- Opowiadanie: AQQ - Woda

Woda

Zrezygnowałam z betowania tego opowiadania, chcąc sprawdzić, jak sobie poradzę sama.

 

Pragnę jednak podziękować wszystkim, którym zawracałam głowę w trakcie pisania:

- Majkubarowi, który przeczytał początek i stwierdził, że pomysł jest zachęcający, co dało mi kopa do dalszego pisania.

- Drakainie, za cierpliwość i mądre odpowiedzi na moje głupie pytania.

- Wiktorowi Orłowskiemu, za informacje o topielcach (sorry, ale pomysł ostatecznie rozwinął się w inną stronę).

- Coboldowi, któremu chyba też zawracałam głowę.

 

Jeśli ktoś czytał “Ziemię”, to znajdzie tu pewne nawiązania.

 

 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Woda

Clydebanks, Szkocja, 1885 rok

 

Nigdy wcześniej doktor Edgar Grandwels nie żałował bardziej tego, że przed kilku laty zabrał swojego syna Aidana do Clydebanks. Chciał mu wtedy pokazać stocznię John Brown and Company, miejsce, w którym budowano najwięcej okrętów na świecie. Nie wiedział, że widok statków, doków, setek żurawi, suwnic i innych skomplikowanych stalowych konstrukcji, wywrze na młodym człowieku tak ogromne wrażenie.

Późnym popołudniem, kiedy Edgar zorientował się, że Aidan zniknął, nie miał wątpliwości, gdzie powinien go szukać. Okazało się jednak, że samo wejście na teren tętniącej życiem stoczni było nie lada wyzwaniem, a odnalezienie syna pośród tysięcy robotników, graniczyło niemal z cudem.

Doktor Grandwels rozglądał się bacznie wokół, gdy nagle jego uwagę przykuły majaczące w oddali kadłuby dwóch statków. Budowane parowce były ogromne, a Edgar mógłby przysiąc, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Szybkim krokiem ruszył wzdłuż bocznicy kolejowej, uskakując w ostatniej chwili przed parowozem ciągnącym sznur wagonów wyładowanych węglem – paliwem napędowym wszystkich maszyn w stoczni. Złorzeczył pod nosem, wpadając co rusz na kogoś i potykając się. Im bliżej znajdował się statków, tym robiły na nim bardziej przytłaczające wrażenie.

Nagle wśród odgłosu uderzeń młotów wbijających rozgrzane do białości nity, łączące poszycie kadłuba, Edgar usłyszał znajomy głos.

– Więc mówi pan, że oba będą mieć po ponad pięćset dwadzieścia siedem stóp długości?

Ciemnowłosy młodzieniec przycupnął na stercie cegieł i z uwagą wpatrywał się w siedzącego obok dokera. Starszy mężczyzna palił fajkę i uśmiechał się pod wąsem.

– Właśnie tak. – Pokiwał głową. – I ponad sześćdziesiąt trzy stopy szerokości. To największe parowce pasażerskie na świecie. Podobno też najbardziej luksusowe ze wszystkich, jakie dotychczas zbudowano. Będą się nazywały City of New York i City of Paris. Bliźniacze statki.

– Ilu pasażerów zabiorą na pokład?

– Z obsługą prawie dwa tysiące.

– A napęd? – dopytywał się chłopak, a jego brązowe oczy błyszczały coraz bardziej.

– Maszyna parowa… o mocy… – Mężczyzna zamilkł na chwilę, próbując przypomnieć sobie dane. – Dwudziestu ośmiu tysięcy koni. I dwie śruby napędowe – odparł doker, wypuszczając z ust kłęby fajkowego dymu.

– Jaką osiągnie prędkość przy takim silniku?

– Ponoć jakieś dwadzieścia węzłów.

– Niech mi pan powie…

– Aidan!

Gdyby ton głosu mógł ranić, uszy Aidana Grandwelsa w tym momencie zalane byłyby krwią.

– Ojcze! Co ty tu robisz?! – Chłopak poderwał się na równe nogi.

– Powinienem zadać ci to samo pytanie! – rzucił Edgar, hamując gniew.

Widząc, że sytuacja staje się niezręczna, doker powoli podniósł się z miejsca, w geście pełnym szacunku zdjął z głowy kaszkiet, ukłonił się i oddalił.

– Musiałem to zobaczyć. To fascynujące. Chciałbym pływać na takim statku… – Aidan mówił szybko podnieconym głosem.

– Nie! – przerwał stanowczo doktor Grandwels. – To jest ostatnia rzecz, jaką chciałbyś zobaczyć, i ostatnia, jaką chciałbyś robić w życiu. Niepokoi mnie twoje niezdrowe zainteresowanie tematem budowy statków, zwłaszcza że niedługo rozpoczynasz studia.

– I mam zostać lekarzem tak jak ty i dziadek, nawet jeśli tego nie chcę?

– Ależ oczywiście, że chcesz, tylko być może jeszcze nie masz tej świadomości. To będzie dla ciebie najlepsze.

– Sam wiem, co jest dla mnie najlepsze – wycedził Aidan przez zęby, zaciskając przy tym pięści.

– Skończmy tę bezsensowną dyskusję. Nie zgadzam się na twoje samowolne, a przede wszystkim niebezpieczne wycieczki do Clydebanks! Zapomnij o budowaniu statków i morskich podróżach, bo twoja przyszłość to medycyna. Na uniwersytecie w Edynburgu nie będziesz miał czasu na takie głupoty! A teraz wracamy do domu.

 

 

***

 

Plaża w okolicy Edynburga, 1890 rok

 

Choć był obślizgły i nieprzyjemny, Aidan trzymał się go kurczowo. Fale, raz za razem, uderzały z ogromną siłą, targając bezwładnym ciałem mężczyzny, który resztkami sił obejmował słup, podtrzymujący molo. Ostatni słup. Dalej był już tylko bezkres morza, w górze pomost – zbyt wysoko, żeby do niego dosięgnąć. Od brzegu zaś dzieliło go kilkadziesiąt metrów.

Woda zalewała oczy i nos, wdzierała się w usta. Była lodowata. Aidan z trudem łapał powietrze. Strach zalewał umysł i ciało, paraliżując je. Wiedział, że jest w pułapce, w sytuacji bez wyjścia. Próbował znaleźć w sobie tyle odwagi, żeby puścić ten przeklęty słup i popłynąć do brzegu, ale była to zbyt trudna decyzja. Morze pachniało gniewem, a Aidan się bał.

Kochał wodę i wszystko, co się z nią wiązało, ale w obliczu bezpośredniej konfrontacji z żywiołem okazał się bezsilny. Skup się – pomyślał. – Odpręż. Oczyść umysł. Oddychaj głęboko. Wdech… wydech… wdech… wydech… wdech… Potrafisz to zrobić…

 

Wydawało mu się, że leży na plaży całą wieczność. Bał się otworzyć oczy, bo wiedział, co – a właściwie kogo – zaraz zobaczy. Zawsze instynktownie wyczuwał jej obecność i teraz też była blisko. Elizabeth siedziała nieruchomo obok niego na piasku, skupiając wzrok na linii horyzontu.

– Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał Aidan, drżącym wciąż z emocji i wyczerpania głosem.

Nie odpowiedziała, czym wcale go nie zaskoczyła. Były po prostu takie momenty, kiedy nie odpowiadała.

– Dlaczego?! – powtórzył znacznie ostrzej. – Mogłem przecież utonąć.

Nie uzyskawszy odpowiedzi, podniósł się, usiadł obok kobiety i podobnie jak ona skupił wzrok na miejscu, gdzie woda łączyła się z niebem. Wdech… wydech… wdech… wydech…

Minuty zmieniły się w godzinę, a później w następną, a jedyne, co Aidan słyszał, to monotonny szum fal i piski mew. Uspokoił się.

Kiedy dostrzegł na horyzoncie przepływający okręt, zapragnął znaleźć się na nim. Pragnął tak mocno, że nagle rzeczywiście znalazł się jego na pokładzie, widział otaczające morze, wdychał jego zapach, unosił się i opadał w rytmie wzburzonych fal.

– Pytałeś, dlaczego to zrobiłam?

Kilka wypowiedzianych przez Lizzy słów wyrwało Aidana z tego niesamowitego stanu, w jakim się znalazł, i stało się sygnałem do powrotu do rzeczywistości.

– Słucham? – zapytał, nie wiedząc, co się dzieje.

– Pytałeś, dlaczego popchnęłam cię do wody?

– Dlaczego? – zapytał Aidan ledwo przytomnie.

– Prosiłeś, żebym nauczyła cię pływać, a ja uznałam, że już potrafisz.

– Nie byłem jeszcze gotowy. Za mało ćwiczyliśmy.

– Byłeś gotowy. Musiałeś sobie to tylko uświadomić i pokonać lęk. W głębi duszy bardzo tego pragnąłeś. Wiem, że tak jak ja kochasz wodę.

Lizzy uśmiechała się łagodnie. Jej oczy miały kolor morza, potargane wiatrem jasne włosy opadały na opaloną skórę twarzy, tak inną od jasnych, skrywanych pod rondami kapeluszy i parasolkami twarzy panien z dobrych domów. Wiedziała, że jej wygląd budzi powszechne zgorszenie, ale zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Wiedziała, że jest inna i właśnie ta inność fascynowała Aidana.

– Pewnie pomyślisz, że zabrzmi to niedorzecznie, ale przed chwilą byłem na tym statku. – Aidan ruchem głowy wskazał mały punkt na horyzoncie.

– Wcale nie uważam tego za niedorzeczne – odparła Lizzy zupełnie poważnie. – To jest właśnie to, o czym ci mówiłam. Kiedy osiągamy w umyśle milczenie, wówczas dostępujemy mocy i stajemy się jednością ze wszechświatem. Do tego potrzebujemy skupienia i wyciszenia. Medytacji. Rozproszona moc to szum, milczenie zaś jest mocą ześrodkowaną. Jeżeli przez koncentrację skupiamy wszystkie nasze siły w jednym punkcie, wówczas w milczeniu obcujemy z otaczającym nas światem. Tworzymy z nim jedność. W tym stanie możemy osiągać to, co pozornie wydawałoby się nieosiągalne – ciągnęła Lizzy, z tym samym łagodnym uśmiechem na ustach. – Przed chwilą spełniłeś swoje marzenie.

– Czy ty w ten sposób spełniasz swoje marzenia?

– Tak, ale gdybym ci o tym opowiedziała, uznałbyś to za niedorzeczność – odparła Lizzy, po czym wstała i otrzepała suknię z piasku. Pociągnęła Aidana za rękę. – Chodźmy na naszą plażę. Ja też mam ochotę popływać, a tutaj mimo wszystko nie wypada.

 

Lizzy zrzuciła suknię, buty i bieliznę. Aidan zauważył, że nie miała na sobie krępującego gorsetu. Był to niewątpliwie znak jej sprzeciwu przeciw sztywnym konwenansom i ograniczeniom. Naga ruszyła w stronę wody i stanęła tak, że fale obmywały jej stopy. Skupienie, koncentracja, uwolnienie wystarczyły, żeby stała się obojętna na wszystkie zewnętrzne czynniki. To, że woda była potwornie zimna, nie miało dla niej żadnego znaczenia. Krok za krokiem powoli zanurzała się w morzu. W końcu popłynęła. To był jej żywioł i z każdym kolejnym ruchem coraz bardziej się z nim zespalała. Nie czuła lęku, a jedynie jedność i bezgraniczne szczęście.

Aidan zaczął się niepokoić, kiedy minęła godzina, a Lizzy była jedynie małym punkcikiem na powierzchni wody. Umiała pływać, co było ewenementem w ich sferach, ale mimo wszystko bał się, że nie będzie miała siły wrócić. Ona jednak wróciła. Wyszła na brzeg i nie było po niej widać nawet śladu zmęczenia. Odetchnął z ulgą.

– Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o dzisiejszej kolacji? – zapytała, narzucając na siebie suknię.

– Oczywiście, że nie.

– Ojciec bardzo się cieszy, że może gościć w naszym domu swojego najlepszego studenta, a w dodatku syna starego przyjaciela. No i jedynego mężczyznę, który nie uważa, że jego córka jest niespełna rozumu, i nie traktuje jej jak dziwadło.

– Może dlatego, że sam jest dziwadłem – powiedział Aidan, odgarniając mokry kosmyk z twarzy Lizzy. – Studiuję medycynę, bo tego chce moja rodzina, ale w głębi duszy pragnę robić coś zupełnie innego. Wiesz o tym, prawda?

– Wiem, Aidanie. Jesteśmy bardzo podobni do siebie. Oboje nie spełniamy oczekiwań naszych rodziców, choć ty przynajmniej starasz się zachowywać pozory. Mnie już przestało na tym zależeć. 

– I oboje kochamy wodę – wtrącił Aidan.

– Tak, bo woda to życie. Jest w każdej istocie, w roślinie, w nas. Woda oczyszcza i spaja. Jest początkiem wszystkiego – ciągnęła Lizzy. – Te wszystkie wyprawy z ojcem, a zwłaszcza ta ostatnia do Indii i Tybetu uświadomiły mi, co tak naprawdę jest ważne. 

 

***

 

O wodowaniu City of New York, które odbyło się piętnastego marca tysiąc osiemset osiemdziesiątego ósmego roku, Aidan dowiedział się z gazety. Nie widział też, jak jego ukochany statek na początku kwietnia wyrusza w swój dziewiczy rejs. Mimo iż w stoczni powstawały równocześnie dwa bliźniacze statki, Aidan instynktownie czuł się bardziej związany właśnie z tym parowcem, natomiast City of Paris nie robił na nim tak ogromnego wrażenia. Wciąż marzył o morskiej wyprawie. To pragnienie powoli stawało się jego obsesją. Gdyby nie Lizzy pewnie doprowadziłoby go to do obłędu.

Stanowili dla siebie oparcie, uzupełniali się i rozumieli się doskonale. Byli niczym dwoje spiskowców, którzy udawali przed światem; on wzorowego studenta, przyszłego lekarza, mężczyznę o nienagannych manierach, ona zaś przykładną pannę z dobrego domu, córkę podróżnika, profesora medycyny na uniwersytecie w Edynburgu, pannę cokolwiek oryginalną, przez co intrygującą.

Aidan uwielbiał obserwować Lizzy, kiedy zagłębiała się w sobie, siedząc na piasku. Po chwili sam uciszał myśli, oddychał uważnie i wyruszał w morze. Żeglował, unosił się na falach, czuł pod palcami gładkie, wypolerowane przez lata przez wiele rąk drewno koła sterowego. W tych jego podróżach morze pachniało miłością.

– Lizzy, niedługo skończę studia i wyjadę do Glasgow – zaczął pewnego popołudnia.

– Wiem.

– Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. – W głosie Aidana można było usłyszeć nutę rozpaczy.

– Mnie również będzie trudno. – Lizzy uśmiechnęła się smutno.

– Pobierzmy się. – Jego duże, brązowe oczy nagle przepełniła nadzieja.

– Wiesz, jaki jest mój stosunek do małżeństwa. Nie uważam tego za konieczne.

– Ale w tym chorym świecie tylko w ten sposób będziemy mogli być razem. Nikt nie będzie mógł nam niczego narzucić. Pomyśl, to pozorne uwiązanie uczyni nas wolnymi.

– Jestem wolna, Aidanie.

– Lizzy, potrzebuję cię. Potrzebuję swobody, jaką mi dajesz. – Wstał gwałtownie i spojrzał z góry na siedzącą wciąż na piasku kobietę.

– Małżeństwo nie zmieni tego, co do ciebie czuję – odparła Lizzy, ujmując dłoń Aidana. – To tylko formalność. Równie dobrze mogę poślubić cię tu i teraz w obecności morza i nieba.

Na twarzy Aidana pojawił się wyraz zawodu.

– Skoro jednak nalegasz, to oczywiście zgadzam się. To dla mnie bez różnicy.

 

Liverpool, 20 sierpnia 1891 roku

 

Zamieszanie panujące w Clydebanks było niczym w porównaniu z tym, jak wyglądał port w Liverpoolu. Najpierw, już z oddali, miejsce to witało podróżnych kakofonią dźwięków. Postukiwanie młotków, dzwonienie, ryczenie parowych promów, wrzaski ludzi i rżenie koni mieszały się i drażniły uszy. Nozdrza atakował zaś smród koni, potu, moczu i odpadków ze wszystkich stron świata. Wszystko to spowite było dymem z parowozów, który dodatkowo dezorientował pasażerów. Jednak wśród całego tego zamieszania, a właściwie ogólnego chaosu, nie sposób było nie zauważyć przycumowanego przy brzegu, największego na świecie parowca – City of New York.

Z pokładu transatlantyku wybijały się dumnie ku niebu trzy wysokie maszty oraz trzy kominy pomalowane na czarno z wąskim białymi pasami w górnej części. Równie czarny kadłub kontrastował z żółtą barwą morza w porcie.

To właśnie z tego miejsca i na tym statku państwo Grandwels mieli odbyć swoją podróż poślubną.

– Jest doskonały – stwierdził Aidan, podnosząc wysoko głowę i dokładnie studiując każdy, najmniejszy szczegół statku. – Największy i najwspanialszy.

– Tak, jest piękny – przyznała Lizzy z uśmiechem. – Nie mogę się doczekać, kiedy znajdziemy się na pełnym morzu.

– A ja nie mogę się doczekać, kiedy znajdziemy się na tam, na górze – zaśmiał się Aidan i pociągnął Lizzy za rękę w stronę trapu.

Pomieszczenia dla pasażerów pierwszej klasy znajdowały się na czterech pokładach. Te, w których podróżowali państwo Grandwels, były położone na górnym pokładzie i należały do największych i najlepszych na statku. Doktor Aidan Grandwels zapłacił za bilety do Nowego Jorku prawie pięćset dolarów, jednak ledwo rzucił okiem na elegancko urządzony apartament, w którym mieli spędzić z Lizzy kilka najbliższych dni i od razu chciał obejrzeć cały okręt.

– Jeśli jesteś zmęczona, to odpocznij – zaproponował.

– Nie jestem. Uwielbiam ten moment, gdy statek odbija od brzegu. Musimy to zobaczyć.

Na pokładzie tłoczyły się setki ludzi. Ogromną większość z nich stanowiły młode kobiety, mężczyźni, wyruszający w podróż do nowego świata. Ci mieli łzy w oczach, wiedząc, że być może po raz ostatni oglądają rodzinny kraj i swoich bliskich. Żegnali krewnych, zostawiali za sobą dotychczasowe życie i niepewni jutra, mimo wszystko z nadzieją patrzyli w przyszłość. Takie osoby jak Lizzy i Aidan, których celem nie była emigracja, a jedynie podróż sama w sobie, stanowiły mniejszość.

City of New York powoli oddalał się od brzegu. Lizzy wciąż stała zapatrzona w powierzchnię wody. Morze Irlandzkie pachniało spokojem, a z każdą kolejną milą jego kolor zmieniał się na coraz bardziej szaroniebieski.

– Chodźmy obejrzeć okręt – zaproponował w końcu zniecierpliwiony Aidan.

– Idź sam – odparła łagodnie, nie odrywając wzroku od wody. – Zostanę tu jeszcze.

– Jesteś pewna?

– Uzgodniliśmy przecież, że nie będziemy robić nic na siłę, a małżeństwo da nam wolność.

– W porządku – zgodził się Aidan, przytulił mocno Lizzy i oddalił się pośpiesznie.

Ruszył pokładem promenadowym, ciągnącym się od dziobu do rufy. Zaglądnął do głównego salonu i biblioteki dla pasażerów pierwszej klasy. Na górnym pokładzie, na końcu statku, znalazł palarnię dla pasażerów, również pierwszej klasy, oraz bar, którego ściany były pokryte panelami z orzecha amerykańskiego, a fotele obito skórą najwyższej jakości. Aidan musiał przyznać, że wszystkie pomieszczenia urządzono niezwykle elegancko i ze smakiem, a do wykończenia poszczególnych elementów użyto materiałów najwyższej jakości.

Pomieszczenia, jadalnia i kajuty dla pasażerów drugiej klasy znajdowały się na dolnym pokładzie.

Aidan starał się dotrzeć do każdego zakamarka statku, zobaczyć wszystkie, nawet te najbardziej niedostępne pomieszczenia, co ze względu na jego pozycję nie okazało się zbyt trudne. Fascynowało go dosłownie wszystko od samej budowy do sposobu wentylacji i oświetlenia prądem. Żałował, że nie może zobaczyć zestawu podwójnych śrub napędzanych silnikami rozprężnymi mogącymi działać niezależnie od siebie, udało mu się jednak dotrzeć, dzięki kilku monetom wciśniętym odpowiednim ludziom, do kotłów parowych umieszczonych w trzech oddzielnych przedziałach wodoszczelnych.

Doktor Grandwels stracił poczucie czasu i gdyby nie głód, który przypomniał mu, że pora kolacji już dawno minęła, pewnie poznałby jeszcze więcej tajemnic, skrywanych przez największy i najwspanialszy statek na świecie.

 

Aidan zajrzał do jadalni, w której podawana była właśnie kolacja, jednak nie znalazł tam żony. Udał się więc na pokład, który był prawie pusty. Lizzy stała na rufie. Dostrzegł ją już z daleka. Zauważył, że rozpuściła włosy, co sprawiło, że wyglądała niemalże jak zjawa.

– Lizzy – powiedział łagodnie, zbliżając się do niej.

Nie odpowiedziała, co wcale nie było niezwykłe. Wiedział, że w stanie, w jakim się znajdowała, wszelkie próby rozmowy nie miały najmniejszego sensu. Coś innego jednak przykuło uwagę Aidana. Kobieta unosiła się jakąś stopę nad pokładem.

Morze pachniało tajemnicą.

 

Jadalnia opustoszała i jedynie spóźnieni państwo Grandwels spożywali kolację samotnie, zajmując miejsca przy prywatnym stole we wnęce. Lizzy cieszyła się z tej odrobiny prywatności, jakiej nie dawałoby miejsce przy jednym z dwóch wspólnych, długich stołów, ciągnących się na całej długości jadalni. Opuszczająca właśnie pomieszczenie elegancko ubrana kobieta, prezentująca dumnie kosztowną biżuterię, spojrzała na nich ze gorszeniem. Najwyraźniej fryzura i dość luźna suknia Lizzy oraz ubrudzony podczas zwiedzania statku surdut Aidana kwalifikowały ich jako pasażerów gorszej kategorii.

– To skandal! – stwierdziła oburzona. – Kto dopuścił do tego, żeby ci z drugiej klasy jedli tutaj?! Proszę natychmiast opuścić jadalnię!

Lizzy spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się łagodnie. Aidan zupełnie ją zignorował. Na szczęście z pomocą przyszedł kelner, który dyplomatycznym szeptem wyjaśnił nadgorliwej pasażerce, kim są osoby wzbudzające jej oburzenie. Kobieta rzuciła jeszcze, choć nieco ciszej, kilka kąśliwych uwag i dumnie wyszła.

– Dlaczego nic nie jesz? – zapytał Aidan.

– Nie jestem głodna – odparła Lizzy.

– Powinnaś…

– Cieszę się, że nie musimy tu siedzieć z tymi wszystkimi ludźmi. – Zmieniła temat. – Ostatnio wolę samotność.

– Zawsze wolałaś.

– Nie. To coś innego. – Pokręciła głową. – Tu, na tym statku, zrozumiałam, że coraz bardziej odrywam się od wszystkiego, co mnie otacza. Od wszystkiego, co jest przyziemne. Nigdy wcześniej nie było to tak mocne uczucie. Patrzę na wodę i czuję z nią coraz większą jedność.

– Ja też mam dziwne wrażenia.

– Jakie? – zainteresowała się Lizzy.

– Chciałbym zostać tu na zawsze. Kocham ten statek i czuję, jakbym był jego częścią. Spójrz choćby na ten salon jadalny. Już samo to jest niesamowite. – Wskazał na ogromy łukowaty sufit zbudowany z witraży w stalowych ramach. Pomiędzy szkłem z zewnętrznym dachem znajdowały się setki żarówek. – Wygląda jak niebo nocą. Tu obok są spiżarnie, połączone windami z kuchnią na niższym pokładzie, a tuż za ścianą jadalnia dla dzieci i opiekunek. Gdybyś widziała to wszystko, co ja dzisiaj zobaczyłem…

Lizzy milczała dłuższą chwilę.

– Rozumiem cię – powiedziała w końcu.

 

Kolejne dni płynęły leniwie jak krople wody ściekające z sopla lodu, muśniętego pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Aidan poznawał statek, dotykał masztów, barierek, ścian. Wyczuwał wibracje poszczególnych elementów. Stał się coraz cichszy i spokojniejszy. Marzył o tym, żeby znaleźć się za kołem sterowym i zapanować nad pozornie bezduszną maszyną, która jednak według Aidana była tętniącym życiem organizmem.

Lizzy większość czasu w ciągu dnia spędzała w apartamencie. Zanurzała się w miedzianej wannie wypełnionej wodą i nie wychodziła nawet na posiłki. Nie interesowało ją to, co na temat jej i męża mówiono w jadalni, głównym salonie czy palarni. Nie miała nawet świadomości, że wraz z Aidanem byli głównym obiektem plotek i wywoływali powszechne zgorszenie.

Dopiero późnym wieczorem oboje ruszali na pokład. Aidan zauważył, że podczas medytacji Lizzy unosiła się coraz wyżej. Miał nawet wrażenie, że jej obraz się zacierał i rozmywał, tak jakby rozpływała się w powietrzu. Któregoś dnia dostrzegł, że w miejscu, gdzie stała, pojawiła się niewielka kałuża wody.

Morze na środku oceanu miało barwę stalowogranatową i pachniało wyczekiwaniem.

 

– Jutro powinniśmy dotrzeć do Nowego Jorku – stwierdził ze smutkiem Aidan szóstego dnia, kiedy wieczorem stali na rufie. Lizzy patrzyła na szeroki pas spienionej, kotłującej się wody, ciągnący się za statkiem.

– Jesteśmy w Nowym Jorku – powiedziała jakby na pocieszenie.

– Rzeczywiście. Nie chcę poznać innego.

– Tak naprawdę, to nie był cel naszej podróży. Mieliśmy być tylko wolni.

– I wydaje ci się, że jesteśmy?

– Tak. Już prawie jesteśmy.

Aidan uwielbiał, kiedy Lizzy tak się uśmiechała. Tym razem jej uśmiech krył w sobie coś więcej.

– Prawie? – zapytał.

– Czy wiesz, czego najbardziej pragniesz?

– Wydaje mi się, że tak. Wiem też, czego nie chcę robić w życiu. – Lizzy patrzyła na Aidana z zainteresowaniem. – Nie chcę być lekarzem. Nigdy nie będę tak dobry jak mój ojciec. Nie czuję tego.

– Więc chodź. – Pociągnęła go za rękę.

– Dokąd?

– Chcę się z tobą kochać.

 

***

 

Choć to nie był ich pierwszy raz, to zbliżenie miało w sobie coś magicznego i mistycznego. Jeszcze nigdy nie byli ze sobą tak blisko. Ciała splecione w miłosnym uniesieniu, elektryzujący dotyk, głębokie spojrzenia sięgające dusz. Ciepło i wilgoć. Niezadane pytania, na które wzajemnie udzielali sobie odpowiedzi. Zrozumienie i ukojenie. Współistnienie.

Nad ranem Aidan zasnął wyczerpany i spełniony. Lizzy leżała wciąż na nim, wtulając twarz w zagłębienie między szyją a barkiem męża. Wiedziała, że nadszedł czas. Oddychała powoli, z uwagą. Świat wokół niej przestał istnieć, nic nie miało już znaczenia. Z każdym kolejnym wdechem przestawała być całością. Każda cząstka jej ciała zaczynała żyć własnym życiem. Te z nich, które nie były wodą, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Świadomość Lizzy znalazła się nagle w tej cudownej substancji, która stanowiła podstawę życia. Mogła kierować strumieniem, którym sama w tej chwili się stała.

Rozchylone usta śpiącego Aidana nagle wypełniła woda. Wdzierała się głębiej do gardła, a następnie do płuc. Czując, że zaczyna się dusić, próbował rozpaczliwie złapać oddech. Po kilku minutach instynktownej walki jego ciałem wstrząsnęły drgawki. Na koniec wyprężył się, próbując po raz ostatni bezskutecznie zaczerpnąć powietrza. W końcu opadł bezwładnie na łóżko.

Strużka wody powoli ściekała z ust Aidana. Nie wsiąkła w pościel, lecz kierowana jakąś wewnętrzną siłą spłynęła na podłogę, po czym przez szparę pod drzwiami na korytarz. Kiedy wydostała się na pokład, zmieszała się z kroplami padającego deszczu, a wraz z nimi trafiła do morza zmieciona podmuchem wiatru.

Lizzy była szczęśliwa.

City of New York kołysał się na wzburzonym morzu. Sztorm trwał aż do rana. Morze pachniało świętością.

 

***

 

– Panie kapitanie – zakomunikował dyskretnie pierwszy oficer, zanim dowódca statku zdążył zająć miejsce w jadalni. – Mamy problem.

– Słucham?

– Na City of New York podróżował doktor Grandwels wraz z małżonką.

– Pamiętam. To ten młody człowiek, który chciał się dowiedzieć wszystkiego o statku. A co znaczy podróżował? – zdziwił się kapitan.

– Znaleziono go dzisiaj w łóżku, w apartamencie – oficer ściszył głos. – Martwego – dodał.

– Martwego? – zapytał kapitan z niedowierzaniem, a oficer jedynie skinął na potwierdzenie. – To rzeczywiście mamy problem. Co było przyczyną śmierci?

– Nasz lekarz dokonał oględzin i stwierdził, że wygląda na utonięcie – odparł niepewnie oficer.

– Utonął w łóżku? Bzdura! – Kapitan zmarszczył brwi. Ta teoria wydała mu się niedorzeczna.

– Jest jeszcze coś zagadkowego w tej śmierci… otóż na ciele doktora Grandwelsa znajdują się ślady jakiejś dziwnej substancji. Trudno określić co to w ogóle jest, ale wygląda jak resztki czegoś żywego.

– Słucham?

– Przekazuję tylko, co powiedział lekarz, choć dla niego to również zagadka – usprawiedliwił się pierwszy oficer. – Jest jeszcze jedna sprawa.

– Mów.

– Jego żona, pani Elizabeth Grandwels zniknęła.

– Więc trzeba jej poszukać.

– Przetrząsnęliśmy cały statek. Nigdzie jej nie ma.

– Szukać dalej.

– Jest też możliwość, że wyskoczyła. Przecież pan wie, że zachowywała się dziwnie przez całą podróż.

– Wiem. Morze wciąga. Czasem za bardzo… – Zamyślił się kapitan. – Przyślij mi doktora i zmobilizuj jak najwięcej ludzi, nich dalej szukają tej kobiety.

 

***

 

Sternik największego transatlantyku na świecie spojrzał na linię lądu, która pojawiła się na horyzoncie. Jesteśmy w domu – pomyślał z satysfakcją i ulgą.

Nagle poczuł chłód tuż za sobą, a na dłoniach, zaciśniętych na kole sterowym, spoczęły jakby inne, lodowate dłonie, próbujące przejąć kontrolę nad statkiem.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

I tak źli ludzie psują dobre statki, egoiści. ;) A serio, to mam słabość do historii o opętaniu, bo tak właśnie odczytuję to opowiadanie: bohaterowie tak mocno ugrzęźli w swoich pragnieniach, że wszystko inne (i wszyscy inni) przestało mieć dla nich znaczenie. Nie są sympatyczni i drażnią tym ciągłym maskowaniem swojego egoizmu transparentem z napisem “wolność”, ale są jacyś, a to w opowiadaniach zawsze uważam za plus.

W moim odczuciu pierwszy fragment nie jest potrzebny, tekst broniłby się bez niego. Szczególnie że dramatyczny początek mógłby łapać czytelnika od razu za gardło. Potem napięcie spada, robi się wręcz sennie. Zakończenie wydaje mi się mało satysfakcjonujące, poprawne, wcześniej rzucane podpowiedzi ładnie się zbiegają, ale bez efektu “wow”. 

Mam problem z wszechmocą Lizzy – nie tylko zmienia siebie, ale też męża. Ach, gdyby faktycznie medytacją można było takie efekty uzyskać… Zdziwiło mnie też jej podejście do Aidana, traktuje go trochę jak dziecko, takiego niesfornego misia, którego trzeba co i rusz ustawiać do pionu. Np. mąż zaprasza ją na wspólne oglądanie statku, a ta wyciąga intercyzę (”Uzgodniliśmy przecież, że nie będziemy robić nic na siłę, a małżeństwo da nam wolność”). ;) Z armatą na muchę… 

Inna sprawa, że na plaży Lizzy mówi, że przestało jej zależeć na pozorach, a potem piszesz, że: “Byli niczym dwoje spiskowców, którzy udawali przed światem; on wzorowego studenta, przyszłego lekarza, mężczyznę o nienagannych manierach, ona zaś przykładną pannę z dobrego domu, córkę podróżnika” – to jak w końcu? Udawała czy nie?

 

I odrobina korekty:

Clydebanks, Szkocja[+,] rok 1885

Potem “rok” pojawia się za każdym razem na końcu – ujednoliciłabym.

Chciał mu wtedy pokazać stocznię John Brown and Company

Dziwnie edytor podzielił słowo “stocznia” (bez dywizu), ciekawe. Nazwy firm raczej nie zapisuje się kursywą, wystarczy duża litera (jak wszystkie nazwy własne).

Przy takim silniku, jaką osiągnie prędkość?

Bez przecinka.

uszy Aidana Grandwelsa, w tym momencie, zalane byłyby krwią.

Przecinki nie są potrzebne.

To jest ostatnia rzecz, jaką chciałbyś zobaczyć i ostatnia, jaką chciałbyś robić w życiu.

Trzeba zamknąć przecinkiem zdanie podrzędne, więc po “zobaczyć” dodaj przecinek.

ale w obliczu bezpośredniej konfrontacji z żywiołem, okazał się bezsilny

Bez przecinka.

Bał się otworzyć oczy, bo wiedział co, a właściwie kogo, zaraz zobaczy.

Tutaj przecinek powinien trafić po “wiedział”. Ewentualnie, żeby nie straszyć przecinkami czytelników, wtrącenie zapisałabym z myślnikami: “wiedział, co – a właściwie kogo – zaraz zobaczy”.

Minuty zmieniły się w godzinę, a później w następną, a jedyne co Aidan słyszał,

Przecinek po “jedyne” (bo mamy zdanie podrzędne tłumaczące, czym to “jedyne” jest). 

Kilka wypowiedzianych przez Lizzy słów, wyrwało Aidana z tego niesamowitego stanu, w jakim się znalazł i stało się sygnałem do powrotu do rzeczywistości.

Przecinek po “słów” jest niepotrzebny, natomiast brakuje przecinka po “znalazł”.

wówczas w milczeniu obcujemy z otaczającym nasz światem

Literówka: “nas”.

Był to niewątpliwie znak jej sprzeciwu przeciw sztywnym konwenansom i ograniczeniom.

Sprzeciw wobec czegoś

No i jedynego mężczyznę, który nie uważa, że jego córka jest niespełna rozumu i nie traktuje jej jak dziwadło.

Daj przecinek po “rozumu”.

powiedział Aidan, odgarniając mokry kosmyk włosów z twarzy Lizzy

Kosmyk z definicji to «swobodnie opadające pasemko włosów», więc “kosmyk włosów” to pleonazm.

Na górnym pokładzie, na końcu statku, znalazł palarnię dla pasażerów, również pierwszej klasy, oraz bar, którego ściany pokrywały panele z orzecha amerykańskiego

Co pokrywało co? Czyżby ściany były podmiotem? A jednak nie powinny.;) To jeden z moich ulubionych błędów składniowych (ma piękną nazwę), a rozwiązaniem jest zwykle zastosowanie czasownika w stronie biernej.

Opuszczająca właśnie pomieszczenie elegancko ubrana kobieta, prezentująca dumnie kosztowną biżuterię, ze zgorszeniem spojrzała na nich.

Akcent zdaniowy warto byłoby dać na “zgorszenie”: “…biżuterię, spojrzała na nich ze zgorszeniem”.

kwalifikowały ich, jako pasażerów gorszej kategorii.

Bez przecinka.

 – Nie. To coś innego – pokręciła głową.

 – Nie. To coś innego. – Pokręciła głową.

Dopiero późnym wieczorem, oboje ruszali na pokład. 

Bez przecinka.

stwierdził ze smutkiem Aidan szósego dnia, kiedy wieczorem stali na rufie

Literówka: “szóstego”.

Nigdy nie będę tak dobry, jak mój ojciec.

Bez przecinka.

 – Więc chodź – pociągnęła go za rękę.

 – Więc chodź. – Pociągnęła go za rękę.

choć dla niego ta śmierć, to również zagadka

Bez przecinka.

Czasem za bardzo… – zamyślił się kapitan.

Czasem za bardzo… – Zamyślił się kapitan.

Hmm. Ładnie opowiedziana historia, chociaż maławo w niej nowości. OK, jest opętanie, jest medytacja. Ale tym razem mam wrażenie, że to nie jest gładkie połączenie. Laska zabija męża, bo… No, właściwie nie wiem, czemu to zrobiła. Może sądzi, że pomaga mu spełniać marzenia? A co na to karma? Przecież tak nie można. Ale w sumie, powinien wiedzieć, czego się można po żonce spodziewać, kiedyś już próbowała go utopić.

W sumie – dużo falbanek i ozdobników, niewiele fabuły. Bohaterowie stopniowo przechodzą od młodych ludzi zmuszanych przez rodziny do rzeczy, na które wcale nie mają ochoty, do coraz bardziej antypatycznych wersji.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Rooms. :)

Sama nie wiem, dlaczego ostatnio “wychodzą mi” sami antypatyczni bohaterowie? Przynajmniej jacyś są, jak słusznie zauważyłaś.

Co do pierwszego fragmentu, to jednak nie zrezygnuję z niego, bo jest potrzebny dla potrzeb konkursu, a poza tym stanowi pewnego rodzaju łącznik z opowiadaniem “Ziemia”.

Czy Lizzy traktuje Aidana jak dziecko? Myślę, że ona po prostu znalazła się w takim punkcie, że nic poza wodą jej już nie interesuje. Na statku obsesja ostatecznie wzięła górę i nawet spacer z mężem nie wydaje się czymś atrakcyjnym. Po co ma się zmuszać do czegoś? Mieli być wolni i są wolni.

Wydawało mi się, że końcówka jest mocna, ale najwyraźniej myliłam się.

Babole poprawiłam, dzięki za wyłapanie.

Dziwnie edytor podzielił słowo “stocznia” (bez dywizu), ciekawe.

Bardzo ciekawe. Ja również nie wiem, o co chodzi. :)

 

Finklo, 

Laska zabija męża, bo… No, właściwie nie wiem, czemu to zrobiła. Może sądzi, że pomaga mu spełniać marzenia?

Zabija go, bo widzi, że on męczy się tak samo jak ona. Może to trochę egoistyczne, że nie pozwoliła mu spróbować spełniać jednak swoich marzeń bardziej “na żywo”, ale pewnie wiedziała więcej niż my i znała go lepiej ;)

Fabuła rzeczywiście szczątkowa. Skupiłam się bardziej na przemianie bohaterów i kolejny raz stworzyłam potwory. :)

Cieszę się, że przynajmniej udało mi się ładnie opowiedzieć całą historię. Dzięki za odwiedziny.

 

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Przeczytane ;)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dzięki. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Nie będę ukrywać, że “Ziemia” podobała mi się bardziej i mimo iż zdecydowanie dostrzegam elementy łączące oba opowiadania, to są one dla mnie inne. W “Wodzie” jest mniej akcji, jest tak bardziej, hm, uduchowiona, rozmyta, odrealniona… I tak sobie teraz myślę, że może dlatego, że jedno to ziemia, a drugie woda… :)

Bardzo ładnie napisane, takie trochę poetyckie, namalowane słowami. A bohaterowie? Zmęczeni egzystencją, uciekający przed codziennością. Woda, marzenia, wolność, spokój ducha.

Mnie się podobało. Klikam :)

Hmmm. Ziemia, woda… Czyżby żywiołowy cykl? ;-)

Babska logika rządzi!

Ja czekam teraz na ogień ;)

Zima idzie, ogień może się przydać. ;-)

Babska logika rządzi!

U mnie w pokoju 20 stopni i już marznę… Definitywnie jakieś ogniste opowiadanko nie zaszkodzi ;)

Dziękuję, Katiu. :)

Rzeczywiście to opowiadanie ma nieco inny klimat. Tak jak pisałam wcześniej, skupiłam się bardziej na ewolucji bohaterów, a nie na tworzeniu fabuły. Tu jest więcej duchowości, a “Ziemia” była bardziej… przyziemna. Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy zacznę pisać o powietrzu, bo Finkla dobrze podejrzewa, że może powstanie z tego cykl.

Dzięki za odwiedziny i kliczka. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Nie wiem, AQQ, czy dobrze odczytałam opowiadanie, ale odniosłam wrażenie, że Elizabeth spełniła marzenie męża, sprawiła, że Aidan mógł już na zawsze pozostać na statku, a nawet – co sugeruje ostatnia scena – przejąć nad nim kontrolę i sterować do woli.

Zastanawiam się tylko, dlaczego Aidan zupełnie bez zdziwienia, wręcz obojętnie przyjął do wiadomości lewitowanie żony. Czy naprawdę uważał jej unoszenie się nad pokładem za coś normalnego i oczywistego?

Podobała mi się Ziemia, spodobała się i Woda. Czekam na dalszy ciąg cyklu. ;)

 

któ­re­go ścia­ny były po­kry­te pa­ne­la­mi z orze­cha ame­ry­kań­skie­go, a fo­te­le były obite skórą naj­wyż­szej ja­ko­ści. Aidan mu­siał przy­znać, że wszyst­kie po­miesz­cze­nia były urzą­dzo­ne… ―> Lekka byłoza.

Proponuję: …któ­re­go ścia­ny były po­kry­te pa­ne­la­mi z orze­cha ame­ry­kań­skie­go, a fo­te­le obito skórą naj­wyż­szej ja­ko­ści. Aidan mu­siał przy­znać, że wszyst­kie po­miesz­cze­nia urzą­dzo­no

 

Aidan zaj­rzał do ja­dal­ni, w któ­rej od­by­wa­ła się ko­la­cja… ―> A może: Aidan zaj­rzał do ja­dal­ni, w któ­rej podana była kolacja

 

spoj­rza­ła na nich ze gor­sze­niem. ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga, Reg, Lizzy właściwie tylko pomogła spełnić marzenie męża. On dostał to, czego pragnął, a ona osiągnęła swój cel, znaczy stała się wodą. Dlaczego Aidan się nie dziwi? Cholera wie, czego Lizzy mu naopowiadała o mistrzach dalekiego wschodu i ich umiejętnościach. Może nie widział w tym nic nadzwyczajnego. Dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że Woda ci się podobała. Babolki poprawię w domu, bo teraz jestem w pracy i na telefonie.

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

AQQ, tak też sobie pomyślałam, że podróż do Indii i Tybetu, wiele w Lizzy zmieniła, że już nigdy nie była ona tą samą kobietą. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam mieszane uczucia. Jest to niezła historia, ale coś mi tu klimat szwankował, dlatego nie potrafiłam przejąć się losami bohaterów. 

Jak już zauważyła Finkla, dużo opisów, mało fabuły. Napięcie szczególnie nie wzrasta, dopiero podczas sceny “utonięcia” coś w mym zimnym sercu drgnęło. ;)

Ja osobiście, jako czytelnik, sama wolałabym ocenić, jaką kobietą była Lizzy. Aidan kilka razy myśli o niej, lub mówi i informuje mnie, że to dziewczyna dziwna, nieokiełznana itp. Wolałabym ocenić ją sama na podstawie jej zachowań.

Oczekiwałam też więcej od statku. Nie czułam go. Za bardzo przypominał mi Titanica, ale brakowało mu duszy (chociaż wiem, że to tylko tło). ;)

Ale to moje odczucia. Tekst jest ok, ale mi do gustu nie przypadł.

Na razie tylko zakolejkowałam, ale zdążyłam zauważyć, że masz w pierwszym zdaniu niefajne powtórzenie:

 

Nigdy wcześniej doktor Edgar Grandwels nie żałował bardziej tego, że kilka lat wcześniej zabrał swojego syna Aidana do Clydebanks.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Reg, babole poprawione, choć to drugie zdanie przerobiłam jeszcze inaczej.

Myślę, że pewne doświadczenia i spotkania mogą znacząco wpłynąć na nasze postrzeganie świata. Czasem przewracają życie do góry nogami :)

Saro, jeśli nie podeszło, to trudno. Zazwyczaj stawiam na fabułę, a to swego rodzaju eksperyment.

Ze statkiem miałam problem, bo nie chciałam umieszczać akcji na Titanicu. Odszukałam ten nieszczęsny City of New York, ale informacje były szczątkowe. Zależało mi też na zachowaniu chronologii, bo to w pewnym sensie kontynuacja poprzedniego opowiadania, a ten transatlantyk idealnie pasował.

Dzięki. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Drakaino, już lecę poprawiać, ale pewnie znajdziesz jeszcze masę powtórzeń :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Chciałby tu zostać na zawsze

 

Literówka się wkradła.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

m – dodane.

Dzięki. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Czytało się płynnie i przyjemnie. Podoba mi się, że historia związana jest z okrętem z XIX wieku, lubię to yes Do tego klimatycznie opisany port w Liverpoolu, dobrze przedstawiony sam City of New York.

 

Mam trzy uwagi:

 

Morze Irlandzkie pachniało spokojem, a z każdą kolejną milą jego kolor zmieniał się na coraz bardziej szaroniebieski.

Chodzi o mile czy mile morskie? Pierdoła, ale jakoś mnie zastanowiło.

 

Lizzy milczała dłuższą chwilę.

– Rozumiem cię.

Nie wiem kto wypowiada to Rozumiem cię :(

 

No i ta końcowa rozmowa kapitana z pierwszym oficerem. Mam wrażenie (pewnie mylne), że dialog pisany był naprędce. Dla kapitana jakby normalne były trupy na statku – takie odniosłem wrażenie. Popracowałbym jeszcze nad tym dialogiem.

To ja zacznę od minusa: Przez tę pierwszą scenę statek mocno kojarzył mi się z Titaniciem i trochę to przeszkadzało.

Generalnie jednak podobało mi się. Dyskutowałabym, czy kochająca żona powinna w ten sposób spełniać marzenia męża, ale najwyraźniej małżonek był szczźśliwy, próbując przejąć stery. ;)

Treść jest spójna, bahaterowie niezwykli, a przez to zapadający w pamięć. Melancholijne to strasznie, ale w ładny sposób. Masz we mnie zadowoloną czytelniczkę. :)

Klik. :)

Grzelulukasie , dzięki za odwiedziny i cieszę się, że ogólnie raczej podobało ci się to opowiadanie.

Chodzi o mile czy mile morskie? Pierdoła, ale jakoś mnie zastanowiło.

Chodzi oczywiście o mile morskie, ale wydawało mi się, że dookreślenie tych mil w zdaniu, w którym występuje już “morze” nie wyglądałoby najlepiej, czyli mniej więcej tak:

Morze Irlandzkie pachniało spokojem, a z każdą kolejną milą morską jego kolor zmieniał się na coraz bardziej szaroniebieski.

więc raczej ego nie zmienię.

 

Dialog uzupełnię, a nad końcówką z kapitanem jeszcze pomyślę. Dzięki!

 

Irko, 

Przez tę pierwszą scenę statek mocno kojarzył mi się z Titaniciem i trochę to przeszkadzało.

Pewnie dlatego, że większość ludzi kojarzy tylko Titanica, a był to okres, kiedy tych transatlantyków budowało się w cholerę. Akurat w tym czasie City of New York był największym i najbardziej luksusowym.

czy kochająca żona powinna w ten sposób spełniać marzenia męża,

Lizzy nie była typową kochającą żoną. Tu nigdzie nie ma słowa o miłości. Na pewno czuła jakąś więź z Aidanem, ale ich relacje były bardziej skomplikowane.

Cieszę się, że przybyła mi zadowolona czytelniczka. Dzięki za klika! :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Komentarz Rooms dał mi trochę do myślenia i pomógł zastanowić się, czy rozumiem wolność tak jak Aidan i Lizzy. Niekoniecznie. Wyobrażam sobie jednak, że w praktyce czujemy pragnienie wolności właśnie wtedy, gdy ktoś narzuca nam coś, z czym się nie zgadzamy i w tym kontekście z pewnością bohaterami kierowało pragnienie wolności. Swoją drogą, jeśli chodzi o Lizzy, nie ma jakichś przekonujących opisów, z których wynikałoby, że akurat jej czegoś w tym aspekcie brakuje. Wręcz przeciwnie – wydaje się cieszyć sporą, jak na opisywane czasy, wolnością. I rzeczywiście pojawia się tu mały zgrzyt, gdy bohaterka opowiada przyszłemu mężowi o odrzucanych pozorach, gdy zachowuje się tak, jakby o te pozory nie dbała, a późniejszy opis burzy tę konsekwencję. Miałem podobne odczucia podobne do opisanych przez Grzelulukasa odnośnie rozmowy kapitana na temat zwłok. Trochę bez emocji.

Nieco pomarudziłem, ale w tekście zdecydowanie spodobały mi się opisy pełnych pracy portów i stoczni i sposób, w jaki Lizzy opisuje elementy nadnaturalne. Skojarzył mi się z późnodziewiętnastowiecznym okultyzmem obecnym w różnych utworach z tamtej epoki. Relacje Aidana i Elizabeth też mnie zaciekawiły, wyobrażam sobie sporo ciekawych historii osnutych wokół związku, który funkcjonuje w ten sposób.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Melduję, że bilet został skasowany.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nevazie, 

Swoją drogą, jeśli chodzi o Lizzy, nie ma jakichś przekonujących opisów, z których wynikałoby, że akurat jej czegoś w tym aspekcie brakuje.

Nie ma tutaj opisów, bo Lizzy jest już w pewnym sensie wolna. Podróże z ojcem i zetknięcie z kulturą wschodu wpłynęły na jej postrzeganie świata. Nawet jeśli jeszcze dba o pozory, to po wejściu na statek odpuszcza sobie zupełnie. Nie jest już córeczką tatusia, ma męża, który podobnie jak ona pragnie wolności. 

Rzeczywiście brakuje emocji w rozmowie z kapitanem. Popracuję jeszcze nad tym.

Cieszę się, że znalazłeś i jasne strony tego opowiadania. Przyznam, że niełatwo było dotrzeć do materiałów na ten temat, a jednak się udało. :)

Dziękuję za odwiedziny i klika!

 

Śniąca – No to teraz… bileciki do kontroli :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Ładnie opowiedziana historia, liryczna, z plastycznymi opisami. Czekałam na zakończenie podobne do Titanica, ale finał mnie zaskoczył. Nie jestem przekonana, czy rzeczywiście spełniło się marzenie Aidana. Jego żona wypadła mrocznie w tej opowieści. Wydaje się, że Lizzy funkcjonowała na zupełnie innej płaszczyźnie niż pełen realizmu Aidan. Klik :)

Ando, zakończenie w stylu Titanica byłoby zbyt oczywiste i przewidywalne, i tę historię już znamy. Cieszę się więc, że finał zaskoczył, bo taki właśnie był mój zamiar. :)

Tak, rzeczywiście Lizzy funkcjonowała na zupełnie innej płaszczyźnie niż Aidan, ale wcale nie uważam, żeby była jakoś specjalnie mroczną postacią. Nie tak sobie ją wyobrażałam, a jeśli tak wyszło, to też dobrze.

Dzięki za komentarz i wlanie Wody do biblioteki. :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Ciekawe opowiadanie. Osobiście wolę inne opowieści, ale tutaj powstał klimat, który przypomina mi książki przygodowe, jakie czytałem w dzieciństwie. Tu niby bardziej statycznie, mniej przygodowo, ale właśnie w ten deseń. W sumie wątki takie, jak wyzwolenie się z konwenansów i tego, co wypada, wybranie przygody zamiast kariery itp. też pasują do takiego postrzegania tekstu.

Końcówka niby przewidywalna, a jednak nie do końca. Bo przemianę głównych postaci i ich zespolenie się z ich marzeniami można było dopowiedzieć jeszcze na długo przed finałem, ale już tego, że ta przemiana nabierze lekkiej nuty horroru niekoniecznie.

Mam dysonans – bo ewidentnie nie jestem targetem czytelniczym tego tekstu (przekaz mi się podoba, bardzo spowolniona forma nie), ale jednocześnie wydaje mi się, że tekst nadaje się do nominacji piórkowej. Może to kwestia właśnie tego przypomnienia literatury przygodowej (niby Szklarski i Verne to coś kompletnie innego, ale coś w mojej głowie kojarzy ten tekst właśnie w tym kierunku), a może to, że ten tekst nie tylko w treści i tytule ma coś z wody – także narracja bardzo pasuje do tego słowa (i zdecydowanie NIE chodzi mi o “lanie wody” ;) ).

 

“Morze wciąga”

– a te słowa to tu zapachniały ironią ;) 

 

Dzięki, sierściuchu puchaty. :)

Jest mi bardzo miło, że mimo Twoich osobistych preferencji czytelniczych, znalazłeś tyle zalet tego opowiadania. Tak, jest statycznie, bo jakby nie było ważną funkcję zajmuje tutaj medytacja, która nadaje określonego tempa narracji (albo przynajmniej tak miało być). Właśnie końcówka, a właściwie sam moment “przemiany”, to miał być taki mocniejszy akcent, i jeśli nabrała według Ciebie “lekkiej nuty horroru”, to cieszę się, że tak wyszło.

“Morze wciąga”

– a te słowa to tu zapachniały ironią ;) 

Te słowa miały zapachnieć ironią. ;)

Dziękuję za nominację piórkową!

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Ciekawe opowiadanie. Opowiadanie jest piórkowe, tak mi się zdaje. Podobnie jak Wilk nie jestem targetem. Nie czytałam opowieści o Ziemi, muszę ją przeczytać.

Sceny z pierwszej części tekstu podobały mi się, z końcowej już mniej, zdawały mi się pośpieszne, chociaż, kiedy je przeglądam to takimi nie są, za wyjątkiem przejścia – czasu spędzonego na statku. Tekst płynie, na podobieństwo wody. Dobrze napisane i wymyślone!

Zakończenie jest dla mnie bardzo mocne.

Gdybym miała się czepiać, to dwie rzeczy zdają mi się jakby niewystarczające, nie zagrały. Pierwsza – fascynacja Aidena morzem i „pływaniem” czy budowaniem maszyn – transatlantyk, parowiec, siła i moc maszyny, potęga umysłu. To nie do końca to samo. Druga – połączenie u Lizzy medytacji, śmierci i wody. Jednak te kwestie nadają się bardziej do zastanowienia się nad nimi i „porozkminiania” niż komentarza.

 

Zgłaszam i pisz tetralogię:) 

Jeden drobiazg: długość podróży Liverpool – Nowy Jork, masz kilka dni, trzeba byłoby sprawdzić dokładnie, ale moim zdaniem 10-14 dni.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, zacznę od końca:

Jeden drobiazg: długość podróży Liverpool – Nowy Jork, masz kilka dni, trzeba byłoby sprawdzić dokładnie, ale moim zdaniem 10-14 dni.

Sprawdziłam dokładnie.:) Dotarłam do dzienników portowych (chyba tak to się nazywa?), z których wynika, że rejs który rozpoczął się 20.08.1891r. trwał sześć dni. Większość rejsów City of New York trwała sześć dni, choć było nawet kilka pięciodniowych. Tutaj i tak dodałam jeden dzień, bo szóstego dnia Aidan stwierdza, że Jutro powinniśmy dotrzeć do Nowego Jorku.

Cieszę się, że doceniłaś końcówkę, bo właśnie ona była pomysłem i początkiem całego opowiadania.

Fascynacja Aidana dotyczyła wszystkiego, co wiązało się ze statkiem, począwszy od jego budowy, poprzez rejs i związek z morzem – jako jednego, niesamowitego “organizmu”, jego konstrukcji i funkcji. Może nie przedstawiłam tego dość wyraźnie. Jeśli chodzi o Lizzy, to być może również zbyt ogólnie nakreśliłam kwestię przemiany poprzez medytację, ale wydawało mi się, że łopatologia nie jest tu potrzebna. Zostawiłam tę kwestię do rozkminy czytelnikowi ;)

Dzięki, Asylum za komentarz i nominację, a jak znajdziesz chwilę, to Ziemia czeka. :D

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

AQQ, wspaniale, że o to zadbałaś! :)

Bo widzisz, nie byłam tego pewna, a to ważny szczegół. Tak na szybko, w trakcie czytania, pojawiły mi się liczby-okresy: żaglowce powyżej czterdziestu dni, pierwszy parowiec (Sirius, chyba, może jeden z pierwszych) – dziewiętnaście dni), potem kolejne dziesięć – czternaście. Obecnie rejs około ośmiu dni, ale z postojami w portach, więc nie na rekord szybkości. 

Sprawdziłam dokładnie.:) Dotarłam do dzienników portowych (chyba tak to się nazywa?), z których wynika, że rejs który rozpoczął się 20.08.1891r. trwał sześć dni. Większość rejsów City of New York trwała sześć dni, choć było nawet kilka pięciodniowych. 

Super, to musiała być niesamowita maszyna parowa, łał! XD Fajnie to wiedzieć. Kto wie, czy nie był najszybszym  liniowcem  wtedy.

Tak, końcówka jest świetna, bardzo plastyczna, chociaż różni się od pierwszych scen. Z i nad fascynacjami, obsesjami oraz rodzajem „opętania”, zwłaszcza jeśli siłami natury, warto byłoby przed wydaniem (uważam, że wydasz, bo interesujące) popracować. Nie chodzi mi o łopatologię, lecz bardziej symbolikę i siłę przemian, ale to na zupełnie inną rozmowę kiedy indziej. 

Pzd srd:) a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, nie mogłam potraktować pewnych rzeczy po łebkach. Nawet Wiki podaje, że: w momencie wodowania był to największy statek pasażerski na świecie, uznawany także za najbardziej luksusowy. W 1882 na krótko zdobył Błękitną Wstęgę Atlantyku. – znaczy – był raczej szybki. :)

Co do dalszego ciągu, to cały czas o tym myślę. Po zakończeniu konkursu ten tekst pewnie jeszcze też poprawię, biorąc pod uwagę wszystkie sugestie. Dzięki jeszcze raz! ;)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

;D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

 Tekst płynie powoli i majestatycznie niczym City of New York :) Początek był bardzo klimatyczny, podobała mi się rozmowa z dokerem i dało to dobre wyjaśnienie fascynacji Aidana. Niestety, nie mogę zrozumieć relacji między małżonkami. Tak jakby w pewnym momencie całkowicie przestali się sobą interesować. Ich relacje były zbyt chłodne jak na nowożeńców, powiedziałbym raczej, że mamy do czynienia z parą z długim stażem. Najlepszym fragmentem była końcówka z przejęciem steru przez Aidana. Bardzo satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę, że chciał pozostać na statku na wieczność.

Fladrifie, zauważyłeś chyba, że relacja między małżonkami nie była zbyt “normalna’. Pomijając już fakt, że czasy były takie a nie inne i małżonkowie nie zachowywali się w stosunku do siebie tak… jak teraz, to oboje byli inni i odstawali od panujących norm. I właśnie to ich łączyło :)

Cieszę się, że spodobały ci się początek i koniec. Dzięki!

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Czytało się płynnie

 Tekst płynie

 

Tematyczne komentarze :-)

 

Jednym słowem (a właściwie dwoma) – lanie wody :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Ale opowiadanie nie jest rozwodnione. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Do-wód?

Babska logika rządzi!

Dowody są nieco rozmyte!

Uważasz, Wilku, że za bardzo popłynęłam? :P

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Przeciwnie, czytelnik płynie na fali wyobraźni.

To pozytywnie wpływa na odbiór

Zastanawiam się, czy nie nasączyć bardziej?

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

A ja troszkę ponarzekam. Czytałem Ziemię, która bardzo mi się podobała, więc oczekiwania miałem wysokie. Dodatkowo to opowiadanie marynistyczne, więc tym bardziej zachęcało. Ale niestety do poziomu Ziemi mu trochę brakuje.

Nie było betowane i to widać. Używasz dużo niepotrzebnych słów. Przydałaby się autokorekta taka optymalizująca tekst. Drugie zastrzeżenie jest takie, że podobnie jak w Ziemi, często stosujesz zdania bardzo złożone, i mnie, w przeciwieństwie do przedpiśców, nie płynęło się przez ten tekst łatwo. Troszkę mnie męczył.

Gdzieniegdzie zbyt przerysowane reakcje (starsza pani na statku), gdzieniegdzie nienaturalne dialogi (kapitan), gdzieniegdzie łopatologia i powtórzenia, do tego scena w Liverpoolu (choć napisana bardzo dobrze, bo oddaje klimat portu) zalatuje kalką Tytanika, ale to już akurat nie Twoja wina. Wielkie parowce już takie wywołują skojarzenia.

Fabuła nie zachwyciła. 

Zakończenia też chyba nie zrozumiałem.

 

Pozytywy? Szkocja, nastrojowe oddanie epoki, to jest mocna strona tego tekstu i ona go broni.

Tak na marginesie, prywatnie musisz być chyba dość poukładaną osobą. Twoje zdania są takie pełne. Wszystko jest wyjaśnione, krok po kroku. Niewiele jest miejsca na chaos lub domysły. A jeżeli już, to jest to celowe (patrz zakończenie). 

 

Jeszcze na koniec troszkę czepialstwa i szczegółów:

 

Strach zalewał umysł i ciało, paraliżując je. Wiedział, że jest w pułapce, w sytuacji bez wyjścia. Próbował znaleźć w sobie tyle odwagi, żeby puścić ten przeklęty słup i popłynąć do brzegu, ale była to zbyt trudna decyzja. Morze pachniało gniewem, a Aidan się bał.

Ta końcówka niepotrzebna. Cały akapit przesycony jest strachem, jest oczywiste, że Aidan się boi. Ładnie to pokazałaś, więc nie trzeba jeszcze tego pisać wprost. Dużo piękniej brzmiałby ten akapit, gdyby kończył się na “Morze pachniało gniewiem.”

 

– Nie byłem jeszcze gotowy. Za mało ćwiczyliśmy.

– Byłeś gotowy. Musiałeś sobie to tylko uświadomić i pokonać lęk. W głębi duszy bardzo tego pragnąłeś. Wiem, że tak jak ja kochasz wodę.

Za dużo słów w tym zdaniu. Można by przyciąć jeszcze więcej, bez większej straty.

 

Do tego potrzebujemy skupienia i wyciszenia. Medytacji. Rozproszona moc to szum, milczenie zaś jest mocą ześrodkowaną. Jeżeli przez koncentrację skupiamy wszystkie nasze siły w jednym punkcie, wówczas w milczeniu obcujemy z otaczającym nas światem.

Raz, że wydźwięk tej wypowiedzi nie pasuje do epoki, dwa, co to jest “moc ześrodkowana”? Wyjaśnienie dla mnie okazało się niezrozumiałe.

 

Jesteśmy bardzo podobni do siebie. Oboje nie spełniamy oczekiwań naszych rodziców, choć ty przynajmniej starasz się zachowywać pozory. Mnie już przestało na tym zależeć. 

To miałem na myśli pisząc o łopatologii. To ma wynikać z kontekstu i wynika. Nie trzeba tego pisać wprost.

 

Te wszystkie wyprawy z ojcem, a zwłaszcza ta ostatnia do Indii i Tybetu uświadomiły mi, co tak naprawdę jest ważne

Czyli co konkretnie jej uświadomiły? Zdanie nic nie wnosi oprócz informacji, że Lizzy była w Tybecie. Ale to akurat można było podać dużo subtelniej.

 

kolor zmieniał się na coraz bardziej szaroniebieski.

Jaka jest różnica pomiędzy bardziej szaroniebieskim, a mniej szaroniebieskim?

 

a fotele obito skórą najwyższej jakości. Aidan musiał przyznać, że wszystkie pomieszczenia urządzono niezwykle elegancko i ze smakiem, a do wykończenia poszczególnych elementów użyto materiałów najwyższej jakości.

Raz, że powtórzenia, dwa “materiały najwyższej jakości” są mdłe i bezpłciowe, a do tego jeszcze dochodzą jakieś nieokreślone “poszczególne elementy”.

 

Pomieszczenia, jadalnia i kajuty dla pasażerów drugiej klasy znajdowały się na dolnym pokładzie.

Czy jadalnia i kajuty nie są pomieszczeniami? No i na nieszczęsna “jadalnia”. Na statku ma swoją nazwę “mesa”, choć tutaj, z racji że jest to statek luksusowy, być może ta “jadalnia” mogła się tak nazywać.

Dalej masz jeszcze dyskusyjne: “apartament” zamiast “kajuty” i “salon” zamiast “holu”.

 

Jadalnia opustoszała i jedynie spóźnieni państwo Grandwels spożywali kolację samotnie, zajmując miejsca przy prywatnym stole we wnęce. Lizzy cieszyła się z tej odrobiny prywatności, jakiej nie dawałoby miejsce przy jednym z dwóch wspólnych, długich stołów, ciągnących się na całej długości jadalni.

Powtórzenia to raz. Dwa, skoro w jadalni przebywali “jedynie” państwo Grondwels, to słowo “samotnie” jest zbędne.

 

Chyba wystarczy tego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz nadmierną krytykę.

Na koniec ocena. 5 to za dużo, 4 byłoby krzywdzące, więc daję 4.5.

 

Dzięki, Chrościsko za narzekanie. :)

Postaram się odeprzeć zarzuty.

Używasz dużo niepotrzebnych słów. Przydałaby się autokorekta taka optymalizująca tekst. Drugie zastrzeżenie jest takie, że podobnie jak w Ziemi, często stosujesz zdania bardzo złożone, i mnie, w przeciwieństwie do przedpiśców, nie płynęło się przez ten tekst łatwo. Troszkę mnie męczył.

Tutaj akurat nic nie poradzę, bo widocznie taki mam styl, który nie każdemu może się podobać.

 

Gdzieniegdzie zbyt przerysowane reakcje (starsza pani na statku), gdzieniegdzie nienaturalne dialogi (kapitan), gdzieniegdzie łopatologia i powtórzenia, do tego scena w Liverpoolu (choć napisana bardzo dobrze, bo oddaje klimat portu) zalatuje kalką Tytanika, ale to już akurat nie Twoja wina. Wielkie parowce już takie wywołują skojarzenia.

Nie wydaje mi się, że reakcja była przerysowana (ale to oczywiście moja opinia). To czasy, kiedy granice pomiędzy poszczególnymi warstwami społecznymi były mocno zarysowane i każde ich przekroczenie mogło budzić określone reakcje.

Odnośnie dialogów stawiano mi już zarzuty przy “Ziemi”, ale wydaje mi się, że jednak w XIX wieku ludzie rozmawiali ze sobą inaczej niż dzisiaj.

Opis portu w Liverpoolu na podstawie wspomnień Jaroslava Haška, ale pewnie wszystkie wyglądały podobnie. A wielkie parowce rzeczywiście wywołują skojarzenia, najczęściej właśnie z Tytanikiem.

 

Zakończenia też chyba nie zrozumiałem.

Zarzuciłeś mi łopatologię, a już bardziej łopatologicznie nie mogłam chyba przedstawić tej końcówki.

Tak na marginesie, prywatnie musisz być chyba dość poukładaną osobą. Twoje zdania są takie pełne. Wszystko jest wyjaśnione, krok po kroku. Niewiele jest miejsca na chaos lub domysły. A jeżeli już, to jest to celowe (patrz zakończenie). 

Hahahahaha… Właśnie tarzam się ze śmiechu XD!

Ostatnie, co można o mnie powiedzieć, to to, że jestem poukładaną osobą. Dobre!

Czy jadalnia i kajuty nie są pomieszczeniami? No i na nieszczęsna “jadalnia”. Na statku ma swoją nazwę “mesa”, choć tutaj, z racji że jest to statek luksusowy, być może ta “jadalnia” mogła się tak nazywać.

Dalej masz jeszcze dyskusyjne: “apartament” zamiast “kajuty” i “salon” zamiast “holu”.

Do czegoś takiego bardziej pasuje określenie “jadalnia”, zresztą tekst źródłowy również tak podaje.

 

Podobnie jest z salonem, to nie był hol, tylko rzeczywiście salon. Kajutą również trudno nazwać coś, co składa się kilku ekskluzywnych pokoi.

Raz, że wydźwięk tej wypowiedzi nie pasuje do epoki, dwa, co to jest “moc ześrodkowana”? Wyjaśnienie dla mnie okazało się niezrozumiałe.

Tu odsyłam do “Życia i nauki mistrzów Dalekiego Wschodu”, Spaldiga, (Zaznaczam, że całości nie strawiłam) tam używane są właśnie takie słowa, a wyprawa, o którą opisuje autor mowa odbyła się w 1894 roku.

Powtórzenia oczywiście poprawię.

Cieszę się, że przynajmniej klimat epoki nieźle wyszedł. Dziękuję za wnikliwą analizę tekstu.

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Tutaj akurat nic nie poradzę, bo widocznie taki mam styl, który nie każdemu może się podobać.

Tak nie można. To postawa bardzo zła, szkodliwa, i naganna.

Po to tu jesteśmy, po to maglujemy zdanie po zdaniu, żebyś właśnie mogła coś poradzić. Żebyś się rozwijała. Tutaj styl nie ma nic do rzeczy. Akurat nauczenie się cięcia niepotrzebnych słów nie jest “mission impossible”.

Kiedyś zdaje się Fenrirr napisał poradnik na ten temat, ale na nowej stronie Fantazmatów już go nie widzę.

 

Zarzuciłeś mi łopatologię, a już bardziej łopatologicznie nie mogłam chyba przedstawić tej końcówki.

Czuję się teraz, jakbym słabował na umyśle, bo nadal nie rozumiem.

 

Rozumiem, że dziewczyna zamieniła się w wodę. Po co utopiła męża i czy on tego chciał? To już nie jestem pewny. Czym były organiczne cząstki w jego ciele? Nie mam pojęcia. 

Dlaczego kapitan czuje zimno na swoich dłoniach? Przecież ona zamieniała się w wodę, a nie w powietrze. Być może ten nieszczęsny fragment o mocy ześrodkowanej był tutaj wskazówką, ale go nie ogarnąłem.

 

Hahahahaha… Właśnie tarzam się ze śmiechu XD!

 Cieszę się razem z Tobą ;)

 

Czytałam ten poradnik. Problem w tym, że kiedy czytam to co napisałam, ja sama nie znajduję tam zbędnych słów. :D

Czuję się teraz, jakbym słabował na umyśle, bo nadal nie rozumiem.

Nie przesadzaj, przecież dobrze zinterpretowałeś końcówkę. Lizzy nie tyle zmieniła się w wodę, co “rozszczepiła się” na wodę i całą resztę (przy założeniu, że ciało człowieka składa się w prawie siedemdziesięciu procentach z wody). Wcześniej zapytała Aidana, czy wie czego najbardziej pragnie i uznała, że w obecnym życiu nie mają szans na spełnienie swoich marzeń.

Sternik poczuł zimno na dłoniach, bo w tym momencie Aidan (jako duch) przejął ster nad statkiem).

Cieszę się razem z Tobą ;)

Dzięki! Zrobiłeś mi dzień tym tekstem o uporządkowaniu XD

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Nigdy wcześniej doktor Edgar Grandwels nie żałował bardziej tego, że

Hmm. Coś z tym szykiem jest niedobrze, zdanie wymaga chwili namysłu.

konstrukcji, wywrze

Nie dawałabym tu przecinka.

samo wejście (…) było

Jest – c.t.

odnalezienie syna pośród tysięcy robotników, graniczyło

"Odnalezienie" to podmiot. "Graniczyło" to orzeczenie. Przecinek – do Davy'ego Jonesa.

majaczące w oddali kadłuby dwóch statków

Ta stocznia jest aż taka wielka? Bo z mojego doświadczenia – kiedy stoisz na plaży w Sopocie, to, co majaczy w oddali, to żurawie Nowego Portu (7,5 kilometra rowerem, w linii prostej będzie ze sześć).

Edgar mógłby przysiąc, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.

Niby sensowne, ale robi wrażenie, że facetowi słoma z butów wystaje.

ruszył wzdłuż bocznicy kolejowej, uskakując w ostatniej chwili przed parowozem

Szedł po torach? Nierozsądnie. Ale mówisz, że szedł wzdłuż nich… ?

paliwem napędowym

Są inne paliwa?

wpadając co rusz na kogoś

Szyk: co rusz wpadając na kogoś.

Im bliżej znajdował się statków, tym robiły na nim bardziej przytłaczające wrażenie.

Pokaż to. I -szyk się poplątał.

wbijających rozgrzane do białości nity, łączące

Dwa ące. A, i wtrącenie, po mojemu, zaczyna się od "wśród".

a jego brązowe oczy błyszczały coraz bardziej.

Pokaż mi ten błysk.

Mężczyzna zamilkł na chwilę, próbując przypomnieć sobie dane.

To jest bardzo kliniczne. Pokaż to. Może się chociaż podrapie po głowie?

Powinienem zadać ci to samo pytanie! – rzucił Edgar, hamując gniew.

Zdaje mi się to sztuczne – ale może przyczyna jest ta sama, co przed chwilą. Pokaż mi, jak on hamuje ten gniew.

w geście pełnym szacunku zdjął

Szyk: w pełnym szacunku geście zdjął.

Aidan mówił szybko podnieconym głosem.

Aidan mówił szybko. Kropka. Uparli się na te autonomiczne głosy, słowo daję. Ponadto – samo szybkie mówienie już pokazuje, że jest podniecony.

zwłaszcza że niedługo rozpoczynasz studia.

Zwłaszcza, że. Dotąd byłam przekonana, że chłopak ma, no, jedenaście lat? Jego następna wypowiedź też pasuje raczej do dziecka, niż do młodego dorosłego.

wycedził Aidan przez zęby, zaciskając przy tym pięści.

"Przy tym" zbędne.

Skończmy tę bezsensowną dyskusję.

Jakoś mało naturalnie wypadła cała ta rozmowa.

Choć był obślizgły i nieprzyjemny, Aidan trzymał się go kurczowo

Trudno mi uwierzyć, że ktoś w sytuacji zagrożenia życia przejmuje się "nieprzyjemnym". Tabu, tak. Ale gluty? Zresztą, gluty utrudniają trzymanie się, i to właśnie mogłaś wykorzystać.

słup, podtrzymujący

Przecinek zbędny.

paraliżując je

Zostaw takie niedomówienie, więcej inteligentnie.

Próbował znaleźć w sobie tyle odwagi, żeby puścić ten przeklęty słup i popłynąć do brzegu, ale była to zbyt trudna decyzja

Trochę na siłę przedłużasz.

zapytał Aidan, drżącym wciąż z emocji i wyczerpania głosem.

Szyk: zapytał Aidan, głosem wciąż drżącym z emocji i wyczerpania. To znaczy, głos może w zasadzie być na końcu (choć mnie się to nie podoba), ale "wciąż" nie powinno stać za "drżącym", bo je modyfikuje i potem trzeba sobie w głowie poprawiać.

Nie odpowiedziała, czym wcale go nie zaskoczyła. Były po prostu takie momenty, kiedy nie odpowiadała.

Dziwne. Moja wersja: Nie odpowiedziała, ale to go nie zaskoczyło. Bywały prostu momenty, kiedy nie odpowiadała.

Kilka wypowiedzianych przez Lizzy słów wyrwało Aidana z tego niesamowitego stanu, w jakim się znalazł

Kropka. Nie dubluj informacji. W ogóle skróciłabym to nawet bardziej – "niesamowity stan" to zapewnianie najgrubszego sortu.

, nie wiedząc, co się dzieje.

To dość oczywiste – wyrwała go z zadumy, musi się zorientować. Nie tłumacz tego.

zapytał Aidan ledwo przytomnie

Zapytał przytomnie? Hmm?

opadały na opaloną

Aliteracja. Ta "skóra" trochę dziwna, ale w końcu młody studiuje medycynę.

tak inną

Różną. Dzięki temu ograniczysz powtórzenia.

pomyślisz, że zabrzmi to niedorzecznie

Brzmi. Albo ona pomyśli, że brzmi, albo to zabrzmi. Nie wybiegaj tak daleko w czas przyszły ;)

zauważył, że nie miała

Nie ma – c.t.

Był to niewątpliwie znak jej sprzeciwu przeciw sztywnym konwenansom i ograniczeniom.

Mhm… Już mnie zapewniłaś, ze dziewczę jest niekonwencjonalne.

Lizzy była jedynie małym punkcikiem na powierzchni wody

Ja już podejrzewam, że panna jest syreną czy inną kelpie. On jeszcze nie? Zakochany…

Umiała pływać, co było ewenementem w ich sferach, ale mimo wszystko bał się, że nie będzie miała siły wrócić

Coś tu jest sztuczne.

Gdyby nie Lizzy pewnie doprowadziłoby

Gdyby nie Lizzy, pewnie doprowadziłoby.

oddychał uważnie

Wiem, o co chodzi, ale…

przez lata przez wiele rąk

Dwa razy "przez" – myślę, że można by tego uniknąć.

morze pachniało miłością.

Już nie gniewem, hmm? Po przeczytaniu do końca – dobry pomysł z tym zapachem morza.

W głosie Aidana można było usłyszeć nutę rozpaczy.

Pokaż to.

Ale w tym chorym świecie

Facet wyraźnie nie pasuje do swojej epoki – ale zastanawiam się, czy z tym nie przesadziłaś.

całego tego zamieszania, a właściwie ogólnego chaosu

Hmm.

przycumowanego przy brzegu, największego na świecie parowca

Nie potrzeba tu przecinka, zdanie jest jasne bez niego.

wybijały się dumnie ku niebu trzy wysokie maszty

Skasowałabym "się".

To właśnie z tego miejsca (…) mieli odbyć swoją podróż

Odbyć? Może lepiej: wyruszyć w podróż?

Ogromną większość z nich stanowiły młode kobiety, mężczyźni, wyruszający w podróż do nowego świata

Coś tu nie gra. Kobiety i mężczyźni?

Ci mieli łzy w oczach, wiedząc, że

Skróciłabym to jakoś.

niepewni jutra

Wtrącenie, daj z przodu przecinek.

wszystko od samej budowy

Wszystko, od samej budowy.

monetom wciśniętym odpowiednim ludziom

To brzmi tak, jakby im wmusił te łapówki.

Zauważył, że rozpuściła włosy, co sprawiło, że wyglądała niemalże jak zjawa.

Skróciłabym: Zauważył, że rozpuściła włosy. Wyglądała niemalże jak zjawa.

wszelkie próby rozmowy

"Wszelkie" zbędne.

spożywali kolację samotnie

Raczej we dwoje?

prezentująca dumnie kosztowną biżuterię

Biżuteria była dumna? Czy: kobieta, z dumą prezentująca kosztowną biżuterię? Choć to też brzmi, jakby ją sprzedawała…

ze gorszeniem

Zjadłaś "z".

czuję, jakbym był jego częścią

Czuję się.

Pomiędzy szkłem z zewnętrznym dachem znajdowały się

Tu nie miało być "a"?

jak krople wody ściekające z sopla lodu, muśniętego pierwszymi promieniami wiosennego słońca

Bez przecinka.

większość czasu w ciągu dnia

Większość dnia. Wystarczy.

wraz z Aidanem byli głównym obiektem plotek i wywoływali powszechne zgorszenie.

Są i wywołują (c.t.)

Nie czuję tego.

Czego?

trafiła do morza zmieciona

Trafiła do morza, zmieciona.

oficer jedynie skinął

Czym skinął? Głową, ręką? Mieczem? (I jak ptak jedno skrzydło swego wojska zwinął?)

Ta teoria wydała mu się niedorzeczna.

To jasne z reakcji kapitana. Pokazuj, nie zapewniaj.

określić co to

Określić, co to.

poczuł chłód tuż za sobą

Hmm?

 

Sama nie wiem. Jakoś się ta historia ciągnie i ciągnie, taka niezdecydowana, przegadana i chłodna. Rooms dała Ci kilka dobrych uwag, mnie w zasadzie nic już nie zostało. Może tylko gif, bo gif być musi :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dzięki, Tarnino, za wszystkie uwagi. Część na pewno wprowadzę.

I za gifa dziękuję. Jest chłodny jak to opowiadanie. :)

No cóż, swoje już oberwałam za ten tekst, co nie zmienia faktu, że jestem z niego i tak zadowolona.

 

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Kotek pocieszający (lub pocieszny).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję, od razu mi lepiej :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Bardzo przyjemne opowiadanie. Niespieszne, ale wciągające. Podobało mi się.

 

a fotele obito skórą najwyższej jakości. Aidan musiał przyznać, że wszystkie pomieszczenia urządzono niezwykle elegancko i ze smakiem, a do wykończenia poszczególnych elementów użyto materiałów najwyższej jakości.

 

powtórzenie

 

Stał się coraz cichszy i spokojniejszy.

albo stawał się, albo bez “coraz”

 

Pragnął tak mocno, że nagle rzeczywiście znalazł się jego na pokładzie

 

na jego pokładzie

 

– A ja nie mogę się doczekać, kiedy znajdziemy się na tam, na górze – zaśmiał się Aidan i pociągnął Lizzy za rękę w stronę trapu.

 

Blackenie, cieszę się bardzo, że opowiadanie ci się spodobało.

Baboli jest znacznie więcej i poprawię je w wolnej chwili. Dziękuję :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Łaaaał, ale klimat…

Od razu powiem, że kocham okręty i statki miłością beznadziejnie nieodwzajemnioną, to i spodobało mi się, że hej! Zdecydowanie bardziej niż “Ziemia”. Po prostu żeglowałem sobie z tym tekstem przez Atlantyk… Cudeńko!!!

Ale, żeby nie było tak słodko – jak dla mnie ciut za dużo mistyki (ale musi tu być, wiem, bo tłumaczy fabułę).

Oraz kilka uwag:

– statek i okręt to nie są synonimy; i bardzo mnie to kłuło w tym tekście;

– “jednością ze wszechświatem” – wolałbym “z wszechświatem”;

– trochę mi też zgrzytają te parowozy w porcie – rzeczywiście w Liverpoolu dworzec kolejowy jest przy porcie?;

– “żółtą barwą morza w porcie” – to też mi nie gra, ale może i tak jest rzeczywiście? morze bywa żółte w Liverpoolu?;

– “spojrzała na nich ze gorszeniem” – “z” zjedzone;

– “wygląda na utonięcie” – a tu raczej “wygląda to na utonięcie”;

– “nich dalej szukają tej kobiety” – literówka.

 

W każdym razie – świetne. Rewelacyjnie mi się czytało!! I też czekam na “Ogień”! A może “Powietrze”?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

No miło mi bardzo, Staruchu, żem się tak wstrzeliła w starcze gusta. Czyżby… stary człowiek i morze? :P

Baboliki poprawię, bo już sporo się tego nazbierało. :(

Opis portu w Liverpoolu jak i stoczni w Clydebanks oparte są na materiałach z epoki, więc mam prawo przypuszczać, że woda w porcie miała właśnie taki kolor, a węgiel dla parowców był dostarczany koleją.

Dziękuję bardzo. :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Nowa Fantastyka