- Opowiadanie: Irka_Luz - Krucjata Hermesa

Krucjata Hermesa

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Krucjata Hermesa

Her­mes sie­dział na ławce z lap­to­pem na ko­la­nach. Z pal­cem za­sty­głym nad kla­wi­szem enter ob­ser­wo­wał zegar na mo­ni­to­rze. Do dwu­na­stej po­zo­sta­ło jesz­cze pół mi­nu­ty.

Wła­ści­wie nie po­trze­bo­wał lap­to­pa. Tym bar­dziej, że to urzą­dze­nie było stare, stale się za­wie­sza­ło i po­trze­bo­wa­ło ośmiu se­kund, by załadować stronę. Ale było sym­bo­lem. Na­le­ża­ło do ko­bie­ty, którą po­znał parę lat wcze­śniej, do­kład­nie w tym miej­scu, w cen­trum Ha­no­we­ru. Miała być le­kiem na jego sa­mot­ność, a zabił ją sza­le­niec, wrzesz­czą­cy Allah akbar.

Nie po­trze­bo­wał lap­to­pa, po­nie­waż cząst­ka Her­me­sa od dawna bu­szo­wa­ła po in­ter­ne­cie, za nic sobie mając wszyst­kie bram­ki, hasła i pro­gra­my an­ty­wi­ru­so­we. Mógł być jed­no­cze­śnie wszę­dzie, mógł ukraść, za­blo­ko­wać i znisz­czyć wszyst­ko, co chciał. Jed­nak sym­bo­le były ważne.

Zegar po­ka­zał dwu­na­stą, Her­mes wci­snął enter. Za­mknął kom­pu­te­r, wło­żył go do torby i ru­szył przed sie­bie. Do­tarł do końca ulicz­ki i roz­pły­nął się w po­wie­trzu.

***

W miesz­ka­niu, któ­re­go okna wy­cho­dzi­ły na ławkę Her­me­sa, Uwe z nie­do­wie­rza­niem pa­trzył na mo­ni­tor. Robił za­ku­py, umie­ścił w ko­szy­ku buty i nagle stro­na Za­lan­do znik­nę­ła, a w jej miej­sce po­ja­wił się ko­mu­ni­kat:

 

Je­stem Bo­giem

Nie bę­dziesz miał bogów in­nych obok Mnie

In­ter­net po­wró­ci za:

24:59:33

 

32, 31… Se­kun­dy wy­da­wa­ły się wiecz­no­ścią.

– Ver­dam­m­te Scheiβe! – za­klął.

Pró­bo­wał się do­dzwo­nić do zna­jo­me­go in­for­ma­ty­ka, ale wy­glą­da­ło na to, że nie on jeden. Numer stale był za­ję­ty.

Trzy go­dzi­ny póź­niej Uwe sie­dział przed te­le­wi­zo­rem, ner­wo­wo palił pa­pie­ro­sa i prze­ska­ki­wał z ka­na­łu na kanał. Wszę­dzie wi­dział to samo. Zszo­ko­wa­ni pre­zen­te­rzy in­for­mo­wa­li, że in­ter­ne­tu nie ma na całym świe­cie.

***

W małym pen­sjo­na­cie na obrze­żach Ha­no­we­ru Her­mes oglą­dał Welt. Sta­cja prze­rwa­ła nada­wa­nie nor­mal­nych pro­gra­mów i na bie­żą­co in­for­mo­wa­ła o sy­tu­acji po znik­nię­ciu in­ter­ne­tu. In­for­ma­ty­cy, po­li­ty­cy i spe­cja­li­ści od biznesu pró­bo­wa­li uspo­ka­jać i zapewniać, że nie jest jeszcze tak źle, sprawca zamieszania wkrótce zostanie ujęty i wszystko wróci do normy. Ale na twa­rzach mieli wy­pi­sa­ny lęk. Do­pie­ro teraz oka­za­ło się, jak bar­dzo współ­cze­sne spo­łe­czeń­stwo jest uza­leż­nio­ne od sieci. Służ­by po­rząd­ko­we pa­no­wa­ły jesz­cze nad sy­tu­acją, ale na uli­cach było już nie­spo­koj­nie, szcze­gól­nie w oko­li­cach ban­ków, bo nagle wszy­scy chcie­li mieć go­tów­kę.

Her­mes uśmie­chał się z sa­tys­fak­cją.

Nagły po­dmuch po­wie­trza spra­wił, że ob­ró­cił się w stro­nę drzwi. Były za­mknię­te, ale stała przed nimi ciem­no­wło­sa ko­bie­ta.

– Witaj, Te­mi­do – po­wie­dział, by­naj­mniej nie­za­sko­czo­ny. Spo­dzie­wał się, że po­zo­sta­li bo­go­wie kogoś wyślą.

– Thel­ma, jeśli można – po­pra­wi­ła go. – Co ty wy­pra­wiasz? Lu­dzie i tak nie uwie­rzą.

– I tu się my­lisz. Za­wsze zmie­nia­ją w sa­crum to, czego nie po­tra­fią pojąć albo z czym nie umie­ją sobie po­ra­dzić. Bili czo­łem przed ogniem, od­da­wa­li po­kło­ny burzy i teraz z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi przyj­mą boga in­ter­ne­tu – od­parł.

– Więc chcesz mieć wy­znaw­ców? – Jej słowa ocie­ka­ły iro­nią.

– Och, daj spo­kój. – Wzru­szył ra­mio­na­mi. – Jak to po­wie­dział jakiś mą­dra­la, nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki. Zresztą w przyszłym tygodniu zaczynam pracę i nie będę miał czasu na takie zabawy.

Thel­ma od­prę­ży­ła się wy­raź­nie.

– To o co ci wła­ści­wie cho­dzi?

– Chcę, żeby dali sobie spo­kój z bo­ga­mi, któ­rych teraz wy­zna­ją – wy­ja­śnił.

– In­ter­net wróci?

– Oczy­wi­ście – za­pew­nił. – Oprócz stron zwią­zanych z re­li­gia­mi, ale to wam chyba nie prze­szka­dza.

Przy­glą­da­ła mu się w mil­cze­niu.

– To się nie uda.

– Zo­ba­czy­my – od­parł z krzy­wym uśmie­chem.

***

Dzień póź­niej, krót­ko przed dwu­na­stą, Uwe za­siadł przed kom­pu­te­rem. Ner­wo­wo za­ci­skał spo­co­ne dło­nie. Naj­pierw po­ja­wił się ko­mu­ni­kat:

 

Będę was ob­ser­wo­wał

 

A potem wró­cił in­ter­net. Uwe ode­tchnął z ulgą.

Na mo­ni­to­rze znów miał otwar­tą stro­nę Za­lan­do i buty w ko­szy­ku. Wy­szedł z niej po­śpiesz­nie, otwo­rzył go­ogle i wpi­sał w wy­szu­ki­war­kę: Jak wy­pi­sać się z ko­ścio­ła. Nie, żeby wie­rzył w boga in­ter­ne­tu, ale… Nigdy nie był spe­cjal­nie wie­rzą­cy, nie pa­mię­tał, kiedy ostat­nim razem był na mszy. Może czas coś z tym zro­bić. I za­osz­czę­dzi pra­wie dzie­sięć euro mie­sięcz­nie.

Koniec

Komentarze

Irka, widzę, że się wyspecjalizowałaś w klimatach mitologicznych! Twoje opko chyba bardziej przerażające od mojego. Zwłaszcza że prawdopodobieństwo iż świat pójdzie w tym kierunku, że życie bez internetu okaże się niemożliwe jest całkiem realne. Gdzieś widziałem zdjęcie z przyjęcia weselnego: goście siedzą przy stole, nikt z nikim nie rozmawia, każdy ma wlepiony nos w smartfona. Nawet Hermes nie jest tu potrzebny.

Opko sprawnie napisane, obrazowo i plastycznie, wiadomo Irka na luzie :)

Klik i życzenia kolejnej wygranej!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Obawiam się, że życie bez internetu już jest niemożliwe, tylko jeszcze nie jesteśmy tego w pełni świadomi. Niestety. Dzięki za miłe słowa i klika. :)

Jest możliwe, tylko trzeba, żeby ktoś to definitywnie rozpieprzył. Jacyś normalni, średniowieczni kosmici. A w ogóle klimaty “Amerykańskich bogów” Gaimana.

by przejść na inną stronę w internecie

– może: “załadować stronę” 

 

Dopiero teraz okazało się, jak bardzo współczesne społeczeństwo jest uzależnione od sieci.

– tego bym nie pisał, to wynika samo przez się jako dość jasny i logiczny wniosek z opowiadania

 

czego nie potrafią pojąć, albo z czym

– bez przecinka 

 

– Więc chcesz mieć wyznawców? – Jej słowa ociekały ironią.

– sama wypowiedź aż tak ironiczna nie jest, więc robi się mały dysonans między dialogiem a didaskaliami, może: – “– nagle zapragnąłeś dorobić się wyznawców?” 

 

Co do samego tekstu to mam pewną wątpliwość, jeżeli chodzi o związek między opowiadaniem a puentą. Chodzi o to, że wydaje mi się, że gdyby nagle wywaliło internety i pojawiłby się taki napis, to nikt by raczej nie kierował się myślami ku żadnemu bogu, ale raczej uznano by, że sprawcą jest wariat z zaburzeniami wielkościowymi. Dlatego też nie wydaje mi się, by skutkiem braku neta była nagła chęć wypisania się z KK lub innej podobnej instytucji. 

Świat zasadniczo się laicyzuje, czego generalnie mitologiczny dziadek leśny mógłby nie zauważyć. Być może puentą tekstu mogłoby być zderzenie oczekiwań Hermesa z twardą rzeczywistością, przy czym wtedy nieco inaczej by zapewne wyglądał dialog z Temidą/Thelmą (która swoją drogą już chyba nieco dostosowała się do współczesności).

I po co to było?

Nikolzollernie, dzięki za wizytę i opinię.

 

Syf.ie, Tobie też dziękuję za wizytę i uwagi. Część już zmieniłam, nad dwoma jeszcze się zastanawiam.

wydaje mi się, że gdyby nagle wywaliło internety i pojawiłby się taki napis, to nikt by raczej nie kierował się myślami ku żadnemu bogu, ale raczej uznano by, że sprawcą jest wariat z zaburzeniami wielkościowymi.

Miałbyś absolutną rację, gdyby chodziło o zwykły atak hakerski. Jednak wyłączenie internetu w ogóle i wszędzie jest prawie niemożliwe i zdecydowanie przekracza możliwości wariata, nawet wariata genialnego. Jeśli do tego dołożysz jeszcze fakt, że haker nie został złapany, a na dodatek nikt nie wie, jak to właściwie zrobił, to zmienia to nieco sytuację.

Póki sieć działa, nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy od niej uzależnieni. To przecież nie tylko facebook, czy internetowe gierki, spora część gospodarki, bankowości, administarcji państwowej miałaby poważne problemy z funkcjonowaniem.

Jestem przekonana, że znalazłoby się całkiem sporo ludzi, którzy po czymś takim uwierzyliby w boga internetu, a wielu innych, szczególnie tych niezwiązanych mocno z religią, zdecydowałoby się na taki krok, jak Uwe, bo przecież strzeżonego pan Bóg strzeże.

Poza tym, jemu nie chodzi przecież o wyznawców. Raczej chce zasiać w ludziach niepokój.

Kolejna w konkursie przerażająca wizja świata i do tego przekazana w bardzo porządny, obrazowy sposób. Hm, gdyby mi tak zabrano Internet… Oj, wolę nawet o tym nie myśleć.

Ode mnie kliczek i powodzenia w konkursie.

To jest kontynuacja wcześniejszego Twojego tekstu, prawda? Całkiem fajne, ciekawie ogrywasz znany pomysł (co by było, gdyby zabrakło czegoś niby oczywistego). Podoba mi się ten pomysł z zasugerowaniem ludzkości, że COŚ/KTOŚ czai się za Internetem, wydaje mi się świetnym punktem wyjścia dla jakiegoś jeszcze innego tekstu :)

Dobrze napisane, ale do mnie ten szort jakoś nie przemówił. Wizja świata bez internetu nie jest dla mnie szczególnie przerażająca. Jakoś bym przeżyła :p 

Widzę, że lubisz boskie klimaty i niemieckiego też chyba często używasz. Uczyłam się tego języka dziewięć długich lat, chciałam zapomnieć, ale on wciąż mnie dopada. :( wink

Dobre opowiadanko, ale czegoś mi w nim zabrakło.

 

Z jednej strony podoba mi się nawiązanie do mitologii, a drugiej jakoś mnie ta mitologia pożeniona ze współczesnością nie do końca przekonuje. Ale czytało się fajnie. ;)

 

Wszę­dzie wi­dzał to samo. –> Literówka.

 

– Oprócz stron zwią­zy­nych z re­li­gia­mi… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Katiu, dziękuję i za ciepłe słowa i za kliczka. :)

 

Ninedin, zgadza się, Hermes pojawił się już w tekście na Mitologie inaczej i faktycznie jest to nawiązanie do tego opka.

Podoba mi się ten pomysł z zasugerowaniem ludzkości, że COŚ/KTOŚ czai się za Internetem, wydaje mi się świetnym punktem wyjścia dla jakiegoś jeszcze innego tekstu :)

 Tej historii przydałoby się rozwinięcie, ale limit Wilka jest zabójczy. Ale Hermes pojawi się jeszcze na pewno. :)

 

Saro, faktycznie polubiłam mitologicznych bogów. Co do niemieckiego, mieszkam w Niemczech od 10 lat, więc siłą rzeczy… :) A czemu chcesz zapomnieć ten język?

Szkoda, że nie spasiło, ale czasem tak po prostu bywa. Natomiast co do internetu, obawiam się, że jest tak mocno wpleciony w nasze życie, że nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy.

 

Reg, no ale przynajmniej czytało się fajnie. :) Literówki oczywiście natychmiast poprawiłam. Dziękuję. :)

Chcę zapomnieć, bo jest brzydki :( :p Poza tym mimo tylu lat nauki, mam wrażenie, że i tak nie znam niemieckiego. To jest jakiś kosmo język :D

Nie jest brzydki, źle go w Polsce uczą, to po pierwsze. Po drugie niemiecki kojarzy się Polakom z czymś, co sami Niemcy nazywają czasem Wermachtsprache, czyli mowa z przesadnym podkreślaniem r i równie przesadnym akcentowaniem. Tak gadali Hitler i spółka. Dzisiaj prawie nikt tak nie mówi. W naturze czegoś takiego nie słyszałam, czasem tylko w telewizji, w programach o wojnie. :)

Oj, bardzo źle tu uczą niemieckiego. Dzięki, Irka za wyjaśnienie. Od dziś już nie będę tak negatywnie odbierać niemieckiego. :)

:D

Fajnie się czytało. Jest fabuła, coś się dzieje, w tle jakiś konflikt pomiędzy bogami. Tylko czegoś mi brakuje, jakiegoś “spiritus movens”. Hermes wyjaśnia powody swoich działań,

Chcę, żeby dali sobie spokój z bogami, których teraz wyznają

ale zupełnie nie rozumiem po co mu to.

Ciekawe te przygody Hermesa, dalsze. Pisz:)

Jako samodzielne opko jest trochę hermetyczne, lecz znając kontekst już nie. Dla mnie fajnie opowiadasz! Kwestia zwieszenia Internetu (całego, dla mnie) w tekście się nie wybiła w sposób wystarczający i zdziwiła trochę konkluzja, pomimo że  jej się spodziewałam. Czego oczekiwałam? Chyba zarysowania katastrofy/załamania się świata.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ktoś pisał, że skojarzyło mu się z Amerykańskimi Bogami, mi także :) (no i z Widarem :D)

Nie do końca zrozumiałam powiązanie poszczególnych wątków – motywacją bohatera do wyłączenia Internetu jest zastąpienie innych wiar swoją-internetową tylko dlatego, że stracił ukochaną? Mam wrażenie, kolejny raz w tym konkursie, że zabrakło znaków. Ech, te szorty, a wręcz szorciki…

Do fabuły mam więc mieszane uczucia (możliwe, że to dlatego, że to pierwszy tekst o Hermesie, jaki czytam?) , ale napisane jest sprawnie i całkiem obrazowo, więc ostatecznie na plus. 

 

Od strony technicznej bardzo fajny. Wchodzi gładko, jak nóż w masło. Przejrzysty, klarowny, prosto wyłożony, ale… mimo wszystko nieprzekonujący.

 

Zestawiając zagadnienie z tekstu i współczesnych użytkowników internetu, skończyłoby się to najpewniej jednym wielkim hejtem, a nikt nawet nie wpadłby, aby powiązać taką sytuację religijnością.

 

Nie do końca też rozumiem intencji Hermesa i środka, jaki obrał sobie do uzyskania celu(?). Tak jakby realizował pomysł, nie mając koncepcji jak to robić. Wyładowywał swoją frustrację, tłumacząc się mętnie nietrzymającą się kupy motywacją.

Cholera, gdzieś tam w głębi duszy przeczuwałam, że opko może się okazać trochę niezrozumiałe, szczególnie dla tych, którzy nie czytali Bóg dał, bóg wziął. Nawet p rzyszło mi na myśl, żeby nie przejmować się limitem i puścić opko poza konkursem. Niestety, portalowe konkursy mają w sobie coś uzależniającego i człowiek, choć wie, że prawie na pewno mu się nie uda, i tak próbuje. ;)

 

Fizyku, Nir, Otterze, Hermes nienawidzi Boga, ponieważ nowa wiara odebrała mu jego świat i strąciła z piedestału, a na dodatek wyznawca kolejnego monoteistycznego Boga, odebrał mu kobietę, której może nie kochał, ale przynajmniej lubił i nie czuł się z nią tak ogromnie samotny. Wiem, że tego w opku nie ma. Biję się w piersi i odsyłam do pierwszego tekstu o Hermesie.

Jego nie interesuje bycie bogiem, chce raczej odciągnąć ludzi od bogów, w których obecnie wierzą. Przedstawia alternatywę, kogoś albo coś, kto (lub co) potrafi dokonać rzeczy pozornie nie możliwej. Trochę poszperałam w internecie i zrobienie tego, co zrobił Hermes jest praktycznie niemożliwe. Właściwie nie musi nic więcej robić, ludzie sami załatwią resztę za niego. Nie twierdzę, że jakieś religie upadną, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że pojawi się nowa.

IMO ta niemożliwość jest również przyczyną, dla której nie skończy się na hejcie.

 

Asylum, fajnie, że z kontekstem nie jest już tak hermetycznie. :) Faktycznie trochę mi miejsca zabrakło, żeby opisać, co się będzie działo po wyłączeniu internetu. Z drugiej strony, po pierwsze ta kwestia była dla mnie trochę drugorzędna, a po drugie, sądzę, że przez dobę władze bez problemu utrzymałyby porządek. Przypuszczam, że do ludzi z lekkim opóźnieniem dotarłoby, co się właściwie stało i jakie to ma konsekwencje. W pierwszym momencie byliby po prostu wściekli z powodu utraty dostępu do facebooka. Problemy finansowe, administracyjne itp wyszłyby na jaw trochę później.

 

Plastycznie opisana, choć bardzo niepokojąca wizja, skoro w tle pojawia się dżihad. Szort jest zabawny, z ciekawym głównym bohaterem. Muszę sięgnąć do innych Twoich tekstów i poczytać o Hermesie. Podobało mi się połączenie informatyki z mitologią. Uśmiałam się przy wątku Uwe i zakupach internetowych. Biegnę nominować :)

ANDO, dziękuję za wizytę i klika. Cieszę się, że opko się spodobało. I będzie mi miło, jeśli zajrzysz do pierwszego opowiadania o Hermesie. :)

Jejku, Hermes wrócił!!! Tęskniłem za tym gościem.

Lubię jego kreację, sprytny bóg, który wciąż jest w biegu, wciąż działa. A ten tekst jest świetny, nareszcie jakieś oderwanie od ciągłych kontemplacji o człowieczeństwie i miłości (nie, że mi to nie pasuje, ale czekałem na takie urozmaicenie). Krótkie, ale dynamiczne. Podoba mi się reakcja społeczeństwa na zanik internetu.

Idę nominować.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

A co jeszcze nie w biblio? To i ja pospieszę:) Gość jest dobry, ten Hermes!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

MaSkrolu, jak miło, że ktoś tęsknił za Hermesem. Kurcze, ja też go lubię. Dzięki za kliczka. :)

 

Asylum, Tobie także dziękuję. :)

Sympatyczny tekst. Ale jakby się tak zastanowić… Cholera, nie wiem, czy tak zwany cywilizowany świat by wytrzymał 24 godziny. Bankomaty nie działają, nie można płacić kartą, nie można bez niej zatankować… Monitoring upośledzony. Czy pociągi jeździłyby normalnie? Samoloty chyba tak – wieża raczej nie rozmawia z pilotem przez Skype’a. A smartfony? Też by działały, ale w okrojonym zakresie. Byłoby cienko. Korporacje by ledwo przędły – prezes akurat na Seszelach, wicek na delegacji, weź, prześlij bardzo ważną umowę, dostarcz ofertę na czas… Musieliby wykopywać faksy ze strychów (jeśli jeszcze je mają).

No i wyobraźcie sobie, że tu się zbliża termin konkursu, a nie można zrobić researchu ani nawet sprawdzić pierdółek! Zgroza!!!

Babska logika rządzi!

Finklo, masz rację. Ludziom się wydaje, że internet to tylko pogaduchy, google, facebooki i reszta, a tymczasem spora część gospodarki jest od niego zależna. Już nie wspomnę, co działoby się na giełdzie. Myślę jednak, że do zwykłych ludzi będzie to docierać z pewnym opóźnieniem. 48 godzin to bylyby już zamieszki, ale przez 24 myślę, że da się utrzymać w miarę spokój.

Potem byłby strach, bo skoro udało się raz i sprawcy nie zatrzymano, to może się udać i kolejny. Stąd moje przekonanie, że Hermes mógłby sporo ugrać.

No, pewnie mógłby chociaż nawrócić część fanatyków. Podoba mi się jego motyw, jest logiczny. Jak Allah Złodziejowi, tak Złodziej Allahowi. ;-)

Chętnie czytałabym kontynuację.

Babska logika rządzi!

Myślę, że Hermes jeszcze wróci. :)

Przeczytałem opowiadanie bez kontekstu i wizja wydawała mi się dość spójna. Hermes jako bóg-trickster napawający się chaosem, który powstał z jego powodu. Kwestię boga internetu zrozumiałem tak, że obecnie wiara wielu ludzi jest tak słaba, że bez zastanowienia przehandlują ją za Wi-Fi. Bardzo niepokojące

Prawie 10 euro miesięcznie? Przecież podatek na kościół to jakieś grosze są.

A czemu na liczniku jest 24:59:33? Celowo ustawił dobę i jedną godzinę?

Tak poza tym, to szorcik sympatyczny, mitologia nie wiała nudą, można czytać ;-)

To zakończenie to mam nadzieję celowo przerysowane :D Osobiście, to znam w Polsce trzy ochrzczone osoby, które "wypisały" się z kościoła.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A ile znasz ochrzczonych, ale niewierzących, albo wierzących niepraktykujących?

Babska logika rządzi!

To dodałem tak na marginesie, Finklo, nie jako zarzut, czy statystykę.

 

Mam na myśli, że przerysowana jest nieco reakcja bohatera, który pierwsze co, wpisuje w wyszukiwarkę podane słowa :-)

A niepraktykujących, czy, "bo taka tradycja" to jest chyba przewaga.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Fladrif, dzięki za wizytę i bardzo się cieszę, że uznałeś opko za spójne. Hermesa można interpretować tak, jak to zrobiłeś, jeśli ktoś zna poprzednie opko, zpbaczy raczej zemstę.

Kwestię boga internetu zrozumiałem tak, że obecnie wiara wielu ludzi jest tak słaba, że bez zastanowienia przehandlują ją za Wi-Fi.

Otóż to.

 

Mytrixie, fajnie, że można czytać. ;)

Przecież podatek na kościół to jakieś grosze są.

Płacę 9,65 miesięcznie.

 

A czemu na liczniku jest 24:59:33?

Cholera, pomyliłam się. Miało być oczywiście 23

 

To zakończenie to mam nadzieję celowo przerysowane

Zakończenie celowo przerysowane. Oczywiście, że nikt nie zrobi tego natychmiast. Po jakimś czasie może tak, szczególnie w Niemczech. W Polsce nie ma to żadnego znaczenia, ale w Niemczech jesteś zarejestrowany i płacisz, czy chodzisz do kościoła, czy nie.

 

 

 

Przyjemny, lekki tekścik do poduszki:) Oj fajnie było znowu o Hermesie poczytać :D Co do kościoła w Niemczech – rejestrują z automatu i można się wypisać czy po prostu się płaci bez innej możliwości?

Dzięki Aryo. :)

rejestrują z automatu i można się wypisać czy po prostu się płaci bez innej możliwości?

Można, ale skarbówce trzeba przedstawić zaświadczenie z kurii, że się wypisało.

 

Lekko napisane i sprawnie. Wpada tez w ten sam nastój, co opowiadanie z mitologii. Natomiast… czegoś jakby zabrakło. Eksperyment Hermesa ciekawy, przy czym mi osobiście rzucają się w oczy dwa czynniki:

– Przy natychmiastowym wyłączeniu internetu doszłoby do wielu katastrof. Ok, Hermes mógł to uwzględnić i temu zapobiec, ale w opowiadaniu nie ma śladu po takim działaniu.

– Strony religijne to też strony o neopoganizmie. Tez tym greckim.

Co prawda w konwencji tego tekstu jako niezależnej całości nie ma to znaczenia, ale jeśli przyjmujemy, ze to ta sama postać, co w „Bóg dał, Bóg wziął”, to już zaczyna być problemem w odbiorze.

 

Samo porzucanie religii… Wydaje mi się, że paradoksalnie takie działanie, choćby było zrobione bez żadnej magii, doprowadziłoby do wzmocnienia niektórych grup religijnych, nie tylko sekt. Wypisy formalne tez by pewnie wzrosły, ale pewnie nie ze względu na komunikat, a na późniejsze dyskusje społeczne.

 

No, tyle o treści. Forma? Jak wspomniałem napisane sprawnie. Do tego mimo niedopasowania wspomnianych czynników, to samo usposobienie Hermesa już jest dość spójne z wcześniejszym tekstem. Ale tak czy inaczej tamten tekst podobał mi się bardziej niż ten :-)

Wracasz do znanego nam już boga. Tekst to niejako kontynuacja opowiadania z Mitologii Inaczej. Trochę to ryzykowne, bo czytelnik, który nie zna tamtego opowiadania, może mieć problemy z takim pełnym pojęciem postawy i motywów zachowania Hermesa. Sam tekst jakoś szczególnie na tym nie traci. Tyle że część czytelników może być zmuszona do przyjmowania pewnych elementów “na słowo honoru”. Inna rzecz, że w moim przypadku to taka uwaga typu: przyganiał kocioł garnkowi. :-)

Pomysł na opowiadanie bardzo mi się spodobał. I motyw pewnej zemsty Hermesa fajny, bo świetnie wpisujący się w zakończenie poprzedniego opowiadania (a zatem i wiarygodny). I koncepcja, żeby w pewien sposób “wyplenić” niosące śmierć religie na rzecz takiego współczesnego półbóstwa (którym internet, obok pieniądza, z całą pewnością się stał). Natomiast pozwolę sobie na taką moją ulubioną uwagę w tym konkursie: pomysł nie do końca pasujący do tego limitu znaków.

Powyższa uwaga nie jest jakąś wielką wadą opowiadania. Raczej sygnalizuję Ci, że Twoje pomysły nie wybrzmiewają tutaj tak dobrze, jak mogły. W tych czterech tysiącach znaków dostaję: element żalu po utracie bliskiej osoby, wyjaśnienie motywów działania bohatera i koncepcji “uwspółcześnienia” religii oraz sam opis wcielenia tej koncepcji w życie. W efekcie, tego żalu Hermesa do końca nie czuję, bo też opis jego odczuć zmuszona byłaś umieścić tu trochę “po łebkach”. Zdaję sobie z niego sprawę, ale jest to raczej efekt znajomości poprzedniego opowiadania. Tutaj, ta lekka wzmianka o laptopie jako takiej sentymentalnej pamiątce po kimś bardzo bliskim, nie buduje odpowiednio poczucia żalu czy smutku, bo też i nie ma na to odpowiednio dużo czasu czy miejsca.

Podobnie rzecz ma się z internetem stającym się współczesnym bóstwem. To również nie wybrzmiewa do końca tak, jak powinno, bo też i wszystko dzieje się w ledwie kilku zdaniach. Musimy niejako wierzyć na słowo, że tak właśnie mogło się stać, stąd i pewne wątpliwości, tak moje, jaki i kilku przedpiśców. Ja, jako czytelnik, miałem takie poczucie, że to musi być proces nieco dłuższy. Przebiegający etapami. Stopniowo. I żeby go w pełni uwiarygodnić, potrzeba choć w kilku zdaniach opisać każdy z tych etapów.

Podsumowując. Bardzo fajne opowiadanie. Jest w nim i sam pomysł i koncepcja, jak go rozwinąć w ciekawą historię (a przecież jedno nie oznacza z automatu drugiego). I tylko limit, jak mi się zdaje, szczególnie temu tekstowi nie pomógł. Myślę, że żeby “sprzedać” to opowiadanie tak w stu procentach, potrzebowałaś jednak nieco dłuższej formy.

Daruj lekki poślizg w komentarzu, ale czasem lepiej wpaść nieco później i w pełni spisać swoje wrażenia z lektury, niż odbębnić to na bieżąco “po łebkach” (a taki miałem wybór w przypadku tego konkursu).

Pozdrawiam.

Wilku, CM już wcześniej pisałam, że konkursy na portalu mają w sobie coś uzależniającego i choćbym nie wiem jak sobie obiecywała, że następnym razem, mając wybór między limitem a jasnością tego, co chcę napisać, wybiorę to drugie, i tak wybieram konkurs. Moja wina.

 

Wilku, masz oczywiście rację, właściwie we wszystkich punktach Twojego komentarza. Fakt, mogłoby dojść do wielu katastrof. Jednak Hermes by na to nie pozwolił. Było to w tekście, w rozmowie z Thelmą, ale wycięłam. Stwierdziłam, że skoro w wiadomościach nie mówią o ofiarach, to ich nie było, a skoro nie było, to Hermes się o to postarał.

Co mnie kompletnie zaskoczyło w wielu komentarzach, to fakt, że wiele osób zdawało się nie dostrzegać, jak bardzo jesteśmy zależni od internetu. Tego nie przewidziałam.

W pierwotnej wersji Hermes mówił też Thelmie, że zablokuje wszystkie strony religijne, także te neopogańskie, pozostanie tylko mitologia. I ten fragment też wyleciał.

 

Oczywiście, że zaraz po włączeniu internetu nie będzie fali wypisywania się z Kościołów, choć pewnie paru takich Uwe się znajdzie. Zdaję sobie sprawę, że to proces i zdaję sobie sprawę z tego, że szczególnie ortodoksyjne i konserwatywne środowiska tylko mocniej się skonsolidują. Jednak ci konserwatyści chętnie wykorzystują internet, a tej możliwości będą nagle pozbawieni.

Generalnie Hermes nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Następnym razem, zadbam o więcej przejrzystości.

Ale konkurs był fajny. :)

 

CM, mogę tylko powiedzieć: Masz absolutną rację. Cieszę się jednak, że sam pomysł Ci się spodobał. Kurcze, zatytułowałabym opko Zemsta Hermesa, ale chyba się ostatnio z zemst wyprztykałam. ;)

Swoją szosą, to jest ciekawy dylemat – w obliczu wyboru, wyrzekłbyś się swojej religii czy internetu?

Babska logika rządzi!

Finklo, najpierw musiałabym być religijna. ;)

Ale wiesz, on przy okazji udowadnia ludziom, że potrafi coś, czego nie potrafi ich Bóg. I dla wielu to będzie miało znaczenie.

Ja nie do Ciebie, ja tak w przestrzeń.

I monoteista będzie miał większy problem. Jak tu nie wierzyć w coś, co istnieje i dokonuje cudów?

Babska logika rządzi!

Irko, jeśli wierzysz w prawa fizyki, to wierzysz w nieuosobioną siłę wyższą ;-) bo fizyka też jak zaczniesz ją rozkładac na czynniki pierwsze, to prędzej czy później natkniesz się na jakieś założenia przyjmowane na wiarę, na bazie których jest budowana warstwa racjonalna ;-)

Myślę, że to taki rodzaj dylematu, że w tej chwili absolutnie każdy będzie pewien, iż wybrałby religię, a jak przyjdzie co do czego… Po prostu trudno sobie w ogóle wyobrazić, ile jest do stracenia.

Wilku, jednocześnie masz i nie masz racji. Oczywiście, pewne rzeczy przyjmuję na wiarę, ale one nie wymagają odemnie nieracjonalnych zachować. Możliwe, że istnieje jakaś siła wyższa, ale wątpię by interesowało ją, czy jem mięso w piątki. ;)

Serio nie wymagają? Bo jedna z definicji rozumu mówi o… zdolnosci do podejmowania działań nieracjonalnych ;-)

Ale… np. kiedyś wiele osób uważało, że radioaktywne pasty do zębów (były takie przez krótki czas) są “do użytku, bo zabijały bakterie. Oczywiście szkodziły, ale tego ludzie dowiadywali się później, gdy problem zbadano dokładniej. Tak więc racjonalność jest rzeczą bardzo względną. Zresztą…kto z cywilizowanych ludzi nie korzysta całkiem sporo dobrodziejstw cywilizacji, mimo że zużywamy za dużo energii i produkujemy za dużo smieci? To jest racjonalne? :P 

Do tego istnieją takie formy wiary, jak np. deizm (gdzie zakłąda się istnienie boga/bogów i na tym koniec), czy panteizm (gdzie bogiem/bogami jest cały świat – bez uosabiania).

 

Masz rację, jesteśmy nieracjonalni, po części z wygody, a po części z przekonania, że decyzje pojedynczego człowieka niewiele mogą zmienić w skali globalnej i trochę też z niewiedzy (Twoje pasty do zębów). Generalnie jednak jesteśmy w stanie wymyślić sobie wyjaśnienie nieracjonalnych działań, które przynajmniej na pierwszy rzut oka, trzyma się kupy. Ale to da się zmienić. Jeśli jednak nieracjonalności wymaga bóg, sprawa się trochę komplikuje. Nieracjonalność staje się prawem. I to mi się w religiach nie podoba.

Panteizm… jeśli to jest wyznaniem panteisty, to tak, jestem nim:

Jeżeli jest we mnie coś, co może zostać nazwane religią, to jest to bezgranicznym podziwem dla struktury świata, którego obraz objawia nam nasza nauka

Ale widzisz, z punktu widzenia wiary to jest racjonalne. Tak jak z punktuu widzenia użytkowników tamtych past argument o ubijaniu bakterii był racjonalny (w sumie oparty nie tyle na niewiedzy, co wiedzy częściowej – a przecież nadal wiele rzeczy o świecie dopiero się dowiadujemy).

 

Poza tym odróżnijmy zachowania rytualne od wiary jako takiej. Zachowania rytualne występują nie tylko w religiach. Np. świętowanie urodzin to nie rodzaj rytuału? picie w weekend? wrzeszczenie do ludzi biegających za piłką na ekranie telewizora?  

A z drugiej strony część religii ucieka od rytuałów – chociażby deiści nie przejmują się “prawami religijnymi” ;-) A discordianie w ogóle robią sobie kabaret z własnej religii (tak, oprócz pastafarian, którzy jawnie robią jaja, istnieją tez osoby, które całkiem serio czują się discordianami i wyznawcami Eris).

 

Niezły offtop :D 

 

Piątkowy post można jeszcze wyjaśnić racjanalnie i to nwet bez odwoływania się do religii. ;)

Ale czy da się racjonalnie wyjaśnić zabijanie niewiernych? To jest nie tylko nieracjonalne, ale wręcz nielogiczne, bo przecież jest przykazanie: Nie zabijaj.

Nie wiem, czy da się oddzilić rytuały od religii, bo religie mają tendencje do przyjmowania postawy: kto nie jest z nami, jest przeciw nam. A osoba, która unika rytuałów jest “nie całkiem z nami” i to najczęściej wystarcza, aby uznać ją za wroga.

A discordianie? Daj im jeszcze ze sto lat…

 

Offtop mi się podoba. :)

Zabijanie “niewiernych” w historii ludzkości wielokrotnie tłumaczono bez odwoływania się do religii. Racjonalnie, choć nieetycznie, nagannie, okrutnie, w sposób obrzydliwy i pełen zła. Ale robiono tak.

Co do wspomnianej tendencji religii – to nie tendencja religii, to tendencja ludzi. Ale jeśli chcesz to oceniać na przykładzie religii, to co z np. buddyzmem? Co z wiccanizmem (w wiccanizmie wierza w dwójcę, Boga i Boginię, twierdząc przy tym, ze wszystkie religie mówią o tych samych bogów, ale różnie ich nazywają). Co z chrzescijaństwem w jego oryginalnej formie, bardzo różniącej się od wariantów sformalizowanych?

 

Discordianie za sto lat jeśli będa istnieć, to dalej będą się dobrze bawić. Nie formalizują się, a piąte z ich pięciu przykazań mówi, zeby nie wierzyć w to, co się czyta, nawet jeśli to pisze discordianin ;-) 

Wiem, że jest tysiące powodów, żeby się wzajemnie wyrzynać. Kiedy Europa się trochę zlaicyzowała, pojawił się naród, a wraz z nim kolejny powód, aby się zabijać. Ale przywódców narodu zawsze można się pozbyć, a bogów już nie tak łatwo.

Jasne, że to ludzie zmienili religie w to, czym są dzisiaj. I właśnie o to chodzi, daj ułomnemu człowiekowi boga w rękę, a stworzy koszmar.

Sformalizowanie się chrześcijaństwa zabrało jakieś trzysta, czy czterysta lat. I właśnie ta różnica między pierwotnymi gminami chrześcijańskimi, a tym co mamy teraz dowodzi, że potrafimy schrzanić nawet najbardziej humanistyczne przesłanie. Mówisz, że discordianie się nie formalizują, że ich przkazanie zaleca nie wierzyć w to, co napisane. I co z tego? To jest właśnie casus chrześcijaństwa. Początkowo też się nie formalizowało i miało piąte przykazanie.

Wiesz, ja w ogóle uważam, że wiara i religia to nie to samo. Na dodatek w religii w gruncie rzeczy niewiele jest wiary.

Przywódcy zawsze znajdują nastepców. A “religie dzisiaj” sa równie zróżnicowane jak “religie kiedyś”. Powoływanie się na chrześcijaństwo to nie to samo co reprezentowanie chrześcijaństwa. Można wymieniać w kółko :-) Że Kościół robił historycznie to, co robił? No tak. Ale byli też np. arianie, był św. Franciszek.

Wiesz, co mi najbardziej przeszkadza w religiach? Zawłaszczają wiarę pojedynczych ludzi, szufladkują ją, przylepiają etykiety i wydają wyrok, która jest słuszna, a która nie. W historii Kościoła było mnóstwo osób, które wzbudzają szacunek, ale jeszcze więcej takich ludzi Kościół skazał na zapomnienie, albo zwyczajnie się ich pozbył w taki czy inny sposób.

Ale wiesz, ze wkładając wszystkie religie do jednego worka, zwłaszcza łączac religie sformalizowane i niesformalizowane, właśnie szufladujesz i wydajesz wyrok?

Jest wiele wyznań, które nie negują innych wyznań (choćby wiele ze ścieżek neopogańskich). Wbrew pozorom bardzo niewiele religii mówi, że “tylko nasi bogowie istnieją” i “tylko my mamy rację”.

Prawdę powiedziawszy nie znam tych wszystkich nowych religii. Discordian musiałam sobie wyguglować, na neopogan już parę razy w internecie trafiłam, ale wzbudzają we mnie przede wszystkim zdumienie, nie rozumiem ich. Trudno mi uwierzyć w to, że ci ludzie naprawdę wierzą w to, co piszą. Nie wiem, może ludzie mają w sobie jakiś genetycznie zakodowany przymus wiary w coś. Jeśli tak, jestem go pozbawiona.

Nie wrzucam do jednego worka, po prostu obawiam się, że w którymś momencie się sformalizują i dalej będzie jak zawsze.

Dlaczego wiara nie może być prywatną sprawą człowieka? Czemu zawsze trzeba wychodzić z nią do innych?

Neopoganie to szerokie pojęcie, odnoszące się do bardzo wielu grup. A samemu będąc neopoganinem nie odczuwam tego jako “przymusu” ;) I skąd wniosek, że wiara nie może być prywatną sprawa? Oraz skąd pogląd, że jeśli jest prywatną sprawą, to musi być z automatu druga skrajność w postaci niemówienia o wierze? ;) 

Myślałam raczej o przymusie wiary jako takiej, choć przymus to może złe słowo. Ktoś mi to tak opisał, że nie potrafi sobie wyobrazić życia bez wiary w jakiś byt nadprzyrodzony.

Jeśli mówisz o wierze, przekonujesz do nie ludzi (albo i nie). Jeśli przekonujesz, masz wyznawców. A jeśli masz wyznawców, trzeba ich jakoś zorganizować. A stąd do sformalizowania i dogmatów już tylko mały krok. To się oczywiście nie dzieje w ciągu jednego pokolenia, czy nawet dwóch, ale się dzieje. Albo to, w co wierzysz popada w zapomnienie.

Mozna przekonywac do poglądów moralnych, niekoniecznie przekonując do wiary. A np. deiści mówiąc o deizmie w ogóle do niczego nie próbują przekonać. Co zaś do potrzeby wierzenia w coś… no to już jak z tematem fizyki – w coś trzeba wierzyć, inaczej będzie się jak pewien starogrecki filozof, który uważał, ze świat jest ułudą, a jego uczniowie wszędzie biegali a nim, zeby w razie czego ściągnąć go z trasy przejeżdżającego ulicą wozu itp. ;-)

Myślę, że niepotrzebnie zakładasz, że “to się musi formalizować”. Ba, zakładasz, że każda wersja sformalizowana jest zła. A to jak z ruchami społecznymi w kazdej dziedzinie, nie tylko religijnej – formalizacja niesie za sobą ryzyko wykrzywienia idei, ale równie dobrze może zadziałać pozytywnie. I ludzie też, czasem wolą być w czymś sformalizowanym, czasem w pełni odpowiada im brak formalności.

Oj tam, oj tam, nie trzeba w nic wierzyć. Nie mam wrażenia, że świat jest ułudą. ;)

A która idea przetrwała niewypaczona? I nie jest to wina idei, tylko ludzi. W którymś momencie z reguły znajduje się ktoś, kto chce wykorzystać ideę do własnych celów. Ktoś, kto lubi władzę i/lub pieniądze. A idee religijne dają szczególnie duże możliwości. A przeciętnemu człowiekowi dużo łatwiej odrzucić jakąś ideę społeczną czy polityczną, niż wyrzec się wiary. Bez względu na to, jak bardzo została ona wypaczona.

 

Offtopik mamy naprawdę fajny. Reszta powinna nam zazdrościć. ;)

To z tej zazdrości pomarudzę: IMO, wiara to coś, co nie wymaga dowodów. A fizyka… Nie znam się, ale chyba każda funkcjonująca i ogólnie przyjęta teoria jest poparta wynikami doświadczeń?

Babska logika rządzi!

każda funkcjonująca i ogólnie przyjęta teoria jest poparta wynikami doświadczeń?

No nie do końca. Czasem naukowcy coś przeczuwają, potrafią udowodnić matematycznie, ale mijają całe lata, zanim uda się to udowodnić doświadczalnie. Tak na przykład było z neutrino. Teoria Wielkiego Wybuchu przez długi czas była tylko najbardziej logiczną, choć trudną do udowodnienia. Teoria strun, czy multiświatów jest w obecnym momencie nie do udowodnienia, ani też nie do obalenia. Pewną dozę wiary musisz mieć, bo inaczej nie ruszysz z miejsca. Różnica między fizyką a religią polega na tyyym, że fizycy stale starają się jednak udowodnić, że mają rację. W przypadku religii to niemożliwe.

W ogóle dzisiaj fizycy dzielą się na teoretycznych i eksperymentalnych. Ci pierwsi wymyślają, ci drudzy próbują sprawdzić doświadczalnie.

Hmmm. A czy taka niepoparta wynikami teoria nie nazywa się hipotezą?

Babska logika rządzi!

Się nazywa. Jeśli jednak chcesz ją sprawdzić, musisz wierzyć w jej prawdziwość i na dodatek przekonać o tym innych. No, chyba że jesteś multimilionerką i nie potrzebujesz grantów na badania. :)

Nie rozmawiajmy o finansowaniu nauki. Taki offtop byłby frustrujący dla wszystkich.

Babska logika rządzi!

No, ale rozumiesz, że Twoj wiara jest w tej sytuacji niezbędna. ;)

A przynajmniej trzeba nawrócić decydenta…

Babska logika rządzi!

Otóż to. :D

Finkla, fizyka wymaga dowodów, ale na czymś trzeba je budowac. Gdzies na poziomie fundamentalnym są aksjomaty wynikające z ograniczeń percepcyjnych. Ileż już było w historii “praw fizycznych”, które z czasem zostały skorygowane, mimo że wcześniej wydawały się ze wszech miar logicznie pełne? Nie mamy pełnej wiedzy o wszechświecie, bazujemy racjonalnie, ale jednak na ograniczonym zbiorze informacji.

No to jeszcze pozostaje ta różnica, że w fizyce raczej nie ma dogmatów. Błędną hipotezę można kiedyś sfalsyfikować i odrzucić.

Babska logika rządzi!

Są, tyko nazywają się inaczej: aksjomaty.

No, teraz brakuje tu tylko Tsole. ;)

No, teraz brakuje tu tylko Tsole. ;)

A ja? XD Najpierw komentarz do tekstu, potem się powtrącam w offtop, bo ciekawy – szkoda, że się spóźniłam.

 Z palcem zastygłym nad klawiszem

Hmm. Bardziej standardowo byłoby "zawieszonym", ale może tak jest oryginalniej?

stare, stale

Aliteracja.

 wrzeszczący Allah akbar

Cytaty zaznaczamy (cudzysłowem lub kursywą).

 Zamknął pokrywę komputera

Może po prostu zamknął komputer?

 Próbował dodzwonić się

Się dodzwonić.

 Stacja (…) o sytuacji

Może przesadzam, ale słyszę tu echo.

 Ludzie i tak nie uwierzą.

W Boga? Czy w bogów? Czy w co?

 Zawsze zmieniają w sacrum to, czego nie potrafią pojąć

Dyskusyjne.

 I zaoszczędzi prawie dziesięć euro miesięcznie.

… wtf? W Niemczech, co prawda, kościół jest państwowy (ewangelicki chyba), ale to oznacza "finansowany z podatków (i pozbawiony praktycznego znaczenia)". Czyli to płacą tylko formalnie do wspólnoty należący? Naprawdę nie mam pojęcia, jak to działa.

 

No, i domknęłaś historię Hermesa. Dość logicznie, ale czegoś mi zabrakło. Hmm. Może ten mechanizm powstawania religii jest zwyczajnie za prosty? Ale w takim krótkim tekście… Zresztą, chyba już to obgadałyśmy.

 Nie jest brzydki, źle go w Polsce uczą, to po pierwsze.

E tam, mnie uczyli jeden semestr, a potem zniknęli w tajemniczych okolicznościach (mojego ojca podstawówkowy nauczyciel rosyjskiego zebrał pieniądze na podręczniki, zniknął, a po roku wrócił na motorowerze, ale moja niczego nie zbierała i nie wróciła. Dziwne).

 Osobiście, to znam w Polsce trzy ochrzczone osoby, które "wypisały" się z kościoła.

To akurat nie jest formalnie możliwe.

 Mam na myśli, że przerysowana jest nieco reakcja bohatera, który pierwsze co, wpisuje w wyszukiwarkę podane słowa :-)

No, troszkę jest, ale weź pod uwagę, że to musi być pokazane jasno i zwięźle.

 Podobnie rzecz ma się z internetem stającym się współczesnym bóstwem.

Stąd pewnie skojarzenia z Amerykańskimi bogami, tak w ogóle.

 on przy okazji udowadnia ludziom, że potrafi coś, czego nie potrafi ich Bóg

Please. :)

 I monoteista będzie miał większy problem. Jak tu nie wierzyć w coś, co istnieje i dokonuje cudów?

Ekhm.

 wówczas ukaże się Niegodziwiec, którego Pan Jezus zgładzi tchnieniem swoich ust i wniwecz obróci samym objawieniem swego przyjścia. Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów." (2Tes.2:8-9).

Powiedziane jest: strzeżcie się fałszywych proroków.

 Irko, jeśli wierzysz w prawa fizyki, to wierzysz w nieuosobioną siłę wyższą ;-)

W pewnym sensie tak (choć prawa fizyki niekoniecznie muszą być ostatnią instancją) – ale to ziarno takiego offtopu, co już paręset lat trwa :D

 Myślę, że to taki rodzaj dylematu, że w tej chwili absolutnie każdy będzie pewien, iż wybrałby religię, a jak przyjdzie co do czego… Po prostu trudno sobie w ogóle wyobrazić, ile jest do stracenia.

Oj, Irciu, zakład Pascala? Serio?

 jeśli to jest wyznaniem panteisty

Nie za bardzo, bardziej pasuje do stoików.

 Piątkowy post można jeszcze wyjaśnić racjanalnie i to nwet bez odwoływania się do religii. ;)

A czemu akurat w piątek, hmm? ;)

 Zabijanie “niewiernych” w historii ludzkości wielokrotnie tłumaczono bez odwoływania się do religii.

TAK. Nareszcie ktoś to powiedział.

 to nie tendencja religii, to tendencja ludzi.

Jak wyżej. Nadajemy na tej samej fali, wilku.

 pojawił się naród, a wraz z nim kolejny powód, aby się zabijać. Ale przywódców narodu zawsze można się pozbyć

Nie złapałaś dwóch spraw, Irko – primo, przywódcy nie są narodem. Naród to grupa. I secundo – może i nie można dwóm panom służyć, ale to, że kocham Pawła, nie znaczy, że nienawidzę Piotra. Nie?

 Ba, zakładasz, że każda wersja sformalizowana jest zła. A to jak z ruchami społecznymi w kazdej dziedzinie, nie tylko religijnej – formalizacja niesie za sobą ryzyko wykrzywienia idei, ale równie dobrze może zadziałać pozytywnie. I ludzie też, czasem wolą być w czymś sformalizowanym, czasem w pełni odpowiada im brak formalności.

I znowu zgadzam się z wilkiem. Powiedziałbyś coś, żebym się mogła pokłócić :D heart

 A przeciętnemu człowiekowi dużo łatwiej odrzucić jakąś ideę społeczną czy polityczną, niż wyrzec się wiary.

Patrząc dookoła – polemizowałabym.

 A czy taka niepoparta wynikami teoria nie nazywa się hipotezą?

Tak się nazywa. Ale to nie wszystko – nie ma poznania bez założeń. Zakładamy np. że z wyników obserwacji da się w ogóle ekstrapolować (to nie jest pewne).

 Jeśli jednak chcesz ją sprawdzić, musisz wierzyć w jej prawdziwość

Ekhm. Michelson i Morley :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Witaj, Tarnino, miło Cię tu widzieć. Dzięki za łapankę, zaraz wezmę się do poprawiania prawie wszystkiego. :)

 

A ja?

Wierzyłam, że się jeszcze pojawisz, a Tsole już był. :)

 

 Zamknął pokrywę komputera

Może po prostu zamknął komputer?

A to poprawne?

 

 Ludzie i tak nie uwierzą.

W Boga? Czy w bogów? Czy w co?

Skrót myślowy. To rozmowa, więc chyba dopuszczalne.

 

Może ten mechanizm powstawania religii jest zwyczajnie za prosty? Ale w takim krótkim tekście…

Biję się w piersi, mechanizm jest oczywiście przedstawiony schematycznie, bo w takim krótkim tekście… ;)

 

… wtf? W Niemczech, co prawda, kościół jest państwowy (ewangelicki chyba), ale to oznacza "finansowany z podatków (i pozbawiony praktycznego znaczenia)". Czyli to płacą tylko formalnie do wspólnoty należący? Naprawdę nie mam pojęcia, jak to działa.

Przy okazji pierwszej pracy deklarujesz, jakiego wyznania jesteś. Skarbówka ściąga podatek i przekazuje Kościołowi. Działa zarówno w przypadku ewangelików, jak i katolików). Jak to jest w przypadku innych religii, na przykład islamu – nie mam pojęcia.

 

 Osobiście, to znam w Polsce trzy ochrzczone osoby, które "wypisały" się z kościoła.

To akurat nie jest formalnie możliwe.

Jest, idziesz do kurii, oznajmiasz i dostajesz papierek.

 

Nie złapałaś dwóch spraw, Irko – primo, przywódcy nie są narodem. Naród to grupa. I secundo – może i nie można dwóm panom służyć, ale to, że kocham Pawła, nie znaczy, że nienawidzę Piotra. Nie?

Ale to przywódcy ciągną naród w tę albo inną stronę. I bardzo często kocham Pawła, oznacza nienawidzę Piotra nijako z automatu. Nie żebym paluszkiem wskazywała, bo o nieładnie, ale…

A to poprawne?

A czemu nie? Skoro mógłby zamknąć pudełko, medalion, lodówkę…

To rozmowa, więc chyba dopuszczalne.

W sumie chyba tak. skoro nikt inny się nie czepia…

Przy okazji pierwszej pracy deklarujesz, jakiego wyznania jesteś.

Rozkoszne. Cywilizacja bizantyńska w pełnej krasie.

Jest, idziesz do kurii, oznajmiasz i dostajesz papierek.

Yyy, chyba nie. Nie wiem, bo nie badałam tego, ale – no, tak się robi, kiedy państwo włazi z butami w coś, w co włazić nie powinno.

Ale to przywódcy ciągną naród w tę albo inną stronę.

Niekoniecznie są to przywódcy polityczni (czyli przywódcy państwa), to raz. Po drugie, przywódcy narodu muszą się też z jego wolą liczyć. Zaczynamy offtop? :)

I bardzo często kocham Pawła, oznacza nienawidzę Piotra nijako z automatu.

… dlaczego niby? Wyobrażam sobie tylko jedną taką sytuację – kiedy Piotr i Paweł są zapiekłymi wrogami. Może powinnam Cię tu spytać o definicje?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Rozkoszne. Cywilizacja bizantyńska w pełnej krasie.

Też się zdziwiłam, kiedy zapytali. A skarbonki i tak są w kościołach.

 

Yyy, chyba nie. Nie wiem, bo nie badałam tego, ale – no, tak się robi, kiedy państwo włazi z butami w coś, w co włazić nie powinno.

Kumpel, Polak, chciał ni płacić podatku kościelnego, w skarbówce powiedzieli mu, że musi dostarczyć zaświadczenie z kurii, w której był ochrzczony o wypisaniu się z Kościoła. I tak też uczynił, czyli musi się dać.

 

Niekoniecznie są to przywódcy polityczni (czyli przywódcy państwa), to raz. Po drugie, przywódcy narodu muszą się też z jego wolą liczyć. Zaczynamy offtop? :)

Oj tam, Hitler czy Stalin liczyli się z wolą narodu, jak diabli.

Lubię offtopy. :D

 

… dlaczego niby?

Czy Polacy i Niemcy są zapiekłymi wrogami. A to przykład pierwszy z brzegu.

w skarbówce powiedzieli mu, że musi dostarczyć zaświadczenie z kurii, w której był ochrzczony o wypisaniu się z Kościoła.

… no, i to właśnie miałam na myśli mówiąc, że państwo się pcha, gdzie go nie sieją.

Oj tam, Hitler czy Stalin liczyli się z wolą narodu, jak diabli.

Z początku tak. Potem naród zabrnął już za daleko, żeby się wycofać. Zresztą oni byli przywódcami państwa, nie narodu (etnicznie przynajmniej jeden był Austriakiem, a drugi Gruzinem, o cywilizacji się nie wypowiadam). (Kto nie lubi offtopów? :D)

Czy Polacy i Niemcy są zapiekłymi wrogami. A to przykład pierwszy z brzegu.

A możesz go ciut sprecyzować?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Podobało mi się. Fajne połączenie mitologii ze współczesnością.

Dla mnie – prawie normalność. Walka z religią przekształca się w nowe wyznanie. Gdyż religia zaczyna się tam, gdzie kończy się rozum.

Z nauką jest tak: wierzy się coś popartego doświadczeniami, a jak zaczyna to zawodzić, to poprawki (grawitacja Newtona zmodyfikowana Einsteinem). Jak poprawki nie wystarczą, wrzuca się teorię do kosza lub podaje jej ograniczenia (prawo Hooka). I tak się to ciągnie… Flogiston (=tlen), tachiony (na razie brak poprawek) itd.

Uzależnienie od internetu i technologii :) Dziś miałem potwierdzić polecony od listonosza. Podsunął mi coś pod nos do podpisania – to nie był papier. Coś na laptopie. Za chwilę powiedział “To chyba jakieś żarty” i poprosił, aby ktoś inny z domowników potwierdził poleconego do mnie. Cały czas się śmiał. Niemal za każdym razem wobec mnie ten program działa inaczej niż zaprojektowano. I jak tu się uzależnić, ufać na 100%?

umiesz liczyć - licz za siebie

Tekst ładny, acz hermetyczny. Bez znajomości poprzedniego musimy przyjąć na wiarę, że Hermes chce skasowania internetu i upadku zorganizowanych religii z powodu śmierci bliżej nieokreślonej znajomej z ręki fanatyka. Nie ma emocji, nie ma zaczepienia – a bez tego w moim odczuciu tekst nieco traci.

Sam motyw przerwania internetu i jego wyniku niezły, ale też go do końca nie kupuję. Prędzej ludzie uwierzą, że to dzieło Illuminati niż jakiegoś nowego bóstwa :)

Technicznie jest przyjemnie, tempo dawkowane.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hermes jako informatyk… Cóż, ciekawa interpretacja motywu przewodniego, choć tematyka już znana, klimaty (jak to ktoś wcześniej wspomniał) kojarzące się z Gaimanem. Napisane sprawnie :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Flogiston (=tlen

Ej, flogiston to nie tlen!

I jak tu się uzależnić, ufać na 100%?

Bo w 99,9% przypadków “działa”. Czytałeś może “The Machine Stops”? Jest w Sieci, to tekst chyba z 1908 roku – i właśnie o tym. Polecam.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino

Czy Polacy i Niemcy są zapiekłymi wrogami. A to przykład pierwszy z brzegu.

A możesz go ciut sprecyzować?

Chodziło mi o to, że całe mnóstwo Polaków nie cierpi Niemców tylko dlatego, że wydaje im się, że powinni. Bo przecież ci wstrętni Niemcy tale nam złego narobili.

 

Zagfrydzie, dziękuję. :D

 

NWM, Tobie też dziękuję za wizytę i miłe słowa. Illuminati? W sumie też możliwe, zupełnie mi z głowy wyleciało, że są jeszcze teorie spiskowe. ;)

 

Nusz, fajnie, że wpadłeś i przeczytałeś.

Walka z religią przekształca się w nowe wyznanie.

To brzmi tak groźnie, że aż mnie ciarki przechodzą.

 

Wicked, dziękuję. :D

 

Chodziło mi o to, że całe mnóstwo Polaków nie cierpi Niemców tylko dlatego, że wydaje im się, że powinni. Bo przecież ci wstrętni Niemcy tale nam złego narobili.

No, cóż. Narobili. Ich dziadkowie naszym dziadkom (nie zaczynaj tematu przy moim dziadku, jakby co). Trochę się z tego robi waśń Monteccich z Kapulettimi, mnie osobiście zachodni sąsiedzi ani ziębią, ani grzeją, ale ja nie o tym. To, co podnosisz, to nie jest wrogość osobista – podejrzewam, że ustąpiłaby, gdyby ten Polak poznał, tak naprawdę poznał, tego Niemca (zakładając, że Niemiec nie byłby autentycznym draniem – ale to kwestia osoby). Wracając do meritum – tożsamość taka czy inna nie jest bezpośrednio powodem nienawiści. Weźmy za przykład klany z Werony, żeby było neutralniej: oto Romeo sądzi, że powinien nienawidzić Julii, bo ona należy do rodu, z którym jego ród prowadzi vendettę. Ale czy to oznacza, że naprawdę powinien?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka