- Opowiadanie: MaSkrol - obraznieczytelny.mp4

obraznieczytelny.mp4

Skoro traktujemy konkurs jako okazję do poćwiczenie, to tekst jest ćwiczeniem i niestety przekracza limit znaków, za co przepraszam. ;)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

obraznieczytelny.mp4

 Przetarłem oczy po raz kolejny. Zamrugałem, jakby ta czynność miała przywrócić stan normalny. Wciągnąłem głęboko powietrze. Odliczyłem od dziesięciu do zera, wyobrażając sobie skąpaną w promieniach słońca łąkę i łagodnie szemrzący strumyk.

I zajebałem w komputer. Natychmiast pożałowałem. Cwaniak, oddał mi zgodnie z trzecią zasadą dynamiki. Rozmasowałem dłoń.

Durny sprzęt nigdy nie działał, kiedy najbardziej go potrzebowałem.

Miałem ochotę krzyczeć. Jakoś się wyładować, bo atak z zaskoczenia na nieżywą maszynę najwidoczniej nie wystarczył…

Jednak nie wypadało. Nawet na nocnej zmianie. Nawet jeśli byłem tutaj sam. Nawet jeśli ciemność spowijała każdy kąt, a blade światło lamp padało tylko na kilka najważniejszych maszyn.

Drżącą dłonią ująłem ramkę ze zdjęciem Kingi i Maciusia. Moich… bliskich. Uśmiechnąłem się do nich. Miałem wrażenie, że odwzajemniają grymas. Choć w tej chwili nie byli niczym więcej, niż rastrem na kawałku papieru.

Rozejrzałem się po hali. Niewiele się zmieniło. Bo niby co mogło? Wszystko działało zgodnie z programem, który wgrałem ledwie parę dni temu. Lina produkcyjna zdawała się pracować w ciszy. Stała. Niezmienna. Tak mi bliska, że przestałem zauważać jej monotonny, metaliczny krzyk. Wydawała się w tym momencie jedyną rzeczą, na której mogłem polegać…

W przeciwieństwie do komputera. Znów przetarłem oczy. Nic się nie zmieniło. Cyfry i literki dalej skakały po monitorze, jak w jakimś tandetnym filmie o hakerach.

Musiałem skorygować program i wysłać go do sterownika.

Przełknąłem ślinę. Włączyłem drugi komputer i czekałem, nieustannie zapewniając sam siebie, że to tylko błąd urządzenia.

Włosy na rękach się najeżyły. Drżałem z zimna, ale ten chłód był dziwnie kojący.

Mięśnie cierpły od ciągłego napięcia. Miałem wrażenie, że serce zaraz wyłamie mi żebra.

Nagle zamarło. Nazwy plików na pulpicie były masą niezrozumiałych, co rusz zmieniających się znaczków.

Ktoś musiał sobie robić żarty.

Włączyłem program, żywiąc się nadzieją, że jednak kod będzie widoczny. Nie był.

Czułem, jak spadam. Lecę bezwładnie w dół, a wszystkie moje marzenia i plany upadają razem ze mną. Oczami wyobraźni widziałem, jak ramka mnie wyprzedza, rozbija się o dno. A ja wciąż spadam…

Wyciągnąłem laptopa, niemal się modląc. Te kilkanaście sekund włączania systemu trwało lata.

A litery i cyfry wciąż skakały po ekranie w swoim diabelskim tańcu.

Może to po prostu jakiś masowy wirus…?

Westchnąłem. Dźwięk rozszedł się po pomieszczeniu, zapewniając, jaka piekielna cisza mnie otaczała.

Poszedłem do łazienki. Zrobiłem kawę. Znów poszedłem do łazienki, a kiedy nie miałem już nic do zrobienia, powlokłem się do pieczary i zadzwoniłem na alarmowy. Włączyłem głośnomówiący i przyłożyłem telefon do ucha… Sygnał był dziwnie przygłuszony.

Podczas rozmowy ściskałem ramkę. Starałem się ignorować fakt, że zdjęcie wydawało się rozmazane. Próbowałem udawać, że mój świat właśnie nie pęka w szwach.

 

***

 

Minęła godzina. Otworzyłem mu drzwi i zaprowadziłem do pieczary, gdzie urzędowałem.

– Mam mały problem z programem – powiedziałem, zanim zerknął na monitor.

– Jaki konkretnie problem?

Ledwo dosłyszałem, jakby ktoś pozatykał mi uszy.

– Znaki skaczą po ekranie, nie można ogarnąć ich wzrokiem. Nie jestem w stanie pracować.

– Mhm… – mruknął mężczyzna i podrapał się po brodzie.

Nie podobał mi się ten dźwięk.

– Proszę spojrzeć. – Czułem, jak moje żyły pulsują, niemal wyrywają się spod skóry.

Kurczowo ścisnąłem ramkę, którą wciąż miałem w dłoni.

– Panie Michale… – zaczął, a ja skurczyłem się pod naciskiem jego słów. – Z komputerem jest wszystko w porządku. Program jest przejrzysty.

Szkło pękło, a wraz z nim cała moja nadzieja. Przezroczyste drobinki rozsypały się po pokoju jak łzy, których nie potrafiłem uronić.

Miałem problem z kontrolą oddechu. Wyartykułowaniem głosek.

– Niech mi pan powie, że to optyka…

Informatyk westchnął cicho. Dla niego to też było trudne. Szepnął coś.

Nie dosłyszałem, a on odczytał to z wyrazu mojej twarzy.

– Przykro mi… – powtórzył głośniej.

Zacisnąłem pięści. To nie mogło się dziać. Nie teraz.

– Karta graficzna? – rzuciłem, patrząc mu prosto w oczy. Musiałem wyglądać jak zagłodzony pies widzący pętko kiełbasy.

Pokręcił głową.

– Nie… – stwierdził. – Musimy wymienić panu procesor. Niepoprawnie koduje pan dane audiowizualne. Naprawdę bardzo mi przykro.

Sterczałem jak idiota, a cały świat pieprznął. Runął. Zawalił się. Otępiały zerknąłem na zdjęcie… na kilka kolorowych plam, które jeszcze niedawno były Kingą i Maciusiem.

– A co z…

Informatyk pokręcił głową.

– Nie potrafimy jeszcze przepisywać kodów z adaptacji. Zacznie pan od początku.

Od początku… to brzmiało jak wyrok.

– Ale… trafi pan do nich – oznajmił. – Jeśli się zgodzą.

Uśmiechnąłem się smętnie. Może to nie takie złe wyjście. Poznawać ich od nowa… i nie pamiętać wszystkich spędzonych razem chwil.

– Chcę pan to zrobić teraz? – zapytał informatyk.

– Nie. Najpierw z nimi porozmawiam, zanim całkiem ogłuchnę.

Skinął głową. Położył dłoń na moim ramieniu, kiedy wychodził. Byłem mu naprawdę wdzięczny. Mało który człowiek przejmuje się takimi jak ja.

– Zgłoś się jutro do mnie, wiesz, gdzie.

Nie odpowiedziałem mu. Wzrokiem odprowadziłem do wyjścia. Po krótkiej chwili zacząłem zbierać szkło.

Koniec

Komentarze

Hm. Zgubiłam się.

Przeczytałam tekst dwukrotnie i nadal nie jestem pewna a) kim/czym jest bohater, b) kim dla niego są Maciuś i Kinga (i dlaczego _póki co_ byli tylko kawałkiem papieru wypełnionym pikselami. Może jest to kwestia faktu, że w tematach informatycznych nie siedzę :D , ale ten np. fragment jest dla mnie kompletnie niezrozumiały: “Rozejrzałem się po hali produkcyjnej. Niewiele się zmieniło. Bo niby co mogło? Lina pracowała w ciszy. Stała. Niezmienna”.

Tekst realizuje bardzo wyraźnie temat konkursu, ale ma też trochę niezbyt dużych baboli. Wyłapałam kilka:

 

“wypełnionym milionami pikselami” → milionami pikseli?

 

“stan był dziwnie kojące” → literówka

 

“Serce niemal wyłamało mi otwór w klatce piersiowej”. – > coś mi nie gra ze stylistyką w tym zdaniu.

Cześć Ninedin, dzięki za przeczytanie.

No cóż… najwidoczniej przestrzeń szorta jest dla mnie za ciasna, żeby pokazać wszystko co chciałem.

i dlaczego _póki co_ byli tylko kawałkiem papieru wypełnionym pikselami. Może jest to kwestia faktu, że w tematach informatycznych nie siedzę :D

Chodzi tylko o to że same zdjęcia są złożone z pikseli.

fragment jest dla mnie kompletnie niezrozumiały: “Rozejrzałem się po hali produkcyjnej. Niewiele się zmieniło. Bo niby co mogło? Lina pracowała w ciszy. Stała. Niezmienna”.

Dodałem zdanie i zmieniłem kilka słów, mam nadzieję, że teraz jest czytelniejsze.

Wszystkie poprawki naniosłem, dziękuję ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

limit znaków nie jest aż tak obowiązkowy

Coś przegapiłem? :P

 

Przeczytałem Twój tekst cztery razy, bo po pierwszym jego czytaniu uparłem się, że jest w nim coś więcej, czego nie wychwyciłem (i słusznie, bo za pierwszym razem nieźle się pogubiłem :p). I po czwartym razie utrzymuję, że tekst ma w sobie to coś.

 

Na początek chciałbym pochwalić sposób, w jaki opisałeś myśli głównego bohatera. Kiedy już zrozumiałem, czym ów bohater jest, doceniłem pierwszą część tekstu (choć dopiero za drugim czytaniem!) i przedstawienie jego wewnętrznej walki z samym sobą: szukanie jakiegokolwiek innego wytłumaczenia, niż tego oczywistego, choć okrutnego. To samo tyczy się jego reakcji po usłyszeniu wyroku z ust informatyka oraz jego rozpaczliwej próby chwytania się nadziei i szukania winy w optyce czy karcie graficznej (swoją drogą, dobry strzał – zepsuta grafika może stać za artefaktami :p). 

 

Teraz trochę narzekania. Jak już pisałem, tekst czytałem cztery razy i wciąż nie jestem pewny, czy wszystko dobrze zrozumiałem (choć z drugiej strony, może w ogóle go nie zrozumiałem? :D). Osobiście, największą i właściwie jedyną poważną trudnością był motyw Kingi i Maciusia. Tak jak ninedin, miałem kłopot ze zrozumieniem następującego fragmentu: 

 

Choć póki co nie byli niczym więcej niż kawałkiem papieru wypełnionym milionami pikseli.

 

Jeśli dobrze zrozumiałem resztę tekstu, to głównego bohatera oraz dzieci (zakładam, że to dzieci? jeśli tego nie przeoczyłem, to nigdzie w tekście nie jest to zaznaczone, ale jakoś ładnie leży mi to w kontekście) ze zdjęcia łączy jakaś relacja, znają się i mieszkają ze sobą. Dzieci istnieją, być może są teraz w domu, natomiast główny bohater wspomina je, patrząc na ich zdjęcie. Takie wnioski wyciągnąłem po interpretacji końcowych fragmentów szorta. Natomiast, po interpretacji powyższego fragmentu solo, miałem wrażenie że dzieci nie istnieją, a zamiarem głównego bohatera jest ich stworzenie lub… zrobienie? :p 

Tak więc poniższy fragment można by nieco skorygować:

 

Choć w tej chwili nie byli niczym więcej, niż kawałkiem papieru wypełnionym milionami pikseli.

 

lub w ogóle przepisać na czysto:

 

Choć w tej chwili nie byli niczym więcej, niż milionem pikseli na kawałku papieru.

 

 Powtarzam, jeśli moja interpretacja wątku dzieci jest błędna, to przepraszam za zbędny słowotok i nadinterpretację :p

 

Na koniec, kilka uwag: 

 

– Panie, Michale… – zaczął…

Ten przecinek chyba zbędny.

 

Sterczałem jak idiota, a cały świat pieprzną.

Ktoś tu zjad Ł :p 

 

i limit znaków nie jest aż tak obowiązkowy, to tekst jest ćwiczeniem i przekracza limit znaków

Ja bym szczęścia nie próbował, wilki gryzą. Zgadzam się, że 4000 znaków to trochę mało i ciężko jest upchać zadowalającą ilość treści w takiej formie, ale hej! – zasady to zasady. 

 

Podsumowując ten wywód: przykułeś mnie na pół godziny czytania i analizy oraz prawie godzinę pisania komentarza, który zdążył się dwa razy usunąć po niechcianym odświeżeniu strony, choć tekstowi przydałaby się jeszcze polerka :p Liczę, że mądrzejsi ode mnie się udzielą i również pomogą. Powodzenia!

Czy ja dobrze zrozumiałam, uczłowieczyłeś jakieś urządzenie, które trzeba zresetować, a ludzie ze zdjęcia to właściciele tegoż czegoś? Moja marna wiedza informatyczna sprawia, że nie potrafię określić, co to miałoby być.

Jeśli dobrze interpretuję, to mi się podoba pomysł. Tyle że, kurcze, trochę hermetyczny. :)

No cóż, przeczytałam i nie zrozumiałam. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, ho, podobało mi się to!

 

 

Lina produkcyjna pracowała w ciszy.

To jest mega mało prawdopodobne. Linie produkcyjne nie pracują w ciszy. No chyba, że… nie, jednak nie. Nie pracują w ciszy i kropka. Chyba że to element fantastyczny!

 

Sterczałem jak idiota, a cały świat pieprzną. Runął.

pieprznął. – literówka

 

– Ale… trafił pan do nich – oznajmił. – Jeśli się zgodzą.

trafi – jeżeli dobrze rozumiem to tutaj powinien być czas przyszły, a nie przeszły.

 

Okej a teraz do terści:

Bohater to maszyna w sensie fizycznym, jo? Albo cyborg. Ewentalnie człowiek wtłoczony w maszynę, lub świadomy, uczący się program, czy coś takiego. Fajnie. No szkoda go trochę, że wszystko zapomni i że to akurat procesor się posypał. Tylko taki zresetowany, to już nie będzie on, tylko ten nowy-on. To wspomnienia sprawiają, że jesteśmy kim jesteśmy. No szkoda go. Dylemat trochę jak w Prestiżu.

Dobre to jest. Ode mnie klik.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Witajcie wszyscy! Dopiero wróciłem ze szkoły, więc nie mogłem odpowiedzieć wcześniej… reforma edukacji taka dobra.

 

Wilku,

Coś przegapiłem? :P

Jeśli nic mi się nie przywidziało, wspomniałeś w wątku konkursowym, żeby wstawić tekst nawet jeśli się trochę rozlezie.

Edit. Nie! Przepraszam, pomyliłem się, jakieś halucynacje miałem. Przepraszam najmocniej, Wilku to mój błąd. Najwyżej nie bierz pod uwagę mojego tekstu do konkursu, trudno. Przywidziało mi się coś.

Coenie!

Oniemiałem, gdy zobaczyłem twój komentarz. Poświęciłeś mi ogrom pracy, to bardzo budujące, dziękuję.

Na początek chciałbym pochwalić sposób, w jaki opisałeś myśli głównego bohatera. Kiedy już zrozumiałem, czym ów bohater jest, doceniłem pierwszą część tekstu (choć dopiero za drugim czytaniem!)

Dziękuję, ze czytaniem którymś z kolei… muszę stymulować próżność :P.

Osobiście, największą i właściwie jedyną poważną trudnością był motyw Kingi i Maciusia.

Prawda, trochę słabo go zarysowałem, dałem zbyt wiele do domysłu.

Jeśli dobrze zrozumiałem resztę tekstu, to głównego bohatera oraz dzieci (zakładam, że to dzieci? jeśli tego nie przeoczyłem, to nigdzie w tekście nie jest to zaznaczone, ale jakoś ładnie leży mi to w kontekście)

Blisko, żona i dziecko, choć Irka dała bardzo ciekawą teorię, którą przez chwilę miałem ochotę przejąć.

Dzieci istnieją, być może są teraz w domu, natomiast główny bohater wspomina je, patrząc na ich zdjęcie. Takie wnioski wyciągnąłem po interpretacji końcowych fragmentów szorta.

To jest dobra interpretacja. I dziękuję za korektę, nie zauważyłem tego błędu.

Ja bym szczęścia nie próbował, wilki gryzą. Zgadzam się, że 4000 znaków to trochę mało i ciężko jest upchać zadowalającą ilość treści w takiej formie, ale hej! – zasady to zasady. 

Wiem, normalnie poskracałbym jak mógł, ale Wilk wspomniał w wątku, żeby wstawić tekst nawet jeśli trochę się rozejdzie. Zresztą nie zależy aż tak bardzo mi na wyniku, podobał mi się temat i napisałem to w ramach ćwiczeń :P

Edit. Mój błąd, coś mi się przywidziało z tym limitem, przepraszam.

Literówki poprawiłem.

Podsumowując ten wywód: przykułeś mnie na pół godziny czytania i analizy oraz prawie godzinę pisania komentarza, który zdążył się dwa razy usunąć po niechcianym odświeżeniu strony, choć tekstowi przydałaby się jeszcze polerka :p Liczę, że mądrzejsi ode mnie się udzielą i również pomogą. Powodzenia!

Ogromne dzięki za poświęcony czas! Nie spodziewałem się, że przykuję czyjąś uwagę na tak długo, to bardzo motywuje.

 

Irko,

Czy ja dobrze zrozumiałam, uczłowieczyłeś jakieś urządzenie, które trzeba zresetować, a ludzie ze zdjęcia to właściciele tegoż czegoś?

Tak, aczkolwiek nie do końca. Bardzo podoba mi się motyw z właścicielami, przez chwilę zastanawiałem się, czy go nie przejąć… Kinga i Maciuś to rodzina bohatera, ale sam wątek z maszyną się zgadza. Pozostaje bardziej pytanie, czy to już bardziej uczłowieczona maszyna, czy zmechanizowany człowiek.

Jeśli dobrze interpretuję, to mi się podoba pomysł. Tyle że, kurcze, trochę hermetyczny. :)

Dzięki :)

 

Regulatorzy,

No cóż, przeczytałam i nie zrozumiałam. :(

No ja już chyba mam coś takiego, że nie potrafię napisać tekstu, żeby do Ciebie trafił. Jakoś tak nieudolnie to robię, będę próbował dalej! Dzięki za przeczytanie.

 

Mytrixsie,

To jest mega mało prawdopodobne. Linie produkcyjne nie pracują w ciszy. No chyba, że… nie, jednak nie. Nie pracują w ciszy i kropka. Chyba że to element fantastyczny!

I uwaga! Tutaj zawaliłem po całości, ale postaram się to poprawić. Zapomniałem o przerobieniu jednego wątku. Chodzi o tytuł. Rozszerzenie “.mp4” to ścieżka audio i wideo, ale nie wspomniałem wystarczająco dobrze o problemach z audio.

Literówki poprawione.

Bohater to maszyna w sensie fizycznym, jo? Albo cyborg. Ewentalnie człowiek wtłoczony w maszynę, lub świadomy, uczący się program, czy coś takiego.

O właśnie coś takiego!

Fajnie. No szkoda go trochę, że wszystko zapomni i że to akurat procesor się posypał. Tylko taki zresetowany, to już nie będzie on, tylko ten nowy-on. To wspomnienia sprawiają, że jesteśmy kim jesteśmy. No szkoda go. Dylemat trochę jak w Prestiżu.

Lepiej bym tego nie ujął. Cieszę się, że Ci się podobało i dziękuję za klika!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

…nie potrafię napisać tekstu, żeby do Ciebie trafił.

Ależ MaSkrolu, to przecież nie Twoja wina, że zupełnie nie rozumiem spraw, o których traktują opowiadania tego konkursu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ MaSkrolu, to przecież nie Twoja wina, że zupełnie nie rozumiem spraw, o których traktują opowiadania tego konkursu. ;)

Szczerze to ja też nie do przesady. Nie jestem komputerowym geniuszem, choć kilka rzeczy zgrywa się z tym co mam w szkole, więc w sumie coś tam wiem… Jednak z innymi tekstami też było tak nie do końca, następnym razem Cię zaskoczę! ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Już się cieszę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A widzisz, ja sobie zawsze coś nadinterpretuję. Fajnie, że ta nadinterpretacja ci się spodobała. :)

Cieszę się, że zdołałem nieco pomóc :)

A widzisz, ja sobie zawsze coś nadinterpretuję. Fajnie, że ta nadinterpretacja ci się spodobała. :)

Nadinterpretacja jest lepsza od braki jakiejkolwiek próby interpretacji. Szczególnie jak jest fajna, Irko. ;)

Cieszę się, że zdołałem nieco pomóc :)

Bardzo pomogłeś :D

Już się cieszę. ;D

:D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No, no. Niezłe. 

Musiałam pogłówkować, żeby zrozumieć, doszłam do podobnych wniosków co Mytrix. 

Dobrze się czytało. Przy: 

I zajebałem w komputer.

parsknęłam śmiechem, aż się herbatą prawie zakrztusiłam. :D

 

Podoba mi się pomysł, wykonanie też nie najgorsze. Ładnie opisałeś uczucia bohatera. Świetny pomysł z ramką i zdjęciem, przedstawione subtelnie. 

Odbiór pozytywny. Polecam tekst do Biblio.

 

Cześć, Saro!

No, no. Niezłe. 

Musiałam pogłówkować, żeby zrozumieć, doszłam do podobnych wniosków co Mytrix. 

Dzięki. Nie wiem jednak czy to dobrze, czy źle. :D

parsknęłam śmiechem, aż się herbatą prawie zakrztusiłam. :D

Taki był zamiar, fajnie, że się udało. Przepraszam za nieumyślny zamach na Twoje życie. :P

Podoba mi się pomysł, wykonanie też nie najgorsze. Ładnie opisałeś uczucia bohatera. Świetny pomysł z ramką i zdjęciem, przedstawione subtelnie. 

Czyli osiągnąłem wszystko co chciałem, bo najbardziej zależało mi właśnie na oddaniu uczuć bohatera. Dziękuję za kilka, miło, że się podobało!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Dzięki. Nie wiem jednak czy to dobrze, czy źle. :D

 

Chyba dobrze xD

Całkiem fajne. Niezły pomysł, ładne zagranie z zanikającymi zmysłami i tym, że po wyjaśnieniu zyskuje początek opowiadania. Wykonanie też jakoś mi nie przeszkadzało, skupienie się na emocjach bohatera było dobrym pomysłem. Z uwag:

– Nie. Najpierw z nimi porozmawiam, zanim całkiem oślepnę.

Ja bym się raczej skupił na tym, żeby pogadać z nimi zanim ogłuchnie :P 

 

Trochę za mało wyjaśnień dotyczących dzieciaków. Jasne, w tak krótkiej formie trzeba trochę grać niedopowiedzeniami i polegać na domyślności czytelnika, ale przydałoby się coś więcej, zwłaszcza że na zdjęciu np. nie ma matki. 

Opowiadanie jest nieźle napisane. Miałeś ciekawy pomysł na bohatera. Brakowało mi dokładniejszych informacji na temat całej akcji i postaci. Jeśli pozostawiasz za dużo niedopowiedzeń, czytelnik zaczyna się gubić.

Cześć Arnubisie, dzięki za przeczytanie i miłe słowa.

Ja bym się raczej skupił na tym, żeby pogadać z nimi zanim ogłuchnie :P

Słuszna uwaga, tak zrobię, miałem trochę zmieniania po upomnieniu Myrixa, przeoczyłem szczegół.

Trochę za mało wyjaśnień dotyczących dzieciaków. Jasne, w tak krótkiej formie trzeba trochę grać niedopowiedzeniami i polegać na domyślności czytelnika, ale przydałoby się coś więcej, zwłaszcza że na zdjęciu np. nie ma matki. 

Postaram się coś z tym zrobić, szczególnie, że nie pierwszy o tym wspominasz :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Witaj ANDO, fajnie, że się spodobało. Co do niedopowiedzeń… nie jestem zbyt dobry w szorty, postaram się coś z tym zrobić i następnym razem roztropniej dawkować informacje ;D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czułem jak spadam. – Wstawiłabym przecinek.

 

Spodobało się – moja interpretacja: procesor – mózg, pytanie o istotę człowieczeństwa, lęk egzystencjonalny, czym jest życie??? Ale to tylko moja interpretacja :) Tak czy inaczej, klikam.

Cześć, Katiu, dziękuję za przeczytanie i klika!

Spodobało się – moja interpretacja: procesor – mózg, pytanie o istotę człowieczeństwa, lęk egzystencjonalny, czym jest życie???

Dobrze zinterpretowałaś, choć podczas pisanie w mojej głowie nie brzmiało to tak mądrze :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Spodobał mi się twist w końcówce, to pokazanie tożsamości bohatera. Fajnie zmienia spojrzenie na początek.

Hmmm. Jesteś pewien, że tych nadmiarowych znaków nie da się wyciąć? Mnie babranie się w analizach emocjonalnych trochę nudzi, więc kosiłabym w tej części.

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo, dziękuję za przeczytanie i klika!

Spodobał mi się twist w końcówce, to pokazanie tożsamości bohatera. Fajnie zmienia spojrzenie na początek.

:)

Hmmm. Jesteś pewien, że tych nadmiarowych znaków nie da się wyciąć? Mnie babranie się w analizach emocjonalnych trochę nudzi, więc kosiłabym w tej części.

Przeczytam jeszcze raz i pomyśle nad skróceniem tekstu, kiedy już wykopie się spod książek.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Końcówka korzysta z dość znanego motywu – bohater zyskuje świadomość co do własnej nieludzkiej natury – ale mimo to twist mnie zaskoczył. Napisane jest całkiem fajnie, trafiają się też zdania o znamionach perełki – mi np. podobało się to o szkle ramki rozbryzgującym się dookoła jak nieuronione łzy. Ładne.

Zastanawiam się, czy skoro bohater okazał się być robotem, to czy jego rodzina to także roboty (z czego każde jest przekonane, że cała reszta to ludzie, ba, przecież o samych sobie też tak myślą, dopóki nie pojawią się usterki), czy może jednak mamy tu ludzką rodzinę, która zafundowała sobie tatę-robota?

 

Hmm. Ja myślałam, że bohater wiedział o tym od samego początku. Tylko czytelnikowi nie zdradzał.

Babska logika rządzi!

Hm, może i tak – po prostu tak bał się wyroku (awarii procesora), że nic nawet wcześniej nie pisnął? Bo przecież ta awaria to od początku tak go jakoś strasznie przeraziła. Za bardzo. Racja!

Nie ma to, jak zaklinanie rzeczywistości. ;-)

Babska logika rządzi!

Cześć, Nir, dzięki za odwiedziny i miłe słowa!

Zastanawiam się, czy skoro bohater okazał się być robotem, to czy jego rodzina to także roboty (z czego każde jest przekonane, że cała reszta to ludzie, ba, przecież o samych sobie też tak myślą, dopóki nie pojawią się usterki), czy może jednak mamy tu ludzką rodzinę, która zafundowała sobie tatę-robota?

Z tym nie do końca jest tak, bo o ile kwestia czy bohater to bardziej uczłowieczona maszyna czy zmechanizowany człowiek jest względna… to nie do końca chciałem przekazać. Równie dobrze wszyscy mogą być robotami z bardzo zaawansowaną elektroniką lub ludźmi, którym wpasowano części mechaniczne tylko dlatego, że z tymi naturalnymi mieli problem. To wątek, na dłuższy tekst.

 

Nir, Finklo,

Końcówka korzysta z dość znanego motywu – bohater zyskuje świadomość co do własnej nieludzkiej natury – ale mimo to twist mnie zaskoczył.

Hmm. Ja myślałam, że bohater wiedział o tym od samego początku. Tylko czytelnikowi nie zdradzał.

Filka zinterpretowała zgodnie z moją myślą. Bohater nie chciał przyjąć do wiadomości, że ma problemy z systemem, więc czepiał się każdej, nawet najbardziej bezsensownej nadziei. Jednak dobrze wiedział, że nie jest normalnym człowiekiem.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czytałam tekst wczoraj i jakoś mi go głowa wkleiła w bardziej utartą ścieżkę – teraz przeczytałam całość ponownie (chwała szortom) i oczywiście zdecydowanie jest tak, jak mówicie :) No, ale w takim razie to tylko lepiej dla tekstu, bo ta poprawna interpretacja zdecydowanie pogłębia bohatera. 

No, ale w takim razie to tylko lepiej dla tekstu, bo ta poprawna interpretacja zdecydowanie pogłębia bohatera. 

:D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja bym nie ciął pod limit, szkoda tekstu.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Opowiadanie czytało mi się bardzo… specyficznie, bo też koncentrowałem się jednocześnie na trzech aspektach:

  1. Skupiam się na treści opowiadania
  2. Skupiam się na tym, czy aby na pewno wszystko jest dla mnie jasne
  3. Skupiam się na tym, czy nie można jednak “dociąć” tego tekstu do limitu.

Zacznę od najmniej istotnego punktu, czyli limitu.

Czytając, miałem podobne wrażenia jak Finkla. Czyli można chyba było “dociąć” do tego limitu. Wszystko tu jednak zależy przede wszystkim od tego, w jaki sposób patrzysz obecnie na to opowiadanie. Jeśli jest to tekst, który ewidentnie ma w Twoim przekonaniu jakoś mocniej powalczyć w tym konkursie, to powinien mieścić się w limicie, bo przy sporej ilości dobrych opowiadań, istnieje duże ryzyko, że polegniesz przez taki drobiazg. Jeśli jednak widzisz w tej historii raczej rodzaj wprawki czy ćwiczenia, zdecydowanie odpuść “cięcie”. Dlaczego?

Finkla fajnie wskazała ten element tekstu, w którym najłatwiej można znaleźć “oszczędności znakowe”. Tyle że raczej nie systemem: z tych trzech zdań zostawię jedno/dwa, może się obroni. Tutaj potrzeba zmieszczenia w jednym zdaniu przesłania czy wydźwięku całych trzech. To wymaga już naprawdę świetnego warsztatu. Jest to zatem rodzaj operacji, przy której pacjent (tekst), jeśli nawet nie zejdzie, to ma ogromne szanse stać się kaleką. Chyba nie warto w mojej opinii ryzykować. W pisaniu, jak w każdej dziedzinie, nie ma drogi na skróty. Lepiej już raczej zostawić to opowiadania bez zmian, a za rok, może półtorej, spróbować napisać podobne, oparte na tych samych schematach, narzucić sobie identyczny limit i sprawdzić, co z tego wyjdzie (by na końcu porównać je z pierwowzorem). To chyba taki najprostszy “miernik” progresu. :)

 

Skupiam się na tym, czy aby na pewno wszytko jest dla mnie jasne:

 

Tu już będzie trochę krócej, bo tak naprawdę powtórzę za przedpiścami. Maciuś i Kinga to dla mnie kompletna zagadka. Tak, jak sam szort niejako z definicji wymaga pewnych niedopowiedzeń, tak tutaj idziemy już, niestety, krok dalej, a zatem do znaków zapytania. Cały problem z tym tekstem polegał tu dla mnie na tym, że on nie jest raczej na te pięć tysięcy znaków z hakiem. Albo decydujemy się na walkę o limit, opieramy opowiadanie wyłącznie na tym, co niezbędne (najpewniej kosztem jakości), albo zupełnie ten limit odpuszczamy i prezentujemy pełnię swojego pomysłu. Bo tutaj, jak gdyby, motasz się trochę, nie bardzo wiedząc, którą stronę wybrać. Takim pełnym, wyczerpującym opisem emocji nieomal już grzebiesz nadzieje na zmieszczenie się w tych czterech tysiącach znaków, by jednocześnie przedstawić Kingę i Maciusia właściwie po łebkach, zostawić czytelnika ze wspomnianym znakiem zapytania, o tyle bezcelowym, że przecież w tym limicie i tak już się nie mieścisz.

 

Skupiam się na treści opowiadania

 

I tu już przechodzimy do najprzyjemniejszej części, bo czytało się naprawdę fajnie. To, co przeszkadzało, wskazałem powyżej. Jedno miało większe znaczenie (wspomniany znak zapytania), bo bezpośrednio wpływa na odbiór opowiadania. Drugie (limit) zdecydowanie mniej, bo w końcu jestem zwykłym czytelnikiem, nie jurorem, interesuje mnie w pierwszym rzędzie treść, a spełnienie warunków konkursowych to temat zupełnie na marginesie.

Koncepcja z uczłowieczeniem urządzenia nie nowa, ale sam temat jest na tyle “obszerny”, dający tak wielkie pole manewru, że właściwie wszystko zależy od tego, czy masz odpowiednio ciekawy pomysł na prezentację tej koncepcji.

Dla mnie zdecydowanie masz.

Taki motyw podupadającej fizycznie maszyny (bo to rodzaj maszyny, nie?) będącej jakąś namiastką człowieka, która nie godzi się ze swoimi ograniczeniami, która je odrzuca nawet wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom, jednocześnie zdradzając sporo cech czy zachowań typowo ludzkich, bardzo przypadł mi do gustu. To trochę wykracza poza taki podstawowy schemat, w którym maszyna okazuje się bardziej “ludzka” od człowieka, itp. Tutaj mamy jeszcze ten fajny wątek awaryjności, pewnych problemów z systemem, które to dopiero wymuszają odruchy ludzkie. 

Słowem, naprawdę fajne.

Jezu, ale się napisałem…

<klika “gotowe” i pada na pysk>

P.S. Jeśli w najbliższym czasie nie zjawi się nikt z klikiem “bezpośrednim”, złożę “podanie” o przyznanie Ci tego ostatniego klika. 

Witaj, CM, napisałem komentarz dłuższy niż limit znaków w konkursie, dziękuję!!! Ale nie wiem czy zasłużyłem.

Jeśli jednak widzisz w tej historii raczej rodzaj wprawki czy ćwiczenia, zdecydowanie odpuść “cięcie”.

Tak jak wspomniałem we wcześniejszych komentarzach i przedmowie, traktuję tekst jako ćwiczenie.

Tyle że raczej nie systemem: z tych trzech zdań zostawię jedno/dwa, może się obroni. Tutaj potrzeba zmieszczenia w jednym zdaniu przesłania czy wydźwięku całych trzech. To wymaga już naprawdę świetnego warsztatu.

 

Mówiąc szczerze, szort podoba mi się taki jak jest teraz, a póki co nie potrafię operować słowem na aż takim poziome, żeby trzy względnie dobre (lub złe) zdania skleić w jego o takim samym wydźwięku.

W pisaniu, jak w każdej dziedzinie, nie ma drogi na skróty. Lepiej już raczej zostawić to opowiadania bez zmian, a za rok, może półtorej, spróbować napisać podobne, oparte na tych samych schematach, narzucić sobie identyczny limit i sprawdzić, co z tego wyjdzie (by na końcu porównać je z pierwowzorem). To chyba taki najprostszy “miernik” progresu. :)

Podoba mi się ten pomysł i kiedyś na pewno go wypróbuję. Choć uważam, że najprostszym miernikiem progresu jest czytanie starych opowiadań. Jeśli łapiesz się za głowę i zastanawiasz jak mogłeś popełniać tak proste błędy, lub tak słabo budować zdania… to równocześnie nie czujesz się dobrze i czujesz się dobrze xD

Albo decydujemy się na walkę o limit, opieramy opowiadanie wyłącznie na tym, co niezbędne (najpewniej kosztem jakości), albo zupełnie ten limit odpuszczamy i prezentujemy pełnię swojego pomysłu. Bo tutaj, jak gdyby, motasz się trochę, nie bardzo wiedząc, którą stronę wybrać. Takim pełnym, wyczerpującym opisem emocji nieomal już grzebiesz nadzieje na zmieszczenie się w tych czterech tysiącach znaków, by jednocześnie przedstawić Kingę i Maciusia właściwie po łebkach, zostawić czytelnika ze wspomnianym znakiem zapytania, o tyle bezcelowym, że przecież w tym limicie i tak już się nie mieścisz.

Znów masz rację. Dopiszę coś o Kindze i Maciusiu, wolę, żeby tekst był dobry, jak mówiłem, na wygranej aż tak mi nie zależy, zresztą konkurencja jest zbyt dobra ;)

Koncepcja z uczłowieczeniem urządzenia nie nowa, ale sam temat jest na tyle “obszerny”, dający tak wielkie pole manewru, że właściwie wszystko zależy od tego, czy masz odpowiednio ciekawy pomysł na prezentację tej koncepcji.

Dla mnie zdecydowanie masz.

heart

(bo to rodzaj maszyny, nie?)

Jak wspominałem wyżej. Stwierdzenie czy to uczłowieczona maszyna, czy głęboko zmechanizowany człowiek jest względna i… być może zależna od poglądów :P

która nie godzi się ze swoimi ograniczeniami, która je odrzuca nawet wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom, jednocześnie zdradzając sporo cech czy zachowań typowo ludzkich, bardzo przypadł mi do gustu. To trochę wykracza poza taki podstawowy schemat, w którym maszyna okazuje się bardziej “ludzka” od człowieka, itp. Tutaj mamy jeszcze ten fajny wątek awaryjności, pewnych problemów z systemem, które to dopiero wymuszają odruchy ludzkie.

Naprawdę nie spodziewałem się, że tekst wymyślony na spacerze z psem, kiedy przechodziłem obok żabki i napisany tego samego wieczoru, tak przypadnie wam do gustu. To mój mały, wielki sukces, bo wychodzi na to, że pokazałem wszystko dokładnie jak chciałem.

Słowem, naprawdę fajne.

Jezu, ale się napisałem…

Dziękuję, świadomość, że ktoś poświęcił tyle czasu na napisanie komentarza, naprawdę dodaje skrzydeł! Jak mówiłem, CM’ie (nie mam zielonego pojęcia jak poprawnie odmienić Twój nick), bardzo lubię Twoje komentarze. Dziękuję!

P.S. Jeśli w najbliższym czasie nie zjawi się nikt z klikiem “bezpośrednim”, złożę “podanie” o przyznanie Ci tego ostatniego klika. 

heart

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Dobry tekst. Z jakiegoś powodu, ale bardzo mgliście, przypomniał mi świat Blade Runnera. Roboty niegodzace się z byciem robotami. Jak Pinokio. Wątek informatyka-eutanazysty świadomych maszyn zrobił się popularny, ale w tym konkursie byłeś pierwszy. Tekst da się przyciąć do limitu, bardzo do tego namawiam – począwszy od opisów: "nieśpiesznie spływający z górki strumyk" można zastąpić po prostu strumykiem, i tak dalej. Warto stanąć w szaranki. Dobry tekst, dzięki.

Cześć, Bronchospazm, dziękuje za przeczytanie, cieszę się, że tekst się podobał!

Z jakiegoś powodu, ale bardzo mgliście, przypomniał mi świat Blade Runnera. Roboty niegodzace się z byciem robotami. Jak Pinokio.

Trochę tak, choć z blade runnerem nie jestem obeznany.

Wątek informatyka-eutanazysty świadomych maszyn zrobił się popularny, ale w tym konkursie byłeś pierwszy.

Tworzy się te trendy… :P

Tekst da się przyciąć do limitu, bardzo do tego namawiam – począwszy od opisów: "nieśpiesznie spływający z górki strumyk" można zastąpić po prostu strumykiem, i tak dalej. Warto stanąć w szranki.

Wiem, ale, jak wspominał CM, prawdopodobnie sporo popsułbym z tego co próbowałem stworzyć. Tak jak napisałem wcześniej, wolę coś dopisać, dopracować tekst, niż na siłę go skracać aby zmieścił się w limicie. I tak od początku traktowałem go jako ćwiczenie, a z konkurencją nie ma zbyt wielkich szans.

Dobry tekst, dzięki.

To ja dziękuję!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Dobre! I też bym kliknęła biblio:)

Dla mnie nie dość jasny był zapis ze zdjęciem, nie w sensie, że nie wyjaśniony na końcu i nie prowadzony w trakcie, ale że prowadzony po człowieczemu, z jego perspektywy. Kiedy “przescrollowałam”, aby sprawdzić, czy mi coś nie umknęło to natykałam się na to człowieczeństwo. Czy ta AI była zbudowana na wzór człowieka i jego fizyczności. To mnie nie przekonuje, uczłowieczone androidy z rękami, nogami na łożyskach, przecież to niepotrzebne, gdyż konstrukcja nieoptymalna i zagrażająca człowiekowi, więc musi być inna.

Natomiast pięknie uchwycony stan AI i związek, a na to mnie zawsze można złapać! Zarzucasz wędkę, a ja płynę do… :)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Asylum!

Czy ta AI była zbudowana na wzór człowieka i jego fizyczności.

Czepiamy się tego AI, a może ten człowiek to wynik fanatycznego dążenie do wiecznego życia? Procesor wczepiony zamiast mózgu, którego nie można zbytnio naprawić, kiedy zacznie szwankować :P

To mnie nie przekonuje, uczłowieczone androidy z rękami, nogami na łożyskach, przecież to niepotrzebne, gdyż konstrukcja nieoptymalna i zagrażająca człowiekowi, więc musi być inna.

Rozumiem, że Cię nie przekonuje, szkoda, ale to ma sens.

Natomiast pięknie uchwycony stan AI i związek, a na to mnie zawsze można złapać! Zarzucasz wędkę, a ja płynę do… :)

Dziękuję! Właśnie o to mi chodziło. Miło, że tekst się podobał.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ano, czepiam się tej AI, nie w sensie istoty, myśli, lecz fizyczności, czyli jak wygląda i jej zmysłów. Dla mnie to sensu nie ma – antropomorfizacja w tym przypadku, bo konstrukcja nieoptymalna i w dodatku zagrażająca ludziom, skłaniająca do porównań, więc już teraz kształty są minimalizowane i liczy się funkcjonalność. Człowiek konstruuje narzędzia, choć – i tu zgoda -nie zawsze wie/zna konsekwencje.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Rozumiem, Asylum i w tej kwestii masz rację ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

ta czynność, miała

Co to jest? To takie małe, dyndające. To nie może być przecinek, albowiem przecinek między podmiotem, a orzeczeniem obraża Logos. Wytępić.

przywrócić aktualny stan do normy

Kombinujesz. Przywrócić stan normalny, ot i wsio.

strumyk, który niespiesznie spływa z łagodnej górki

Skracalne: strumyk, niespiesznie spływający… I ta górka jakaś… Może: strumyk, łagodnie szemrzący? I kropka?

I zajebałem w komputer.

Seriously?

atak z zaskoczenia na nieżywą maszynę, najwidoczniej nie wystarczył

Arrgh. Przecinek – zbój! Nie zwycięży nigdy grupy podmiotu i grupy orzeczenia, tralala!

Miałem wrażenie, że odwzajemniali grymas

Odwzajemniają (c.t.).

Choć w tej chwili nie byli niczym więcej, niż milionem pikseli na kawałku papieru.

Na papierze to raster, nie piksele. To jedno. Dwa – minusik za materializm :)

Lina produkcyjna zdawała się pracować w ciszy.

Jak mogło mu się tylko zdawać, że jest cicho? Chyba, że widzi to przez szybę?

zacząłem ignorować

Anglicyzm. Przestałem zauważać.

Wydawała się na ten moment jedynym pewnikiem…

Kolokwializm ("na ten moment") i tony niebosiężne.

W przeciwieństwie do komputera.

Znaczy, komputer przedzierzgnął się w kaczkę? Czy zmienił sposób istnienia? Nie wiem, naprawdę, co próbujesz powiedzieć.

Musiałem poprawić program

Dlaczego, skoro wszystko działa?

zapewniając się

Jak już, to "zapewniając sam siebie" – zapewnianie nie pasuje z zaimkiem zwrotnym. Czemu? Nie wiem. Ale nie pasuje.

błąd urządzenia

Błąd sprzętowy.

ten stan był dziwnie kojący

Opisujesz coś wręcz przeciwnego ("serce zaraz wyłamie mi żebra").

Nazwy plików na pulpicie

Prawdziwy komputerowiec ma czysty pulpit :P

musiał robić sobie

Naturalniej: musiał sobie robić…

żywiąc się nadzieją

To nawet fajne, ale jakoś nie do końca tu pasuje – zachowaj na inną okazję.

ramka mnie wyprzedza

Ramka? Znaczy, ta ze zdjęciem?

masowy wirus

A co to takiego?

Dźwięk rozszedł się po pomieszczeniu, pokazując jaka piekielna cisza mnie otacza.

Otaczała (bo już ją zburzył dźwięk). Ponadto – zapewniasz, nie pokazujesz.

Podczas rozmowy, ściskałem ramkę.

Bez przecinka.

ignorować

Anglicyzm.

Starałem się udawać, że mój świat właśnie nie pęka w szwach.

Troszku histeryzuje facet.

nie można się w nich rozgarnąć

To nie jest standardowa polszczyzna…?

Czułem jak moje żyły pulsują

Czułem, jak żyły mi pulsują.

skurczyłem się pod jego słowami

Hmm. Rozumiem, ale to nie jest jasny obraz.

Nie potrafimy jeszcze przepisywać kodów z adaptacji.

Dlaczego? Tekst właśnie zrobił się bardzo mocny emocjonalnie, ale taki diabolus ex machina psuje ten efekt. Szkoda.

Położył dłoń na moim barku

Anglicyzm. Położył mi dłoń na ramieniu.

Rzadko trafiali się ludzie, którzy przejmowali się takimi jak ja.

Skracalne: Mało który człowiek przejmuje się takimi, jak ja.

wiesz gdzie

Wiesz, gdzie.

 

Początek przegadany – to by się dało spokojnie dociąć do limitu. Nagła wolta bardzo Ci wyszła, choć niby nie jest oryginalna, ale wcale się tego nie spodziewałam. Plus. W sumie – jest niezgorzej, zwłaszcza w warstwie emocjonalnej. Ale mogłoby być lepiej. A za przecinki między podmiotem a orzeczeniem osobiście stłukę "Metafizyką" Arystotelesa w twardej okładce. Bo mam. I doprawię "Krytyką czystego rozumu", której nie mam i będę musiała specjalnie kupić :D

Lepiej już raczej zostawić to opowiadania bez zmian, a za rok, może półtorej, spróbować napisać podobne, oparte na tych samych schematach, narzucić sobie identyczny limit i sprawdzić, co z tego wyjdzie (by na końcu porównać je z pierwowzorem).

Można i tak.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Jejku, Tarnino… ależ łapanka. Dziękuję za poświęcony czas!

Na papierze to raster, nie piksele. To jedno. Dwa – minusik za materializm :)

O kurczę, o tym nie wiedziałem. A materializm tylko i wyłącznie miał wyrazić oddalenie, smutek, tęsknotę i milion innych wyrazów bliskoznacznych :) 

Jak mogło mu się tylko zdawać, że jest cicho? Chyba, że widzi to przez szybę?

Wyjaśnione później, jak pewnie zauważyłaś, problem z odbiorem audio.

Znaczy, komputer przedzierzgnął się w kaczkę? Czy zmienił sposób istnienia? Nie wiem, naprawdę, co próbujesz powiedzieć.

Źle to ująłem xD. Poprawione.

Dlaczego, skoro wszystko działa?

Niepoprawnie to ująłem. Brakowało mi wtedy słowa, chodziło o “skorygować”.

Błąd sprzętowy.

A czemu urządzenia nie pasuje? :o

Prawdziwy komputerowiec ma czysty pulpit :P

Nie chciało mi się pisać “tych trzech plików”. Zresztą to nie komputerowiec, tylko automatyk :P

To nawet fajne, ale jakoś nie do końca tu pasuje – zachowaj na inną okazję.

No kurczę, zmieniłbym, ale mi pasuje strasznie :/

Ramka? Znaczy, ta ze zdjęciem?

Jeszcze jak.

A co to takiego?

Właśnie chodzi o to, że nikt nie wie. Ale różne rzeczy może wymyślić człowiek w potrzasku :P

Skracalne: Mało który człowiek przejmuje się takimi, jak ja.

I do tego bardzo ładne, ukradnę to zdanie :D

Anglicyzm.

Ale co jest z tymi anglicyzmami nie tak? Lubię to słowo.

Troszku histeryzuje facet.

Tak, właśnie to robi.

Dlaczego? Tekst właśnie zrobił się bardzo mocny emocjonalnie, ale taki diabolus ex machina psuje ten efekt. Szkoda.

Nie postrzegałem tak tego wcześniej…

Wszystkie błędy, do których się nie odniosłem są poprawione (chyba że nieumyślnie coś pominąłem).

Nagła wolta bardzo Ci wyszła, choć niby nie jest oryginalna, ale wcale się tego nie spodziewałam. Plus. W sumie – jest niezgorzej, zwłaszcza w warstwie emocjonalnej. Ale mogłoby być lepiej.

Dziękuję :) Wciąż ćwiczę tę warstwę emocjonalną, lubię takie teksty.

A za przecinki między podmiotem a orzeczeniem osobiście stłukę "Metafizyką" Arystotelesa w twardej okładce. Bo mam. I doprawię "Krytyką czystego rozumu", której nie mam i będę musiała specjalnie kupić :D

Nie wiem czy powinienem uciekać. Te przecinki to moja zmora, szczerze, to powinienem Ci dać dodatkowo jakieś moje opasłe tomisko. Przynajmniej masz pretekst, żeby kupić książkę :P

Tekst zostawię w takim stanie, za namową kilku innych osób, boje się, że za bardzo go pochlastam.

Powiedz mi, Tarnino, jak to jest, że ty wiesz wszytko na każdy temat?

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Wyjaśnione później, jak pewnie zauważyłaś, problem z odbiorem audio.

Tak, i po tym wyjaśnieniu to się trzyma kupy. Nie nerwuj się, ja po prostu zapisuję wrażenia na bieżąco, a potem jestem zbyt nakręcona, żeby wykasować to, co się zdezaktualizowało.

Źle to ująłem xD. Poprawione.

heart

A czemu urządzenia nie pasuje? :o

Taki jest uzus. Ulubiona_emotka_Baila.

Właśnie chodzi o to, że nikt nie wie. Ale różne rzeczy może wymyślić człowiek w potrzasku :P

Aa, chyba, że tak.

ukradnę to zdanie :D

Jest w domenie publicznej :D

Ale co jest z tymi anglicyzmami nie tak? Lubię to słowo.

Ustawa o ochronie języka :P

Powiedz mi, Tarnino, jak to jest, że ty wiesz wszytko na każdy temat?

A kto powiedział, że wiem wszystko i na każdy temat? Mam nadzieję, że nie zasugerowałam niczego podobnego?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tak, i po tym wyjaśnieniu to się trzyma kupy. Nie nerwuj się, ja po prostu zapisuję wrażenia na bieżąco, a potem jestem zbyt nakręcona, żeby wykasować to, co się zdezaktualizowało.

Jestem spokojny. Tak myślałem, że pisałaś na bieżącą, ale chciałem się upewnić.

Taki jest uzus. Ulubiona_emotka_Baila.

Okej…¯\_(ツ)_/¯

Ustawa o ochronie języka :P

Muszę coś o tym poczytać.

A kto powiedział, że wiem wszystko i na każdy temat? Mam nadzieję, że nie zasugerowałam niczego podobnego?

Nie, nie zasugerowałaś, ale kiedy zerkam na Twoje komentarze, to poprawiasz użytkowników z tak różnych dziedzin nauki, że aż trudno to pojąć. To się erudycja nazywa? :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Biblioteka jak najbardziej się należy – za pomysł i całkiem niezłe wykonanie, chociaż następny Twój tekst zapewne będzie napisany jeszcze lepiej, itd. :) Musiałam jednak przeczytać dwukrotnie, ponieważ za pierwszym razem treść rozwijała się dość powolnie – wydawało mi się, że wręcz zbyt powolnie – ale za drugim podejściem już nie miałam tego problemu.

Witaj, Aryo! Dzięki za poświęcony czas.

Biblioteka jak najbardziej się należy – za pomysł i całkiem niezłe wykonanie, chociaż następny Twój tekst zapewne będzie napisany jeszcze lepiej, itd. :)

Dziękuję za miłe słowa i mam nadzieję, że będzie właśnie tak, jak mówisz.

Musiałam jednak przeczytać dwukrotnie, ponieważ za pierwszym razem treść rozwijała się dość powolnie – wydawało mi się, że wręcz zbyt powolnie – ale za drugim podejściem już nie miałam tego problemu.

Nie tylko ty miałaś taki problem, niestety, tak jakoś mi się napisało ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

poprawiasz użytkowników z tak różnych dziedzin nauki, że aż trudno to pojąć

Filozofia (głównie logika), trochę chemii, licealna biologia, trochę historii nauki. To ma być trudno pojąć? :P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

I fizyka, spory rozstrzał. Może i nietrudno pojąć, ale to imponujące. :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Też licealna. Niepokoi mnie obecny stan edukacji :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Cóż. Nie ma się z czego śmiać. Klasa maturalna w technikum opiera się na bezmyślnym klepaniu zdań według schematu, który musimy znać na pamięć. Jedyna nadzieja w nauczycielach, którym choć trochę zależy.

Trafiłaś w czuły punkt :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Limit przekroczony, a szkoda. Z drugiej strony zastanawiam się… Bo tu potencjał, żeby zmieścić tekst bez straty w założonym limicie znaków zdecydowanie jest. Ale z drugiej strony widać, że warsztatowo masz jeszcze trochę do podciągnięcia, więc być może to jeszcze nie ten moment na takie eksperymenty. W każdym razie cieszę się, ze ten tekst w konkursie się pojawił.

 

Co można o nim powiedzieć… Że jest bliźniaczy do opowiadania Nir, tyle, ze podchodzi do tematu od innej strony. Mniej poetycko, za to bardziej ewolucyjnie. I to ta ewolucja odbioru tekstu w trakcie jego czytania sporo tu robi. Kolejność w gronie finalistów ustalałem już po wybraniu samych finalistów. Całkiem możliwe, że gdybyś limit spełnił, to na etapie selekcji „obraznieczytelny.mp4” wypchnąłby „Heban, konwalie, tysiące słońc”.

 

Ta ewolucja tekstu może dla niektórych osób ustawiać tekst wysoko, ale nie bardzo wysoko. U mnie jest odwrotnie. Zaczyna się do bólu zwyczajnie, wręcz humorystycznie („zajebałem w komputer”), potem zaczynają się skojarzenia z groteską lub absurdem (postępujące rozmazanie), potem wchodzi w skojarzenia z chorobą lub zmęczeniem (narastające problemy z percepcją)… to wszystko prowadzi do różnych wniosków, ale końcówka nagle bardzo mocno uderza – bo jednak nawet jeśli taka interpretacja przechodzi gdzieś po drodze w skojarzeniach, to mimo wszystko finał jest mocny.

 

Odnosząc się do części komentarzy – nie rozumiem nierozumienia wątku ze zdjęciem. Ja ten fragment zinterpretowałem tak, ze androidowi wprogramowano odbieranie ludzi, do których należy, jako rodziny. Gdzieś w podtekście pozostaje przy tym niedopowiedzenie, czy tylko na zasadzie rodziny, czy może wręcz zastępuje rolę prawdziwego człowieka (co przy okazji podsuwa przemyślenia, że jeśli to drugie, to w jakim kierunku idzie świat z opowiadania). Nie czytałem wszystkich komentarzy, jedynie je przejrzałem, więc nie wiem czy odniosłeś się do tej kwestii i czy moja interpretacja jest prawidłowa.

 

Wracając do finału… Tez bardzo otwarty i stawiający pytania o to, gdzie zaczyna się istota czująca i na ile jesteśmy w stanie oceniać, co faktycznie dzieje się w myślach istot stworzonych sztucznie.

 

Witaj, Wilku, dziękuję za bardzo szybki komentarz, nie spodziewałem się mojego tekstu w wynikach.

W każdym razie cieszę się, ze ten tekst w konkursie się pojawił.

Bardzo mi miło.

Kolejność w gronie finalistów ustalałem już po wybraniu samych finalistów. Całkiem możliwe, że gdybyś limit spełnił, to na etapie selekcji „obraznieczytelny.mp4” wypchnąłby „Heban, konwalie, tysiące słońc”.

A tego nie spodziewałem się jeszcze bardziej… szczególnie po tekście, który napisałem dla ćwiczeń.

Nie wiem czy specjalnie do tego zmierzałem. Ja po prostu pisałem i wiedziałem jaki chcę mieć efekt końcowy, a ta ewolucja, jakoś tak sama się pojawiła.

Odnosząc się do części komentarzy – nie rozumiem nierozumienia wątku ze zdjęciem. Ja ten fragment zinterpretowałem tak, ze androidowi wprogramowano odbieranie ludzi, do których należy, jako rodziny.

Dobrze zinterpretowałeś, choć wyżej też wspominałem o kwestii otwartej: czy bohater to bardziej uczłowieczony robot, czy bardzo głęboko zmechanizowany człowiek. Nie wyjaśniałem tego, ale niezaprzeczalnie osoby na zdjęciu to rodzina.

Gdzieś w podtekście pozostaje przy tym niedopowiedzenie, czy tylko na zasadzie rodziny, czy może wręcz zastępuje rolę prawdziwego człowieka (co przy okazji podsuwa przemyślenia, że jeśli to drugie, to w jakim kierunku idzie świat z opowiadania).

Jest mężem i ojcem, będąc szczerym.

Wracając do finału… Tez bardzo otwarty i stawiający pytania o to, gdzie zaczyna się istota czująca i na ile jesteśmy w stanie oceniać, co faktycznie dzieje się w myślach istot stworzonych sztucznie.

Czyli mi się udało :). Dziękuję jeszcze raz, Wilku za konstruktywny i wyczerpujący komentarz oraz za świetny konkurs. Dzięki niemu powstało całe mnóstwo wspaniałych tekstów.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

A tego nie spodziewałem się jeszcze bardziej… szczególnie po tekście, który napisałem dla ćwiczeń.

Warsztatowo jest nad czym pracować i co ćwiczyć, ale na wrażenia z lektury składa się nie tylko warsztat :)

MaSkrolu, nie licz na system :) Powiadam Ci z własnego doświadczenia, nie warto.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Forma niezła, ale tekst tak mocno zagadkowy, że bez komentarzy nie miałbym pojęcia, o czym właściwie jest. Językowo jest nieźle, klimat jest. Tylko na końcu poczułem, że zostałem z niczym, bo nie pojąłem tekstu za pierwszym razem. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Co można o nim powiedzieć… Że jest bliźniaczy do opowiadania Nir, tyle, ze podchodzi do tematu od innej strony. Mniej poetycko, za to bardziej ewolucyjnie. I to ta ewolucja odbioru tekstu w trakcie jego czytania sporo tu robi. Kolejność w gronie finalistów ustalałem już po wybraniu samych finalistów. Całkiem możliwe, że gdybyś limit spełnił, to na etapie selekcji „obraznieczytelny.mp4” wypchnąłby „Heban, konwalie, tysiące słońc”.

Czuję, że mieliśmy, MaSkrolu, podobne dylematy, ale wybraliśmy odmienne drogi – ja jednak przycięłam, czy raczej świadomie pominęłam pewne wątki podczas pisania, Ty pozwoliłeś tekstowi płynąć swobodniej. I szczerze, to troszkę Ci zazdroszczę, bo ciągle mierzi mnie moja niedopracowana fabuła :) ech, coś za coś!

Czekam na kolejne Twoje teksty, może jeszcze się kiedyś spotkamy tematycznie :)

Wilku,

Warsztatowo jest nad czym pracować i co ćwiczyć, ale na wrażenia z lektury składa się nie tylko warsztat :)

Wiem, wiem, ale taki wynik konkursu jeszcze bardziej mnie zmotywował. Nad warsztatem ciągle pracuję, staram się go ćwiczyć.

Tarnino,

MaSkrolu, nie licz na system :) Powiadam Ci z własnego doświadczenia, nie warto.

Trzeba będzie pójść za głosem rozsądku :D Problem w tym, że trzeba choć trochę działać w tym systemie, ponieważ inaczej nagle zostaje się odciętym od możliwości.

NoWhereMan,

Dzięki za miłe słowa, a to, że nie zrozumiałeś, jest tylko i wyłącznie moją winą. Wiele innych czytelników miało podobny problem, następnym razem postaram się pisać mniej hermetycznie.

Nir,

Też tak myślę, podjęliśmy podobny temat i inaczej go zrealizowaliśmy. Jeśli chodzi o tę swobodę, cóż jakoś tak zazwyczaj mam w pisaniu, a luźną wizję końca tekstu (czasem jakiejś innej części) później wczuwam się w akcję i jakoś tak place same skaczą po klawiaturze.

I szczerze, to troszkę Ci zazdroszczę, bo ciągle mierzi mnie moja niedopracowana fabuła :) ech, coś za coś!

Ey, przestań. Twój tekst był naprawdę niesamowity i zdecydowanie zasługiwał na podium. Bardzo poetycko go napisałaś, tak zgrabnie… ja zazdroszczę Ci właśnie tego.

Czekam na kolejne Twoje teksty, może jeszcze się kiedyś spotkamy tematycznie :)

Ja też czekam na Twoje i zobaczymy, to nawet prawdopodobne :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Problem w tym, że trzeba choć trochę działać w tym systemie, ponieważ inaczej nagle zostaje się odciętym od możliwości.

Don’t get me started…

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Don’t get me started…

Dobra, nie będę i tak już zmęczyłaś się na becie :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nawet ciekawe, choć rzeczywiście podane w dość mglisty, oparty na niedopowiedzeniach sposób. Zinterpretowałem to jako historię człowieka po transferze osobowości do maszyny, któremu zacierają się wspomnienia bliskich osób.

Sugestie poprawek:

 

Dźwięk rozszedł się po pomieszczeniu, zapewniając[+,] jaka piekielna cisza mnie otaczała.

Przecinek otwierający zdanie podrzędne.

 

przyłożyłem telefon do ucha… sygnał był dziwnie przygłuszony.

Jeżeli zdanie po wielokropku nie jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniego, to zaczynamy je dużą literą.

 

Musiałem wyglądać jak zagłodzony pies[-,] widzący pętko kiełbasy.

Zbędny przecinek, przydawka “widzący pętko kiełbasy” jest integralna. To, że pies widział pęto kiełbasy, jest informacją kluczową, wyznaczającą sens porównania, a nie dopowiadaną.

 

Mało który człowiek przejmuje się takimi[-,] jak ja.

Zbędny przecinek, porównania o konstrukcji “taki… jak” z reguły nie mają wyraziście paralelnego charakteru, więc przecinka też raczej się nie stawia: https://sjp.pwn.pl/zasady/381-90-H-3-Porownania-paralelne-o-konstrukcji-tak-jak-rownie-jak-taki-jaki-tyle-co;629799.html

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Cześć, Wicked G,

Cieszę się, że opowiadanie Cię zaciekawiło. Jesteś pierwszą osobą, która tak to zinterpretowała. Nie kładłem nacisku na tę część interpretacyjną, nie chciałem też niczego sugerować i nie myślałem bardziej ani o jednej, ani o drugiej opcji, jednak każdy do tej pory postrzegał bohatera jako maszynę z zaprogramowaną osobowością. Fajnie, że ktoś spojrzał trochę inaczej.

Błędy poprawiłem, dzięki za ich wyjaśnienie. Szczególnie przydał się fragment z wielokropkiem, bo niby wiedziałem, że od czegoś to zależy, ale nie byłem pewien od czego dokładnie.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Świetne operowanie niedopowiedzeniami i twist w drugiej części tekstu, naprawdę uderzyło mnie zdanie: “Musimy wymienić panu procesor”. Zwłaszcza że zostaje wypowiedziane przez informatyka w taki zwyczajny, wręcz uprzejmy sposób. Dla mnie akurat na plus były te wszystkie niejasności związane z Kingą i Maciusiem, można się zastanawiać, czy to rodzina bohatera, czy właściciele robota. Bardzo dobrze wykorzystujesz też rekwizyt w postaci zdjęcia w ramce, z której zostaje tylko rozbite szkło.

Za to zastanawiam się nad pierwszą częścią; myślę, że wypadłaby nieco lepiej, gdyby te reakcje bohatera były jakoś stopniowane, bo przy początkowym dawkowaniu informacji wydają się niewspółmierne do sytuacji. Albo właśnie można by coś podziałać z samym podrzucaniem tropów.

Ogólnie podobało mi się, udane ujęcie tematu robotyki/cyborgizacji.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Witaj, Black_cape, jestem mile zaskoczony, bo nie spodziewałem się komentarza tyle po konkursie. Dziękuję za miłe słowa, aż serce rośnie.

Dla mnie akurat na plus były te wszystkie niejasności związane z Kingą i Maciusiem, można się zastanawiać, czy to rodzina bohatera, czy właściciele robota.

Tak właśnie każdy robił :P

Za to zastanawiam się nad pierwszą częścią; myślę, że wypadłaby nieco lepiej, gdyby te reakcje bohatera były jakoś stopniowane, bo przy początkowym dawkowaniu informacji wydają się niewspółmierne do sytuacji. Albo właśnie można by coś podziałać z samym podrzucaniem tropów.

Coś tam podrzuciłem, jedno zdanie, zobaczymy czy zadziała. Stonowanie początku byłoby znacznie trudniejsze.

Dziękuję za poświęcony czas! Fajnie, że tekst się podobał.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Cała przyjemność po mojej stronie. ;)

 

Tak właśnie każdy robił :P

I według mnie to dobry zabieg, że do końca się to nie wyjaśnia (podobnie jak tożsamość bohatera).

 

Tak, z tym nowym zdaniem chyba jest lepiej, bo uwaga czytelnika od razu przenosi się z narratora na komputer. Jeszcze drobna korekta:

Durny sprzęt nigdy nie działał, kiedy był najbardziej go potrzebowałem.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

O dzięki, głupi błąd. :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nowa Fantastyka