń na białej filiżance, chcąc napić się gorącej herbaty.

‒ No… dziwne, że sam wrócił.

Oskar wyjął z kieszeni czerwonej bluzy małą śnieżnobiałą maskotkę ‒ kotka z dużymi zielonymi oczami.

‒ Pan Niak-Niuk. ‒ Zachichotał, kładąc zabawkę obok porcelanowej filiżanki. ‒ Może zje razem z nami.

Podczas gdy przypatrywałam się zabawce chłopca, biała filiżanka wyślizgnęła się z mojej dłoni. Rozległ się głośny trzask tłuczonej porcelany.

‒ Aj, aj! Nie martw się, każdemu to się zdarza. ‒ Oskar wybiegł z salonu, a ja w tym czasie przyglądałam się kartom leżącym na stole.

To, co na nich ujrzałam, sprawiło, że postanowiłam opuścić ten dom. Na jednej karcie zobaczyłam małego chłopca stojącego nad lśniącym ciałem urodziwej kobiety, na kolejnej czerwony latawiec unoszący się na czarnym jak smoła niebie, a na ostatniej jakąś dziwną postać bez głowy leżącą pod łóżkiem w pokoju dziecięcym.

Gdy chłopiec wrócił, trzymał w rękach szmatę do wycierania podłogi. Ja za to wstałam od stołu, mówiąc:

‒ Przepraszam cię bardzo, ale przypomniałam sobie, że muszę… wrócić do domu.

‒ Ale pada deszcz…

‒ Nie szkodzi… naprawdę to bardzo ważne. ‒ Postąpiłam kilka kroków w stronę drzwi. ‒ Dokończymy zabawę innym razem.

‒ Każdy tak mówi… ‒ westchnął.

Weszłam do kuchni, przez którą musiałam przejść, aby znaleźć się na korytarzu, a później… opuścić ten dom i nie wracać do niego już nigdy więcej. Gdy stąpałam po błyszczących się wręcz podłogowych kafelkach, moją uwagę przykuł biały drewniany segment, na którym leżały dwie czarne kamienne urny. Zatrzymałam się przy nim.

‒ Nie zjadła pani herbatniczka.

Aż się wzdrygnęłam, kiedy ujrzałam przed sobą uśmiechniętego Oskara trzymającego w dłoniach biały talerzyk pełen herbatników, na których leżała pluszowa maskotka.

‒ Pan Niak-Niuk bardzo lubi herbatniki… jest moim jedynym przyjacielem.

‒ Przyjdę tu niedługo, lecz teraz…

‒ Wiem, że tu przyjdziesz. ‒ Pokiwał twierdząco głową. ‒ Masz śliczne złociste włosy… Są tak nienaturalnie piękne, że wydają się wręcz nieprawdziwe.

‒ Muszę już iść… ‒ Wyszłam z kuchni i w tym samym momencie usłyszałam odgłos rozbijającego się szkła.

‒ Dlaczego mi to robicie? Dlaczego nie potraficie się normalnie ze mną bawić? ‒ chłopiec pytał, szlochając.

Zaczęłam bać się tego niewinnie wyglądającego chłopca. Po krótkiej chwili opuściłam dom Oskara, a wtedy… odetchnęłam z ulgą.

‒ Pada deszcz! ‒ zawołał.

Odwróciłam się w stronę domu i ujrzałam płaczącego chłopca, który trzymał w rączce kotka-zabawkę.

‒ Nie chcę być samotny! Proszę, nie zostawiaj mnie samego!

Deszcz był na tyle intensywny, że po chwili byłam już cała mokra.

‒ Dlaczego nie może być normalnie!? ‒ wrzasnął. ‒ Dlaczego za każdym razem jest tak samo!?

Niebo nie było już pomarańczowe jak wcześniej. Zaczęło się ściemniać. Nie zważając na prośby Oskara, odwróciłam się do niego plecami i zostawiłam go samego. Biegnąc ziemistą ścieżką przez las, słyszałam krzyk i płacz połączony z obłąkańczym śmiechem, mimo że… znajdowałam się już bardzo daleko od domu chłopca.

Gdy wróciłam do mojego domku, na dworze było już zupełnie ciemno. Położyłam się do łóżka, choć nie mogłam zmrużyć oka. Wiedziałam, że już nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Strach sparaliżował mnie do tego stopnia, że nie mogłam nic zrobić. Wiedziałam, kto stoi za tymi drzwiami, lecz najgorsze w tym wszystkim było to, że choćbym chciała, to nie miałam dokąd uciec. Nie licząc Oskara, byłam tu zupełnie sama i nawet nie wiem, jak znalazłam się w tym okropnym miejscu. Podbiegłam do okna, a to, co za nim ujrzałam, sprawiło, że miałam ochotę płakać, ale… nie mogłam, bo przecież… nigdy nie potrafiłam płakać. Czarne niebo przecięła błyskawica, ukazując mi widok czerwonego latawca unoszącego się na porywistym wietrze…

 

 

***

 

 

Gdy weszłam do starego domu, gdzie panował nienaganny porządek, poczułam jakbym kiedyś już w nim była. Przesympatyczny chłopiec o imieniu Oskar, którego poznałam podczas wieczornego spaceru, zaprowadził mnie do swojego pokoju, po czym pobiegł do kuchni, aby przyszykować mi coś do picia. Podeszłam do dużego lustra zawieszonego na ścianie i zaczęłam się w nim przyglądać, bo przecież to uwielbiałam. Przeczesałam dłonią długie czarne włosy, żeby wyglądały idealnie, a następnie rozejrzałam się po pokoju tego uroczego chłopca. Na jego perfekcyjnie zaścielonym łóżku leżał czerwony latawiec w czarne kropki. Zaśmiałam się na jego widok, tak jak śmiał się Oskar, puszczając go na wietrze jeszcze chwilę temu.

‒ Chcesz zobaczyć moją armię? ‒ zapytał chłopiec, wchodząc do pokoju.

‒ Oczywiście ‒ odpowiedziałam natychmiast, siadając na podłodze.

Oskar postawił porcelanową filiżankę na podłodze, tuż obok moich wyprostowanych i niezwykle zgrabnych nóg, a następnie zerwał się w stronę ogromnej brązowej szafy znajdującej się naprzeciw mnie. Chłopiec wyjął z kieszeni kluczyk i włożył go do zamka. Przekręcił nim dwukrotnie, mówiąc:

‒ Tak długo na to czekałem.

Po krótkiej chwili Oskar otworzył szafę, z której wysypały się niezliczone ilości małych laleczek w czerwonych bluzach.

‒ Jeny! ‒ krzyknęłam, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. ‒ Skąd ich tu tyle!?

‒ Sam je zrobiłem! ‒ Chłopiec przykucnął nad stosem plastikowych laleczek.

‒ Czy chłopcy bawią się lalkami? ‒ zapytałam rozbawiona, wyciągając rękę w stronę białej filiżanki.

Właśnie w tym momencie dostrzegłam stertę porozrzucanych pod łóżkiem lalek. Były nieco większe, posiadały inne kształty, lecz najbardziej zadziwiającą rzeczą było to, że… nie miały głów.

‒ Czasami tak ‒ odrzekł Oskar po chwili namysłu. ‒ Niekiedy nie chcą być twoimi przyjaciółmi.

Odwróciłam wzrok w stronę walających się po podłodze figurek przypominających chłopca, który przed chwilą przyprowadził mnie w to miejsce. Przyglądałam im się uważnie. Figurki zamiast małych wymalowanych oczek miały dwie duże dziury.

‒ Nigdy nie udawało mi się znaleźć kogoś takiego jak ja… nawet moja armia nie chciała się ze mną bawić, choć tak bardzo ją o to prosiłem. Nigdy nie będę miał kogoś, kto byłby takim małym, dobrym chłopcem, jakim ja jestem. W końcu to zrozumiałem… zrozumiałem, że nie mogę być swoim najlepszym przyjacielem… tak ‒ westchnął ‒ na przyjaźń trzeba sobie zapracować, a ja pracuję nad nią każdego dnia… chyba w końcu mi się to udało. ‒ Oskar uśmiechnął się do mnie, a później podszedł do okna, pod którym leżał żółty domek z brązowym daszkiem.

Nie wiedząc dlaczego, zrobiło mi się żal tego chudziutkiego chłopca w szerokiej bluzie. Podeszłam do niego, nie odrywając wzroku od kwadratowego domku. Dzięki sporemu otworowi w brązowym daszku ujrzałam tam niewielką plastikową lalkę leżącą na starannie zaścielonym łóżku, która podobnie jak inne zabawki chłopca znajdujące się pod łóżkiem… nie miała głowy. Rozejrzałam się raz jeszcze po pokoju Oskara i na jednym z kilku drewnianych regałów spostrzegłam rzędy równo poukładanych małych główek z długimi włosami. Podeszłam bliżej, gdyż najbardziej zaintrygowała mnie główka o pięknych dużych niebieskich oczach i długich złocistych włosach.

‒ Masz śliczne czarne włosy… są tak nienaturalnie piękne, że wydają się wręcz nieprawdziwe ‒ powiedział cichym głosem.

Nie odpowiedziałam, bo byłam pochłonięta przyglądaniem się rzędom zabawkowych główek o przeróżnych barwach prześlicznie wyglądających fryzur, lecz… żadna z nich nie miała włosów w czarnym kolorze.

‒ Mógłbym dziś wrócić z tobą? ‒ zadał to pytanie po krótkiej chwili, kiedy już siedział na łóżku ze spuszczoną głową. ‒ Nie chcę być sam…

‒ Co na to twoi rodzice?

‒ Muszę ci coś pokazać, ale obiecaj mi, że kiedy to zrobię, nadal będę mógł się z tobą bawić i wrócić z tobą do domu…

Pokiwałam twierdząco głową.

‒ Podejdź… ‒ Oskar wstał z łóżka i wyciągnął w moją stronę rękę.

Podeszłam do tego uroczego chłopca stojącego naprzeciw dużego prostokątnego lustra zawieszonego na ścianie.

‒ Popatrz… ‒ Chłopiec chwycił mnie za rękę. ‒ Popatrz, jaka jesteś śliczna. ‒ Oskar puścił moją rękę, po czym podbiegł w stronę drewnianego biurka.

Ja natomiast cały czas przyglądałam się swojej błyszczącej twarzy, zgrabnym nogom i długim czarnym włosom. Oskar wrócił do mnie i ponownie chwycił mnie za rękę. W swojej drobnej dłoni trzymał lalkę, ubraną w ciemne dżinsy i czarną bluzeczkę na ramiączkach.

‒ Zobacz jaka jesteś śliczna. ‒ Chłopiec próbował dać mi tę lalkę, lecz nie mogłam jej chwycić, gdyż moje palce były ze sobą złączone tak jak u małej laleczki o długich, czarnych włosach, która upadała na podłogę za każdym razem, kiedy wręczał mi ją Oskar. 

 

Koniec

Komentarze

Podobało mi się, mimo paru mankamentów. Sam pomysł pierwsza klasa.

Pierwsza część opowiadania podobała mi się o wiele bardziej. Szkoda, że w momencie, gdy napięcie stało się największe, nagle historia blondynki się urywa. Wprowadzenie w tym momencie drugiej bohaterki rozczarowało mnie, bo drugi wątek również rozwija się powoli i cały suspens, który uprzednio zbudowałeś ulatnia się z prędkością światła. Moim zdaniem można było dokończyć tę historię nie wprowadzając brunetki (szatynki?), chociaż rozumiem, że była ci potrzebna, by pokazać, że ten mały, żółty domek, to tylko zabawka.

Świetny pomysł z grą w Memory :)

Czytało się dobrze, styl pisania masz niezły. Czasami uciekają ci przecinki, na pewno ktoś lepszy w te klocki zaraz wskaże ci dokładniej gdzie.

 

BTW jaki horror był twoim pierwszym? Ja pamiętam jak dziś, że kilka dni urabiałam mamę i w końcu pozwoliła mi obejrzeć “Dłonie” – to chyba bardziej thriller niż horror, ale zarys fabuły po 20 latach nadal pamiętam :)

Pożeraczko Bułek bardzo dziękuję za miłe słowa, jak i uwzględnienie tego co mniej podobało Ci się w tym opowiadaniu. Jeśli chodzi o mój pierwszy horror, był to “ The Fog” 1980 r Carptentera :) Jak piraci weszli do miasta, to bałem się jak nie wiem co.  Gdy byłem nieco starszy obejrzałem Egzorcystę ( 1973) i do dziś uważam to za najstraszniejszy horror jaki widziałem, ale jeszcze wcześniej hartowałem się z mamą takimi thrilerami jak: Osada, Znaki, Szósty zmysł, czy Inni ;) Gra w Memory, była moją ulubioną grą karcianą z dzieciństwa, tak więc i tu znalazła swoje miejsce. Jeszcze raz dziękuję za komentarz :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Tak po prawdzie, to nie bardzo wiem, co dzieje się w opowiadaniu. Mam wrażenie, że nakładają się tu różne światy ― ten wyglądający jak prawdziwy i drugi, lalkowo-zabawkowy. Jednocześnie nie mam żadnej pewności, że cokolwiek jest tu prawdziwe… I choć sens tej historii gdzieś mi umyka, to jakoś się tym nie przejmuję, bo główną rolę w opowiadaniu gra klimat, niesamowity nastrój towarzyszący kolejnym wydarzeniom. Mroczny, wciągający jak bagno i wywołujący dreszcze niepokoju.

NearDeath, napisałeś niezły horror i mogę tylko żałować, że wykonanie pozostawia tak wiele do życzenia.

Mam jednak nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą jeszcze bardziej zajmujące i zdecydowanie lepiej napisane. Mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym móc kliknąć Bibliotekę. ;)

 

nie czu­łam się w nim szczę­śli­wie. ―> …nie czu­łam się w nim szczę­śli­wa.

 

jakby oba­wiał się tego, że nagle znik­nę mu z pola wi­dze­nia. ―> Wystarczy: …jakby oba­wiał się, że nagle znik­nę mu z pola wi­dze­nia.

 

‒ Dzień dobry… ‒ Za­kasz­lał, po czym oparł się rę­ko­ma o swoje nogi. ―> Źle zapisany dialog.

Zbędny zaimek. Czy opierałby się o cudze nogi?

Proponuję: ‒ Dzień dobry… ‒ za­kasz­lał, po czym oparł się rę­ko­ma o nogi.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

wi­dzia­łam chłop­ca po raz pierw­szy w swoim życiu. ―> Zbędny zaimek. Czy mogła go widzieć w cudzym życiu?

 

Raz jak uciekł, to było go trze­ba gonić. ―> Raczej: Raz, jak uciekł, to trzeba było go gonić.

 

cze­ka­łam w sa­lo­nie, któ­re­go wy­strój był bar­dzo su­ro­wy i w któ­rym pa­no­wał nie­na­gan­ny po­rzą­dek. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …cze­ka­łam w sa­lo­nie, któ­re­go wy­strój był bar­dzo su­ro­wy i gdzie pa­no­wał nie­na­gan­ny po­rzą­dek.

 

Oskar za­śmiał się, ostroż­nie kła­dąc na stół fi­li­żan­kę. ―> Oskar za­śmiał się, ostroż­nie stawiając filiżankę na stole.

Gdyby Oskar położył filiżankę, wylałaby się z niej herbata.

 

prze­cze­su­jąc swoje dłu­gie, lekko prze­mok­nię­te włosy. ―> Zbędny zaimek. Jeśli włosy były przemoknięte, to na pewno nie lekko.

Proponuję: …prze­cze­su­jąc dłu­gie, wilgotne włosy.

Za SJP PWN: przemoknąć 1. «nasiąknąć wodą, wilgocią» 2. «bardzo zmoknąć»

 

Chło­piec za­chi­cho­tał, a na­stęp­nie wyjął coś z kie­sze­ni czer­wo­nej bluzy… ―> Powtarzasz informację ― wiemy, że chłopiec ma na sobie czerwoną bluzę.

Może wystarczy: Chło­piec za­chi­cho­tał, a na­stęp­nie wyjął coś z kie­sze­ni bluzy

 

‒ Mam ko­lej­ny ruch.Za­chi­cho­tał, stu­ka­jąc po­ob­gry­za­ny­mi pal­ca­mi o stół. ―> Wiem że to horror, ale poobgryzane palce chłopca to już przesada. ;)

Proponuję: ‒ Mam ko­lej­ny ruch ‒ za­chi­cho­tał, stu­ka­jąc o stół po­ob­gry­za­ny­mi paznokciami.

 

Chło­piec za­chi­cho­tał, a na­stęp­nie się­gnął po na­stęp­ną kartę. ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Chło­piec za­chi­cho­tał, a na­stęp­nie się­gnął po kolejną kartę. Lub: Chło­piec za­chi­cho­tał, po czym się­gnął po na­stęp­ną kartę.

 

Przed moimi ocza­mi uka­za­ły się ob­ra­zy dwóch czar­nych urn le­żą­cych na drew­nia­nym seg­men­cie. ―> A może: Zobaczyłam ob­ra­zy dwóch czar­nych urn stojących na drew­nia­nym seg­men­cie.

 

Po­ło­żył go na stół… ―> Po­ło­żył go na stole

 

Roz­legł się gło­śny trzask tłu­czo­ne­go szkła. ―> Roz­legł się gło­śny trzask tłu­czo­ne­j porcelany.

Wcześniej była to filiżanka porcelanowa. Porcelana i szkło, to nie to samo.

 

przy­glą­da­łam się kar­tom le­żą­cym na drew­nia­nym stole. ―> Znów powtarzasz informację ― wcześniej wspomniałeś, że to był drewniany stół.

Może wystarczy: …przy­glą­da­łam się kar­tom le­żą­cym na stole.

 

trzy­mał w rącz­ce za­baw­ko­we­go kotka. ―> Raczej: …trzy­mał w rącz­ce kotka-zabawkę.

 

Gdy we­szłam do sta­re­go domu o dość sro­gim wy­stro­ju… ―> Na czym polega srogość wystroju domu?

 

Oskar po­ło­żył por­ce­la­no­wą fi­li­żan­kę na pod­ło­gę… ―> Oskar postawił por­ce­la­no­wą fi­li­żan­kę na pod­ło­dze

 

przy­glą­da­łam się swo­jej błysz­czą­cej twa­rzy, zgrab­nym nogom czy tym dłu­gim czar­nym wło­som. ―> …przy­glą­da­łam się swo­jej błysz­czą­cej twa­rzy, zgrab­nym nogom i dłu­gim czar­nym wło­som.

 

która upa­da­ła za każ­dym razem na pod­ło­gę, kiedy wrę­czał mi ją Oskar. ―> …która upa­da­ła na podłogę za każ­dym razem, kiedy wrę­czał mi ją Oskar.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – opowiadanie już poprawiłem! Bardzo dziękuję za wyszczególnienie błędów, których postaram się już nie popełniać :) Dziękuję również za wskazanie plusów, jak i minusów zamieszczonego przeze mnie opowiadania. Pozdrawiam serdecznie! :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Bardzo proszę, NearDeath. :)

Ogromnie się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. A ponieważ dokonałeś poprawek, spełniam obietnicę i klikam. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mi się podoba :) Absurdalnie, klimatyczne i strasznie. Od pierwszych zdań Twojego tekstu czuć atmosferę grozy, która narasta i narasta…

Fajny pomysł z lalkami i dobrze zrealizowany, poza tym ciekawie napisane. Klikam.

To teraz trochę namącę ci w głowie, ponieważ mój komentarz chyba będzie odwrotnością komentarza Pożeraczki. ;)

Początek opowiadania niezwykle bajkowy. Gdyby nie tag “horror”, przypuszczałabym, że to bajka. Dlatego też pierwsza część tekstu mnie osobiście podobała się najmniej. 

Klimatycznie zrobiło się dopiero, kiedy kobieta i chłopiec dotarli do domku. Czułam wzrastający niepokój. Mi osobiście zabieg z urwaniem historii blondynki przypadł do gustu. Dzięki temu, na podstawie doświadczeń ciemnowłosej, mogłam wyobrazić sobie, co się stało z jej poprzedniczką. Wiem, skąd w domku chłopca znalazła się blondi, ale nie wiem, jak tam trafiła brunetka. Czy to przypadek, że piękne kobiety mieszkają same w lesie? 

Opowiadanie czytało się płynnie. Jeśli o styl chodzi, wydaje mi się on dobry, ale, hmm… że tak to ujmę – bezpieczny. Stronisz od błędów, dlatego niektóre zdania wychodzą suche. Tak mi się wydaje. Oczywiście nie mówię, żeby pisać niechlujnie. Nie potrafię tego odpowiednio ująć. ;)

Zakończenie bardzo fajne. Pomysł również bardzo dobry. 

Podsumowując, podobało mi się.

Polecam w bibliotecznym wątku. 

– katia – Bardzo się cieszę, że spodobało Ci się opowiadanie. Dziękuję za miłe słowa :)

– Sara – Jeśli chodzi o bajkę, to właśnie miałem zamiar, aby początek stwarzał taki klimat – czerwony latawiec, kwiaty przypominające przerośnięte róże, zaginiony kotek, czy żółty domek. Później jednak starałem się stopniowo wprowadzać elementy horroru, przez co wydawało mi się, że tak będzie lepiej, niż to gdyby bohaterka odnalazła dom w samym środku lasu, przez co Oskar od razu musiałby stać się tym “złym”. 

Czy piękne kobiety mieszkają w lesie? No faktycznie wypadałoby dodać jedno zdanie więcej, gdyż pisząc to, wyobrażałem sobie to tak, że brunetka spotyka tego chłopca w taki sam sposób jak spotkała się jej poprzedniczka, co pojawia się w zdaniu, że brunetka śmieje się na widok latawca na łóżku chłopca, tak jak śmiał się Oskar jeszcze chwilę temu, jednak faktycznie mogłem to jednak uwzględnić – mój błąd.

Jeśli chodzi o styl, to ciężko mi coś powiedzieć na ten temat, bo nigdy nie pisałem :) Hmm… jednak skłamałem. Napisałem kiedyś wiersz i był tak prymitywnie napisany, że nigdy już więcej takiej próby się nie podjąłem! Wspominam o tym, że faktycznie nie mam umiejętności budowania “pięknych zdań” – jestem w tym naprawdę słaby :)

Dziękuję Ci Saro za komentarz i cenne uwagi. Cieszę się, że nie żałujesz przeczytania tego opowiadania, gdyż jak wspomniałem w przedmowie jestem tylko żółtodziobem ( o ile to słowo to i tak nie nadużycie) i tylko coś tam starałem się od siebie napisać, będąc fanem horroru od najmłodszych lat ;) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

“Jeśli chodzi o bajkę, to właśnie miałem zamiar, aby początek stwarzał taki klimat.”

 

Skoro tak zamierzałeś, to Ci wyszło. ;)

Więc jesteś niezłym żółtodziobem. :) A styl się wyrabia. Ja nad swoim wciąż ubolewam…

Chętnie przeczytam kolejne opowiadanie twojego autorstwa.

Pozdrawiam!

SaraWinter, z perspektywy, która opisujesz, faktycznie pomysł podzielenia tekstu na dwie części przysłużył się całości. Nie spojrzałam na to w ten sposób, że “brunetkowa” część jest uzupełnieniem tej “blondynkowej” :)

Być może się zagalopowałam. W pewnym momencie po prostu czytałam opowiadanie z zapartym tchem i chciałam mieć odpowiedzi od razu, aż tu nagle odniosłam wrażenie, że napotykam na “Prrrrr! Stój! Wracamy na początek planszy.” To mnie tak sfrustrowało. Co nie oznacza, że moja opinia, że fabułę można było poprowadzić inaczej jest jedyną słuszną. Wiadomo, że każdy lubi to, co lubi :)

Tak, czy siak, czytało się przednio, a NearDeath, gratuluję udanego debiutu. Ciężko trafić na dobre opowiadanie w tym gatunku, bo wszystko już było. Na ekranie napięcie jest budowane przez muzykę i jakieś zjawy wyskakujące to tu, to tam w chwili największego napięcia. Pisząc, jesteś tych środków pozbawiony, więc szacun, że ci się udało.

Czekam na więcej.

Zajrzałem tu z ciekawości po tym jak w komentarzu pod moim tekstem narzekałeś, że nie masz umiejętności pisania. Naściemniałeś trochę – piszesz dobrze, miejscami bardzo dobrze. W każdym razie chciałbym tak umieć, gdy byłem w Twoim wieku :) Umiejętnie kreujesz klimat i intrygujesz czytelnika. Nie jestem miłośnikiem horrorów, ale ten mi się podobał. Czekam na kolejne (nie wątpię, że równie udane) próby.

Kilka uwag technicznych

Zatrzymałam się na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi

“się” blisko “się” brzmi niezdarnie. Mogłoby być tak: Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi

chłopiec zerwał się ku mnie.

lepiej byłoby “chłopiec ruszył ku mnie.”

Wstałam od stołu, a następnie zaczęłam mu się uważnie przyglądać.

Przegadane, można prościej: “Wstałam od stołu, by przyjrzeć mu się bliżej.”

Pozdrawiam i klikam :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

tsole – Dziękuję za wyszczególnienie błędów, których sam nie zauważyłem! Oczywiście poprawki są już wykonane. Dziękuję również za miłe słowa i cieszę się że opowiadanie przypadło do gustu ;) 

Jeśli chodzi o moje narzekanie, uważam że nie mam umiejętności pisania bardzo rozbudowanych, dobrze brzmiących zdań, a wiem że tekst wyglądałby lepiej, gdybym taką umiejętność posiadał ;) 

Również pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Ciekawie poprowadzona narracja i niewątpliwie wciągający klimacik. Nie lubię się bać, a tu przez plecy przeleciał mi niepokojący dreszczyk, znaczy dobrze. I świetny tytuł!

Klikam więc.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

– bemik – Dzięki Ci bardzo za komentarz i bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu :) 

Do wszystkich komentujących – Dziękuję za miłe słowa. Jestem zaszczycony, że poświęciliście swój czas na próbę przeczytania opowiadania osoby, która z pisaniem nie miała nic wspólnego. Nawiasem mówiąc, pomysł na tekst został najpierw narysowany…tak, dziwnie to brzmi, ale wziąłem ołówek do ręki i zacząłem rysować bezmyślnie jakieś kształty ( rysuję gorzej niż dziecko, lecz rysować każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej ;) Zatem najpierw powstał latawiec, później chłopiec, potem jakiś mały domek i… do głowy przyszedł mi jakiś pomysł, który jest właśnie chłopcem z czerwonym latawcem :) 

Nie miałem zamiaru już nic więcej pisać, lecz bardzo możliwe, że w jakimś czasie skuszę się na próbę napisania kolejnej historyjki ;) 

Pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

NearDeath, niektórzy zapisują swoje pomysły, a Ty może spróbuj je szkicować. Skoro tak dobry skutek przyniosło rysowanie latawca, chłopca a potem domku, jestem pewna, że z kolejnej pracy może wykluć się nowe, naprawdę zajmujące opowiadanie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Popieram Reg – skoro pierwsze w życiu opowiadanie tak dobrze Ci wyszło, to pisz dalej. Tym bardziej że chyba sprawia Ci to przyjemność. Czegóż więcej trzeba??? Żeby przekształciło się to w cudowną pasję!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No mój kot. Raz, jak uciekł to było go trzeba gonić. – Raz, jak uciekł, to było…

 

Rodzice nie będą zadowoleni, że dziewczyny sobie sprowadzasz? – Pierwsza część zdania brzmi jak stwierdzenie. Może: Rodzice nie będą źli, że dziewczyny sprowadzasz? Albo: Rodzice mogą być niezadowoleni, że dziewczyny sobie sprowadzasz – jako stwierdzenie.

 

…maskę wyglądającą jak kartka papieru z dwoma dużymi dziurami. – Skoro maska wyglądała jedynie jak kartka papieru z dwoma dziurami, to dlaczego bohaterka tak się jej przestraszyła i nazwała paskudztwem? Dzieci często robią coś takiego.

 

Co do tekstu, wciągnął mnie. Co jest dla mnie najważniejsze w horrorach to stopniowe budowanie napięcia. Klimat osiągany nie przez krwawą jatkę a przez drobne czynności, jak u Ciebie chociażby odkrywanie kolejnych kart podczas gry. Udało Ci się to ;) Nie czytając wcześniejszych komentarzy nie mam problemu ze zrozumieniem całości i zakończenia. Zresztą, dla mnie na plus jest to, że nie wszystko jest napisane czarno na białym i sam mogę sobie coś dopowiedzieć. Napisane może bez fajerwerków ale poprawnie i gładko, więc: Pisz dalej!

Pozdrawiam ;)

 

 

– Realuc – Faktycznie pewne błędy mi umknęły. Niedługo zabiorę się za ich poprawkę. Dzięki za ich wyszczególnienie! 

Bardzo mi miło, że opowiadanie wciągnęło ;) Co do budowania napięcia, hm… wszystko zostało napisane pod moją osobę. Uwielbiam horrory i to właśnie w ich kierunku chciałbym coś tworzyć, zatem zastanawiałem się, co tak naprawdę mnie straszy? Okazało się, że nic. Nie straszą mnie już stuki, puki, duchy, demony, egzorcyzmy itp – naoglądałem się już trochę tego :) Natomiast pomyślałem, co wywołuje we mnie niepokój ( to jednak mała różnica ze strachem), pomyślałem – dziwne zachowania. Zacząłem rysować i przepisałem rysunki na opowiadanie. To tylko takie moje zdanie, bo nie uważam, żeby każdemu miało się to podobać. 

Dzięki Ci bardzo za wsparcie. Następne opowiadanie powinno pojawić się w tym miesiącu – coś tam już sobie szkicuję :) 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

EDIT: Ok, poprawione ;) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Rzeczywiście, udało się w tekście wywołać klimat niepokoju. Oskar też okazał się dziwnym i niepokojącym dzieciakiem. To chyba sukces Autora, skoro zamierzył sobie horror. Jest w sumie nieco onirycznie i nierealnie, głównie poprzez otoczenie w jakim toczą się wydarzenia. Pustka, domek na odludziu, drugi domek za lasem, brak innych osób, brak rodziców, brak całego świata zewnętrznego.

Przyznam jednak, że dopiero w komentarzach doczytałem interpretację, że postacie kobiet były lalkami, a żółty domek był domkiem dla lalek. Wcześniej różnymi drogami błądziły moje domysły i chyba ostatecznie nie ogarnąłem fabuły. Niby jest prosta, ale czuję się, jakby Autor poprzez nie do końca umiejętne prowadzenie akcji zgubił mnie po drodze.

Ogółem więc tekst głównie klimatem stoi, ale nie są to jednak moje klimaty.

Od strony techniczno/literackiej też nie podzielam entuzjazmu niektórych poprzedników. Jest nieźle, a raczej poprawnie. Zdania są proste, jakby nieco sztywne i w sumie narracja jest moim zdaniem zbyt monotonna. Czasem zdarzy się dziwny szyk (np. Wygląd był największym moim atutem.), trafiają się powtórzenia (zanim poznamy imię Oskar, zbyt często przewija się "chłopiec"). Napotkałem też pierwsze objawy zaimkozy:

Chłopiec początkowo mnie nie zauważył, lecz kiedy to się stało, zatrzymał się gwałtownie. Patrzył na mnie, stojąc cały czas w miejscu. Poczułam się niezręcznie, więc odwróciłam się do niego plecami z zamiarem kontynuowania swojego bezcelowego spaceru. ‒ Dzień dobry! ‒ zawołał. Odwróciłam się w jego stronę. Nim zdążyłam mu choćby pomachać, chłopiec ruszył ku mnie. Biegł bardzo szybko, jakby obawiał się, że nagle zniknę mu z pola widzenia. Zawiał silny wiatr, a mały, zdyszany chłopiec w szerokiej czerwonej bluzie znalazł się przede mną.

 

Chrobocze mi też ta zmiana chłopca na Oskara, wprowadzasz to imię nagle, bez zapowiedzi. Podobnie niespodziewane i dziwne jest wejście na scenę brunetki (po blondynce). Resztę napisali już poprzednicy.

Po przeczytaniu spalić monitor.

– mr.maras – Fajnie, że ten klimat niepokoju się sprawdził, dzięki!

Zdania są proste? Zgadzam się. Inaczej na razie chyba nie umiem ;) 

Co do imienia Oskara – jak to bez zapowiedzi?  :D 

“Oskar ‒ bo tak miał na imię chłopiec, który szedł ze mną przez las, trzymając pod pachą czerwony latawiec w czarne kropki ‒ okazał się bardzo rozmownym towarzyszem.”

Dzięki Ci za opinię! 

Pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Udany debiucik, choć niespecjalnie w moim klimacie. Ładnie piszesz, wspaniale budujesz klimat. Twoje opko pozostawia całe mnóstwo miejsca na interpretację i w moim odczuciu to jego atut. Rzecz w tym, że Twój tekst jest zbyt oniryczny, jak na mój gust. To raczej senny koszmar niż horror. A ja lubię mięsko, konkrety.

Jeśli chodzi o interpretację, cholera, może to przez to, co sama niedawno pisałam, ale… Mamy tutaj samotnego chłopca, który zagaduje dojrzałe kobiety, piękne kobiety, jak sam podkreślasz. Nie rówieśników, nie facetów, z którymi chłopiec teoretycznie szybciej znajdzie nić porozumienia, ale właśnie kobiety. Zmienia je we własne lalki. Dla mnie podtekst seksualny jest tu oczywisty. Czy tak miało być?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

– Irka_Luz 

Dziękuję za komentarz i cieszę się, że wyszczególniłaś w nim rzeczy, które bardziej lub mniej Ci się podobają. 

Osobiście lubię książki/filmy, kiedy nie wszystko jest podane na tacy i pozostawia mnie z jakimiś pytaniami, na które muszę sam sobie odpowiedzieć, interpretując to co przeczytałem/obejrzałem. Pewnie stąd napisałem coś w takim właśnie stylu :) 

Minęło już trochę czasu, zatem napiszę teraz swój punk widzenia na temat tego opowiadania. Najpierw był rysunek, później dopracowywanie fabularnych szczegółów. Spróbuję przedstawić pewne punkty, które sobie wypisałem przed zaczęciem tekstu :)

– Postać blondynki od samego początku gdy wychodzi z domku, jest lalką i taką ją widzi również Oskar. 

– Blondynka i brunetka to “jeden twór”, nad którym pracował Oskar, aby mieć idealną towarzyszkę. Wcześniej mu to się nie udawało, więc niszczył każdą lalkę, która nie chce się z nim bawić, lub go się boi. 

Zdanie : “Gdy weszłam do starego domu, gdzie panował nienaganny porządek, poczułam jakbym kiedyś już w nim była”, świadczy o tym, że bohaterce przypominają się pewne obrazy, doznaje coś w stylu Deja vu. 

– Lalki mają inny wygląd, a czarne włosy ( których nie miała wcześniej żadna poprzedniczka), może mówić to, że Oskar stworzył wreszcie kogoś idealnego, gdyż brunetka nie obawia się małego chłopca. Napisałem może mówić, gdyż nie wiadomo jak brunetka zareaguje na dwie urny w kuchni i czy po tym będzie miała ochotę wrócić do domu wraz z Oskarem ;) 

Zakończenie zatem jest otwarte. 

Cieszę się, że napisałaś tu swoją interpretacje. Jak widzisz pominąłem aspekt seksualności, dlaczego? Bo autor nie do końca wie, czy ten mały niewinnie wyglądający dzieciak, który zrodził się z rysunków miał takie zamiary ;) 

 

“Jeśli chodzi o interpretację, cholera, może to przez to, co sama niedawno pisałam, ale…”

Zainteresowałaś mnie tym zdaniem, zatem jeśli byłabyś tak miła i podała tu tytuł opowiadania, który masz na myśli to chętnie bym przeczytał :) 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No proszę, ja tak już mam, często widzę w opkach coś zupełnie innego niż reszta czytelników, a nawet sam autor. ;)

A do mojego opka zapraszam serdecznie:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23350

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Gratuluję debiutu :)

Muszę przyznać, że poczułam lekki niepokój kiedy Oskar i blondynka zaczęli grać w memo. Uważam, że to genialna scena. Na takich horror stoi :) Potem odczucie niestety minęło, bo skupiłam się chyba zbytnio na zrozumieniu fabuły. Niemniej pomysł fajny i klimat też jest.  

- Matka Chrzestna – Dziękuję bardzo i cieszę się, że udało się taki niepokojący klimacik stworzyć. Jak byłem dzieckiem, to uwielbiałem grać w memory i tak oto tu się znalazło :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Trochę późno, ale przeczytane. :) Czytało się płynnie, chociaż klimat horroru wszedł mi dopiero podczas założenia maski. Potem klimat trzymał do samego końca. Jedyna rzecz, która ukłuła w oczy, to nadużywanie kolorów (zwłaszcza białego). Nie twierdzę, że jest to jakiś poważny zarzut – na pewno nie wpływa negatywnie na odbiór tekstu – ale w kilku miejscach można byłoby odpuścić “białą filiżankę” i dać po prostu filiżankę. Stworzyłeś bardzo klimatyczną historię.

adam84 – 

Bardzo dziękuję za miłe słowa :) 

Co do klimatu, no tak… staram się wprowadzać go nieco bardziej stopniowo, dlatego od domku zaczyna się akcja. A dokładnie chciałem, aby z początku przedstawić Oskara, jako miłego, fajnego chłopca, by później krok po kroku wydawał się on trochę inny :) 

Co do kolorów, to fakt… trochę nadużyłem. Biała kuchnia, białe filiżanki, chyba też ściany jak dobrze pamiętam – teraz pewnie napisałbym inne kolory, ale pisząc to pewnie kojarzyłem sobie to z bielą, jako… hmmm niewinnością. 

Pozdrawiam serdecznie!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

  

Nadrabiam zaległości i ciągle brakuje mi czasu :). Zgadzam się z poprzednikami, klimat jest dobrze zbudowany, ale moim zdaniem nieco zbyt późno. Początek jest iście sielankowy, chociaż czerwony latawiec skojarzył mi się z balonikiem z nowej ekranizacji "TO" (nie pamiętam czy w książce też było to tak mocno zarysowane bo czytałem ładnych parę lat temu). Drugim skojarzeniem była Kraina Traw, szczególnie ze względu na to odludzie zarysowane na początku i główki lalek, które kolekcjonuje chłopiec (nawiasem mówiąc polecam film). Na plus również scena z odkrywaniem kart, wizerunki na nich są na tyle sugestywne, by zagęścić atmosferę i jednocześnie na tyle enigmatyczne, że byłem ciekaw, jak rozwinie się sytuacja. 

Fladrif – 

W takim razie, cieszę się, że wpadłeś! 

No tak… latawiec mógł się skojarzyć z balonikiem, choć było to niezamierzone ;)

Co do Krainy Traw – nie oglądałem, ale po wpisaniu tytułu na Filmwebie, zdecydowałem się na obejrzenie tego filmu wkrótce.

Co do zbyt późnego klimatu – starałem się przedstawić Oskarka jako niewinnego dzieciaczka, aby w miarę wiarygodne było to, że blondynka postanawia w ogóle gdzieś się z nim udać. Oczywiście mógłbym zrobić też tak, że bohaterka napotyka jakiś dom w lesie, ale to od razu świadczyło by, że coś na pewno z tym chłopcem nie tak, a w domu dzieją się różne straszne rzeczy. Dlatego właśnie zdecydowałem się na takie rozwiązanie, gdyż czytelnik do końca nie wie, czy to w lesie będzie straszyć, czy jeszcze zdarzy się coś innego. 

Tak przynajmniej widziałem to ja, dlatego klimat niepokoju wprowadziłem w drugiej części :) 

Dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Tu był komentarz, który powinien się znaleźć w całkiem innym gdzieindzieju. Przepraszam za zamieszanie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To nie ten tekst, Reg. Bałwany są w tym drugim…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Właśnie zauważyłam, Marasie, bałwan ze mnie!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Odwróciłam się w jego stronę. Nim zdążyłam mu choćby pomachać, chłopiec ruszył  ku mnie. Biegł bardzo szybko, jakby obawiał się, że nagle zniknę mu z pola widzenia. Zawiał silny wiatr, a mały, zdyszany chłopiec w szerokiej czerwonej bluzie znalazł się przede mną.

– powtórzenie

 

No to jak było z tym chłopcem, biegł szczęśliwy za latawcem, czy martwił się o koteczka?

Wydaje mi się, że dokładanie mimochodem opisów wyglądu postaci jest zbyteczne. Tekst byłby lepszy bez tego. Dobrze to ograniczać do minimum, zostawić mniej podpowiedzi.

No i prawdopodobieństwo zdarzeń i zachowań(zawiązanie akcji) bohaterów raczej niewielkie. Małe dziecko zaprasza obcą kobietę do domu, robi jej herbatę i jeszcze nikt nie wezwał policji? A ona się zastanawia, że coś jest nie tak. Niemożliwe… A może niepokojące ;)

Nieustanne podkreślanie, że herbata była gorąca, jest wysoce zbędne…

No i dotarłem do końca.

Zastanawiam się jak wielki jest wybór kolorów włosów u Mattela ;)

Zakończenie udane. Wyciąga tekst za… włosy :)

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny!

- Blacktom – 

“No to jak było z tym chłopcem, biegł szczęśliwy za latawcem, czy martwił się o koteczka?”

Wydaje mi się, że ten mały cwaniak zdawał sobie sprawę, że Pan Niak Niuk nie potrafi sam się przemieszczać ;) 

“Wydaje mi się, że dokładanie mimochodem opisów wyglądu postaci jest zbyteczne. Tekst byłby lepszy bez tego.”

Jeśli chodzi o Oskara, być może i tak, ale jeśli mówimy o bohaterce – opis był konieczny, chociażby opis włosów, który ma znaczenie w opowiadaniu.

“Nieustanne podkreślanie, że herbata była gorąca, jest wysoce zbędne…”

A no mogłem sobie darować :D

“Zakończenie udane. Wyciąga tekst za… włosy :)”

Haha, no cieszę się!

Dziękuję za odwiedziny i wysunięcie powtórzenia, które znikło z opowiadania. 

Również pozdrawiam!

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Anet

A no to fajnie, że fajne :D 

Dzięki, że wpadłaś! 

Pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Przyjemny horror. Niezły pomysł z lalkami. Fajnie budujesz napięcie przy grze w memory. To była mocna scena.

Podeszłam bliżej, gdyż nie wiedząc czemu, najbardziej zaintrygowała mnie główka o pięknych dużych niebieskich oczach i długich złocistych włosach.

W zdaniach z imiesłowem współczesnym nie wolno zmieniać podmiotu. Bo wychodzi, że to główka nie wiedziała.

Babska logika rządzi!

Finkla

Dziękuję! 

Ostatnio tu nie zaglądałem, zatem odpowiadam dopiero teraz. Z racji, że piszę z telefonu, zdaniem zajmę się na weekend :) 

Pozdrawiam!

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Bardzo fajne, zakończenie najlepsze to się nazywa TWIST chyba. Spotkałem takie określenie raz. :)

 

Pozdrawiam!

Jestem niepełnosprawny...

 

dawidiq150

Bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło do gustu i dziękuję również za wizytę! 

Pozdrawiam również :) 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No, i to jest horror. :) Nie jestem fanem takich współczesnych “straszaków”, jak filmowe screamery, tylko właśnie budowanie niepokoju. Fajnie Ci to wyszło.

You get what anybody gets - you get a lifetime.

Mr Windy

Aaa, bardzo mi miło, że zajrzałeś do mojego pierwszego opowiadania! 

Cieszę się, że się spodobało.

Ja również nie jestem fanem horrorów w których, jump scare, odgrywa pierwsze skrzypce. Uwielbiam natomiast starsze horrory (lata 60/70/80) w które mogę się wczuć, a świetny klimat mi tylko w tym pomaga. W nowszych produkcjach też znajdą się perełki, ale jest ich zdecydowanie, zdecydowanie mniej…

Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

NearDeath,

Bardzo podoba mi się tytuł, pasuje do horroru!:-)

Scena z latawcem kojarzy mi się z czerwonym balonem z To Stephena Kinga (Moment, w którym bohaterka ogląda fotografię, przedstawiającą mężczyznę i kobietę też przywodzi mi na myśl scenę z tej książki)

Zaciekawiła mnie postać chłopca. Niepokojące są jego zmiany nastroju: raz wybucha śmiechem i chichocze, a za chwilę płacze. Wchodzi do pokoju z papierową maską na twarzy (przypomina jego figurki, które zamiast oczu miały dziury). Fajny motyw z grą w karty, jest zagadkowo i niepokojąco. Kot też odegrał tu znaczącą rolę. Chłopiec mówi o nim, jak o żywej istocie, że się zgubił, zmoknie, aż w końcu dowiadujemy się, że to pluszak.

Wrócę do fotografii, na której widnieje kobieta w jasnych włosach. To matka chłopca? Też ma jasne włosy, czy to ma związek z bohaterką?

 

A teraz pokombinuję:

Czy chłopiec zrobił z bohaterki lalkę? Domek to oczywiście domek dla lalek. Oskar nie ma przyjaciół, więc tworzy figurki i lalki (Niekiedy nie chcą być twoimi przyjaciółmi). Lalki bez głów. On wymieniał im głowy? dlatego ona najpierw miała złote włosy, a potem czarne?

 

rzędy równo poukładanych małych główek z długimi włosami. Podeszłam bliżej, gdyż najbardziej zaintrygowała mnie główka o pięknych dużych niebieskich oczach i długich złocistych włosach.

 

Chłopiec próbował dać mi tę lalkę, lecz nie mogłam jej chwycić, gdyż moje palce były ze sobą złączone tak jak u małej laleczki

 

pozdrawiam:-)

Hejka, Olciatka!

Bardzo mi miło, że zajrzałaś do mojego pierwszego opowiadania! 

Co do Kinga – rozumiem o co chodzi, bo dopiero co skończyłem czytać tę książkę ;) 

Powiem Ci, że bardzo wnikliwie tekst przeanalizowałaś, zwłaszcza że wyłapałaś podobieństwo dziur w masce, a tych w figurkach – dokładnie. 

Wrócę do fotografii, na której widnieje kobieta w jasnych włosach. To matka chłopca? Też ma jasne włosy, czy to ma związek z bohaterką?

Tak, to matka chłopca. Zdjęcie ślubne z ojcem Oskara. 

 

Czy chłopiec zrobił z bohaterki lalkę? Domek to oczywiście domek dla lalek. Oskar nie ma przyjaciół, więc tworzy figurki i lalki (Niekiedy nie chcą być twoimi przyjaciółmi).

Wszystko jest tak jak mówisz… piszesz ;p

 

Lalki bez głów. On wymieniał im głowy?

Ogólnie dobrze to interpretujesz, tylko z tą różnicą, że Oskar niszczył lalki, wyrywał im te głowy, będąc wściekłym, że nie może znaleźć swojego ideału, nad którym przez długi czas ciężko pracował. Lalki tworzył później na nowo, jednak to wciąż była ta sama “dusza”, stąd małe deja vu bohaterki. 

Wcześniej zauważyłaś podobieństwo we włosach matki, a złotowłosej bohaterki (naprawdę wnikliwa jesteś, super) → Tak to ma pewne znaczenie, lecz związane jest z moim najnowszym opowiadaniem… nie, naprawdę się nie reklamuje, ale inaczej nie potrafię odpowiedzieć :D Bo jest powiązane z tym.

Ale w skrócie można powiedzieć, że Oskar miał chyba coś z Normana Batesa. A wiadomo jak on postąpił z matką ;)

Hmmm… to chyba wszystko. 

Podsumowując: Twoja interpretacja była trafna, ja tylko wyjaśniłem małe szczegóły. 

Pozdrawiam serdecznie również i sorrki za tak długie nudzenie z mojej strony. 

Widzę, że Ty również masz dwa opowiadania z kategorii Horror. Moje klimaty, więc za drugie jutro się wezmę, bo jedno widzę że już czytałem… aaa nawet dwa razy ;D

Mroczni ludzie no… 

Jeszcze raz dzięki! 

EDIT:

Fajny ten koteł na avku. 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

NearDeath, dziękuję za wyjaśnienia. Niestety nie oglądałam "Psychozy", ale przeczytałam opis fabuły i już wiem, co zrobił Norman Bates:-) ciekawa postać:-) chyba obejrzę przez weekend, bo to wstyd nie znać klasyki:-) pozdrawiam

Hej :-) fajny horror tutaj znalazłem i wiesz co? Czytałem twoje świąteczne opowiadanie i pod względem pomysłu bardziej podoba mi się to tutaj; mam wrażenie, że eksplorujesz takie psychodeliczne rejony gatunku, i odkrywasz ciekawe rzeczy. Warstwa językowa w porządku, nie trafiłem na większe problemy, lecz stylistycznie wyszło poprawnie, bez czegoś charakterystycznego. Układ fabularny także w porządku: las, chłopiec, laleczki – znane i lubiane; myślę więc, że to naprawdę niezłe opowiadanie – na przyzwoitym poziomie i z pomysłem. Pozdrawiam :-)

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

Hejka, Mersejk!

Wielki dzięki za opinię, zwłaszcza tak pozytywną :)

Co do opowiadania świątecznego – no tak… męczyłem się nad nim jak cholera. Może dlatego taki efekt i fakt, że chyba nie potrafię pisać pod konkursy, a wolę gdzieś realizować pomysły, które same przychodzą mi do głowy, a zwłaszcza podczas rysowania. 

Ale trafiłeś… opko już swoje odleżało, ale właśnie jutro przeżyje swoją drugą młodość, bo wleci na YouTuba na kanale PolishCreepypasta ;D Ciekawe jak Marcinowi i Julii to wyjdzie. 

No nic koniec chamskiej reklamy i jeszcze raz dziękuje! 

EDIT:

Jutro, to znaczy w sobotę – eh ten mój nocny tryb… 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

NearDeath, Twoja chamska reklama podziałała:-) posłuchałam i gratuluję! Chociaż lektorka słabo wypadła moim zdaniem… pozdrawiam:-)

Olciatka

Baaardzo mi miło, że posłuchałaś, mimo że czytałaś… :D Naprawdę. 

Jeśli chodzi o lektorkę – kwestia gustu. Mi na przykład bardzo się podobała, oddając przy tym klimacik historii. Chłopiec też wypadł okej :D 

Pozdrawiam również! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Po wczorajszej reklamie Twój tekścik leciał mi w tle przerwy na kawę. smiley

Całkiem przyjemny klimat, bo wykorzystujesz klasyki gatunku jak specyficzny chłopiec i domek na odludziu, ale dorzucasz też sporo innych pozytywnie frapujących elementów. Językowo, co mogę powiedzieć z całą pewnością po zajrzeniu tutaj też fajnie wpisujesz się w konwencję. Niby na ogół wolę więcej makabry, ale kriperstwo w tym wydaniu smakuje i bez niej. Pozdrawiam.

Oidrin 

Bardzo się cieszę, że zajrzałaś! 

Niby na ogół wolę więcej makabry, ale kriperstwo w tym wydaniu smakuje i bez niej.

Suuuper! Od siebie mogę dodać, że starałem się, aby tekst może nie straszył, ale wywoływał lekki niepokój – jeśli tak było, to jestem usatysfakcjonowany :) 

Ja również pozdrawiam! 

A co do reklamy – najwidoczniej przyniosła skutek, skoro tu zajrzałaś :D 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Jest okej – ładna wprawka początkującego autora.

 

Jest to opowiadanie z rodziny tych, które budują klimat niedopowiedzeniami i raczej niewiele więcej mają do zaoferowania. Znajdziesz z pewnością fanów tego gatunku, natomiast mnie osobiście do pełni szczęścia brakuje szczątków realizmu, które pozwolą mi zapomnieć, że czytam bajkę (skąd te kobiety w tym lesie? czy one w ogóle istniały? co ten chłopiec robił w domu sam?). Dopiero ustaliwszy rzeczywistość, lubię patrzeć, jak jest ona łamana.

 

Ładne, obrazowe sceny – karty, urny, herbatniki, latawiec, budujesz sceny elementami zapadającymi w pamięć. Dobra robota.

 

Jeśli to jedna z twoich pierwszych prób, to naprawdę dobry początek. Szkoda, że zaraz znikniesz na dziesięć lat, no ale produkcja młodego pokolenia jest czynem zapewne chwalebniejszym niż pisanie strasznych historyjek na forum.

 

Tak ‒ odpowiedział, kiwając twierdząco głową

Zdajesz sobie sprawę, że tego typu zdaniami (jeszcze gdzieś było drugie takie) powielasz jedną informację trzy razy? Ponadto, to pleonazm, bo nie można kiwać głową przecząco.

Zaczęłam bać się tego niewinnie wyglądającego chłopca.

Dobrze sobie radzisz z pokazywaniem, zamiast opowiadania, ale to zdanie wali łopatą w łeb. Proszę więcej pokazywania.

‒ Oczywiście ‒ odpowiedziałam natychmiast, siadając na podłodze.

Oskar postawił porcelanową filiżankę na podłodze

powtórzenie

Nie odpowiedziałam, bo byłam pochłonięta przyglądaniem się rzędom zabawkowych główek o przeróżnych barwach prześlicznie wyglądających fryzur

Nie mam pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzień doberek, Kam! 

Tak, to moje pierwsze opowiadanie, przez co mam do niego wielki sentyment ;) 

Znajdziesz z pewnością fanów tego gatunku, natomiast mnie osobiście do pełni szczęścia brakuje szczątków realizmu, które pozwolą mi zapomnieć, że czytam bajkę (skąd te kobiety w tym lesie? czy one w ogóle istniały? co ten chłopiec robił w domu sam?).

→ Opko miało wyglądać dość onirycznie, senny koszmar, tym kierowała się wtedy moja głowa, z tego co pamiętam, więc na realizm faktycznie można ponarzekać ;) 

Co do kobiet – żywe lalki tworzone przez chłopca. Chłopiec był samotny (dwie urny miały sugerować śmierć jego rodziców). Chłopiec szukał, a wręcz tworzył przyjaciół, choć nie za każdym razem z dobrym dla niego skutkiem. 

Jeśli to jedna z twoich pierwszych prób, to naprawdę dobry początek. Szkoda, że zaraz znikniesz na dziesięć lat…

→ No właśnie jak wspomniałem pierwsza, więc przyszedł pomysł i sobie wziąłem i napisałem. 

Nie no… na aż tak długo nie zniknę… bez przesady :D Może gdybyś bardziej mnie tu pocisnęła, to by tak było, ale póki co jestem miło zaskoczony. 

 

Ładne, obrazowe sceny – karty, urny, herbatniki, latawiec, budujesz sceny elementami zapadającymi w pamięć. Dobra robota.

→ Dzięki <3 

 

No i teraz co do wymienionych przez Ciebie zdań – zgoda, obiecuję się niebawem im przyjrzeć i coś zrobić. 

Nie odpowiedziałam, bo byłam pochłonięta przyglądaniem się rzędom zabawkowych główek o przeróżnych barwach prześlicznie wyglądających fryzur

Nie mam pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu.

→ No miałem na myśli, że dziewczyna widzi łepetynki swoich poprzedniczek – CZYTAJ: Nieudanych przyjaciół Oskara. A każda z nich miała inny kolor włosów, co jest symbolem ich indywidualności. 

No nic… chyba do wszystkiego się odniosłem. Dzięki raz jeszcze za miłe odwiedziny. Cały czas jestem na starcie, więc może będę progresował z każdym następnym tekstem. 

Na dniach jak obiecałem i do Ciebie wpadnę – złapię chwilę spokoju i jestem! 

Pooozdro! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Może gdybyś bardziej mnie tu pocisnęła, to by tak było, ale póki co jestem miło zaskoczony. 

Ja i ciśnięcie? Przecież ja jestem aniołkiem ;)

 

A każda z nich miała inny kolor włosów, co jest symbolem ich indywidualności. 

A zdanie sugeruje, że to główki, a nie włosy, miały przeróżne barwy ;)

 

Dzięki raz jeszcze za miłe odwiedziny.

Sam jesteś miły, co mi psujesz reputację :c

www.facebook.com/mika.modrzynska

Hejo :D

 

Podoba mi się ten rosnący, niepokojący klimat. Dzięki narratorowi w pierwszej osobie łatwo jest się wczuć, taki pewnie był zamysł. Tak jak bohaterkę, rozwalił mnie kot Niak-Niuk xD 

 

Wiedziałam, że już nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Strach sparaliżował mnie do tego stopnia, że nie mogłam nic zrobić.

Może ,,nic zrobić” na : drgnąć, poruszyć się. Później jednak podeszła do okna… to może zmienić końcówkę zdania na inna frazę np. ,,zastygłam w bezruchu”, ,,zamarłam” lub coś w tym stylu :P

 

Coś tak czułem, że w drugiej części się wyjaśni, co z tą blondynką się stało ^^

 

Pozdrawiam, powodzenia :D

 

 

.

Nowa Fantastyka