- Opowiadanie: dogsdumpling - Babaduk

Babaduk

Zamiast cukierków.

 

*Tytuł zaczerpnęłam z filmu “Babadook”; reż. J. Kent. Treść całkowicie moja ;-)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Babaduk

Ludzie nie zauważają, gdzie znika czas. Widzą tylko, jak znika. Odliczają go w zmarszczkach na czole i w kącikach oczu, siwych włosach, bolących stawach, centymetrach brakujących do podłogi podczas porannej lub wieczornej gimnastyki.

Szarość. Czerń. Czasu znikanie.

Dwudziestopierwszowieczny babaduk odstąpił kotu miejsce w szafie i pod łóżkiem. Razem bawią się kartonami, torbami, długopisami. Szeleszczą, śmieją się, mruczą. Zrywają firany. Kradną spinacze, gumki do włosów, dziecięce klocki, czas. Gryzą. Ludzi, meble i siebie nawzajem. Siebie nawzajem tylko trochę i nie za mocno. Nie warto narażać się towarzyszowi zabaw.

W trakcie figli i psot uśmiech babaduka rozszerza się i kiedy się na niego patrzy, wydawać by się mogło, że lada moment zabraknie dla tego uśmiechu twarzy. Jak u kota z Cheshire, tylko zęby inne, spiczaste, czarne, uwalane sadzą. Uszy, rozłożone jak samochodowe lusterka, stale nasłuchują. Ich koniuszki, zakończone miękkim, połyskliwym włosiem, drgają delikatnie, jakby obdarzone życiem zgoła osobnym, niezależnym od swojego właściciela. Nikt nie wie, na kogo bądź na co babaduk czeka i gdyby nie poruszające się niespokojnie uszy, można by pomyśleć, że demon jest bez reszty pochłonięty zabawą.

Dopiero w swojej norze, głęboko pod powierzchnią świata, w miejscu, o którym nie wie nawet kot, uśmiech znika z twarzy babaduka, uszy opadają bezwładnie. Wejście do kryjówki blokuje ciężka bryła prastarej magmy. Babaduk nie pamięta, skąd ją ma i jak długo. Wie tylko, że tłumi zło, dobro, pamięć. Kiedy tylko kamień ląduje na swoim miejscu, świat zapomina babaduka. W jednej chwili nikt nie pamięta o jego istnieniu – przeszłym, teraźniejszym, przyszłym.

Kiedy brakuje uśmiechu, twarz babaduka przypomina pęknięte serce. Pozostałość nosa biegnie czarną wyrwą ukośnie od czoła aż do ust. Demon nie pamięta ani kiedy, ani jak to się stało. Czasami tylko tęskni za zapachem chleba i świeżego mięsa.

W pieczarze siada na rodzimku siarki i opiłowuje paznokcie granitowym odłamkiem. Ostre i haczykowate służą mu do wykradania czasu i drapania się po kościstych, obleczonych cienką i łuskowatą skórą plecach.

Babaduk już dawno nie jest sobą. Żyje tak długo, że zdążył zapomnieć, kim był na początku czasu. Nie sypia, kradziony czas zanieczyszcza sny. Zmęczone oczy demona patrzą na ciebie z wnętrza pękniętego serca przeoranego cieniem brakującego nosa. Potem babaduk zamyka oczy.

Lubi spędzać ukradzione godziny na przypominaniu sobie przeszłego siebie. Próbuje zgadnąć, kim był wczoraj i kim może się stać jutro. Nigdy mu się jednak nie udaje. Babaduk rozumie tylko teraz.

– Jutro – chichocze do siebie opętańczo, siedząc na brudnożółtym samorodku. – Wczoraj. – Bije dłońmi po kolanach i zanosi się śmiechem. Uszy uderzają z głośnym plaskiem o jego czarną czaszkę.

Babaduk nie wie, czy lubi się śmiać. Nie potrafi się jednak opanować i nawet tu, na dole, śmiech przejmuje władzę nad jego ciałem. Rechot odbija się od skał i wypełnia pieczarę, której ściany drżą i pękają pod naporem upiornego dźwięku.

Kiedy śmiech się wyczerpie, babaduk rusza w drogę. Wędruje wszędzie tam, gdzie mieszkają ludzie. Jego wzrok wywołuje nieprzyjemne mrowienie na karku, obserwowani zerkają za siebie co chwila i przyspieszają kroku, nie dane im jednak dostrzec źródła lęku. Babaduk patrzy za nimi, ale nie rusza się z miejsca. Już zabrał to, po co przyszedł.

Nie spieszy się. Od każdego zdąży zebrać daninę. Czasu ma pod dostatkiem. Kradnie go tyle, ile zdoła. Później ze swoim łupem włóczy się po górskich szczytach, głębokich jaskiniach i opuszczonych kopalniach. Wciska skradziony czas w szczeliny świata i odchodzi szukać kolejnej kryjówki dla swojego skarbu.

Kot nigdy na niego nie czeka. Nie cieszy się i nie dziwi na jego widok. Macha tylko puszystym ogonem, odwraca się i rusza przed siebie, jakby mówił: „Chodź. Jest robota”. Babaduk posłusznie podąża za kotem. Najpierw zrzucają z parapetu donice i rozgrzebują ziemię na dywanie, potem wysypują żwirek z kuwety i drapią poręcz nowej kanapy. Gonią po pokojach bałwany z kurzu i sierści. Wieczorem albo o każdej innej porze zasypiają wtuleni jeden w drugiego. Babaduk o niczym nie śni.

 

Koniec

Komentarze

Czytało mi się nieźle. Najbardziej urzekła mnie wizja badaboka bawiącego się z kotem. Tylko, czy to zawsze jest ten sam kot?

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Tylko, czy to zawsze jest ten sam kot?

To wiedzą tylko kot i babaduk ;-) Fajnie, że czytało się nieźle. Dzięki za wizytę i pozostawienie śladu :-).

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Piękność nad pięknościami i wszystko piękność.

 

Jestem zauroczona tym tekstem. Szkoda, że to tylko miniatura, a nie pełnoprawne opowiadanie, bo widzę tu piórkopotencjał.

 

Szalenie podobał mi się pierwszy akapit. Podobało mi się wykradanie spinaczy, kocie zabawy, nora babaduka i jego przewrotny stosunek do czasu (i to, jak ślicznie to na każdym kroku podkreślałaś – choćby paznokciami służącymi do wykradania czasu). Podobała mi się twarz babaduka jak pęknięte serce.

 

Opowiadanie zostawiło mnie z melancholią i odrobiną smutku dla zagubionego potwora, który śpi zwinięty w kłębek z kotem i nawet nie wie, czy lubi się śmiać.

 

To była przyjemność.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Szkoda, że to tylko miniatura, a nie pełnoprawne opowiadanie

Bo to pełnoprawna miniatura ;-)

 

Chyba muszę popracować nad odpowiadaniem na komplementy, bo jedyne, co przychodzi mi do głowy po przeczytania tego komentarza to dziękuję :-D

Sprawiłaś mi ogromną radość tym komentarzem, Kam heart I tym, jak odczytujesz babadukową historię i nastrój tekstu.

Dziękuję :-D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dziwna mieszanina uczuć – po przeczytaniu do końca, całość ma dla mnie smutny wydźwięk, mimo że kilka razy się uśmiechnęłam. Samo wyobrażenie kota z babadukiem (swoją drogą piękna nazwa, filmu nie widziałam, więc stykam się z nią pierwszy raz) jest w gruncie rzeczy bardzo… niewinne. Czytało się znakomicie. :)

Zostaw ten żyrandol.

Teraz klikam, skomentuję w wolnej chwili.

Po przeczytaniu spalić monitor.

– Jutro – chichocze do siebie opętańczo, siedząc na brudnożółtym samorodku. – Wczoraj. – Bije dłońmi po kolanach i zanosi się śmiechem. Uszy uderzają z głośnym plaskiem o jego czarną czaszkę.

 

Dobre to. Obrazowe, a klimat jaki!

Specyficzny tekst. Albo mu się poddajesz, albo walczysz. Ja się poddałam i popłynęłam z Babadukiem. I napisane bardzo dobrze.

Podobało się.

 

Ładne i emocjonalne. Pięknie przekazujesz uczucia stworka i to, jak bardzo boli go obecna sytuacja. I jak mocno na niego działa przyjaźń z kotem. Tak więc koncert fajerwerków na plus.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję wszystkim za komentarze i kliki heart

Cieszę się, że tekst się podoba i że nastrój daje się odczuć.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

To ode mnie ostatni kliczek. Ładne opowiadanko o uroczym stworku. Bardzo dobrze mi się czytało o Twoim Babaduku :) Poza tym fajny pomysł i świetna jego realizacja.

Ładnie, nastrojowo napisane. Podoba mi się zestawienie koszmaru, jakim jest w pewnym sensie babaduk z psotnym kotkiem.

Czyżby w dwudziestym pierwszym wieku ludzie przestawali się bać czegokolwiek i dlatego demon czuje się samotny?

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Kurczę, przeczytałem wieczorem, dzisiaj rano chciałem kliknąć i nie zdążyłem :D W każdym razie bardzo przyjemny szorcik, niby faktycznie smutny, ale jednocześnie ciepły. To zapewne zasługa języka, ale i śpiącego babaduka wtulonego w kota :) Film oglądałem, faktycznie niewiele ma wspólnego z twoją wersją. I twoja wersja chyba trochę bardziej mi się podoba :D 

Jaki ładny, pomysłowy tekst, z wyobraźnią napisany. Ogromnie przyjemnie się – przy całej jego melancholijności – czytało.

Katiu, AQQ, Arnubisie, ninedin,

dziękuję, że pozwoliliście babadukowi ukraść trochę Waszego czasu smiley Cieszę się bardzo, że tekst przypadł do gustu.

 

AQQ,

bardzo możliwe, choć myślę, że długość życia demona też nie jest bez znaczenia ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

bardzo możliwe, choć myślę, że długość życia demona też nie jest bez znaczenia ;-)

Myślę, że długość życia demona zależy od tego, jak długo w niego wierzymy :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Gorzej, jak przestajesz w niego wierzyć, a demon nie znika :P Ale to już temat na horror :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Gorzej, jak przestajesz w niego wierzyć, a demon nie znika :P Ale to już temat na horror :D

Pisz, chętnie przeczytam! :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

:D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podzielam opinię powyżej komentujących, przez co ciężko dodać od siebie coś nowego. Mogę jednak napisać, że sposób w jaki piszesz, a zwłaszcza to jak budujesz zdania bardzo przypada mi do gustu. Zazdroszczę, zazdroszczę… ale żeby nie było… tylko trochę :D 

Dzięki heart. Super, że się podobało.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przeczytane :) Pięknie napisana historia, ciepłym potoczystym językiem. Smutna, jednakże i radosna, w zależności od chwili.

Nigdy się nie poddawać

Dzięki, Zielonko, za wizytę i komentarz. Cieszę się, że historia przypadła do gustu :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bardzo lekko się czyta, ciekawy styl pisania.

Czasu ma pod dostatkiem. Kradnie go tyle, ile zdoła.

 

 

DD, postać demona bardzo mi się podoba, acz tekst jest zagęszczony maksymalnie, mega, ponad miarę mojego zrozumienia:(

Co wiem: Babaduk kradnie czas, tym się żywi, lubi się bawić z kotem i trochę wysadził go z jego miejsc, ale kot nie ma nic przeciwko temu.

Nie pojmuję: jego wyglądu, twarzy w kształcie pękniętego serca. Bardziej czuję, że jest po przejściach i to odwzorowało się w jego rysach. Współczuję, lecz jestem zamieszana – dlaczego?

Klimat jest, stwór mnie zauroczył:), pisanie – nie ośmieliłabym się poprawiać, ale nie ma fabuły, wątku. Może tak ma być!

Też bym kliknęła:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

LuluXVIII,

fajnie, że czytało się lekko. Dzięki za wizytę i komentarz :-)

 

Asylum,

witaj :-)

 

 trochę wysadził go z jego miejsc, ale kot nie ma nic przeciwko temu.

Akurat odwrotnie :P (Dwudziestopierwszowieczny babaduk odstąpił kotu miejsce w szafie i pod łóżkiem.)

Szkoda, że tekst wyszedł niezbyt zrozumiały. Wydawało mi się, że historia jest dość prosta :-(

Co do wyglądu babaduka – to demon sam nie pamięta, skąd mu się to pęknięcie (ślad po utraconym nosie) na twarzy wzięło. Czy jest istotne w jaki sposób stracił nos? To już czytelnik musi sam ocenić.

Co do fabuły – powiem tak, na pewno byłby to już zupełnie inny tekst ;-)

Cieszę się, że mimo iż nie wszystko jest dla Ciebie jasne, demon przypadł do gustu, a historia wywołała emocje. Dzięki za wizytę!

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dobrze się czytało, dzięki lekkiemu stylowi narracji. Ale tekst sam w sobie tez nie jest dla mnie zrozumiały. Ni to baśń, ni to horror. Ot opis babaduka, jego zwyczajów i odczuć.

Ni to baśń, ni to horror. Ot opis babaduka, jego zwyczajów i odczuć.

Czy to źle?

 

Cieszę się, że przynajmniej czytało się lekko :-) Dzięki za komentarz.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nie napisałem, że źle. Po prostu taka forma do mnie nie przemówiła.

Dzięki za uściślenie, czasami nie jestem pewna, co autor komentarza ma na myśli ;-).

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Co prawda trudno mi było wyobrazić sobie tak karkołomny proces, jak odliczanie czasu w centymetrach brakujących do podłogi podczas porannej lub wieczornej gimnastyki i nie domyśliłem się, co robi w tekście ta poetycka wstawka „Szarość. Czerń. Czasu znikanie”. Miałem lekkie zawieszenie, gdy chwilę później dosyć gwałtownie wprowadzono na scenę babaduka i nie domyślam się, dlaczego to takie ważne, że jest dwudziestopierwszowieczny, ani jak śmieje się kot.

Ale to wszystko nieważne. Dałem klika, bo mimo że to zaledwie prezentacja, scenka, opis zachowania i wyglądu dziwnego demona, to naprawdę dobrze się to czyta, dobrze jest napisane, posiada intrygujący klimacik, a sama postać babaduka i pomysł na wykradanie czasu i upychanie go w szczelinach świata są naprawdę zacne.

Miła, krótka i nastrojowa lektura.

PS. A scena, w której babaduk chichocze wołając „jutro” i „wczoraj” jest naprawdę przednia i ma w sobie coś naddanego.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Odliczanie czasu w centymetrach – chodziło mi o skłony. Jednak z wiekiem człowiek staje się coraz mniej elastyczny i tych centymetrów do podłogi może brakować. Zostaje jeszcze joga, ale… :P

Co do XXI-wieczności – wcześniej potwory pomieszkiwały w szafach i pod łóżkami, teraz to chyba coraz rzadsze zjawisko?

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mój tok myśli niekoniecznie jest widoczny dla czytelnika, pozwoliłam sobie jednak na pewne ryzyko w tym zakresie.

 

W każdym razie bardzo dziękuję za rozbudowany komentarz, dobre słowo i klik. Cieszę się, że lektura była przyjemna :-).

I też lubię scenę z “jutro” i “wczoraj” :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Przeczytałam z ogromną przyjemnością I bardzo żałuję, że Babaduk wykradł mi tak mało czasu, bo chętnie poświęciłabym więcej na tak zacną lekturę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg,

sprawiłaś mi ogromną przyjemność tym komentarzem. Cieszę się, że się podobało heart

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Dogsdumpling, ta historia nie może się nie podobać. Cieszę się Twoją radością. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No tak, to pewnie przez demoni urok :D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Chyba tak, poniekąd czuję się zauroczona. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

;D

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

W odróżnieniu od Reg, mnie Babaduk ukradł więcej czasu. Po lekturze dorwał mnie rój pytań natrętnie buczących nad głową. A to czemu Babaduk nigdy nie śni? A to dlaczego zadaje się z kotem a nie np. z papugą? A to dlaczego nie wie, czy lubi się śmiać? I czemu kot go tak lekceważąco traktuje?

Wkładałem w głodne pyski tych pytań naprędce sklecone odpowiedzi, lecz to je tylko rozwścieczało. Więc poddałem się i nie ukrywam, że liczę na ciąg dalszy. Może wtedy zdążę dać klika… :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Papugi nie widzą demonów, koty wręcz przeciwnie. I w ogóle koty mają bardzo władczy stosunek do rzeczywistości (nie tylko do babaduków) ;D.

Dzięki za wizytę i komentarz :-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Świetny tekst. 

Faktycznie, po lekturze zostałem z pytaniami, ale w moim przypadku było to raczej stadko ćwierkających, głodnych wróbli, niż wściekle buczący rój nienasyconych pysków Tsole. 

Czy upływ czasu to efekt jego "kradzieży" przez Babaduka? Czy jednak demon kradnie czas tylko niektórych? W jaki sposób odczuwają to "ofiary"? Inaczej, niż wszyscy inni, doświadczający upływu czasu? 

Ale te wszystkie pytania nie mają znaczenia, bo jako mówi imć Maras (to już drugi dzisiaj tekst, który komentuję, zgadzając się w stu procentach z Marasem. Zgroza.) czytało się znakomicie. 

Melancholijny smutek tekstu został osiągnięty przez (tak jak w niektórych filmach Miyazakiego) ciepły uśmiech, nie mroczne obrazy. Ładunek emocjonalny poszczególnych zdań, określeń i porównań aż wciska w fotel (jak choćby twarz o rysach pękniętego serca). Pomysł na napychanie ziemskiej geologii ukradzionym ludzkim czasem oryginalny i znakomity (i z ogromnym potencjałem na rozwinięcie). 

Czy chciałbym dużego opowiadania w tym stylu? Nie. Jest dobrze, tak jak jest. Chromolić niejasności – krótka, wzruszająca, poetycka opowieść (baśń?) w zupełności wystarczy. Z większą ilością byłoby jak z zapachem jaśminu – w zbyt dużym stężeniu śmierdzi jak kupa. 

Ale w odpowiednim… 

Napisałaś świetny tekst, nawet jeśli to nie jest pełnokrwiste opowiadanie, nawet jeśli nie ma fabuły i tak dalej, to jest emocjonalnie piękne. I to ze względu na warsztat, a nie proste epatowanie skrajnie intensywnymi uczuciami. A to bardzo cenię. 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

thargone: każdego nękają takie pytania, na jakie sobie zasłużył :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Słusznie. Podobno tak samo ma się sprawa z sumieniem – jednych gryzie, innych tylko nachodzi. Ja na szczęście należę do tych drugich :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A mnie ani rój nad głową nie huczał, ani wróbelki nie ćwierkały, bo mnie po prostu babaduk oczarował. :) Tak go pięknie opisałaś, że pokochałam go od razu i strasznie żal mi tego stwora. Pewnie niemała w tym zasługa kota i wspólnej babaduka z kotem zabawy. No, i tej tajemnicy, bo kto mógł tak potwornie skrzywdzić tego stwora. To właściwie nie jest pytanie, odpowiedź na nie niczemu by nie służyła, a mogła tylko zaciemnić obraz babaduka. I choć czasu stale mi brakuje i wciąż chciałabym mieć go więcej, to tej odrobinki, którą mi pewnie zabrał, nie będę mu żałować. ;)

Aż żal, że klika już nie potrzebujesz. :)

jednych gryzie, innych tylko nachodzi. Ja na szczęście należę do tych drugich :-) 

A mnie już wygryzło co było do wygryzienia i teraz hula głodne i wściekłe w pustej czaszce… :)

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Thargone,

ogromnie się cieszę, że tekst się spodobał i poruszył. Fajnie, że warsztat daje radę i stężenie babadukowatości okazało się odpowiednie ;D. Dziękuję za obszerny komentarz i dobre słowo. I za porównanie do Miyazakiego heartheartheart

 

Irko,

miło Cię widzieć :-). Super, że dałaś się oczarować i nie masz babadukowi za złe podkradania czasu :D A koty już tak chyba mają, że wszystkiemu dodają uroku ^^.

 

Aż żal, że klika już nie potrzebujesz. :)

Z tych “dodatkowych” klików to by się uzbierała druga biblioteka :D.

Dzięki wielkie za odwiedzinysmiley

 

Edit.

Tsole, kurczę, nie spodziewałam się, że konsekwencje będą tak poważne ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

dogsdumpling, no nie, to ostatnie jest bez związku z lekturą, taki mały offtopik, za który przepraszam! :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dobry offtop nie jest zły ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Hej!

Babaduka kiedyś oglądałem. Film nawet mi się podobał z tego co pamiętam. Twoje opowiadanie również mi się spodobało. Głównie przez klimat. Dziwności, niepokoju, ciekawości. Opętańczy chichot babaduka sprawił, że przeszyły mnie dreszcze, a rzadko kiedy odczuwam coś takiego podczas czytania. Stworek zarówno przerażający, intrygujący, a nawet można mu współczuć. Szkoda jedynie, że nie dane jest poznać jego wcześniejszych losów. Choć osobiście uwielbiam tajemnice i niedopowiedzenia w tego typu tekstach, więc narzekać nie mam powodu. Super!

 

Żyje tak długo, że zdążył zapomnieć, kim był na początku czasu. Nie sypia, kradziony czas zanieczyszcza sny. – Może lepiej wyrzucić ten pierwszy czas?

Pozdrawiam!

 

Hej :-)

Super, że klimat jest odczuwalny, szczególnie w scenie chichotu :D

Wcześniejsze losy babaduka… tyle się wydarzyło, że kto by pamiętał, co dokładnie ;-)

Co do powtórzenia, to zastanawiałam się nad nim podczas pisania, ale uznałam że “początek czasu” jest dla mnie ważny i dlatego zostawiłam. Dzięki za czujność :-)

I oczywiście za wizytę i komentarz :-) (za dużo już tych emotikonek, ale trudno :P).

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Nowa Fantastyka