- Opowiadanie: MPJ 78 - Samo się zrobiło

Samo się zrobiło

Miało być na konkurs “Interwencja informatyka”, ale mi się ubzdurało, że limit sięga 10 000 znaków. Trochę szkoda mi to ciąć. 

 

Bohaterowie i zapożyczeni z Anomalia oraz Podwyżka 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Samo się zrobiło

Zapowiadał się dzień jak co dzień w sercu warszawskiego Mordoru. Od szóstej rano w biurze i do roboty. Nasz świat stworzony przez korporacyjne oko Saurona ma swoją hierarchię. Na samym dole są proste telemarketery wydzwaniające po klientach, coś jak orkowi robole. Wyżej specjaliści od przekładania papierów, rozsyłania maili, tworzenia prezentacji, to orkowa piechota. Mają nawet swoich dziesiętników i setników w postaci menadżerów różnych szczebli. My informatycy jesteśmy niczym Uruk-hai, elita wojsk Mordoru. To my sprawiamy, że cała machina prze naprzód ku zyskowi. Bez naszego nadzoru zwykłe orki nie miałyby narzędzi, by wypracowywać zysk.

Jak każdy porządny informatyk z korpo na biurku miałem dwa monitory. Pierwszy z ekranów, trzymał się stonowanej czerni zapisanej w dwóch trzecich wierszami komend. Na końcu niczym taktometr migotała kreska linii poleceń. Drugi monitor dla odmiany zajmowały kolorowe wykresy zmodyfikowanego przeze mnie antywira, który skanował LAN biurowca World Express Logistic Exchange System. Powietrze boksu wypełniał zapach earl grey'a zmieszany z wonią gorącej kalafonii wznoszącej się znad lutownicy. Stolik obok zajmowały wybebeszone myszy, w których ukręciły się przewody oraz rozebrany na części pierwsze laptop. Nawet ślepa małpa z menedżmentu powinna dostrzec, że jestem bardzo zajęty i tak miało być. Faktycznie dziś już sporo zrobiłem choć było dopiero kwadrans po ósmej. Między innymi włamałem się do miejskiej sieci sterowania ruchem, gdzie zadbałem o „zieloną falę” dla Agnieszki, mojej żony, która w drodze do pracy odwoziła córkę do szkoły i bliźniaków do przedszkola. Troszeczkę z tą pomocą Adze przedobrzyłem i efektem ubocznym był permanentny korek obejmujący dwie trzecie Warszawy, ale trzeba mieć właściwe priorytety.

Teraz zamierzałem spokojnie wypić herbatę i zacząć lutować te myszy. Jednakże słusznie prawią mędrcy, że ludzie mają plany, a bogowie ubaw. Ledwie dotknąłem tinol do lutownicy, gdy wyczułem że się zbliża żmij, choć on woli termin Reptilianin. Miłosz Sauria, mój szef nie wygląda na ufoka ani tym bardziej jaszczura, ze starych słowiańskich baśni, ale nim jest. To znaczy tym gadem, co służy Welesowi, a nie kosmitą, w każdym razie tyle dowiedziałem się od ojca. W sumie mój papcio też nie zachowuje się jak prasłowiański bóg piorunów. No właśnie, nazywam się Gromosław Piorunowski i jestem synem Peruna, tak tego Peruna. Telegraficznym skrócie, z tego to powodu ja umiem wyczuć żmija, a on mnie.

Samo w sobie zbliżanie się Reptilianina, nie budziło we mnie złych przeczuć. Co prawda Perun z Welesem prowadzą wojnę od wieków, ale korpo potrzebuje dobrego informatyka, a ja przyzwoitych dochodów, toteż dogadujemy się z Miłoszem.

– Gromek rusz się, mamy problem! – Sauria był tak wściekły, że nie kontrolował do końca swego kamuflażu i patrzył na mnie gadzimi oczami o pionowych źrenicach.

– Ale szefie o co chodzi?

– Komputer Marleny oszalał, a ona nie powinna się denerwować.

– Już lecę.

 

Nie było sensu tłumaczyć dyrektorowi, że mogę załatwić prawie wszystko zdalnie. Marlena była sekretarką, która postanowiła zrobić z Saurii swego męża. Plan zrealizowała w mniej niż rok i aktualnie była w ciąży z Miłoszem. Osobiście miałem pewne wątpliwości kto jest ojcem. Nauka stoi bowiem na stanowisku, że gady i ssaki wspólnie potomstwa mieć nie mogą. Pytałem o to Peruna, ale ojciec zupełnie nie rozumiał problemu. Głupia sprawa, ale chyba biologia nie jest jego najmocniejszą stroną. Jako przykłady, że to możliwe przytoczył nazwiska i imiona wielu żmijowych synów, z którymi przez wieki miał do czynienia. Zresztą nie ważne z kim Marlenka jest w ciąży, kobiet w stanie błogosławionym denerwować nie wolno i już. Ta mądrość ludowa ma głęboki sens, zwłaszcza, gdy w mężu, rzeczonej białogłowy obudził się instynkt obrońcy gniazda. Ponadto jedno z przykazań korpo mówi: „Nie ignoruj poleceń szefa wkurzonego, by ci przy premii nie przypomniał tego”.

Złapałem laptopa, parę pendriwów z antywirami i pobiegłem migiem do Marlenki. Raz, że trochę ruchu dobrze mi zrobi, dwa Sauria umie doceniać i wynagrodzić zaangażowanie, a zawsze lepiej mieć większą premię niż mniejszą. Z uwagi na ciążę, obok żony Miłosza, była również Andżelika, dziewczyna, która miała zastąpić Marlenę na czas macierzyńskiego. Zanim zjawił się Miłosz, szefowi bowiem nie wypada biegać pomiędzy boksami, zapytałem:

– Co się stało?

– Wyszłam na chwilę do toalety, jak wróciłam, to był niebieski ekran – odrzekła Marlena.

– Pocztę sprawdzałam i samo się zrobiło – dodała Andżelika.

– Już się biorę za diagnostykę.

– Kochanie, powinniśmy zaraz wyjechać na USG. – To Miłosz dotarł do sekretariatu.

– Gromciu ogarniesz temat tak, bym nie straciła danych? – Marlenka spojrzała na mnie prosząco.

– Da się zrobić – rzekłem uspokajająco.

– Ruszamy – delikatnie rzekł do żony. – Mam nadzieję, że płynnie dotrzemy do kliniki. – Sauria spojrzał na mnie znacząco.

– Poranne korki pewnie się już rozładowały – rzekłem uspokajająco.

– Chcę „zieloną falę” – dodał telepatycznie.

– Szef mówi, szef ma – odrzekłem w ten sam sposób.

– O chyba się samo naprawiło – Andżelika pokazała palcem ekran.

– Nie sądzę.

Spojrzałem na nią zaskoczony. W mojej ocenie sytuacja była daleka od opanowanej. Komputer co prawda zakończył reset, ale pod logiem Windowsa wyświetlił się baner z napisem, że dane zostały zaszyfrowane i zostaną odblokowane po zapłaceniu tysiąca dolarów na wskazane konto. Miłosz własnym ciałem zasłonił przed Marlenką monitor i krótko rzucił.

– Jak wrócimy, to liczę, że komp będzie na chodzie.

 

Jak to mówią, pan każe sługa musi. Odpaliłem kolejny reset komputera tym razem bootując system z pena. Jednocześnie na laptopie nieco poprawiłem system sterowania światłami by szef miał szybki dojazd do kliniki. Warszawa znów się przykorkowała, ale trudno, czekać jest rzeczą ludzką. Andżelika zdaje się nie rozumiała nic z tego co robię, bo nagle powiedziała.

– A gdzie jest ikona poczty?

– To boot, z którego spróbuje wejść na dysk, i otworzyć zaszyfrowane pliki.

– Rozumiem.

Jej oczy piwne mówiły coś dokładnie coś odwrotnego. Zresztą mogły sobie mówić co chcą, nie musi znać prawdy. Na koniec dnia pracy automatycznie robię, kopie bezpieczeństwa plików roboczych z najważniejszych komputerów. Dzięki temu w razie czego mogę błyskawicznie odzyskać dane. Ułatwiam sobie życie, ponieważ dzięki temu typowa naprawa polega na kombinacji funkcji format:c i ctrl+c. W tym przypadku postanowiłem jednak sprawdzić, co zawiodło. Dlaczego? Informatycy i traderzy są tu od szóstej rano, sekretariat rusza o ósmej. Marlenka przez ładnych parę lat nie dostarczała mi większych zmartwień, a ta cała Andżelika w parę minut załatwiła system. Musiałem dowiedzieć, co jej zablokować by nie przemęczać się na przyszłość.

Trochę trwało zanim zidentyfikowałem program, który narobił tu tego bigosu. Bo nie był to pojedynczy wirus ale kombinacja trojana i kilku wirusów. Jak na bojowego Uruk-hai przystało rozwalałem je jednego po drugim. Szyfrowane plików było konkretne, więc tylko wrzuciłem w kwarantannę kilka próbek a resztę skasowałem i podmieniłem na kopie zapasowe. Jak czegoś nie będzie, powie się, że padły partycje dysku i trudno. Coś mi tu jednak nie pasowało, bo wyglądało jakby wirus zaszyfrował nieznaną aktualizację. Trzeba się pobawić w detektywa. Zrobiłem reset, systemu, ale tym razem uruchomiłem go w izolowanym środowisku.

– Jest ok – rzekłem wstając.

– Wszystko działa? – Andżelika aż rwała się do pracy.

– Skan pochodzi jeszcze trochę w tle, ale powinno grać i buczeć – skłamałem bezczelnie.

Już będąc w swoim boksie ruszyłem z diagnostyką czynników pozainformatycznych. Oprócz podglądu aktywności kompa Marlenki, wziąłem na warsztat Andżelikę. W ciągu trzydziestu sekund, włamałem się na jej smartfona, przez dziurę zostawioną przez producenta oprogramowania. Nie bądźmy jednak drobiazgowi. Sekretarka na zastępstwo przeglądała właśnie służbową pocztę i jednocześnie z kimś pisała na smartfonie.

 

– Misiu co za dzień, kom mi nawalił :(

 

– Co się stało?

 

– Wróżyłeś mi wczoraj, że zrobię grubą kasę na interesie z arabem. Wyobraź sobie, że na służbowym kompie znałam maila od szejka, który prosił o pomoc. Chciał przelać gruby szmal do Polski, ale tak by wyglądało, że wpłaca go w tutaj.

 

– Pewnie chciał uniknąć cła od przewożonych pieniędzy.

 

– Dokładnie tak. Podesłał mi program, który powinien zrobić takie myk, że celnicy nic by nie zauważyli. Dostała bym za to dwadzieścia tysięcy baksów. :D

 

– Ekstra. I jak ci poszło?

 

– Komp zwariował. :(

 

– Dlaczego?

 

– Prawie, bo wiesz miałam więcej szczęścia i na poczcie znalazłam maila, gdzie pisali, że wygram samochód, jeśli kliknę w załącznik. Kliknęłam i wzięło sami się popsuło. Taka kasa mi przepadła. :(

 

– Wiesz mam przeczucie, że szejk da ci drugą szansę. Tylko tym razem, nie otwieraj  więcej maili o wygranych, to mogą być wirusy.

 

– Dobrze misiu.

 

Ki diabeł? Gość mi się wyraźnie nie podobał. Szybko go namierzyłem. Właśnie z drugiego konta, jako szejk wysyłał na służbową pocztę naszej firmy załącznik z dziwnym programem. Facet nie wyglądał na hakera: słaby laptop, zero narzędzi do stworzenia takiego trojana, standardowy darmowy firewalle i antywir.

Na kompie sekretarki trojan aktywował się w sandboksie. Co ciekawe faktycznie próbował przetransferować kasę, ale w taki sposób by uruchomić procedury bezpieczeństwa banków. Dla mojego korpo oznaczyłoby to kłopoty. Telepatycznie połączyłem się z Saurią.

– Ogarnąłeś temat komputera Marlenki?

– Owszem, ale jest problem… – Streściłem sprawę.

– Spokojnie, uruchomię ochronę i zobaczmy kto nam bruździ.

– To będzie sensacja, jak Andżelikę zgarną twoi woje.

– Nie zgarną, jeszcze się może przydać, jako pozorny słaby punkt. Zabezpiecz tylko dobrze kompa.

– Się wie.

 

Kilka minut później Andżelika zjawiła się w moim boksie i przemocą zaciągnęła do komputera Marlenki.

– Znów coś samo się zrobiło i nie mogę uruchomić pliku z poczty.

Tak to będzie ciężki dzień. 

Koniec

Komentarze

Pokazuje 9890. WSTAWIAJ!

tam limit jest między 1000 a 4000

Offtop Fakt. Coś mi się pokróliczkowało i wrzuciłem 6K+. Muszę popołudniu wykopać stamtąd moje literki. Powinienem odpocząć. Dzięki za sprowadzenie mnie na ziemię. Pozdrawiam.

Podoba mi się połączenie korpo ze słowiańskimi bogami. Za cholerę jednak nie rozumiem, o czym to było. No dobra, informatyk zainterweniował, ale, jak dla mnie, nic z tego nie wynika. Urwałeś w najlepszym momencie.

A baboli to się namnożyło od cholery.

 

Stoli obok zajmowały wybebeszone myszy

Literówka

 

Ledwie dotknąłem tinolem do lutownicy, jak wyczułem że się zbliża żmij, choć on woli termin Reptilianin. Miłosza Saurię, mój szef nie wygląda na ufoka ani tym bardziej jaszczura, ze starych słowiańskich baśni, ale nim jest. To znaczy tym gadem, co służy Welesowi, a nie kosmitą, w każdym razie tyle dowiedziałem się ojca.

Ledwie dotknąłem lutownicy, kiedy wyczułem…

Miłosza Saurię – a czemu w dopełniaczu? Powinno raczej być mianowniku.

…od ojca…

Nie zrozumiałam, wiem, że sauria to jaszczurka, ale nie mam pojęcia, co ma wspólnego z Welesem, ani tym bardziej z ufokami.

 

Telegraficznym skrócie, z tego to powodu ja umiem wyczuć żmija, a on mnie.

W telegraficzny skrócie

 

Perun z Welesem mają wojnę od wieków

Nie brzmi najlepiej

 

Sauria był tak ściekły

Literówka

 

kim Marlenka jest w ciąż

Literówka

 

zapytałem.

– Co się stało?

Jak już koniecznie tak, to z dwukropkiem po zapytałem.

 

Gromciu ogarniesz temat tak (,) bym nie straciła danych?

Przecinek

 

Andżelika zdaje się nie rozumiał

A Andżelika nie jest kobietą?

 

Zresztą mogły sobie mówić co chcą, nie zamierzałem jej mówić prawdy.

Celowe powtórzenia?

 

najwalniejszych komputerów.

Literówka, jak sądzę.

MPJ-cie, Z całego opowiadania pojęłam tylko tyle, że w firmie ktoś coś niedobrego robił z komputerami i chyba będzie próbował robić to nadal. Niestety, nic z tego nie zrozumiałam. :(

 

nie mia­ły­by na­rze­dzi by wy­pra­co­wy­wać zysk. ―> …nie mia­ły­by na­rzędzi, by wy­pra­co­wy­wać zysk.

 

Le­d­wie do­tkną­łem ti­no­lem do lu­tow­ni­cy… ―> Le­d­wie do­tkną­łem ti­no­l do lu­tow­ni­cy

 

Co praw­da Perun z We­le­sem mają wojnę od wie­ków… ―> Co praw­da wojna Peruna z We­le­sem trwa od wie­ków

 

pa­trzył na mnie ga­dzi­mi ocza­mi o pio­no­wej źre­ni­cy. ―> Oczy miały tylko jedną źrenicę?

 

Zresz­tą nie ważne z kim Mar­len­ka jest w ciąż… ―> Zresz­tą nieważne z kim Mar­len­ka jest w ciąży

 

zwłasz­cza, gdy mężu, rze­czo­nej bia­ło­gło­wy… ―> …zwłasz­cza, gdy w mężu rze­czo­nej bia­ło­gło­wy

 

Z uwagi na ciążę obok żony Mi­ło­sza, była rów­nież An­dże­li­ka… ―> Czy dobrze rozumiem, że ciąża była obok żony Miłosza?

A może miało być: Z uwagi na ciążę, obok żony Mi­ło­sza była rów­nież An­dże­li­ka

 

Szy­fro­wa­ne pli­ków było kon­kret­ne… ―> Literówka.

 

wrzu­ci­łem w kwa­ran­tan­ne kilka pró­bek… ―> Literówka.

 

wła­ma­łem się na jej smart­fon… ―> …wła­ma­łem się na jej smart­fona

 

i jed­no­cze­śnie z kimś pi­sa­ła na smart­fo­nie.

– Misiu co za dzień, kom mi na­wa­lił

– Co się stało?

– Wró­ży­łeś mi wczo­raj, że zro­bię grubą kasę na in­te­re­sie z ara­bem. Wy­obraź sobie, że na służ­bo­wym kom­pie zna­łam maila od szej­ka, który pro­sił o pomoc. Chciał prze­lać gruby szmal do Pol­ski, ale tak by wy­glą­da­ło, że wpła­ca go w tutaj.

– Pew­nie chciał unik­nąć cła od prze­wo­żo­nych pie­nię­dzy.

– Do­kład­nie tak. Po­de­słał mi pro­gram, który po­wi­nien zro­bić takie myk, że cel­ni­cy nic by nie za­uwa­ży­li. Do­sta­ła bym za to dwa­dzie­ścia ty­się­cy bak­sów. :D

– Eks­tra. I jak ci po­szło?

– Komp zwa­rio­wał. :(

– Dla­cze­go?

– Pra­wie, bo wiesz mia­łam wię­cej szczę­ścia i na po­czcie zna­la­złam maila, gdzie pi­sa­li, że wy­gram sa­mo­chód, jeśli klik­nę w za­łącz­nik. Klik­nę­łam i wzię­ło sami się po­psu­ło. Taka kasa mi prze­pa­dła. :(

– Wiesz mam prze­czu­cie, że szejk da ci drugą szan­sę. Tylko tym razem, nie otwie­raj wię­cej maili o wy­gra­nych, to mogą być wi­ru­sy.

– Do­brze misiu. ―> Skoro to jest rozmowa prowadzona na smartfonie, to, moim zdaniem, nie powinna być zapisana tak jak dialog.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

reg. postaram się do poniedziałku ogarnąć błędy i wykombinować jakąś inną formę dla dialogu made in sms. 

MPJ-cie, sama byłam ciekawa, co z tym zrobić, więc zajrzałam tu i tam, przejrzałam to i owo, ale nie znalazłam żadnych wskazówek, jak takie esemesowanie zapisać, więc nie umiem pomóc. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. OK, lubię bohatera, ale tutaj mi trochę mało fantastyki. Ot, dzień korporacyjnego informatyka. Durna sekretarka, trojany… Tylko jego szef ma dziwne ślepia.

Wykonanie tak sobie. Przeszkadzały mi błędy, które już wcześniej znalazła Reg. No i przecinki, oczywiście.

Babska logika rządzi!

Coś tam poprawiłem w tym dałem nieco inny zapis dla rozmowy na czacie. Nie jestem przekonany czy ten sposób jest optymalny

 

 

Telegraficznym skrócie, z tego to powodu ja umiem wyczuć żmija, a on mnie.

W telegraficzny skrócie

W telegraficznym skrócie, do trzech razy sztuka ;D.

Tak to będzie ciężki dzień. 

Wydaje mi się, że przecinek po “Tak” byłby na miejscu w tym zdaniu.

 

Nie wiem, nie wiem. Początek całkiem mi się spodobał. Coraz trudniej przedstawić korpoświat w oryginalny sposób, ale porównania z orkami pewnie nieprędko mnie zmęczą :). Mam jednak i pewne zastrzeżenia. Jest wesoławo, ale pupy nie urwało. Zgadzam się za to z Irką, że urwane zostało zakończenie. Sprawia wrażenie, jakby zaraz miało pojawić się wyjaśnienie arabskiej intrygi, co jednak nie nastąpiło. Oceniając w kategorii konstrukcji fabuły, odebrałem to jako mankament.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka