- Opowiadanie: dovio - Czarny Kot

Czarny Kot

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Czarny Kot

Wydarzyło się to którejś nocy, kiedy nie mogłem spać. Przekręcałem się z boku na bok, liczyłem barany i inne zwierzęta, ale sen nadejść nie chciał. Próbowałem myśleć o czymś miłym i pozytywnym i przez chwilę miałem wrażenie, że to już to, że sen nadchodzi i za chwilę przeniosę się do pięknej krainy marzeń, ale niestety – wciąż nie wychodziło. Leżałem więc w swoim łóżku patrząc w sufit i zastanawiałem się jak przetrwać tę noc. Nic nie przychodziło mi do głowy, jedynie zachciało mi się z tego wszystkiego pić. Zszedłem więc cicho na dół, żeby nie obudzić rodziców i w kuchni znalazłem sok w kartonie, który nalałem sobie do szklanki i wypiłem dość szybko. Nie chciało mi się wracać na górę do łóżka, było tam zbyt nudno i czułem, że i tak nie dam rady zasnąć. Przypomniałem sobie, że w salonie zostawiłem słuchawki, więc postanowiłem pójść po nie i posłuchać sobie muzyki. W końcu dzięki muzyce zasypia się dobrze i wtedy bardzo chciałem, żeby ta teoria okazała się prawdziwa. Wszedłem więc do salonu i od razu zlokalizowałem słuchawki leżące na stole. Z radością wziąłem je i już miałem wychodzić, ale kątem oka coś zobaczyłem. Spojrzałem ponownie na stół i miałem wrażenie, że siedzi na nim czarny kot z czerwoną kokardką zawiązaną na szyi. Zwierze wpatrywało się we mnie, a ja patrzyłem na niego zaskoczony i trochę zaniepokojony. Od razu uznałem, że na stole musi po prostu stać przedmiot, który owego kota przypomina. Zaświeciłem więc światło i… Stół był pusty. Nie było na nim żadnego przedmiotu, ani oczywiście kota. Zdziwiony zgasiłem światło i wszystko było jak wcześniej, tylko tym razem było ciemno. Uznałem, że była to jakaś halucynacja i wróciłem do łóżka. Słuchałem muzyki z zamkniętymi oczami, ale ciągle myślałem o kocie. Wmawiałem sobie, że to tylko przewidzenie, najpewniej z braku snu, ale… Coś mi nie dawało spokoju… Może było coś w sposobie w jaki na mnie patrzył. Trwało to tylko chwilę, ale miałem wrażenie, że kot był smutny. Muzyka faktycznie pomogła i udało mi się zasnąć. Nie pamiętam co mi się śniło, ale na pewno nie było to nic ciekawego. Gdy wstałem rano, o ile godzina jedenasta to rano, z łóżka w ten piękny wakacyjny dzień byłem już pewien, że żadnego kota na stole nie było i to było dla mnie najważniejsze. Właśnie siedziałem sobie na dworze, kiedy zauważyłem swoją dziewczynę nadciągającą w moją stronę. Od razu wstałem zadowolony, że tak wpadła do mnie bez zapowiedzi. Przywitaliśmy się małym pocałunkiem i zaczęliśmy rozmawiać na jakieś nieszczególnie ciekawe tematy, ale… Było po prostu fajnie. Nagle postanowiłem jej powiedzieć o tym co wydarzyło się w moim salonie poprzedniej nocy.

– No więc biorę tę słuchawki i nagle widzę na stole czarnego kota z taką kokardką czerwoną na szyi – mówię do niej śmiejąc się – myślałem, że to po prostu w ciemności coś wygląda jak ten kot, ale jak włączyłem światło to na stole nie było zupełnie nic. Dziwna sytuacja, ale sama widzisz co się dzieje z człowiekiem, jak nie może spać – zaśmiałem się po raz kolejny.

Jednak Anna nie patrzyła na mnie swym cudownym radosnym wzrokiem, przeciwnie, wyglądała raczej na zaniepokojoną, co trochę mnie zaskoczyło.

– Mam nadzieję, że sobie żartujesz, ale powiem ci… Nie jest to zabawne – mówiła cicho

– Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi… – patrzyłem na nią i uśmiech zaczął powoli znikać z mojej twarzy. W tym momencie myślałem, że to ona sobie żartuje ze mnie.

– Nie wiesz? Naprawdę? – patrzyła na mnie jak na wariata.

– Naprawdę. Co w tym jest takiego niesamowitego? – zapytałem.

– Skoro naprawdę nie wiesz to… Pokaże ci.

Poszliśmy do mojego pokoju w którym Anna po roku związku czuła się jak u siebie. Od razu uruchomiła mój laptop, a ja czekałem w napięciu na to, co właściwie dziewczyna zamierza mi na nim pokazać.

– Zobacz – powiedziała, a ja przysunąłem się bliżej, żeby mieć lepszy widok na ekran. Włączyła na nim jakieś forum na którym znajdował się dość długi artykuł. – Wiem, że za bardzo nie lubisz czytać, więc po prostu streszczę ci to wszystko. Zaczęło się to dość normalnie. Niejaki Adam Bagicki napisał, że zobaczył w swoim domu czarnego kota z kokardką, dokładnie tak jak ty, ale ten gość postanowił podzielić się tym niecodziennym zjawiskiem w internecie. Było to nawet dość zabawne, zwłaszcza jak poczytało się komentarze. Ale… trzy dni później facet miał wypadek samochodowy – otworzyła nową kartę w przeglądarce i pokazała mi kolejny artykuł na temat wypadku Adama. Patrzyłem na to nie bardzo wiedząc co o tym myśleć, jednak dziewczyna wciąż kontynuowała. – Po tym wydarzeniu kolejne osoby pisały o tym, że widziały w nocy tego kota i zawsze trzy dni później ginęły. Znalazłam nawet informację, że cała rodzina widziała tego kota, a później ich dom całkiem spłonął. Dlatego mam nadzieję, że ty go nie widziałeś, Michał.

– Ale… Słuchaj, to wszystko może być po prostu zbiegiem okoliczności. Chyba nie myślisz, że ten kot zabił wszystkich tych ludzi – uśmiechnąłem się lekko, ale ona uśmiechu nie odwzajemniła.

– Nie wiem co mam o tym myśleć, ale… Każdy kto zobaczył tego kota po prostu umierał – powtórzyła – i nie są to żarty. W tym artykule są podane prawdziwe imiona i nazwiska. Powinieneś go przeczytać – mówiła smutna.

– W porządku, przeczytam, ale… To wszystko może być po prostu wkrętem, jak Niebieski Wieloryb, czy inne tego typu rzeczy. Nie można wierzyć we wszystko co znajduje się w internecie i myślałem, że dobrze o tym wiesz.

Patrzyła na mnie tak, jakby miała zamiar mnie zaatakować za to co do niej mówiłem.

– Po prostu to przeczytaj, możesz to dla mnie zrobić? – w jej oczach pojawiły się małe łzy.

W zasadzie co mi szkodzi? Postanowiłem przeczytać ten dość długi artykuł, a Anna w tym czasie poszła do kuchni, żeby przynieść mi coś do picia. Cudowna kobieta.

Artykuł czytało się dość ciekawie i w zasadzie od razu się wciągnąłem. Znajdowały się w nim zrzuty ekranów z różnych stron, gdzie ludzie pisali o tym, że coś dziwnego wydarzyło się w nocy i widzieli kota. Niektórzy widzieli go siedzącego na podłodze u innych siedział na łóżku. Niektórzy stwierdzili to samo co ja, że kot ma bardzo smutne spojrzenie. Powstała teoria, że zwierzak zapowiada jakąś tragedie na którą nic nie można poradzić. Jedyne co można zrobić to czekać na nadejście końca. Artykuł zakończył się stwierdzeniem, że codziennie jest bardzo dużo wypadków na całym świecie i być może ci wszyscy ludzie też widzieli kota trzy dni przed wypadkiem, ale nie wszyscy piszą o tym w internecie. Przyznam szczerze, że artykuł dość mocno mnie zmartwił i powoli zaczynałem wierzyć w tę całą historię.

– I co o tym myślisz? – zapytała Anna, która siedziała już obok mnie popijając zimną lemoniadę.

– Nie wiem… – powiedziałem nieobecnym głosem – naprawdę nie wiem.

Przytuliła się do mnie chcąc dodać mi tym otuchy i nawet trochę pomogło. Spędziliśmy resztę dnia na świeżym powietrzu i chociaż staraliśmy się o to, żeby było miło nie mogłem przestać myśleć o artykule i oczywiście kocie. Miałem nadzieję, że nie jest to prawda. Pożegnaliśmy się po zachodzie słońca, a ja jak najszybciej chciałem znaleźć się w domu, by dowiedzieć się czegoś więcej o tej sprawie. Pierwsze co zrobiłem po włączeniu laptopa to wpisanie w Google hasła dzięki któremu mogłem znaleźć artykuł mówiący o tym, że cała ta sprawa z kotem to wymyślone brednie. Niestety, nic takiego nie znalazłem, co oczywiście mocno mnie zaskoczyło. Wyskoczyło mi za to kilka filmików na YouTube opowiadających o całej sprawie. Jeden trwał ponad jedenaście minut. Kliknąłem i zacząłem oglądać. Gość dość monotonnym głosem próbował mówić strasznie i niepokojąco. Nie bardzo mu to moim zdaniem wyszło, ale nie zniechęciło mnie to od dalszego oglądania. Facet w filmiku mówił dokładnie to samo co znajdowało się w artykule, który pokazała mi Anna. W filmie widać było nawet zrzuty ekranu z tego artykułu i po połowie filmu byłem już trochę znudzony. Oglądałem jednak do końca z małą nadzieją na to, że może w końcu dowiem się czegoś nowego. Nie dowiedziałem się, jednak uznałem, że YouTube to nie najgorsze źródło do szukania informacji. Na temat czarnego kota z czerwoną kokardką powstało naprawdę wiele filmów, więc historia była dość popularna. Nie miałem pojęcia dlaczego wcześniej nic nie słyszałem na ten temat, ale czasem tak po prostu się zdarza. Oglądałem kolejne filmy w których ich autorzy głównie prosili o łapki w górę i subskrypcje, ale wszędzie pojawiały się te same informację. Po ponad godzinie spędzonej na oglądaniu tych filmów stwierdziłem, że nie dowiedziałem się nic nowego i do tego zaczynałem robić się dość śpiący. Mimo wszystko nie zamierzałem iść spać, wyglądało na to, że nie jest to żaden żart i kot faktycznie zwiastuje nadejście tragedii. Musiałem się dowiedzieć, czy można jakoś temu zaradzić, czy da się po prostu nie zginąć, ale… Wyglądało na to, że nie. Byłem załamany. Anna co chwilę wysyłała mi wiadomości z pytaniem, czy dobrze się czuję i czy wszystko w porządku. Kłamałem odpisując, że jasne i nie musi się aż tak o mnie martwić. Ona też starała się dowiedzieć czegoś więcej na temat czarnego kota i jej wyszukiwania wciąż nie przynosiły rezultatu. Miałem zamiar się poddać i mieć nadzieję, że za trzy dni od nic się nie stanie, gdy nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł. Pomyślałem sobie, że poszukam w internecie kota z kokardką i zobaczymy co to da. Wpisałem w Google „Czarny kot z kokardką” i zacząłem przeszukiwać wyświetlone wyniki. Nie znalazłem nic ciekawego zarówno w wiadomościach jak i w grafice. W tym momencie zacząłem załamywać się jeszcze bardziej. Zamknąłem laptop, nie miałem już siły zajmować się tą sprawą. Uznałem, że może jutrzejszy dzień przyniesie odpowiedzi. Położyłem się do łóżka i chcąc poprawić sobie humor włączyłem Instagram w nadziei, że może pojawi mi się tam coś zabawnego. Było na nim kilka zdjęć, które znajomi wrzucali ze swoich wakacji i wtedy…O mój Boże, tak! Jak mogłem nie wpaść na to wcześniej?! Przecież ludzie wszystko wrzucają do sieci, dzielą się ze wszystkim. Ktoś na pewno musiał wrzucić zdjęcie tego kota! Odżyła we mnie nowa nadzieja. Nie miałem pojęcia co wpisać w wyszukiwarkę, więc po prostu użyłem hasztagu CzarnyKot i czekałem na cud. Zdjęć czarnych kotów było naprawdę wiele, ale nigdzie nie było kota, którego poszukiwałem. Modliłem się w duchu, żeby się pokazał, żeby to nie był kolejny ślepy traf. I nagle moje serce zamarło, od razu odechciało mi się spać. Patrzyłem na to zdjęcie nie mogąc uwierzyć, że naprawdę się udało. Na zdjęciu około dziesięcioletnia dziewczynka siedziała w ładnym pokoju na szarym dywanie i uśmiechała się promiennie. Na jej kolanach siedział kot – ten sam kot z czerwoną kokardką, którego widziałem w swoim domu poprzedniej nocy. Podpis pod zdjęciem głosił „Moja córka ze swoim nowym przyjacielem”. Zdjęcie przepełniała ogromna radość i nawet promienie słońca wpadające przez okno doskonale ją podkreślały. Powyżej zdjęcia wyświetliła się lokalizacja, gdzie zostało ono zrobione. Miejscowość nazywała się Zawada i choć nigdy o niej nie słyszałem wiedziałem, że za chwilę to się zmieni. Od razu poinformowałem dziewczynę o tym swoim znalezisku i wysłałem jej zdjęcie z kotem i dziewczynką. Ona również wydawała się tym faktem bardzo podekscytowana. 

Dość szybko udało mi się znaleźć artykuł, który brzmiał „Ciało dziewczynki znalezione w rzece”. Zawada była jakąś małą wioską, a artykuł ukazał się w lokalnej gazecie i być może również na innych większych stronach, ale… Nie czytałem za bardzo takich wiadomości, więc nic dziwnego, że mogłem to przegapić. Jednak dzięki samemu tytułowi już wiedziałem, że to może być to, że tam znajduje się rozwiązanie całej tej historii. Z artykułu wynikało, że dziewczynka prawdopodobnie utopiła się w rzece podczas zabawy i choć wyświetliło mi się jeszcze kilka wiadomości o tej sprawie nie czytałem ich. W zasadzie jak najszybciej chciałem znaleźć się w tamtym miejscu. Z mapy wynikało, że jest tam dość daleko, prawie czterysta kilometrów. Poinformowałem dziewczynę, że chcę wyruszyć natychmiast, żeby nie marnować czasu, którego tak mało mi zostało. Zgodziła się pojechać ze mną, ale moi rodzice nie byli zbyt zadowoleni, gdy im powiedziałem co zamierzam zrobić. Powtarzałem ciągle, że to sprawa życia lub śmierci i gdy tylko wrócę od razu opowiem im o wszystkim. Musiało być coś w tonie głosu jakim mówiłem i wyrazie twarzy z którą na nich patrzyłem, bo nie robili większych problemów dotyczących mojej nagłej podróży. Wsiadłem do samochodu i pojechałem po dziewczynę, która była już gotowa i czekała na mnie przed domem. Gdy wsiadła od razu poinformowała mnie, że miała małe problemy z rodzicami, ale ostatecznie stwierdzili, że w zasadzie jest już dorosła, więc może robić co chce. Ustawiłem na telefonie trasę do miejsca w którym zostało zrobione zdjęcie kota i dziewczynki, która niedługo później została znaleziona martwa w rzece. W zasadzie było to dość smutne, ale w tym momencie martwiłem się bardziej o siebie. Jechaliśmy przez praktycznie puste ulice, w nocy jeździ dość mało aut. Chciałem dotrzeć na miejsce jak najszybciej, ale na szczęście siedząca obok mnie dziewczyna co chwile powtarzała mi, żebym zwolnił, a ja każdym razem stwierdzałem, że jest to dość dobry pomysł. Zrobiliśmy sobie jeden postój, żeby zjeść coś w przydrożnej knajpie otwartą całą dobę. Jedzenie było raczej średnio dobre, ale przynajmniej dzięki temu mieliśmy siłę, żeby jechać dalej. Po jakichś czterech godzinach odkąd wyjechaliśmy z domu, Anna zasnęła, więc teraz zostałem już tylko ja i grające cicho radio. Nie chciało mi się spać, byłem zbyt podekscytowany całą tą sprawą. Cały czas miałem w głowie myśl, że uda uniknąć mi się śmierci, że znalazłem rozwiązanie i to sprawiało, że sen był ostatnią rzeczą, jaka mogła mnie spotkać na tej pustej drodze. W końcu, po około sześciu godzinach jazdy, dotarliśmy na miejsce. Na dworze powoli robiło się już jasno i wyglądało na to, że wszyscy mieszkańcy wioski jeszcze spali, więc mieliśmy czas, żeby trochę rozejrzeć się po tej dość małej wiosce. Zatrzymałem się na poboczu i znów włączyłem Instagram znajdując konto osoby, która zrobiła zdjęcie kota i dziewczynki. Chciałem znaleźć więcej zdjęć, żebym mógł zorientować się w którym miejscu mógł znajdować się dom z fotografii. Niestety, na koncie znajdowało się tylko jedno zdjęcie, więc chyba nie pozostało mi nic innego, jak po prostu pytać mieszkańców o to kto znajduje się na zdjęciu. Z artykułu o tragedii wynikało

jedynie, że dziewczynka nazywała się Emilia, chociaż w zasadzie nie spodziewałem się, żeby podali adres jej zamieszkania. Podczas tych moich rozmyślań Anna w końcu się obudziła i rozejrzała dookoła.

– Dojechaliśmy? – zapytała wyglądając przez okno i rozciągając lekko.

– Owszem, ale jest jeszcze dość wcześnie i wygląda na to, że wszyscy mieszkańcy jeszcze śpią – odparłem.

– No więc co teraz robimy? – Wzruszyłem ramionami.

– Możemy wyjść i trochę się rozejrzeć. Może znajdziemy coś ciekawego. I tak też zrobiliśmy. Niedaleko zobaczyliśmy małą knajpę, więc to właśnie tam skierowaliśmy najpierw nasze kroki. Po całej nocy jazdy trochę zgłodniałem, więc chętnie coś bym zjadł, a knajpa wyglądała na otwartą. W środku nie było nikogo, zupełna pustka, chociaż nie byłem zaskoczony, w końcu była dopiero siódma rano. Zamówiliśmy sobie frytki, które dość szybko zostały nam podane. Korzystając z okazji postanowiłem dowiedzieć się czegoś od pracownika za ladą, który nas obsłużył.

– Wie pan kim jest ta dziewczynka? – pokazałem mu zdjęcie na moim telefonie. Facet spojrzał na mnie nieufnie. Miał na twarzy duży czarny zarost i wyglądał jak ktoś po czterdziestce. Do tego był dość gruby, więc jego spojrzenie trochę mnie wystraszyło.

– Wszyscy tutaj wiedzą kim ona jest – odpowiedział oschle.

– A wie pan może gdzie mieszka, albo gdzie są jej rodzice? Chciałbym się tego dowiedzieć.

– Kim ty jesteś i co tutaj robisz? – wyglądało na to, że gość zaczął się denerwować.

– Może mi pan pomóc, czy nie? – starałem się mówić spokojnie.

– Nie. I najlepiej będzie jak zabierzesz dziewczynę i sobie stąd pójdziesz

– poczerwieniał na twarzy ze złości.

– Nie rozumiem o co chodzi, czemu nie chce mi pan pomóc? – gość za ladą wyprostował się i spojrzał na mnie tak groźnie, że mało nie zabił mnie swoim spojrzeniem.

– Żegnam – powiedział tylko i wyszedł. Anna wzruszyła ramionami próbując nie przejmować się tą całą sytuacją. Wyszliśmy więc z knajpki i na nowo rozpoczęliśmy poszukiwania. Niedaleko stał przystanek autobusowy, a na nim zauważyliśmy kobietę, która wyglądała na jakieś trzydzieści lat. Najwyraźniej czekała na autobus. Podszedłem do niej z nadzieją, że może ona mi pomoże.

– Wiem kim ona jest. Utopiła się tu jakiś czas temu – odpowiedziała, gdy pokazałem jej zdjęcie.

– A może mi pani powiedzieć gdzie mieszkała? Mogę pogadać z kimś z jej rodziny? 

Spojrzała na mnie jakby nie bardzo wiedziała, czy mówię poważnie, czy tylko sobie z niej żartuję.

– Raczej nie bardzo sobie z kimś pogadasz. Jej matka umarła przy porodzie, a ojciec… Popełnił samobójstwo po tej tragedii. Znaleziono go martwego w szopie, która stała obok ich domu. Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie spodziewałem się tego, chociaż na pewno była o tym mowa w którymś artykule, którego nie przeczytałem.

– Przykro mi to słyszeć… – odparłem tylko cicho.

– Wiem, czego szukasz – zbliżyła się do mnie mówiąc cicho – widziałeś go, prawda? Widziałeś kota i teraz boisz się śmierci. Ale nic nie możesz na to poradzić. Nie pozostało ci już nic innego tylko śmierć.

Stałem tak patrząc na nią i w głowie miałem zupełną pustkę. Po chwili kobieta wsiadła do autobusu i odjechała.

– Nie przejmuj się, na pewno coś wymyślimy – powiedziała Anna kładąc mi dłoń na ramieniu. Pokiwałem lekko głową i bardzo chciałem, by mówiła prawdę. Wróciliśmy więc do naszego śledztwa. Dowiedzieliśmy się, że obok domu na pewno stoi szopa, więc postanowiliśmy poszukać takiego budynku. Sam nie wiem co właściwie chcieliśmy znaleźć, ale dobre było cokolwiek, co jakoś by nam pomogło. W dodatku wciąż nie wiedzieliśmy co stało się z kotem. Wróciliśmy do samochodu i szukaliśmy odpowiedniego domu. W tej wiosce było takich kilka i w każdym ktoś nam otwierał, często przecierając zaspane oczy. Kiedy mówiliśmy czego szukamy nikt nie chciał z nami gadać. Jednej z osób, którą była pewna starsza kobieta i wydawała się ona bardziej sympatyczna od innych, zapytałem w którymś momencie o czarnego kota, a w zasadzie o to co się z nim stało. Wtedy jej twarz przestała być miła, a staruszka zamknęła nam drzwi i to dość mocno jak na kobietę w tym wieku. Nie mogliśmy się poddać, więc kontynuowaliśmy poszukiwania w nadziei, że w końcu coś znajdziemy. I tak też się stało. Trafiliśmy do domu w którym nikt nam nie otwierał, chociaż pukałem dość mocno. Dom wyglądał na zaniedbany i chciałem po prostu nacisnąć klamkę i wejść do środka pewien, że oto znaleźliśmy długo poszukiwane miejsce.

– Czego tam szukacie?! – usłyszeliśmy nagle ostry głos mężczyzny. Okazał się nim być sąsiad, który stał za płotem i obserwował nas. Był trochę pod czterdziestkę, a jego siwe włosy zaczynały już siwieć. Podszedłem do niego.

– Czy ona tu mieszkała? To ten dom? – zapytałem od razu pokazując zdjęcie. Mężczyzna wpatrywał się w nie jakiś czas.

– Tak, to ten dom. Ale muszę was rozczarować, nic tam nie znajdziecie. Już wielu

próbowało… Spojrzałem na niego nie rozumiejąc.

Mężczyzna uśmiechnął się, jednak był to uśmiech raczej smutny.

– Myślicie, że jesteście pierwszymi osobami, które próbują znaleźć rozwiązanie? Nic tam nie ma, to zwykły dom tylko opuszczony.

– Więc wie pan o kocie? – mówiłem jakby w transie. Mężczyzna prychnął.

– Każdy o nim wie…. Słuchajcie, wejdźcie do mnie. Ciężko rozmawiać przez płot. Zgodziliśmy się. Mężczyzna nazywał się Eryk i miał ładny mały dom. Usiedliśmy w salonie do którego Eryk przyniósł ciepłą herbatę częstując nas.

– Więc widziałeś kota i nie chcesz umrzeć… – powiedział Eryk siadając obok nas przy okrągłym stole – Moja siedmioletnia córka też go widziała, a także moja żona. Trzy później zostały potrącone na przejściu przez pijanego kierowcę – Eryk posmutniał – Próbowaliśmy znaleźć rozwiązanie, przeszukaliśmy ten dom tak dokładnie jak tylko się da, ale… Nic to nie dało i moja rodzina po prostu zginęła.

– Przykro mi – odparłem cicho.

– Dlatego muszę cię rozczarować… Nawet jak dostaniesz się do środka nic tam nie znajdziesz.

– Dobrze pan znał rodzinę z domu obok? – zapytała nagle Anna, która dotychczas siedziała cicho.

– Doskonale! Byliśmy dobrymi przyjaciółmi z Marcinem.

– Więc na pewno wie pan skąd wziął się ten kot… Zna pan całą historię – Eryk spojrzał na moją dziewczynę, jednak jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.

– Znam… – odparł cicho i spuścił głowę.

– Opowie nam pan? – tym razem ja zadałem pytanie. Przez chwilę panowała cisza i wydawało się, że mężczyzna nie zamierza o niczym mówić, gdy nagle zaczął opowieść.

– Dziewczynka była samotna. Z jakiegoś powodu nie miała w szkole żadnych przyjaciół. Często mówiła jak smutno jej z tego powodu. Gdy Emilia miała urodziny nikt na nie przyszedł. Dziewczynka była tym bardzo zmartwiona, ale… Chyba nie ma się czemu dziwić. To właśnie tego dnia jej ojciec przyniósł do domu tego kota. Nazwała po Śmieszek i pokochała od razu i wydawało się, że kot pokochał ją. Pamiętam, jak mała zakładała mu tę kokardkę. Podszedłem wtedy do płotu i obserwowałem ją. Była bardzo szczęśliwa. Ciągle powtarzała „wyglądasz pięknie, Śmieszku” i tak dalej. Powiem wam, że kot naprawdę prezentował się wspaniale, co powiedziałem jej, gdy zapytała mnie wtedy „jak się panu podoba, panie Eryku?”. A później wydarzyła się ta tragedia. Kiedy mała wychodziła z domu… Przysięgam, że ten kot.. Chciał ją zatrzymać. Miauczał i ciągle chodził obok niej, żeby została. Ale Emilia nie została i kilka godzin później znaleziono jej ciało… A obok ciała siedział kot, jakby jej pilnował, albo miał nadzieję na to, że wstanie i wrócą razem do domu… – zamilkł.

– I co się dalej stało? – zapytała Anna patrząc na mężczyznę uważnie.

– Gdy jej ojciec się o tym dowiedział popełnił samobójstwo. Nie chciał zostać sam, a kot… Po prostu wrócił do domu. Wszedł do środka i… Umarł tam, w pokoju Emilii. Nie pamiętam już kto zobaczył go później pierwszy. Nie wiem nawet kto znalazł i zakopał tego kota. To cała historia. Pewnie spodziewaliście się czegoś niesamowitego, ale opowieść jest prosta. Nikt nie wie dlaczego kot się pojawia. Być może próbuje ostrzec innych, skoro nie udało mu się uratować Emilii. Nie mam pojęcia i pewnie nigdy się tego nie dowiemy, tak jak wielu innych rzeczy na tym świecie.

Wysłuchaliśmy opowieści, dopiliśmy herbatę i wyszliśmy z domu mężczyzny. Mimo wszystko weszliśmy do domu w którym wcześniej Emilia mieszkała ze swoim ojcem i oczywiście kotem. Bez problemu znaleźliśmy pokój w którym zrobione zostało zdjęcie i stwierdziliśmy, że bardzo mało się tu zmieniło, w zasadzie wszystko wyglądało tak samo. Nie znaleźliśmy żadnej wskazówki, chociaż… Może wskazówką była po prostu opowieść Eryka? Mieszkańcy nie chcieli rozmawiać o całej tej sprawie, zapewne wielu z nich straciło kogoś w jakiejś tragedii i każda z tych osób trzy dni wcześniej widziała czarnego kota z czerwoną kokardką na szyi. Wróciliśmy więc do naszych domów. Opowiedziałem o wszystkim rodzicom, pokazałem dowody i nawet miałem wrażenie, że mi uwierzyli. Nie mogłem zasnąć w nocy, bo jak można spać, kiedy wie się, że to może być ostatnia noc przed śmiercią? Nadszedł ten dzień. Siedzę w salonie. Obok mnie jest Anna, rodzice są w pracy. Postanowiłem, że nigdzie dziś nie wyjdę, boję się cokolwiek zjeść, żeby się nie udławić. Czekam i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Koniec

Komentarze

Historia mnie nie porwała, opowiadanie również. Pomysł wtórny, styl pisania szkolny. Opisujesz mnóstwo rzeczy bez znaczenia dla rozwoju akcji, czy dla budowania nastroju – np. że bohater zamówił frytki i szybko je dostał. Do czego mi potrzebna ta wiedza? Z tekstu wieje nudą.

Dzięki za komentarz :) Te rzeczy "bez znaczenia" dodałem po prostu, żeby urozmaicić jakoś opowieść – wydawało mi się to dobrym pomysłem. No i cóż, szkdoa, ze Ci się nie spodobało. Następnym razem postaram się lepiej.

Jeszcze nie przeczytałem całości, bo trochę się spieszyłem przed pracą, ale nadrobię, w każdym razie chcę póki co odnieść się tylko do Twojego komentarza – o urozmaicaniu, bo nie ma w tym nic złego, jeśli się to robi umiejętnie. Przykładowy przepis na jajecznicę można urozmaicić dodając tam szynkę, ale nie mówiąc o mieszaniu jajek łyżką z główką w kształcie Myszki Miki, zdecydowanymi ruchami w kierunku godnym z ruchem wskazówek zegara przez 11 i pół sekundy.

Podam Ci przykład z mojego własnego tekstu (krótki urywek z opowiadania “Odpust”, które możesz tu znaleźć, gdzieś w poczekalni):

 

Po ile to? – spytał sprzedawcy. 

Po krótkich targach towar zmienił właściciela

 

Urozmaiciłem zakupy targowaniem się – ale jednocześnie niczego nie rozwlekłem, bo nie było to istotne dla historii. Tak samo, jak i sama cena. Fakt, że mój bohater się targował jednak pozwala czytelnikowi domniemywać co najwyżej, że mój bohater jest przedsiębiorczy. 

Jednak z tym całym motywem z frytkami am o wiele większy problem, pozwól, ze zacytuję to zdanie:

 

– No więc co teraz robimy? Wzruszyłem ramionami.

– Możemy wyjść i trochę się rozejrzeć. Może znajdziemy coś ciekawego. I tak też zrobiliśmy. Niedaleko zobaczyliśmy małą knajpę, więc to właśnie tam skierowaliśmy najpierw nasze kroki. Po całej nocy jazdy trochę zgłodniałem, więc chętnie coś bym zjadł, a knajpa wyglądała na otwartą. W środku nie było nikogo, zupełna pustka, chociaż nie byłem zaskoczony, w końcu była dopiero siódma rano. Zamówiliśmy sobie frytki, które dość szybko zostały nam podane. Korzystając z okazji postanowiłem dowiedzieć się czegoś od pracownika za ladą, który nas obsłużył.

 

Przede wszystkim, zgodnie z zasadami konstrukcji dialogu – jedna z Twoich postaci powiedziała – “Wzruszyłem ramionami”, a druga opowiedziała, co zrobiliście i to w formie gramatycznej kwalifikującej się pod diagnozę schizofrenii. Poprawnie powinno to wyglądać tak:

– No więc co teraz robimy? – wzruszyłem ramionami.

– Możemy wyjść i trochę się rozejrzeć. Może znajdziemy coś ciekawego.

I tak też zrobiliśmy. Niedaleko zobaczyliśmy małą knajpę, więc to właśnie tam skierowaliśmy najpierw nasze kroki. Po całej nocy jazdy trochę zgłodniałem, więc chętnie coś bym zjadł, a knajpa wyglądała na otwartą. W środku nie było nikogo, zupełna pustka, chociaż nie byłem zaskoczony, w końcu była dopiero siódma rano. Zamówiliśmy sobie frytki, które dość szybko zostały nam podane. Korzystając z okazji postanowiłem dowiedzieć się czegoś od pracownika za ladą, który nas obsłużył.

 

Po drugie, skoro w środku nie było nikogo, to było pusto – jedno z tych dwóch stwierdzeń jest niepotrzebne. To samo jak zgłodniałeś to jest oczywiste, ze chętnie coś byś zjadł – takich rzeczy się nie pisze.

Jak przeczytam do końca (czyli za jakieś 20 minut podejrzewam) i – oczywiście jeśli chcesz – wskażę Ci więcej błędów formalnych. Moja propozycja brzmi jednak nie, żebyś następnym razem postarał się bardziej – ale jeszcze tym razem postarał się wystarczająco, żeby tekst był poprawny, bo zanim nauczysz się biegać, musisz najpierw nauczyć się chodzić. Także na początek poprawne formułowanie zdań bez powtórzeń i poprawny zapis dialogów, a potem dopiero na głęboką wodę, ok? I wprawiaj się na krótszych tekstach – to szybciej się nauczysz, bo i więcej osób zachce to przeczytać, a tak długie formy sobie odpuszczą.

Przeczytałem do końca i cóż… utwierdziłem się tylko w tym, że pomysł był na prawdę niezły, al;e zakończenie jest niesamowicie niesatysfakcjonujące. Cała intryga, tajemnica, śledztwo. Miast, w którym stała się tragedia i wszyscy coś wiedzą, facet w barze wkurzony samą wzmianką na temat i w końcu facet, który przerywa zmowę milczenia i zaczyna coś wyjaśniać… do tego miejsca – pomijając błędy formalne i stylistyczne, które można bez problemu poprawić i całość nieco podrasować – no majstersztyk. Ale niestety dalej z tego całego śledztwa nic nie wynika i sprawa zostaje otwarta, co jest świetne, jeśli jest toi część pierwsza jakiegoś cyklu lub pierwszy rozdział powieści. Wtedy robi to za cliff hanger i jest idealnym rozwiązaniem – ale jako pełnoprawne zakończenie jest prawie splunięciem w twarz czytelnika – bo oto zmarnował kilkadziesiąt minut swojego życia w zasadzie po nic… a mogło być tak pięknie… bohater mógł odkryć tajemnicę, Eryk odzyskać spokój sumienia, a Anna nie stracić chłopaka.

 

Niemniej widzę w Tobie potencjał, którego chłopie nie możesz zmarnować. Masz talent, masz swój styl, ale jest jeszcze bardzo nieokrzesany i chaotyczny i wymaga po prostu praktyki i obycia, a przede wszystkim po prostu znajomości zasad (a na tym forum znajdziesz poradniki dotyczące prawie wszystkich aspektów pisania fantastyki, także dobrze trafiłeś).

 

PS dlaczego dowiadujemy się, ze Anna ma na imię własnie Anna dopiero mniej więcej w połowie utworu? Nic w tym złego, ale nic to też nie zmienia, a używanie określenia “moja dziewczyna" w każdym momencie, aż do nazwania jej po imieniu generuje masę niepotrzebnych powtórzeń.

PPS jak piszesz w narracji wskazującej na opis przeszłych wydarzeń, to nie używaj słowa jutro, a kolejnego dnia. Bo zobacz – 6 dni temu byłem w barze X a jutro w barze Y – no nie jutro, a 5 dni temu, ewentualnie kolejnego dnia. Jutro dla narratora to dzień później, niż ostatnie zdanie, które umieszcza akcję w chwili teraźniejszej, a tamto jutro, w momencie kiedy było użyte to de facto dzień po akcji mającej miejsce 2 dni temu, czyli de facto wczoraj.

Dziękuje za komentarz i to dość długi ;). Z tym dialogiem 

– No więc co teraz robimy? Wzruszyłem ramionami.

– Możemy wyjść i trochę się rozejrzeć

Faktycznie nie zauważyłem, że brakuje pauzy przez co ten dialog wygląda dość dziwnie. No i dzięki za zwrócenie uwagi na poprawną konstrukcję zdań, na pewno wezmę sobie to do serca i w przyszłości postaram się nie popełniać takich błędów.

Co do zakończenia… Zdaję sobie sprawę, że mogłoby być lepsze. Ogólnie napisałem dwie wersje tej opowieści. Druga wersja skończyła się tak, że mieszkańcy tej wioski zamordowali tego kota i teraz on się mści za grobu, jednak takie zakończenie nie podobało mi się zupełnie i uznałem, że w tej opublikowanej wygląda ono trochę lepiej ;).

dlaczego dowiadujemy się, ze Anna ma na imię własnie Anna dopiero mniej więcej w połowie utworu?

Po prostu tak wyszło, nie miał być to żaden zabieg ubarwiający fabułę, ani nic z tych rzeczy.

 

No i bardzo mi miło, że widzisz we mnie potencjał i uważasz, że mam jakiś talent.

Ogólnie cieszę się, że poświęciłeś tyle czasu na takie rozpisanie się i wytknięcie mi błędów, które popełniłem. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że komuś będzie się po prostu chciało tracić czas na tak obszerny komentarz.

Pozdrawiam serdecznie ;)

 

Nie ukrywam, że podziękowania powinieneś kierować do forumowiczki o nicku drakaina, bo ze dwa dni temu zrobiła to samo dla mnie i zmotywowała mnie do przejrzenia tekstów innych osób i zrobienia tego samego.

 

I tak, ta wersja zakończenia jest lepsza, tamta zalatuje za bardzo “Laleczką Chucky” – która dzisiaj ma status horroru kultowego, niemniej nigdy nie stanowiła jakiejś wybitnej historii, a najwyżej ucztę wizualną niskich lotów, która się całkiem dobrze sprzedaje.

I jak nie wyjaśniłeś tajemnicy – to mogłeś chociaż pobawić się w listę szalonych rzeczy, które by młody człowiek zrobił w obliczu śmierci – bo prowadzenie samochodu, przy jednoczesnej konieczności uzyskania zgody rodziców na wyjazd jasno sugeruje chłopaka w wieku 18-19 lat – bo tyle musi mieć, żeby posiadać prawo jazdy, a jednocześnie nadal być na łasce rodziców. Klasa maturalna pasuje tu bez pudła. Jako student (lub nie studiując i mając już pracę po zawodówce lub liceum) byłby o wiele bardziej samodzielny. Dlatego mógłby choćby przed śmiercią chcieć uprawiać seks ze swoją dziewczyną ostatni raz… czy nawet pierwszy, bo mogą być parą od niedawna i jeszcze tego nie robili. Może chcieć się upić ze strachu – no tropów jest wiele.

Możesz też napisać kontynuację, w której okazuje się, że główny bohater jednak przeżył, a kiedy starał się odkryć dlaczego, okazało się, że to Eryk (a może ta kobieta, która z nimi rozmawiała lub nawet czysty przypadek) coś zrobił, ze klątwa została zdjęta, o ile iść w stronę klątwy – bo nic nie sugerując mam inny chory pomysł:P A co jeśli kot od zawsze był wysłannikiem śmierci i miał doprowadzić dziewczynkę do zgonu, ale się do niej przywiązał i chciał ją uratować. Śmierć się wkurzyła, zabiła dziewczynkę, zabiła jego (tudzież odebrała mu nieśmiertelność) i zabija każdego, kogo on chce ostrzec. Jednym słowem kot chce dobrze, ale próbując pomagać, powoduje zgony ludzi.

Inna opcja to był tak przywiązany do dziewczynki, ze jak ona ginęła będzie zabijał póki ktoś go nie pokocha tak jak ona go kochała – tu jest dużo opcji:)

Fakt, można pójść w różnym kierunku i faktycznie trochę się pobawić. Ale ogólnie nie chcę zmieniać tego tekstu – nie dlatego, że po prostu mi się nie chcę, tylko… Wolałbym napisać coś innego, lepszego, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to najlepsza rzecz jaką napisałem i myślę, że mogę zrobić to lepiej. Trochę szkoda tracić czas na poprawę czegoś, co jest raczej średnie i ciężko o to, żeby było lepsze. 

No i kontynuacji też nie będzie z tego względu, że lubię takie niejednoznaczne zakończenia, że do końca nie wiadomo co dokładnie się stało i każdy może je odbierać na swój sposób, jak np. Zakończenie filmu Labirynt Fauna.

Co do samego zakończenia…. Myślałem też, żeby zrobić tak, że nad dziewczynką znęcano się w szkole i któregoś razu to znęcanie wymknęło się spod kontroli i dzieciaki przez przypadek zabiły dziewczynkę, a późnej chciały jakoś zatuszować swoją zbrodnie i to one były pierwszymi ofiarami tego kota. Taki był zamysł. Zrezygnowałem z tego, bo wydawało mi się to takie bardzo wtórne, takie typowe dla tego gatunku i chciałem wymyślić coś innego. No i wyszło jak wyszło ;P

 

Przeczytałam i cóż, nie mogę, powiedzieć, Dovio, że Twoja historia spodobało mi się. Zapowiedziałeś horror i rzeczywiście starałeś się zbudować należyty klimat, tyle że opowiadanie okazało się dość mocno przegadane i jeśli coś miało tu być niecodzienne i niesamowite, rozwiało się za sprawą włączenia licznych nieistotnych sytuacji i wątków, które stłamsiły to, co miało wzbudzić grozę, więc z horroru niewiele zostało. Pobrzmiewają tu ciche echa różnych miejskich legend, straszących tym, co i gdzie się komu ukazuje i że taki omen przeważnie zwiastuje nagłe zejście śmiertelne. Sama nie daję wiary podobnym opowieściom, więc i historia czarnego kota z czerwoną kokardką też mnie nijak uwieść nie zdołała.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia ― jest tu poro różnych błędów, usterek, powtórzeń. Potykałam się na nie zawsze poprawnie złożonych zdaniach, źle zapisach dialogach, że o nie najlepszej interpunkcji nie wspomnę.

Mam nadzieję, Dovio, że Twoje przyszłe opowiadania będą znacznie ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

Zwie­rze wpa­try­wa­ło się we mnie, a ja pa­trzy­łem na niego za­sko­czo­ny… ―> Piszesz o zwierzęciu, a jest ono rodzaju nijakiego, więc: Zwie­rzę wpa­try­wa­ło się we mnie, a ja pa­trzy­łem na nie za­sko­czo­ny

 

Za­świe­ci­łem więc świa­tło i… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Zapaliłem/ Włączyłem więc świa­tło i

 

Stół był pusty. Nie było na nim żad­ne­go przed­mio­tu, ani oczy­wi­ście kota. Zdzi­wio­ny zga­si­łem świa­tło i wszyst­ko było jak wcze­śniej, tylko tym razem było ciem­no. Uzna­łem, że była to… ―> Byłoza.

 

Wma­wia­łem sobie, że to tylko prze­wi­dze­nie… ―> Wma­wia­łem sobie, że to tylko przy­wi­dze­nie

Poznaj znaczenie słów przewidzenieprzywidzenie.

 

za­uwa­ży­łem swoją dziew­czy­nę nad­cią­ga­ją­cą w moją stro­nę. ―> Nadciągać może np. burza, a dziewczyna, jak znam życie, pewnie zwyczajnie nadchodziła/ zbliżała się.

 

– Nie bar­dzo ro­zu­miem o co ci cho­dzi… – pa­trzy­łem na nią… ―> – Nie bar­dzo ro­zu­miem o co ci cho­dzi… – Pa­trzy­łem na nią

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

wi­dzie­li kota. Nie­któ­rzy wi­dzie­li go sie­dzą­ce­go na pod­ło­dze u in­nych sie­dział na łóżku. ―> Czy to celowe powtórzenia?

 

zwie­rzak za­po­wia­da jakąś tra­ge­die… ―> Literówka.

 

nic nie można po­ra­dzić. Je­dy­ne co można zro­bić… ―> Powtórzenie.

 

że za trzy dni od nic się nie sta­nie… ―> Chyba miało być: …że za trzy dni od dziś nic się nie sta­nie

 

do głowy wpadł mi pe­wien po­mysł. Po­my­śla­łem sobie… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

ze swo­ich wa­ka­cji i wtedy…O mój Boże, tak! ―> Brak spacji po wielokropku.

 

Zdję­cie prze­peł­nia­ła ogrom­na ra­dość… ―> Czy dobrze rozumiem, że zdjęcie czuło radość?

 

…i wy­ra­zie twa­rzy z którą na nich pa­trzy­łem… ―> Patrzył z twarzą?

A może: …i wy­ra­zie twa­rzy, kiedy na nich pa­trzy­łem

 

w nocy jeź­dzi dość mało aut. ―> …w nocy jeź­dzi mało/ niewiele aut.

 

że uda unik­nąć mi się śmier­ci… ―> …że uda mi się uniknąć śmier­ci

 

że dziew­czyn­ka na­zy­wa­ła się Emi­lia… ―> …że dziew­czyn­ka miała na imię Emi­lia

 

za­py­ta­ła wy­glą­da­jąc przez okno i roz­cią­ga­jąc lekko. ―> Chyba miało być: …za­py­ta­ła, wy­glą­da­jąc przez okno i prze­cią­ga­jąc się lekko.

 

Miał na twa­rzy duży czar­ny za­rost… ―> Raczej: Miał na twa­rzy obfity czar­ny za­rost

 

a jego siwe włosy za­czy­na­ły już si­wieć. ―> O! To siwe włosy też siwieją?!

 

Ale muszę was roz­cza­ro­wać, nic tam nie znaj­dzie­cie. Już wielu

pró­bo­wa­ło… ―> Zbędny enter.

 

Każdy o nim wie…. ―> Po wielokropku nie stawia się kropki!

 

Cięż­ko roz­ma­wiać przez płot. ―> Trudno roz­ma­wiać przez płot.

 

Męż­czy­zna na­zy­wał się Eryk i miał ładny mały dom. ―> Męż­czy­zna miał na imię Eryk mieszkał w ładnym małym domu.

 

Usie­dli­śmy w sa­lo­nie… ―> Czy w wiejskich domkach są salony?

 

Moja sied­mio­let­nia córka też go wi­dzia­ła, a także moja żona. Trzy póź­niej zo­sta­ły po­trą­co­ne… ―> Chyba miało być: Moja sied­mio­let­nia córka też go wi­dzia­ła, a także moja żona. Trzy dni póź­niej zo­sta­ły po­trą­co­ne

 

Na­zwa­ła po Śmie­szek… ―> Na­zwa­ła go Śmie­szek

 

Ciągle powtarzała „wyglądasz pięknie, Śmieszku”… ―> Ciągle powtarzała:Wyglądasz pięknie, Śmieszku”

 

jak się panu podoba, panie Eryku?”. ―> Jak się panu podoba, panie Eryku?”.

 

Przy­się­gam, że ten kot.. ―> Wielokropkowi brakuje jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarz :). Nawet nie myślałem, że zrobiłem tyle błędów, a tu jak widzę jest tego dość sporo. Następnym razem postaram się zwracać większą uwagę na tego typu rzeczy, żeby podobne błędy już się nie pojawiały.

Bardzo proszę, Dovio. ;)

Istotnie, jest nad czym pracować, ale wierzę, że sobie poradzisz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sam pomysł fajny i ciekawy, ale tekst mógłby być krótszy. Skup się tylko na tym, co dotyczy tematu. Opisy typowych codziennych czynności, jeśli nie wnoszą nic nowego do treści, można sobie darować. Postawiłeś na otwarte zakończenie, które pasuje do opowiadania.

Dzięki za komentarz ;). Następnym razem postaram się zastosować do zaleceń.

Opowiadanie faktycznie za długie. Wydaje mi się, że można było pominąć rozmowy z mieszkańcami Zawady i tylko wspomnieć, że nie chcieli rozmawiać, a zostawić tylko tą istotniejszą z mężczyzną, mówiącym cokolwiek o kocie i tej dziewczynce. 

Nie będę skupiał się na błędach, gdyż regulatorzy zrobiła Ci solidną łapankę, zatem skupię się bardziej na fabule.

Pomysł nie jest jakiś oryginalny, gdyż nadchodząca śmierć zwiastowana przez kota, potwora, ducha itp. już wielokrotnie się pojawiał. Tu masz trzy dni, aby umrzeć… a w filmie “The Ring” było ich siedem ;) Chociaż spodobało mi się to, że kot chciał ostrzec przed śmiercią ( mimo że i tak go nikt nie zrozumie, nawet jakby sobie miauczał), ale fakt że nie był “tym złym”, wydaje się lepszą opcją, jakby to kot miał sprowadzać klątwy tak po prostu na przypadkowych ludzi, więc tu masz plusa. 

Teraz co do Anny. Historia opowiadana jest z perspektywy jej chłopaka, zatem trochę śmieszyło mnie to, że mówi o niej Anna, a nie po prostu Ania ;) 

 

“Chciałem dotrzeć na miejsce jak najszybciej, ale na szczęście siedząca obok mnie dziewczyna co chwile powtarzała mi, żebym zwolnił” → trochę obco wypowiada się bohater na temat swojej drugiej połówki, no bo “dziewczyna”? Trochę tak jakby w ogóle jej nie znał ;) 

Anna poza tym jest trochę niewiarygodna. Dziewczyna dowiaduje się, że jego chłopaka nawiedził czarny kot zwiastujący śmierć. Anna przecież śmiertelnie w to wierzy, gdyż pojawia się nawet wzmianka, że miała łzy w oczach.  Co mówi później?

“Nie przejmuj się, na pewno coś wymyślimy.” → to takie średnie pocieszenie i trochę nie pasujące do postaci Anny. 

Troszkę wyszczególniłem Ci to co osobiście mi się nie podobało, ale przyznam, że ten kot mnie zaskoczył ( kot jako zwiastun śmierci, a nie kot, który ma ją sprawić). Gdyby opowiadanie było krótsze, w tym przypadku lepiej to by się czytało. 

Z racji, że uwielbiam horrory, zawitałem u Ciebie i zawitam po raz kolejny, jeśli będziesz miał zamiar napisać jakiś horrorek. Początkowo też myślałem, że “ Czarny Kot”, będzie nawiązywał do opowiadania Poego, bo tytuły są identyczne, lecz pomyliłem się. 

Pozdrawiam!

Dzięki za komentarz ;) No cóż – The Ring to mój ulubiony horror, stad właśnie to nawiązanie.

I racja, gdy przeczytałem te opowieść po tych wszystkich komentarzach tez uważam, ze Anna nie jest tu zbyt… hm… Dobra postacią…  W sensie… Mogła być po prostu ciekawsza. Ale miło mi, ze poczułeś się zaskoczony i mam nadzieje, że kolejna opowieść spodoba Ci się bardziej.

Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli weźmiesz pod uwagę powyższe komentarze, stworzysz coś znacznie lepszego i tego Ci życzę.  Tak więc do zobaczyska przy kolejnym opowiadaniu i nie zniechęcaj się, bo początki zawsze są najtrudniejsze ;) 

A ja bym, psiakostka, chciała wiedzieć, co się stało z moim komentarzem. Wsysło po prostu. No dobra, jeszcze raz. Pomysł niezły, ale cała horrorkowatość rozmyła się pod wpływem słowotoku. Przegadałeś, jednym słowem.

Dobrze by było coś zrobić z tymi ogromnymi blokami tekstu, na przykład podzielić na mniejsze akapity, łatwiej by się czytało.

Nowa Fantastyka