- Opowiadanie: rgruz - Kosmiczna zaraza

Kosmiczna zaraza

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Kosmiczna zaraza

Wśród załogi panowała nerwowa atmosfera. Komandor Zerkad był podenerwowany. Reszta załogi również była w nie najlepszym nastroju. Załogant, z którym komandor przed chwilą rozmawiał, nie potrafił sobie znaleźć miejsca i wciąż chodził w te i we wte, nie mogąc skupić się na pracy. Dowódca rzucił mu kilka słów reprymendy i udał się do sali wideokonferencyjnej.

Zerkad miał około czterdziestu lat. Solidna postura powodowała, że budził respekt już na sam widok. Na pierwszy rzut oka wyglądało, że miał charakter. Dominująca osobowość. Wolałem się mu podporządkować. Nie wykonywanie poleceń mogło by mi zaszkodzić.

Mówią na mnie Toman, choć moje prawdziwe imię i nazwisko to Tomasz Walczak. Mam dwadzieścia sześć lat i odbywam karę. Miałem dwadzieścia trzy kiedy popełniłem przestępstwo. Odsiedziałem trzy lata i w zamian za dobre sprawowanie dostałem propozycję dalszego wykonania kary poprzez pracę w placówce badawczej na Księżycu. Podobnie Bakcyl i Dako, którzy lecą razem ze mną. Każdy z nas ma coś ciężkiego na sumieniu. Dostaliśmy jednak szansę, żeby się wykazać, że potrafimy służyć społeczeństwu i być wolnymi ludźmi. Rada potrzebowała pracowników do nowej placówki, postanowiła zatem posłużyć się kilkoma dobrze rokującymi więźniami i dać im szansę na poprawę. To byliśmy my.

Podejmowałem wątpliwe prace, różnego rodzaju zlecenia, często nie do końca uczciwe. Pewnego dnia, zleceniodawca dał mi do złamania opaskę, rodzaj pamięci, zawierającą dane jednego z generałów. Nie zastanawiałem się nad tym do kogo ów nośnik należał. Szef miał zamiar sowicie zapłacić. Musiałem postępować jak wymagał, abym mógł zarobić pieniądze i zyskać respekt w szarej strefie, który przyda mi się by zdobyć kolejne zlecenia.

Jak każdy powierzający, z którym współpracowałem do tej pory, zapewnił mnie, że nie wyjawi tajemnicy, kto wykonywał dla niego robotę. Dane mimo to wypłynęły, a pewien z pozoru uprzejmy człowiek doniósł na mnie.

Żałowałem tego co zrobiłem. Straciłem przez to żonę i syna, i gdyby nie to dalej cieszyłbym się wolnością na Ziemi.

Mam jednak teraz szansę odzyskać wolność. Każdy z nas osadzonych. Rada obiecała nam, że jeżeli będziemy przez pięć lat sumiennie pracować na Księżycu to zwolnią nas z kary. Odzyskamy godziwe życie, liczę na to.

 

***

 

Siedzimy na swoich pryczach. Węzeł głosowy milczy, nie informuje nas o niczym nowym. Nikt z nas również nie rozmawia z załogą. Traktują nas tutaj dość surowo. Przedstawili zasady i nakazali się do nich stosować.

– Toman. Przynieś colę, napijemy się. – rozkazał Bakcyl. Nie lubię jak ktoś wydaje mi rozkazy. Od razu pomyślałem, że będą z nim problemy. Nie cierpię ludzi, którzy próbują już na początku kogoś zdominować.

– Sam sobie przynieś i nalej. – odpowiedziałem.

– Myślałem, że jesteśmy kolegami. – odparł arogancko.

– Dopiero co się poznaliśmy. – odpowiedziałem.

– No i co z tego?! – zaczął rubasznie się śmiać.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Wolałem nie stracić respektu. W więzieniu każdy kto dał się w takim momencie wykorzystać, był skazany na ciągłe zniewagi i żarty.

– No i jajco! – odrzekłem – Idź ty mi przynieś!

– Niezły z ciebie wojownik, kolego. Już myślałem, że będę się naigrawał się z Ciebie, jednak widzę, że twardzielem jesteś.

– Z ciebie mięczak też twardy, mam rację? – zapytałem.

– O… widzę, że bardzo twardy wojownik.

Nie wiedziałem znów co odpowiedzieć. Odpowiedziałem w sposób jaki mi pierwszy przyszedł do głowy.

– Bardziej twardy niż myślisz!

– No to musimy napić się kosmo-coli. Co ty na to? – zapytał, lekko się uśmiechając.

– Owszem, jak po nią pójdziesz. – odpowiedziałem.

– Żartowałem! Mam jedną butelkę pod pryczą. – odrzekł z rubasznym humorem – Zrobiłem cię w konia, haha!

Bakcyl miał naprawdę silny charakter. Myślałem, że będą z nim problemy, lecz okazało się, że rozmawia się nam już całkiem miło. Widać było po nim, że musi lubić jeść. Spory brzuch poruszał się za każdym razem kiedy się śmiał. Wypiliśmy nieco i udało mi się nieco odprężyć. Pożartowaliśmy, później rozmówiliśmy się o swoich pobytach w więzieniu. Każdy z nas opowiedział coś osobie. Okazało się, że siedzieliśmy w tym samym więzieniu lecz umieszczeni byliśmy w różnych blokach, dlatego nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Dako z cierpliwością się nam przyglądał. Nie wykazywał zbytniej chęci do rozmowy.

 

***

 

Lecimy promem Nevada-15. Statek nie jest dużego rozmiaru. Wiezie nas i nieco sprzętu do nowej bazy. Załogę składała się z kilku osób: komandora, dwóch pilotów, nawigatora i technika.

Zastanawiam się nad tym co jest przyczyną irytacji personelu. Moja dociekliwość nie pozwala mi bym nie spróbował chociaż czegoś się dowiedzieć. Nieopodal znajdował się technik. Postanowiłem do niego zagaić.

– Panie techniku. – zwróciłem się – mogę pana o coś zapytać?

– Nie jestem do waszej dyspozycji. – odburknął. – A tak właściwie, to mam na imię Radwan.

– Oczywiście – odparłem. – Tak będę się do pana zwracał.

Milczał.

– Jakieś wieści? Więźniowie się pytają. – skłamałem.

– Rada chce zlikwidować naszą jednostkę. Ot co! – żachnął.

– Smutne. Mam nadzieję, że dotrzemy na miejsce. Jakby była potrzebna jakaś pomoc, to mogę usłużyć.

– Wystarczy jeżeli będzie pan stosował się do zaleceń. Nie jest pan członkiem załogi. Do widzenia. I proszę mi nie przeszkadzać. – skwitował.

Nie są w dobrym humorze. Uświadomiłem sobie, że lepiej im nie przeszkadzać. Jeszcze doprowadzi ich do to większego poirytowania. Niedługo dolecimy do placówki badawczej. Tam mam nadzieję odczuć nieco wolności.

 

***

 

Porozmawialiśmy z Bakcylem trochę. Okazał się równym gościem, mimo tego, że bywał groźny. Opowiadał o tym jak pełnił funkcję strażnika w więzieniu, a później o tym jak sam do niego trafił. Pewnego razu puściły mu nerwy i w afekcie zabił jednego z osadzonych. Podobno jako strażnik słynął zawsze z uporu oraz żelaznej dyscypliny jaką potrafił zaprowadzić.

Trzeci z nas, Dako, został skazany za kradzież i próbę sprzedania karabinku protonowego. Ukrywał się pod pseudonimem hax3wep. Choć bardzo starał się nie zostać wykrytym, służby Centranetu i tak go namierzyły. Taki jego smutny los jak i nasz.

 

***

 

Węzeł zapowiedział porę spoczynku. Odezwie się kiedy będziemy musieli znów wstać. Mimo, że technologia poszła do przodu, nadal trwa to jeszcze prawie trzy doby czasu ziemskiego, zanim statek doleci z Ziemi na Księżyc.

Podszedł do nas technik Radwan. Sprawdził coś w urządzeniach w części statku gdzie przebywaliśmy. Rzucił tylko, że wszystko jest w porządku i przykazał abyśmy stosowali się do komunikatów.

 

***

 

Zwlekaliśmy z położeniem się spać. Żaden z nas nie czuł potrzeby snu.

Noc dłużyła się wszystkim. Każdy z nas rozmyślał o tym co go czeka na Księżycu – jak będzie wyglądała nasza praca, ile czasu będziemy musieli pracować dziennie i jacy okażą się dowódcy. Pocieszające było to, że jeżeli będziemy się dobrze sprawowali to uzyskamy wolność i szansę powrotu na Ziemię. Lepsze to niż spędzić resztę swego życia w więzieniu.

 

***

 

Następnego dnia obudziliśmy się wypoczęci. Porozmawialiśmy o nadchodzącym dniu, po czym postanowiliśmy poczekać na dalsze komunikaty.

Przychodzi kapitan. Melduje nam co następuje:

– Planeta Ziemia została naruszona poprzez kontakt z asteroidą ZX-978. Życie na Ziemi jest zagrożone. Z ustaleń wynika, że asteroida przyniosła ze sobą nieznany szczep bakterii oraz skażenie biologiczne. Życie na Ziemi jest poważnie zagrożone. Nie wyklucza się, że jakaś obca rasa mogła nam zrobić prezent. Badania trwają. Póki co, wstrzymujemy się od lądowania na Księżycu. Rozmawiałem z Radą. Biorą pod uwagę Wasz powrót na Ziemię. To wszystko co mam Wam do zakomunikowania. Musicie uzbroić się w cierpliwość. O jakichkolwiek zmianach poinformuje Was osobiście.

Kapitan odszedł a my spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. Żaden z nas nie wykrztusił ani słowa. Katastrofa na Ziemi? Asteroida? Nie mogliśmy w to uwierzyć. Rozgorzała dyskusja na temat naszych rodzin, które jeżeli któryś z nas miał szczęście jeszcze mieć, to już mógł liczyć się z tym, że może ich już więcej się z nimi nie spotkać.

Zastanawialiśmy się nad tym, dlaczego badacze nie odkryli tej asteroidy wcześniej. Dlaczego to ukrywali? Może liczyli na to, że przejdzie obok i nie chcieli straszyć ludności?

Mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Jeżeli nowy szczep bakterii okaże się zabójczy dla ludzi, to inni mogą nam jedynie pozazdrościć naszej sytuacji. Znaleźliśmy się poza Ziemią, w bezpiecznej strefie, gdzie żadna zaraza nas nie dotknie.

 

 

***

 

„Komunikat numer 335. Rada zezwala na lądowanie statku Nevada-15 na księżycu. Koniec komunikatu.”

 

Zgodnie z planem wylądowaliśmy w bazie na Księżycu. Znajdujemy się w doku, wyszliśmy już ze statku. Czuć tutaj inną atmosferę. Ściany doku eleganckie, w kolorze srebrno-szarym. Naniesiono na nich minimalny design. Na pierwszy rzut oka widać, że to nowoczesna placówka.

Czekamy na ochronę, która przyjdzie po nas. Pilnuje nas komandor Zerkad.

Wkrótce przychodzi ochrona. Dwóch rosłych, umięśnionych mężczyzn, ubranych w czarne skafandry z wbudowanym egzoszkieletem, dającym im ponadludzką siłę. Przedstawiają się jako ochrona placówki badawczej Inferno-12, baza księżycowa.

Każą nam iść za nimi. Uzbrojeni w karabiny plazmowe Xedra-52 i pistolety. Wyglądają na groźnych.

Kazali przestrzegać reguł, oddać im posłuszeństwo na czas dostarczenia ich do kierownika eksperymentu, który na nich już czekał.

Idziemy wzdłuż korytarza, dochodzimy do strefy 1A. Wygląda na taką salę w środku korytarza. Zresztą, mniej więcej tak sobie wyobrażałem bazę na Księżycu. Na pierwszy rzut oka widać tutaj bar, handlarzy, terminal informacyjny na środku strefy, oraz odrobinę zielonej roślinności w centrum pomieszczenia. Odrobina roślinności sprawia, że człowiek czuje się jak w domu, czuje zapach świeżego powietrza, które może nabrać do płuc. 

Ochroniarze wiodą nas dalej. Mijamy strefę 1A, wchodzimy do następnego korytarza, dalej minęliśmy strefę 2A oraz doszliśmy do strefy 3A, gdzie się zatrzymaliśmy. Czekała tam na nas kierowniczka eksperymentu.

Powitała nas bardziej serdecznie niż moglibyśmy się tego spodziewać. Zaprosiła do uczestniczenia w pracach naukowych ale zapowiedziała, że najpierw musi nam wszczepić odpowiednie czipy śledzące, później będzie mogła nas dopuścić do szkolenia, a następnie pracy.

Tak też zrobili. Ochrona wraz z kierowniczką Bardo poszli z nami do sali medycznej, by tam wszczepić nam odpowiednie czipy. Woleliśmy wykonywać ich polecenia, w końcu od tego zależy czy zostaniemy tutaj w tej placówce, czy też będziemy musieli wrócić na Ziemię.

 

***

 

Zaczipowali nas wszystkich. Nie było to bolesne, bo dostaliśmy solidną porcję nowoczesnego znieczulenia, które nie pozwoliło odczuwać nam bólu.

Teraz, gdy jesteśmy już gotowi do pracy, wiozą nas do placówki znajdującej się nieco poza głównym budynkiem bazy. Dostaliśmy szare skafandry, bez egzoszkieletu, takie odpowiednie dla więźniów, choć dla nas nieco upokarzające. Każdy bowiem nosił zwykle biały, czarny lub niebieski skafander. Biały nosiły kobiety, czarny mężczyźni a niebieski przeznaczony był tylko dla dowódców, bez względu na płeć. Zwykle każdy skafander miał wbudowany jakiś egzoszkielet, wspomagający siłę fizyczną, to my jednak nie mogliśmy ich nosić. Było to dla nas zabronione. Tak napisali w regulaminie eksperymentu.

Po pięciu latach mamy nadzieję odzyskać pełnię praw obywatelskich. Nie wolno nam było na przykład samodzielnie podróżować czy używać egzoszkieletu. Wiele rzeczy, które mógł robić zwykły zjadacz chleba, a właściwie kosmopapki, było dla nas zabronione. Dość tego gadania o regulaminach. Muszę Wam powiedzieć, że my nie byliśmy najlepsi w trzymaniu się ich i tak. A kosmopapka smakowała jak trociny.

Bardo idzie z nami i ochroną do Quadcoma, to taki łazik, który zapewnia pasażerom odpowiednią mieszankę gazów do oddychania i właściwe ciśnienie wewnątrz, tak by nawet bez skafandra, można było nim podróżować. Wsiedliśmy do niego w doku lądowym, skąd wyruszyliśmy w podróż do placówki badawczej nr R-31.

W pewnym momencie zauważyliśmy robaki Kaddasa, które przecinały nam drogę. Były to ohydne robale, wysokości od kilku do nawet kilkunastu metrów. Efekt nieudanej inżynierii genetycznej. Było ich kilka. Bardo natychmiast zareagowała i dała nam do ręki kilka sztuk sprawnej broni. Nigdy nie miałem do czynienia z prawdziwą bronią. Potrafiłem jedynie strzelać bawiąc się na symulatorze. Musiałem więc się odważyć by stanąć oko w oko z podstępnymi robalami. Nie było innego wyjścia. Robaki nie zamierzały dać za wygraną. Były bardzo agresywne, i jak na zwierzęta – dość inteligentne. Bakcyl uśmiechał się zuchwale, gdyż znów mógł odzyskać broń, którą jako strażnik więzienny mógł używać.

Wzięliśmy do ręki broń, wyszliśmy z łazika i zaczęliśmy atakować podstępne kreatury. Nie lubią ludzi bo zakłócają ich spokój na Księżycu. Czują, że księżyc należy do nich, taka już ich natura. Miały być obiektem eksperymentu i były, lecz wymknęły się spod kontroli. Czuły się niegodnie traktowane podczas eksperymentu, teraz zaś odczuły swą godność niemal jak ludzie. Walczyły o teren do zamieszkania.

Zaczęliśmy strzelać seriami, raz po raz oddając kolejne strzały. Robale z początku nie odpuszczały, chciały walczyć z nami. Lała się z nich krew. Nie tak łatwo było ich zabić. W pewnym momencie Bakcylowi udało się unicestwić pierwsze bydlę. Bardo ustawiła się przed nami. Chciałem również dotrzymać tempa towarzyszom, więc podszedłem do niej i stanąłem nieco za nią. Wtedy nagle wygrzebał się kolejny robal przed nami. Był bardzo blisko, w odległości kilku metrów. W pośpiechu oddałem strzał, marnie przy tym celując. Postrzeliłem wtedy kierowniczkę w stopę.

– Ożeż ty Toman! Co ty do cholery robisz? Rzuć broń natychmiast na ziemię, jeżeli nie potrafisz się nią posługiwać! – Rzuć broń powiedziałam!

– Ja już się postaram teraz. – jąkałem się.

Dako, stojąc z tyłu, oddał kilka strzałów do felernego robala stojącego nieopodal. Udało mu się go osłabić. Robal schował się do ziemii. 

– Powiedziałam rzuć broń!

Myślałem, że uda mi się jakoś zaprezentować, pokazać co potrafię. Zwątpiłem jednak w siebie, uświadomiłem sobie wtedy, że nie wykonuję rozkazu. Rzuciłem broń na Ziemię i chciałem przeprosić, nie zdążyłem jednak.

– Teraz się nie ruszaj. Cofnij się do tyłu! – ze strachu wydała dwa sprzeczne rozkazy. Wykonałem ten drugi.

– Mam nadzieję, że nie będziesz sprawiać kłopotów. Zastanowię się jeszcze nad tobą. – zagroziła.

Wystraszyłem się wtedy. Zdałem sobie sprawę z tego, że mogę mieć przez to poważne problemy.

– Dako, atakuj tego robala jeżeli się pojawi znowu! – wydała rozkaz.

– Bakcyl – ciągnęła dalej – bądź ostrożny również! Atakuj pozostałe.

Odsunąłem się jeszcze bardziej w tył. Bacznie obserwowałem poczynania moich towarzyszy. Byłem wściekły na samego siebie.

Obawialiśmy się tego, że gdy wsiądziemy do łazika, znów wyjdą na wierzch by nas zaatakować. Odczekaliśmy więc kilka jednostek czasu i ruszyliśmy w dalszą podróż. Choć wynurzyły się z Ziemi jakieś 50 metrów od nas kolejne robaki, nie atakowały nas, więc jechaliśmy dalej, powoli i ostrożnie nie chcąc ich drażnić.

 

***

 

Sto piętnaście jednostek czasu później dotarliśmy do placówki badawczej R-31. Zaskoczył nas rozmiar tej placówki, był… niewielki. Spodziewaliśmy się dużej placówki badawczej, a na miejscu okazało się, że jest tylko kilka budynków-kontenerów.

Jak się dowiedzieliśmy na miejscu, placówka ta bada zachowanie larw Kaddasa oraz tłumi ich nadmierną aktywność w okolicy przy pomocy sprzętu zbrojnego, głównie karabinów protonowych, które unieszkodliwiają każdą żywą materię, składającą się głównie z protoplazmy. Można więc powiedzieć, że przedsmak tego co będziemy robić, mamy już za sobą. Choć nikt nam tego nie powiedział, to nie mam im tego za złe. Lepsze to niż siedzenie w celi. Tam też się umiera, a tu przynajmniej jest akcja i mam poczucie, że do czegoś się przydaję. Tak pewnie myślał każdy z nas, choć nie rozmawialiśmy o tym.

Spędziliśmy miesiąc czasu w owej placówce, walcząc z larwami oraz śledząc ich ruchy na ekranach monitorów. Raz udało się Bakcylowi nawet samodzielnie zastrzelić trzy robale. To był niezły wyczyn. Ja wolałem siedzieć samodzielnie przed ekranem monitora i śledzić postępowanie larw. Udało mi się nawet wyciągnąć kilka wniosków, które zameldowałem Bardo. Generalnie jednak po miesiącu ta praca zaczynała być dla mnie zbyt monotonna. Bakcyl przynajmniej walczył z larwami; ja jednak mimo wszystko wolałem nie ryzykować.

Na Ziemi rozpętała się zaraza. Nowy szczep bakterii okazał się wyjątkowo groźny. Zdziesiątkował najpierw ludzi w Korei Południowej, gdzie asteroida uderzyła, następnie rozprzestrzenił się na Koreę Północną i resztę Azji. Choć Rada odradzała podróżowania i tak wiedzieli, że jest to nieuniknione, że ludzie będą podróżować i przywiozą ze sobą chorobę w inne zakątki świata. Tony sprzętu komputerowego, broni, i pozostałego towaru jaki transportowany jest pomiędzy kontynentami, dodatkowo potęgowały rozprzestrzenianie się bakterii. Nic nie można było na to poradzić.

 

 

***

 

 

Na Ziemi ruszyły badania w kierunku opracowania nowego leku na nową chorobę. Pierwsze próby okazywały się nieskuteczne lub nawet dodatkowo pogarszały przebieg choroby. Po kilku miesiącach naukowcy na Ziemi opracowali szczególny rodzaj szczepionki mogącej zahamować rozwój bakterii w organizmie. Wtedy ponad trzy czwarte ludności na Ziemi już nie żyło. Zginęło też wielu specjalistów, którzy pracowali nad szczepionką. Dodatkowo opóźniło to pracę nad nią. Pokładano nadzieję w nowym leku, lecz wiadomo było, że mógł on spowodować śmierć przez porażenie układu nerwowego. Wstępne badania na szczurach wykazały taki skutek. Choć choroba atakowała tylko ludzi, to badania na szczurach musiały być mimo to przeprowadzone, w celu upewnienia się co do bezpieczeństwa stosowania leku.

Wpadłem na pomysł by wypróbować tą szczepionkę na sobie, mimo iż nie byłem chory. Chciałem wrócić na Ziemię, choć nie miałem odwagi proponować nikomu z dowództwa takiego eksperymentu. Miałem nadzieję, że jeżeli przeżyję, to pozwolą mi wrócić na Ziemię żyć jako wolny człowiek.

Podczas gdy spożywaliśmy ostatni posiłek po całym dniu pracy, przyszła do nas Bardo oznajmiając, że jeden z nas może wziąć udział w eksperymencie, polegającym na przyjęciu nowego leku i powrocie na Ziemię. Choć było uzasadnienie, że lek może przeciwdziałać byciu zakażonym, to wierzono również w to, że jest w stanie odwrócić bieg choroby i spowodować wyzdrowienie.

Kierowniczka zapytała nas czy któryś z nas zgłasza się na ochotnika. Każdy z nas, prócz Bakcyla wyraził taką chęć. Bakcylowi spodobała się praca w jednostce R-31 polegająca na tępieniu larw. Czuł, że w końcu ma kontrolę nad sytuacją i może się w jakiś sposób rozładować swój gniew.

Bardo postanowiła zatem zrobić losowanie. Przyporządkowała nam liczby. Następnie uruchomiła generator liczb i wylosowała liczbę trzy. Tak to ja. Miałem to szczęście. Przed oczami miałem jednocześnie swoją śmierć i życie w wolności na Ziemi. Przedsmak wolności jakiego doświadczyłem tutaj w tej placówce zmotywował mnie by powalczyć o godne życie i możliwość naprawienia swoich błędów. Choć nagroda była wielka, to i ryzyko również.

Kierowniczka zapytała mnie czy na pewno zgadzam się na to, aby przyjąć eksperymentalną szczepionkę?

Zastanowiłem się nad tym. Żałowałem wtedy siebie samego. Było mi przykro z tego powodu, że dopuściłem się na Ziemi czynu karalnego.

Dopiero po tym jak odbyłem pierwsze dwa lata kary, doceniłem jaką wartość ma skromnie, uczciwe życie oraz bliscy.

Zacząłem się wahać. Może lepiej się wycofać i dożyć swojej starości obserwując robaki w placówce R-31, czy odważyć się sięgnąć po prawdziwą wolność. Gdyby lek okazał się skuteczny to mógłbym zostać nawet bohaterem, który uratował całą planetę przed niechybną śmiercią, i kto wie, może Księżyc też. Gdyby jednak zadziałał rażąco na mój układ nerwowy, mógłbym zwijając się z bólu skonać jako nędznik.

Życie nauczyło mnie jednak mądrze ryzykować. Wolałem zawsze podejmować walkę z przeciwnościami losu i nauczyłem się również radzić sobie w życiu. Zlecenia, które wykonywałem na Ziemi, były dodatkową pracą, choć prawdą jest, że wykonywanie zleceń, działając na pograniczu prawa lub je łamiąc, spychało mnie po równi pochyłej w dół. W końcu zależało mi wtedy tylko na pieniądzach.

Wahałem się co wybrać. Żyć czy nie żyć? Praca i niewola czy wolność lub zgon. Wybrałem jednak tą drugą opcję. Wolność lub zgon. Na prawdę chciałem się zrehabilitować po tym co zrobiłem i móc odzyskać dawno utraconą godność, którą miałem na Ziemi.

Odpowiedziałem Bardo, że jestem gotów. Skoro zostałem wylosowany i wewnętrznie czuję się pogodzony z możliwymi rozwojami sytuacji, decyduję się wziąć udział w kolejnym eksperymencie. Mam nadzieję odzyskać wolność i godność jaką utraciłem jako przestępca.

Bardo pochwaliła moją decyzję. Była rada z tego powodu, że znalazł się ochotnik gotowy do przyjęcia szczepionki. Oświadczyła, że dla uproszczenia i skrócenia procedury nie muszę lecieć na Ziemię by tam przyjąć szczepionkę, lecz będę mógł to zrobić tutaj, w bazie. Szczepionka już była na miejscu. Bardo liczyła się z tym, że któryś z nas zgodzi się na eksperyment. Nie przeliczyła się.

Jako że szczepionka mogła spowodować rychły zgon, Bardo pozwoliła mi powiedzieć swoje ostatnie słowa ekipie. Wyznałem wtedy, że mam rodzinę na Ziemi, do której pragnę wrócić i żałuję czynu popełnionego tam. Choć nie wiem czy mogę wrócić do rodziny, to chcę coś zrobić dla nich. Przynajmniej się odważyć.

Poprosiłem wtedy o lek, więc podano mi go. Miałem wtedy przed oczyma całe swoje życie. Obawiałem się najgorszego. Przeżyłem jednak kluczową godzinę, która mogła być dla mnie najgorszą godziną mojego życia, lecz okazała się godziną łaski i wyswobodzenia. Bardo podziękowała mi i poinformowała, że trzeba jeszcze odczekać całą dobę czasu ziemskiego, by upewnić się czy lek nie spowoduje jakiegokolwiek uszkodzenia układu nerwowego.

Okazało się, że nic złego z moim układem nerwowym się nie stało. Przeżyłem. Jedną ziemską dobę później czułem się zupełnie sobą. Choć mdliło mnie trochę w nocy i nad ranem, to poza tym nie odczułem żadnych innych skutków ubocznych. Problem dopiero pojawił się wtedy, gdy okazało się, że nie pamiętam swojego pobytu w tej placówce i całego swojego dotychczasowego życia. Doznałem wtedy całkowitej amnezji.

Kilkanaście godzin trwało przypominanie mi dotychczasowego życia i tego co zrobiłem do tej pory. Najciężej było mi pogodzić się z tym przestępstwem, które popełniłem wykonując na Ziemi i z tym, że przez własną głupotę zostałem ukarany. Otuchy dodawało mi to jednak, że zostałem wybrany do eksperymentu. Przypomniano mi, że w wyniku uderzenia asteroidy zawierającej nieznany szczep bakterii na Ziemi doszło do zdziesiątkowania liczby populacji. Najgorsze do uwierzenia było jednak dopiero przede mną. Powiedziano mi, że zgłosiłem się na ochotnika do przyjęcia eksperymentalnego leku, który mógł spowodować mój zgon. Poinformowano mnie jednak, że przeżyłem i jedyne co mogli zaobserwować to moją amnezję. Bardzo się tego wystraszyłem. Bałem się tego co jeszcze głupiego mogłem zrobić w swoim życiu o czym nie wiem. Może mam dziecko. Może mam żonę. Może zostawiłem kogoś. Momentalnie jednak wróciła mi cała pamięć. Lekarz, który mnie zbadał, oświadczył że chwilowa amnezja była spowodowana najprawdopodobniej silnym wstrząsem psychicznym. Rada została niezwłocznie o tym poinformowana.

 

***

 

Rada zadecydowała o przewiezieniu mnie na Ziemię, bym tam mógł w pobliskim szpitalu, w izolatce, przebywać przez kilka dni, celem sprawdzenia czy aby na pewno jestem odporny na felerną bakterię. W placówce znajdowali się pacjenci, którzy byli już skrajnie wyczerpani chorobą i silnie zainfekowani bakterią.

Minęło kilka dni i nadal byłem zdrowy. Nie dotknęło mnie nic złego, z tych wszystkich rzeczy, których się najbardziej bałem. Żadna choroba, mimo przebywania na co dzień z chorymi.

Po dwóch tygodniach okazało się, że szczepionka zadziałała w stu procentach. Nie mogłem posiąść się z radości, że nie zaraziłem się tą trefną bakterią, i że szczepionka zadziałała. Poczułem się wtedy jak bohater. Nie mogłem w to uwierzyć, że czeka mnie wolność, że mogę być wolnym człowiekiem, tu na Ziemi.

 

***

 

Rada wywiązała się z obietnicy. Wypisując mnie ze szpitala dostałem pozwolenie na to, żeby wieść swobodne życie tutaj na Ziemi, nie musząc już wracać ani na Księżyc, ani do więzienia na Ziemi.

Pierwsze co chciałem zrobić, to odnaleźć swoją rodzinę – żonę i dziecko. Pomyślałem, że pewnie żona ma już kogoś, pewnie ma mnie dość, no chyba, że akurat czeka na mnie, w co bardzo wątpię.

Nie wiedziałem jak się za to zabrać, kompletnie nie miałem pojęcia. Dostałem mieszkanie zastępcze na tydzień czasu celem znalezienia sobie pracy i kolejnego mieszkania. 

Udałem się więc do mieszkania zastępczego. Nie było tam żadnego wyposażenia, poza paroma meblami i kabiną prysznicową. Jeden pokój. Skorzystałem z komunikatora, za pomocą którego uzyskałem dostęp do części informacyjnej Centranetu oraz korespondecji.

Ze względu na rekord kryminalny nie mogłem uzyskać pełnego dostępu. Skorzystałem zatem z komunikatora do znalezienia pracy.

O pracę nie było trudno. W tych czasach nie było człowieka, który nie był by zatrudniony, chyba że na własne życzenie. Wcześniej jak dorabiałem wykonując zlecenia był kryzys na rynku pracy, wiele korporacji zostało zamkniętych i wielu ludzi straciło pracę. Można było się zatrudnić, jednak stawki były tak niskie, że postanowiłem nie być tak uczciwym i móc dorobić więcej. Chciałem zacząć skupywać nielegalnie broń i nią handlować. Wiele dowiedziałem się na temat aktualnego zapotrzebowania z opaski, którą złamałem zanim trafiłem do więzienia. Teraz odwróciłem się już od tego zła.

Wyświetliło mi jedenaście ofert pracy w mojej okolicy. Nie ma co wybredzać – pomyślałem. Po tej odsiadce jest możliwość, że nikt mnie nie zatrudni ze względu na rekordy kryminalne, które każdy uczciwy obywatel może sprawdzić w spisie ludności, nie mówiąc już o pracodawcy, który tam zawsze zagląda.

Składam więc wniosek o pracę do korporacji GConn. Jest niewielka szansa, że mnie przyjmą, jednak postanowiłem spróbować. Są odpowiedzialni za wsparcie programowe niemal całej sieci Centranetu, przynajmniej tej części, którą odwiedzają uczciwi obywatele. W dzisiejszych czasach nie pisze się już podań, życiorysów i wniosków formie pisemnej, tylko należy nagrać 3 minutowy klip przy użyciu komunikatora i tam opowiedzieć o sobie, następnie wysłać wniosek do odpowiedniego adresata, w tym przypadku mojego potencjalnego pracodawcy. Przedstawiłem więc swoją nie najlepszej chluby sylwetkę, mówiąc najpierw o swoim pobycie w więzieniu, później o statusie więźnia eksperymentalnego, o szczepionce, i o powrocie na Ziemię. Na końcu wspomniałem o moich umiejętnościach technicznych. Okazało się, że to nie potrzebne, dlatego, że każdy mnie już znał.

Złożyłem jeszcze dwa wnioski do kolejnych dwóch korporacji. Jedną z nich była XWep zajmująca się produkcją sprzętu zbrojnego, a druga to SecG, odpowiadająca za bezpieczeństwo cybernetyczne Centranetu. Zmęczony wysiłkiem położyłem się spać.

 

***

 

Noc przespałem dobrze. Obudziłem się po dwunastu godzinach, wyspany jak nigdy. Spoglądam na komunikator, nie ma żadnego odzewu.

Wziąłem prysznic. Ledwie wychodzę, żeby się wytrzeć a tu słyszę dźwięk komunikatora.

Pędzę nago do komunikatora, patrzę a tam wiadomość od SecG. Ciekawe czy mnie przyjęli. Odczytuję temat wiadomości: «wniosek o przyjęcie zatwierdzony».

Docenili moje umiejętności. Mogę pracować nad uszczelnianiem zabezpieczeń, znam się na ich łamaniu, jednak nie mam zamiaru już działać niezgodnie z prawem. 

Tymczasem nagrywam wiadomość wideo, którą wyślę do placówki badawczej R-31 na księżycu. Kieruję wiadomość do Bakcyla. «Bakcyl, mam nadzieję, że robaki nie odgryzły Ci dupy. Mnie się udało przeżyć. Jak zapewne już wiesz, szczepionka zadziałała. Dostałem mieszkanie zastępcze. Znalazłem pracę.»

Ledwie odszedłem od komunikatora, usłyszałem dzwonek do drzwi. 

– Tu służby Centranetu, mamy zamiar nadać panu opaskę zawierającą osobisty identyfikator oraz magazyn pamięci. Oto ona, proszę ją założyć.

Poczułem się wtedy wolnym człowiekiem. Zaczęła mnie rozpierać energia. W końcu odzyskałem godność i wolność, na którą sobie zapracowałem,

Przyjąłem więc opaskę. Teraz miałem już własny numer identyfikacyjny. Podziękowałem służbom i udałem się do komunikatora by użyć swojej opaski. Mogłem sprawdzić bazę danych ludności. Okazało się, że żona nie żyje. Zginęła na skutek zakażenia bakterią BX-152. Odszukałem również informacji na temat mojego syna Henryka. Z informacji wynika, że powinien mieć się dobrze.

 

***

 

Przyszła wiadomość od Bakcyla. «Bakcyl Cię pozdrawia. Dupa cała i w porządku a dupa larw w nie najlepszej kondycji. Dowiedliśmy, że szczepionka działa uśmiercająco na robaki Kaddasa. Mamy lek na dwie zarazy. Potrzebne nam solidne wsparcie. Nasza jednostka zostanie wkrótce rozbudowana i mamy zamiar rozprawić się z tymi larwami raz na zawsze. Mam zamiar wrócić kiedyś na Ziemię. Mordę ci skopię za to, Ciebie z nami nie ma. Przyjedź nas odwiedzić.»

Położyłem się na chwilę by się odprężyć i zrelaksować. Odprężyłem się, i pomyślałem o tym jak sytuacja na świecie się poprawiła. Nie tylko na samej Ziemi, ale i również na Księżycu jest nadzieja na spokojne życie. Zacząłem snuć marzenia o nowej partnerce, pracy, domu i wszystkich tych rzeczach, które pragnie mieć człowiek. Z przyjemnego wypoczynku wyrwał mnie sygnał wiadomości komunikatora.

«Wiadomość głosowa od SecG». Leżąc wydałem polecenie «odtwórz». «Prosimy stawić się na spotkanie w bazie Inferno-12 na Księżycu, upływu czasu 10 jednostek pełnych piątego dnia tygodnia».

Koniec

Komentarze

Rgruzie, masz błąd w tytule – a myślałam, że to celowo. Nie musisz też powtarzać tytułu w tekście, bo edytor sam go wstawia

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki, poprawiłem.

No cóż, Rgruzie, przykro mi to pisać, ale Kosmiczna zaraza, w obecnym kształcie, raczej nie nadaje się do czytania. Mam wrażenie, że chciałeś tu zmieścić różne pomysły, które przyszły Ci do głowy, skutkiem czego wyszedł wielki miszmasz, łączący wszystko ze wszystkim, tyle że jak na mój gust, pozbawiony większego sensu, że o nieprawdopodobieństwie opisanych zdarzeń nie wspomnę.

Wykonanie woła o pomstę do nieba, a do poprawienia jest tu niemal każde zdanie. Dawno nie czytałam tak źle napisanego opowiadania. Sugeruję, Rgruzie, abyś może chwilowo zawiesił próby literackie, a zyskany czas poświęcił na przyswojenie sobie zasad rządzących językiem polskim. I dużo, naprawdę dużo czytaj.

 

Wśród za­ło­gi pa­no­wa­ła ner­wo­wa at­mos­fe­ra. Ko­man­dor Zer­kad był po­de­ner­wo­wa­ny. Resz­ta za­ło­gi rów­nież była w nie naj­lep­szym na­stro­ju. Za­ło­gant, z któ­rym ko­man­dor… ―> Powtórzenia.

 

wciąż cho­dził w te i we wte… ―> …wciąż cho­dził w tę i we w tę

 

Do­wód­ca rzu­cił mu kilka słów re­pry­men­dy… ―> Reprymenda to ostre upomnienie, słów reprymendy nie rzuca się.

Proponuję: Do­wód­ca udzielił mu re­pry­men­dy

 

So­lid­na po­stu­ra po­wo­do­wa­ła, że bu­dził re­spekt już na sam widok. ―> Raczej: So­lid­na po­stu­ra po­wo­do­wa­ła, że już sam jego widok bu­dził re­spekt.

 

Na pierw­szy rzut oka wy­glą­da­ło, że miał cha­rak­ter. Do­mi­nu­ją­ca oso­bo­wość. ―> Po czym, na pierwszy rzut oka, można poznać, że ktoś ma charakter i osobowość?

 

Nie wy­ko­ny­wa­nie po­le­ceń mogło by mi za­szko­dzić. ―> Niewy­ko­ny­wa­nie po­le­ceń mogłoby mi za­szko­dzić.

 

do­sta­łem pro­po­zy­cję dal­sze­go wy­ko­na­nia kary po­przez pracę… ―> Bohater nie wykonuje kary.

Proponuję: …do­sta­łem pro­po­zy­cję dal­sze­go odbycia kary poprzez pracę

 

Rada po­trze­bo­wa­ła pra­cow­ni­ków do nowej pla­ców­ki, po­sta­no­wi­ła zatem po­słu­żyć się kil­ko­ma do­brze ro­ku­ją­cy­mi więź­nia­mi i dać im szan­sę na po­pra­wę. ―> Zdanie brzmi nie najlepiej. Poprawę wykazali już sami więźniowie.

Proponuję: Rada po­trze­bo­wa­ła pra­cow­ni­ków do nowej pla­ców­ki, po­sta­no­wi­ła zatem dać szansę dobrze rokującym więźniom i tam ich zatrudnić.

 

Po­dej­mo­wa­łem wąt­pli­we prace… ―> Na czym polega wątpliwość pracy?

 

Stra­ci­łem przez to żonę i syna, i gdyby nie to dalej cie­szył­bym się wol­no­ścią na Ziemi. ―> Czy dobrze rozumiem, że strata żony i syna była powodem utraty wolności?

 

– Toman. Przy­nieś colę, na­pi­je­my się. – roz­ka­zał Bak­cyl. Nie lubię jak ktoś wy­da­je mi roz­ka­zy. Od razu po­my­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my. Nie cier­pię ludzi, któ­rzy pró­bu­ją już na po­cząt­ku kogoś zdo­mi­no­wać. ―> Zbędna kropka po wypowiedzi. Narracji nie zapisujemy razem z didaskaliami. Winno być:

– Toman, przy­nieś colę, na­pi­je­my się – roz­ka­zał Bak­cyl.

Nie lubię jak ktoś wy­da­je mi roz­ka­zy. Od razu po­my­śla­łem, że będą z nim pro­ble­my. Nie cier­pię ludzi, któ­rzy pró­bu­ją już na po­cząt­ku kogoś zdo­mi­no­wać.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

będę się na­igra­wał sięCie­bie, jed­nak widzę… ―> …będę się na­igra­wał z cie­bie, jed­nak widzę

Dwa grzybki w barszczyku.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

Wy­pi­li­śmy nieco i udało mi się nieco od­prę­żyć. ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Sta­tek nie jest du­że­go roz­mia­ru. ―> Zdaje mi się, że lepiej byłoby napisać: Sta­tek nie jest zbyt duży.

 

Wie­zie nas i nieco sprzę­tu do nowej bazy. Za­ło­gę skła­da­ła się z kilku osób… ―> Dlaczego zmieniasz czas? Mieszasz czasy wielokrotnie, w całym opowiadaniu.

Literówka.

 

Po­sta­no­wi­łem do niego za­ga­ić. ―> Można zagaić rozmowę z kimś, ale nie można zagaić do kogoś.

Proponuję: Postanowiłem go zagadnąć/ do niego zagadać.

 

„Ko­mu­ni­kat numer 335. Rada ze­zwa­la na lą­do­wa­nie stat­ku Ne­va­da-15 na księ­ży­cu. Ko­niec ko­mu­ni­ka­tu.” ―> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

w ko­lo­rze srebr­no-sza­rym. ―> …w ko­lo­rze srebr­nosza­rym.

 

Każą nam iść za nimi. ―> Każą nam iść za sobą.

 

Ka­za­li prze­strze­gać reguł, oddać im po­słu­szeń­stwo na czas do­star­cze­nia ich do kie­row­ni­ka eks­pe­ry­men­tu, który na nich już cze­kał. ―> Na czym polega oddanie komuś posłuszeństwa? Kim są ci, którym trzeba oddać posłuszeństwo i dostarczyć do kierownika?

 

oraz odro­bi­nę zie­lo­nej ro­ślin­no­ści w cen­trum po­miesz­cze­nia. Odro­bi­na ro­ślin­no­ści spra­wia… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

czło­wiek czuje się jak w domu, czuje za­pach świe­że­go po­wie­trza… ―> Jak wyżej.

 

musi nam wsz­cze­pić od­po­wied­nie czipy śle­dzą­ce, póź­niej bę­dzie mogła nas do­pu­ścić do szko­le­nia, a na­stęp­nie pracy. Tak też zro­bi­li. Ochro­na wraz z kie­row­nicz­ką Bardo po­szli z nami do sali me­dycz­nej, by tam wsz­cze­pić nam od­po­wied­nie czipy. ―> Czy to powtórzenie jest konieczne?

 

czy zo­sta­nie­my tutaj w tej pla­ców­ce… ―> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Nie było to bo­le­sne, bo do­sta­li­śmy so­lid­ną por­cję no­wo­cze­sne­go znie­czu­le­nia, które nie po­zwo­li­ło od­czu­wać nam bólu. ―> Po co to dopowiedzenie? Przecież wiadomo, czemu służy znieczulenie.

 

Biały no­si­ły ko­bie­ty, czar­ny męż­czyź­ni a nie­bie­ski prze­zna­czo­ny był tylko dla do­wód­ców… ―> Domyślam się, że kobiety, mężczyźni i dowódcy nie nosili jednego skafandra, więc: Białe no­si­ły ko­bie­ty, czar­ne męż­czyź­ni a nie­bie­skie prze­zna­czo­ne były tylko dla do­wód­ców

 

Nie wolno nam było na przy­kład sa­mo­dziel­nie po­dró­żo­wać czy uży­wać eg­zosz­kie­le­tu. ―> O egzoszkieletach napisałeś już trzy zdania wcześniej.

 

Mu­sia­łem więc się od­wa­żyć by sta­nąć oko w oko z pod­stęp­ny­mi ro­ba­la­mi. ―> Skąd wiedział, że robale są podstępne?

 

Wzię­li­śmy do ręki broń… ―> Czy istniała możliwość, aby wzięli broń inaczej, nie do ręki?

Wystarczy: Wzię­li­śmy broń

 

Czują, że księ­życ na­le­ży do nich… ―> Czują, że Księ­życ na­le­ży do nich

 

Miały być obiek­tem eks­pe­ry­men­tu i były, lecz wy­mknę­ły się spod kon­tro­li. Czuły się nie­god­nie trak­to­wa­ne pod­czas eks­pe­ry­men­tu, teraz zaś od­czu­ły… ―> Powtórzenia.

 

Za­czę­li­śmy strze­lać se­ria­mi, raz po raz od­da­jąc ko­lej­ne strza­ły. ―> Nie znam się na strzelaniu, ale to mi wygląda na masło maślane.

 

Nie tak łatwo było ich zabić. ―> Robale są rodzaju męskozwierzęcego, więc: Nie tak łatwo było je zabić.

 

więc pod­sze­dłem do niej i sta­ną­łem nieco za nią. ―> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Robal scho­wał się do zie­mii. ―> Literówka.

 

Rzu­ci­łem broń na Zie­mię i chcia­łem prze­pro­sić… ―> Rzu­ci­łem broń na zie­mię i chcia­łem prze­pro­sić

Chyba że rzucił broń z Księżyca na Ziemię?

 

Cof­nij się do tyłu! ―> Masło maślane ― czy można cofnąć się do przodu?

 

Od­cze­ka­li­śmy więc kilka jed­no­stek czasu ru­szy­li­śmy w dal­szą po­dróż. ―> Jednostka czasu nie mówi mi nic ― o jakich jednostkach jest tu mowa?

Kilkanaście zdań wcześniej napisałeś: Po­strze­li­łem wtedy kie­row­nicz­kę w stopę. ―> I co, postrzelona kierowniczka, jakby nic się nie stało, rusza w dalszą drogę???

 

Choć wy­nu­rzy­ły się z Ziemi ja­kieś 50 me­trów od nas… ―> Choć wy­nu­rzy­ły się z ziemi ja­kieś pięćdziesiąt me­trów od nas…

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

od nas ko­lej­ne ro­ba­ki, nie ata­ko­wa­ły nas… ―> Czy oba zaimku są konieczne?

 

do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31. Za­sko­czył nas roz­miar tej pla­ców­ki, był… nie­wiel­ki. Spo­dzie­wa­li­śmy się dużej pla­ców­ki ba­daw­czej, a na miej­scu oka­za­ło się, że jest tylko kilka bu­dyn­ków-kon­te­ne­rów.

Jak się do­wie­dzie­li­śmy na miej­scu, pla­ców­ka ta bada… ―> Powtórzenia.

 

Spę­dzi­li­śmy mie­siąc czasu w owej pla­ców­ce… ―> Masło maślane ― miesiąc to czas.

Wystarczy: Spę­dzi­li­śmy mie­siąc w owej pla­ców­ce

 

by wy­pró­bo­wać szcze­pion­kę na sobie… ―> …by wy­pró­bo­wać szcze­pion­kę na sobie

 

że lek może prze­ciw­dzia­łać byciu za­ka­żo­nym… ―> Raczej: …że lek może zapobiec zakażeniu

 

za­py­ta­ła nas czy któ­ryś z nas zgła­sza… ―> Pierwszy zaimek jest zbędny.

 

Każdy z nas, prócz Bak­cy­la wy­ra­ził taką chęć. ―> Osobliwie to brzmi, bo przecież było ich trzech, więc każdy to zaledwie dwóch.

 

Przy­po­rząd­ko­wa­ła nam licz­by. Na­stęp­nie uru­cho­mi­ła ge­ne­ra­tor liczb i wy­lo­so­wa­ła licz­bę trzy. ―> Paskudne powtórzenia.

 

Mia­łem to szczę­ście. Przed ocza­mi mia­łem jed­no­cze­śnie… ―> Powtórzenie.

 

życie w wol­no­ści na Ziemi. Przed­smak wol­no­ści ja­kie­go do­świad­czy­łem tutaj w tej pla­ców­ce zmo­ty­wo­wał mnie by po­wal­czyć o godne życie… ―> Powtórzenia.

Żyje się na wolności, nie w niej.

 

Zle­ce­nia, które wy­ko­ny­wa­łem na Ziemi, były do­dat­ko­wą pracą, choć praw­dą jest, że wy­ko­ny­wa­nie zle­ceń… ―> Powtórzenia.

 

spy­cha­ło mnie po równi po­chy­łej w dół. ―> Masło maślane ― czy można spychać coś w górę?

 

Wy­bra­łem jed­nak drugą opcję. ―> Wy­bra­łem jed­nak drugą opcję.

 

Na praw­dę chcia­łem się zre­ha­bi­li­to­wać… ―> Napraw­dę chcia­łem się zre­ha­bi­li­to­wać

 

Mam na­dzie­ję od­zy­skać wol­ność i god­ność jaką utra­ci­łem jako prze­stęp­ca. ―> Mam na­dzie­ję od­zy­skać wol­ność i god­ność którą utra­ci­łem jako prze­stęp­ca.

 

go­to­wy do przy­ję­cia szcze­pion­ki. Oświad­czy­ła, że dla uprosz­cze­nia i skró­ce­nia pro­ce­du­ry nie muszę le­cieć na Zie­mię by tam przy­jąć szcze­pion­kę, lecz będę mógł to zro­bić tutaj, w bazie.

Szcze­pion­ka już była na miej­scu. ―> Powtórzenia.

 

Po­pro­si­łem wtedy o lek, więc po­da­no mi go. Mia­łem wtedy przed… ―> Powtórzenie.

 

klu­czo­wą go­dzi­nę, która mogła być dla mnie naj­gor­szą go­dzi­ną mo­je­go życia, lecz oka­za­ła się go­dzi­ną łaski… ―> Powtórzenia. Zbędne zaimki.

 

Naj­cię­żej było mi po­go­dzić się z tym prze­stęp­stwem, które po­peł­ni­łem wy­ko­nu­jąc na Ziemi… ―> Najtrudniej było mi po­go­dzić się

Co wykonywał na Ziemi?

 

że przez wła­sną głu­po­tę zo­sta­łem uka­ra­ny. ―> Czy dobrze rozumiem, że ukarała go własna głupota?

 

było jed­nak do­pie­ro przede mną. Po­wie­dzia­no mi, że zgło­si­łem się na ochot­ni­ka do przy­ję­cia eks­pe­ry­men­tal­ne­go leku, który mógł spo­wo­do­wać mój zgon. Po­in­for­mo­wa­no mnie jed­nak, że prze­ży­łem i je­dy­ne co mogli za­ob­ser­wo­wać to moją amne­zję. ―> Nadmiar zaimków.

 

Rada za­de­cy­do­wa­ła o prze­wie­zie­niu mnie na Zie­mię, bym tam mógł w po­bli­skim szpi­ta­lu… ―> Który szpital na Ziemi jest pobliskim szpitalem?

 

Nie do­tknę­ło mnie nic złego, z tych wszyst­kich rze­czy, któ­rych się naj­bar­dziej bałem. Żadna cho­ro­ba, mimo prze­by­wa­nia na co dzień z cho­ry­mi. ―> Dlaczego miał kontakt z chorymi, skoro miał przebywać w izolatce?

 

Nie wie­dzia­łem jak się za to za­brać… ―> Nie wie­dzia­łem jak się do tego za­brać…

 

Do­sta­łem miesz­ka­nie za­stęp­cze na ty­dzień czasu celem zna­le­zie­nia sobie pracy i ko­lej­ne­go miesz­ka­nia. Uda­łem się więc do miesz­ka­nia za­stęp­cze­go. ―> Masło maślane ― tydzień to czas. Powtórzenia.

 

Nie było tam żad­ne­go wy­po­sa­że­nia, poza pa­ro­ma me­bla­mi i ka­bi­ną prysz­ni­co­wą. ―> Skoro były jakieś meble i kabina, to jakieś wyposażenie było.

 

do­stęp do czę­ści in­for­ma­cyj­nej Cen­tra­ne­tu oraz ko­re­spon­de­cji. ―> Literówka.

 

Ze wzglę­du na re­kord kry­mi­nal­ny nie mo­głem uzy­skać peł­ne­go do­stę­pu. ―> Co to jest rekord kryminalny?

 

nie było czło­wie­ka, który nie był by za­trud­nio­ny… ―> …nie było czło­wie­ka, który nie byłby za­trud­nio­ny

 

nikt mnie nie za­trud­ni ze wzglę­du na re­kor­dy kry­mi­nal­ne… ―> Raz jeszcze zapytam: co to są rekordy kryminalne?

 

na­le­ży na­grać 3 mi­nu­to­wy klip… ―> …na­le­ży na­grać trzymi­nu­to­wy klip

 

Przed­sta­wi­łem więc swoją nie naj­lep­szej chlu­by syl­wet­kę… ―> Nie ma chluby lepszej czy gorszej, chluba to chluba i już. Można się chlubić swoją sylwetką, ale sylwetka nie ma chluby.

 

sły­szę dźwięk ko­mu­ni­ka­to­ra. Pędzę nago do ko­mu­ni­ka­to­ra… ―> Powtórzenia.

 

do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31 na księ­ży­cu. ―> …do pla­ców­ki ba­daw­czej R-31 na Księ­ży­cu.

 

W końcu od­zy­ska­łem god­ność i wol­ność, na którą sobie za­pra­co­wa­łem, ―> To zdanie powinna kończyć kropka, nie przecinek.

 

«Pro­si­my sta­wić się na spo­tka­nie w bazie In­fer­no-12 na Księ­ży­cu, upły­wu czasu 10 jed­no­stek peł­nych pią­te­go dnia ty­go­dnia». ―> Skoro to wiadomość głosowa, winno być: «Pro­si­my sta­wić się na spo­tka­nie w bazie In­fer­no dwanaście na Księ­ży­cu, upły­wu czasu dziesięć jed­no­stek peł­nych pią­te­go dnia ty­go­dnia».

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za porady!

Oj nieładnie. Reg się napracowała, żeby wyłapać babole w Twoim tekście, a Ty nie uznałeś za stosowne ich poprawić. I pewnie dlatego zadowolona z lektury nie jestem. Brnęłam przez Twój tekst z dużym trudem.

Sama historia jest nieco naiwna, w ogóle nie bierzesz pewnych rzeczy pod uwagę. Bohater siedzi bez skafandra w księżycowym pojeździe, a kiedy pojawiają się robale, wychodzi na zewnątrz. Jak, u licha, bez skafandra. Toż jest martwy od razu. I dalej, postrzelił kogoś w stopę. A ten ktoś nie zwija się z bólu, tylko każe mu odłożyć broń. Zakładając nawet, że załoga zdążyła założyć jakieś skafandry (choć skoro robale pojawiły się nagle, to raczej nie zdążyliby), to po postrzeleniu w stopę, skafander nie byłby już szczelny i kierowniczka byłyby martwa.

Nie wspomnę już o tym, że raczej nikt nie dałby więźniom broni do ręki, raczej jechaliby z odpowiednią eskortą.

Jeśli na Ziemi szalała jakaś straszna epidemia, to nikt nie wpuściłby ziemian do księżycowej bazy, albo musieliby przynajmniej zaliczyć kwarantannę. A tu nie dość, że więźniowie lądują, to ktoś jeszcze przylatuje ze szczepionką. Po co w ogóle byli im więźniowie, przebywający na księżycu, na ziemi nie było potencjalnych królików doświadczalnych.

I tak dalej, i tak dalej. Musisz mocno popracować nie tylko nad poprawnością językową, ale też spójnością i logoką fabuły.

Zgadzam się z tym, co napisała Irka_Luz. Poza tym, wprowadzenie aż tylu postaci i wątków to poważne wyzwanie. Proponuję, żebyś zaczął od jakiejś krótkiej, prostej historii z jednym lub dwoma bohaterami.

Niestety, też się zgadzam z Irką. Czyta się bardzo źle, do tego brak logiki i naiwność mnie przerosły.

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka