- Opowiadanie: RogerRedeye - Przeprawa

Przeprawa

Napisałem tę miniaturę z przeznaczeniem dla “Szortalu”, bo się wówczas odblokował. Tam też miała premierę. Niestety, “Szortal” znowu zawiesił działalność, i to chyba na stałe, a szkoda.

W sumie “Przeprawa” jest próbą odmiennego spojrzenia na jednego z bogów helleńskich, o którym bardzo mało wiemy.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Przeprawa

 

Z radością zatarł spracowane dłonie. Znowu przybyło sporo grosiwa…

Miał nużącą i żmudną pracę, często ręce omdlewały z wysiłku. Niby w jedną stronę trudził się przybysz, a on sterował, ale w drodze powrotnej sam wiosłował. Rzeka imponowała szerokością, a wodny szlak był kręty i zdradliwy, pełen mielizn, odnóg wiodących donikąd lub do bezdennych bagien, kręcących się z potworną siłą wirów i niepohamowanych w pędzie bystrzyn.

I wcale nie wiódł prosto… Należało wiedzieć, w którym miejscu lekko skręcić, a gdzie szerokim łukiem ominąć czającą się tuż pod powierzchnią kipiel. Trzeba było pamiętać, że skrzący się po drugiej stronie złocistym blaskiem strand jest ułudą szczęśliwości, pułapką, kryjącą trzęsawisko. Trzeba było płynąć dalej bocznym zakolem, co parę staj rozdwajającym się, bo główny nurt w tym miejscu był tak płytki, że niewielka barka ugrzęzłaby w okowach szybko gęstniejącego na kamień mułu. Nikt wtedy nie przyszedłby mu z pomocą, nie przybyłaby odsiecz, a jego skromny dobytek stałby się kolejną rafą, jedną z wielu.

Wreszcie dobijał do zasnutego mgłą brzegu, pełnego widmowych postaci, w milczeniu oglądających nowego towarzysza.

Ale przewoźnik wyśmienicie znał drogę i doskonale sobie radził. I dobrze wiedział, że bez niego, właściciela lichej łodzi, nikt by nie przebył przeprawy i nie osiągnąłby upragnionego celu. Był z siebie naprawdę dumny.

Jednakże ta niekończąca się mordęga miała wielką zaletę – przynosiła niewielki, ale stały profit. Oceniał, że wcale nie taki mały, bo chętnych było naprawdę wielu. A każdy z nich płacił akuratnie i bez grymaszenia.

Stos monet systematycznie się powiększał. Wielki wór, w którym je gromadził, pękał już w szwach. Sądził, że niebawem będzie potrzebny kolejny.

Charon rzucił okiem na przeciwległy brzeg. Przewoźnik martwych ludzi wracał po podróży z kolejnym zmarłym. W karnej kolejce czekali następni, a każdy w bezcielesnej dłoni ściskał srebrnego obola. Od razu wyjmowali monety z ust. Większość stała w milczeniu, niektórzy płakali, kilku się śmiało, a parunastu rozpaczliwe wyło. Tak było zawsze, od niepamiętnych czasów.

Nowoprzybyli, jak zwykle, z ciekawością zerkali na budyneczek z kamieni i bali.

Charon uśmiechnął się skąpo. Nie rozumieli potrzeby istnienia tej skromnej sadyby, właściwie nędznego siedliszcza, a była przecież tak prosta…

Musiał mieć miejsce, gdzie mógł odpocząć, obmyć policzki z potu, spożyć skromny posiłek i napić się czystej wody. I przechowywać swój skarb, o wykorzystaniu którego coraz częściej myślał. Pewnie teraz w jedynej izbie czekała na niego prostacka strawa. ciągle ta sama, kasza z kawałkami tłustej baraniny. Wiele miało jeszcze skórę z włosiem. Bóg konających i umarłych coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Hades go lekceważy i traktuje jak zwykłego sługę, a może nawet pospolite popychle.

Muskularny mężczyzna splunął i mocniej pociągnął wiosłem po ciemnej jak smoła i równie jak ona gęstej toni Styksu. Znowu czekała go nużąca robota, ale dawno się do niej przyzwyczaił.

W łodzi oprócz niego mieściła się tylko jedna osoba. Nigdy nie rozmawiał z korzystającymi z przeprawy, to nie należało do jego obowiązków. Z zadowoleniem odbierał niewielki krążek kruszcu i w milczeniu ruszali na drugą stronę.

Charona już od dawna nurtowała jedna myśl – na co wyda dorobek swojej pracy? I kiedy?

Nie był biegły w rachunkach, ale sądził, że jest to już kilka talentów srebra, może nawet więcej. Przybysze często wiedli rozmowy na brzegu, opisywali swoje losy, a on słyszał ich wypowiedzi i dobrze rozumiał, że zebrał fortunę. Wiedział też, że na razie bezużyteczną. Całkiem niedawno chiton zupełnie się już porwał, świecił dziurami, a on musiał uniżenie błagać władcę krainy umarłych o nowy.

Wiosło poruszało się rytmicznie.

W umyśle przewoźnika zaczął krystalizować się dziwny zamiar, niepokojący, ale niezwykle kuszący. Myślał o nim od wielu dni.

Gdybym uzyskał zwolnienie od tej pracy – nieśpiesznie formułował plany. – Albo po prostu zbiegł, żyłbym prawie jak Krezus. Długo…

– Ale co dalej? – Z niepokojem pytał sam siebie. – W końcu pękaty mieszek odsłoni puste dno… Co wtedy pocznę? Jestem stary i chyba nigdy nie byłem młody. A Hades na pewno znajdzie kogoś na moje miejsce. I nawet będzie nosił takie samo imię.

Brodata twarz władcy przeprawy jeszcze bardziej sposępniała.

Było już blisko do brzegu, gdy niespodziewanie łódź zatrzymała się. Tłumek czekających niespokojnie zafalował.

Charon po chwili szparko ruszył naprzód. Już wiedział, co uczyni.

Ucieknie, tak jak zamierzał, zabierając swój skarb. Wyda go na uczty, stroje i miłosne uciechy, bo nadal czuł jurność w lędźwiach. Zostawi sobie tylko jednego obola, pilnie go strzegąc. Wreszcie wróci z pustym worem na plecach i pokornie ustawi się w kolejce oczekujących na przeprawę.

Jego chwila nadejdzie, gdy będą blisko przeciwległego brzegu. Zdzieli nowego przewoźnika wiosłem w głowę, tyle razy, ile trzeba, żeby stracił przytomność. Potem skieruje łódź na bagno i tam wyrzuci ciało. Czyhające w głębi trzęsawiska upiorne stwory szybko się z nim rozprawią, zżerając nawet kości. A ostatni obol stanie się zaczynem nowego skarbu…

Charon był pewien, że Hades surowo go osądzi, ale potem okaże łaskę. Władca krainy umarłych nie mógł unicestwić boga konających, nie posiadał takiej mocy. Zezwoli więc na powrót do pracy.

Wtedy on, Charon, postawi warunki. Zażąda szacunku do siebie i swojego wysiłku, dodatkowego tytułu włodarza przeprawy przez Styks, zgody na czasowe opuszczanie krainy ludzkich dusz, gdy znowu uzbiera wór pełen oboli. Będzie się domagał boskiego pożywienia, nektaru i ambrozji, a jako powszedniego napitku dobrego wina.

I na koniec powie, że zastępca bez słowa ustąpi mu miejsca, gdy po raz kolejny wróci do sadyby z kamieni i bali. Inaczej przyłoży mu całą siłą mocarnych ramion wiosłem i z dziką rozkoszą ciśnie w bagno.

Przewoźnik umarłych po raz pierwszy w swoim wielowiekowym istnieniu uśmiechnął się szeroko.

 

18 października 2019 r.  Roger Redeye 

 

Źródło ilustracji → https://www.facebook.com/ByFonsecaMiSanta/posts/1594371080599960

Koniec

Komentarze

Ładne i pomysłowe :) 

Parę drobiazgów: 

 

– popychlę – nie znam takiego słowa, ale być może to mój problem :D 

– wielokropków, jak dla mnie, mininalnie za dużo

 

Ale tekst sympatyczny i miło się go czyta. 

Iastnieje taki wyraz, pewnie już archaizm. Odmiana wyrazów popychadło i popychajło. Słownik Doroszewskiego podaje ten wyraz. Użyłem go świadomie, bo ładnie brzmi i nie jest oklepany.

Dzięki za komentarz.

Pozdrówwka.

Brzmi rzeczywiście ładnie, a i zawsze się człowiek czegoś nowego dowie :)

Wariacji na temat Charona jest mnóstwo, ale we większości jest on sprowadzony do roli przewoźnika. Tutaj rzeczywiście mamy okazję poznać całkiem inną interpretację tej postaci, dość interesującą. Historia prosta, ale ładnie napisana, przyjemnie się czytało. 

Świetnie napisane. I muszę powiedzieć, że niezwykle rzadko teksty tego typu, czyli opowiastki bez dialogów, są w stanie mnie zaciekawić i przynieść przyjemność z lektury. Twój szorciak to zrobił, czyli się da :) Pozdrawiam

Re­aluc – miło, że miniatura zyskała wysoką ocene. 

Charon to postać, chyba niespecjalnie jednak ekspoloatowaana i w mitach, a także w opowieściach literackich. Na pewno przedstawiany był jako starzec, bezlitosny i chyba okrutny, jeżeli idziwe o mity. Nie za bardzo rozumiem stwierdzenie, że opowieści o Charonie jest zatrzęsienie, ale może po prostu ich nie znam.

Dzięki za komentarze.

Pozdrówka.

Roger miałem na myśli raczej utwory w których Charon się pojawia, nie takie, które napisane są "o nim" – tych rzeczywiście próżno szukać. :)

Pozdrawiam.

Wszystko jasne. Wtedy, gdy narodził się pomysł tej opowieści, z konieczności krótkiej, wiedziałem, że ideą przewodnią narracji będzie uczłowieczenie Charona, pokazanie jego ambicji, doznań, uczuć. I chyba to się udało.

Pozdrówka.

Mnie aż tak nie porwały przemyślenia Charona, ale zgadzam się, że ciekawie było przeczytać opowieść z jego perspektywy. Warsztat bardzo dobry, czytało się płynnie. Dwa szczegóły:

Nowoprzybyli, jak \zwykle,

Tego “\” raczej nie powinno tu być.

Całkiem niedawno chiton całkowicie się już porwał

Nie wiem, czy to już powtórzenie, ale rzuca się w oczy.

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

He­ro­x002 – dzięki za komentarz. Pojęcia nie mam, skąd wział się w jednym ze zdań ten ukośnik. W moim pliku go nie ma. Usunąłem.

Faktycznie, dalej blisko siebie dwa podobne znaczeniowo wyrazy, korekta szortalowa na to nie zwróciła uwagi, ale zastosowałem przysłówek “zupełnie”, no bo zdanie jednak trochę brzęczało, miast dzięczeć. 

Coż, każdy odbiera tekst inaczej, a dużo zależy od literackiego gustu.

Pozdrawwiam.

A powiem Ci, Rogerze, że choć ciekawe i nastrojowe, to zmieniając ostatni akapit:

Przewoźnik umarłych po raz pierwszy w swoim wielowiekowym istnieniu uśmiechnął się szeroko.

… można było dodać tu sporo. Starczyłoby zasugerować, że właśnie nie pierwszy raz o tym myśli, tylko starcza pamięć mu to przysłania. Ale może się mój pesymizm tu ujawnia…

 

Tak czy inaczej opowiadanie warte przeczytania i mocno wrzucające w nastrój ponurej, szarej rzeki.

 

 – dzięki za komentarz.

To prawda, że trochę rozwinąłem ten tekst w porównaniu do pierwowzoru, no bo na “Szortalu” obowiązywał mnie limit zmaków., wynpszący pięć tysięcy, ale nie chciałem za bardzo rozbudowywać opowieści. Jest na pewno zwarta, opowiada całe zdarzenie w krótkiej formie.

Ale na pewno jeszcze można by coś dodac, jednakże obawiam się, że rozwodniłbym narrację. 

Pozdrówka.

Obrazowe, ładnie napisane i ładnie skomponowane. Przeczytałam z przyjemnością. Udało Ci się stworzyć mroczą atmosferę, oddać ponury charakter rzeki i dobrze oddać naturę głównego bohatera. Tekst świetnie komponuje się z dodaną ilustracją.

Ode mnie oczywiście biblioteczny kliczek :)

Ładna opowieść:) Płynnie spisane pragnienia i marzenia Charona. Ciekawy tekst o postaci zazwyczaj przewijającej się w tle różnych opowieści.  Ot, cień, zarys ledwo rejestrowany kątem, ponieważ niewiele wnosi do fabuły, a Ty uczyniłeś z niego bohatera i człowieka. Fajnie!:) Nastrojowo i dobrze napisane.

Poproszę o klika w biblio:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki za komentarze. Lubię takie tematy i często je przedstawiałem, w krótkich formach też. 

Mało jest ilustracji przedstawiających Charona, bardz\o mało, ale ta współczesna jest rzeczywiście ciekawa, chociaż chyba po prostu przedstawia Śmierć. Jeżeli jej dobrze się przyjrzeć, okaże sie, że za wiosło słuzy kosa.

Pozdrawiam.

Tak zauważyłam kosę:) Obraz pasuje do opowieści.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jakby na to nie patrzeć, Charon był bogiem konających i umarłych…

To ładne sformułowanie. Nie znam mitologii (po łebkach) i zdziwiłam się, że też konających. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Specjalnie Charonem się nie interesowałem, chociaż jest to postać znana. Doczytałem sobie. Charon albo Charun występuje i u Etrusków, i u Helllenów. Ciekawe, że Styks jest znany także jako Acheron.

Ale w wierzeniach i Etrusków, i Hellenów jest to bóg konającyh i umarłych, i to miano przywołałem w tekście.

Pozdrawiam.

Generalnie fajne. Troche mi zepsules jego obraz. Byl on zawsze dla mnie szara eminencja. Raczej medrcem, ktory wiele widzial i jeszcze wiecej slyszal. A tu wyszedl na chlystka i popychdlo… 

niemniej zgrabnie napisane i przyjemnie sie czytalo.

Początkowo tekst trochę mi się dłużył, co może być winą powolnej narracji, ale można też zrzucić to na karb przeziębienia (mam nadzieję, że przeziębienia). Czym jednak dalej w las, tym było ciekawiej i lepiej. Podobała mi się ta interpretacja znanej mitologicznej postaci i cóż, na sam koniec kibicowałam mu i mam nadzieję, że udało mu się zrealizować plan. Ode mnie głos do biblioteki, kupiony za srebrnego obola ;)

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Pa­we­lek – bogowie helleńscy w swoich namiętnościach i działaniach byli bardzo ludzcy. Cżesto kierowała nimi zwykła zazdrość, a bywali też niebywale okrutni, vide kara dla Prometeusza. Hades nie jest wyjątkiem, istnieje przekaz, jak surowo ukarał Charona.

I ta konstatacja była właśnie punktem odniesienia do wykreowania tej historii. Po prostu “odbrązowiłem” Charona, pokazując, że ma jednak bardzo przyziemne praagnienia. Jest bogiem takim, jak inni bogowie helleńscy.

Dzięki za przypomnienie wyrazu “chłystek”. Wprowadzę go do innego tekstu, bo pasuje tam jak ulał.

Dzięki za komentarz.

Pozdrówka.

Dość miękki, powolny tekst, narracja płynie sobie spokojnie jak Styks. Długość dobrze dobrana do treści, dłuższy tekst mógłby okazać się nużący. Szort kończy się w dobrym momencie – czytelnik nie ma pewności, czy Charon zrealizuje swoje zamierzenia.

 

było pamiętać, że skrzący się po drugiej stronie złocistym blaskiem strand jest ułudą szczęśliwości, pułapką, kryjącą trzęsawisko. – bez przecinka po pułapką.

 

W którymś momencie zgrzytnęło mi też słowo harówa – w tekście nie stosujesz innych wyrazów potocznych, raczej archaizmy.

 

Klik.

Dream big.

Rosebelle – dzięki za komentarz. A tak, praktycznie akcja polega na tym, że Charon wraca do brzegu z duchami zmarłych. Ma czas na przemyślenia spraw, które go męczą. W sumie w miniaturze jest tylko jedna myśl bohatera, a dialog polega na tym, że bóg konających i umarłych mówi sam do siebie. Zresztą, do kogo ma mówić? Do Hadesa nie, bo sądzi, że ten go lekceważy.

Tym bardziej miło, że ten opis wciągnał i kibicowałaś na koniec Charonowi – za tego jednego obola… 

Pozdrawiam. Dzięki za wysoką ocenę miniatury.

Do­gs­dum­pling – Dzięki za ocenę i komentarz. Z przecinkiem polemizowałbym – według mnie może, a nawet chyba powinien być tam, gdzie jest. Ale z przecinkami jest kłopot – jedni uważają tak, a inni inaczej.

Wyraz harówa użyty po to, żeby uniknąć powtórzenia, bo albo wcześniej, albo później, jest mordęga. A nie chciałem używać jakiegoś prostego określenia. Zresztą, jest też w takście praca.

Rozmiar tekstu jest na pewno odpowiedni, opowiadanie rzeczywiście się nie ciąfnie.

Pozdrawiam.

Jeśli pułapka polegała na byciu trzęsawiskiem, to bez przecinka – to że jest trzęsawiskiem nie jest informacją dodatkową tylko informacją konstytuującą istotę tej pułapki; rozdzieliłeś przecinkiem całostkę znaczeniową.

Dream big.

Możźliwe, że masz rację. Teraz sobie przypomniałem, dlaczego tak skonstruowałem to zdanie. Przekazałem dwie infiormacje, pierwszą, że złocisty strand to pułapka. Ułuda, ale to było wcześniej. I drugą, bezpośrednio po tej pierwszej, na czym polega pułapka. No więc, jeżeli dwie, to odddzieliłem je przecinkiem, tym bardziej, że zastosowałem imiesłów odczasownikowy. 

Tak w ogóle, lubię stosować imiesłowy, może nawet zbyt często, ale tto chyba kwestia gustu.

Chyba ten przecinek to jednak szczegół.

Pozdrawiam.

Akurat imiesłów przymiotnikowy (w przeciwieństwie do przysłówkowego) nie determinuje interpunkcji w żaden sposób, trzeba się opierać na innych przesłankach – tutaj na relacji pomiędzy elementami.

 

Chyba ten przecinek to jednak szczegół.

 

Szczegół :-) Wyjaśniłam po prostu, dlaczego nie powinno go tam być.

Dream big.

Ano, pewnie pozostaniemy przy swoich zdaniach. A przypomniał mie się tekst, według mnie niewatpliwie ciekawy i wart przeczytania. nie tylko moim, ale i pewnej redakcji takoż.

Tutaj → https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22792

Zapraszam. 

Pozdrówka.

Na prawdę cudowne opowiadanie. Jedyne co mnie drażni, to słowo “harówa”, co nie pasuje do takiej postaci. Osobiście użyłbym jakiegoś zamiennika. :)

Witam

Fa­scy­nat – dzięki za komentarz i ocenę opoqieści. Ciekawa sprawa z tą harówą, ale vox populi vox Dei. Dobrze, zmieniłem na zwrot nużąca robota. A w jednym ze zdań wprowadziłem wyraz wtedy, bo jednak brakował. 

Cudowna opowieść? Ciekawe…

Pozdrawiam.

PS. Niebawem nowy mój twór, ale bardzo ponury, niestety. Tutaj → https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22167

O dziwo, najlepiej oceniam początkowe opisy (przy czym zdecydowanie bardziej Styks niż osobę przewoźnika i jego pracę), choć są one po Twojemu niepotrzebnie, a przy tym niezbyt zajmująco przegadane i miejscami zwyczajnie sztuczne. No i w pewnej mierze po prostu zbędne, bo nie wnoszą nic ani do fabuły, ani do klimatu opowieści.

Sam Charon natomiast, z tą swoją jurnością w lędźwiach, zaledwie jednym małym worem oboli (gdzie powinien mieć ich tysiące i tysiące tysięcy), domem, do którego pewnie i tak nie ma kiedy zajrzeć, bo terminy gonią, oraz, przede wszystkim, z tymi – żeby już nie użyć innego słowa – dziecinnymi planami, jest po prostu… przykry; kiczowaty, naiwny i infantylny. Jakby to był chłop pańszczyźniany z VI wieku, który w życiu nie odszedł dalej niż na staję poza włości swojego pana, a nie – było nie było – potężny bóg światłego narodu.

Nie wiem jednak, czy właśnie taka prezentacja Charona nie podobała mi się w tym tekście najbardziej, czy jednak fakt, że zupełnie – ale to tak zupełnie-zupełnie – nic się w nim nie dzieje, bo całość to wyłącznie opisy; albo Charona i jego otoczenia, albo tego, co mu się tam w głowie powolutku mieli, w rezultacie czego czułem się jak Fred albo Grucha z “Chłopaki nie płaczą”, kiedy Bolec puścił im zajebisty film: “Śmierć w Wenecji”.

A szkoda, bo gdybyś zrobił to jak należy, bez łamania zasady show, not tell, i nie opisywał Charona rozkminiającego ten… ekhem… boski plan, tylko opowiedział nam o Charonie, który faktycznie ten plan realizuje; daje nogę z Hadesu, łajdaczy się na Ziemi i trwoni obole (w tym wydaniu: koniecznie kradzione, żeby było ciekawiej), aż w końcu wyda wszystko, złapie trypla i zaczyna kombinować, jak tu wrócić na stary dobry etat i udobruchać szefa, to mogłaby wyjść naprawdę ciekawa opowieść.

Tymczasem jest jak jest, więc z przykrością stwierdzam, że nie była to historia warta opowiedzenia, a tym bardziej – wysłuchania.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bogowie helleńscy z zasady lubowali się w miłostkach i uciechach, pragnienia Charona nie są czymś wyjątkowym. Ale trzeba było na to wpaść.

Celował w tym Zeus, a przykład Ledy jest mitologicznie klasyczny. Hades też zachowywał się jak ekonom albo pospolite feudalne panisko, czego dowodem jest zakucie Charona w łańcuchy i wtrącenie go do lochu. Ciemnicy… 

Charon jest przedstawiany jako posępny, brodaty starzec, ale jest bogiem nieśmiertelnym. A że ma bardzo ludzkie i proste pragnienia? Innni bogowie Olimpu też mieli.

Chyba się co nieco, jak zwykle, zapętliłeś w udowadnianiu, że wszystko powinno być na odwrót albo inaczej..

Pozdrówka.

Sorry, mój błąd – najwyraźniej powinienem był użyć cudzysłowu przy jurności w lędźwiach.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Może tak, a może nie, trudno powiedzieć.

Przy okazji zaproszę czytelników do nieco już starego opowiadania o zupełnie innej i współczesnej tematyce, drukowanego w “Okolicy strachu”. 

“Anioł śmierci” tutaj → https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/20953P

Pozdrówka.

Elegancko i porządnie opisany przypadek marzącego przewoźnika. Zastanowiło mnie, że pragnienia Charona niczym nie zaskakują, są takie normalne, ludzkie…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ano, bywa…

Polecane opowiadanie przeczytałam już dość dawno, bo w sierpniu ubiegłego roku. Czy sugerujesz, Rogerze, że powinnam sobie odświeżyć lekturę?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ gdzie ta, ależ gdzie ta… Jak przeczytane, to przeczytane, jednakowoż inni czytelnicy mogli nie przeczytać.

A tutaj tekst, który lubię, niestety, nie został wydrukowany, wielka szkoda. no, ale też mogą go nowi bywalcy przestudiowac. gdyby naturalnie chcieli → https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22167

Niezły plan. Chętnie poczytałabym o jego realizacji, ale to już decyzja Autora.

Babska logika rządzi!

Tekst był pisany pod limit znaków, obowiązujących na “Szortalu” świętej pamięci. Tutaj i tak nieco wydłużyłem miniaturę. Jednakowoż limit znaków, moim zdaniem, ma bardzo wiele zalet – przede wszystkim zmusza do dyscypliny w pisaniu. 

Wielka szkoda, że “Szortal” zgasł niczym zdmuchnięta świeca, bo znowuż z rozpędu napisałem miniaturę pod wiele mówiacym tytułem “Upiór z Widmowego Lasu”, ale publikować za bardzo nie ma gdzie. Tak to niekiedy bywa. 

Pozdrówka.

Nowa Fantastyka