- Opowiadanie: mr.maras - Mit założycielski

Mit założycielski

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Mit założycielski

Wybudzono go nagle. Gdy po usunięciu płynu odżywczego otworzył oczy i ujrzał nad sobą dwóch Militarnych, wiedział, że dzieją się rzeczy niezwyczajne.

Do stanu używalności doprowadzono go w jakimś pomniejszym ambulatorium, z którego, bosy, w kusej koszuli odsłaniającej tyłek, podreptał z obstawą do windy towarowej. Zatrzymała się dopiero na pokładzie oficerskim.

Zmarzł i nadal był w szoku pohibernacyjnym, ale znosił to w milczeniu. Każda godzina lotu spędzona poza sarkofagiem przekładała się na stan konta. Tak miał zapisane w kontrakcie. A każdy dodatkowy voin na koncie windował go w hierarchii nowego świata.

Gdy maszerowali na mostek kapitański, odkrył, że kamery na ich drodze zaklejono taśmą. Proste i skuteczne.

I niepokojące na statku, którego pasażerowie śpią od pół wieku.

Na miejscu zorientował się, że „Początek” ma teraz nowego Kapitana. Były Pierwszy, drobny i wystraszony facet, wyglądał na równie zaskoczonego awansem. Poza nimi w sterówce przebywał jeszcze szpakowaty wojskowy.

Ciszę zakłócaną szmerem minidroidów porządkowych przerwał Kapitan.

– Załóżmy, że Ziemi już nie ma. Została zniszczona przez gwałtowną burzę słoneczną.

Przenalizował zasłyszane słowa.

– To bzdura, prawda?

– Prawda. Ale obudzono cię, żebyś umieścił to zdarzenie w pamięci statku. Dasz radę?

Domyślał się, ile zależy od odpowiedzi.

– Z pomocą SI tak. Problemem jest ingerencja w aktywny system.

Kapitan chrząknął.

– Będziesz próbował na izolowanym systemie rezerwowym. Dostaniesz dokładne wytyczne.

Przytaknął, a potem zebrał się na odwagę.

– Po co wam to? Chcecie stanu wyjątkowego?

Odpowiedział oficer.

– W tej sytuacji wojsko legalnie przejmuje władzę. Chodzi o procedury. Ograniczenia swobód, przepływ informacji, dystrybucję dóbr i technologii.

Żegnaj, Nowa Ziemio, wolna od wad świata, który zostawili za rufą. Ich marzenie umierało na jego oczach. Jak wszystkie utopie.

– A jeśli odmówię?

Kapitan spojrzał w kąt, gdzie dwa droidy walczyły z brunatną plamą na wykładzinie.

– I co potem? Zaśniesz w komorze, jak gdyby nigdy nic? Chyba zdajesz sobie sprawę, że są zawodne? Dołącz do nas, a po wykonanej robocie będziesz mógł wrócić do sarkofagu.

– Który ulegnie awarii?

Kapitan wzruszył ramionami.

– Możesz pozostać wybudzony. Lądowania i tak nie doczekasz.

Ostatnie zdanie zabrzmiało dwuznacznie.

– Wiesz, ilu mamy informatyków wśród ośmiu tysięcy kolonistów? – zapytał Militarny.

– Stu trzydziestu jeden.

– Na chwilę obecną stu dwudziestu sześciu. Ale sam widzisz, wybór jest nadal spory.

Zrozumiał.

– Dlaczego ja?

– Powiedzmy, że zaimponowała nam twoja hakerska przeszłość.

Wciąż myślał intensywnie. Rozważał dostępne opcje. Rezultat był zawsze ten sam.

– Wchodzę w to.

Godzinę później trafił do małej kabiny wciśniętej w kąt ładowni numer siedem, dokąd przenieśli jego rzeczy. Miejsca było niewiele, w pomieszczeniu walały się pamiątki po poprzednikach. Nad łóżkiem wciąż wisiało czyjeś zdjęcie rodzinne.

 

Skończył po kilku tygodniach. Wiedział, co to oznacza, ale nie chciał nadużywać cierpliwości zleceniodawców. W każdej chwili mogli dojść do wniosku, że pora wybudzić kolejnego informatyka.

Krótko rozważał inną opcję. A gdyby tak nie wykonał zadania? Czy jego poprzednicy nie poradzili sobie z problemem, czy doszli do wniosku, że lepiej opóźniać i zwodzić?

Potem zrozumiał, że znajdują się na małej wyspie czasu pośród oceanu snu. I że tamci będą próbowali do skutku. Wystarczy, że kolejny wybudzony pójdzie na współpracę i poświęcenie będzie daremne. Trudno zakładać, że wszyscy okażą się szlachetnymi ludźmi.

W końcu znalazł rozwiązanie. Wcale nie musiał liczyć na stu trzydziestu uczciwych informatyków. Wystarczy, że mu się poszczęści i trafi na jednego.

Pogodził się ze swoim losem, ale mógł zagrać oprawcom na nosie. Jeśli nie teraz, to chociaż za sto lat.

W tym celu, głęboko pod warstwami kodu, ukrył wiadomość. Prawdę. Być może zarzewie buntu. Potem wprowadził do systemu błąd, który aktywuje się po lądowaniu.

Nie obejdzie się bez informatyka.

Oby był bystry i miał odwagę.

 

Kiedy po niego przyszli, był spokojny. Aż do pierwszego włazu śluzy powietrznej zachowywał się godnie.

Koniec

Komentarze

W zasadzie rozejrzałem się po szortach, co by zobaczyć jak to się robi – w sensie, jak układać puzzle, żeby wyszło coś bliższego drabblowi niż opowiadaniu (a wciąż z sensem!). Właściwie dopiero tutaj pomyślałem: no nie pogniewałbym się, gdybym tak potrafił. No to klikam.

 

Fajny, przejrzysty styl. Jest w nim jakaś elegancja. Zgrzytnął przy tym drugi, jednozdaniowy akapit (edit: dwuzdaniowy! Widać, że do dwóch liczyć jeszcze nie umiem ;))– zdanie zdecydowanie do rozbicia, bo posiekanie przecinkami drażni (ale tego ptaszka w ogóle denerwują przecinki, bo nie dość, że trzeba wiedzieć, gdzie je stawiać, to jeszcze wredne częściej mieszają w rytmie zdania niż go regulują). Pewnie posklejałbym też niektóre akapity, bo kiedy wszystkie są tak krótkie (często jedno-dwuzdaniowe!), to nie ma mocy w tych, które na to zasługują. 

 

Z logiki nie podobał mi się sposób postępowania wojskowych. Rozumiem, że organy rządzące (albo do władzy dążące) specjalną inteligencją wykazywać się nie muszą, ale wojskowi powinni jednak wiedzieć, jak psychologicznie oddziaływać na ludzi. A tutaj idiotyczny błąd: niepozostawienie urabianej jednostce wyboru oznaczającego życie (niepotrzebna sugestia, że tak czy inaczej mu się umrze). Zapędzanie w kozi róg jest tragicznym błędem taktycznym.

Widzę kilka innych, możliwych rozwiązań, ale oznaczają zapewne tych kilka znaków więcej. A no właśnie, troszeczkę ponad limit konkursowy. Do naprawienia, bo niedużo (chyba że jest jakieś przyzwolenie na drobne odchyły – to kwestia Jego Cyfrowości).

 

Trzymaj się i powodzenia w konkursie.

Nie przypuszczałam, że informatyk to taki niebezpieczny zawód… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Mały Słowiku, za wizytę i komentarz. Dziękuję też za miłe słowa. Mają swoją wagę wypowiedziane przez Ciebie.

Zdania można oczywiście poszatkować bez przecinków. Pomyślę. Te dłuższe są właśnie wynikiem łączenia krótszych w pogoni za limitem. A taki wygląd akapitów niejako narzuciło formatowanie tekstu. Pewnie zdołam coś z tym zrobić.

Co do logiki postępowania. Kapitan sugeruje Informatykowi, że może wykonać zadanie i pójść spać. Ale obaj są przecież dorośli. Nikt nie zostawi przy życiu świadka takich wydarzeń. Zwłaszcza wojskowy reżim nieliczący się z nikim. Resztę skrótów fabularnych wymusił limit. Ale ta oszczędna forma i akcja nawet mi odpowiada.

Dziękuję za klika!

 

Reg! Przecież informatycy codziennie walczą o życie! ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

No, niby wiem, bo jeden walczył o życie mojego laptopa, ale nie przypuszczałam, że narażają także własne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Główna Jednostka Obliczeniowa zgłasza błąd.

Wczytywane dane przekraczają zarówno limity dla humanistów, jak i limity dla ścisłowców.

Wskazówka: dane można skompresować.

 

Zgadzam się ze Słowikiem, logika trochę kuleje. Dziwne, że wojskowi nie zaproponowali bohaterowi udziału w spisku, przywilejów i władzy. Czegoś smakowitego, w rodzaju stanowiska dożywotniego Naczelnego Admina Nowej Ziemi. W razie w mogli i tak go wywalić za burtę.

Dzięki za komentarz, Nikolzollern. Oczywiście nie jestem specjalistą od logiki puczów wojskowych i zamachów stanu na statkach kosmicznych. Ale nie przesądzałbym, co zamachowcy by na pewno zrobili lub nie zrobili zgodnie z logiką.

Mój bohater dostaje atrakcyjną ofertę – jeśli się przyłączy, to przeżyje i wróci do komory hibernacyjnej. Oczywiście jej nie ufa i ma ku temu poważne powody. Podobnie jak nie zaufałby w tych okolicznościach każdej innej ofercie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Spodobało mi się przedstawienie problemu zasadności poświęcenia – wyszło całkiem uniwersalnie. Zgodzę się za to, że logika wojskowych prosi się o kwestionowanie.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Motywacja bohatera wydaje się realistyczna, podobnie, jak postępowanie wojskowych. W tego typu systemie informatyk nie miał wątpliwości, jaka czeka go przyszłość. Kojarzy mi się to z “Rokiem 1984” Orwella, ale też z powojennymi pamiętnikami.

Za największą zaletę tego tekstu uważam umieszczenie w tak krótkim opowiadaniu dramatu rozgrywającego się na dwóch płaszczyznach: jednostkowej i politycznej. Szczerze, chciałabym umieć tak pisać. Duży plus za szczegóły techniczne, w tym “backdoor” w systemie, ale też inne smaczki, np. kamerki zaklejone plastrem. Zwróciłam też uwagę na plastyczne opisy budowane jednym, celnym szczegółem lub zdaniem. Myślę, że to opowiadanie powinno znaleźć się w bibliotece.

Zaletą tekstu jest to, że jest serio – w tym konkursie jak dotąd dominowały szorty mniej lub bardziej humorystyczne albo z przymrużeniem oka. Tu jest poważnie, wręcz dramatycznie – i zdecydowanie udanie. Takie dialogi, jak to pytanie o liczbę informatyków i komentarz, ilu ich jest na chwilę obecną – znakomite, budują nastrój i charakter tekstu. Przyznam, że bardziej mi się podobał początek tekstu od zakończenia – może to limit spowodował, że rozwiązanie jest powiedziane bardzo wprost i trochę siada nastrój. Ale tekst IMHO zdecydowanie udany. 

Podobało mi się. W bardzo krótkim tekście zdołałeś, Anonimie, pokazać bezradność jednostki wobec totalitaryzmu. Cokolwiek Twój bohater by nie zrobił i tak będzie źle. Jeśli heroicznie odmówi, zginie nie tylko on, ale być może także inni wybudzeni informatycy. Jeśli się zgodzi, będzie na bakier z własnym sumieniem, a na dodatek i tak prawdopodobnie zginie. Zrobił, co mógł, a niestety mógł niewiele.

Klik. :)

Udany szort. W kwestii języka trochę się przyczepię do czasowników w trzeciej osobie, określających czynności głównego bohatera. Z jednej strony ta jego anonimowość to bardzo dobry zabieg, ale z drugiej czasem plątały mi się podmioty, np. tutaj:

Ciszę zakłócaną szmerem minidroidów porządkowych przerwał Kapitan. […]

Chwilę analizował zasłyszane słowa.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to Kapitan analizował.

 

Jeśli chodzi o fabułę, przyłączę się do zarzutów przedpiśców.

– Po co wam to? Potrzebujecie stanu wyjątkowego?

Odpowiedział oficer.

– W tej sytuacji pion wojskowy legalnie przejmuje władzę. Chodzi o procedury. Ograniczenia swobód, przepływ informacji, dystrybucję dóbr i technologii.

Ach, te czarne charaktery i ich skłonność do tłumaczenia swoich planów ;) Czy nie mógł po prostu oświadczyć, że to “my jesteśmy jesteśmy od myślenia, a wy od wykonywania”? W końcu to wojskowy, z dowódcą się nie pyskuje!

Kapitan sugeruje Informatykowi, że może wykonać zadanie i pójść spać. Ale obaj są przecież dorośli. Nikt nie zostawi przy życiu świadka takich wydarzeń. Zwłaszcza wojskowy reżim nieliczący się z nikim.

Ale reżim powinien liczyć się z tym, że wykonawca bez marchewki odwala fuszerkę lub wręcz sabotaż. Ewentualnie może być jeszcze alternatywa dwóch kijów (zabijemy cię szybko i bezboleśnie albo…). Tu mamy jednak tylko jeden kij.

Nie spodziewałem się takie szorta. Jest naprawdę bardzo, bardzo dobry. Zbudowałeś napięcie wrzucając bohatera w sytuację bez wyjścia, nie pozostawiają właściwie żadnej nadziei. A on jednak dał radę jakoś się na nich wypiąć, nawet jeśli i tak umarł. Świetne słodko-gorzkie zakończenie.

Biegnę nominować.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Jutro postaram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze indywidualnie. Tymczasem dziękuję za odwiedziny, lekturę i opinie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

W końcu w konkursie coś, co nie jest humoreską. I do tego naprawdę dobre, szkoda że nie zdążyłem kliknąć. Jest klimat, jest pomysł, jest dobre wykonanie, ciekawe wykorzystanie konkursowego tematu. I do tego wszystkiego świetny tytuł, który naprawdę robi robotę. Póki co bardzo solidny faworyt. 

Trochę nie zrozumiałem, czy główny bohater jest idealistą, czy człowiekiem postawionym w sytuacji bez wyjścia. Jeśli to pierwsze, to przydałby się jakieś wyraźniejsze zarysowanie postaci. A jeśli drugie, to ok.

 

A w ogóle, to podobało mi się, bo to jest trochę ‘naiwne’ (w dobrym tego słowa znaczeniu) hard s-f w starym, dobrym stylu. A ostatnie zdanie kapitalne.

Klikałbym.

To dobry pomysł, że bohater pozostaje bezimienny – z jednej strony jest everymanem, z drugiej, być może legendą, której imienia nie trzeba wymieniać, bo wszyscy wiedzą, o kogo chodzi. A może wręcz przeciwnie – tym, którego zapomniano, i którego poświęcenie poszło na próżne. Każde rozwiązanie uzasadnia taki formalny wybór.

Pułapką tego sposobu narracji jest z kolei niebezpieczeństwo pomylenia podmiotów domyślnych – zwróciłem uwagę na ten sam fragment, co Światowider.

Dobre. Wiele treści przemyconych w niewielu słowach. Chciałbym umieć tak się streszczać :)

Tylko jeden drobiazg:

Ziemi już nie ma. Została zniszczona przez gwałtowną burzę słoneczną.

Jako astronom z zawodu uczonego powiem, że burza słoneczna, nawet gwałtowna nie byłaby w stanie zniszczyć Ziemi. Ale biosferę tak.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Tekst naprawdę mi się podobał, a większość niedociągnięć – choć nie jest ich wiele – można wytłumaczyć małą ilością miejsca na rozpisanie się (4000 znaków boli). Duży plus za oryginalność i pomysł, oraz za zbudowanie świetnego klimatu. Gratuluję zasłużonej biblioteki! :)

Bardzo dobry tekst, ale w sumie nie spodziewałam się niczego innego po autorze :) Tak czy inaczej, najbardziej jestem pod wrażeniem ilości informacji zawartych niemalże w każdym zdaniu, ba, nawet słowie :) Oryginalne, świetnie napisane i trzymające w napięciu opowiadanie.

Dobrze napisane. Można się kłócić logiką wydarzeń i motywacjami postaci (w tym względzie zgadzam się z przedpiścami), niemniej czytało się bardzo dobrze.

Szkoda, że tekst nie mieści się w limicie konkursowym – może zdołasz jednak jeszcze coś wyciąć?

Dobre. Również podziwiam sposób, w jaki skompresowałeś tyle informacji w tak krótkim tekście. 

Przewożenie ludzi uśpionych w kapsułach widziałam już w jednym filmie “Pasażerowie”, ale to zupełnie inna bajka.

Co do logiki, ja się nie czepiam. Ludzie nie zawsze postępują logicznie. Świetny klimat i zakończenie – lepszego sobie nie wyobrażam. Jest dramat. 

Udany szort. Z pewnością zasługuje na Bibliotekę.

 

Ale się Was zebrało! ???? I co mnie raduje najbardziej, wszyscy jak na razie, mimo zastrzeżeń zadowoleni z lektury.

 

Dziękuję Nevaz. Uniwersalnie to miły dla mnie komplement. O logice już się wypowiedziałem ;)

 

Dzięki, Ando, za wsparcie w kwestii postępowania postaci. I za wszystkie dobre słowa. Cieszy każdy usatysfakcjonowany czytelnik. Dwie płaszczyzny dramatu – dokładnie tak to chciałem rozegrać, fajnie, że doceniasz. Spotkamy się pod Twoim tekstem.

 

Dziękuję, Ninedin. Szkoda, że nastrój siadł. Oczywiście jest wersja "oryginalna" sprzed pogoni za limitem, która ma ponad 6 tys. i spełnia część postulatów ;). Cieszę się, że podobały się dialogi :)

 

Fajnie, że zajrzałaś, Irka. Jeśli się podobało to jestem zadowolony. Interpretujesz słusznie :)

 

Dzięki, Światowiderze. Oczywiście taka narracja bywa ryzykowna. Te podmioty… We wspomnianym fragmencie oczywiście ciąłem. Ale starałem się to rozjaśnić w kolejnym zdaniu. To pierwsze słowa, jakie padły. Czyli zasłyszane są przez bohatera, a nie przez mówiącego Kapitana. O logice działania zamachowców już się wypowiedziałem i będę jej bronił :)

 

MaSkrol. Dziękuję za miłe słowa. Odczytałeś prawidłowo. Dobrze, że zamierzony sens trafia do czytelnika.

 

Ooo, witam, Arnubisa. Dziękuję za wszystko, co napisałeś. No faktycznie, tytuł ma spore znaczenie. Co do faworytów to byłbym ostrożny.

 

Hej, Ogouapss! Dziękuję. Czy bohater to idealista? Pewnie trochę tak, ale chyba też trochę z konieczności. Może realista? Na pewno bohater. Może mimochodem. Ostatnie zdanie mi też się bardzo podoba :). Lubię takie zdania z ukrytą mocą.

 

Witam też Cobolda. Oczywiście czytasz bezbłędnie moje zamiary. Jak zawsze. Hmmm. Pułapki, ryzyko takiej narracji, podmioty itd. Odpowiedziałem już Światowiderowi. Ale może nie zadziałało do końca i dopracuję jeszcze na ile zdołam. Ciąłem jak widać, ale myślę, że te cięcia nawet przysłużyły się formie.

 

Dziękuję za komentarz, Tsole. I pozytywny odbiór. Oczywiście aż takim ignorantem z astronomii nie jestem. Ziemia to przecież skrót myślowy. Wydaję mi się, że takie określenie domu, planety, życia na Ziemi mogło paść w rozmowie i przekaz był oczywiste i zrozumiały dla Informatyka (i czytelnika). Fajnie, że wpadłeś tutaj 

 

Dzięki, Coen. Cieszy mnie się, że się spodobało. No i że klimaty mi wyszedł. Niedociągnięcia to pewnie nie tylko limit (bolał) i pisanie na przerwach w pracy, ale też moje braki warsztatowe.

 

Dziękuję, i Tobie, Katia72, za te ciepłe słowa. Skoro tak wrażliwej duszy się spodobało, to znaczy, że troszkę emocji zdołałem wzbudzić. Cieszę się, że nie zawiodłem oczekiwań.

 

Dzięki, None. Nie kłóćmy się ;). Dobrze napisane to dobrze napisane ;) Oczywiście będę jeszcze kondensował do limitu.

 

SaraWinter Kolejny zadowolony odbiorca raduje me serce. Tobie również dziękuję za wszystkie miłe słowa.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Opowiadanie, zwłaszcza jak na tak krótką formę, bardzo mi się podobało – niby mamy samo gadanie, ale główny bohater wydał mi się bardzo ludzki – ze swoimi wątpliwościami, nadzieją i pomysłowością, aż po ostatnie zdanie, gdzie to człowieczeństwo wybrzmiało mi najbardziej. Był odważny w jednym aspekcie, nie musi być odważny w każdym. Motywacje i sposób działania wojskowych, jak już pisano, wydaje się mieć pewne logiczne luki, ale już się nie będę czepiać :)

Tytuł już po przeczytaniu całości nadaje bardzo fajne znaczenie treści – z jakiegoś powodu skojarzyło mi się to z Battlestar Galactica. Generalnie szort pozostawia mnie z wrażeniem, jakby był “pilotem” dla czegoś większego.

Udany, klimatyczny tekst!

Ciekawie wymyślone i napisane. Jest klimat, pomysł i dobrze oddana psychologia postaci. Powodzenia w konkursie :)

A mi brak marchewki, lub drugiego kija, nie przeszkadzał.

Bardzo-bardzo dobry tekst. Byłby pewnie jeszcze lepszy, gdyby nie cięcia pod limit. Szkoda, bo poczytałbym tego więcej. Przede wszystkim w tych czterech tysiącach znaków udało ci się wywołać emocje.

(Fajna przedmowa :D)

Portalowy licznik pokazuje 

znaki: 4215

Więc masz o 119 za dużo według portalowej maszyny błędnie liczącej.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Kolejni zadowoleni czytelnicy to i ja oczywiście zadowolony.

 

Dziękuję, Nir, za lekturę i opinię. Fajnie, że się spodobał klimat i tytuł. Skojarzenie z BG bardzo miłe.

No i, że finał zagrał jak trzeba, a bohater wydał się ludzki. Czyli prawdziwy. 

 

Witam, Belhaju! Miło, że zajrzałeś. I serdecznie dziękuję za to krótkie, treściwe i pozytywne w wymowie podsumowanie lektury :)

 

Tobie także dziekuję, Mytrixie. Cieszę się, że kij i marchewka (a raczej ich brak) nie przeszkodził w pozytywnym odbiorze. Troszke jak zwykle ciąłem. Szkoda, że to widać. Ale skoro są emocje to i ja nie narzekam. Oczywiście zejdę do limitu ;). Do zobaczenie pod Twoim tekstem konkursowym!

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ostatnie zdanie sprawiło, że ciarki przeszły mi po plecach. Aż nie chcę myśleć co mogło stać się po lądowaniu gdyby zabrakło ukrytej wiadomości. Autor pięknie pokazuje co może się stać, gdy najbliższa pomoc jest oddalona o pięćdziesiąt lat.

Zarówno postawa informatyka, jak i wojskowych wydaje mi się zrozumiała. W końcu wojskowi mieli jeszcze sto dwadzieścia osób na użycie “marchewki”

Dzięki, None. Nie kłóćmy się ;)

Gdzieżbym śmiał czwartkowemu dyżurnemu podpadać. To przynosi pecha.

Dzięki za wizytę i komentarz, Fladrif :). Ostatnie zdanie też mi się podoba i dobrze podsumowuje tę krótką historię. Ciarki zawsze mile widziane.

 

Nie przesadzaj, None, czwartkowi to przecież łagodne bar… owieczki.

 

Ciąłem, kondensowałem, prasowałem i mam limit!!!! I co teraz powie Główna Jednostka Obliczeniowa? 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Świetne opowiadanie. Lubię, kiedy autor wrzuca mnie w środek akcji, ale robi to tak sprawnie, ze od razu wiem o co chodzi. Osobiście w ostatnim akapicie spodziewałem się fast-forward do przyszłości, kiedy ktoś odczytuje ukrytą wiadomość, ale zakończenie a la Pilecki też jest ok, choć trochę cheesy:) Dobrze spędzony czas, dzięki.

Dziękuję, za szybką rewizytę, Bronchospazm. “Świetne opowiadania” brzmi świetnie. Też lubię znaleźć się w środku akcji i ogarniać ją dzięki kilku detalom sprzedanym umiejętnie czytelnikowi. 

Twoja wersja zakończenia też ciekawa, nawet mi mignęła gdzieś na etapie pracy twórczej (na przerwach w pracy) ale uznałem, że tytuł naprawdę sporo mówi odbiorcy ale daje też swobodę interpretacji i pewne pole do domysłu. Bo w sumie o czyj mit i który mit chodzi w tytule? Ten o zniszczonej Ziemi, jako mit założycielski nowego totalitarnego systemu? Czy jednak mit Informatyka– Męczennika, który ten system okpił i zdemontował zza grobu?

A takie podany wprost optymistyczny w sumie i happy-endowy fast-forward wydał mi się zbyt prosty i jednoznaczny. Mój Informatyk zginął grając oprawcom na nosie, a ostatnie zdanie uważam za najfajniejsze w całym szorcie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

To nie była rewizyta, chociaż może to tak merkantylnie wyglądać. Opowiadanie przeczytałem dziś rano:)

O tych samych mitach pomyślałem. Tytuł Twojego opowiadania jest jego integralną, dobrze pasującą częścią, właśnie dzięki tej dwuznaczności pozwala pobyć w tym świecie jeszcze jakis czas po słowie “Koniec”.

Świetnie powiedziane. Dzięki, Bronchospazm.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Pierwsza myśl, związana z lekturą tego opowiadania (może trochę przesadzona, ale w pełni mimowolna), to że… rzucasz wyzwanie takim powszechnym wyobrażeniom szorta (a może nie powszechnym, a tylko moim?). 

Z czym najczęściej utożsamiany jest szort? Z mniej lub bardziej zabawną historyjką, krótkim tekstem, skrzętnie budowanym pod wyrazistą puentę, scenką rodzajową (często wyjętą z życia). Słowem, niedługą historią, traktowaną zazwyczaj jako, swego rodzaju, wprawkę warsztatową. U Ciebie jest to raczej prezentacja warsztatu. Próba upchnięcia w te kilka tysięcy znaków czegoś więcej. Jeśli nie pełnoprawnego opowiadania, to chociaż jakiejś jego wyrazistej namiastki.

Wyszło bardzo dobrze.

Wrzucasz mnie w środek pewnej historii, ale, co niezwykle istotne, nie mam większych problemów, żeby się w niej odnaleźć. Nie czuję się zagubiony i potrafię, jak sądzę, pojąć zachowanie bohatera, jego rozterki, czy wręcz pewną beznadziejność jego sytuacji. Mam ochotę mu kibicować, życzę mu znalezienia jakiegoś rozwiązania, a zatem i potrafi ten Twój szort zaangażować czytelnika w lekturę i ma swój klimat. A przede wszystkim nie tylko jest o czymś, ale i ma coś do powiedzenia.

Osobne zdanie poświęcę… na ostatnie zdanie. :) Świetne, bo z jednej strony jest w nim jakaś taka fajna “ludzkość”? “prawdziwość”? którą, jak gdyby, odzierasz tego Twojego bezimiennego bohatera z niepotrzebnej mu zupełnie “bohaterskości”. Prezentujesz go niesamowicie prawdziwego, przez co to jedno zdanie stanowi sporą wartość dodaną tekstu. Z drugiej jednak strony, tekst potrafiłby się obronić i bez tego zdania, a zatem nie jest to ten rodzaj krótkiego opowiadania, którego pozytywny odbiór zależy właściwie od zakończenia, czy samej puenty.

Żeby przesadnie nie słodzić, powinienem teraz dla równowagi wymienić pewnie tyle samo niedociągnięć i błędów, choćby po to, aby wyraźnie podkreślić, że przecież nie jest to w żadnym razie razie tekst wybitny (na co w jakimś stopniu może wskazywać ta ilość wskazanych przeze mnie pozytywów). Nie chcę jednak silić na wyszukiwanie tych niedociągnięć, jakieś uporczywe wskazywanie, że to mi nie podeszło, a tamto wolałbym inne. Przyjąłem sobie kiedyś takie podejście, że jeśli jakieś opowiadanie przypada mi do gustu, to, o ile nie potykam się na czymś w jakiś ewidentny sposób, kupuję je takim, jakim “zaserwował” mi je Autor. Chcąc więc podkreślić, że ten szort jest akurat bardzo dobry, a nie wybitny czy dobry, zwyczajnie kliknę piątkę i niech to w pewien sposób będzie odzwierciedlenie moich wrażeń i oceny tej lektury.

Mam szczerą nadzieję, że ten przeciągnięty komentarz nie okaże się dłuższy od samego szorta. :-)

Pozdrawiam.

A widzisz, CM. Fajnie czytasz, dobrze interpretujesz i ciekawe piszesz komentarze. Dyżurni czekają na takich ochotników!

I nie piszę tego z powodu pozytywnego wydźwięku Twojego komentarza (nie przede wszystkim ;))

Masz rację. Chciałem szorta pełnokrwistego. Nie scenki, epizodu, skeczu, gagu. Chciałem, żeby był serio i żeby historia, do której wrzucam czytelników, oddychała szerzej. Żeby działa się na więcej niż jednej płaszczyźnie. Mieli niejako zaglądać do mojego świata, który się dzieje także długo przed i długo po przedstawionych wydarzeniach. Tytuł miał jeszcze rozszerzać percepcję i interpretację. Użyłem go jako narzędzia tworzącego moją historię (piekielny limit to wymusił).

Pisanie dla samej puenty mi nie wystarcza. I masz rację, ostatnie zdanie (które sam sobie chwalę) nie miało być puentą, tylko jakością/wartością dodaną

Cieszę się, że tekst Ci się podobał. Że mam czytelnika, który twierdzi, że mój szorcik o czymś mówi, ma klimat i bohatera, któremu można kibicować. I który kupił mój sztafaż s-f (klasyczny) i szybko się w nim odnalazł.. W tym przeklętym limicie nie było to łatwe.

Oczywiście nie jest pozbawiony was i nie jest wybitny. Ale dziękuję za wszystkie miłe słowa i za to, że przybiłeś piątkę.

Ps. I nie zmieniaj swojego podejścia do czytanych opowiadań.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ładny dylemat moralny. Podobała mi się decyzja bohatera. Znalazł wyjście, którego nie było w widocznych opcjach. Lubię takich sprytków.

Pokazanie wojskowych też mi się podoba, nigdy sama się po nich wiele nie spodziewałam.

Cosik mi się widzi, że ciąłeś przecinki, żeby dotrzeć do wymarzonego limitu. ;-)

Babska logika rządzi!

Ooo, witam Finklę. Dzięki za wizytę i komentarz. Bardzo się cieszę, że i dylemat wydały się interesujący i sprytek się spodobał. No i że wojskowi okazali się odpowiednio pustogłowi ;). Czyli ogólnie wrażenia pozytywne.

Z tymi przecinkami to nie całkiem tak. Ja po prostu nie wiem, gdzie je jeszcze wcisnąć, ale mam jeden znak w zapasie ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Na przykład tu:

Gdy maszerowali na mostek kapitański odkrył,

Po kapitańskim. Chyba zaoszczędzisz znaki, jeśli użyjesz imiesłowu współczesnego: “maszerując na mostek”. Ale przecinek i tak musi tam być.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finkla. Ten jeszcze zmieściłem. Ale Reg nic tu nie łapała, więc miałem złudne wrażenie, że jest ok.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Reg. często pomija przecinki.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nigdy jej tego nie wybaczę :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Z rozpaczy zapłaczę się na śmierć!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie płacz Reg, bo tu miejsca brak, na Twe babskie łzy…

 

Nie rycz, Reg, nie rycz, ja znam te Twoje numery.

Twoje łzy kapią mi na koszulę, z napisem “fan-ta-styka.pl”

 

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kap, kap, płyną łzy, w łez kałuży Reg już tkwi…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, nie płacz, kiedy odjadę…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ale Ty przecież już odjechałeś?

Babska logika rządzi!

No cóż…

męska rzecz być daleko, a kobieca – wiernie czekać,

aż zrodzi się pod powieką inna łza, radości łza. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Płacz maleńka, płacz. Masz to u mnie od dziś…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Od dziś… Dziś to już mam suche oczy! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Suche oczy masz. Komu je dasz? Takie suche oczy…

Po przeczytaniu spalić monitor.

Temu, który przyniesie porządne krople do oczu. Nawilżające, rzecz jasna. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nawiązując do mojego szorta… Takie, Reg?

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

O! Kropelki wyciśnięte z Mechanicznej pomarańczy, w moim przypadku, chyba się nie sprawdzą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

kamery na ich drodze

Kamery po drodze.

 Zaśniesz jak gdyby nigdy nic w komorze?

Zaśniesz w komorze, jak gdyby nigdy nic?

 Wiesz ilu

Wiesz, ilu.

 Wiedział co to oznacza

Wiedział, co to oznacza.

 Kiedy po niego przyszli był spokojny.

Kiedy po niego przyszli, był spokojny.

 

I bloody love you.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Dziękuję serdecznie za poprawki, Tarnino. Wprowadzone. Poza tą z kamerami. Jakoś mi tak pasuje, jak jest. No i za klika do biblioteki. Co prawda tekst już w niej jest, ale odbieram to jako potwierdzenie, że przypadł Ci do gustu. Dziękuję!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Warsztat, mucha nie siada! Prowadzenie przez dialogi – bardzo dobre. Kurcze, a gdyby tak połączyć Artura z tą intensyfikacją? Kliknęłabym, ale już jesteś w biblio:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Naprawdę, ale to naprawdę nie zauważyłam tego guziczka.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Liczą się intencje, Tarnino. Skoro chciałaś słać do Biblioteki, to znaczy, że się podobało i to jest najważniejsze.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Kliki do Biblioteki ubiegły klika Tarniny i za nie wszystkie bardzo dziękuję!!!

Podobnie jak dziękuję za głosy na nominację piórkową! Patrzę na Was, Ninedin i Mytrixie!!!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Bardzo dobry szort konkursowy. Podczas czytania czuło się sporą dawkę niepokoju, zmiksowaną z poczuciem lęku i przyprawioną odrobinką nadziei. Co będzie później? Tego tylko możemy się domyślać. Czy pozostawiona wiadomość wystarczy? Niekoniecznie, ale bohater nie mógł nic więcej zrobić. Był tylko osamotnioną jednostką, podróżującą ku swemu nieciekawemu przeznaczeniu.

Styl podobał mi się, jak i historia świetnie wykorzystująca niewielki limit znakowy. Powodzenia w konkursie.

 

Wow, ależ dobry szorcik. Świetnie zbudowany klimat wojskowi vs jednostka. I to zakończenie:

 

Kiedy po niego przyszli, był spokojny. Aż do pierwszego włazu śluzy powietrznej zachowywał się godnie.

 

yes

Dzięki za wizytę i miłe słowa, Corrinn. Bardzo się cieszę, że spodobał się zarówno styl, jak i historia. Dobrze odczytałeś klimat opowieści i jej przesłanie. Do zobaczenia ponownie pod Twoim szortem.

Hej, Grzelulukasie! Fajnie, że zajrzałeś i jesteś zadowolony z lektury. Każde "Wow" mile widziane :)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Żegnaj[+,] Nowa Ziemio[-,] wolna od wad świata, który zostawili za rufą.

Bez drugiego przecinka, ponieważ bohater zwraca się do Nowej Ziemi takiej a takiej, nie żegna po prostu Nowej Ziemi, jaka by ona nie była, ale o której coś tam jeszcze można dodać.

 

Ponadto przeszkadza mi niespójność tego zdania. Jego konstrukcja sugeruje, że wadliwy świat zostawili za rufą jacyś ONI. Gdybyś z kolei użył pierwszej osoby liczby mnogiej, narzucałoby się, że Ziemię opuścili on i ona – wymarzona Nowa Ziemia, do której aktualnie bohater kieruje swe myśli.

Mógłbyś zmienić "zostawili" na "został". To rozwiązuje problem. Ale: uwaga na zaimki w zdaniu następnym.

 

Zaśniesz w komorze, jak gdyby nigdy nic?

Lepiej było bez przecinkowania (sam szyk – jak dla mnie – nieistotny). "Jak gdyby nigdy nic" to wyrażenie porównawcze bez orzeczenia, w dodatku sfrazeologizowane. Takich struktur zasadniczo się przecinkami nie wyodrębnia. Ostatecznie można by tę frazę uznać za dopowiedzenie (przecinek sygnalizowałby wtedy krótką przerwę w mówieniu). Nie czepiałbym się więc, ale skoro już skierowano na rzecz uwagę…

 

*

I kolejny raz utopia zmienia się w antyutopię. Wszechświat jest okrutny. A może to tylko ludzie ;)

Dobrze napisane, czyta się gładko i przyjemnie. Fabułka zmyślna, ładnie rozwija się i zwija, zgrabnie mieści się w limicie.

Z tym przyznaniem "i tak nie dolecisz" trochę przesada (ale niech będzie). Bohater powinien to sobie dodać w myślach. Zwłaszcza że jest bystry i ma jaja.

Pozostaje trzymać kciuki za powodzenie jego planu :/ ;)  

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Bravwo za napisanie genialnego szorta. Kawałek dobrej literatury!

Na miejscu zorientował się, że „Początek” ma teraz nowego Kapitana. Były Pierwszy, drobny i wystraszony facet, wyglądał na równie zaskoczonego awansem.

To mi tylko zgrzytnęło. Był równie zaskoczony jak kto?

Kawał solidnego SF w skondensowanej formie, ale co najlepsze – tu w ogóle nie czuć „ciasnoty”. Napisane tak, ze wrażenia są jak po dłuższym tekście. Sprawnie napisany, jeśli coś można zarzucić to tylko dwóch rzeczy. Jedna, to trochę można było jednak dopracować fragment o pozostawieniu niespodzianki – bo wygląda jakby właśnie tu dokonano cięć. Drugi to… informatyk. W tym konkretnym opowiadaniu, w tej konkretnej scenerii, chyba bardziej pasowałby programista. Albo chociaż jakiś zwrot typu „komputerowiec”, ale to już dość na siłę. Programista tez pod informatyka podpada, a jednak „informatyk” zwyczajnie gryzie się z rolą bohatera w przedstawionym świecie.

 

To, czym opowiadanie wyróżniło się między innymi finalistami, to doskonale zrównoważone wszystkie istotne elementy tekstu. Nasycenie tym, ze coś się dzieje. Język. Historia „teraz” i historia „w tle” (kolonizacja, plany wojskowych). Dobre skondensowanie treści. Skalowalność opowiadania! Bo skalowalność tu jest bardzo wyraźna. Wymieniać można dużo.

 

A przy tym wszystkim udało się jeszcze umieścić polityka w tle i stracone złudzenia na pierwszym planie.

 

(Ale kurde, ten informatyk w tym konkretnym przypadku i przy Twoim poziomie warsztatu, to powiedzmy wprost: baboł. No chyba, ze taką miałeś wizję świata, a nie tylko upewniałeś się, ze zgodność z tematem będzie zauważona, ale idę o zakład, że jednak baboł.)

 

Naprawdę mocny tekst – i fabularnie, i jakościowo. Jestem pod wrażeniem, bo konkursowy limit zupełnie nie przeszkodził Ci w stworzeniu kompletnej, dopracowanej i szczegółowej wizji. Wydaje się nawet, że jej sprzyjał, bo sporo przemyciłeś właśnie między wierszami, w detalach i niedomówieniach. W złożony sposób nakreśliłeś też konflikt głównego bohatera, od poszukiwania wyjścia z sytuacji bez wyjścia aż do ostatecznej decyzji.

Dodatkowy plus za nieoczywisty tytuł. I jako że wyniki już ogłoszone, gratuluję podium! :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Świetnie, że wpadłeś, Jerohu. Z tym przecinkiem dałeś mi do myślenia. Masz zapewne rację. Ale jeszcze bardziej mnie zażyłeś ze spójnością zdania. Teraz mam myślówę, bo wydawało mi się, że sens i spójność są klarowne, a teraz nie mam pewności. No i fakt, te zaimki dalej powodują problemy z podmiotami.

Kolejny wskazany przecinek też muszę sprawdzić i przemyśleć.

Za resztę również wielkie dzięki, zwłaszcza miłe słowa. Masz rację, to ludzie są okrutni. A bohater kazał przekazać, że dziękuje za określenie bystry i z jajami.

Witaj, Sonato. Genialny to zdecydowanie określenie przesadzone. Ale cieszę się, że przypadł Tobie do gustu. "Równie" zaskoczony to taki skrót myślowy – równie zaskoczony, jak bohater, który odkrył (w domyśle ze zdziwieniem), że statek ma nowego kapitana.

Dziękuję, Wilku-Zimowy, za błyskawiczny i obszerny komentarz jury. No i za świetny konkurs oraz wyróżnienie. Napisałeś wiele miłych słów i bardzo fajnie i sensownie ten tekst przeanalizowałeś. Poza kwestię z babolem zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami. No bo właściwie czemu nie informatyk? To bardzo pojemne pojęcie i obejmuje również pracę z S.I., wgląd w program, kod, praca z komputerem itd. W Twoim konkursie uczestnicy traktowali pojęcie "informatyk" z wielką, twórczą i fascynującą swobodą oraz na wiele sposobów. Dlatego nie rozumiem za bardzo, dlaczego właśnie moje potraktowanie informatyka jest Twoim zdaniem babolem. Ale nie chcę się spierać i nie mogę przecież narzekać :)

Hej Black_Cape! Dziękuję za lekturę, cenną opinię i głos na nominację! Też uważam, że to poszukiwanie limitu wyszło mi na dobre. Na pewno wymusiło kondensację znaczeń, sensów i przekazu w ograniczonej przestrzeni literackiej. Podoba mi się takie pisanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Technicznie dopracowany, klimat jest. Od strony czytelniczej jest git. Trochę brakowało mi czegoś zaskakującego na końcu – od początku podejrzewałem taki rozwój akcji – ale mimo to po zakończeniu lektury jestem zadowolony. Dobry tekst do obiadu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NWM, Git to git. Puenty zaskakującej nie szukałem, to nie tego rodzaju szorcik miał być. Ale skoro jesteś zadowolony i nic nie stanęło w gardle podczas obiadowej lektury, to się cieszę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Gratuluję wyróżnienia.

W pełni zasłużone, tekst przez oszczędność w wyrazie zyskał chłodny, spartański klimat, który mocno podkreślił treść. Niedopowiedzenia dodatkowo stworzyły atmosferę strachu.

Szczególnie spodobało mi się zdanie:

Potem zrozumiał, że znajdują się na małej wyspie czasu pośród oceanu snu

jak również to kończące tekst.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję, Wickedzie, fajnie, że się podobało. Ostatnie zdanie to moje ulubione w tym szorcie :).Tobie również gratuluję i do zobaczenia pod Twoim tekstem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jest OK.

Co prawda miałem nadzieję, że wyłączy systemy podtrzymywania życia w sarkofagach pozostałych informatyków, po czym spojrzy na nowego dowódcę i z niewinnym uśmiechem powie “jestem ostatni”, ale Twoje zakończenie też daje radę.

Fajny dylemat moralny, mniej fajne jest to, że bohater był takim po-prostu-idealistą.

Ostatnie zdanie rzeczywiście niezłe – ukazuje, że koleś jest zwykłym człowiekiem, który ma swoje słabości i lęki.

 

Tekst lekki, przyjemny, do przeczytania.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Witam, Hrabiego. Twoje "inne zakończenie" to dopiero jest skrajność, przy której "idealizm" mojego bohatera to pikuś ;) Chciałbyś zrobić z niego psychopatę? Szort byłby wówczas jakiś miałki i pustawy po prostu. Swoją drogą u mnie nie jest on znów takim idealistą. Raczej realistą, który postanawia się odegrać.

Natomiast zastanawia mnie stwierdzenie "tekst lekki, przyjemny, do przeczytania". Rozumiem, że nie porwało, ale "lekki i przyjemny" to chyba niezupełnie efekt jaki sobie zamierzyłem. Pisałem na konkurs Wilka, a nie Finkli ;)

Dziękuję za lekturę, opinię i miłe słowa. Skoro w sumie jest OK, to się cieszę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Sprecyzuję, Marasie – “lekki i przyjemny” dotyczyło formy, nie treści. Bo napisałeś w taki właśnie sposób – lekki i zrozumiały, dzięki czemu przeczytałem z przyjemnością.

Treść, cóż… miała swoją wagę.

Może i “nie porwało”, ale nie znaczy to, że się nie podobało.

 

Moje zakończenie też realistyczne, tylko Twój bohater musiałby być innym typem człowieka ;)

Psychopatą? Być może ;D

 

Dzięki.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Aaaaa skoro formy, to się przecież nie będę bulwersował ;P

 

I miałby zabić 126 kolegów po fachu? Wiesz, wojskowi to mają już tak w głowach poukładane, ale informatyków to chyba sprawdzali przed wysłaniem na inną planetę ;)

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobre. Nie jakieś porażająco odkrywcze, ale bardzo sprawnie obrze napisane, taka solidna sf.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki za wizytę, Drakaino, i miłe słowa. Może się kiedyś uda wrócić z dłuższym komentarzem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Oj, chyba jeszcze nigdy nie pojawiłem sie z komentarzem tak długo po przeczytaniu. I tak późno. Zupełnie, jakby Kopciuszek złapała gumę w swojej magicznej dyniokarocy (właściwie, to raczej jakby myszkoń zgubił podkowę) i dotarła na bal za dziesięć dwunasta. 

To przez te rymowanki w wątku bibliotecznym, utkwiło mi w głowie, że tekst skomentowałem, a komentarz przecież to nie był :-) 

No ale do rzeczy. Szort to świetny, kawałek (no dobrze – kawalątek) solidnej SF, który, choć sprawia wrażenie pojedynczego epizodu, wycinka czegoś większego, jest zamknięty, pełny i świetnie się bez szerszego kontekstu obywa. Interesujący fabularnie, do tego posiadający ciekawą, satysfakcjonującą i dość zaskakującą końcówkę, nie będącą do tego wciśniętym na siłę tłistem, a konsekwencją nietypowych działań inteligentnego bohatera. No i jeszcze znakomicie pasujący do SF, przejrzysty i prosty, ale znakomity warsztatowo styl (w tym akurat jesteś świetny, kiedyś już chyba o Twoim stylu pisałem – weź żesz machnij wreszcie jakieś solidne SF, space operę nawet, a nie jakieś szorciki, fantasy, horrorki psychologiczne, czy inne postapo, to skakać będę z zachwytu). 

Słowem – szort bliski ideału. 

Oczywiście pewnych rozwiązań można się czepiać – ktoś chyba zwrócił już na to uwagę – dziwi zachowanie wojskowych, którzy wyraźnie dają do zrozumienia informatykowi, że i tak czego go smutny koniec. To ewidentne kręcenie na siebie bata, zwłaszcza w sytuacji, gdy od działań informatyka zależy powodzenie przedsięwzięcia. Inteligentny facet, postawiony w sytuacji bez wyjścia, któremu na niczym już nie zależy, jest potwornie niebezpieczny. Fakt, po wojskowych niekoniecznie należy spodziewać się wielkiego rozgarnięcia, ale z drugiej strony, idioci nie przeprowadzają skomplikowanych przewrotów… 

Ale ja nie o tym właściwie chciałem, bo rzecz dla jakości szorta ma znikome znaczenie. Chodziło mi wyjaśnienie mojego NIE:

Tak krótki króciak, choć znakomity, jest tylko króciakiem i nie może mierzyć się z pełnowymiarowym, znakomitym opowiadaniem. Nawet z, przykładowo, Twoim słusznie piórkowym "Huzarem śmierci", który, choć wciąż będąc szortem, jest jednak znacząco dłuższy i znacznie bogatszy w… Właściwie we wszystko. 

Dlatego mniemam, iż mój głos nie spędzi Ci snu z powiek i obejdzie się bez słynnego tekstu Antonio Salierego z "Amadeusza" :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Witam, Thargone. Najważniejsze, że dotarłeś ;) Oczywiście Twoje NIE w obliczu siedmiu NIE, NIE robi wrażenia, tym bardziej że w tym rozdaniu TAKA nie dałeś nikomu.

Serdecznie dziękuję, za miłe słowa na temat jakości szorta i mojego warsztatu. Oczywiście, że piszę fajne ;) i solidne science-fiction, ale nie na portal. Tutaj nie mam szczęścia do obecnej Loży i raczej jej moja pisanina nie podchodzi, więc szkoda mi palić teksty pozakonkursowe – taką wyciągam naukę z moich ostatnich nominacji.

Odnośnie uzasadnienia Twojego NIE – wolałbym, żeby wynikało to NIE z krytycznych uwag na temat tekstu, a nie z pochwał. Bo teraz naprawdę nie wiem czym "zawiniłem". Skoro członek Loży nie może/nie chce dać TAKA bardzo dobremu (w jego opinii) szortowi, bo krótki, to po co istnieje możliwość nominowania takich szortów do piórka?

 

Edit. No właśnie! Słusznie prawi Finkla poniżej. Skoro już się przyznałeś do autorstwa wierszyków, to powiem, że do mojego tekstu był świetny i go sobie zapisałem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Thargone, czyżbyś chciał się przyznać do pisania wierszy w wątku bibliotecznym?

Babska logika rządzi!

Odnośnie uzasadnienia Twojego NIE – wolałbym, żeby wynikało to NIE z krytycznych uwag na temat tekstu, a nie z pochwał.

Rzeczywiście, gdy sobie przeczytałem swojego posta sam odniosłem wrażenie, że jest to takie "Świetnie, Romuś, znakomita robota, widać jak bardzo się starałeś, rewelacja. Siadaj, dwa." Oczywiście nie taki był mój zamiar, więc już spieszę z wyjaśnieniami. 

Mógłbym w zasadzie napisać, podobnie jak inni głosujący, że tekst bardzo dobry, ale nie porywa. Byłaby to w zasadzie prawda, ale niezbyt uczciwie przedstawiająca obraz rzeczy (z mojego punktu widzenia, absolutnie nie wnikam w powody opinii innych) Zacząłem po prostu zastanawiać się dlaczego nie porywa i wyszło mi, że nie ze względu na pracę autora, tylko na ograniczenia, jakim był poddany. 

W czterech tysiącach znaków możesz zmieścić konkretną fabułę, choć z braku miejsca będzie prosta i skondensowana. Możesz skonstruować postaci, całkiem nawet przekonujące, ale z braku miejsca będą raczej naszkicowane niż machnięte pełną paletą barw. Ich relacje raczej jednowymiarowe. Świat ledwie zarysowany, bez niuansów, klimat, jeśli w ogóle uda się stworzyć, to już bardzo dobrze. Pomysł i styl – właściwie to są jedyne rzeczy, jakimi taki krótki tekst stoi. Nie twierdzę, że szort potrzebuje tych wszystkich elementów w pełnej krasie, bo jest przecież szortem. 

Prawię tu oczywistości, ale zmierzam do tego, że szort nie pozwoli ci na rozwinięcie skrzydeł, żagla fotonowego, czy przyspieszenie do nadświetlnej. Dłuższy tekst tak, i dlatego zawsze będzie lepszy od szorta. 

I tutaj pojawia się pula nominowanych tekstów, które niby ze sobą nie konkurują, ale trafiają do jednego worka i siłą rzeczy jakieś stopniowanie tam następuje, choćby mimowolne. Więc jeśli z jakichś powodów nie zatakowałem "Opętania" ani "Kursu", to tym bardziej nie mogłem dać taka "Mitowi", bo jest od nich po prostu słabszy. Podkreślam – nie dlatego, że słabiej go napisałeś, tylko dlatego, że mając do dyspozycji marne cztery tysiące znaków, niewiele więcej można osiągnąć. Dlatego też autor dostał pochwały, ale nie taka. 

To pewnie sprawiedliwe nie jest, może powinno być coś w stylu "piórko dla szorta" ale pragnę zauważyć, że na szczęście w Loży jest dziewięć osób i to, że u jednej króciaki mają pod górkę, nie ma większego znaczenia :-) 

Skoro członek Loży nie może/nie chce dać TAKA bardzo dobremu (w jego opinii) szortowi, bo krótki, to po co istnieje możliwość nominowania szortów do piórka?

Nie wiem. 

To znaczy, od początku – członek Loży oczywiście może, nie twierdzi też, że nigdy takiemu szortowi taka nie da, ale musi być to szort naprawdę rewelacyjny, by członek z czystym sumieniem wlepił takiemu taka w otoczeniu pełnowymiarowych tekstów. "Mit", choć bardzo dobry i zasługujący na pochwały, taki nie jest. Powtórzę – jest jeszcze ośmiu innych członków, którzy nie mają problemu z rozmiarem. 

A możliwość nominacji szortów? Jest, a czy sensownie czy nie – nie zastanawiałem się wcześniej, bo też do tej pory nie zauważyłem potrzeby. W przypadku każdego konkursu jest podział na kategorie. W przypadku piórek nie, ale też piórka nie są typowym konkursem – tam nominowane teksty nie współzawodniczą. Teoretycznie więc, jeśli dlugaśne i rozbudowane opko jest świetne (jak na dlugaśne i rozbudowane opko) dostaje piórko (albo przynajmniej taka) a jeśli szort na cztery tysiące jest znakomity (jak na szorta) też dostaje i wszystko jest cacy. Przyznaję, mam problem z postawieniem jednego i drugiego obok siebie i przyznaniu im takiego samego piórka, ale powiem jeszcze raz – po pierwsze genialny szort zapewne taka ode mnie dostanie, a po drugie nikt inny zdaje się problemu z wartościowaniem nominowanych tekstów nie ma. Sprawa ma więc raczej drugorzędne znaczenie :-) 

Dzielić piórka na kategorie (piórko długie, piórko krótkie, piórko krucze dla horrorów, puchate dla baśni, smocza łuska dla fantasy, orle dla military SF, skrzydełko karalucha dla postapo…) nie, to bezsensowne zamieszanie :-) 

EDIT:

Finkla,

Dammit! Wymskło mi się i chciałem edytować, zanim ktoś zauważy, ale potem Maras zapytał dlaczego NIE, skoro szorta chwaliłem i, kurtka na wacie, zapomniałem…

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mam podobnie jak z tekstem syfa. Wszystko jest w moim odczuciu szczątkowe, scenka niewystarczająca, dylemat jednoliniowy, rozwiązania oczywiste, polecenie nie do końca jasne, cele działań i bohater nie wzbudzili moich emocji. Nie widzę, gdzie jest tutaj owa “solidna SF”, wspomniana przez drakainę. Sam w sobie szorcik może być solidny, ale pod względem naukowym czy fantastycznonaukowym, dla mnie mocno średni. Nie dowiedziałam się niczego o mechanice procesów, logistyce działań, nie znalazłam też żadnych przyszłościowych wizji, przewidywań, przestróg, nadziei, metafor, nawiązań.

Ale czytało się szybko i bez bólu.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Jak nie ma przestróg? A “Jeśli wysyłasz statek w Kosmos, to nie oddawaj wojskowym władzy nad nim nawet na chwilę”? ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka