- Opowiadanie: mcraptorking - Wieczny powiew

Wieczny powiew

Publikuję ostatnią rzecz przed rozpoczęciem roku akademickiego. Zobaczę, jak to będzie ze znajdywaniem czasu w nowej rzeczywistości. Tymczasem daję wam szorta napisanego pod wpływem chwili. Być może zaprezentowany tutaj koncept zastosuję w czymś dłuższym. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Wieczny powiew

Ubrali go w czerń, wyprowadzili z miasta. Tłum podążał za nim. Rzucał obelgi, grudy błota, kamienie. Kiedyś przepełniony strachem, drżący na jego widok, bijący pokłony, teraz bezlitosny. Prosty lud odpłacał się za wyrządzone krzywdy.

Skazany ujrzał w oddali szczyt wzgórza, na nim słup. Tam zmierzał i wielu towarzyszyło mu w ostatniej wędrówce. Nie spuszczał wzroku.

Przywiązali go do słupa, polali wonnymi olejkami. Patrzył na miasto, swoją dawną domenę, kiedy to czynili. Wspominał komnaty, w których się urodził, wychował. Później wyszedł z nich na ulice przepełnione zepsuciem oraz brudem. Chciał je oczyścić, sprawić, by każdy zaułek i skrawek ziemi przynosiły chlubę królestwu. Ocalił to miejsce przed upadkiem. Przyszedł czas na odebranie zapłaty.

Nie czuł żalu, wszystko przewidział. Najpierw wychwalili go pod niebiosa “Patrzcie, oto nasz wybawca! Oto ten, który nie bał się postąpić należycie! Przyjął na siebie naszą hańbę, służmy mu więc! W jego imię niszczmy, palmy, obracajmy w zgliszcza wszystko, stojące nam na drodze do świetności!”

Pomogli mu wyplenić chwasty. Jednak po skończonej pracy chcieli odłożyć narzędzia, odetchnąć z ulgą i udać się na spoczynek. Wówczas on powiedział im:

– Nie, nie pozwolę wam leżeć bezczynnie i patrzeć na to, jak wniwecz obracają się nasze osiągnięcia. Nie prostujcie pleców, trwajcie w schyłku! Nadwyrężajcie się i pośćcie! W przeciwnym razie zgnuśniejecie, sami staniecie się zarazą, którą pleniliście z tak wielkim entuzjazmem.

Wpadli w oburzenie. Podnieśli bunt. Podłożyli ogień.

Krzyczał i miotał się, był bowiem człowiekiem z krwi i kości, takim jak każdy z nas. I tak jak każdy z nas nosił w sobie coś więcej. Coś, co wzbiło się w przestworza i przebyło drogę dłuższą niż dym, dłuższą niż krzyk, niesione przez wieczny powiew poprzez miejsca i czasy. Eony między świtem istnienia i końcem wszechrzeczy zrównały się z mgnieniem, krańce świata zbliżyły do siebie na odległość kroku.

Rozpacz i rozkosz, tryumf oraz klęska, wszystko zlało się w jedno. Przypominało sen, resztki odniesionego niegdyś wrażenia.

Wtem wieczny powiew przestał nieść, ustała niekończąca się gonitwa. Dusza wpadła w pułapkę i nie potrafiła się oswobodzić. 

 

Młodzieniec w łachmanach podniósł kulę, wykonaną ze splecionych gałązek wierzby. Wyczuł, że zbiór będzie owocny, nie zniechęciły go puste pułapki znajdywane dotychczas. Albowiem w lesie liście szumiały, lecz nie za sprawą wiatru. Coś przenikało przez nie, powodując wibracje. Zwierzęta czmychały do swych nor. Odstraszyła je nowa obecność. 

Młodzieniec schował matnię pod połą szaty. Pokaże ją reszcie. Z pewnością się ucieszą. 

 

Rytuał rozpoczął się. Najstarszy z podążających ścieżką prawdy, uniósł matnię w stronę rozgwieżdżonego nieba. Wypowiedział zaklęcie. Zgromadzeni wokół bracia i siostry zawtórowali mu. Przeciął gałązkę wierzby, zapadła cisza.  

Naga dziewczyna o włosach jasnych niczym letnie kłosy klęczała z zamkniętymi oczyma. Wtem jej ramiona rozwarły się, krzyknęła. Duch dźwignął ciało ponad ziemię. Nowi członkowie, nieobyci z ukrytą naturą rzeczy, rozwarli usta w zdumieniu, pozostali bez zwłoki wypowiadali zaklęcia. Próbowali okiełznać to, co wydostało się z matni.

Udało im się. Opętana opadła, przestała krzyczeć. Zaczęła mówić. Opowiedziała im o komnatach, w których nikt dotąd nie mieszkał, o mieście, na miejscu którego rozpościerają się teraz łąki i mokradła, o nierządzie panującym na ulicach, o krwi, śmierci, słupie na wzgórzu.

Tę historię spisano na stulecia przed jej ziszczeniem.

Koniec

Komentarze

Na początek może uprzedzę, że coś dziwnego się tu dzieje, ponieważ licznik strony pokazuje cztery komentarze, ja tymczasem nie widzę ani jednego, nie wiem, z jakiego powodu. Gdybym więc po kimś powtarzała, to przepraszam. ;)

Miałam problem, żeby stwierdzić, co sądzę o opowiadaniu. W pierwszej chwili po zakończeniu go, nie wiedziałam, co się właściwie wydarzyło, tak nagły był przeskok między wątkami. Przeczytanie ostatniego zdania drugi raz w końcu mi to uświadomiło. Używasz sensownego – i poprawnego – języka, choć mam wrażenie, że czasami pojawia się przerost formy nad treścią. Czytało się jednak całkiem przyjemnie.

Zostaw ten żyrandol.

Jezus Chrystus w alternatywnym świecie fantasy?

No cóż, szort napisany pod wpływem chwili, zupełnie do mnie nie trafił. Przeczytałam i pewnie niebawem o nim zapomnę.

 

Nie pro­stuj­cie ple­ców, trwaj­cie w schył­ku! ―> Schyłek to czas, kiedy coś się kończy. Co to znaczy trwać w schyłku?

 

uniósł mat­nie w stro­nę roz­gwież­dżo­ne­go nieba. ―> Literówka.

 

Duch dźwi­gnął ciało ponad zie­mie. ―> Literówka.

 

hi­sto­rie spi­sa­no… ―> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Verus, ukryte komentarze są z bety, to normalne.

 

Natomiast co do tekstu, cóż, nawet nie bardzo wiem, o czym to naprawdę jest. Scenka napisana dość pretensjonalnym stylem, nieco jak z Lovecrafta, ale HPL to to nie jest. Wierzę, że usiłowałeś budować nastrój, ale po pierwsze to trochę mało, a po drugie średnio wyszło. Fabuły tu nie ma, a scenka z rytuałem do niczego nie prowadzi.

 

Nie zniechęcaj się do pisania, ale poćwicz może tworzenie fabuł i bohaterów…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pomysł jakiś jest i to chyba główna zaleta. Wykonanie trochę technicznie kuleje, ale nie jest straszne – przydałaby się redakcja powtórzeń, zaimków itp. Styl biblijny, ale trochę nieporadny.

 

Wątki, czasy i miejsca akcji rozdzielić można nawet graficznie – np. gwiazdkami.

 

Myślę, że coś z tego pomysłu może jeszcze wyjść.

Patos w pierwszej części wcale nie wyszedł najgorzej. Jako “przyprawa” do “głównego dania” by się nadawał, ale sam w sobie rzeczywiście skłania do zarzutu przerostu formy nad treścią. Ponadto, obydwa wątki łączą się z sobą bardzo cienkimi szwami. Mam wrażenie, że wszystko dobrze zrozumiałem, ale ja też jestem zdania, że powinieneś poćwiczyć tworzenie fabuł i bohaterów.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Zgadzam się z tym, co napisali Nevaz i Drakaina. – warto poćwiczyć. Poza tym, warto odłożyć napisany tekst na kilka dni, przemyśleć, poprawić.

Widać, że masz jakiś pomysł i tworzysz plastyczne sceny. Początek opowiadania skojarzył mi się z Ukrzyżowaniem. Dalszej części nie zrozumiałam.

Przede wszystkim nie mam pojęcia, co w ogóle chciałeś powiedzieć. Jest tu jakiś pomysł, ale zupełnie wyrwany z kontekstu i moim zdaniem niedopracowany. Pułapka na duszę, historia opowiedziana, zanim się wydarzyła, wszystko to jest obiecujące, ale niestety nie w pełni wykorzystane. Szkoda.

Mnie się całkiem dobrze czytało, natomiast rzeczywiście postrzegam ten tekst jako dwie scenki, owszem, powiązane, ale to trochę za mało na pełnoprawne opowiadanie czy nawet szorta. Ćwicz, próbuj, nie jest źle :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka