- Opowiadanie: Asylum - Podróż Mili, ciekawskiej kury

Podróż Mili, ciekawskiej kury

Będzie znowu na słodko. Za bardzo bojam się wstawiać jakieś dramaty. Co prawda, przy zwierzętach Arnubis z lekka mnie niepokoi, ale jakoś mniej:), a dodatkowa wiedza o zwyczajach ptactwa bardzo mi się przyda, więc ryzyk-fizyk.

Limit przekroczony o koniuszek kociego ogona. Fantastyka  tycia – mniej niż umiarkowana.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Podróż Mili, ciekawskiej kury

– Zdecydowałam, musimy od siebie odpocząć! – Mila pogrzebała ostrym pazurem w ściółce przed dorodnym kogutem.

– No co ty powiesz! A gdzież się to moja Mila wybiera? Na trawnik przed kurnikiem czy przez dziurę wyjdzie i w bojaźni wróci? – Malik ironicznie przekrzywił łepek.

– Nie żartuj sobie ze mnie, Maliku, bo w końcu wypadną ci te czarne pióra z ogona. Jestem samodzielną kurą i nie potrzebuję twojej ciągłej opieki, denerwuje mnie. Jajek znoszę coraz mniej, gospodyni jest niezadowolona, a i ty nie spisujesz się dobrze ostatnimi czasy. Muszę odpocząć. 

Mila postanowiła nie reagować na zaczepny ton Malika. Wielki mi Malik – kogut na zagrodzie – pomyślała ze złością. 

– Nie pozwalam, miejsce kury jest w kurniku! – Nastroszył się gniewnie i postawił grzebień, który natychmiast zapłonął.

– Miarkuj się, nie jesteśmy sami, wyjdźmy porozmawiać na zewnątrz – zaproponowała przyjacielsko, chociaż wewnątrz cała trzęsła się ze strachu. 

Malik potrafił zaprowadzić porządek w kurniku, wszystkie kury uciekały przed nim, gdacząc w popłochu. Takie tam porządki Malika! Przydzielanie kurom grzęd i obwieszczanie głośnym pianiem poranka, jakby każda porządna kura oczu nie miała! -starała się zbagatelizować jego przewagę.

 

***

Kurnik Mili i Malika był wyjątkowo zadbanym miejscem; dużym, piętrowym budynkiem, co roku bielonym wapnem. Na dole mieszkały dwa konie, klacz Zuzia i wałach Filon, osioł Wicek, stado kaczek, dwie maciory z małymi i jeden knur. Na piętrze mieścił się kurnik podzielony na przestrzeń płaską i grzędową. Grzędy zaprojektował i wykonał sam gospodarz z sosnowego, dobrze wysuszonego drewna, wcale nie kierując się przepisami siedemdziesiąt pięć centymetrów na kurę. Każda miała metr na grzędzie i wystarczająco dużo powierzchni na dole. Było poidło i karmnik z frykasami: parzona pszenica, parowane ziemniaki utłuczone z ospą, gotowane buraki, a podłogę ściółkowano co dwa dni. Do budynku przylegał wybieg na prawie czterysta metrów kwadratowych, prawdziwy raj dla czterdziestu kur. Spłachetek piasku, trawa i kilka młodych, trzyletnich owocowych drzew. Gospodarz miał plany zbudowania kilku domków do składania jajek w kolejnym roku. Na zewnątrz prowadził otwór, taki na trzy kury i stroma drabina, po której ptactwo szybko nauczyło się schodzić. 

 

Mila ruszyła do otworu, podfruwając z lekka, aby Malik jej nie wyprzedził, bo czuła jego oddech na skrzydłach. Przefrunęła przez otwór i już dostojnie pazur za pazurem schodziła po drabinie. Kiedy zeskoczyła na ziemię, przebiegła jeszcze kilka małych kroczków i odwróciła się. Czarna chmura gradowa przemieszczała się po drabinie, zeskoczyła zręcznie i stanęła przed nią. Doprawdy piękny był ten Malik w gniewie. Koralowy grzebień, lśniący łuk ogona i czekoladowe upierzenie. Silne nogi pewnie zstępowały po drabinie.

– Milusiu kochana, przecież ty nie znasz świata, po co ci to? Nie jest ci dobrze z nami? – Malik postanowił sprawę załagodzić. Uparta przecież okrutnie ta Mila i jeszcze naprawdę zdecyduje się odejść z kurnika.

– Świat nie kończy się na naszym kurniku i muszę go poznać. Jeśli chcesz, możesz pójść ze mną – oświadczyła Mila stanowczo, pogrzebawszy pazurem w piasku. Oby tylko nie zgodził się na jej propozycję! Boże, Boże! Wiedziała, jak to wtedy będzie: tego nie rusz, tego nie dotykaj, wieczne rządzenie i zrzędzenie. No tak, już mamy towarzystwo – usłyszała gdakanie.

Drabina była zapełniona kurami: białe, pstrokate, brązowe. W pełnym słońcu ich pióra mieniły się i ujawniały nowe odcienie, a to rudozłoty, srebrnopopielaty, czerń węgla, śnieżysta biel. Gdacząca, różnobarwna wstążka, wylewająca się z kurnika.

– Nigdzie nie pójdziesz. Ani mi się waż! – Malik rozpostarł skrzydła, żeby zasłonić dziurę w ogrodzeniu. 

Potężny kogut i malutka Mila, pstrokata, ciekawska kurka. Powoli zbliżało się gdakające towarzystwo. Co zrobić, co zrobić – w panice rozważała Mila, niewiele myśląc, podskoczyła i dziabnęła Malika w prawy dzwonek tak jakby była kogutem. Gdaknął z bólu jak kura i zaczął podskakiwać, aby powietrze schłodziło piekący żar rozchodzący się z dzwonka. Mila wykorzystała sytuację i szybko prześlizgnęła się pod skrzydłem Malika.

Jestem wolna, wolna, wolna, jak ptak – szczęście zaśpiewało jej w duszy. Szybko pobiegła piaszczystą ścieżką do bramy gospodarstwa i przekraczając granicę rozejrzała się czujnie wokoło. Gospodyni nie było na horyzoncie, więc przeskoczyła i spojrzała ostatni raz w kierunku kurnika.

Malik stał samotny, nienapuszony, przekrzywił łepek i nawet stąd mogła zobaczyć w jego oczach zawód, jaki mu sprawiła, jedną nogę miał podniesioną, jakby chciał za nią biec. Wyciągnął brązową szyję obwiedzioną czarnym kołnierzem i zapiał z rozpaczą.

I ona przystanęła. A może to zbyt ryzykowne, przecież Malik to przywódca i lepiej wie? A może to tylko fantazje?. Podleciała z powrotem o dwa machnięcia skrzydeł. Malik, widząc jej powrót, triumfalnie obrócił się do niej ogonem i zniknął w otworze.

– O, nie! Niedoczekanie twoje, kogucie – gdaknęła, na wszelki wypadek cicho, aby jej gospodyni nie usłyszała i Malik nie wrócił.

Odwróciła się i podreptała asfaltową drogą ku światu, który stanął przed nią otworem.

 

***

Słońce górowało nad horyzontem. Pola słomkowej pszenicy ciągnęły się po widnokrąg, kłosy skłaniały już głowy z dojrzałości, czekając żniw. W stojącym powietrzu, na granicy pól migotał zielony pas lasu. Rozgrzany asfalt sparzył Milę w pazury, więc czym prędzej zeskoczyła na pobocze. 

Z lubością wciągnęła powietrze i energicznie poruszając skrzydłami pozwoliła, aby wypełnił ją ten nowy zapach zboża, gryki, trawy, rozgrzanych kamieni, tak inny, jak jej się zdawało, od gryzących kurnikowych aromatów. Po drugiej stronie drogi smyrgnęły jak błyskawica dwa szarobure kształty, jeden duży, drugi mały, od razu ukrywając się w soczyście zielonym polu trawy nasiennej, ostatnim eksperymencie gospodarza. 

To przecież wszędobylska Szybka ze swoim dzieciakiem, Pędkiem – rozpoznała koty Mila.

– Szybka, zaczekaj – gdaknęła. – Apsik!

Trawa po drugiej stronie drogi kołysała się, a po kotach ani widu, ani słychu. Trawa nasienna pięknie wyrosła, gospodarz będzie zadowolony, a i my skorzystamy w zimie. To chyba od tej trawy tak kręci mnie w nosie, obym tylko nie dostała kataru na samym początku podróży – zmartwiła się.

Brak reakcji kotów nie zdziwił Mili, miała wyrobioną opinię w tej sprawie. Zamyśliła się, wspominając sytuację sprzed tygodnia: 

Koty są takie egoistyczne, biorą to, co same chcą, a o innych nie troszczą się zupełnie. Weźmy choćby ostatnią wizytę Szybkiej. Napiła się wody z naszego poidła, skubnęła rozmoczonych płatków owsianych, które gospodyni przyniosła kurkom na deser, a potem zajęła na sjestę najlepszą miejscówkę, tę w półcieniu, koło starego traktora. Nikogo nie zapytała, a przecież słyszała, jak gospodyni poprosiła męża, aby poczekał do jesieni ze sprzątnięciem tego zardzewiałego grata, żeby kurki mogły w jego cieniu odpoczywać. Koty ponoć mają dobry słuch, więc nic jej nie usprawiedliwia.

Malik słusznie był wtedy oburzony zachowaniem Szybkiej. Aż godzinę musiał piać bez przerwy i stroszyć pióra, aby dotarło do tego kapuścianego kociego łba, że obowiązują jakieś zasady i grzeczność w naszym obejściu. A Szybka? Jak to ona! Kiedy wreszcie raczyła zareagować, to przeciągnęła się wdzięcznie, usiadła i oblizując łatkę na swojej prawej nóżce, zamruczała:

– Oj, Maliku, nie wiedziałam. Przecież gospodarstwo należy do nas wszystkich. Nie zauważyłam rezerwacji. Przepraszam – po czym dodała – a przy okazji, czy moglibyście wieczorem zająć się Pędkiem? Mam kilka spraw, niecierpiących zwłoki, do załatwienia.

Malik aż się zapowietrzył na taką impertynencję. Szybka przekrzywiła głowę, postawiła uszy na sztorc na znak, że jest cała dla niego w tym słuchaniu, oczy jej pociemniały nabierając koloru głębokiej zieleni.

– Proszę! A to łapa na zgodę. – Zbliżyła się wolno do Malika i pogłaskała miękką łapką jego trzy pazury, po czym lekko przeciągnęła łapą drugi raz od jego porcięt do pazurów.

– Dooobrze – wyjąkał Malik. Po chwili, przytomniejąc zapytał – A kiedy go odbierzesz?

Odpowiedzi już nie usłyszał. Szybka zniknęła, a i Pędek zamierzał pójść w jej ślady.

– Alarm, alarm dla wszystkich kur! Łapać Pędka, czym prędzej! – zapiał donośnie. 

Zafurkotało, zagdakało, tumult zrobił się niemożliwy, nawet osioł Wicek przygalopował zobaczyć, cóż to się dzieje na wybiegu dla kur.

Osaczyliśmy Pędka. Siedział wystraszony, na wpół zakopany w piasku, szaro-brązowa kulka w środku zbiegowiska. Futerko miał zmierzwione, a ostatnie drobinki pyłu wirowały wokół niego i powoli osiadały na naszych piórach. Czarne oczka Pędka błyszczały bystro, więc na wszelki wypadek Biełka i Rudka, moje przyjaciółki, położyły mu na grzbiecie swoje pazury. Malik krzyknął:

– Zróbcie więcej miejsca, zadusimy go! – I odczekawszy chwilę, dostojnie podszedł do kociaka. Schylił głowę i zapytał – Jak tam Pędek, żyjesz?

– Taaak – zapiszczał Pędek.

– To teraz posłuchaj! – Malik wyprostował się, napuszył, aby zwiększyć siłę swojego autorytetu i zaczął udzielać reprymendy, a potem dał jeszcze wykład o grzeczności Pędkowi i całej społeczności, tytułem przypomnienia, jakie zasady nas obowiązują. 

Cisza panowała, kiedy kroczył przed Pędkiem taki dumny, metr w jedną stronę, zwrot i metr z powrotem. Nasz kogut, nasz przywódca. Czarne pióra jak nawoskowane sterczały mu zwycięsko z ogona, grzebień i dzwonki lekko sczerwieniały, a klatka piersiowa zwiększyła swoją objętość, chyba ze dwa razy, zmieniając się w brązową zbroję.

A, co na to Szybka? Otóż nic, żadnego dziękuję, nawet namiastki! Następnego dnia, kiedy przyszła po Pędka, było jeszcze grubo przed pianiem Malika. Pobudziła wszystkich, miaucząc przeraźliwie:

– Gdzie Pędek? 

Wyciągnęła pędraka brutalnie spod skrzydeł Biełki i Rudki, które poświęciły się, śpiąc na ściółce zamiast grzędzie. Smacznie sobie spał, więc po co było chwytać go zębami za kark i robić w nocy taki raban? Żadnego przepraszam też nie usłyszeliśmy, bo niby po co, a myszy w kurniku dalej grasują, chociaż polowanie na nie to ponoć jej obowiązek. Cóż koty są specyficzne, ale może Pędka da się jeszcze wychować.

 

Wróciła do rzeczywistości. Szybkiej z Pędkiem nie było widać, lecz postanowiła pójść za nimi. Koty znają różne ciekawe ścieżki. Ślad był niewyraźny. Podążała nim, tropiąc połamane źdźbła trawy i delikatny odcisk kocich łap pojawiający się gdzieniegdzie na spękanej ziemi. 

Po dwóch godzinach samotnego wędrowania w zielonych zaroślach poczuła znużenie, chciało jej się pić i zaczęły pojawiać się myśli, czy dobrze zrobiła opuszczając bezpieczne miejsce, swój kurnik. Zapach trawy odurzał, żadnego robaka do przegryzienia nie zauważyła, a w głowie kręciło się. Odpocznę chwilę. O, tutaj jest dobre miejsce, mała polanka w trawie – pomyślała.

 

***

Milę przebudził chłód. Słońce zachodziło, ostatnie promienie przesunęły się po jej pstrokatych piórach, grzebieniu i zniknęły. Z dziury, tuż obok niej, wyszła spora gromadka polnych myszy. Przyglądały się jej ciekawie, a trzy zbliżyły się, stanęły słupka i zastrzygły uszami. 

– Cześć, jestem Mila – zagdakała cichutko, aby nie przestraszyć maluchów, ucieszona z towarzystwa. Myszy gwałtownie odskoczyły. – Nie bójcie się, proszę, nic wam nie zrobię.

– Skąd się tu wzięłaś? Twoje miejsce jest w kurniku, jesteś kurą! Mam na imię Orfid, a to moja rodzinka. – Największy osobnik wysunął się naprzód.

– Jestem głodna i chce mi się pić. Ty też uważasz, że kury nie powinny opuszczać kurnika! Dlaczego tak uważasz? – To przekonanie innych zaczynało już Milę rozsierdzać nie na żarty.

– No bo, no bo tam się urodziły… Mamy trochę ziaren, możemy cię poczęstować, a i kapka wody się znajdzie w żołędziowych naparstkach. I nie możesz tutaj zostać, z ledwością zdołamy w tym roku zrobić zapasy na zimę. Mamy tygodniowe opóźnienie! – pisnął Orfid, zabezpieczając się przed dodatkową gębą do wyżywienia.

– Dobrze, dobrze, i tak nie mam zamiaru tutaj zostawać. A świat, jeśli chcesz wiedzieć, nie kończy się na twojej dziurze czy mojej grzędzie. Chcę poznać inne zwierzęta, nawet was, wasze obyczaje, zobaczyć inne miejsca. Będę miała o czym myśleć na starość w kurniku i może chociaż odrobinę zmienić swój świat.

 Oczywiście, jeśli Malik mi pozwoli.  A swoją drogą, chytre te myszy, ale to też zwierzęta, tak jak my. Muszę przekonać Malika, aby zabronił Szybkiej polowań na myszy w kurniku – dodała w duchu.

 

Zawstydzony Orfid odwołał nocne polowanie i zarządził ucztę dla wszystkich, aby mogli poznać poglądy tej wyjątkowej kury. Pomyślał, że a nuż im się to przyda, poszerzenie horyzontów, zwłaszcza maluchom, a poza tym dobrze mieć sprzymierzeńca w pobliskim kurniku. 

Wczesnym rankiem pożegnali się serdecznie i Mila ruszyła w stronę pobliskiego lasu zaopatrzona w przewodnika Wiercipiętę, najodważniejszą mysz z całego stada oraz kilka ziaren pszenicy na lunch. Przyjemna była to wędrówka, razem śpiewali mysie i kurze piosenki. Dłuższy odpoczynek zaplanował Wiercipięta przy starym pniaku, w którego korzeniach myszy przechowywały w lecie zapas deszczowej wody.

Nagle Wiercipięta zrobił słupek i krzyknął:

– Ratuj się, Milu, jastrząb leci. – Mila przykucnęła i schowała głowę w pióra. – Uciekaj, uciekaj! – krzyczał nadal, widząc znieruchomienie Mili. 

Rozległ się huk, ciało jastrzębia uderzyło o ziemię i plasnęło tuż obok Mili. Szaropopielate, spód jasny w poprzeczne, ciemne, prawie czarne prążki. Mila odczekała chwilę i wystawiła ostrożnie głowę. Widząc leżącego ptaka podreptała do niego. Nad okiem miał szeroką, białą brew, a dziób duży i zakrzywiony. 

– Nie taki, jak nasz – gdaknęła zdziwiona. Delikatnie dziobem podniosła zamkniętą powiekę, tęczówka była jaskrawożółta. – Też inna! Czy stałabym się zdobyczą, pokarmem dla jastrzębia? A może chciał się tylko zaprzyjaźnić?

Trudno to było Mili rozeznać, za mało miała informacji. Rozglądnęła się za Wiercipiętą, ale myszy już nie było. Za to usłyszała nadbiegające psy i ludzi.

– A co tu robi ta kura? – nieznany męski głos zahuczał Mili nad głową.

– Toż to nasza Mila! A Marta tak martwiła się, że porwał ją lis, a tu proszę, odnalazła się zguba! – Mila rozpoznała ciepły głos gospodarza. Za chwilę była już w jego dłoniach. Głaskał ją po szyi.

– Dobra kurka, zabłądziła. Zabierzemy ją do domu. Koniec polowania na dzisiaj – oświadczył gospodarz.

 

***

Granicę gospodarstwa Mila przekroczyła na rękach gospodarza. Od bramy wołał:

– Marta, znalazłem Milę!

Wszyscy wylegli na podwórko, Malik wybiegł pierwszy z kurnika. 

– Wszędzie dobrze, lecz najlepiej jest w naszym kurniku – westchnęła Mila.

– Nasza najlepsza nioska. Gdzie ją znalazłeś? – Żona gospodarza delikatnie wyjęła ją z rąk męża. – Co ci przyszło do głowy, Milu?

Mila poddawała się głaskaniu, lubiła gospodynię, swój kurnik, ale chciała więcej. Kiedy postawiono ją na ziemi, zagdakała do ludzi: 

– Dziękuję.

Poczekała chwilę na odpowiedź, lecz gospodarze nie zrozumieli. Czasami domyślali się, lecz nie zawsze, pobiegła więc do swoich. Minęła Malika bez słowa i pofrunęła pod traktor, a za nią podążyło stado kur. Rozsiadła się, jakby siedziała na jajkach i zaczęła opowieść o spotkaniu z myszami. Kiedy przeszła do jastrzębia, Malik, do tej pory stojący poza kręgiem, rozgonił kury i autorytatywnie stwierdził:

– Sama widzisz, że gdyby nie gospodarz, tobyś zginęła!

– Mylisz się, Wiercipięta mnie ostrzegł. A poza tym, to nie wiadomo.

– Głupia kura! – Odwrócił się i za jego ogonem poszły wszystkie kury, prócz Biełki I Rudki.

– Tyś głupi, Maliku! – Zerwała się na nogi. – A wy, czemu żeście zostały?

– Opowiedz nam jeszcze raz – poprosiła Biełka.

– I koniecznie zaśpiewaj mysią piosenkę? – dołączyła się Rudka.

Mila smętnie pokiwała głową. Przyglądała się kurom wchodzącym do kurnika. Malik jak zwykle pilnował karnego wchodzenia, ale kury były dzisiaj jakieś inne, rozgdakane. A może?

Zanuciła:

„My jesteśmy polne myszy,

U, ha, ha, u, ha, ha

Nikt nas nigdy nie usłyszy

U, ha, ha, u, ha, ha”

– Dobrze, z chęcią opowiem wam jeszcze raz i jeszcze raz. I nie zrezygnuję z wędrówek i poznawania świata.

Koniec

Komentarze

“Na dole mieszkały dwa konie, klacz Zuzia i wałach Filon, osioł Wicek, stado kaczek, dwie maciory z małymi i jeden knur.”

 

Folwark zwierzęcy. xD

Z obszerniejszym komentarzem wrócę później.

 

EDIT: Wróciłam.

Całkiem sympatyczne opowiadanie. Fajnie opisałaś tę scenę w kurniku, którym rządzi kogut. Aż mi się mój Marianek przypomniał. :D

Płynie z tego opowiadania pewna nauka. Za to plus. 

Co do wykonania się nie wypowiem, bo nie jestem ekspertem i sama nadal robię błędy.

Podsumowując: przyjemne, momentami zabawne, z morałem. yes

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Myślę, Asylum, że jesteś baczną obserwatorką życia kur. Uciekające kury, to koszmar! :)

Świetnie opisałaś ich zachowanie i reakcje. Władczy kogut, ciekawska kura, egoistyczna kotka i bojaźliwe myszki – wszystko bardzo sympatyczne i naturalne.

Ale mam problem z końcówką, bo czekałam na jakieś łupnięcie, a tu się okazuje, że kura nadal będzie uparta i niejeden raz ucieknie. Może to ma być pochwała odwagi i chęci poznawania świata, bo inne kury tylko słuchały opowieści, ale nie ryzykowały?

Tak czy inaczej przeczytałam z przyjemnością. Klik się należy. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Mam wrażenie, że niespecjalnie jestem targetem tego typu opowiadań, ale mimo wszystko się wypowiem:

Dorobić obrazki i wydajesz książeczkę dla dzieci :D 

Tekst skojarzył mi się z Reksiem, ale w Twoich opowieściach zwierzęta mają cechy nawiązując do naszej rzeczywistości. Najpierw był przedsiębiorczy jeż, teraz wyzwolona kura, która nie daje sobą rządzić kogutowi. Ogólnie, sympatyczna historia z przesłaniem dla młodszych czytelników.

 

Kolejny milusi tekst Twojego autorstwa. Bardzo sympatyczne i ciepłe opowiadanie z przesłaniem. Ode mnie kliczek i powodzenia w konkursie :)

Ps. Bardzo lubię te Twoje zwierzątka :)

Spodobała mi się opowieść o dzielnej kurze peregrynującej w nieznane. Lubię wyemancypowane kury. Fajnie się czytało i aż szkoda, że nie ma więcej przygód Milki. ;D

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

„To prze­cież wszę­do­byl­ska Szyb­ka z jej dzie­cia­kiem Pęd­kiem”… ―> „To prze­cież wszę­do­byl­ska Szyb­ka ze swoim dzie­cia­kiem, Pęd­kiem”

 

Na­pi­ła się wody z ich po­idła… ―> Na­pi­ła się wody z naszego po­idła

 

koło sta­re­go trak­to­ru. ―> …koło sta­re­go trak­to­ra.

 

Ni­ko­go się nie za­py­ta­ła… ―> Ni­ko­go nie za­py­ta­ła

 

Ma­li­ka aż za­po­wie­trzy­ło na taką im­per­ty­nen­cję. ―> Ma­li­księ zapowietrzył na taką im­per­ty­nen­cję.

 

i de­li­kat­ny od­cisk ko­cich sko­ków po­ja­wia­ją­cy się gdzie­nie­gdzie na spę­ka­nej ziemi. ―> Koty nie mają skoków, skoki maja zające.

 

Mila ru­szy­ła w w stro­nę po­bli­skie­go lasu… ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

dziob duży i za­krzy­wio­ny. ―> Literówka.

 

– Nie taki, jak nasz – kwak­nę­ła zdzi­wio­na. ―> Kury nie kwaczą. Pewnie miało być: – Nie taki, jak nasz – gdaknęła zdzi­wio­na.

 

Kiedy po­sta­wio­no ją na ziemi, za­gd­ka­ła do ludzi: ―> Literówka.

 

za jego ogo­nem po­szły wszyst­kie kury, prócz Bieł­ki i Rudki. ―> Wcześniej napisałaś: …na wszel­ki wy­pa­dek Biel­ka i Rudka, moje przy­ja­ciół­ki… i …spod skrzy­deł Biel­ki i Rudki… ―> Czy przyjaciółka Mili ma na imię Bielka, czy Biełka?

 

– Opo­wiedz nam jesz­cze raz – po­pro­si­ła Bieł­ka. ―> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Saro Zimowa, fajnie, że przyjemne i zrozumiałe:) Folwarkowych odmian na razie boję się wstawiać. Chyba nie było mnie jeszcze pod twoimi tekstami i obiecuję się poprawić! Mam nadzieję, że uda się w weekend.

gravel, dzięki za wizytę Jurorko:)

AQQ, tak uciekające kury to koszmar:) Początkowo kończyło się inaczej, ale zmieniłam. Dziękuję za klik!

silver-advent, zdziwiłabym się gdybyś był targetem:), ślad jest cholernie sympatyczny:)

Ando, tak dla małych ludzi, chyba. Takie historie same się piszą, może dlatego że kocham zwierzęta, choć ludzi też, bo przecież przynależą, ale pisanie o nich jest boleśniejsze (dla mnie) i wymaga „wolnej głowy”, której nie mam. Na to drugie potrzebne byłyby dni, a nie godziny, jakaś ciągłość, a nie doskok. A może to tylko usprawiedliwienia, obrona Częstochowy? Sama nie wiem. Mój autorytet/mentor, osoba która skłoniła mnie do pisania bardzo krytykuje takie pisanie o zwierzętach, powtarza, że „lecę” na skojarzeniach. Zgadzam się z nim, bo tak jest. Twoje teksty też mam zaległe, przepraszam.

Katiu72, dziękuję i za klik i odbiór! Mierzę się ze swoim pisaniem.

Reg, dziękuję! Nie będę się wywnętrzać:)

Wszystko poprawione:) Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się historia o Mili, chociaż to dziecinna opowieść.

Mam trzy pytania, pierwsze dwa – błahe plus jedno wyjaśnienie, a trzecie jest śmiertelnie poważne.

Zacznę od łatwiejszych: 

delikatny odcisk kocich skoków pojawiający się gdzieniegdzie na spękanej ziemi. ―> Koty nie mają skoków, skoki mają zające.

Zmieniłam na łapy, ale miałam na myśli susy kotów, tj. że biegnąc szybko zostawiają ślady na ziemi, ponieważ muszą się odbić od niej.

Nie taki, jak nasz – kwaknęła zdziwiona. ―> Kury nie kwaczą. Pewnie miało być: – Nie taki, jak nasz – gdaknęła zdziwiona.

Zmieniłam na gdaknęła:). Znalazłam w sjp słowo kwoknąć (szukałam innego słowa na określenie dźwięków wydawanych przez kury), lecz zrobiłam literówkę i wyszło, że jak kaczka:(

https://sjp.pl/kwokanie

Z Bielką miała być naturalnie Biełka, ponieważ łatwiej się wymawia, ale prześlepiłam.

 

Sprawa poważniejsza dotyczy cudzysłowów myśli Mili. Początkowo tekst był zapisany inaczej, czyli bez nich. Stąd zresztą wzięło się, np. „ich poidło” zamiast „nasze…”, ponieważ poprawiając nie zauważyłam. Chyba dla mnie to niemożliwe – zauważenie. Jednak wracając do cudzysłowów, dwa dni siedziałam wertując wskazówki do zapisu myśli i jednak postanowiłam poprawić. Wyjścia nie było, chociaż nie lubię cudzysłowów używanych w ten sposób w tekście, gdyż zwracają uwagę, ale jednocześnie w sposób jednoznaczny rozróżniają myśli od dialogów i narracji. Pisanie mam być zrozumiałe, więc zmieniłam. Pytanie – czy próbować inaczej? Nie potrafię tego „ugryźć”, chyba w zasadzie od początku tego swojego pisania.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mój autorytet/mentor, osoba która skłoniła mnie do pisania bardzo krytykuje takie pisanie o zwierzętach, powtarza, że „lecę” na skojarzeniach.

Miałam skojarzenie z Reksiem jako sytuacją na podwórku i rodzajem bohaterów, ale Twoje kury są zupełnie inne, reszta zwierząt też i bardzo dobrze. Oczywiście, klik :)

Asylum, tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Nie lubię myśli w cudzysłowach i z przecinkami, bo taki zapis odbieram jako mniej czytelny. Twój przykład: „Takie tam porządki Malika! Przydzielanie kurom grzęd i obwieszczanie głośnym pianiem poranka, jakby każda porządna kura oczu nie miała!”, starała się zbagatelizować jego przewagę. – wolałabym zapisany kursywą: Takie tam porządki Malika! Przydzielanie kurom grzęd i obwieszczanie głośnym pianiem poranka, jakby każda porządna kura oczu nie miała! – starała się zbagatelizować jego przewagę.

Moim zdaniem kursywa wyróżnia myśli znacznie czytelniej niż cudzysłów. Poradnik podaje różne możliwości, więc wybierz tę, która Twoim zdaniem jest najlepsza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczna opowiastka, kury jak żywe.

Podoba mi się kwokistyczny nurt w feminizmie. Nie będzie kogut dyktował nam, dokąd wolno chodzić, a dokąd nie. ;-)

Niech sobie Mila podróżuje wiele mil.

Delikatnie dziobem podniosła zamkniętą powiekę, tęczówka była jaskrawożółta. – Też inna, czy stałaby się jego zdobyczą, pokarmem?

Co jest podmiotem pod koniec i dlaczego tęczówka?

Babska logika rządzi!

Ando, Twoje skojarzenia z Reksiem są bardzo fajne:DDD. Chodziło mi coś innego, może lepszym określeniem byłyby asocjacje, np. obraz, spada, góry, Himalaje, lód, przetarcie liny, utrata partnera, narkotyki – odjazd, wywiad, kłamstwo, hipokryzja, wizyta w ZOO, praca wolontaryjna, Afryka, cmentarzysko hipopotamów itd.

Innymi słowy – podążanie bez linii z zaczepianiem się o słowa. Takie pisanie sprawia dużą frajdę, jest przyjemne i szybko zapełniają się linijki, lecz chaotyczne i nużąco-nieznośne dla czytelnika, a poza tym o nic w nim nie chodzi, a warto swoje myśli wyrażać w składny sposób. 

Dziękuję za kilka, choć troszkę mi głupio, że tymi skojarzeniami niejako „wymusiłam”.

 

Reg, dziękuję za odpowiedź, zmienię na kursywę i przyjrzę się jeszcze raz przykładom w dylematach. Poprawię dopiero w poniedziałek, ponieważ muszę mieć duży ekran, aby przy okazji nie pogubić spacji.

Dopiero dzisiaj uprzytomniłam sobie, że kliknęłaś, łał!:D To ma znaczenie, dla mnie i dla Mili.

 

Finklo, chyba jesteśmy po tej samej stronie mocy:) Musiałaś kliknąć, dzięki w imieniu Mili.

I cóż mam rzec, z tęczówką? Toć racja, do poprawki. Jesteś bezbłędna:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, skoro musiałam, to kliknęłam. ;-)

Babska logika rządzi!

Ano, kliknęłam, bo jak tu Mili nie kliknąć. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 Zdecydowałam, musimy od siebie odpocząć!

Znaczy się, bajeczka będzie dla dorosłych? ;)

 Mila pogrzebała ostrym pazurem w ściółce przed dorodnym kogutem.

Hmm. Hmm, jeśli chodzi o rytm, ale coś tu jest jeszcze… hmm.

Ironicznie przekrzywił łepek Malik.

Taki szyk wskazuje na powiązanie wypowiedzi z orzeczeniem zdania, które jest didascalium. Nie bardzo…

 Nie żartuj sobie ze mnie Maliku

Nie żartuj sobie ze mnie, Maliku. Reszta wypowiedzi jakaś infodumpowa.

 Mila postanowiła nie reagować na zaczepny ton Malika.

… ale ostatnia wypowiedź była jej? Coś mnie tu konfundujesz.

 Nastroszył się gniewnie

Dałabym tu jednak podmiot.

 grzebień, który natychmiast zapłonął

… element fantastyczny? XD

 starała się zbagatelizować jego przewagę.

To wynika z wypowiedzi – nie ma co tego powtarzać.

 Kurnik Mili i Malika był wyjątkowo zadbanym miejscem

Troszkę anglicyzm, to "miejsce".

 Na dole mieszkały dwa konie

No, to nie byle kurnik, a cały kombinat :)

 Grzędy zaprojektował i wykonał sam gospodarz z sosnowego, dobrze wysuszonego drewna

Sprzedajesz tę stodołę? :D

wcale nie kierując się przepisami siedemdziesiąt pięć centymetrów na kurę.

Zbyt kolokwialne.

i wystarczająco dużo powierzchni na dole.

Niekonkretne, zresztą nie wątpiliśmy w to.

ziemniaki utłuczone z ospą

? (Może to żargon, ale…)

 Kawałek stanowił piasek,

Piasek nie był kawałkiem. Mógł go najwyżej pokrywać.

 stroma drabina, po której ptactwo szybko nauczyło się schodzić.

 dostojnie pazur za pazurem schodziła po drabinie

A nie spieszyła się już?

 Doprawdy piękny

Doprawdy, piękny. Aach, Pięćdziesiąt twarzy Greya, tylko dla kur :D

 czekoladowe upierzenie, silne nogi pewnie zstępowały

Dałabym kropkę zamiast przecinka, bo wychodzi na to, że upierzenie zstępuje po drabinie.

 Uparta, przecież okrutnie, ta Mila

A skąd te przecinki tu? Sio! Do przecinkownika!

 Boże, boże!

Imiona własne dużą literą.

 pióra mieniły się i ujawniały nowe odcienie

To bardzo ładne, ale czy pasuje? Hmm?

 Wylewająca się gdacząca, różnobarwna wstążka z kurnika.

Szyk: Gdacząca, różnobarwna wstążka, wylewająca się z kurnika.

 rozpostarł skrzydła zasłaniając

Przed imiesłowem winien być przecinek, ale lepiej by było: rozpostarł skrzydła, żeby zasłonić. Albo: zasłonił rozpostartymi skrzydłami.

 w panice rozważała Mila

No, nie wiem.

i niewiele myśląc podskoczyła

"Niewiele myśląc" to wtrącenie.

 Gdaknął z bólu, jak kura

Tu bez przecinka.

powietrze schłodziło piekący żar rozchodzący się z dzwonka

Uch, tu już przesadzasz. Purpura.

przekraczając granicę rozejrzała się

Przekraczając granicę, rozejrzała się. W następnym zdaniu powtarzasz tę granicę.

 nienapuszony

Poszukałabym synonimu bez "nie" – "nie" zawsze jest członem złożenia, a to nie zawsze dobrze.

 Podleciała z powrotem o dwa machnięcia skrzydeł.

Hmm.

 Niedoczekanie twoje kogucie

Niedoczekanie twoje, kogucie.

 kłosy skłaniały już głowy z dojrzałości

Niezbyt to spójne, jak dla mnie.

 Rozgrzany asfalt sparzył Milę w pazury

Pazury są nieunerwione.

 smyrgnęły jak błyskawica

Ta błyskawica jest nadmiarowa – smyrgnięcie samo przekazuje dość informacji.

soczysto zielonym

Soczyście.

 rozpoznała koty Mila.

Nie ma potrzeby tego specjalnie zaznaczać, widzimy, że rozpoznała.

 Brak reakcji kotów nie zdziwił Milę, gdyż miała wyrobioną opinię w tej sprawie.

Nie zdziwił Mili, to raz. Dwa – gdyż? Serio? W takiej słodkiej bajeczce jeży się jakiś gdyż? I trzy – zaraz wyjaśnisz, czemu Mila się nie zdziwiła, nie ma co tego zapowiadać.

 Koty są takie egoistyczne, biorą to, co same chcą, a o innych nie troszczą się zupełnie.

Aaa, smrodek dydaktyczny! heart

 nic ją nie usprawiedliwia

Jej.

 raczyła zareagować to, przeciągnęła się

Przecinek się obsunął: raczyła zareagować, to przeciągnęła się.

jest cała dla niego w tym słuchaniu

Hmm.

 Po chwili przytomniejąc zapytał

Wtrącenie: Po chwili, przytomniejąc, zapytał.

 Osaczyliśmy Pędka.

Ale dotąd narracja była trzecioosobowa? Bo myśli Mili nie odróżniają się od tego, co mówi narrator. To mnie trochę zmyliło.

 Futerko miał zmierzwione, a ostatnie drobinki pyłu wirowały wokół niego i nas, powoli osiadając na piórach.

Koty piór nie mają, a coś takiego sugeruje tu gramatyka.

 położyły mu na grzbiecie swoje pazury.

A czyje miały położyć?

 wykład o grzeczności i dla Pędka, i dla całej społeczności

Rym. Mógł dać wykład komuś, ale dla kogoś… nie bardzo.

 klatka piersiowa zwiększyła swoją objętość

Mało to bajkowe.

 zmieniając się w brązową zbroję

Co ma zbroja do objętości?

 Wyciągnęła brutalnie pędraka spod skrzydeł

Szyk: Wyciągnęła pędraka brutalnie spod skrzydeł.

 poświęciły się śpiąc na ściółce zamiast grzędzie

Poświęciły się, śpiąc na ściółce, zamiast na grzędzie.

 Żadnego przepraszam też nie usłyszeliśmy

Jeśli jest supozycja materialna, to powinien być cudzysłów: Żadnego "przepraszam" też nie usłyszeliśmy.

 polowanie na nie

Rym.

 uznając że koty znają

Przed "że" przecinek, ale ta fraza w ogóle mi się nie podoba.

 zaczęły pojawiać się myśli, czy aby dobrze zrobiła

Ciut sztuczne to.

 a w głowie kręciło się

A cóż Ty tak kresowo zaciągasz, e?

 ostatnie promienie przesunęły się po jej pstrokatych piórach, grzebieniu i zniknęły.

Hmm.

 Skąd się tu wzięłaś? Twoje miejsce jest w kurniku, jesteś kurą! Mam na imię Orfid, a to moja rodzinka.

Rozkojarzone jakieś te myszy. Takie mają być?

 Największy osobnik wysunął się naprzód.

A to brzmi jak David Attenborough.

 To przekonanie innych zaczynało już Milę rozsierdzać nie na żarty.

A to już całkiem niedobrze.

zabezpieczając się przed dodatkową gębą do wyżywienia

Zbędne, bo wynika z wypowiedzi.

 Dobrze, dobrze i tak nie mam zamiaru

Dobrze, dobrze, i tak nie mam zamiaru.

 świat, jeśli chcesz wiedzieć nie kończy się

Wtrącenie: świat, jeśli chcesz wiedzieć, nie kończy się.

 swoją drogą chytre

Swoją drogą, chytre.

 przekonać Malika, aby zabronił Szybkiej polowań

Mało konsekwentna kurka.

 Zawstydzony Orfid odwołał nocne polowanie i zarządził ucztę dla wszystkich, aby mogli poznać poglądy tej wyjątkowej kury.

Kura – Mary Sue? :D Serio, nic nie zapowiada tego zwrotu.

 zaopatrzona w przewodnika

Zaopatrzona może być w prowiant, ale nie w przewodnika, który jest osobą.

 Ratuj się Milu

Ratuj się, Milu.

nadal, widząc znieruchomienie Mili.

To wszystko niepotrzebnie powtarza informację.

A może, chciał się tylko zaprzyjaźnić?

Bez przecinka.

 za mało miała informacji

Mało bajkowe.

 Rozglądnęła się

Rozejrzała.

 głos, zahuczał

Bez przecinka, nie między podmiotem, a orzeczeniem.

 A Marta tak martwiła się

"Się" na końcu może być cechą mowy kresowej, ale jakoś mi się nie wydaje, żeby o to chodziło.

 Nasza najlepsza nioska.

A podobno gospodyni jest z niej niezadowolona. Hmm?

 Rozsiadła się jakby siedziała na jajkach

Rozsiadła się, jakby na jajkach.

 gdyby nie gospodarz to byś zginęła

Gdyby nie gospodarz, tobyś zginęła.

 

Przegadana coś ta historyjka, mogłabyś przystrzyc tu i ówdzie i pilnować dziecięco-bajeczkowego stylu, bo czasem robi bokami. Jest zdecydowanie słodko, może aż za słodko dla dzieci (one też mają granice wytrzymałości, to właśnie dorośli lubią słodkie). I cóż.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Przybyłem, ubawiłem się, czyli na starość dziecinnieję, bo to powiastka raczej dla młodych czytelników. Ale zajefajna, z płynną narracja, wyrazistymi dialogami, na luzie, powiedziałbym. Tylko psa nie ma, więc motyw konkursowy ma być chyba w tym, że kura z kogutem żyją jak pies z kotem?

Klika bym dał gdybym się nie spóźnił.

resztę porastała trawa i kilka drzew

Trawa może porastać, ale drzewa? To uwłacza ich majestatowi!

:)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, Tsole, dzięki za odwiedziny :DDD 

Dzięki za uwagi, Tarnino – poprawię i odpowiem w poniedziałek, i już się na to cieszę:)

Tsole:), tak. Całe to zdanie do wymiany, bo zaczyna się „kawałkiem”. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tsole, poprawione te drzewa i kawałek Tarninowy. A w ogóle dziękuję za odwiedziny i komentarz:) Nie dziecinniejesz, po prostu jesteś niejako ciut zmuszony do wertowania dziecinnych tekstów:D

Reg, zmieniłam wszystkie myśli Mili, lecz wszystkie to chyba za dużo. Będę kombinować, spróbuję w kolejnym tekście i wtedy będę bardzo chciała, abyś przeczytała.

Tarnino, poprawione, no w trzech czwartych, bo ciekawe kwestie i dyskusyjne zostawiłam. Za przecinki i wiedzę to, wiedz (:DDD) żem wdzięczna niebywale i uczę się, choć może w tempie niezadowalającym zarówno mnie jak i Ciebie. Długie będzie, niestety i nie wiem, czy się “zaciągnie”.

Znaczy się, bajeczka będzie dla dorosłych?

Znaczy, niestety nie wiem dla kogo:(

Mila pogrzebała ostrym pazurem w ściółce przed dorodnym kogutem.

Hmm. Hmm, jeśli chodzi o rytm, ale coś tu jest jeszcze… hmm.

Masz rację jest, też to czuję.

Ironicznie przekrzywił łepek Malik.

Taki szyk wskazuje na powiązanie wypowiedzi z orzeczeniem zdania, które jest didascalium. Nie bardzo…

Tak, robi to rownocześnie. Trudno kogutom przybierać określony wyraz twarzy, wspomagają się ruchami głowy.

Nie żartuj sobie ze mnie Maliku

Nie żartuj sobie ze mnie, Maliku. Reszta wypowiedzi jakaś infodumpowa.

Przecinki poprawione, te zbędne i brakujące. Bardzo za nie dziękuję. Dalej, to nie infodump, lecz próba przedstawienia Mili w ten sposób, a i sytuacji przy okazji, z jej punktu widzenia.

 Mila postanowiła nie reagować na zaczepny ton Malika.

… ale ostatnia wypowiedź była jej? Coś mnie tu konfundujesz.

Była jej i to do niej komentarz. To są momenty, w których mam największy kłopot z zapisem. Gdyby było bez jej myśli (która jest potrzebna), wrzuciłabym do atrybucji okołodialogowej, a tak, z cudzysłowem czy nawet z kursywą, jest trudne (dla mnie) do zaakceptowania. Jeszcze nie wymyśliłam, nie nauczyłam się, jak to robić w sposób mniej inwazyjny i przyjaźniejszy dla czytelnika. Zazwyczaj posługuję się w takich przypadkach mpz i czasami jest ok, a czasami niestety nie.

Nastroszył się gniewnie

Dałabym tu jednak podmiot.

Podmiot jasny, jest domyślny.

 grzebień, który natychmiast zapłonął

… element fantastyczny? XD

Nie, opis rzeczywistości XD, przyjrzyj się grzebieniom kogutów, kiedy pieją z różnych powodów.

 starała się zbagatelizować jego przewagę.

To wynika z wypowiedzi – nie ma co tego powtarzać.

Trochę wynika, lecz ten mini dylemat postanowiłam podkreślać, aby w tłoku nie umknął.

 Kurnik Mili i Malika był wyjątkowo zadbanym miejscem

Troszkę anglicyzm, to "miejsce".

Dlaczego, bo “place”, nie może być określenie – budynek, bo chodzi o całą przestrzeń i takie tam „klimaty”, np. troskę gospodarzy.

 Na dole mieszkały dwa konie

No, to nie byle kurnik, a cały kombinat :)

Iii tam, po prostu piętrowy budynek:)

 Grzędy zaprojektował i wykonał sam gospodarz z sosnowego, dobrze wysuszonego drewna

Sprzedajesz tę stodołę? :D

Jakoś trzeba tę troskę zobrazować:)

wcale nie kierując się przepisami siedemdziesiąt pięć centymetrów na kurę.

Zbyt kolokwialne.

Może, nie wiem, lecz nawet jeśli, to przyda się później.

i wystarczająco dużo powierzchni na dole.

Niekonkretne, zresztą nie wątpiliśmy w to.

Ha, a te kolokwialne 75 cm, kiedy je sobie przemnożysz przez 40 kur, pozwoli poznać w dużym przybliżeniu wielkość kurnika XD

ziemniaki utłuczone z ospą

? (Może to żargon, ale…)

Regionalne, stąd pewnie znam, ospa to otręby zbożowe (często z owsa).

 Kawałek stanowił piasek,

Piasek nie był kawałkiem. Mógł go najwyżej pokrywać.

Piasek nie, ale raj tak, czyli w domyśle „kawałek raju”, ale i tak nie gra. Zmienione:)

dostojnie pazur za pazurem schodziła po drabinie

A nie spieszyła się już?

Śpieszyła się, lecz o wypadek na drabinie łatwo, nie daj boże śmiertelny, a poza tym udawać przed kogutem chciała, że niby taka opanowana:)

Doprawdy piękny

Doprawdy, piękny. Aach, Pięćdziesiąt twarzy Greya, tylko dla kur :D

No niestety, ma być realistycznie:D

 czekoladowe upierzenie, silne nogi pewnie zstępowały

Dałabym kropkę zamiast przecinka, bo wychodzi na to, że upierzenie zstępuje po drabinie.

Myślisz, że było lepiej, jeśli tak zmienię? jest zstępowały, a nie “-ało”.

w panice rozważała Mila

No, nie wiem.

Ona też nie wiedziała;)

powietrze schłodziło piekący żar rozchodzący się z dzwonka

Uch, tu już przesadzasz. Purpura.

Nie, zapytaj koguta, jak się czuł, kiedy został dziobnięty w silnie ukrwione miejsce. Mniej więcej tak jak dziecko, którego głupi dorosły łapie za ucho lub nos i je wykręca, brr.

Rozgrzany asfalt sparzył Milę w pazury

Pazury są nieunerwione.

Są podobne kocim, silnie ukrwione, nie sama zrogowaciała końcówka. Nawet kurom się je obcina ostrożnie, jeśli nie wychodzą na zewnątrz i utrudniają im życie.

 smyrgnęły jak błyskawica

Ta błyskawica jest nadmiarowa – smyrgnięcie samo przekazuje dość informacji.

Niekoniecznie:)

soczysto zielonym

Soczyście.

Tak wg sjp, zmienię, bo przykładów sporo, aczkolwiek gdyby zostawić soczystozielonym też chyba byłoby ok według zasad takich jak jasnoniebieski, tak uważa pani Teresa Kruszona, ale ja w te klocki nie jestem dobra.

 rozpoznała koty Mila.

Nie ma potrzeby tego specjalnie zaznaczać, widzimy, że rozpoznała.

Nie, jeszcze nie wiemy, że to były TE koty, o tym dopiero będzie :)

 Brak reakcji kotów nie zdziwił Milę, gdyż miała wyrobioną opinię w tej sprawie.

Nie zdziwił Mili, to raz. Dwa – gdyż? Serio? W takiej słodkiej bajeczce jeży się jakiś gdyż? I trzy – zaraz wyjaśnisz, czemu Mila się nie zdziwiła, nie ma co tego zapowiadać.

Mili poprawione, dzięki:), czy rzeczywiście jest, aż tak słodka? Zgoda, jest przyjemniutka, zwierzęta są milusie, ale… “Gdyż” zlikwidowane, gdyż :) też czuję dysonans.

raczyła zareagować to, przeciągnęła się

Przecinek się obsunął: raczyła zareagować, to przeciągnęła się.

Dzięki :) nigdy nie wiem, kiedy przed a kiedy za „to”, im dłużej się zastanawiam, tym więcej mam wątpliwości. W ogóle zauważyłam, że za dużo tego „to” w moim pisaniu, spróbuję zrobić z tym porządek.

jest cała dla niego w tym słuchaniu

Hmm.

Takaż sobie metafora, skrótowa, aby nie opisywać.

 Osaczyliśmy Pędka.

Ale dotąd narracja była trzecioosobowa? Bo myśli Mili nie odróżniają się od tego, co mówi narrator. To mnie trochę zmyliło.

Spróbuję złagodzić przejście, chociaż chyba jest ok, bo „my”, lecz zdaje się za wyraziste, kiedy wychodzimy z „ja”. Pomyślę, przyjrzę się jutro.

 położyły mu na grzbiecie swoje pazury.

A czyje miały położyć?

Masz rację, ale podkreślenie, może niepotrzebne.

klatka piersiowa zwiększyła swoją objętość

Mało to bajkowe.

Dlaczego? Niejasne?

 zmieniając się w brązową zbroję

Co ma zbroja do objętości?

Hmm, zbroja nie jest bielizną termoaktywną przylegająca do ciała. Włóż blachę, kubrak, kamizelkę pod spód, a staniesz się większa, groźniejsza.

 Żadnego przepraszam też nie usłyszeliśmy

Jeśli jest supozycja materialna, to powinien być cudzysłów: Żadnego "przepraszam" też nie usłyszeliśmy.

Niejasne, cudzysłów w cudzysłowie? Dlaczego supozycja i materialna? To nie jest założenie, tylko stwierdzenie faktu – było/nie było. Przesłanki do „smrodku dydaktycznego” są w całej wspominanej scence, a nie tylko w słowie „przepraszam”.

 a w głowie kręciło się

A cóż Ty tak kresowo zaciągasz, e?

Lubię zaśpiew, ale niesamowite, że wyłapałaś:) Gospodarze są z Kresów, ale nie chciałam przesadzać.

 Skąd się tu wzięłaś? Twoje miejsce jest w kurniku, jesteś kurą! Mam na imię Orfid, a to moja rodzinka.

Rozkojarzone jakieś te myszy. Takie mają być?

Przestraszone, ona większa.

 Największy osobnik wysunął się naprzód.

A to brzmi jak David Attenborough.

Niejasne?

A to już całkiem niedobrze.

zabezpieczając się przed dodatkową gębą do wyżywienia

Zbędne, bo wynika z wypowiedzi.

Nie wynika, albowiem nie wiadomo, czy ma zamiar z nimi pozostać. Mysz obawia się niejako na zapas i chroni swoje stadko.

przekonać Malika, aby zabronił Szybkiej polowań

Mało konsekwentna kurka.

Niestety, Milka taką jest:), wśród kur – silna hierarchia.

 zaopatrzona w przewodnika

Zaopatrzona może być w prowiant, ale nie w przewodnika, który jest osobą.

Dyskutowalne, ale możesz mieć rację.

nadal, widząc znieruchomienie Mili.

To wszystko niepotrzebnie powtarza informację.

Potrzebnie. Zachowanie kury wobec niebezpieczeństwa: albo wieje, albo chowa łepek w pióra i nieruchomieje. Wiercipięta nie zna się na kurach i ich zachowaniu – myszy uciekają, więc o ile rozumie jej przestrach, to dziwi się, że zamarła.

 za mało miała informacji

Mało bajkowe.

Niejasne? Dlaczego? bo informacja nie jest bajkowym słowem i kury nie nie mogą używać swojego rozumu?

 Rozglądnęła się

Rozejrzała.

To zamienniki, dlaczego?

 A Marta tak martwiła się

"Się" na końcu może być cechą mowy kresowej, ale jakoś mi się nie wydaje, żeby o to chodziło.

Troszkę o to chodziło, ale jesteś naprawdę niesamowitym obserwatorem!:), jeśli bardzo przeszkadza, to mogę podmienić w tych kilku miejscach kresowość.

 Nasza najlepsza nioska.

A podobno gospodyni jest z niej niezadowolona. Hmm?

Hmm, jedno drugiego nie wyklucza?:)

 

Moim zdaniem Tarnino opowiastka nie jest przegadana, może jest nudna i dobrze się kończy – w tym momencie, lecz jest zrozumiała. Jest słodka i jednocześnie mam pilnować bajeczkowego języka:) To jak? :DDD

 

pzd srd, a:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Reg, zmieniłam wszystkie myśli Mili, lecz wszystkie to chyba za dużo. Będę kombinować, spróbuję w kolejnym tekście i wtedy będę bardzo chciała, abyś przeczytała.

Dzielna jesteś.

Chciejcie, a będzie wam się ziszczać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg, bo poruszam się po omacku.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, zapal kaganek oświaty, albo zdejmij opaskę z oczu. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne:) Z oświatą, ona mnie napędza, znaczy poznawanie, lecz znika bez opaski, gdyż staje się hermetyczna. Opaska to precyzyjne wyrażanie się. Sama nie wiem, co trudniejsze. Pierwsze naturalne, a drugie, ponieważ wiąże się z regułami, które są mi obce, chcę szybko i już, a na nie potrzeba czasu, wprawy i myślenia. To dla mnie nowe, nie myślałam nigdy w ten sposób, a jeśli to przelotnie.

Dajecie mi dobrą szkołę jazdy i to jest super:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bardzo fajna bajka. Od razu ją widzę w ładnie wydanym zbiorze z kolorowymi ilustracjami (pięknie opisałaś kurze kolory!). Przyjemnie się czytało, jest morał, wszystko się zgadza :)

Kurcze, dzięki Dziejbo, za komentarz:) Do tych ilustracji to droga bardzo daleka;) może donikąd, ale Mila i reszta ptactwa są zadowoleni, jako i ja.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ się ostatnio na portalu bajeczek wysypało. My się chyba wzajemnie zarażamy pomysłami i formami. ;)

Twoja bajeczka jest bardzo zacna. Czytałam z dużą przyjemnością. Fantastyczny opis kurnika. W ogóle nie wiem, czy to wiedza nabyta z doświadczenia, czy też efekt riserczu, ale fantastycznie przedstawiłaś zwierzaki, ich zachowanie i zwyczaje. To był naprawdę bardzo przyjemnie spędzony czas. I szczerze żałuję, że nie potrzebujesz już kliczka. :)

żem wdzięczna niebywale i uczę się, choć może w tempie niezadowalającym zarówno mnie jak i Ciebie.

Mam to samo – też się uczę w tempie niezadowalającym i mnie i Ciebie ;)

Długie będzie, niestety i nie wiem, czy się “zaciągnie”.

Na to potrzeba, pi razy drzwi, szesnastu tysięcy znaków.

Trudno kogutom przybierać określony wyraz twarzy, wspomagają się ruchami głowy.

Tak, tylko nie o to mi chodziło. Porównaj taki przykład:

– Panie, kto to panu tak spartolił – Przekrzywił głowę fachowiec.

z takim przykładem:

– Panie, kto to panu tak spartolił – Fachowiec przekrzywił głowę.

Co lepsze?

Dalej, to nie infodump, lecz próba przedstawienia Mili w ten sposób, a i sytuacji przy okazji, z jej punktu widzenia.

Infodump, definicja: ekspozycja zrobiona zbyt książkowym tonem lub za długa (zob. tutaj.)

Była jej i to do niej komentarz.

Aaa, widzisz. Konfundujący zapis, po prostu.

Podmiot jasny, jest domyślny.

Niby tak, ale jakoś go brakuje. Czasami tak bywa.

Nie, opis rzeczywistości XD

Żarcik dla rozładowania atmosfery :P

nie może być określenie – budynek, bo chodzi o całą przestrzeń i takie tam „klimaty”, np. troskę gospodarzy.

Ale przecież dbają o budynek? Albo możesz napisać: Kurnik był wyjątkowo zadbany – tak chyba byłoby najlepiej.

Może, nie wiem, lecz nawet jeśli, to przyda się później.

Ale nie chodzi mi o samą informację, tylko o sposób jej podania.

pozwoli poznać w dużym przybliżeniu wielkość kurnika XD

Ta informacja jest mi niezbędna do szczęścia :)

No niestety, ma być realistycznie:D

Myślisz, że było lepiej, jeśli tak zmienię? jest zstępowały, a nie “-ało”.

Byłoby.

Są podobne kocim, silnie ukrwione, nie sama zrogowaciała końcówka.

Żartujesz? Przecież to wytwór naskórka! Inna rzecz, że pod długotrwałym naciskiem robi się od spodu krwiak (ał… ) ale to nie w pazurze, tylko pod skórą.

gdyby zostawić soczystozielonym też chyba byłoby ok według zasad takich jak jasnoniebieski

Chyba nie, bo "jasny" to jedno, a "soczysty" drugie ;)

Zgoda, jest przyjemniutka, zwierzęta są milusie, ale…

Ale kiedy spłynie mrok wieczorny… :D

nigdy nie wiem, kiedy przed a kiedy za „to”, im dłużej się zastanawiam, tym więcej mam wątpliwości.

Tutaj sprawa jest prosta – będzie przykład:

Kiedy Ace podpaliła lont, (to) wszyscy zwiali, aż się kurzyło.

"Kiedy Ace podpaliła lont" to pierwsze zdanie składowe. Drugie jest z nim przyczynowo powiązane jako skutek – i właśnie w tym zdaniu opisującym skutek możesz (zwykle nie musisz) wstawić "to".

klatka piersiowa zwiększyła swoją objętość Mało to bajkowe. Dlaczego? Niejasne?

Jasne – ale niebajkowe. Techniczne.

Włóż blachę, kubrak, kamizelkę pod spód, a staniesz się większa, groźniejsza.

No, też prawda. Ale zbroja nie jest też częścią ciała… hmm.

Dlaczego supozycja i materialna?

Supozycja materialna jest wtedy, kiedy omawiamy słowo jako słowo, nie jako znaczenie, czyli np. cytujemy (albo w ogóle mówimy o słowie, wyliczamy, ile ma liter, tłumaczymy, jak się pisze itd.). I wtedy daje się cudzysłów, albo, jeśli wolisz, kursywę.

Gospodarze są z Kresów, ale nie chciałam przesadzać.

heart

Przestraszone, ona większa.

A, to OK.

A to brzmi jak David Attenborough. Niejasne?

Nie – po prostu kojarzy się z dokumentem o zwierzątkach.

Nie wynika, albowiem nie wiadomo, czy ma zamiar z nimi pozostać.

Less is more ;)

Wiercipięta nie zna się na kurach i ich zachowaniu – myszy uciekają, więc o ile rozumie jej przestrach, to dziwi się, że zamarła.

Tak, ale to można by wpleść w dialog.

bo informacja nie jest bajkowym słowem i kury nie nie mogą używać swojego rozumu?

Mogą, czemu nie? Ale "informacja" nie jest bajkowym słowem. Gdyby Mila po prostu za mało wiedziała, byłoby zgrabniej.

To zamienniki, dlaczego?

… PWN przyznaje Ci rację, ale ja naprawdę, ale to naprawdę nie lubię "rozglądnąć". Jakieś takie ciamciate. Przepraszam.

jeśli bardzo przeszkadza, to mogę podmienić w tych kilku miejscach kresowość.

Jak już, to właśnie ją wzmocnij, żeby była jasna – to będzie fajny akcent.

Moim zdaniem Tarnino opowiastka nie jest przegadana, może jest nudna i dobrze się kończy – w tym momencie, lecz jest zrozumiała. Jest słodka i jednocześnie mam pilnować bajeczkowego języka:) To jak? :DDD

Ojojoj. Nie wszystko naraz :) Najpierw słodkość – słodkość nie jest zła, o ile jest konsekwentna (kto zje ciastko ze śledziem?). Szczęśliwe zakończenia takoż. Opowiastka jest zdecydowania zrozumiała, ale przegadana – oj, jednak trochę tak, patrz: infodump. Czy nudna? To rzecz względna. Nie ma nudnych tematów, tylko niezainteresowani czytelnicy ;)

Opaska to precyzyjne wyrażanie się.

Opaska – albo prawa fizyki <3

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Irko, to ogromna wartość – zarażanie:) Dzięki za komentarz i za klika, którego byś dała!

Tarnino, odpowiedzi na odpowiedzi:)

W takim razie już wiem, 16k i komentarz idzie się gonić;) 

Młodzieniec w muszce dobry, waga kogucia, Malik ma pretensje do ciężkiej i boksu zawodowego.

– Panie, kto to panu tak spartolił – Przekrzywił głowę fachowiec.

– Panie, kto to panu tak spartolił – Fachowiec przekrzywił głowę.

Drugi, drugi;), a pierwszy gdyby fachowca usunąć. 

U mnie miesza mi słowo ironicznie i pewien kłopot związany z rozpoczęciem przez dialog. Im wcześniej, tym lepiej, tj. muszą pojawić się imiona i charakter relacji, podmieniałam to kilkukrotnie, a efekt zawsze był taki sobie. Zmienię.

Infodump, definicja: ekspozycja zrobiona zbyt książkowym tonem lub za długa

Fajny link. Tu się uprę, zostaje. Za dużo narracji potrzeba by było byłoby, aby wzajemny stosunek, motywy Mili i trochę kurnika.

Ale przecież dbają o budynek? Albo możesz napisać: Kurnik był wyjątkowo zadbany – tak chyba byłoby najlepiej.

Ano dbają, toż to napisałam:) Budynek to jedno, miejsce to coś więcej. Zerknij na znaczenia, też trzecie https://sjp.pl/miejsca

Ale nie chodzi mi o samą informację, tylko o sposób jej podania.

Nie lubisz wag i miar O:o Troska wyraża się czasem w konkretach, np. open space lub pokój z kolegą, koleżanką. Wielkość, kolor, rodzaj mebli, materiałów i… muzyka.

pozwoli poznać w dużym przybliżeniu wielkość kurnika XD

Ta informacja jest mi niezbędna do szczęścia :)

Ja tam lubię wiedzieć, jaki „castle” jest, czy gargamel, czy przyjemny dla oka i mieszkania w nim. Chyba wiem, skąd mi się to wzięło:), toć budowlańcem byłam.

Myślisz, że było lepiej, jeśli tak zmienię? jest zstępowały, a nie “-ało”.

Byłoby. 

W takim razie podmienię:)

gdyby zostawić soczystozielonym też chyba byłoby ok według zasad takich jak jasnoniebieski.

Chyba nie, bo "jasny" to jedno, a "soczysty" drugie ;)

Hmm, zielony o soczystym odcieniu. Spasuję, podmieniłam już wcześniej.

Żartujesz? Przecież to wytwór naskórka! Inna rzecz, że pod długotrwałym naciskiem robi się od spodu krwiak (ał… ) ale to nie w pazurze, tylko pod skórą.

Nie, tym razem na poważnie. Tak na szybko, ostatnia linijka artykułu.

https://www.omlet.com.pl/guide/kurczaki/pielęgnacja_kurczaków/przycinanie_pazurów_i_dzioba/

Ale kiedy spłynie mrok wieczorny… :D

O, słuchałam ostatnio wspomnień o Kondratiuku, znasz, jedna z jego ulubionych:

https://www.youtube.com/watch?v=1vRYwaJC5FY

Jasne – ale niebajkowe. Techniczne.

Techniczny, częściowo ze mnie człek;)

Żadnego przepraszam też nie usłyszeliśmy

– Jeśli jest supozycja materialna, to powinien być cudzysłów: Żadnego "przepraszam" też nie usłyszeliśmy.

– Dlaczego supozycja i materialna?

Supozycja materialna jest wtedy, kiedy omawiamy słowo jako słowo, nie jako znaczenie, czyli np. cytujemy (albo w ogóle mówimy o słowie, wyliczamy, ile ma liter, tłumaczymy, jak się pisze itd.). I wtedy daje się cudzysłów, albo, jeśli wolisz, kursywę.

Całość naszej rozmowy wstawiłam, aby w tekście nie szukać. Dalej nie rozumiem? Czasami w narracji (w tym przypadku myślach Mili) przytacza się pewien swój wniosek/opinię/komentarz do „tam i wtedy”

 

 

A to brzmi jak David Attenborough. Niejasne?

Nie – po prostu kojarzy się z dokumentem o zwierzątkach.

A, jasne:), niektóre oglądałam.

Ale "informacja" nie jest bajkowym słowem. Gdyby Mila po prostu za mało wiedziała, byłoby zgrabniej.

Tu się też zaprę, bajki mogą się zmieniać:)

Nie ma nudnych tematów, tylko niezainteresowani czytelnicy.

Chyba nie;), jest wiele nudnych tekstów, może nie tematów, chociaż niektóre są jakby mniej aktualne, bądź brzmią jak reklamy. Cover ale taki sobie.

 

Z kresami nie chcę przesadzać, nie potrafię oddać zaśpiewu i… miałam (kiedyś, mam nadzieję) poważny problem z ruchomym „się”;)

 

Dzięki za odpowiedź! i pzd srd, a

PS. Wiedz, że o Fortach wciąż jeszcze pamiętam:)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Młodzieniec w muszce dobry, waga kogucia, Malik ma pretensje do ciężkiej i boksu zawodowego.

XD

 Budynek to jedno, miejsce to coś więcej. Zerknij na znaczenia, też trzecie https://sjp.pl/miejsca

Oj, carissima, ale to już jest ekwiwokacja. "Miejsce" w sensie przenośnym to nie miejsce w sensie fizycznym.

 Nie lubisz wag i miar O:o

Tylko w kuchni/laboratorium/przy kupowaniu włóczki. Ale w literaturze – nie. Nie widzisz przecież, że ten motek ma 75 gramów i 320 metrów, nie?

 Troska wyraża się czasem w konkretach, (…) Wielkość, kolor, rodzaj mebli, materiałów i… muzyka.

Pewnie! Ale liczby mi tego nie pokażą. Wybacz drobną złośliwość:

 Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie: „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?”

Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu.

Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!”

 Chyba wiem, skąd mi się to wzięło:), toć budowlańcem byłam.

Jaka głębia ludzkiego doświadczenia pozostaje poza moim zasięgiem :) (nie, serio).

 Nie, tym razem na poważnie. Tak na szybko, ostatnia linijka artykułu.

Kurza stopa… może to jest tak, jak u kotów, gdzie "usuwanie pazurów" (nie obcinanie! Obcina się tylko rogowy pazur) oznacza wycięcie ostatniego członu palca? (Fuj, nie?)

 Techniczny, częściowo ze mnie człek;)

Wywalili mnie z Politechniki. Przebij to :D

 Dalej nie rozumiem? Czasami w narracji (w tym przypadku myślach Mili) przytacza się pewien swój wniosek/opinię/komentarz do „tam i wtedy”

OK, chodziło mi o to, że "przepraszam" jest tu jakby wyższym piętrem cytatu. Przykład:

– Nie powiedziała nawet "przepraszam" – pożalił się księgowy.

 Tu się też zaprę, bajki mogą się zmieniać:)

A kto Ci to powiedział? XD Bajki są ponadczasowe.

 Chyba nie;), jest wiele nudnych tekstów, może nie tematów, chociaż niektóre są jakby mniej aktualne, bądź brzmią jak reklamy.

Got ya!

 PS. Wiedz, że o Fortach wciąż jeszcze pamiętam:)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, wreszcie dobiłam, znaczy dobiegłam, doszłam do swojego opka i mogę Ci odpowiedzieć:)

Zacznę od końca. Ostatni gif. Jest idealny. Przypomina mi scenę, którą wymyśliłam na potrzeby swoich bohaterów. Francja, łany falujących maków i ich dwóch, którzy patrzą. 

A teraz wracam do rzeczywistości.

Miejsce" w sensie przenośnym to nie miejsce w sensie fizycznym.

To rozumiemy, znaczy ja, a w obu naraz nie można?:)

Tylko w kuchni/laboratorium/przy kupowaniu włóczki. Ale w literaturze – nie. Nie widzisz przecież, że ten motek ma 75 gramów i 320 metrów, nie?

Ile metrów ma motek nie wiem, ale gdy przestudiuję etykietę to już wiem:) A dlaczego literatura ma być wzdychaniem i konkretów niet?

Pewnie! Ale liczby mi tego nie pokażą. Wybacz drobną złośliwość:

Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie usłyszycie: „Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera motyle?”

Oni spytają was: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?” Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu.

Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!”

Złośliwości nie ma, przynajmniej nie czuję, ale nie zgodzę się! Liczby czasami więcej pokazują. Na przykład: człowiek powinien mieć: co jeść, gdzie mieszkać, pracę, przyjaciół. Wszystko można rozpisac na liczby, acz tu, teraz tego nie zrobię. A co ludzie powiedzą, to dulszczyzna

Jaka głębia ludzkiego doświadczenia pozostaje poza moim zasięgiem :) (nie, serio).

E tam, skończyło się na magisterce z domów w Afryce i koniec, żadnego mostu, tu niestety:(

Kurza stopa… może to jest tak, jak u kotów, gdzie "usuwanie pazurów" (nie obcinanie! Obcina się tylko rogowy pazur) oznacza wycięcie ostatniego członu palca? (Fuj, nie?)

Część zrogowaciała nie, ale miękka tak, u samej nasady.

Wywalili mnie z Politechniki. Przebij to :D

I tam, nie Twoja ta droga była:D

OK, chodziło mi o to, że "przepraszam" jest tu jakby wyższym piętrem cytatu. Przykład:

– Nie powiedziała nawet "przepraszam" – pożalił się księgowy.

Tak już rozumiem, to nie ten przypadek, gdyż opowiadanie “o”. Może nie mam racji, ale Ty też chyba nie.

 Tu się też zaprę, bajki mogą się zmieniać:)

A kto Ci to powiedział? XD Bajki są ponadczasowe.

Chwila, chwileczkę, poproszę:), jeśli ponadczasowe to “na wieki wieków amen”XD

 

pzd srd, a

PS. A Forty poczekają, ale piękna pogoda!,tylko ja zarżnięta w robocie:(

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, za wdepnięcie, Cieniu Burzy:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cała po mojej.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

A dlaczego literatura ma być wzdychaniem i konkretów niet?

A – tego nie powiedziałam. Powiedziałam tylko, że nie tworzysz dokumentacji projektowej. Gołe liczby naprawdę niewiele mówią.

Liczby czasami więcej pokazują. Na przykład: człowiek powinien mieć: co jeść, gdzie mieszkać, pracę, przyjaciół. Wszystko można rozpisac na liczby, acz tu, teraz tego nie zrobię.

Przyjaciół – na liczby? Dear God… Ja wiem, że nauka operuje ilościami, ale (uwaga, wołanie filozofa na puszczy) są jeszcze jakości? No, są?

Część zrogowaciała nie, ale miękka tak, u samej nasady.

No, właśnie, miękka. Musiałabym się znać na kurzej anatomii, ale z wiadomości ogólnych – co powiedziałam, to wiem. Hmm.

Może nie mam racji, ale Ty też chyba nie.

Niewykluczone ;)

jeśli ponadczasowe to “na wieki wieków amen”XD

I tak, i nie – ponadczasowe, czyli zawsze aktualne.

PS. A Forty poczekają, ale piękna pogoda!,tylko ja zarżnięta w robocie:(

Noo… (wczoraj wyszłam o szóstej. Dobrze, że wieczorem :D)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Miłe, przyjemne, napisane fajnym językiem opowiadanko z dość jasnymi odniesieniami do naszej ludzkiej rzeczywistości, a jednak nie potrafiło mnie wciągnąć. Może te wszystkie elementy były zbyt oczywiste? Takie zbyt zwykłe?

Dzięki Fizyku, wciągnąć chyba nie mogło, boś nie target:) 

A ciekawam, co było oczywiste, kura czy kogut?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przyjemy tekst, który łatwo można odnieść do naszej codzienności. Przez cały czas miałem wrażenie, że przygoda skończy się źle, na szczęście się myliłem. Kogut, który rządzi kurnikiem to taka łagodniejsza wersja Napoleona z “Folwarku Zwierzęcego”. Gdyby zwierzęta umiały mówić, pewnie zachowywałyby się tak, jak to opisałaś :)

W końcu mam chwilę, żeby naskrobać jakiś komentarz.

Fajna Ci wyszła ta Mila. Zadziorna, otwarta, ciekawa świata. Znów znajduję u Ciebie pewien, bardzo charakterystyczny rodzaj emocji. Nie potrafię go dokładnie nazwać, ale gdzieś tam czuć, że jest to absolutnie Twoje. 

Sama bajka bardzo sympatyczna. Czytało się zaskakująco dobrze. Dlaczego zaskakująco? Właśnie dlatego, że to bajka. Napisana “bajkowo”. Tak, że w pierwszym rzędzie przeczytałbym ją właśnie dziecku. A jednak jest w niej coś takiego, że nawet bez poszukiwania w sobie owej “dziecinności” tekst ciekawi. Interesuje, Wciąga. Próbowałem sobie zadać pytanie: dlaczego? Wyszło mi na to, że chyba przez fakt, iż sprawdza się ta Twoja niepozorna bajka na poziomie metaforycznym. Że zamiast Mili możemy tam podstawić człowieka. Zamiast kurnika pewien obszar czy strefę, które boimy się opuścić. Kogut może zaś być tak każdym, jak i wszystkim, bo przecież ograniczać (a więc i na pewien sposób nami rządzić) mogą zarówno ludzie, jaki i lęki czy kompleksy. 

Prawdopodobnie znowu poniosło mnie przy interpretacji tekstu, ale ani myślę się tym przejmować. Zobacz, ile w tej Twojej bajce znalazłem! :-) 

Dziękuję za komentarze i przepraszam tarnino, że nie zauważyłam Twojej odpowiedzi. 

Chłopaki, bardzo miłe komentarze! Znaczy, chyba bajka się udała:)

Fladrif, mam Twój tekst w kolejce, wpadnę na pewno! Jeśli chodzi o zakończenie, to ten tekst nie miał skończyć źle, jeszcze na to za wcześnie i za mało znaków, ale ciekawa jest Twoja opinia, ponieważ zwykle moje teksty są stosunkowo ponure. Na portalu takich ewidentnych nie ma.

CM, muszę przyjść do Ciebie po naukę pisania komentarzy:), mistrzu. Dzięki za dobre słowo. Twoje opko na psokoty mam już przeczytane i zaraz wysmerfię komentarz, ale eh, nie będzie on taki klarowny:(

 

Tarnino, dobry wieczór:), za oknem już mrok.

A – tego nie powiedziałam. Powiedziałam tylko, że nie tworzysz dokumentacji projektowej. Gołe liczby naprawdę niewiele mówią.

Masz ci los, odkryłaś mój skrywany sekret (czy to, aby nie jest błąd…) – kocham dokumentację i liczby.

Przyjaciół – na liczby? Dear God… Ja wiem, że nauka operuje ilościami, ale (uwaga, wołanie filozofa na puszczy) są jeszcze jakości? No, są?

No dobrze, na cyfry, z rozpędu i przyjaciół wpisałam. Jakość najważniejsza, w tej akurat “liczbie”XD

I tak, i nie – ponadczasowe, czyli zawsze aktualne.

Hm, wszystko jest płynne i się zmienia, szukamy nowych słów, środków wyrazu, są nowe tłumaczenia?

pzd srd wszystkich:), a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No cóż, pomyślałem sobie: kura sama w ciemnym lesie – to nie może skończyć się dobrze, te wszystkie drapieżniki i tak dalej :)

Ano, słuszny trop:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jakość najważniejsza, w tej akurat “liczbie”XD

Ilość to ilość, jakość to jakość :)

Hm, wszystko jest płynne i się zmienia, szukamy nowych słów, środków wyrazu, są nowe tłumaczenia?

Gdyby wszystko (ale to wszystko) się zmieniało, skąd byśmy o tym wiedzieli? Bez punktu odniesienia (czyli czegoś niezmiennego)? Hmm?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jeżu kolczasty, przed chwilą zauważyłam, że wystawiłam ci ocenę (i to bardzo złą!) i zupełnie nie wiem, jak to się stało. Tak to jest, jak się czyta w telefonie i nieopacznie pacnie paluchem nie tam gdzie trzeba. Sorrki :)

 

Edit: Już się poprawiłam :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Oj, Tarnino, ten punkt odniesienia. Problem z nim niebywały, ale to sama wiesz XD Wiesz, jak to mierzę, odnoszę się do…? Kiedyś, dawno temu, interesowała mnie dehumanizacja i przekonała mnie do rozróżniania kiedy co, może precyzyjniej rzecz ujmując – zrozumiałam, że do niektórych procesów konieczny jest pewien poziom dehumanizacji.

Sprawa dotyczyła obsługi studentów na obleganym kierunku. Z wielkim bolem serca zgodziłam się na przyjęcie wstępnych kryteriów, miast rozmowy. Przeciągałam proces ustalania reguł niemiłosiernie długo, aż stanęłam pod ścianą. W imię płynności i szybkości procesu, zaakceptowałam konieczność przyjęcia reguł/zasad, choć lawirowałam i zostawiłam furtki, tzn. nalegałam na ich pozostawienie.

Wtedy, to był pierwszy raz. Teraz myślę sobie, że chyba lepiej już potrafię to rozróżniać, kiedy tak postąpić (podług masowo), a kiedy inaczej, aczkolwiek zawsze mam wyrzuty sumienia, bo nie mam pewności. Z drugiej strony, przyjmuję też, kompletnie irracjonalnie, to szczęście, jego łut i czasami przekleństwo, bo kto to wie, tak na pewno. Eh, odleciałam w głupie wspomnienia. Zatem utnę, ale wierzę w nasze spotkanie, bo te Forty odkryłam przez przyjaciela. Nie znałam tej części Trójmiasta w ogóle. 

AQQ, nie przejmuj się, nie zauważyłam cyfry:) Pewnie celowe, przewidywane freudowskie wyparcie :DDD, a w ogóle to preferuję rozbieżności, ponieważ oznaczają że coś działa, na tak bądź nie i to jest interesujące. Chyba jestem, niekiedy bezduszna;)

 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć Iluzjo:), dzięki za obrazek i przeczytanie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

do niektórych procesów konieczny jest pewien poziom dehumanizacji.

Niestety. Ale Kant dobrze to objaśnia.

te Forty odkryłam przez przyjaciela. Nie znałam tej części Trójmiasta w ogóle

Samego środka? :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Objaśnia i nie objaśnia. Genialny bez wątpienia. Niesamowicie niepodróżniczy człowiek, a kiedy inni udawali się w podróże duże i małe do niego przychodzili po radę. 

Środek, jakże często nie zna się centrum. Myślisz, że to już, a to ciągle peryferie:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka