- Opowiadanie: gaper97 - Piekielny Autobus

Piekielny Autobus

Opowiadanie napisałem z myślą o naszej planecie. Poruszyłem w nim kilka problemów światowych i wiele innych rzeczy. To jak zrozumiecie ten tekst, zależy jednak tylko od was samych. Z góry dziękuje za przeczytanie i proszę o wskazanie błędów, ponieważ to na tym najbardziej mi zależy.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Piekielny Autobus

 Dzisiejszy dzień, to szczególnie ważny moment dla dwojga przyjaciół z sąsiedztwa. Jeden z nich, Thomas, zmierza właśnie w stronę domu swojego kumpla, Nicka. Thomas był lekko ociężałym chłopakiem, więc cały już zdążył się zalać potem.

– Ale grzeje… – pomyślał Thomas spoglądając na oślepiające go słońce.

W dniu dzisiejszym mogli się już nazwać licealistami, co ich niesamowicie podniecało. Czuli się już tak, jakby wkroczyli w wiek młodych dorosłych. Dzień ten był dla nich zakończeniem kilkuletniej wędrówki przez góry, gdzie wreszcie doszli na szczyt o nazwie liceum. W ich głowach panował teraz buntowniczy chaos i chęć spróbowania wszystkiego. Zwłaszcza seksu (Na razie jednak, tylko w marzeniach) i porządnego chlania, by obudzić się nieprzytomnym następnego dnia. Jak na młodych dorosłych, mieli bardzo poważne cele.

Thomas pewnym krokiem zmierzał prosto do domu Nicka. Drapiąc się po swoich rudych tłustych włosach nie spodziewał się jednak, że coś brązowego przypominającego węża, ukrywa się w gęstej trawie obok furtki wiodącej do domu przyjaciela.

– Co jest! – wykrzyczał Thomas, a jego sandał ślizgnął się po ogromnym i długim stolcu.

Dziś dopisało mu szczęście, ponieważ jego ręką zdążyła chwycić się zamka furtki, przez co zachował równowagę. Nie był zdenerwowany, ale przerażony, że prawie upadł na coś tak ohydnego. Wytarł podeszwę sandała w trawę i odetchnął z ulgą, że jego nowe jeansowe spodenki nie spotkał gówniany los.

– Kto zostawił tu takie pieprzone bydle? – mruknął Thomas i przeszedł przez furtkę.

Nick właśnie otworzył drzwi.

– Tak wziąłem zeszyt i długopis mamo! – Wykrzyczał Nick i zamknął za sobą drzwi. Oboje na swój widok uśmiechnęli się i zbili piątkę. Nick był trochę wyższy od Thomasa. Miał bladą cerę i brązowe włosy. Przypominał trochę chorego i osłabionego dzieciaka w okularach. To był jednak tylko wygląd, a z Nickiem było wszystko w porządku.

 

***

Idąc główną drogą zrozumieli, że obserwują ich autobus szkolny, który właśnie odjeżdża. ,,No trudno najwyżej spóźnią się tylko na apel" Pomyśleli oboje. Jednak droga nie była usłana w róże. Palące słońce wznosiło się coraz wyżej i wyżej. Po kilkunastu minutach wędrówki byli dopiero w połowie drogi. Asfalt był już tak gorący, że na ich podeszwach zostawały czarne ślady. Ich ubrania zrobiły się ciężkie od potu i przykleiły się do skóry. Nie spotykali nikogo, ani nie widzieli żadnych przejeżdżających samochodów. Czuli się jakby przemierzali ogromną pustynię, która niema końca.

Nagrzane powietrze falowało tworząc zniekształcony obraz w oddali. Minęli stary kościół, mały bar w którym dorośli zawsze pili ponad siły i obijali sobie mordy. 

– Daj mi chwile muszę odsapnąć – powiedział Thomas, opierając się o bramę starego i zdezelowanego złomowiska. 

– Spójrz – powiedział Nick wybijając palec w odstający brzuch rudego Chłopaka.

Obydwoje oparli ręce o kraty bramy i ujrzeli stary autobus. Przechodzili tędy prawie dzień w dzień, jednak oprócz starych opon i zgniecionych na miazgę metalowych części, nigdy nie było tu autobusu. Brama nagle uchyliła się pod ich ciężarem i oboje upadli na piaszczystą ziemie. Otrzepując się z kurzu, wiedzieli, że ich podróż do szkoły, zakończyła się. Przed ich oczami był przecież stary autobus z ogromnym grillem na przodzie. ,,Jeśli jest stary, zapewne w środku znajdą wiele pożytecznych rzeczy" to właśnie była inteligentna myśl licealistów. 

Podeszli do autobusu i zaczęli go okrążać. Wyglądali jak welociraptory szukające okazji by zatopić w swej ofierze ostre kły. Autobus był cały we rdzy. Jego kolor już dawno znikł jednak dało się jeszcze zobaczyć ślady koloru żółtego i pomarańczowego. Przypominał im on kolor rzygowin.

– Sprawdźmy czy rdza nie przyspawała drzwi – rzucił Nick i pociągnął za klamkę.

Grube żelazne drzwi zaskrzypiały i powoli zaczęły się otwierać. Thomas zaciekawiony wbiegł pierwszy mijając przyjaciela. Pokonał trzy stopnie schodków i znalazł się w środku. Za nim od razu ruszył Nick.

– Ale wypas – powiedzieli jednocześnie rozglądając się.

Wewnątrz pojazdu siedzenia były poobrywane i żółte gąbki wystawały z krzeseł. W powietrzu unosiły się pyłki kurzu rozświetlone przez promienie słoneczne wpadające przez brudne okna. 

– Dlaczego tu jest tyle rzeczy? – spytał Thomas, przechodząc wzdłuż siedzeń.

Stary magnetofon, słuchawki, kawałki ubrań, czapki i wiele innych fantów, które wyglądały na bardzo stare.

Oboje musieli wymacać wszystko co było w autobusie. Do ręki Nicka wpadł dyktafon, który po dotknięciu włącznika zapalił malutką lampkę na zielono.

– Działa, uwierzysz!? – wykrzyczał Nick w stronę Thomasa.

Przyłożyli uszy bliżej głośnika dyktafonu i Nick wcisnął przycisk play.

– Ein eicjadałkw azsiwalk orez… – nastąpiła chwila przerwy, a głośnik zaczął lekko charczeć – Mazratwap… – znów chwila ciszy – Ein eicjadałkw azsiwalk orez.

Nick i Thomas nic nie zrozumieli z nadanego komunikatu. Jednak coś tajemniczego w tych słowach, zjeżyło im włosy na głowie.

– Jakiś śmieć – powiedział Nick i rzucił dyktafon na tylne siedzenia. 

Thomas podszedł na przód autobusu. Ogromna kierownica obszyta w czarną skórę, zrobiła na nim spore wrażenie. Usiadł w fotelu kierowcy i zaczął wyobrażać sobie, że bierze udział w wyścigu autobusów. Po prawej stronie znajdował się pół metrowy drążek do zmiany biegów, a nad przednią szybą zamontowany był mały zakurzony głośniczek.

– Stary czemu nic nie mówisz, że masz tutaj takie cacko? – spytał Nick, kiedy ujrzał stare radio samochodowe. Na środku było wejście na kasetę, a po prawej pokrętło, którym regulowało się stację. Poniżej znajdywały się przyciski z numerem od jeden do trzy i pustym miejscem z którego najwidoczniej wypadł przycisk.

– Nie zauważyłem tego radia, myślisz że działa? – spytał Thomas.

– Przekonajmy się – odparł Nick, przecierając ręką radio z kurzu, po czym wcisnął kwadratowy przycisk z numerem jeden.

Ślinik autobusu zaryczał, a drzwi z hukiem zamknęły się. Thomas i Nick zaniemówili patrząc na falujący świat zewnętrzny. Za oknami wszystko zaczęło zmieniać kształty. Wyglądało to tak jakby świat był namalowany farbami, a ktoś wylewał na niego środek rozpuszczający. Kolory się mieszały tworząc całkowicie nowy krajobraz.

– Thomas, uszczypnij mnie… – powiedział Nick wyglądając przez okno, po czym dodał – Jesteśmy, w dżungli?

Oboje byli przerażeni, ale zarazem podekscytowani. 

Wokół słyszeli zawodzenie małp i śpiew ptaków. Wysokie drzewa kołysały się przysłaniając całe niebo. Promienie słoneczne ledwo przedzierały się przez zielone liście i gałęzie.

Drzwi od autobusu zaskrzypiały i otworzyły się. Mały głośniczek nad przednią szybą zaczął charczeć, po czym usłyszeli komunikat ,,Witamy w dżungli, prosimy nie oddalać się od autobusu".

Thomas i Nick spojrzeli na siebie wystraszonym wzrokiem. Powoli i bez zbędnych słów zeszli po schodkach.

– Niesamowite… – powiedział Thomas patrząc w górę – Czuł się teraz mały, jak mrówka.

Obeszli ostrożnie autobus dookoła.

Kiedy obchodzili pojazd, usłyszeli, że coś poruszyło się przy wejściowych drzwiach do autobusu. Nick i Thomas stwierdzili z niechęcią, że trzeba to sprawdzić.

– Boje się Nick – wyszeptał Thomas.

Jego przyjaciel spojrzał na niego i przełknął ślinę. Wychylając głowy zza autobusu, poczuli, że lodowaty uścisk na ich sercach puścił. Ich oczom ukazało się jedynie kilka małych krzaków z dziwnymi żółtymi kwiatami.

Nick ni stąd, ni zowąd, Nick oberwał w głowę zielonym bananem.

– Co jest! – wykrzyczał Nick i podniósł przedmiot z ziemi – Banan?

– Uuu… Uuu… Gaaa… – wykrzyczał szympans siedzący wysoko na drzewie.

– Patrz małpa – powiedział Thomas i wskazał palcem na zwierze obserwujące ich z wysoka.

Po chwili z krzaków przed nimi wyszła kolejna małpa. Zaraz potem jeszcze jedna na kolejnym drzewie. Zaczęły pojawiać się ich dziesiątki, po czym setki. Wychodziły z zarośli i powoli okrążały ich podchodząc coraz bliżej. Im bliżej były, tym ich paszcze coraz bardziej się otwierały. Ogromne kły ociekające śliną, przeraziły ich do tego stopnia, że znieruchomieli. 

– Uciekaj! – wykrzyczał Nick i razem z Thomasem wbiegli do autobusu zamykając za sobą drzwi. Małpy ruszyły na autobus i oblepiły go jak mrówki cukier. Gryzły kabinę i waliły pięściami we wszystkie okna. Thomas i Nick runęli na ziemie, zatykając uszy rękami. Patrzyli pod siebie i modlili się by wszystko się uspokoiło.

– Thomas… – wyszeptał Nick i powoli się podnosił podchodząc na przód autobusu.

– Uciekły, jak dobrze, bo myślałem, że zesram się w gacie – powiedział Thomas podchodząc do przyjaciela.

Jednak Nick wyczuwał pewien nie zrozumiały niepokój. W około była cisza, która nie była zwyczajna, a powietrze było ciężkie. Mimo, że małpy odeszły odczuwał, że coś z nimi zostało. Powoli przekręcił głowę o sto osiemdziesiąt stopni, by spojrzeć na tylne siedzenia. 

– Thomas, nie ruszaj się… – wyszeptał Nick i z całych sił próbował opanować drgawki – nawet, kurwa, nie drgnij…

Thomas przerażony nie chciał się obracać, jednak ciekawość wywołana strachem była silniejsza. Oboje ujrzeli na tylnych siedzeniach ogromną czarną panterę. Inaczej wyobrażali sobie te zwierzę. Wcale nie przypominało im wielkiego kota z discovery. Jej wystrzyżone żółte ślepia były chłodne, a w ich głębi skrywała się żądza zabijania. ,,To nie zwierze tylko prawdziwy potwór" pomyślał Thomas, spoglądając jak pantera odsłania długie, ostre kły. Cisze przerwało mruczenie, odbijające się echem w umysłach przyjaciół. Sam ten dźwięk wywołałby u nich uczucie miażdżonego przez strach serca.

Nick kątem oka ujrzał jakiś czarny przedmiot pod siedzeniem. Rozszerzył oczy ze zdziwienia, kiedy zrozumiał, że to pistolet mauser c96. Pamiętał jak jego ojciec kiedyś kupił mu taki sam, tylko z odpustu na kulki. 

Powolnym ruchem wyciągnął go butem spod siedzenia. Thomas spoglądając kątem oka na znalezisko Nicka poczuł, że jest jeszcze nadzieja. 

– Żeby był tylko naładowany – pomyślał Nick powoli schylając się po broń. Jego dłonie były już tak spocone, że wyobrażał sobie co się stanie, jak wyśliźnie się z jego dłoni. ,,Gdyby rzeczywiście tak się stało…” Pomyślał i urwał szybko swoje myśli nie wyobrażając sobie dalszej części wydarzeń. Jego dłonie chwyciły pewnie broń i w tym samym czasie bestia poruszyła się w ich stronę. Powolnym krokiem zmierzała w ich stronę. Wiedzieli, że jej jedynym celem jest zamiar wbicia długich kłów w ich czaszki.

– Nick… – Błagam Nick… – wyszeptał cieniutkim głosem Thomas, a z jego oczu wydostały się nieprzerwane strumienie łez.

Pantera zaryczała i skoczyła na Thomasa. Rozległ się dźwięk dwóch szybkich strzałów. Zwierze bezwładnie runęło na nich obu, przygniatając ich. Przerażeni szybko wygrzebali się spod martwego ciała pantery i plecami oparli się o przód autobusu. Dyszeli szybko i głośno, a ich serce próbowało wyskoczyć z klatki piersiowej. Szeroko otwartymi oczami patrzyli na łeb zwierzęcia. Jedna kula trafiła w oko, druga prosto w czaszkę. Z głowy wypływało mnóstwo krwi zamieszanej z jakimś przeźroczystym płynem.

– Udało się, boże Nick,uratowałeś nas – powiedział Thomas i się rozpłakał.

Z oczu Nicka także płynęły łzy. Uczucie, że przed chwilą mogli skończyć w paszczy pantery, było czymś dla niego nie pojętym. 

– Czym jest ten autobus do cholery? – Spytał Thomas ocierając łzy.

Nick jednak tylko spojrzał z niewiedzą na przyjaciela i opuścił głowę.

Stary zardzewiały autobus zabrał ich w nieznany świat. W miejsce niebezpieczne i pełne mroku. Mroku, którego nie sposób było rozświetlić żadnym światłem. ,, Podróż w nieznane, przygoda i nigdy nie widziane krajobrazy" W Nicka i Thomasa umysłach brzmiało to dobrze, aż do teraz.

Nick czuł, że musi wstać i znaleźć sposób na powrót do domu. Gdy wstawał oparł rękę o radio i po chwili oboje usłyszeli kliknięcie. Thomas spojrzał na dłoń przyjaciela i ujrzał jego wskazujący palec na klawiszu z numerem dwa. 

– Co ja zrobiłem… – powiedział Nick energicznie odrywając dłoń od radia.

Na zewnątrz znów zapanował chaos. Mroczny twórca kolejny raz upuścił rozpuszczalnik, by stworzyć nowe, przerażające dzieło. Pantera powoli znikała. Wyglądała teraz jak pył zabierany przez wiatr. Zostały jedynie dwa zgniecione pociski, a pod nimi plama krwi.

Za oknami kolor niebieski kształtował większość otaczającego ich świata. Nick i Thomas wstali i ostrożnie ominęli plamę krwi. Podchodząc do szyby oparli na niej swoje dłonie.

 

***

,,Witamy w Oceanie, proszę nie otwierać okien oraz drzwi" kobiecy sztuczny głos dał komunikat przez mały głośnik.

– Jesteśmy, pod wodą? – spytał Nick odrywając się od okna.

Wokół nich rozciągał się ogromny błękitny ocean. Woda była tak czysta, że mogli obserwować każdy szczegół. Błyszczące rafy koralowe i długie zielone glony ciągnęły się na kilometry. Wszytko rozświetlało słońce przebijające się przez tafle wody. Czuli, się jakby weszli do najpiękniejszego oceanarium.

– Patrz Nick – powiedział Thomas przybliżając głowę do szyby.

Przed jego twarzą wpłynęło tysiące pięknych ryb o błyszczących łuskach.

– To wszystko jest, takie niesamowite – powiedział Nick, poprawiając okulary.

Podziwiając podwodny świat przez moment zapomnieli o wcześniejszych wydarzeniach. Wydawało by się, że rzeczywiście są bezpieczni, a każdy powinien im zazdrościć widoków. Jednak, opadali nie zdając sobie z tego sprawy. Autobus zanurzał się coraz głębiej. Błękitny kolor wody powoli stawał się ciemniejszy. Ryby mącące wodę znikały, a widoczność była coraz słabsza. Po chwili wszystkie dźwięki wodnych zwierząt ucichły.

– Woda zrobiła się czarna – powiedział Thomas oddalając się ze strachu od okna.

Nicka również obleciał strach.

W autobusie zapadła ciemność. Widzieli teraz jedynie swoje zarysy ciała.

– Thomas z tyłu pod siedzeniami powinna być latarka – powiedział Nick.

Jego przyjaciel ostrożnie podszedł na tył i schylił się pod siedzenia. Sięgnął ręką i chwycił czarną latarkę. Przesunął włącznik w przód i wycelował nią w mroczne wody. 

– Dobrze, że działa – odetchnął z ulgą Nick, podchodząc do Thomasa.

Przez padające światło w mroku ujrzeli pęcherzyki powietrza brnące w górę. Nagle głośny basowy dźwięk uderzył w ich bębenki. W chwili gdy zakrywali uszy przed ich oczami przepłynął ogromny wieloryb. Był tak blisko, że otarł się o autobus i zwalił ich z nóg.

– Ja pierniczę, to coś było, jak statek podwodny – powiedział Nick pomagając przyjacielowi wstać.

 

***

Opadali coraz niżej. Cisza, która panowała była coraz bardziej przytłaczająca. Można powiedzieć, że posiadała pewien ciężar, który stopniowo się zwiększał. Oboje siedzieli skuleni na tylnych siedzeniach autobusu. W ciszy wpatrywali się w głębiny oceanu rozjaśniane latarką. Ich psychika płatała im figle tworząc mroczne kształty w wodzie. Wyobrażali sobie, że na zewnątrz coś na nich czeka. ,,Nie ruszę się, nie odezwę się" Powtarzali razem w myślach. Otrząsnęli się dopiero, gdy autobus o coś uderzył. Odczucie podobne gdy jedziemy windą w dół minęło. Głuchy dźwięk rozniósł się na cały ocean. Przerażeni wstali i ujrzeli, że dotarli do dna. 

– Inaczej wyobrażałem sobie dno oceanu – powiedział Nick, po czym dodał – Myślałem, że będzie to tylko, piasek…

Podłoże było czarne jak smoła. Błyszczało i było gładkie jakby przyjeżdżał po tym walec. 

– Słyszysz Nick… – Powiedz że to słyszysz – wyszeptał piskliwym głosem Thomas.

Oboje dokładnie słyszeli jak coś nawołuje ich po imionach. Przypominało to szeptany śpiew wwiercający się w ich umysły. Zauważyli, że jakieś dwa punkciki błyszczał w oddali. Zbliżały się, a razem z nimi głuche dźwięki przypominające kroki. Oboje w bezruchu obserwowali jak w mrocznej wodzie zarysowuje się kształt przypominający ludzki szkielet. 

– Odsuń się od szyby Thomas… – powiedział przerażony Nick – Wyłącz latarkę szybko.

Oboje skryli się pod siedzeniami. Po chwili coś przeszło obok okien. Zobaczyli jedynie jego szklane białe oczy, które wędrowały w różne strony. Szukał ich. Okrążał powoli autobus i stukał dwa razy w różne miejsca. Nie wiedzieli, dlaczego to robił, jednak nagle Nick poczuł dwa puknięcia pod jego stopą. Chciał krzyknąć, jednak w porę zakrył dłonią usta. Wszystko ucichło. Po chwili usłyszeli jak ktoś chwyta za klamkę i drzwi zaczęły powoli się uchylać. 

Mroczna woda falowała za autobusem wyglądając jak zastygnięta galareta. Jedynie co wdarło się do autobusu, było coś o czarnej skórze pokrytej łuskami. Chowając się pod siedzeniami widzieli jedynie jego stopy. Miały błony między palcami i długie cztery pazury. Szept ich własnych imion był coraz głośniejszy. Nie rozumieli co chciał im przekazać dopóki nie ujrzeli jego twarzy, która dynamicznie spojrzała pod siedzenia. Istota spoglądała na nich oczami do dołu. obserwowała ich z zaciekawieniem, zwłaszcza Nicka. Na tą chwile zamiast strachu poczuli coś, intensywniejszego. Byli jak woda, która wysycha. Byli morskimi zwierzętami duszącymi się czarną trucizną. Wyobrażali sobie, że na ich głowach zamieszczony był plastikowy przezroczysty worek, uniemożliwiający wzięcie choćby najmniejszego oddechu. Umierali tak jak umiera ocean i wszystko co było z nim związane.

Po chwili obudzili się na środku autobusu. Ich ciała drgały tak mocno, że nie potrafili unieść się na dłoniach. 

– Co za ogromny ból… – powiedział Thomas, a jego szaleńczy wzrok obserwował wszystko do okola.

Nickowi udało się przeczołgać na przód autobusu. Osuwał się po krwi pantery, aż w końcu dotarł do radia. Czując, że niema wyboru wcisnął klawisz numer trzy.

Tym razem poczuli nie tylko, że świat zewnętrzny się zmienia, ale autobus zaczął powoli się toczyć. Oboje wstali i spojrzeli przez okna. Autobus jechał po długiej drodze. Z prawej i lewej strony rozciągały się wieżowce i neonowe witryny. Słońce zachodziło na końcu drogi rażąc ich przyjemnym światłem. 

– Czy my jedziemy do domu, Nick? – spytał Thomas, mający smutny i zmęczony wzrok.

Nick dopiero teraz zauważył, że jego przyjaciel zamoczył całe spodnie szczynami. Było mu go żal, ponieważ Thomas zawsze miał słaby charakter. Dręczono go w szkole, a dodatkowo w jego własnym domu, Ojciec nie oszczędzał na niego ręki. 

– Bardzo bym chciał, ale… – urwał – Myślę, że to nie nasz dom.

– Popatrz ludzie! – wykrzyczał uradowany Thomas.

Rzeczywiście na zewnątrz byli ludzie. Różni, a dosłownie mieszanka z całego świata. Azjaci, biali i czarni poruszali się jak mrówki obok siebie. W garniturach, w strojach roboczych, czy wyzywających obcisłych lub odsłoniętych ubraniach. 

– Hej słyszycie mnie! – wykrzykiwał Thomas co chwile, jednak nikt nie reagował.

Wyglądali jak ludzie, jednak Nick patrząc na nich nie widział życia. Czym dłuższą drogę pokonywali, tym więcej zaczynali zauważać zniszczonych budynków. W powietrzu zaczynała unosić się żółta smuga dymu, która z każdym kilometrem, była coraz większa.

Ludzie wokół nich nagle odżyli, ale tym razem w ich oczach był strach. Zaczęła się prawdziwa apokalipsa. Człowiek zaczął mordować człowieka. Dusili się wzajemnie, przebijali nożami i przeszywali pociskami.

– Niszczymy ten świat, przy okazji niszcząc siebie nawzajem – powiedział Nick, patrząc jak krew mordowanych osób ścieka na drogę, po czym wędruje jak rzeka do kanałów.

Thomas nie odczuwał tego co Nick. On czuł jedynie strach i żołądek wprawiający go w mdłości.

Po chwili miasta upadły. Jadąc drogą obserwowali jeszcze kilku ocalałych ludzi czołgających się w poszarpanych ubraniach. Gdy ukazywali oni swe twarze, nie było na nich skóry. Wyglądali jak żywe trupy, które trawi jakiś żółty kwas. W końcu dojechali do końca. Przed nimi była tylko ciemność. Thomas odszedł od okna i usiadł na ziemi łapiąc się za włosy. Jego oczy błądziły nie uznając tego co przed chwilą zobaczył.

– Thomas uspokój się – powiedział Nick kładąc rękę na jego braku. 

Ten jednak tylko kiwnął głową wyglądając, jakby nie mógł wyrwać się spod czyjeś hipnozy.

Nick usiadł na tyłach autobusu. Rozmyślał czy jest jakaś luka, by wyrwać się z tego koszmaru na jawie. W jego głowie, była jednak tylko pustka pogrążająca jego umysł w ciemności. Siedząc i rozmyślając, nagle jego uwagę przykuł rzucony przez niego wcześniej dyktafon. Gdy podniósł go, w tym samym czasie Thomas ujrzał brakujący klawisz z numerem zero. Thomas wyjął klawisz z pod siedzeń i z radosnym okrzykiem ruszył do radia. Nick nacisnął przycisk cofający w dyktafonie. 

– Udało się, wracamy do domu! – wykrzyczał Thomas wciskając klawisz zero na miejsce.

Podskakiwał i wykrzykiwał ogłaszając, że udało mu się zdobyć klawisz, który zabierze ich z tego koszmaru. Nick patrzył na niego martwym bezdusznym wzrokiem. Jakby jego dusza opuściła sztywne ciało.

– Nick! Wracamy do domu… – powiedział Thomas potrząsając przyjaciela, by ten się otrząsnął.

Nick w tej chwili słyszał jedynie komunikat z dyktafonu, który zmroził krew w jego żyłach. W jego umyśle ciągle rozbijały się słowa z dyktafonu ,,Nie wkładajcie klawisza zero… – Nastąpiła chwila przerwy, a głośnik zaczął lekko charczeć – Powtarzam… – Znów chwila ciszy – Nie wkładajcie klawisza zero".

 

***

Kolory na zewnątrz zawirowały. Nick spoglądając w okno wiedział, że zmierzają już w swoją ostatnią podróż. Okazało się, ku jemu zdziwieniu, że wrócili na złomowisko. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł chłodny wiatr. Thomas wręcz z szaloną radością ruszył do schodów.

– Nick! To nasz dom! – wykrzyczał z ulgą i wyskoczył z autobusu.

Nick jednak dostrzegł coś mrocznego czekającego na środku otwartej bramy.

– Thomas! – wykrzyczał i ruszył do drzwi autobusu. Chciał wyskoczyć za przyjacielem, jednak spojrzał wprost w ślepia mrocznej istoty. Błyszczały jak jezioro odbijające gwiazdy i księżyc, a w ich głębinach było nieznane. 

Thomas ze łzami szczęścia był już przy bramie.

– Zawracaj, to nie jest nasz dom! Dlaczego go nie widzisz! – wykrzyczał Nick, a z jego oczu popłynęły łzy.

Był zbyt przerażony by się ruszyć.

Czarna ręka zakończona szponami przebiła brzuch Thomasa na wylot. Na piaszczystą ziemie wylały się litry krwi.

– Thomas… – Dlaczego go nie widzisz… – Nick ledwo wydusił słowa przez ściśnięte gardło. Zakrywając z przerażenia twarz rękami, obserwował jak istota utrzymuje Thomasa nad ziemią.

– Idziemy do domu, Nick… – powiedział Thomas zapluwając się krwią.

Spoglądał w górę i uśmiechał się jakby o czymś rozmarzał. Nie czuł bólu. Widział swój pokój i rodzinę, która z radością witała go. Po chwili zamknął oczy i odszedł z uśmiechem na twarzy. 

Nick z przerażeniem obserwował Istotę, ta jednak nie poruszała się. Powoli Zaczęła znikać jak kusz na wietrze. Razem z nią odchodził także jego przyjaciel.

– Jaką ceną jest dla was życie? – zapytał metaliczny głos w głowie Nicka – Poznałeś przyszłość teraźniejszość i przyszłość Nicku Davis. Podróż, to tak naprawdę niekończący się ból, który zapoczątkował człowiek. Ranicie, niszczycie i zagrabiacie, to, co do was nie należy. 

Nick wysłuchując tych słów zrozumiał, że to mroczna istota je przekazuje. Dlaczego jednak zabrali jego przyjaciela, który był nie winny. 

Za nim Istota i jego przyjaciel zniknęli, zabrani przez wiatr usłyszał jeszcze słaby głos wibrujący w jego głowie ,, My także odczuwamy ból".

Nick przez chwilę odczuł żal nie tylko do swojego przyjaciela, ale także do jego mordercy. W jego głosie czuł ból, który wyrządził mu człowiek. 

Wychodząc z autobusu obejrzał się za siebie, a tam była już tylko pustka. Słońce przysłoniły szare chmury z których zaczął padać deszcz.

Nick cały zmarznięty powoli szedł w stronę swojego domu. Szedł z opuszczoną głową, a jego łzy mieszały się z deszczem uderzającym go w twarz. Czuł samotność i złość, że był bezradny, gdy jego przyjaciel został zabity, a raczej zamordowany na jego oczach. Po drodze obejrzał się na dom Thomasa. Stał i obserwował dom bez ruchu. W końcu zebrał się na odwagę i podszedł pod jego drzwi. Kiedy zapukał, usłyszał odgłos kroków. Gdy drzwi otworzyły się, ujrzał Matkę Thomasa.

– Thomas, nie wróci dziś do domu… – ledwo wypowiedział słowa przez łzy.

– Ale jaki Thomas? – Chłopcze, jesteś cały przemoczony, wjedź do środka.

Nick przez chwile nie zrozumiał jej słów, pomyślał, że jest po prostu dalej w szoku.

– Thomas Barnet, pani syn – powiedział Nick ocierając łzy.

– Ja, nie mam żadnego syna – odpowiedziała ze zdziwieniem Kobieta.

Nick szeroko otworzył oczy nie dowierzając czy kobieta mówi prawdę.

– Thomas Barnet, pani syn! – wykrzyczał w jej stronę.

– Chłopcze ale ja…

Za nim odpowiedziała Nick zbiegł ze schodów i potknął się upadając na głowę. 

– Ała – powiedział podnosząc się z ziemi zamroczony.

Gdy wstał na nogi ujrzał swój pokój.

– To wszystko, było tylko jakimś chorym snem! – wykrzyczał Nick, po czym zaczął się śmiać.

Jego śmiech jednak nie trwał długo, ponieważ ujrzał, że jego łóżko było całe mokre i brudne, a on sam miał na sobie przemoczone ubrania. Do jego pokoju nagle weszła jego matka. Kiedy na nią spojrzał jej uśmiech był nieludzko szeroki, a przez to przerażający.

– Witamy w świecie równoległym Nicku Davis – powiedziała Istota ukrywająca się pod postacią jego matki.

 

***

Thomas Barnet czekał przed domem Nicka, aż w końcu otworzyła jego Matka. 

– Dzień dobry jest Nick? – zapytał Thomas – mieliśmy dziś razem pojechać do szkoły.

– Nick wyszedł przed chwilą myślałam, że jest z tobą? – zapytała zdziwiona Kobieta.

Thomas zaprzeczył i pobiegł na autobus myśląc, że Nick już tam jest. Autobus jednak odjechał przed jego nosem. Teraz mógł tylko pieszo w samotności pokonać drogę do szkoły. Gdy doszedł do starego złomowiska coś przez chwile go zatrzymało. Rozglądał się po złomowisku, jednak widział tylko stare pordzewiałe części do samochodów. 

– Dźwine… – pomyślał Thomas i ruszył dalej chodnikiem.

Jednak coś cichym głosem dalej nawoływało jego imię.

Nick już nigdy nie wrócił do domu. Policja badając sprawę nie natrafiła na żaden jego ślad. Jedynie co pozostało po Nicku, to cichy niezrozumiały głos niosący się przez bramę starego złomowiska i nawołujący każdego, kto przechodził obok.

 

 

Koniec

Komentarze

Na razie rzuciłam tylko okiem i zauważyłam, że źle zapisujesz myśli i dialogi.

 

– Ale grzeje… – Pomyślał Thomas spoglądając na oślepiające go słońce.Ale grzeje…pomyślał Thomas spoglądając na oślepiające go słońce.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

– Co jest! – Wykrzyczał Thomas, a jego sandał ślizgnął się po ogromnym i długim stolcu. → – Co jest?! – wykrzyczał Thomas, a jego sandał ślizgnął się po ogromnym i długim stolcu.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dziękuję za wskazówki. Troche mi głupio, że nie wiedziałem o takiej podstawie w pisaniu.

Bardzo proszę.

I niech Ci nie będzie głupio – przecież dopiero zaczynasz, więc skąd miałbyś wiedzieć wszystko. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytane ;)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Przeczytałam pierwszy “rozdział” i nie bardzo rozumiem, po co Ci tam na początku czas teraźniejszy, skoro dalej konsekwentnie jest narracyjny przeszły? Oraz dlaczego liceum, skoro imiona masz angielskie. W świecie anglosaskim szkoła średnia tak się nie nazywa, to wymysł francuski (choć nazwa oczywiściez greki), który upowszechnił się na kontynencie…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, nie wiem. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, co właściwie chciałeś przekazać. Końcówka jest tak zamotana, że się pogubiłam. Kim są te istoty, które zabiły Thomasa i przeniosły Nicka do innego wymiaru i dlaczego to zrobiły? Co w ogóle ze śmiercią Thomasa, najpierw ją opisujesz, a potem chłopak jest żywy. Nie rozumiem, co właściwie licealiści przeżyli w autobusie i dlaczego. Co tu jest przeszłością, teraźniejszością i przyszłością?

Przykro mi, ale opko pozostawiło mnie z taką ilością pytań, że nie mogę uznać lektury za satysfakcjonującą. :(

 

Melduję, że bilet został skasowany. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Irka_Luz. Próbowałem stworzyć opowieść w której sami musimy odpowiedzieć na niedopowiedzenia. Nie było tu gotowych odpowiedzi. Myślę, że przedobrzyłem z tym co chciałem zrobić i dlatego wszystko stało się skomplikowane. Bardzo dziękuję oczywiście, że przeczytałaś i również wskazałaś błędy.

Przykro mi to pisać, Gaperze, ale nie zrozumiałam Twojego opowiadania. Jest bardzo chaotyczne i, moim zdaniem, nic tu się kupy nie trzyma. W komentarzu napisałeś, że czytelnik powinien sam znaleźć wyjaśnienie niedopowiedzeń, ale jak tu znaleźć odpowiedzi, skoro opowiadanie jest jednym wielkim i zagmatwanym pytaniem, i nie sposób doszukać się tu jakiejkolwiek wyjaśnienia, zwłaszcza że fatalne wykonanie zupełnie nie pozwala skupić się na treści.

Gaperze, masz przed sobą mnóstwo pracy, ale nie tracę nadziei, że Twoje przyszłe opowiadania będą jaśniejsze, ciekawsze i znacznie lepiej napisane. ;)

 

– Ale grze­je… – po­my­ślał Tho­mas spo­glą­da­jąc na ośle­pia­ją­ce go słoń­ce. ―> Zbędna spacja przed „pomyśleniem”.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz myśli. Sugeruję, abyś dokładniej przestudiował poradnik o zapisie myśli.

 

Dzień ten był dla nich za­koń­cze­niem kil­ku­let­niej wę­drów­ki przez góry, gdzie wresz­cie do­szli na szczyt o na­zwie li­ceum. ―> Dzień ten był dla nich za­koń­cze­niem kil­ku­let­niej wę­drów­ki przez góry, i wresz­cie do­szli na szczyt o na­zwie li­ceum.

 

(Na razie jed­nak, tylko w ma­rze­niach) ―> (na razie jed­nak, tylko w ma­rze­niach)

 

Tho­mas pew­nym kro­kiem zmie­rzał pro­sto do domu Nicka. ―> Po co powtarzasz informacje? Wszak napisałeś o tym już w pierwszym zdaniu.

 

Dra­piąc się po swo­ich ru­dych tłu­stych wło­sach… ―> Zbędny zaimek ― czy mógł drapać się po cudzych włosach? Czy w ogóle można drapać się po włosach, czy raczej po głowie, na której rosną?

 

że jego nowe je­an­so­we spoden­ki nie spo­tkał gów­nia­ny los. ―> Raczej: …że nowe dżinsowe spodenki nie spo­tkał gów­nia­ny los.

Zbędny zaimek. Używamy pisowni spolszczonej.

 

– Tak wzią­łem ze­szyt i dłu­go­pis mamo! – Wy­krzy­czał Nick i za­mknął za sobą drzwi. ―> – Tak, wzią­łem ze­szyt i dłu­go­pis, mamo! – krzyknął Nick i za­mknął za sobą drzwi.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Sugeruję, abyś dokładniej przestudiował poradnik o zapisie dialogów.

 

Oboje na swój widok… ―> Piszesz o dwóch chłopakach, więc: Obaj na swój widok

Oboje to chłopak i dziewczyna.

 

Idąc głów­ną drogą zro­zu­mie­li, że ob­ser­wu­ją ich au­to­bus szkol­ny, który wła­śnie od­jeż­dża. ―> Idąc głów­ną drogą zro­zu­mie­li, że ob­ser­wu­ją swój au­to­bus szkol­ny, który wła­śnie od­jeż­dża.

 

,,No trud­no naj­wy­żej spóź­nią się tylko na apel" Po­my­śle­li oboje. ―> „No trud­no, naj­wy­żej spóź­nimy się na apel" – po­my­śle­li obaj.

 

Jed­nak droga nie była usła­na w róże. ―> Jed­nak droga nie była usła­na różami.

Drogę można usłać czymś, nie w coś.

 

na ich po­de­szwach zo­sta­wa­ły czar­ne ślady. Ich ubra­nia… ―> Zbędne zaimki.

 

do­ro­śli za­wsze pili ponad siły… ―> …do­ro­śli za­wsze pili ponad miarę

 

– Spójrz – po­wie­dział Nick wy­bi­ja­jąc palec w od­sta­ją­cy brzuch ru­de­go Chło­pa­ka. ―> Dlaczego wielka litera?

 

Oby­dwo­je opar­li ręce o kraty bramy… ―> Oby­dwaj/ Obaj opar­li ręce o kraty bramy

 

oboje upa­dli na piasz­czy­stą zie­mie. ―> …obaj upa­dli na piasz­czy­stą zie­mię.

 

Jego kolor już dawno znikł jed­nak dało się jesz­cze zo­ba­czyć ślady ko­lo­ru żół­te­go i po­ma­rań­czo­we­go. Przy­po­mi­nał im on kolor rzy­go­win. ―> Powtórzenia.

 

– Sprawdź­my czy rdza nie przy­spa­wa­ła drzwi… ―> Czy rdza potrafi spawać?

 

Oboje mu­sie­li wy­ma­cać wszyst­ko… ―> Obaj mu­sie­li wy­ma­cać wszyst­ko

 

dyk­ta­fon, który po do­tknię­ciu włącz­ni­ka za­pa­lił ma­lut­ką lamp­kę na zie­lo­no. ―> Czy dobrze rozumiem, że dyktafon dotknął włącznika i zapalił lampkę?

Proponuję: …dyk­ta­fon, na którym, po do­tknię­ciu włącz­ni­ka, za­pa­liła się ma­lut­ka zielona lamp­ka.

 

Ogrom­na kie­row­ni­ca ob­szy­ta w czar­ną skórę… ―> Ogrom­na kie­row­ni­ca ob­szy­ta czarną skórą

 

znaj­do­wał się pół me­tro­wy drą­żek… ―> …znaj­do­wał się półme­tro­wy drą­żek

 

Śli­nik au­to­bu­su za­ry­czał… ―> Zabawna literówka.

 

Oboje byli prze­ra­że­ni… ―> Obaj byli prze­ra­że­ni

 

coś po­ru­szy­ło się przy wej­ścio­wych drzwiach do au­to­bu­su. ―> Zbędne dopowiedzenie. Czy były tam jeszcze inne drzwi?

 

Jego przy­ja­ciel spoj­rzał na niego i prze­łknął ślinę. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Nick ni stąd, ni zowąd, Nick obe­rwał w głowę zie­lo­nym ba­na­nem. ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

– Co jest! – wy­krzy­czał Nick… ―> To jest pytanie, więc: – Co jest?! – krzy­knął Nick

 

wska­zał pal­cem na zwie­rze… ―> Literówka.

 

Jed­nak Nick wy­czu­wał pe­wien nie zro­zu­mia­ły nie­po­kój. ―> Jed­nak Nick wy­czu­wał pe­wien niezro­zu­mia­ły nie­po­kój.

 

W około była cisza, która nie była zwy­czaj­na, a po­wie­trze było cięż­kie. ―> Byłoza.

Proponuję: Wokoło była cisza, nie całkiem zwy­czaj­na, a po­wie­trze stało się cięż­kie.

 

Po­wo­li prze­krę­cił głowę o sto osiem­dzie­siąt stop­ni, by spoj­rzeć na tylne sie­dze­nia… ―> Obawiam się, że to niemożliwe – no, chyba że był sową…

Proponuję: Po­wo­li obrócił się o sto osiem­dzie­siąt stop­ni, by spoj­rzeć na tylne sie­dze­nia

 

Oboje uj­rze­li na tyl­nych sie­dze­niach… ―> Obaj uj­rze­li na tyl­nych sie­dze­niach

 

Ina­czej wy­obra­ża­li sobie te zwie­rzę. ―> Ina­czej wy­obra­ża­li sobie to zwie­rzę.

 

wiel­kie­go kota z di­sco­ve­ry. ―> …wiel­kie­go kota z Di­sco­ve­ry.

 

Jej wy­strzy­żo­ne żółte śle­pia były chłod­ne… ―> Co to znaczy, że ślepia były wystrzyżone?

 

,,To nie zwie­rze… ―> Literówka.

 

Cisze prze­rwa­ło mru­cze­nie… –> Literówka.

 

be­stia po­ru­szy­ła się w ich stro­nę. Po­wol­nym kro­kiem zmie­rza­ła w ich stro­nę. ―> Powtórzenie.

 

Zwie­rze bez­wład­nie ru­nę­ło… ―> Literówka.

 

Dy­sze­li szyb­ko i gło­śno, a ich serce pró­bo­wa­ło wy­sko­czyć z klat­ki pier­sio­wej. ―> Jest ich dwóch, a mają tylko jedno serce w jednej klatce?

 

– Udało się, boże Nick,ura­to­wa­łeś nas… ―> – Udało się, Boże, Nick, ura­to­wa­łeś nas

 

czymś dla niego nie po­ję­tym. ―> …czymś dla niego niepo­ję­tym.

 

,, Po­dróż w nie­zna­ne… ―> Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.

 

przy­go­da i nigdy nie wi­dzia­ne kra­jo­bra­zy" ―> …przy­go­da i nigdy niewi­dzia­ne kra­jo­bra­zy"

 

musi wstać i zna­leźć spo­sób na po­wrót do domu. Gdy wsta­wał oparł… ―> Powtórzenie.

 

po chwi­li oboje usły­sze­li klik­nię­cie. ―> …po chwi­li obaj usły­sze­li klik­nię­cie.

 

Pod­cho­dząc do szyby opar­li na niej swoje dło­nie. ―> Czy dobrze rozumiem, że w czasie kiedy jeszcze podchodzili do szyby, już oparli na niej dłonie? Czy istniała możliwość, by oparli na szybie cudze dłonie?

 

glony cią­gnę­ły się na ki­lo­me­try. ―> …glony cią­gnę­ły się ki­lo­me­trami.

 

prze­bi­ja­ją­ce się przez tafle wody. ―> Literówka.

 

Wy­da­wa­ło by się… ―> Wy­da­wa­łoby się

 

Wi­dzie­li teraz je­dy­nie swoje za­ry­sy ciała. ―> Wi­dzie­li teraz je­dy­nie za­ry­sy swoich ciał.

 

Oboje sie­dzie­li sku­le­ni… ―> Obaj sie­dzie­li sku­le­ni

 

Od­czu­cie po­dob­ne gdy je­dzie­my windą w dół mi­nę­ło. ―> Od­czu­cie podobne temu gdy jedziemy windą w dół, mi­nę­ło.

 

Oboje do­kład­nie sły­sze­li… ―> Obaj do­kład­nie sły­sze­li

 

dwa punk­ci­ki błysz­czał w od­da­li. ―> Literówka.

 

Oboje w bez­ru­chu ob­ser­wo­wa­li… ―> Obaj w bez­ru­chu ob­ser­wo­wa­li

 

Oboje skry­li się pod sie­dze­nia­mi. ―> Obaj skry­li się pod sie­dze­nia­mi.

 

Nick po­czuł dwa puk­nię­cia pod jego stopą. ―> Nick po­czuł dwa puk­nię­cia pod swoją stopą.

 

Na tą chwi­le za­miast stra­chu po­czu­li coś, in­ten­syw­niej­sze­go. ―> W tej chwili, za­miast stra­chu, po­czu­li coś in­ten­syw­niej­sze­go.

 

Wy­obra­ża­li sobie, że na ich gło­wach za­miesz­czo­ny był pla­sti­ko­wy prze­zro­czy­sty worek, unie­moż­li­wia­ją­cy… ―> Wy­obra­ża­li sobie, że ich gło­wy owijają pla­sti­ko­we prze­zro­czy­ste worki, unie­moż­li­wia­ją­ce

 

ob­ser­wo­wał wszyst­ko do okola. ―> …ob­ser­wo­wał wszyst­ko dookoła.

 

Czu­jąc, że niema wy­bo­ru wci­snął kla­wisz numer trzy. ―> Czu­jąc, że nie ma wy­bo­ru, wci­snął kla­wisz numer trzy.

 

Oboje wsta­li i spoj­rze­li przez okna. ―> Obaj wsta­li i spoj­rze­li przez okna.

 

Z pra­wej i lewej stro­ny roz­cią­ga­ły się wie­żow­ce i neo­no­we wi­try­ny. ―> Z pra­wej i lewej stro­ny ciągnęły się wie­żow­ce i sklepy z neo­no­wymi wi­try­nami.

 

w jego wła­snym domu, Oj­ciec nie oszczę­dzał na niego ręki. ―> Dlaczego wielka litera? Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Proponuje: …w domu, oj­ciec nie szczędził mu razów.

 

W gar­ni­tu­rach, w stro­jach ro­bo­czych, czy wy­zy­wa­ją­cych ob­ci­słych lub od­sło­nię­tych ubra­niach. ―> Co to znaczy być w odsłonięty ubraniu?

 

wy­krzy­ki­wał Tho­mas co chwi­le… ―> Literówka.

 

…jed­nak nikt nie re­ago­wał. Wy­glą­da­li jak lu­dzie, jed­nak Nick… ―> Powtórzenie.

 

Czym dłuż­szą drogę po­ko­ny­wa­li… ―> Im dłuż­szą drogę po­ko­ny­wa­li

 

…za­czy­na­li za­uwa­żać znisz­czo­nych bu­dyn­ków. W po­wie­trzu za­czy­na­ła uno­sić się… ―> Powtórzenie.

 

On czuł je­dy­nie strach i żo­łą­dek wpra­wia­ją­cy go w mdło­ści. ―> Czy dobrze rozumiem, że żołądek wprawiał strach w mdłości?

Proponuję: On czuł je­dy­nie strach i mdłości w żo­łą­dku.

 

po­wie­dział Nick kła­dąc rękę na jego braku. ―> …po­wie­dział Nick, kła­dąc rękę na jego barku.

 

Sie­dząc i roz­my­śla­jąc, nagle jego uwagę przy­kuł rzu­co­ny przez niego wcze­śniej dyk­ta­fon. ―> Ze zdanie wynika, że to dyktafon siedział i rozmyślał.

Proponuję: Sie­dział i roz­my­śla­ł, gdy nagle jego uwagę przy­kuł rzucony wcześniej dyk­ta­fon.

 

Tho­mas wyjął kla­wisz z pod sie­dzeń… ―> Pod iloma siedzeniami mógł leżeć jeden klawisz?

Proponuję: To­m wyjął kla­wisz spod sie­dzenia

 

po­wie­dział Tho­mas po­trzą­sa­jąc przy­ja­cie­la, by ten się otrzą­snął. ―> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …po­wie­dział Tho­mas, po­trzą­sa­jąc przy­ja­cie­lem, by ten się ocknął.

 

Oka­za­ło się, ku jemu zdzi­wie­niu… ―> Oka­za­ło się, ku jego zdzi­wie­niu

 

Po­wo­li Za­czę­ła zni­kać jak kusz na wie­trze. ―> Dlaczego wielka litera?

Po­wo­li za­czę­ła zni­kać jak kurz na wie­trze.

 

– Jaką ceną jest dla was życie? ―> Raczej: Jak cenne jest dla was życie?

 

przy­ja­cie­la, który był nie winny. ―> …przy­ja­cie­la, który był niewinny.

 

Za nim Isto­ta i jego przy­ja­ciel znik­nę­li… ―> Zanim Isto­ta i jego przy­ja­ciel znik­nę­li

 

,, My także od­czu­wa­my ból". ―> Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.

 

Nick przez chwi­lę od­czuł żal nie tylko do swo­je­go przy­ja­cie­la, ale także do jego mor­der­cy. ―> Rozumiem, że Nick mógł czuć żal do istoty, ale zupełnie nie pojmuję, dlaczego czuł żal do Thomasa.

A może chodzi Ci o to, że Nickowi było żal Thomasa?

 

Wy­cho­dząc z au­to­bu­su obej­rzał się za sie­bie… ―> Masło maślane ― czy można obejrzeć się przed siebie?

Wystarczy: Wy­cho­dząc z au­to­bu­su, obej­rzał się… Lub: Wy­cho­dząc z au­to­bu­su, spojrzał za sie­bie

 

po­wo­li szedł w stro­nę swo­je­go domu. Szedł z opusz­czo­ną głową… ―> Powtórzenie.

 

jego łzy mie­sza­ły się z desz­czem ude­rza­ją­cym go w twarz. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Stał i ob­ser­wo­wał dom bez ruchu. ―> Niepotrzebnie podkreślasz, że dom się nie ruszał.

A może miało być: Stał w bezruchu i ob­ser­wo­wał dom.

 

Gdy drzwi otwo­rzy­ły się, uj­rzał Matkę Tho­ma­sa. ―> Dlaczego wielka litera?

 

– Ale jaki Tho­mas? – Chłop­cze, je­steś cały prze­mo­czo­ny, wjedź do środ­ka. ―> Zbędna półpauza po pytajniku.

 

od­po­wie­dzia­ła ze zdzi­wie­niem Ko­bie­ta. ―> Dlaczego wielka litera?

 

Za nim od­po­wie­dzia­ła Nick zbiegł ze scho­dów… ―> Zanim od­po­wie­dzia­ła, Nick zbiegł ze scho­dów

 

Gdy wstał na nogi uj­rzał swój pokój. ―> Masło maślane ― czy mógł wstać inaczej, nie na nogi?

Wystarczy: Gdy wstał, uj­rzał swój pokój.

 

Jego śmiech jed­nak nie trwał długo, po­nie­waż uj­rzał, że jego łóżko… ―> Zbędne zaimki.

 

on sam miał na sobie prze­mo­czo­ne ubra­nia. ―> …on sam miał na sobie prze­mo­czo­ne ubra­nie.

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą mam na sobie to ubranie.

Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Do jego po­ko­ju nagle we­szła jego matka. ―> Zbędne zaimki.

 

aż w końcu otwo­rzy­ła jego Matka. ―> Dlaczego wielka litera?

 

– Nick wy­szedł przed chwi­lą my­śla­łam, że jest z tobą? za­py­ta­ła zdzi­wio­na Ko­bie­ta. ―> To nie jest pytanie. Dlaczego wielka litera?

– Nick wy­szedł przed chwi­lą my­śla­łam, że jest z tobą.rzekła zdzi­wio­na ko­bie­ta.

 

Tho­mas za­prze­czył i po­biegł na au­to­bus my­śląc, że Nick już tam jest. ―> Tho­mas za­prze­czył i po­biegł na przystanek/ do autobusu, my­śląc że Nick już tam jest.

 

coś przez chwi­le go za­trzy­ma­ło. ―> Literówka.

 

Dźwi­ne… – po­my­ślał Tho­mas i ru­szył dalej chod­ni­kiem. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Technicznie chrzęści i to mocno. Błędy zaznaczone przez Reg nadal nie poprawione. Potencjał na historie był, ale zawodzi z lekka tempo oraz za mocne trzymanie tajemnic przy sobie – po zakończeniu lektury czułem, że to jakiś fragment, a nie pełna opowieść.

Tak więc jeszcze długa droga przed Tobą, Autorze. Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jest jakiś pomysł, ale wykonanie jest tragiczne: problem z ortografią, gramatyką, interpunkcją, pisownią dużych/małych liter. Musisz to opanować, nikt nie będzie się męczył taką lekturą, niezależnie od tego, co chcesz opowiedzieć. Dużo czytaj.

Fabuła: Niestety nie zachwyciła, trudno było mi wyłapać ogólny ton tego opowiadania, momentami zdawało się dość infantylne, w innych miejscach z kolei śmiertelnie poważne. Dość nierówne tempo, według mnie akcja w niektórych momentach zanadto przyspieszała, zwłaszcza w końcowych fragmentach, przez co utwór wydaje się chaotyczny. Postaciom brakuje indywidualizmu, głębi, a ich czynom odpowiedniej wagi. Kolejne sceny powielały schemat – autobus przeskakuje w czasoprzestrzeni, po czym bohaterowie konfrontują się z jakimś zagrożeniem.

Oryginalność: Całość skojarzyła mi się z mroczniejszą wersją serialu animowanego "Magiczny autobus". To mogłoby wyjść fajnie, ale temu tekstowi zabrakło nieco oddechu, nieco więcej detali świata przedstawionego. Refleksje i konkluzje na temat podróży bohaterów raczej nie są odkrywcze, a w dodatku zostały podane w dość pospieszny sposób.

Język: Spore pole do poprawy, dużo błędów interpunkcyjnych, pojawiły się nawet i ortograficzne. Opisy i dialogi nie zachwycały, a niektóre fragmenty odnoszące się do… różnorakich wydzielin wręcz przyprawiały o zażenowanie.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję wszystkim za komentarze i krytykę, która otworzyła mi oczy. Nie będę poprawiał tego tekstu, bo zrozumiałem, że jest niejaki. Dalej będę się rozwijał i myślę, że za jakiś czas znów coś dodam. Dziękuję, że jesteście i cieszę się zarejerstrowaniem na tej stronie.

Po prostu dużo czytaj, ucz się i ćwicz, będzie dobrze :)

Nie będę poprawiał tego tekstu, bo zrozumiałem, że jest niejaki.

Gaperze97, poprawiając błędy, nawet w nijakim tekście, też się uczysz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wracam z jurorskim komentarzem:

 

Niestety, pozostaję nieprzekonana. Fatalne stylistycznie: przeskoki między czasem przeszłym a teraźniejszym, przecinki stawiane chaotycznie. Fabularnie męczące, z jednej strony przewidywalne, z drugiej – chaotyczne i niezborne. Męczą mnie szczeniackie teksty o kupie i seksie, połączone z natchnionymi ideami poznawania (bez)sensu życia, irytują równie szczeniaccy bohaterowie. Motyw podróży/ucieczki jest, owszem, obecny. Ładne za to ostatnie zdanie. Jest nad czym pracować.

Spełnienie podstawowego założenia – fantastyczny środek transportu – jest.

I w sumie to na tym koniec. Tekst roi się od wszelkich możliwych błędów, jakie tylko można sobie wymyślić (listować nie będę, bo zanim mój komentarz się pojawi, to z pewnością inni czytelnicy wskażą je wszystkie). Poza technikaliami bardzo raziły mnie usterki logiczne, których jest tu od groma. Niestety, ale styl przypomina mi stawiającego pierwsze kroki w pisaniu ucznia podstawówki.

Dodatkowo tekst nie jest dość jasny, kompozycyjnie brakło kilku elementów, które by nieco rozjaśniły sytuację, bo w tej chwili w trakcie lektury pojawia się w głowie masa pytań, które do samego końca pozostają bez odpowiedzi.

Sam pomysł na autobus ma moim zdaniem potencjał, który jednak został pogrzebny wykonaniem.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka