- Opowiadanie: cichy0 - Ryszard, Oleg i Rosiczka

Ryszard, Oleg i Rosiczka

Bajka nawiązuje dośc luźno do tematu konkursu. Bardziej o różnorodności i tolerancji niż o konflikcie :) 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ryszard, Oleg i Rosiczka

 

Jest pewien las. Nie jest liściasty czy też iglasty, ale bardzo mieszany. 

Rosną tu dęby, strzeliste sosny, smukłe brzozy i przeglądające się w płytkich, wszędobylskich bajorkach, wierzby płaczące. Są monumentalne baobaby i akacje z afrykańskiej sawanny, trawy drzewiaste i palmy z gorącej Hiszpanii.

Spotkać można tu również mityczne niebieskie migdały i kwiaty paproci – gęsto oblegają leśne polany.

Pośród dzików, wilków, niedźwiedzi czy też wiewiórek mieszkają lwy, tygrysy i słonie. Małpy dziko skaczą wysoko w koronach drzew, a nocą słychać pohukiwanie sowy na zmianę ze śpiewem tukana.

Są tu także istoty magiczne o fantazyjnych kształtach, wielu nogach, oczach i skrzydłach. Mnogość ich form czyni z tej puszczy miejsce doprawdy niezwykłe.

Promienie słońca przenikają przez konary drzew, otulając miłym ciepłem mieszkańców lasu, ale co jakiś czas zamiecie śnieżne pokrywają wszystko białym kożuchem. Suche i gorące dni ustępują porom burz i tropikalnych tajfunów.

Różnorodność panuje w lesie w każdym możliwym sensie.

 

Nic dziwnego zatem, że na swój dom wybrały go istoty z bajek trochę już zapomnianych i nieczytanych. Leży ów las bowiem, drogi czytelniku, na samym skraju świata fantazji.

I o trzech z jego mieszkańców właśnie będzie ta opowieść.

 

***

 

Ryszard przybył do lasu prosto z bajki, w której odgrywał niewielką rolę. Mały, nieporadny, biały króliczek, w czerwonym kubraczku z zegarkiem z dewizką, przerażony okropnie nieprzystępną gęstwiną. W swojej bajce był bowiem królikiem domowym, nie dzikim. Tułał się więc biedny po lesie w poszukiwaniu schronienia, unikając jak tylko mógł niebezpieczeństwa. I zginąłby z kretesem gdyby nie fortunne zrządzenie losu.

Ranka pewnego, gdy słońce dopiero zaczynało powoli piąć się po nieboskłonie, królik obudził się w dość dobrym humorze. Powody ku temu były dwa.

Po pierwsze, zeszłego wieczoru odnalazł ciepłą i wygodną norkę, w której postanowił od tej pory nocować. Jama owa była nawet trochę większa niż potrzebował. Zapewne inne zwierzę urządziło ją sobie, a później wyprowadziło się gdzie indziej. Ryszarda nie za bardzo interesowało jakie to było stworzenie. W każdym razie, już nie musiał chować się na noc w korzeniach wielkiego grabu. Drzewo co prawda okazało się nadzwyczajne – posiadało dar mówienia, a nawet śpiewania kołysanek w razie potrzeby, ale często, gdy padał deszcz, Ryszard trząsł się z zimna skulony w kłębek u jego podnóża. Postanowił nadal pielęgnować tę nową, ciekawą znajomość i wpadać do miłego drzewka, z imbrykiem herbaty, co jakiś czas, ale dach nad głową jest niezbędny każdemu bez dwóch zdań.

Drugi powód do zadowolenia dała mu rozłożysta jabłoń, którą odkrył na polanie nieopodal norki. Rosła wśród zagonu wrzosów, w najbardziej nasłonecznionej części łąki. Ciężkie, dojrzałe jabłka, zachęcały do skosztowania ich smaku, rumieniąc się do króliczka połyskującymi skórkami.

Gdy Ryszard natknął się na nią, przystanął i chwilę wpatrywał się w drzewo wielkimi oczyma i z rozdziawioną mordką. Już dawno nie jadł dobrego jabłuszka, a żołądek karmiony głównie tym co znalazł w ściółce leśnej, zaburczał żałośnie na ten widok.

Jutro cię odwiedzę, kochanieńka – pomyślał i podreptał w swoją stronę.

Tak też rankiem, dnia kolejnego, nasz mały bohater był bardzo szczęśliwy. Wyskoczył z norki jak wyrzucony z katapulty i popędził zamiatając skokami wśród paproci.

Chwilę później stał już pod jabłonią zastanawiając się jak ściągnąć z gałęzi te smakołyki. Króliki przecież nie potrafią chodzić po drzewach, co zdecydowanie komplikowało całe przedsięwzięcie. W końcu, na skraju lasu, wypatrzył niewielką szopę, bardziej budkę na narzędzia. Gdy zajrzał do środka, ujrzał to, czego potrzebował: drabinę!

Przyciągnął ją jakoś i postawił, opierając o konar drzewa. Potem poszło już łatwo.

Wszedł po drabinie na najniżej położoną gałąź i zaczął strząsać owoce na mech, który uprzednio rozłożył pod jabłonią. Gdy zajęty był tą miła pracą, raptownie poczuł, że coś z dużym impetem przeleciało obok jego głowy. Spojrzał w dół – na ziemi dostrzegł całkowicie rozkwaszone jabłko. Wzniósł oczy ku górze i ujrzał na gałęzi powyżej coś na kształt małpy.

Postać przypominała szympansa, z tym że zamiast dwóch, miała cztery kończyny górne plus dwie dolne. W każdej z nich znajdował się kolejny pocisk gotowy do rzucenia.

– No spróbuj, wredna małpo! – Ryszard krzyknął i odruchowo pogroził piąstką napastnikowi. Zaraz jednak bardzo pożałował tego gestu. Gdy oderwał jedną łapkę od konara, zachybotał się niepewnie na gałęzi, wykonał desperacki taniec w próbie utrzymania równowagi, a w końcu runął, na szczęście na ułożony pod drzewem mech.

Królik obrócił się z jękiem na plecy i spojrzał w górę, w samą porę by wykonać unik przed lecącym w jego kierunku jabłkowym pociskiem. Zauważył teraz, że na jabłoni nie siedzi jedna, a kilka małpokształtnych istot i każda z nich ściska co najmniej dwa jabłka.

Po chwili rozpoczęła się prawdziwa jabłeczna kanonada.

Małpy rzucały w Ryszarda jak oszalałe, skacząc z gałęzi na gałąź.

– Wynoś się, biały króliku! – krzyczały wniebogłosy.

Nasz bohater bardzo chętnie w tamtej chwili czmychnąłby gdzie pieprz rośnie i zostawił złośliwcom jabłoń, ale jedyne co mógł zrobić to kulić się pod mchem, który choć trochę amortyzował uderzenia twardych owoców. I pewnie ta złośliwa zabawa trwała by jeszcze długo, gdyby nie to co stało się w kolejnych kilku chwilach.

Niespodziewanie, na polanę wypadł ogromny, biały kształt z długim kijem w potężnych łapach. Stwór, sunąc z zawrotną prędkością ku drzewu, wyglądał jak rozpędzona biała kula.

– Uciekać hultaje! – Niski i złowrogi głos tej przerażającej istoty wzbił się w powietrze.

Małpy w te pędy zeskoczyły z jabłoni i uciekły w stronę linii drzew, na skraju polany. Ryszard zakrył łapkami oczy i skulił się jeszcze bardziej pod połacią mchu. Gdy je otworzył, ujrzał przed sobą ogromny łeb białego niedźwiedzia ze zmarszczonym ze złości czołem i irytacją w gorejących oczach.

– Ty też chciałeś obrywać moje jabłka, urwipołciu? – Przybysz zapytał złowrogim głosem.

– Tylko troszeczkę, proszę pana. – Króliczek podniósł wzrok i spojrzał na olbrzyma. Gdy ich oczy spotkały się, dostrzegł że złość, która przegnała z drzewa złośliwych napastników, powoli ustępuje z oblicza właściciela drzewa. – Byłem bardzo głodny. Przepraszam.

– No dobrze już dobrze, króliku. – Niedźwiedź wyprostował się sięgając głową gałęzi. – Ponieważ… tak jak ja, jesteś bajkową istotą, według niepisanego kodeksu lasu fantazji, muszę ci pomóc.

Na te słowa niedźwiedź obrócił się na pięcie i ruszył z powrotem w kierunku z którego przybył. Po kilku krokach obrócił się jeszcze i dał znać łapą zdziwionemu królikowi, aby ten ruszył za nim.

 

***

 

Tak właśnie zaczęła się znajomość niedźwiedzia Olega i królika Ryszarda.

Ogromny, biały misiek był przybyszem z bajki o zwierzętach z cyrku, która powstała bardzo dawno temu. Ponieważ prawie nikt już jej nie chciał czytać, nasz miś trafił do lasu fantazji na zasłużoną emeryturę. Bardzo brakowało mu towarzystwa, dlatego gdy okazało się, że norka Ryszarda wcale nie jest tak całkiem opuszczona i wróciła do niej rodzina lisów, nie miał oporów z udostępnieniem królikowi jednego pokoju w swoim domku.

Rysiek bardzo ucieszył się, że w końcu będzie mógł wysypiać się w wygodnym łóżku, a sam odwdzięczał się Olegowi różnymi opowieściami, które snuł wieczorami przy kominku. W swoim poprzednim, bajkowym życiu królik był domowym zwierzęciem rozrywkowym. Jednym z jego obowiązków, było wymyślanie różnych opowieści – więc to potrafił najlepiej. 

Po jakimś czasie nasi bohaterowie stali się nierozłączni. Chodzili razem na spacery, na grzyby do lasu, po owoce, doglądać jabłoni i przeganiać z niej małpy oraz plewić grządki w dużym ogrodzie warzywnym. Gdy podążali razem przez las wyglądali jak dwie białe kule futra – jedna ogromna, druga bardzo malutka.

Ryszard czuł się bezpiecznie przy Olegu, bo nikt nie odważył się ich zaczepić, a biały miś w końcu znalazł kogoś kto go rozumiał. Wcześniej, w cyrku otrzymywał tylko polecenia i komendy, a po przybyciu do lasu, magiczne istoty którymi się opiekował były albo nieme, albo niezbyt mądre.

Królik odkrył, że owo prawo na mocy którego baśniowe stwory muszą sobie pomagać, wymyślił Oleg i to głównie na własne potrzeby. Nie wiadomo dlaczego niedźwiedź czuł się odpowiedzialny za wszystkie stworzenia, które przybyły do lasu fantazji z różnych bajek. Być może dlatego, że w opowieści, z której sam pochodził wciąż ktoś mu rozkazywał i popędzał zmuszając do kolejnych ewolucji cyrkowych. Może od takiego złego losu chciał chronić każdą inną bajkową istotę, która mieszkała w puszczy? Ryszard nie był tego do końca pewien.

Jedno było oczywiste, nie można było powiedzieć, aby spotykał się z wzajemnością w każdym przypadku. Inne bajkowe stwory chyba nie znały tego prawa. Zatem, po prostu… Oleg opiekował się wszystkimi.

Królik chciał zatem trochę troszczyć się o nowego przyjaciela, przynajmniej tak jak potrafił. 

 

***

 

Pewnego dnia towarzysze wybrali się na wędrówkę w poszukiwaniu nowych ziół, które mogliby posadzić w ogródku i uprawiać na swoje potrzeby. Szli bardzo długo, aż dotarli prawie na skraj lasu fantazji. Gdy przeczesywali leśne poszycie, usłyszeli ciche pochlipywanie, dobiegające od strony traktu. Bezszelestnie podkradli się na skraj zarośli, aby sprawdzić, co też może się dziać i dlaczego ktoś tak przejmująco płacze.

Ich oczom ukazał się widok dość niezwykły. Na taczce wypełnionej ziemią dwie smukłe postaci, w kapturach, wiozły dość duży kwiat. Wielkością dorównywał on kilkuletniemu dziecku, a do tego miał oczy i coś na kształt szerokich ust z krótkimi, szpilkowatymi zębami. To właśnie ów kwiat, transportowany przez dwóch zakapturzonych tragarzy, szlochał, roniąc ogromne jak grochy łzy.

Po krótkiej naradzie przyjaciele postanowili – trzeba było działać!

Oleg i Ryszard, jak jeden, wyskoczyli z krzykiem na drogę z zarośli i popędzili w kierunku osobliwego pochodu. Postaci, które transportowały kwiat, ujrzawszy ich, odrzuciły kaptury w tył ukazując swoje oblicza.

Byli to przybysze, z pobliskiej krainy elfów. Istoty te choć smukłe, piękne i na swój sposób nawet mądre, były okropnie próżne – wciąż wpatrywały się w swoje oblicza w lustrze i podziwiały swoją niezwykłość.

Trzeba było zawsze zatem uważać, aby ich nie urazić krytyką, na którą reagowały prawie alergicznie.

Królik i niedźwiedź zatrzymali się kilka metrów przed nimi, trochę zbici z tropu. Nie wiedzieli w zasadzie co czynić dalej. Spodziewali się, że tragarze jak tylko ujrzą ogromnego Olega czmychną gdzie pieprze rośnie, jak wszyscy których niedźwiedź zdecydował się przegonić. Tak się jednak nie stało. Elfy to nie płochliwe małpy.

– Czego chcecie? – Jeden z nich zapytał przyjaciół. – Z rozkazu króla elfiej krainy wieziemy ten oto kwiat, aby umieścić go na wielkim kompostowniku, który leży w tym właśnie lesie fantazji.

Przyjaciele wiedzieli co to oznacza. Wielki kompostownik był to cmentarz dla roślin i żadna żywa roślina nie powinna się tam znaleźć.

– Ale ta roślina nie jest martwa. – Ryszard wskazał osobliwy kwiat na taczce. – Powiedziałbym nawet, że jest bardzo żywa.

– Ratujcie! – Na te słowa królika, kwiat krzyknął żałośnie i wyciągnął się na łodydze w jego kierunku. – Ci barbarzyńcy chcieli, żebym jadła… żebym jadła…muchy… łeee. – Roślina rozpłakała się na całego co jakiś czas ciągając czymś w rodzaju nosa.  

– A cóż miałabyś jeść! – krzyknął jeden z elfów i pogroził jej palcem. – Przecież jesteś rosiczką!

– Rozumiecie, drodzy panowie. – Drugi z nich zwrócił się do przyjaciół. – Rosiczka powinna jeść muchy, a ta nie chce bo mówi, że jest jej ich żal.

– Jak mam jeść te kochane maleństwa? – Rosiczka zapytała cicho, pochlipując jeszcze.

– Dla nas taki kwiat jest bezużyteczny, a do tego jeszcze brzydki. – Na te słowa, roślina wygięła się raptownie w kierunku ich autora, smagając go łodygą po głowie. – A masz, barbarzyńco!

– Widzicie, jeszcze taka krnąbrna – dodał elf rozmasowując guza.

Oleg złożył łapy na piersi i zamyślił się. Trwał tak dłuższą chwilę, po czym powiedział.

– Dobrze, zróbmy więc tak. Wy zostawiacie kwiat nam, my bierzemy rosiczkę ze sobą i zapominamy o sprawie.

– Hola, hola! – odpowiedział jeden z nich; prawdopodobnie dowódca tego dwuosobowego oddziału transportowego. – Nie możemy, ot tak, oddać naszego ładunku.

– Otóż możecie, drodzy przybysze. Ten oto tutaj jegomość – niedźwiedź wskazał łapą na Ryszarda – jest królem tej krainy, to jest lasu fantazji. Wszelki transport drogowy podlega pod jego jurysdykcję. W obliczu tego, że z waszym królestwem nie mamy podpisanej stosownej umowy o przemieszczaniu towarów i bla bla… bla bla… bla bla… po prostu rekwirujemy ten ładunek. 

Wygłosiwszy te słowa, Oleg podszedł do taczki, jedną łapą bezpardonowo odsunął obu elfów i zabrał rosiczkę po czym wraz ze swym ładunkiem i Ryszardem zaczęli dziarskim krokiem oddalać się w stronę zarośli.

Gdy wchodzili z taczką w las, niedźwiedź podniósł ją i wsadził sobie pod pachę, tak żeby widzieli to tamci. Wcześniej we dwóch musieli pchać tę taczkę, a teraz miś sam ją uniósł jak gumową piłkę.

– To powinno zniechęcić ich do pościgu – powiedział do królika, gdy zagłębiali się w gęstwinę.

Na drodze pozostawili dwóch elfów, którzy z opadniętymi ze zdziwienia szczękami, wiedli wzrokiem za odchodzącymi, nie mogąc uwierzyć, że ktoś miał czelność sprzeciwić się rozkazom ich króla.

Rosiczka natomiast pożegnała zaskoczonych długim i przeciągłym falowaniem wyciągniętego języka i gwizdami triumfu.

 

***

 

I tak właśnie do Olega i Ryszarda dołączyła rosiczka. Kwiat przyjacielski, wrażliwy i ogromnie rozmowny.

Dom Olega zyskał nowego osobliwego aczkolwiek miłego mieszkańca.

Rosiczka za żadne skarby nie chciała korzystać z menu składającego się z much, z którymi wolała się przyjaźnić. Ochoczo natomiast pochłaniała naleśniki z serem, placki ziemniaczane, racuchy i inne przysmaki kuchni Olega.

Bo jak widzisz drogi czytelniku czasem jest tak, że pozory mogą zwieść nas na manowce. Ogromny niedźwiedź choć na pierwszy rzut oka groźny może mieć gołębie serce, drapieżna rosiczka może wcale nie być zainteresowana łapaniem owadów a mały króliczek może poradzić sobie nawet z najstraszniejszymi przeciwnościami losu i zaskarbić przyjaźń dobrych istot.

Wszystko to może wydarzyć się nie tylko w lesie fantazji. Bardzo często różnorodność skrywa dużo piękna a jej części mogą i bardzo często ze sobą współistnieją pomimo burz, zamieci śnieżnych oraz innych niebezpieczeństw, tak jak Ryszard, Oleg i rosiczka w swoim zupełnie nowym domu.

Wszystko zależy od naszej wyobraźni, chęci zrozumienia nowych, nieznanych jeszcze światów i dobrego serca.

 

***

 

Oczywiście, król elfów nie zapomniał o tym, kto sprzeciwił się jego rozkazom i ośmielił się uratować rosiczkę skazaną na pewną zgubę, ale to jest już temat na osobną opowieść.

Koniec

Komentarze

 

Przeczytane.

Haha, dzięki :D Fajny kotek. 

Spodobała mi się idea osobliwego lasu i historia przyjaźni Ryszarda, Olega i rosiczki.

Szkoda tylko, że wykonanie pozostawia tak wiele do życzenia, bo wśród błędów, usterek i nie zawsze poprawnie złożonych zdań, ulotniła się część magii, zazwyczaj towarzysząca bajkom.

 

uni­ka­jąc jak tylko mógł nie­bze­pie­czeń­stwa. ―> Literówka.

 

po­nie­waż ob­da­rzo­ne było darem mó­wie­nia… ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: …po­nie­waż posiadało dar mó­wie­nia…

 

ru­mie­niąc się do kró­licz­ka swo­imi po­ły­sku­ją­cy­mi skór­ka­mi. ―> Zbędny zaimek ― czy jabłka mogły się rumienić cudzymi skórkami?

 

Jutro Cię od­wie­dzę, ko­cha­nień­ka.Po­my­ślał i po­drep­tał w swoją stro­nę. ―> Jutro cię od­wie­dzę, ko­cha­nień­kapo­my­ślał i po­drep­tał w swoją stro­nę.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Ty znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: http://www.jezykowedylematy.pl/2014/08/jak-zapisac-mysli-bohaterow/

 

Po­stać przy­po­mi­na­ła szym­pan­sa, z tymże, za­miast… ―> Po­stać przy­po­mi­na­ła szym­pan­sa, z tym że za­miast

 

ko­lej­ny po­cisk go­to­wy do wy­lo­tu. ―> Raczej: …ko­lej­ny po­cisk go­to­wy do rzucenia.

 

a w końcu runął w dół.

Na szczę­ście, upadł na wy­ście­ła­ny pod drze­wem mech. ―> Masło maślane ― czy mógł runąć w górę?

Proponuję: …a w końcu runął, na szczęście na ułożony pod drzewem mech.

 

Małpy w te pędy ze­sko­czy­ły z drze­wa i ucie­kły w stro­nę linii drzew… ―> Brzmi to nie najlepiej.

Proponuję: Małpy w te pędy ze­sko­czy­ły z jabłoni i ucie­kły w stro­nę linii drzew

 

– Tylko tro­szecz­kę, pro­szę Pana. ―> – Tylko tro­szecz­kę, pro­szę pana.

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

która po­wsta­ła już bar­dzo dawno temu. Po­nie­waż pra­wie nikt już jej… ―> Czy to celowe powtórzenie?

 

Kró­lik od­krył, że owe prawo na mocy któ­re­go… ―> Kró­lik od­krył, że owo prawo, na mocy któ­re­go

 

wy­my­ślił sam Oleg i to głów­nie na swoje wła­sne po­trze­by. ―> Albo: …wy­my­ślił Oleg i to głów­nie na swoje po­trze­by. Albo: …wy­my­ślił Oleg i to głów­nie na wła­sne po­trze­by.

 

w po­szu­ki­wa­niu no­wych ziół do ogród­ka, które mo­gli­by udo­mo­wićho­do­wać na swoje po­trze­by. ―> Można udomowić zwierzęta, ale nie zioła.

Proponuję: …w po­szu­ki­wa­niu no­wych ziół, które mo­gli­by posadzić w ogródkuuprawiać na swoje po­trze­by.

 

Na tacz­kach wy­peł­nio­nych zie­mią dwie smu­kłe po­sta­ci, w kap­tu­rach, wio­zły dość duży kwiat. ―> Jeden kwiat na dwóch taczkach?

 

– Czego chce­cie. – Jeden z nich zwró­cił się w kie­run­ku przy­ja­ciół. ―> – Czego chce­cie? – Jeden z nich zapytał przy­ja­ciół.

 

Ry­szard wska­zał na oso­bli­wy kwiat na tacz­kach. ―> Ry­szard wska­zał oso­bli­wy kwiat na taczce.

 

– A cóż miała byś jeść! ―> – A cóż miałabyś jeść!

 

– Ro­zu­mie­cie, dro­dzy Pa­no­wiedrugi z nich zwró­cił się do przy­ja­ciół. ―> – Ro­zu­mie­cie, dro­dzy pa­no­wie.Drugi z nich zwró­cił się do przy­ja­ciół.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

– Jak mam jeść te ko­cha­ne ma­leń­stwa! ro­sicz­ka od­cię­ła się cicho… ―> Skoro odcięła się cicho, to co tu robi wykrzyknik?

Proponuję: – Jak mam jeść te ko­cha­ne ma­leń­stwa?Ro­sicz­ka zapytała cicho

 

i bla bla.. ―> Wielokropkowi brakuje jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki!

 

Na te słowa Oleg pod­szedł do ta­czek… ―> Raczej: Wygłosiwszy te słowa, Oleg pod­szedł do ta­czki

 

Gdy wcho­dzi­li z tacz­ka­mi w las, niedź­wiedź pod­niósł je i wsa­dził sobie pod pachę, tak żeby wi­dzie­li to tamci. Wcze­śniej we dwóch mu­sie­li pchać te tacz­ki, a teraz miś sam je uniósł jak gu­mo­wą piłkę. ―> Gdy wcho­dzi­li z tacz­ką w las, niedź­wiedź pod­niósł i wsa­dził sobie pod pachę, tak żeby wi­dzie­li to tamci. Wcze­śniej we dwóch mu­sie­li pchać tę tacz­kę, a teraz miś sam uniósł jak gu­mo­wą piłkę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytając Twój tekst czułam się tak, jakbym słuchała bajki opowiadanej przy ognisku. Ładna opowieść, chociaż często zgrzytało wykonanie: a to brakujący przecinek, a to styl. Zmieniłabym sam początek na krótszy, intrygujący dla czytelnika.

Bardzo fajny pomysł na miejsce akcji. Las na skraju krainy fantazji bardzo mnie zaintrygował, podobnie, jak jego mieszkańcy. Z jakich książeczek pochodzą miś i królik? Przygoda z rosiczką też niezwykła. W ogóle, bardzo fajna bajka. :)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No, jest pomysł. Całkiem ciekawy, ale niestety, mcno przygnieciony przez fatalne wykonanie.

na przykład – wybrać coś można “na” (a nie “za”) dom, drzewo nie ma podnóża, a już to, że królik ma czasem łapki, a czasem dłonie, kompletnie wybiło mnie z rytmu.

No i łopatologiczne podawanie przesłania bajki na końcu tekstu to jest coś, czego się po prostu nie robi. To czytelnik sam musi dojść do właściwych konkluzji.

Czyli – sporo pracy przed Tobą, ale są podstawy by sądzić, że dalej bedzie już tylko lepiej :)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

@Reg,

 

Dzięki za skrupulatne wskazanie błędów (przy niektórych zazgrzytałem zębami z niedowierzania, że ich nie zauważyłem – jak np powtórzenia) ;) Poprawiłem je.

 

@ANDO, 

 

Cieszę się, że podobała Ci się bajka. Mam nadzieję, że korekta na podstawie uwag Reg trochę wygładzi tekst. Co do początku bajki to dziękuję za to spostrzeżenie – zapewne wykorzystam je w przyszłości. 

 

@Irko, 

 

Cieszę się, że bajka przypadła Ci do gustu. Być może kwestia pochodzenia Olega i Ryszarda jest to materiał na osobną bajkę ;) 

 

@Gravel,

 

Super fotka :) 

 

@Cieniu,

 

Dzięki za przeczytanie. 

 

@Staruchu,

 

Ciesze się, że idea przypadła Ci do gustu. Dzięki za uwagi dotyczące stylu. Wyłapałem dłonie i je obciąłem – dokleiłem łapki w te miejsca ;);) BTW Jakbyś sformułował inaczej zdanie, w którym znalazło się słowo podnóże? To znaczy – jakim słowem byś je zastąpił? 

 

Co do ‘karmienia czytelnika’ to w zasadzie się z Tobą zgadzam, ale jak wiesz bajki są dla dzieci, a te czasem trzeba dokarmić ;) 

 

Pozdrawiam wszystkich!

Cichy

Bardzo proszę, Cichy0. Cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyjemnie się czytało (było to już po poprawkach). Fajny pomysł na las fantazji zamieszkały przez zapomnianych bohaterów z książek. Niecodzienni bohaterowie (zwłaszcza rosiczka) dla mnie się sprawdzili.

 

Powodzenia w konkursie smiley

@Monique.M 

 

Ciesze się, że przyjemnie Ci się czytało moją bajkę. No cóż, muszę podziękować Reg za korektę (i Staruchowi również a pozostałym za wskazówki). Cały czas staram się szlifować styl, a że mało piszę ostatnio to takie są efekty, że dużo baboli wpada :) 

 

Nie-dziękuję za ‘powodzenia’. Może moja twórczość wyróżni się na tle innych jako ta, która nie trafiła do biblioteki i to właśnie jest również atut tej bajki :D

 

Pozdrawiam

Cichy0

Spodobał mi się: las, główne postaci, fabuła i idea różnorodności. 

Pomysł lasu fantazji zamieszkiwanego przez niecodzienne zwierzęta i postaci z nieczytanych bajek bądź wyrzucone z nich ma duży potencjał. Jedna kwestia wydaje mi się nieprzemyślana przez Ciebie – za co doń trafiają postaci? Na początku o „niewielkiej roli Ryszarda”, pod koniec opka piszesz o emeryturze – „Olega już nikt nie chciał czytać” – tu pasuje.

Kłopot miałam: z gładkim przeczytaniem opowieści. Zatrzymywały mnie niektóre wyrażenia, konstrukcje oraz słowa „pewien, nawet, prawie, było, jakieś”. Kilka przykładów podam pod koniec komentarza. 

Zastanawiałam się również nad używaniem zdrobnień i wyraźnym udziecinnieniem opowieści, bardzo bym z tym uważała, ponieważ bajki czy opowieści dla dzieci – moim zdaniem – nie muszą upraszczać rzeczywistości. Często jest to w większym stopniu wyobrażenie dorosłych, taki rodzaj „ciuciania” do dzieci.

Narrację prowadzi bajarz. Przemyślałabym ten zabieg, bezpośrednie zwrócenie się do czytelnika ma swoje plusy i minusy. Końcówkę skróciłabym, aby nie przesadzić z nauczaniem, wolałabym, aby czytelnik sam wyciągał wnioski.

 

Wspomniane przykłady zatrzymań:

jakieś inne zwierzę urządziło ją sobie, a później wyprowadziło się gdzie indziej. Ryszarda nie za bardzo interesowało jakie to było stworzenie.

Powtórzenie, usunęłabym pierwsze „jakieś”, wystarczyłoby inne.

Ryszard przybył do lasu prosto z bajki, w której odgrywał bardzo niewielką rolę. Mały, nieporadny, biały króliczek, w czerwonym kubraczku z zegarkiem z dewizką, przerażony był okropnie nieprzystępną gęstwiną. W swojej bajce był bowiem królikiem domowym, nie dzikim. Tułał się więc biedny po lesie w poszukiwaniu schronienia, unikając jak tylko mógł niebezpieczeństwa. I pewnie zginąłby z kretesem gdyby nie pewne fortunne zrządzanie losu. 

Ranka pewnego,

Wyboldowane usunęłabym: mamy tu powtórzenie „pewny”; wystarczy „niewielka rola”, gdyż czym różni się „bardzo niewielka” od „niewielkiej”; literówka.

Pojawia się tutaj też dziecinne upraszczanie po dorosłemu: mały, nieporadny króliczek przerażony okropną, nieprzystępną gęstwiną tułał się biedny po lesie, unikając niebezpieczeństwa i zginąłby z kretesem, gdyby nie fortunne zrządzenie losu. Wolałabym przedstawianie z konkretnymi wskazówkami dlaczego, niż konkludowanie. Dlaczego mały królik był nieporadny? Dlaczego las był nieprzystępną gęstwiną? Dlaczego las był dla królika okropny? Dlaczego się tułał? Z niebezpieczeństwami się spotkał? Co rozumiesz przez „zginąć z kretesem”? 

bardzo mieszany

Niejasne? czy las może bardziej lub mniej mieszany

wszędobylskich bajorkach

Czy one się przenosiły?

wdrapywać się po nieboskłonie

nieboskłon to kopuła, może „pięło się”?

popędził zamiatając skokami wśród paproci

Skoki to zajęcze nogi, czy miały jakieś frędzle? Jeśli królik niewielkich rozmiarów to paprocie są dla niego jak drzewa.

bla bla… bla bla… bla bla…

Nie jest śmieszne.

 

Co zrobiłabym, przeczytałabym jeszcze raz, czyszcząc ze wszystkich zbędnych słów. Robiąc to, odrzuciłabym na początku wstęp i zakończenie z bajarzem, aby nie plątały się, ponieważ mogą utrudniać poprawianie.

 

pozdrawiam srd:), a

PS. Odnośnie biblioteki – jest wiele tekstów, które tam nie lądują. Sprobuj pokomentować opowiadania innych, wtedy będzie Ci łatwiej korygować swoje teksty:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Spotkać można tu również mityczne niebieskie migdały i kwiaty paproci – gęsto oblegają leśne polany w sercu gęstwiny.

Drzewo co prawda okazało się nadzwyczajne, ponieważ ponieważ posiadało dar mówienia, a nawet śpiewania kołysanek w razie potrzeby, ale często, gdy padał deszcz, Ryszard trząsł się z zimna skulony w kłębek u jego podnóża.

– Jutro cię odwiedzę, kochanieńka[-.] – pomyślał i podreptał w swoją stronę.

Gdy zajrzał do środka, ujrzał to[+,] czego potrzebował. Drabinę!

Zapisałabym to raczej: Gdy zajrzał do środka, ujrzał to, czego potrzebował: drabinę.

Postać przypominała szympansa, z tym że, zamiast dwóch, miała cztery kończyny górne plus dwie dolne.

Przyjrzałabym się przecinkom w tym zdaniu. Ten po “że” mi się nie podoba.

Gdy oderwał jedną łapkę od konara[+,] zachybotał się niepewnie na gałęzi, wykonał desperacki taniec w próbie utrzymania równowagi, a w końcu runął, na szczęście na ułożony pod drzewem mech.

W ogóle przyjrzałabym się przecinkom. Gdzieś brakuje jednego przy wołaczu. Idę po prostu czytać ;)

Niespodziewanie, na polanę wypadł ogromny, biały kształt z długim kijem w potężnych łapach.

Czy kształt może wypadać na polanę?

 

Sympatyczne :)

 

Znam tylko pięć liter ;)

@Asylum,

 

Ciesze się, że pomysł i inne kluczowe elementy bajki podobały Ci się. Dziękuję za Twoje spostrzeżenia. Część z nich wykorzystałem – m.in usuwając w kilku fragmentach niepotrzebne słowa oraz dokonując modyfikacji tu i ówdzie. 

 

Jeżeli chodzi o określenie bardzo mieszany las to był to zamierzony zabieg (nadanie temu określeniu podwójnego znaczenia). Wszędobylskie bajorka to raczej metafora :) Zamiatanie skokami to też raczej sformułowanie metaforyczne. Wyobrażam sobie, że jak królik porusza się dość szybko kicając przez las gęsto usiany paprociami, jego skoki w oczach obserwatora mogą się zlewać w takie właśnie ‘frędzle’ i właśnie zamiatać :)

Fragment bla… bla… bla… mnie nawet śmieszy :) Ale fakt to specyficzny humor i nie każdemu może podejść :)

 

Co do karmienia czytelnika i udziecinniania to coś w tym jest, ale jakoś właśnie odpowiada mi ten efekt w tym przypadku. Bajarz też jest zamierzonym elementem – co do zasady gdy bajarz opowiadał dzieciakom przy kominku tego typu historię mógł im trochę ‘pociuciać’ :) 

 

Przepraszam, że nie we wszystkich obszarach się zatem podporządkuje, ale bardzo jestem wdzięczny za tak konstruktywną krytykę – doceniam ją. 

 

@Anet, 

 

Ciesze się, że sympatyczne wydało Ci się moje opko. Dzięki za korektę (szczególnie za ponieważ ponieważ  – dokonując poprzedniej korekty kopiowałem całe zdanie i widać w złym miejscu je wkleiłem ;) 

Wprowadziłem poprawki.

 

Pozdrawiam

Cichy0

 

Podporządkowywać się nie musisz, a nawet nie powinieneś!:) 

Z bajarzem to wyobrażenia dorosłych o percepcji dzieci i ich wychowywaniu.

Widziałeś zająca pomykającego pomiędzy paprociami, zważ na ich wysokość, zwłaszcza w fantastycznym starym lesie, nawet jeśli lilipucie i pluszowy królik kicający wśród nich.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pomysł na magiczny las bardzo fajny, idealny na bajkę. Najbardziej spodobał mi się motyw mieszania różnych stref klimatycznych, a co za tym idzie roślinności i zwierząt. Bardzo chciałabym zobaczyć, jak taki meta-las mógłby wyglądać.

Ktoś wyżej napisał, że niestety wykonanie troszkę go tej magii pozbawia i muszę się z tym zgodzić. Jak zwykle zwracam uwagę na dialogi i tutaj niestety nie wszędzie wyszły naturalnie. Puentę także wolałabym przeczytać może w formie jednego, zgrabnego zdania (może dwóch), które przekazałoby przesłanie nie do końca wprost.

Ale bajkowa stylizacja wyszła całkiem całkiem :)

Całkiem ładna bajka, ale mógłbyś poprawić stronę techniczną… Interpunkcja leży i kwiczy, a zapis dialogów też pozostawia wiele do życzenia. Fabuła, z całą jej bajkową naiwnością i stylizacją, mogłaby nawet trafić do Biblioteki, ale wykonanie nie pozwala dać kilka.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

@Nir, 

Dziękuję za odwiedziny. Cieszę się, że ‘overall’ bajka spodobała się. 

Dziękuję również za uwagi techniczno-stylistyczne. Doceniam.

 

@drakaino, 

Dziękuję również za Twój komentarz. Cieszę się, że spodobała się strona koncepcyjna, fabularna.

Czy możesz podać konkretne przykłady gdzie powinienem dokonać jeszcze korekty (po korekcie 3 osób, które komentowały przed Tobą bajkę). 

Doceniam ogólnie negatywny komentarz a propos stylistyki – interpunkcja leży i kwiczy a zapis dialogów pozostawia wiele do życzenia – ale o wiele więcej mogłoby wnieść wskazanie konkretnych błędów.

 

Dzięki!

 

Cichy0

 

Nowa Fantastyka