- Opowiadanie: CM - Stary ład

Stary ład

Powrót pewnego bóstwa jasno pokazuje, że podchodzę do tego konkursu bez większych ambicji (nie mylić z brakiem respektu). ;)

 

Meksyk, czasy współczesne...

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Stary ład

 Quetzalcoatl, pierzasty wąż o piórach kwezala, wpatrywał się z lękiem w migające „coś”.

– Co on robi? – spytał półszeptem, zerkając nieufnie na informatyka.

– Tworzy specjalny program, mój panie. – Ciapek, wierny sługa Quetzalcoatla, jak zwykle pospieszył z wyjaśnieniami. – Superaplikacja „Stary ład”, wespół z potężnym Internetem, sprawią, że już wkrótce w przeświadczeniu mas nastąpi powrót dawnego porządku – dodał wyczerpująco, po czym, nieco zmieszany, zamilkł. Powinien, być może, zwieńczyć swą wypowiedź szaleńczym śmiechem geniusza zła. Nie odważył się jednak na podobny poryw brawury. Był w końcu zwykłym Ciapkiem.

– Jak? – Rozum dawnego bóstwa natychmiast zgłosił awarię.

Sługa westchnął przeciągle. Droga do świadomości Quetzalcoatla przypominała kręte, niekończące się schody.

Całe szczęście, że po latach potrafił już znaleźć windę.

– Takie czary-mary, dzięki którym Meksyk znów stanie się Państwem Azteków.

– Znaczy, szaman! – Pierzasty Wąż spojrzał z uznaniem na programistę.

Ciapek kiwnął głową twierdząco. Niech będzie i tak, pomyślał bezradnie. Skoro Quetzalcoatl, gadający posąg o ogładzie kamienia, mógł być symbolem azteckiej wiary, dlaczego zatem i informatyk nie miałby zostać wielkim szamanem?

– Ale to oznacza… – Umysł Pierzastego Węża wszedł w fazę rozruchu. – Że… – Tutaj nastąpił długi moment ładowania. – Że wkrótce ponownie stanę się bóstwem! – Proces wyciągania wniosków zakończył się nieoczekiwanym sukcesem.

– Tak, o największy! – potwierdził Ciapek, usiłując jednocześnie znaleźć choć jedną różnicę, dzielącą jego pana od małego dzieciaka.

– Nareszcie! – Upadły bóg frunął ku szczytom ekscytacji. – Dość już mych klęsk! Dość upokorzeń! Koniec robienia z siebie pajaca, by przetrwać na tym parszywym świecie! Żeby tak nisko upaść… – Nagle posmutniał. – Pierzasty Wąż, w kretyńskim sombrero, grający jak dureń na marakasach. Oczywiście stopami, bo w piórach ich przecież nie utrzymam. Żenada! Kogo to w ogóle bawi?!

Wszystkich, pomyślał sługa, chichocząc bezgłośnie pod nosem.

– No, gotowe – oznajmił naraz informatyk. – Od szczęścia dzieli nas już tylko: enter!

– Kto to jest Enter? – zdziwił się Quetzalcoatl.

– To taki klawisz, panie. – Ciapkowy punkt informacji udzielił stosownych wyjaśnień. – Cudowne wrota do dni twej chwały.

– Ja! Ja wcisnę! – Poderwał się rozochocony bóg.

Sługa, jęknąwszy, ukrył twarz w dłoniach.

– Znowu to samo – burknął do siebie.

Dopadłszy klawiatury, Pierzasty Wąż grzmotnął w nią energicznie. Nic z tego. Przeklęty klawisz za diabła nie dawał się wcisnąć.

– Cholerne pióra! – warknął wzburzony, wymierzając bezmyślnie kolejne razy. Tyle dobrego, że choć kurz przy tym sprzątnął.

– To może ja… – szepnął programista, spoglądając na bóstwo z politowaniem.

Na ekranie pojawił się wąski pasek. Zrazu przezroczysty, wypełniał się z wolna jasnozieloną barwą. Poniżej, na czarnym tle, widniał śnieżnobiały napis: ładowanie.

Jeden procent…

Dwa procent…

– Długo mam jeszcze czekać?! – Quetzalcoatl potupywał nerwowo. – Kiedy to się skończy?

Ciapek dyskretnie przygryzł wargę. Aż go świerzbiło, żeby powiedzieć: jutro!

– Lada moment – odparł po chwili, czerpiąc z najgłębszych rezerw cierpliwości.

– Ale ja chcę już! – upierał się Pierzasty Wąż.

Niemy, wewnętrzny wybuch frustracji zachwiał łagodnym obliczem sługi.

– Żebyś był taki żwawy po przybyciu Cortésa! – mruknął cichutko pod nosem.

W tej też chwili, jakby na znak, proces wczytywania gwałtownie przyspieszył. Już nie cztery, czy pięć, lecz siedemdziesiąt procent wskazywał życzliwie brudnawy monitor.

Osiemdziesiąt dwa…

Dziewięćdziesiąt pięć…

Serce Ciapka zabiło gwałtowniej. Informatyk stukał palcami w blat biurka. I tylko Quetzalcoatl, naraz spokojny, przyglądał się temu z obojętnością. U niego zbiór liczb kończył się na dziesięciu.

– To prawie już – podpowiedział życzliwie sługa.

– Zatem nadchodzę! – krzyknął szczęśliwy bóg. – Wracajcie wierni wyznawcy! Wracajcie bitwy o jeńców! Wracajcie rytualne ofiary!

NIEOCZEKIWANY BŁĄD SYSTEMU!

Koniec

Komentarze

Szort bardzo zgrabny. :) Tak się składa, że miałem przyjemność czytać Twoje wcześniejsze opowiadanie o Quetzalcoatlu, więc jestem w temacie. Humor sytuacyjny, jak i słowny, na wysokim poziomie. Niektóre zwroty wywołały u mnie szczere rozbawienie.

Fabuła nie jest jakaś porażająca, ale jak na humorystycznego szorta na 4000 znaków, to w sam raz.

Zakończenie nieco przewidywalne, spodziewałem się dokładnie tego, co się stało…

Ogólnie jednak jestem na tak, choć “złotego przycisku” nie nacisnę. :D

Pozdrawiam i czekam na kolejne teksty z azteckiego uniwersum!

Oj, CMie, uciąłeś tę opowieść chyba jeszcze gwałtowniej, niż ja Cthulhu w fun-tastyce :D CO BYŁO DALEJ? Brakuje mi tu jakiegokolwiek wyjaśnienia :(

Poza tym – poznaję w końcu Ciapka (pierwszy tekst o nim siedzi sobie spokojnie w poczekalni i pewnie to jego bym właśnie czytała, gdyby nie KONKURS!). I lubię Ciapka. Chociaż motyw ze sługą mądrzejszym od pana oklepany, podobnież powracanie starych bogów do chwały (i trochę Pratchett, i trochę Gaiman), to lektura mnie nie znużyła. Czytało się przyjemnie, lekko. Zazgrzytał mi może motyw z klawiszem, mam wrażenie, że “taki klawisz” byłoby niewystarczającym wyjaśnieniem, w końcu to dość nowoczesne pojęcie, zwłaszcza dla starego boga. Troszeczkę miejscami pierzasty wąż mi się wydawał zbyt sztampowo-infantylny, ale zaraz obok były też fragmenty naprawdę pomysłowe, jak chociażby:

I tylko Quetzalcoatl, naraz spokojny, przyglądał się temu z obojętnością. U niego zbiór liczb kończył się na dziesięciu.

No tu się śmiałam :D Na wcześniejszym “Kto to jest Enter?” także.

Podsumowując – przyjemny rejs. Bez wodotrysków, ale milutkie 4k.

Przeczytałam z przyjemnością, uśmiechając się w kilku miejscach. A choć nie pierwsze to Twoje opowiadanie o Quetzalcoatlu, to mam nadzieję, że i nie ostatnie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, Ciapek wreszcie wrócił! :D

Podoba mi się Twoje podejście do konkursu. Podoba mi się Ciapek w nowej odsłonie. Zakończenie jest doskonałe. Uśmiechnęło mi się w kilku miejscach. I w ogóle zadowolona jestem.

Klik. :)

To opowiadanie mi przypomina, że zupełnie zapomniałem przeczytać twój wcześniejszy tekst o Quetzalcoatlu, a przecież obiecałem! Postaram się to nadrobić w nieodległej przyszłości. A jeżeli chodzi o obecne opowiadanie: przyjemne :) Widać, że to lekka zabawa i ćwiczenie z twojej strony i ani trochę to nie razi. W sam raz do przemknięcia wzrokiem i uśmiechnięcia. 

Hi hi. Taki wredny i irytujący ten Twój Quetzalcoatl, że zupełnie mi go nie żal :D . Uśmiechnęłam się parę razy przy lekturze. Tekst jest dużo lżejszego kalibru, niż wiele konkursowych, ale czytało mi się go bardzo dobrze, chyba najlepiej z “Quetzalowego” cyklu. Klik ode mnie. 

Bardzo przyjemny szort, CM. Niestety nie znam dobrze Ciapka oraz twojej wersji azteckiego boga, ale podoba mi się ta wizja. Tylko nie wiem czy bóg sam w sobie jest taki naiwny, czy nastąpiło pewne upośledzenie spowodowane brakiem wiernych oraz ofiar.

Czytałem z uśmiechem na ustach, tylko szkoda, że opowiadanie tak naglę się urywa. Chciałoby się więcej.

A jeśli mogę czymś się odwdzięczyć za Twoje komentarze, napiszę Ci o jednym zabiegu, którego nauczyła mnie książka Kinga (więc jest czymś poparte, nie że gadam jakieś wyssane z palca głupoty). I o ile możesz się nie zgadzać, bo to sprawa subiektywna, to może akurat pokaże Ci coś fajnego.

Używasz bardzo wielu przysłówków, kiedy to wcale nie jest potrzebne. Właściwie ograniczając przysłówki (oczywiście nie wszystkie), robimy bardzo wiele dla tekstu. Nie musimy nazywać emocji każdej cechy lub czynności, można je pokazać. Wtedy wychodzi to naturalniej, ma lepszy wydźwięk.

Dopadłszy klawiatury, Pierzasty Wąż grzmotnął w nią energicznie.

Chcę się skupić głównie na tym zdaniu. Masz tu słowo “dopadłszy” oraz “grzmotnął” dwie bardzo dynamiczne czynności. Czy to “energicznie” jest takie niezbędne i potrzebne? Ja, jako czytelnik, już wiem, że robi to w taki sposób, pokazałeś mi to, więc ten przysłówek jest niepotrzebny, a tak naprawdę psuje brzmienie zdania. Nie lepiej wygląda:

“Dopadłszy klawiatury, Pierzasty wąż grzmotnął w klawisz.” Teraz wydaje się szybsze, bardziej naturalne. Widzimy to, a nie dowiadujemy się, że coś jest jakieś.

– Superaplikacja „Stary ład”, wespół z potężnym internetem, sprawią, że już wkrótce, w przeświadczeniu mas nastąpi powrót dawnego porządku – dodał wyczerpująco, po czym, nieco zmieszany, zamilkł.

Tutaj możemy spojrzeć tak samo. O ile “po czym, nieco zmieszany, zmilkł” bardzo mi się podoba, to możemy zadać sobie pytanie czy “wyczerpująco” jest koniecznie potrzebne? Moim zdaniem można wywalić, ewentualnie, jeśli odpowiedź Ciapka była bardzo wyczerpująca, zamiast przysłówka, możesz w wstawić “dodał, wypluwając z siebie niemal całe powietrze”, wtedy dajesz nam kolejną wizualizacje, ale to tylko przykład, do tego dość nieudany :P

Ciapek kiwnął głową twierdząco.

O to też jest takie średnie. Można kiwnąć głową zaprzeczająco? Ograniczyłbym to do “Ciapek kiwnął głową”. W skrócie zamiast opisywać “jak” to robił, staraj się układać zdania tak, aby same czynności wykonywane przez bohatera, jego ekspresja pokazywały jak to robi.

Bardzo ładne konstruujesz zdania. Wprowadzasz bardzo trafne porównania.

Skoro Quetzalcoatl, gadający posąg o ogładzie kamienia, mógł być symbolem azteckiej wiary, dlaczego zatem i informatyk nie miałby zostać wielkim szamanem?

A to w ogóle jest cudne.

Masz naprawdę przyjemny sposób opisu, prezentacji świata i bohaterów. Tylko moim zdaniem trochę za mało pokazujesz, przez co momentami jestem o krok obok świata, jakbym oglądał go przez okno, zamiast być w centrum wydarzeń, pomiędzy bogiem a Ciapkiem.

Bardzo mi się podobało, będzie nominacja.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Dobry wieczór wszystkim! :)

Bardzo mi miło, że w tak krótkim w sumie czasie tekst zdążyło już przeczytać tyle osób. Kłaniam się Wam nisko. Przybyłem z ambitnym zamiarem odpowiedzenia na komentarze, tyle że… nie byłem przygotowany na taką ich ilość. :)

Pozwolę sobie zatem podziękować Wam dziś za poświęcony czas i opinie, jutro zaś odniosę się do każdego komentarza z osobna.

 

Mój ulubiony motyw: kiedy wszyscy patrzą się na monitor, nagle wyskakuje błąd. Wrzuciłem to do dwóch opowiadań:)

Od czasów Gaimana motywy z bogami stały się o wiele popularniejsze, ale ja tego nie czuję. Z kolei duety kontrastujących ze sobą postaci, połączone jakąś relacją, uwielbiam, od czasów Diderota zawsze na propsie.

Rozśmieszyły mnie uwagi o Cortesie, liczbach do dziesięciu i sombrero.

Bardzo przyjemnie dla oka wykonanie.

Quetzalcoatl, to łamiące język imię, pamiętam go. :)

Przyjemne opowiadanie, zgrabnie napisane. Też w kilku miejscach uśmiechnęło. 

“– Kto to jest Enter?” – hihi, mam z tym kilka skojarzeń.

Pozytywnie. :) Nominuję.

Na razie klikam :)

 

A teraz wracam z komentarzem… Bardzo przyjemny szort, taki do uśmiechnięcia. I moje pierwsze zetknięcie z Ciapkiem – bardzo pozytywne. Muszę przyznać, że od razu go polubiłam.

Powodzenia w konkursie :)

No proszę, jest i Ciapek. <3

Znam poprzednie opowiadania o Quetzalcoatlu, więc już dość swojsko się czuję w klimatach. Jak zwykle bardzo fajna ta dynamika między Ciapkiem i Quetzalcoatlem, a humor udany (informatyk-szaman, winda, sombrero i marakasy). Naprawdę szkoda, że tak szybko się kończy, można by jeszcze rozwinąć wątek superaplikacji (ja bym tutaj widziała na przykład rozszerzoną rzeczywistość z wirtualnym imperium). Ale dzięki przystępnej długości to też dobry wstęp do pozostałych opowiadań z serii. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Edytka: moja odpowiedź ma więcej znaków niż dwa takie szorty. :-)

 

No to po kolei. :-)

 

Corrinnie, podziękował za wizytę. Jeszcze tak ekspresowego komentarza nie dostałem. :)

Fabuły, jak sam zauważyłeś, za wiele w tym tekście nie ma. Ot, taki krótki “występ” bohaterów, do których mam sentyment. Jeśli ten szort potrafił Cię rozbawić, to dla mnie już bardzo dużo. Miałem trochę obaw o odbiór, bo też, jak wspomniałem w przedmowie, tekst do szczególnie ambitnych nie należy. Ten Twój komentarz miał więc dla mnie taki charakter uspokajający. :)

Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.

 

Nir, nawet nie wiesz, jak mnie ucieszyły Twoje odwiedziny, bo… mam w końcu okazję się pokajać. Kiedy wymienialiśmy uwagi o Ciapku pod “Modernizacją koszmaru”, nie miałem nawet większego pomysłu, kto mógłby być autorem czy autorką. Kiedy już się tego dowiedziałem, to aż mi się głupio zrobiło, bo nie dosyć, że przebijałaś się, biedna, przez morderczy szlak stu opowiadań, to ja Ci jeszcze niechcący “dowalam” tekst o długości ponad 30 000 znaków.

Tyle uciszania sumienia, a teraz już o opowiadaniu.

Tekst jest prosty jak drut. Nie ukrywam tego, nie czaruję, że jest inaczej. Jak pisałem powyżej, napisałem go z sentymentu do bohaterów, którzy, jak się przekonałem choćby w czasie Fun-tastyki, pożyli sobie znacznie dłużej niż samo opowiadanie. Stąd też na jakieś fajerwerki w przypadku tego opowiadanie nie ma nawet co liczyć, bo bazuje on głównie (i bezczelnie:-)) na dobrym odbiorze “Czekając na Quetzalcoatla”.

Bohaterowie są mocno sztampowi, bo też w przypadku tamtego opowiadania bardzo mi to pasowało, a tutaj już nie wypadało za bardzo ich zmieniać. Z tym “klawiszem” masz pełną racją, dodam nawet więcej: tam było szersze wyjaśnienie, tyle że… wpadłem na ten pomysł z Ciapkowym biurem informacji i musiałem sobie zrobić na niego miejsce. :)

Zakończenie napisałem po najmniejszej linii oporu, tego również nie ukrywam, ale żeby było śmieszniej, ono mi tam fajnie pasowało na poziomie metaforycznym (choć ta metafora jest trochę naciągana). Jeśli połączyć to ostatnie zdanie, z poprzedzającą je wypowiedzią bóstwa, to wychodzi, że te bitwy o jeńców, czy rytualne ofiary są takim nieoczekiwanym błędem systemu. Trudno, co prawda, nazwać kulturę Azteków systemem, tym nie mniej, taki rozwój kultury, który wprowadza, jako integralną jej część, składanie ludzi w ofierze (a zatem, pisząc wprost, mord) uważam za nieoczekiwany błąd właśnie i stąd nawet za bardzo nie myślałem o innym (bardziej kreatywnym) zakończeniu.

Fajnie, że lektura Cię nie znużyła. Fajnie, że potrafiła czasem rozbawić. Również dziękuję za odwiedziny i poświęcony czas. A ponieważ zalegam Tobie (i bodaj dziewięciu innym osobom) z komentarzem, możesz być pewna rewizyty…

… najdalej do końca przyszłego tygodnia. :-)

 

Reg, kłaniam się nisko za ekspresową wizytę. Nawet nie wiem, co mnie bardziej zaskoczyło: klik (bo naprawdę nie zakładałem w przypadku tego opowiadania biblioteki) czy brak błędów. I tak, wiem, że w przypadku tak krótkiego szorta to żaden wyczyn, ale przecież trzeba się umieć cieszyć i z najmniejszych rzeczy.

Bardzo się cieszę, że tekst przypadł Ci do gustu i że ten mój (jak to ładnie napisano w wątku nominacji bibliotecznych) bóg rozgarnięty na pół gwizdka jeszcze Cię nie znużył.

Nie będę się silił na synonimy i na końcu tradycyjnie podziękuję za poświęcony czas.

 

Irko, powitał.

O, Ciapek wreszcie wrócił! :D

Jego nie było raptem pięć miesięcy. :)

Swoją drogą, sama go poniekąd “ściągnęłaś” wraz z kilkoma innymi osobami, bo gdyby nie te pojawiające się cyklicznie wzmianki o Ciapku, to nawet bym nie pomyślał, żeby do niego wracać.

Bardzo się cieszę z dobrego odbioru tego szorta, bo jak już wspomniałem, bardziej on bazuje na pozytywnych wspomnieniach z poprzedniego opowiadania, niż na mojej inwencji twórczej. :)

Swoją drogą, widzę, że nie tylko ja wpadłem na pomysł “ściągnięcia” swojego bóstwa z urlopu na potrzeby tego konkursu. :)

Dziękuję za poświęcony czas. 

 

Arnubisie, powitawszy.

W pełni rozgrzeszam Cię z pominięcia tamtego tekstu, bo i jak przymierzałem się do Twojego opowiadania o Aztekach (kiedy wisiało na becie), ale za diabła nie byłem w stanie poskładać tego czasowo. 

Mój szort to taki trochę krótki tekst “na rozprężenie”, jeśli udało się przemknąć przez niego bez bólu, z uśmiechnięciem, to akurat tyle, ile bym sobie życzył.

Żeby być konsekwentnym: Tobie również dziękuję za poświęcony czas.

 

Ninedin, dzień dobry.

Twój komentarz spodobał mi się o tyle, że byłem święcie przekonany, że ani Tobie, ani Drakainie taka (wybitnie humorystyczna i przerysowana) wersja boga nie przypadnie do gustu, dlatego na Mitologie Inaczej przybyła jego mocno odmieniona wersja.

Na przyszłość będę mądrzejszy. :)

Bardzo się cieszę, że szort potrafił wywołać uśmiech. Tak, jak piszesz, tekst jest dużo lżejszy od większości opowiadań konkursowych, ale przecież nie zawsze chodzi o to, żeby “bić się” o wyróżnienia. Pisanie to przecież w gruncie rzeczy forma przygody czy hobby, która przede wszystkim ma sprawiać frajdę, a dopiero w drugim rzędzie przynosić jakieś zaszczyty i wyróżnienia.

Pięknie dziękuję za wizytę.

 

MaSkrolu, witam.

Na początku się pokajam, że moja odpowiedź będzie znacznie krótsza od Twojego komentarza, ale jak widzisz, piszę w tym przypadku “długodystansowo”, a chciałbym na raz odnieść się do każdej opinii.

Tylko nie wiem czy bóg sam w sobie jest taki naiwny, czy nastąpiło pewne upośledzenie spowodowane brakiem wiernych oraz ofiar.

On zawsze taki był. Wiesz, to taka przerysowana wersja boga, który istnieje tylko po to, żeby… być wielbionym bogiem. W związku z tym nie potrzebuje żadnych szczególnych atrybutów, rozumu nie wyłączając.

Bardzo się cieszę, że opowiadanie potrafiło wywołać uśmiech. Z urwanej końcówki tłumaczyłem się już powyżej (i będę to jeszcze robił poniżej), więc tutaj tylko napiszę, że skoro sam szort jest napisany trochę po najmniejszej linii oporu, to nie wypada, żeby zakończenie… jakoś odstawało w tym względzie. :)

Na koniec podziękuję za tę wzmiankę o przysłówkach. Bardzo przydatna, bo to jeden z elementów, na który sam za diabła nie zwróciłbym uwagi. To właśnie lubię we wrzucaniu tutaj kolejnych opowiadań, bo zawsze znajdę w komentarzach taką jedną czy dwie sugestie, dzięki którym mogę sobie stopniowo rozwijać ten swój warsztat.

Nie robiąc żadnych wyjątków, Tobie także dziękuję za poświęcony czas.

 

Bronchospaźmie, bienvenue (daruj francuski, ale kończą mi się synonimy:))

 

I jak lubię ten motyw, bo choć pospolity i oklepany, to jednocześnie tak podły i wredny, że aż korci, by go wykorzystać. Z kolei ten duet kontrastujących postaci ma coś takiego w sobie, że nawet mimo ogromnej wtórności cały czas potrafi się bronić.

Fajnie, że znalazły się w tym tekście elementy, które potrafiły rozbawić. 

Będąc w pełni konsekwentnym, dziękuję za poświęcony czas.

 

Saro, 欢迎 (translator podpowiada, że to chińskie: “witaj”, zmuszony jestem zatem zawierzyć mu na słowo). :)

Quetzalcoatl, to łamiące język imię, pamiętam go. :)

A ja dalej, z uporem osła, męczę się, budując z tym nieszczęsnym imieniem zdania. :)

Swoją drogą, zauważyłem, że coraz więcej osób pisze w komentarzach pełne imię. Znaczy, warstwa edukacyjna działa!

Albo bezczelnie kopiujecie! :)

Bardzo się cieszę z pozytywnego odbioru opowiadania. Naprawdę nie myślałem, że przy tak prostej fabule będzie w stanie się wybronić.

Pięknie dziękuję za poświęcony czas.

 

Katiu, bienvenida (mam nadzieję, że lubisz hiszpański oraz że nie znasz go za dobrze, bo również zawierzyłem tłumaczeniu translatora). :)

 

Twój komentarz to właściwie kwintesencja odbioru, na jaki liczyłem po tym szorcie. Cieszę się więc z niego bardzo. Zwłaszcza, że on poniekąd trochę potwierdza, że jednak ten tekst jest w stanie samodzielnie funkcjonować, bez znajomości pierwszego opowiadania. O to akurat miałem największe obawy. Że będzie to taki szort, który owszem, trafia do czytelników, ale tylko tych, którzy znają i pamiętają…

Dziękuję za poświęcony czas.

 

Black_cape, dōmo arigatō za odwiedziny.

Przede wszystkim bardzo mi miło, że czujesz się już swojsko w tych klimatach, bo, przyznaję uczciwie, nawet mimo dobrego odbioru tej pierwszej części (który dostarczył mi mnóstwo frajdy, uśmiechu i pozytywnych wrażeń) nie liczyłem, że po kilku miesiącach będę mógł tak swobodnie do tego tekstu nawiązać, bez większej obawy, czy aby nie zdążył on już pójść w zapomnienie.

Fajna sprawa. :)

A sam tekst?

Jak już wspominałem powyżej (dużo powyżej:)), tekst jest prosty jak drut. Opieram się na humorze, wspomnieniach (tak swoich, jak i w sumie innych, którzy przy różnych okazjach wywoływali tego Ciapka “do tablicy”), nie czarując nawet, że opowiadanie zawiera w sobie jakąś głębię (bo, że nie zawiera fabuły, to widać na pierwszy rzut oka). Słowem, to taki trochę “okazjonalny” tekst, spontaniczny i mogę się tylko cieszyć, że oferując w sobie nieszczególnie wiele historii i szczególnie banalny pomysł, jednak zostaje odebrany pozytywnie.

Jeśli chodzi o zakończenie, szanowny organizator dał mi taki kapitalny argument o treści: to wszystko przez limit! Będę jednak uczciwy i przyznam, że prostotę zakończenia najzwyczajniej w świecie dostosowałem do prostoty całego szorta. Wiesz, ja z góry wiedziałem, że w tych czterech tysiącach znaków nie będę w stanie rozwinąć odpowiednio tego pomysłu ze “Starym ładem”, dlatego, zamiast robić to “po łebkach”, wolałem przedstawić ten tekst jako taką swoistą scenkę rodzajową, zaś pomysł zostawić sobie na osobne opowiadanie i ewentualnie tam zaprezentować go już w pełni, bez żadnego oglądania się na limit.

Na teraz uważam to za dobrą decyzję, zwłaszcza, że nie muszę już nawet szukać pomysłu na rozszerzenie, bo… ten Twój jest naprawdę przedni. :) Jeśli tylko wystarczy mi wyobraźni, żeby sklecić z niego (bądź jego wariacji) jakąś sensowną, interesującą tak dla czytelnika, jak i dla mnie koncepcję opowiadania, to za jakiś czas… staniesz się współwinną kolejnego powrotu Quetzalcoatla i Ciapka.

Zakończę tradycyjnym: dziękuję za wizytę.

 

Wiesz, to taka przerysowana wersja boga, który istnieje tylko po to, żeby… być wielbionym bogiem.

Bardzo, ale to naprawdę bardzo podoba mi się taki motyw.

Bardzo przydatna, bo to jeden z elementów, na który sam za diabła nie zwróciłbym uwagi.

Cieszę się, że mogłem pomóc. :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

CM-ie, cała przyjemność po mojej stronie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No wreszcie Ciapek powrócił!:) Niesamowicie zabawnie porównujesz (tzn. podobało mi się), np. 

‚– Jak? – Rozum dawnego bóstwa natychmiast zgłosił awarię.

‚Droga do świadomości Quetzalcoatla przypominała kręte, niekończące się schody. 

Pozostajesz w obrębie słów z obszaru opowiadania (problemu, zagadnienia, tematu, którego dotyczy) na niejako dwa sposoby: dawno i współcześnie.

I ja mam nadzieję, że to nie ostatnie Twoje opowiadanie o Q. :) Muszę się przecież wreszcie nauczyć poprawnie zapisywać imię „wielkiego” przestającego z Ciapkiem.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z podrzuceniem oryginalnego tekstu o Ciapku to się nie martw ani nie kajaj, w końcu ostatecznie ciągle jeszcze czeka na moją wizytę :) wtedy czytałam szorty, żeby zdążyć i myślałam, że po konkursie sobie w końcu odbiję, ale wpadł wilk z interwencją i… znowu szorty!

Sztampowość bohaterów sama w sobie nie jest zupełnie zła, tym łatwiej wybrzmiewa ich charakter. Po prostu w pewnych fragmentach pokazałeś to kapitalnie, a w innych mniej i wtedy te drugie wypadają bladziej, bo mają wyśmienite towarzystwo obok.

Na ten metaforyczny wydźwięk zakończenia to chyba bym sama nie wpadła… w sumie teraz mnie to nawet bawi (ach, te rytualne mordy takie śmieszne xD), ale też zastanawia – skoro to błąd systemu, to kto stworzył ten system i przy okazji boga, który ten błąd w system wprowadza? Nie znam się niestety na azteckich wierzeniach, a to się wydaje ciekawe.

お疲れ様 (zapis w romanji: otsukaresama) czyli z japońskiego: dobra robota! No bo to opowiadanie to po prostu dobra robota jest. :)

 

Jestem pod wrażeniem, że chciało Ci się tak indywidualnie każdemu inaczej odpowiedzieć, a i nawet w różnych językach. To miłe. :) 

Quetzalcoatl – ja wciąż kopiuję, ale pewnie większość już nie. :D

Asylum, cześć! (cuduję z obcojęzycznymi synonimami, a tu takie podstawowe powitanie mi umknęło)

No wreszcie Ciapek powrócił!:)

Może się powtórzę, ale… nie było go raptem pięć miesięcy. :-)

A już poważniej.

Pięknie dziękuję za wizytę, komentarz i tak pozytywny odbiór. Wiesz, bałem się trochę, że ten tekst może być potraktowany jak taki odgrzewany kotlet, więc każde dobre słowo sprawia mi mnóstwo frajdy. Cieszę się, niczym małe dziecko skaczące beztrosko po kałuży. :)

Muszę się przecież wreszcie nauczyć poprawnie zapisywać imię „wielkiego” przestającego z Ciapkiem.

Oj, tam. Po to wymyślono sekwencję: kopiuj – wklej, żeby dać odpocząć pamięci od tak wymyślnych imion. :)

Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny.

 

Nir

Sztampowość bohaterów sama w sobie nie jest zupełnie zła, tym łatwiej wybrzmiewa ich charakter. Po prostu w pewnych fragmentach pokazałeś to kapitalnie, a w innych mniej i wtedy te drugie wypadają bladziej, bo mają wyśmienite towarzystwo obok.

A widzisz, to źle zrozumiałem. W przypadku nierównego poziomu to już nie mam nic na swoją obronę. Chyba, że reflektujesz na jakąś cudowną, fantastyczną historię, zgodnie z którą ów nierówny poziom to tak naprawdę metaforyczne ujęcie niesprawiedliwości na świecie. XD

Na ten metaforyczny wydźwięk zakończenia to chyba bym sama nie wpadła

Bo to tak “głęboka” metafora, że wie on niej tylko autor. I tak, “głęboka” jest w tym przypadku synonimem “naciąganej”. :)

skoro to błąd systemu, to kto stworzył ten system i przy okazji boga, który ten błąd w system wprowadza? Nie znam się niestety na azteckich wierzeniach, a to się wydaje ciekawe.

Ja nie znam dokładnie historii azteckiej kultury czy religii. Research robiłem dość ograniczony, bo i humorystyczna konwencja większego nie wymagała. Nie wiem, czy Arnubis nie będzie miał jakiejś większej wiedzy na ten temat, bo on pisał o Aztekach na poważnie, a zatem “nierozsądnie” odebrał sobie podstawowy argument, którym można się bronić przy ewentualnych brakach w researchu, a mianowicie: nie wszystko musi się zgadzać, w końcu to tylko humor. :)

Wiem tyle, że składając ofiary Aztekowie karmili niejako słońce, więc była to nie tyle jakaś barbarzyńska rozrywka, co raczej efekt naiwnych w pewien sposób wierzeń. Co nie zmienia naturalnie faktu, że jest to postawa, delikatnie rzecz ujmując, godna potępienia.

 

Saro

Jestem pod wrażeniem, że chciało Ci się tak indywidualnie każdemu inaczej odpowiedzieć, a i nawet w różnych językach. To miłe. :) 

Wiesz, każde z Was poświęciło mojemu opowiadaniu czas, który mogliście przecież zagospodarować na sto innych sposób. Można było w tym czasie przeczytać jakikolwiek inny tekst, sięgnąć po książkę, obejrzeć telewizję, wyjść na spacer czy spotkać się z przyjaciółmi. Jeśli więc jednak poświęcacie ten czas na moje opowiadanie (wszystko jedno które, piszę ogólnie), na przeczytanie go i podzielenie się opinią, to tym bardziej wypada mi, jako autorowi, okazać Wam szacunek i odnieść się do każdego komentarza indywidualnie, niechby i w kilku prostych zdaniach.

A różne języki? Tekst, czego specjalnie nie ukrywam, powstał dla zabawy i ta zabawa wcale nie musi się kończyć na ostatnim zdaniu opowiadania. Można ją “przenieść” również i na obszar komentarzy. :)

Quetzalcoatl – ja wciąż kopiuję, ale pewnie większość już nie. :D

Pod jednym z opowiadań Asylum straszyłem dwudziestoma opowiadaniami o Quetzalcoatlu. Ja was jeszcze wszystkich nauczę! :-)

:D

Przywracanie starych bogów do łask poprzez internet? Cóż, w pewnym stopniu to zjawisko zachodzi zapewne i rzeczywiście, bo ktoś może się nawrócić na wiarę przodków, natknąwszy się na informacje o niej w internecie, aczkolwiek sposób opisany przez Ciebie w szorcie z pewnością jest bardziej spektakularny ;) Czytało się fajnie.

Sugestie poprawek:

 

sprawią, że już wkrótce[-,] w przeświadczeniu mas nastąpi powrót dawnego porządku – dodał wyczerpująco

Zbędny przecinek.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wickedzie G, pięknie dziękuję za odwiedziny i komentarz. Sam tekst był na tyle schematyczny, że choć ten pomysł na przywrócenie bóstwa do łask musiał mieć w sobie jakiś element efektowności.

Cieszę się, że czytało się fajnie. Przecinek usunę, jak tylko Wilk ogłosi wyniki (dla mnie, co prawda, chyba trochę mniej istotne niż reszty, tym nie mniej, wypada się trzymać reguł).

Wrzutka boga do rzeczywistości lub sci-fi to średnio mój klimat. Czytało się dobrze, w paru miejscach rozbawiło, jednak zakończenie jest zbyt gwałtowne. Takie urwane. Może lepiej by było dopisać raptem parę zdań wyjaśniających kulisy błędu (nawet jeśli często przecież bywa tak, że błędem komp sypie prosto z d… :D). Ale wtedy nie zmieściłbyś się w limicie.

Aryu, podziękował za odwiedziny i komentarz.

Jeśli nie są to Twoje klimaty, to tym bardziej jestem Ci wdzięczny, że zechciałaś poświęcić swój czas na tego mojego szorta. 

Zakończenie faktycznie urwane. Tak, jak już pisałem powyżej. Szort to właściwie taka lekko sentymentalna scenka rodzajowa. Lepiej było zostawić sobie pomysł na dłuższe opowiadanie, niż zamykać go jakimś skleconym w dwóch, może trzech zdaniach zakończeniem.

Biorąc pod uwagę, że to opowiadanie niejako “wiezie się” na odbiorze tego z Geofantastyki, to i tak jestem niebywale zadowolony z obioru (a poniekąd i waszej wyrozumiałości).

Pozdrawiam.

Powrót Ciapka. Wydaje mi się, że tekst może być w pełni samodzielny, ale cien wątpliwości pozostaje.

 

Fabuła dość prosta, finał nie dokręcony tak, jak mógłby być dokręcony, ale środek tekstu czytało się bardzo fajnie. Można powiedzieć, że jest tu ten rodzaj frajdy, jaką można odczuwać przy oglądaniu odcinka lubianego serialu animowanego :-) Humor dobry, nienachalny, lekki, ale wyraźny. Scena z wciskaniem klawiszy łbem świetna ;-)

 

Podobało się, aczkolwiek wczesniejsza częśc była jednak lepsza.

Wilku, podziękował za komentarz jurorski.

 

O samym opowiadaniu już za wiele nowego nie napiszę. Walkę o jakiekolwiek zaszczyty w tym konkursie, jak już wspominałem, oddałem walkowerem. Nie to jest przecież w nim najważniejsze. Przynajmniej tak zawsze tłumaczą przegrani. XD

Sam tekst jest właściwie wyłącznie uśmiechem w kierunku osób, które w ostatnim czasie wspominały w różnych wątkach Ciapka, przedłużając w jakiś sposób jego literackie życie. A po części również taką formą podziękowania, bo nie ma co ukrywać, że jest to dla autora przyjemne. Podziękował za konkurs, bo to właściwie on dał mi pretekst do tego “gościnnego występu”. Tylko w tak małym limicie można było podjąć ryzyko wstawienia tekstu w zasadzie o niczym konkretnym. A że wcześniejsza część była lepsza? Całe szczęście! Pierwsza historia była w końcu pełnoprawnym opowiadaniem (tutaj mamy tylko scenkę rodzajową). Gdyby nie była lepsza, to właściwie mógłbym już sobie dać spokój z pisaniem. :)

Hmmm. Fajne, fajne, ale pierwotny tekst był lepszy.

Zapewne marudzę dlatego, że dostałam niewiele nowości – bohaterów znałam już wcześniej (to w końcu mój konkurs ich stworzył!), a i komputer nie raz mnie wkurzył.

No właśnie – czułabym się bardziej usatysfakcjonowana, gdyby boskie powody krytycznego błędu wynikały z tekstu, a nie z komentarzy. Może gdyby chociaż tuż przed wyświetleniem komunikatu kursor przybrał kształt słońca albo innego atrybutu? Queatzalcoatl miał chyba coś specjalnego, podobnego do pięciu oczek na kostce…

Fakt, że ten ich system nie mógł się sprawdzić w długim okresie, bo bardzo osłabiał państwo. Nowy król wręcz musiał zaczynać rządy od wojny z sąsiadami i pogorszenia sobie stosunków dyplomatycznych, coby zdobyć serca jeńców i zadbać o przychylność bogów.

Babska logika rządzi!

Pierwszy raz czytałam o Ciapku, ale już go lubię :) Zabawna historia, z ciekawymi bohaterami. Podobało mi się zakończenie.

Powitał Finklów.

Hmmm. Fajne, fajne, ale pierwotny tekst był lepszy.

Właściwie to na taki odbiór miałem nadzieję, więc mogę być zadowolony. Miałaś pewnie okazję przejrzeć wcześniejsze komentarze, więc okoliczności powstania tego tekstu są Ci znane. :) Zresztą, zamysł powstania tego opowiadania chyba najlepiej podsumował Wilk:

Można powiedzieć, że jest tu ten rodzaj frajdy, jaką można odczuwać przy oglądaniu odcinka lubianego serialu animowanego :-)

Opowiadanie daje tylko tyle i nawet nie próbuję czarować, że jest inaczej. :-)

I tak, wiem, że zakończenie po najmniejszej linii oporu, ale zwróć uwagę, że nawet tak prosty tekst powstał niemal na ostatnią chwilę. Nie chciałem już kombinować.

to w końcu mój konkurs ich stworzył!

Kto by tam o tym pamiętał. ;-)

Podziękował za odwiedziny i komentarz.

Finklowie machają na powitanie.

Tak, czytałam komentarze. Tu, i pod innymi Twoimi tekstami. Lud ewidentnie wołał o Ciapka.

Wiesz, ta zmiana kursora to jest jedno dodatkowe zdanie. Aha, ten kształt Węża nazywał się kwinkunks.

Babska logika rządzi!

ANDO, dzień dobry.

O samym opowiadaniu już nic odkrywczego nie napiszę. Fajnie, że polubiłaś Ciapka, zwłaszcza, że to taki bohater mocno zaimprowizowany, który zyskał zaskakująco długie życie na tym portalu. :)

Cieszę się, że uznałaś tę moją prostą historię za zabawną. 

Pięknie dziękuję, że poświęcony czas i opinię.

Wiesz, ta zmiana kursora to jest jedno dodatkowe zdanie.

No właśnie! Całe jedno zdanie! Wiesz, ile to się trzeba nakombinować, żeby je wymyślić. I jeszcze napisać bez żadnych błędów. :-)

A końcu by się pewnie okazało, że przez to zdanie przekroczyłem limit. :)

 

Aha, ten kształt Węża nazywał się kwinkunks.

Nazwa jest na tyle charakterystyczna, że na pewno zapadnie mi w pamięć. :)

Dyskretnie pomijam fakt, że pisząc o Quetzalcoatlu powinienem był o tym wiedzieć. :)

 

Spoko, ja też kiedyś popełniłam tekst o Quetzalcoatlu (tak, przy okazji zapamiętałam imię ;-) ) i właśnie wtedy się dowiedziałam, że miał coś takiego. Ale to był poważny tekst. Przynajmniej mnie się tak wydawało. ;-)

Babska logika rządzi!

Dotarłem :D

 

Superaplikacja „Stary ład”, wespół z potężnym internetem, sprawią, że

Internetem – czemu mała litera?

 

Nie znałem się z Ciapkiem, ale zdaje się całkiem sympatyczny i niegłupi. Szorcik przyjemny, bóstwo przygłupie, Ciapek sakrastyczny, koniec przewidywalny, no jakby się nie zawiesiło, to bym sobie poszedł pomodlić się do Quetzalcoatla!

 

(…) – Naraz posmutniał. – Pierzasty Wąż, w kretyńskim sombrero, grający jak dureń na marakasach. Oczywiście stopami, bo w piórach ich przecież nie utrzymam. Żenada! Kogo to w ogóle bawi?!

Wszystkich, pomyślał sługa, chichocząc bezgłośnie pod nosem.

– No, gotowe – oznajmił naraz informatyk.

Niby te naraz, są daleko do siebie, ale jednak, to zwrot dość charakterystyczny i w szorcie okazały się wystarczająco blisko siebie, by zwrócić na siebie uwagę. Chyba, że to tak celowo, ale ja ograniczyłbym się do jednego naraz, a drugie czymś zastąpił :-)

 

Pozdrawiam!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Finklo, ja to już dzisiaj sobie nawet sobie nie wyobrażam poważnego opowiadania o Quetzalcoatlu (tego z Mitologii nie liczę, bo to wprawka). :-)

I pomińmy litościwym milczeniem fakt, że napisanie tak “obszernej” odpowiedzi zajęło mi całe dwa dni.

 

Mytrixie, powitał.

I jak się komentowało tekst… właściwie o niczym . ;-)

Internetem – czemu mała litera?

A dlaczego wielka?

 

To “naraz” faktycznie zastąpię. 

no jakby się nie zawiesiło, to bym sobie poszedł pomodlić się do Quetzalcoatla!

Ewentualnie, w pesymistycznej wersji, wylegiwałbyś się na rytualnym stole, spoglądając na jegomościa w efektownym pióropuszu, dzierżącego efektowny nóż z obsydianu. :)

Pięknie podziękował za wizytę i komentarz.

 

Z Internetem różna jest polemika, generalnie Internet to nazwa wlasna, to co ogólnie nazywamy Internetem to raczej WWW (World Wide Web).

Można zerknąć tu: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Internet-czy-internet;228.html

 

Internet jest nazwą własną konkretnej globalnej sieci komputerowej. Jednym ze źródeł wątpliwości co do pisowni tego słowa jest fakt, że Internet ma strukturę hierarchiczną i w konsekwencji laikom może się wydawać, że istnieje wiele "internetów". Drugą przyczyną wątpliwości jest utożsamianie Internetu z konkretnymi usługami dostępnymi w tej sieci, w szczególności z "wszechświatową pajęczyną", czyli WWW, lub też z usługą zapewnienia dostępu do Internetu. Takie postrzeganie Internetu sprawia, że można spotkać się z pisownią analogiczną jak telefondalekopis itp., tj. małą literą, tendencja ta nie zasługuje jednak na poparcie.

 

Janusz Bień, prof. UW

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Przyznam Ci szczerze, że nawet do głowy by mi nie przyszło, że Internet pisze się z dużej litery.

Podziękował za link.

Poprawione.

Lekki i zabawny szort. Kończy się w spodziewany sposób, ale przez pokazanie przerysowanej niecierpliwości azteckiego boga wychodzi przezabawnie.

Krótko mówiąc – przyjemny tekst do obiadu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

I tylko Quetzalcoatl, naraz spokojny, przyglądał się temu z obojętnością. U niego zbiór liczb kończył się na dziesięciu.

A, byłbym zapomniał. Dla opowiadania w tej konwencji “do dziesięciu” jest przystępne i od razu naprowadza na skojarzenia “liczenia podstawowego”, ale gdybyś kiedyś chciał pisać o Aztekach w poważniejszym tonie, to oni mieli system dwudziestkowy, nie dziesiętny :-) 

NWM, podziękował za wizytę, poświęcony czas i komentarz.

O której ty masz ten obiad?! XD

 

Wilku, nie ma to jak napisać trzy opowiadania o Quetzalcoatlu i uczyć się o Aztekach… z komentarzy czytelników. :-)

Inna rzecz, że mnie to już chyba teraz nie wypada pisać o nich na poważnie. :)

CM, to dopiero byłby dowcip! ;-)

Babska logika rządzi!

Zbyt krótkie jak na mój gust. Nie zdążyłem się dobrze zaciągnąć..

Co zrobić… Taki limit konkursowy. :)

Chociaż biorąc pod uwagę, że niektóre teksty mieszczące się w tym limicie walczą właśnie o piórko to chyba słaba wymówka. :)

W każdym razie podziękował za odwiedziny, poświęcony czas i komentarz.

Nowa Fantastyka